WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EROTYKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EROTYKA. Pokaż wszystkie posty

06 września 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XIII






POWRÓT DO MANISY
Cz. I



 Wracając ponownie na tron osmański (wrzesień 1446 r.) po swoich dwuletnich wakacjach w Manisie, sułtan Murad II wziął się ostro do pracy. Z końcem października 1446 r. wysłał do Wenecji tekst podpisanego przez siebie traktatu polityczno-handlowego (zawartego osiem miesięcy wcześniej jeszcze przez jego syna Mehmeda), co oznaczało że układ ten wszedł wówczas w życie. Ze strony Wenecji i Węgier na razie nie groziło żadne niebezpieczeństwo, w Anatolii też panował spokój. Jedynym miejscem który wówczas spędzał sen z powiek Murada II była Grecja, a szczególnie rządzony przez braci Paleologów (Konstantyna i Tomasza) Peloponez. Konstantyn był człowiekiem niezwykle ambitnym. W 1427 r. w wieku 23 lat przyjechał (na rozkaz swego najstarszego brata, cesarza bizantyjskiego Jana VIII Paleologa) do starszego od siebie brata Teodora na Peloponez, aby pomóc mu w powiększeniu tego władztwa kosztem francuskich posiadłości w Grecji. Teodor (władający wówczas Peloponezem od 1407 roku, czyli od chwili gdy był jeszcze dzieckiem), zamyślał w tamtym czasie o wycofaniu się z polityki i wstąpieniu do klasztoru, ale ostatecznie porzucił te plany i widząc ambicję swego młodszego brata, szybko popadł z nim w konflikt o władzę nad tą despotią. Ten konflikt pomiędzy braćmi trwał ponad 15 lat, gdyż Teodor nie zamierzał dzielić się z bratem władzą nad Moreą (Peloponezem) i choć na ogół Teodor był człowiekiem spokojnym (do tego bardzo dobrym matematykiem i często wolał swoje obliczenia niż realne władanie krajem), to jednak miewał przypływy energii, w czasie których jego ambicja sięgała tronu cesarskiego w Konstantynopolu. Umacniała go w tym przekonaniu jego małżonka (poślubiona w 1421 r.), włoska księżniczka Cleopa Malatesta (z którą miał tylko jedno dziecko, córkę Helenę, urodzoną w 1428 r.). Cleopa zmarła jednak w roku 1433 i od tego czasu Teodor popadał w zniechęcenie, które coraz rzadziej ustępowało pod wpływem ambicji Konstantyna. Ostatecznie, gdy do Mistry (stolicy Morei) zaczęły napływać informacje o chorobie cesarza Jana VIII (podagra) i ewentualnej jego śmierci, stosunki pomiędzy Teodorem a Konstantynem zaczęły się poprawiać. Tym bardziej że Teodor ostatecznie zrezygnował z władztwa nad Moreą i przekazał ją swemu młodszemu bratu, a sam wyjechał do Selymbrii (miasta nieopodal Konstantynopola), gdzie zamierzał oczekiwać informacji o śmierci Jana VIII, aby tym samym mógł zająć jego miejsce (1443 r.).

Teraz Peloponezem władało dwóch braci - Konstantyn i najmłodszy z Paleologów - Tomasz (który był całkowicie oddany i posłuszny swemu starszemu bratu). Jeszcze nim w 1444 r. ruszyła wyprawa króla Władysława I (III) Jagiellończyka (zakończona klęską pod Warną), Konstantyn postanowił uderzyć na sojuszników sułtana w Helladzie, i tak jeszcze w tym samym 1444 wyruszył przeciwko księciu Aten - Nerio II Acciaiuoli (lennikowi sułtana). Zdobył Teby i Liwadię oraz podszedł pod same Ateny, gdzie wymusił na Nerio podpisanie pokoju, na mocy którego to właśnie on, Konstantyn (a nie Murad) stawał się suwerenem księcia Aten, który na żądanie Paleologa miał odtąd dostarczać wojska i płacić narzucony trybut. Co prawda ten akt poddania Aten Sparcie (Konstantyn władał Peloponezem czyli dawnym spartańskim krajem) nie trwał długo, gdyż już po zwycięstwie pod Warną, Nerio II wysłał do Murada list, w którym kajał się za podporządkowanie Konstantynowi i prosił aby sułtan ponownie zechciał przyjąć go do roli swego lennika (oczywiście wysłał Mehmedowi bogate upominki). Konstantyn za karę za to odstępstwo w 1445 r. ponownie najechał Attykę, ale operująca w Tebajdzie armia bega Tesalii - Omera (poddanego sułtana), zmusiła go do odwrotu. W roku 1446 Konstantyn planował dalszą ekspansję w Grecji, ale postanowił być bardziej ostrożny i z chwilą powrotu na osmański tron Murada II wysłał do niego list, w którym proponował utrzymanie wszystkich umocnień heksamilionu (fortyfikacji łączących północną Grecję z Peloponezem na Istmie korynckim), oddanie mu dominacji nad całą Grecją aż po Termopile, oraz oczywiście całkowitą niezależność królestwa Morei od sułtana. Murad II, gdy poseł Konstantyna przekazał mu owe propozycje (a w zasadzie żądania) swego pana, wpadł w taki gniew, że dobył swego miecza i osobiście zamierzał zabić nieszczęsnego dyplomatę. Powstrzymał się z tym jednak i nakazał zakuć go w kajdany oraz wtrącić do lochu, a sam rozpoczął przygotowania do inwazji na Moreę. Sułtan opuścił Adrianopol jeszcze z końcem października 1446 r. czyli zaledwie miesiąc po swoim powrocie do stolicy. Jego gniew na Konstantyna był tak wielki, iż z trudem udawało mu się go ukryć (niestety za ową butę Paleologa zapłacą zwykli ludzie, co jest normalne dla polityków i władców, którzy lekką ręką poświęcają życie swoich poddanych i obywateli, żeby tylko utrzymać władzę, wpływy i pieniądze).




Konstantyn - ufny w umocnienia heksamilionu i wąski past Istmu (gdzie już od starożytności zaledwie garstka obrońców mogła powstrzymać całą armię), zdawał się być w dobrym nastroju i pewny swego. Zapomniał jednak że to już nie są czasy hoplitów i wojen grecko-perskich, teraz świat poszedł do przodu, pojawiły się armaty, broń palna a nawet miny (czyli proch, który można było umieścić w wykopanych dołach aby wysadzić w powietrze nawet najlepsze fortyfikacje). A Murad II wiódł ze sobą wiele armat i już 10 listopada stanął pod murami heksemilionu na Istmie (co pokazuje z jaką szybkością poruszał się na południe). Ostrzał artyleryjski trwał tylko 3 dni i już zaczęły robić się wyłomy, przez które wdzierali się janczarzy, ale obrońcy Morei dokonywali wręcz cudów heroizmu, zmuszając Osmanów do wycofania się i zdając sobie sprawę że jeśli mury heksamilionu padną, to nic ich już nie uratuje. 10 grudnia Murad II rozpoczął szturm generalny który osiągnął cel, obrońcy (wykrwawieni i wyczerpani w ciężkich bojach) nie byli już w stanie zatrzymać kolejnych fal wdzierających się osmańskich wojowników. Wybuchła panika, każdy ratował się teraz na własną rękę, bo tych, którzy wpadli w ręce janczarów, czekał żałosny los. Obóz grecki został zdobyty, ci, spośród obrońców którzy dostali się do niewoli - jeśli mieli szczęście - mogli zostać sprzedani jako niewolnicy (i to tylko jeśli mieli szczęście, z reguły bowiem mordowano ich w sposób niezwykle okrutny). Murad II mścił się na schwytanych obrońcach Morei, ponoć specjalnie wykupił od swych janczarów 600 wziętych przez nich do niewoli greckich żołnierzy, aby następnie skazać ich publicznie na śmierć w krwawej ofierze za duszę swego ojca Mehmeda I. Uciekający obrońcy Morei siali jeszcze większą panikę wśród mieszkańców Peloponezu, starając się znaleźć jakąkolwiek kryjówkę, aby tylko nie zostać wytropionym i zabitym, ale takich miejsc praktycznie nie było. Sułtan ogłosił że każdy kto się podda, ocali życie, ale bardzo szybko okazało się że to jest kłamstwo, bowiem ci, którzy ujawnili się i poddali, szybko zostali okrutnie zamordowani. Nie było litości, Murad mścił się na zwykłych żołnierzach i mieszkańcach Morei za butę Konstantyna, a ten (również przerażony) dotarł do Lakonii, skąd z całym swym majątkiem i rodziną planował uciec z Peloponezu. Murad II wysłał Omera aby mu to uniemożliwić, pochwycić go i dostarczyć żywego lub martwego.




