WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FANTASTYKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FANTASTYKA. Pokaż wszystkie posty

07 stycznia 2026

GRA!

CZYLI O TYM JAK ZGUBNA BYWA

ZBYTNIA PEWNOŚĆ SIEBIE 


Ładnych kilka lat temu, wraz z moim kumplem rozegraliśmy kampanię geostrategiczną, która polegała na zdobyciu przez dane państwo jak najszerszego terytorium "kolonialnego", oraz jak największej strefy wpływów (wśród państw "neutralnych") dla swoich towarów handlowych. Kraje którymi operowaliśmy - były dość fantastyczne - ja przewodziłem Cesarstwu Loagiriańskiemu, które za swój symbol państwowy przyjęło wilka, zaś za symbol wojskowy - orła, On - wybrał Królestwo Danueńskie - którego symbolem była siedząca na tronie Wielka Bogini - najwyższe bóstwo tego kraju. Państwa te różniły się od siebie nie tylko formą władzy, lecz także ustrojem społecznym. U mnie dominowała armia, mój kumpel zaś postawił na rozwój dużej i silnej floty wojennej, która była niezbędna w dotarciu do nowych kontynentów i stworzenia tam swych baz, a co za tym idzie "stref wpływu". Rozpoczęła się miedzy nami wielka rywalizacja o zdobycie jak największych terenów na kolonizowanym przez siebie terenie i uzależnienie istniejących tam państw, takich jak: Sułtanat Sluagów (niezwykle wojowniczy lud, leżący na moim terenie kolonizacyjnym na południu wyspy), na północy zaś, naprzeciw Królestwa Dananu - leżał (oddzielony morzem) Kalifat Fomoregów, niżej było Księstwo Bloduwejskie i Chanat Fawryjski.

Między naszymi dwoma krajami (Loagirja - Danan), doszło rzecz jasna do konfliktu o podział wpływów. Wybuchła więc (z góry zakładana) wojna. Mój plan był prosty - zamierzałem przeprawić się przez cieśninę (oddzielającą nasze wyspy - gdyż były trzy wyspy tamtego świata, dwie mniejsze - moja na południowym wschodzie, Jego na północnym i wielka wyspa na zachodzie, o którą wzajemnie kruszyliśmy kopie), wylądować na południu jego państwa i maszerować na północ, prosto na Jego stolicę - Danland. Tak też się stało (On pozostawał początkowo bierny, gdyż dysponował słabszą armią, ale też nie zablokował swą flotą na czas mego głównego portu, z którego dokonałem inwazji - Brugii). Ja sam przeprawiłem się przez Zatokę i wylądowałem na południowym skrawku Jego państwa. Zaraz też zdobyłem potężną twierdzę i jednocześnie wielki port morski - Getę, w którym jednak nie stacjonowała flota wojenna mego Przeciwnika. Inwazją dowodziłem osobiście (jako Cesarz Loagiryjski - Argon II, piąty władca Cesarstwa od czasów założenia państwa przez jego pradziada - Eldara Założyciela, zwanego także Eldarem z Gór).


ARGON II - PO ZDOBYCIU GETY



Następnie podzieliłem swe siły, sam ruszając w głąb nieprzyjacielskiego kraju, a dowództwo nad całą swoją flotą - w tym kontrolę zatoki wraz z cieśniną - oraz całego południa Dananu, powierzyłem swemu najstarszemu synowi, jako wicekrólowi nowo utworzonej prowincji Gety - księciu Eldarowi:




Młodszy syn - Domar, pozostał w kraju (w mej stolicy - Cyrionie), której bezpieczeństwa miał strzec:

 


Tymczasem królowa Dananu (którą "dowodził" mój przeciwnik) - Morgana (dziewiąta władczyni tego kraju)...




...postanowiła zagrodzić drogę armii najezdniczej i w szybkim tempie zorganizowała siły, którymi dowodził jej małżonek - książę Turgon (władza w Dananu opierała się głównie na funkcji religijnej - władca państwa był jednocześnie kapłanem Wielkiej Bogini, dlatego też funkcję tę od początków państwa sprawowała kobieta, która przekazywała tron swej najstarszej córce - kapłance Wielkiej Bogini i królowej Dananu w jednym, mężczyźni zaś byli dowódcami armii i walczyli w polu w przypadku zagrożenia militarnego państwa).




