WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MATRIARCHAT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MATRIARCHAT. Pokaż wszystkie posty

16 maja 2026

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. VIII

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII
ISTNIAŁ MATRIARCHAT?





IV
KOBIECY SENAT i
RZYMSKI MATRIARCHAT
(218 - 235)
Cz. I




Krótki, bo zaledwie siedemnastoletni okres istnienia "Senatulusa" (czyli "Małego Senatu" - jak w 1529 r. ów senat złożony z kobiet - nazwał Erazm z Rotterdamu), może co najwyżej posłużyć za pewną ciekawostkę w ciągu ponad tysiącletniej historii Imperium Rzymskiego. Był to bowiem organ niewielki (zatem prawidłowo nazwał go Erazm - "senatulusem"), pozbawiony wszelkiej realnej władzy politycznej i wojskowej, dlaczego zatem wart jest przytoczenia? Otóż dlatego, że był to jedyny organ który realnie miał wpływ na życie połowy społeczeństwa wciąż jeszcze ogromnego Imperium Romanum - oczywiście tej niewieściej połowy. Był to bowiem senat złożony z kobiet, który uchwalał przepisy i prawa obowiązujące jedynie kobiety. Przewodniczyła mu Julia Soemias - matka cesarza Heliogabala (Variusa Avitusa) i siostrzenica Julii Domny, żony cesarza Septymiusza Sewera i matki cesarza Karakalli oraz jego brata Gety. Senat ten zbierał się na Kwirynale (w przeciwieństwie do tego realnego - choć do prawdy trudno orzec który wówczas był bardziej realny, jako że Senat w omawianym okresie sprowadzał się jedynie do funkcji czysto reprezentacyjnych i zajmował się głównie zatwierdzaniem praw już stworzonych przez cesarza - który to zbierał się na Palatynie). Złożony był z matron z kręgów arystokracji dworskiej a jego głównym zadaniem było ustalanie elementów... damskiej etykiety i mody. Tak więc zbierały się owe damy na Kwirynale i radziły która kobieta może, a która nie może nosić butów przyozdobionych złotem i drogimi kamieniami, która może być noszona w lektyce, a która nie (a także z jakich materiałów powinny być wykonane damskie lektyki), której kobiecie wolno jeździć konno, a której nie (a jeśli tak, to która ma prawo do... konia osiodłanego, a która musi konia dosiadać bez siodła 🤭), która może jeździć wozem zaprzężonym przez osła, a która przez woła lub muła itd. Poza tym ustalano kolor oficjalnych szat w świątyniach i ilość biżuterii, z jaką kobiety (różnych stanów) mogą pojawić się poza domem.


SENATULUS 
(KOBIECY SENAT)



Tyle jeśli idzie o sam niewieści senat - zajmował się on tylko takimi "problemami", natomiast zupełnie inną kwestią jest stopień ogromnej już wówczas emancypacji kobiety rzymskiej i pojawienie się feminizacji (a co za tym idzie demoralizacji) społecznej. Dobitnym przykładem owej feminizacji Rzymian niech będzie przykład dwóch kolejnych panujących po sobie władców, których lata panowania nakładają się na istnienie owego "rzymskiego matriarchatu". Otóż zarówno Heliogabal jak i Aleksander Sewer - to byli władcy albo totalnie zdemoralizowani, albo mentalnie wykastrowani i tym samym niezdolni do podjęcia zdecydowanych decyzji. Weźmy Heliogabala - młody chłopak, który wcześniej pełnił funkcję kapłana świątyni boga Elagabala (Elah Gabal) w syryjskiej Emesie, po objęciu władzy (w wyniku knowań i ambicji swej babki - Julii Mezy i matki - Julii Soemias) w wieku lat 14, popadł w całkowitą deprawację i obłęd. Zaczął na przykład uważać się za kobietę, nosił damskie szaty, malował twarz i oddawał się mężczyznom (kazał nawet sprowadzać sobie takich, którzy mieli duże przyrodzenie), głównie gladiatorom, woźnicom itp. I zachowywał się w stosunku do nich jak kobieta w stosunku do mężczyzny. Ponoć pragnął nawet zmienić płeć i w tym celu studiował dawne tego typu odniesienia jeszcze z czasów cesarza Nerona, dotyczące niejakiego Sporusa - kastrata, którego Neron zamierzał przerobić na kobietę i którego poślubił. Sporus był niewolnikiem, młodym chłopakiem który spodobał się Neronowi, gdyż był niezwykle podobny do jego zmarłej żony Poppei Sabiny (którą Neron kopnął po pijanemu w brzuch, gdy ta była w widocznej ciąży, co spowodowało poronienie i w efekcie również przyniosło jej śmierć w 65 r.), zabrał go więc ze sobą na Palatyn, przebrał w szaty Poppei i poślubił (66 r.). Nim jednak to nastąpiło, kazał go wykastrować i zastanawiał się jak by na trwale przerobić go na kobietę (co przy ówczesnej medycynie nie było możliwe). Rozkazał jednak niejakiej Kalwii Kryspinilli (która pełniła w pałacu funkcję "magistra libidinum" - czyli mistrzyni rozkoszy cielesnych), by dbała o jego stroje i by malowała mu twarz niczym kobiecie. 


HELIOGABAL
(VARIUS AVITUS)



Kryspinilla była zwykłą burdelmamą, trudniącą się sprowadzaniem dla majętnych klientów najlepszych prostytutek, potem została zabrana na Palatyn do Pałacu i tam dbała o uciechy cesarza (Petroniusz w swym "Satiriconie" przedstawił ją pod imieniem - Kwartilla, jako kobietę wyuzdaną i bezkompromisową, która oddaje lubieżnikom nawet nieletnie dziewczęta i wkłada jej w usta takie oto słowa: "To ona niby młodsza, niż byłam ja, kiedy po raz pierwszy miałam mężczyznę? Niech mnie Junona znienawidzi, jeśli pamiętam, bym kiedykolwiek była dziewicą! Już jako niemowlę puszczałam się z rówieśnikami. A potem, gdy szły lata, przymierzałam się do większych chłopców"). Tak więc Krispinilla miała zadbać nad "kobiecym wychowaniem" Sporusa, począwszy od ubrań i malowania twarzy, a skończywszy na zachowaniu i manierach. Sporus miał zostać "nową żoną cesarza", więc ubierany był w dostojne szaty zmarłej Poppei Sabiny, a cały dwór musiał się do niego zwracać nie tylko jak do kobiety, ale również jak do żony władcy. Wykastrowany w młodym wieku i uczony kobiecych manier, z czasem Sporus zaczął naprawdę zachowywać się jak kobieta, poza tym bardzo przywiązał się do "swego męża" Nerona (który poślubił go podczas podróży do Grecji w 66 r. a rolę ojca "panny młodej" pełnił wówczas prefekt pretorianów - Offoniusz Tygellinus, człowiek na równi zdemoralizowany co Neron i Kryspinilla). Neron zmienił mu imię i odtąd nazywał "Poppeą". Sporus był z Neronem do końca i nawet opłakiwał go gdy ten popełnił samobójstwo, po czym przypadł kolejnemu prefektowi pretorianów - Nymfidiuszowi Sabinusowi, który również zrobił z niego swoją żonę. Po śmierci Sabinusa, Sporusa odziedziczył Othon - przyjaciel Nerona i kolejny cesarz (styczeń-kwiecień 69 r.), który także traktował go jak swoją kobietę. Po klęsce pod Bedriakum z armią nowego cesarza Witeliusza i samobójczej śmierci Othona, Sporus miał uświetnić urodziny Witeliusza po jego wkroczeniu do Rzymu i wystąpić na arenie podczas igrzysk... w roli dziewicy, którą porywają (i gwałcą) napastnicy. Do tego jednak nie doszło, gdyż wcześniej - nie mogąc znieść takiego upokorzenia - Sporus odebrał sobie życie




Teraz Heliogabal nawiązywał (m.in.) do przypadku Sporusa, gdy sam pragnął zmienić płeć. Ale tak naprawdę sam nie wiedział czego chce. Pokazywał się publicznie ludowi i Senatowi umalowany jak kobieta, w długich szatach syryjskiego kapłana boga Elagabala (w Senacie kazał zawiesić ogromnej wielkości obraz, przedstawiający jego samego ubranego w szaty kapłańskie, oddającego hołd swemu syryjskiemu bóstwu. Obraz ten zawieszono wysoko nad posągiem bogini Victorii, przed którym senatorowie składali ofiarę z wina na początku obrad). Kazał sprowadzać do Pałacu mężczyzn obdarzonych dużym przyrodzeniem, jak choćby niejakiego Hieroklesa - woźnicę rydwanów w Cyrku Wielkim, którego ponoć poślubił. Hierokles był oficjalnie uważany na dworze za "męża cesarza" (podobnie jak Sporus był traktowany jako "żona cesarza") i mógł go nawet... bić za niewierność (co zdarzało się niezwykle często, gdyż cesarz oddawał się wielu mężczyznom), a jego wpływy były znaczne. On, zwykły niewolnik, stał się teraz praktycznie drugą (a w zasadzie trzecią, bo drugą była najpierw babka a potem matka cesarza) osobą w państwie. Jak już wspomniałem, mógł nawet bić "swą żonę" za niewierność i nieposłuszeństwo, co skutkowało tym, że cesarz niekiedy pojawiał się publicznie z podbitymi oczami. W pewnym momencie jednak silna pozycja jaką miał na dworze Hierokles, zaczęła mu się wymykać z rąk, gdy sprowadzono cesarzowi (zapewne maczała w tym place jego babka - Julia Meza, która nie znosiła szarogęszącego się Hieroklesa) z małoazjatyckiej Smyrny tamtejszego atletę o imieniu - Aureliusz Zotikus. Od razu spodobał się też cesarzowi, choć gdy podczas powitania Zotikus powitał Heliogabala jako swego pana, cesarz przyjął pozę wstydliwej kobiety i odparł: "Nie nazywaj mnie panem, jestem panią". Zotikus otrzymał godność cubiculariusa (szambelana), po czym miała odbyć się noc próby i po wspólnej kąpieli, cesarz ubrany jak kobieta, chciał sprawdzić umiejętności Zotikusa. Niestety, ten jednak nie sprostał zadaniu (prawdopodobnie Hierokles musiał coś dodać mu do posiłku, gdyż Zotkius okazał się... impotentem), co spowodowało że zawiedziony cesarz nakazał wygnać go z Rzymu i Italii. Hierokles zaś znów wrócił do łask. 

Ale Heliogabal nie gustował jedynie w mężczyznach. Kazał sobie urządzić dwa haremy, jeden złożony z chłopców (których to on traktował jak kobiety), drugi z dziewcząt. Kilkukrotnie też był żonaty. Najpierw (zaraz po swym przyjeździe do Rzymu w czerwcu 219 r.) poślubił niejaką Kornelię Plautę z którą chciał spłodzić syna. Nie udało się i po roku cesarz rozwiódł się z żoną, zarzucając jej że ma skazę na ciele. Drugą żoną została Emilia Sewera, która akurat była... westalką - czyli kapłanką bogini Westy, a co za tym idzie musiała dochować dziewictwa, a wszelki stosunek z nią był świętokradztwem i obrazą bogini. Heliogabal tym się jednak nie przejmował, on oddawał cześć tylko swemu bogu Elagabalowi, którego uważał za najwyższego z bogów. A ponieważ był jego kapłanem, postanowił ożenić się z kapłanką. Ani Senat, ani lud (ani tym bardziej wojsko) nie zaprotestowali - Rzymianie zamienili się już bowiem w potulne owieczki, które dla świętego spokoju zniosą wszystko, byle tylko ich samych nie spotkała krzywda. Heliogabal dopuszczał się na niej częstych gwałtów, żądając by szybko zaszła w ciążę i by spłodziła z nim "boskie dzieci". Po kilkunastu miesiącach jednak ponownie wziął z nią rozwód (zakazując jej kontaktów z innymi mężczyznami), a sam poślubił dostojną Annię Faustynę - spokrewnioną z rodem Marka Aureliusza. Ponieważ jednak była ona już zamężna... kazał zabić jej męża, a ją samą sprowadził do Pałacu i tam poślubił. Nie spełniła jednak jego erotycznych wymagań i po kilku miesiącach ją oddalił, każąc ponownie wrócić... Emilii Sewerze, którą poślubił po raz drugi. Poza tym poślubił kilka dziewcząt ze swego haremu, co oznaczało że miał po kilka żon jednocześnie - on, który jak twierdził Kasjusz Dion "nie był nawet mężczyzną". Poziom deprawacji doszedł do tego stopnia, że cesarz miał jednocześnie po kilka żon i męża, a poza tym pracował jako... prostytutka (do Pałacu sprowadzano dla niego wybranych klientów, których on obsługiwał jak prostytutka, każąc sobie za to płacić ogromne pieniądze - które następnie wydawał na kolejne swoje ekstrawagancje). Tak właśnie wyglądały ponad trzyletnie rządy cesarza nad Rzymem i Imperium.