Murad zajmował kolejne miasta Korynt, Sykion i Wostitsę (które były całkowicie wyludnione, gdyż ludność miejska w wielkiej trwodze uciekła stamtąd nim przybyli Osmanie). Drogi Morei pokryły się uchodźcami z miast i wsi, którzy uciekali ku morzu, a w zasadzie ku emporiom weneckim, gdyż tam tylko można było znaleźć schronienie i ocalić życie (Wenecja bowiem miała zawarty z sułtanem traktat pokojowy), tylko czy Wenecjanie będą chcieli się narażać sułtanowi i wpuszczać do swych miast niekontrolowane liczby biednych, wyczerpanych, chorych i głodnych ludzi. Część miast przyjęła tylko niewielką ich liczbę, inne zaś w ogóle nie otworzyły swych bram (często też dochodziło tam do dantejskich scen, gdzie rodzice prosili aby chociaż przyjąć dzieci), szybko też okazało się że jedyna szansa, to dotrzeć do Lepanto, dużego miasta handlowego gdzie można było uzyskać schronienie i strawę, tam jeszcze nie zamknięto bram. Jednak gdy mieszkańcy Patras przybyli pod mury Lepanto, okazało się że miasto już nie przyjmuje nikogo, jest bowiem przepełnione uchodźcami z okolicznych obszarów (przyjęcie takiej ilości ludzi stwarzało olbrzymie zagrożenie, przede wszystkim trzeba było tych ludzi wykarmić, a przecież skąd wziąć na to środki, a poza tym, jeśli by pomarli w murach, mogliby spowodować wybuch jakimś epidemii która pociągnęłaby za sobą olbrzymią śmiertelność wśród mieszkańców miasta, a wszelkich epidemii bano się wówczas szczególnie, nawet bardziej niż wojen i zniszczeń. Warto bowiem pamiętać że od końca wieku XV w Europie Zachodniej w obawie przed wybuchem epidemii zamknięto wszystkie dotychczasowe łaźnie, gdyż lekarze twierdzili że częste mycie powoduje otwarcie porów na skórze, a to ułatwia przeniknięcie zarazy i większą śmiertelność. Tak więc począwszy od wieku XVI a szczególnie w wieku XVII i pierwszej połowie wieku XVIII mamy doczynienia z epoką brudu w Europie Zachodniej, gdyż w obawie przed zarazą ludzie myli się bardzo rzadko - np. królowa Elżbieta I kąpała się raz w miesiącu i uważała że jest wielką czyściochą - ale za to przynajmniej często zmieniano odzież wierzchnią. Trzeba też powiedzieć że u nas w Rzeczpospolitej, w Carstwie Moskiewskim i w Imperium Osmańskim było w tym czasie zupełnie inaczej. Tam łaźnie były czymś naturalnym, w Polsce np. prawie każdy dworek szlachecki miał własną łaźnię, a codzienne mycie się było bardzo popularne, podobnie rzecz się miała w Rosji, na Węgrzech i w Turcji, a także poniekąd w krajach skandynawskich.




 Niestety ta tradycja czystości ustępowała w naszym kraju wraz z utratą państwowości, tak jakby wraz z utratą niepodległej Ojczyzny Polacy coraz bardziej obrastali brudem, podczas gdy w Europie Zachodniej znowu odkryto mydło, wanny i łaźnie. W drugiej połowie wieku XVIII a także w wieku XIX stanowiło to poważny problem, szczególnie na wsiach. Duży był też strach przed wizytą lekarza na wsi, gdyż lekarz zabierał chore dzieci do szpitala, a to z reguły traktowano jako zapowiedź ich śmierci - poza tym lekarz był drogi, co oznaczało że wielu chłopów nie było na niego stać, nawet jeśli przyjeżdżał tam sam, na badania - poza tym lekarze nakazywali częste mycie, co również traktowano jako coś nienormalnego. Zobaczcie jak to wszystko potrafi się zmienić, Polacy od najdawniejszych czasów byli jednymi z najbardziej czystych Narodów Europy, ale wraz z utratą Ojczyzny przyszło jakieś zaciemnienie umysłów i ludziom odechciało się myć. Dopiero z końcem wieku XIX zaczęto ponownie odmieniać tę trend). 




Konstantyn, jego brat, małżonka i najbliżsi współpracownicy liczyli na przysłanie weneckich okrętów, które zabiorą ich z Peloponezu, ale nic takiego nie nastąpiło. Co prawda Omer nie zdołał ich pochwycić, ale nie byli również w stanie opuścić Morei drogą morską (a tylko taka była jeszcze możliwa). Ostatecznie Konstantyn i Tomasz wysłali do Murada swego posła, godząc się na wszystkie sułtańskie warunki, łącznie z opłaceniem pokaźnego trybutu i zostaniem sułtańskim lennikiem, w zamian prosili tylko o możliwość dalszego sprawowania władzy nad Moreą (teraz oczywiście w imieniu samego sułtana). Muradowi dawno przeszła złość, z jaką przybył do Grecji, tym bardziej że obładowany licznymi łupami i wziętymi w jasyr ludźmi (sam Murad zawiózł do Teb 60 000 mieszkańców Morei, nie licząc tych, którzy wpadli w ręce jego żołnierzy, a ponoć było ich tak dużo, głównie kobiet, że janczarzy po drodze sprzedawali kobiety i dziewczęta okolicznym nabywcom za jedyne 300 asprów, czyli w przeliczeniu dosłownie za grosze, co oznaczało że tego jasyru mieli tak dużo, że nie byli w stanie wszystkich upilnować, dlatego też woleli sprzedać owe kobiety znacznie poniżej ceny oficjalnej wartości niewolnika, jak pozwolić im uciec), uznał sułtan że dopiął swego i zgodził się na propozycję obu Paleologów. Konstantyn i Tomasz władali teraz wyludnionym, zniszczonym i rozgrabionym krajem, ze zdemoralizowaną szlachtą, zniszczonymi miastami i utraconą suwerennością. Despotes Konstantyn starał się być dobrym władcą, łagodnym i niezbyt autorytarnym (co było rzadkością w tamtych czasach), kierował się bowiem zasadami swego przyjaciela i mędrca, greckiego filozofa Gemistosa Plethona, ale ostatecznie wszystko to zakończyło się katastrofą w postaci osmańskiej inwazji.




Była już wczesna wiosna roku 1447, gdy sułtan Murad powrócił do Adrianopola. Wiódł ze sobą liczne łupy, ale tak naprawdę największą zdobyczą zawsze byli ludzie, których następnie zamieniano w niewolników, szczególnie zaś kobiety - które natychmiast trafiały do sułtańskiego haremu. Sułtan wolał piękne, młode kobiety nawet od kilogramów złota, szczególnie gustował w młodych 15-letnich pannach. Oczywiście natychmiast następowała selekcja i zaliczanie owych dziewcząt do jednej z grup. Pierwszą grupę stanowiły młode, zdrowe dziewczyny, które nie musiały być ładne, gdyż przeznaczano je do prac w haremie (musiały jednak spełniać pewne warunki, np. mieć pełne uzębienie, żadnych krost na twarzy i rękach itd.). W drugiej grupie mieściły się młode dziewczynki 5/15-letnie), które najpierw miały być uczone języka, alfabetu i oczywiście musiały przyjąć islam, a następnie bogate Turczynki (które zarabiały pokaźne pieniądze na handlu takimi dziewczynami), uczyły je jak zadowolić mężczyznę, a dopiero potem (często po latach) trafiały do sułtańskiego haremu. Najdroższe były dziewczyny i kobiety trafiające do grupy trzeciej, gdzie należało spełniać określone warunki (uroda, kobiecość, seksapil, brak widocznych skaz, oczywiście pełne uzębienie i brak wszelkich chorób, bowiem nawet chrapanie w nocy eliminowało taką dziewczynę z grona potencjalnych sułtańskich faworyt i wówczas trafiała do służby, albo była sprzedawana na targu w Konstantynopolu). Do trzeciej grupy praktycznie nigdy nie trafiały kobiety o ciemnej karnacji, murzynki zaś prawie zawsze były przeznaczone do roli służby haremowej, a często traktowano je wręcz jak żywe przedmioty (służyły na przykład do bicia dla dzieci sułtana, gdy te chciały się na kimś wyżyć). Najwyżej cenione były dziewczęta o jaśniebiałej cerze, szczególnie mieszkanki krajów Północy, a wśród nich najbardziej popularne były... Polki i Francuzki (jak bowiem pisał osmański poeta Enderumi Fazuli: "Wszystkie kobiety nic nie znaczą wobec Polek. Spojrzenie ich roznieca nawet w sercu pustelnika płomień żądzy, a sploty włosów stają się dla niego przepaską, zamiast pustelniczego pasa. Niewiasty Lechistanu to istoty całkiem wyjątkowe: lica ich piękne jak róża, kibić wyniosła jak cyprys; kiedy idą, postawa ich pełna wdzięku, kiedy mówią - usta ich pełne słodyczy. Każda z nich w sztuce kochania jest mistrzynią. Duszę swą oddaje przyjacielowi, którego pozyskała dla siebie").




Po przeprowadzeniu tej kampanii sułtan Murad ponownie przez kolejny rok oddał się cielesnym rozkoszom (brak jakichkolwiek wzmianek o jego jakiejkolwiek politycznej czy militarnej aktywności, tym bardziej że nasprowadzał sobie tyle młodych dziewczyn, że miał w kim wybierać i zapewne nie chciało mu się już nic więcej, gdy nocami toczył swoje łóżkowe boje 🥴). Ale przenieśmy się do Manisy, w której to na ponowne życzenie ojca przebywał młody 15-letni Mehmed Celebi. On również miał swój własny harem i wypatrzył tam jedną z dziewcząt o imieniu Gulbahar. Była to niewolnica rodem prawdopodobnie z Albanii (chociaż twierdzono również że była uprowadzoną do niewoli córką króla Francji Karola VII). Młody Mehmed zakochał się w niej po uszy i uczynił ją swoją faworytą. Bardzo często spędzał czas w jej towarzystwie, pozwolił jej również posiadać własne pieniądze i kupować za nie suknie oraz biżuterię. Sama decydowała w co się ubierze, a także otrzymała kilka dziewcząt z haremu jako swoje służące. W czasie gdy Mehmed przebywał w Manisie, zapatrzony był w Gulbahar niczym w lustro i żadna inna kobieta nie była w stanie zyskać jego uwagi. Już w maju 1447 r. ta młoda dziewczyna poinformowała swego pana (jakim bez wątpienia był dla niej Mehmed) że jest w błogosławionym stanie i spodziewa się narodzin syna. To jeszcze bardziej przybliżyło Mehmeda do Gulbahar i wydawało się jakoby szczęściu tej dwójki nic nie zagrozi. Los jednak lubi płatać nam figle i nasze pierwotne wybory często potem muszą ustąpić różnym zaistniałym dziwnym sytuacjom (aczkolwiek pamiętajmy że nigdy nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, czasem jeśli nam się wydaje że coś idzie nam nie tak jak zaplanowaliśmy, że piętrzą się kłopoty i tak dalej, to może właśnie to jest dobre, bo wybór jaki podjęliśmy być może nie był dla nas korzystny na dłuższą metę. Ja przynajmniej miałem kilka takich sytuacji w życiu, gdzie wydawało mi się że los rzuca mi kłody pod nogi i przeszkadza w moim wyborze, który sam wybrałem. A potem się okazywało, że ten wybór wcale nie był dla mnie taki dobry, że zejście z tej drogi okazało się ostatecznie dla mnie bardzo korzystne), ale na razie nie wyprzedzajmy faktów. 


