WYŚWIETLENIA

26 kwietnia 2026

PIŁSUDSKI & HITLER - CZYLI WOJNA PREWENCYJNA Z NIEMCAMI 1933 r. - Cz. II

UDERZYĆ PÓKI CZAS!





AKT I
"NIEMIECKA POLSKA" 
(1916 - 1918)
Cz. I




 18 kwietnia 1933 r. późnym wieczorem Marszałek Józef Piłsudski powrócił do swojego gabinetu w budynku Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych, mieszczącego się przy Alejach Ujazdowskich 1/3 w Warszawie (obecnie w tym budynku znajduje się kancelaria premiera Rzeczpospolitej). Wracał właśnie ze spotkania z prezydentem Ignacym Mościckim, a w dłoni dzierżył dokument zatytułowany: "Na wypadek wojny z Niemcami". W gabinecie Marszałka znajdował się jego adiutant kapitan Mieczysław Lepecki, który na widok Marszałka stanął na baczność. Piłsudski podszedł do niego i wręczył mu ów dokument który trzymał w dłoniach, mówiąc: "Drogie dziecko, przepisz to na maszynie". Kapitan Lepecki wziął do ręki żółtawy brulion, na którym odręcznie zapisane było ręką Piłsudskiego: "Na wypadek wojny z Niemcami" i dalej: "Rząd obrony i jedności narodowej", a jeszcze niżej opinia prezydenta Mościckiego: "Zgadzam się, I. Mościcki". Kapitan Lepecki, przepisując tekst zawarty w owym dokumencie, w pewnym momencie zapytał się Marszałka: "Czy Hitler ma zamiar nas napaść?", na co Piłsudski odparł: "Nawet gdybyśmy my na niego napadli, to też byłaby obrona". Trzy dni później (21 kwietnia) w Wilnie Marszałek urządził wielką defiladę wojskową, mającą być wstępem do przyszłej inwazji na hitlerowskie już wówczas Niemcy. Sprawa bowiem zaczynała być bardzo niebezpieczna, szczególnie od chwili gdy 30 stycznia 1933 r. prezydent Rzeszy Paul von Hindenburg powołał Adolfa Hitlera na stanowisko kanclerza Rzeszy Niemieckiej. Potem wydarzenia potoczyły się już lawinowo, 4 lutego na mocy rozporządzeń prezydenta Rzeszy o "Ochronie narodu niemieckiego" zawieszono podstawowe prawa konstytucyjne, 28 lutego zaś (kilkanaście godzin po pożarze Reichstagu, który nastąpił w nocy z 27 na 28 lutego) ogłoszono w Niemczech stan wyjątkowy ustawą o "Ochronie narodu i państwa" (wówczas też do więzień - a potem do pierwszego w Niemczech obozu koncentracyjnego w Dachau - zaczęli masowo napływać komuniści, socjaliści i wszyscy, których zwycięzcy naziści uważali za swoich wrogów lub tylko przeciwników politycznych). Tak więc w ciągu zaledwie miesiąca od zdobycia władzy kanclerskiej, Adolf Hitler stał się realnie dyktatorem. 


"NAWET GDYBYŚMY MY NA NIEGO NAPADLI, TO TEŻ BYŁABY OBRONA!"



Teraz kolejne ustawy wprowadzane były już lawinowo. 3 marca 1933 r. odbyły się w Niemczech ostatnie już przed wybuchem II Wojny Światowej wybory parlamentarne. Co prawda NSDAP zdobyła w nich większość, ale nie większość umożliwiającą samodzielne rządzenie (jedynie 288 mandatów na 647 posłów wchodzących w skład Reichstagu), jednak ponieważ rząd Hitlera był rządem koalicyjnym, mieli oni umowę z DNVP (Niemiecką Narodową Partią Ludową), której przedstawiciel - Hugenberg był ministrem gospodarki Rzeszy (DNVP zdobyła 52 mandaty), a także z DStP (Niemiecką Partią Państwową), której przedstawiciel - Saldte był ministrem pracy DStP zdobyła 5 mandatów). Dzięki temu koalicyjny rząd Adolfa Hitlera posiadał większość w parlamencie Rzeszy (po drugiej stronie była SPD - Socialdemokratyczna Partia Niemiec, która zdobyła 120 mandatów; partia Centrum - 73 mandaty, BVP - Bawarska Partia Ludowa, zdobyła 19 mandatów; DVP - Niemiecka Partia Ludowa byłego kanclerza i ministra spraw zagranicznych Rzeszy Gustawa Stresemanna, która poniosła totalną klęskę zdobywając tylko 2 mandaty; swoją reprezentację wprowadzili jeszcze wówczas komuniści - KPD zdobywając 81 mandatów; oraz kilka nic nieznaczących partyjek, które łącznie zdobyły 7 mandatów. Mimo tych wyborów już 21 marca Adolf Hitler w poczdamskim kościele garnizonowym ogłosił "pozbawienie władzy parlamentu" (potem naziści czcili ten dzień jako "Dzień Poczdamu"). Już 23 marca weszła ustawa o "Likwidacji nędzy narodu i państwa", która realnie była ustawą o pełnomocnictwach, przenoszących władzę ustawodawczą na egzekutywę, którą ujednolicono na mocy ustawy o "Odnowieniu stanu urzędniczego" z 7 kwietnia 1933 r. - która realnie była usunięciem z pracy niepożądanych politycznie oraz "niearyjskich" urzędników (głównie Żydów). 31 marca weszła w życie "Tymczasowa ustawa o ujednoliceniu krajów i Rzeszy" i od tego momentu można już mówić o jednych Niemczech, gdyż do tej pory nie istniał nawet niemiecki paszport (paszporty były wystawiane przez poszczególne kraje Rzeszy, pierwszy paszport Rzeszy Niemieckiej wprowadzony został w roku 1934), została ta ustawa uzupełniona 7 kwietnia 1933 r. drugą ustawą o "Ujednoliceniu krajów i Rzeszy", na mocy której wprowadzono namiestników (wywodzących się oczywiście z NSDAP) którzy mianowali rządy krajowe. W maju roku 1933 zlikwidowano i rozwiązano oficjalnie wszystkie inne partie polityczne i związki zawodowe poza NSDAP i DAF (Niemiecki Front Pracy), która od 1 grudnia staje się jedyną partią polityczną w Niemczech.




