WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EPOKA14 - OKRES RENESANSU I KONTRREFORMACJI (1545 - 1588). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EPOKA14 - OKRES RENESANSU I KONTRREFORMACJI (1545 - 1588). Pokaż wszystkie posty

31 lipca 2026

UNIA POLSKO-LITEWSKO-MOSKIEWSKA - Cz. V

DYMITRIADY
Cz. III





KRÓL i CAR


ZYGMUNT II AUGUST 
(TEJ ROLI JERZY ZELNIK)




PS: Postanowiłem zrezygnować z dalszego przedstawiania losów młodego księcia Zygmunta (syna króla Szwecji Jana III Wazy), gdyż do tego tematu powrócę w serii: "Jestem królem Waszym prawdziwym, nie malowanym", a nie ma większego sensu aby te tematy się dublowały. Teraz zaś przejdziemy do bezpośrednich przyczyn rozpoczęcia "Dymitriad" i planów powiązania (na zasadzie Unii) Rzeczypospolitej polsko-litewskiej z państwem carów moskiewskich



 Do pierwszej realnej próby powiązania ze sobą dwuczłonowego państwa zwanego Rzeczpospolitą z Carstwem Moskiewskim, doszło wkrótce po śmierci ostatniego przedstawiciela dynastii Jagiellonów - króla Zygmunta II Augusta. To właśnie wtedy na Sejmie elekcyjnym z roku 1573 posłowie jak i szlachta litewska zaproponowała kandydaturę cara Moskwy Iwana IV Groźnego, lub ewentualnie jego syna Fiodora. Było to oczywiście spowodowane chęcią zakończenia co jakiś czas odnawianego konfliktu ze wschodnim sąsiadem, tym bardziej że w tamtym czasie Litwa (czy też Wielkie Księstwo Litewskie) zmagała się z zarazą (objęła również ona część  ziem polskich), która osłabiała kraj, a poza tym liczono że w takiej trójczłonowej monarchii uda się Litwie - przy wsparciu Moskwy - ponownie odzyskać na Koronie utracone w 1569 r. ziemie Ukrainy i Wołynia. Car Iwan początkowo bardzo entuzjastycznie podszedł do tej propozycji litewskich posłów, ale potem stwierdził że na polski tron wyśle (jako kandydata) swego syna Fiodora (zapewne uznał że prawno-ustrojowa pozycja polskiego monarchy w Rzeczpospolitej polsko-litewskiej znacznie krępowałaby jego władzę), ale uzależniał od tego zgodę strony polsko-litewskiej na oddanie Moskwie Kijowa, Inflant i Kurlandii. Oczywiście żądania te były niedorzeczne i nikt nawet się nad nimi nie pochylał, królem zaś obrano francuskiego księcia Henryka d'Valois, który realnie był królem tylko przez 13 miesięcy i w czerwcu 1574 r. (po otrzymaniu wiadomości o śmierci swego brata, króla Francji - Karola IX) uciekł z Polski (choć obiecał że wróci) i po dotarciu do Francji koronował się na tamtejszego króla. Teoretycznie tron w Rzeczypospolitej nadal był obsadzony, gdyż Walezy nie zrzekł się polskiego tronu, ale ponieważ nie chciał wrócić do kraju a kolejne poselstwa były odprawiane z kwitkiem, postanowiono w Polsce wybrać nowego króla (notabene zauważmy jak bardzo historia potrafi zatoczyć koło. Gdy bowiem w 1573 r. polscy posłowie przyjechali do Paryża żeby zaproponować Henrykowi Walezemu tron Polski i Litwy, zdawało im się jakby dotarli do jakiegoś na wpół dzikiego kraju, gdzie katolicy i protestanci (hugenoci) nieustannie się mordują, gdzie nie ma ani bezpieczeństwa ani spokoju a kraj wewnętrznie jest rozdarty. Jakże to kontrastowało ze spokojem panującym w Rzeczpospolitej, jakże to kontrastowało z faktem, że tolerancja religijna była w Polsce czymś naturalnym (jak powietrze którym się oddycha), dlatego też patrzono na Francuzów jak na jakichś dzikusów, którzy sami nie potrafią doprowadzić do pokoju wewnętrznego, natomiast niszczą się wzajemnie z pobudek egoistycznych lub też ideologicznych - bowiem doktryny religijne można traktować jako formę ideologii. Natomiast w relacjach Francuzów polscy posłowie byli uważani za jakiś dziwnych i tajemniczych książąt z niezwykłego, na wpół bajkowego kraju, o czym świadczył ich ubiór - niezwykle barwny i bogaty - znajomość języków obcych, oraz kultura osobista. Nie na darmo kilka lat temu otwarcie mówiło się że to Polacy - a raczej Henryk Walezy który wrócił do Francji - nauczyli Francuzów jeść nożem i widelcem, a przede wszystkim dbać o czystość osobistą, gdyż na francuskich dworach i w zamkach możnowładców nie było wówczas czegoś takiego jak łazienka. Henryk Walezy ujrzał łazienkę dopiero w Krakowie i tak się nią zafascynował że postanowił coś takiego zainstalować w Pałacu królewskim w Paryżu. Dzisiaj zaś, gdy widzimy te wszystkie podziwy zagranicznych turystów z Zachodniej Europy a także i ze Stanów Zjednoczonych nad bezpieczeństwem i czystością polskich miast i polskich ulic, wydaje się jakby historia zatoczyła koło).


WIZYTA POLAKÓW W PARYŻU 
(1573)





W czasie elekcji roku 1575 car Iwan IV również zaproponował swoją kandydaturę, która nie miała ponownie żadnych szans na sukces. Jedynym pozytywnym aspektem tego kroku było czasowe wstrzymanie walk w Inflantach i utrzymanie pokoju polsko-litewsko-moskiewskiego. Wybór księcia siedmiogrodzkiego - Stefana Batorego doprowadził oficjalnie do wznowienia wojen z Moskwą i odzyskania wszystkich inflanckich twierdz oraz ugruntowania północnej granicy litewsko-moskiewskiej (aż do pierwszego rozbioru Rzeczypospolitej w 1772 r.) w rozejmie zawartym w Jamie Zapolskim w 1582 r. Po śmierci Batorego w czasie trzeciej elekcji w 1587 r. litewscy posłowie zaproponowali by na Sejmie elekcyjnym o tym kto zostanie nowym królem zadecydował ślepy los, czyli losowanie. Miano wybierać pomiędzy kandydatem szwedzkim, czyli królewiczem Zygmuntem (synem Jana III Wazy), kandydatem siedmiogrodzkim oraz moskiewskim (tym moskiewskim był car Fiodor I Iwanowicz). Jednak propozycję losowania króla jak w loterii odrzucono i ostatecznie wybrano na nowego polsko-litewskiego monarchę królewicza Zygmunta Wazę (po matce Katarzynie - wywodzącego się z dynastii Jagiellonów). Królewicz miał wówczas 21 lat i tak naprawdę nic nie wiedział o kraju rodzinnym swojej matki. Słyszał co prawda opowieści że Rzeczpospolita jest dwa razy większym krajem od Szwecji, że liczy sobie ok. 10 milionów mieszkańców (dwa razy więcej od ówczesnej Anglii), że szlachty jest tam mnogo (znacznie więcej niż w każdym innym kraju), że zamki tam są wspaniałe, że mówi się tam wieloma językami: po polsku, łacińsku, rusku, niemiecku, ormiańsku czy hebrajsku (notabene my dzisiaj zapominamy o tym, jak ogromną rolę w tamtym czasie stanowiła polszczyzna, język polski - bez którego znajomości nie można było realnie przemierzyć w celach handlowych ogromnych terenów pomiędzy Łabą na zachodzie, a Moskwą na wschodzie, pomiędzy Estonią na północy a Dunajem na południu. W języku polskim sporządzano dokumenty krążące pomiędzy dworem londyńskim a moskiewskim, pomiędzy paryskim a konstantynopolitańskim i pomiędzy Moskwą a Chinami. Dzisiaj wydaje nam się to nieprawdopodobne, ale język polski był językiem międzynarodowym, natomiast język niemiecki był uważany za język lokalny, język ograniczający się do krajów Rzeszy). Zapewne też młody szwedzki królewicz dowiadywał się od swojej matki o niezwykle kolorowym dworze krakowskim (podczas gdy na dworze szwedzkim panowała moda hiszpańska, gdzie głównie królowała czerń), o niezwykłej tolerancji polskiej szlachty i to zarówno w dziedzinie religijnej jak i intelektualnej (w końcu Mikołaj Kopernik to właśnie w Polsce w latach 30-tych i 40-tych XVI wieku zaczął twierdzić że Ziemia obraca się wokół Słońca, a nie jak dotąd sądzono - opierając się na heliocentrycznej teorii Ptolemeusza, iż to Słońce i inne planety krążą wokół Ziemi. W Szwecji nie można było tego powiedzieć publicznie aż do roku 1690, jeśli nie chciało się spłonąć na stosie za szerzenie herezji). To wszystko co młody królewicz szwedzki wiedział o Polsce, choć tak naprawdę nie znał nawet języka i gdy przyjechał do swego nowego Królestwa, nie został dobrze odebrany przez zarówno ogół szlachty jak i krakowskich mieszczan (a sam rzecznik jego wyniesienia na tron polski hetman i kanclerz wielki koronny Jan Zamoyski, wyraził się o nim dość lapidarnie, mówiąc: "Nieme diablę".


ZYGMUNT III WAZA



Przenieśmy się jednak teraz na Wschód, do Moskwy i sprawdźmy co też tam się dzieje po śmierci cara Iwana IV Groźnego. Jest to tyle ważne, że do dzisiaj budzi kontrowersje pochodzenie tzw: "łże-Dymitra" czy też Dymitra Samozwańca I. Nie ma oczywiście na to żadnych dowodów (te które były zapewne zostały zniszczone już na początku panowania Michała Romanowa i jego następców) ale istnieją poważne przesłanki że ów Dymitr Samozwaniec był w rzeczywistości ocalonym najmłodszym synem cara Iwana IV Groźnego (który miał oficjalnie zginąć w Ugliczu w maju 1591 r. gdy niefortunnie bawił się nożem, podrzucając go do góry i który miał mu się wbić w gardło). W tym temacie oczywiście przedstawię te wszystkie przesłanki przemawiające za carskim pochodzeniem Samozwańca, a także konsekwentne niszczenie wizerunku Dymitra przez Romanowów (w końcu gdyby okazało się że Dymitr nie był wcale żadnym mnichem ma o imieniu Grigorij Otriepiew, tylko prawdziwym synem Iwana Groźnego, prawo do tronu Romanowów byłoby uzurpacją, dlatego też należało usunąć wszelkie tego typu spisane knigi, które przemawiałyby za carskim pochodzeniem owego młodzieńca). Żeby jednak prześledzić Jak wyglądała ta sytuacja, i dlaczego Dymitr samozwaniec zdobył takie poparcie wśród wielu możnych zarówno polskich jak i moskiewskich, należy cofnąć się w czasie do młodzieńczych lat życia jego ojca (przyjmijmy że tak mogłoby być) Iwana Groźnego. Otóż z końcem 1546 roku w Moskwie odbył się pokaz panien, który miał wytypować kandydatkę na żonę dla młodego wielkiego księcia moskiewskiego (jeszcze nie cara, koronuje się on na pierwszego cara Moskwy dopiero kilka miesięcy później w roku 1547) Iwana IV, mającego wówczas lat 16. Oficjalny dokument nawołujący do wysłania bojarskich córek na konkurs piękności dla cara brzmiał następująco: "Ten, kto otrzyma niniejszy dokument, a ma w domu niezamężną córkę, winien natychmiast udać się z nią na przegląd do namiestnika w mieście. Pod żadnym pozorem nie wolno dziewcząt ukrywać. Kto zatai fakt posiadania córki i nie przywiezie jej do namiestnika, może spodziewać się mojego gniewu i srogiej kary. Dokument należy przed upływem godziny przesłać dalej". Ostatecznie wysłano ok. 1000 dziewcząt z których to nadobne małżonki bojarów wybrały kilkadziesiąt najładniejszych i niezbyt otyłych dziewcząt, które umieszczono w pałacyku przylegającym do Kremla, gdzie każdą z osobna odwiedzał młody wielki książę aby z nimi konwersować. W dniu wyboru każda z dziewcząt - pięknie uczesana i wystrojona - stawała przed obliczem monarchy siedzącego na tronie, musiała zbliżyć się do tronu, złożyć pokłon i czekać na dalszą decyzję wielkiego księcia. Ten miał zadecydować o wyborze swej małżonki, ofiarowując jej wyszywaną perłami chusteczkę. Wręczył ją dziewczynie o imieniu Anastazja Romanowa-Zacharina-Koszkina, którą już dawno sobie upodobał, a nawet można powiedzieć że zakochał się w niej po uszy i była to bodajże jedyna prawdziwa miłość w życiu tego niezwykle okrutnego moskiewskiego władcy.


