CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI
POWSTANIE i WOJNA
Cz. IV
Gdy pod Zbarażem toczyła się mordercza walka o przetrwanie Rzeczypospolitej, król Jan II Kazimierz - po uzyskaniu papieskiej dyspensy, 30 maja 1649 r. - zawarł związek małżeński ze swoją bratową (żoną zmarłego rok wcześniej Władysława IV) Ludwiką Marią Gonzagą, a następnie 24 czerwca (po przybyciu pospolitego ruszenia) opuścił Warszawę i wyruszył na pomoc zbaraskiej twierdzy. 3 lipca był w Lublinie, gdzie jeszcze powiększył swe siły. Tam też 13 lipca wydał trzecie już wici, wzywające nie tylko szlacheckie pospolite ruszenie, ale również mieszkańców województw: lubelskiego, ruskiego i bełskiego, by natychmiast się z nim połączyli. 17 lipca z 5000 żołnierzy król wyruszył w dalszą podróż. Potem były jeszcze postoje w Krasnymstawie i Sokalu (gdzie również do króla przyłączały się poszczególne grupy zbrojnych). 30 lipca właśnie w Sokalu odbyła się narada, na której większość senatorów zalecała królowi czekać na dalszy rozwój wypadków, gdyż obawiano się że jeśli pod Zbarażem stoi chan z całą swoją potęgą, to może być bardzo niebezpiecznie. Król jednak (za radą kanclerza koronnego Jerzego Ossolińskiego) postanowił iść dalej na ratunek oblężonemu Zbarażowi. 6 sierpnia król był już pod Toporowem, gdzie dnia następnego przybył (wysłany z obozu nocą 3 na 4 sierpnia) mocno wyczerpany długą drogą Mikołaj Skrzetuski, informując króla i zebranych senatorów o sytuacji w twierdzy. 7 sierpnia król wydał uniwersał w którym ogłaszał zdjęcie z urzędu atamana wojsk zaporoskich Bohdana Chmielnickiego i mianowanie w jego miejsce atamanem Semena Zabuskiego. Deklarował również że ci spośród Kozaków, którzy przyłączą się do Zabuskiego, zostaną objęci amnestią, całą zaś resztę czeka sroga kara za bunt przeciwko Rzeczpospolitej i popełniane zbrodnie. 8 sierpnia król był już pod Białym Kamieniem, gdzie dołączyły doń kolejne chorągwie. 12 sierpnia armia koronna stanęła pod Złoczowem (kilka kilometrów na zachód od Zbaraża), gdzie również dołączyły kolejne chorągwie powiatowe. Pod Złoczowem doszło też do pierwszego poważnego starcia z podjazdem tatarskim wysłanym przez Islam Gireja (wcześniej bowiem już pod Białym Kamieniem znoszono mniejsze grupki tatarskich zwiadowców). Bitwa zakończyła się... remisem, co prawda dysproporcja sił po stronie tatarskiej była znaczna (i przez to zginęło ponad 100 żołnierzy wraz z rotmistrzem Pełką - sławnym zagończykiem, który ze swoimi ludźmi przebił się przez pierwszą i drugą linię tatarską, ale tam już został otoczony i ze swymi ludźmi zginął w bohaterskiej walce) dopiero uderzenie sił księcia Koreckiego spowodowało załamanie się linii tatarskich i ich odwrót. Tatarzy zdołali jednak wziąć w niewolę rotmistrza Żółkiewskiego-Głucha, Polacy zaś również wzięli do niewoli jednego z wysoko postawionych tatarskich wodzów, który następnie zeznał że chan przybył tutaj z wielką potęgą i radził królowi podjęcie rozmów w celu zakończenia walki. Deklarował również że nienawidzi Kozaków i wolałby walczyć po stronie Jana Kazimierza ("U waszego boku bić bym się pragnął, a nie u boku sług waszych"). Nie dano wiary jego relacjom, choć były one prawdziwe.