CDN.
 

04 września 2026

WIELKA HISTORIA SEKSU - Cz. IV

OD CZASÓW STAROŻYTNYCH 
PO NAM WSPÓŁCZESNE





STAROŻYTNA BABILONIA I ASYRIA
(ok. 3 000 r. p.n.e. - ok. 550 r. p.n.e.)



"NIEWIDZIALNE KOBIETY"


"URARTYJCZYCY... WIELCE LĘKAJĄ SIĘ KRÓLA, MEGO PANA. 
DRŻĄ I MILCZĄ JAK KOBIETY"

STELA Z NINIWY
VII wiek p.n.e.
(PAŃSTWOWE ARCHIWUM ASYRYJSKIE)




 W Babilonii i Asyrii mamy do czynienia ze zjawiskiem tzw.: "Niewidzialnych kobiet". Nie znaczy to jednak, że kobiety na tych ziemiach nagle znikały, lecz odnosi się do ich statusu w społeczeństwie. Mianowicie "Niewidzialne kobiety" miały być właśnie... niewidzialne, co znaczy całkowicie podporządkowane mężczyźnie (ojcu, mężowi lub synom). Oficjalnie mężczyzna mógł mieć tylko jedną, legalną małżonkę, w praktyce jednak wielu z nich posiadało prawdziwe haremy, złożone zarówno z niewolnic, jak i wolnych kobiet, które żyły z danym mężczyzną w konkubinacie. W każdym momencie mężczyzna z Mezopotamii mógł się rozwieść ze swoją małżonką, jeśli tylko uznał to za właściwe (niekiedy nawet mężczyźni brali sobie - wbrew prawu - dodatkowe żony i żyli z nimi pod jednym dachem). Rozwód nie był wcale najgorszą rzeczą dla kobiety (konieczność powrotu do rodzinnego domu i z reguły utrata jakichkolwiek kontaktów z dziećmi, choć mąż był zobowiązany zwrócić posag, jaki żona wniosła do związku w chwili ślubu), gorzej jeśli mąż uznał, że żona nie wypełnia swoich obowiązków odnośnie opieki nad dziećmi i utrzymania domu, wówczas mógł (przy świadkach) wyrzec się jej jako żony i uczynić... swoją niewolnicą, którą potem na przykład mógł sprzedać do jakiegoś (choćby przyświątynnego) domu publicznego (często czyniono tak właśnie, aby uniknąć oddawania posagu). Natomiast jeśli kobieta nie była w stanie dać mężowi syna, miała obowiązek zapewnić zastępstwo w tej dziedzinie i znaleźć mężowi odpowiednią kandydatkę na matkę zastępczą.

Miesiączka i okres trzydziestu dni po urodzeniu dziecka, był dla kobiety niezwykle ciężki. W tym bowiem czasie uważano ją za osobę nieczystą, a to oznaczało że nikt nie mógł się do niej zbliżyć i ona sama też nie mogła niczego dotykać. Była na ten czas zamykana w jednym z pomieszczeń domowych, a po ustąpieniu miesięcznego krwawienia (przed powrotem na łono rodziny), musiała się oczyścić, biorąc zimną i gorącą kąpiel. Prawo zakazywało też (pod karą śmierci) zbliżania się miesiączkujących kobiet do swych mężów. Mężczyźni sami się tego obawiali, dlatego też woleli zamykać na ten czas swe żony pod kluczem, aby uniknąć "niebezpieczeństwa". A mieli czego się bać, bowiem jeśli mężczyzna dotknął miesiączkującej kobiety (lub jakiejkolwiek "nieczystej" rzeczy, z którą ona miała wcześniej kontakt), to sam stawał się nieczysty (na jeden dzień) i musiał czym prędzej się oczyścić. Jeśli zaś w czasie stosunku lub kontaktu z kobietą "nieczystą" mężczyzna miał wytrysk, stawał się nieczysty na siedem dni (bez względu na "czynności oczyszczające" jakim by się wówczas poddawał). Aborcja była zupełnie zakazana, a jeśli kobieta by się jej poddała, karą za to było wbicie jej na pal (przy czym ciało następnie wywożono za miasto, w odludne tereny i porzucano na pastwę dzikich zwierząt). Aby więc nie doszło do niechcianej ciąży, kobiety stosowały środki złożone z najróżniejszych naparów, płynów i "wkładek antykoncepcyjnych".




Mimo tych wszystkich ograniczeń w kwestiach społecznych (i erotycznych), przetrwały imiona kobiet, które cechowały się albo bystrością umysłu, albo też... niepohamowanym popędem seksualnym. Oczywiście, ponieważ w tamtych czasach dokumentowano głównie poczynania rodzin królewskich, nie należy się dziwić że to właśnie imiona królowych przeszył pod tym względem do historii i zapisały się w ludzkiej pamięci. Jedną z takich postaci była królowa Sammuramat, zwana również (z grecka) Semiramidą. Żyła ona na przełomie IX i VIII wieku p.n.e. a była małżonką króla Asyrii - Szamszi-Adada V (panował w latach 824-811 p.n.e.) i matką króla Adad-Nirari III (panował 811-783 p.n.e.), przy czym ona sama sprawowała rządy regencyjne w imieniu syna od 811 r. p.n.e. do 806 r. p.n.e. (zmarła prawdopodobnie w 792 r. p.n.e. w wieku ok. 60 lat). Sammuramat była córką króla Babilonii - Marduk-zakir-szumi I (panującego w latach ok. 879-852 p.n.e.). Babilonia została uzależniona od Asyrii jeszcze za panowania ojca Szamszi-Adada V - Salmanasara III (panował 858-824 r. p.n.e.) po jego zwycięstwie w bitwie 12 królów pod Karkar (853 r. p.n.e. - z tym że bitwa ta pozostała do końca nierozstrzygnięta, aczkolwiek Asyryjczycy zadali znaczne straty siłom armii sprzymierzonych królestw, aczkolwiek nie zdołali ich pokonać). Ok. roku 824 p.n.e. Marduk-balassu-ikbi (syn i  następca Marduk-zakir-szumi i brat Sammuramat) dopomógł Salmanasarowi w stłumieniu buntu jego syna Aszurdaninapla, co zostało przypieczętowane małżeństwem Szamszi-Adada V z ok. 30-letnią Sammuramat (824 r. p.n.e.). Tak została ona królową Asyrii




Prawdziwą władzę zdobyła jednak dopiero po śmierci męża w 811 r. p.n.e. Wówczas to została ogłoszona regentką w imieniu swego małoletniego syna - Adad-nirari III. Sammuramat przeszła do historii właśnie dlatego, że była prawdziwą skandalistką swoich czasów. Po pierwsze - władała krajem bez mężczyzny (syn był niepełnoletni i nie miał wpływu na rządy), niczym prawdziwy król. Dodatkowo często przywdziewała pancerz (specjalnie wyprofilowany) i hełm, oraz wyruszała na czele swych wojsk tłumiąc poszczególne bunty, lub zbierając daniny od opornych lenników. Sprawowała regencję ok. 5 lat, a potem (gdy już jej syn osiągnął pełnoletność i objął rządy) wciąż nieoficjalnie władała krajem zza tronu, aż do swej śmierci ok. 792 r. p.n.e. (niektórzy historycy twierdzą nawet że prawdopodobnie mogła też i sypiać z własnym synem, co zapewne jest już późniejszą nadinterpretacją). Miała mnóstwo kochanków a legendy mówiły że jeśli któryś z nich nie potrafił jej zaspokoić, po wspólnej nocy kazała go wykastrować, a następnie... zakopać żywcem (podejrzewano ją także o otrucie swego męża). Pozostawiła jednak swemu synowi silny i zjednoczony kraj, a jej potomkowie władali Asyrią do 745 r. p.n.e. w którym to roku doszło do buntu i wymordowania rodziny królewskiej przez gubernatora Kalhu - Tiglat-Pilesara III, który koronował się na nowego władcę.



MAŁŻEŃSTWO - RODZINA - SEKSUALNOŚĆ




 Małżeństwo było jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu mieszkańca starożytnej Mezopotamii, choć istniała różnica w pozycji żony i męża. Mężczyźni żenili się bowiem z reguły w wieku już dojrzałym (lub po osiągnięciu wieku męskiego, czyli po ukończeniu dwudziestego roku życia), natomiast kobiety stawały się żonami jeszcze jako nastoletnie dziewczynki (częstokroć wydawano za mąż już 12-letnie dziewczęta, ale to i tak nic w porównaniu z Egiptem, gdzie żonami stawały się nawet 6 lub 7 letnie dziewczęta). Dodatkowo mężczyzna mógł sobie kupić przyszłą żonę (często czyniły tak matki, kupując niewolnice na przyszłe żony dla swych synów, jak to się stało chociażby w przypadku dostojnej pani Nihtesaru, żyjącej w czasach panowania króla Nabuchodonozora II - czyli w VI wieku p.n.e. która zakupiła dla swego syna młodą niewolnicę o imieniu Ninlilhatsine, płacąc za nią 16 srebrnych szekli. W tym celu sporządzony został dokument kupna/sprzedaży - który przetrwał do naszych czasów i stąd wiemy że taka transakcja miała miejsce. Ninlilhatsine początkowo była własnością swej pani, która przygotowywała ją do zamążpójścia z własnym synem - prawdopodobnie ona też nadała jej imię, pod którym ją znamy. Przed samym aktem małżeńskim dziewczyna została wyzwolona, a w spisanym kontrakcie ślubnym przyznano jej status małżonki, mimo że nie była w stanie wnieść własnego posagu - czyli szirku. Tak jednak działo się w wielu przypadkach, gdy albo młodzi mężczyźni, albo ich rodzice - głównie matki - kupowali sobie żony spośród niewolnic, których zarówno w Babilonii jak i Asyrii zawsze było więcej niż niewolników).