Oczywiście temu wszystkiemu towarzyszyły represje polityczne, zamykanie przeciwników politycznych, usuwanie ludzi z pracy za pochodzenie i za poglądy, stworzono pierwszy niemiecki obóz koncentracyjny w Dachau - gdzie bez wyroku sądu skazywano ludzi na długoletnie kary ciężkiego więzienia. Każdy przeciwnik Adolfa Hitlera i nazistów w ogóle, nie miał od tej chwili łatwego życia w Niemczech a z każdym kolejnym dniem, każdym kolejnym tygodniem i miesiącem życie w Niemczech stawało się coraz bardziej nie do zniesienia (oczywiście dla ludzi którzy nie byli zbytnio zaangażowani politycznie, zdobycie władzy przez nazistów nie było złe, tym bardziej że gospodarka dosyć szybko ruszyła z miejsca, bezrobocie zaczęło spadać, pojawiły się nowe inwestycje, zaczęto budować drogi i autostrady, stan bezpieczeństwa i czystości niemieckich miast znacznie się poprawił i oczywiście... pociągi zaczęły przychodzić na czas, a zresztą bardzo szybko nie było już innego wyjścia niż tylko popierać Hitlera, tym bardziej że przyszłość rysowała się w jasnych barwach dla Niemiec. Notabene chciałbym tutaj dodać, jak bardzo przekorny może być los. Gdy bowiem w maju roku 1913 młody, 24-letni Adolf Hitler opuścił Wiedeń i po raz pierwszy przyjechał do Niemiec, do Monachium, aby tam złożyć papiery na Bawarskiej Akademii Sztuk Pięknych - okazało się że życie miało dla niego zupełnie inny scenariusz. Nie dostał się wówczas do akademii {ja przyznam się szczerze że może nie znam się tak bardzo na sztuce, ale widziałem szkice Hitlera z końca lat 30-tych, gdy był już kanclerzem Rzeszy; głównie te dotyczące królewny Śnieżki i siedmiu krasnoludków. Te szkice powstały zapewne w roku 1938 lub 1939 wkrótce po bajce Disneya o tym samym tytule. I przyznać się muszę że mnie się te szkice spodobały, praktycznie nie różniły się one niczym od oryginału. Ale powtarzam, może ja nie znam się na sztuce tak, jak owi profesorowie z Bawarskiej Akademii Sztuk pięknych. W każdym razie niedostanie się Hitlera na wydział sztuk pięknych i nie otrzymanie stypendium, oznaczało dla niego katastrofę życiową. Pieniądze które otrzymywał od matki szybko się skończyły, w końcu kolejne przelewy przestały przychodzić i Hitler wylądował w przytułku dla bezdomnych. Notabene to też jest ciekawe, że pomimo tego faktu że nie miał co jeść i gdzie spać, nie podjął się żadnej pracy zarobkowej, która nie była zbieżna z jego wykształceniem lub zamiłowaniem. Wolał więc siedzieć wśród bezdomnych, niż zarobić trochę pieniędzy żeby móc przynajmniej jakoś funkcjonować. W każdym razie zdarzało się też że Hitler - niczym zwykły menel - sypiał latem na ławkach w parku monachijskim. I dopiero gdy 1 sierpnia 1914 r. Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji, jego życie się zmieniło. Ta wojna ocaliła go przed śmiercią głodową, zamarznięciem itd. szybko zgłosił się do wojska i służył w armii naprawdę dzielnie. Dzisiaj, gdy czyta się opinie że Hitler był "szczurem tyłowym" i że wolał chować się z tyłu niż walczyć na pierwszej linii, to te opinie są... gówno warte, jedyne dobre co można powiedzieć o Hitlerze to to, że sukinsyn się naprawdę nie bał, on się angażował w najgorsze akcje bojowe i nie wykazywał strachu. Został kurierem przenoszącym rozkazy pomiędzy jednostkami, a służba jako kurier była jedną z najgorszych i najbardziej śmiercionośnych, gdyż bardzo łatwo można było natknąć się na snajpera, dostać rykoszetem, lub wpaść na minę. A Hitler się nie bał, wykonywał rozkazy praktycznie bez strachu, zresztą trudno się temu dziwić, wojna ocaliła mu życie i o ile inni żołnierze mieli swoje żony, matki, rodziny, o tyle Hitler nie miał do czego wracać. W cywilu tamto życie było niewarte funta kłaków, tutaj zaś przynajmniej mógł się wykazać. Dlatego też gdy został poważnie ranny w roku 1918 i gdy trafił do szpitala, nim doszedł do zdrowia wojna dobiegła końca - 11 listopada 1918 r. a Hitler wrócił do swojego marnego, cywilnego żywota. Potem zdobył pozycję w DAP przemianowując ją na NSDAP, a w roku 1940 po zwycięstwie nad Francją - stał się realnie... bogiem dla Niemców. Zresztą - co ciekawe - Hitler jeździł w otwartym samochodzie w czasie wojny z Polską we wrześniu 1939 i tam też się nie, bał choć oczywiście miał ochronę. Często było jednak tak że rankiem przez dane ziemie przechodził szwadron polskich ułanów, a po południu tą trasą jechał Hitler. Wystarczył jeden strzał, rykoszet i byłoby po wszystkim. A ten sukinsyn się nie bał. Wspominam o tym tylko jako o przewrotności ludzkiego losu, jak bowiem z menela bez grosza przy dłuższy można stać się bogiem, a potem wszystko stracić i wylądować w rynsztoku historii. Niesamowite są ludzkie nasze losy).


