WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RELACJE DAMSKO-MĘSKIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą RELACJE DAMSKO-MĘSKIE. Pokaż wszystkie posty

13 września 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVIII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XIV






POWRÓT DO MANISY
Cz. II



 A teraz znów na moment przenieśmy się na północ, do Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, gdyż właśnie wówczas, z początkiem roku 1447 wielki książę Kazimierz Jagiellończyk rozpoczął przygotowania do wyjazdu do Krakowa i odbycia własnej koronacji. Pomimo faktu że urodził się w Krakowie, w Polsce, język polski był jego pierwszym językiem, a także czuł się Polakiem, to będąc już władcą Litwy od siedmiu lat, związał się z tym krajem znacznie silniej i zanim wyjechał, musiał zabezpieczyć Litwę na wypadek nieprzewidzianych ataków z zewnątrz. W lipcu roku 1445 w bitwie pod Suzdalem poniósł klęskę i dostał się do niewoli Tatarów z Chanatu Kazańskiego wielki książę moskiewski Wasyl II. Moskiewski stolec objął wówczas jego konkurent polityczny, władca Uglicza - Dymitr Szemjaka. Wasyl jednak zebrał olbrzymią sumę na okup za siebie i już w październiku 1445 r. został przez Tatarów uwolniony, a następnie odzyskał Moskwę. W tym czasie 7000 oddział litewski urządził wypad w rejon Kaługi, zmuszając to miasto do zapłacenia okupu, jednocześnie był to ostatni epizod trwającej od 1442 r. wojny litewsko-moskiewskiej (chociaż pokój zawarty został dopiero w roku 1449). Jednak w lutym 1446 r. Wasyl został schwytany przez ludzi Dymitra Szemjaki w soborze sergiuszowskim (Ławra Trójcy Świętej) pod Moskwą, a następnie oskarżony o sprzyjanie Tatarom (zapytano się go: "Dlaczego tak kochasz Tatarów, że oddajesz im ruskie miasta na pożogę i zniszczenie, dlaczego tak cenisz pogan, że oddajesz im chrześcijańskiej ziemie?"). Następnie Wasyl został oślepiony z rozkazu Dymitra Szemjaki z zemsty za utratę jednego oka przez brata Dymitra - Wasyla Kosoja (notabene Kosoj sam sobie wyłupał oko, ale działo się to w trakcie walk z Wasylem II więc on został o to oskarżony), a następnie wysłany wraz z żoną do jednego z klasztorów, gdzie miał dokończyć żywota, zaś Dymitr Szemjaka w lutym 1446 r. został już oficjalnie wielkim księciem moskiewskim. Kazimierz Jagiellończyk uznał jednak ten właśnie moment za dogodny, aby wtrącić się w wewnętrzne sprawy Wielkiego Księstwa Moskiewskiego i zaoferował pomoc obalonemu Wasylowi II (na Litwie organizowano zaciągi dla owego kniazia). Zwolennicy Wasyla złożyli przysięgę obalonemu kniaziowi i w lutym 1447 r. przywrócili go na moskiewski stolec. To całkowicie zmieniło dotychczasową politykę Kazimierza względem Wasyla i tak już 20 lutego 1447 r w Wilnie przyjął on hołd lenny od władcy księst nowosilskiego i odojewskiego nad Oką - Fedora Lwowicza, który miał zabezpieczać granice Litwy przed ewentualnym atakiem Wasyla moskiewskiego. 




Kazimierz - jeszcze przed wyjazdem z Wilna - nadał też bojarom litewskim (2 maja 1447 r.) wszystkie przywileje szlachty polskiej, a przede wszystkim przywilej bezpieczeństwa osobistego, który gwarantował litewskim bojarom iż nie mogą zostać uwięzieni, ani też ich majątek nie może zostać skonfiskowany, dopóki wcześniej sądownie nie udowodni im się winy (prawo "Neminem Captivabimus..." wprowadzone zostało w Koronie Królestwa Polskiego już w roku 1425, ale weszło w życie dopiero w 1430, aczkolwiek po raz pierwszy skutecznie zostało zastosowane w roku 1427 w czasie oskarżenia królowej Sonki o cudzołóstwo. To właśnie wówczas Władysław II Jagiełło zwolnił przebywającego w lochu rycerza Hińczę z Rogowa - oskarżonego o intymne kontakty z królową - właśnie na mocy tego prawa, które tak naprawdę jeszcze wówczas nie weszło w życie, czyli była to królewska dobra wola aby ostatecznie oczyścić królową Sonkę i wszystkich którzy byli w to zaangażowani z zarzutów zdrady). Teraz tym samym prawem mogli cieszyć się bojarzy litewscy. Dodatkowo Kazimierz zniósł również odpowiedzialność zbiorową w sprawach karnych (z wyjątkiem zarzutu zdrady stanu), zwolnił poddanych bojarów z wszelkich opłat na rzecz wielkiego księcia (czyli siebie samego), a także zezwolił bojarom opuszczać Wielkie Księstwo czy to dla szukania sławy rycerskiej, czy też dla zdobywania wiedzy. Kazimierz bowiem pragnął pozostawić po sobie dobrą pamięć wśród Litwinów i uniemożliwić im podjęcie jakichkolwiek prób wyboru innego niż on władcy na wielkoksiążęcy stolec w Wilnie. Następnie Kazimierz Jagiellończyk opuścił Wilno i udał się na swą koronację do Krakowa.




Oczywiście przyjazd nowego króla musiał być odpowiednio przywitany, zatem królowa-matka Zofia (Sonka) Holszańska powitała syna w Sandomierzu, a w Nowym Mieście Korczynie (nieopodal Krakowa) spotkał się Kazimierz z biskupem krakowskim Zbigniewem Oleśnickim i wojewodą Janem Tęczyńskim. 23 czerwca 1447 r. Kazimierz uroczyście wjechał do Krakowa, witany wszędzie radosnymi okrzykami i wiwatami swych przyszłych poddanych (wcześniej jeszcze, przed bramami krakowskiego grodu spotkał się z prymasem Wincentem Kotem i innymi biskupami Korony, a także władzami Akademii Krakowskiej). Król najpierw udał się do Katedry Wawelskiej (którą następnie hojnie obdarował), gdzie modlił się wraz z poddanymi w intencji pomyślności swego panowania. Towarzyszyła mu tam matka, która ledwie co mogła ukryć radość z powodu powrotu syna do kraju i jego koronacji. Nad drugi dzień (24 czerwca) zjechali się do Krakowa książęta mazowieccy - Bolesław i Władysław, oraz czterech książąt śląskich. W orszaku króla z Litwy przybyli zaś stryj Kazimierza - Świdrygiełło, wujowie ze strony matki - Wasyl Krasny Drucki i Jurij Diemianowicz Holszański, a także krewny ojca - Wasyl Olelkowicz - książę kijowski. Sama koronacja królewska odbyła się 25 czerwca, a dokonał jej biskup gnieźnieński i prymas Polski - Wincenty Kot. Obecni byli także biskupi krakowski, włocławski, płocki i kamieniecki, a także arcybiskup Lwowa. W czasie tej koronacji po raz pierwszy pewne funkcje w otoczeniu monarchy pełnili także ludzie świeccy, jak choćby kasztelan krakowski który trzymał koronę na złotej tacy, wojewoda krakowski trzymał berło, wojewoda poznański królewskie jabłko, a wojewoda sandomierski Szczerbiec - miecz koronacyjny królów polskich (legenda głosi że jego wyszczerbienie wzięło się od uderzenia nim w Złotą Bramę kijowską przez króla - choć jeszcze nie koronowanego - Bolesława I Chrobrego w roku 1018, ale jest to tylko piękna legenda, tak naprawdę ów miecz powstał znacznie później). Ceremonia przebiegła wyśmienicie, aczkolwiek astrolodzy stwierdzili że koniunkcja planet jest niesprzyjająca i że koronacja odbyła się w "złym dniu", ale tego już nie można było cofnąć (😉). Kazimierz - nowy król Polski (w chwili koronacji miał 20 lat, jego matka zaś około 40) - spędzał teraz kolejne dni praktycznie jedynie w towarzystwie matki. Wspólnie wyjeżdżali na przejażdżki i na polowania i w ogóle spędzali w swoim towarzystwie mnóstwo czasu. Ale Kazimierz musiał wracać do Wilna, i tak też się stało w kilka tygodni po jego koronacji, ponownie opuścił matkę, Kraków i swoich polskich poddanych (Sonka powiedziała że wkrótce odwiedzi go w Wilnie, aczkolwiek nie lubiła tam jeździć - chociaż z pochodzenia była Litwinką. Być może głównym powodem tej niechęci był fakt, że w Wilnie trudno jej było utrzymać ogromny dwór jaki posiadała i jaki ze sobą wszędzie zabierała).


