WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZWYCIĘSKA WOJNA 1920. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZWYCIĘSKA WOJNA 1920. Pokaż wszystkie posty

15 sierpnia 2026

DZIEŃ ZWYCIĘSTWA!

MUREM ZA POLSKIM MUNDUREM




 Dziś świętujemy dzień zwycięstwa, gdy 106 lat temu Polska - która niedawno, niczym Feniks z popiołów odrodziła się na gruzach trzech imperiów zaborczych które upadły po I Wojnie Światowej - musiała stawić czoła potwornemu niebezpieczeństwu, jakiego do tej pory nikt w Europie nie doświadczył. W Rosji władzę zdobyli bolszewicy którzy zapragnęli przenieść "płomień rewolucji" do Niemiec, Francji i całej Europy. W czerwcu i lipcu 1920 r. gdy ruszyła wielka ofensywa bolszewicka na Zachód, Zachód realnie był bezbronny. Armia Niemiecka została w większości już zdemobilizowana, a jej ponowne zmobilizowanie i szybkie uzbrojenie nie było możliwe w krótkim czasie; Armia Francuska choć zwycięska, realnie nie była zdolna do podjęcia nowej wojny (ogromna liczba zabitych i rannych w okopach I Wojny Światowej, a przede wszystkim kalek - które wracały do swych rodzin nie tylko z ranami fizycznymi, lecz co gorsze z psychicznymi i ci ludzie musieli latami dochodzić do siebie. Do dziś jeszcze można zobaczyć stare filmy, pokazujące francuskich weteranów I Wojny, którzy nie są w stanie opanować drgawek swego ciała i nawet jak siedzą na krześle to całe ich ciało nadal funkcjonuje w taki sposób, jakby nieustannie przeżywali padaczkę). Francuskie straty były tak ogromne, że w wielu przypadkach do francuskich wiosek nie wrócił żaden mężczyzna który wcześniej został tam zmobilizowany, pozostały tam tylko kobiety, starcy i ewentualnie małe dzieci (z tego punktu widzenia nie dziwi strach Francuzów przed kolejną wojną i ich niechęć do angażowania się w wojnę z Niemcami w 1939 jak i w 1940), każdy więc chłopiec urodzony we Francji w latach 1920-1940 był na wagę złota.


UGRUPOWANIE PIERWSZEJ ARMII
NA PRZEDMOŚCIU WARSZAWSKIM 
(13 SIERPNIA 1920)



Armii USA wówczas już w Europie nie było (i jakakolwiek pomoc z tej strony też raczej nie nadeszłaby szybko - jeśli w ogóle), a Armia Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii była za słaba, aby mogła cokolwiek w tej kwestii przedsięwziąć, tym bardziej że w kolejnych latach nastąpił proces demilitaryzacji w Wielkiej Brytanii i to w takim tempie, że w połowie lat 30-tych realnie Wielka Brytania nie tylko była pozbawiona armii, lotnictwa ale i marynarki wojennej (okręty były starego typu, często przez lata nie naprawiane i nie modernizowane). Któż miałby więc ocalić Europę przed sowiecką inwazją w przypadku klęski odrodzonej Polski? Tym bardziej że w samych Niemczech były dosyć silne (choć początkowo spacyfikowane przez rząd, ale szybko mogły ponownie się odrodzić) nastroje komunistyczne i jestem przekonany (bo do tego też dążył Lenin) że Niemcy zgodziliby się stworzyć swoją własną niemiecką "Armię Czerwoną" u boku armii bolszewików z którą wspólnie podbito by Zachód (może bez Wielkiej Brytanii, przynajmniej w początkowych latach inwazji). Nie było więc w Europie siły zdolnej realnie powstrzymać bolszewików, a przynajmniej nie byłoby takiej siły, gdyby nie odradzające się od listopada 1918 r. Wojsko Polskie - którego głównym ojcem i patronem był Naczelnik Państwa Józef Piłsudski. Nie zamierzam teraz opisywać procesu tworzenia ani walk toczonych z bolszewikami w latach 1919-1920, ponieważ czyniłem to już wielokrotnie i nie ma sensu akurat teraz powtarzać się w tym temacie po raz enty. Powiem tylko i podsumuję że bez Polski los Europy byłby godny pożałowania, i to czego Europa doznała (w sposób bardzo wybiórczy, bo to też trzeba przyznać że okupacja niemiecka w czasie II Wojny Światowej na Zachodzie a okupacja niemiecka na Wschodzie to były dwa zupełnie inne światy i tego nawet nie można ze sobą porównywać, bo się po prostu nie da) w czasie niemieckiej okupacji, to było nic, w porównaniu z tym, czego doświadczyłaby pod sowiecko-rosyjsko-niemieckim komunistycznym butem.


BITWY POD RADZYMINEM I OSSOWEM
(14 - 15 SIERPNIA 1920)



Dziś jednak pamięć o wielkim zwycięstwie Wojska Polskiego i powstrzymaniu bolszewickiego najazdu na Zachód (bo celem Lenina było dotarcie do Niemiec właśnie po to, aby tam połączyć się z lokalnymi komunistami i wspólnie ruszyć na Zachód, by stworzyć "Europejską Republikę Rad". Lenin nigdy nie chciał budować komunizmu w Rosji, uważał to za zbrodnię wobec całej ideologii, a Rosja miała być tylko odskocznią do celu głównego, czyli przejęcia władzy najpierw nad Europą, a potem nad innymi kontynentami i wreszcie na całym światem), dziś ta pamięć praktycznie w Europie nie istnieje, ponieważ to wszystko o czym piszę nie wydarzyło się, a tamte społeczeństwa żyły tak, jak wcześniej, także wydawało im się że nic właściwie się nie stało. Że wojna polsko-bolszewicka, to jakaś lokalna wojna gdzieś na krańcach Europy (były i też takie głosy gdy twierdzono: "oni tam się zawsze o coś biją i nigdy nie wiadomo o co") bez znaczenia dla losów milionów Francuzów, Niemców, Brytyjczyków, Włochów, Hiszpanów etc. Brytyjczycy nawet byli skłonni poświęcić Polskę, pod warunkiem że bolszewicy zatrzymają się na granicy z Niemcami, bo dopiero wejście bolszewików do Niemiec byłoby dla Londynu cienką czerwoną linią, która w zasadzie niewiele by już znaczyła, bo możliwości oddziaływania były w tym momencie żadne (trzeba by było zmęczone wojną społeczeństwo znowu przekonywać, że ponownie muszą udać się na Kontynent, by walczyć z jeszcze większym poświęceniem niż dotychczas w obronie Niemiec i Francji - co raczej w Wielkiej Brytanii nie spotkałoby się z pozytywnym przyjęciem). Ale takie było myślenie, w Londynie już zakładano że można będzie z bolszewikami się dogadać, zawrzeć jakiś sojusz, jakiś pakt, że nie będzie tak źle, że się zatrzymają. 🤭 Problem polegał na tym, że bolszewicy to nie byli ludzie z którymi można było się dogadać, to byli z zideologizowani bandyci, którzy mieli swoją wizję świata i los dał im możliwość jej realizacji w tym właśnie czasie - dlaczego mieliby więc się zatrzymać? bo zawarli jakiś głupi pakt? 🤔🤣 Takimi papierkami to oni co najwyżej podcierali sobie tyłki i służyły one im tylko tak długo, o ile byli słabsi. Jeżeli zaś mieli możliwość zademonstrować swą siłę i przewagę, to nic by ich w tym nie powstrzymało - nic, poza siłą militarną.


UDERZENIE OKRĄŻAJĄCE ZNAD WIEPRZA I CAŁKOWITA KLĘSKA SOWIETÓW W BITWIE WARSZAWSKIEJ 
(16 - 25 SIERPNIA 1920)
(Dokładnie taką samą taktykę zastosował "Ostatni Bóg Wojny" - Douglas MacArthur w czasie wojny w Korei, przeprowadzając desant pod Inczon - 15 września 1950 r. Czym ocalił Koreę Południową od komunistycznego  zniewolenia przez Północ
Notabene MacArthur niezwykle cenił Marszałka Piłsudskiego, ale o tym już zapewne pisałem)



I taką właśnie siłę militarną stworzyli Polacy u świtu swej niepodległości. Armia, która w 1920 r. liczyła prawie milion żołnierzy ostatecznie była w stanie nie tylko zatrzymać postępy ośmiu sowieckich armii skierowanych na podbój Europy, ale i rozbić je na tyle, że nie były już zdolne podjąć kolejnej próby inwazji (nie byłyby zdolne tego uczynić nigdy, gdyby w Niemczech władzy nie zdobył Hitler, bo Hitler był wybawieniem dla Sowietów i Stalin mocno wspierał dojście Hitlera do władzy w Niemczech. Ci dwaj ludobójcy byli od siebie totalnie uzależnieni, Hitler bez wsparcia Stalina nie napadłby na Polskę, zaś Stalin bez Hitlera nie zdobyłby połowy Europy w 1944/1945 r. chociaż i tak uważał to za porażkę, bo Jego celem było zdobycie całej Europy. Swoją drogą gdy w czerwcu 1945 r. na Kremlu składano hołdy generalissimusowi Stalinowi, twierdząc że dzięki niemu potęga Związku Sowieckiego dotarła do Niemiec, Stalin przerwał im mówiąc: "Nie towarzysze. Naszą największą zdobyczą w tej wojnie nie są Niemcy, lecz Polska"). W dwóch wielkich bitwach stoczonych w ciągu miesiąca (w Bitwie nad Wisłą - która zatrzymała pochód Sowietów w marszu do Niemiec w sierpniu 1920 r., oraz w Bitwie nad Niemnem we wrześniu - która definitywnie rozbiła ostatnie sowieckie armie, ostatecznie niwecząc marzenia Lenina o podboju całego Kontynentu), inwazja została zatrzymana, Polska i Europa ocalona a wojna z bolszewikami wygrana. Któż jednak dziś w Europie o tym jeszcze pamięta? A przecież jeśli zapomnimy o historii, będziemy zmuszeni nieustannie ją powtarzać, bo będziemy popełniać te same błędy nie ucząc się na tym, co pozostawili i czego doświadczyli nasi przodkowie. 