Do pierwszej bitwy pomiędzy wrogimi armiami doszło pod miejscowością Kacah, a zakończyła się ona pogromem armii danueńskiej i całkowitym zwycięstwem Loagiryjczyków Argona II. Niestety, duże straty i trudny teren uniemożliwiły mi pościg za uciekającym Turgonem, co uratowało jego siły od całkowitej zagłady:




Decydującym momentem bitwy, był atak mojej ciężkozbrojnej, lecz niezwykle mobilnej jazdy pancernej, której atak doprowadzał oddziały przeciwnika do panicznej ucieczki:




Po tym zwycięstwie postanowiłem (jako Argon II) podzielić swe siły i jedną ich częścią uderzyć na największy port i bazę silnej danueńskiej floty wojennej - Ilieu, które to zadanie powierzyłem jednemu ze swych wodzów - Lonasowi. Sam zaś zająłem centrum kraju i rozbiłem obóz w oczekiwaniu na siły, które miały nadejść z odsieczą miastu Ilieu. Dotąd zająłem już ponad połowę danueńskiego kraju. Tymczasem Turgon (oczywiście jako mój szanowny Przeciwnik), po przybyciu do Danlandu, bardzo szybko zreorganizował armię i ruszył na południe. Wiedział już że podzieliłem siły, postanowił więc najpierw uderzyć na mnie, a dopiero potem wziąć w "dwa ognie" siły Lonasa pod Ilieu. Próbował mnie zaskoczyć, ale nie udało Mu się to. Doszło więc do kolejnej bitwy, tym razem pod miejscowością Nesad.

Bitwa zakończyła się (nie chwaląc się), kolejną klęską Danueńczyków i choć zniszczyłem prawie całą Jego armię (ci co przeżyli dostali się do niewoli), ponownie nie udało mi się pojmać samego Turgona:




ARGON II W BITWIE POD NESAD



Niedługo potem Lonas zdobył Ilieu:






Sytuacja Królestwa Dananu wydawała się więc tragiczna, ale mój Przeciwnik postanowił wówczas zmienić dalszą taktykę prowadzenia wojny. Mianowicie widząc że nie jest w stanie pokonać mnie w polu, zaprzestał prób dalszej walki i postanowił ustępować mi dalej pola. Wiedząc że trzecia bitwa, tym razem w obronie Jego stolicy, gdyby zakończyła się klęską (a wszystko na to wskazywało), oznaczałaby również całkowitą klęskę militarną i polityczno-gospodarczą kraju. Nawet nie miałby możliwości poprosić o pokój, gdyż Jego kraj leżałby wówczas u moich stóp. Ja byłbym jego niepodzielnym władcą, a On nie miałby już nic, co mógłby mi ofiarować w zamian za utrzymanie części władzy. Postanowił więc pozwolić mi na zajęcie Jego stolicy.

Z miasta tymczasem ewakuowano całą ludność - sama królowa Morgana - wraz z córkami - jechała na wozie, zaprzężonym w woły, gdyż konie służyły armii lub użyto je do szybszego przetransportowania wozów z żywnością dla ewakuowanych ludzi. Wycofywano się na północ, ku morzu, do licznych małych portów rozsianych na rozległym wybrzeżu. Silna flota - tylko ona pozostawała ostatnią nadzieją Danueńczyków. A tymczasem ja (czyli Argon II) wkraczałem do opuszczonej danueńskiej stolicy - Danlandu.

Miasto przypominało wyludnione cmentarzysko - wszystko co mogłoby przydać się mej armii, a czego nie zdołano zabrać - zniszczono. Nie było nawet jednej skrzyni z ziarnem, nawet jednego dzbana wina. Zajęcie "sterty" murów z pustymi budynkami nie było żadnym sukcesem, potrzebowałem bowiem żywności, by wykarmić mych żołnierzy, oraz ludzi, którzy mogliby się zajmować "całą resztą". A tymczasem Turgon zaczął na każdym terenie z którego się wycofywał - stosować taktykę "spalonej ziemi". Niszczono wszystko, wraz z drzewami owocowymi i krzakami agrestu - wszystko, co tylko nadawało się do zjedzenia (zabijano także okoliczną zwierzynę).

Postanowiłem działać. Skoro Turgon ucieka, zamierzałem uderzyć na jedno z pobliskich małych portów morskich, zdobyć je i zasilić kończące się zapasy, lub zmusić mego Przeciwnika do walki w obronie osady. W obu przypadkach wygrywałem, gdyż zdobycie miasta pozwoliłoby znów uzupełnić moje zapasy, a walka w jego obronie, zakończyłaby się kolejną klęską Turgona (siły, które mógł użyć do walki były już nieliczne). Nie przewidziałem jednego, że mój szanowny Przeciwnik nie tylko nie podejmie najmniejszego nawet oporu w obronie osady, nie mówiąc już o przyjęciu bitwy. Po prostu, gdy moja armia zbliżała się do danego portu, natychmiast załadowywano okoliczną ludność wraz z towarami na okręty danueńskiej floty i nim przybyłem pod opustoszałe miasto, oni zdążyli już odpłynąć do drugiej nadmorskiej osady, pozostawiając mi wyludnione i całkowicie pozbawione zapasów żywności i słodkiej wody - miasteczko. Próbowałem ich ścigać od portu do portu, lecz to również nie dawało żadnych rezultatów. Po prostu tam gdzie pojawiały się moje oddziały, tam osada natychmiast pustoszała, a liczna flota wojenna ewakuowała całą okoliczną ludność, wraz z aprowizacją do kolejnego portu. Gdy zaś maszerowałem ku kolejnej osadzie, tę którą opuszczałem ponownie zajmował Turgon ze swą flotą, a ja nie miałem aż tyle sił, by obsadzić nimi wszystkie zdobyte porty.

