WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EPOKA23 - OKRESY DOMINACJI ASYRYJSKIEJ (745 p.n.e. - 612 p.n.e.). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EPOKA23 - OKRESY DOMINACJI ASYRYJSKIEJ (745 p.n.e. - 612 p.n.e.). Pokaż wszystkie posty

28 grudnia 2025

JAK OBCHODZONO NOWY ROK...? - Cz. II

W ANTYCZNEJ GRECJI I STAROŻYTNYM RZYMIE





ANTYCZNA GRECJA
(CZYLI KAŻDY SOBIE RZEPKĘ SKROBIE)
Cz. II


LIKURG
PRAWODAWCA SPARTY



Sparta - miasto wojowników. Jakże tam obchodzono Nowy Rok? W Lacedemonie ostatni miesiąc ateńskiego roku czyli Skiroforion (maj-czerwiec) nosił nazwę Fliasios, a pierwszy miesiąc ateńskiego Nowego Roku Hekatombajon (czerwiec-lipiec) w kraju nad Eurotasem zwano Hekatombeus, nie był on jednak początkiem roku dla Spartan. Dla nich ostatnim miesiącem w roku był Panamos (sierpień-wrzesień) który w ateńskim kalendarzu nosił nazwę Boedromion. Panamos następował po Karnejosie (w Atenach miesiąc ten zwano Metageition, czyli lipiec-sierpień). Karnejos warto tutaj wymienić, ponieważ w tym właśnie miesiącu wypadało najważniejsze święto całej Sparty i tak jak Panatenaje były największym i najważniejszym świętem Ateńczyków, tak Karnea była takim świętem dla Lacedemończyków. Karnea przypadała na 7 dzień miesiąca Karnejos (koniec lipca) i poświęcona była bogu Apollinowi Karnejskiemu. Święto to było bardzo stare, ponoć Apolla Karnejskiego czcili jeszcze Achajowie, którzy zasiedlali Peloponez przed inwazją Dorów z których to wyłonili się (m.in.) Lacedemończycy (Dorów/Gorów, pamiętajmy bowiem że migracja tych ludów nastąpiła z północnej Europy ok. 1200 r. p.n.e. i z ogromnym prawdopodobieństwem można stwierdzić że Dorowie/Gorowie byli plemieniem słowiańskim). Tak więc Karnea rozpoczynała się 7 dnia miesiąca Karnejos i trwała dziewięć dni. Było to oczywiście święto wojenne, wychwalające cnoty wojskowe, tak więc pierwszego dnia rozbijano wokół Lacedemonu 9 namiotów a w każdym z nich zamieszkiwało dziewięciu mężczyzn wykonujących rozkazy herolda. Przed namiotami umieszczano na łodzi - ozdobiony girlandami - posąg Apolla Karnejskiego (łódź była nawiązaniem do mitycznego przejścia Dorów z Naupaktos na Peloponez, o którym to pisałem w temacie Ludów Morza). Ofiary bogu składał w tym czasie kapłan noszący nazwę agetes, który do pomocy miał pięciu nieżonatych mężczyzn, zwanych karneatami (którzy pełnili tę funkcję przez cztery kolejne lata i przez ten czas nie mogli się żenić). Każda z dziewięciu grup toczyła ze sobą udawane walki zręcznościowe, których celem było wyłonienie zwycięzcy igrzysk Karnei. Oczywiście nie tylko zmagania wojskowe były istotne, równie ważne były chociażby konkursy muzyczne (najsławniejszym autorem greckiej muzyki klasycznej i jednocześnie poezji lirycznej był niejaki Terpander z Lesbos, który przybył do Sparty w czasie, gdy ta toczyła II Wojnę Meseńską z lat 685-668 p.n.e. i podczas festiwalu Karnei zdobył pierwsze miejsce w zawodach poezji lirycznej ok. 676 r. p.n.e. potem zamieszkał w Lacedemonie i stał się jednym z najsławniejszych obywateli tego grodu). Podczas trwania Karnei żaden Spartiata nie miał prawa opuścić miasta z bronią w ręku, dlatego też Spartanie odmówili pomocy Ateńczykom, gdy ci w 490 r. p.n.e. przybyli do nich z prośbą o pomoc właśnie podczas Karnei, w czasie inwazji Persów na Attykę.




Karnejos był przedostatnim miesiącem spartańskiego kalendarza, ostatnim zaś był Panamos, ale nic nie wiadomo na temat odbywających się w tym miesiącu świąt. Pierwszym miesiącem nowego roku dla Spartan był zaś Herazjusz (w ateńskim kalendarzu Pianapsjon) czyli wrzesień-październik, ale również wówczas w Lakonii i Mesenii nie obchodzono żadnych świąt. Po prostu dla Lacedemończyków Nowy Rok następował i tyle (były jeszcze dwa godne uwagi spartańskie święta, ale nie wypadały one akurat w miesiącach które nas teraz interesują).


ANTYCZNA SPARTA
(Miasto to zostało otoczone murem obronnym dopiero w III wieku p.n.e. wcześniej Lacedemończycy szczycili się tym, że "Żadna kobieta znad Eurotasu, nie widziała nigdy oręża obcego wojownika")



Delos - mała wysepka na Morzu Egejskim, na której Nowy Rok przypadał najbliżej naszej rachuby czasu, czyli w miesiącu Lenajon (grudzień-styczeń). W Atenach miesiąc ten nosił nazwę Gamelion i był bardzo modny na urządzanie wesel. Nie posiadam niestety informacji jak świętowano Lenajon na Delos, w każdym razie był to zapewne jedyny zimowy miesiąc, w którym w Helladzie obchodzono Nowy Rok. W Beocji zaś (czyli m.in. w Tebach) Nowy Rok obchodzono w miesiącu Panamos, który w przeciwieństwie do Sparty wypadał w miesiącach lipiec-sierpień (gdy w Lacedemonie świętowano Karneę). Niestety, tak jak wyżej i tak jak przy kolejnych greckich regionach, nie mam już żadnych informacji na temat obchodzonych w tych miastach świąt. W Delfach, w świętym okręgu Apollina Nowy Rok przypadał na miesiąc Herajos (wrzesień-październik). Na Rodos był to Dalios (sierpień-wrzesień). W Bitynii miesiąc Herajos (sierpień-wrzesień). W Milecie był to Metageition (lipiec-sierpień). W Macedonii miesiąc Hiperberetajos (wrzesień-październik). Wydaje się że nie ma sensu wymieniać kolejnych regionów Hellady, gdyż nie wnoszą one już nic ciekawego do tego tematu. Przejdźmy zatem do Rzymu.