MŁODY IWAN IV GROŹNY



Wzięli ślub dnia 3 lutego 1547 r. i było to niezwykle udane i zgodne małżeństwo. Młody car (Iwan koronował się nad cara 16 stycznia 1547 r. chociaż należy pamiętać że ten tytuł nie był uznawany w Rzeczypospolitej aż do roku 1667. Notabene poselstwo rosyjskie, które wysłane zostało do Rzeczpospolitej w roku 1650 - a o którym to pisałem w innym temacie - z żądaniem ukarania autorów książek, w których nie używano oficjalnej carskiej tytulatury władców Moskwy, nazywając ich tam "wielkimi kniaziami", miało również i swój drugi mniej oficjalny aspekt. W książkach tych bowiem udowadniano że Dymitr Samozwaniec miał prawo do tronu Moskwy, dlatego też posłowie ci domagali się zniszczenia owych książek oraz skazania na śmierć ich autorów - jak zakończyła się ta historia opowiem w temacie w którym ten wątek rozpocząłem), dla swej urodziwej młodej małżonki zrezygnował wszelkich innych uciech cielesnych (których się do tej pory oddawał pomiędzy jedną wizytą w monasterze a drugą wizytą w monasterze, innymi słowy z burdelu szedł się pomodlić, a potem znowu wracał do burdelu. Był bowiem niezwykle religijny, wręcz dewotyczny i często jak wracał z prowincji - gdzie spędzał letnie wakacje - do Moskwy, ubierał czapkę Monomacha, wdziewał strój pokutnika i boso szedł z biczem w dłoni - którym się okładał - do cerkwi żeby się pomodlić, a potrafił modlić się godzinami). Anastazja na młodego cara działała niezwykle uspokajająco, łagodziła jego wzburzony charakter i wielokrotnie pod wpływem swej małżonki car okazywał łaskę swym poddanym, których wcześniej zamierzał skazać na śmierć. Anastazja była bowiem nie tylko fizycznie atrakcyjna, ale również mądra i oczytana co w tamtym czasie było zjawiskiem tak rzadkim, jak znalezienie igły w stogu siana (bojarzy bowiem nie kształcili swoich córek, uważając że to nie ma najmniejszego sensu. Mało tego, często synów również nie kształcili i bywało tak, że zarówno bojarscy synowie, a często wysoko postawieni mnisi - nie potrafili czytać i pisać), Iwan był bowiem dobrze wykształcony. Wydaje się że Anastazja również potrafiła czytać i pisać i można było z nią porozmawiać nie tylko na tematy damsko-męskie. Doczekali się wspólnie sześciorga dzieci - trzech synów i trzech córek, przy czym Anastazja rodziła praktycznie co rok, dwa), ale ze wszystkich przeżyli tylko dwaj synowie Iwan i Fiodor (wszystkie inne dzieci umarły bardzo wcześnie, w wieku jednego lub półtora roku). W roku 1559 Anastazja poważnie zachorowała a medycy nie byli w stanie skutecznie jej wyleczyć. Choroba postępowała i gdy w lipcu 1560 r. w Moskwie zaczęły wybuchać pożary, car Iwan - w obawie o życie swej małżonki - wywiózł ją z miasta na prowincję, do Kołomienskoje, aby tam wróciła do zdrowia. Anastazja jednak zmarła tam 7 sierpnia 1560 r. w wieku zaledwie lat 28/29.




Iwan wręcz szalał z rozpaczy, to właśnie wtedy uznał bojarów za swoich wrogów i zaczął postępować z nimi w niezwykle okrutny sposób (na przykład porywał z domu bojarskie żony, po czym oddawał je w publicznych gwałtach swoim oprócznikom - wcześniej samemu je gwałcąc, a potem odsyłał mężowi z zakazem zbliżania się do żony, jako że ta miała już "przyjemność" z samym carem, więc żaden inny mężczyzna nie może się do niej zbliżyć. Inne przypadki były takie że kazał zabijać i wieszać żonę danego bojara np. nad stołem przy którym wspólnie jedli posiłki, z zakazem zdejmowania ciała dopóki nie zacznie on ognić). Nie wiadomo czy bojarzy mieli jakiś udział w śmierci Anastazji, w każdym razie sam car tak uważał i wydał na nich wyrok (współczesne badania ciała Anastazji wykazały znaczne ilości arszeniku, czyli można powiedzieć że była podtruwana- przez kogo? nie wiadomo, ale być może podejrzenia Iwana nie były całkiem bezpodstawne, w końcu bojarskie rody rywalizowały o to, która z ich córek urodzi następcę tronu). Po śmierci swojej umiłowanej małżonki car Iwan szybko szukał kolejnej żony, jako że miał tylko dwóch synów, a nie było pewności czy dożyją oni lat męskich, potrzebował więc kolejnych synów aby móc przedłużyć dynastię. Tylko kto ma być nową żoną cara, kogo wybrać? Może zorganizować kolejny pokaz panien? Taki myśli trafiły wówczas Iwana, ale ostatecznie uznał że lepsza dla niego będzie kandydatka z zagranicy, musiał się tylko przekonać która jest najładniejsza i najbardziej płodna. Ostatecznie jego wybór padł na dwie kandydatki, obie siostry Zygmunta II Augusta - Annę i Katarzynę Jagiellonki. Jeśli car kierował się urodą i płodnością, to trafił kulą w płot, jako że obie damy były już dość "stare" jak na tamte czasy, Anna liczyła sobie 37 lat, natomiast Katarzyna 34, poza tym Anna nie grzeszyła urodą. W każdym razie wysyłając w roku 1560 swego posła do Wilna, Iwan radził mu w liście: "Jadąc drogą do Wilna, zasięgaj języka o siostrach królewskich: ile mają lat, jakiego są wzrostu, jakiej budowy, jaki mają charakter i która z nich ładniejsza?". Był to czas, który mimo wszystko nie służył takim mariażom, jako że od 1558 r. Iwan IV prowadził wojnę w Inflantach z Zakonem Kawalerów Mieczowych, natomiast na ziemie inflanckie chrapkę mieli zarówno Szwecja, Dania jak i Rzeczpospolita. Wcześniej, bo jeszcze w roku 1554 car zmusił Zakon do podpisania niekorzystnego traktatu, na mocy którego przez kolejne 15 lat miał on nie wchodzić w żadne związki z Polską i Litwą, a wielki mistrz Zakonu przez dłuższy czas musiał wypełniać jego warunki (w 1556 r. uwięził nawet sprzyjającego Polsce arcybiskupa ryskiego Wilhelma Hohenzollerna). Pomiędzy Rzecząpospolitą a Moskwą w tamtym czasie panował pokój od roku 1537 (cyklicznie co 6 co 7 lat przedłużany, ostatni raz w roku 1556 na kolejne sześć lat). Plany przyłączenia Inflant do Rzeczpospolitej zostały dogadane z księciem pruskim Albrechtem Hohenzollernem już w roku 1552 gdy król Zygmunt II August udał się do Gdańska (gdzie na Krupiszkach i Braksztynach spotkał się z Albrechtem, tam miano uzgodnić że nowym księciem zsekularyzowanych Inflant zostanie jego kuzyn - dotychczasowy arcybiskup ryski Wilhelm Hohenzollern). Latem 1557 r. król Zygmunt August w obozie pod Oniksztami zgromadził 16 000 żołnierzy (w tym 5000 Polaków i 3000 Prusaków Albrechta Hohenzollerna, resztę stanowili Litwini). 19 sierpnia w obozie pod Pozwolem wypowiedziano wielkiemu mistrzowi Wilhelmowi Fürstenbergowi wojnę, ale nie trwała ona długo i nie wiązała się z żadnymi ofiarami. Już bowiem 14 września do Pozwola przybył Fürstenberg, który podpisał tam przymierze przeciwko Moskwie, zrywając tym samym układ z carem Iwanem. To nie mogło spodobać się krewkiemu Moskwicinowi.