BUNT STENNESSA 
(31 III - 2 IV 1931)



Zdobyciem władzy przez nazistów w Niemczech zagrożeni byli również... byli naziści, którzy do tego czasu zostali wykluczeni z partii, jak choćby Walter Stennes - zagorzały zwolennik nazizmu, szef SA (Sturmabteilung), który w dniach 31 marca 2 kwietnia 1931 r. zorganizował wewnętrzny bunt w partii nazistowskiej, będący sprzeciwem wobec nierównego traktowania wszystkich członków i używania bojówek SA przez Hitlera tylko do zabezpieczania nazistowskich wieców i rozbijania wieców przeciwników politycznych, podczas gdy członkowie partii opływali w dostatki, Stennes twierdził że towarzysze z brygad szturmowych nie mają często dobrych butów. Bunt Stennessa został szybko stłumiony, on sam wydalony z partii, a gdy Hitler został kanclerzem, zmuszony do wyjazdu z Niemiec (udał się wówczas wraz z małżonką do Chin, gdzie był doradcą wojskowym w Czang Kaj-szeka). Stennes wrócił do Niemiec w roku 1949 i starał się nawet o papiery "ofiary reżimu nazistowskiego" (chociaż sam był zdeklarowanym nazistą i tylko przez kaprys losu został wykluczony całego tego systemu), ale ich ostatecznie nie uzyskał. Wielu innych Niemców musiało wówczas też opuścić kraj i udać się na emigrację - głównie do Francji lub USA (wówczas też przeniosła się do Stanów Zjednoczonych cała ta marksistowska zgraja ze szkoły frankfurckiej, czyli Instytutu Badań Społecznych założonego we Frankfurcie nad Menem w roku 1923, po nieudanym "eksporcie" komunizmu przez Armię Czerwoną na Zachód w roku 1920 gdy bolszewicy i inna komunistyczna swołocz rozbili sobie wówczas zęby o rodzącą się Polskę i Jej Armię stworzoną przez Józefa Piłsudskiego. Wówczas postanowiono zająć się problemem jak w pokojowy sposób przeprowadzić rewolucję komunistyczną, której nie udało się przeprowadzić w sposób militarny. I ci wszyscy ludzie, te Horkheimery, Marcuse, Adorno i inne Frommy znalazły ciepłe posadzki na amerykańskich uczelniach, a potem po roku 1945 wróciły do Europy i zaczęły tutaj powoli budować zjednoczoną Europę (oczywiście nie od razu ten projekt był komunistyczny, ale takowym się stał i dzisiaj rządzi nim neokomunistyczna banda z von der Leyen na czele, która realnie ma się za nadludzi, a nas wszystkich, obywateli Europy traktuje jak bydło którym się rozporządza i którego się nawet nie pyta o zdanie, sprowadzając niekontrolowane masy muzułmańskich najeźdźców w ramach mieszanki genetycznej opracowanej jeszcze w latach 20-tych XX wieku przez Coudenhove-Kalergi i organizując nam życie pod sztandarami dewiacji zoofilno-pedofilno-lgbtowskich. Wybaczcie moje uniesienie ale inaczej tego nie można było nazwać, zresztą sam projekt Wspólnoty Europejskiej również ma (może nie komunistyczne, ale) nazistowskie korzenie. Pierwszy taki projekt został opracowany w roku 1942 pod kierownictwem prezesa Banku Rzeszy Hjalmara Schacht'a i miał być podstawą nowej nazistowskiej Europy. Ostatecznie Niemcom nie udało się tego projektu stworzyć drogą militarną, dlatego również (i niestety) przy wsparciu Amerykanów - wrócono do tego po wojnie a pierwszym przewodniczącym Wspólnot Europejskich stworzonych w roku 1958, był były zdeklarowany nazista Walter Hallstein. Zresztą o innych "ojcach założycielach" Europy spod znaku "chrześcijańskiej jedności" - jak chcą niektórzy prawicowcy (czy pseudo-prawicowcy), twierdzący że pierwotnie była to piękna idea budowana w ramach chrześcijańskiej wspólnoty - gówno prawda, ludzie którzy się deklarowali chrześcijanami, a których dzisiaj wiele partii prawicowych wynosi na sztandary jako przeciwwagę dla tego marksistowskiego bydła spod znaku Spineliego i jego manifestu z Ventotene z 1941 r. albo nie wiedzą o czym mówią, albo wiedzą i właśnie dlatego to mówią - sam nie wiem co gorsze. O takich ojcach założycielach też mogę wiele napisać - wielkie "chrześcijany" którym z klap garniturów wystawał zbezczeszczony krzyż - nazistowska swastyka).