STAROŻYTNY RZYM
(SŁOŃCE TO, CZY KSIĘŻYC JEST NAD NAMI?)
Cz. I





"TEN, KTO NIE WIE, CO SIĘ WYDARZYŁO, NIM PRZYSZEDŁ NA ŚWIAT, POZOSTANIE NA ZAWSZE DZIECKIEM. BO CÓŻ WARTE JEST NASZE ŻYCIE, JEŚLI PRZEZ ZNAJOMOŚĆ HISTORII NIE WIĄŻE SIĘ Z ŻYCIEM NASZYCH PRZODKÓW"

CYCERON
"ORATOR"
(46 r. p.n.e.)



Kiedy Rzymianie obchodzili Nowy Rok? Odpowiedź najprostsza brzmi - gdy władzę obejmowali kolejni konsulowie. A kiedy to następowało? No właśnie, z tym już jest większy problem, ponieważ najprostszą odpowiedzią byłby - 1 styczeń, gdyż rzeczywiście w tym dniu konsulowie obejmowali urząd. Ale działo się tak dopiero od roku 153 p.n.e., wcześniej zaś 1 stycznia nie był początkiem Nowego Roku, gdyż tego dnia konsulowie nie tylko nie obejmowali urzędu, ale w pierwszych latach Republiki i w czasach Monarchii rzymskiej... styczeń w ogóle nie istniał w rzymskim kalendarzu. Od czasów Romulusa pierwszym miesiącem Nowego Roku był marzec (martius), który swą nazwę zawdzięczał bogu wojny - Marsowi. Teoretycznie więc pierwotny rzymski kalendarz liczył 305 dni, czyli 10 miesięcy w roku (zaraz wyjaśnię dlaczego napisałem "teoretycznie"). Pierwszym miesiącem w roku był więc marzec, czyli martius, ale dlaczego pominięto dwa zimowe miesiące (choć realnie one istniały). Żeby sobie odpowiedzieć na to pytanie, to trzeba się cofnąć w odległą przeszłość, czyli do początków Rzymu. Rzym za Romulusa składał się z kilku pierwotnie od siebie niezależnych osad, budowanych na kształt dominującej na tym terenie wówczas kultury Villanowa (czyli na ogół okrągłych drewnianych domków) i pierwotnie składał się z trzech nad-tybrzańskich wzgórz: Kapitolu, Palatynu i części Celiusa. Według tradycji Romulus miał panować w latach 753-717 p.n.e. i choć Rzym wciąż wówczas nie przypominał jeszcze klasycznego miasta (i długo, długo nie będzie przypominał), to jednak pewne dotychczasowe tradycje musiały ulec zmianom. Do nich należało bowiem zaprzestanie grzebania zmarłych poza osadami dotychczasowych wzgórz, gdyż utrudniało to rozwój miasta. Wszystko to odtąd miało być ager publicus (czyli ziemią publiczną), a granice miasta określało zaoranie etrusco ritu (to właśnie podczas wyznaczania granicy miasta miało dojść do konfliktu pomiędzy Romulusem a jego bratem Remusem, który zakończył się śmiercią tego drugiego. Swoją drogą warto tutaj przedstawić ciekawą opowieść, która przekazywana była sobie przez starożytnych Rzymian, a dotyczyła właśnie obu braci. Mianowicie pewnego razu leżąc na polanie, spoglądali oni w niebo licząc napływające chmury. Miał być to bowiem znak, któremu z braci bogowie bardziej sprzyjają. Remus doliczył się tylko sześciu chmur, a Romulus dwunastu. Tą przypowieść zaczęto interpretować w formie przepowiedni o tym, że w przypadku gdyby to Remus objął władzę, miasto miało się cieszyć sześcioma wiekami chwały, gdyby zaś Romulus został królem - aż dwunastoma. Zapewne ta historyjka została wymyślona dużo później, aczkolwiek wpasowuje się w ważne dla Rzymu wydarzenia. Sześć wieków chwały, to upadek Rzymu w czasie najazdów Cymbrów i Teutonów z ostatniej dekady II wieku p.n.e. Rzymian ocalił wówczas Gajusz Mariusz reformując armię i tworząc z niej wojsko zawodowe w miejsce dotychczasowej armii republikańskiej. Natomiast dwanaście wieków Romulusa, to upadek Rzymu mniej więcej w połowie V wieku naszej ery, czyli - tak jak to się stało w rzeczywistości - w 455 r. spustoszenie miasta przez Wandalów, a w 476 r. obalenie ostatniego, małoletniego cesarza - Romulusa Augustulusa). Dlatego też należało od tej pory chować zmarłych poza murami wspólnego miasta, czyli poza etrusco ritu.

 