W roku 1558 doszło do ataku na miasto i port w Narwie (leżącej w państwie Zakonu Kawalerów Mieczowych) przez mieszkańców sąsiedniego Iwanogrodu. A tak okazał się skuteczne i Narwa została zdobyta (car twierdził że mieszkańcy Iwanogrodu zrobili to, ponieważ ci z Narwy oszukiwali ich na handlu i dodatkowo upokarzali, wydaje się jednak bardziej prawdopodobne że ów atak był skoordynowanym uderzeniem moskiewskim, a nie przypadkowym napadem mieszkańców jednego grodu na drugi). Dzięki temu Moskwa zyskiwała wreszcie swój pierwszy port na Bałtyku (do tej pory bowiem posiadała jedynie skrawek ziem przy Newie - na którym w roku 1703 car Piotr I rozpocznie budowę Petersburga -  bez żadnego portu, a jedyny port jaki miała - Archangielsk na Morzu Białym, realnie pełnił swoją funkcję tylko przez cztery miesiące w roku, potem zamarzał. W takich warunkach rozwój skutecznego handlu był więc niemożliwy). Po upadku miasta bardzo szybko Rosjanie rozlali się po całych północno-wschodnich Inflantach, siejąc spustoszenie i panikę tamtejszej ludności (postępowali też niezwykle okrutnie, mordując zbiorowo wszystkich tych, którzy w jakikolwiek sposób stawili im opór a potem musieli się poddać). Było oczywiste że sam Zakon nie jest w stanie sprostać potędze moskiewskiej i bez wsparcia z zewnątrz upadnie. Arcybiskup ryski radził doprowadzić do pełniejszego sojuszu z Polską, czyli podporządkowania się królowi, do tego jednak trzeba było wybrać nowego wielkiego mistrza i tak też uczyniono, w 1559 r Wilhelma Fürstenberga zastąpił Gotthard Kettler. Ponieważ jednak pomiędzy Rzecząpospolitą a Moskwą panował pokój (przedłużony w 1556 roku o kolejne 6 lat), przeto nie można było oficjalnie wypowiedzieć wojny i ruszyć na Moskala nie łamiąc pokoju, ale postanowiono zastosować pewien myk, a mianowicie poradzono wielkiemu mistrzowi aby wpuścił do zamków polskie załogi i jeśli Moskale by je zaatakowali, to oznaczałoby że złamali pokój i Polska mogłaby wówczas wejść do wojny. 31 sierpnia 1559 r. Zakon Kawalerów Mieczowych oddał się oficjalnie pod opiekę polskiego króla, a ten zobowiązał się do przestrzegania dotychczasowych wolności i praw. Państwo zakonne jednak już się rozpadało, jeszcze bowiem w tym samym roku (1559) wyspy Dago i Ozylia a także zachodnia część Estonii została sprzedana Duńczykom, w tym czasie Moskale kontrolowali już nie tylko Narwę, ale również Dorpat i Felin a w roku 1560 zdobyli również Marienburg. Ostatecznie w 1561 r. północna część ziem Zakonu Kawalerów Mieczowych czyli Estonia, oddała się we władanie Szwedów, Dania zajęła Piltyń, Lipawa włączona została do Prus Książęcych (1560), a władza wielkiego mistrza odnosiła się jeszcze do pozostałych ziem rozdartego państwa. W każdym razie polskie załogi obsadziły kluczowe twierdze takie jak Dyneburg, Selburg, Lenward w rejonie Dźwiny idąc do Rygi, następnie twierdze na północy i na wschodzie państwa. Ostatecznie jesienią 1561 r. wielki mistrz Zakonu Gotthard Kettler w Wilnie zawarł układ z królem Zygmuntem Augustem, na mocy którego zakon sekularyzowano, Kettler otrzymał Kurlandię i Semigalię jako lenno dziedziczne (i z tych ziem złożył królowi hołd lenny), natomiast reszta kraju przeszła pod panowanie litewskie (a następnie stała się kondominium polsko-litewskim). W 1562 r wygasł pokój polsko-moskiewski i obie strony faktycznie znalazły się w stanie wojny.




W każdym razie w roku 1560, gdy poseł Iwana IV przybył do Wilna aby wybrać nową żonę dla cara, król Zygmunt August zamierzał ożenić go ze swą starszą siostrą Anną, ale ponieważ zdawał sobie sprawę że ona akurat nie jest zbyt urodziwa. Poseł moskiewski chciał aby w imieniu swego pana obejrzał obie królewny osobiście, ale Zygmunt August nie zamierzał prezentować swoich sióstr jak klacze na targu, dlatego też zorganizowano przedstawienie. Obie kobiety znajdowały się w jednej z komnat na zamku w Wilnie, gdzie obie przędły kądziel (miało to pokazać ich pokorę, uległość i kobiecość). Poseł mógł je ujrzeć przez dziurkę od klucza. Mimo tak niesprzyjających warunków udało mu się stwierdzić że bardziej urodziwa jest jednak Katarzyna i to właśnie o jej rękę poprosił w imieniu cara Iwana. Król jednak się na to nie zgodził, gdyż przede wszystkim chciał wydać za mąż starszą siostrę. Tak więc z mariaży nic nie wyszło, ale na osłodzenie łez król podarował carowi... dwa piękne konie. Ostatecznie Katarzyna w 1562 r. została żoną księcia Finlandii - Jana Wazy (późniejszego króla Szwecji), natomiast Anna do aż do 1573 r. pozostała panną, a następnie żoną najpierw Henryka Walezego, a potem Stefana Batorego. A tym czasem Iwan Groźny dalej szukał kandydatki na żonę.


CDN.

25 czerwca 2026

"JESTEM KRÓLEM WASZYM PRAWDZIWYM, A NIE MALOWANYM..." - Cz. III

CZYLI, JAK TO W POLSCE 
NARÓD WYBIERAŁ SWOICH KRÓLÓW?





PIERWSZA ELEKCJA
1573 r.
Cz. I




 Nadszedł wreszcie ten nieszczęśliwy czas, gdy życie króla Zygmunta II Augusta dobiegło kresu. Król nie był wcale jeszcze taki stary, w chwili śmierci miał zaledwie pięćdziesiąt dwa lata, a tak gdzieś do roku 1565 wyglądał jeszcze dość młodo i pomimo tego że cierpiał na różne dolegliwości (które nasiliły się jednak dopiero około 1568 r.), to stosując najróżniejsze leki i medykamenty (za radą swego medyka - Piotra z Poznania, sprowadzał król z Italii różne maści i płyny do nacierania ciała) utrzymywał się w miarę dobrym zdrowiu. Załamanie przyszło dopiero w kwietniu 1572 r. gdy król coraz bardziej odczuwał problemy z pęcherzem (stwierdzono potem że były to początki kamicy), jak też zaczął tracić zęby (szczególnie w górnej szczęce. Swoją drogą należy tutaj dodać że uzębienie ludzi w średniowieczu a nawet we wczesnej nowożytności było znacznie lepsze od uzębienia ludzi epok późniejszych, a to z tego powodu, że spożywali oni bardzo mało cukru, który jest główną przyczyną próchnicy i niszczenia zębów). Jego największym zmartwieniem - potęgującym pojawienie się nowych chorób - były ciągłe troski o przyszłość dynastii Jagiellonów, gdyż pomimo tego, że trzykrotnie wstępował w związek małżeński, żadna z jego dotychczasowych żon nie dała mu syna (ani córki). Można by było sądzić, że problem leżał u podłoża samego monarchy i że to król mógł być bezpłodny. O bezpłodności Zygmunta Augusta mawiano już od 1550 r., dziwiąc się że król, który cały czas przebywa w gronie wielu kochanek (które nazywał swymi "sokołami"), z żadną z nich nie miał dotąd potomstwa. Twierdzono że to Barbara Radziwiłłówna - jego kochanka od 1543 r. i żona od 1547 r. a potem koronowana królowa Polski od grudnia 1550 r. do maja 1551 r. - najprawdopodobniej zaraziła go kiłą. Ale ten zarzut był bezpodstawny, jako że Zygmunt spłodził córkę ze swą kochanką - Barbarą Giżanką (córką warszawskiego rajcy), która przyszła na świat w 1571 r. i nigdy też nie leczył się na syfilis. Król co prawda miał bardzo wiele kochanek, gdyż przebywanie w otoczeniu żon (wykluczając Barbarę) czyli Elżbiety a potem jej siostry Katarzyny Habsburg, traktował jako przykrą konieczność i starał się jak najmniej czasu spędzać w ich łożu. Będąc pod wrażeniem szybkich zgonów - najpierw Joachima II elektora brandenburskiego, który zmarł w styczniu 1571 r. a następnie swego młodego siostrzeńca Jana Zygmunta Zapolyi, zmarłego w marcu tego samego roku - król postanowił sporządzić testament. Większość majątku zapisał swym siostrom: Annie, Zofii i Katarzynie Jagiellonce (ta ostatnia była wówczas żoną króla Szwecji - Jana III Wazy i matką późniejszego króla Rzeczpospolitej - Zygmunta III Wazy). Przekazał im nie tylko swój ruchomy i nieruchomy majątek, ale także prawa spadkowe do majętności włoskich, oraz do sum pożyczonych niegdyś przez ich matkę - Bonę Sforzę, królowi Hiszpanii - Filipowi II Habsburgowi (Zygmunt August zaznaczył w swym testamencie, że po śmierci sióstr ofiarowany im majątek miał przejść na własność Korony i Litwy, co było precedensem, gdyż dotąd władcy traktowali swoje domeny i czerpane z nich zyski jako majątek prywatny, rodowy, a nie krajowy). Niewielką tylko część swego majątku ofiarował król wybranym przez siebie kościołom.

Król Zygmunt II August zmarł dnia 7 lipca 1572 r. w Knyszynie, o godzinie (według Świętosława Orzelskiego) szóstej po południu. Jak już wcześniej pisałem, jego zgon był katastrofą dla kraju, jako że wszystkie instytucje (a szczególnie sądy) działały i orzekały w imieniu monarchy, zaś jego zgon powodował natychmiast anarchię i niebezpieczne bezkrólewie. Naoczny świadek tamtych dni - Andrzej Lubieniecki, tak oto pisał o śmierci Augusta: "Obywatele krajów naszych, i wielcy ludzie i mali, zwątpiwszy o potomku królewskim, tak wyglądali i oczekiwali z bojaźnią tego tam interregnum (bezkrólewia), jako sądnego dnia zwykli ludzie, złe sumienie mający". Zaś ów dyplomata i kronikarz (o którym już wspomniałem we wcześniejszych częściach, jako że z jego to opracowań czerpię mnóstwo informacji o tych czasach) Reinhold Heidenstein, dodawał: "Dziwna obawa i troska o losy kraju osiadły wszystkich umysły (...) jakoby po śmierci jego państwo całe razem z nim zginąć miało". Wielu twierdziło że oto potęga Rzeczypospolitej chyli się ku upadkowi, grozę niepokojów dopełniały krążące wśród ludu przepowiednie, oraz kometa, która niechybnie ukazać się miała na niebie. Warto też wspomnieć o tym, że nastrój grozy tamtych dni przyjął się również wśród służby królewskiej, która po śmierci Augusta opuściła Zamek Wawelski, zabierając ze sobą wcześniej co tylko się dało. Był to przykry, haniebny widok, gdy - jak pisał Świętosław Orzelski: "Taki okropny widok opuszczenia przedstawiał nieboszczyk, iż nie było czym przykryć nagi trup jego. Dopiero biskup kazał zrobić całun na ten użytek, a doktor Fogelweder włożył na ciało zmarłego złoty pierścień z kosztownym kamieniem i łańcuch złoty z krzyżem". To samo pisze Heidenstein: "Wielu obiegło go zaraz po śmierci i tak ciało jego zaniedbane leżało i kiedy nikt się o niego nie troszczył, Stanisław Czarnkowski, referendarz koronny, kazał własnym kosztem suknie i inne rzeczy do ubrania ciała potrzebne sprawić". Kradzieże majątku królewskiego, które nastąpiły zaraz po jego zgonie, nie były jednak liczne (tylko część ciżby rzuciła się do rabowania mienia, zaś większa część królewskiej służby tego nie czyniła). Szybko też senatorowie nakazali opieczętowanie komnaty w której zgromadzono srebra królewskie, pierścienie, złote wisiory i inne cenne przedmioty, w tym rzeczy po Barbarze Radziwiłłównie (chociaż słynne perły Barbary wówczas zaginęły i ostatecznie odkupił je od rabusiów wysłannik królowej Anglii - Elżbiety I i trafiły potem do angielskiego skarbca. Gdzie przebywają dziś - tego niestety nie wiadomo).


