WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPISKI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą SPISKI. Pokaż wszystkie posty

13 sierpnia 2026

ZEMSTA NA WROGACH! - Cz. I

CZY ZEMSTA JEST ROZKOSZĄ BOGÓW?





Dziś chciałbym odpowiedzieć na pytanie - które zawarte jest w tytule, czyli czy zemsta się opłaca i czy ma w ogóle sens? Oczywiście pytanie samo w sobie byłoby bez sensu, jeśli nie podałbym przykładu, który zainspirował mnie do podjęcia się tego tematu. Dlatego też na początku chciałbym opowiedzieć pewną historię, a dopiero potem wyciągnąć wnioski, które się za nią kryją. Głównym bohaterem tej opowieści będzie postać dość odległa historycznie, ale która mi się przypomniała i postanowiłem wykorzystać ją właśnie jako przykład do takowego tematu. Mianowicie więc bohaterem tej opowieści będzie cesarz rzymski (kejzar - czyli grecka wymowa rzymskiego słowa "cezar") Justynian II Rinotmetos (Ῥινότμητος) - czyli "Podcięty nos" (z racji tego że stracił ów organ, gdy wrogowie postanowili go obalić - co było w tamtym czasie naturalną praktyką stosowaną wobec obalonych władców, których z jakichś względów nie zamordowano, ponieważ takie oszpecenie automatycznie dyskwalifikowało z dalszego pełnienia najwyższej władzy w państwie. Problem polegał tylko na tym, że ci, którzy dopuścili się na nim takiego czynu, postąpili gorzej niż gdyby go zabili, bowiem nie docenili jego determinacji, żądzy panowania i odzyskania władzy, a przede wszystkim niepohamowanej żądzy zemsty). Oczywiście można się domyśleć że Justynian II realnie nie był cesarzem rzymskim, a zastosowałem takie określenie ponieważ tak właśnie o sobie wówczas myśleli ci, których potem historycy nazwali Bizantyjczykami. A ów panował w Konstantynopolu w końcu VII i na początku VIII wieku naszej ery. Wydaje mi się on bardzo ciekawym przykładem do omówienia tematu zemsty, zatem zapraszam do lektury życia człowieka, który temu zagadnieniu poświęcił wszystkie swoje plany i myśli.



JUSTYNIAN II RINOTMETOS
(668-711)
Cz. I





RODZINA
(608-668)
Cz. I


Bohater naszej opowieści przyszedł na świat w drugiej połowie (lub zapewne pod koniec) 668 roku. Wywodził się z dynastii Heraklijskiej, założonej przez jego pra-pradziada Herakliusza w 610 r. W tym czasie Imperium odnowione przez Justyniana I Wielkiego przeżywało poważny kryzys. Italia, choć odzyskana w ciągu ciężkiej, dwudziestoletniej wojny z Ostrogotami (535-554), została jednak tak zniszczona i wyludniona, że już w 568 r. uległa naporowi kolejnych barbarzyńców - Longobardów, którzy zajęli całą północ i dużą część środkowych Włoch. Południowa Hiszpania (zdobyta na Wizygotach w latach 552-554) w kolejnych latach również była tracona (w 584 r. padła Kordoba, największe miasto i punkt oparcia Bizantyjczyków w Hiszpanii, ostatni punkt oporu na południu padł w 624 r.). Egipt i Afryka były wówczas bez wątpienia najbogatszymi prowincjami Imperium Rzymskiego (albo raczej tego, co pozostało z dawnego Imperium Romanum), lecz i tam walki z Maurami powodowały duże straty. Poza tym oczywiście ciągłe wojny na wschodzie z Persami, oraz napór plemion słowiańskich i Awarów przez Dunaj na Bałkany, to wszystko razem wzięte powodowało konieczność utrzymywania ogromnej armii i stałych podatków. Najgorszy bez wątpienia był najazd Słowian na Bałkany, jako że walka z innymi ludami mimo wszystko ograniczała się do walki o kresy (nawet wojna z Longobardami w Italii nie była tak ważna dla Imperium, jak utrzymanie Bałkanów przed słowiańską nawałą). Słowianie bowiem zaczęli osiedlać się na Bałkanach na stałe i nawet jeśli przyjmowali protekcję cesarską, to w większości przypadków była ona czysto iluzoryczna. Do tego dochodził też konflikt o przewodnictwo pomiędzy cesarzem a senatem i pomiędzy cesarzem a ludem (dążącym do odzyskania dawnych wolności). Rosły antagonizmy społeczne i religijne oraz walki frakcji cyrkowych (głównie Zielonych i Niebieskich). W armii również dyscyplina była bardzo rozluźniona, czego powodem były nieustanne wojny, jak również częste zaległości w wypłacie żołdu. Wszystko to razem wzięte było istną beczką prochu, niezbędną stała się potrzeba szybkich reform, jeśli cała struktura państwowa nie miała się rozpaść.






W listopadzie 602 r. obalony został cesarz Maurycjusz - ostatni przedstawiciel dynastii Justynianów, a wojsko cesarzem okrzyknęło prostego żołnierza o imieniu Fokas. Dopuszczać się on miał wielu aktów okrucieństwa (np. najpierw kazał pojmanemu cesarzowi Maurycjuszowi przyglądać się kaźni jego synów, a następnie kazał ściąć i jego samego. Ich ciała wrzucono do morza, a głowy wystawiono na pośmiewisko na widok publiczny). Najstarszy syn Maurycjusza - Teodozjusz zapewne by się uratował, bo ojciec wysłał go z misją dyplomatyczną do szacha perskiego Chosroesa II (który sam zawdzięczał Maurycjuszowi tron, odzyskany w 591 r. i uważał się za dłużnika - a symbolicznie również i syna - obalonego teraz cesarza bizantyjskiego). Teodozjusz jednak zawrócił - na własną zgubę - bo wkrótce potem został pochwycony przez żołnierzy wiernych Fokasowi i również ścięty. Jednak upadek Maurycjusza i zamordowanie jego synów, oraz późniejsze rządy terroru jakie rozpętał Fokas, dały powód Chosroesowi do rozpoczęcia nowej wojny z Rzymianami (Bizantyjczykami), która wybuchła w tym samym 602 roku. Rządy Fokasa były agonią dawnego Wschodniego państwa cezarów. Nie tylko bowiem Persowie na wschodzie, ale teraz również i Słowianie na Bałkanach robili co chcieli. W 605 r. Persowie zdobyli twierdzę Dara, co pozwoliło im w kolejnych latach wlać się do Syrii i Kapadocji, a w 609 r. jeden ich oddział dotarł nawet do Chalcedonu nad Morzem Marmara (nieopodal Konstantynopola). Poza tym dochodziło do prześladowań Żydów, monofizytów i tak naprawdę jedyne wsparcie jakie uzyskał Fokas w czasie swego krótkiego, ośmioletniego panowania, płynęło z Rzymu, od tamtejszych papieży (a szczególnie Grzegorza Wielkiego). W 607 r. Fokas odebrał biskupowi Konstantynopola tytuł patriarchy ekumenicznego (czyli całego Kościoła Chrystusowego), czego od dawna domagali się biskupi rzymscy. Z tego też powodu w Rzymie na Forum Romanum w 608 r. wystawiono Fokasowi pomnik (istniejącą do dziś tzw. Kolumnę Fokasa).




W tym właśnie czasie w Afryce doszło do buntu na którego czele stanął tamtejszy namiestnik - Herakliusz zwany Starszym. Był on wodzem, który walczył w czasie wojny dwudziestoletniej z Persami (572-591), potem przebywał jakiś czas w Armenii i ostatecznie z rąk cesarza Maurycjusza uzyskał namiestnictwo Afryki (w 598 r. Przybył tam jednak dopiero w 600 r. Przez ten czas zaś władzę tymczasową sprawował tam biskup Innocenty), bogatej krainy pełnej zboża i wspaniałych zabytków. W 608 r. Herakliusz Starszy - wraz ze swym synem Herakliuszem, wypowiedzieli posłuszeństwo Fokasowi i rozpoczęli walkę o władzę nad Imperium. Najpierw w Egipcie (którego podbój trwał mniej więcej dwa lata - Aleksandria padła z końcem 609 r.), a następnie we wrześniu 610 r. Herakliusz Młodszy wyruszył na wyprawę do Konstantynopola i już 3 października zajął miasto. Dwa dni później pochwycony Fokas - wraz z doradcami - stanął przed obliczem nowego cesarza na Hipodromie. Ten zapytał go: "To ty, potworze, panowałeś tak podle?!", na co uzyskał odpowiedź: "A ty potrafisz rządzić lepiej?" Po tych słowach Herakliusz oddał Fokasa w ręce ludu, który go spalił. Spalono tam wówczas również sztandar frakcji Niebieskich (należącą do jednej z czterech frakcji woźniców rydwanów na Hipodromie - Zieloni, Niebiescy, Czerwoni i Biali - którzy w tym czasie realnie stali się tak silni jak mafia i tak też działali, atakując swoich przeciwników również w ich domach i np. zrzucając z okien kobiety, dzieci czy starców), którzy wspierali Fokasa (notabene to nie oni wynieśli go do władzy, tylko Zieloni, ale potem nastąpiła zmiana stron i Zieloni stali się jego wrogami, a Niebiescy stronnikami). Nowy cesarz był w sile wieku, miał 36 lat gdy zdobył władzę. Był średniego wzrostu i odznaczał się krępą budową ciała i był ponoć przystojny. Miał jasne włosy, niebieskie oczy i gęstą brodę. Był sprawny fizycznie i miał otwarty umysł (zapewne część owego opisu jest nieco przesadzona - gdyż powstała w czasach panowania dynastii, którą on założył - aczkolwiek tylko część, biorąc pod uwagę fakt, że Herakliusz realnie ocalił Imperium przed zagładą). Stanęło przed nim nie lada zadanie, musiał bowiem uporać się z agresją Persów na Wschodzie, Słowian i Awarów na Bałkanach, oraz z upadkiem dawnego systemu sprawowania władzy. Jego zaś ojciec - Herakliusz Starszy zmarł w Kartaginie wkrótce po otrzymaniu wiadomości o objęciu władzy przez syna.