Ale nie to było głównym powodem, dla którego to właśnie marzec był pierwszym miesiącem Nowego Roku dla Rzymian w tamtym okresie (bowiem kalendarz zmieniał się jeszcze co najmniej dwukrotnie - oczywiście wyjaśnię też dlaczego napisałem "co najmniej"). Głównym powodem dla którego to właśnie marzec stał się pierwszym miesiącem roku dla Rzymian, był fakt związany z pierwotnym na tym terenie prawem długu. Na początku marca, tuż przed rozpoczęciem cyklu rolniczego, chłopi (którzy w większości nie posiadali ani sprzętu rolniczego, ani zwierząt którymi mogli uprawiać ziemię) mogli to wszystko uzyskać od majętniejszych sąsiadów, na zasadzie zwyczajowego prawa mancypacji. Wyglądało to następująco - otrzymywali zwierzę (lub narzędzie rolnicze potrzebne im do pracy) i nie musieli za nie płacić od razu, tylko składali przed Saturnem (potem ten bóg ziemi został utożsamiony z greckim Kronosem) uroczystą przysięgę, że po zakończeniu cyklu rolniczego (czyli jesienią tego samego roku) oddadzą właścicielowi wypożyczonej rzeczy lub zwierzęcia, określoną kwotę z własnych plonów (oczywiście wówczas jeszcze - a mówimy o VIII wieku p.n.e. pieniądze nie istniały - przynajmniej na terenach o których mówimy, tak więc wszelka wymiana odbywała się w naturze). Spłata długu wypadała zawsze na dzień przed rozpoczęciem Saturnaliów (grudzień), a już w listopadzie rozpoczynano trzydziestodniowe odliczanie terminu spłaty. Ci zaś dłużnicy, którzy nie zebrali wystarczających plonów aby oddać dług, kończyli marnie, bowiem składając przysięgę Saturnowi, w tym momencie łamali dane bogu słowo. Karą była śmierć, a owi nieszczęśnicy byli rytualnie składani w ofierze Saturnowi z końcem grudnia (czyli w czasie Saturnaliów). To okrutne prawo składania ludzi w ofierze bogom zniósł następca Romulusa, drugi król Rzymu (panujący w latach 715-673 p.n.e., rok 716 miał być rokiem bezkrólewia) Sabińczyk z pochodzenia - Numa Pompiliusz (prócz tego że pochodził on z plemienia Sabinów - które wraz z Latynami budowało nowe miasto nad Tybrem - to miał liczne kontakty w miastach etruskich i wydaje się że był też spokrewniony z etruskimi klanami, a jego żona Lukrecja z pewnością była kobietą z ludu Etrusków. O Etruskach też jeszcze zamierzam napisać i ich jakże ukrywanym do dzisiaj pochodzeniu, chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują że lud ten - podobnie zresztą jak Dorowie/Gorowie na Peloponezie, przybył z Europy Środkowej). Wprowadził on wiele reform do zwyczajnego prawa pierwotnego Rzymu, rozszerzył etrusco ritu (pierwotnie zasiedlił z plemieniem Sabinów - Kwirynał) aż po Janiculum (gdzie też został pochowany) i założył pierwsze zgromadzenie westalek (początkowo były tylko dwie owe święte niewiasty, służebnice bogini Westy). On też właśnie zamienił rytualne składanie ofiary z dłużnika na ołtarzu Saturna, na bardziej ekonomicznie opłacalną dla pożyczkodawcy niewolę (oczywiście nie wyglądało to tak, że człowiek który trafiał do niewoli stawał się już niewolnikiem, wręcz przeciwnie. Był nim tylko teoretycznie przez 60 dni zimowych - od 23 grudnia do 23 lutego - na które to był zamykany w podziemnym pomieszczeniu i traktowany jak nieżywy - choć oczywiście karmiono go tam. W tym czasie jego synowie lub krewni musieli spłacić dług - a dokonać tego mogli trzykrotnie, na początku, w połowie i na końcu sześćdziesięciodniowego okresu niewoli - jeśli tego nie uczyniono, wierzyciel miał prawo postąpić z nim według własnej woli (czyli np. mógł go zagłodzić w owej celi, lub też - jeśli obaj się porozumieli - mógł go sprzedać za Tyber, np. do Etrusków, uzyskując wówczas zwrot poniesionych przez siebie kosztów).


RZYM ZA PIERWSZYCH CZTERECH LATYŃSKO-SABIŃSKICH KRÓLÓW
(753 p.n.e. - 617 p.n.e.)



Biorąc pod uwagę ten właśnie fakt, można wtedy zrozumieć dlaczego w czasach Romulusa rzymski kalendarz liczył tylko 10 miesięcy i pozbawiony był dwóch miesięcy zimowych (styczeń, luty), które poświęcone były bogom podziemnym i w czasie których zamierała cała natura. Po prostu tych dni nie świętowano i traktowano tak, jakby ich w ogóle nie było, (co oczywiście nie znaczy że ich nie było 👍). Aż do czasu wielkiej reformy rzymskiego kalendarza z czasów Juliusza Cezara (który wszedł oficjalnie w roku 45 p.n.e. a został skopiowany przez Cezara z wzorców egipskich - o których też jeszcze napiszę, a z których Cezar zapewne czerpał pełnymi garściami podczas swych wojaży po Nilu z Kleopatrą) i który po raz pierwszy był kalendarzem słonecznym, liczącym 365 dni, wcześniejsze kalendarze rzymskie były kalendarzami księżycowymi, a tutaj cykl przypada na 355 dni w roku. Oczywiście pojawia się też pewien problem. Można bowiem założyć, że te 355 dni dzielone były w następujący sposób na poszczególne miesiące: 31 dni liczyły marzec, maj, lipiec i październik, 29 dni styczeń, kwiecień, czerwiec, sierpień, wrzesień, listopad i grudzień. Jedyny miesiąc który liczył 28 dni to był luty (to był ewenement w rzymskim kalendarzu, gdyż po reformie Cezara Rzymianie nie stosowali już liczb parzystych, uważając je za pechowe). Wydaje się jednak że zarówno za Romulusa jak i za Numy Pompiliusza rzymski rok liczył 365 dni, gdyż pięć grudniowych dni (Saturnalia) nie były oficjalnie wliczone do cyklu kalendarzowego, podobnie jak pięć lutowych dni (Terminalia). Zresztą za Romulusa było tylko 10 miesięcy które miały swoje nazwy i dopiero Numa Pompiliusz (na wzór etruski - co też bardzo ważne) dorzucił (czy też raczej nadał imiona dwóm nienazwanym dotąd, bo traktowanym jako miesiące przeznaczone dla bogów podziemi, miesiące wegetatywne, gdy cała natura obumiera) miesiące styczeń, luty. Ale wróćmy jeszcze do początku, bo wydaje mi się że jeszcze nie wyczerpałem tego tematu. Mianowicie rok romulański zaczynał się 17 marca. Rok po reformie Numy Pompiliusza również, z tym tylko, że miesiące zimowe miały już swoje nazwy, co było bardzo ważne z chwilą nastania Republiki, ponieważ nowi konsulowie rozpoczynali swoje rządy zarówno 17 marca, jak i... 1 stycznia (zresztą mogli objąć swoją władzę w każdy kolejny dzień marca i stycznia, gdyż nie było to w żaden sposób ujednolicone i sprecyzowane, aż do roku 222 p.n.e., o czym zresztą będę jeszcze pisał). Bez wątpienia data styczniowa została sprowadzona do Rzymu z tradycji etruskiej i chociaż głównie skupiam się tutaj na święcie Nowego Roku, to jednak warto wymienić również poszczególne miesiące, jakie przypadały w rzymskim kalendarzu.