ŚMIERĆ KRÓLA ZYGMUNTA II AUGUSTA
(7 lipca 1572)



A tymczasem, aby uniknąć niepokojów wewnętrznych (np. co odważniejsi szlachetkowie już zaczęli dokonywać zajazdów na posiadłości swych sąsiadów z którymi miewali zatargi, wiedząc doskonale że żadne sądy ich za to nie skażą, skoro zostały zawieszone po śmierci króla) oraz zewnętrznych (wciąż toczyła się wojna z Moskwą Iwana Groźnego, a niepewni byli również i Tatarzy, dla których taki czas był wyśmienity dla odbycia nowej wyprawy łupieżczej, poza tym niedawno co zakończyły się morskie starcia polskich i duńskich okrętów pod Helem i Puckiem w roku 1571) czym prędzej należało wybrać nowego króla. Jeszcze przed śmiercią Zygmunta Augusta prymas Jakub Uchański zwołał zjazd panów szlachty z całego kraju do Łowicza, jednak zjechało się tam (16 lipca 1572 r.) tylko "rycerstwa bardzo wiele" lecz z samej Wielkopolski, oraz 30 senatorów z tejże dzielnicy. Pięć dni oczekiwano tam przybycia Małopolan, aby wspólnie radzić nad wyborem nowego monarchy, ale ci (14 lipca) zebrali się w Krakowie. Panowie jednej i drugiej dzielnicy starali się narzucić reszcie swoje przewodnictwo i swą wolę, tym bardziej że powstał jeszcze spór o to, kto powinien zwoływać zjazdy i obejmować przewodnictwo interreksa (regenta) po śmierci króla. Wielkopolanie twierdzili że rola ta przypada arcybiskupowi gnieźnieńskiemu i prymasowi Polski, którym wówczas był Jakub Uchański. Prymas pełnił bowiem nieoficjalny tytuł "pierwszego księcia" w państwie, a także był jedynym, który nie musiał nigdy czekać na audiencję u króla. Jednak Małopolanie widzieli to inaczej i te same przywileje przyznali marszałkowi wielkiemu koronnemu - Janowi Firlejowi z Dąbrowicy, który dodatkowo był kalwinem i przywódcą protestantów. Była to więc walka nie tylko o dominację jednej czy drugiej dzielnicy, ale również o przewodnictwo katolicyzmu i protestantyzmu (nowowierstwa). Zjazd krakowski różnił się też od łowickiego o tyle, że o ile do Łowicza zjechała prócz senatorów również liczna szlachta wielkopolska, to jednak nie została ona dopuszczona do obrad, zaś w Krakowie marszałek Firlej (starając się oprzeć na szlachcie w swej walce o władzę) dopuścił ją również do obrad wraz z małopolskimi senatorami, dzięki temu zjazd krakowski miał znacznie większe znaczenie niż łowicki, gdyż był zjazdem zarówno magnaterii jak i szlachty, a także zapadające na nim postanowienia szybciej rozesłane zostały do innych prowincji Rzeczypospolitej.




Podstawowym problemem było oczywiście zapewnienie bezpieczeństwa w kraju, w którym sądy przestały funkcjonować. Poradzono sobie z tym, powołując do życia "kaptur", czyli sądy kapturowe, które zastąpić miały w bezkrólewiu sądy królewskie (nazwa prawdopodobnie wywodzi się od łacińskiego słowa "capere" co znaczy łapać przestępcę), a po raz pierwszy taki rodzaj sądu ogłoszono już w 1382 r. po śmierci Ludwika Węgierskiego. Drugim problemem było "zaopatrzenie" granic przed najazdami i utrzymanie załóg twierdz przygranicznych - szlachta nie zgodziła się jednak na specjalne podatki w tej kwestii, twierdząc że: "Jak teraz poczujem się do podatku, to już się nigdy z niego nie wyprężymy", dlatego też problem ten spadł niestety na barki hetmanów, którzy - własnymi pocztami - musieli je zastępować i finansować. W Krakowie szczególną uwagę zwrócono na obronę granicy śląskiej i węgierskiej przed ewentualnymi "cesarskimi zakusami", a w Łowiczu powołano pod broń pospolite ruszenie, co spowodowało że: "sposobili się do konia wszyscy i czyścili oręż". Ponieważ oba zjazdy były od siebie niezależne, nie dało się powziąć żadnej decyzji na temat wyboru nowego monarchy i tak też się one zakończyły (łowicki - 25 lipca, zaś krakowski dzień wcześniej). Nie były to jednak jedyne zjazdy w kraju, gdyż owe konfederacje (w jakie zamieniały się szlacheckie zjazdy) odbywały się teraz we wszystkich prowincjach Korony i Litwy. 17 lipca w Krasnymstawie zebrała się (na polecenie podkomorzego chełmskiego - Mikołaja Sienickiego, zwanego też "polskim Demostenesem" ze względu na swobodę wymowy i trafność przekazu, którym zjednywał sobie współobywateli) szlachta ziemi chełmińskiej. 21 lipca zebrała się w Bełzie szlachta województwa bełskiego, a przewodził jej starosta - późniejszy kanclerz i hetman wielki koronny - Jan Zamoyski. Tego samego dnia zebrała się szlachta kujawska na sejmiku w Radziejowie. 31 lipca w Glinianach odbył się wspólny zjazd województw ruskiego i podolskiego a w kolejnych dniach odbyły się zjazdy sejmików na Litwie i Ukrainie. Były oczywiście zjazdy ważne i ważniejsze, np. już 21 lipca w Radziejowie odrzucono postanowienia konfederacji łowickiej (szlachta była bowiem mocno wzburzona, że jej przedstawicieli nie dopuszczono tam do obrad wraz z senatorami i dlatego zagrano na nosie magnatom, odrzucając ich uchwały), potem uczyniła to na zjeździe w Środzie (8-10 września) również i szlachta wielkopolska. Duże znaczenie zaś miały konfederacje: krakowska, krasnostawska i bełska, których postanowienia przyjmowała szlachta innych prowincji.

W Krakowie wyznaczono wspólny zjazd wszystkich senatorów Rzeczypospolitej do Knyszyna na 10 sierpnia 1572 r., Wielkopolanie zaś wyznaczyli miejscem zebrania - Środę, dnia 8 września (na ten drugi zjazd nikt nie przybył, poza samą szlachtą z Wielkopolski). W Knyszynie zebrano się jednak dopiero 24 sierpnia, lecz i tutaj nie dotarła spora część przedstawicieli z innych prowincji (np. Wielkopolanie, a poza tym nie przybyli senatorowie z województw: ruskiego, podolskiego i pruskiego). Wielkopolanie stwierdzili że nie przybędą na zjazd knyszyński, gdyż został on zwołany bez porozumienia z prymasem Uchańskim, jako interreksem. Zjawiła się też bardzo nieliczna delegacja litewska, której przewodził marszałek wielki litewski - Jan Chodkiewicz (ojciec sławnego pogromcy Szwedów spod Kircholmu - a trzeba pamiętać że bitwa pod Kircholmem z 1605 r. jest największą klęską militarną Szwecji w całych dziejach tego kraju - i bohatera wojny z Moskwą - Jana Karola Chodkiewicza). Zjazd knyszyński miałby doniosłe znaczenie i zapewne Jan Firlej - pomysłodawca jego zwołania - uzyskałby znaczną przewagę nad prymasem Uchańskim w walce o pierwszeństwo w państwie, gdyby nie popełnił podstawowego błędu. Ów zjazd bowiem został wyznaczony jedynie dla senatorów, czym Firlej zraził do siebie stan szlachecki. I choć zapadły tam dość ważne postanowienia i wyznaczono miejsce wyboru króla na dzień 13 października w Bystrzycy pod Lublinem, to jednak pominięcie szlachty oznaczało odrzucenie uchwał knyszyńskich na sejmikach w Środzie (Wielkopolska), Radziejowie (Kujawy), Raciążu (Mazowsze) i Nowym Korczynie (Małopolska). Szlachta tym samym wysyłała jasny komunikat do magnaterii - nic o nas, bez nas. Zwołany przez Wielkopolan kolejny sejmik w Kole (15-18 października) ostrzegł Małopolan, że jeśli spróbują na własną rękę wybrać króla, będzie to miało bardzo poważne konsekwencje. Widząc że pozycja Fireja słabnie - jego przeciwnicy - Piotr Zborowski i Walenty Dembiński porozumieli się z prymasem Uchańskim i wyznaczono wspólny zjazd senatorów obu prowincji (wysłano także zaproszenia do Litwy, Prus Królewskich, Inflant i Wołynia) w miejscowości Kaski pod Sochaczewem, na dzień 25 października.




W czasie obrad zjazdu kaskiego (25 października - 2 listopada) zaniepokojona tym szlachta ziem różnych Rzeczypospolitej, odbywała w tym samym czasie swoje sejmiki, gdzie zarzucano magnatom uzurpowanie sobie całej władzy i dążenie do samodzielnego wyboru przez nich króla. Domagano się zwołania wspólnego zjazdu szlachty i magnaterii, oraz jak najszybszego wyboru nowego monarchy, najlepiej jeszcze przed zimą 1572 r. To ostatnie jednak stało się niemożliwe i ostatecznie zwołano (oraz zaakceptowano na sejmikach) Sejm konwokacyjny do Warszawy na dzień 6 stycznia 1573 r. Sejmiki wyznaczyły więc posłów i dnia tego (wraz z senatorami) zebrała się pod Warszawą dość duża liczba przedstawicieli (prócz wybranych posłów, zjechała tam również i szlachta, aby się przypatrywać obradom) z Małopolski, Wielkopolski, Mazowsza, Rusi, Litwy, Prus, Inflant, Podola, Wołynia i Ukrainy. Sejm konwokacyjny różnił się tym od zwykłego, iż senatorowie zasiadali tam wspólnie ze szlachtą i nie wybierano też marszałka, a obradom przewodniczył codziennie poseł z innego województwa. Podczas obrad zatwierdzono sądy kapturowe (którym nadano jednolity charakter sądów ostatniej instancji), uchwalono podatki na obronę granic, zakazano "wyprowadzania koni i sprzętów wojennych" za granicę, uchwalono też - do czasu wyboru nowego króla - zamknięcie wszystkich karczem i zakaz zabaw publicznych. Posłom obcych dworów przyznano specjalne listy starościńskie, bez których nie mogli oni podróżować po kraju (chciano tym samym zniwelować wpływ obcej agentury, która już zaczęła szukać kontaktów, przekonując szlachtę do poparcia swych władców). Posłowie musieli teraz zatrzymać się przy granicy i tam czekać na przyznanie listów przez prymasa, umożliwiających im wjazd do Rzeczypospolitej (posłom Habsburgów wyznaczono takie miejsce w Urzędowie w ziemi lubelskiej, zaś posłom francuskim Konin w ziemi kaliskiej).