BITWA NAD NIEMNEM
LIKWIDACJA WSZYSTKICH OŚMIU SOWIECKICH ARMII I CAŁKOWITA KLĘSKA BOLSZEWIKÓW
(20 - 29 WRZEŚNIA 1920)




To tyle na dzisiaj jeśli chodzi o święto Wojska Polskiego, czyli Święto Zwycięstwa. Zapraszam jeszcze do obejrzenia parady, jaka odbyła się dziś w Warszawie z okazji 106 rocznicy Bitwy Warszawskiej i Zwycięstwa w wojnie z bolszewikami. 









A NA KONIEC GRAJĄ I ŚPIEWAJĄ POLSCY OFICEROWIE WOJNY 1920 
WRAZ Z PÓŹNIEJSZYM MARSZAŁKIEM
(BUŁAWĘ OTRZYMAŁ ZA ZWYCIĘSTWO W WOJNIE Z BOLSZEWIKAMI)
 JÓZEFEM PIŁSUDSKIM
(Notabene któż wie że w roku 1920 naczelnym wodzem Wojska Polskiego był Litwin - Józef Piłsudski, zaś dowódcą Armii Litewskiej Polak - Silvestras Žukauskas - czyli Sylwester Żukowski. To pokazuje jak kultury dawnej Rzeczypospolitej wzajemnie się przenikały)

 

04 lipca 2026

SIEDMIU WSPANIAŁYCH

KU CZCI WŁADYSŁAWA 
BELINY-PRAŻMOWSKIEGO 
I JEGO SZEŚCIU UŁANÓW: 
JANUSZA GŁUCHOWSKIEGO,
ANTONIEGO JABŁOŃSKIEGO,
ZYGMUNTA KARWACKIEGO, 
STEFANA KULESZY, 
STANISŁAWA GRZMOTA-SKOTNICKIEGO
I LUDWIKA SKRZYŃSKIEGO






WŁADYSŁAW BELINA-PRAŻMOWSKI BYŁ TWÓRCĄ KAWALERII II RZECZYPOSPOLITEJ, A JEGO LUDZIE PRZESZLI DO HISTORII POD NAZWĄ:

"SIÓDEMKI BELINY"






Siódemka Beliny - czyli pierwsi ułani II Rzeczypospolitej - przekroczyli granicę zaboru rosyjskiego dnia 3 sierpnia 1914 r. jako pierwsi żołnierze odradzającego się u boku Komendanta Józefa Piłsudskiego Wojska Polskiego (wówczas jeszcze w postaci Pierwszej Kompanii Kadrowej). Granicę zaboru przekroczyli jadąc na furmankach, a potem pieszo (konie mieli bowiem zdobyć dopiero na wrogu). Pierwsi kawalerzyści odradzającej się Polski, których zwycięstwa w walkach z bolszewikami (jak choćby pod Komarowem - 31 sierpnia 1920 r. gdzie jedna polska dywizja jazdy rozgromiła wszechpotężną i walczącą dotąd z powodzeniem przeciwko armiom "białych" rosyjskich generałów - Armię Konną Siemiona Budionnego. Przewaga w tej bitwie była po stronie Rosjan i wynosiła aż... 12:1. Bitwa ta była największą i ostatnią o takim zasięgu w XX wieku bitwą kawaleryjską w Europie), a także z Niemcami w 1939 r. (zwycięstwo Wołyńskiej Brygady Kawalerii w bitwie z 4 Dywizją Pancerną - pod Mokrą - 1 września 1939 r. Tak, polscy kawalerzyści rozgromili niemieckich pancerniaków). Nie mówiąc już o sukcesach odnoszonych w walkach z Sowietami w tymże roku. Tak oto z siedmiu kawalerzystów (bez koni), zrodziła się siła licząca aż 11 brygad.





 Można jednak zapytać, po co właściwie było tworzyć tak duże składy kawaleryjskie w sytuacji, gdy coraz więcej armii państw europejskich albo rezygnowało z posiadania kawalerii, albo też przesuwało ją do działań pomocniczych. Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy najpierw opisać, jaka właściwie była przedwojenna armia II Rzeczypospolitej. Po pierwsze, Wojsko Polskie - największa i najsilniejsza siła zbrojna począwszy od Skandynawii, poprzez rejon państw bałtyckich, Europę Środkową, Bałkany, aż po Grecję i Morze Egejskie - jako jedyne ze wszystkich państw leżących na owym "Pasie Międzymorza" - operowało taktyką ofensywną. Począwszy od wojny w obronie Lwowa w listopadzie 1918 r. i wojny w Galicji Wschodniej (1918-1919), poprzez wojnę z bolszewikami (1919-1920) Armia Polska zawsze szkoliła się w taktyce ofensywnej. Przez cały okres dwudziestolecia jedyną taktyką Wojska Polskiego był atak, ofensywa - zaś nigdy obrona. Tak więc (paradoksalnie) "Wojna Obronna" 1939 r. także miała być wojną ofensywną (o czym notabene pisałem już w jednym z wcześniejszych tematów).




Dowodem na to że wojna 1939 r. miała być wojną szybką, manewrową - świadczą plany rozesłane ze sztabu Naczelnego Wodza do dowództw poszczególnych armii i dywizji. Pięknie to opisał podpity oficer jednej z dywizji Armii Łódź, który na kilka dni przed 1 września, stwierdził do swego kompana od kieliszka, że przyszły nowe plany wojenne i za kilka dni ruszamy na Wrocław, a potem prosto na Berlin. Dziś te słowa mogą śmieszyć, ale wówczas brane były całkiem serio i nie dlatego że ówczesne kierownictwo buńczucznie "wymachiwało szabelką", tylko dlatego że po prostu żołnierz polski w całym okresie dwudziestolecia międzywojennego nigdy nie był przygotowywany do działań obronnych (jedyną ewentualnością, zbliżoną do zadań defensywnych, było szybkie powstrzymanie pierwszego uderzenia wroga, a następnie błyskawiczny kontratak i marsz wgłąb jego terytorium. Cóż ponoć najlepszą obroną jest atak).

Drugim (i bez wątpienia głównym) powodem utrzymywania tak dużych sił kawaleryjskich, był kierunek, na którym te siły miały zostać użyte. Wojsko Polskie (w tym oczywiście kawaleria), lotnictwo i Polska Marynarka Wojenna, z całą tą taktyką ofensywną od samego początku istnienia II Rzeczypospolitej - szkolone było na przyszłą wojnę z Sowietami. Tam, w rejonie Kronsztadu i Leningradu, nasza Flota Wojenna siałaby postrach i zniszczenie nad sowiecką Flotą Bałtycką (gdyż właśnie do tego była przygotowywana). Tam też, na ogromnych przestrzeniach Wschodu, nasza mobilna kawaleria byłaby niezastąpiona (Niemcy też zdali sobie z tego sprawę, gdyż atakując w 1941 r. Związek Sowiecki, dysponowali jedynie 1 brygadą kawalerii, a to było stosunkowo za mało na tak ogromne przestrzenie Wschodu, gdzie nie zawsze i nie o każdej porze roku można było dojechać czołgami. Dlatego pośpiesznie zaczęto formować kawaleryjskie formacje Kozackie już w roku 1942). Tam ofensywny plan Wojska Polskiego wypadłby znakomicie. A gdyby do wojny z ZSRS weszła jeszcze Japonia? 

Zresztą nasze kontakty wywiadowcze i wojskowe (o czym też już wcześniej pisałem) z Krajem Kwitnącej Wiśni, były w całym dwudziestoleciu wyśmienite, a japońscy kryptolodzy przyjeżdżali na szkolenie do Warszawy... najlepszego według nich ośrodka wywiadowczego w całej Europie. Kontakty te nie ustały nawet po rozpoczęciu wojny. Polska była bodajże jedynym aliantem, który utrzymywał w czasie II Wojny Światowej kontakty wywiadowcze (i bardzo długo dyplomatyczne) z Tokio. Wywiady Armii Krajowej i Kempetai współpracowały ze sobą na wielu płaszczyznach, wymieniając się informacjami. My przekazywaliśmy im wiadomości na temat Sowietów, oni nam na temat ich ówczesnych sojuszników - hitlerowskich Niemiec. Poza tym japońscy lekarze i pielęgniarki uratowali życie setkom wycieńczonych i na wpół martwych polskich dzieci, które przeszył przez piekło sowieckich domów dziecka i sierocińców po agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 r. i późniejszych wielkich wywózkach (w bydlęcych wagonach bez jedzenia i picia) ludności polskiej na Syberię, by ich tam wysadzić w szczerym polu i niejednokrotnie w... śniegu po kolana (dzieci z reguły w chwili śmierci rodziców zabierano do domów dziecka - tylko że nie wiadomo co było gorsze, codzienna walka o przeżycie na syberyjskim pustkowiu, bez narzędzi, bez ciepłych ubrań, w zasadzie bez niczego - pozwalano zabrać tylko jedną walizkę - czy też trafienie do sowieckiego sierocińca - o tym co się tam wyprawiało napiszę jeszcze kiedyś w jednym z kolejnych tematów). 





Dlatego też uważam że Japończykom należy się dozgonna wdzięczność za to, że odratowali te wykończone, na wpół martwe już dzieci, które trafiły do nich po niemieckim ataku na Związek Sowiecki i podpisaniu układu polsko-sowieckiego 30 lipca 1941 r. gwarantującego uwolnienie wszystkich obywateli polskich będących w Związku Sowieckim.