KRÓLOWA-MATKA 
ZOFIA (SONKA) HOLSZAŃSKA





A tymczasem (jak już wspominałem w poprzedniej części) w Dimotyce (czyli już po europejskiej stronie cieśnin dardanelskich) niewolnica imieniem Gulbahar (najprawdopodobniej była chrześcijanką z Albanii, a potem już jako niewolnica i konkubina następcy tronu Mehmeda Celebiego musiała przyjąć islam) w grudniu 1447 r. powiła syna, któremu następnie nadano imię Bajazyd (na cześć pradziada Mehmeda - Bajazyda I Błyskawicy). Skoro już zimą 1447 r. (czyli w roku po oddaniu władzy w ręce swego ojca Murada II) Mehmed Celebi przebywał po europejskiej stronie cieśnin, to znaczy że ojciec wydał mu taki rozkaz (sam z pewnością nie opuściłby Manisy, narażając się na gniew sułtana). Rzeczywiście, Murad przygotowywał się do kolejnej wyprawy (po rozbiciu Związku Peloponeskiego w latach 1446-47 i ponownemu podporządkowaniu sobie Attyki, Tebajdy, Lokrydy i oczywiście z samego Peloponezu - rządzonego przez Konstantyna Paleologa, o czym pisałem już w poprzedniej części), tym razem przeciwko Albanii, w której coraz większe postępy czynił Jerzy Kastriota z Amathii - dawny poddany a nawet osmański żołnierz, teraz zwany Skanderbegiem - przywódcą i ojcem wszystkich Albańczyków, który za punkt honoru postawił sobie wypędzenie Osmanów ze swych rodzinnych ziem). Prawdopodobnie obecność Mehmeda w Dimotyce była związana z transportem miedzi i cyny oraz ludwisarzy z Anatolii, których nakazał mu ściągnąć ojciec do spodziewanej kampanii albańskiej, ale zapewne już latem 1448 r. Mehmed Celebi ( wraz ze swoją ukochaną, matką jego syna) powrócił do Manisy. Ale w tym właśnie czasie pojawiło się inne niebezpieczeństwo - północne. Odżyły bowiem Węgry, które teraz pragnęły pomścić klęskę, zadaną im cztery lata wcześniej przez Osmanów pod Warną, i na tym właśnie musiał skupić się sułtan Murad.




Fryderyk III Habsburg, król Niemiec i książę Styrii, Karyntii i Karnioli w dalszym ciągu nie zezwalał na wyjazd 8-letniego wówczas Władysława Pogrobowca na Węgry, aby tam mógł wreszcie zasiąść na tronie (gdzie oczekiwano jego przybycia w coraz większą determinacją i niepokojem). Od Sejmu z roku 1446 pełna regencja w czasie nieobecności króla w kraju, została skupiona w rękach wielkiego magnata Jana Hunyady'ego, który już w roku 1447 zapewnił sobie prawo wyłącznego administrowania dochodami królewskimi i ściągania dochodów królewskich. Wszystko bowiem teraz było postawione w kierunku odtworzenia armii i pomszczenia klęski warneńskiej i rzeczywiście, uniezależniając się (a przede wszystkim finansowanie nowej armii) od kaprysów wielkich baronów, Hunyady stworzył potężną armię zaciężną, złożoną w ogromnej większości z Polaków, Czechów i Niemców, natomiast Węgrów było tam niewielu. Od kierowania tą armią odsunął również magnatów węgierskich, a ułatwiała mu to deklaracja złożona jeszcze na Sejmie roku 1446, iż sam ma dbać o finansowanie armii i obronę państwa. Oczywiście oprócz silnego wojska warto również mieć sojuszników, i o to też starał się Jan Hunyady, ale na tym polu nie odniósł większych sukcesów (Europa była zmęczona kolejnymi nawoływaniami do odepchnięcia zagrożenia osmańskiego, a także przerażona konsekwencjami, jakie chociażby przyniosła Warna). Jako swego sojusznika widział Hunyady despotasa Serbii Jerzego Brankovicia (ojca sułtanki Mary), tym bardziej że w tym właśnie czasie zaręczył on swego syna Władysława Hunyady'ego z wnuczką Brankovicia - Elżbietą, ale wsparcia nie uzyskał. Na jego apel o wspólną wyprawę krzyżową przeciw Osmanów, Branković odpowiedział już nie dysponuje odpowiednimi siłami, a jak sądzi również Hunyady nie dysponuje wojskiem zdolnym oprzeć się potędze Murada II, dlatego lepiej nie drażnić lwa, bo konsekwencje mogą być tragiczne (Branković obawiał się, że jeśli zerwie dobry układ jaki obecnie ma z Muradem, to ponownie utraci Serbię, a tego nie chciał; tym bardziej że był już stary i wolał stabilizację niż ciągłe ucieczki i szukanie nowych sojuszników oraz walki o odzyskanie dawnego władztwa. Po co walczyć, skoro można na stare lata grzać zreumatyzowane stopy przy kominku 🥴).