Sytuacja stawała się więc bardzo niebezpieczna, wojsko męczyło się długimi nadmorskimi marszami, które nie przynosiły żadnych rezultatów, a żywność zaczynała się kończyć. Jedyną szansą dla mnie z tej patowej i męczącej sytuacji, było rozbicie floty danueńskiej w jednej wielkiej bitwie morskiej. Wysłałem więc polecenie do swego syna - księcia Eldara, by ten zebrał flotę znad zatoki i ruszył na północ. Czekały tam jednak już na niego okręty danueńskie, które blokowały wyjście z cieśniny:






Okręty Eldara, płynące jeden za drugim, zostały zaatakowane z flanki przez flotę pod osobistym dowództwem Turgona. To była prawdziwa masakra - z posiadanych wcześniej przeze mnie 300 okrętów wojennych (w tym w zatoce było zebranych aż 270) zatonęły 172 okręty, pozostałe 98 zostały zdobyte. Mój syn - książę Eldar poległ w czasie nierównej bitwy, próbując wycofać resztki floty do portu w Brugii. Zwycięstwo Turgona w Cieśninie Brugijskiej (naprzeciwko mego największego portu morskiego - Brugii), było dla mojej armii prawdziwą katastrofą:







CO Z TEGO WYNIKA?


Zająłem wszystkie najważniejsze twierdze i miasta w kraju mego Przeciwnika, pobiłem Go w dwóch dużych bitwach lądowych, zająłem Jego największy port morski - Ilieu, oraz oczywiście samą stolicę państwa - Danland. Zająłem cały danueński kraj (prócz nadbrzeżnych kilkunastu osad, w których chronili się mieszkańcy wraz z królową Morganą i jej rodziną). Czyż nie mogłem nazwać się zwycięzcą tej wojennej kampanii? A jednak... klęska w bitwie morskiej w Cieśninie Brugijskiej, śmierć mego syna i zagłada floty, polityka "spalonej ziemi", prowadzona przez Turgona w jego kraju, a przede wszystkim głód, który bardzo szybko pojawił się w moich szeregach i zaczął dziesiątkować mi oddziały (dochodziło nawet do przypadków kanibalizmu), to wszystko spowodowało że... to ja musiałem mego Przeciwnika prosić o pokój. Zostałem uwięziony w Jego kraju, zdany na Jego łaskę i niełaskę, nie do mnie należał następny krok, mogłem tylko bezczynnie czekać aż moja zwycięska armia powoli umiera śmiercią głodową na obcej, wyludnionej i zniszczonej ziemi.

Przegrałem wojnę - tak, pomimo zwycięstw i faktu iż Turgon nawet nie postawił stopy na moim terytorium - przegrałem tę wojnę! I to On podyktował mi warunki upokarzającego pokoju. Popełniłem ten sam błąd, który popełnił Napoleon Bonaparte atakując Rosję. Nie było najmniejszego powodu by zdobywać Danland, tak samo jak nie było najmniejszego powodu by zajmować Moskwę. Zwycięska strategia (w moim wypadku) powinna być inna. Mianowicie zamiast zajmować stolicę kraju, powinienem ograniczyć się jedynie do samego Ilieu i terenów, jakie zająłem po zwycięstwie pod Nesadem. Powinienem ściągnąć nowe siły z mego kraju, wyszkolić nowe roczniki żołnierzy i powołać pod broń rezerwistów. Zająć się jednocześnie rozbudową floty tam, gdzie mogłaby ona zagrozić flocie danueńskiej blokującej Cieśninę Brugijską, na południu mego państwa - w porcie wojennym w mej stolicy - Cyrionie:




Danueńczycy po prostu nie zapędziliby się tak daleko na południe, zważywszy że potrzebowali floty do ochrony swych wybrzeży. Mogłem poczekać, umacniając swe pozycje i rozbudowując twierdze na już zdobytym terenie wroga. Mogłem wyrywać kolejne "kawałki" jego terytorium, zmuszając Danueńczyków do walki orężnej w ich obronie. A tutaj już dałbym sobie radę. Taka strategia zapewniłaby mi całkowite zwycięstwo:




Podobnie Napoleon. Kampania moskiewska była Jego totalnym błędem, gdyż niebezpiecznie rozciągnęła Jego siły i wydłużyła drogę dostarczania aprowizacji dla armii. Zajęcie rosyjskiej stolicy nic nie dało (poza początkowym sukcesem propagandowym), żadnych wymiernych korzyści politycznych ni militarnych nie wniosło. Lepiej było więc pójść (jak radził książę Józef Poniatowski) na Ukrainę i wyrwać - "odkroić" Ją od Moskwy, następnie Białoruś - oderwać od Moskwy i przyłączyć do odrodzonej Rzeczypospolitej. Gdyby tak postąpił Napoleon, gwarantuję iż wygrałby kampanię rosyjską, bowiem ani car Aleksander I, ani cały jego sztab wojenny, ani wreszcie elity polityczne ówczesnej Rosji - nigdy nie pogodziłyby się z taką stratą. Rzuciliby więc swoje siły przeciwko Napoleonowi i odrodzonej Rzeczpospolitej (zasilonej nowymi zaciągami ludności żyjącej obecnie pod butem moskiewskiej tyranii i pamiętającej wolności, które posiadała w ramach dawnego polsko-litewskiego państwa).