"SIÓDEMKA BELINY"




3 SIERPNIA 1924 r. 
10-ta ROCZNICA PIERWSZEGO PRZEKROCZENIA GRANICY PRZEZ "SIÓDEMKĘ BELINY"

DWOREK W GOSZYCACH, W KTÓRYM PRZEBYWALI "BELINIACY" PO WKROCZENIU DO KONGRESÓWKI. W 1924 r. NA UROCZYSTOŚCI 10-tej ROCZNICY "AKCJI BELINY" DWOREK ODWIEDZIŁ RÓWNIEŻ MARSZAŁEK JÓZEF PIŁSUDSKI, OTOCZONY "BELINIAKAMI" I ICH RODZINAMI
(Płk. BELINA, PIERWSZY OD PRAWEJ STRONY W GÓRNYM RZĘDZIE)




KRAKÓW - 6 PAŹDZIERNIKA 1933 r. 
250 ROCZNICA ODSIECZY WIEDEŃSKIEJ 
KRÓLA JANA III SOBIESKIEGO

WŁADYSŁAW BELINA-PRAŻMOWSKI PO CYWILNEMU - JAKO WOJEWODA LWOWSKI, PO LEWEJ STRONIE OBOK MARSZAŁKA PIŁSUDSKIEGO. BELINA-PRAŻMOWSKI W LUTYM 1933 r. PRZESTAŁ PEŁNIĆ URZĄD PREZYDENTA KRAKOWA) 

(PS: TO WŁAŚNIE PODCZAS TYCH UROCZYSTOŚCI PRZESUNIĘTO CZĘŚĆ SIŁ NAD GRANICĘ Z NIEMCAMI, PRZYGOTOWUJĄC SIĘ DO WOJNY PREWENCYJNEJ Z HITLEREM)





 

21 kwietnia 2026

PRZEPOWIEDNIA...

...z TĘGOBORZA!





Dnia 23 września 1893 r. we wsi Tęgoborze (w dzisiejszym powiecie nowosądeckim) odbył się seans spirytystyczny z udziałem hrabiego Władysława Wielogłowskiego. Hrabia spisał ową przepowiednię, podobnie jak i wcześniejsze swe "rozmowy z duchami" i zamknął w swym prywatnym archiwum. Tekst przepowiedni po raz pierwszy został upubliczniony w roku 1912 w "Gazecie Narodowej" wychodzącej we Lwowie. Ponownie powtórzony został 27 marca 1939 r. w przedwojennym IKC-u (Ilustrowanym Kurierze Codziennym)
Oto ona.

Poniżej prezentuję jej tekst - wraz z własną interpretacją słów po każdej zwrotce:



"W dwa lat dziesiątki nastaną te pory,
Gdy z nieba ogień wytryśnie.
Spełnią się wtedy pieśni Wernyhory,
Świat cały krwią się zachłyśnie"


Słowa te można interpretować jako zapowiedź nadciągającej katastrofy, którą dla tamtego świata tzw.: "ancien regime'u" stanowił wybuch I Wojny Światowej. Wybuchła ona bowiem w "dwa lat dziesiątki" licząc od 1893 r. czyli w 1914 r. I Wojna Światowa była prawdziwą hekatombą i pochłonęła życie milionów ludzi i to zarówno żołnierzy jak i cywilów (była to bowiem pierwsza nowoczesna wojna, w której wrogami byli nie tylko żołnierze przeciwnych armii, lecz także cywilni obywatele wrogich państw).






"Polska powstanie ze świata pożogi,
Trzy orły padną rozbite,
Lecz długo jeszcze los jej jest złowrogi,
Marzenia ciągle niezbyte"


Polska odzyskała swą niepodległość w listopadzie 1918 r. w chwili gdy wszystkie trzy zaborcze imperia "padły rozbite" (godłem wszystkich trzech państw Prus/Niemiec, Austrii/Austro-Węgier i Rosji był dwugłowy, czarny orzeł stylizowany w różnych formach w zależności od państwa). "Lecz długo jeszcze los jej jest złowrogi" - po zakończeniu I Wojny Światowej jeszcze przez kilka lat odrodzona Rzeczpospolita musiała walczyć o swój byt, o "prawo do życia" pośród innych narodów Europy.






"Gdy lat trzydzieści we łzach i rozterce
Trwać będą cierpienia ludu,
Na koniec przyjdzie jedno wielkie serce
I samo dokona cudu"


"Gdy w lat trzydzieści..." - te słowa można interpretować począwszy od roku w którym owa przepowiednia została wygłoszona, czyli od 1893 przez "30 lat" (przepowiednie mają to do siebie, że nie zawsze odnoszą się konkretnie do zjawisk, miejsc czy dat, tak, jak to formułują), zatem owe 30 lat można odnieść do roku 1920, zaś stwierdzenie "Na koniec przyjdzie jedno wielkie serce i samo dokona cudu" - jako odniesienie do postaci Józefa Piłsudskiego i stworzonej przez niego Armii, która rozbiła bolszewicki marsz na Europę u bram Warszawy w sierpniu 1920 r.



"Gdy czarny orzeł znak krzyża splugawi,
Skrzydła rozłoży złowieszcze,
Dwa padną kraje, których nikt nie zbawi,
Siła przed prawem jest jeszcze"


Tutaj mamy już oczywiste odniesienie do hitlerowskiej swastyki, którą jako swój symbol przyjęli niemieccy narodowi socjaliści - "Gdy czarny orzeł znak krzyża splugawi" (swastyka - splugawiony krzyż - a "czarny orzeł" to oczywiście Niemcy których jest godłem). "Skrzydła rozłoży złowieszcze" - odniesienie do nazistowskiej idei Lebensraumu (przestrzeni życiowej dla Niemiec). "Dwa padną kraje, których nikt nie zbawi, Siła przed prawem jest jeszcze" - ta część przepowiedni odnosi się niewątpliwie do upadku "dwóch państw" - aneksji Austrii przez hitlerowskie Niemcy w marcu 1938 r. oraz upadku Czechosłowacji od października 1938 r. do marca 1939 r. Hitler stosował politykę "faktów dokonanych", twierdząc że "silnego nikt z jego działań rozliczał nie będzie".



"Lecz czarny orzeł wejdzie na rozstaje;
Gdy oczy na wschód obróci
Krzyżackie szerząc swoje obyczaje,
Z złamanym skrzydłem powróci"


"Lecz czarny orzeł wejdzie na rozstaje, Gdy oczy na wschód obróci" - odnosi się zapewne do wojny na dwa fronty, przeciwko Wielkiej Brytanii, a potem Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom, oraz przeciw Związkowi Sowieckiemu, którego zaatakują Niemcy 22 czerwca 1941 r. "Krzyżackie szerząc swoje obyczaje" - chodzi tutaj zapewne o przytoczenie dawnych krwawych najazdów i gwałtów zadawanych przez rycerzy Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, czyli "Krzyżaków" w czasie ich podboju Prus, Pomorza, Kujaw i porównanie ich z niewyobrażalnymi zbrodniami dokonywanymi przez "bohaterski Wehrmacht" na wschodzie Europy. "Z złamanym skrzydłem powróci" - zapowiedź niemieckiej klęski ataku na Związek Sowiecki.


 
"Krzyż splugawiony razem z młotem padnie.
Zaborcom nic nie zostanie.
Mazurska ziemia Polsce znów przypadnie,
A w Gdańsku port nasz powstanie"


"Krzyż splugawiony razem z młotem padnie" - jest to zapewne zapowiedź klęski dwóch największych totalitaryzmów w historii ludzkości - Niemiec w 1945 r. - "splugawiony krzyż" i Związku Sowieckiego w latach 1989/1991 - "młot". Dalsza część zwrotki odnosi się do wskrzeszenia Polski po II Wojnie Światowej.



"W ciężkich zmaganiach z butą Teutona
Świat morzem krwi się zrumieni.
Gdy północ wschodem będzie zagrożona
W poczwórną jedność się zmieni"


"W ciężkich zmaganiach z butą Teutona (Niemcy) Świat morzem krwi się zrumieni" - kolejne odniesienie do tragedii II Wojny Światowej, Holocaustu i masowych mordów Polaków, Rosjan i innych Słowian w Europie Środkowo-Wschodniej. "Gdy północ wschodem będzie zagrożona" - tu już mamy zapowiedź "zimnej wojny", zaś "północ" to tzw.: kraje NATO, Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych (czyli "półkuli północnej" - czyli Sojuszu Północnoatlantyckiego), zaś "wschód" to oczywiście Związek Sowiecki. "W poczwórną jedność się zmieni" - odniesienie do powstania Organizacji Narodów Zjednoczonych, które grupują państwa ze wszystkich czterech kontynentów naszej planety (choć obecnie ONZ już wyczerpało swoją formułę i nie spełnia swej pierwotnej roli).



"Lew na zachodzie nikczemnie zdradzony
Przez swego wyzwoleńca
Złączon z kogutem dla lewka obrony
Na tron wprowadzi młodzieńca"


"Lew na zachodzie" - prawdopodobnie określenie odnoszące się do Wielkiej Brytanii, choć sądzę iż raczej chodzi tu o USA. "Nikczemnie zdradzony" - trochę pogmatwane, jak to w przepowiedniach, sądzę jednak że mowa tu jest o porzuceniu USA i koncepcji euroatlantyckiej "przez swego wyzwoleńca", czyli przez Francję (Francja bowiem, wraz z objęciem prezydentury przez Charlesa de Gaulle'a, wystąpiła ze struktur wojskowych NATO w 1966 r. i zaczęła zbliżać się ku Wschodowi, realizując koncepcję de Gaulle'a tzw.: "Europy od Atlantyku do Uralu" i "Trzeciej drogi", lub też "Trzeciej siły". Chodziło oczywiście o zbudowanie państw u boku Francji, jako tzw.: "trzeciej drogi", która byłaby siłą mogącą konkurować zarówno z NATO jak i z Układem Warszawskim). Oczywiście stwierdzenie "wyzwoleniec" odnosi się do wyzwolenia Francji głównie przez siły amerykańsko-brytyjskie podczas II Wojny Światowej (Amerykanie i Brytyjczycy dwa razy w XX wieku pomogli Francuzom uniknąć niemieckiej niewoli, być może dlatego dzisiaj Francuzi tak bardzo za to nienawidzą USA. Nikt bowiem nie lubi mieć długów wdzięczności). "Złonczon z kogutem dla lewka obrony Na tron wprowadzi młodzieńca" - prawdopodobnie chodzi tu o objęcie władzy przez prezydenta USA Johna F. Kennedyego i jego próby ponownego "pozyskania" Francji. Może się to też odnosić do zniesienia francuskiego weta dla wejścia Wielkiej Brytanii do dzisiejszej Unii Europejskiej, a ówczesnych Wspólnot Europejskich. (Wlk Brytania weszła do WE w 1973 r. już po śmierci de Gaulle'a, głównego przeciwnika jej obecności we Wspólnocie).