Signora również odrzuciła apel Hunyady'ego o przyłączenie się do krucjaty anty-osmańskiej. Wenecja niedawno przecież zawarła dobry układ polityczno-handlowy z Muradem (o czym pisałem w poprzednich częściach), po co więc miałaby teraz psuć sobie dogodną umowę handlową jakąś zawarła, tylko żeby znowu przelewać krew w niepewnej wojnie. Zdeterminowany Jan Hunyady pisał listy nawet do Alfonsa V - króla Aragonii, Sycylii i Neapolu (w tym ostatnim kraju panował jako Alfons I). Ten, chociaż wspierał finansowo i politycznie Skanderbega w Albanii, to jednak sam nie zamierzał angażować się w krucjatę anty-osmańską. Pozostał jeszcze autorytet papieża, a w marcu 1447 r. nowym papieżem (po śmierci z końcem lutego Eugeniusza IV) został wybrany na konklawe Toskańczyk - 50-letni Tomasso Parentucelli/Mikołaj V, który kapelusz kardynalski otrzymał zaledwie trzy miesiące przed swym wyborem na papieża. O ile Eugeniusz IV zamierzał przywrócić majestat papiestwa oraz jego potęgę (między innymi dlatego angażował się w wyprawę Władysława Jagiellończyka przeciwko Osmanom) o tyle Mikołaj V nie był człowiekiem miecza, a raczej humanistą rozmiłowanym w pięknie antyku i jego twórcach. Od walk w obronie wiary Chrystusowej, wolał zacisze własnych komnat, gdzie wertował dzieła Cycerona, Seneki czy Wergiliusza; A poza tym na własnym podwórku w samym Rzymie miał wiele innych problemów (jak choćby konflikt z królem Aragonii Alfonsem V, gdzie wojska neapolitańskie praktycznie stały pod Rzymem, a także problem wewnętrzny z niejakim Stefano Porcaro - republikaninem który nawoływał lud do wygnania papieży z Rzymu i odnowienia Republiki Rzymskiej). Papież więc również nie zamierzał przyjść z pomocą Hunyady'emu. Nowy papież oczywiście twierdził że jak najbardziej popiera szczytną misję wyprawy krzyżowej przeciwko niewiernym Osmanom i ogłasza dyspensę dla wszystkich, którzy wezmą w niej udział, a także Marcin V nadał Hunyady'emu tytułu księcia, ale poza tym nie było żadnego wsparcia, nawet finansowego. W swym gorzkim liście, jaki wówczas Hunyady napisał do papieża, twierdził że jeśli ma zasłużyć na miano księcia Stolicy Piotrowej, to musi uzyskać realne wsparcie w walce z niewiernymi, bo inaczej ów tytuł nic nie znaczy, odpowiedzi nie było.




Mimo to w połowie września 1448 r. Hunyady postanowił rozpocząć nową wojnę z Osmanami (z 8 września datowany jest jeszcze jego list do papieża Marcina V, gdy stał w Kovinie nad Dunajem naprzeciw Belgradu. Despotes Serbii Jerzy Branković już wcześniej ostrzegł sułtana Murada że do takiej inwazji dojdzie (wolał bowiem się ubezpieczyć i na wypadek gdyby - jak sądził - Turcy znów okazali się zwycięzcy, to jego czyn zostałby uznany przez sułtana za przyjacielski, a co za tym idzie, zdobyłby sobie względy Murada i utrzymał władzę). Wojsko Hunyady'ego (złożone głównie z Polaków, Czechów i Niemców w liczbie ponad 24 000 żołnierzy piechoty i jakiś 7000 jazdy) wkroczyło do Serbii, którą traktowano jak kraj nieprzyjacielski, przez co łupiono i palono wsie oraz miasteczka. Po drodze dołączyło jakieś 8000 zbrojnych, wysłanych przez hospodara Wołoszczyzny  -Władysława II. 17 października 1448 r. (po trzech tygodniach od wymarszu) rozłożył się Hunyady obozem na Kosowym Polu w Serbii, gdyż tam właśnie drogę zastąpił mu ze swą armią Murad II (Kosowe Pole zostało zapewne celowo wybrane przez Turków jako miejsce bitwy, gdyż w 1389 Turcy rozbili tam wojska serbskie, czyniąc z Serbii poddaną sobie ziemię). Teraz obie strony szykowały się do ostatecznej bitwy.


CDN.
 

08 września 2026

ZEMSTA NA WROGACH! - Cz. III

CZY ZEMSTA JEST ROZKOSZĄ BOGÓW?





JUSTYNIAN II RINOTMETOS
(668-711)
Cz. III






RODZINA
(608-668)
Cz. III



 Po pierwszym objawieniu jakiego doznał Mahomet w grocie góry Al-Hira (późniejsze pokolenia muzułmanów nazwały ten dzień - 27 dzień ramadanu w oficjalnym kalendarzu arabskim - "Dniem Przeznaczenia"), pojawiły się kolejne wizje. Mahomet doświadczał wciąż tego samego, jakaś dziwna (a nawet i przerażająca) postać, kazała mu recytować coś, co wyglądało na nowe przykazania. Po każdym takim doświadczeniu Mahomet był przerażony i sądził że popadł w obłęd. Z tego stanu zaś wyprowadzała go jego małżonka Khadijah (odtąd będę używał spolszczonej nazwy jej imienia - Chadidża), która konsekwentnie przekonywała go, że wcale nie popadł w obłęd a wręcz przeciwnie, stał się wybrańcem i nowym prorokiem, a w zasadzie pierwszym i jedynym prorokiem arabskim. Arabowie bowiem dotąd żyli jakby na uboczu całego cywilizowanego świata, trudniąc się głównie handlem (w tym również handlem niewolnikami), a poza tym sami rozbici byli na szereg mniejszych i większych plemion, które non stop toczyły ze sobą walki podjazdowe. Najświętsze miejsce Arabów mieściło się wówczas w Mekce (czyli w mieście w którym żył Mahomet ze swą małżonką), w sanktuarium Al-Kaba, gdzie znajdował się czarny kamień Hadżar - który według legendy spadł z nieba. Wokół niego Arabowie układali figurki swoich bożków. Teraz Chadidża zaczęła przekonywać Mahometa, aby ten wyszedł do ludzi i zaczął głosić im "wolę Boga" jaką otrzymał w wyniku swoich wizji. Mahomet jednak obawiał się że może zostać przez nich odebrany jako szaleniec, albo jako ktoś, kto próbuje podważyć dotychczasowe kulty. Dwa lata zmagał się z tymi myślami i ostatecznie dopiero w 612 r. po raz pierwszy zaczął głosić to, co według niego i Chadidży przekazał mu "Archanioł Gabriel".

Pierwszą osobą która usłyszała nauki wypowiadane przez Mahometa (nie licząc Chadidży), był jej kuzyn, chrześcijanin o imieniu Waraka Ibn Naufal. On również uznał, że wizje jakich doświadczał Mahomet, są wizjami zesłanymi bezpośrednio przez Boga. Mahomet zaczął więc głosić na placach Mekki iż: wszechpotężny Bóg który stworzył ludzi "z grudki zakrzepłej krwi", będzie sądził wszystkich wedle ich uczynków. Wszyscy winni są posłuszeństwo i wierność Bogu (a jak wspominałem w poprzedniej części, dla Arabów na określenie Bóg jest tylko jedno słowo - Allah), grzesznicy i ci, którzy nie podporządkują się woli Boga, zostaną wtrąceni w czeluście piekielne, ci zaś sprawiedliwi, którzy pójdą ścieżką wyznaczoną przez Mahometa, dostąpią najwspanialszych niebiańskich rozkoszy po śmierci w Raju. Bogu należy się podporządkować bezwzględnie, Boga należy się bać i wielbić go, wznosząc ku niemu modlitwy - tak głosił swe nauki Mahomet, nowy prorok arabskiego świata. Co ciekawe Allah ma ponoć około 100 imion, a są one najróżniejsze i oddają jego wielkość oraz potęgę. Tylko brakuje wśród nich jednej kluczowej nazwy, którą chociażby głosił Jezus Chrystus gdy w swoim czasie przemierzał Palestynę, a mianowicie w islamie nigdzie nie spotkamy stwierdzenia że Bóg jest Miłością - co według mnie jest kluczowe w tej kwestii i jasno pokazuje, że istota, którą spotkał Mahomet na górze Al-Hira, nie była tą samą, która przybyła tutaj w ramach programu "Syna Człowieczego" (jeśli można nazwać to w tak kolokwialny sposób).