Tak więc Adolf Hitler, który przejmował po kolei władzę dyktatorską w Niemczech (a czynił to konsekwentnie krok po kroku i nie napotykał na tej drodze żadnych przeszkód), postanowił również wykazać się w polityce zagranicznej. Już od początku rządów Adolfa Hitlera w Niemczech, stan relacji polsko-niemieckich był diametralnie zły (czyli nie zmieniło się nic w porównaniu z okresem wcześniejszym, z tym tylko że teraz istniało większe prawdopodobieństwo wybuchu wojny polsko-niemieckiej). Już 17 lutego 1933 r. polski poseł w Niemczech - Alfred Wysocki stwierdził, że Polska i Niemcy znajdują się obecnie "w przededniu wojny", że nie widać oznak poprawy i że winę za to ponosi strona niemiecka, próbująca rozpętać konflikt wojenny (stało się tak po rozmowie Wysockiego z kierownikiem Departamentu Wschodniego niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Richardem Meyerem, po którym Wysocki przedstawił nawet prywatną opinię, iż: "Ów wzbogacony Żyd {czyli Meyer}, udający niemieckiego patriotę, a teraz nawet hitlerowca, działa mi na nerwy, tak że, o ile mogę, unikam bliższych z nim stosunków". Meyer został zwolniony z niemieckiego MSZ we wrześniu 1936 r. co wiceminister Jan Szembek uznał za spory sukces polskiej dyplomacji, gdyż określił Meyera jako "wielkiego naszego wroga"). Natomiast 12 lutego 1933 r. w londyńskiej gazecie "The Sunday Express" ukazał się wywiad z Hitlerem (Hitler tego wywiadu udzielił 6 lutego przedstawicielom "Daily Mail", ale ostatecznie tekst ukazał się w "The Sunday Express"), w którym ten wypowiedział się za koniecznością zwrotu Niemcom tzw. "polskiego korytarza" czyli ziem Pomorza Gdańskiego, zajętych przez gen. Józefa Hallera w styczniu-lutym 1920 r. (10 lutego 1920 r. doszło do "zaślubin Polski z morzem") i przyłączonych do odradzającej się Rzeczypospolitej. Wówczas ruszyła lawina. 15 lutego 1933 r. w Sejmie minister spraw zagranicznych Józef Beck w przejrzystej aluzyjnej mowie stwierdził, że "jak dotąd nikomu jeszcze nie udało się zmienić granic za pomocą słów", innymi słowy, że albo będzie wojna, albo Hitler się ośmieszy. Wkrótce po tej mowie, władze Wolnego Miasta Gdańska zerwały polsko-gdańskie porozumienie z roku 1923 (na mocy którego Polska uzyskiwała specjalne uprawnienia w Gdańsku łącznie z prawem do reprezentowania tego miasta na arenie międzynarodowej). W Warszawie natychmiast powstało wrażenie, że Berlin będzie chciał przeprowadzić w Wolnym Mieście zamach stanu, a następnie włączyć Gdańsk do Rzeszy. 4 marca Hitler przyleciał samolotem do Gdańska (na tutejszy wiec NSDAP), gdzie sugerował że Gdańsk jest "niemiecki od wieków". Odpowiedzi na tą jawną prowokację 6 marca polski garnizon na Westerplatte w Gdańsku został wzmocniony kolejnymi posiłkami, a Marszałek Piłsudski zmobilizował również jedną dywizję graniczną z Wolnym Miastem Gdańskiem. Wtedy rozpoczął się jazgot niemieckiej prasy, a tytuły takie jak: "Polska wiecznie łamiącą układy", "Wschodnie państwo rozbójnicze", "Bezczelny zamach" nie należały do rzadkości. 




21 kwietnia 1933 r. zorganizowano w Wilnie wspaniałą defiladę wojskową, którą osobiście odbierał Marszałek Piłsudski. Wszystko szło w kierunku zbliżającej się wojny prewencyjnej, która będzie miała na celu nie tylko obalenie reżimu nazistowskiego w Niemczech, ale przede wszystkim unieszkodliwienie Niemiec jako potencjalnego agresora, w sytuacji gdy za parę lat czeka Polskę konfrontacja ze Związkiem Sowieckim, bo to, że Armia Czerwona ruszy na Zachód, było pewne jak to, że po nocy przychodzi dzień. Teraz walka toczyła się tylko o to, żeby totalnie zneutralizować wroga na Zachodzie jakim bezwzględnie były Niemcy i uczynić się niezdolnym do akcji militarnej w sytuacji, gdy czeka Polskę wojna na Wschodzie. Wówczas w tę wojenną atmosferę włączyła się także prasa polska (głównie zaś piłsudczykowska), i na przykład w "Gazecie Polskiej" cytowany już przeze mnie kiedyś pułkownik Ignacy Matuszewski (do którego ja osobiście odczuwam ogromny szacunek), napisał artykuł, w którym znalazły się słowa że "o ziemiach zachodnich Polska może i będzie rozmawiać, ale jedynie głosem swoich dział" i nikt nie zmusi Polski do oddania przynależnych Jej, odwiecznie polskich ziem, bo takie jest widzimisię polityków z Zachodu. Doszło też do kilku demonstracji anty-niemieckich w Polsce, a niemieckie poselstwo w Warszawie musiało być całą dobę chronione przez policję. Wojna, i to szybka wojna w celu usunięcia niebezpieczeństwa na Zachodzie w sytuacji gdy czeka nas konflikt ze wschodnią, czerwoną jak krew (w której lubiła się pławić) bolszewicką barbarią, musiał dojść do skutku. Ale nim do tego przyjdę, chciałbym opowiedzieć jak to się stało że konflikt polsko-niemiecki przybrał na takiej sile w latach 20-tych i dlaczego ostatecznie Piłsudski dążył do wojny prewencyjnej roku 1933? Co wiedział że wkrótce nastąpi? A wiedział! O tym już w kolejnej części, gdzie przejdziemy do początku "niemieckiej Polski", która ostatecznie okazała się niewypałem. 




CDN.