Realnie bowiem Imperium wówczas władały trzy kobiety. Pierwszą była babka cesarza - Julia Meza, kobieta niezwykle ambitna, a jednocześnie rozważna i mądra, była też siostrą Julii Domny (tej, o której piszę: TUTAJ ). To właśnie ona zadbała by dynastia Sewerów nie upadła po zamordowaniu jej bratanka - Karakalli w kwietniu 217 r. Przyzwyczajona do luksusu, żyjąca co prawda w cieniu swej siostry, ale równie ambitna, zorganizowała całą kampanię mającą wynieść do władzy jej wnuka - Heliogabala (a właściwie Variusa Avitusa jak się zwał nim został cesarzem). Ona też miała przekonać żołnierzy do dalszej walki, gdy natarcie wojsk dotychczasowego cesarza Makrynusa przełamywało linie wojsk Heliogabala. Wysłać miała ponoć na koniu swego wnuka z mieczem w dłoni, który udawał że naciera na nieprzyjaciół, co miało odnowić morale w jego armii i przypieczętować zwycięstwo. Ona też miała obiecać żołnierzom podwojenie żołdu, wypłacanego z jej majątku (co obiecali żołnierzom za dochowanie wierności Heliogabalowi jej ludzie - Eutychian i Gannys). Meza bardzo negatywnie odnosiła się też do poczynań swego wnuka. Starała się wytłumaczyć mu że Rzymianie nie cierpią "wschodniego zniewieścienia" i że powinien on zacząć ubierać się jak Rzymianin, a nie jak kapłan wschodniego bóstwa, którym już nie jest. Wiedząc jednak że nie zdoła przemówić mu do rozumu (jak to mówił Skipper zwracając się do króla Juliana: "spróbuję przemówić ci do rozumu", na co ten odpowiadał: "powodzenia życzę") i zdając sobie sprawę że jego dni są policzone, kazała mu adoptować swego kuzyna (syna drugiej córki Mezy - Julii Mamei) Basjanusa, co Heliogabal uczynił niechętnie w lipcu 221 r. Tym samym zamierzała Meza zabezpieczyć władzę w rękach swej rodziny, w przypadku zamordowania (co stawało się więcej niż pewne) swego zdeprawowanego wnuka.

Drugą kobietą władającą wówczas państwem, była matka Heliogabala - Julia Soemias. Była to kobieta równie ambitna i żądna władzy co jej matka, tylko mniej rozważna i podobnie jak syn rozpustna. To ona przewodziła senatowi niewieściemu, ona też wraz z matką - jako jedyne kobiety w historii Rzymu - zasiadała w Senacie prawdziwym (nie tak jak Agrypina Młodsza sprzed prawie dwóch stuleci, przysłuchująca się obradom zza kotary, ale bezpośrednio owe damy siedziały na ławach obok senatorów). Otaczała się przepychem i bogactwem (jedwabne suknie ponoć sprowadzała specjalnie z Chin), poza tym oddawała się rozpuście (tak jak syn gustowała w gladiatorach, których kazała sobie przyprowadzać do alkowy). Nie posiadała też instynktu samozachowawczego (którym obdarzona była chociażby jej matka) i nie myślała o przyszłości. Nie myślała co będzie, gdy szaleństwa jej syna przekroczą punkt krytyczny i co się wówczas z nią stanie? Żyła chwilą, bawiła się, do czasu jednak. Pierwszym powodem otrzeźwienia stała się (wymuszona przez Mezę) adopcja Basjanusa - 12-letniego syna jej siostry Julii Mamei. Teraz dopiero Soemias uświadomiła sobie, że będzie musiała podzielić się władzą z siostrą i że ostatecznie to Basjanus ma objąć władzę po jej zdeprawowanym synu. Nie wiadomo czy uczestniczyła w próbach zgładzenia Basjanusa (który z chwilą adopcji otrzymał imię Aleksander) podejmowanych przez Heliogabala, wiadomo jednak że nie były one skuteczne dzięki ochronie, jaką nad młodym Aleksandrem Sewerem objęły Julia Meza i Julia Mamea (kontrola posiłków, dobór odpowiednich sług, sprawdzanie co kto wnosi do komnat Aleksandra, oraz opłacenie żołnierzy gwardii pretoriańskiej by chronili również Basjanusa). Gra teraz szła o wielką stawkę - o przyszłość dynastii i przetrwanie jej przedstawicieli, której to przyszłości z pewnością zapewnić nie mógł ani zdeprawowany Heliogabal ani też jego równie rozwiązła matka. 


JULIA SOEMIAS 



CDN.

28 marca 2026

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. VII

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII
ISTNIAŁ MATRIARCHAT?





III
(A)MAZONKI
STAROŻYTNY ZAKON 
KOBIET-WOJOWNICZEK
(ok. 1450 r. p.n.e. - ?)
Cz. II


KAPTORGA
(Pierwsza Amazonka)



Jak już wcześniej pisałem ("Hetycka legenda o Amazonkach"), Amazonki wywodziły się z plemienia Amazi (Mazonów - Mazowszan) i ok. 1450 r. p.n.e. wraz z ich mężami (którzy wówczas zarządzali plemieniem) wyruszyły z terenów środkowej Wisły, kierując się na południe, ku Dunajowi (takie migracje ludów w tamtym czasie nie należały do rzadkości, a niektóre z nich prowadziły do potwornych zniszczeń i historycznych zmian na danym obszarze, jak choćby w czasie eksodusu na południe tzw.: Ludów Morza, które ostatecznie osiadły w Palestynie, Azji Mniejszej i na Cyprze - najpopularniejszymi z tych słowiańskich ludów okazali się Filistyni, z którymi przez długie wieki musieli zmagać się Izraelici. Inny przykład to Cymbrowie i Teutonowie - wywodzący się z terenów wówczas wciąż słowiańskiej Danii, choć zapewne był to lud mieszany, słowiańsko-nordycki, gdyż Szwecja i Norwegia były wówczas ziemiami tzw.: ludów nordyckich, zupełnie nie spokrewnionych ani ze Słowianami ani z Celtami. Ich najazd na Europę zachodnią w latach 113-101 p.n.e. o mało co nie doprowadził do upadku państwa rzymskiego, zaś w południowej Galii poczynili oni takie zniszczenia, że dochodziło tam wręcz do przypadków kanibalizmu, o czym miał wspominać Wercyngetoryks w swej mowie do obrońców Alezji {52 r. p.n.e.}, tym samym potwierdzając plan wypędzenia z oblężonego miasta wszystkich kobiet, dzieci i starców jako darmozjadów, miał wówczas powiedzieć: "Dziadowie nasi zjadali swoje żony podczas walk z najeźdźcami, ja nie dopuszczę by to się powtórzyło". Wygnał więc wszystkie kobiety i dzieci poza mury Alezji, więc, aby nie pomrzeć z głodu, prosili oni Cezara by przyjął ich w niewolę i dał im jeść - ten jednak odmówił. Tak więc pomarli oni z głodu pomiędzy murami Alezji a rzymskimi umocnieniami contravallatio).




Mazoni dotarli do ziem zamieszkałych przez plemiona Chatów i Dachów, po czym osiedli w zniszczonej wcześniej osadzie - Bierle. Żyli w zgodzie i przyjaźni z tymi plemionami, ale w jakiś czas potem wybuchła krwawa wojna pomiędzy nimi i aby rozstrzygnąć spór, starszyzna obu plemion zwróciła się do Mazonów z prośbą o objęcie nad nimi przewodzenia przez wodza Mazonów. Pierwszym królem połączonych plemion został niejaki Hen, który panował długie lata. Po jego śmierci (zgodnie z jego życzeniem) na nowego władcę (po krótkiej wojnie domowej dwóch stronnictw) wybrano kobietę o imieniu Kaptorga. Kaptorga stała się więc drugim władcą i pierwszą królową trzech połączonych plemion: Mazonów, Chatów i Dachów. Była to też pierwsza władczyni tzw.: "Amazonek". Król Hen posiadał kilka żon - ten przywilej dotyczył władców, więc Kaptorga (jako królowa) wzięła sobie za mężów pięciu mężczyzn i z każdym z nich miała potomstwo. Dynastia Amazonek przetrwała jednak tylko w jednej linii, ze związku Kaptorgi z Ławdziwcem. Były to trzy córki - Węda, Łabęda-Leda i Maza. Matka, mając wiele córek z innych mężów, oddała te trzy dziewczynki na wychowanie do kapłana Łukomorza: Sadko ze Świętogór z rodu Światogora i jego żony, królowej - Jaśnieny II Istyjskiej z rodu Kuksów. Oboje przybrani rodzice dziewczynek, władali potężnym wówczas plemieniem Połuczan. To właśnie tam młode siostry miały założyć: "Bractwo Młodych Rysic", gdzie miały się szkolić w fechtunku i jeździe konnej. 




Następnie powróciły do rodzinnego miasta Bierle. W tym czasie ich matka już nie żyła i miastem władała starszyzna, mocno podzielona, gdyż poszczególne ludy znów zaczęły pałać do siebie niechęcią. Nie wszystkie jednak z trzech sióstr wróciły do Bierle, tak naprawdę uczyniła to jedynie... najstarsza z nich - Węda. To ona też objęła władzę nad miastem z rąk starszyzny, gdyż jej młodsza siostra Łabęda-Leda została porwana do Skryty i tam zapewne wyszła za mąż, zaś najmłodsza z sióstr - Maza, objęła przewodnictwo nad "Bractwem Młodych Rysic" i wraz z innymi kobietami - które szkoliły się w tym zgromadzeniu - osiedliła się na wschodnich terenach dzisiejszej Ukrainy - nad Donem. Panowanie w Bierle Wędy - drugiej królowej plemienia Mazonów, nie trwało zapewne zbyt długo, jako że wkrótce na tron wstąpiła jej przyrodnia siostra - Gontyna. Jednak rządy Wędy w Bierle skutkowały obwarowaniem miasta drewnianym murem i wykopaniem nasypów. Nowa królowa (córka Kaptorgi i Nura) - Gontyna, postanowiła jednak opuścić to miasto i skierować się na wschód. Tak też się stało, plemię Mazów i część plemion Chatów i Dachów opuściła stare siedziby, kierując się nad Don.