"Złamana siła mącicieli świata
Tym razem będzie na wieki.
Rękę wyciągnie brat do swego brata,
Wróg w kraj odejdzie daleki"


Prawdopodobnie zapowiedź długiego okresu pokoju, który nastał po zakończeniu II Wojny Światowej i trwał do 28 lutego 2026 r. czyli dnia w którym rozpoczęła się III wojna światowa (w której obecnie żyjemy), oraz powstanie wszelkich międzynarodowych instytucji kontrolujących i stabilizujących światowe reżimy (już dawno te instytucje przestały pełnić swoje pierwotne zadania, a dziś głównie służą do wdrażania różnych form zniewolenia ludzkości, jak choćby powszechna pandemia Covid 19) - "Złamana siła mącicieli świata Tym razem będzie na wieki" - jak widać, to jeszcze nie jest ten czas.



"U wschodu słońca młot będzie złamany.
Pożarem step jest objęty.
Gdy orzeł z młotem zajmą cudze łany
Nad rzeką w pień jest wycięty"


Kolejne odniesienie do II Wojny Światowej (tak mi się przynajmniej wydaje, lub też mowa o przyszłych wydarzeniach o których jeszcze nie mamy pojęcia) - "Gdy orzeł z młotem zajmą cudze łany" - niemieckie i sowieckie agresje przeciwko różnym państwom europejskim, także odniesienie do paktu Ribbentrop-Mołotow i podziału Europy pomiędzy "orła i młota" - 23 sierpnia 1939 r. "Pożarem step jest objęty (...) Nad rzeką w pień jest wycięty" - zapowiedź "niemieckiej zdrady" i ataku na ZSRS, zaś drugi człon tej przepowiedni odnosi się do niemieckiej klęski w bitwie pod Stalingradem, położonym nad wielką rzeką Wołgą, gdzie Niemcy zostali "w pień wycięci". "U wschodu słońca młot będzie złamany" - upadek i rozpad Związku Sowieckiego w czasie tzw.: "Jesieni Ludów" - 1989/1991 r.






"Bitna Białoruś, bujne Zaporoże,
Pod polskie dążą sztandary.
Sięga nasz orzeł aż po Czarne Morze
Wracając na szlak swój prastary"


To stwierdzenie nie odnosi się już do wydarzeń historycznych, lecz jest prawdopodobnie zapowiedzią przyszłych wydarzeń, które być może są jeszcze przed nam. "Bitna Białoruś, bujne Zaporoże pod polskie dążą sztandary. Sięga nasz orzeł aż po Czarne Morze" - może odnosić się to do wskrzeszenia piłsudczykowskiej koncepcji Międzymorza, zjednoczenia państw Europy Środkowej od Finlandii, przez Białoruś i Ukrainę, po Węgry a nawet może i Grecję, w tzw.: "Unii Jagiellońskiej" (to już kolejna przepowiednia która mówi o tym, że w niedalekiej przyszłości - co bardzo ważne - w drugiej połowie XXI wieku, Polska będzie jednym z największych potęg na świecie, nie tylko w Europie, a w języku polskim będą pisane prawa obowiązujące w świecie i ta przepowiednia nie jest jedyna, podobną miał ojciec Czesław Klimuszko i śpiący prorok Marian Węcławek - który swoje przepowiednie dostawał w czasie snu. Wyślił nawet dokładnie rok, miesiąc i dzień własnej śmierci i tak też się stało. Swoją drogą to trochę przerażające wiedzieć dokładnie kiedy umrzesz, ale z drugiej strony możesz do tego czasu zdążyć się pożegnać i załatwić sprawy, których do tej pory nie zdążyłeś uporządkować. W końcu przybywamy tutaj tylko na chwilę i to nie jest nasz Dom - musimy to sobie uświadomić, ale ponieważ przybywamy tutaj często po naukę i doświadczenia, musimy o to miejsce dbać). Byłby to sojusz wolnych i równych państw, zjednoczonych ideą środkowoeuropejską i połączonych wspólnymi, nazwijmy je - jagiellońskimi korzeniami historycznymi (choć bardziej wydaje mi się że te państwa się po prostu zjednoczą z Polską na zasadzie wspólnego tworu zwanego Rzeczpospolitą, ale podobnie jak tamten twór z czasów Wielkiej Rzeczypospolitej Obojga Narodów - będzie to ponownie projekt polski) - "Wracając na szlak swój prastary". Cóż historia kołem się toczy - "To, co jest, już było, a to, co ma być kiedyś, już jest" - jak mówi Księga Koheleta (Koh 3:15)



"Witebsk, Odessa, Kijów i Czerkasy
To Europy bastiony,
A barbarzyńca aż po wieczne czasy
Do Azji ujdzie strwożony"


Zapowiedź przyszłych wydarzeń - Ukraina, a za nią prawdopodobnie Białoruś wejdą w skład Unii Jagiellońskiej czyli nowej Rzeczypospolitej, zaś pozycja Rosji będzie malała - "A barbarzyńca aż po wieczne czasy do Azji ujdzie strwożony". Odpadniecie Ukrainy i Białorusi a także innych państw np. na Kaukazie, spowoduje że Rosja zostanie "zepchnięta w głąb Azji" a i tam będzie miała sporo problemów.



"Warszawa środkiem ustali się świata,
Lecz Polski trzy są stolice.
Dalekie błota porzuci Azjata,
A smok odnowi swe lice"


"Warszawa środkiem ustali się świata" - powtarzam, to już kolejna z wielu przepowiedni które mówią o tak wielkim wywyższeniu naszego kraju, który ma nastąpić po zakończeniu owego okresu "walk i niepokojów" a przede wszystkim po zakończeniu obecnie trwającej III wojny światowej. "Lecz polski trzy są stolice" - jest to ponowne odniesienie do "Unii Jagiellońskiej" czyli nowej Rzeczpospolitej o granicach sięgających daleko na Wschód, oraz tych na zachodzie opartych o Odrę i Nysę (w czasie jednej wizji ojca Klimuszko, opowiadał on, że idąc korytarzem swojego klasztoru, nagle zobaczył że podłoga i ściany rozstępują się w cudowny sposób i ukazuje mu się widok niesamowitych pól, ciągnących się hen na Wschód, stwierdził że to jest Polska, i dawał że nie może dostrzec końca naszej granicy na Wschodzie. Ojciec Czesław Klimuszko zmarł w 1980 r.). Trzy stolice mogą oznaczać tzw.: "Twarde Jądro Unii", czyli np.: Warszawę, Kijów i Wilno. Kto wie? "Dalekie błota porzuci Azjata A smok odnowi swe lice" - to są właśnie owe kłopoty które czekają Rosję w Azji. Pozycja Chin, czyli "smoka" będzie wzrastała, wreszcie może dojść do oderwania od Rosji Syberii (już teraz osadnictwo chińskie stanowi bardzo poważny problem dla Rosji, a cóż dopiero w przyszłości). Wcześniej czy później "chińska Syberia" może ogłosić niepodległość, lub przyłączyć się do Chin. Jest to bardzo prawdopodobna wizja.



"Niedźwiedź upadnie po drugiej wyprawie.
Dunaj w przepychu znów tonie.
A kiedy pokój nastąpi w Warszawie,
Trzech królów napoi w nim konie"


Czyli Rosja wcześniej czy później zostanie pokonana - "Niedźwiedź upadnie po drugiej wyprawie". "A kiedy pokój nastąpi w Warszawie" - "Polska będzie decydować o losach świata" - jak twierdził Marian Węcławek. "Trzech królów napoi w nim konie" - mowa zapewne o nieznanych jeszcze uczestnikach przyszłej konferencji pokojowej, zwycięskich uczestnikach oczywiście.



"Trzy rzeki świata dadzą trzy korony
Pomazańcowi z Krakowa,
Cztery na krańcach sojusznicze strony
Przysięgi złożą mu słowa"


Wydarzenia są pomieszane, tutaj znów mamy odniesienie do czasów "zimnej wojny" (tak mi się przynajmniej wydaje). "Trzy rzeki świata dadzą trzy korony Pomazańcowi z Krakowa" - mowa tu jest o Karolu Wojtyle, który "z Krakowa" został wybrany jako "boży pomazaniec" na papieża w 1978 r. (trzy korony są na papieskiej tiarze). "Cztery na krańcach sojusznicze strony Przysięgi złożą mu słowa" - jest to zapowiedź misyjnej i misjonarskiej działalności Jana Pawła II/Karola Wojtyły, który odwiedził wszystkie kontynenty świata, a jego pontyfikat był bez wątpienia unikalnym w najnowszej historii papiestwa.



"Węgier z Polakiem, gdy połączą dłonie,
Trzy kraje razem z Rumunią.
Przy majestatu polskiego tronie
Wieczną połączą się unią".


Kolejne odniesienie do koncepcji "Międzymorza", czy też jak ja to widzę "Idei Jagiellońskiej" - "Przy majestatu polskiego tronie Wieczną połączą się unią" - Jagiellonowie panowali nad ogromnymi ziemiami Polski, Litwy, Ukrainy, Białorusi, Łotwy, Estonii, Czech i Węgier, a także podporządkowane im były ziemie dzisiejszej Rumunii (Mołdawia i Wołoszczyzna). Przyjaźń polsko-węgierska też jest już bowiem legendarna, nasze kraje są w jakiś przedziwny sposób ze sobą związane i nie sposób "rozerwać" tego przymierza



"A krymski Tatar, gdy dojdzie do rzeki,
Choć wiary swojej nie zmieni,
Polski potężnej uprosi opieki
I stanie się wierny tej ziemi"


Czyżby na Krymie w przyszłości powstało państwo tatarskie?Kto wie co przyniesie przyszłość, sądzę jednak że Krym długo nie będzie przyłączony do Rosji. Czyżby więc Krym też miał wejść w skład "Unii Jagiellońskiej?"