Stało się tak, jak podejrzewał wcześniej Mahomet. W czasie tych jego nauk na ulicach Mekki zdołał realnie przekonać do siebie niewielu mieszkańców tego miasta (wśród nich był jego kuzyn Ali Ibn Abi Talib, przyjaciel Abu Bakr, oraz młody kupiec Osman z majętnego rodu Umajadów). Co ciekawe i co ponownie wystąpiło jak w czasach Jezusa i rodzącego się chrześcijaństwa to fakt, że nauki Mahometa głównie docierały do najuboższych i najbardziej wyzyskiwanych przedstawicieli społeczeństwa arabskiego (może to dziwić ale w tych pierwszych latach jego nauk, wśród nowych wyznawców wiary mahometańskiej dominowały kobiety, mężczyzn było znacznie mniej). Największą zaś niechęć do nowej religii wykazywali bogaci kupcy oraz ci, którzy widzieli w Mahomecie niebezpiecznego podżegacza wewnętrznych waśni religijnych. Nic też w tym dziwnego, Mahomet głosił bowiem iż gromadzenie bogactwa nie jest miłe Bogu i należy żyć skromnie. Poza tym Mahomet wcale nie uważał siebie za twórcę nowej religii, wręcz przeciwnie - twierdził otwarcie iż głosi prawdę objawioną od początku stworzenia świata i głosi ją Arabom, którzy dotąd nie mieli swego proroka. Głosił też że należy zbudować społeczeństwo sprawiedliwe, gdzie nie będzie wyzysku, a słabi i bezbronni będą traktowani z szacunkiem. Przestrzegał również plemię Kurajszytów (z którego zresztą sam się wywodził) a którego głównym ośrodkiem była Mekka, że jeśli się nie zmieni, to upadnie, podobnie jak upadały wcześniej inne większe i mniejsze królestwa oraz imperia. Nawoływanie do ubóstwa (lub co najmniej do dobrego traktowania sług i ludzi biednych), nie mogło podobać się wielkim przedsiębiorcom, za jakich uważali się arabscy kupcy handlujący zarówno z Bizancjum jak i z Persami. Ten człowiek stał się więc dla nich niebezpiecznym wichrzycielem.

Mahomet cały czas doświadczał też kolejnych objawień (sura po surze) i potem recytował je rozdziałami, razem wzięte otrzymały nazwę "kuran" (co po arabsku znaczy "recytować"). Owe objawienia (jak już wspominałem) były dla niego traumatycznym przeżyciem. Gdy się zbliżały czuł bowiem dreszcze na całym ciele, występowała obfita potliwość, a on czuł że jego ciało jest jakby dociskane do ściany, podłogi lub łoża, szczególnie zaś szyja. Wyrobiło to jednak w Mahomecie przekonanie przed całkowitą podległością wobec Boga. Człowiek w oczach Boga jest niczym i dopiero musi zasłużyć swymi uczynkami oraz bezgraniczną wiarą i modlitwą na życie wieczne w Raju. Aby to wprowadzić w życie, należy więc jak najczęściej modlić się do Boga (Mahomet twierdził że oddawać cześć Bogu należy trzy razy dziennie), ale nawet nie to stało się nie do zaakceptowania dla większości majętnych Kurajszytów. Tym co szczególnie ich wzburzyło, to była forma poddaństwa, bowiem w trakcie modlitwy człowiek powinien uklęknąć i oddawać Bogu cześć tak, jak niewolnik oddaje cześć swemu panu - na kolanach i z głową przy ziemi. To była zupełna nowość w społeczeństwie arabskim, bowiem Arabowie żyli wcześniej w większej lub mniejszej wolności. Nie akceptowali monarchii, zaś ich główni bogowie (szczególnie zaś boginie, jak: Manat, Al-Lat i Al-Uzza) nie wymagali dla siebie tak uniżonej podległości. To również rodziło niechęć i wrogość do nauk Mahometa. Bogaci kupcy (do których należał też Abu Talib - stryj Mahometa, który przygarnął go po śmierci jego rodziców) zaczęli odwiedzać dom stryja jego i tam skarżyli się na postępowanie Mahometa, mówiąc: "Abu Talibie, twój bratanek przeklął naszych bogów, znieważył naszą religię, wyśmiał nasz styl życia i oskarżył naszych przodków, że byli w błędzie". Prosili więc Abu Taliba aby wpłynął na Mahometa, bo tak dalej być nie może, a jeśli nic się nie zmieni, to nowemu prorokowi może stać się coś złego.




Nie wiadomo czy stryj starał się wpłynąć na swego bratanka, wiadomo zaś że Abu Talib zmarł w 619 r. W tym samym także roku swe życie zakończyła żona Mahometa - Chadidża. Mahomet zaś nie przestawał głosić swej wiary. Swych wyznawców (których nie było wielu - jak wcześniej wspominałem) nazwał muslimun (co znaczy "poddani", "podporządkowani" woli Boga), a swą religię zwał islam czyli "poddanie się Bogu"). Wprowadził trzy razy dzienną modlitwę rytualną, zwaną salat (potem liczbę owych modlitw zwiększono do pięciu w ciągu dnia). Nakazał też część swych dochodów oddawać biednym w formie jałmużny (zakat), a także pościć w trakcie ramadanu aby bogacze (których stać na wiele) w ten czas pamiętali o ubogich, którzy nie mogą sobie pozwolić na codzienną strawę. Twierdził też, że celem każdego człowieka (prócz codziennego wielbienia Boga podczas modlitw, całkowitego posłuszeństwa Jego woli, oraz jałmużny na biednych) ma być stworzenie społeczeństwa sprawiedliwego - wspólnoty muzułmanów (umma). Mahomet zaś nie skupiał się na kwestiach teologicznych, twierdził wręcz że nie mają znaczenia spory doktrynalne na temat istoty Boga (zanna). Wiadomo że Bóg jest jeden, stworzył świat i wszystko dookoła, jest wszechmocny i należy być Mu całkowicie posłusznym. Przede wszystkim dla Mahometa liczył się czyn w powiększaniu wspólnoty muzułmanów (czyli dżihad), a wszelkie kwestie doktrynalne uważał za bezwartościowe, a tym samym nie warte czasu i uwagi dobrego muzułmanina.

Zupełnie inaczej w tym samym czasie sytuacja wyglądała w świecie chrześcijańskim. Tam rósł bowiem konflikt pomiędzy Kościołem Wschodnim i Zachodnim nie tylko w kwestiach doktrynalnych, ale również w kwestii podejścia do systemu sprawowania władzy. Rzymscy papieże nie akceptowali cezaropapizmu - wyrosłego jeszcze na gruncie kultury hellenistycznej (której resztek Kościół Zachodni już dawno się pozbył). W świecie zachodnim najważniejsza była pozycja papieża, jako przywódcy całego chrześcijaństwa (stąd tak modne tam były słowa, wypowiedziane jeszcze w 347 r. przez Donata - biskupa Kartaginy, które brzmiały: "Co cesarzowi do Kościoła" {"Guid est imperatori cum Ecclesia"}). Natomiast na Wschodzie pozycja cesarza całkowicie górowała nad władzą biskupów wschodnich diecezji, czy to Konstantynopola, czy Aleksandrii, czy Antiochii, czy też Jerozolimy. Na Zachodzie zaś nie akceptowano, a nawet nie rozumiano władzy świeckiej ponad duchową i niezwykle mocno akcentowano tam słowa, które jeszcze w 356 r. w swym liście do cesarza Konstancjusza II streścił biskup Kordoby - Hozjusz: "Nie wtrącaj się w sprawy kościelne i nie wydawaj rozkazów w tym zakresie, lecz raczej od nas ucz się tych rzeczy (...) Napisano bowiem: oddajcie więc cezarowi co należy do cezara, a Bogu to, co należy do Boga. Wtedy ani nam nie wolno rządzić sprawami świeckimi, ani Ty, cesarzu, nie masz prawa składania ofiary kadzielnej. Piszę zaś te słowa w trosce o Twoje zbawienie..."