13 sierpnia król był już pod Młynowcem nad Stypą, gdzie generał artylerii Krzysztof Arciszewski (o którym pisałem w poprzednich częściach) wzniósł nad rzeką dwa mosty i groblę w celu przeprawienia wojsk na drugą stronę. 14 sierpnia rozpoczęła się bardzo ciężka przeprawa, gdyż w wyniku padających od kilku dni ulewnych deszczów, lokalne pola zamieniły się w rozlewiska na których grzęzły wozy taborowe i zakopywały się w mule na wysokość kół. Król pierwszy przeprawił się na drugi brzeg do Zaborowa, gdzie udał się do pobliskiego kościoła na modlitwę. 15 sierpnia, gdy co prawda większość sił królewskich była już po drugiej stronie rzeki, na horyzoncie ukazały się znaczne siły kozacko-tatarskie. Ludność Zborowa (życzliwa Chmielnickiemu i Kozakom) zaczęła bić w dzwony, aby pokazać im położenie wojsk koronnych. Najpierw Kozacy uderzyli na próbujące jeszcze przeprawić się przez rzekę pospolite ruszenie z powiatów przemyskiego i lwowskiego, doszło tam do zaciętej walki. Siły wroga były nieporównywalnie liczniejsze (co najmniej pięciokrotnie). Następnie armia kozacko-tatarska uderzyła na główne siły królewskie stojące już pod Zborowem. Ci, którzy przeprawiali się jeszcze przez Stypę, ponieśli znaczne straty i tylko nielicznym spośród nich udało się dołączyć do głównych sił królewskich. Na głównym odcinku bitwy (z powodu dosyć powolnego ataku Tatarów) chorągwie polskie miały czas żeby sformować szyk bojowy i przystąpić do ataku. Głównie stały tam chorągwie lekkie i dwie chorągwie husarskie, a poza tym jeźdźcy niemieccy pod dowództwem Krzysztofa Houwaldta i niemiecka gwardia piesza Fromholda Wolfa. Na lewym skrzydle stała jazda złożona z kilkunastu chorągwi (w tym czterech husarskich) pod dowództwem Jerzego Lubomirskiego i młodego, bo zaledwie 20-letniego rotmistrza Jana Sobieskiego (późniejszego króla Jana III Sobieskiego który w 1683 r. ocalił Wiedeń od tureckiej inwazji. Pod Zborowem w tym właśnie czasie miał miejsce jego chrzest bojowy). Prawym skrzydłem dowodzili zaś kanclerz Ossoliński i wojewoda podolski Stanisław Potocki. Bitwa była niezwykle zażarta i trwała cały dzień, król zaś wykazał wielką odwagę, sam chwytając w dłonie rapier i nawołując cofających się do ponownego ataku (chciał nawet uczestniczyć w szarży, ale mu na to nie pozwolono). Gdy zapadł zmrok bitwa nie została rozstrzygnięta, choć na polu pozostało wielu zabitych i rannych obu stron (szczególnie dużo poległo Tatarów). Nocą gruchnęła plotka że król uciekł z obozu, co spowodowało że dwóch rotmistrzów również zdezerterowało, a jakiś Litwin namówił nawet kilkuset żołnierzy do ucieczki. Nocą - jeszcze przy blasku pochodni, a szczególnie rano 16 sierpnia król obchodził obóz, pokazując wszystkim że jest wśród żołnierzy. Jeszcze 15 sierpnia rano kanclerz Jerzy Ossoliński wysłał list do Islam Gireja z propozycją zawarcia pokoju i odstąpienia Tatarów od Chmielnickiego, ale nim przyszła odpowiedź Kozacy zaatakowali miasteczko Zborów (gdzie stacjonowała polska dragonia) i obóz królewski. Atak został odparty, a wieczorem przyszła odpowiedź chana, wraz z listem od Chmielnickiego. Chmielnicki pisał w nim że to pycha "panów" pchnęła go do buntu, ale nie pragnie wojować z Rzecząpospolitą, a tym bardziej z królem i gotów jest złożyć buławę i oddać ją Semenowi Zabuskiemu, jeśli tylko ten przybędzie do obozu wojska zaporoskiego. Chan zaś deklarował chęci do podjęcia rozmów pokojowych, stawiając jednak warunek że rozmówcą ze strony polskiej powinien być kanclerz Ossoliński. Islam Girej poczuł się też dotknięty tym, że Jan Kazimierz nie wysłał do Bakczysaraju swego posła z wiadomością o zmianie władzy w Polsce, uznał to za brak szacunku do niego samego i lekceważenie Chanatu. Król odpisał na oba listy. Chanowi zgodził się wysłać jako swego pełnomocnika kanclerza Ossolińskiego na rozmowy pokojowe, natomiast Chmielnickiemu polecił spisać wszelkie jego żale i pretensje i przekazać je przez posłów.
