WYŚWIETLENIA

23 sierpnia 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVI

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XII


MURAD II




PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. XI



 Rozmowy na temat zawarcia nowego traktatu handlowego z Wenecją (prowadzone przez wysłannika Signorii, bogatego kupca z Pery -Aldovrandino de'Giusti) trwały pełną parą i już 23 lutego 1446 r. zawarty został nowy traktat pokojowy, który pozwalał Wenecji wrócić do intratnego handlu z Imperium Osmańskim. Był on tak naprawdę powtórzeniem traktatu zawartego przez Serenissimę z ojcem młodego sułtana Mehmeda II - Muradem II 4 września 1430 r. - czyli 15 lat wcześniej. Jedyną różnicą zawartego obecnie traktatu, był brak zapisu o specjalnych "podarkach", jakich sułtanowi miała zapłacić Wenecja, oraz zapis że ów traktat musi również zatwierdzić "Sułtan Azji", czyli przebywający na swoistych wakacjach w Manisie Murad II (co oznaczało że Wenecja ubezpieczała się na wypadek utraty władzy przez Mehmeda II i powrotu na tron jego ojca, co też wkrótce nastąpiło). Był to bodajże jedyny znany nam traktat, zawarty z Imperium Osmańskim w pierwszym okresie rządów Mehmeda II. W każdym razie młody sułtan nie miał łatwo. Liczył sobie już co prawda lat 14 ale otoczenie, jakie pozostawił wokół niego ojciec, było mu w dużej mierze niechętne, a przynajmniej nie widziało w młodym chłopcu dobrego i skutecznego sułtana. Ów traktat z Wenecją, w którym zabrakło stwierdzenia iż Wenecja musi zapłacić sułtanowi "upominki", w zamian za zgodę na jego zawarcie, były dla wielu tego dobitnym przykładem. Szczególnie niechętny wobec Mehmeda II był wielki wezyr Chalil pasza, który słał listy do Manisy, krytykujące młodego sułtana za najróżniejsze jego przedsięwzięcia (a również za ich brak). Mehmed też chciał się pozbyć Chalila - którego uważał za zły cień swoich rządów - i stopniowo ograniczał jego władzę. To zapewne spowodowało, że Chalil pasza w jednym ze swych listów wezwał Murada II do powrotu do Adrianopola i ponownego objęcia władzy. Muradowi jednak nie śpieszyło się do powrotu z owych wakacji, w Manisie bowiem odpoczywał w otoczeniu swoich niewolnic i konkubin, zbudował tam nowy pałac (który ukończony został właśnie ok. 1446 r.) i odpoczywał, przede wszystkim odpoczywał, relaksując się w swoich komnatach, ogrodach, czy nad brzegiem Morza Egejskiego. Nie uważał też że państwo jest w dramatycznej kondycji (jak sugerował w swych listach Chalil pasza), aby musiał osobiście interweniować.