NUMA POMPILIUSZ



Od czasów Romulusa Nowy Rok rozpoczynał się 17 marca (Martius - miesiąc poświęcony bogu Marsowi). Tego dnia odbywało się bowiem święto początku roku związanego z Marsem i zwanego agonalia (święto to po raz pierwszy wprowadził Numa Pompiliusz). Mars był pierwotnym bogiem latyńskim i choć nie miał ani swoich wizerunków, ani też nie miał swojej świątyni przez bardzo długi czas (wydaje się że pierwszą świątynię Marsa zbudowano dopiero w czasach Republiki), to bez wątpienia był bogiem pierwotnym gminy latyńskiej, bogiem zarówno wojny jak i urodzaju związanego z dobrymi plonami. Pierwotnie utożsamiany był tylko poprzez włócznię i tarczę, które trzymano w Regii. Ponieważ zaś zarówno prace na roli jak i wyprawy wojskowe Rzymianie odbywali w miesiącach marzec-październik (w zimie jak wiadomo, miesiącu bogów podziemia, wypraw wojennych nie urządzano, a Mars wówczas drzemał - a przynajmniej tak myślano). Wiosną lub wczesnym latem, z nastaniem wyprawy wojennej, król (lub w późniejszych czasach konsul) wchodził do Regii, potrząsał włócznią i tarczą i mówił: "Marsie, czuwaj!" tym samym budząc go do życia i zyskując jego wsparcie podczas wojny. W przypadku zaś katastrof (zarówno naturalnych jak i wojennych), na ołtarzu Marsa natychmiast należało złożyć dary, zarówno z płodów rolnych, jak i... z ludzi (oczywiście z chwilą zniesienia krwawych ofiar z ludzi za Numy Pompiliusza, odbywało się to w nieco inny sposób; ale również w wiekach późniejszych zdarzało się że Rzymianie powracali do tej barbarzyńskiej praktyki. Ostatni raz w swoich dziejach Rzymianie złożyli krwawe ofiary z ludzi w roku 216 p.n.e. po straszliwej klęsce zadanej im przez Hannibala pod Kannami, gdzie polec miał aż... 80 000 Rzymian, co było totalną katastrofą i każde hellenistyczne mocarstwo na Wschodzie po takiej klęsce już by się nie podniosło. Rzymian też ogarnęło przerażenie, część senatorów zawiązała spisek, mający na celu opuszczenie miasta - wraz z żonami i dziećmi, dobytkiem i zaufanymi ludźmi - i przeniesienie się gdzieś do południowej Galii, albo północnej Hiszpanii i tam założenie "Nowej Romy". Plany te zostały udarnione przez młodego, bo zaledwie 20-letniego Publiusza Korneliusza Scypiona - który 14 lat później pod Zamą pokonał Hannibala - a w owym czasie, wraz z innymi młodzieńcami, zmusił owych senatorów {przekładając im miecze do gardeł} aby poniechali planu opuszczenia Rzymu. Szukając jednak winnych całej tej katastrofy kannejskiej, Rzymianie poświęcili wówczas dwójkę schwytanych cudzoziemców, Gala i Galijkę oraz Greka i Greczynkę - zakupując ich żywcem do ziemi). Ofiary z roślin, warzyw i zwierząt składano natychmiast, natomiast ludzi poświęcano Marsowi jeszcze jako dzieci, a gdy podrośli, musieli opuścić miasto i udać się na poszukiwanie nowego życia w inne regiony Italii. Oczywiście wiązało się to niechybnie z koniecznością podjęcia walki na nowym terenie (bo nie każdy chciał przyjąć do siebie uchodźców czy wygnańców) i to właśnie było dopełnieniem ofiary Marsa. Zapewne tak też założony został Rzym przez dwóch braci i ich towarzyszy, którzy wyszli z rodzinnego miasta Alba Longa (położonego w górach albańskich, na południe od Rzymu). Odpowiednikiem Marsa dla Sabinów (czyli drugiego ludu, który wraz z Latynami stworzył Rzym) był bóg Kwirynus (od którego to imienia otrzymało nazwę wzgórze Kwirynału). Miał dokładnie te same atrybuty co Mars, choć były i drobne różnice, jak choćby fakt, że od najdawniejszych czasów ten bóg miał na Kwirynale swoją świątynię, ale obchody jego święta były bardzo blade w porównaniu z tymi, które odprawiano na cześć Marsa. Poza tym w czasach Republiki opowiadano sobie taką legendę, że gdy Romulusa porwała burza i zaginął, pewien senator (w obawie o oskarżenia że mógł zostać zabity przez senatorów) o imieniu Prokulus Julus stwierdził, że Romulus został żywcem wzięty do nieba i stał się Kwirynem (w każdym razie Romulusa bardzo często później utożsamiano z Kwirynem). Rzymianie zaś zaczęli siebie samych nazywać kwirytami (było to określenie obywatelskie, stwierdzenie pokojowej wspólnoty ludów tworzących miasto nad siedmioma wzgórzami).


RZYM W CZASACH KRÓLÓW ETRUSKICH i PIERWSZYCH WIEKACH REPUBLIKI
(616 p.n.e. - 387 p.n.e.)