Podczas obrad musiano zająć się również podstawowymi problemami, takimi jak: przyznanie pierwszeństwa do tytułu interreksa prymasowi lub marszałkowi wielkiemu koronnemu, a także uzgodnienie kwestii, czy głos jednego szlachcica miał znaczyć tyle samo, co głos senatora. Ostatecznie uzgodniono (po przemowie Jana Zamoyskiego i Jakuba Ponętowskiego - cześnika łęczyckiego) iż wybór nowego monarchy winien być udziałem całego narodu. Zamoyski, powołując się jeszcze na uchwałę Sejmu z 1530 r. w tej sprawie, stwierdził: "Senat, poselstwo, są urzędem, stan rycerski zaś narodem, a gdy równe są swobody całego rycerstwa, sprawiedliwą było rzeczą, aby, jako do obrony Ojczyzny, tak do wyboru króla każdy z rycerstwa równo się przykładał". Uznano więc że będziesz sprawiedliwym, by wszyscy "panowie bracia" bez względu na sprawowane urzędy i posiadane majętności, mieli równe prawo głosu co do wyboru wspólnego Rzeczypospolitej monarchy. Zdecydowano się jednak wyłączyć z elekcji przedstawicieli książąt hołdowniczych (pruskiego i kurlandzkiego), tak, aby nigdy nie mieli oni wpływu na wybór króla Polaków, Litwinów i Rusinów. Wyznaczono też miejsce pod przyszłą elekcję królewską, a ponieważ szlachcie i magnatom było dobrze obradować pod Warszawą, to właśnie to miejsce (wieś Kamień na Pradze) wybrano teraz na wybór monarchy (zaważyła przy tym również opinia prymasa, który dobrze wiedział że większa część szlachty mazowieckiej jest katolicka i że stawi się ona tłumnie pod Warszawą, przechylając w razie konieczności szalę na korzyść Kościoła Katolickiego). Ostatecznie uzgodniono też, że każdy nowy król będzie zobowiązany zatwierdzić dawne przywileje szlachty, oraz przyjąć na siebie pewne nowe zobowiązania, aby Rzeczpospolita - która oddaje mu swą koronę, mogła mieć z niego jakiś pożytek (szlachta bała się bowiem tego, że może wybrać niewłaściwego króla, który potem okaże się np. tyranem lub będzie miał jakąś inną wadę. Pytano więc: "Sprawy sejmowe można odbywać przez posłów, bo łatwe do naprawy, ale jak naprawić wybór złego króla?". Ostatecznie nową elekcję królewską wyznaczono na dzień 6 kwietnia 1573 r. we wsi Kamień. Tuż przed samym zakończeniem Sejmu konwokacyjnego (29 stycznia) podjęto jeszcze jedną decyzję o fundamentalnym znaczeniu dla dziejów kraju i Europy.




Zawarto bowiem (26 stycznia 1573 r.) wzajemną zgodę religijną i tolerancję wyznaniową. Było to spowodowane wrażeniem dokonanej w Paryżu (23/24 sierpnia 1572 r.) tzw.: "Nocy św. Bartłomieja", podczas której katolicy wymordowali protestantów/hugenotów. Aby więc nigdy w Rzeczypospolitej do podobnej zbrodni nie doszło, katolicy i protestanci wspólnie ułożyli zasady religijnej zgody narodowej (było to tak naprawdę potwierdzenie stanu faktycznego, gdyż takowa zgoda istniała w mniejszym lub większym stopniu od początku Reformacji religijnej, a od roku 1563 i pozbawienia sądów duchownych władzy nad protestantami, oraz od zrzeczenia się przez króla sądzenia spraw o herezję - 1570 r. stała się realnie faktem obowiązującym). Akt Konfederacji Warszawskiej 1573 r. (bo taką to nazwę nosiła odtąd zgoda religijna) spisało 15 wybranych przedstawicieli (7 katolików, 7 protestantów i biskup kujawski - Stanisław Karnkowski). Uzgodniono: "Pokój między sobą zachować dla różnej wiary i odmiany, w kościele krwi nie przelewać, ani się penować (karać) konfiskatą dóbr, skazywać na infamię, więzienie lub wygnanie i zwierzchności żadnej, ani urzędowi do takowego progresu żadnym sposobem nie pomagać". Innymi słowy, zobowiązywano się do powstrzymania od wzajemnych prześladowań na tle religijnym, a także do przeciwdziałania takim próbom, gdyby wychodziły one od króla lub sądów królewskich. Konfederacja Warszawska była pierwszym tego typu dokumentem, który jasno określał zasady zgodnego współżycia wyznawców różnych religii chrześcijańskich, drugim takim aktem będzie - wydany w 1598 r. przez króla Francji Henryka IV Burbona - tzw.: Edykt Nantejski, ale jakoś dziwnym trafem głównie mówi się na Zachodzie o tamtym, zaś Konfederacji Warszawskiej, wcześniejszej o 25 lat, w ogóle się nie dostrzega. A przecież to w tamtych czasach Europa Środkowa nadawała ton wszelkiej wolnościowej idei, gdyż to, co potem z biegiem dekad obmyślali filozofowie Zachodu, w naszej części Europy już funkcjonowało jako żywa praktyka ustrojowa, oparta na zasadzie prawa, wolności i tolerancji jednostki. Konfederacja Warszawska została podpisana przez senatorów oraz delegatów z miast koronnych i "głośno przyjęta" przez posłów - 28 stycznia 1573 r. W dniu następnym Sejm konwokacyjny zakończył obrady.

W międzyczasie, do chwili zwołania Sejmu elekcyjnego, ponownie obradowały (w marcu) sejmiki ziemskie, gdzie radzono nad postanowieniami przyjętymi na Sejmie konwokacyjnym. Sejmiki województw: krakowskiego, mazowieckiego, lubelskiego i ruskiego wprowadziły obowiązek uczestnictwa szlachty na zjeździe elekcyjnym, pozostałe sejmiki innych ziem i prowincji stawiały na dobrowolność w tej kwestii. W rzeczywistości było tak, że spora część szlachty pozostała w domach ze względu na niechęć do ponoszenia kosztów podróży oraz z powodu zapewnienia bezpieczeństwa granic i porządku wewnętrznego. Najbardziej licznie oczywiście zjawiła się we wsi Kamień pod Warszawą szlachta mazowiecka, której było jakieś 10 000. Szlachta z pozostałych ziem Rzeczypospolitej liczyła łącznie ok. 40 000 osób (a do tego należy doliczyć również i liczną służbę, jaką ze sobą sprowadzano, co powodowało że łącznie zebrało się pod Warszawą prawie 200 000 głów). Oczywiście wyborcy przybyli "pod bronią", zaś niektórzy panowie nawet "działa ze sobą przywiedli" (jak pisał Teodor Morawski). Było to więc ciekawe zgromadzenie: połączenie zamiłowania do darmowej kuchni (jaką serwowano podczas zjazdów sejmowych) z paradami pocztów wojskowych. Senatorowie zostali rozlokowani przez marszałków (dwóch koronnych i dwóch litewskich - którzy mieli obowiązek czuwania nad bezpieczeństwem i organizacją zjazdu) w kamienicach warszawskich, zaś pozostałą szlachtę rozmieszczono w okolicznych wsiach (w odległości nie większej niż trzy mile). Połączenie wsi Kamień (miejsce obrad) z Warszawą, zapewniał wielki most przez Wisłę, którego budowę rozpoczął jeszcze król Zygmunt August w 1568 r. a zakończyła (własnym sumptem) księżna Anna Jagiellonka właśnie w 1573 r. Ów most zaliczał się do prawdziwych cudów ówczesnego świata, liczył sobie 500 metrów długości i był najdłuższym drewnianym wówczas mostem w Europie. Jego otwarcie nastąpiło tuż przed zjazdem sejmowym - 5 kwietnia 1573 r. i budził prawdziwy podziw (w latach późniejszych wzniesiono od strony Warszawy Bramę Mostową ze strażniczą wieżą, która miała chronić most przed ogniem, a także zatrudniono specjalną straż, która pilnowała mostu zarówno w dzień jak i w nocy. Przetrwał on łącznie 30 lat, gdy w 1603 r. kra lodowa zerwała przęsła mostu i ten się zawalił. Potem jeszcze kilkukrotnie próbowano go odbudować, ale aż do stworzenia pierwszego stałego, stalowego mostu warszawskiego - czyli Mostu Kierbedzia w 1864 r., konstrukcje te były jedynie czasowe).




Warto też nadmienić, że postać księżnej Anny Jagiellonki w tamtym czasie nabrała znaczenia, a to z powodu majątku, jaki odziedziczyła ona po swym bracie Zygmuncie Auguście. Co prawda pani ta liczyła już sobie 50 lat, ale z powodu majątku i faktu że przez ożenek z nią można było zdobyć polską koronę, stała się bardzo pożądaną partią w ówczesnej Europie. Wysyłali jej propozycje małżeństwa książęta znacznie młodsi (np. 19-letni książę Ernest Habsburg). Posyłano też swoje obrazy, aby księżna mogła naocznie ujrzeć, jak przystojny jest dany kandydat do jej ręki. Szlachta - zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa takiego kroku i poślubienia przez Annę jakiegoś książątka, na którego naród by się nie godził, zmusili księżnę do opuszczenia Warszawy i przeniesienia się do Piaseczna (22 lipca 1572 r.). Stamtąd przeniosła się ona następnie do Łomży, a potem do Płocka. Szlachta przyznała jej co prawda tytuł infantki, ale jednocześnie przydzieliła "kuratorów", którzy mieli czuwać nad jej decyzjami. W tych dniach żaliła się ona w liście do siostry (Zofii): "Co czynię, z kim mówię, co piszę, do kogo, chcą o wszystkim wiedzieć, komu odpisać mam to mi rozkazują jako chcą". Posiadając wielki majątek po bracie, w rzeczywistości nie mogła z niego korzystać bez zgody szlachty i żyła bardzo skromnie (ksiądz Piotr Skarga, który był jej powiernikiem w tym czasie, pisał potem że miała w tym okresie tylko jeden srebrny kubek, który zwała "sierotką"). Wciąż była strofowana (szlachta mawiała: "Wasza Królewska Mość, ty nam chcesz tę koronę stracić dla siebie (...) ty nam obierać nie będziesz pana!", zaś biskup kujawski - Stanisław Karnkowski upominał ją słowami: "Już widzimy, że Wasza Królewska Mość coś czynisz bez woli naszej. Tak się nie godzi!"). Mimo to, tuż przed samym zjazdem elekcyjnym, księżna Anna Jagiellonka powróciła na Zamek do Warszawy, czym wzbudziła sensację i... przerażenie (pisała potem w liście do swej siostry Zofii, że: "Senatorowie zlękli się, ujrzawszy mnie"), przybyła tam bowiem bez wiedzy jej opiekunów. Jednak wjazd potomkini królewskiej dynastii Jagiellonów nie mógł zostać zignorowany i oczywiście zarówno Senat, jak i posłowie oraz cała szlachta przybyli ją powitać, jak należało to uczynić w stosunku do osoby królewskiego rodu. Anna wyprawiła dla nich ucztę, na której to doszło do nieprzyjemnego incydentu, gdy podpity wojewoda sandomierski - Piotr Zborowski, zaczął oskarżać księżnę o próbę otrucia całej szlachty. Tego incydentu jednak prawie nikt nie pamiętał, bowiem większość szlachty była już wówczas tak pijana, że trzeba ich było od stołu wynosić z komnaty za ręce i nogi.