Klęska Rosji byłaby wówczas całkowita, podobnie jak klęska Królestwa Dananu, gdybym nie pragnął szybkiego zwycięstwa. Różnica pomiędzy moją kampania a napoleońską polega na tym, że moja spowodowała konsekwencje jedynie w moim myśleniu, zaś ta napoleońska wpłynęła na losy Europy i Świata, rozszerzając wschodnią tyranię daleko na Zachód.


DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ

25 listopada 2025

KRONIKI OSHARA - Cz. I

OPOWIADANIE FANTASY





TO JEST JEDNO Z KILKU MOICH OPOWIADAŃ, KTÓRYCH JESZCZE NIE PUBLIKOWAŁEM NA TYM BLOGU. TEMATYKA FANTASY Z ELEMENTAMI EROTYKI 😘



ROMERIA I WELIMIR




Witajcie szlachetni mężowie i niewiasty, którym przyjdzie czytać spisane przeze mnie dzieje i opowieści z czasów sprzed Zjednoczenia. Zwą mnie Oshar i jestem kronikarzem i doradcą wielkiego króla Timura - władcy Północnych Plemion, oraz szczęśliwego małżonka królowej Zemfiry - najwyższej kapłanki Wielkiej Bogini z miasta Antaria, leżącego w krainie zwanej Nemea. Piszę te słowa w czternastym roku Zjednoczenia, w siódmym dniu miesiąca Lwa. Choć wydaje się to dziś oczywiste, to, że udało się doprowadzić w końcu do zjednoczenia obu tak różnych ze sobą światów, zakrawa wręcz na cud. Tylko nie wiadomo któremu z bogów należałoby za to podziękować. Jak już bowiem wspomniałem, pan mój - Timur i królowa Zemfira to ogień i woda, dzieliło ich wszystko, łączyło niewiele. Obaj żyli w innych światach - On w krainie Północnych Plemion, zwanej Romeria; Ona na Wschodzie, w królestwie Nemea, którą władał Zakon kapłanek-wojowniczek Wielkiej Bogini. Romeria to kraina północnych gór, gdzie żyją twardzi górale, wyznający kult boga wojny - Gunnara. Zamieszkiwali oni osady nielicznych dolin, wciśniętych pomiędzy liczne góry pokrywające Romerię. Żyli oni głównie z najazdów i rabunków okolicznych krain, w tym również Nemei. Każdy romeryjski chłopiec od najmłodszych lat doskonalił się w sztuce władania bronią (łukiem, włócznią, mieczem i oczywiście toporem - który jest symbolem Gunnara). Śmierć na polu walki jest najwyższą chwałą i oznacza dołączenie do Świętego Kręgu Gunnara, tam, w Zaświatach.




Północne Plemiona Romerii nie zjednoczyły się i nie utworzyły miast do czasu objęcia wodzostwa nad jednym z tychże plemion - Cymrów - przez ojca króla Timura - Welimira Mężnego lub Okrutnego (zwanego też przez niektórych Welimirem Heretykiem, jako że pierwszy dopuszczał kult innych bogów - i ponoć się nawet do nich modlił). Welimir podbił lub podporządkował swej władzy wszystkie góralskie plemiona Romerii i koronował się na pierwszego króla tej ziemi. Utworzył też silną, stała armię, która była zdolna do rozpoczęcia podboju sąsiednich krain. Romeryjscy górale pod jego panowaniem zamienili się z hordy barbarzyńskich najeźdźców w zorganizowaną i zdyscyplinowaną armię zagrażającą wszystkim okolicznym ludom. Welimir najeżdżał też królestwo Nemei, szczególnie jeden z takich najazdów prawie zakończył się zdobyciem Antarii i likwidacją tego królestwa. Nemejczyków ocaliło tylko złożenie bogatej daniny w złocie i srebrze (ponoć na ten cel ograbiono świątynię Wielkiej Bogini z wszelkich kosztowności) oraz poświęcenia się Wielkiej kapłanki Zakonu - Tahminy, która w zamian za życie swego ludu, zgodziła się zostać żoną Welimira - przynajmniej tak to właśnie miało wyglądać. Nie na darmo jednak zwano Welimira okrutnym. Miast bowiem ja poślubić, zamknął ja w klatce w swym pałacu, w nowo zbudowanym przez siebie mieście o nazwie - Gunnaria (na cześć Boga Gunnara) i trzymał ją tam nagą, zawieszoną w klatce kilka metrów nad podłogą i wypuszczał ją tylko wówczas, by zadowoliła jego pożądanie. Z czasem Tahmina (nie mają innego wyjścia) przyzwyczaiła się do życia w klatce, a raczej do tego, że mogła przebywać poza nią tylko wówczas, gdy była potrzebna Welimirowi - odtąd swemu panu życia i śmierci. Starała się więc zwrócić nań swą uwagę, chciała być potrzebna, nawet jeśli oznaczało to klęczenie u jego stóp przez kilka godzin dziennie. Robiła wszystko, aby tylko jak najmniej czasu spędzać sama w klatce.