Drugim miesiącem pierwotnego rzymskiego kalendarza księżycowego, był Aprilis - czyli kwiecień - innymi słowy "zalany słońcem". Trzeci miesiąc to Majus (rzymska konotacja tej nazwy nie jest mi znana), czwarty - Julus czyli czerwiec (jego pierwotne pochodzenie też nie jest mi znane) i na tym w zasadzie kończą się nazwy poszczególnych rzymskich miesięcy kalendarza romulańskiego (swoje nazwy otrzymają jeszcze styczeń i luty, ale do tego dojdziemy). Kolejne miesiące był już tylko liczone, czyli piąty, szósty, siódmy aż do dziesiątego (z tym że po wprowadzeniu zmian i dodaniu miesięcy lutowych, a potem przejściu na kalendarz słoneczny wyglądało to dosyć komicznie, bo piąty miesiąc był miesiącem siódmym, szósty ósmym itd.). Zatem kolejne miesiące to Quintilis (lipiec), Sextilis (sierpień), September (wrzesień), October (październik), November (listopad) i December (grudzień). Zapewne Rzymianom nie chciało się już wymyślać oddzielnych nazw pod te miesiące (podobnie zresztą postępowali w rodzinach, tylko czterej pierwsi synowie otrzymywali swoje imiona, piąty już zwany był Kwintusem, szósty - Sekstusem itd. w przypadku córek ten proces zaczynał się już od trzeciej - Tertia). Zaś dodane za Numy Pompiliusza dwa miesiące zimowe nosiły nazwy: Januarius (styczeń), od nazwy Janusa - boga wszelkiego początku i Februarius (luty), nazwa pochodzi od februs - magicznych rzemyków których kapłani (flamini) używali do rytualnego oczyszczania miasta. Rzymskie społeczeństwo z czasów trzech pierwszych królów: Romulusa, Numy Pompiliusza i Tullusa Hostiliusza (wnuka Hersylii, Sabinki porwanej jeszcze za czasów Romulusa, panować miał w latach 673-642 p.n.e.) składało się z w miarę jednolitego stanu latyńsko-sabińskiego (z którego potem potworzyły się rody patrycjuszowskie). Ale częste wojenne wyprawy czwartego króla - Ankusa Marcjusza (wnuka Numy Pompiliusza, panował w latach 641-617 p.n.e.) doprowadziły do uformowania się w mieście nowej warstwy społecznej, zwanej plebejuszami (a wzięło się to z faktu, że król po prostu atakował, podbijał i przesiedlał ludność okolicznych miasteczek, takich jak Politoria, Fikania czy Tellen do Rzymu. I choć od Ankusa Marcjusza wpływy etruskie w Rzymie były coraz silniejsze (nie chodzi tutaj tylko o kalendarz, ale również chociażby o jasne rozgraniczenie na dobro i zło, a raczej na demony i anioły, które w kulturze etruskiej występowały, natomiast w pierwotnej kulturze rzymskiej ich nie było), to jednak ludność etruska - która również napływała do tego miasta, nie była traktowana jako warstwa rządząca, a wręcz przeciwnie - zasilała szeregi plebejuszy. Społeczność latyńsko-sabińska (patrycjuszowska - pierwotnie jednak stworzona z... chłopów,) żyła odseparowana od społeczności plebejsko-etruskiej, czego dowodem był choćby fakt, że w czasach Republiki jedni konsulowie na początek swoich rządów wybierali etruski miesiąc styczeń, a drudzy latyńsko-sabiński marzec (poza tym wprowadzono całkowity zakaz małżeństw pomiędzy patrycjuszami i plebejuszami, ale o tym konflikcie opowiem w kolejnej części.




CDN.

30 lipca 2025

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. II

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII
ISTNIAŁ MATRIARCHAT?





 I
STAROŻYTNY EGIPT
BOSKIE MAŁŻONKI AMONA-RE
(ok. 1140 r. p.n.e. - 525 r. p.n.e.)
Cz. II






"TO MÓWI PAN ZASTĘPÓW, BÓG IZRAELA. OTO POSYŁAM, BY SPROWADZIĆ NABUCHODONOZORA, KRÓLA BABILOŃSKIEGO, MOJEGO SŁUGĘ (...) PRZYJDZIE I PODBIJE KRAJ EGIPSKI (...) PODŁOŻY OGIEŃ POD DOMY BÓSTW EGIPSKICH, SPALI JE LUB WYWIEZIE, OCZYŚCI Z ROBACTWA EGIPT (...) POŁAMIE TEŻ STELE DOMU SŁOŃCA (...) A DOMY BÓSTW EGIPSKICH ZNISZCZY OGNIEM"

KSIĘGA JEREMIASZA 
(43, 10-13)



Słowa te, miał skierować żydowski prorok Jeremiasz do ludu Izraela, którego pewna część (po zdobyciu Jerozolimy w 586 r. p.n.e. przez króla Babilonii - Nabuchodonozora II), straciła zapał wiary przodków. Zdobycie Jerozolimy i zniszczenie Świątyni (która miała być niezniszczalna) przez Babilończyków, oraz wywiezienie mieszkańców Jerozolimy do Babilonu (Niewola Babilońska), stały się dla wielu dowodem, iż bóg Jahwe ich opuścił, albo nie jest taki wszechmocny, jak wcześniej głoszono. W Egipcie ci, którzy zbiegli z Jerozolimy, ujrzeli wspaniale prosperujące, majętne świątynie oraz lud, który wielbi swych bogów z oddaniem. Nic dziwnego, że nie mając grosza przy duszy, chcieli w jakiś sposób wkomponować się w to zasobne społeczeństwo, a co za tym idzie wielu zaczęło czcić egipskich bogów. Prorok Jeremiasz - który wówczas również podążył do Egiptu (którego nienawidził i miał w pogardzie), choć wcześniej przestrzegał lud Izraela, że ci, którzy tam pójdą, spotkają się ze wzgardą i niechęcią, będą pogardzani i upokarzani i że w końcu wszystkich Izraelitów w Egipcie dosięgnie miecz, którego tak się obawiają i że wszyscy tam zginą. Rzeczywistość jednak była zupełnie odmienna, Egipcjanie bowiem byli ludźmi niezwykle tolerancyjnymi dla innych kultów (szczególnie azjatyckich), choć istniała oczywiście pewna ortodoksja kapłańska, to była ona mimo wszystko nieliczna i w owym okresie praktycznie w zupełnym zaniku. Żydzi więc mogli swobodnie wyznawać swego boga, a nie czynili tego, ponieważ... stracili do niego zaufanie, skoro sprowadził na nich takie klęski i nieszczęścia, woleli więc oddawać się egipskim kultom, obserwując piękne świątynie i niezwykłych bogów. 