Księżna miała licznych wrogów (Radziwiłłów, Zborowskich, Firlejów, prymasa Uchańskiego, biskupa krakowskiego - Franciszka Krasińskiego), miała jednak poparcie wśród licznej drobnej i małej szlachty (szczególnie mazowieckiej). Wielcy panowie mieli jej za złe, że pragnie podważyć postanowienia Unii Lubelskiej z 1569 r. tworzącej jedną polsko-litewską Rzeczpospolitą (księżna pragnęła to uczynić, aby odzyskać dziedziczenie na Litwie, gdzie możni już zajęli wiele zamków i włości należących niegdyś do jej matki, królowej Bony Sforzy i nie pozwalano jej skorzystać z testamentu po zmarłym bracie, gdyż wszystko zostało opieczętowane i zamknięte na klucz). Co jakiś czas do jej komnat pukali też posłowie, oferujący jej małżeństwo ze swymi władcami. Najczęściej przebywał w jej komnatach poseł habsburski, który namawiał ją do wybrania jednego z arcyksiążąt austriackich (Maksymiliana lub Ernesta), ale już w październiku 1572 r. przybył też wysłannik króla Francji Karola IX Walezjusza - biskup Walencji Jean de Monluc, który przekonywał Annę do małżeństwa z młodym następcą francuskiego tronu - Henrykiem d'Anjou. Ponoć pomysłodawcą ożenku Anny z Henrykiem, był turecki wezyr - Tawil Sokollu Mehmed Pasza, który w interesie sułtana czynił wszystko, aby na polskim tronie nie zasiedli Habsburgowie, z którymi to Turcy Osmańscy od dawna już zmagali się orężnie na Węgrzech. Dwór paryski entuzjastycznie przystał na tę turecką propozycję, tym bardziej że Karol IX szczerze nie znosił swego młodszego brata, który był oczkiem w głowie matki - królowej Katarzyny Medycejskiej i pragnął czym prędzej pozbyć się go z Francji. Karol IX, aby pokazać swoją niechęć do Henryka, często nawet porywał się na niego w gniewie z rękoma do bicia i matka obawiała się, by ostatecznie nie zlecił morderstwa Henryka (tym bardziej że Karol miał wciąż w głowie dawną przepowiednię Nostradamusa, którą usłyszał na własne uszy, gdy był jeszcze dzieckiem, a brzmiała ona, że wszyscy synowie Katarzyny Medycejskiej zasiądą na francuskim tronie). Wysłanie go do Polski było więc o tyle korzystne, że eliminowało zagrożenie przejęcia władzy przez Henryka we Francji i jednocześnie stwarzało możliwość wzięcia Habsburgów w kleszcze z obu stron: Polski i Francji.




 Henryk jednak nie pragnął wyjeżdżać do odległej Polski, a już perspektywa małżeństwa ze starą (50-letnia kobieta była już wówczas uważana za starą) Anną Jagiellonką, tym bardziej go nie radowała. Miał już zresztą wcześniej być kandydatem na męża angielskiej królowej - Elżbiety I, także starszej od niego o prawie dwadzieścia lat (podczas pobytu w Londynie, Henryk przybył tam ze swoimi "mignonami", z którymi często przebierał się w kobiece suknie i zachowywał jak kobieta. Raz nawet Elżbieta odkryła go w takim przebraniu i wybuchła gromkim śmiechem, co zupełnie zraziło Henryka do jej osoby). Potem matka chciała go jeszcze ożenić z królową Szkocji - Marią Stuart, ale ten mariaż także nie doszedł do skutku. Ostatnim planem Katarzyny Medycejskiej było zrobienie z Henryka... króla Algieru (oczywiście za zgodą Wielkiej Porty), ale Turcy odmówili wsparcia w tej sprawie (Henryk musiałby przejść na islam, co było wykluczone). I w tej właśnie sytuacji pojawiła się wizja zdobycia korony polskiej (luty 1572 r.), przez małżeństwo Henryka z podstarzałą Anną Jagiellonką. Katarzyna Medycejska, wespół z Karolem IX, posłali więc do Rzeczpospolitej młodego Jeana de Montluc (nieślubnego syna biskupa Walencji - Jeana de Montluc, który w 1567 r. uznał swego nieślubnego syna za dziedzica i dał mu swoje nazwisko. Wcześniej młody Jean zwał się bowiem Balagny). Młodzieniec jechał przez Wiedeń (gdzie w obawie aby go tam nie zatrzymano, rozgłaszał że jedzie zwiedzić Polskę, Szwecję i Danię w celach naukowych, jako że niedawno ukończył Uniwersytet w Padwie), dzięki temu przejechał szczęśliwie i w czerwcu 1572 r. przekroczył granicę Rzeczypospolitej, udając się następnie do Knyszyna, do umierającego króla Zygmunta Augusta, który jednak nie był już w stanie go przyjąć. Kolejne miesiące przeznaczył Montluc na zgłębianiu charakteru narodowego Polaków, goszcząc często w siedzibach magnatów i szlachty (gdzie upijał się do utraty przytomności, podejmowany licznymi trunkami i wybornym jadłem, wśród którego były nawet specjalnie dla niego sprowadzane z Francji małże, a także wiele gatunków wina i konfitur). W zasadzie młody Montluc nie miał czasu by wytrzeźwieć, gdy z dnia na dzień gościł na innych przyjęciach. Po śmierci Zygmunta Augusta Jean de Montluc powrócił do Paryża, aby zdać relację królowi Karolowi i jego matce.


TRZEJ MUSZKIETEROWIE i d'ARTAGNAN



Katarzyna Medycejska tym razem jednak (zapewne nie ufając relacjom młodego bawidamka) posłała do Polski jego ojca, biskupa Walencji o tym samym imieniu - Jean'a de Montluc. Pochodził on ze starej, gaskońskiej szlachty (spokrewnionej z d'Artagnanami, której to rodziny jeden z członków stał się sławny, dzięki Aleksandrowi Dumasowi i jego powieści o przygodach Atosa, Portosa, Artamisa i d'Artagnana pt.: "Trzej muszkieterowie"). W życiu miał różne zakręty nim został biskupem Walencji. Jean de Montluc przeszedł nawet na protestantyzm i o mały włos nie został spalony za to na stosie (za złamanie ślubów bezżeństwa, bowiem będąc już księdzem, ożenił się i zmienił wiarę). Ocaliła go od takiej śmierci interwencja królowej Katarzyny Medycejskiej, której Montluc wpadł w oko. Obsypany przez nią honorami, powrócił do katolicyzmu i został biskupem Walencji. Za uratowanie mu życia, służył potem wiernie swej pani podczas licznych poselstw do wielu krajów. Teraz odbył z jej polecenia podróż do Polski (choć starał się od tego wymigać, twierdząc że zdrowie nie pozwala mu na tak daleką podróż). Wyjechał z Paryża 17 sierpnia 1572 r. (na tydzień przed masakrą hugenotów w Dzień św. Bartłomieja) i już w Niemczech doszły go słuchy o tej zbrodni (doświadczył też tam wielu upokorzeń oraz niemiłych spotkań z rajtarami), ale ostatecznie 15 października przekroczył granicę Rzeczypospolitej. Tam starał się przypodobać szlachcie, roztaczając przed nią wizję Henryka jako nowego króla Polski, połączonej sojuszem z Francją w celu zniszczenia potęgi domu habsburskiego. Spotkał się tu jednak ze sporą konkurencją, jako że nie tylko posłowie Habsburgów przybyli agitować za swymi władcami, ale również posłowie z Prus Książęcych w imieniu księcia Albrechta Fryderyka Hohenzollerna (syna Albrechta - ostatniego wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego linii pruskiej, który w 1525 r. złożył hołd lenny Koronie Polskiej i został przez króla Zygmunta I mianowany "księciem w Prusiech", a wcześniej musiał się wyrzec wszystkich miast i twierdz pruskich, ofiarowanych Zakonowi z woli papieża i cesarza rzymskiego, a następnie otrzymywał je z powrotem, tym razem z woli króla polskiego, co miało być dowodem jego i jego potomków podległości Koronie Polskiej), jak również posłowie ze Szwecji, występujący w imieniu króla Jana III Wazy, posłowie siedmiogrodzcy optujący za poparciem swego księcia - Stefana Batorego, a także przybyło poselstwo od cara Iwana IV Groźnego, które obiecywało w imieniu swego "gosudara" utrzymanie przywilejów szlacheckich, połączenie Polski i Litwy z Rosją, a nawet przyjęcie przez cara katolicyzmu (jeśli wiara ta zostanie uznana za lepszą w dysputach teologicznych z prawosławiem). Konkurencja była więc spora, dlatego też postanowiono wprowadzić specjalne listy starościńskie dla posłów, aby ci nie rozjeżdżali się samoistnie po kraju i nie agitowali "na zgubę Rzeczypospolitej".


KRÓLESTWO FRANCJI



Szybko jednak Montluc zyskał poparcie biskupa kujawskiego - Stanisława Karnkowskiego i wojewody sieradzkiego - Olbrachta Łaskiego (którego ród z Francją od dawna był związany, np. jego ojciec, Hieronim Łaski posłował w latach 1524 i 1531 do króla Franciszka I, a wuj Stanisław długo przebywał na paryskim dworze i brał też udział u boku króla Franciszka w bitwie pod Pawią w 1525 r. Zaś jeden z kuzynów - Jan Łaski wiele podróżował po Francji, Niemczech i Anglii i stał się jednym z filarów Reformacji religijnej, szczególnie w Anglii). Łaski był wielkim magnatem, którego ambicją było zostać hospodarem mołdawskim. Jednocześnie był to człowiek, który pomimo swego gruntownego wykształcenia okazywał się często gwałtownikiem i warchołem, dwa razy zmieniał wyznanie (z katolicyzmu przeszedł na protestantyzm i ponownie powrócił do katolicyzmu w 1569 r.) trzykrotnie był żonaty (ostatnią żonę Francuzkę - Sabinę de Sauve poślubił, gdy jego druga żona - Beata Ostrogska/Kościelecka jeszcze żyła, czym popełnił bigamię - którą zresztą w ogóle się nie przejmował). Jean de Montluc przekonał do poparcia Henryka Walezjusza wielu magnatów i szlachtę, ale cieniem na jego wysiłku położyła się wiadomość o rzezi hugenotów w Paryżu. Była to karta przetargowa dla Habsburgów, którzy poczęli rozgłaszać teraz, że jeśli Polacy obiorą sobie francuskiego księcia, ten gotów wzniecić tu te same wojny religijne, które miały miejsce we Francji. Nagle cała misterna praca Montluca poczęła się rozpadać, a on nie krył tym swego rozczarowania w listach, pisanych do sekretarza stanu w Paryżu - Brulart'a. W jednym z nich znalazły się takie słowa: "Zrozumcie, jak dalece ten nieszczęsny wiatr, który wieje we Francji, cofnął łódź, którąśmy już dowiosłowali do wejścia do portu. (...) Jeżeli miano ochotę na to królestwo polskie, trzeba było wstrzymać wykonanie tych egzekucji, które się stały". Błagał też, aby w tych warunkach odwołano go z Polski, gdyż nic więcej nie jest tu w stanie zdziałać, tym bardziej że agenci Habsburgów opisują ze szczegółami zbrodnie, jakich dokonywano na hugenotach w Paryżu, tak, iż jemu samemu zbiera się na wymioty. Twierdził też że dostał wysokiej gorączki i niedomaga z tego powodu.