W języku staro-babilońskim słowo "mężczyzna" brzmiało "amelu" (było równoznaczne ze słowem "człowiek"), "kobieta" to "sinistu", a "niewolnica" to "amtu". Po wyzwoleniu i zamążpójściu niewolnica staje się kobietą, gdyż wcześniej jest tylko "zwierzęciem w stadzie" - jak mawiali o niewolnikach Babilończycy. Jednak nie ma znaczenia czy kobieta urodziła się wolną czy niewolnicą, gdyż jako żona i tak jest zobowiązana do tolerowania mężowskiej niewierności (mało tego, mąż może utrzymywać oficjalną kochankę, która zamieszkiwać będzie w jego domu pod wspólnym dachem z oficjalną małżonką). Taka kobieta zwana była "esirtu" czyli nałożnica/kochanka. Mężczyzna w Babilonii (jak również w Asyrii) mógł posiadać tylko jedną oficjalną żonę, ale za to miał prawo utrzymywać nawet po kilka nałożnic, które jednak winne były szacunek oficjalnej małżonce. Tylko ona miała prawo do nakrycia głowy chustą, co stanowiło o jej statusie jako kobiety wolnej i zamężnej, esirtu nie ma prawa zakładać chusty na głowę, gdyż jako kochanka i utrzymanka nie jest uważana za kobietę w pełni wolną. Mało tego, oficjalna małżonka może umieścić ją w pokojach służby, a nawet zamienić w osobistą niewolnicę (częstokroć esirtu nosiły przed małżonkami swego kochanka krzesła, gdy żony udawały się np. do świątyni, oraz pełniły obowiązki przy porannej toalecie oficjalnej małżonki). W tym przypadku nie miało żadnego znaczenia czy kobieta, która jest małżonką, była wcześniej niewolnicą, a nałożnica jej męża wolną kobietą - tutaj bowiem te relacje ulegały odwróceniu.




W Babilonii i Asyrii mężczyzna mógł się rozwieść z żoną jeśli uznał że jest nazbyt rozrzutna, bezpłodna lub podejrzewał ją o zdradę. Jeśli udowodniono żonie zdradę, czekała ją zagwarantowana prawnie kara śmierci poprzez publiczne ukamienowanie, ale mąż mógł ocalić żonę, jeśli by wcześniej jej przebaczył, żona zaś nie miała żadnej możliwości rozstać się z mężem, gdyż on był jej opiekunem i panem - dosłownie, częstokroć rozwód był błogosławieństwem dla kobiety gdy mąż się na niego zdecydował, bowiem wcale nie musiał tego robić i zwracać jej darowiznę, zwaną "tirhatu" (zabezpieczającą kobiety przed porzuceniem jej przez męża), zawsze bowiem mógł sprowadzić ją do pozycji niewolnicy - i na to zezwalało mu prawo (ale tylko w sytuacji zdrady lub bezpłodności). Żona była również odpowiedzialna za mężowskie długi (no chyba że przed ślubem zawarto w tej kwestii specjalny zapis). Bezpłodność stanowiła największe nieszczęście dla kobiety z Mezopotamii, nie dość że mąż mógł się z nią rozwieść, to już nikt by jej nie poślubił, a i rodzina nie chciała z reguły przyjąć z powrotem "bezpłodnej", gdyż wówczas wystawiała się na potępienie lokalnej społeczności. Bezpłodna kobieta w zasadzie była na przegranej pozycji w każdej możliwej sytuacji, gdyż nawet jeśli mąż zezwolił jej mieszkać w swoim domu po rozwodzie, to jej pozycja była już podobna do pozycji niewolnicy i teraz to ona musiała służyć kolejnej mężowskiej małżonce, wybranej (lub kupionej) właśnie po to, aby dała mu potomstwo. Jeśli natomiast bezpłodnym okazywał się mąż, nie było to w ogóle komentowane w mezopotamskim społeczeństwie, a panowało raczej współczucie wobec tego, że ów mężczyzna nie pozostawi po sobie własnych dziedziców (szczególnie synów). 

Jeśli jednak mąż nie mógł mieć własnych dzieci, zawsze mógł adoptować dzieci cudze do własnego rodu i zapewnić im dach nad głową, wyżywienie oraz dziedzictwo (pewien kupiec z XV wieku p.n.e. z miasta Kirkut, adoptował wielu synów - głównie z biednych rodzin, zapewniając im równe prawo do dziedziczenia własnego majątku). Ojciec miał całkowite władztwo nad życiem i zdrowiem swych dzieci, był dla nich (jak określają to zapiski) "panem i właścicielem". To ojciec decyduje o ożenkach swych dzieci i o tym, jaką mają oni pełnić rolę w przyszłości. Nie ma mowy o sprzeciwie, matka nie ma żadnych praw w stosunku do swych dzieci, chyba że mąż uzna inaczej. Dzieci zobowiązane są do szacunku i posłuszeństwa rodzicom (szczególnie ojcu) i do pomocy im na starość. Jeśli mężczyzna spłodził dzieci z niewolnicą, były one również niewolnikami (chyba że ojciec je adoptował) dopóki on żył, zyskiwały natomiast automatyczną wolność w chwili śmierci ojca. Wolność zyskiwała wówczas również ich matka (jeśli wcześniej nie została wyzwolona). Zdarzało się jednak że niewolnice dla swych mężów nabywały żony, aby ci nie brali sobie oficjalnych konkubin. O ile mąż mógł kupić i poślubić niewolnicę, wyzwalając ją, o tyle wolna kobieta mogła poślubić niewolnika tylko za zgodą członków własnej rodziny (ojca lub braci). Jeśli nie wnosili oni żadnych zastrzeżeń w tej kwestii, kobieta mogła kupić, wyzwolić i poślubić niewolnika (no chyba że niewolnik należał do innego pana, wówczas musiała również uzyskać jego zgodę na małżeństwo). 




Kupowano również niewolników i niewolnice po to tylko, aby ci płodzili ze sobą nowych niewolników, tym samym powiększając majątek pana i jego potomków. Niektórzy niewolnicy stawali się bardzo majętni i kupowali własnych niewolników, choć ich status wciąż się nie zmienił i sami podlegali swemu panu (żyjący w V wieku p.n.e. - już po podboju Babilonii przez Persję - niewolnik imieniem Ribat, doszedł do takiego majątku, że posiadał ziemię, kilka domów i stawy {które wydzierżawił synom żydowskiego bankiera imieniem Muraszu - jak mówi babilońska inskrypcja z tego okresu}). Obowiązkiem żony i niewolników (którymi zarządzała), było przede wszystkim dbanie o dom i opieka nad swymi dziećmi. Dzień powszedni mieszkańców Babilonii i Asyrii zaczynał się od porannego powitania (z reguły całowano się na dzień dobry, jako symbol podzięki bogom że pozwolili oni spokojnie przetrwać noc). Następnie przystępowano do porannej toalety - załatwiano potrzeby fizjologiczne i myto się (używano nawet mydła, które co prawda nie przypominało dzisiejszego, ale można je tak właśnie nazwać, choć wykonane było ze zmieszanego ze sobą popiołu, oliwy i delikatnej glinki), golono się (te prace w bogatych domach wykonywali specjalnie przyuczeni niewolnicy), następnie ubierano i przystępowano do śniadania. Było ono z reguły dość skromne, a składał się nań głównie chleb (który nie przypominał dzisiejszego, było to raczej ciasto bez skórki, przypominające bardziej placki lub naleśniki niż chleb), który popijano wodą lub napojem palmowym. Następnie udawano się do pracy (rzemieślnik szedł do warsztatu, kupiec na bazar itd.). Po pracy spożywano obiad-kolację, na który składały się z reguły (w bardziej zamożnych domach): ryby, mięso, jarzyny (dynie, ogórki, melony, daktyle etc.), sery, owoce i ciasta (spożywano również gotowaną szarańczę). To wszystko popijano winem, piwem lub napojem palmowym (ewentualnie zwykłą wodą). Po kolacji Babilończycy zaś spędzali czas już wedle własnych upodobań (oczywiście nie wszyscy szli do pracy, ludzie majętni nie pracowali fizycznie, raczej zajmowali się własnymi interesami np. swoimi placówkami handlowymi i organizacją dlań karawan).




 Miarą bogactwa było posiadanie ziemi i złota (również klejnotów, które często zamawiały bogate damy). Zwykłe wynagrodzenie płacono jednak albo bezpośrednio w towarach, albo w szeklach, które to bryłki (częściowo srebrne) były substytutem pieniądza. Według kosztów wynagrodzeń i utrzymania z czasów Nabuchodonozora II, wychodzi że dobre wino gronowe kosztuje 8 szekli za dzban (płacono również w towarach, był to więc częściowo handel wymienny), ale już wino daktylowe (uważane za napitek dla najuboższych) kosztowało jedynie pół szekla (można przyjąć że jeden szekiel to mniej więcej 25 amerykańskich centów lub 92 polskie grosze), jeden gur daktyli (czyli 0,41 kg.) kosztuje właśnie jednego szekla, olej sezamowy półtora szekla, a jęczmień na ciasto chlebowe od 1 do 3 szekli (tanieje w okresie żniw). Natomiast zarobki wyglądały następująco: robotnikom i rzemieślnikom płacono głównie (choć nie tylko) w towarach, i tak otrzymywali określoną ilość jęczmienia (placków chlebowych), daktyli, wina, piwa, oliwy oraz mydła. Ci, którzy otrzymywali zapłatę w szeklach - według zapisków z czasów Nabuchodonozora - dostawali od 60 do 150 szekli (niewolnika można było zaś nabyć już od 40 szekli w górę). Zakupy dla domu robiły albo żony osobiście, albo wysłane przez nich niewolnice (w tym również owe esirtu).