Rozmowy pokojowe trwały do nocy 15 sierpnia i również dnia następnego, a także 17 i 18 sierpnia. Tatarzy zażądali zabrania całego zdobytego jasyru i łupów z Polski, wypłacenia 200 000 zł dla chana, powiększenia rejestru kozackiego do 40 000 i zapewnienia im żołdu, corocznego płacenia daniny chanowi, uznania władzy kozackiej w trzech województwach ukraińskich (kijowskim, bracławskim i czernichowskim) i zrzeczenia się jurysdykcji Rzeczypospolitej nad Kozakami oraz ich powinowatymi. Chmielnicki dołączył również kolejny list dla króla w którym żądał dodatkowo zniesienia unii kościelnej w całej Rzeczypospolitej, podporządkowania prawosławnego metropolity kijowskiego patriarsze Konstantynopola, wybudowania cerkwi w Krakowie i Lublinie, pozbawienia zakonów katolickich prawa do nabywania kolejnych nadań ziemskich na Ukrainie, zniesienia biskupstwa katolickiego w Kijowie, oraz miejsc w Senacie dla metropolity kijowskiego i dwóch księży prawosławnych. Ogólnie były to warunki nieakceptowalne, aczkolwiek nie można ich było tak od razu odrzucić, jako że siły kozacko-tatarskie były ogromne i istniała obawa porażki w bitwie, a nawet dostania się do niewoli samego króla, co byłoby katastrofą dla Rzeczpospolitej. Ostatecznie zgodzono się przystać na żądania tatarskie, lecz odpowiedź dla Chmielnickiego wstrzymywano, ale ostatecznie musiano również zgodzić się i na te żądania (pod presją tatarską), chociaż udało się uzyskać niewiele znaczące kwestie, jak określić z góry miasta w których mogli stacjonować Kozacy i gdzie miano dokonać ich spisu. Rejestr miano sporządzić do końca 1649 r., Czehryń stawał się miastem "buławy wojska zaporoskiego" czyli siedzibą atamana (w tym przypadku Chmielnickiego), metropolita kijowski uzyskiwał miejsce w Senacie Rzeczypospolitej, a najwyższe urzędy w trzech województwach ukraińskich miały przypadać tylko szlachcie wyznania prawosławnego. Oczywiście tę umowę musiał jeszcze zatwierdzić Sejm, ale była to już tylko formalność. Tatarom przyznano 200 000 zł daniny (z czego 30 000 wypłacono od razu), a za resztę dano zakładnika w postaci starosty sokalskiego Zygmunta Denhoffa. Tatarzy twierdzili też że obrońcy Zbaraża obiecali im dodatkowe 200 000 zł, na co negocjatorzy królewscy nie mieli wiedzy. Król miał jednak stwierdzić że skoro obiecali, to niech wypłacą, a jeśli nie mają, to niech również dadzą zakładnika (wiadomo jednak że te pieniądze nie zostały Tatarom wydane, o czym pisałem w poprzedniej części). 19 sierpnia dokumenty te zostały oficjalnie podpisane i przekazane obu stronom, tego też dnia Chmielnicki złożył przysięgę na wierność Rzeczpospolitej. 20 sierpnia do obozu polskiego przybył wraz z synem (po wcześniejszym wydaniu zakładnika w osobie starosty krakowskiego Jerzego Sebastiana Lubomirskiego) sam Bohdan Chmielnicki. Padł przed królem na kolana i prosił o wybaczenie. Następnie król wysłał dwóch swoich komisarzy do obozu Chmielnickiego pod Zbarażem, którzy mieli poinformować załogę o warunkach zawartego pokoju, sam zaś wyruszył do Lwowa, gdzie przybył nocą (28 na 29 sierpnia). Nowy burmistrz Lwowa doktor medycyny Janczewski, witał króla jak zwycięzcę. We Lwowie mnóstwo było też szlachty (do 10 000 ludzi) którzy nie zdążyli do obozu królewskiego pod Zborów. Wkrótce też przybyli obrońcy Zbaraża z księciem Jeremim Wiśniowieckim na czele (którego król miał osobiście pojednać z kanclerzem Ossolińskim, gdyż ci dwaj panowie niezbyt się lubili).