Dopiero 5 maja 1446 r. sułtan Murad II opuścił Manisę na zawsze (i już nigdy do niej nie wrócił), z zamiarem powrotu do Adrianopola i ponownego przejęcia władzy. Zaczynało się jednak lato, więc sułtanowi nie śpieszyło się do stolicy, zatrzymał się więc na odpoczynek naprzeciw wyspy Lesbos, gdzie spędził kilkanaście dni (m.in. mocząc stopy w Morzu Egejskim). Następnie ruszył do Brusy, gdzie też poświęcił meczet swego imienia. W tym czasie sułtan Murad II nie był informowany o wyjeździe ojca z Manisy i jego planie powrotu do Adrianopola, wielki wezyr Chail pasza (i inni wezyrowie) zadbał o to, żeby młodzian dowiedział się o tym jak najpóźniej (obawiano się zapewne że Mehmed spróbuję zachować władzę i rozpocznie wojnę domową z własnym ojcem), ale postępowanie Murada im tego nie ułatwiało. Ten bowiem gdzie tylko mógł zatrzymywał się już nie na kilka czy kilkanaście dni, ale wręcz na tygodnie, co było trudne do utrzymania w tajemnicy. W samej Brusie siedział co najmniej dwa miesiące (jego testament który tam wystawił, ogłoszony został 1 sierpnia 1446 r.). W swoim testamencie muradę drugi nakazywał, że po jego śmierci należy pochować jego ciało w bliskiej odległości (0,68 m.) grobu jego ukochanego syna - Alaeddina Alego i że sułtan nie życzy sobie aby ktokolwiek inny z jego rodziny spoczął obok niego. Nakazał również aby jego ciało pochowano do ziemi, a nie wystawiono w trumnie w specjalnej sali (jak to było w osmańskim zwyczaju w przypadku pochówku władców lub wielkich wezyrów), "Niechaj deszcz kropi z łaski Bożej nade mną" - jak dodawał w testamencie sułtan Murad. Nakazywał jednak wokół jego grobu wznieść odpowiednią altanę, gdzie można by było sobie usiąść i w spokoju czytać Koran. Zaznaczał też że gdyby zmarł gdzie indziej poza Brusą, to należy jego ciało przewieźć właśnie tutaj i polecił aby przybyło ono do miasta w czwartek a zostało złożone do grobu w piątek. W tym czasie w Brusie świadkami ogłoszenia owego testamentu byli trzej wezyrowie: wielki wezyr Chalil pasza, Serudża pasza oraz Ishak pasza (co oznacza że wcześniej musieli oni opuścić Adrianopol, a to też oznacza że młody Mehmed II musiał już wiedzieć, że ojciec zbliża się do stolicy).




Mehmed oczywiście nie zamierzał się bronić, ani też podejmować konfrontacji z ojcem. Wiedział bowiem że - po pierwsze ma zbyt nikłe poparcie (praktycznie nie popierał go nikt z administracji sułtańskiej w Adrianopolu, a także janczarzy byli mu niechętni, gdyż widzieli w młodym i nieco ponurym chłopcu nadętego buffona, co jawnie kontrastowało z dosyć pogodnym i przystępnym nastawieniem jego ojca), a po drugie zapewne nie zamierzał toczyć walki o władzę z własnym ojcem. Ale był jeden szczegół, który pozostał w owym chłopcu bardzo silny od tamtych dni, a mianowicie ogromna niechęć do wielkiego wezyra Chalila paszy, którego uważał za głównego spirytus movens swojego upadku. Chalil pasza był otwarcie znienawidzony przez Mehmeda i ostatecznie po jego powrocie do władzy będzie musiał pożegnać się z życiem, był bowiem obwiniany o wszystkie niepowodzenia, jakie młody sułtan miał - w swoim mniemaniu - doświadczyć. Murad II wkroczył do Adrianopola we wrześniu 1446 r., witamy entuzjastycznie zarówno przez janczarów jak i lud stolicy. Jednak pierwotnie nie przybył do Pałacu sułtańskiego, a zatrzymał się w domu z Serudża paszy (czyżby obawiał się jakiejś kontrakcji ze strony swego syna?) i dopiero potem objął władzę sułtańską. W tym czasie wymyślono też bajeczkę, jakoby Chalil pasza wysłał wcześniej młodego Mehmeda na polowanie, a w tym czasie Murad wkroczył do stolicy i objął pełnią władzy. Nie ma na to żadnego potwierdzenia w źródłach, wydaje się więc że jest to zmyślona historia, mająca podkoloryzować powrót Murada do władzy. W każdym razie jego syn nie stawiał żadnego oporu, pokornie oddał władzę i w otoczeniu kilku wiernych sobie ludzi opuścił stolicę i wyjechał do Manisy (gdzie też zamieszkał w nowym pałacu, wzniesionym niedawno przez swego ojca). Tak oto stary-nowy sułtan wrócił ponownie do władzy.