KONSTANTYNOPOL



Początkowo Herakliusz zastanawiał się czy w ogóle nie przenieść stolicy do Kartaginy, bowiem stan państwa był katastrofalny, a niebezpieczeństwo ataku - czy to Słowian czy Persów - na Konstantynopol coraz bardziej realne. W przeciągu pierwszej dekady od objęcia przez niego władzy, Słowianie zlikwidowali bizantyjskie panowanie w Dalmacji (niszcząc Salone w 614 r.) i dotarli aż do Grecji, aż na Peloponez - gdzie też zaczęli się osiedlać. Takie miasta jak: Singidunum (Belgrad), Viminacium (Kostolacz), Naisus (Nisz) czy Sardyka (Sofia) zaczęły coraz bardziej nabierać słowiańskiego charakteru, a kolejne słowiańskie fale, jedna po drugiej, zaczęły po sobie napływać. Na froncie wschodnim początkowo Herakliusz odniósł pewne sukcesy (611/612 r.) ale szybko je zaprzepaszczono po klęsce pod Antiochią (613 r.), po której to Persowie weszli do Syrii zajmując Damaszek, Tars i Armenię, a w 614 r. zdobyli (po trzydniowym oblężeniu) Jerozolimę. Przez kolejne trzy dni miasto było wydane na pastwę zwycięskich Persów, a kościół Grobu Świętego (wzniesiony jeszcze przez Konstantyna Wielkiego w IV wieku) został spalony. Persowie zabrali stamtąd istniejący jeszcze fragment (dość duży jak na tamte czasy) Krzyża Świętego (zwanego też "Prawdziwym Krzyżem" bowiem na nim miał skonać Jezus Chrystus) i wywieźli go do Ktezyfontu. W mieście dużą pomoc Persom udzieliła miejscowa społeczność żydowska, która aktywnie wspomagała najeźdźców, a potem zajmowała się chwytaniem w niewolę i sprzedawaniem Persom zniewolonych przez siebie chrześcijan. Dochodziło wówczas do prawdziwych tragedii, jak rozdzielano żony od mężów, albo dzieci od rodziców (trzeba jednak powiedzieć że Żydzi uczynili to z zemsty, gdyż przez lata byli traktowani jak ludzie drugiej kategorii, a za możliwość wyznawania swej wiary musieli płacić specjalny podatek - podobny do tego, jaki potem wprowadzą muzułmanie dla wszystkich nie-muzułmanów). Od 615 r. rozpoczął się perski podbój Azji Mniejszej, a ich zagony operowały non stop na wybrzeżu Morza Marmara. W latach 617-619 trwał podbój Egiptu. Sukcesy jakie odnosili wówczas Persowie mogły powodować, iż zaczęto głośno mówić nad odrodzeniem dawnej monarchii Achmenidów, którą próbował wskrzesić założyciel perskiego rodu Sasanidów - Ardaszir, na początku lat 30-tych III wieku, ale mu się to wówczas nie udało, a i później Persowie tylko na krótko zajmowali czy to Syrię czy Kapadocję.


CHOSROES II



Herakliusz przez pierwszą dekadę swoich rządów musiał wykrzesać wiele energii i mądrości, aby utrzymać i odnowić Imperium. Wprowadził reformy administracyjne, zastępując dotychczasowy podział na prowincje (choć prowincje nadal zostały) systemem temów - czyli wielkich ośrodków wojskowych, obejmujących swym obszarem kilka prowincji. Tamtejsi rolnicy otrzymywali na własność działki ziemi z prawem dziedziczenia ich na swych potomków, w zamian zobowiązywali się do służby wojskowej i ochrony tej ziemi (było to nawiązanie do dawnego systemu rzymskich limes, na którym również osiedlano żołnierzy zwanych limitanei - zobowiązanych do służby wojskowej na danym obszarze). Wychodzono bowiem z dosyć oczywistego założenia, że żołnierz o wiele chętniej będzie chciał walczyć za swój własny majątek i swoją rodzinę, niż za jakieś odległe i nieznane mu, a często wrogie ziemie. Przeprowadzono również głęboką reformę administracji cesarskiej, likwidując m.in. funkcje prefekta pretorium, a wprowadzając w jego miejsce kilka innych, pomniejszych z dość jasno sprecyzowanymi kompetencjami. W 619 r. Herakliusz zawarł ostatecznie pokój z Awarami i zaczął sprowadzać część Słowian do Anatolii (osiedlając ich tam i obdarowując ziemią). To wszystko spowodowało, że zebrawszy siły na Wielkanoc dnia 5 kwietnia 622 r. po wysłuchaniu mszy świętej w kościele Hagia Sophia w Konstantynopolu, Herakliusz wyruszył na Persów. Na jesieni tego roku pokonał w bitwie we wschodniej Anatolii perskiego wodza Szahrbaraza, uwalniając tym samym całą Azję Mniejszą od perskiej okupacji. Ubezpieczając pokój na zachodzie (i wysyłając nowych zakładników wraz z daniną do Ringu - miasta obozu i siedziby chagana Awarów ) w 623 r. po otrzymaniu oszczerczego listu od Chosroesa II (który ubliżał w nim religii chrześcijańskiej i samemu Herakliuszowi), cesarz ruszył na Armenię, gdzie zdobył miasto Ganzak - pierwotną siedzibę Ardaszira w Armenii i jeden z symboli religii zaratusztriańskiej, gdzie zniszczył tamtejszą Świątynię Ognia w odwecie za spalenie kościoła Grobu Świętego w Jerozolimie.




W 626 r. Persowie rozpoczęli kontrofensywę i ponownie zajęli Azję Mniejszą dochodząc pod mury Konstantynopola. Tak się złożyło że również Awarowie i Słowianie rozpoczęli oblężenie tego miasta od zachodu i wydawało się że jego upadek jest przesądzony. Herakliusza nie było wówczas w stolicy (przebywał w odległej Lazyce na Kaukazie) a obroną dowodził generał Bonus, przyrodni brat Herakliusza - Teodor, oraz patriarcha Sergiusz, który organizował uroczyste procesje, wygłaszał płomienne kazania i organizował modły w kościołach. Ostatecznie o wyniku obrony zadecydowało zwycięstwo bizantyjskiej floty nad flotą słowiańską (wówczas jeszcze nie wynaleziono owego sławnego Ognia Greckiego, którym marynarze rzymscy będą się posługiwali w obronie Konstantynopola podczas pierwszego oblężenia tego miasta przez Arabów pół wieku później). Zwycięstwo na morzu było tylko preludium do zwycięstwa na lądzie nad Awarami, a gdy ci wycofali się spod miasta, Persowie również ustąpili i Konstantynopol przetrwał.
Potem Teodor rozbił jeszcze jedną armię perską w tym samym roku (kolejna wycofała się do Syrii). W 627 r. Herakliusz rozpoczął wielką ofensywę w granice samej Persji, a w grudniu tego roku zadał Persom największą klęskę w tej wojnie w bitwie pod Niniwą, która realnie kończyła wojnę całkowitym zwycięstwem Rzymian/Bizantyjczyków. W styczniu 628 r. cesarz zdobył Dastagert - ulubioną letnią rezydencję Chosroesa (z której tamten uciekł). Wkrótce potem perski szach został obalony i zamordowany a władzę objął jego syn - Kawad-Sziraz, który natychmiast zawarł pokój z Herakliuszem (wiosna 628 r.). Tak oto kończyła się 26-letnia krwawa wojna, która osłabiła oba Imperia (a jak wiadomo - gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta). Do Imperium Rzymskiego/Bizantyjskiego wracały wszystkie wcześniej utracone ziemie: Egipt, Syria, Palestyna, rzymska Mezopotamia i Armenia. Kawad-Sziraz oddał również Herakliuszowi Prawdziwy Krzyż wcześniej wywieziony do Ktezyfontu. Tak oto po pięciu latach nieobecności cesarz wracał do swej stolicy w glorii wielkiego zwycięstwa, witany przez patriarchię Sergiusza i cały lud Konstantynopola kwiatami i girlandami. Na Wielkanoc 630 r. Herakliusz odwiedził Jerozolimę, gdzie przywrócił na miejsce Prawdziwy Krzyż.




"NIE ZDEJMĘ KRZYŻA Z MOJEJ ŚCIANY, 
ZA ŻADNE SKARBY ŚWIATA, 
BO NA NIM JEZUS UKOCHANY
GRZESZNIKÓW Z NIEBEM BRATA.
NIE ZDEJMĘ KRZYŻA Z MEGO SERCA, 
CHOĆBY MI UMRZEĆ TRZEBA, 
CHOĆBY MI GROZIŁ KAT MORDERCA, 
BO KRZYŻ TO KLUCZ DO NIEBA"



Tak oto zarówno Awarowie jak i Persowie zostali pobici i upokorzeni i wydawało się że już nic nie może zagrozić potędze Imperium Rzymskiego rządzonego z Konstantynopola. Ale o tym nie wiedział pewien arabski kupiec, imieniem Mahomet, który w tym czasie zyskał już sporą liczbą zwolenników, a wcześniej natchniony przez "boga" (opiszę jak do tego doszło, opierając się na tych channelingach, które jeszcze posiadam w temacie: "Historia Życia, Wszechświata Wszelkiej Cywilizacji", oraz podam prawdopodobieństwo kim, lub też czym był ów "bóg" który natchnął Mahometa, oraz w jak brutalny sposób to zrobił, iż Mahomet ledwo owe "natchnienie" przeżył - zresztą jest to opisane w Koranie, co Allah zrobił z Mahometem, ja tylko podam czym prawdopodobnie był ów Allah). A jak mówi przysłowie: "Jeśli coś jest niemożliwe do zrobienia, to trzeba znaleźć kogoś kto o tym nie wie, przyjdzie i to zrobi". I takim kimś był właśnie Mahomet i jego zwolennicy.




CDN.

20 lipca 2026

WINO, KOBIETY I... TRON WE KRWI - CZYLI PONURY CIEŃ BIZANCJUM - Cz. VIII

NIM JESZCZE 
NAD KONSTANTYNOPOLEM
ZAŁOPOTAŁ ZIELONY
SZTANDAR MAHOMETA





I
JAK AZJATKA Z AFRYKANEREM
(CZYLI PIERWSZA "BIZANTYJKA"
NA RZYMSKIM PALATYNIE)
Cz. VII






"FORTUNA REDUX"



I oto stała się rzecz niesłychana. Daleka prowincja, która zasiedlona barbarzyńskimi ludami, została włączona w skład Imperium Rzymskiego zaledwie sto pięćdziesiąt lat wcześniej, teraz nie tylko dała Rzymowi kolejnego imperatora, ale wręcz to właśnie stamtąd wyszła inwazja na resztę kontynentu. Oczywiście chodzi o Brytanię, odległą prowincję, która uważana dotąd była za jedną z najmniej ważnych i wciąż jeszcze w pełni nie zromanizowanych ziem Imperium. Teraz wszak to tam właśnie objawił się cesarz, który rzucił wyzwanie Septymiuszowi Sewerowi - temu, który niedawno pokonał Pescenniusza Nigra - władcę rzymskiego Wschodu. Trzy legiony które stacjonowały w Brytanii (wsparte kontyngentami uzupełniającymi), po stu pięćdziesięciu trzech latach przeprawiły się przez Kanał La Manche i dokonały odwróconej inwazji. Desant przeprowadzono z miejscowości Duorne (dziś: Dover) i wylądowano po drugiej stronie Kanału w miejscowości Gesoriacum (dziś: Boulogne-sur-Mer). Bardzo szybko opanowano całą Germanię Dolną (Germania Inferior) i jedynie miasto Augusta Treverorum (dziś: Trewir) zamknęło swe bramy przed wojskami Klodiusza Albina. Mieszkańcy Galii raczej pozytywnie odbierali Albina i nie próbowali w jakikolwiek sposób przeszkadzać w jego marszu ku Italii, ale Armia Renu dochowała jednak wierności Sewerowi, co było znaczną przeszkodą w skutecznym opanowaniu całej Galii. Gdy więc siły Albina oblegały Trewir, ten, z pozostałą armią zdążał na południe, ku najludniejszemu i najzamożniejszemu miastu w Galii - Lugdunum (dziś: Lyon). Była to najprawdziwsza stolica całej rzymskiej Galii, w której obradował swoisty galijski "parlament" - Zgromadzenie Trzech Galii. W tym mieście były już trzy akwedukty, amfiteatr (wzorowany na rzymskim Koloseum), wspaniały odeon (teatr miejski) oraz system kanałów odprowadzający brudną wodę z miejskich term (i domostw zamożnych Galo-Rzymian) do rynsztoków. Miasto jednak nie miało służby porządkowej (jedynie straż ogniową, formowaną przez osoby prywatne i wynajmowaną miastu za odpowiednie pieniądze. A pożary wybuchały wówczas dość często, o czym świadczy epitafium ku pamięci pewnego mieszkańca Lugdunum, który: "Wpół nagi wydostał się z pożaru, ale mniej ceniąc własne bezpieczeństwo, usiłuje wydrzeć coś płomieniom: zmiażdżony przez walącą się ścianę, oddaje ducha naturze, a ciało jego temu, z czego powstało, początkom"), zaś nocą spowite było w mroku, przesłanianym jedynie blaskami pochodni tych, którzy decydowali się na nocne wycieczki po mieście.