"Powstanie Polska od morza do morza.
Czekajcie na to pół wieku.
Chronić nas będzie zawsze łaska boża,
Więc cierp i módl się człowieku"


"Polska od morza do morza" - bez wątpienia zapowiedź Unii Międzymorza, czy też "Unii Jagiellońskiej". "Czekajcie na to pół wieku" - na pewno nie odnosi się to do roku 1893, być może chodzi tu o jakąś inną datę, może 1989 - co wydaje się bardziej prawdopodobne. 



To tyle jeśli chodzi o przepowiednię z Tęgoborza, na koniec - dla podkreślenia tego faktu (zresztą powrócę jeszcze do serii o przepowiedniach, gdyż wydaje mi się ona bardzo interesująca, szczególnie w obecnym czasie) zapraszam na kanał Krzyśka Woźniaka "Atora" i przepowiedni śpiącego proroka Mariana Węcławka o tym, jak będzie wyglądała przyszła Wielka Polska



07 kwietnia 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. IV

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. IV



W dniach 22 czerwca - 12 sierpnia 1921 r. w Moskwie odbył się III Kongres Kominternu, na którym również debatowano nad możliwością wybuchu w Polsce rewolucji komunistycznej. Z ramienia Komunistycznej Partii Robotniczej Polski uczestniczyli w tym kongresie Adolf Warszawski-Warski, Maksymilian Horowitz-Walecki, Adam Landy, Stefan Królikowski i Stanisław Bobiński (notabene Warski, Walecki i Wera Kostrzewa byli w partii uważani za "prawicowców" a to dlatego że postulowali jakąś chęć współpracy z Polską Partią Socjalistyczną. Byli też frakcją tzw. "większościowców", w odróżnieniu od frakcji "mniejszościowców" której przewodził Julian Leszczyński-Leński). Zaczęto teraz bardzo skrupulatnie przygotowywać się do nowej rewolucji. Organizowano jaczejki (komunistyczne struktury) w zakładach pracy a przede wszystkim w wojsku (które w tym czasie przechodziło proces demobilizacji). Umieszczenie swych agentów w wojsku było niezwykle ważne, ponieważ w sytuacji wybuchu rewolucji i kolejnej sowieckiej agresji na Polskę, należało maksymalnie osłabić możliwość Wojska Polskiego do skutecznej obrony. Te struktury były podstawą dla stworzonej już oficjalnie od połowy lat 20-tych tzw. "wojskówki" (Centralny Wydział Wojskowy KPP). Ostatecznie została ona rozbita przez policję w grudniu 1935 i styczniu 1936 r., mimo że była to struktura tak tajna, że nawet wewnątrz samej KPP niewielu o niej wiedziało (wojskówka początkowo złożona była z pięciu osób, w 1928 r. jej personel zwiększono do dziesięciu). Przygotowania do rewolucji trwały pełną parą, tym bardziej że Polska na początku lat 20-tych była krajem w którym szalała inflacja, a do tego panowała powojenna bieda i okrutna drożyzna, która odbierała wielu osobom radość z odzyskanej Niepodległości. Poza tym kryzysy polityczne, szybko zmieniające się rządy i demokracja partyjno-gabinetowa, oraz niekończące się spory sejmowe potęgowały wrażenie, że - posługując się kolokwialnym stwierdzeniem Ferdynanda Kiepskiego - "Nie o takie Polske walczyłem". Prawo pracownicze było nieustannie łamane (chociaż dekret o ośmiogodzinnym dniu pracy został wprowadzony już 23 listopada 1918 r., o powołaniu Inspekcji Pracy z 3 stycznia 1919 r., oraz o Pracowniczych Związkach Zawodowych z 8 lutego 1919 r.). Najlepiej pod tym względem było w fabrykach z kapitałem państwowym, najgorzej niestety w prywatnych firmach i przedsiębiorstwach. Publikacje Haliny Krahelskiej - zastępczyni Głównego Inspektora Pracy w latach 1919-1921 i 1927-1931, pokazują zatrważający obraz łamania prawa pracy przez pracodawców. Zatrudnienie dzieci w różnych zakładach - w tym w przemyśle - było powszechne (najmłodsze, które zostało zgłoszone do ubezpieczenia Kasy Chorych miało... 10 lat), a to z tego powodu że dzieciom można było płacić głodowe stawki, a i tak wykonywali pracę taką samą jak dorośli (mało tego, w jednej z warszawskich wytwórni metalowych, dzieciom nie płacono przez cały rok, gdyż twierdzono że ciągle są na okresie próbnym). Powszechną praktyką było też nie udzielanie urlopów i to zarówno młodocianym jak i dorosłym. Krahelska pisała: "Są fabryki, gdzie wprost oznajmia się przy przyjmowaniu robotnikowi, iż praca trwa 12 godzin i że jest to warunek otrzymania pracy; są fabryki, gdzie dyrekcja obwieszcza przedłużenie dnia pracy na piśmie, przyczem redakcja takich ogłoszeń brzmi kategorycznie, robotnika się nie pyta o zdanie. W innych wypadkach, wprowadzając zmiany przedłużone, dyrekcja spekuluje bezpośrednio na strachu robotnika przed utratą pracy. Proponuje się pracę po godzin 12, a gdy propozycja nie spotyka entuzjazmu śród ogółu robotników, to się oświadcza, że trzecia zmiana (ośmiogodzinna) może być przyjęta, ale później, wobec konieczności redukcji, będzie się zatrzymywało ludzi z tej trzeciej zmiany, a zwalniało ze zmian obecnie pracujących. Są fabryki, gdzie stopniowo przedłużało się dzień roboczy, ażeby uśpić czujność robotników bardziej uświadomionych. W niektórych fabrykach wprowadzenie dnia przedłużonego odbywa się bardzo uroczyście, w drodze zbierania ogółu robotników i głosowania za 8-godzinnym dniem pracy lub przeciw niemu. (…) dzisiejsza psychika robotnika łódzkiego (poza biedą i nędzą materialną) w wysokim stopniu jest uległą pracodawcom i przez nich steroryzowaną".




W takich warunkach komuniści polscy uznali, że przeprowadzenie rewolucji nie będzie aż tak trudne, tym bardziej jeśli zdoła się doprowadzić do masowych strajków, połączonych z infiltracją wojska (a nawet policji) i interwencją Armii Czerwonej. Lata 1921-1924 były pod tym względem bardzo niebezpieczne. Na wschodzie co prawda wytyczono już nową granicę (zgodnie z "wyrokami" traktatu ryskiego), ale wciąż była ona niezbyt dobrze zabezpieczona, a wszelkie bolszewickie bandy przechodziły przez nią praktycznie bezkarnie, dokonując po polskiej stronie różnych napadów, podpaleń i rabunków (nie mówiąc oczywiście o agitacji komunistycznej, ale w tych warunkach nie była ona skuteczna). Wydawało się że komunistom wkrótce uda się doprowadzić do tego, czego nie udało się uzyskać w lipcu i sierpniu roku 1920. 19 października 1921 r. Włodzimierz Lenin wystosował specjalny list do działaczy Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, w którym nieco studził nastroje, przestrzegając ich przed sprowokowaniem zbyt wczesnego wystąpienia zbrojnego i rewolucyjnego w Polsce. Twierdził że rewolucja wkrótce i tak nastąpi, ale na razie (choć oczywiście o tym nie wspominał w swym liście) Armia Czerwona nie była gotowa do przeprowadzenia jakiejkolwiek akcji zbrojnej przeciwko Polsce. 30 października we Lwowie (w zabudowaniach katedry św. Jura) odbyła się konferencja Komunistycznej Partii Galicji Wschodniej (założonej w lutym 1919 r.). Partia ta, początkowo porządkowana Komunistycznej Partii (bolszewików) Ukrainy, stała na skraju rozpadu wewnętrznego, gdyż powstał konflikt w jej łonie na temat tego czy nadal podlegać KP(b)U czy też podporządkować się KPRP (tym bardziej że Galicja Wschodnia weszła w skład państwa polskiego). Towarzysze jednak nie doszli do porozumienia, nie zdążyli. Na salę bowiem wkroczyła policja i aresztowała wszystkich 26 delegatów KPGW. W kolejnych dniach kontynuowano aresztowania i w sumie doprowadzono do schwytania 150 osób, jednocześnie prawie całkowicie rozbijając struktury Komunistycznej Partii Galicji Wschodniej. Niestety jednak, nie wszystkim udowodniono potem zarzut uczestnictwa w nielegalnej partii, a przed sądem zdołano postawić jedynie 39 komunistów. Pozostałym nie można było udowodnić winy, ponieważ działali oni podobnie jak grupy dywersyjne, które były organizowane w ramach KPRP, ale ich członkowie oficjalnie nie należeli do partii z tego powodu, aby w przypadku wpadki nie powiązać ich z działalnością komunistyczną. Poza tym w partii od 1 stycznia 1922 r. obowiązywała doktryna Kominternu budowy "jednolitego frontu" komunistów i socjalistów. Lenin uznał bowiem, że w państwach, w których panuje "dyktatura kapitalizmu" należy przejąć hasła socjalistyczne, niekiedy nawet narodowe po to, aby podporządkować masy idące za tymi hasłami - rewolucji. Dlatego też na wniosek Warskiego, Waleckiego i Kostrzewy przegłosowano w partii (stosunkiem głosów 26 do 9 i 4 wstrzymujących się) następującą uchwałę: "KPRP winna zwracać się do partii socjalistycznych i klas owych związków zawodowych z propozycją wspólnej walki" (już w parę lat później ten zwrot zostanie uznany za "faszystowski").