Poza tym w czasach Herakliusza i... Mahometa, a szczególnie po zakończeniu wojny z Persami (628 r.), odżył w świecie wschodniorzymskim dawny spór dotyczący monofizytyzmu. Twórcą idei monofizytyzmu był opat Eutyches, który w 446 r. wypowiedział po raz pierwszy słowa: "Uznaję że nasz pan przed złączeniem posiadał dwie natury, ale po zjednoczeniu uznaję tylko jedną naturę" (stąd z greckiego "mia fisis" - czyli "jedna natura", wzięła się nazwa monofizytów). Chodziło tutaj oczywiście o spór o naturę Chrystusa, czy posiadał On w sobie zarówno boską jak i ludzką istotę. Eutyches twierdził więc że Nauczyciel miał w sobie jedną bosko-ludzką naturę, a nie zarówno boską jak i ludzką (patrząc na to jak ja widziałbym ów spór, to według mnie nie ma tu chyba zbytnich różnic. Chrystus urodził się na Ziemi, na naszej planecie, był więc człowiekiem z krwi i kości. Ale Jego duch nie pochodził z Ziemi - to znaczy nie inkarnował na Ziemi. Był to duch wyższej formy bytu, ale... do jego pobudzenia Jezus musiał dojrzeć i zapewne nie przyszło Mu to ani łatwo, ani też nie stało się szybko. Chrystus musiał więc na nowo poznać po co się urodził, jaka jest Jego misja i co musi uczynić. Natomiast z chwilą uświadamiania sobie tej wiedzy - którą zapomniał w chwili narodzin na tej planecie - rosła również Jego ludzka forma natury, czego przykładem były chociażby cuda które czynił, tak jak np. wskrzeszenie Łazarza. Pisałem już kiedyś w innym temacie że choćby Tjehooba {a Mistrz był przedstawicielem tego gatunku ludzkiego bytu we Wszechświecie}, potrafią wskrzeszać zmarłych. Oczywiście do pewnego stopnia, w zależności od tego, ile czasu upłynęło od zgonu). Natomiast w tamtym czasie spór o naturę Chrystusa był sporem niezwykle istotnym, dlatego też bardzo szybko potoczyły się wydarzenia które ciągnęły się aż do czasów Herakliusza, a mianowicie już w 447 r. Teodoret z Cyru opublikował rozprawę pt.: "Żebrak", w której ostro krytykował wyznanie Eutychesa. Tak też rozpoczął się spór, który trwał przez kolejne lata, dekady i stulecia (powiem tylko że biskup Aleksandrii - Dioskoros uznał rozprawę Teodoreta za atak na aleksandryjską chrystologię i zażądał złożenia go z urzędu, natomiast sam Eutyches został ekskomunikowany na synodzie w 448 r., choć to wcale nie zamknęło sprawy, bo Eutyches pełnił swoje funkcje i w kolejnych latach).




Spór ten (jak już wspomniałem) odżył w czasach Herakliusza. Patriarcha Konstantynopola - Sergios starał się położyć kres tym sporom i rozpropagował coraz bardziej popularną we wschodnich diecezjach idę monoenergetyzmu - czyli jedności działania Chrystusa ("mia energeia"), której jedynym źródłem jest Jego bóstwo. Cesarz Herakliusz bardzo pragnął pojednania z monofizytami, szczególnie że w czasach okupacji Syrii, Palestyny i Egiptu przez Persów, monofizyci masowo wręcz przechodzili na stronę wyznawców spod znaku Ahura-Mazdy, twierdząc że nicejscy chrześcijanie ich prześladują (nicejscy, od soboru w Nicei z 325 r., który w większości wyznaczył kierunki współczesnej wiary katolickiej). Tak więc dzięki działalności Sergiosa i kilku innych (np. biskupa Teodora z Faran czy Kyrosa z Fazis) w Aleksandrii ogłoszono unię z monofizytami (633 r.) na podstawie dziewięciu tez o Chrystusie, działającym w sposób boski i ludzki przez jedną bosko-ludzką energię. Szybko jednak zrodziła się przeciwko temu opozycja wśród chalcedończyków (sobór w Chalcedonię z 451 r. potępiający monofizytyzm), na której czele stanął patriarcha Jerozolimy (od 634 r.) Sofroniusz, który prosił Kyrosa aby nigdzie indziej (poza Aleksandrią) nie ogłaszał unii z monofizytami. Sofroniusz bowiem, opierając się na arystotelesowskiej tezie iż działanie wypływa z natury, twierdził że skoro Jezus działał podwójnie (w formie ludzkiej i boskiej) zatem należy mówić o dwóch Jego naturach. Dyskusje jakie toczył Sofroniusz z patriarchą Sergiuszem w Konstantynopolu sprawiły (również z inspiracji Herakliusza) że zaprzestano mówić o jednym działaniu Chrystusa, a o jednym działającym Chrystusie i dzięki takiemu nauczaniu pozyskano ponownie wielu monofizytów. Wspomniałem zaś o tym po to, ponieważ warto wiedzieć czym żyło społeczeństwo rzymskie (lub też wschodniorzymskie jak kto woli) tuż przed inwazją Arabów na Syrię, Palestynę i Egipt. Aha zapomniałbym, bardzo popularny w tamtym czasie był również kult Maryi - matki Jezusa, co też warto odnotować.