GONTYNA 



Ponieważ próby opowiedzenia historii Amazonek, bez odniesienia się do kwestii mitologicznych są praktycznie niemożliwe, dlatego też należy zrozumieć, że to, co opisuję, ma bardzo wiele odniesień mitologicznych, choć oczywiście staram się to wszystko jakoś racjonalnie posegregować. Tak więc opuszczając swoje siedziby w twierdzy Bierle, Gontyna - druga królowa plemienia Mazonów (z częścią plemion Chatów i Dachów) dołączyła nad Donem do siedlisk swej przyrodniej siostry - Mazy. Gontyna i Maza odtąd władały razem, aż do śmierci tej pierwszej, co spowodowało że również bezdzietna Maza wybrała sobie na (przybraną córkę i) swoją następczynię zbiegłą niewolnicę z krainy Bałtów - niejaką Ukrivolsę, która została czwartą królową plemienia (A)mazonów. To ona właśnie miała zamienić nad-dońską osadę Mazonów w miasto, które otrzymało nazwę - Temyscira. Ona też zapewne wzniosła inne miasto-świątynię ku czci bogini Vardavy (Dziewanny). Jej następczynią miała być jej córka - Tomyris (lub Tomira) I. To właśnie ona miała rozpocząć łupieżcze najazdy ludu Mazonów na okoliczne plemiona. Miała najechać ziemie Kolchidy (Gruzja), oraz plemiona Inhas i Hajastan (Armenia). Po niej na tron Mazonów (lub raczej już (A)mazonek, wstąpiły jej dwie córki - Arta i Daria, których panowanie przypadało na lata pokoju. Obie kobiety zrezygnowały jednak z władzy, wychodząc za mąż za władców okolicznych plemion, wówczas na tron Mazonek została wybrana ósma królowa - Udżakaravisa. Choć przeszła do legendy jako wielka władczyni (narzuciła swą władzę wielu plemionom Sarmatów i Scytów (zmuszając tamtejsze ludy do płacenia danin), to jednak po jej śmierci królestwo Mazonek ze stolicą w Temyscirze rozpadło się, choć jej córka - Selencja I starała się podtrzymać zdobycze matki, poniosła jednak ogromną klęskę w bitwie z sarmackim plemieniem (którego władcą był niejaki Atamras), czego skutkiem była jej śmierć, spalenie Temysciry, rozpad państwa (A)mazonek, jak również pochwycenie większości owych kobiet w niewolę. 


TOMIRA I



Rozpad pierwszego królestwa (A)mazonek spowodował, że przez kolejne kilkadziesiąt lat nie potrafiło się ono odrodzić. Dopiero prawie sto lat później, gdzieś w rejonie Morza Kaspijskiego niejaka Selencja II założyła osadę, wzorowaną na Temyscirze, której także nadała tę właśnie nazwę. Oczywiście nie wiadomo kim była Selencja II, wzorowała się jednak na ostatniej władczyni pierwszego królestwa znad Donu i pewnie dlatego przyjęła imię Selencji II. W każdym razie udało jej się obronić osadę przed atakami Słowian (szczególnie plemion prowadzonych przez wodzów-królów Wizymira i Jaskotela). Nie była jednak w stanie długo bronić swej niezależności i w bitwie z królem jednego ze słowiańskich plemion - Jurandem I, poniosła klęskę i musiała uznać jego zwierzchność oraz płacić daninę. Kolejne królowe - Lęgosępa, Kękaja i Miodewa były jedynie mianowanymi przez obcych władców figurantkami. Szczególnie ostatnia królowa - Miodewa okazała się zdrajczynią i została obalona przez niejaką Narcisę, której udało się zrzucić zależność, a nawet zająć tzw.: "Krainę Białych Pól" (?). Jej następczynią wybrana została Pentesilea, która ze swymi (A)mazonkami miała wziąć udział w Wojnie Trojańskiej (1194-1184 r. p.n.e.) - choć Homer nic na ten temat nie wspomina. Miała też zginać w walce z ręki Achillesa, który myślał że pojedynkuje się z mężczyzną i dopiero gdy zadał jej śmiertelny cios, zobaczył że zabił kobietę (w której notabene miał się zakochać). Po jej śmierci drugie królestwo (A)mazonek także miało się rozpaść. Niejaka Tamar miała z częścią plemienia powędrować do Saków, gdzie poślubiła tamtejszego władcę, a jej potomstwo miało częściowo odbudować dawne plemię. Natomiast inna Mazonka - Mirna powędrowała na południe i osiadła na Lesbos, zakładając tamtejsze miasto - Mitylenę. Trzecia z przywódczyń - Tugomira przeniosła się nad Don, gdzie z czasem została zmuszona do małżeństwa z jednym z wodzów lokalnego plemienia. Tak oto drugie państwo (A)mazonek także przestało istnieć.


MIRNA
(Założycielka Mityleny na Lesbos)



Potomkinią Tamary miała być też królowa Masagetów - Tomyris (II), która żyła w jakieś sześćset pięćdziesiąt lat po Wojnie Trojańskiej. Udało jej się pokonać i zabić (529 r. p.n.e.) króla Persów - Cyrusa II Wielkiego i z zemsty za zamordowanie przez niego jej synów, odcięła mu głowę i wrzuciła ją do pojemnika pełnego krwi, mówiąc: "Nasyć się krwią, którą tak kochałeś". Tomyris miała być ostatnią znaną władczynią dawnego królestwa (A)mazonek, choć zdarzały się jeszcze w różnych częściach świata kobiety, które odwoływały się do dawnej tradycji królestwa Mazonek (które z czasem zaczęto nazywać właśnie Amazonkami). Nie miały one już jednak żadnego związku z tamtym państwem i społeczeństwem kobiet-wojowniczek. W kraju (A)mazonek rządziły bowiem kobiety (ale nie było to społeczeństwo złożone tylko z kobiet). Każda wojowniczka musiała zabić w boju jednego mężczyznę by stać się kobietą. By jednak wyjść za mąż, musiała swojego męża pochwycić w niewolę. Mazonki bowiem poślubiały swoich niewolników. Jeśli zaś cudzoziemiec zapragnął poślubić jakąś Mazonkę, musiał ją najpierw pokonać w walce. Mężowie pozostawali niewolnikami swych żon, a te mogły ich karać fizycznie (choć nie mogły pozbawić ich życia). Mężowie żyli z dala od żon i spotykali się razem tylko od czasu do czasu. Każda niewolnica, która dotarła do tego królestwa, natychmiast odzyskiwała wolność. Nie jest jednak prawdą że (A)mazonki zabijały chłopców, a wychowywały same dziewczynki. Owszem, dziewczynki wychowywały matki i kształciły je na przyszłe wojowniczki, ale synów oddawały mężom, aby ci kształcili ich na niewolników. Mężowie uczestniczyli z żonami w wyprawach wojennych jako wsparcie. 




Taki oto obraz plemienia Amazonek wyłania się z dawnych (niesprawdzonych) bajkowych opowieści, które są wtłaczane w najdawniejsze czasy, gdy północna Europa aż do Uralu była zdominowana przez poszczególne plemiona Słowian i Celtów. Ja osobiście uważam te opowieści za dość mocno naciągane i jeśli rzeczywiście kiedykolwiek istniało społeczeństwo kobiet-wojowniczek, to z pewnością musiało się ono roztopić w większym liczebnie plemieniu, gdyż samo po prostu nie przetrwałoby długo. Przykłady małżeństw Mazonek z władcami innych plemion, są tutaj dość dobitnym potwierdzeniem tych słów - kobiety-wojowniczki musiały się wtopić w resztę społeczności i tylko na tej zasadzie mogła przetrwać o nich pamięć. Oczywiście nie można też wykluczyć że istniały ściśle kobiece zakony religijne, które oddając cześć Bogini-Matce (i innym boginiom), jednocześnie szkoliły się na wojowniczki. Takie rozumowanie jest dopuszczalne, jako że owe kobiety (jako kapłanki, coś na wzór krzyżowców czyli rycerzy-zakonników) były nietykalne. W każdym razie temat społeczeństwa Amazonek wydaje mi się zakończony. Można oczywiście do tego dokładać mitologię i inne opowieści, ale prawda jest taka, że jeśli w danej społeczności zaczyna brakować mężczyzn, wówczas część kobiet przejmuje męskie funkcje - tak po prostu jesteśmy skonstruowani (nie tylko jako ludzie, podobnie przecież postępują zwierzęta, gdy zaczyna brakować przedstawicieli jednej z płci). U mężczyzn działa ten sam proces, w przypadku braku kobiet, część mężczyzn (z reguły słabszych) zostaje zmuszona do przyjęcia na siebie roli kobiet - już Arystoteles mówił przecież: "Jeśli żołnierze nie mają kobiet, wykorzystują mężczyzn". I tak jest zawsze, w przypadku braku równowagi pomiędzy płciami.




CDN.
 

08 marca 2026

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. VI

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII
ISTNIAŁ MATRIARCHAT?





III
(A)MAZONKI
STAROŻYTNY ZAKON 
KOBIET-WOJOWNICZEK
(ok. 1450 r. p.n.e. - ?)
Cz. I




Pisać i mówić o Amazonkach to tak, jakbyśmy zahaczali o opowieści wręcz bajkowe, pełne centaurów, wiedźm, cyklopów i olbrzymów. Są to mity ludów północnych (słowiańsko-celtyckich), w których postać kobiet została znacznie uwypuklona. Nasprowadzano do tych opowieści najróżniejszych bajkowych postaci, uczyniono też z owych Amazonek istoty o nadnaturalnej sile (łamią szczeki dzików w biegu, zabijają jednym uderzeniem pięści itd.). Nie ma to jednak wiele wspólnego nie tylko z próbą spokojnego dotarcia i poznania prawdy o Amazonkach, tylko jest to swoista baśń, pełna nieprawdopodobnych postaci i niesamowitych czynów samych Amazonek - wygląda to trochę na takie starożytne męskie fantazje o "silnych kobietach", które nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością (tak samo jak dziś kręci się filmy, gdzie postać kobieca jest wybitnie uwypuklona i to ona stanowi centrum wszystkiego - jak choćby film "Wonder Woman", gdzie nie tylko że pokazani tam faceci to zwykłe "dupy wołowe", które nawet nie potrafią dobrze strzelać, ale jest to film, wpisujący się w ogólnie panującą obecnie ideologię genderowo-feministyczną, polegającą na ukazywaniu kobiety, jako przeciwwagi "starego, przemijającego świata mężczyzn", czego przykładem jest chociażby zniszczenie wierzy kościoła przez ową Wonder Woman, jako symbolu patriarchalnej religii mężczyzn - tak to sobie wykombinowali ci wszyscy spece od medialnej i filmowej propagandy). Podobnie rzecz się ma z Amazonkami. Tutaj nie tylko została ta historia obudowana najróżniejszymi super dodatkami, pozwalającymi ubarwić te opowieści, lecz jednocześnie ten zabieg sprowadza nam całą tę historię o Amazonkach do sfery absurdu i mitologii, zapominając że są przekazy mówiące iż takie "plemię" rzeczywiście mogło niegdyś istnieć.

Pozwolę sobie tutaj odsiać te wszystkie mitologiczne dodatki, te wszystkie greckie, perskie czy hetyckie mity, te starosłowiańskie opowieści o mitycznych bogach, z których zrodziły się Amazonki. Natomiast postaram się skupić na wyodrębnieniu szczątek prawdy o tym "plemieniu" (choć tak naprawdę nie było to plemię, a przynajmniej nie było to tylko plemię). Amazonki po dziś dzień rozpalają wyobraźnie wielu badaczy, którzy próbują dociec czy taka "organizacja", złożona z samych kobiet-wojowniczek, rzeczywiście mogłaby zaistnieć? Trudno dziś znaleźć jakieś realne dowody na istnienie takiego ludu, więc niestety zmuszeni jesteśmy kierować się opowieściami, jakie przez stulecia zostawiali o tym "plemieniu" najróżniejsi autorzy. Jedyne co możemy zrobić, to pozbawić tych opowieści bajkowej otoczki i spróbować wyobrazić sobie czy i jak rzeczywiście mogłaby wyglądać taka kobieca wspólnota. Mogła ona zaistnieć i przetrwać tylko pod dwoma warunkami. Po pierwsze - jeśli była rzeczywiście złożona z samych kobiet (w co wątpię), to musiała ograniczać się zarówno do niewielkiego terytorium, jak i grupować niewielką liczbę owych kobiet (nie wszystkie bowiem nadawałyby się do walki). Poza tym, jeśli żyłyby z rabunków, to nie sądzę aby ich bytność miała trwać długo, bowiem w starożytności istniały najróżniejsze ludy i grupy plemion, które bardzo szybko rozprawiłyby się z grupą nawet najlepiej władających bronią (jak przekonują nas owe mity) kobiet. Organizacja złożona z samych kobiet, zupełnie wyizolowanych i odciętych od świata, a jedynie dokonująca cyklicznych napadów rabunkowych, nie przetrwałaby długo. To musiała być zupełnie inna struktura.