Kobieta w ciąży była szczególnie szanowana, ale gdy tylko urodziła, od razu stawała się... nieczystą. Przez trzydzieści dni po urodzeniu była odosobniona i trzymana pod kluczem w jednym z pomieszczeń, z którego jednak usunięto wszelkie meble i sprzęty. Kobieta spała na leżance i nie mogła niczego dotknąć (nawet posiłek podawano jej w taki sposób, aby niewiele mogła sama dotknąć. Po trzydziestu dniach wypuszczano ją z zamknięcia i owinięta w białą szatę, szła by się oczyścić - wówczas po raz pierwszy od miesiąca myła się i brała kąpiel - dopiero wówczas mogła ponownie stać się żoną i matką (ale gdy tylko dostała okresu, ponownie zmykano ją na sześć dni i ponownie potem musiała się z tego oczyścić aby móc zbliżyć się do męża i dzieci). Liczyło się tylko urodzenie syna, córki traktowano jako kolejny wydatek (rodzina musiała opłacić pana młodego ofiarowując mu posag, aby ten poślubił daną dziewczynę), dlatego też kobiety czyniły wiele, aby tylko urodzić synów. Zasięgano opinii wróżbitów i kupowano mikstury, które miały pomóc począć chłopca. Jeśli kobiecie na twarzy wyskoczyła krosta, traktowano to jako dobry znak - uważano bowiem że wówczas właśnie urodzi się syn. Kobiety które urodziły chłopców, były traktowane w społeczeństwie mezopotamskim znacznie lepiej, niż te, które urodziły same dziewczynki, nie wspominając już o tych, które były bezpłodne - dla nich była bowiem jedynie powszechna wzgarda.



PS: Pierwotnie chciałem kolejny temat rozpocząć od opisania społeczeństwa Celtów i Słowian i ich erotycznych praktyk (w tym stosunku do kobiet), ale uznałem że jednak powinienem trzymać się pewnego rodzaju chronologii, tak więc nim przejdziemy do tamtych Ludów, w kolejnej części znajdziemy się Antycznej Helladzie, kraju Zeusa, Apollina, Demeter i Posejdona, przyjrzymy się też jak wyglądał kult wielkich bogiń (a przy tym również seksualności) wśród wtajemniczonych w misteria


CDN.

19 sierpnia 2026

WIELKA HISTORIA SEKSU - Cz. III

OD CZASÓW STAROŻYTNYCH 
PO NAM WSPÓŁCZESNE





STAROŻYTNY EGIPT
(ok. 3 000 r. p.n.e. - 30 r. p.n.e.)
RÓWNOUPRAWNIENIE KOBIET, ALE ... TAKIE SOBIE




 Starożytny Egipt wniósł bardzo wiele do prawnego zrównania statusu kobiety i mężczyzny. W zasadzie wachlarz ich praw był dość szeroki (biorąc pod uwagę inne kraje antyczne, czy chociażby inne regiony Bliskiego Wschodu). Mogły one dziedziczyć zarówno majątek ruchomy jak i nieruchomy (w tym oczywiście ziemię - źródło największego bogactwa), mogły zawierać umowy i prowadzić transakcje w sprawach kupna i sprzedaży ziemi, budynku czy jakiegokolwiek innego sprzętu i to bez potrzeby współuczestnictwa tzw.: "męskiego opiekuna". Mogły zarówno świadczyć jak i wnosić sprawy do sądów, składały też takie same przysięgi jak mężczyźni i ponosiły takie same kary w przypadku się do nich niezastosowania. Jest dość sporo przykładów kobiet w historii starożytnego Egiptu, które zbiły ogromny majątek (choć nie należały do dynastii panującej), niektóre skumulowały w swym ręku tak wielką władzę, że... wykupiły ziemię i majątki w kilku nomach (takich staroegipskich prowincji), które praktycznie stały się ich własnością. Należy jednak pamiętać, że taka władza z reguły była dostępna jedynie wśród kobiet z egipskiej elity, natomiast zwykłe mieszkanki kraju raczej same nie miały możliwości zbić takiego majątku. Wszystko bowiem zależało od rodziny w której się narodziły. Biedne dziewczyny nie mogły więc liczyć zbytnio na zmianę swego położenia, choćby poprzez małżeństwo z kimś z elity (choć takie sytuacje też się niekiedy zdarzały) i choć istniały wielkie panie i kapłanki (w tym "Boskie Małżonki Amona-Re"), to jednak naturalny podział społeczny wśród kobiet był następujący - albo żona, albo prostytutka (tancerka, akrobatka, zawodowa płaczka, kapłanka niższej rangi), albo niewolnica (wiele niewolnic było też szkolonych jako tancerki, prostytutki czy piastunki dzieci majętnych Egipcjan).

Wśród odnajdywanych obecnie (głównie) żeńskich szkieletów złożonych w ubogich grobach, okazuje się że przemoc fizyczna panów, była... dość rozpowszechniona i niewolnicom (a niekiedy także żonom) dostawało się równie często jak niewolnikom. W Starożytnym Egipcie bowiem (podobnie zresztą jak i w Antycznej Grecji) niewolnikiem można było stać się np. za długi męża (w przypadku jego śmierci), a wówczas taki właściciel mógł uczynić ze swoją własnością dosłownie wszystko. Mógł np. sprzedać żonę i dzieci swego dłużnika do domu publicznego, aby zarabiały dla niego pieniądze, mógł rozdzielić matkę z dziećmi, odsprzedając je komu innemu, mógł też matkę i dzieci do woli wykorzystywać zarówno seksualnie jak i karać fizycznie (niektóre żeńskie szkielety noszą ślady uszkodzeń kości przedramienia, tak jakby próbowały osłonić się rękoma przed ciosami w głowę). Bardzo podobnie sytuacja wyglądała w Grecji (o czym opowiem w kolejnych częściach tej serii), ale już np. Rzymianie zabronili prawnie niewolić własnych obywateli za długi (ustawą "lex Poetelia" z 326 r. p.n.e., czyli z czasów gdy Rzym był jeszcze niewielką pipidówą w samej Italii). Kobieta mogła dziedziczyć majątek zarówno po śmierci ojca jak i męża (choć w tym przypadku większa cześć spadku należała się synom, a następnie córkom zmarłego, żona otrzymywała zaledwie 1/8 całości). Obowiązkiem żony było danie mężowi dziecka (a szczególnie syna) i tym samym przedłużenie jego rodu. Obaj małżonkowie mieli równe prawa w kwestii rozwodu (obaj mogli o ten rozwód wystąpić na takich samych zasadach), a mąż nie mógł (jak to miało miejsce np. w Babilonii) uczynić z żony niewolnicy w przypadku gdy ta nie wywiązywała się ze swojego małżeńskiego obowiązku, ale i tak to prawie zawsze mężczyzna decydował o wszystkim. Egipcjanie nie mieli takiego "świra" na punkcie menstruacji, jak np. Babilończycy (o czym opowiem w kolejnych częściach) i pozwalali swym żonom w trakcie miesiączki zarówno przebywać w ich otoczeniu, sypiać z nimi jak i jadać z nimi przy wspólnym stole.




Natomiast mieli zupełnie inne fobie. Pomimo tak daleko posuniętego równouprawnienia względem prawa wśród kobiet jak i mężczyzn w Starożytnym Egipcie, to jednak utożsamianie się z jakąkolwiek "kobiecą" rzeczą lub czynnością, było wśród Egipcjan niemile widziane. I nie chodziło tutaj tylko o takie zajęcia jak opieka nad dziećmi czy zajmowanie się domem, które były naturalnie przypisane do Egipcjanek, ale także chociażby w kwestii... kształtu penisa. Otóż okazuje się że Egipcjanie dość często (w wieku młodzieńczym lub później) dokonywali obrzezania, bowiem postrzegali ową skórkę zakrywającą penisa, jako coś... podobnego narządom rodnym kobiety. Więcej, niektórzy również zmuszali swe córki by poddały się podobnej inicjacji wycięcia łechtaczki, aby nie stały się w przyszłości w pełni "kobiece". Chodziło o to, aby zniechęcić dziewczęta do uprawiania seksu i ograniczyć stosunek seksualny jedynie do prokreacji (swoją drogą poród po wycięciu łechtaczki jest znacznie bardziej bolesny dla kobiety, niż poród tradycyjny). Jednak nie karano kobiet które poddały się zabiegowi aborcji (w Babilonii takowe... nabijano na pal i odmawiano im pochówku). Nie znaczy to oczywiście że kobiety które dokonały aborcji były w społeczeństwie egipskim cenione - nie, wręcz przeciwnie, były publicznym pośmiewiskiem, ale nie mordowano je z tego powodu. Dlatego też, aby uniknąć aborcji, najlepiej wcześniej zabezpieczyć się przed niespodziewaną ciążą. Oczywiście o zabezpieczeniu się musiały myśleć głownie kobiety i stosowano w tym celu bardzo różne metody, jak na przykład włożenie do macicy wsiąkliwej tkaniny, która miała zatrzymać ejakulat, ewentualnie użyć "ayutu". Czym był "ayut?" Mieszaniną kremu z krokodylim łajnem (lub miodem z sodą amoniakalną), po czym należało tę "zawiesinę" wepchnąć w głąb do pochwy niczym tampon. Choć taka mieszanka z reguły (bo nie zawsze) okazywała się skutecznym sposobem antykoncepcyjnym, to jednak jej zastosowanie w przypadku kobiety która chciała przyciągnąć oblubieńca do swego łoża, ale nie zajść z nim w ciążę - była doprawdy ostatecznością, a to z tego powodu że "ayut" wydzielał tak okropny zapach, że nim doszłoby do zbliżenia, najpewniej ów kochanek szybciej... zwymiotowałby na dziewczynę. No cóż, w takich warunkach kobieta musiała nakłonić swego męża lub kochanka do włożenia prezerwatywy (najczęściej z obszytego płótna), gdyż okadzanie pochwy dymem czy picie słodkiego piwa były dość słabymi środkami zapobiegającymi powstawaniu niepożądanych ciąż.