W tym czasie Imperium Osmańskie było bezpieczne zarówno od strony Węgier, jak i Europy (gdzie koncepcje krucjatowe papieża Eugeniusza IV po klęsce pod Warną, rozpłynęły się jak sen złoty Salomei 😉). Tymczasem w Budzie drobna szlachta węgierska i przedstawiciele miast, jacy zjechali na Sejm zwołany wiosną 1446 r., ostatecznie obaliła rządy rady siedmiu i pełnię władzy przekazała w ręce Jana Hunyady'ego jako regenta, występującego w imieniu młodego króla - Władysława V (Pogrobowca) Habsburga (panującego oficjalnie od swych narodzin w lutym 1440 r. a realnie - choć nieoficjalnie - od listopada 1444 r. i śmierci w bitwie pod Warną Władysława I (III) Jagiellończyka). Król Władysław V nie przebywał wówczas na Węgrzech, gdyż w tym czasie pozostawał w Wiedniu (wraz ze swymi dwoma starszymi siostrami Anną i Elżbietą) na dworze swego stryja, króla Niemiec Fryderyka III Habsburga (który sprawował opiekę nad młodym węgierskim władcą). Negocjacje na temat powrotu króla na Węgry i zwrócenia (zabranej przez matkę Władysława V - Elżbietę Luksemburską) korony św. Stefana, szły niezwykle opornie, gdyż Fryderyk III najpierw żądał aby wypłacono mu dług, jaki wcześniej zaciągnęła u niego nieżyjąca już wówczas Elżbieta Luksemburska i do tego czasu nie zamierzał wysyłać Władysława na Węgry. Trójka rodzeństwa zresztą krótko pozostawała razem, Fryderyk III zabrał bowiem Władysława Pogrobowca do Styrii (a potem wraz z nim wyjechał nawet do Neapolu), dziewczynki zaś pozostały pod opieką opozycji anty-cesarskiej w Wiedniu (na której czele stał m.in. Ulryk Eizinger), gdzie cierpiały biedę i niedostatek. Były one wnuczkami Zygmunta Luksemburskiego - dawnego króla Węgier i cesarza rzymsko-niemieckiego, oraz Barbary Cylejskiej (ta kobieta była bez wątpienia nie wyżytą seksualnie nimfomanką, pewnego razu - na zjeździe w Łucku w 1429 r. - zaproponowała Władysławowi II Jagielle, aby po śmierci swego męża mogła wyjść za jego pięcioletniego wówczas syna, czyli przyszłego Władysława III Jagiellończyka, który zginął pod Warną. Poza tym odbywała liczne stosunki ze swymi dworakami i rycerzami). Teraz jednak wygląd dziewczynek był więcej niż mizerny, praktycznie przymierały one w Wiedniu głodem. Mimo to Fryderyk III dbał o ich wykształcenie (zajmowała się tym ich piastunka, która była erudytką wielkiej miary i pozostawiła po sobie ciekawe pamiętniki - Helena Kottenerich), czym zajmował się również znany ówczesny humanista Eneasz Sylwiusz Piccolomini (późniejszy papież Pius II, z którym znajomością potem szczyciła się królowa Polski - Elżbieta, czyli jedna z sióstr Władysława Pogrobowca, matka licznego jagiellońskiego potomstwa, w tym chociażby Zygmunta I, przedostatniego władcy z tej dynastii na tronie Polski i Litwy). Siostra Elżbiety (zgodnie z wolą ich matki) została wydana 20 czerwca 1446 r. za księcia saskiego Wilhelma z Turyngii, natomiast sama Elżbieta zaręczona wówczas została z jego kuzynem Fryderykiem.