I tutaj przechodzę już do drugiej możliwości, na jakiej mogły opierać się rządy Amazonek. Otóż Amazonki wcale nie były wyodrębnionym plemieniem kobiet-wojowniczek, przygotowywanym do walki, tylko musiał tam zaistnieć zupełnie inny czynnik. Mianowicie kobiety te były swoistym zakonem mistycznym (czymś na wzór późniejszych zakonów religijnych), które również szkoliły się w walce i posługiwaniu bronią, ale same, jako takie stanowiły elitę większego plemienia - złożonego również z mężczyzn, którzy to owe plemię ochraniali. Tak właśnie ja to widzę, bo tylko tak mogłoby to wyglądać w miarę logicznie i prawdziwie. Amazonki były elitarnym zakonem mistycznym, oddającym cześć bogini (i tutaj nie wiadomo do końca której dokładnie, bowiem jest bardzo wiele różnych relacji i nazw, należy jednak przyjąć że mogły wielbić zarówno jedną boginię Wielką Macierz, którą rozumiały pod wieloma imionami). Nie wchodźmy jednak w szczegóły, bo się zaplątamy w baśnie i mity i nic z tego nie będzie. Należy więc uzgodnić jedno - kobiety zwane Amazonkami były elitą kapłanek Wielkiej Macierzy, które to jednocześnie szkoliły się w walce i uczestniczyły w bitwach, ale nie czyniły tego same. Wręcz przeciwnie, walczyły u boku mężczyzn ze swojego plemienia (plemion?), którzy znacznie przewyższali liczebnie same Amazonki. Owe kapłanki-wojowniczki (należy tutaj odróżnić jedną rzecz - pisząc "kapłanki" - nie chcę wcale sugerować że wszystkie były kapłankami na tej samej zasadzie, nie, to nie tak. Główną kapłanką była tylko królowa i otaczający ją orszak, reszta Amazonek to swoiste "siostry zakonne", służące jako ochrona samej królowej i świątyni Wielkiej Bogini, ale nie biorące bezpośredniego udziału w odprawianiu misteriów religijnych), stanowiły religijną elitę plemienia, któremu przewodziły - tylko tyle i aż tyle. 

Należy też pamiętać że w głębokiej starożytności istniały takie miasta (czy raczej ośrodki typu miejskiego), w których istniał wyraźny podział na część żeńską i część męską. Na przykład w syberyjskiej miejscowości Malta odkryto wioskę z czasów paleolitu, gdzie istniał wyraźny podział prostokątnych domostw na dwie części, jedna przeznaczona tylko dla kobiet (tam znaleziono rzeźbione figurki żeńskich bóstw i przedmioty używane tylko przez kobiety), oraz druga, przeznaczona dla samych mężczyzn (gdzie znaleziono figurki ptaków i coś, co przypominało... fallusy, oraz pozostałe przedmioty używane przez mężczyzn). Istnieje duże prawdopodobieństwo że w tego typu osadach epoki paleolitu, mezolitu i wczesnego neolitu, istniał system matrylinearny (nie mylić z matriarchatem, bo to zupełnie co innego). Polegał on na tym, że mężczyzna przechodził do domu swej żony, a nie na odwrót. Oznaczało to jednocześnie że kobieta mogła mieć wówczas wielu mężów (co też oznacza, że mężczyzna mógł również mieć kilka żon, gdyż jeden mężczyzna i jedna kobieta, którzy byli małżeństwem, mogli mieć innych mężów i inne żony jednocześnie. Było to o tyle łatwiejsze, że nie sposób było dowieść ojcostwa dzieci, które zawsze pozostawały z matką. Tak więc kobieta mogła mieć wielu mężów, którzy jednocześnie mogli zapładniać wiele innych kobiet - dzieci zaś, zrodzone z tych związków zawsze należały do matki, gdyż nie sposób byłoby udowodnić który z mężów mógł być ojcem dziecka). System matrylinearny opierał się jeszcze na jednej zasadzie - na ziołolecznictwie i udomowieniu roślin jadalnych. A to czyniły tylko i wyłącznie kobiety, które następnie dzięki temu mogły potem awansować do roli kapłanek bogini ziemi (lub późniejszej Wielkiej Macierzy). Najważniejsze jednak było to, że skoro to one zajmowały się ziołolecznictwem i udomowieniem roślin jadalnych, to ziemia też należała do nich, przez co mężczyźni (którzy byli głównie myśliwymi) żeniąc się, przechodzili do domu żony, która jednocześnie posiadała ziemię.




Ziemia rodzi i daje plony. Są one oczywiście niewielkie i ograniczone, ale zawsze. Poza tym udomowienie roślin i odkrycie sztuki ziołolecznictwa - stawia kobiety na piedestał, bowiem to one rodzą i leczą, czyli dają życie i przedłużają życie, dzięki czemu umożliwiają dalsze istnienie każdego plemienia (to wszystko się radykalnie zmieni, gdy ludzie neolitu udomowią zboże. Gdy ujrzą że to nie ziemia "sama z siebie", niczym bogini daje życie, tylko by to nastąpiło najpierw należy wbić w nią pług, dobrze przeorać, zasiać i dopiero wtedy czekać na owoce tego, co urodzi ziemia. W sytuacji gdy mężczyźni-wojownicy i rolnicy uświadomili sobie, że ziemia nie rodzi owoców od "tak sobie", tylko musi być dobrze przygotowana, by dała konkretne efekty i gdy uświadomili sobie że skoro buhaj pokrywa jałówkę, to potem ona rodzi małe cielęta, uświadomili sobie więc że ile razy oni spółkują ze swymi żonami, to one potem zachodzą w ciążę - doszli więc do wniosku, że to nie ona jest istotą bożą która daje życie, tylko... on. Bez niego bowiem i ziemia nie da takich plonów, aby wyżywić wszystkich mieszkańców danej społeczności, ani też nie urodzą się nowi członkowie plemienia. A już w ogóle gdy okazało się że to właśnie na barkach mężczyzn stoi główne zadanie utrzymania bezpieczeństwa wspólnoty i wyparcia ewentualnych agresorów - sytuacja diametralnie się zmieniła. Niektórzy badacze nazywają ten moment dziejowy: "uświadomieniem ojcostwa", gdy mężczyzna doszedł do wniosku że to dzięki niemu kobieta urodzi nowe życie i to dzięki niemu plemię przetrwa, bo on walczy w jego obronie - rola i pozycja żony diametralnie się wówczas zmieniła. Teraz mężowie zaczęli wymagać nie tylko wierności od swych połowic, ale wręcz stało się to uświęcone religijnie, a każde odstępstwo od tego było piętnowane i wyrzucane poza nawias społeczny - z drugiej jednak strony, gdyby do tego nie doszło, nigdy nie pojawiłoby się społeczeństwo które łączyłoby się w większe organizmy, tworzące wspólny dobrobyt, a ludzie żyliby na sposób archaiczny, w jaskiniach, lub prowizorycznych drewnianych czy słomianych domostwach i lepiankach).




Zakon Amazonek był reprezentantem tej starej tradycji, która już wówczas dawno wygasła i popadła w zapomnienie. Jednocześnie łączył on kobiety jako kapłanki (czyli odniesienie do przeszłości), jak również jako wojowniczki (czyli te, które pragną być równe mężom w boju), co łączy w sobie pierwiastek męski i żeński. Amazonki pragnęły zapewne być takim swoistym Yang i Yin (męskim i żeńskim pierwiastkiem, utrzymującym swoistą równowagę). Bo przecież należy pamiętać że natura tak nas stworzyła ("natura" - wiadomo), że wzajemnie się uzupełniamy. Męska i żeńska cząstka jest niezbędna do utrzymania równowagi (a przecież zawsze i wszędzie dążymy do równowagi) i zakłócenie jednego z tych aspektów, poprzez zbytnie wywyższenie drugiego - musi prowadzić do najróżniejszych patologii. Kobiety, które chcą być męskie, uważając że dzięki temu będą równe mężczyznom, to znaczy "lepsze" (w ich wyobrażeniu), postępują głupio, podobnie jak mężczyźni, którzy np... lubią przebierać się w damskie ciuchy i zachowywać jak kobiety (jakiś czas temu na jednym z blogów wyczytałem taką informację odnośnie transwestyty, który trafił do szpitala. Chciał on aby lekarze leczyli go tam jako kobietę, bo on czuje się kobietą. Doktor, który miał podjąć się zabiegu, odmówił, co spowodowało że ów transwestyta nazwał go homofobem, szowinistą, etc. etc. i zadzwonił do jednej z organizacji broniących praw osób lgbt. Przyjechała kobieta, która domagała się aby szpital uwzględnił prośbę transwestyty i leczył go jak kobietę, grożąc że w przeciwnym razie sprawa trafi do sądu, a oni zastaną oskarżeni o nietolerancję {czy coś tam}. Lekarz wówczas się zgodził, ale pod jednym warunkiem, że owa aktywistka podpisze dokument, w którym weźmie na siebie i swoją organizację wszelkie winy za nieudaną operację. Kobieta była zdezorientowana i spytała "jak to?". Doktor wyjaśnił: "Weźmy np. sytuację że pacjent jest chory na prostatę, jeśli zaczniemy go leczyć jak kobietę, to nie tylko że mu nie pomożemy, ale może umrzeć. Czy w takiej sytuacji bierzecie na siebie prawną odpowiedzialność za przebieg leczenia mężczyzny tak jak kobiety?" Owa aktywistka nie wiedziała co odpowiedzieć, po chwili opuściła szpital i już więcej się nie pojawiła. Komentarz do tego jest zbyteczny - kto próbuje walczyć z naturą, z tym jak zostaliśmy "ukształtowani" w sposób ideologiczny, twierdząc że samo "czucie się kobietą" wystarcza by się nią stać, kończy się, gdy przychodzi podjąć naprawdę ważne decyzje. Tak też kończą się ideologiczne frazesy typu gender).

Kobiety nie stają się lepsze dlatego, że próbują zbliżyć się do zachowań męskich i być twarde, niezależne etc. etc. To nie jest kobiecość - to jakaś deformacja męskości, przy czym, nawet najsilniejsza kobieta, trenująca np. podnoszenie ciężarów czy jakiekolwiek formy sportów wytrzymałościowych, będzie gorsza od najlepszego mężczyzny, np. strongmana. To nie ulega wątpliwości, dlatego też według mnie kobiety deformują się i swoją płeć, próbując pokonać mężczyzn tam, gdzie pokonać ich nie są w stanie. Siła kobiecości nie polega na konkurowaniu z mężczyznami o palmę pierwszeństwa w byciu najsilniejszym czy najszybszym. Siła kobiecości polega na umiejętnym dawkowaniu tych wszystkich aspektów wewnętrznej mocy kobiet, przed którymi mężczyźni są słabi i bezbronni niczym dzieci (pięknym tego przykładem jest chociażby postać Galadrieli z Eldarów, z baśniowego uniwersum Tolkiena pt: "Władca Pierścieni". Przecież ona w doskonały sposób pokazuje potężną moc, tkwiącą w kobiecości, bez potrzeby deformowania jej męskimi inklinacjami siły i przemocy). Zostaliśmy stworzeni jako dwie połówki tej samej całości, posiadający i rozwijający inne cechy. Celem naszym jest rozwijanie tych cech przy jednoczesnym dążeniu ku tej drugiej połówce - dla równowagi. A równowaga stanowi główny element doskonałości, kolejnym jest już tylko całkowite oczyszczenie się z zanieczyszczeń tego świata i powrót do Domu. Ale nie chcę tutaj teraz moralizować.