MAREK ANTONIUSZ I KLEOPATRA VII 
ORAZ ICH DZIECI



Masturbacja w Starożytnym Egipcie była powszechna i to zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet (są świadectwa w formie hieroglifów, że masturbowali się nie tylko faraonowie, ale także kapłani, kapłanki i zwykli Egipcjanie - była bowiem ona nawet uświęcona religijnie). Często praktykowano też seks analny (również jako rodzaj antykoncepcji), który także miał boską symbolikę, oraz seks oralny (Kleopatra VII była np. nieoficjalnie nazywana... "wielką połykaczką"). Co ciekawe, Egipcjanie, aby sobie ulżyć (mam tutaj na myśli jedynie mężczyzn), mogli skorzystać również z usług prostytutek obojga płci, ale znacznie tańszym środkiem zaspokajającym rozbuchane męskie libido, była... wizyta w świątyni. Bowiem w świątyniach Amona-Re i Izydy funkcjonowały specjalne przyświątynne haremy złożone z kapłanek, które (bezpłatnie) oddawały się tym, którzy już złożyli bogu lub bogini ofiarę. Kapłanki te miały bardzo duży status społeczny i poważanie i w żadnym razie nie były uważane za prostytutki. Z reguły były to kobiety albo młode, albo w średnim wieku, które wyróżniały się wśród innych kobiet - błękitnymi sukniami, pomalowanymi na czerwony kolor ustami i tatuażami wokół sutków na piersiach, na udach oraz na plecach (i pupie). Praktycznie sypiały z każdym, kto złożył bogu pokaźną ofiarę, z tego też powodu trochę trudno odróżnić je od zwykłych prostytutek, jednak niesamowicie duży szacunek jakim były obdarzane (i bogactwo, jakie w ramach świątyni było im przynależne), powodowały iż mogły zabierać głos również w sprawach tyczących lokalnej społeczności, a ich głos musiał być przez naczelników wysłuchany i brany pod uwagę.





PS: W kolejnej części przejdziemy do babiloni i do Asyrii i zobaczymy co działo się w tamtejszych społeczeństwach jeśli chodzi o podejście do seksualności oraz kobiet jako takich i ich pozycji w społeczeństwie

PS2: Przypomniał mi się jeden z odcinków "Rodziny zastępczej", gdy młody jeszcze wówczas Filip Kwiatkowski pytał się swego taty (granego oczywiście przez Piotra Fronczewskiego) skąd się biorą dzieci. Tata odpowiedział że:"Mama cię urodziła", na co Filip: "To wiem, ale którą drogą wyszedłem z mamy?" Tata pomyślał chwilę i mówi: "Słuchaj, mnie przy tym nie było, bo ja akurat byłem w Sochaczewie, ale spytaj się mamy, ona ci odpowie, bo ona przy tym na pewno była" 🤭, na co Filip zapytuje: "A to nie pytałeś się mamy jak się urodziłem?", "Nie, jakoś tak się nie złożyło" - odpowiada ojciec 😂


STARE, ALE OGLĄDA SIĘ Z WIELKĄ PRZYJEMNOŚCIĄ



CDN.

05 sierpnia 2026

WIELKA HISTORIA SEKSU - Cz. II

OD CZASÓW STAROŻYTNYCH 
PO NAM WSPÓŁCZESNE





PREHISTORIA
(do 3700 r. p.n.e.)




 Historia Ludzkości na Ziemi jest długa, zbyt długa bym miał się cofać do pierwszych (pozaziemskich) jej początków. Zresztą nie miałoby to większego sensu, gdyż np. channelingi na temat ludzkiej (i "boskiej") seksualności podają bardzo niewiele wiadomości. Tak naprawdę prawdziwa historia Ludzkości na Ziemi rozpoczyna się od ok. 3 700 r. p.n.e. wówczas to bowiem powstaje pierwszy kalendarz, liczony ziemską rachubą lat. Z wcześniejszego okresu (który dla większości ludzi jest okresem mitycznym lub pseudonaukowym, pseudo-historycznym), można chociażby coś powiedzieć o silnej pozycji kobiet (szczególnie kapłanek) w społeczności I Imperium Atlantydy. Od ok. 70 000 r. p.n.e. do ok. 50 700 r. p.n.e. kobiety dominowały w religijnej, kultowej i mistycznej tradycji cywilizacji I Imperium. 

Przykładem wielkiej pozycji tamtejszych kapłanek niech będą chociażby takie imiona (wymienione przez sławnego amerykańskiego jasnowidza i mistyka, zwanego "Śpiącym Prorokiem" - Edgara Cayce'a, podczas jego sesji z lat 20-tych i 30-tych XX wieku), jak Wielka Kapłanka ISHUMA (z Wielkiej Świątyni z I Sfery Atlantydy, żyła ok. 59/58 000 r. p.n.e.), która miała ponoć spółkować z wieloma mężczyznami, wśród których byli także jej niewolnicy. Przeszła do historii (a raczej została tak zapamiętana w sesjach Cayce'a), jako matka 17 synów, którzy również mieli zostać kapłanami. Kolejną postacią, wymienioną przez Cayce'a, była Wielka Kapłanka AJAHEL, która była prekursorką zwołania Kongresu Zjednoczeniowego Atlantów (według Cayce'a miało to miejsce dokładnie w 50 722 r. p.n.e.), musiała więc żyć w okresie 51/50 700 r. p.n.e. (należy bowiem pamiętać, że w tamtym czasie ludzie spokojnie dożywali tysiąca, a niekiedy tysiąca dwustu, trzystu lub nawet tysiąca pięciuset lat - te ostatnie to skrajne przypadki - było to oczywiście spowodowane brakiem śmiertelnie niebezpiecznego kosmicznego promieniowania, któremu wówczas zagradzała drogę do Ziemi bariera złożona z firmamentu wodnego, którego dziś już nie ma). Ajahel była ostatnią Wielką Kapłanką Świątyni przed wybuchem powstania Synów Beliala. Jej następczynią była Wielka Kapłanka (zwana przez Cayce'a - "Wojowniczą Kapłanką") AMENEE, która dowodziła obroną miasta Atlantydy (a szczególnie I Sfery), przez zwolennikami Zakonu Synów Beliala. W jej rękach skumulowana była też cała zarówno religijna jaki i polityczna władza (szczególnie po ucieczce ostatniego tolteckiego króla Atlantydy - AXTELLA). Amenee prawdopodobnie zginęła, podobnie jak reszta Czerwonoskórych obrońców miasta.

Cayce mówi nam również, że wraz z królem Axtellem - który zbiegł drogą morską w kierunku kraju ARANKA (będącym jedną z prowincji I Imperium Atlantydy - dziś ten kraj nosi nazwę Egipt), towarzyszyła mu m.in.: kapłanka ILAX, dzięki której powstała pierwsza świątynia "Jednego Prawa" na egipskiej ziemi i która dążyła do zjednoczenia Czerwonoskórych atlantydzkich panów z zamieszkującymi pierwotnie Arankę Czarnoskórymi plemionami dawnych Bakaratinian, żyjącymi na o wiele niższym stopniu rozwoju cywilizacyjnego. Cayce wspomina również o pierwszej (i zapewne jedynej) królowej-dyktatorce z I Imperium o imieniu - AMIEE, która miała zostać obalona w wyniku buntu ludności i stracona. Żyła i władała (według Cayce'a), ok. 60 000 r. p.n.e. Rok 50 712 p.n.e. jest według "Śpiącego Proroka" datą graniczną I i II Imperium Atlantydy. Wówczas to bowiem (po ośmioletnim powstaniu i wojnie domowej pomiędzy Czerwonoskórymi Toltekami - dotychczasowymi władcami Atlantydy, a Białymi osadnikami z różnych części Wszechświata - głównie z Malony, Alpha Centauri i Syriusza) skończyła się równoprawna (a często nawet i dominująca) pozycja kobiet w społeczeństwie Atlantów. Teraz, już do zagłady samej wyspy (ok. 12 500 r. p.n.e.) władzę będą piastować jedynie mężczyźni i to zarówno tę polityczną jak i religijną. 

Początkiem nowego okresu jest powstanie Patriarchatu Atlantydy, z Pierwszym Patriarchą (jednocześnie przywódcą powstania Zakonu Synów Beliala - ALTO z QUOAUDY). Patriarchat obali ok. 40 000 r. p.n.e. niejaki TORVALL, który koronuje się na pierwszego króla II Imperium Atlantydy. Monarchia (i trzy dynastie) II Imperium, to również okres całkowitego podporządkowania kobiet nowemu prawu. Utracą one jakąkolwiek możliwość pełnienia funkcji kapłańskich. Poza tym wprowadzony zostanie "OBOWIĄZEK POSŁUSZEŃSTWA", polegający na całkowitym podporządkowaniu się kobiety mężczyźnie i będzie on konsekwentnie przestrzegany aż do czasów ostatecznego zniszczenia Atlantydy (do. 12 500 r. p.n.e.). W międzyczasie narodzi się na Wyspie matriarchalny kult "AGNI" (ok. 15 000 r. p.n.e. - o czym jeszcze nie pisałem), częściowo nawiązujący do czasów I Imperium. Nie przetrwa jednak długo i swój kres odnotuje na ok. pięćset lat przed zatonięciem Atlantydy.

Ten obszerny temat dotyczy jedynie cywilizacji Atlantów, a przecież istniały jeszcze inne cywilizacje, jak choćby cywilizacja MU (toltecko-aryjska) na kontynencie Lamar, czy cywilizacja nibiruańska na Bliskim Wschodzie, częściowo w Egipcie czy w Indiach (po upadku aryjskiej cywilizacji Imperium Ramy). Nie ma sensu abym je tutaj teraz wymieniał, zresztą wkrótce piszę je wszystkie w temacie: "Historii Wszechświata", teraz powiem tylko tyle, że po katastrofie jaką dla ludzkich cywilizacji był zarówno I WIELKI POTOP (ten biblijny) - ok. 12 500 r. p.n.e. jak i II POTOP (ok. 8000 r. p.n.e.), czy WOJNY PIRAMIDOWE (I i II), pomiędzy Ariami i samymi Nibiruanami (ród Enkiego i Enlila), zakończone ostatecznie ok. 7370 r. p.n.e. konferencją pokojową skłóconych "bogów" na górze Harsag, nastąpiło nie tylko cofnięcie się ludzkich społeczeństw w rozwoju tak technologicznym jak i społeczno-politycznym, ale także nastąpiło znaczne skrócenie długości ludzkiego życia (ok. 8000 r. p.n.e. po zakończeniu I Wojny Piramidowej i katastrofie II Potopu). Zniszczenie FIRMAMENTU NIEBIESKIEGO (który ochraniał Ziemian przed szkodliwym promieniowaniem z głębi Kosmosu i umożliwiał dożywanie ponad tysiąca lat), spowodowało że w przeciągu kilku następnych pokoleń wiek Ludzi na Ziemi spadł najpierw o połowę, a następnie skrócił się do ok. 100 lat. W każdym razie z omawianego okresu nie ma szerszych informacji na temat ludzkiej seksualności. Datą graniczną, jaką przyjąłem, jest rok 3700 p.n.e. (czyli ostateczne przekazanie władzy nad Ziemią w ręce potomków Noego... spokrewnionych z Nibiruanami przez "boga" Ninurtę). Mniej więcej ten okres niech więc będzie datą graniczną pomiędzy tzw.: Prahistorią a Historią Starożytną (o stosunkach seksualnych pomiędzy prymitywnymi Lulusami pisać nie zamierzam, gdyż po pierwsze nie mam na ten temat większych informacji, a po drugie wydaje się to chyba mało ciekawe jak spółkowali np. Neandertalczycy).