8 stycznia 1922 r. odbyły się na obszarze tzw. Litwy Środkowej wybory do Sejmu Wileńskiego, które - na znak protestu - zostały zbojkotowane przez Litwinów, Białorusinów i Żydów. Mimo to frekwencja wyniosła prawie 65% uprawnionych do głosowania (w ogromnej większości ludności polskiej) co dało nowemu parlamentowi Litwy Środkowej demokratyczną legitymację do decydowania o przyszłości regionu. Tak więc 20 lutego Sejm Wileński podjął uchwałę o przyłączeniu Wileńszczyzny do Polski. Piłsudski początkowo (jeszcze w czasie Bitwy Niemeńskiej we wrześniu 1920 r.) zakładał połączenie polskiego Wilna z Mińskiem i litewskim Kownem i ten związek polsko-białorusko-litewski miał z czasem połączyć się (na zasadach federacyjnych) z Rzeczpospolitą. Decyzje podjęte w Rydze i utrata Mińska za sprawą polskich politykierów, znacznie zmieniły te plany. Nie udało się utworzyć niepodległego państwa na Ukrainie, wyrzeczono się Mińska białoruskiego (zasiedlonego w ogromnej większości przez Polaków), a Litwa kowieńska była bardzo negatywnie nastawiona do jakichkolwiek związków z Polską, obawiając się głównie tego, że Polska w tym związku (jako partner większy i silniejszy) będzie - co zrozumiałe - dominować. A poza tym obawiano się na Litwie atrakcyjności kultury polskiej. Litwa więc - podburzana przez Moskwę i Berlin i mająca wsparcie mocarstw zachodnich (Wielkiej Brytanii, Francji i USA) - domagała się kategorycznie zwrotu Wilna, jako prastarej stolicy Litwy. Strona polska postulowała zorganizowanie na Wileńszczyźnie plebiscytu, podobnego do tego, jaki był organizowany na Śląsku czy na Warmii i Mazurach (a także w niektórych innych spornych terenach Europy Środkowej). Państwa zachodnie chciały oddać Wileńszczyznę Litwie, ponieważ nie wierzyły w to, że Litwa zdoła utrzymać swą niepodległość i widziały ten kraj w związku (być może nawet federacyjnym) z nową Rosją (oczywiście niekomunistyczną). Piłsudski nie chciał włączenia Wileńszczyzny do Polski. Sądził bowiem że Litwinom znacznie łatwiej będzie porozumieć się z rządem Litwy Środkowej, niż z Warszawą, ale dążenia mieszkańców samej Wileńszczyzny do powrotu do Polski okazały się silniejsze. Litwa jednak od tego momentu całkowicie zamroziła stosunki z Polską (stając się jednocześnie kukiełką zarówno Niemiec jak i Sowietów i będąc przez nich wykorzystywana jako teren do akcji dywersyjnych na terenie Polski). Aby to niebezpieczeństwo zlikwidować, można było w tamtym czasie podjąć tylko jedną decyzję - marsz z Wileńszczyzny na Kowno i to nie zbuntowanych oddziałów Żeligowskiego, a regularnych formacji Wojska Polskiego pod dowództwem Piłsudskiego. Marszałek jednak odrzucał jakąkolwiek formę agresji przeciwko Litwie, do końca wierząc że uda się porozumieć z owym "rządem kowieńskim" (jak go kpiąco nazywał). W latach 20-tych gdy przybywał do Druskiennik (gdzie miał mały domek, ofiarowany mu w ramach zasiedlania zdobytych terenów przez polskich weteranów wojennych), przechadzał się wokół jeziora, będącego granicą pomiędzy Polską a Litwą (notabene dziką granicą, bowiem od października 1920 r. Litwa nie utrzymywała z Polską żadnych kontaktów, nie tylko dyplomatycznych ale również handlowych, granicznych czy kulturalnych. Granica ta więc była dosyć niebezpieczna) i długo, czasem godzinami wpatrywał się w tamten odległy litewski brzeg, nucąc być może w myślach słowa inwokacji Adama Mickiewicza: "Litwo, ojczyzno moja. Ty jesteś jak zdrowie, ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie...".




17 marca 1922 r. w Warszawie odbył się zjazd różnych grup komunistycznych, na którym powołano do życia Związek Młodzieży Komunistycznej (który w 1930 r. zmienił nazwę na Komunistyczny Związek Młodzieży Polski). Program tego nowego tworu był wypisz wymaluj taki sam, jak Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, czyli dążenie do światowej rewolucji komunistycznej (a w tym przypadku do rewolucji w Polsce). Ta nowa organizacja weszła oczywiście w skład Komunistycznej Międzynarodówki Młodzieży, a na jej czele (na czele Komitetu Centralnego) stanął Alfred Lampe. W tym czasie warto wspomnieć że w Rosji sowieckiej 6 lutego rozwiązano budzącą grozę policję polityczną zwaną CZEKA (czyli Komisję Nadzwyczajną do Walki z Kontrrewolucją, powołaną zaraz po rewolucji w 1917 r.) i na jej miejsce stworzono Państwowy Zarząd Polityczny (GPU). Zmiana nazwy była oczywiście czysto kosmetyczna, a na czele nowych władz stanęło dotychczasowe szefostwo z Feliksem Dzierżyńskim na czele. Teraz zaczęła się już otwarta walka o władzę w komunistycznym państwie po coraz bardziej słabnącym na zdrowiu Leninie. Najpoważniejszymi kandydatami do objęcia kierownictwa sekretarza generalnego Komitetu Centralnego partii byli: Feliks Dzierżyński, Józef Stalin i Lew Trocki, kandydatami znacznie mniejszej rangi byli zaś: Grigorij Zinowiew i Lew Kamieniew. 27 marca rozpoczął się w Moskwie XI Zjazd Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików) na którym stało się jasne że to Stalin wygrał tę rozgrywkę o władzę i na drugi dzień po zakończeniu Zjazdu czyli 3 kwietnia 1922 r. Józef Stalin - na wniosek samego Lenina (który wcześniej ostrzegał przed nim towarzyszy partyjnych) wybrany został na sekretarza generalnego Komitetu Centralnego partii bolszewickiej. I tak rozpoczęła się nowa epoka, chociaż Lenin wciąż jeszcze żył.




Oczywiście nasza lokalna ekspozytura bolszewicka musiała przyjąć to do wiadomości i zaakceptować (zresztą jak i inne partie komunistyczne Europy i Świata), bowiem centrum komunizmu biło w Moskwie i to stamtąd szły pieniądze na utrzymanie takich partii jak KPRP (a także na utrzymanie działaczy partyjnych, gdyż nie pracując, musieli z czegoś żyć). W dniach 10-13 kwietnia odbyła się w Warszawie III Konferencja Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, na której wybrano nowe władze partii. Bezwzględnie zwyciężyła tzw. "prawica" partyjna, czyli w potocznym określeniu 3W (Warski-Walecki-Wera) od nazwisk przywódców tej frakcji. Zwano ich "prawicowcami" ponieważ byli oni zwolennikami porozumienia się z partiami socjalistycznymi, a nawet social-demokratycznymi i w tamtym czasie ten pogląd był poglądem większości członków partii, dlatego też to oni zwyciężyli. Główną propagatorką i można powiedzieć mózgiem tej polityki była Wera Kostrzewa, czyli Marianna Koszutcka. Urodziła się ona w 1876 r. i pochodziła z polskiej rodziny szlacheckiej - choć zubożałej, gdyż sama w młodości pracowała jako guwernantka i nauczycielka domowa. 1902 r. została kierowniczką prywatnej szkoły w Łodzi. W tym samym czasie wstąpiła też do Polskiej Partii Socjalistycznej. W następnym roku została aresztowana przez Moskali za działalność socjalistyczną i w 1904 r. zesłana na 3 lata do guberni archangielskiej. Po powrocie do Privislinije (czyli do Królestwa, a raczej tego, co z niego wówczas zostało pod kacapskim panowaniem), wstąpiła do PPS-Lewica. To ona (wraz z Różą Luksemburg i kilkoma innymi towarzyszami) była inicjatorką zjednoczenia PPS-Lewicy z Socjaldemokracją Królestwa Polskiego i Litwy, przez co 16 grudnia 1918 r. stworzona została Komunistyczna Partia Robotnicza Polski i od tego czasu Wera Kostrzewa współkształtowała politykę partii i wchodziła w skład Komitetu Centralnego i Biura Politycznego, stojąc na czele (właśnie od kwietnia 1922 r.) frakcji (wraz z Warszawskim-Warskim i Waleckim) tzw: "większościowców" czy też "prawicowców". Frakcja ta dominowała w partii przez dwa kolejne lata, gdy w Związku Sowieckim Stalin doszedł do wniosku, że sojusz z socjalistami to był jednak "faszystowski spisek". Według Karola Radka - który organizował cały ten "sojusz", miał on przebiegać w sposób następujący: "Zrobimy sojusz, pójdziemy kawałek drogi razem, ale później (...) zrobimy porządek z sojusznikami" - innymi słowy wejście komunistów w porozumienie z socjalistami miało polegać na tym, aby rozsadzać te partie od wewnątrz i przeciągać masy do siebie.