NISZCZĄCA I TWÓRCZA SIŁA KOBIECOŚCI
UKAZANA NA PRZYKŁADZIE GALADRIELI



Czy Amazonki były oddzielnym plemieniem kobiet-wojowniczek, czy też była to organizacja szersza, którą przewodziły kobiety-wojowniczki i kobiety-kapłanki? Skłaniam się raczej do tej drugiej teorii, co zresztą potwierdzają niektóre wykopaliska archeologiczne, gdzie kobiety i mężczyźni zostali pochowani albo tym samym grobie, albo też w bardzo bliskich sobie grobowcach. W obu przypadkach w grobowcach kobiet została umieszczona broń, co przemawia raczej za stwierdzeniem, iż pochowane tam niewiasty były wojowniczkami. We wrześniu 2013 r. we Włoszech, podczas wykopalisk archeologicznych w ruinach starożytnego etruskiego miasta-państwa Tarquini (ok. 80 km. na północny zachód od Rzymu), odnaleziono w pewnym grobowcu dwa ciała, pochodzące z okresu ok. 620 - 610 r. p.n.e. W kręgach naukowych wzbudziło to na początku pewną sensację, gdyż uważano że oto odnaleziono ciało legendarnego, piątego króla Rzymu - Tarkwiniusza Starego, który miał panować w Rzymie w latach 616-578 p.n.e. (był on założycielem etruskiej linii rzymskiej dynastii, a pierwotnie zwał się Lukumon i przybył do rzymskiego grodu wraz ze swą żoną Tanakwilą - prawdopodobnie właśnie z Tarquini, w czasach panowania króla rzymskiego - Ankusa Marcjusza - z dynastii sabińskiej - który panował w latach 642-616 p.n.e.). Jednak po otwarciu komory grobowej przez archeologów (pod przewodnictwem Alessandro Mandolesi z Uniwersytetu w Turynie), znaleziono tam dwa ciała, leżące na dwóch równoległych do siebie katafalkach. Po lewej stronie leżał szkielet człowieka, a przy nim spoczywała wzdłuż ciała włócznia, a strzały były ułożone na klatce piersiowej. U jego stóp leżała duża misa z brązu. Po prawej zaś stronie leżały skremowane szczątki innej osoby, już bez broni (czy jakichkolwiek oznak wojskowych), przy której rozmieszczono biżuterię. Archeolodzy uznali więc, że oto (prawdopodobnie, gdyż jeszcze nie mieli stuprocentowej pewności) odkryli grób króla Tarkwiniusza Starego i jego małżonki Tanakwili. Gdy jednak zbadano kości i szczątki, okazało się że ów prawdopodobny król Tarkwiniusz był w rzeczywistości... kobietą, a szczątki leżące na drugim katafalku, wśród którego złożono biżuterię, należały do... mężczyzny. Czyli nie był to grobowiec króla, a królowej (czy może księżniczki). Kobieta w chwili śmierci miała 35-40 lat, skremowane szczątki mężczyzny szacuje się zaś na 20 do 30 lat. Początkowo owa "zamiana płci" zdziwiła archeologów, którzy zaczęli twierdzić (szczególnie prof. Mandolesi), że owa włócznia - leżąca u boku szczątków kobiety - jest symbolem ich wspólnej miłości i związku, po czym dodał że: "Nie jest to częste, aby odnaleźć ciało kobiety z lancą u boku". Co ciekawe, miesiąc wcześniej (analiza kości została przeprowadzona w październiku 2013 r.), gdy sądzono że odkryto grób króla Tarkwiniusza, owa włócznia przy "jego" boku była symbolem jego władzy i pozycji społecznej, a nie wspólnego związku z leżącą po drugiej stronie "żoną", czy tym bardziej miłości. 


ODKRYTY GRÓB W TARQUINI 
(PO LEWEJ STRONIE LEŻAŁA KRÓLOWA WOJOWNICZKA Z WŁÓCZNIĄ I STRZAŁAMI, PO PRAWEJ ZNAJDOWAŁO SIĘ SKREMOWANE CIAŁO MĘŻCZYZNY)



To znalezisko odkryto we Włoszech, ale takich przykładów jest więcej, np. w anatolijskim mieście Catal-Huyuk, w Hacilar, w Tell Ramad, w Byblos czy w Jerychu (ok. 7 500 r. p.n.e. - ok. 5 700 r. p.n.e.) odnaleziono czaszki mężczyzn, schowane za... wiszącymi na ścianie łbami byków, zaś w większości z tych miast (jak choćby w Hacilar) przedstawiono prawie wyłącznie bóstwa żeńskie, począwszy od młodej dziewczyny, poprzez dojrzałą kobietę do staruszki (niektóre z owych bogiń albo siedzą na leopardzie, albo stoją, albo leżą, albo klęczą, albo też przedstawione są w towarzystwie innych zwierząt i ptaków, natomiast figurek męskich jest bardzo mało). Co ciekawe, po roku 4 400 p.n.e. figurki kobiece z tych terenów całkowicie... znikają i zostają zastąpione figurkami męskimi (stało się to bardzo szybko, bo w przeciągu... jednego stulecia). 

W poprzednich częściach tego tematu pisałem już o kulturze kreteńskiej, która była całkowicie zdominowana przez kapłanki, oddające cześć Bogini-Matce lub Wielkiej Bogini, ale zapewne niewielu wie, że przedziwnym centrum religijnego kultu matriarchalnego, była w epoce neolitu (ok. 10 000 r. p.n.e. - ok. 3 500 r. p.n.e) wyspa Malta. W okresie 3 600 r. p.n.e. - 2 350 r.p.n.e. wyspa odgrywała prawdziwe religijne centrum Wielkiej Macierzy (dotąd na tej maleńkiej wysepce odkopano już 17 świątyń, choć przewiduje się że ich liczba była znacznie większa). Co ciekawe, domów mieszkalnych na Malcie z tego okresu jest bardzo niewiele, zaś świątyń aż siedemnaście (dotąd odkopanych), co oznacza że Malta od XXXVI wieku p.n.e. do lat 50-tych XXIV wieku p.n.e., kiedy świątynie przestają funkcjonować, była prawdziwą Isola Sacra ("Świętą Wyspą"). W odkopanych świątyniach są jedynie wizerunki kobiece (często pokazane w formie leżących na boku), zaś w centralnej części świątyni umieszczono wizerunek siedzącego, ogromnego kobiecego bóstwa. Kasta kapłańska była (zapewne) też złożona z samych kobiet (podobnie jak na Krecie). Co ciekawe, sama konstrukcja maltańskich świątyń była rozmieszczona w dość przedziwny i nietypowy sposób - w kształcie zakrzywionej linii, co niektórym z archeologów (np.: Zuntuz) skojarzyło się z... macicą (ciemne, pozbawione okien sale świątyni, przypominające wejście do wnętrza ziemi, niczym do macicy chtonicznej bogini). Podobnie groby - wykute w skale, też mają kształt zakrzywionej linii (prawdopodobnie należały do kapłanek, choć mogli tam też spocząć mężczyźni zabijani wedle kultu misteryjnego, symbolizującego śmierć i ponowne odrodzenie do życia).

I teraz wreszcie przechodzimy do terenów, na których (wedle starożytnych Greków, Scytów i Hetytów) mogło znajdować się plemię zarządzane przez kobiety-wojowniczki, zwane umownie Amazonkami (czy raczej Mazonkami). Otóż w rejonie syberyjskiego Ałtaju odkryto (z jakieś trzydzieści lat temu) doskonale zakonserwowane w lodzie ciało kobiety. Po dokonaniu badań genetycznych okazało się, że kobieta w chwili śmierci miała nie więcej jak 16 lub 17 lat. Spoczęła we wspólnym grobie, wraz ze starszym od siebie mężczyzną (w wieku ok. 45 lat), prawdopodobnie mógł być to jej ojciec. Wokół nich ułożono broń, jak i ciała sześciu koni. Ciało mężczyzny uległo bardzo szybkiemu rozkładowi i niewiele z niego zostało (prócz kości), za to ciało owej dziewczyny doskonale zakonserwowało się w lodzie, jedynie twarz uległa rozkładowi i pozostała sama czaszka, ale ręce i przedramiona  przetrwały w stanie zakonserwowanym. Dzięki temu można stwierdzić że dziewczyna była... wytatuowana. Była ona dość wysoka jak na swój wiek i mierzyła 168 cm. wzrostu. Na lewym ramieniu miała wytatuowanego (niebieskim tatuażem) - jelenia, inne tatuaże (owca, pantera i leopard) znajdowały się pod pachą i wokół talii. Oboje, mężczyzna i kobieta nosili to samo ubranie (filcowe czapki z nausznikami, zdobione złotymi lampartami, jeleniami, koniami i wilkami, oraz spodnie, ułatwiające jazdę konną). Przy jej prawym udzie ułożono sztylet z żelaza, a przy lewym zdobiony kołczan. Poza tym nad głową umieszczono łuk i strzały, zaś wokół mężczyzny złożono: topór, kołczan, łuk, strzały i tarczę. Grobowiec ów datowany jest na ok. 500 r. p.n.e. W tym okresie Grecja oczekiwała perskiego ataku, trwało powstanie greckich, małoazjatyckich polis, Rzymianie obalili Monarchię, Kartagińczycy eksplorowali Morze Śródziemne - walcząc o handlową nad nim dominację z Grekami, a Etruskowie przeżywali czas końca swego rozkwitu. Z tego to właśnie okresu pochodzą ciała obu wojowników.


ZREKONSTRUOWANY WIZERUNEK TWARZY 17-letniej KOBIETY-WOJOWNICZKI Z AŁTAJU Z ok. 500 r. p.n.e.,
(WRAZ Z TATUAŻEM JELENIA NA LEWYM RAMIENIU)



Czy owa dziewczyna i ów mężczyzna mogli należeć do plemienia sławnych Amazonek? Doprawdy, trudno to przewidzieć, ale sam fakt, iż przy młodej dziewczynie złożono broń, świadczy że w tym społeczeństwie kobiety uczono wojaczki (a szczególnie strzelania z łuku) od najmłodszych lat. Pseudo-Hipokrates twierdził, że w społeczeństwie Sarmatów z północy, dziewczynki uczy się jazdy konnej i strzelania z łuku na równi z chłopcami, aż do czasu, gdy osiągną wiek pozwalający im na zamążpójście. Gdy wyjdą za mąż, przestają dosiadać koni i strzelać z łuku (chyba że staje się to konieczne), a poświęcają się dzieciom i domowi. Nim jednak do tego dojdzie - by stać się prawdziwą kobietą - młoda wojowniczka musi zabić w walce trzech nieprzyjaciół. Dopiero wtedy będzie mogła oddać się mężczyźnie, który zostanie jej przyszłym mężem (co ciekawe, taki kandydat musiał swą wybrankę pokonać w walce). Gdy już dojdzie do ślubu, ona zajmuje się tylko dziećmi i domem, ale gdy niebezpieczeństwo zagraża ich społeczności, zdarza się że kobiety zamężne (z dziećmi na rękach lub uczepionymi spódnicy, jak opisuje pseudo-Hipokrates) uczestniczą w walce, strzelając z łuku. Takie kobiety, które potrafiły walczyć o swój dom, gdy ich mężczyźni byli daleko, lub nie mogli przybyć z odsieczą, były bardzo cenione w społeczeństwie Scytów. Natomiast Scytowie (zwani również Sakami, Skitami, Skołotami - ludźmi koła, lub Cydami - panami) to były ludy słowiańskie. Na ogromnych terenach Europy rozciągało się wówczas władztwo plemion słowiańskich i celtyckich, różnych od siebie, ale wywodzących się z jednego rdzenia genetycznego. I w obu tych społecznościach pozycja kobiety była znaczna. 