Zawarty pokój tak naprawdę nie satysfakcjonował żadnej ze stron (nawet Tatarów, którzy uzyskali najwięcej). Kozacy byli niezadowoleni że rejestr ciągle był wyznaczany przez króla i jego przedstawiciela, czyli hetmana wielkiego koronnego. Poza tym wolność spod jurysdykcji hetmańskiej przypadała tylko Kozakom rejestrowym, natomiast pozostała ludność trzech ukraińskich województw (głównie ludność chłopska) obawiała się powrotu panów do ich dawnych majątków, a ich samych do roli chłopów pańszczyźnianych, tak jak było do tej pory. Poza tym kwestie unii religijnej nie zostały tak naprawdę wdrożone w życie. Strona polska również nie mogła być zadowolona, gdyż pokój zborowski tak naprawdę przypieczętował oczywistą klęskę całej tej kampanii lat 1648-1649, w tym spustoszenie Wołynia, Podola i Bracławszczyzny oraz zezwolenia na uprowadzenie z tych ziem przez Tatarów tamtejszej ludności wziętej w jasyr. Poza tym traktat ten uzależniał Kozaków od chana (mieli oni bowiem przyjść Tatarom z pomocą w czasie toczonych przez nich wojen, np. z Moskwą), co też umniejszało suwerenne prawa Rzeczypospolitej nad kozaczyzną. Pocieszano się bowiem bohaterską obroną Zbaraża i "cudownym ocaleniem króla", ale to były tylko pewnego rodzaju drobiazgi na otarcie łez. Poza tym gdy Tatarzy rabowali Ukrainę, biorąc w niewolę tamtejszą ludność, Chmielnicki dał im do towarzystwa (a raczej aby śledzić ich kroki) dwóch swoich pułkowników. Ruska ludność która szła teraz w jasyr, widziała że Kozacy również brali udział w tatarskiej brance, co bardzo źle odbiło się na pozycji Chmielnickiego (twierdzono potem że zapłakane dziewczęta i młodzi mężczyźni którzy szli w niewolę na Krym, przeklinali Chmiela, przyśpiewując piosenkę że raz uniknął postrzału, ale drugi raz kula trafi go w samo serce). Poza tym ludność chłopska Ukrainy bardzo obawiała się powrotu "panów Polaków" na ich dawne majętności. Kozacy też jeszcze do końca września siedzieli w Barze i w zachodniej części Wołynia, gdyż nadal jeszcze na Ukrainie nie zostały opublikowane warunki ugody zborowieckiej. Wszyscy jednak obawiali się tego, co nastąpi. Tatarzy również nie byli zadowoleni z warunków pokojowych, jako że przede wszystkim chcieli zmusić Rzeczpospolitą, aby ta wspierała ich w wojnach toczonych z Moskwą, na co Polacy się nie zgodzili. Poza tym uważali że i tak za mało wycisnęli w czasie tej kampanii. Ogólnie można stwierdzić że okręt Rzeczpospolitej, choć mocno podziurawiony, zdołał wypłynąć na bezpieczne wody i uniknąć zatopienia, ale załoga była w fatalnym stanie, zarówno fizycznym jak i psychicznym. Co dalej miało czekać Rzeczpospolitą, co dalej z Ukrainą, z Kozakami i z Chmielnickim?