Kurajszyci z Mekki wystąpili przeciwko Mahometowi nie dlatego że nauczał on wiary w jednego Boga, ani nawet nie dlatego że kazał im oddawać jemu cześć w sposób, którego oni wcześniej nie praktykowali (czyli na kolanach i z twarzą ku ziemi). Tak naprawdę nie miało to dla nich większego znaczenia i nauki Mahometa byłyby przez nich zaakceptowane (co najwyżej uznaliby go za jakiegoś ekscentryka), gdyż wiara w jednego Boga (pomimo panującego w ówczesnej Arabii politeizmu) była dość popularna. Od wieków bowiem na tę ziemię przenikała religia Mojżeszowa, a po 324 r. również zaczęło tam docierać chrześcijaństwo, zatem arabscy wyznawcy wielu bogów byli dobrze obeznani z wiarą w jednego Boga Stwórcę. Problemem więc nie był monoteizm, ani nawet kary jakie miały spaść na człowieka po śmierci, jeśli wiódł on życie niezgodne z wolą Allaha (Arabowie bowiem wcześniej nie wierzyli w życie pozagrobowe, a swoich bogów traktowali w sposób protekcjonalny, gdy potrzebowali coś załatwić, to po prostu składali im ofiary wypowiadając ich imiona aby ich przywołać i usidlić - jak sądzili - po czym oczekiwali spełnienia ich prośby. Jeśli zaś bogowie postępowali inaczej, oni ich porzucali lub wyrzekali się ich i przenosili się na innych bogów, w zależności od potrzeb i danych okoliczności). Problemem który przelał czarę goryczy Kurajszytów wobec nowej religii (i jej proroka) było permanentne obrażanie (lub raczej krytykowanie) przez Mahometa przodków ówczesnych mieszkańców Mekki, którzy mieli nie poznać mądrości i woli Allaha i tym samym zapewne zostali skazani na męki piekielne (chociaż Mahomet twierdził również że on nie głosi nowej religii, tylko jest posłańcem jednego Boga który był tutaj od zawsze, a jego celem jest ponowne nawrócenie ludzi na drogę zbawienia i sprawiedliwości). Wydaje mi się że w tej kwestii Mahomet postępował nielogicznie i niekonsekwentnie, zupełnie tak, jak wysyłani do plemienia Sasów chrześcijańscy misjonarze w latach 70-tych i 80-tych VIII wieku (czyli w czasach panowania Karola Wielkiego), którzy konsekwentnie twierdzili że przodkowie Sasów - skoro nie poznali objawienia Chrystusa - zostali skazani na męki piekielne i dopiero oni będą pierwszymi którzy dostąpią zbawienia (pisałem już kiedyś, że podczas publicznego i przymusowego chrztu saskiej elity w Paderborn w 777 r. - zapewne w miejscu gdzie w 772 r. Karol Wielki kazał wyciąć święte drzewo Sasów Irminsul - jeden z przedstawicieli saskiej elity, zapytawszy się kapłana czy po śmierci spotka swoich przodków i uzyskawszy odpowiedź że jego przodkowie są już w piekle, a on pierwszy dostąpi Nieba - odrzekł "To ja wolę do przodków". 🤭 I ja bym powiedział tak samo, bo to pokazuje jak bardzo upośledzeni byli owi kapłani, trzymając się doktrynalnie wszystkich zapisków, które przecież powstały już długo po Śmierci i Zmartwychwstania Nauczyciela. Chrystus przede wszystkim nauczał o Miłości, a tej Miłości w późniejszych zapisach Ojców Kościoła jest bardzo niewiele, raczej skupiamy się na kwestiach które są zupełnie nieważne, jak natura Chrystusa czy Jego esencja, zamiast skupić się na prostym przekazie: "Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe". Ale co się dziwić, w dzisiejszych czasach też mnóstwo jest ideologów i wszelkiego typu fanatyków, niekoniecznie religijnych).

Tak więc postępowanie Mahometa było bardzo nierozważne (żeby nie powiedzieć głupie) i jednocześnie niebezpieczne, gdyż zmusiło go do ukrywania się wśród członków jego klanu zarówno w samej Mekce, jak i poza miastem. W tym czasie, po dziesięciu latach głoszenia nowej religii, wyznawców Allaha wciąż nie było wielu (zaledwie ok. 100 osób w Mekce zebranych wokół Mahometa). Nic też dziwnego że przeciwnicy islamu byli w ogromnej większości, a ponieważ Mahomet nie przestawał głosić swoich tez odnośnie przodków Kurajszytów (przy okazji oczerniał również i swych własnych przodków) i nawoływał do pokory, bojaźni bożej, a także do jałmużny (twierdził bowiem że po śmierci pieniądze nie będą nam już potrzebne, dlatego każdy, który cokolwiek posiada powinien część swego majątku przekazać najuboższym, gdyż to jest miłe Allahowi. Kurajszyci zaś, których majątek opierał się głównie na handlu - i którzy swoich bogów traktowali w sposób obcesowy i praktyczny, na zasadzie "Jak Ty mi coś dasz, to i ja Ci coś dam", nawoływania do rozdawania majątku - tym bardziej biedakom - uważali za szaleństwo. Przeto w Mekce zaczęły co rusz pojawiać się głosy oburzonych przedstawicieli majętnego kupiectwa, które brzmiały: "Obywatele! nie słuchajcie kusiciela, nie zważajcie na jego bezbożne nowinki. Trwajcie niewzruszenie w kulcie Hubala, Al Lata i Al Uzzach!", a na Mahometa zaczęto organizować polowania niczym na zwierzynę łowną, zatem musiał on ukrywać się zarówno w Mekce, jak i potem na prowincji. Szczególnie wrogo ustosunkowany był do Mahometa bogaty kupiec Abu al-Hakam, który w sanktuarium Al-Kaaba (znajdującym się w centrum Mekki) nakazał ogłosić, że każdy, ktokolwiek pomoże Mahometowi w ucieczce lub udzieli mu schronienia, zostanie podobnie jak on wyjęty spod prawa i skazany na śmierć. Sanktuarium Al-Kaaba - gdzie znajdował się święty Czarny Kamień (czczony przez Arabów od niepamiętnych czasów), który ponoć spadł z nieba - poświęcony był w tamtym czasie bogu Hubalowi i 360 innym bożkom arabskim. Mahomet jednak i tutaj nauczał nowej religii, tylko aby odróżnić się od wyznawców bożków, kazał muzułmanom modlić się zwracając twarzą ku Jerozolimie, dając tym samym jasny dowód, że bliżej mu do religii "Ludów Księgi", czyli judaizmu i chrześcijaństwa, niż do pogańskich praktyk jego ziomków. Al-Hakam uznał to za niedopuszczalne, tym bardziej że podejrzewał Mahometa iż pragnie on przejąć władzę polityczną w mieście.




Al-Hakama wsparł inny kupiec Suhajla Ibn Amra, a do nich dołączyły największe kupieckie rody Mekki. Wszyscy postanowili zgodnie, że ani wypędzenie ani uwięzienie Mahometa niczego nie rozwiąże i należy go uśmiercić (ponoć mieli przysiąc że wspólnie wbiją sztylety w ciało Mahometa aby przypieczętować ten układ). Przekonali do tego planu również dawnego przyjaciela Mahometa - Abu Sufiana i rozpoczęli poszukiwanie zarówno jego, jak i jego zwolenników. Wśród Arabów prawo było mniej ważne, liczyła się przede wszystkim wierność w obrębie tradycji danego rodu oraz plemienia, dlatego też Arabowie tak często i tak łatwo chwytali za miecze lub sztylety (ponoć przed pojawieniem się Mahometa naliczono jakieś 1700 bitew toczonych pomiędzy arabskimi klanami). Ponieważ natura arabska była tak gorąca (silne było również prawo zemsty rodowej) wprowadzono coroczny rozejm pomiędzy klanami (który trwał dwa a czasem cztery miesiące w roku). Było jednak coś, co różniło Arabów od ludów zamieszkujących sąsiednie Imperia: Rzymskie i Perskie, tym czymś było (prócz zasady gościnności, polegającej na tym że Arab mógł cię nienawidzić i mógł z tobą walczyć, ale jeśli wszedłeś do jego domu, zrobiłby wszystko, abyś czuł się tu dobrze i nie mógłby ci spaść włos z głowy... póki byłbyś w jego domu. Wystarczyło jednak że wyszedłbyś za próg i wbiłby ci sztylet w plecy) ogromne umiłowanie poezji. W różnych arabskich plemionach organizowano coroczne jarmarki, na których deklamowano wiersze i przede wszystkim zwracano uwagę na piękno wypowiadanych słów. Wielkim miłośnikiem poezji (słowa mówionego, bo Arabowie raczej nie spisywali deklamowanych wierszy) był niejaki Umar Ibn al-Chattab. Był on emirem (czyli przywódcą wojskowym w Mekce) i należał do zwolenników Al-Hakama i przeciwników Mahometa, jednak gdy usłyszał wypowiadane przez proroka Allaha słowa które tak bardzo mu się spodobały (nie jako przesłanie religijne, a jako deklamacja poetycka), że sam stał się muzułmaninem (choć - jak twierdził - początkowo nie wierzył w Allaha).