Mimo tego miasta rzymskiej Galii były raczej dość ładne i często znajdowały nawet swych apologetów, którzy wychwalali je w wierszach i pieśniach, jak choćby o Narbo (dziś: Narbona) pisał Sidonius Apollinaris: "Pozdrowiona bądź, Narbo o zbawiennym klimacie (...) pozdrowione niech będą twoje mury, mieszkańcy, sklepy, bramy i portyki, forum, teatr, twoje przybytki i świątynie bogate, twój pieniądz, twoje termy, łuki triumfalne, spichrze publiczne, rynki, łąki, studnie, wyspy, saliny i stawy, twój handel, most i głębokie morze (...) Dumna pośród warowni na wpół zrujnowanych, pysznisz się jeszcze zaszczytnymi śladami dawnych wojen, ukazujesz swe mury wyszczerbione uderzeniami taranów, bogatsza jesteś dzięki tym chlubnym szczątkom" (Apollinaris pisał swoją "Pochwałę Narbo" w V wieku, czyli w okresie gdy po Galii, Hiszpanii, Italii, i innych ziemiach tak sławnego niegdyś Imperium Romanum, teraz przemieszczały się armie najeźdźców z Północy, stąd właśnie wzmianka o "warowniach na wpół zrujnowanych" i "wyszczerbionych murach"). Zaś dwa wieki wcześniej o swym rodzinnym Bordeaux (Burdigali) tak pisał Auzoniusz: "Niebo tam jest łagodne, ziemia dobra i urodzajna dzięki deszczom, wiosna długa, zima cieplejsza dzięki powrotom słońca, rzeki mają tam bieg porywisty, który, trzymając się zasadzonych winną latoroślą pagórków, naśladuje wiry morskie. Mury obronne w kształcie kwadratu wyrastają wieżami tak wysokimi, że wierzchołki toną w chmurach. Wewnątrz podziwiać można ulice umiejętnie wytyczone, domy w równych szeregach, obszerne place godne swego rozgłosu, bramy otwierające się wprost na skrzyżowania dróg (...) Czy mam wspominać fontannę wyłożoną partyjskim marmurem? (...) Ileż wody w jej głębokościach (...) Pozdrowiona bądź, fontanno o nieznanym źródle, święta, dobroczynna, niewyczerpana, przejrzysta, zielona, głęboka, szumiąca, czysta i cienista! Pozdrowiona bądź, ty opiekuńcza bogini miasta, ty, której jeden łyk leczy chorobę, ty, którą Celtowie nazywają Divona, Boska!" Auzoniusz zapewne odnosi się tutaj do kultu bogini Higiei (od której pochodzi też słowo "higiena"), córki Eskulapa, której kult był bardzo rozpowszechniony w rzymskiej Galii (szczególnie na południu), a którą przedstawiano jako stojącą kobietę, trzymającą w ręku węża. Ona, jej boski ojciec i towarzyszący tej parze mały geniusz - Telesfor (który odpowiadał za szczęśliwy przebieg rekonwalescencji), byli jedną z częstych w Galii bóstw opiekuńczych, z którymi rywalizował jeszcze niejaki Borvo (bożek ochronny od którego wzięła się nazwa kraju, a następnie francuskiej dynastii Burbonów), tryskający ciepłym, kojącym źródłem - Grannus zwany "dobroczyńcą ludzi", oraz Tutiorix - "król uzdrowiciel" z terenów północnych (nadreńskich). Mimo to uniwersalnym bogiem uzdrowicielem i tak pozostawał Apollon.


LUGDUNUM (LYON)
(Należy zwrócić uwagę na fakt, że rzymskie miasta prowincjonalne w większości nie posiadały murów obronnych, gdyż nie były im one do niczego potrzebne. Stały się jednak koniecznością już od połowy wieku IV a szczególnie w wieku V)



ODEON (TEATR) W LUGDUNUM



Tak więc Klodiusz Albin wkroczył do Lugdunum i ustanowił w tym mieście swą kwaterę główną, oraz rozpoczął bicie monety z własnym wizerunkiem jako imperatora. A tymczasem Septymiusz Sewer szybko przerzucił swe główne siły ze Wschodu ku Galii, nie zważając przy tym na żadne trudy i niedogodności (podczas ciężkich przepraw przez zaśnieżone góry Taurus dawał przykład wytrwałości i odporności, idąc specjalnie podczas zawiei śnieżnych z odsłoniętą głową. Wymagał też od żołnierzy determinacji w pokonywaniu przeszkód i nie zezwalał na żadne dłuższe przerwy w marszu). Na wiosnę 196 r. legiony Sewera dotarły więc do Mezji, gdzie w obozie wojskowym w Viminacjum (na wschód od dzisiejszego Belgradu, wówczas nosił on nazwę - Singidunum) - 6 kwietnia - cesarz mianował cezarem swego najstarszego syna - ośmioletniego Marka Antoninusa Bassianusa, zwanego potem Karakallą). To wyniesienie było jawną deklaracją polityczną że oto august - jakim był Septymiusz Sewer, mianuje swym następcą i współrządcą swego syna, nadając mu tytuł cezara, a tym samym zakłada nową (a raczej kontynuuje starą, wywodzącą się od Marka Aureliusza z rodu Antoninów - jak brzmiała oficjalna propaganda) dynastię. Następnie jego wojska przeszły przez Panonię, Norikum i Recję i wkroczyły do północnej Italii. Tutaj cesarz (wraz z żoną i dziećmi) wyruszył na południe - do Rzymu, zaś swym wojskom polecił obsadzić alpejskie przejścia, czego niestety nie uczynił wcześniej Klodiusz Albin. W Rzymie natychmiast powitano Sewera z najwyższą czcią przynależną władcy. Senat polecił też wybić monety o napisach: "Adventui Aug(usti) felicissimo" ("Powrócił najwyższy August") oraz "Fortuna Redux" ("Przywrócona Pomyślność"). Sewer przybył do Rzymu aby dopilnować wprowadzenia w życie przez Senat co najmniej dwóch ustaw: uznania Klodiusza Albina wrogiem ludu rzymskiego, oraz własnej adopcji do szlachetnego rodu Antoninów (ta sztuczna "samoadopcja" była potem przedmiotem bardzo wyważonych, ale jednak żartów ze strony niektórych nobilów. Jeden z senatorów, z wyraźną kpiną w głosie miał się bowiem wyrazić o tym akcie w następujący sposób: "Jak to dobrze, że cesarz znalazł sobie wreszcie ojca". Wielu potem miało pożałować tych słów). 




Niestety, nie wszystkim było jednak do śmiechu, bowiem "adopcja" Sewera do rodu Marka Aureliusza niosła za sobą również i inną poważną przeszkodę, która musiała zostać naprawiona. Otóż synem Aureliusza był powszechnie znienawidzony Kommodus, który pamiętany był głównie ze swych występów w roli Herkulesa na arenie Koloseum, oraz swej niekompetencji i zbrodniach, jakich się dopuszczał. Stąd też, gdy został zamordowany, wielu odetchnęło z ulgą. Ale teraz ten zbrodniarz nie mógł przecież być "bratem" panującego cesarza, bo to by kładło się cieniem na jego rządach. Przeto należało nie tylko zrehabilitować Kommodusa, ale również zaliczyć go w poczet bogów. I tak też się stało - Lucjusz Eliusz Aureliusz Kommodus został deifikowany jako "Divus Commodus", oraz została wyznaczona świątynia i wybrani kapłani, mający zajmować się jego kultem. Tak oto Septymiusz Sewer gładko przeszedł z roli "mściciela Pertynaksa" (który objął przecież władzę po zamordowaniu Kommodusa) do roli "brata Boskiego Kommodusa" - a wszystko dla zainstalowania i zatwierdzenia u władzy swojej rodziny. Gdy już dokonał tych dynastycznych "ablucji" ponownie wyruszył na orężne spotkanie z Albinem. Wkrótce potem jego legiony przekroczyły Alpy i doliną Rodanu pomaszerowały ku Lugdunum. Do pierwszego starcia pomiędzy siłami tych "dwóch cesarzy", doszło pod miejscowością Tinturtium (dziś: Tournus) nad Ararem (dziś: Saoną). Albin poniósł w tym starciu klęskę i został zmuszony do pospiesznego wycofania się ku Lugdunum. Właśnie pod tym miastem, dnia 19 lutego 197 r. doszło do ostatecznego starcia. Według historyka Kasjusza Diona, siły obu armii były wyrównane i liczyły równo po 150 tys. żołnierzy (co wydaje się jednak liczbą znacznie przesadzoną i w dużej mierze nieprawdziwą). W każdym razie Klodiusz Albin dysponował siłami trzech legionów (ok. 30 000 żołnierzy), wspartych posiłkami zmobilizowanych kontyngentów galijskich, oraz wsparciem (zapewne niewielkim, jako że stacjonował tam tylko jeden legion) ze strony namiestnika prowincji Hiszpanii Tarrakońskiej - który, jako jedyny opowiedział się w tej wojnie po stronie Albina. Myślę więc że siły Klodiusza Albina nie przekraczały 50-60 000 żołnierzy. Natomiast Septymiusz Sewer prowadził armię legionów naddunajskich i wschodnich (uzupełnioną zaciągiem w Dacji), liczącą zapewne jakieś 90-100 000 żołnierzy.




 Do bitwy stanęły ludy Imperium, które można spokojnie podzielić na dwie części. Po stronie Klodiusza Albina walczył rzymski Zachód (Brytania, Galia, Hiszpania - ogólnie rzecz biorąc: Gallowie), zaś po stronie Septymiusza Sewera rzymski Wschód (Syria, Kapadocja, Mezja, Dacja, Panonia - ogólnie rzecz biorąc: Syryjczycy, Dakowie, Ilirowie). Kto okaże się lepszy, kto silniejszy, kto sprytniejszy? Stawką bowiem była nie tylko władza dla jednego z owych imperatorów, ale także los pokonanych żołnierzy i przyszłość krain, które wpadłyby w ręce wroga. Gdy więc doszło już do bitwy, siły Sewera zaczęły przeważać na swym prawym skrzydle i wojska Albina poczęły tam ustępować im pola. Natomiast na lewym skrzydle sewerian postępował śmiały atak albinianów, który o mało nie doprowadził do śmierci samego Septymiusza Sewera (zabity został pod nim koń i zapewne by tam zginął, gdyby nie odsiecz jaka wkrótce nadeszła). Z flanki uderzyła bowiem na siły Albina jazda jednego z najlepszych wodzów Septymiusza Sewera - Letusa, która przeważyła o wyniku tej bitwy. Zwycięstwo wojsk Sewera było całkowite. Klodiusz Albin zginął podczas panicznej ucieczki, a jego ciało (wcześniej rzucone psom na pożarcie) zostało pozbawione głowy (którą wysłano do Rzymu i wbito na pal na Forum Romanum - aby pochwalić się zwycięstwem), a następnie (wraz z jego zamordowaną na polecenie Sewera - żoną i dziećmi) wrzucone do Rodanu. Zamożne miasto Lugdunum bardzo liczyło na cesarską łaskę, bowiem Septymiusz Sewer był przecież namiestnikiem Galii Lugduńskiej (największej z trzech Galii) w latach 185-188 i zapisał się w pamięci mieszkańców jako dobry i sprawiedliwy administrator. Niestety, przeliczyli się. Sewer pozwolił żołnierzom (podobnie jak wcześniej Antiochię i Bizantion) doszczętnie złupić dzisiejszy Lyon - a miasto to nigdy już nie odzyskało swej dawnej świetności. Oczywiście zakazano zebrań lokalnego galijskiego "parlamentu" w sanktuarium pod wezwaniem "Trzech Galii" (taki tytuł nosiła bogini, która mogła być jedynie jedną z lokalnych personifikacji bogini Romy - uosabiającej Rzym). Następnie dokonał Sewer kadrowych i administracyjnych zmian, obsadzając wszystkie stanowiska swymi ludźmi (w Hiszpanii Tarrakońskiej tamtejszy namiestnik również stracił nie tylko urząd, ale i życie za swe wcześniejsze opowiedzenie się po stronie Albina), zaś prowincję Brytanię podzielił (podobnie jak wcześniej Syrię) na dwie, niezależne od siebie części.