Ich podziw i zachłyśnięcie się nową kulturą, było podobne do opisu Juwenalisa, który tak pisał w swych "Satyrach" o egipskich kultach: "Gdzie nuci Memnon, dzierżąc magiczną kitarę, i gdzie w stu bram ruinach leżą Teby stare. Tu czczą kota, tam rybę, do psa miasta całe modlą się, a nikt Dianie nie śpiewa na chwałę. Ugryźć por lub cebulę? - także się nie godzi. Święte ludy! W ogródkach tyle bóstw im wschodzi". Można więc zrozumieć frustrację Jeremiasza, który widząc rozkład wspólnoty religijnej własnego (rozbitego) ludu i zachłyśnięcie się bóstwami Egiptu, miał wypowiedzieć właśnie takie słowa, jakie znalazły się w Księdze Jeremiasza, którą przytoczyłem wyżej. Zależało mu, aby przestraszyć Izraelitów i skłonić ich do porzucenia "kultu egipskich bałwanów". A upadek Jerozolimy i eksodus (części) Żydów do Egiptu, miał miejsce w czasach, w których religią Egiptu niepodzielnie władały kobiety-kapłanki, Wielkie Małżonki Amona-Re (oczywiście kapłani poszczególnych bóstw istnieli dalej, ale to właśnie kapłanki dzierżyły schedę po dawnym urzędzie Wielkiego Kapłana, mającego pieczę nad klerem całego kraju). Przepowiednia Jeremiasza sprawdziła się, ale nie wówczas kiedy ją wypowiadał (i jej oczekiwał). Stało się to dopiero w ponad sześćdziesiąt lat później, gdy król Persji - Kambyzes II najechał Egipt i podporządkował sobie cały ten kraj. Był to też władca, który w sposób dość niechętny podchodził do religii i kultów egipskich (miał na przykład zabić świętego byka Apisa, który był uważany za wcielenie boga świata zmarłych - Ozyrysa. Było to więc ogromne świętokradztwo w oczach Egipcjan), dodatkowo rozwiązał on funkcję Wielkiej Małżonki Amona-Re i kazał podporządkować cały kler Egiptu własnej woli (jego śmierć w niejasnych okolicznościach, która miała miejsce w trzy lata po podboju Egiptu - w 522 r. p.n.e. - była powszechnie uważana za "karę bogów" za popełnione przez niego świętokradztwo).

Wróćmy jednak do samych początków, czyli do końca rządów arcykapłanów Amona-Re w Tebach. XX Dynastia była dynastią w zasadzie królów-marionetek, którzy prawie całkowicie podporządkowani byli arcykapłanom w Tebach. Ostatni władca tej dynastii - Ramzes XI był wyjątkowo nieudolnym i słabym władcą. Za jego panowania doszło do buntów, wojny domowej z tebańskim klerem, klęsk głodu oraz ruiną gospodarczą Egiptu (nie mówiąc już o panoszącej się wówczas wręcz masowo pladze złodziei grobów królewskich). Autorytet władcy upadł, natomiast cała jego władza była praktycznie podporządkowana kapłanom. Co prawda Ramzes XI próbował zmienić tę sytuację i podjął się próby obalenia wszechwładnego arcykapłana Amona-Re w Tebach - Amenhotepa, wysyłając doń wyprawę swego wodza Panehesiego (gdyż Górny Egipt był realnie już wówczas odrębnym państwem i tylko nominalnie uznawał władzę faraona, realnymi rządcami kraju zaś byli arcykapłani, którzy posiadali więcej złota i srebra niż władca, więcej okrętów i dużą, prywatną armię). Panahesi poniósł jednak klęskę i w ramach "zgody" zawartej pomiędzy królem a arcykapłanem, musiał uciekać z kraju. Ramzes XI stał się pierwowzorem postaci Ramzesa XIII z "Faraona" Bolesława Prusa, w której to powieści młody następca tronu pragnie zgnieść potęgę kapłanów i przywrócić dawną świetność Egiptu, pokonując Asyrię i na powrót uzależniając azjatyckie kraje. Gdy zasiada na tronie po śmierci swego ojca - Ramzesa XII, gromadzi więc swoich zwolenników (również wśród kapłanów niższego rzędu), którzy nie godzą się na dominację arcykapłana Herhora i drugiego Wielkiego Kapłana - Mefresa. Walka ta się nie udaje, ponieważ arcykapłani mają asa w rękawie, Greka Lykona, którego więżą, a który jest lustrzanym odbiciem władcy. Chcą bowiem zabić Ramzesa i zastąpić go Lykonem jako swoją marionetką. Grek kocha się jednak w kapłance fenickiej bogini Astoret - Kamie, która staje się nałożnicą Ramzesa XIII i doprowadza do wygnania jego pierwszą nałożnicę - Żydówkę Sarę, (która rodzi władcy syna - ale kapłani zmuszają ją, aby nadała mu żydowskie, a nie egipskie imię, przez co Ramzes XIII nie ma skrupułów aby ją wypełnić).

Wreszcie faraon przystępuje do ostatecznej rozprawy z kapłanami, tylko ma pecha, bowiem tego dnia (w którym ostatecznie miał zniszczyć ich potęgę) ma nastąpić zaćmienie słońca, o którym informują władcę kapłani z jego otoczenia, że będzie krótkotrwałe i wkrótce wyjdzie słońce. Ramzes postanawia kontynuować operację. wzburzony i gnębiony przez kapłanów lud, buntuje się i szturmuje świątynię. Wówczas na szczyt świątyni wchodzi arcykapłan Herhor i oznajmia wszystkim, że oto bóg, niezadowolony z ich bezbożnych postępków, postanawia odebrać ludziom słońce i wprowadzić powszechne ciemności. Tak się wówczas dzieje, następuje zaćmienie słońca, co powoduje że przestraszony, ciemny i ubogi lud chowa się po wszystkich zakamarkach, aby tylko ujść z życiem przed "gniewem bogów". Na koniec Herhor wypowiada formułkę, prosząc bogów aby "zwrócili" ludziom słońce, deklarując że ci pobłądzili i że już nigdy nie powtórzą swego bezbożnego uczynku pod karą śmierci i powrotu ciemności. Słońce wówczas wychodzi, a cały zbuntowany lud na kolanach prosi Herhora o wybaczenie. W taki właśnie sposób Ramzes zostaje pokonany, lud odwraca się od niego. Mimo to nie rezygnuje, postanawia walczyć dalej - choć jego matka, całkowicie podporządkowana kapłanom, w szaleńczym płaczu, pada do stóp syna i błaga go o opamiętanie. Ostatecznie gdy wszystko jest już gotowe do ataku na kapłanów, armia, wierna faraonowi stoi i czeka na rozkaz wymarszu, Ramzes XIII zostaje niespodziewanie ugodzony sztyletem przez zazdrosnego i nienawidzącego go za swoje upokorzenie - Lykona. Udaje mu się co prawda udusić Greka, ale sam umiera z upływu krwi. Nowym władcą Egiptu zostaje arcykapłan Herhor i tak kończy się powieść "Faraon").