Jako wsparcie dla biskupa Walencji (a raczej niezależnie od niego) wysłała królowa Katarzyna Medycejska do Polski swego karła, Polaka - Jana Krasowskiego, który przez lata przebywał na jej dworze i którego bardzo tam polubiono. Pochodził on z dobrej rodziny, a także nie raził innych swoją powierzchownością, bo pomimo niskiego wzrostu, był dobrze zbudowany, dowcipny i miły w obejściu. Potrafił zdobywać zaufanie i przekonywać innych do swych planów (zbił też znaczny majątek). Ale także i on pisał do Katarzyny że Noc św. Bartłomieja bardzo popsuła mu zadanie. Twierdził bowiem: "Niemcy, którzy wyrzucili już 60 000 talarów na wybór arcyksięcia, zaczęli rozpisywać takie oszczerstwa, których nie śmiem powtarzać. Odważyli się mówić, że król i duc d'Anjou biegali po ulicach Paryża, krzycząc "śmierć hugenotom!". Wszyscy protestanci tego królestwa, a są bardzo liczni, którzy byli po naszej stronie, nie wiedzą co robić i gdzie się zwrócić" (w podobnym duchu pisał poseł francuski w Wenecji, który twierdził że oburzenie rzezią paryską jest tak powszechne, że dotyczy nie tylko protestantów, ale i katolików. Zaś Niemcy, którzy jeszcze do niedawna rozważali możliwość wyboru księcia Henryka na tron cesarski, teraz już nawet o tym nie wspominają). Członek francuskiego poselstwa Montluca - Jean Choisin, tak też pisał w swych pamiętnikach: "Nasza popularność nie trwała dłużej, jak dwadzieścia cztery godziny, gdyż przybył ktoś, kto przywiózł fatalną wiadomość, wzbogaconą wieloma szczegółami, a w kilka godzin już złorzeczono imieniu francuskiemu. Co tydzień przynoszono ryciny, przedstawiające sposoby, w jaki męczono hugenotów. Rozpruwano kobiety, aby wydzierać dzieci z ich łona. (...) Te rysunki z odpowiednimi podpisami tak dalece oburzały umysły, że mnóstwo osób nie cierpiało, aby w ich przytomności wspominano nazwisko Karola IX, panie mówiły o wydarzeniach paryskich z płaczem, jak gdyby były świadkami tych egzekucji".




W takiej sytuacji - aby jeszcze ratować to, co zostało z misji francuskiej - sekretarz stanu Brulart nakazał Montluc'owi posłużyć się kłamstwem i drukować pisma (po łacinie - który to język był drugim obowiązującym w Polsce, i po francusku), twierdzące że w czasie Nocy św. Bartłomieja zginęło nie więcej, jak ok. czterdziestu szlachciców. W tym celu Montluc sprowadził z Francji samego Guy'a de Faur de Pibrac - poczytnego pisarza francuskiego, który w tamtym czasie stał się zwykłym propagandystą na usługach Korony Francuskiej, mającym w pięknych słowach usprawiedliwić ową rzeź. Otrzymał za to spore honorarium i wsparcie króla oraz Katarzyny Medycejskiej. Montluc ściągnął go do Polski aby ocalić to, co pozostało z "imienia Francji " w tym kraju. Pibrac przystąpił do nowego zadania, w myśl sentencji którą się kierował w życiu, a brzmiała ona tak: "Kochaj rząd taki, jaki los przygodził. Jeśli królewski, kochaj króla-pana, jeśli zaś władza pospólna jest dana, kochaj ją takoż, boś się pod nią zrodził". Pisma Pibrac'a krążyły po Warszawie, gdy pod wieś Kamień zjechała się szlachta Rzeczypospolitej aby wybrać sobie nowego króla. Jakie odniosła ona skutek, o tym w kolejnej części... 


CDN.

02 czerwca 2026

"JESTEM KRÓLEM WASZYM PRAWDZIWYM, A NIE MALOWANYM..." - Cz. II

CZYLI, JAK TO W POLSCE 
NARÓD WYBIERAŁ SWOICH KRÓLÓW?





PRZED PIERWSZĄ ELEKCJĄ




 Od śmierci króla Kazimierza III Wielkiego i objęcia władzy przez Ludwika Węgierskiego (Andegawena), teoretycznie kolejni władcy Polski musieli przed wstąpieniem na tron uzyskać zgodę od panów szlachty - czyli od narodu (działo się tak od czasu zjazdu w Koszycach i wydanego tam przywileju dla szlachty z września 1374 r.), ale w praktyce tron nadal był dziedziczny, a różnica była tylko taka, że teraz każdy król musiał czymś obłaskawić szlachtę (niekoniecznie całą, wystarczyło bowiem oprzeć się na kilku magnatach, oferując im urzędy lub ziemie, aby pełnili funkcję adwokatów wyboru królewskiego syna). Tak też na tron wstąpiła córka Ludwika - Jadwiga Andegaweńska (panowała w latach 1384-1399), która potem (za radą panów szlachty) poślubiła księcia pogańskiej Litwy - Jogaiłłę (pomimo swej początkowej miłości do austriackiego księcia - Wilhelma Habsburga). Jogaiłła został ochrzczony (15 lutego 1386 r.) i przyjął imię Władysław, a następnie (18 lutego) poślubił królową (a raczej króla, bowiem Jadwiga panowała jako król Polski) Jadwigę. 




Teoretycznie przez cały okres małżeństwa z nią, pozostawał Jagiełło jedynie jej mężem i nikim więcej, realnie jednak był królem od czasu swej koronacji (4 marca 1386 r.) i co prawda po jej śmierci (lipiec 1399 r.) powstał problem czy uznać dalsze panowanie Władysława II Jagiełły, czy też wybrać nowego króla, ale ostatecznie nikt nie ośmielił się podważyć jego prawa do korony i został uznany prawowitym monarchą. Panował długo, bo aż do czerwca 1434 r., a zmarł w wieku ok. 80 lat (istnieją pewne rozbieżności co do daty jego urodzin). To właśnie on był założycielem nowej (po Piastach) wielkiej polskiej dynastii - Jagiellonów. Czterokrotnie żonaty, lecz synów i następców doczekał się dopiero ze związku ze swoją czwartą żoną - Zofią (Sonką) Holszańską - również wywodzącą się z Litwy. Został ojcem w podeszłym wieku (pierwszy syn - Władysław/Władko urodził się w 1424 r., drugi - Kazimierz/Kaźko w 1427 r.). I wówczas też synowie jego byli pewnymi kandydatami do tronu, ale żeby uzyskać oficjalne tego potwierdzenie, musiał Jagiełło poświęcić nieco czasu i energii na "przekonanie" do tego zarówno panów z rady królewskiej, jak i biskupa krakowskiego - Zbigniewa Oleśnickiego. Musiał również stoczyć walkę dyplomatyczną ze swym kuzynem, wielkim księciem Litwy - Witoldem, który - namówiony przez cesarza rzymskiego Zygmunta Luksemburskiego - zapragnął korony królewskiej dla Litwy (1429 r.), co automatycznie oznaczało zerwanie unii z Polską i odbierało potomstwu Jagiełły prawo dziedziczenia Wielkiego Księstwa Litewskiego, które było - w przeciwieństwie do Polski - bezpośrednim, dziedzicznym patrymonium dynastii Giedymina (z której wywodzili się zarówno Jagiełło jak  Witold). Sprawę tę rozwiązał dopiero zgon Witolda (październik 1430 r.) a to otworzyło drogę do objęcia tronu przez synów Władysława Jagiełły zarówno w Polsce jak i na Litwie.


WŁADYSŁAW II JAGIEŁŁO
(1386 - 1434)
Był człowiekiem bardzo przesądnym, co wówczas uważano za element pogaństwa. Jednocześnie nigdy nie pijał wina, a w jego kielichach zawsze była czysta woda. Często też się kąpał, praktycznie codziennie.



Problem z następstwem pojawił się też po śmierci najstarszego syna Jagiełły - Władysława III Warneńczyka, który (również jako król Węgier) poległ w bitwie z Turkami Osmańskimi pod Warną (10 listopada 1444 r.), ale i wówczas - choć bezkrólewie trwało w Polsce aż trzy lata, podczas których oczekiwano na powrót króla Władysława, gdyż na polu bitwy nie odnaleziono jego ciała - koronę zaproponowano młodszemu bratu Władysława, panującemu wówczas na Litwie - Kazimierzowi, który ostatecznie koronował się na króla Polski w czerwcu 1447 r. jako Kazimierz IV Jagiellończyk. Jego zaś synowie i następcy nie mieli już zupełnie żadnych problemów w objęciu tronu Polski i Litwy, a gdy Kazimierz zmarł (czerwiec 1492 r.), tron w Polsce objął jego najstarszy syn - Jan I Albrecht (Olbracht), na Litwie zaś Aleksander Jagiellończyk. Gdy i Janowi zmarło się bezpotomnie w czerwcu 1501 r., Polacy automatycznie wybrali swym królem wielkiego księcia Litwy - Aleksandra, lecz i on wkrótce zmarł bezpotomnie (sierpień 1506 r. Było to też z pewnością spowodowane nadużywaniem przygodnych stosunków seksualnych, gdyż zarówno Jan jak i Aleksander cierpieli na syfilis). Wówczas korona przypadła kolejnemu z synów Kazimierza IV - Zygmuntowi Jagiellończykowi. Ten król, który ostatecznie zmusił Zakon Krzyżacki do sekularyzacji i złożenia mu hołdu lennego (to wydarzenie przeszło do historii pod nazwą Hołdu Pruskiego i było przykładem triumfu Korony Polskiej nad agresywną niemczyzną zakonną, której to pierwszy etap upadku nastąpił w bitwie pod Grunwaldem w 1410 r. za króla Władysława Jagiełły - od tej to bitwy narodziła się potęga Królestwa Polskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów, która trwała prawie trzy stulecia, stąd jest ona tak ważna w polskich dziejach, gdyż Polska i Litwa starły się tam nie tylko z Zakonem Niemieckim, ale również z rycerstwem Rzeszy, Francji, północnych Włoch i Anglii. Król Władysław po bitwie jednak puścił wolno wszystkich schwytanych rycerzy zachodnich, przyjmując od nich jednak przysięgę na ich honor, że już nigdy więcej nie dobędą miecza przeciw Koronie Polskiej) - eliminując tym samym stałe zagrożenie na północy Królestwa (kwiecień 1525 r.), poślubił też (kwiecień 1518 r.) włoską księżniczkę - Bonę z rodu Sforzów, która swym niecodziennym zachowaniem i podejściem do polityki, oburzała wielu z panów szlachty, ale za to potrafiła konsekwentnie stawiać na swoim. 