"O PODATKACH DECYDOWALI SOBIE SAMI, WIĘC ICH NIE PŁACILI, A W DODATKU MOGLI SOBIE WYBRAĆ KRÓLA NAJGORSZEGO Z MOŻLIWYCH"
"TO SIĘ NAZYWAŁO WOLNA EREKCJA ELEKCJA" 🥴,
Dalej król na 22 listopada 1649 r. zwołał Sejm, który miał zatwierdzić warunki pokojowe zawarte w Zborowie. Wcześniej jeszcze, bo z końcem września we Lwowie Andrzej Firlej i Stanisław Lanckoroński obliczyli dług Rzeczypospolitej powstały po tej wojnie i wyszła z tego ogromna suma 2 264 171,22 złotych, a nie doliczono do tego kwot żołnierzy czekających na zaległe wynagrodzenie (głównie ludzi Wiśniowieckiego) w kwocie 33 413 zł i zaległości w kwocie nie składanych Chanatowi "podarków" (60 000 zł). Natomiast przychody roczne z wszystkich ziem koronnych (bez Wielkiego Księstwa) wynosiły ok. 750 000 zł., czyli sytuacja finansowa kraju nie była dobra. Król w uniwersałach pisanych na sejmiki które się wówczas odbywały, zarzucał szlachcie skąpstwo i niechęć do ratowania Ojczyzny. Twierdził wręcz, że to właśnie przez brak wystarczających środków nie można było wystawić armii, która mogłaby rozgromić Chmielnickiego i Tatarów. Tymczasem na Ukrainie, u Chmielnickiego ciężko było mu zapanować nad wałęsającym się chłopstwem, które obawiając się powrotu panów, błąkało się po całym obszarze Ukrainy, częstokroć przekraczając też granicę z Moskwą i paląc tam najróżniejsze wioski oraz dokonując rabunków. Lepiej było z wojskiem zaporoskim - które zdając sobie sprawę że zbliża się termin spisania rejestru, starało się trzymać dyscyplinę i wykazać się wśród starszyzny odwagą i determinacją (każdy z nich bowiem chciał się znaleźć w rejestrze, bo to gwarantowało wolność od kar hetmańskich i tak naprawdę uszlachcenie). Ale ogólnie Chmielnicki też miał swoje słabsze momenty, tak jak wtedy gdy przybyło doń poselstwo z Moskwy (które między innymi skarżyło się na rozboje popełniane przez ukraińskich chłopów). Witając posłów Chmielnicki kazał im przekazać że wielką estymą i przyjaźnią darzy cara Aleksego, ale już podczas ich pobytu - gdy popił sobie znacznie - zaczął im wypominać brak wsparcia w wojnie z Rzeczpospolitą, a gdy ci wrócili do tematu chłopów, stwierdził iż: "Ja złamię wszystkie miasta moskiewskie i Moskwę samą! (...) Już lepszych od was posłów, bo królewskich, karałem śmiercią!" Ogólnie Chmielnicki pijał coraz więcej (praktycznie każdej nocy był mocno podchmielony), a rankiem długo trzeźwiał. Jednocześnie w listach do księcia siedmiogrodzkiego Jerzego II Rakoczego twierdził, że zawarty w Zborowie pokój Polacy wkrótce zerwą, gdyż: "Wiemy, że to było oszukaństwo, a nie pokój". Tymczasem szlachta chciała już wrócić do swoich majątków na Ukrainie, pisząc (ręką Kisiela) list do Chmielnickiego, w którym padło takie zdanie: "Kto chce być kozakiem, żeby był; a my żebyśmy w domu mieszkali z tymi, którzy w poddaństwie zostać chcą". Problem polegał na tym, że praktycznie nikt nie chciał wracać do sytuacji sprzed wybuchu powstania, mało tego, gdy próbowano zorganizować sejmik województwa kijowskiego, nie było miejsca nigdzie aby to uczynić, musiano zatem zrobić to pod gołym niebem, a wokół szwędało się mnóstwo chłopstwa które złorzeczyło szlachcie. W takiej sytuacji było oczywiste że ugoda zborowska jest tylko tymczasowym zawieszeniem broni i wkrótce ponownie dojdzie do nowej wojny. Dlatego też obie strony zaczęły się do niej coraz intensywniej przygotowywać, chociaż na razie wszystko wyglądało jakoby zawarty pokój miał przetrwać.