Welimirowi podobała się jej delikatna skóra, jej kruczoczarne włosy opadające na jej krągłe, piękne piersi i nieziemskie zielone oczy, w których można było się utopić. Welimir lubił przyglądać się jej nagiemu ciału, potrafił godzinami zmuszać ją do klęczenia przed jego tronem i pozostawania w bezruchu. Szybko się do tego przyzwyczaiła, zresztą wolała to, niż przebywanie w małej klatce, w której nie mogła ani się wyprostować, ani nawet położyć. Przyzwyczaiła się że należy teraz do niego i może on z nią zrobić co tylko mu się spodoba. Sama wcześniej była wielką kapłanką i sama miała swoich niewolników i choć początkowo trudno było jej się odnaleźć w nowej roli, nie miała innego wyjścia jak szybko to zaakceptować i podporządkować się losowi. Teraz jej ciało było placem zabaw dla Welimira i nie należało już do niej. Ponieważ lubił ją oglądać w pełnej krasie jej uległości i całkowicie odsłoniętej kobiecości, karał ją chłostą bardzo rzadko, zresztą znacznie skuteczniejszym elementem dyscypliny była obawa przed ponownym zamknięciem jej do klatki i aby tego uniknąć, gotowa była uczynić wszystko, czego tylko od niej wymagał. Nie mogła patrzeć mu prosto w oczy a jedynie wzrok jej mógł sięgać do wysokości jego pasa.

Piersi miała jędrne choć niezbyt duże, Welimir lubił bawić się jej różowymi, nabrzmiałymi sutkami, gdy zaś miał ochotę na seks, układał ją na brzuchu na wysokim stole, tak, że miał ją przed sobą ze wszystkimi jej atutami. Najbardziej lubił stosunek analny a z jej przedniej szparki korzystał bardzo rzadko, wręcz się chełpił że nie jest mu potrzebna i możnaby ją... zaszyć. Dał jej wybór, jeśli będzie mu niemiła lub opierać się będzie jego władzy, sprzeda ją handlarzom niewolników z dalekiego Kashiru - krainy położonej na Południu i zamieszkałej przez czarnoskórych koczowników, w których społeczeństwie stosuje się okaleczanie narządów rodnych kobiet. Nic dziwnego że Welimir zwany był okrutnym, ale nawet on nie był pozbawiony uczuć. Z biegiem czasu, gdy uległość Tahminy stała się naturalna i przestała być wymuszana, nabrał do tej kobiety uczucia sympatii która z czasem zmieniła się w miłość. Oczywiście było to specyficzne uczucie miłości i polegało na całkowitej dyscyplinie i podporządkowaniu, ale bez wątpienia coraz bardziej zaczęło mu na niej zależeć. Spędzał z nią więcej czasu, brali wspólne kąpiele a nawet sypiali w jednym łożu (choć ona po stosunku musiała udać się do przygotowanego dla niej kojca i spała tam przy jego łożu na podłodze). Mimo to wiele się zmieniło, zniknęła klatka w której ją zamykał i pozwalał jej nosić stroje okrywające ciało, a nawet sam takowe jej sprowadzał (ale były to suknie w których zawsze miał do niej łatwy dostęp). 

Gdy zaszła w ciążę poślubił ją, a ona urodziła mu syna, któremu nadał imię Timur. To właśnie on zjednoczył oba królestwa, poślubiając kapłankę Wielkiej Bogini - Zemfirę. Nim do tego jednak doszło, warto opisać - choćby pobieżnie - społeczeństwo Nemei, zarządzanej przez Zakon kapłanek-wojowniczek Wielkiej Bogini.