Owszem, kobiety rzadko kiedy uczestniczyły w walkach z wrogimi plemionami (Grecy opisując Amazonki, jednocześnie przypominają ich klęski w walkach - pobite, schwytane, zmuszone do ożenku, itd.), ale sam fakt że młode dziewczyny były szkolone w walce na równi z chłopcami jest bezsporny. Weźmy chociażby takich Celtów. Któż bowiem wie, że szkoleniem młodych mężczyzn do roli wojownika, zajmowały się właśnie... kobiety, nie inni mężczyźni wojownicy, ale kobiety-wojowniczki (które jednocześnie uczyły młodych mężczyzn i innej sztuki - sztuki miłości, będąc z reguły pierwszymi kobietami, z którymi ci chłopcy odbyli swój pierwszy raz. Takie szkolenie chociażby przeszedł ów sławny galijski wódz, organizator pierwszego w dziejach celtyckiego, anty-rzymskiego powstania w Galii - Wercyngetoryks). Celtyckie kobiety więc nie uczestniczyły w walkach, ale przygotowywały młodych mężczyzn do przyszłej roli wojowników. W społeczeństwie Słowian było nieco inaczej, ale tam pozycja kobiety była jeszcze większa niż u Celtów. Nic dziwnego że Grecy umiejscawiają Amazonki na terenach scytyjskich, gdyż tam właśnie przez długi czas tętniło jedno z najliczniejszych skupisk słowiańskich, ale pierwotne Amazonki nie pochodziły z tych ziem. Miały wywodzić się bowiem z terenów leżących pomiędzy rzekami... Wisłą i Bugiem. Tak, pierwotne Amazonki były Słowiankami/Lechitkam, wywodziły się bowiem z lechickiego plemienia Mazonów (Masonów - Masowiów - Mazowian - Mazowszan), ale los rzucił je na zupełnie inne ziemie, o czym opowiem w kolejnej części.


WERCYNGETORYKS 





🤭



CDN.

28 lutego 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXXVIII

WSZECHŚWIAT
PO ZAKOŃCZENIU
III WOJNY Z GADAMI
Cz. II


SOJUSZ CENTAUROSA
CZYLI 
CYWILIZACJA 
ALPHA CENTAURI




Jedną z ciekawszych (i bardzo nam przyjaznych) ras ludzkich we Wszechświecie, są właśnie Centaurianie. Wiadomości na ich temat są jednak równie skąpe (a nawet bardziej), co w przypadku Andromedan. Jest to rasa która (podobnie jak Lirianie, Weganie, Plejadianie, dawni Rigelianie, Procjanie i Malonianie) jest najbardziej z wyglądu zbliżona do Ziemian. Ich pierwotnym światem była konstelacja Liry, a najbliżej spokrewnieni są z Rigelianami i Procjanami (których opisałem w poprzedniej części). Jest to rasa usposobiona nad wyraz pokojowo, która wyrzekła się wszelkiej formy przemocy i konfrontacji zbrojnej. Ich SOJUSZ CENTAUROSA (grupujący kilkadziesiąt planet tego układu), który co prawda wchodzi w skład Federacji Galaktycznej, utrzymuje jednocześnie ożywione stosunki z niektórymi rasami Reptilian (niewielka część Gadoidów osiedliła się nawet w ich galaktyce). Najważniejszą planetą (i jednocześnie stolicą) w układzie słonecznym Alpha Centauri, jest - HADAR. Centaurianie składają się z rasy białej. Ich system rządów przypomina luźną teokrację, opartą na szacunku i zrównoważonym rozwoju. Na planetach w systemie Alpha Centauri (głównie na Hadar) jest bardzo wiele sanktuariów, które pełnią rolę zarówno religijno-duchową jak i polityczno-społeczną.

Założycielem tego społeczeństwa był Lirianin o imieniu - AKON, a stało się to już po zakończeniu III Wielkiej Wojny Galaktycznej (ok. 1 100 000 lat temu), w ramach (zleconej przez Federację) tzw.: III Wielkiej Kolonizacji Wszechświata. Centaurianie często odwiedzają naszą planetę i wspierają wszelkie ruchy pacyfistyczne, promowanie wolności i praw człowieka na Ziemi. Nie posiadam żadnych bardziej rozbudowanych informacji na temat tej galaktycznej ludzkiej rasy, poza tym co już opisałem.



CYWILIZACJA 
SYRIUSZA




Galaktyka Syriusza (zwana przez starożytnych Egipcjan "Psią Gwiazdą"), jest systemem trynitarnym, co oznacza że składa się z trzech niezależnych od siebie gwiazd, posiadających bardzo blisko swe orbity. Jest to Syriusz A, B i C. O cywilizacji Syriusza, katastrofie Syriusza B i ewakuacji ludzkości z tamtej galaktyki w inne rejony Wszechświata (głównie do systemu gwiezdnego Plejad) m.in.: przez krążownik floty liriańskiej: Pelegai, pisałem już w poprzednich częściach tej serii. Nie wyczerpałem jednak tego tematu, a kilka nowych informacji pojawiło się już po zakończeniu opowieści o galaktyce Syriusza. Ciekawostką jest chociażby to, że planeta Nibiru została przekształcona w bojową jednostkę Federacji Galaktycznej właśnie w systemie Syriusza, gdyż wcześniej była to jedna z okolicznych (bezludnych) planet, krążących wokół gwiazdy Syriusza C. Syriusz B został zniszczony przez Reptilian w wyniku I Wielkiej Wojny Galaktycznej (ok. 750 000 000 lat temu), co spowodowało zmianę orbity wielu planet tego systemu, a niektóre (jak chociażby Tiamat - planeta z której narodziła się Ziemia), wyrzucone zostały w przestrzeń kosmiczną. Życie przetrwało więc jedynie w systemie Syriusza A (Syriusz C eksplodował jeszcze wcześniej ok. 4 500 000 000 lat temu), zmieniając się w supernową. 

Jak wyglądają mieszkańcy Syriusza (A), jakiego języka używają, do kogo są najbardziej podobni. Nim odpowiem na te pytania, pragnę zauważyć że obecnie system gwiezdny Syriusza (A) jest stolicą całej Federacji Galaktycznej, gdyż mieści się tam (przeniesiona po zniszczeniu liriańskiego Avyonu), najwyższa Rada Federacji. Syrianie są rasą bardzo przyjazną Ziemianom (szczególnie linii rodowej Adama i Ewy). Posługują się językiem Katayy, a siebie samych nazywają - SA.AM.I. Są oni jednocześnie (prócz może Plejadian, Andromedan i Procjan) rasą najbardziej wrogo nastawioną do Reptilian. Syrianie są rasą białą, tzw.: "aryjską". Mężczyźni i kobiety mają najczęściej włosy koloru "złotego" (jasnego), ciemnego lub czerwonego i są dobrze zbudowani. Robert Morning (który ponoć miał z nimi kontakt), opisuje Syrian jako: "Wysokich, dobrze zbudowanych mężczyzn o szerokich piersiach, dużych i potężnych pośladkach, silnych udach i grubych łydkach", kobiety zaś miały duże piersi. Mają grube i silne nadgarstki i ręce (choć o wiele krótsze palce niż np. Gadoidy). Mają szerokie nosy, duże czoła i małe uszy. Lubują się też (zarówno kobiety jak i mężczyźni) w posiadaniu długich i bujnych włosów. Mężczyźni dodatkowo noszą brody. Są wysocy, szybcy i niezwykle wytrzymali na zmienne warunki atmosferyczne. Z tego co opisuje Robert Morning, przypominają... krasnoludów, z tym tylko że w przeciwieństwie do tamtych - są o wiele wyżsi. To co opisuje Morning częściowo pokrywa się z niektórymi sumeryjskimi tabliczkami, które przedstawiają wysokich przedstawicieli "Psiej Gwiazdy" o gęstych brodach i bujnych włosach.


GIMLI - Z "WŁADCY PIERŚCIENI"
WEDŁUG ROBERTA MORNINGA KLASYCZNY PRZYKŁAD MĘŻCZYZNY 
Z SYSTEMU GWIEZDNEGO SYRIUSZA (A)



Syrianie od maleńkości przysposabiani są do walki i obrony przed niespodziewanym atakiem (w czasie III Wojny Galaktycznej zostali zaskoczeni niespodziewanym atakiem Gadów i nie udało im się obronić suwerenności ich świata. Musieli podjąć - podobnie jak potem opisywani przeze mnie wcześniej Procjanie - walkę partyzancką, do czasu aż Plejadianie, Andromedanie i inne galaktyczne ludy nie uwolniły ich z reptiliańskiej okupacji. Do dziś jest to dla nich powód do hańby). Do walki szkoleni są zarówno mężczyźni jak i kobiety. Mężczyzna, aby zdobyć kobietę, musi najpierw pokonać ją w walce. Jeśli mu się to uda, kobieta musi mu ulec. W ten sposób mężczyźni mogą posiadać całe haremy zapełnione pokonanymi przez siebie w walce kobietami. Jeśli mu się to jednak nie uda - okrywa się hańbą i aby ją zmyć, musi wykazać się męstwem w innej walce. Śmierć na polu walki jest dla nich powodem do chwały i dumy (pomimo tego wyznają wiarę w reinkarnację duszy). Syrianie wielokrotnie odwiedzali Ziemię i "zaszczepiali" nam swoje tradycje, kulturę, zwyczaje i religię. Syrianie nie pochodzą bezpośrednio z Liry. Ich początki wiążą się raczej z Wegą (Weganie to też dawni koloniści z Liry, którzy zbuntowali się przeciw władzy swej "Macierzy" i podjęli z nią krótkotrwałą walkę, którą opisałem w jednym z wcześniejszych tematów tego cyklu. Zjednoczył te ludy dopiero król Liry Pelagon i od tego czasu panuje pomiędzy nimi przyjaźń. Wspierają się również w samej Radzie Federacji Galaktycznej).

Ustrojem politycznym Syrian jest monarchia. Władza (z małymi wyjątkami) dziedziczona jest jedynie w linii męskiej. Syrianie w codziennych kontaktach używają między sobą określeń: "Bracie" - "Siostro", jako przykład jedności ich społeczeństwa. Gdy ok. 500 000 lat temu Imperium Oriona po raz pierwszy od zakończenia III Wielkiej Wojny Galaktycznej (czyli od ok. 1 240 000 lat temu), zaatakowało trzy planety w systemie gwiezdnym Liry (zabijając 50 milionów mężczyzn i kobiet z tych światów a kolejne kilkadziesiąt milionów uprowadzając w niewolę), Rada Federacji z Syriusza (A) radziła nad możliwością wypowiedzenia Gadom wojny. Za wojną opiniowali Plejadianie, Andromedanie i Syrianie, lecz niezgoda wśród samych członków tej koalicji (głównie na linii Plajady-Andromeda), podsycane zresztą przez samych Reptilian, uniemożliwiły podjecie kroków militarnych. Wymuszono jednak na Orionidach opuszczenie zajętych planet i uwolnienie wziętych do niewoli Lirian (którzy następnie osiedlili się w Plejadach i w galaktyce Andromedy).




Ok. 250 000 lat temu Orionidzi (mający całkowite wsparcie Gadów z Alpha Draconis), opanowali (w sposób pokojowy, który opisałem w poprzedniej części) planetę Rigel, tworząc z Rigelian swych niewolników. Sto tysięcy lat później Gady z Oriona zdobyły Procjon (ok. 150 000 r. p.n.e.), zmuszając wielu tamtejszych mieszkańców do ucieczki z planety (w tym m.in.: ród Odyna). I wówczas także w Radzie Federacji to właśnie Syrianie najbardziej optowali za rozpoczęciem wojny w obronie Procjona. Federacja nie mogła jednak podjąć kroków wojennych, gdyż na Procjon "zaprosili" Orionidów (kontrolowani przez nich) przywódcy tej planety. Lecz dzięki właśnie Plejadianom i Syrianom, Federacja udzieliła nieoficjalnego wsparcia Odynowi, który potem wyzwolił planetę. Po klęsce Gadów i wyparciu ich z Procjona, w całej galaktyce Oriona doszło do buntu i poważnych zmian politycznych. Dinoidy z Oriona zrzuciły zależność od Reptoidów z Alpha Draconis, co spowodowało wybuch wojny domowej pomiędzy tymi dwiema gadzimi rasami. W ten konflikt wmieszali się zarówno Plejadianie jak i Syrianie, dążąc do jak największego osłabienia zarówno Orionidów jak i Drakonów.