Przerażona faktem, że po śmierci Zygmunta I jej syn - Zygmunt August może nie objąć tronu, postanowiła zaradzić temu zawczasu i (mając poparcie swego małżonka) już w grudniu 1522 r. (gdy Zygmunt August miał zaledwie dwa lata) uzyskała zgodę panów litewskich na wybór Augusta na wielkiego księcia Litwy po śmierci Zygmunta I. Ale to jej nie wystarczyło, dlatego też siedem lat później (październik 1529 r.) doprowadziła do wyboru Zygmunta Augusta na drugiego księcia Litwy, jeszcze za życia Zygmunta I, oraz na króla Polski (grudzień 1529 r.). Koronacja młodego Zygmunta Augusta nastąpiła 20 lutego 1530 r. i od tej chwili, aż do śmierci Zygmunta I Jagiellończyka (kwiecień 1548 r.) Polska i Litwa miała dwóch władców jednocześnie - ojca i syna. Wszystko to za sprawą ambicji i miłości matczynej królowej Bony Sforzy, która potrafiła skutecznie stawiać na swoim (za co też była znienawidzona wśród polskich panów). Zygmunt II August po śmierci ojca panował samodzielnie do lipca 1572 r. Był trzykrotnie żonaty, ale żadna z żon nie dała mu upragnionego syna i dziedzica korony. Pierwsza małżonka - Elżbieta Habsburg nie była kochana przez Zygmunta, gdyż cierpiała na padaczkę i nie należała do kobiet urodziwych, dlatego też Zygmunt August często wyjeżdżał i zostawiał ją samą w Krakowie lub w Wilnie. Była też jego żoną bardzo krótko, zaledwie dwa lata (1543-1545). Druga żona - Barbara Radziwiłłówna zmarła też bardzo szybko, wkrótce po swym wyniesieniu na tron (1550-1551). Była to kobieta którą August naprawdę kochał i której śmierć (maj 1551 r.) bardzo przeżył (do końca swego życia ubierał się na czarno w dowód żałoby po Barbarze, a nawet miał doprowadzić do wywołania jej ducha, aby raz jeszcze ją ujrzeć). Była to wielka, nieszczęśliwa miłość, gdyż nie godzili się na nią nie tylko rodzice Zygmunta Augusta - a szczególnie Bona Sforza - ale również magnateria, szlachta i Kościół. Król jednak zmusił ich wszystkich do uległości i uznania faktu małżeństwa oraz koronacji Barbary, ale był bezsilny wobec przeznaczenia jakie było jej pisane i do końca życia cierpiał z tego powodu. Trzecia żona - Katarzyna Habsburg - siostra jego pierwszej małżonki Elżbiety, również nie była akceptowana przez Zygmunta, a poślubił ją tylko z powodów politycznych (aby Habsburgowie nie zawarli sojuszu z Moskwą). Jednak nie kochał jej, a gdy się okazało że jest bezpłodna i oszukuje go w kwestii ciąży, całkowicie się od niej odseparował i odtąd żyli oddzielnie (jego wstręt do tej kobiety potęgował również fakt, że cierpiała na epilepsję). Była jego małżonką w latach 1553-1566 (wówczas to wyjechała z Polski do Wiednia, choć oficjalnie była żoną Augusta do swej śmierci w lutym 1572 r.). Co prawda na wieść o jej zgonie Zygmunt August miał nawet zapłakać, ale byli tacy którzy twierdzili, że płakał bardziej z radości niż z żalu (jeden z naocznych świadków stwierdził wręcz: "Płacz niemały udał się królowi"), nie pozwolił jednak (czego domagał się cesarz rzymsko-niemiecki) aby ciało Katarzyny spoczęło na Wawelu. Cesarz Maksymilian nie ustępował jednak, czego efektem było to, że ciało Katarzyny przez długie lata nie zostało pochowane. Ostatecznie pogrzeb odbył się w Linzu, lecz dopiero w 1614 r., czyli... 42 lata po jej śmierci. 






Nie mając potomków i czując zbliżającą się śmierć, postanowił król na trwale zjednoczyć Polskę i Litwę. Już w 1563 r. Zygmunt August zrzekł się swych praw dziedzicznych do Litwy, a to otworzyło drogę do politycznej i prawnej unifikacji Korony z Litwą. Na sejmie lubelskim, zwołanym 10 stycznia 1569 r., króla powitał marszałek sejmowy Stanisław Sędziwój Czarnkowski mową, w której wyraził takie oto zdanie: "Zdrowie twoje królu, żywot to i zdrowie nasze, śmierć twoja, to śmierć nasza!". Po raz pierwszy radzili tam wspólnie Polacy z Litwinami (do tej pory sejmy zwoływane były oddzielnie w Koronie i oddzielnie na Litwie). Nie było jednak zgody co do kształtu przyszłej unii realnej, gdyż Litwini obawiali się o ziemie ruskie, które Polacy chcieli posiąść, zaś Polacy nie zamierzali zbytnio angażować się we wschodnie konflikty, jakie Litwa toczyła przede wszystkim z Moskwą (ale też i z Tatarami), mawiając iż: "Trudno byłoby od Krakowa kłusać się do Litwy na wojnę". Litwini głośno podnosili sprawę nienaruszalności swych granic, mówiąc iż Wielkie Księstwo nie umniejszone, ale powiększone winnym być. Twierdzili też, że zarówno ich ziemie w całości jak i w częściach nie mogą być darowane Polakom, gdyż są oni wolnymi ludźmi, na co Polacy odpowiadali: "Myśmy się Waszmościom, Waszmoście też i nam, spólnie darowali". Ostatecznie pewnej nocy Litwini opuścili Sejm i wyjechali z Lublina, sądząc że bez ich udziału nie zostaną uzgodnione żadne postanowienia. Ale Polacy stwierdzili że Litwini dobrowolnie zgodzili się na Sejm i muszą teraz przyjąć wszystko, co się tam postanowi - nawet bez ich udziału. Ostatecznie więc król zgodził się na wcielenie z Litwy do Korony Podlasia (5 maja), następnie (26 maja) przy współudziale wojewody wołyńskiego - księcia Aleksandra Czartoryskiego, przyłączono do Korony Wołyń. 6 czerwca włączono całe województwo kijowskie (Ukrainę) za zgodą wojewody kijowskiego, księcia na Ostrogu - Konstantego Wasyla Ostrogskiego. Gdy okazało się że większą część ziem ruskich Litwa utraciła na rzecz Korony, posłowie litewscy wrócili do Lublina (28 czerwca) i upadłszy królowi do stóp, ze łzami w oczach prosili go, aby: "do reszty nie byli poniżeni i posromieni". August oświadczył Litwinom, że wszystko czynił: "ku mocniejszemu zachowaniu spólnego obu narodów dobra, ku pomnożeniu spólnej, braterskiej miłości". Dodał też: "Gdybyśmy znali, aby to niosło wam, jednym czy drugim, jakie obelżenie, albo zniewolenie, nigdy byśmy do tego nie wiedli, bo dobrze to znamy, żeśmy obojem państwu jednako powinni". Ostatecznie Litwini zostali udobruchani, ale pojawił się też problem z Prusakami (Pomorzanami) gdyż 16 marca 1569 r. Prusy Królewskie zostały ostatecznie zunifikowane z resztą ziem polskich (ziemie te włączono do Korony Królestwa Polskiego po wojnie z Zakonem Krzyżackim w roku 1466 i do tej pory cieszyły się odrębnością), ale ich także dało się szybko przekonać co do podpisania wspólnego aktu Unii, który nastąpił dnia 1 lipca 1569 r. Król Zygmunt August zatwierdził akt 4 lipca i od tej chwili pojawiło się zupełnie nowe państwo - zjednoczona (choć złożona z dwóch oddzielnych krajów) Rzeczpospolita Obojga Narodów.






Na mocy tych postanowień: "Król polski, wielki książę litewski, ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki, kijowski, wołyński, podlaski, inflancki, spólnemi głosy obrany w Polsce, a w Krakowie koronowany, miał odtąd wiecznymi czasy, jako jedna głowa, jeden pan i jeden król, rozkazywać wszystkim". Obieranie osobne wielkiego księcia litewskiego ustawało na zawsze. Wiecznym węzłem połączone ze sobą narody polski i litewsko-ruski miały odtąd wspólny Sejm, wspólną politykę i wspólne wojny oraz przymierza, jak również wspólny pieniądz. Zaręczona została wolność wzajemna nabywania gruntów i osiedlania się tak Polaków na Litwie jak Litwinów w Polsce, a cła i myta graniczne pomiędzy tymi dwoma krajami zostały ostatecznie zniesione. Odrębne jednak zachowano urzędy (zawsze istniał marszałek wielki i marszałek nadworny w Koronie oraz na Litwie, tak samo, jak istniał urząd hetmana wielkiego i polnego w Koronie i na Litwie, a także kanclerza koronnego i kanclerza litewskiego - oraz inne, mniejsze urzędy), skarb (oddzielny dla Litwy w Wilnie i dla Korony w Krakowie), wojsko i sądownictwo. Król jednak nie był do końca zadowolony z owej Unii i dążył do rozszerzenia jej postanowień o takie kwestie jak określenie wyboru monarchy, o wysokość podatków, o urządzenie stałej obrony najbardziej zagrożonych najazdem tatarskim ziem południowo-wschodnich, o szkoły i o reformę sądownictwa. Szczególnie postulował nad wprowadzeniem stałego podatku, ale akurat ten temat był niemiły zarówno magnaterii jak i szlachcie, która godziła się jedynie na okresowe i jednorazowe podatki, określane na Sejmie Wielkim przez posłów delegowanych tam przez sejmiki ziemskie, natomiast co do obrony krajowej, to twierdzono że wszyscy w razie konieczności "potężną gębą nadstawią gardła swoje". Gdy zaś padły oskarżenia że owego podatku szlachta i tak: "daje tylko ile chce, bo ich żaden o to nie pozwie i starosta egzekucji nie uczyni", pewien poseł z województwa ruskiego - Drohojowski, na te słowa do kija się porwał i rzekł: "Dość już tych sideł na wolności szlacheckie! (...) dosyć tych anszalgów na swobody ludzkie!". Sejm został rozwiązany ostatecznie 12 sierpnia 1569 r. i każdy rozjechał się do domów, a wcześniej jeszcze (11 sierpnia) król złożył uroczyście akt Unii i 88 ustaw na Sejmie zawartych w Kościele Dominikanów w Lublinie, a potem - na pamiątkę aktu zjednoczenia - postawiono tam słup kamienny, na którym widniały posągi Jadwigi i Jagiełły oraz godła Polski i Litwy. Od tej pory miejscem zebrania sejmów miała być Warszawa - wówczas jedno z większych miast województwa mazowieckiego, gdzie na polu sejmowym na Woli wznoszono namiot senatorski i szeroką salę drewnianą, która miała pomieścić tysiące posłów. Król zmarł niedługo po dokonaniu owego aktu zjednoczenia - 7 lipca 1572 r. a wówczas pojawił się problem. Po raz pierwszy w dziejach nie było bowiem wcześniej uzgodnionego następcy, a z chwilą śmierci króla ustawały wszelkie sądy (sędziowie wydawali przecież wyroki, powołując się na królewski majestat) a to oznaczało bezkrólewie i anarchię. Należało więc czym prędzej wybrać nowego króla, gdyż czas naglił, wciąż trwała wojna z Moskwą a i Tatarzyn czekał sposobnej chwili do kolejnego najazdu. 


PS: Na marginesie pragnę jeszcze dodać, że gdy Anglicy i Szkoci zamierzali złączyć się wspólną Unią na początku wieku XVIII, to aby to uczynić wysłano posłów do Polski, do Krakowa, a mieli oni za zadanie dokładnie zbadać jak Polacy i Litwini wcześniej zawarli Unię, która łącznie przetrwała 400 lat (i trwała nawet w czasach zaborów). Opierając się na polskich doświadczeniach w 1707 r. Anglia i Szkocja (oraz Irlandia) zawarły Unię, tworząc nowe państwo: Wielką Brytanię.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...