W czerwcu 197 r. Septymiusz Sewer był już z powrotem w Rzymie, gdzie radośnie witany przez lud gałązkami oliwnymi, odbył wspaniały wjazd do miasta (oczywiście nie był to wjazd triumfalny, gdyż taki mógł się dokonać jedynie po zwycięstwie nad wrogiem zewnętrznym, ale w tamtych czasach przy niesamowitym przepychu i pochlebstwach ze strony senatorów oraz publicznie manifestowanej przez lud radości z powrotu władcy - niewiele się od niego różnił). Teraz był już jedynym i niepodzielnym panem Imperium i mógł spokojnie zakładać dynastię (oczywiście cały czas odwoływał się do związków z dynastią Antoninów, aby podkreślić swoje wyniesienie, nawiązać do bezpiecznych i spokojnych czasów "dobrych cesarzy" i przede wszystkim aby ukryć fakt, iż on i jego rodzina są po prostu parweniuszami). Podczas swej pierwszej po ostatecznym zwycięstwie, publicznej mowy do ludu - przedstawił dokładny program przyszłych rządów. Oto bowiem mocno krytykował takich polityków i władców w historii, jak Gnejusz Pompejusz, Juliusz Cezar, Oktawian August czy Trajan, zaś wychwalał i wynosił pod niebiosa takich władców jak Gajusz Mariusz, Korneliusz Sulla, Tyberiusz, Kaligula, Neron, Domicjan czy Kommodus - gdyż, jak twierdził, to właśnie oni swą bezwzględną polityką zapewnili sobie bezpieczne rządy, zaś tamci, tzw.: "miłosierni" wobec przeciwników politycznych władcy - sami zgotowali sobie zgubę. Mówił o swym podstępnie zamordowanym przez spiskowców "bracie" Kommodusie, czym tylko wywołał nagonkę na wszystkich żyjących jeszcze uczestników tamtego spisku (Narcyz - który tamtej grudniowej nocy 192 r. - udusił Kommodusa, został wytropiony i rzucony w Koloseum lwom na pożarcie), wkrótce też rozpoczęła się znacznie większa nagonka na senatorów (którzy w ogromnej większości należeli do wrogów tamtego władcy i często ciskali w niego najobrzydliwszymi obelgami wraz z objęciem władzy przez Pertynaksa). Wszyscy oni byli teraz pierwszymi, których miała zmielić nowa władza. Łącznie oskarżono o potajemne spiskowanie z Albinem (oraz niechęć do Kommodusa) ponad pięćdziesięciu senatorów (wśród nich był również niejaki Juliusz Solon - który stał się autorem senackiej ustawy... zabraniającej cesarzowi skazywania nobilów na śmierć bez zgody Senatu). Skazano ich na śmierć i skonfiskowano im majętności, które oczywiście zostały zajęte przez państwo (czyli de facto stały się własnością Sewera).




Swoją drogą należy tutaj dodać że wydarzenia, dziejące się w Imperium Rzymskim w latach 193-197, które historiografia niestety traktuje nieco po macoszemu (w sposób iście kronikarski - od bitwy do bitwy), były prawdziwym końcem świata dla wielu żyjących w tamtym czasie ludzi. To nastała bowiem dla nich prawdziwa apokalipsa i historyczne zwoje oraz książki w żaden sposób nie są w stanie oddać grozy tamtych dni. Bezpieczny i stabilny świat w przeciągu kilku miesięcy (a często tygodni lub nawet dni) został bezpowrotnie pogrzebany. Zginęły dziesiątki (może nawet setki) tysięcy ludzi, kompletnie zniszczono trzy wielkie i ludne miasta, nie mówiąc już o mniejszych miastach i tysiącach spalonych wsi. Nawet najstarsi mieszkańcy wschodnich i zachodnich krain Imperium nie pamiętali, aby ich dziadowie doświadczyli kiedykolwiek czegoś podobnego. I rzeczywiście, wojna domowa z lat 193-197 była apokalipsą na skalę ogólnoeuropejską i może zostać uznana za taki właśnie konflikt. Po raz ostatni bowiem doszło do wojny na taką skalę w czasach walk o władzę najpierw Cezara z Pompejuszem, a następnie Oktawiana z Markiem Antoniuszem (czyli w latach 49-30 r. p.n.e.). Upłynęło więc już ponad dwieście dwadzieścia lat od zakończenia ostatnich walk. Przez ten czas ziemie zarówno Orientu jak i Galii, Brytanii, terenów Małej Azji czy Bałkanów rozwijały się dynamicznie w sposób nieprzerwany. Nawet wojna domowa roku 69 nie mogła być w żaden sposób porównywalna do hekatomby ostatnich lat II wieku, gdyż po pierwsze była krótkotrwała, a po drugie ograniczała się jedynie do ziem północnej Italii. Nic więc dziwnego że czas, jaki nastał po zainstalowaniu u władzy dynastii Sewerów, gruntownie odmienił całe rzymskie społeczeństwo, które wkraczało teraz w okres niestabilności politycznej i coraz śmielszych ataków barbarzyńskich plemion z Północy. Należałoby więc w tym momencie powtórzyć za Zygmuntem Krasińskim w jego "Irydionie", iż oto: "Kres już się ma starożytnemu światu - wszystko co w nim żyło psuje się, rozprzęga i szaleje - bogi i ludzie szaleją". A tymczasem wzrok zwycięskiego cesarza skierował się teraz ponownie na Wschód, gdzie księstwo Osroene (prowincja północnej Mezopotamii, która wówczas rządzona była przez oddzielnych władców) ogłosiło swą niezależność od Rzymu i uzyskało w tym wsparcie króla Partów - Wologazesa V. Nowa wojna znów miała objawić się na horyzoncie dziejów i ponownie zmusić wymęczoną ludność Imperium do jeszcze jednej aktywności i kolejnych wyrzeczeń.


TO WŁAŚNIE ZA SEWERA NASTĄPIŁY ZMIANY, KTÓRE POGRZEBAŁY DAWNY SPOKOJNY I BEZTROSKI ŚWIAT ANTONINÓW... 



A NA JEGO GRUZACH NASTAŁ CZAS CZĘSTYCH UZURPACJI, ZMIAN WŁADZY, WOJEN DOMOWYCH I ATAKÓW BARBARZYŃCÓW Z PÓŁNOCY



CDN.

17 lipca 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. XI

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. XI




 W nocy 8/9 listopada 1923 r. w Monachium Adolf Hitler i gen. Erich Ludendorff obwieszczają w monachijskiej piwiarni Bürgerbräukeller "narodową rewolucję" i wzywają do marszu na Berlin. Wcześniej Hitler wielokrotnie przesiadywał w monachijskich piwiarniach, gdyż było to doskonałe miejsce aby poznać nastroje społeczeństwa niemieckiego (Niemcy bowiem przy piwku wśród kolegów otwierali się i wygłaszali co im leży na wątrobie), wsłuchać się w nie i potem umiejętnie to wykorzystać. Plan "rewolucji narodowej" został opracowany w czasie jednej ze spotkań narodowych socjalistów w kawiarni Neumaiera w Monachium. Wieczorem 8 listopada w piwiarni Bürgerbräukeller panowała wzburzona atmosfera. Zgromadzeni tam ludzie (nie tylko naziści) sprzeciwiali się polityce Berlina i opowiadali się za stworzeniem w Monachium narodowego rządu niemieckiego, który doprowadzi do usunięcia "berlińskich zdrajców". W owej piwiarni przemawiał wówczas premier Bawarii - Gustaw von Kahr (przeciwnik rządu Rzeszy w Berlinie), wspierał go dowódca bawarskiej Reichswehry gen. Otto von Lossow. Hitler otoczył całą salę SA-manami uzbrojonymi w broń maszynową, którymi dowodził Herman Goering. Następnie Hitler wszedł na mównicę i ogłosił tam wybuch "narodowej rewolucji", jednocześnie nie pozwolił nikomu opuścić sali. SA-mani skierowali broń w kierunku miejsc gdzie siedzieli Kahr i Lossow, natomiast Hitler zaprosił ich do rozmów na temat stworzenia przyszłego rządu, na którego czele stanie on sam - Adolf Hitler. Ci dwaj pozornie zgadzali się z Hitlerem, ale starali się maksymalnie opóźnić rozmowy, aby pod salą zgromadziło się wierne im wojsko i policja. Natomiast zgromadzeni w sali ludzie zaczęli się niecierpliwić, gdyż rozmowy trwały już kilka godzin i nie było żadnych rezultatów. Wreszcie Hitler zakomunikował że doszli wreszcie do porozumienia i zarówno Kahr jak i Lossow zgodzili się na utworzenie rządu pod jego przewodnictwem, a następnie pozwolił im opuścić salę (ponoć Lossow miał przekonać do tego Ludendorffa, któremu dał oficerskie słowo honoru, a dla Ludendorffa honor oficera znaczył więcej niż cokolwiek innego). To był poważny błąd Hitlera, gdyż tracił automatycznie zakładników którymi mógłby się posłużyć i prócz garstki zwolenników jaka pozostała wówczas w piwiarni, nie miał już nikogo. Tymczasem zaczęły pojawiać się informacje że na placu Mariackim zgromadzono kordony policyjne i zaczęły pojawiać się pierwsze oddziały Reichswehry. Do Hitlera zaczęło docierać że przegrał tę rozgrywkę i nawet do swoich współpracowników wyrzekł słowa: "Jutro będziemy zwycięzcami i panami zjednoczonej Rzeszy, albo wisielcami na latarniach". Rankiem 9 listopada Hitler wreszcie postanowił nie czekać, a ruszyć po władzę. Nie wiedziano tylko w którym kierunku uderzyć. Goering twierdził że należy zdobyć przedmieścia Monachium, natomiast Ludendorff był za opanowaniem centrum miasta - wkrótce się wyjaśniło, gdy okazało się że w centrum jest już policja i wojsko zebrane tam przez Kahra i Lossow'a którzy nie mogli darować Hitlerowi że ich uwięził. Gdy zapadła decyzja o wymarszu na Feldherrnhalle (Portyk Feldmarszałków) była już godzina 11:00 i szanse puczu zmalały praktycznie do zera. Goering w tej sytuacji radził aby wycofać się z miasta, ale wówczas Ludendorff ostro zaprotestował i pociągnął Hitlera za sobą. Wyprowadzono więc ludzi na ulicę i oddziały SA maszerowały w kierunku Portyku Feldmarszałków. Ludzie widząc to, zmykali do domów. Ci, którzy jeszcze wczoraj oklaskiwali Hitlera w Bürgerbräukeller, dzisiaj zaciągali rolety w oknach i zamykali drzwi na klucz.