Teraz jeszcze chciałbym się skupić na czymś innym. Mianowicie w poprzednich częściach na temat Plejadian napisałem, że rasa ta (szczególnie nam bliska) jednocześnie nas chroni przed zagrożeniami, jakie mogłyby nas spotkać z głębi kosmosu (jesteśmy bowiem jeszcze na poziomie rozwoju małych 6-7-letnich dzieci i nie potrafilibyśmy ani skutecznie się sami obronić, ani też... nawet pojąć zagrożenia, jakie tam, w głębi Wszechświata na nas czyha). Powtórzę tu przekaz Plejadian z lipca-października 1975 r.:


"Musicie zrozumieć, że jest wiele ras we Wszechświecie, które tylko czekają by Was zniszczyć!

Te istoty są równie barbarzyńskie i okrutne jak Wy.

Zniszczyły już wiele światów - ich ludność uprowadziły w niewolę.

Teraz zapragnęli zdobyć Wasz świat.

Możemy Was chronić tylko tak długo, póki trzymacie się swojej Galaktyki.

Jeśli ją przekroczycie - musicie przygotować się na to, co Was tam czeka

Musicie być gotowi do walki - inaczej zginiecie!"


Wówczas w moim tekście opisałem jedynie Plejadian, którzy (z racji pochodzenia) mają do nas wyjątkową "słabość". W wyżej przytoczonym przekazie mowa jest o "barbarzyńskich" i "okrutnych" rasach, takich jak my. Czy odnosi się to do Reptilan? Wydaje się że właśnie przede wszystkim do nich, gdyż zarówno Drakonianie jak i Orionidzi nie zrezygnowali nigdy z podporządkowania sobie naszej planety (ten konflikt o Ziemię pomiędzy Galaktyczną Ludzkością a Gadoidami trwa od co najmniej czasów dinozaurów). Dlatego też Federacja Galaktyczna (pod przewodnictwem Plejadian) otoczyła Ziemię "blokadą", założoną gdzieś w rejonie orbity Neptuna. Tej blokady nie mogą przekroczyć ani Reptilianie (nie dotyczy to oczywiście pojedynczych przypadków reptiliańskiej obecności na Ziemi, do których wciąż dochodzi, a poza tym musimy pamiętać że my tutaj mamy naszych "rodzimych", ziemskich Reptilian, którzy co prawda nie są nam oficjalnie wrodzy, ale Ziemię uważają za swój świat, a nas - niestety zgodnie z prawdą - za przybyszy a nawet okupantów. Mimo to chcą po prostu przetrwać, chociaż wiele ich podziemnych miast już zostało zniszczonych przez ludzkie rządy, głównie USA), ani jakakolwiek inna, nieprzyjazna nam rasa galaktyczna (jak choćby nie opisane jeszcze przeze mnie - Insektoidy, chociaż tam też jest różny stosunek do nas, Ziemian. Najbardziej przyjaźni nam są Modliszkowcy - którzy z wyglądu są odrażający {chociaż my dla nich też jesteśmy brzydalami} i wydawałoby się że realnie stanowią dla nas zagrożenie. Tak jednak nie jest, a największym zagrożeniem są Larwy, ale o tym jeszcze opowiem). Założenie jest następujące, póki Ludzkość na Ziemi nie dojdzie do poziomu, który umożliwi nam podróże międzygwiezdne, ta "blokada" będzie utrzymywana. Potem zniknie, a my będziemy wówczas musieli przygotować się na najgorsze, łącznie z inwazją Reptilian, Insektoidów, czy innych wrogich nam galaktycznych ras.

 

CYWILIZACJA 
CAPELLA




Planeta CAPELLA ma tak przedziwną strukturę geologiczno-atmosferyczną, że pierwsi koloniści z Liry którzy się tutaj osiedlili (jeszcze przed wybuchem I Wielkiej Wojny Galaktycznej) z biegiem lat zaczęli powoli zmieniać kolor swej skóry. Lira jest kolebką Galaktycznej Ludzkości (w tym poprzez geny - także rasy Adama i Ewy). Skóra Lirian zaś jest koloru białego. Pierwsi osiedleńcy którzy przybyli na Capellę, byli więc Białymi Lirianami. Po pewnym czasie jednak ich skóra zaczęła przybierać zupełnie inny odcień - stawiali się... bardziej błękitni (a raczej błękitno-biali). Takie zmiany występowały zawsze tam, gdzie struktura planety (szczególnie posiadanie lub brak osłony firmamentu wodnego - nawet w jego szczątkowej formie) powodowała zmiany koloru skóry danych mieszkańców. I tak Weganie (pierwsi koloniści z Liry) po zasiedleniu Wegi, zaczęli zmieniać kolor swej skóry na ciemniejszy (nie był to jednak kolor czarny, raczej "ciemno-biały"). Podobnie mieszkańcy Capelli zaczęli zmieniać kolor skóry i potomkowie pierwszych kolonistów, a już szczególnie potomkowie potomków tamtych - byli już błękitno-białego koloru skóry. 

Pierwsi koloniści z Liry po zasiedleniu Capelli, w przeciągu kilku następnych pokoleń cofnęli się w swym naturalnym rozwoju i wrócili do czasów pierwotnych (nieustanna ewolucja i nieustanna dewolucja jest naturalną formą rozwoju i zastoju wszystkich cywilizacji we Wszechświecie). Zapomniano o liriańskiej technice i myśli naukowej, zapomniano o Federacji Liriańskiej i całkowicie odizolowano się od związków z innymi światami, rasami i galaktykami. Lirianie z Capelli nadali sobie nową nazwę - NEKH i podzielili się na kilkadziesiąt plemion, wzajemnie walczących o przywództwo nad planetą. Rozpoczęła się era wojen zdobywczych. Z czasem z plemion wytworzyły się pierwsze państwa, potem zaś powstały pierwsze imperia . Jedne państwa upadały, inne wzrastały, tworząc swoje dominia. Wreszcie istniejące mocarstwa doszły ze sobą do porozumienia i zamiast walczyć, postanowiły się zjednoczyć. Powstało jedno superpaństwo, z jedną flagą i jedną armią (choć dawne państwa utrzymały status samowładnych jednostek lokalnych). Wraz z rozwojem politycznym i zjednoczeniem planety, szedł rozwój społeczny i technologiczny. Capellanie zaczęli ponownie odkrywać Wszechświat, rozpoczynając "pierwsze" podróże międzygwiezdne i zawiązując "pierwsze" kontakty z mieszkańcami innych światów. Ustrojem politycznym na Capelli - pozostała jednak monarchia, która objęła teraz swym zasięgiem całą planetę, a król, stał się panem i władcą wszystkich mieszkańców tego świata.




Nim jeszcze wybuchła I Wielka Wojna Galaktyczna, Capellanie na nowo odkrywali uroki podróży gwiezdnych, odkrywając inne światy i kolonizując je (przede wszystkim te jeszcze nie zasiedlone). Te zaś światy, które były już zasiedlone, starali się pozyskać umowami handlowymi i przyjaznymi gestami, jednocześnie instalując tam swoje bazy. Z czasem okazało się, że Capellanie, służący na owych planetach jako ich "ochrona", bardzo szybko przemienili się w okupantów. Szczególnie gdy niezadowolone społeczeństwa rozpoczynały pierwsze bunty przeciwko istnieniu obcych baz wojskowych. Bunty te z reguły były krwawo tłumione, a lokalne władze w coraz większy sposób uzależniane od władcy Capelli. Ale wówczas doszło do katastrofy. Niespodziewane ataki Gadów i wybuch I Wojny Galaktycznej spowodował pierwsze klęski i ucieczkę Capellan z zajmowanych wcześniej światów. Odtąd capellańskie rządy (choć uciążliwe i wymagające pewnych określonych danin od lokalnych społeczeństw) ustąpiły miejsca reptiliańskiemu najazdowi i brutalnej okupacji tych terenów. W wyniku wojny capellańskie Imperium, utraciło wszystkie kontrolowane przez siebie światy, a sama Capella została zagrożona reptiliańskim najazdem i jedynie zakończenie wojny uratowało Capellan od losu, jakim niegdyś obdarzali innych.

I Wielka Wojna Galaktyczna była dla mieszkańców tego świata prawdziwym wstrząsem. Zginęła ponad połowa całej męskiej populacji planety (w walkach toczonych przez Federację Liriańską z Imperium Anchara), a pozycja króla uległa znacznemu osłabieniu. Postanowiono więc dokonać rewolucyjnego kroku. Mianowicie dopuszczono do udziału w armii capellańskie kobiety, które dotąd tego prawa nie posiadały. Sam król (z powodu poważnego ubytku mężczyzn), otoczył się ochroną złożoną z samych kobiet. Po zakończeniu walk, w czasie gdy rodziła się Federacja Galaktyczna i rozpoczynano Wielką Kolonizację Wszechświata, Capellanie postanowili odzyskać utracone kolonie. Rozpoczęto więc wojny zdobywcze i odbudowę dawnego Imperium i wkrótce opanowali prawie cały IX sektor Galaktyki. Wreszcie Federacja Galaktyczna, zaniepokojona zbrojnymi zapędami Capellan - nakazała im zaprzestanie dalszych podbojów. Władcy planety nie zamierzali ryzykować interwencji zbrojnej zjednoczonej Federacji i przystali na warunki ultimatum. Mimo wszystko osiągnęli swój cel - nie tylko odbudowali dawne Imperium, lecz znacznie je rozszerzyli. Gdy wybuchła II Wielka Wojna z Gadami, Capellanie byli jednym z kluczowych członków Federacji, zaangażowanym w walki z Reptilianami (głównie chodziło im o ochronę swych kolonii i ich utrzymanie). Choć na początku wojny ponieśli kilka klęsk, to jednak utrzymali swą władzę nad wieloma koloniami.




Pomimo zawarcia "Zbrojnego Pokoju" pomiędzy Federacją a Sojuszem Anchara i utrzymaniu stabilności Imperium, Capellanie ponieśli bardzo dotkliwe straty. Zmieniła się również struktura społeczna tego świata. Ponieważ to głownie mężczyźni walczyli i ginęli na frontach II Wielkiej Wojny Galaktycznej (kobiety, choć otrzymały prawo służby wojskowej, nie były kierowane do bezpośrednich walk), ich ubytek okazał się największy. W tym też czasie (zaraz po zakończeniu II Wojny Galaktycznej) doszło na Capelli do zamachu stanu. Kobiety, które pełniły straż osobistej ochrony władcy planety, zamordowały ostatniego króla (najprawdopodobniej z inspiracji jego żony) i ogłosiły jego małżonkę - królową. Nim jednak to nastąpiło, królowa wytoczyła proces dawnym stronnikom jej męża i oskarżyła ich o zabójstwo. Wszystkich skazano na śmierć. Władza kobiety na tronie Capelli była jednak precedensem, nigdy wcześniej bowiem żadna kobieta nie posiadała takiej władzy, dlatego też - aby uspokoić społeczeństwo - żona zamordowanego króla ogłosiła że zasiada na tronie jedynie tymczasowo, do czasu wyboru nowego - męskiego monarchy. Wkrótce jednak okazało się że potencjalni kandydaci do tytułu, bardzo szybko, w niewyjaśniony sposób tracili życie. Z czasem mieszkańcy planety zaakceptowali władzę pierwszej królowej.