SUŁTANAT KOBIET - Cz. X

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. VI





PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. V



 Z nastaniem nowego 1443 r. Węgry ogarnęła prawdziwa "gorączka krucjatowa", wsparta jeszcze wydaną przez papieża Eugeniusza IV (1 stycznia 1443 r.) bullą, w której wzywał on cały świat chrześcijański to podjęcia świętej wojny z Osmanami. Tak jak jednak wspomniałem w poprzedniej części, na ów apel praktycznie nikt w Europie nie odpowiedział, a zgłaszali się do tej krucjaty co najwyżej kondotierzy oraz ludzie, którzy chcieli zarobić łatwe pieniądze na szybkiej i zwycięskiej wojnie z niewiernymi. Mimo to Węgrzy zdołali wystawić 35 000 armię, w skład której wchodziło 15 000 banderyjnych królewskich wojsk węgierskich (wspartych również posiłkami z Małopolski, oraz ochotnikami z Francji i Niemiec); 12 000 żołnierzy wystawił sam Jan Hunyadi - głównodowodzący wojsk węgierskich (realnie głównodowodzący, gdyż oficjalnie naczelnym wodzem był sam król Władysław I / III Jagiellończyk), a w skład tej armii wchodzili zarówno Węgrzy, Polacy z Małopolski, Rumunii i Czesi, a poza tym liczne kontyngenty chłopów węgierskich, bośniackich, rumuńskich, bułgarskich i albańskich; 8 000 wojska wystawił również były despota Serbii - Jerzy Brańkowić (ojciec sułtanki Mary i teść sułtana Murada II - przeciwko któremu było właśnie organizowane to wojsko). Legat papieski na Węgrzech - Julian Cesarini (bezwzględnie zły duch całej tej wyprawy) obiecywał również wsparcie floty papieskiej i weneckiej, problem jednak polegał na tym że... papież Eugeniusz nie posiadał floty. Jeszcze zimą 1443 r. papież podjął w tej sprawie negocjacje z Wenecją, gdyż chciał aby Wenecjanie użyczyli mu (w ramach owej krucjaty) 10 własnych galer, które on zgodził się w wyposażyć własnym sumptem. Wenecjanie powiedzieli proszę bardzo, ale... to kosztuje i wystawili papieżowi rachunek na 20 000 złotych dukatów za owe 10 okrętów, domagając się jeszcze, aby papież zaprzestał popierania wrogów Wenecji w Italii, tak jak czynił to do tej pory. Eugeniusz IV stwierdził że kwota którą żądają Wenecjanie jest za duża i on nie dysponuje takimi środkami, na co przedstawiciele Republiki św. Marka odpowiedzieli, że jeśli papież nie ma pieniędzy, to może przecież ściągnąć je w formie świętopietrza z duchowieństwa krajów Europy. 

Wenecja tak naprawdę nie chciała uczestniczyć w tej krucjacie, gdyż nie widziała w tym dla siebie żadnego interesu, a poza tym taka wojna zepsułaby korzystne relacje handlowe, jakie do tej pory Republika św. Marka miała z Turkami. Dlatego też negocjacje te zakończyły się fiaskiem i ostatecznie papież nie otrzymał żadnych okrętów. Takie rozmowy jak owe z Wenecją prowadził wówczas Rzym (Państwo Kościelne) również z innymi krajami posiadającymi flotę, jak choćby z Republiką Genui (skąd Eugeniusz IV domagał się 2 galer, ale Genueńczycy również nie zamierzali oddawać tych okrętów za darmo, ostatecznie stwierdzili żeby papież zwrócił się do Burgunczyków, a oni pomogą im wyposażyć zakupione przez tamtych okręty, ostatecznie też nic z tego nie wyszło). Król Argonii Alfons VI Mądry stwierdził, że wyśle papieżowi 6 własnych statków, przez co uzyskał oficjalne uznanie Stolicy Apostolskiej, (okręty te jednak nigdy do Rzymu nie dopłynęły 🤭). Bezwzględnie największe wsparcie finansowe uzyskał papież w Raguzie, która początkowo również opierała się wysłaniu jakiejkolwiek pomocy militarnej przeciw Turkom (Republika Raguzy od 1440 r. musiała opłacać się sułtanowi Muradowi w zamian za możliwość handlu z Imperium Osmańskim i bezpieczeństwo samej Republiki św. Błażeja). Senat miejski stwierdził że gotów jest wystawić jedną galerię wojenną, ale pod warunkiem że reszta chrześcijańskiego świata wystawi co najmniej 30 galer. Do wystawienia owego okrętu co prawda nie doszło, ale i tak Republika zebrała sporą kwotę, którą następnie przekazano kardynałowi Franciszkowi Condulmerowi, który te pieniądze zawiózł do Rzymu, aby papież mógł za nie wystawić własną flotę (potem, już w trakcie samej kampanii Republika Raguzy będzie również wojskom krucjatowym dostarczała proch).




A tymczasem wiosną roku 1443 (nim jeszcze ruszyła krucjata Władysława I / III) wojnę Osmanom wypowiedział (a tam wypowiedział, po prostu ruszył na nich zbrojnie) sułtan Karamanu - Ibrahim beg. Belik Karamanu był niezależnym władztwem, powstałym po rozpadzie Imperium Seldżuków i zajmował ziemie południowo-wschodniej Anatolii (dawna starożytna Kapadocja i Cylicja, naprzeciwko wyspy Cypr). Ibrahim Beg panował tam od roku 1424. Od 18 lat zaś żonaty był z siostrą sułtana Murada II - Ilaldi Hatun - która urodziła mu aż sześciu synów. Małżeństwo Ibrahima z Ilaldi było czysto polityczne, a on sam ponoć nienawidził własnej małżonki (swoją drogą skoro jej tak nie znosił, to dlaczego spłodził z nią sześciu synów?). Za swego następcę uważał Ibrahim swego najstarszego syna Iszaka, zrodzonego z inną turecką konkubiną (nie wywodzącą się jednak z rodu Osmanów, prawdopodobnie też nie była ona niewolnicą a wolną kobietą), którą też kazał zamordować, ale tak, aby jego syn nigdy się nie dowiedział kto był sprawcą morderstwa. Jeszcze w roku 1442 zawarł on układ z Węgrami (z posłami wysłanymi przez króla Władysława Jagiellończyka), na mocy którego miał uderzyć na Turków w Anatolii w chwili, gdy do Rumelii wkroczą wojska krzyżowców. Ten się jednak pośpieszył, uderzył na Turków już wiosną, nim jeszcze cała wyprawa ruszyła z Węgier. Wsparcie uzyskał Ibrahim jedynie ze strony władcy Konfederacji Ak-Kojonlu (Białych Owiec - czyli stepowego władztwa Turków oguzyjskich, obejmującego ziemie dzisiejszego Iraku i zachodniego Iranu), ale to było stosunkowo za mało. Sułtan Murad natychmiast wyruszył z Adrianopola na Wschód, jednocześnie nakazał swemu najstarszemu synowi (i następcy tronu) namiestnikowi prowincji Manisa - Alaeddinowi Ali Celebiemu - dołączyć do siebie w tej wyprawie. Książę Ali, 18-letni młodzieniec dobrze zbudowany (pomimo młodego wieku był bardzo krzepki, silny i dobrze umięśniony), dobrze wykształcony, potrafiący pięknie grać na instrumentach muzycznych - był niezwykle zadowolony z faktu, iż ojciec obdarzył go takim zaufaniem. Pomimo młodego zaledwie 18-letniego życia, był Ali ojcem już dwóch synów (jeden nie miał roku, drugi był noworodkiem). Książę Ali  Celebi szybko więc dołączył do swego ojca i razem udało im się pokonać Ibrahima bega oraz zmusić go do odwrotu do swego karamańskiego beliku (zrezygnowano z dalszego ataku na Dyalbakir - stolicę Karamanu i zadowolono się uznaniem Ibrahima za lennika Sułtanatu Osmańskiego, gdyż Murad obawiał się najazdu na Rumelię, gdyż wieści o nadchodzącej krucjacie rozchodziły się bardzo szybko).