Na placu Odeon rozegrała się masakra, gdy wojsko i policja otworzyły ogień. Padło 16 zabitych nazistów a kilkudziesięciu odniosło rany (zginęło też 3 policjantów). Oddziały SA szybko zostały rozproszone, przywódcy rebelii szukali wyjścia w ucieczce lub też zostali schwytani przez policję. Herman Goering został ciężko ranny, ale udało mu się zbiec do Austrii, skąd też przedostał się do Sztokholmu - gdzie mieszkała jego żona Karin, szwedzka baronówna. Ludendorff został aresztowany, ale wypuszczono go na "oficerskie słowo honoru" (w końcu wraz z marszałkiem Hindenburgiem był autorem niemieckiego zwycięstwa w bitwie pod Tannenbergiem w sierpniu 1914 r. i wraz z nim dzielił przydomek "Obrońcy Prus Wschodnich"). Natomiast co się stało z Hitlerem? Według szefa prasowego NSDAP Ernsta Hanfstaengla (a jego relacja wydaje się najbardziej prawdopodobna ze wszystkich które powstały): "Ze złamanym obojczykiem Hitler pojawił się nagle w domu mojej żony w Uffing, w pobliżu Monachium, błagając o schronienie do czasu przybycia specjalnego samochodu, który miała mu załatwić pani Bechstein, jego dawna wielbicielka, żona znanego fabrykanta fortepianów. Moja żona była w ciąży i na widok Hitlera, zupełnie załamanego, sama zdenerwowała się w najwyższym stopniu. Przywołany lekarz opatrzył jego ramię. Samochodu wciąż nie było. Natomiast 11 listopada nadjechały dwa zielone ciężarowe wozy policyjne. Hitler kończył właśnie pisanie swego politycznego testamentu. Rosenberga mianował swoim następcą, Maxa Amanna - zastępcą, a Herman Esser oraz Julius Streicher mieli uzupełnić ów kwadrumwirat NSDAP. Za stan finansów odpowiadać będzie Ernst Hanfstaengl - dopisał jeszcze Hitler, kiedy w pokoju pojawił się porucznik Belleville z żandarmami. Oficerowi było nieco przykro, gdyż obaj z Hitlerem służyli podczas wojny w tym samym batalionie. W tym momencie Hitler wyciągnął niespodziewanie pistolet i krzycząc: "Nie dam się tym świniom aresztować, przenigdy! Już lepiej śmierć" - długo nim wymachiwał, aż go obezwładniono, odebrano broń i spokojnie aresztowano. Ledwie Hitler odjechał z żandarmami, na horyzoncie pojawił się samochód wysłany przez panią Bechstein..." Potem odbył się sąd, który w większości był szopką. Hitler bowiem - przemawiając przed sądem - oczarowywał zebranych, deklarując że gotów jest zapłacić nie tylko więzieniem, ale najwyższą cenę życia za Naród Niemiecki, który cierpi zniewagę i upokorzenie w narzuconym mu "dyktacie wersalskim". A Hitler potrafił przemawiać, oczarował nie tylko zebranych w sali sądowej gapiów, ale również samego sędziego, który co prawda skazał go na pięć lat pobytu w twierdzy Landsberg, ale Hitler wyszedł już z więzienia na Boże Narodzenie 1924 r. Poza tym w Landsbergu żył w komfortowych warunkach (podobnie jak Lech Wałęsa w Arłamowie). Miał własną prywatną salę, dostęp do biblioteki, dobre jedzenie, a nawet prawo do trunków (chociaż nie pijał wiele). Innymi słowy, Hitler nigdy przedtem nie żył tak wygodnie, spokojnie i beztrosko jak właśnie w Landsbergu. Tam też zaczął pisać dzieło swego życia "Mein Kampf".


SPÓJRZCIE JAKIE NA LUDZI SPŁYNĘŁO ZBIOROWE OPĘTANIE I JEDYNIE ÓW STARUSZEK ZACHOWAŁ OSTATNIE PRZEJAWY NORMALNOŚCI
(TO TEŻ NIESTETY POKAZUJE ŻE LUDŹMI BARDZO ŁATWO JEST MANIPULOWAĆ I KONTROLOWAĆ)



9 listopada 1923 r. wybuchła rewolucja komunistyczna w Niemczech, ale okazała się ona totalnym niewypałem (podobnie jak pucz Hitlera). Moskwa wiele sobie obiecywała po tych walkach w Niemczech. Snuto już wizje powstania drugiego w Europie państwa komunistycznego, a wówczas można by było chociażby zgnieść Polskę zarówno ze wschodu jak i z zachodu. Pomimo jednak zakrojonej na szeroką skalę akcji wsparcia komunistów niemieckich (poprzez szkolenia bojowników, dostarczanie broni i tym podobne) pucz komunistyczny zakończył się bardzo szybko - walki wybuchły jedynie w Hamburgu pod przywództwem Ernsta Thälmanna, ale ich intensywność była niewielka i szybko zostały stłumione. Potem, gdy Stalin przejął całkowitą władzę w Związku Sowieckim, Trocki i jego poplecznicy zaczęli rozgłaszać na Zachodzie, iż rewolucja w Niemczech zakończyła się klęską przez dywersję Stalina, któremu nie w smak było zwycięstwo odniesione przez komunistów niemieckich bez wsparcia Armii Czerwonej. Taki kraj - choćby nawet komunistyczny - byłby jednak już niezależny od Moskwy (a przynajmniej znacznie bardziej niezależny, niż gdyby został wyzwolony przez Czerwoną Armię). Nie wiadomo czy to prawda, aczkolwiek przemawiają za tym silne argumenty, Stalin bowiem pragnął być przywódcą (a wręcz dyktatorem) całego ruchu komunistycznego i wszędzie eksport komunizmu rozumiał właśnie poprzez inwazję na dany kraj Armii Czerwonej i "wyzwolenie" tego kraju spod władzy "obszarników i kapitalistów", a innymi słowy - narzucenie całkowitej kontroli i dominacji Moskwy. Dlatego też rewolucja dokonana rękoma lokalnych komunistów bez wsparcia Armii Czerwonej, nie mogła mu się podobać.

12 listopada - tym razem w Spirze - ruch separatystów nadreńskich Adama Dortena po raz trzeci w ciągu sześciu miesięcy proklamował powstanie Republiki Nadreńskiej, będącej pod całkowitą kontrolą Paryża. Oczywiście ta próba - podobnie jak i wcześniejsze z Akwizgranu i Trewiru - zakończyła się bardzo szybko klęską separatystów.

Niemcami wstrząsały nie tylko pucze i ruchy separatystyczne, ale również niemiecką gospodarkę dobijała galopująca inflacja, która realnie czyniła z niemieckiej marki świstek papieru. 16 listopada 1923 r. rząd kanclerza Gustawa Stresemanna (istniejący od 13 sierpnia) wprowadził w życie tzw. markę rentową, która miała odpowiadać relacji jedna nowa marka za bilion starych. Miało to zatrzymać galopującą inflację i wyprowadzić Niemcy z problemów gospodarczych, jednak należy pamiętać że nowy pieniądz był tak naprawdę w ogromnej większości kredytowany przez zagraniczne (głównie brytyjskie i amerykańskie banki), czyli owa reforma walutowa nie została przeprowadzona zasobami finansowymi samych Niemców, a kredyty oczywiście trzeba było spłacić. W każdym razie nowy pieniądz przyniósł stabilizację gospodarczą, inflacja spadła (powoli, ale spadła), chociaż zaufanie do nowej waluty było w Niemczech wciąż bardzo małe. Wyrazem tego był upadek konserwatywno-liberalnego rządu Stresemanna (30 listopada). Nowym kanclerzem został przedstawiciel katolickiej Partii Centrum - Wilhelm Marx.




W grudniu 1923 r. nie wyczuwając nowego kierunku zmian, jaki zachodził na szczytach władzy w Moskwie, członkowie Biura Politycznego Komunistycznej Partii Robotniczej Polski - Warski, Koszutska i Horowitz napisali list, w którym stawali w obronie "towarzysza Trockiego", uznając go za niezbędnego w szeregach Partii i Międzynarodówki komunistycznej. To podważy wiarygodność grupy "3W" w oczach Stalina i szybko się oni o tym przekonają.

Przegrana wojna z Polską w roku 1920 i zatrzymanie "eksportu rewolucji" na Zachód, a jeszcze bardziej nieudana próba puczu komunistycznego w Niemczech w listopadzie 1923 r. spowodowała że ogromna część niemieckich marksistowskich ideologów zaczęła się zastanawiać nad przyczynami owej klęski. Aby to wyjaśnić i opisać ów problem i aby dobrze przygotować się do kolejnej walki o "Nowy Wspaniały Świat", przy Uniwersytecie we Frankfurcie nad Menem powołano do życia Instytut Badań Społecznych (Institut fur Sozialforschung) jako pierwszy marksistowski ośrodek akademicki i kolebka tzw. "szkoły frankfurckiej" z której potem wywodzić się będą tacy szkodnicy jak Max Horkheimer, Wilhelm Reich, Theodor Adorno czy Herbert Marcuse. Instytut realnie zaczął funkcjonować dopiero na początku 1924 r. ale pierwsze 7 lat jego istnienia, to był okres prawdziwej intelektualnej posuchy i dopiero od roku 1931 (na krótko przed dojściem Hitlera do władzy, który to zlikwidował ów marksistowski instytut) zaczęło się to powoli zmieniać (oczywiście po powstaniu III Rzeszy wielu owych intelektualistów marksistowskich kontynuowało swoje prace w USA, a po 1945 r. ponownie powrócili do Niemiec i Europy Zachodniej, głosić dalej swoje toksyczne teorie, z którymi niestety zmagamy się po dziś dzień).

A tymczasem 14 grudnia doszło do przesilenia rządowego w Polsce. Głównym tego powodem był spór w koalicji na temat reformy rolnej, parcelacji gruntów i ustawy o osadnikach. Z PSL "Piast" wyszła grupa 15 posłów (tworząc opozycyjny blok Związek Chłopski), co doprowadziło do zachwiania większości rządowej i w konsekwencji 16 grudnia 1923 r. rząd Wincentego Witosa musiał podać się do dymisji. Teraz lewica starała się sformować rząd, ale wyznaczony do roli premiera Stanisław Thugutt nie zdołał tego uczynić i 19 grudnia prezydent Stanisław Wojciechowski desygnował na nowego premiera Władysława Grabskiego, który stworzył rząd pozaparlamentarny (Grabski oprócz teki premiera objął również Ministerstwo Skarbu). Przed Polską stało teraz wiele wyzwań. Przede wszystkim należało zbić inflację, stworzyć nową, silną walutę, no i oczywiście zabezpieczyć Kresy Wschodnie, gdyż przenikały tam wszelkiego typu bolszewickie bandy. Należało więc powołać na Wschodzie Korpus Ochrony Pogranicza i tak też stanie się w nowym 1924 roku.