NEMEA, ZAKON I WIELKA BOGINI




Kraina o nazwie Nemea, była niegdyś zasiedlona przez szczepy okolicznych rybaków, zajmujących się połowem i handlem owocami morza. Co prawda ziemi uprawnej w Nemei było sporo, to jednak rolnictwo nie było tak rozpowszechnione jak rybołówstwo, a kraina ta żyła głównie z handlu. Ludy Nemei były podzielone, ale żyły ze sobą w większości w zgodzie i do wzajemnych walk dochodziło sporadycznie. Życie tu biegło spokojnie i monotonnie aż do czasu, gdy krainę tę nawiedziła okrutna zaraza, która ze zwierząt przeniosła się na ludzi. Przyniosła ona mnóstwo ofiar a ludzie nie wiedzieli jak uchronić się przed tym nieszczęściem. Starzy, rodzimi bogowie nie pomagali a ludność popadała w coraz większe przygnębienie i rozpacz. I wówczas, gdzieś, w jakiejś nemejskiej wiosce, pojawiła się młoda dziewczyna, która twierdziła że nawiedziła ją Wielka Bogini i przykazała co czynić, aby uniknąć zakażenia, bolesnej choroby i śmierci. Początkowo nikt nie chciał jej wierzyć, twierdzono że jest szalona, z czasem jednak, gdy jej rady okazywały się skuteczne, wokół niej zaczął gromadzić się krąg wyznawców Wielkiej Bogini, który rósł adekwatnie do tempa wygaszania epidemii. Owa dziewczyna zaś - której nikt wcześniej nie znał, a ona sama twierdziła że osobiście widziała Wielką Boginię, choć niektórzy opowiadali że przybyła tutaj z innego świata, a potem nie potrafiła lub nie chciała tam powrócić - została pierwszą wielką kapłanką swojej bogini. Zwała się ona Azala (Azalia) i dobrawszy sobie krąg sióstr - stworzyła pierwszy Zakon kapłanek, który z czasem przerodził się w Zakon kapłanek-wojowniczek.

Tak rozpoczęła się Pierwsza Era Świątyni, gdy przybytek ten został wzniesiony w nowo założonym przez Azalę mieście - Antarii. Elitą rządzącą Nemei stał się teraz Zakon kapłanek-wojowniczek i tylko one miały prawo wejść do Świątyni, a do jej najbardziej świętego i tajemniczego miejsca - tylko trzy osoby: wielka kapłanka, wybrana przez nią następczyni oraz niewolnik pozbawiony języka (aby nie opowiedział o tym, co tam ujrzał) potrzebny do kultowych posług. Mimo to, pojawiło się wiele plotek na temat tego, co tam się znajduje. Niektórzy opowiadali, że znajdowały się tam dziwne i tajemnicze przedmioty służące do odprawiania kultu ku czci Bogini. Były tam przyrządy zarówno do ratowania życia, jak i do jego odbierania, dziwne mikstury, tajemne urządzenia i inne dziwy, które nie przetrwały do naszych czasów. Wielka kapłanka bardzo o nie dbała i każda jej następczyni miała przykazane, aby ich tajemnicę zachować do grobu. Po śmierci pierwszej wielkiej kapłanki (której rządy trwały 22 lata Pierwszej Ery Świątyni, a ona sama zmarła nie mając lat 50) jej następczynią została córka (były to bowiem czasy, gdy stanowisko wielkiej kapłanki dziedziczone było bezpośrednio w rodzie Azali) - Isilena. To właśnie ona zamieniła Świątynię w Zakon kapłanek-wojowniczek, choć objęła władzę mając zaledwie dziesięć lat. Przez pierwsze lata wspierały ją najbardziej doświadczone i najstarsze kapłanki, lecz gdy skończyła lat 19, przejęła Isilena pełną władzę nad Zakonem i Nemeą.




Cała ziemia uprawna należała do Zakonu Wielkiej Bogini, a uprawiali ją niewolnicy, pozyskiwani dzięki zasobom srebra zgromadzonym w Świątyni, a pochodzącym ze sprzedaży płodów rolnych i z danin nałożonych na rodzimych kupców morskich. Isilena założyła również świątynne ogrody, dokąd sprowadziła do pracy najprzystojniejszych niewolników. Ona to też zmieniła dotychczasowe, przygodne kontakty seksualne kapłanek z niewolnikami, w coś bardziej urozmaiconego. Każda kapłanka mogła bowiem wybrać sobie na noc tego niewolnika, który jej się spodobał (przy czym ten sam niewolnik dwie noce z rzędu nie mógł przebywać u jednej kapłanki) i w ramach tzw. "aktu oddania" musiał zadowolić ją seksualnie. Jeśli tego nie uczynił, kapłanka miała prawo ukarać go według własnej woli (ale tak, aby go trwale nie okaleczyć). Niewolnik nie mógł też dotykać ciała kapłanki swymi rękoma, gdyż ona była emanacją bogini i dotknięcie jej ciała przez niewolnika było uważane za świętokradztwo i karane śmiercią. Dlatego też często kapłanki przed stosunkiem wiązały ręce swym niewolnikom, aby nawet przez przypadek ich nie dotknęli. Część jednak kapłanek Zakonu zakochiwała się w niewolnikach i w wielkiej tajemnicy pozwalała im się dotykać (w przypadku gdyby wyszło to na jaw, niewolnik ukarany zostałby śmiercią, a kapłanka musiałaby opuścić Zakon w niesławie).