Na tym jednak nie poprzestano. Bardzo szybko mężczyźni zaczęli tracić władzę, również w podbitych koloniach Imperium Capelliańskiego, a zastępowały ich, mianowane przez królową - Administratorki. Szybko też zmieniono prawo, dając pierwszeństwo do korony i władzy nad Imperium - córkom a nie synom buntowniczej monarchini. Dokonana została zmiana społeczna, polegająca na zdobyciu władzy politycznej przez kobiety (mężczyźni jednak nadal tworzyli trzon armii Imperium, z tym tylko że odtąd dowodziły nimi kobiety). Zmieniono nawet nazwę społeczeństwa z NEKH na NEKH-T, gdzie końcówka "T" była żeńskim przyrostkiem. Doszło co prawda do lokalnych buntów na kontrolowanych przez Cepellian planetach, ożywionych nadzieją odzyskania niepodległości w przypadku utraty władzy przez królów, lecz wszystkie te bunty były bardzo szybko tłumione przez armię. Zresztą po zamachu stanu Capellanie wycofali się ze struktur Federacji Galaktycznej i nawiązali ściślejsze - przyjazne kontakty z Imperium Oriona (Gady). Wkrótce pierwsze Gadoidy zaczęły przybywać na Capellę i zawiązano współpracę polityczną i handlową. Szybko jednak okazało się, że Orionidom chodzi o coś zupełnie innego. Gdy więc wysłali (ok. 1 320 000 lat temu) trzy wielkie meteoryty które zniszczyły ziemską cywilizację Hyperborei, wenusiańską cywilizację Noborin i cywilizację marsjańską, rozpoczynając nową - III Wielką Wojnę Galaktyczną, bardzo szybko opanowali i rozbroili "kobiecą" straż królowej, dokonując zbrojnego desantu na Capellę. Królowa utraciła swą władzę a rozpoczęła się pierwsza w historii - okupacja planety przez Reptilian.


OPANOWANIE CAPELLI PRZEZ GADY
REPTILIAŃSKA OKUPACJA PLANETY i...
WYZWOLENIE JEJ PO SYRIAŃSKIEJ OFENSYWIE




Po zamachu stanu i przejęciu władzy na Capelli przez kobiety i po stłumieniu lokalnych buntów podbitej ludności na planetach opanowanych przez Capellańskie Imperium - nastały czasy pokoju. Postanowiono odtąd zaniechać zbrojnych konfliktów militarnych, a skupić się na zawiązywaniu lokalnych sojuszy politycznych i przede wszystkim handlowych z innymi planetami, galaktykami, czy nawet rasami. Jedną z takich ras, która bardzo chętnie przystała na propozycję wzajemnego sojuszu - byli Reptilianie z systemu Oriona. Rozpoczęła się wzajemna "przyjacielska" wymiana technologiczna, przy czym coraz więcej Reptilian osiedlało się na Capelli i zyskiwało nawet jej obywatelstwo. Wszystko szło bardzo dobrze, sojusz rozkwitał a dwie rasy (Ludzka i Gadzia) zdawały się jednoczyć i pracować dla wspólnego dobra. Zbliżyła ich jeszcze wzajemna filozofia, która zarówno na Capelli jak i w dużej mierze na Orionie - oddawała pierwszeństwo władzy w ręce królowych, a nie królów (w przeciwieństwie np. do tworzącego główny trzon Ligi Anchara - Imperium Alpha Draconis, gdzie to męskie a nie żeńskie cechy dominowały w społeczeństwie). Orionidzi (o których jeszcze napiszę w kolejnych częściach), wywodzili się bowiem z trochę innego gatunku, niźli Drakoni i inne Gadoidy. O ile bowiem tamci (głównie Reptoidy, ale także duże cześć Dinoidów) stworzeni zostali przez Karian z istot zamieszkujących bagna, pieczary i mokradła na planecie ALN, o tyle Orionidzi powstali z istot latających, podobnych do os, szerszeni i pszczół. A tam bardzo silna była pozycja Królowej/Matki, a nie króla (cywilizacja skupiona wokół ula). Przez to geny Orionidów (choć oni sami byli stuprocentowymi Gadoidami) były zbliżone również do genów Insektoidów (choć nie byli nimi sensu stricte).

Orionidzi sprzymierzyli się więc z nowymi (żeńskimi) władzami Capelli i rozpoczęto eksperyment wspólnego życia. Z czasem (za radą Reptilian z Oriona) królowa Capelli wycofała się z sojuszu w Federacji Galaktycznej i coraz silniejszymi więzami łączyła swoją planetę z Ligą Anchara. Jednak przyłączenie się Capellan do tego sojuszu było nie do przyjęcia dla wielu poddanych, dlatego też (pomimo ponaglań Orionidów) królowa ogłosiła neutralność swojej planety i wszystkich światów będących pod jej panowaniem. Próba przeciągnięcia Capellan na swoją stronę nie powiodła się Gadoidom, postanowiono więc dokonać desantu na planetę i zając ją zbrojnie. Nie wszystkim Reptilianom spodobał się ten pomysł. Niektórzy (o czym pisałem w poprzednich tematach, mówiących o genezie III Wielkiej Wojny Galaktycznej) byli zdania że z Galaktyczną Ludzkością należy odtąd żyć w zgodzie. Takiego też zdania była część Orionidów (szczególnie ci, którzy zamieszkali na Capelli). Jednak większość w Radzie Ligii Anchara należała do Drakonów, którzy podporządkowali swej woli inne grupy Reptilian. Tak rozpoczynała się III Wielka Wojna Galaktyczna.




Po dokonaniu ataków na Ziemię, Marsa i Wenus oraz zagładzie istniejących tam ludzkich cywilizacji, potężna flota desantowa z Alpha Draconis, wspierana przez jednostki z Oriona, pojawiła się na orbicie planety Capella. Królowa, jej dwór, wojsko i mieszkańcy tego świata zostali całkowicie zaskoczeni niespodziewanym atakiem Gadoidów, którzy uderzyli w południowo-zachodnią część planety, dokonując w tym miejscu zbrojnego desantu. Siła ataku była tak ogromna, że Capellanie nie mieli najmniejszych szans obrony i gdy tylko pojawiali się najeźdźcy, natychmiast rzucano się do ucieczki, nie podejmując nawet próby oporu. Wszyscy uciekali w stronę stolicy: PESH-METEN, gdzie próbowano jeszcze zorganizować jakiś chaotyczny opór wokół miasta i królewskiego pałacu. Sytuacja mieszkańców planety była wręcz tragiczna - zostali osamotnieni w beznadziejnej walce, co było konsekwencją wycofania się ze struktur Federacji Galaktycznej. Królowa liczyła jeszcze na misję dyplomatyczną, którą wysłała do Reptilian okrążających jej planetę, gwarantując podporządkowanie się ich władzy, oddanie wszystkich capellańskich kolonii, oraz wprowadzenie planety do Sojuszu Anchara. Gadoidy nie zamierzały już jednak z nikim rozmawiać, delegaci zostali unicestwieni. Wkrótce padło Pesh-Meten i pałac królewski. Reptilianie zamordowali kilkaset milionów mieszkańców z królową i całym jej dworem włącznie. Ci z Capellan, którzy przeżyli, stali się niewolnikami i mieli odtąd służyć nowym gadzim panom, odtąd zwanym (na Capelli) KHANUS.

Channelingi niewiele mówią na temat samej okupacji, w każdym razie od chwili ataku to Reptilianie (a konkretnie głównie Drakonidzi) przejęli niepodzielne rządy nad planetą. Cała Ludzkość została zamieniona w niewolników. Stan taki trwał kilka tysięcy lat, gdy nastąpiła wielka kontrofensywa Federacji Galaktycznej. Z pomocą zniewolonym Capellanom przyszli Syrianie z Syriusza (A), choć nie nastąpiło to od razu. Początkowo nad planetą pojawiały się niewielkie jednostki bojowe Federacji, które toczyły pierwsze, niewielkie starcia z okrętami floty Anchara, po których się wycofywali. Jednak te pierwsze potyczki spowodowały powstanie ośrodków buntu na samej planecie. Powstała organizacja podziemna, która dokonywała ataków na poszczególnych Reptilian i przygotowywała mieszkańców do walki o wolność. Ludzcy buntownicy z Capelli byli jednak w większości osamotnieni w swej walce, gdyż większość mieszkańców planety była przerażona konsekwencjami, jakie może przynieść nieudane powstanie (a wszystko na to wskazywało, przy ogromnej sile jaką Gadoidy dysponowały na planecie). Mimo to grupy zapaleńców, oczekiwały dnia, gdy przyjdzie zrzucić kajdany i odzyskać dawny świat. 


BITWA GWIEZDNA I DESANT SYRIAN NA CAPELLĘ



 PIERWSZY ATAK


I wreszcie taki dzień nadszedł, gdy Syrianie uderzyli na Capellę z ogromną siłą ("Syrianie nie zawahali - atakowali z pełną siłą" - jak zapisane to jest w channelingach). Walka była niezwykle krwawa, Gadoidy nie spodziewały się takiego ataku, a już w ogóle nie brali pod uwagę możliwości desantu ze strony Federacji, gdyż planetę stale ochraniała flota zwana "Strażą Oriona". Atak jednak był tak silny, że zmuszał Reptilian do ciągłego odwrotu. Reptilianie (a szczególnie ich przywódcy) nie mogli uwierzyć, że zostali tak szybko pokonani. Reptiliański król Capelli zdecydował jednak nie poddawać się i walczyć do samego końca, lecz Gadoidy przegrywały na całym froncie walki - ostatnią, niezdobytą twierdzą została potężnie umocniona przez Drakonidów stolica planety Pesh-Meten.


DRUGI ATAK


W czasie desantu Syrian na Capellę uaktywnili się miejscowi ludzcy buntownicy, którzy teraz chwycili za broń i rozpoczęli walkę wyzwoleńczą o swoją planetę. Szczególnie aktywni stali się capellańscy rebelianci podczas drugiego ataku Syrian, który miał miejsce na umocnione stanowiska wokół Pesh-Meten. W czasie drugiego ataku doszło również do ostatniej bitwy gwiezdnej o Capellę z wysłaną z Oriona flotą wojenną Reptilian. Gady próbowały jeszcze się ratować, nakierowując wybrane asteroidy na pozycje floty Federacji Galaktycznej, jednak na niewiele im się to zdało - ich klęska była zupełna. Mimo to Reptilianie wokół Pesh-Meten walczyli z wielką determinacją, zdając sobie sprawę że konsekwencją klęski (lub kapitulacji) jest śmierć. Aby ratować swych współplemieńców, Rada Oriona wystosowała prośbę o zakończenie walk i zapewniła oddanie planety, w zamian za możliwość ewakuacji Reptilian z Capelli na planety Oriona (Alnitak, Alnilam i Mintaka - z której to pochodził sam gadzi król Capelli). Syrianie oczywiście propozycję odrzucili i z pomocą zbuntowanych mieszkańców Capelli kontynuowali atak na pas umocnień wokół stolicy. Reptilianie nie mieli najmniejszych szans - wszyscy oni zostali zabici (w walce, lub potem, podczas pogromów na planecie), a cała planeta (pomimo ogromnych zniszczeń) została całkowicie wyzwolona.




Po zakończeniu walk przywrócono monarchię na Capelli oraz stare prawa (sprzed zamachu stanu królowej), jednak nie zezwolono już Capellanom na utrzymanie i odbudowę dawnego Imperium kolonialnego. Capella powróciła także w szeregi Federacji Galaktycznej. Tak oto brodaci Syrianie z Syriusza (A) wyzwolili tę planetę (jest to jedyny bodajże przykład, pochodzący z channeligów, który mówi o bezpośrednim zaangażowaniu się samych Syrian w walkę wyzwoleńczą podczas III Wojny Galaktycznej).


CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...