Al-Hakam objął karą cały ród Haszymitów (z którego wywodził się Mahomet), zabronił bowiem wszystkim mieszkańcom Mekki jakichkolwiek z nimi kontaktów, w tym nawet sprzedaży im żywności (ok. 619 r.). Mahomet znalazł się więc w bardzo trudnym położeniu i był praktycznie na granicy życia i śmierci (podobnie jak jego ród), wtedy jednak przyszło dlań wybawienie. Gdy prorok Allaha ukrywał się na prowincji z dala od zabudowań miasta Mekki, odnalazła go delegacja przywódców przybyłych z Jatribu (czyli Medyny), miasta położonego jakieś 250 km na północ od Mekki. Jatrib znacznie różnił się od miasta w którym narodził się Mahomet, a przede wszystkim tym, że o ile Mekka była miastem stricte kupieckim (port Gedda był oddalony od miasta o kilka kilometrów, ale zapewniał stałe połączenie z chrześcijańską wówczas Abisynią jak i z Egiptem i dalej ze światem Greków i Rzymian, pomnażając fortuny największych kupieckich klanów Mekki). Mekka znana też była od czasów Strabona (I wiek naszej ery), a być może nawet Herodota (V wiek p.n.e.) - którzy to opisywali ziemie i miasta Arabii (Nabatei). Grecy zwali to miasto Macorabia i w czasach świetności Imperium Rzymskiego już było dosyć sławne (choć przyćmione chociażby taką Petrą, miastem wykutym w skale i leżącym daleko na północny-wschód od Mekki - którego najsławniejszą władczynią była niejaka Zenobia). Natomiast Jatrib to była osada rolnicza, w dużej mierze zasiedlona przez Żydów, co spowodowało że ludność miasta przyjęła judaizm jako swoją religię. Nie było tam jednak spokoju i często wybuchały niesnaski pomiędzy beduinami - którzy osiedlili się w Jatribie, a Żydami i arabskimi mieszkańcami przyzwyczajonymi do życia miejskiego (żyły tam dwa główne, aczkolwiek skłócone ze sobą arabskie plemiona Charegitów i Awsytów). Delegacja Jatribu więc - która odnalazła ukrywającego się Mahometa (620 r.) - zaproponowała mu udanie się z nimi do ich miasta, a w zamian oni (aby przywrócić u siebie zgodę i porządek) przyjęliby islam i świętą księgę zwaną już wówczas Kuranem (Koranem).

Mahomet wyraził zgodę na taki plan, ale on sam nie od razu przeniósł się do Jatribu (chociaż wysyłał tam swoich współwyznawców w kilku falach). Był bowiem pod opieką jakiegoś lokalnego beduińskiego szejka i nie chciał obrażać go swym nagłym odejściem. W każdym razie muzułmanie będący przy Mahomecie zaczęli przybywać i osiedlać się w Jatribie, tam przekazując również nauki swego proroka. Okazało się jednak że tropiciele Al-Hakama odnaleźli Mahometa i zorganizowali zamach na jego życie, z którego tylko dzięki dużemu szczęściu zdołał ujść cało (w zamachu zaś zginął jego protektor). To ostatecznie przekonało proroka nowej religii do opuszczenia Mekki i osiedlenia się w Jatribie. Wraz z Abu Bakrem uciekli do nowego miejsca, a akt ten w tradycji muzułmańskiej zwany hidżrą, zapoczątkował nową erę dla wielu milionów ludzi na świecie wyznających wiarę w Allacha, bowiem od tego momentu Arabowie (i ich następcy wyznający islam) liczą swoją erę (co prawda kalendarz muzułmański jest kalendarzem księżycowym, a nie słonecznym jak kalendarz juliański - opracowany jeszcze przez Juliusza Cezara i wprowadzony w Rzymie w roku 45 p.n.e.- czy gregoriański, którym się obecnie posługujemy, a wprowadzony przez papieża Grzegorza XIII w 1582 r. - to zaś oznacza że kalendarz muzułmański różni się od naszego o kilka dni w roku). Gdy więc na wielbłądach Mahomet wraz z Abu Bakrem przemierzali pustynię zdążając do Jatribu (622 r.) i zapoczątkowując nową erę w dziejach ludzkości (przynajmniej pewnej jej części), Kurajszyci z Mekki dowiedzieli się o tej ucieczce i uznali Mahometa nie tylko za odstępcę od wiary przodków, ale również za zdrajcę własnej społeczności plemiennej. Hidżra była bowiem czymś niezwykłym, była zerwaniem więzów z własnym plemieniem i z własnym klanem - co dla Arabów było najwyższą świętością, większą niż ich bogowie. Umma - czyli społeczność arabska żyjąca w danej miejscowości czy na danej ziemi, pełniła rolę zarówno ochrony jak i dawcy wszelkich dóbr, a umma zawsze była wsparta bliskością krwi. Natomiast udając się do nowego miejsca, Mahomet zerwał też łączące go z dawnym klanem więzy pokrewieństwa, dlatego też nowa umma - stworzona w Jatribie (czyli Medynie, jak to miasto zaczęto wkrótce potem nazywać), oparta była nie na zasadzie więzów krwi, a ideologii religijnej głoszonej przez Mahometa - jedynego i ostatniego proroka Allaha.




Ponoć w Jatribie nikogo nie zmuszano siłą do przyjęcia islamu, ale jednocześnie stworzono tam społeczność opartą właśnie na tej religii i podlegali jej wszyscy mieszkańcy Medyny bez względu na pochodzenie, czy wyznawaną wcześniej religię (czyli zarówno Arabowie, Żydzi jak i niektórzy - nieliczni - chrześcijanie). Umma islamska gwarantowała bezpieczeństwo i pokój jego mieszkańcom, gdyż - jak głosił Mahomet - dobry muzułmanin nie zabija, nie prześladuje, ani nie oszukuje drugiego muzułmanina. Aby podkreślić ową wyjątkowość Jatribu, miasto zaczęto wkrótce nazywać Al-Madina (czyli po prostu "Miasto"), choć nie wiadomo kto był autorem owej nazwy. Mahomet wkrótce po osiedleniu się tam, wzniósł pierwszy meczet (masdżid) czyli miejsce do bicia pokłonów przed Bogiem. Był to prosty budynek wsparty na pniach, kiblę (wyznaczającą kierunek modlitwy) stanowił kamień, a Mahomet głosił swoje kazania z pnia palmy. Całe życie społeczności Medyny kręciło się od tej pory wokół owego meczetu. Był tam sporej wielkości plac, na którym rozważano wszelkie problemy natury religijnej, politycznej czy społeczno-moralnej, wszystko kręciło się wokół islamu i nie było tak, jak w chrześcijaństwie, strefy przeznaczonej dla Boga (strefy sacrum) i strefy świeckiej (profanum), muzułmanie nie znali takiego podziału i wszystko w ich życiu opierało się na ich religii. W Medynie Mahomet wziął sobie również dwie żony, Aiszę - córkę Abu Bakra i Hafsę - córkę wspomnianego wyżej Umara Ibn al-Chattaba. Zaś dwie spośród czterech swoich córek z Chadidży wydał Mahomet za Osmana z rodu Umajjadów i Alego Ibn Abi Taliba swego krewnego. Mahomet wziął sobie jeszcze dwie kolejne żony z córek przywódców plemion Charegitów i Awsytów, ale nie urodziły mu one dzieci. Miał też kilka nałożnic (w tym chrześcijankę o imieniu Miriam, z którą miał syna Ibrahima - zmarłego w dzieciństwie). Ponoć Mahomet bardzo lubił spędzać czas w towarzystwie kobiet, co dziwiło otaczających go mężczyzn, dla których kobiety raczej nie były kompanem do rozmów. Według tego co można znaleźć w Koranie, pomagać miał w pracach domowych i sam naprawiał własne ubrania, choć bez wątpienia cztery żony przysparzały mu czasem więcej problemów niż radości, szczególnie gdy wzajemnie się ze sobą spierały np. o podział łupów. Ponoć Mahomet miał im wówczas grozić że z wszystkimi się rozwiedzie, jeśli nie będą przestrzegały zasad islamu.