Kapłanka Isilena zmarła w wieku lat 60, z czego panowała nad Zakonem lat 50. Jej następczynią została córka - Reiza. Objęła rządy mając lat 24. Miała ona jeszcze dwóch starszych braci. Jeden z nich był zarządcą niewolników pracujących na polach należących do Świątyni, drugi zajmował się handlem. Wolnym mężczyznom Nemei wolno było żenić się z innymi kobietami lub pozostać stanu wolnego. Mogli też posiadać własnych niewolników i współżyć z niewolnicami, jednak w przypadku synów wielkiej kapłanki ich małżeństwa były wcześniej specjalnie dobierane. Oczywiście kapłanki nie mogły wychodzić za mąż, dlatego też męskim potomkom wielkich kapłanek dobierano jako kandydatki na żony, córki majetnych lub slawnych Nemejczyków i rzadko kiedy żeniono ich z kobietami z innych krajów. Kapłanka Reiza znacznie rozbudowała Świątynię, dodając do niej wysoką wieżę, z której widok roztaczał się nie tylko na całe miasto Antarię, ale i na okoliczne regiony. Panowała przez 34 lata. Miała dwie córki, starszą Harimę i młodszą Enorę. Harima była wojowniczką, Enora bardziej nadawała się na kapłankę, ale matka swą następczynią uczyniła najstarszą córkę i Harima objęła władzę nad Zakonem w wieku lat 24, podobnie jak wcześniej Reiza. W tym czasie Enora miała dopiero sześć lat. Harima była pierwszą kapłanką Wielkiej Bogini, która zorganizowała ataki na sąsiednie kraje: Liwonię - piękną, skąpaną w słońcu krainę wielu rzek, jezior i urodzajnych pól; Redanię - krainę koni i jeźdźców czy Argolidę - krainę wielu miast i bogatych kupców. W tym celu utworzyła spośród niewolników tzw. korpus posiłkowy.




Jej panowanie trwało przez 27 lat i choć sama miała dwie córki: Atlantę i Isilenę, to teraz ich ciotka - Enora upomniała się o władzę. Tak oto rozpoczął się konflikt, zakończony wybuchem wojny domowej między kapłankami i po 133 latach zakończyła się Pierwsza Era Świątyni a rozpoczął okres upadku, zwany Czasem Chaosu. Spowodował on nie tylko znaczne zubożenie przychodów Świątyni, rebelię i ucieczkę wielu niewolników, ale przede wszystkim utratę świętych narzędzi Wielkiej Bogini z czasów pierwszej kapłanki Azali. Przedmioty te bowiem zostały zabrane ze Świątyni przez kapłanki wierne córkom Harimy, aby nie wpadły w ręce Enory, a potem zaginęły. Enora zdobyła Antarię i zajęła Świątynię, gdzie ogłosiła się nową wielką kapłanką. Zebrała wokół siebie niewolników z korpusu posiłkowego, stworzonego przez Harimę i obiecała im wolność w zamian za poparcie. Niektórzy twierdzą, że Enora przestała czcić Wielką Boginię, cofnęła wiele zakazów - w tym zakaz dotyku ciała kapłanki przez niewolników - i dlatego przezwano ją Enorą Uzurpatorką lub Enorą Niewierną. Tak oto w Nemei rozpoczęła się krwawa wojna domowa, która trwała sześć lat i pochłonęła wiele ofiar a kraj doprowadziła do ruiny. W pierwszym etapie Enora odniosła spore sukcesy, nie tylko wypędziła swe siostrzenice z miasta i Świątyni, ale zdobyła uznanie dla ogłoszenia siebie samej wielką kapłanką (w chwili śmierci matki Atlanta miała 22 lata a Isilena 18 i były uważane za zbyt młode do objęcia władzy najwyższej). W trzecim roku wojny, gdy wiele kapłanek zbulwersowały nowe prawa ogłaszane przez Enorę, całkowicie zmieniające te, ustanowione jeszcze przez pierwszą wielką kapłankę (ponoć nakazała wyzwolenie wszystkich męskich niewolników i poślubiła w tajnej ceremonii dowódcę korpusu posiłkowego, złożonego z niewolników-wojowników i zaszła z nim w ciążę) zaczęły one dołączać do obozu córek Harimy, które to stały się teraz obrończyniami prawdziwej wiary. 