Zresztą w tym samym czasie (1922-1923) Jerzy Sochacki - inny czołowy komunista z KPRP, opublikował cztery tomiki pism szkalujących socjalistów, a były to: "PPS w służbie imperializmu Austrii i Niemiec", "PPS w rządzie Moraczewskiego", "PPS w Sejmie i poza Sejmem" oraz "PPS a Rady Robotnicze". Natomiast Wera Kostrzewa w sprawozdaniu dla Kominternu o działalności KPRP w Polsce w 1921 r. krytykowała dotychczasowe władze partyjne za skupianie się na "odziedziczonych po SDKPiL dogmatach", pominięcia haseł robotniczych, przede wszystkim dążenia do realizacji 8-godzinnego dnia pracy, kwestii reformy rolnej (rzuciła hasło: "Ziemia dla bezrolnych i małorolnych chłopów"), oraz za brak jasnego stanowiska partii w sprawie autonomii Galicji Wschodniej (tutaj Kostrzewa ostro krytykowała "prymitywny kosmopolityzm" dotychczasowych władz KPRP). Twierdziła że sukces komunistom w Polsce może przynieść przede wszystkim otworzenie się na chłopów (a nie tylko na robotników - jak to było do tej pory), oraz większe (choćby tylko taktyczne) nawiązanie do kwestii narodowych i narodowo-wyzwoleńczych, a przynajmniej nie pomijanie i bagatelizowanie tych kwestii, jak to było do tej pory. W czasie owej III konferencji KPRP Wera Kostrzewa, wygłaszając te swoje plany na przyszłość, jednocześnie dodawała że to jest tylko wybieg taktyczny i że dzięki niemu "będziemy mogli uspołecznić jeszcze więcej ziemi niż w Rosji", oraz "uspołecznienie ziemi jest w przyszłości jedynym rozwiązaniem kwestii rolnej i jedyną drogą do socjalizmu" - innymi słowy w przyszłości chłopi mieli mieć tak czy siak ziemię odebraną, a sami mieli stać się na niej pracownikami najemnymi. Czyli metody komunistyczne są niezmienne po dziś dzień, jedynie zmieniają się środki i metody wiodące ku celowi "uspołeczniania ziemi" (dziś są one realizowane pod hasłami "zielonego ładu" i całego tego ekologizmu, jaki jest nową religią Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego oraz całej idei totalitarnej struktury, w jaką zamienia się Unia Europejska). I podobnie jak dziś wszelkie zamiary cofnięcia się Komisji Europejskiej choćby o krok od zamierzonych celów zielonego totalitaryzmu powodują wręcz żałosny jazgot (choć oczywiście toczony za drzwiami gabinetów, na zasadzie "niech tam se motłoch protestuje, my idziemy dalej wyznaczoną trasą"), tak też na owej III Konferencji KPRP podniosło się wiele głosów oburzenia na sam fakt, iż można - co prawda na krótko - ale że w ogóle oddać chłopom ziemię na własność. Jeden z członków partii stwierdził wręcz: "Jeśli rewolucja będzie na Zachodzie, u nas nie znajdzie się siły, która byłaby zdolna do zmuszenia nas do podziału" (ziemi pomiędzy chłopów).




Innymi słowy komuniści chcieli dotychczasowe folwarki zamienić na państwowe przedsiębiorstwa rolnicze, w których chłopi zatrudnieni byliby w roli pracowników rolnych (a tak naprawdę parobków przywiązanych do ziemi, jak to było w Związku Sowieckim). Myśl o tym, że ziemia mogłaby zostać oddana chłopom na własność (choćby były to tylko niewielkie hektary - jak twierdziła Kostrzewa), była nie do pomyślenia dla komunistycznych fanatyków, dla których idea komunistyczna była tym samym, czym dowolnie interpretowane przykazania religijne dla fanatyków i sekciarzy. Mimo to należy stwierdzić, że władze partyjne które w kwietniu 1922 r. przejęły kierownictwo nad partią, były bodajże najbystrzejszą i najbardziej autonomiczną grupą partyjnych aparatczyków w całej historii Komunistycznej Partii Polski. Oprócz Kostrzewy, Warskiego i Waleckiego w Komitecie Centralnym znaleźli się: Jerzy Sochacki-Czeszejko, Franciszek Grzelszczak, Adam Landy, Wacław Wróblewski, Franciszek Fiedler, Roman Jabłonowski, Władysław Stein-Krajewski, Szczepan Rybacki, Edward Próchniak (ps. "Sewer", "Weber") i Henryk Lauer (ps. "Ernest", "Brand", "Łapiński"). Trybun ludowy tzw. "lewicowców" partyjnych (momentami nawet uważany za przywódcę tej frakcji) niejaki Ślusarski twierdził wręcz otwarcie że nie należy nawet na krok odchodzić od "ideałów" komunizmu i nie ulegać socjal-ugodowcom, którzy dążą do zgniłych kompromisów. Krytykował on nie tylko nowe władze KPRP, ale również politykę Rosji sowieckiej, którego rząd - jak twierdził - zmuszony jest układać się z własnym wrogiem, czyli (tadam)... z chłopstwem. Twierdził zatem, że skoro na Zachodzie nie wybuchła rewolucja komunistyczna (na co bardzo liczono) rząd sowiecki musiał iść na kompromis z chłopstwem i stworzyć taką kapitalistyczno-socjalistyczną hybrydę, jaką był NEP (Nowa Ekonomiczna Polityka), czyli wprowadzona w marcu 1921 r. przez Lenina polityka gospodarcza, dopuszczająca w państwie socjalistycznym istnienie własności prywatnej i gospodarki kapitalistycznej na mniejszą skalę (zgoda na istnienie małych prywatnych przedsiębiorstw). Ta polityka pozwoliła Rosji sowieckiej w pierwszych latach po rewolucji i wojny z Polską, złapać nieco oddechu, gdyż kraj był totalnie wyniszczony I Wojną Światową i rewolucją bolszewicką (oraz systemem komunizmu wojennego, czyli polityką rabunkową), a poza tym w kilku regionach Rosji (głównie na Ukrainie) dochodziło aż do przypadków kanibalizmu, tak wielki panował głód i bieda. Michał Bułhakow w swoim opowiadaniu "Stolica w notesie" opisywał jak wyglądało życie w Rosji w czasach tej polityki gospodarczej (nepmanami nazywano oczywiście tych, którzy najbardziej zyskali i którzy gospodarczo odżyli): "A u nepmanów było nadzwyczaj przyjemnie. Herbata, cytryna, ciasteczka, pokojówka, wszędzie pachnie perfumami, srebrne łyżeczki, córka gra na pianinie Modlitwę dziewicy, kanapa - "a może pan pozwoli śmietanki?"

Przez cały rok 1922 Wera Kostrzewa zamieszczała najróżniejsze napominania skierowane do socjalistów i zamieszczane na łamach "Nowego Przeglądu", gdzie nawoływała do zjednoczenia sił socjalistycznych, gdyż: "Idzie o odparcie niebezpieczeństwa panowania Korfantych i Dmowskich, wszystkie odłamy klasy robotniczej muszą iść w zwartych szeregach (...) cały proletariat miast i wsi, wszyscy robotnicy i biedni chłopi zrozumieć muszą, że nie osoba Piłsudskiego czy Witosa - jak głoszą fracy i ludowcy, ale tylko zbudzenie się do czynu, nieustanna czujność, solidarna masowa akcja - zapewnić im mogą demokratyczne zdobycze, niezbędne w burżuazyjnym państwie". Również Adolf Warszawski-Warski twierdził że nie ma wyjścia i trzeba działać w systemie takim jaki jest, czyli trzeba pogodzić się z tak zwaną demokracją parlamentarną i działać w jej ramach. Przynajmniej dopóty, dopóki nie wybuchnie rewolucja. Dlatego też już 20 kwietnia 1922 r. Komitet Centralny KPRP wystosował list otwarty do władz Polskiej Partii Socjalistycznej z propozycją wspólnej organizacji obchodów 1 Maja. PPS propozycję tę odrzuciła, twierdząc iż nie zamierza podejmować jakiejkolwiek współpracy z partią antyniepodległościową i zarazem pozbawioną poważnego zaplecza społecznego. W tym też czasie w Moskwie Oddział Zagraniczny GPU przygotował dla Biura Politycznego Komitetu Centralnego Rosyjskiej Komunistycznej Partii (bolszewików) raport o perspektywach rewolucji w krajach zachodnioeuropejskich, opracowany na podstawie informacji Rozwiedupra (czyli wywiadu wojskowego) i Kominternu. Największe nadzieje w tamtym czasie pokładano w trzech krajach: w Niemczech, we Włoszech i w Polsce i zamierzano wysyłać tam przeszkolonych ludzi o doświadczeniu politycznym i wojskowym, aby zakładali na miejscu bazy z bronią i szkolili oddziały bojowe przyszłych rewolucjonistów. Szczególne nadzieje pokładano w Niemczech, gdzie w marcu 1922 r. marka totalnie się załamała. W tym miesiącu za jednego dolara płacono 329 marek, a już w sierpniu tego roku aż 1990 marek. W kolejnych miesiącach było jeszcze gorzej, a inflacja zamieniła się w hiperinflację, powodując nieprawdopodobną wręcz dewaluację niemieckiego pieniądza (i tak jak kiedyś już pisałem, dochodziło do takich sytuacji, że markami palono w piecu, albo szyto z nich sukienki na bale sylwestrowe i karnawałowe, gdyż do niczego innego się nie nadawały, natomiast wypłaty wyglądały tak, że pracownik zabierał ze sobą trzy albo cztery walizki do których ładował pieniądze, które były jedynie świstkiem papieru, bo chleb kosztował tyle co 1/3 takiej walizki. Już sam fakt tego pokazywał, jak bardzo Sowieci liczyli na wybuch rewolucji w Niemczech. Zresztą w Polsce było bardzo podobnie, tylko że na nieco mniejszą skalę).