CZERWONE PLAMY NA MAPIE POKAZUJĄ OGROMNE PRYWATNE LATYFUNDIA W RĘKACH WYBRANYCH RODÓW MAGNACKICH W RZECZYPOSPOLITEJ
(POZA TYM PRAKTYCZNIE CAŁY KRAJ BYŁ ZASIANY PRYWATNYMI MAJĄTKAMI SZLACHECKIMI, KAŻDE WOJEWÓDZTWO I KAŻDA ZIEMIA MIAŁA SWOJE MNIEJSZE LUB WIĘKSZE HERBY, CZYLI RODY, KTÓRE W DANYM POWIECIE LUB NA DANEJ ZIEMI ŻYŁY OD POKOLEŃ)
Wielkie majątki (czyli takie współczesne latyfundia rolnicze powiązane z ukraińskimi oligarchami ale kontrolowane przez zachodnie konsorcja, jak to dzisiaj ma miejsce na Ukrainie) na ukraińskich ziemiach rozdawane były pierwotnie przez króla za zasługi polskim panom, wywodzącym się z rycerstwa. Oczywiście ziemie te otrzymywali oni wraz z mieszkającymi nań i uprawiającymi ją chłopami. Z biegiem dekad majątki te rosły, zamieniały się w ogromne latyfundia i to do tego stopnia wielkie, że dany właściciel nie był w stanie wiedzieć o wszystkim, co się działo na jego włościach. Od tego miał starostów i swoje sługi, a ci, jak wiadomo - aby przypodobać się panu i wykazać odpowiednimi zbiorami (czyli jak byśmy to dzisiaj powiedzieli - wynikami w pracy) zmuszali chłopów do jeszcze cięższej pracy i działo się to wielokrotnie za zgodą, a wręcz aprobatą szlachty i magnaterii. To tak ogólnie dziś pogardzane średniowiecze (oczywiście średniowiecze było okresem bardzo długim, bowiem liczyło ponad 1000 lat i miało swoje podokresy, nie stanowiło więc jednej epoki historycznej. Były tam więc okresy realnego upadku - szczególnie po rozpadzie Imperium Rzymskiego - ale począwszy już od wieku XI a szczególnie XII sytuacja zaczęła się zmieniać i średniowiecze stało się realnie - aż do wieku XIX - bodajże najbardziej rozwiniętym i chlubnym okresem w dziejach ludzkości, łącznie z czasami starożytnymi {no, może wyłączając okres rzymski od późnej Republiki i pierwszych dwóch wiekach Cesarstwa} było okresem największej swobody wśród chłopów. Wtedy to oni mieli najwięcej praw i najwięcej swobód, ale z biegiem lat wszystko zaczęło się zmieniać. W Królestwie Polskim pod tym względem symboliczny był rok 1496, kiedy na Sejmie piotrkowskim, w zamian za zgodę szlachty na wyprawę przeciwko Mołdawii, król Jan Olbracht (Albrecht) zgodził się ograniczyć wychodźstwo chłopów ze wsi, zaś mieszczanom zabroniono nadawać dobra ziemskie, a wyższe godności kościelne miały być odtąd obsadzane wyłącznie przez szlachtę. Był to rok symboliczny, od tego bowiem czasu było już tylko gorzej - szczególnie dla chłopów (oczywiście nie ma też co przesadzać w drugą stronę, gdyż w porównaniu z tym, jak traktowano chłopów chociażby we Francji czy Anglii, a także w państwach niemieckich, to w Polsce ich pozycja naprawdę nie była zła. Jeśli pan był dobry, to chłop mógł żyć bardzo dostatnio, a zdarzały się - i to wcale nierzadko - sytuacje, kiedy chłopi dochodzili do wielkich fortun i byli bogatsi od niejednego szlachcica który przyjeżdżał na sejmy).