Atlanta i Isilena wzmocnione w ten sposób, pokonały wojska wierne Enorze w bitwie nad potokiem nieopodal Antarii, ale nie były w stanie odbić stolicy (trzeci rok Czasu Chaosu). Próba oblężenia i zdobycia Antarii podjęta w czwartym roku, też zakończyła się fiaskiem i dużymi stratami, a dodatkowo w czasie walk śmiertelną ranę odniosła Atlanta. Teraz z córek Harimy jedynie Isilena pozostała kandydatką do tronu Wielkiej Bogini. A tymczasem Enora powiła własne dzieci. W drugim roku wojny urodziła syna - Sigberta, a w czwartym roku córkę - Nemirę. Poślubiła swego niewolnika, dowódcę korpusu posiłkowego - Eryka i z nim miała owe dzieci. Ich relacja była jednak dość dziwna, a mianowicie publicznie on okazywał jej szacunek jako kapłance Wielkiej Bogini, ale prywatnie, za zamkniętymi drzwiami ich sypialni ponoć robił z nią co chciał. Nie tylko było słychać że wydaje jej polecenia, ale miał nawet założyć jej na szyję żelazną obrożę i kazał jej chodzić przy swej nodze, jak suce. Jej ciało nosiło też liczne ślady uderzeń bicza (szczególnie pośladków), skrupulatnie ukrywane przez Enorę pod ciężkimi sukniami. Erykowi najwidoczniej sprawiało radość obserwowanie jak jego wybranka z obolałą pupą, musi godzinami siedzieć na swym tronie i wysłuchiwać skarg mieszkańców Antarii. Czasem jak byli sami, sam siadał na tym tronie, a ją sadzał sobie na kolanach i traktował jak małą dziewczynkę. Nikt tego nie potwierdza, ale istnieją plotki, że często to ona klęczała przed nim, siedzącym na tronie, modląc się do niego, jak do boga. Eryk zresztą miał zamiar koronować się na pierwszego króla Nemei, likwidując Zakon i wiarę w Wielką Boginię. Sam bowiem pochodził z krainy hybernejskiej, leżącej daleko na północy, gdzie lato trwa tak krótko, że praktycznie jest to kraina wiecznego śniegu i lodu. Tam wyznawano wiarę w boga Mitrę i ten kult Eryk pragnął przenieść do Nemei




A tymczasem nadszedł piąty rok wojny i Isilena ponownie pokonała wojska swej ciotki, lecz wciąż nie była w stanie zdobyć miasta. Wydawało się że ponowna próba oblężenia skończy się kolejną klęską i jeszcze większymi stratami. Jej nadzieja tym razem opierała się o wierne jej kapłanki, które przebywały w mieście. Miały one otworzyć bramy, gdy wojsko Isileny ukryje się w okolicznych lasach i będzie mogło pod osłoną nocy wejść do miasta. Nawiązanie kontaktów z wiernymi kapłankami zajęło Isilenie trochę czasu, ale ostatecznie w szóstym roku wojny udało się ponownie podejść pod Antarię i wierne Isilenie oddziały weszły do miasta wcześniej otwartą bramą. Nim informacje o tym dotarły do Enory, śpiącej słodko w ramionach Eryka, było już za późno aby podjąć walkę w mieście, można było tylko zabarykadować się w Świątyni, co też uczyniono. Szturm nie wchodził w grę, możliwość podpalenia także (wiązałoby się to bowiem z upadkiem całego dziedzictwa Wielkiej Bogini). Można było tylko głodem wziąć broniących się w Świątyni zwolenników Enory. Nim jednak do tego doszło, Eryk postanowił przebić się i sprowadzić odsiecz, wyzwalając niewolników z terenów zajętych przez Isilenę. Niestety nie udał mu się ten manewr, zginął trafiony kilkanaście razy strzałami wypuszczonymi z łuków kapłanek wiernych Isilenie, a jego odciętą głowę pokazano Enorze. Ta, w rozpaczy, kazała zabrać dzieci i tajnymi korytarzami wyprowadzić je ze Świątyni i z miasta, a sama rzuciła się z murów w dół, ponosząc śmierć na miejscu. Tak oto - po sześciu latach wojny, Isilena odzyskała dziedzictwo swej matki i objęła władzę nad miastem i Nemeą jako nowa kapłanka Wielkiej Bogini - Isilena II. Nie były to już jednak takie rządy, jak wcześniej, a okres ten zwany jest Drugą Erą Świątyni.




CDN.

14 października 2025

POST-ATOMOWA RZECZYWISTOŚĆ

CZYLI MIKROŚWIAT PO ATOMOWEJ APOKALIPSIE





Jakiś czas temu czytałem, że rosyjskie bomby jądrowe po raz ostatni wymieniano trzydzieści lat temu (i wtedy też przeprowadzono ostatnie testy tej broni), a to oznacza, że broń ta w rosyjskich realiach jest już mocno przestarzała i nie nadająca się do użytku (gdyż żywotność głowic nuklearnych wynosi mniej więcej jakieś dwadzieścia lat). Cóż, nawet jeśli to prawda i broń ta jest już nie nadającą się do użytku, to jednak warto by się zastanowić jak wyglądałby świat po atomowej apokalipsie. Nie chodzi mi jednak o świat rozumiany w kategoriach globalnych czy kontynentalnych, ale o ten nasz najbliższy mikroświat. Jak wyglądałyby domy, które uniknęłyby bezpośredniego zniszczenia, ale jednak zostałyby opuszczone ze względu na wysokie promieniowanie jądrowe i jak wyglądałaby najbliższa okolica po takim właśnie ataku? Proponuję więc małą podróż po już istniejących w rzeczywistości podobnych miejscach-widmach, opuszczonych przez ludzi i pozostawionych na łaskę warunków atmosferycznych i nieubłaganego czasu. 

Oto kilka z takich obrazków:
































 A TO JUŻ WIZJA ARTYSTYCZNA























NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...