STAROŻYTNOŚĆ
(ok. 7300 r. p.n.e. - ok. 3000 r. p.n.e.)
KULTY WIELKIEJ MACIERZY




 Po zakończeniu wielkich wojen (w tym wojen jądrowych, opisywanych chociażby w hinduskich księgach - Mahabharacie czy Ramajanie), oraz katastrof ekologicznych o skali globalnej (takich jak potopy czy utrata Firmamentu Niebieskiego, okalającego naszą planetę), Ludzkość na Ziemi powoli zaczęła odbudowywać swą populację, tak, że jeśli ok. 10 000 r. p.n.e. ludzi na Ziemi (ze wszystkich kultur i cywilizacji) były ok. trzy miliony, to już ok. 3000 r. p.n.e. Ludzkość liczyła... sto milionów. Był to niewątpliwy wielki skok demograficzny, który pozwolił zasiedlić i opanować prawie całą planetę. Okres po zakończeniu działań wojennych, był czasem odbudowy, znanym jako Neolit. Społeczeństwa które przetrwały wszelkie te katastrofy, zaczęły zamieszkiwać tereny, które niegdyś tętniły życiem (jak choćby rejon miast-państw Międzyrzecza, zwanego w Biblii - "Ogrodem Eden"). Były to jednak prymitywne związki plemienne (jak już wspominałem, po "wojnach bogów" Ludzkość cofnęła się w swym rozwoju do epoki prymitywizmu jakiego dotąd nie znano na naszej planecie). Podział ról pomiędzy mężczyznami a kobietami też był jasny - kobiety zajmowały się domostwem i dziećmi, mężczyźni dbali o zagrody ze zwierzętami domowymi i (od czasu do czasu) urządzali polowania na dzikiego zwierza. Kobiety jednak, jako te, które przedłużały byt danego szczepu czy plemienia, były uważane w społeczności za ważniejsze, bowiem gwarantowały przetrwanie. Stąd nabrało się tak wiele figurek neolitycznej "Wenus" z ewidentnie podkreślonymi cechami kobiecej płodności - (uwypuklonym łonem, dużą pupą i wielkimi piersiami), często w pozycji siedzącej. Bardzo wiele figurek symbolizowało boginię Inannę/Isztar/Aszterę, która była symbolem wybujałego erotyzmu (Nibiruanka Inanna - według przekazów channelingowych - miała być nawet założycielką "Szkoły Świętego Nasienia" w Mezopotamii i uprawiać stosunki z wieloma mężczyznami dziennie, a tych, którzy nie mogli jej zadowolić - kazała kastrować lub uśmiercać). 

Z czasem jednak, właśnie ok. 3000 r. p.n.e. pozycja kobiety, jako personifikacji Wielkiej Macierzy dającej życie i umożliwiającej przetrwanie, zaczęła się zmieniać. A miało to związek ze zmianą sposobu życia. Bardziej osiadły tryb życia, gdzie kobieta zajmowała się domem i dziećmi (i wciąż miała pełne ręce roboty), a mężczyzna obejściem, zwierzętami i (ewentualnie) polem - zrodził zręby współczesnej cywilizacji ludzkiej, dzięki temu że mężczyźni po pracy mogli dumać nad zawiłościami życia i uczynieniem go bardziej bezpiecznym. Zaczęto też tworzyć oddziały wojowników, które to miały chronić daną społeczność przed napadami sąsiednich plemion. Tak oto pozycja Wielkiej Matki (prawdopodobnie jakieś pozostałości z atlantydzkiego kultu "Agni") jako bogini oraz kobiety jako przywódczyni plemiennej społeczności przedłużającej życie, zaczęła się radykalnie zmieniać. Już ok. 3000 r. p.n.e. możemy mówić o powstaniu typowo męskich kultur "pierwszych" historycznych cywilizacji.



STAROŻYTNOŚĆ
(od ok. 3 000 r. p.n.e.)
UPADEK "WIELKIEJ MATKI
i DOMINACJA BOGA-KRÓLA




 Chciałbym od razu zaznaczyć, że system pierwotnych kultur matriarchalnych, nie miał wiele wspólnego z tak rozpropagowanym w naszych czasach Matriarchatem - czyli rządami kobiet. Kobieta była co prawda w tamtym czasie uważana za istotę lepszą od mężczyzn, ale tylko dlatego że dawała nowe życie i w ciężkich oraz niebezpiecznych warunkach, w jakich wówczas musieli żyć ludzie (głód, niebezpieczeństwa naturalne oraz dzikie zwierzęta), każde nowe dziecko w danym szczepie lub plemieniu było powodem do powszechnej radości, gdyż przedłużało byt owego plemienia. Kobiety, jeśli nawet pełniły funkcje publiczne, to nie dlatego że były kobietami, tylko dlatego że być może lepiej się do tego nadawały, zresztą ten okres nie był czasem panowania Matriarchatu, a raczej pewnego równouprawnienia mężczyzn i kobiet, z centralną rolą kobiety, jako tej, która przedłużała ciągłość rodu. Objawiało się to również w formie kultów kobiecych, jak choćby Wielkiej Macierzy (oczywiście nie wszędzie, były bowiem w tym czasie i kultury, które już zdominowali bogowie męscy - głównie na terenie Bliskiego Wschodu i Lewantu). Rola kobiet we wcześniej przeze mnie przytoczonym okresie była przewodnia nie pod względem politycznym, lecz głównie religijno-mistyczno-erotycznym. Tak, erotycznym - gdyż ów czas to okres rozpasanej poligamii seksualnej. Objawiało się to w taki sposób, że kobiety z reguły oddawały się kilku a nawet kilkunastu mężczyznom z wioski lub plemienia i nie posiadały (z reguły), jednego męża, lub partnera seksualnego. Monogamia małżeńska pojawiła się dopiero wraz z całkowitym upadkiem tych kultów, wierzeń (w boską moc kobiecego pierwiastka, dającego nowe życie) i zwyczajów, a zdominowaniem świata przez wielkich męskich bogów (którzy istnieli już wcześniej, ale z reguły byli jakby na uboczu kultów mistyczno-prokreacyjnych). 

Co ciekawe (i co pokazuje dobitnie że w okresie 7300 p.n.e. - 3000 p.n.e. nie istniał Matriarchat jako forma niepodzielnych rządów kobiet), odnaleziono z tego okresu groby niemowląt, zabitych najprawdopodobniej przez ich rodziców. Niemowlęta te były płci... żeńskiej. Dlaczego je zabito, czy z powodu "męskiego szowinizmu", jakbyśmy to dziś nazwali? Nie, dziewczynki zabito (i ten proceder przetrwał następne wieki) dlatego że właśnie zdawano sobie sprawę z "boskiej" natury kobiecości i z tego że z jej ciała narodzi się kolejny mały człowieczek. Dlaczego mordowano właśnie dziewczynki - ano dlatego, że w sytuacji gdy dane plemię cierpiało głód, lub nie mogło znaleźć dla siebie odpowiedniego miejsca do osiedlenia, dziewczynka, z której wyrośnie kobieta, która następnie da nową "buzię" do wykarmienia, nie była w takich warunkach pożądana. O chłopców natomiast się nie bano, wiedziano bowiem że i tak ok. 30-35 roku życia zginą albo w walce z dzikimi zwierzętami, albo w jakichś wzajemnych walkach i podjazdach. Zresztą byli potrzebni jako ochrona plemienia (co już w tamtym okresie też było niezwykle ważną kwestią). Nie był to wiec okres prawdziwego Matriarchatu, a raczej "okres płodnych heter", jak opisał ten okres Johann Jakob Bachofen, twórca pojęcia - "Matriarchatu". Matriarchat rzeczywiście pojawi się w późniejszym okresie, ale z reguły będzie ograniczony do niewielkich, lokalnych wspólnot lub instytucji.

Teraz (od ok. 3000 r. p.n.e.) nastaje okres rządów męskich bogów-królów, którzy całkowicie zdominują panteony największych historycznych cywilizacji ludzkich (jednocześnie niszcząc lub podporządkowując sobie te plemiona, które nadal wyznawały kult rodny Wielkiej Macierzy). Z chwilą gdy społeczeństwa plemienne zaczęły się ze sobą łączyć, tworząc bardziej scentralizowane związki polityczne, pozycja kapłanek, a co za tym idzie pozycja kobiet w owych społecznościach uległa znacznemu pogorszeniu. Przede wszystkim zmieniła się pozycja kobiety w relacjach erotycznych. Do tej pory kobiety w obrębie danego plemienia miały dużą swobodę seksualną i mogły oddawać się tym mężczyznom, z którymi chciały spółkować, a dzieci zrodzone z takich związków pozostawały pod opieką kobiety (i jej mężczyzny/mężczyzn), zaś ród z reguły liczono w matrylinearnym systemie pokrewieństwa (gdyż trudno było sprawdzić kto tak naprawdę jest ojcem danego dziecka). Teraz zaś, z chwilą gdy to mężczyźni zaczęli być gwarantem obrony, bezpieczeństwa i przetrwania rodu, plemienia czy państwa, poliandria (wielomęstwo) musiała na początku ustąpić miejsca monogamii, a następnie poligamii - (czyli wielożeństwu), by potem znów powrócić do związków monogamicznych.