Z początkiem 1924 roku inflacja zmieniła się w Polsce w hiperinflację, zaś pieniądz (czyli obowiązująca na terenie całego kraju od 24 marca 1920 r. w ramach ujednolicania waluty - marka polska, a pierwotnie funkcjonująca od 26 kwietnia 1917 r.) stawała się realnie pieniądzem bezwartościowym. W tym właśnie czasie wielką popularność na warszawskich salonach zyskała powieść "Romans Teresy Hennert" Zofii Nałkowskiej, w której to autorka pokazywała rzeczywistość odrodzonej Ojczyzny: pazerność spekulantów, biedę społeczeństwa powojennego, środowisko nowych elit rządzących, nuworyszy z rozbitych szlacheckich środowisk pocieszających się blichtrem ułańskiej fantazji i oczywiście wszystko to podlane składnikiem "wiecznej kobiecości". To właśnie w tej powieści ukazane są również paradoksy hiperinflacji na przykładzie postaci generała Chwościka (bez wątpienia bowiem oficerowie stanowili największą grupę społeczną, w którą z całą siłą uderzyła hiperinflacja i kryzys gospodarczy). Jest tam bowiem taki fragment: "Proszę panów, to są niesłychane rzeczy. Generał Chwościk przez całą zimę nigdzie nie pokazywał się z żoną - dlaczego? Po prostu nie miał za co kupić jej futra". Istnieją też relacje w których dzieci z rodzin oficerskich po latach wspominały m.in.: "Mój ojciec był wówczas porucznikiem 2 Pułku Strzelców Podhalańskich w Sanoku. Pamiętam, że na śniadanie dostawałem kromkę chleba poprószoną cukrem i skropioną mlekiem. Nie stać nas było na masło. Za to pieniędzy mieliśmy w bród. Bawiłem się nimi. Co parę dni ojciec przynosił wielką torbę banknotów, których wartość topniała w ciągu dnia o połowę". Oficerowie - wczorajsi bohaterowie z kompleksem powojennej niepotrzebności. Smutne.

Ale kryzys gospodarczy uderzał też oczywiście i w inne grupy społeczne. Ludwik Krzywicki tak oto pisał o społecznych skutkach hiperinflacji: "Rzecz miała się w sposób następujący: W końcu lata roku 1920 jeden z osadników otrzymał od Okręgowego Inspektoratu Pomocy Rolnej we Lwowie 12 koni i wystawił za nie Skarbowi skrypt dłużny na kwotę 1 200 000 marek polskich, co odpowiadało mniej więcej ówczesnej wartości 12 koni na rynku. Dług był niezwaloryzowany i pozostał nim aż do spłaty w grudniu 1923 roku. Osadnik zwrócił Bankowi Rolnemu jak należało: 1 200 000 marek polskich, czyli taką kwotę, za którą w końcu grudnia 1923 roku można było nabyć co najwyżej 1 kg mięsa. A więc za 12 koni 1 kg mięsa! (...) I jakie z tego źródła rodziły się potworności (...) Pewien włościanin w lecie 1923 roku, chcąc kupić konia, sprzedaje krowę i rocznego byczka. Suma uzyskana wystarczała w dniu sprzedaży na kupno konia, jednak nie mogą znaleźć okazu odpowiedniego, chłop odkłada transakcję na inny dzień. W jednym z najbliższych tygodni kwota poprzednia jest już niedostateczna, wobec czego chłop sprzedaje dodatkowo sztukę trzody chlewnej wagi 360 funtów. Jednak i ta suma nie pokrywa ceny konia. A nawet po dodatkowej jeszcze sprzedaży jałówki, kupno konia staje się niedościgłym marzeniem. Zrezygnowany włościanin kupuje za całą sumę - cztery cembrowiny do studni".


WŁADYSŁAW GRABSKI 
(TWÓRCA NOWEJ, STABILNEJ WALUTY - ZŁOTEGO)



Sytuacja stała się naprawdę niepokojąca, dlatego też 19 grudnia 1923 r. powołany został pozaparlamentarny rząd Władysława Grabskiego, którego celem było przede wszystkim stworzenie nowego pieniądza, powołanie do życia Banku Polskiego i maksymalne zbicie inflacji. Stworzenie takiego rządu fachowców było konieczne i akceptowane przez wszystkie strony sceny politycznej, jako że zdawano sobie doskonale sprawę, że przeprowadzenie reformy walutowej byłoby ogromnym osiągnięciem i każdy rząd (czy to prawicowy czy lewicowy) znacznie by zyskał, gdyby tego dokonał. Nikt jednak nie chciał doprowadzić do tego, aby przeciwnicy polityczni osiągnęli taki sukces, dlatego też pozaparlamentarny rząd był w tym momencie jak najbardziej konieczny aby wyprowadzić kraj z odmętów szalejącej inflacji. Grabski zresztą stworzył swój rząd z polityków najróżniejszych opcji, i tak resort Spraw Wojskowych otrzymał - związany z Marszałkiem - Kazimierz Sosnkowski, Ministerstwo Spraw Zagranicznych wywodzący się z endecji hrabia Maurycy Zamoyski (od 19 stycznia 1924 r.). Zresztą roszad personalnych jest znacznie więcej i przez okres trwania tego rządu (19 grudnia 1923 - 14 listopada 1925) do końca kadencji oprócz samego premiera przetrwało tylko dwóch ministrów. Celem najważniejszym i nie podlegającym dyskusji była reforma walutowa oraz powołanie do życia Banku Polskiego, to bezwzględnie było najważniejsze, wszelkie inne sprawy schodziły w tym czasie na plan drugo- albo nawet trzeciorzędny. Premier Grabski - aby przeprowadzić reformę - domagał się od Sejmu specjalnych pełnomocnictw w kwestiach podatkowych i około podatkowych, dzięki którym byłby w stanie (nie oglądając się na sejmowe ugrupowania) przeprowadzić zdecydowane reformy, tak bardzo potrzebne wówczas krajowi. Domagał się tych pełnomocnictw na okres jednego roku, ale Sejm nie zgodził się na tak długi okres, w czasie którego Grabski mógłby dekretami wprowadzać nowe prawa fiskalne. 11 stycznia 1924 r. po krótkiej debacie w Sejmie posłowie zgodzili się na przyznanie premierowi Grabskiemu specjalnych pełnomocnictw na okres pół roku (do 30 czerwca 1924 r.). Na mocy tej decyzji Grabski uzyskał prawo do dekretowania w kwestiach podnoszenia podatków bezpośrednich, przyspieszenia płatności podatku od kapitałów i rent, wprowadzania zmian stosownie do koniunktury, wprowadzania oszczędności w budżecie, przekazywania niektórych zadań państwa samorządom po zabezpieczeniu odpowiednich środków finansowych, zaciągania pożyczek zagranicznych (do 500 mln franków w złocie), zatwierdzania zmian w statutach kredytu długoterminowego i przedsiębiorstw państwowych celem wprowadzenia oszczędności, wprowadzenia nowej waluty oraz likwidacji Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej i utworzenia nowej instytucji emisyjnej - czyli Banku Polskiego.

Nowy rząd czym prędzej zabrał się do pracy. Jeszcze w sierpniu 1923 r. Sejm uchwalił ustawę o podatku majątkowym, której to daniną zostali obciążeni właściciele majątku o wartości przekraczającej 10 000 franków w złocie. Płatnikami nie byli więc drobni rolnicy, właściciele mniejszych przedsiębiorstw oraz kupcy. Dodatkowo jeszcze 30 listopada 1923 r. została uchwalona ustawa o waloryzacji podatków, które teraz zostały oparte o stały miernik czyli złoty frank w przypadku przedsiębiorstw, lub rynkową cenę zboża w przypadku podatku gruntowego. Powołano też do życia urząd Nadzwyczajnego Komisarza Oszczędnościowego, którego celem było szukanie oszczędności w budżecie państwa. Te pierwotne reformy (proto-reformy) zaczęły przynosić rezultaty już z końcem stycznia 1924 r. gdy nastąpiła stabilizacja marki polskiej, a nawet lekka jej poprawa, gdy cena za dolara spadła z 9 800 000 do 9 350 000 marek polskich. Od 1 lutego zaś wstrzymano druk marki polskiej i od tego czasu dochody miały pokrywać wszelkie wydatki. 19 stycznia ustalono statut Banku Polskiego. Przyjął on postać spółki akcyjnej niezależnej od rządu i otrzymał na 20 lat wyłączne prawo emisji banknotów w Polsce. Wypuszczane przezeń banknoty miały być zabezpieczone w 30 % zapasem złota, walut i dewiz, a w 70 % wekslami oraz srebrem, bilonem i innymi zobowiązaniami Skarbu Państwa. 26 stycznia zaś rozpoczęto sprzedaż miliona stuzłotowych akcji Banku Polskiego. Co prawda początkowo akcja ta szła bardzo opornie, jako że aby zakupić owe bony należało za nie zapłacić walutami o ustabilizowanym kursie (głównie frankami francuskimi, brytyjskimi funtami lub ewentualnie amerykańskimi dolarami), albo złotem. Takich zaś walut nie posiadała większość społeczeństwa, a również sfery ziemiańskie nie miały ich dużo (poza tym duża część z nich nie wierzyła w powodzenie przedsięwzięcia reformy walutowej rządu Grabskiego). Nie pomagały najróżniejsze rządowe zachęty, a także groźby (jak choćby takie, że osoby nie kupujące akcji nie będą mogły w przyszłości liczyć na uzyskanie kredytu bankowego). Dopiero gdy 3 marca 1924 r. podjęto decyzję o sprzedaży akcji za marki polskie, wyraźnie wzrósł popyt na zakup udziałów, który też przybrał charakter manifestacji patriotycznej. W publicznych odezwach podkreślano bowiem że zakup owych akcji ratuje państwo przed upadkiem i tak jak cztery lata temu młodzież (jak również inne grupy społeczne) garneły się w szeregi Wojska Polskiego żeby zatrzymać pochód bolszewików, tak i teraz ta sama młodzież (i inne grupy społeczne) działając zgodnie z interesem narodowym, zakupić powinny akcje Banku Polskiego. Rzeczywiście, nagle okazało się że popyt na kupno owych akcji był tak duży, że Skarb Państwa zdecydował się na sprzedanie większości swych udziałów. Teraz powstanie Banku Polskiego było już przesądzone.



PS: Na zakończenie zabawna ciekawostka. Otóż gdy w kwietniu 1957 r. pierwszy sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - Władysław Gomułka pojechał do Chin, to podczas spotkania z Mao Zedongiem zapytał się go: "Ilu u was jest przeciwników komunizmu?", na co tamten odparł: "Jakieś 40 milionów". "To mniej więcej tyle, co u nas" - dodał Gomułka po krótkim zastanowieniu. Oczywiście wiadomym jest że Polska w tamtym czasie liczyła właśnie jakieś 40 milionów mieszkańców. 🤭




CDN.