ALAEDDIN ALI CELEBI



Po zwycięstwie sułtan wraz z synem dotarli do Brusy (dawnej pierwszej stolicy Sułtanatu Osmańskiego), gdzie się pożegnali i rozstali (młody książę zapraszał ojca do odwiedzenia Manisy i nadania imion jego synom - gdyż to właśnie żyjący sułtan nadawał imiona swoim wnukom, ale teraz nie było na to czasu, inwazja krzyżowców mogła bowiem ruszyć lada chwila). Ojciec i syn rozstali się więc w przeświadczeniu że wkrótce - już po zwycięstwie nad niewiernymi - spotkają się ponownie w Manisie. Tak się jednak nie stało. Książę Ali wrócił bowiem do Manisy i tam (na początku lata 1443) doszło do tragedii która wstrząsnęła Sułtanatem. Młody książę został bowiem w czasie snu uduszony przez niejakiego Kara Chyzyr paszę (który również uśmiercił dwóch jego synków). Gdy wiadomość o tym dotarła do Adrianopola, sułtan Murad II - który niejedno już przeszedł - usłyszawszy o tej tragedii, siedząc na tronie w swym pałacu... stracił przytomność. Kolejne dni nie były lepsze, sułtan popadał w apatię i był w nieustającej żałobie, nie był też w stanie myśleć logicznie ani planować działań obronnych przeciwko zbliżającej się krucjacie. Nakazał jednak aby jego drugi syn, Mehmed Celebi (czyli bohater tej części serii) opuścił zarządzaną dotąd przez siebie Amasyię i przeniósł się do Manisy - będącej prowincją sułtańską (namiestnictwo Amasyi przejął zaś Mehmed pasza - syn jednego z wodzów Murada II - Lali Szahina paszy). Nim jednak niesforny 11-latek udał się do swojej nowej prowincji, ojciec zapragnął go ujrzeć w stolicy. Długo bowiem nie interesował się jego losem (chociaż dbał o to, aby młodym Mehmed miał jak najlepszych nauczycieli), gdyż to nie on miał być następcą Sułtanatu. Ale teraz, gdy ukochany Ali już nie żył, ojciec zapragnął ujrzeć młodszego syna i wynagrodzić mu lata rozłąki i braku zainteresowania. Mehmed Celebi przybył więc do Adrianopola wraz ze swym wychowawcą Ahmedem Kurani (którymś z kolei już, gdyż wielu nie radziło sobie z tym niesfornym łobuziakiem, któremu nie w głowie była ani nauka, ani też zgłębianie Koranu, a jedynie figle, psoty, walki na drewniane miecze i inne tego typu chłopięce rozrywki). Ahmed Kurani - który studiował Koran w Kairze, okazał się znacznie lepszym nauczycielem niż jego poprzednicy (np. jego poprzednik na stanowisku nauczyciela księcia Mehmeda - mułła Ilias Effendi kompletnie nie radził sobie z chłopcem. Często też padał w stany ekstatyczne, zamykał się wtedy w celi bez jedzenia i picia i medytował, co spowodowało że chłopiec robił co chciał, a poza tym wciąż w wieku 10 lat nie znał Koranu). Murad II powołując Kuraniego na stanowisko nauczyciela swego syna, wręczył mu również rózgę, mówiąc że może nią bić księcia Mehmeda, jeśli ten będzie nieposłuszny. Poskutkowało, w ciągu zaledwie roku młody Mehmed zdobył więcej wiedzy, niż przez wszystkie poprzednie lata (Ahmed Kurani pozwalał sobie na bardzo wiele również wówczas, gdy Mehmed był już sułtanem, co czasem powodowało między nimi konflikt, ale  nigdy to się źle dla owego nauczyciela nie skończyło). W Adrianopolu ojciec starał się wynagrodzić synowi lata rozłąki i teraz praktycznie nie rozstawał się z nim na krok. Zabierał go również na narady wojenne i w jego towarzystwie przyjmował posłów obcych państw.