Kobieta stała się teraz żoną (z uświęconym boską aprobatą związkiem, najczęściej w świątyni lub przed obliczem kapłana), oraz (bardzo szybko) własnością mężczyzny. Nie było już mowy o oddawaniu się wielu mężczyznom, gdyż zaczęto wprowadzać prawa, zabraniające takich praktyk i surowo każące kobiety które się nimi parały. Oczywiście pozostawiono wentyl w postaci prostytucji, jednak był to proceder wybitnie nie przynoszący chluby tym, które się nim parały. Jednak w omawianym teraz okresie pozycja kobiety (choć coraz słabsza), nie była jeszcze przesądzona, gdyż prawa dopiero się kształtowały. Jednak z czasem nawet język (z dodatkowymi żeńskimi końcówkami, takimi jak w sumeryjskim słowo - syn - brzmiało - "dumu", ale już córka, było jedynie przedłużeniem słowa dumu z żeńską końcówką - "dumu.mi". Podobnie słowo bogini - "dingir.ama" było jedynie przedłużeniem słowa bóg - "dingir". Podobnie w języku akadyjskim syn to - "mar-u" zaś córka to - "marn-t-u", brat to - "oh-u" a siostra to - "ah-at-il". I tak jest po dziś dzień w praktycznie każdym języku świata, po angielsku bóg to "God", zaś bogini to "Goddess" itd.), zaczął działać na niekorzyść kobiet.


BÓG MITRA 
JAKO SYMBOL MĘSKOŚCI I WŁADZY



Upadek pozycji kobiety, jako tej która daje życie, zaczął się zmieniać już od ok. 6000 r. p.n.e. i trwał przez następne trzy tysiące lat. Pozycja kobiet zaczęła się zmieniać z chwilą, gdy pierwotne (po-potopowe) ludzkie plemiona doszły do wniosku, że to wcale nie macierz jest najważniejsza w procesie dawania życia. Kobiety bowiem dotąd oddawały się wielu mężczyznom w plemieniu, mając zupełną swobodę w tym względzie, a krew menstruacyjna była uważana za coś niezwykłego i zarazem mistycznego. Brało się to z prostej kalkulacji (szczególnie dla ludów, które po I i II Potopie cofnęły się w swym rozwoju), że skoro krew jest częścią życia, a po zranieniu lub upływie krwi człowiek umierał, to skoro kobieta co miesiąc "oddawała krew" a mimo to nie umierała, musiała być w pewnym stopniu niezwykłą, wręcz na wpół-boską istotą. Dlatego też wiele plemion (nawet jeszcze istniejących współcześnie, choćby na terenie Tybetu) uważało że kobiety "oddające krew" są reprezentantkami Bogini Matki dającej życie i zasługują na to, by pełnić rolę kapłanek lub nawet przewodniczek plemienia (nie zmieniało się to nawet wówczas, gdy kobieta przestawała już miewać miesiączkę i była niezdolna do poczęcia nowego życia. Takie kobiety, często starsze, również piastowały funkcje kapłanek czy przywódczyń plemienia). 

Takie postrzeganie kobiety zaczęło się powoli zmieniać właśnie od ok. 6000 r. p.n.e. i trwało do ok. 3000 r. p.n.e. gdy mężczyzna ogłosił się niepodzielnym panem i władcą nie tylko wspólnych majętności, ale także rodziny jako takiej i żony jako części... inwentarza. Jak do tego doszło? Bardzo prosto. Pierwotne, po-potopowe społeczności traktowały umiejętność dawania życia, jako coś niezwykłego, do tego dochodziło comiesięczne krwawienie u kobiet, które jednak nie powodowało ani ich śmierci, ani nawet osłabienia - co tym bardziej budziło mistyczno-boskie skojarzenia. Wszystko to trwało do momentu, gdy ów zajmujący się trzodą zagrodową mężczyzna, nie zaczął łączyć pewnych faktów. Oto bowiem okazało się że owce oddzielone od barana (tryka), nie dają nie tylko mleka, ale też nie rodzą się małe owieczki, natomiast wpuszczenie barana do stada owiec powodowało iż był on w stanie pokryć nawet kilkadziesiąt z nich. Cóż za potęga - zauważył taki człowiek, jeśli baran może pokryć tyle owiec, to co dopiero ja. I tak oto pierwotne społeczności zaczęły sobie uświadamiać że bez męskiej siły, która strzegła danej zbiorowości, bez zwierząt, na które polowali przede wszystkim mężczyźni (czy też zwierząt domowych czy zagrodowych, którymi również oni się zajmowali), dane plemię jest skazane albo na śmierć głodową albo też na zagładę z rąk innego wojowniczego szczepu, teraz doszedł również element życiodajnej prokreacji i możliwość zapładniania wielu kobiet przez jednego mężczyznę - niesamowita moc, która zmieniła wszystko.




Ok. 3000 r. p.n.e. kobiety stały się już całkowicie zależne od mężczyzn. Było to nie tylko związane z elementami ekonomiczno-prokreacyjnymi, ale także z pewnymi cechami charakteru, którymi głównie obdarzona była płeć męska. A były to pewność siebie - arogancja i władczość, oraz satysfakcja z dobrze wykonanej pracy (ja na przykład mam tak, że jak zrobię coś w domu samemu od początku do końca - kiedyś na przykład {wraz z moim kumplem} samodzielnie położyliśmy kostkę chodnikową przy moim domu, chociaż ja sam nigdy wcześniej tego nie robiłem, podobnie było z ociepleniem domu - to potem jestem z tego niezwykle dumny, aż moja Pani nieraz mi to wypomina, zamiast mnie jeszcze podbudować jaki to jestem wspaniały i ile osiągnąłem, to mi umniejsza. Ale baby tak już mają, prawda? Jak to się mówi: "Mądra żona, męża korona" 👍), która urastała niekiedy do rangi symbolu męskości (a mogło to być choćby zwycięstwo w bitwie czy nawet ogrodzenie zwierząt hodowlanych specjalnym płotem, co jednak wybitnie świadczyło na korzyść mężczyzn). Gdy tylko mężczyźni zaczęli sobie uświadamiać, że to nie krew menstruacyjna jest symbolem przedłużania życia, tylko to, co oni mogą ofiarować kolejnym wybrankom, zmianie uległa forma rodziny, jaka dotąd funkcjonowała. Dotąd bowiem pokrewieństwo liczono w systemie matrylinearnym, gdyż wielość mężczyzn z którymi spółkowała kobieta, uniemożliwiał dokładne ustalenie ojcostwa. Dlatego, choć rodziny z reguły były monogamiczne, często jednak przybierały niestandardowe formy wielomęstwa z kobietą-matką w centrum. Teraz wszystko to dobiegło końca, gdyż mężczyźni - świadomi swej "mocy stwórczej" i możliwości jakie daje im ich siła fizyczna (i często umysłowa), zapragnęli ściśle kontrolować swe małżonki. Odtąd mężczyzna stawał się także oficjalnie ojcem, a to oznaczało że jego żona mogła mieć już tylko jednego męża, zaś on sam bardzo wiele kobiet. Małżeństwo stawało się podstawą życia rodzinnego, zaś głową rodziny stał się odtąd mężczyzna. Oczywiście zmieniło się też postrzeganie comiesięcznego krwawienia u kobiet, które odtąd coraz częściej stawało się... nieczyste.

Odtąd najważniejszą cechą kobiecości stawała się jej cnota (do zamążpójścia), będąca przykładem uświęconej moralności, a także płodność (po zamążpójściu). Mężczyzna zdobył całkowitą władzę nad swą żoną i dziećmi. W Syrii, Palestynie czy Mezopotamii mąż miał prawo np. oddalić swą małżonkę, jeśli uznał że ta uchybiła czymś (słowem lub czynem) jego męskości lub pozycji (co często było tożsame). W Egipcie zaś, pozycja kobiet była znacznie silniejsza i jeśli małżonek nie przyłapał swej połowicy na zdradzie małżeńskiej, nie miał prawa wyrzucić jej z domu ani pobawić majętności (kobiety w Egipcie miały prawo dziedziczyć nie tylko biżuterię czy złoto, lecz także domy i ziemię). Dodatkowo w Egipcie i Babilonii istniała (w omawianym okresie) już instytucja rozwodów, z tym że w Babilonii rozwód dla mężczyzny był jego dobrą wolą w stosunku do żony, mógł przecież (po udowodnieniu jej małżeńskiej zdrady) uznać ją za niewolnicę i np.... sprzedać do domu publicznego (W Egipcie małżonek czegoś takiego uczynić nie mógł). Ostatnia udokumentowana pisemnie forma poliandrii (wielomęstwa) na terenach Mezopotamii (Sumer), miała miejsce w roku 2350 p.n.e. Po tej dacie już nigdy na tych terenach kobieta nie mogła mieć więcej niż jednego męża. Przed ową datą poliandria miała być w Sumerze czymś... powszechnym (jak głoszą gliniane tabliczki z tego okresu), dopiero prawa reformatora Urukaginy, który pod groźbą kary śmierci zabronił kobietom poślubiania kilku mężczyzn jednocześnie, położyły ostateczny kres poliandrii na terenach Mezopotamii. Jej miejsce zastąpiła poligamia (wielożeństwo). W wielu kulturach (głownie Syria i Palestyna), oficjalna małżonka - jeśli nie potrafiła dać swemu mężowi potomstwa (z reguły płci męskiej), musiała postarać się o odpowiednie zastępstwo (co znamy chociażby z Biblii, gdy Sara, żona Abrahama nie mogąc dać mu potomstwa, każe swej niewolnicy Hagar sypiać z mężem, póki ta nie zajdzie w ciążę).





PS: W kolejnej części przeniesiemy się do starożytnego Egiptu i przyjrzymy się jaka realnie była pozycja tamtejszych kobiet i na co też mogli pozwolić sobie mężczyźni


CDN.

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. XII

OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ  DO KATARZYNY PARR KATARZYNA ARAGOŃSKA (Czyli hiszpańskie noce)  Cz. X DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY Cz. IX  Gdy 1...