24 czerwca 2026

WINO, KOBIETY I... TRON WE KRWI - CZYLI PONURY CIEŃ BIZANCJUM - Cz. VII

NIM JESZCZE 
NAD KONSTANTYNOPOLEM
ZAŁOPOTAŁ ZIELONY
SZTANDAR MAHOMETA





I
JAK AZJATKA Z AFRYKANEREM
(CZYLI PIERWSZA "BIZANTYJKA"
NA RZYMSKIM PALATYNIE)
Cz. VI




9 kwietnia 193 r. w obozie wojskowym w Carnuntum w Panoni Górnej (Superior) nad Dunajem, wojska XIV Legionu Gemina okrzyknęły Lucjusza Septymiusza Sewera imperatorem. 1 czerwca Senat uznał go za cesarza, 9 czerwca Sewer wkroczył do Rzymu a 9 lipca wysłał swą armię na Wschód, ku ostatecznej konfrontacji z Gajuszem Pascenniuszem Nigrem. Sewer dysponował łącznie 16 legionami (wraz z oddziałami pomocniczymi), Niger zaś 10. Wcześniej też, bowiem jeszcze w maju i czerwcu zabezpieczył sobie Sewer tyły od Zachodu (wysyłając do trzeciego pretendenta do purpury z Brytanii - Decimusa Klodiusza Albina - swego legata, który przywiózł mu deklarację Sewera o usynowieniu Albina i uczynieniu go współwładcą na Zachodzie, co Albinowi całkowicie wystarczyło i na czym poprzestał) i od Południa (do Kartaginy posłał Sewer wydzielone oddziały doborowych jednostek, które miały za zadanie przekonać tamtejszego namiestnika - posiadającego tylko jeden legion w Numidii - do opowiedzenia się po jego stronie. A należy pamiętać że prowincja Afryka należała wówczas do najbogatszych, najspokojniejszych i najlepiej rozwiniętych prowincji Imperium Rzymskiego i jeśli miałbym wybierać żyć w tamtych czasach, to rzeczywiście najlepiej byłoby żyć właśnie w tej prowincji, gdzie głównym zmartwieniem były tylko spory religijne różnych odłamów chrześcijaństwa), mógł więc całą swoją siłę skierować teraz na Wschód. A tymczasem Niger tracił niepotrzebnie czas na zabawy, uczty i inne przyjemności jakie oferowała bogata syryjska Antiochia, wierząc zapewne w niezwyciężoność swoich wojsk i w bezgraniczne poparcie lokalnej ludności. Rzeczywiście, był popularny zarówno w armii jak i w Syrii, Azji Mniejszej, Egipcie i Grecji, jednak zaniedbując zdecydowane działania, pozwolił na to, by inicjatywę strategiczną całkowicie przejął Sewer, a tym samym utracił Rzym (gdzie również był bardzo popularny i gdzie początkowo to właśnie jego upatrywano w roli mściciela Pertynaksa), oraz zaprzepaścił oficjalne (prawne) uznanie swej władzy przez Senat. Co prawda namiestnik Azji - Emilian, opanował znaczne tereny w Tracji, Macedonii i Grecji, a z miasta Bizancjum uczynił swój główny obóz, to jednak wycofał się z tych terenów gdy tylko wojska Sewera zaczęły się zbliżać od strony Mezji (dzisiejsze ziemie Serbii i Bułgarii).


PROWINCJA AFRYKA, DWIE MAURETANIE I PROWINCJA CYRENAJKA
(Wykluczając Tingitanę - gdzie czasem dochodziło do ataków Maurów, praktycznie wszystkie rzymskie prowincje afrykańskie były bezpieczne, zasobne, a ludziom tam żyło się dostatnio i praktycznie beztrosko)



Ale za to propaganda Nigra święciła znacznie większe triumfy. Oczywiście jedna i druga strona - aby uprawomocnić swą władzę - musiała odnieść się do woli i opinii bogów. A jak najlepiej to uczynić jeśli nie poprzez wyrocznię? Otóż w Delfach tamtejsza kapłanka świątyni Apollina - na pytanie Nigra któż z owej trójki pretendentów do cesarskiej purpury jest najlepszy - odparła: "Najlepszy jest Fuscus, dobry Afer, najgorszy Albus". Oto przepowiednia Apollina, która trafiła do ludu i która brzmiała aż nazbyt czytelnie: "Najlepszy był Fuscus" - czyli po łacinie "brunatny", "ciemny", "czarny", a taki przydomek nosił właśnie Pescenniusz Niger. Dlaczego Niger okazał się "najlepszy?" Cóż, taka już jest ludzka natura że raczej nie lubimy iść pod prąd i jeśli jest taka możliwość, to wolimy płynąć z nurtem - innymi słowy lepiej nie narażać się na gniew tego, kto posiada w Grecji ogromne poparcie i dysponuje fortecą w Bizantion, skąd do Grecji jest "rzut kamieniem". Najlepszym okazał się więc ten, kto miał najbliżej do miejsc świętych Hellady i kto mógł za dobrą wróżbę wynagrodzić tamtejszych kapłanów - to takie proste i oczywiste. Jednak wojna jeszcze nie była rozstrzygnięta, a wojska Sewera operowały w Mezji, czyli też niedaleko od Grecji, poza tym Italię od Hellady dzielił zaledwie cienki pas cieśniny brundyzyjskiej. Rozsądnie więc nie należało zrażać do siebie również i Sewera, dlatego też "Afer" - czyli Afrykanin (Septymiusz Sewer urodził się w prowincji Afryce w miejscowości Leptis Magna - o której pierwsza łacińska wzmianka pojawia się stosunkowo późno, bowiem dopiero w 8 r. p.n.e. za rządów Oktawiana Augusta. Miasto więc rozwijało się jako w pełni rzymska kolonia wówczas zaledwie od jakichś dwustu lat), zatem też musiał być "dobry". Najgorszy zaś był "Albinus" ("biały"), czyli Klodiusz Albin - z oczywistego powodu - ponieważ był... najdalej, a jego dotarcie z Brytanii do Grecji było wówczas najmniej prawdopodobne. Tak oto "bóg Apollon", kierując się oczywiście całkowitą (boską) bezstronnością, wybrał akurat tego, który najwięcej mógł Grekom uczynić, i to zarówno dobrego jak i złego.


RZYMSKI WSCHÓD 



Zresztą owa "bezstronność" wyroczni delfickiej szybko została zdemaskowana, gdy tylko siły Emiliana wycofały się do silnie umocnionego Bizantion, a wojska Sewera opanowały całe Bałkany, łącznie z Helladą. Wówczas to, w kolejnej przepowiedni bóg zmienił zdanie, twierdząc teraz że: "Przelana zostanie krew białego i czarnego człowieka, władzę nad światem obejmie człowiek pochodzący z punickiego miasta" - krótko i zrozumiale - włada ten, kto ma moc sprawczą w danej chwili i jego też automatycznie wspierają bogowie. Sewer w błyskawicznym natarciu przerzucił morzem część wojska z portu Brundyzjum do portu Dyrrachium w Ilirii, skąd (via Egnatia) przez Macedonię wojska parły na Wschód. Sam zaś (w towarzystwie żony i dzieci) z główną armią maszerował drogą naddunajską przez Carnuntum, Sirmium, Naissus do Adrianopolis (Adrianopol). W październiku 193 r. połączone siły wojsk Sewera opanowały miasto Perynt nad Propontydą, co umożliwiło im przystąpienie do oblężenia Bizantion. W Bizancjum był już wówczas sam Niger, zaś w Bitynii, Frygii i Myzji operowała armia legata Emiliana, który miał za zadanie bronić prowincji Azji przed wojskami Sewera i uniemożliwić im desant zarówno z Hellespontu jak i z Bosforu. Po opanowaniu Peryntu udało się jednak flocie Sewera przerzucić przez Propontydę silny oddział pod dowództwem Klaudiusza Kandydusa, który wysadziwszy desant na azjatyckim wybrzeżu (na przylądku Arctonnessus), w bitwie pod Kyzikos (prawdopodobnie koniec listopada lub początek grudnia 193 r.) z armią Emiliana - odniósł całkowite zwycięstwo (Emilian poległ w bitwie, a wojska Nigra poszły w rozsypkę i tylko szczęśliwcom udało się dotrzeć do Bizantion). Teraz przed Sewerem swe bramy otworzyło duże greckie miasto - Nikomedia (stolica prowincji Bitynia). Wówczas to, konkurująca z nią o władzę w prowincji i przywileje handlowe w regionie - Nicea, opowiedziała się zdecydowanie po stronie Pescenniusza Nigra, zamykając swe bramy przed wojskami Kandydusa.




W styczniu 194 r. doszło do kolejnego starcia orężnego w bitwie pod Kius (portu morskiego Nicei) w Bitynii. Pierwsze uderzenie wojsk Klaudiusza Kandydusa okazało się zwycięskie i linie oddziałów Nigra zaczęły się załamywać. Trwało to do czasu, gdy na placu boju osobiście nie pojawił się sam Pescenniusz Niger i zagrzewając żołnierzy do walki, zdołał utrzymać linie, przegrupować się i przystąpić do kontrataku który omal nie doprowadził do klęski armii Sewera. Do klęski tej nie doszło tylko dzięki przytomności Kandydusa, który osobiście poprowadził swoich żołnierzy (już szykujących się do ucieczki) ze sztandarem w dłoni do ataku i... odniósł zwycięstwo - szeregi Nigra zostały przełamane, on sam wycofał się na południe a reszta wojsk poszła w rozsypkę lub uciekła pod osłoną nocy ku bagnom jeziora Askania (gdzie też część z nich się potopiła), zmierzając ku Nicei. Niger ewakuował wszystkie miasta Azji Mniejszej aż do Cylicji i gór Taurus (gdzie dopiero umocnił górskie przełęcze), lecz taki krok wywołał negatywne wrażenie w prowincjach, które dotąd wspierały Pescenniusza. Prowincje Azji Mniejszej (Bitynia i Pont, Azja, Galacja, Pisydia i Kapadocja) kolejno przechodziły na stronę zwycięskiego Sewera. Tak też postąpił Egipt, który już w lutym 194 r. zaczął bić monetę z wizerunkiem Afrykańczyka. Jednak w prowincjach, które jeszcze kontrolował Niger (Syria, Cylicja, Palestyna, Arabia) też nie działo się dobrze, gdyż doszło tam do swoistej wojny domowej pomiędzy poszczególnymi miastami, które albo zdecydowanie optowały za sprawą Nigra, albo też już składały wierność Sewerowi. W Palestynie wybuchły walki pomiędzy Żydami a Samarytanami, w Fenicji Tyr opowiedział się za Sewerem a Berytus za Nigrem. Podobnie było i w Syrii, gdzie Antiochia stała murem za swym "czarnym władcą" (oczywiście nie chodzi tutaj o kolor skóry, a jedynie o charakter, przez który Niger otrzymał takie właśnie przezwisko), zaś w nieodległej, nadmorskiej Laodyceji obalono jego posągi i poparto Sewera. Aby uspokoić sytuację, Niger zaczął wysyłać do zbuntowanych miast jednostki krwawych mauretańskich łuczników, którzy słynęli z bezwzględności i okrucieństw. Szybko stłumili oni buntownicze nastroje w Laodycei i Tyrze (gdzie strzelali do ludzi z łuku jak do kaczek, ale to akurat była łagodna i szybka śmierć, gorzej gdy związanym palono stopy lub podpalano włosy). Zażegnawszy buntownicze nastroje, zamienił Niger cały obszar Syro-Palestyny w prawdziwą twierdzę, odgrodziwszy się silnymi umocnieniami wzniesionymi w górach Taurus - umocnieniami, których w żaden sposób nie mogli przejść ani zdobyć żołnierze Sewera.