A tymczasem właśnie wówczas, gdy młody Mehmed Celebi przybył do Adrianopola (początek lipca 1443 r.) z Budy ruszyła wyprawa krzyżowa pod sztandarami króla Władysława I / III Jagiellończyka. Wyprawa ta (zwana przez Węgrów "Długą Wojną") posuwała się bardzo wolno, przede wszystkim dlatego że oczekiwano na wiele oddziałów które nie dotarły na czas na miejsce koncentracji i z pierwotnej 35 000 armii w bój ruszyło tylko 25 000. Ale entuzjazm był bardzo duży, wszyscy spodziewali się łatwego i szybkiego zwycięstwa, zdobycia Adrianopola i dotarcia do Konstantynopola, ratując tym samym Cesarstwo Bizantyjskie. Jednak problemów nie brakowało, najpoważniejszym z nich był brak floty, która pomimo wielu apeli i zapewnień nie powstała. Mimo to uznano że zdobycie Adrianopola i wypędzenie Turków z ich europejskich włości wystarczy, a poza tym w Konstantynopolu można było zaopatrzyć się w jakieś statki, które mogłyby przewieźć armię chrześcijańską do Anatolii. Dopiero na początku października armia chrześcijańska przekroczyła Dunaj (czyli dwa miesiące zajęło im dotarcie z Budy nad Dunaj - niezwykle szybkie tempo 😉). W tym czasie stan psychiczny sułtana Murada wcale się nie poprawiał. Nadal nosił żałobę po swym synu i pomimo oznak normalności, często popadał w apatię a niekiedy nawet w rozpacz (zdarzało się że publicznie płakał podczas narad wojennych, co nie przysparzało dostojeństwa sułtanowi). Natomiast 11-letni książę Mehmed Celebi wykazywał rozsądek, przekraczający jego młody wiek. W Kotlinie Niszańskiej zgromadzono wówczas trzy armie tureckie pod dowództwem Kasima paszy, Iszak beja i Turachan beja, gdzie oczekiwano nadejścia krzyżowców. W połowie października 1443 r. Jan Hunyadi na czele 12 000 swych doborowych oddziałów, przekroczył rzekę Morawę i siał spustoszenie po stronie tureckiej, kolejno rozbijając mniejsze tureckie oddziały, zmierzające do miejsc koncentracji. 3 listopada 1443 r. Hunyadi w bitwie pod Niszem rozbił trzy połączone ze sobą tureckie armie które miały go zatrzymać (w tej bitwie po stronie tureckiej walczył również Skanderbeg - przyszły narodowy bohater Albanii, twórca państwa albańskiego). Gdy wiadomość o tym zwycięstwie dotarła do reszty wojsk królewskich, wywołało ono jeszcze większą euforię niż dotychczas. Teraz już nikt, nawet najwięksi pesymiści nie uważali że cokolwiek może pójść nie tak i że wkrótce padnie nie tylko Adrianopol, ale uda się zapewne zgnieść Turków w samej Anatolii, a może nawet dotrzeć do Jerozolimy żeby tam ponownie uwolnić Grób Pański z rąk niewiernych. Zaczęto przypominać sobie dawne lata wielkich krucjat, ale połowa wieku XV to już nie był okres krucjatowy. Idea krucjat dawno się skończyła, wypaliła się (czego dowodem była chociażby zupełna bierność władców Europy Zachodniej wobec ogłoszonej przez papieża krucjaty anty-osmańskiej) i to, z czym teraz miano do czynienia, to były już tylko walki o dominację poszczególnych krajów, ewentualnie walki obronne przeciw zalewowi islamu.

1 grudnia po krótkiej walce zdobyta została Sofia (dzisiejsza stolica Bułgarii). Wojska chrześcijańskie dopuściły się wówczas mordów na muzułmanach, aby jednak odróżnić mieszkających w mieście chrześcijan od niechrześcijan (którzy nosili praktycznie podobne stroje) kazano im odmawiać słowa modlitwy "Ojcze nasz" i żegnać się, kto nie potrafił, ten szedł pod miecz czy pod topór. W zdobytej Sofii król Władysław już planował zajęcie Adrianopola, ale obecnie dalszy marsz na południe był niemożliwy, jako że spadł już śnieg, przełęcze górskie były mocno zasypane i droga była odcięta. Trzeba było więc poczekać do wiosny roku następnego z podjęciem dalszej ofensywy. Król Władysław jednak był niecierpliwy. Miał co prawda dopiero 19 lat, ale płynęła w nim gorąca litewska krew i choć jego ojciec był człowiekiem niezwykle ostrożnym, a jednocześnie diabelnie skutecznym (i jak na swoje czasy jednak trochę dziwnym, jako że Władysław II Jagiełło nie tylko nie nosił brody - co było wówczas powszechne i bardzo modne, ani też żadnego zarostu, ale przede wszystkim nie pijał wina, a podczas uczt w jego pucharze znajdowała się czysta woda. Był też bardzo przesądny, np. przed podjęciem jakiejś decyzji łamał słomki i wrzucał je do kominka żeby odczynić urok. Bardzo dbał też o czystość, ponoć kąpał się codziennie - co nawet w średniowieczu {epoce dosyć czystej w porównaniu z następną epoką nowożytną} nie uchodziło za normalne {swoją drogą średniowieczne zamki zaopatrzone były w toalety, co powodowało że zamki nie śmierdziały tak jak chociażby Wersal Ludwika XIV gdzie nie było żadnych łazienek, gdyż uznano że takim pałacu, w otoczeniu tylu pięknych posągów dawnych bogów, muz i bohaterów oraz w obecności arcychrześcijańskiego "Króla Słońce", coś tak obrzydliwego jak toaleta nie ma miejsca bytu. Efekt był taki że dworacy króla srali do kominków i "podlewali" ściany owego pałacu, gdzie śmierdziało jak w chlewie i dopiero służba chodziła po korytarzach, sprzątała te wszystkie odchody i pryskała perfumami żeby zagłuszyć smród}). Władysław Jagiełło był jednym z najskuteczniejszych i największych władców średniowiecznej Europy, ale jego młody syn - choć miał jego rozwagę - to jednak zagłuszał ją zbytnim temperamentem, co niestety ostatecznie go zgubiło.