Tymczasem na sejmie piotrkowskim (który rozpoczął się 30 marca 1446 r.) biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki starał się przepchnąć do tronu polskiego kandydaturę elektora Brandenburgii - Fryderyka II (Żelaznego) Hohenzollerna (jako element nacisku na wielkiego księcia Litwy Kazimierza Jagiellończyka, z którym notabene jeszcze w 1436 r. - zaraz po jej narodzinach - miała zostać zaręczona Elżbieta, siostra Władysława Pogrobowca, ale wówczas nic z tego nie wyszło). Ostatecznie opozycja (na której czele stała królowa-matka Zofia (Sonka) Holszańska - wysunęła wówczas kandydaturę księcia mazowieckiego - Bolesława IV Warszawskiego, co spowodowało że kandydatura wybrańca Oleśnickiego przepadła, zaś Bolesław wybrany został warunkowo, na wypadek gdyby Kazimierz ostatecznie odrzucił polską koronę lub też dalej próbował zwodzić panów polskich co do jej przyjęcia. Bolesław nie stanowił dla Kazimierza żadnego zagrożenia i zapewne jego kandydatura była z nim wcześniej uzgodniona, jednak dalsze zwodzenie Polaków mogło zakończyć się utratą polskiego tronu i objęciem patronatu nad Litwą przez jakiegoś innego władcę, z innej dynastii, być może właśnie Niemca. Należało więc tę sprawę czym prędzej rozwiązać, Polacy co prawda naciskali na szybki przyjazd Kazimierza do Krakowa i jego koronację na króla Polski, zaś Litwini kategorycznie zabraniali mu wyjazdu i przyjmowania polskiej korony, strasząc, iż w takiej sytuacji wybiorą wielkim księciem jakiegoś innego Giedyminowicza. W Koronie zaś za swym synem ostro lobbowała królowa-matka, często odgrywając przed panami teatrzyk, gdy zalewała się łzami, mówiąc, aby po stracie jednego syna nie odpychali od rządów drugiego, czym wzbudzała powszechną litość. W 1446 r. Sonka pojechała nawet do klasztoru sądeckiego, gdzie modliła się w intencji objęcia władzy w Koronie przez Kazimierza i nawet miało tam wówczas dojść do pewnego cudownego uzdrowienia jednego z jej dworzan - co wzbudziło powszechne zaciekawienie. Na zjazdach Wielkopolan w Kole i Małopolan w Korczynie uznano więc, że wybór Kazimierza na króla jest nie tylko najbardziej opcjonalny ale jedyny możliwy, stwierdzono jednak że dalsze uchylanie się od przyjęcia korony nie będzie akceptowane.


KAZIMIERZ JAGIELLOŃCZYK 
(1447 r. miał zaledwie lat 20)



Matka wysłała więc list do syna, do Wilna, w którym pisała (pamiętajmy że Sonka była niepiśmienna, dlatego też mówiąc "pisała", mam na myśli - podyktowała) że jeśli teraz odrzuci koronę lub też będzie szukał wymówek, to utraci ją na zawsze. Radziła więc aby nie tylko ją przyjął ale przyjechał na zjazd, jaki na wrzesień zwołano do Parczewa. Kazimierz odpisał matce (on również był niepiśmienny), że koronę przyjmuje, ale musi mieć jeszcze czas aby rozwiązać sprawy litewskie, bo wraz z uzyskaniem korony Polski nie zamierza tracić litewskiej mitry. O liście Sonki do syna i jego zgodzie na przyjęcie korony wkrótce dowiedziała się cała Polska (najpierw Kraków, potem Poznań), postanowiono więc ponownie wysłać oficjalne poselstwo do Wilna, które tym razem zaproponuje koronę polską Kazimierzowi bez możliwości jej oficjalnego nieprzyjęcia lub też szukania innych wymówek. Litwini jednak, gdy przybyło polskie poselstwo, kategorycznie zabronili Kazimierzowi wyjazdu do Parczewa, obawiając się, że tam już oficjalnie przyjmie on polską koronę (nie chcieli bowiem utraty uzyskanej w 1440 r. przez Litwę suwerenności na rzecz ponownego związku z Koroną). Wielki magnat litewski Jan Gasztoud otwarcie wręcz ośmielił się zwrócić do Kazimierza, że jeśli pojedzie do Parczewa to już nie wróci do Wilna jako wielki książę, gdyż w jego zastępstwie wybiorą Michała Zygmuntowicza. Tak więc gdy zjazd parczewski się rozpoczął (we wrześniu 1446 r.) książę Kazimierz nań... nie przybył. Było to niesłychane, królowa-matka obawiała się że tym sposobem Kazimierz otwarcie utraci polski tron, ale wkrótce dowiedziano się że Kazimierz wyjechał z Wilna i jest w Brześciu Litewskim, ale do Parczewa nie przyjedzie. Kazimierz (poprzez swoich posłów) twierdził, że zaprasza wszystkich uczestników zjazdu parczewskiego do Brześcia, ale polscy panowie obawiali się tam przybyć, ze względu na możliwość litewskiej zasadzki. Tym bardziej że warunki Litwinów opierały się jedynie na obopólnym sojuszu dwóch państw bez podległości Litwy Koronie, oraz na pozostawieniu w granicach Wielkiego Księstwa Wołynia i Podola, tak jak było za Witolda. Polacy odrzucili te warunki jako niedorzeczne i dlatego też obawiano się przyjazdu do Brześcia.