KTO MA OCHOTĘ PRZEBRNĄĆ PRZEZ DWU I PÓŁ GODZINY FILM Z ANGIELSKIMI NAPISAMI, TO PROSZĘ: 



Po śmierci arcykapłana Amenhotepa, jego następcą (ok. 1080 r. p.n.e.) zostaje właśnie Herhor, który otwiera listę arcykapłanów-faraonów. Jest całkowicie niezależny od Ramzesa XI, który ma inne kłopoty, bowiem wezyr Delty - Smendes obwołuje się faraonem i rozpoczyna walkę o władzę (ok. 1077 r. p.n.e.). Obala i zabija Ramzesa XI (ok. 1076 r. p.n.e.) i koronuje się na kolejnego faraona, założyciela XXI Dynastii. Smendes jest określany jako syn (lub brat) Herhora, co oznacza że z jego wstąpieniem na tron rozpoczynają się rządy królów-kapłanów. Herhor umiera (ok. 1074 r. p.n.e.) pozostawiając ogromną władzę arcykapłańską (był również wicekrólem Nubii) w rękach swego zięcia - Pianchiego (co ciekawe, poślubił on zarówno córkę Herhora, jak i córkę Ramzesa XI - Nedżemet). Pianchi był starym człowiekiem w chwili objęcia władzy (zresztą podobnie jak Herhor) i jego rządy były dość krótkie (trwały ok. czterech lat). Jego następcą został syn, zrodzony z Nedżemet, o imieniu Pinedżem. Objął on władzę arcykapłańską, kontrolę nad Górnym Egiptem i wicekrólestwo Nubii - co wiązało się z władzą znacznie przewyższającą tę, którą posiadał Smendes i jego następcy w Dolnym Egipcie. Żył niczym król, otaczał się przepychem na miarę dawnych władców, posiadał liczną (prywatną) armię utrzymywaną ze skarbów świątyń Amona-Re. Stworzył sobie własny harem i miał licznych synów i córki. Ok. 1070 r. p.n.e. mianował jedną ze swych córek - Maatkare I - Wielką Małżonką Amona-Re. Funkcja ta nie była obsadzona od śmierci Titi - żony Ramzesa X (ok. 1100 r. p.n.e.), ale aż do wyświęcenia Maatkare była ona w dużej mierze czysto symboliczna. Maatkare zajęła wówczas prawie równą ojcu pozycję w hierarchii władzy Górnego Egiptu, a gdy zmarła ok. 1055 r. p.n.e. urząd ten przez kolejną dekadę nie został obsadzony, zaś Pinedżem I zrezygnował wówczas z tytułu arcykapłana, pozostawiając go swym synom (Masuharte 1054-1045 r. p.n.e., Dżedchonsuefanch 1045 r. p.n.e. i Mencheperre 1045-992 r. p.n.e.) sam zaś objął władzę jako król Górnego i Dolnego Egiptu (realnie, bowiem oficjalnie panowali władcy z dynastii Smendesa).

Władza arcykapłanów była wówczas już dziedziczna i rola faraona sprowadzała się jedynie do akceptacji już wybranego kapłańskiego następcy. Inaczej było z Wielką Małżonką Amona-Re, której zatwierdzenie (z reguły faraonowie starali się obsadzić w tej roli swoje córki, choć arcykapłani też mieli podobne ambicje co do własnych dzieci) musiało uzyskać akceptację Wielkiego Kapłana z Teb. Ponieważ arcykapłani nie chcieli akceptować na tę funkcję królewskich córek, dlatego funkcja ta pozostała nieobsadzona przez kolejną dekadę, aż do chwili gdy syn Pinedżema I - Pesusennes I wyznaczył na to stanowisko swoją córkę (ok. 1045 r. p.n.e.) Isetemachbit III. Przez cały ten czas (co pragnę podkreślić) wciąż nie było w Egipcie kapłańskiego matriarchatu, bowiem córki kapłanów lub faraonów, były całkowicie podległe arcykapłanom (chodź teoretycznie ich władza była podobna). Nie ma sensu wymieniać kolejnych Wielkich Małżonek, bowiem ich rola aż do VIII wieku p.n.e. była taka sama, należy jednak dodać, że rola kobiet w tym okresie znacznie wzrosła. Prawdziwa rewolucja nastąpiła dopiero wraz z upadkiem dynastii arcykapłanów (ostatnim Wielkim Kapłanem z Teb był Takelot ok. 800-775 r. p.n.e.), po nim znaczenie tego urzędu zmalało. Nie wiadomo dlaczego funkcja arcykapłanów przestała być dominująca tak jak dawniej? Może pewną odpowiedź na to da inwazja "Libijczyków" (tacy z nich byli Libijczycy jak ze mnie Niemiec, chociaż mam dalekie niemieckie korzenie. Ci "Libijczycy" bowiem byli w większości ludźmi przybyłymi z Północy, z terenów dzisiejszej Wisły, Sanu i Odry. Ich nazwy wymienię w kolejnych tematach, w każdym razie powiem tylko, że to byli... Lechici i jest na to wiele dowodów w historii Egiptu, którym odtąd zaczęli władać. Zresztą Filistyni to również Lechici, którzy z biegiem lat się zasymilowali - łącząc się z lokalnymi kobietami) na Deltę i założenie XXII Dynastii ("libijskiej" - jakoś dziwnym trafem w dziejach Egiptu mówi się o tej dynastii, jako o dynastii wyjątkowo białych ludzi o niebieskich oczach i jasnych włosach, czyli wiadomo - prawdziwi Libijczycy 🤭) oraz wojny domowe, jakie prowadził Osorkon III (XXIII Dynastia, panująca w Górnym Egipcie wraz z XXII Dynastią Delty). W każdym razie arcykapłani od ok. 775 r. p.n.e. tracą swoją dominującą pozycję w państwie, gdyż Osorkon III mianuje na tę funkcję jednego ze swoich synów Takelota III (ok. 775 r. p.n.e.), oraz... w 754 r. p.n.e. swą córkę Szepuseneb I jako Wielką Małżonkę Amona-Re.