Wciąż ponawiane ataki nie przynosiły żadnych rezultatów, a jedynie generowały straty wśród żołnierzy, co też negatywnie wpływało na ich morale. Nie było jednak sposobu jak obejść te umocnienia i od tyłu uderzyć na nieprzyjaciela. Można było spróbować drogą morską, ale korpus rzymskiej floty w Antiochii (wierny Nigrowi) był silny, a zresztą flota Sewera wciąż była jeszcze na Morzu Egejskim lub w Propontydzie. Należałoby więc po nią posłać i poczekać aż się zjawi, bez gwarancji sukcesu w ewentualnej morskiej bitwie. Sytuacja stawała się patowa i gdy zastanawiano się nad sposobami przełamania umocnień tauryjskich, z pomocą Sewerowi przyszła sama natura. Otóż pewnego dnia nastąpiło prawdziwe oberwanie chmury. Deszcz rozlał się strumieniami, a strumienie lejącej się po skałach wody podmyły fundamenty umocnień obronnych, które bardzo szybko same się zawaliły. Żołnierze Nigra, widząc co się dzieje, czym prędzej opuścili swoje posterunki i rzucili się do ucieczki. W chwilach totalnej katastrofy i rzeczywistego rozpadu armii, jedyną nadzieją Nigra i swoistym "światełkiem w tunelu" był zapał i mobilizacja młodzieży antiocheńskiej, która gremialnie zgłaszała się do wojska. Zapał jednak nie mógł zrekompensować doświadczenia i wyćwiczenia wojskowego, którego ci młodzi Antiocheńczycy nie posiadali. Do decydującej bitwy doszło 31 marca 194 r. w rejonie miejscowości Issos (tam, gdzie 526 lat wcześniej wojska Aleksandra Wielkiego rozbiły potężną armię perską króla Dariusza III). Bitwa długo pozostawała nierozstrzygniętą, a nawet legiony Nigra zaczęły w pewnym momencie brać górę nad sewerianami (co w sytuacji niedoświadczenia bojowego rekrutów jest wymownym przykładem jak ofiarnie i z jakim zapałem potrafili się oni bić z doświadczonymi i zaprawionymi w bojach jednostkami naddunajskimi) i wtedy znów natura wystąpiła zdecydowanie przeciwko Nigrowi. Rozpętała się burza, a wiatr z deszczem począł wiać bezpośrednio w twarze obrońców, uniemożliwiając im właściwy ogląd sytuacji. Nie zauważyli oni też jak oddziały jazdy sewerian pod dowództwem Anulliusa, dokonały taktycznego manewru okrążenia i wyjścia na tyły wojsk Nigra. Tam, w odciętym kotle pod Issos zginęło prawie 20 tys. żołnierzy Pescenniusza Nigra. On sam, z kilkoma towarzyszami wydostał się z pola bitwy i zbiegł do Antiochii, w której już panowała nerwowość i panika - a kto mógł, ten czym prędzej uciekał z miasta. Tak też postąpił i Niger, który próbował dotrzeć do Eufratu i potem przedostać się do kraju Partów. Nie udał mu się ten manewr, gdyż wcześniej został dogoniony przez pościg i na miejscu zabity, a jego odciętą głowę dostarczono zwycięskiemu Sewerowi. Tak oto wyeliminowany został najgroźniejszy (dla Sewera) z pretendentów do cesarskiej purpury.

Teraz zwycięski Sewer stał się panem życia i śmierci dla tych, którzy mieli to nieszczęście opowiedzieć się po niewłaściwej stronie sporu i przegrali. Do niewoli dostali się zbiegli z Rzymu (często wraz z rodzinami) senatorowie, którzy poparli Nigra. Sewer co prawda przebaczył im zdradę (zmuszając ich jednocześnie by sami zadeklarowali jak bardzo dali się zwieść "tyranowi"), ale wszyscy oni utracili zarówno miejsca w Senacie, jak i swoje majątki, a następnie zostali wypędzeni na małe wyspy, gdzie mieli żyć do końca swych dni bez możliwości powrotu do Rzymu. Jawni zwolennicy Nigra byli denuncjowani (w takich sytuacjach w grę wchodziła również wzajemna ludzka zazdrość i nienawiść, gdy jedni denuncjowali innych nie tyle dla własnych korzyści, a jedynie po to, aby pognębić sąsiada) i mordowani. Aby wykupić się od śmierci musieli częstokroć oddawać całe majątki na rzecz nowego władcy, a ci, którzy wyłożyli jakąkolwiek sumę na korzyść Nigra, musieli teraz w czwórnasób zapłacić tyle Sewerowi (jeśli chcieli zachować życie). Podobnie jak ludzie, za obranie niewłaściwej strony musiały zapłacić również i całe miasta i tak, wielka, ponad półmilionowa Antiochia utraciła prawa miejskie i sprowadzona została do pozycji wioski, włączona terytorialnie do sąsiedniej (znacznie mniejszej) Laodycei - która to w nagrodę uzyskała status miasta kolonialnego i do swej nazwy dołączyła zaszczytny przydomek Septimia. Zimę roku 194/195 Septymiusz Sewer wraz z małżonką i dziećmi, spędzili w Syrii. Julia Domna zapewne odwiedziła wówczas rodzinną Emesę, skąd się wywodził jej ród. W każdym razie na pewno była osobą, która w jakiś sposób mogła pośredniczyć w złagodzeniu wyroków wydawanych przez jej męża, choć zapewne w wiekszości jej rola podczas tych kampanii u boku męża, ograniczała się jedynie do wielce czcigodnej, ale jednak tylko maskotki armii. 14 kwietnia 195 r. Julia Domna została uhonorowana tytułem "mater castrorum" ("matki obozów wojskowych"), który to tytuł przed nią nosiła jako pierwsza jedynie dostojna Annia Galeria Faustyna - małżonka Marka Aureliusza. W tym samym czasie Septymiusz Sewer dokonał samoistnej adopcji do dynastii Antoninów - występując odtąd jako syn boskiego Marka Aureliusza. Nawet zaczął się fizycznie upodabniać do swego przybranego ojca, zapuszczając brodę w stylu greckim (ze specjalnie stylizowanymi włoskami), otrzymując (od lekarza - Galena) takie same lekarstwa, jakie dostawał Marek Aureliusz, oraz stopniowo eliminujac ze swej tytulatury przydomek "Pertynaks" - którym dotąd się posługiwał (oczywiście miało to na celu usunięcie w cień swoistych efemerycznych princepsów po to, aby pokazać ludowi iż teraz następuje powrót do ciągłości władzy dynastii "dobrych cesarzy" Antoninów - którą to założył przed stuleciem cesarz Trajan).




Mimo że Sewer odwoływał się do najlepszych i najpomyślniejszych dla Imperium lat rządów Antoninów (ze szczególnym uwzględnieniem cesarza-filozofa Marka Aureliusza), był jednak przepełniony nienawiścią i chęcią zemsty na swych wrogach (zarówno tych realnych, jak i tych zupełnie już nieszkodliwych), a przykładem tego było postępowanie z żoną i synami Pescenniusza Nigra, których najpierw skazał na wygnanie, a następnie na karę śmierci. Po dopełnieniu tych zbrodni i propagandowych posunięć, jeszcze w kwietniu lub w maju 195 r. skierował się Sewer w kierunku krain leżących za Eufratem, w celu ukarania tamtejszych lokalnych władców (za próbę udzielenia wsparcia Nigrowi) oraz zademonstrowania Partom siły legionów rzymskich w celu odstraszenia ich od jakichkolwiek antyrzymskich akcji w przyszłości. Tak więc najpierw opanowano krainę Osroene (z której zrobiono rzymską prowincję) a następnie zajęto miasto-twierdzę Nisibis w Mygdonii (północna Mezopotamia) i również to miasto włączono do Imperium, po czym granica stanęła na rzece Chaboras. Cesarz natychmiast też dodał sobie do nazwiska przydomki "Arabski" i "Adiabeński". Teraz Septymiusz Sewer miał przed sobą jeszcze dwie sprawy do rozwiązania. Pierwsza, znacznie mniej ważna, ale uciążliwa - to było doprowadzenie do kapitulacji miasta-twierdzy w Bizantion, które wciąż opierało się zwycięzcy i jeszcze nie otworzyło przed nim bram, pomimo klęski i śmierci Pescenniusza Nigra (którego głowę - wbitą na pal - obworzono wokół murów miasta, aby pokazać Bizantyjczykom że nie mają już o co i za kogo walczyć). Drugą zaś kwestią był Klodiusz Albin jako adoptowany "syn Sewera" i współcesarz w Brytanii oraz północnej Galii. Po zwycięstwie nad Nigrem, Albin przestał być już potrzebny Sewerowi, a wręcz stawał się przeszkodą do urzeczywistnienia pełni jego władzy i zademonstrowania bliższych związków z dynastią Antoninów. Na początku Sewer postanowił pozbyć się Albina za pomocą skrytobójców przebranych za posłów, którzy mieli odciągnąć go w ustronne miejsce celem poufnej rozmowy, podczas której miano go zasztyletować (gdyby jednak nie udało im się doprowadzić do spotkania z Albinem w cztery oczy, wysłani zabójcy zostali zaopatrzeni również w trucizny, które przekazać mieli przekupionym przez siebie niewolnikom Klodiusza Albina, by ci dodali je do jego posiłku). Ta misterna (choć na dobrą sprawę raczej prostacka) intryga, nie powiodła się, gdyż w Brytanii posłów od Sewera nie tylko skrupulatnie przeszukano przed dopuszczeniem ich do rozmów z Albinem, ale znalazłszy ukryte sztylety i buteleczki z trucizną, wzięto ich na tortury, podczas których wyjawili jaka była ich prawdziwa rola.


UPADEK BYZANTION



Ten nieudany zamach stał się w zasadzie zerwaniem wszelkich kontaktów pomiędzy Sewerem a Albinem i był realnym wypowiedzeniem wojny, która tym razem szykowała się na Zachodzie. 15 grudnia 195 r. w obozie wojskowym w Mezopotamii Septymiusz Sewer wygłosił mowę do żołnierzy, w której udowadniał że Klodiusz Albin planował zamach na jego życie, twierdził że opętały go wybujałe ambicje, wiarołomstwo oraz że szykuje się do wojny domowej (innymi słowy, zarzucił Albinowi wszystko to, co on sam czynił już od ponad dwóch lat). Stwierdził też, że zwycięstwo nad Albinem i jego brytańskimi legionami będzie łatwe, gdyż wojsko to jest rozleniwione i nieprzywykłe do wojaczki, zaś Albin rzadko kiedy bywa trzeźwy. Zgodnie żołnierze Sewera okrzyknęli więc Klodiusza Albina wrogiem ludu - co było równoznaczne z wyjęciem go spod prawa, a taki właśnie rozkaz cesarski powędrował czym prędzej do Rzymu, gdzie Senat miał uprawomocnić "wolę wojska" i tak też się stało. Tymczasem również w grudniu, po ponad dwuletnim oblężeniu skapitulowała twierdza w Bizantion (nie mogąc liczyć na jakąkolwiek pomoc z zewnątrz). O ile do tej pory zemsta Sewera była okrutna i często barbarzyńska, to wszystko to miało się nijak do tego, co postanowił zwycięski cesarz uczynić w Bizancjum. Gdy tylko wojsko sewerian weszło do miasta, natychmiast przystąpiono do grabieży, gwałtów i mordów mieszkańców. Następnie wszystkich pozostałych zepchnięto na tamtejszą agorę, gdzie nastąpił zbiorowy mord mieszkańców miasta (przy czym nie wymordowano wszystkich, a jedynie wybiórczo wyciągano nieszczęśników, których dla przykładu uśmiercano) i nie oszczędzano przy tym ani kobiet ani małych dzieci. Mury miejskie zostały zburzone, a miasto (podobnie jak Antiochię) zamieniono w wioskę, przyłączając je do niewielkiej osady Peryntu. Powolna odbudowa Bizancjum zacznie się dopiero kilkanaście lat później (miasto było zbyt ważne ze względów ekonomicznych aby można było tego nie dostrzegać i z przyczyn politycznych dalej utrzymywać zgubny stan dla gospodarczego rozwoju całego regionu), zaś do prawdziwej potęgi dojdzie dopiero za rządów Konstantyna Wielkiego, który w latach 327-330 całkowicie przebuduje i rozbuduje to miasto, przenosząc (w 330 r.) doń stolicę Imperium Rzymskiego i nadając mu nową nazwę - Nowy Rzym (który po śmierci Konstantyna w 337 r. zostanie przemianowany na Konstantynopol). A tymczasem, po ogłoszeniu go przez Senat wrogiem ludu, w styczniu 196 r. Klodiusz Albin mianował się w Brytanii - Augustem (czyli jedynym władcą Imperium), rzucając tym samym rękawicę Sewerowi w dalszej walce o władzę nad Imperium. Wojna domowa rozpoczynała się teraz z nową siłą




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...