WŁADYSŁAW I (III) JAGIELLOŃCZYK



Pomimo silnych opadów śniegu, ciężkich przepraw przez góry i zasieków zbudowanych przez Turków, podjęto się próby sforsowania Bramy Trajana, czyli tych górskich wrót, którymi z Sofii można było dostać się na południe, do Adrianopola, Konstantynopola i do Grecji. 12 grudnia 1443 r. doszło pod Zlaticą (u stóp Bramy Trajana) do krwawej bitwy. Krzyżowcy dwukrotnie starali się przerwać tureckie zasieki, walcząc w ciężkim górskim terenie, mocno zasypanym śniegiem i jednocześnie odcięci od dostaw ze swych taborów. Nie udało się im to i musieli zawrócić, zadali jednak Turkom znaczne straty, co nie przeszkodziło jednak tureckiemu dowódcy - Kasimowi paszy w podjęciu za nimi pościgu. 16 grudnia w kolejnej bitwie pod Meleszticą - nieopodal Sofii - wojska krzyżowców również zostały zmuszone do odwrotu, co spowodowało że musieli opuścić Sofię i wycofać się za Dunaj (porażka ta jednak była niewielka, praktycznie można powiedzieć że straty tam poniesione nie przesłoniły zysków, jakie przyniosła kampania roku 1443 i spodziewano się że kolejnej wiosny sukces będzie jeszcze większy). O tym że Turcy realnie nie byli w stanie powstrzymać krzyżowców w roku 1443 świadczy fakt, że pościg, który wysłali przeciwko nim, został rozbity przez wycofujące się oddziały chrześcijańskie pod Niszem - 2 stycznia 1444 r. W tej bitwie do niewoli dostało się wielu z wysokiej rangi Osmanów, w tym szwagier  sułtana Murada II - Mahmud Celebi. Wówczas despotes Serbii Jerzy Brańkowić wysunął myśl przezimowania w Serbii, założenia tu obozu i wiosną wyruszenia z kolejną kampanią na Adrianopol. Plan był dosyć ciekawy, ale w w tamtych warunkach nierealny. Żywność się skończyła i nie było też jak jej szybko uzupełnić tym bardziej w warunkach zimowych (można było co prawda organizować rajdy w celu zdobycia pożywienia na okolicznej ludności chłopskiej, z tym tylko że ta ludność najczęściej nie była muzułmańska a chrześcijańska). Postanowiono więc wrócić na Węgry i wiosną tego roku ponownie wyprawić się przeciw Osmanom. W końcu stycznia 1444 r armia chrześcijańska dotarła do Belgradu. W połowie lutego król Władysław I / III na czele swych oddziałów wkroczył do Budy. Ludność stolicy Węgier wyległa na ulice aby wiwatować na cześć swych bohaterów, którzy jednak przypominali bardziej żywe trupy. Wychudzeni często brudni po trudach podróży i walk, ale w rękach trzymający zdobyte sztandary niewiernych Osmanów, oraz pokazujący łupy i jeńców z kampanii roku 1443. Młody król Władysław szedł w tym pochodzie pieszo, pośród swych żołnierzy, a pierwszym miejscem do którego się skierował po wejściu do stolicy była katedra, aby tam podziękować Bogu za odniesione zwycięstwo.




Wiadomość o zwycięstwie szybko obiegła Europę, okazało się bowiem że Turków można pokonać, a poza tym można z tego wyciągnąć korzyści zarówno polityczne jak i finansowe. Jednak przedłużająca się nieobecność króla w Krakowie powodowała, że coraz częściej podnosiły się głosy iż król powinien już wrócić do kraju (szczególnie uważał tak wszechwładny biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki). Nieznanej jest natomiast stanowisko królowej-matki Zofii (Sonki) Holszańskiej w tej sprawie, zapewne jednak ona również pragnęła ujrzeć z syna. Jednak w tych latach (począwszy od 1440 r.) działalność polityczna królowej-matki praktycznie ustała i niewiele wiadomo o jej zaangażowaniu (wzięła w tym okresie udział jedynie w zjeździe w Korczynie w kwietniu 1443 r.), głównie mieszkała bowiem w swych dobrach oprawnych. Co ciekawe, mocno zasmuciła ją wiadomość o śmierci Hińczy z Rogowa - jaka dotarła do Krakowa w drugiej połowie roku 1442. To właśnie Hińcza miał być tym rycerzem, z którym Sonka miała dopuścić się jakichś intymnych schadzek, o co też została oskarżona w roku 1427 przez biskupa Oleśnickiego - to znaczy nie bezpośrednio przez niego, a przez ludzi przez niego podstawionych. Wywołało to początkowo kryzys małżeński Władysława Jagiełły z Sonką (król ponoć nawet ciskał różnymi przedmiotami po swej komnacie, wykrzykując że musi poznać prawdę o swej małżonce). Hińcza trafił do lochu, gdzie był poddany nawet torturom, ale ostatecznie król go uniewinnił na mocy prawa "Neminem captivabimus" (które notabene jeszcze wówczas nie weszło w życie, stanie się to dopiero w roku 1430), A królowa oficjalnie została oczyszczona z zarzutów zdrady (stało się tak ponoć na prośbę z samego biskupa Oleśnickiego, któremu ukaranie królowej nie było potrzebne, wystarczyło bowiem rzucenie na nią podejrzenia aby osłabić jej prawa do regencji po śmierci samego króla i to Zbyszko Oleśnicki uzyskał). Wiadomość o śmierci Hińczy w roku 1442 okazała się jednak fałszywa, w rzeczywistości doznał on poważnej rany w starciu z wojskami Elżbiety Luksemburskiej, ale przeżył. Jednak sam fakt jak bardzo zasmuciło to królową-matkę może budzić pewne niepokojące skojarzenia co do jej oskarżenia z roku 1427. W każdym razie do Budy, do Władysława Jagiellończyka przybyło teraz poselstwo zarówno z Konstantynopola jak i z Adrianopola, od samego sułtana Murada.


CDN.
 

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...