Ale działalność komunistów nie była pępkiem świata, a wręcz stanowiła zaledwie odprysk wydarzeń, które wówczas działy się w świetle reflektorów. I tak oto 7 kwietnia 1922 r. zakończony został proces prawnego powiązania Wielkopolski z resztą ziem Rzeczypospolitej (ciągoty Wielkopolan do autonomii były dosyć silne, ale ostatecznie zostały stłumione). 16 kwietnia we włoskiej miejscowości Rapallo, podpisany został niemiecko-rosyjski układ, na mocy którego oba te państwa miały ze sobą współpracować i pomagać sobie w sytuacji powojennego ostracyzmu zwycięskich mocarstw. Niemcy bowiem czuły się upokorzone warunkami pokoju podyktowanymi im w Wersalu w czerwcu 1919 r. Twierdzono bowiem powszechnie (zresztą zgodnie z prawdą) że przecież Armia Niemiecka nie została pokonana w polu, a wróg nigdzie nie przekroczył granicy Cesarstwa Niemieckiego. Zaczęto zatem głosić mit o "Ciosie w plecy", który Armii Niemieckiej mieli zadać socjaliści, komuniści i Żydzi. Poza tym ogromna skala odszkodowań wojennych - jakie musiały zapłacić pokonane Niemcy zwycięskim mocarstwom powodowała, iż wszelkie radykalizmy zyskiwały coraz większy posłuch, tym bardziej w sytuacji potęgującej się inflacji i biednienia społeczeństwa niemieckiego. Liczono więc na różne "cuda". Przede wszystkim na ponowną wojnę na Wschodzie i ponowny atak Armii Czerwonej na Polskę, gdyż zwycięstwo sierpniowe roku 1920 było w Niemczech uważane za katastrofę (gdyż mocno oczekiwano tam upadku państwa polskiego i powrotu na Wschodzie do granic z 1914 r.). Poza tym oczekiwano, że gdyby komuniści ponownie zaatakowali, to Amerykanie - którzy u siebie również obawiali się rewolucji komunistycznej - przychylniejszym okiem spojrzą na kwestię niemieckich reparacji i albo je radykalnie obniżą, albo też nawet zupełnie zniosą. Rząd Josefa Wirtha (z katolickiej partii Centrum) prowadził politykę "wywiązywania się", czyli spełniania oczekiwań zwycięskich mocarstw w kwestii reparacji, co doprowadziło do tego, że Niemcy zostały dopuszczone do odbywającej się od kwietnia 1922 r. w Genui Światowej Konferencji Gospodarczej. Jednak polityka "wywiązywania się" była bardzo niepopularna w samych Niemczech i mocno zwalczana zarówno przez prawicę jak i lewicę. Poza tym w tym właśnie czasie doszło do ostrego konfliktu niemiecko-francuskiego, który był tak ostry, że obawiano się iż zamieni się w nową wojnę (wielu nacjonalistów - ale również ludzi którzy w takiej wojnie widzieli odmianę losu Niemiec - mocno jej kibicowało). Ponieważ jednak w Genui niewiele można było osiągnąć, a głos Niemiec znaczył tam tyle co nic, strona niemiecka postanowiła dogadać się z przedstawicielami Rosji sowieckiej i tak właśnie stało się w Rapallo, gdzie oba państwa nawiązały kontakty dyplomatyczne, gospodarcze i wzajemnie zrezygnowały z odszkodowań.




Wiadomość o podpisaniu układu w Rapallo wywołała szok światowej opinii publicznej, gdyż nie sądzono że do takiego zbliżenia mogłoby dojść (oczywiście nie wiedziano nic o tym, do czego potem doszło, czyli do rozbudowy Reichswehry na poligonach sowieckiej Rosji, gdzie pozbawione broni pancernej Niemcy, mogły testować nowe rodzaje czołgów i samolotów. W każdym razie układ w Rapallo wynegocjował i podpisał niemiecki minister spraw zagranicznych - Walther Rathenau, który już 24 czerwca 1922 r. zginął w Berlinie w zamachu zorganizowanym przez skrajnie prawicową organizację. Nie był to pierwszy tego rodzaju mord polityczny w ówczesnych Niemczech. Takich fememorden (mordów kapturowych) popełniono kilka, począwszy od 1921 r. Ich ofiarami padali ludzie, którzy oficjalnie zostali oskarżeni przez środowiska nacjonalistyczne o klęskę Niemiec w Wielkiej Wojnie, upokorzenie Niemiec w Wersalu i zgodę na ową hańbę. Do pierwszego mordu doszło 26 sierpnia 1921 r. a jej ofiarą padł minister finansów z partii Centrum - Mathias Erzberger. Mordu tego dokonało dwóch członków organizacji Consul (dawnej brygady Ehrhardta), którzy podeszli do Erzbergera gdy przebywał on w miasteczku zdrojowym i oddali do niego strzały w głowę i klatkę piersiową. Rathenau zaś został wysadzony granatem. Ta śmierć oblała grozą polityków i doprowadziła do tego, że 26 czerwca (czyli 2 dni po zamachu na Rathenaua), wprowadzono w Niemczech zarządzenie o ochronie Republiki, a kanclerz Wirth wygłosił orędzie do narodu, w którym stwierdził że "wróg stoi na prawicy" (w sumie zamachowcy zabili 354 osoby, w tym 326 bezkarnie). Atmosfera jaka się wówczas w Niemczech wytworzyła (głównie w kręgach rządowych i zbliżonych do rządowych) była związana z walką z partiami prawicowymi, a raczej z wszelkimi prawicowymi organizacjami, które głosiły radykalne hasła nacjonalistyczne. Jednak sympatia niemieckiej ulicy, ale również niemieckiej elity politycznej była bardzo prawicowa. Upadek Cesarstwa bowiem i powstanie Republiki niewiele zmieniło w dotychczasowym układzie polityczno-społecznym państwa. Pruskie junkierstwo wciąż było silne, oficerowie w dalszym ciągu mieli ogromny wpływ na politykę (Ernst Jünger twierdził wręcz, że: "junkrzy upili się wojną niczym winem i do dziś nie wytrzeźwieli"). Podobnie niemieckie sądy były znacznie bardziej skore do karania socjalistów i komunistów, niż członków organizacji prawicowych. "Nienawiść i bezgraniczna pogarda wobec wszystkiego, co nazywa się demokracją i republiką, staje się większa i większa" - jak pisała jedna z niemieckich gazet w roku 1922.




A tymczasem 20 czerwca 1922 r. oddział wydzielony Wojska Polskiego pod dowództwem gen. Stanisława Szeptyckiego wkroczył do garnizonów górnośląskich. Polska ponownie, po kilku wiekach swej nieobecności (Śląsk po raz ostatni należał do Polski jeszcze w średniowieczu, w XIII wieku), obejmowała w posiadanie ziemię śląską, a raczej wyznaczoną przez komisję Ligii Narodów część Śląska (swoją drogą najbardziej uprzemysłowioną część, choć nie największą). Z tej okazji premier Antoni Ponikowski w depeszy do wojewody Rymera w Katowicach stwierdzał: "Dzień dzisiejszy po wsze wieki pamiętny będzie dla narodu polskiego, jako święto odzyskania przez Polskę dzielnicy prastarej, ukochanej, cennej nie tylko bogactwami, lecz więcej jeszcze, cnotami ludności. Witajcie!" Komunistyczna Partia Robotnicza Polski stała oczywiście na gruncie oddania tej ziemi Niemcom. Zresztą w kosmopolitycznym świecie do którego miano dążyć po rewolucji, takie nic nieznaczące kwestie, jak świadomość narodowa nie miały żadnego sensu, dlatego też przynależność tej czy innej ziemi do danego kraju nie była dla tych ojkofobicznych kreatur ważna. Liczyło się przecież tylko jedno szczęście ludzkości w nowym komunistycznym raju. Ale podobnie jak żadnego raju nigdy nie było na Ziemi i próżno jest szukać jakiegokolwiek Edenu (w rozumieniu biblijnym oczywiście) czy to w Mezopotamii czy gdziekolwiek indziej (próżno, ponieważ my tutaj nie przychodzimy żeby się pławić w tym świecie. My stąd nie jesteśmy! My jesteśmy nieśmiertelnym Duchem, a nie tym mięsem który tutaj musi szczeznąć i zniknąć tak, jak wcześniej czy później zniknie Ziemia, Słońce czy cały Wszechświat), tak też stworzenie jakiegokolwiek raju politycznego - a już w szczególności raju opartego na zbrodni i przemocy (do czego dążyli przecież komuniści) mogło być interesujące tylko dla ludzi zupełnie pozbawionych jakichkolwiek, choćby najmniejszych oznak inteligencji.




Wraz z zajęciem części Górnego Śląska i wkroczeniem Wojska Polskiego do śląskich garnizonów w czerwcu 1922 r. zakończone zostało powiększanie ziem odrodzonej Rzeczypospolitej Polski. Państwo polskie obejmowało obszar 386 600 km² (z czego 260 000 km² należało do dawnego zaboru rosyjskiego, ponad 80 000 km² do austriackiego i ponad 46 000 do pruskiego). Powszechny spis ludności z roku 1921 ustalił, iż odrodzone państwo zamieszkiwało 27 164 000 mieszkańców (z czego samych Polaków było 18 632 000). Poza granicami Rzeczpospolitej (na całym świecie) pozostawało zaś, według ówczesnych obliczeń jakieś 6 500 000 rodaków. W czasie walk o Niepodległość od listopada 1918 r. do października 1920 r. zginęło 45 492 żołnierzy (z czego bezpośrednio w walce 16 139), rannych zostało 110 210, a zaginionych 50 709 (część z nich potem powróciła do Polski z sowieckiej niewoli). O ile więc każde życie ludzkie jest ważne, o tyle nie ma czegoś takiego jak Niepodległość i Wolność która ma być realna (a nie tylko wydumana, lub też naciągana jak w przypadku III RP) bez przelania za Nią zaledwie kilku kropel krwi. To, co zdobywamy w pocie czoła, ma bez wątpienia większą wartość niż coś, co dostajemy bez większego wysiłku i z łaski innych. A w tym właśnie przypadku dokonało się, Polska wreszcie zjednoczyła się ze swoimi (prawie) wszystkimi dzielnicami. Wcześniej rozerwana na części, ponownie zrosła się, niczym Feniks, który odradza się z popiołów. Wielu ziem nie udało się odzyskać, tysiące (a nawet miliony) rodaków pozostały czy to na Wschodzie czy na Zachodzie, w obcych państwach. Ale to, czego wówczas dokonano, przeszło i tak najśmielsze wyobrażenia. Przecież we wszystkich planach państw toczących I Wojnę Światową Polska - nawet jeśli miała istnieć po wojnie - to miała być małym krajem, nie większym od Serbii i całkowicie zależnym od zwycięzców, czyli Niemców lub Rosjan. Nawet najwięksi optymiści nie mogli bowiem przypuszczać że wszystkie trzy zaborcze mocarstwa upadną podczas tej wojny, a z ich gruzów odrodzi się nowa Polska. Nowa, ponieważ budowana od zera, ale posiadająca też ciągłość kulturową z dawną Rzeczypospolitą (na zasadzie zarówno pamięci kulturowej jak i genetycznej przeszłych pokoleń). Wojna została wygrana, państwo odbudowane i zjednoczone, ale walka wcale się nie zakończyła, a wręcz przeciwnie - jeszcze spotęgowała. Teraz bowiem toczyła się walka o przyszłość Polski, bowiem wrogów nigdy nam nie brakowało, a niektórzy, jak Komunistyczna Partia Robotnicza Polski wręcz dążyli do ponownego wciśnięcia nas w kolejną rosyjską niewolę.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...