Ostatecznie wysłano więc tam zaledwie reprezentację, która jednak - wobec niezwykle niechętnego stanowiska Litwinów co do polskich zamierzeń wobec Wielkiego Księstwa - jedynie zaproponowała Kazimierzowi polską koronę, którą on przyjął, ale wszystkie inne sporne sprawy pozostały nie uzgodnione i zostawione "na przyszłość". 17 września 1446 r. Kazimierz oświadczył że w swojej osobie łączy "w bratni związek" Koronę Królestwa Polskiego i Wielkie Księstwo Litewskie (rozumiane jako dwa odrębne państwa, od siebie niezależne), że będzie ich bronił przed nieprzyjaciółmi, że 25 czerwca 1447 r. odbędzie w Krakowie koronację królewską i że potwierdza wszystkie dotychczasowe przywileje szlachty, zarówno w Koronie jak i na Litwie. Polscy posłowie złożyli oficjalne oświadczenie, że nie będą nowemu królowi czynili nakazów co do miejsca jego przebywania (czy to w Krakowie czy w Wilnie), oraz utrzymywania na dworze ludzi "jakiegokolwiek języka" (chodziło głównie o doradców litewskich), tym samym pierwotne założenia panów polskich zostały usunięte, a zwyciężyło stanowisko strony litewskiej (o powrocie do dawnych aktów podległości Litwy wobec Korony nie było więc już mowy). Od tej pory oczekiwano na jak najszybszy przyjazd nowego króla do Krakowa i jego oficjalną koronację na Wawelu, tym bardziej że wiele problemów (czy to wewnętrznych czy zewnętrznych) wciąż się nawarstwiało i należało w grodzie Kraka posadzić nowego pana, który wreszcie będzie próbował je rozwiązać. Co prawda rok 1446 upłynął w spokoju, gdyż nie doszło wówczas do ataku Tatarów naddnieprzańskich chana Sit Ahmeta (które to miał miejsce chociażby w roku 1445, 1444, 1442, 1438, 1436, 1435 i 1433 na Podole i Ruś - czyli Wołyń), ale spodziewano się kolejnych najazdów już wiosną następnego roku. Pokój z Zakonem krzyżackim trwał od roku 1434 (w latach 1433-34 doszło do polskiego ataku na ziemie zakonne, gdzie Polacy {przy wsparciu czeskiego rycerstwa czyli husytów} zdobyli 12 miast pomorskich, podchodząc ostatecznie pod Gdańsk {ponoć czeskie rycerstwo wówczas po raz pierwszy wykąpało się w Bałtyku}. Ostatecznie 13 września 1434 r. zawarto rozejm w Łęczycy na 12 lat, po jednym przedłużeniu wygasał w 1447). W 1435 r. wybuchła jeszcze wojna litewsko-krzyżacka (Krzyżacy wspierali bowiem pretensje Świdrygiełły do wielkoksiążącego stolca), zakończona 1 września bitwą pod Wiłkomierzem, która porównywana była do Grunwaldu, a zakończyła się klęską zarówno sił zakonnych jak i wojsk Świdrygiełły (Litwinami oficjalnie dowodził wielki książę Zygmunt Kiejstutowicz, natomiast 4500 kontyngentem polskim Jakub Kobylański, po stronie Świdrygiełły zaś wystąpiło 4500 rycerzy zakonnych z Inflant pod wodzą Franke Kerskorfa). Mimo tego wszystkiego nowy król zasiadające w Krakowie był potrzebny "na wczoraj".




KORONIARZE



LITWINI 



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...