Rok ten, jest prawdopodobnie rokiem rozwiązania funkcji arcykapłana Amona-Re na korzyść Wielkiej Małżonki, która odtąd dziedziczyła wszystkie funkcje i całą potężną władzę Wielkich Kapłanów nad Górnym Egiptem (urząd arcykapłana zostanie ponownie przywrócony już ok. 710 r. p.n.e., być może już nawet w 713 r. p.n.e., ale ci nowi arcykapłani sprawować będą jedynie funkcje religijne, natomiast Wielka Małżonka Amona-Re posiadać będzie realną władzą polityczną nad Górnym Egiptem). To właśnie rok 754 p.n.e. jest pierwszym, od którego możemy mówić, iż zaczął się wówczas kapłański matriarchat na egipskiej ziemi. Dlaczego doszło do rozwiązania stanowiska arcykapłana na rzecz Wielkiej Małżonki? Nie wiadomo, ale nie można wykluczyć czysto ludzkiej zazdrości i zawiści. Oto bowiem ojciec, bardziej obawiał się obalenia ze strony swych synów, niż córek. Córki zawsze były raczej "oczkiem w głowie" wielu monarchów, gdyż z ich strony nie groziło im żadne niebezpieczeństwo (bodajże raz tylko w dziejach Egiptu córka obaliła swego ojca i sama zasiadła na tronie, ale było to w czasach Ptolemeuszy, jeszcze przed narodzinami Kleopatry VII w I wieku p.n.e.), w przeciwieństwie do nazbyt ambitnych synów. Teraz nadszedł czas kapłanek, które dziedziczyły funkcję Wielkiej Małżonki Amona-Re na zasadzie wyboru (poprzednia kapłanka wybierała swoją następczynię spośród córek faraona - często swego brata, i przygotowywała ją do roli, jaką miała odtąd pełnić). Szepuseneb I miała nosić tytuł Wielkiej Małżonki Amona-Re przez czterdzieści lat, po czym zastąpiła ją (raczej o ciemniejszej karnacji skóry, gdyż była córką czarnoskórego władcy Napaty - Kaszty) - niejaka Amenardis I (która została narzucona Szepuseneb I przez Pianchiego - syna każdy i brata Amenardis, pierwszego czarnoskórego faraona Egiptu z dynastii nubijskiej - ok. 736 r. p.n.e. jako jej następczyni, szkoląc się pod jej okiem do nowej roli, lecz dopiero po jej śmierci objęła niepodzielne rządy w latach 714-690 r. p.n.e.). Amenardis I wybrała na swoją następczynię córkę swego brata, faraona Pianchiego - Szepuseneb II. Sprawowała z nią współrządy od ok. 710 r. p.n.e. do swej śmierci w dwadzieścia lat później.




Dynastia kobiet-kapłanek rozkwitała w najlepsze, ok. 670 r. p.n.e. Szepuseneb II wybrała na swą następczynię córkę swego brata, faraona Taharki II - Amenardis II. Szepuseneb znacznie wzmocniła i rozszerzyła swoją władzę, była bowiem również kapłanką bogini Hathor i w zasadzie od jej rządów kobiety przejęły kontrolę nad całą egipską teokracją (choć oczywiście męskie funkcje kapłańskie nadal istniały, jak również odnowiony tytuł arcykapłana Amona-Re). Były to jednak dość burzliwe czasy, bowiem w 674 r. p.n.e. swą pierwszą inwazję na Egipt przedsięwziął król Asyrii - Asarhaddon (który ok. 680 r. p.n.e. odbudował, zniszczony dziewięć lat wcześniej przez jego ojca - Sannacheriba Babilon). Pierwsza inwazja zakończyła się porażką Asyryjczyków, jednak w trzy lata później (671 r. p.n.e.) król Asyrii dokonał udanego podboju Delty i zmusił Taharkę II do ucieczki na południe. Po kolejnej klęsce Taharki w bitwie pod Memfis (667 r. p.n.e.), wybuchł przeciwko jego władzy bunt lokalnych książąt Delty, pod wodzą rdzennego ("białego") księcia Nechona, który uznał władzę Asurbanipala (syna i następcy Asarhaddona z Niniwy). Taharka II zmarł w Tebach ok. 664 r. p.n.e. a w roku następnym Asurbanipal rozpoczął wielką inwazję na Górny Egipt i podbił go (całkowicie paląc Teby - siedzibę Wielkich Małżonek Amona-Re). Prawdopodobnie Szepuseneb II musiała złożyć hołd zwycięskiemu władcy Asyrii, ale jego władza nad Egiptem sprowadzała się głównie do pobierania danin (gdy one napływały, nie było sensu angażować się w kolejna zbrojną wyprawę). Ostatecznie asyryjską niewolę zrzucił dopiero faraon Psametyk I (syn Nechona I, pochodzący z rdzennych faraonów Delty) w 653 r. p.n.e. zadał Asyryjczykom klęskę i do 651 r. p.n.e. wypędził ich całkowicie z całego Egiptu, ponownie jednocząc kraj. W tym samym czasie zmarła Szepuseneb II i samodzielne rządy nad Południem, objęła Amenardis II.

Jej władza jednak pozostaje iluzoryczna, bowiem faraon Psametyk I pragnie obsadzić w Tebach swoją córkę, jako Wielką Małżonkę Amona-Re. Władca, który zjednoczył kraj i wzmocnił go wewnętrznie, pragnie mieć również kontrolę nad tebańskimi kapłankami, które przecież wywodzą się ze znienawidzonej przez niego i jego ojca, dynastii nubijskiej. Amenardis II nie ma wyjścia, musi wyznaczyć na swoją następczynię córkę Psametyka - Nitokris I (ok. 655 r. p.n.e.). Odtąd następuje kres rządów czarnoskórych kapłanek w Tebach i ponownie objęcie kontroli przez białe (jeśli kolor skóry starożytnych Egipcjan można uznać w ogóle za biały) kapłanki. Ale o tym w kolejnej części.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...