Jeszcze za Jagiellonów chłop musiał pracować na polu pana (aby odrobić pańszczyznę) jeden dzień w tygodniu i było to zgodne z ogólnie przyjętym od średniowiecza zwyczajem, na mocy którego ludność dzielono na rycerzy-obrońców kraju i kmieci-żywicieli. Chłop, aby móc spokojnie i bezpiecznie uprawiać swoją ziemię, musiał być chroniony przed wrogiem przez rycerstwo, a w zamian oddawał jeden dzień swojej pracy dla tych, którzy chronili jego i jego rodzinę. Z czasem jednak wszystko zaczęło ulegać zmianie (oczywiście na gorsze - jak bowiem mówi prawo Murphy'ego: "Jak coś może pójść źle, to na pewno pójdzie"), gdy dawni rycerze przestali wyprawiać się na wojny i praktykować sztukę żołnierską, a zaczęli prowadzić osiadły tryb życia na swoich posiadłościach wcześniej ofiarowanych im przez króla, w tym momencie dawny podział realnie utracił znaczenie, a byli rycerze stawali się feudalnymi kapitalistami, pragnącymi maksymalizować swoje dobra i zyski kosztem pracy tych, których kiedyś mieli chronić. Zwiększano więc ilość dni w tygodniu, które chłop musiał przeznaczyć na pracę na polu pana (jednocześnie zaniedbując swoje własne pole), ale i tego było za mało. Były bowiem i takie sytuacje, że dawni rycerze, a obecnie szlachcice i magnaci wymagali od chłopów pracy nawet w niedziele i święta. Mało tego, wymagano pracy nie tylko od samego chłopa, ale również od jego żony a nawet dzieci. Ten zaś nie miał gdzie się poskarżyć, ponieważ szlachta wywalczyła sobie możliwość sądzenia chłopów na swych włościach i jedynie w dobrach królewskich chłopi byli realnie wolni od widzimisię szlachty. Taki właśnie stosunek do chłopów, a także częstokroć niewiedza panów o tym co dzieje się na ogromnych terenach należących do nich latyfundiów, głupota i okrucieństwo podległych im starostów (często ludzi prostych) zrobiła swoje, szczególnie na Ukrainie, gdzie dochodziła jeszcze kwestia religijna. Tak się bowiem tam stało że włościanin wyznawał religię grecką (prawosławie), natomiast pan najczęściej (choć też nie zawsze) był katolikiem. Różnice religijne nakładały się często na różnice narodowościowe i tak prawosławnym był Rusin-chłop, katolikiem zaś Polak-pan (zwany "Lachem", od słowa Lechita). Tak więc Lach w oczach prawosławnego chłopstwa ruskiego (a szczególnie jego pomagierzy na starostwach) stawał się ciemiężycielem nie tylko wymuszającym ciężką pracę fizyczną, ale również gnębicielem wiary greckiej (z której niejednokrotnie szydzono). W takich warunkach (nie mogąc znaleźć w inny sposób sprawiedliwości), chłopi uciekali z majątków na południe, na Zaporoże i na Sicz, gdzie dołączali do braci kozackiej i żyli tam jak wolni ludzie. Gdy zaś w grudniu 1637 r. stłumiono powstanie Pawluka na Ukrainie, Sejm znacznie obniżył rejestr kozacki (czyli wpis na którym znajdowali się wolni Kozacy, wolna brać kozacka), to spowodowało ogromne niezadowolenie ludzi, którzy wcześniej uciekli przed samowolą feudalnych kapitalistów, a teraz ponownie mieli wrócić do roli pańszczyźnianych chłopów. I determinacja Chmielnickiego (który rozpalił żagiew buntu w roku 1648) spowodowała, że jego armia zasilona została przez ogromną rzeszę ukraińskiego chłopstwa i zwykłych, nie majętnych, prostych Kozaków - zwanych czernią. Teraz ci chłopi bardzo obawiali się powrotu polskich panów na ich dawne (zrabowane i zniszczone) posiadłości.
CDN.