Od początku głoszenia swojej wiary dążył Mahomet do pojednania z "Ludami Księgi", szczególnie zaś z Żydami. Swoim współwyznawcom jeszcze w Mekce polecił zwracać się podczas modlitwy w stronę Jerozolimy, zaś najważniejszą muzułmańską modlitwę wyznaczył na piątek po południu, tuż przed dniem szabasu rozpoczynającym się w sobotę. Zaczął też studiować - dzięki kilku przyjaźnie doń nastawionych Żydów - Torę i tam dowiedział się że Abraham - czyli praojciec Izraelitów - miał dwóch synów Izaaka i izmaela (Ismaila). Ten drugi został zrodzony z niewolnicy Hagar i wygnany przez Abrahama wraz z matką, ale Bóg i jemu obiecał że będzie ojcem wielkiego narodu. Mahomet zaczął Ismaila utożsamiać z praojcem narodu arabskiego i zaczął twierdzić że wraz z matką osiedlili się oni w Mekce, gdzie odwiedził ich Abraham i razem z Ismailem odbudowali oni Al-Kaabę (którą wznieść miał Adam). Twierdził więc, że narody arabski i żydowski wywodzą się od jednego praojca Abrahama i powinny żyć ze sobą w zgodzie, przyjaźni i jedności. Problem tylko polegał na tym, że Żydzi nie akceptowali Mahometa jako swojego proroka, gdyż twierdzili że epoka proroków już dawno minęła i Mahomet nie jest kolejnym prorokiem ich ludu. Czasem też robili sobie z niego żarty, gdy zaczął interpretować wiadomości zawarte w Torze w taki sposób, w jaki pragnął to uczynić, aby medyńska umma przetrwała. Niechęć Żydów do jego osoby była coraz powszechniejsza, szczególnie wśród plemienia Nahirydów zamieszkującego Medynę. To wszystko powodowało że jego początkowy entuzjazm w kierunku wyznawców religii Mojżeszowej szybko opadł, chociaż okazało się że Żydzi to wcale nie jest najważniejszy problem muzułmańskiej ummy w Medynie. 

Oto bowiem Abu Sufian - z którym niegdyś Mahomet przyjaźnił się jeszcze w Mekce - był bogatym kupcem którego karawana zmierzająca do Syrii liczyła 1000 wielbłądów. Tę karawanę zamierzał napaść Mahomet i była to jego pierwsza zbrojna akcja od chwili rozpoczęcia swojej działalności jako prorok. Przed swym domem w Medynie - mieszczącym się nieopodal meczetu, wywiesił biały sztandar Allaha i zebrał 313 muzułmanów (spośród których 77 było uciekinierami z Mekki), do wspólnej akcji przeciwko karawanie Abu Sufiana (miało to miejsce już w roku 623). Wyprawa nie była ani łatwa, ani prosta ponieważ karawanę ochraniało 100 konnych i 850 pieszych wojowników Kurajszytów. Mimo to Mahomet zorganizował zasadzkę, kazał wykopać niewielki okop gdzie schronili się atakujący, po czym modlił się do Allaha o wsparcie, prosząc również o pomoc zastępy anielskie. Gdy zaś na horyzoncie ukazała się karawana, Mahomet wsiadł na konia, cisnął grudką piasku trzymaną w dłoni i rzekł wskazując na przeciwników: "Niech ich twarze pokryją się zamętem", po czym ruszył do walki wraz ze swymi zwolennikami. Wrzask czyniony przez atakujących speszył obrońców i choć przystąpili oni do walki, karawana się rozpadła, a wielbłądy popędziły w swoją stronę. Zwycięstwo odniósł Mahomet, polec miało 70 Kurajszytów a drugie tyle wzięto w niewolę. Ciała poległych muzułmanie zbezcześcili, a dwóch najbardziej krnąbrnych jeńców skazali na śmierć, za resztę zaś wyznaczyli okup 2000 gram srebra. Abu Sufian dotknięty do żywego owa klęską i utratą tak licznej karawany z której czerpał zyski, wydał Mahometowi wojnę na śmierć i życie, gromadząc przeciwko niemu armię 3000 wojowników (w tym 200-konnych) i wraz z nimi ruszył przeciwko Medynie pod znakiem boga Hubala (a wraz z nim jego żona Henda i 15 innych dostojnych matron kupców kurajszyckich z Mekki, zagrzewających swych wojowników do walki). Mahomet musiał podjąć walkę, gdyż dalsza przyszłość muzułmańskiej ummy w Medynie stanęła teraz pod znakiem zapytania.




CDN.

06 września 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XIII






POWRÓT DO MANISY
Cz. I



 Wracając ponownie na tron osmański (wrzesień 1446 r.) po swoich dwuletnich wakacjach w Manisie, sułtan Murad II wziął się ostro do pracy. Z końcem października 1446 r. wysłał do Wenecji tekst podpisanego przez siebie traktatu polityczno-handlowego (zawartego osiem miesięcy wcześniej jeszcze przez jego syna Mehmeda), co oznaczało że układ ten wszedł wówczas w życie. Ze strony Wenecji i Węgier na razie nie groziło żadne niebezpieczeństwo, w Anatolii też panował spokój. Jedynym miejscem który wówczas spędzał sen z powiek Murada II była Grecja, a szczególnie rządzony przez braci Paleologów (Konstantyna i Tomasza) Peloponez. Konstantyn był człowiekiem niezwykle ambitnym. W 1427 r. w wieku 23 lat przyjechał (na rozkaz swego najstarszego brata, cesarza bizantyjskiego Jana VIII Paleologa) do starszego od siebie brata Teodora na Peloponez, aby pomóc mu w powiększeniu tego władztwa kosztem francuskich posiadłości w Grecji. Teodor (władający wówczas Peloponezem od 1407 roku, czyli od chwili gdy był jeszcze dzieckiem), zamyślał w tamtym czasie o wycofaniu się z polityki i wstąpieniu do klasztoru, ale ostatecznie porzucił te plany i widząc ambicję swego młodszego brata, szybko popadł z nim w konflikt o władzę nad tą despotią. Ten konflikt pomiędzy braćmi trwał ponad 15 lat, gdyż Teodor nie zamierzał dzielić się z bratem władzą nad Moreą (Peloponezem) i choć na ogół Teodor był człowiekiem spokojnym (do tego bardzo dobrym matematykiem i często wolał swoje obliczenia niż realne władanie krajem), to jednak miewał przypływy energii, w czasie których jego ambicja sięgała tronu cesarskiego w Konstantynopolu. Umacniała go w tym przekonaniu jego małżonka (poślubiona w 1421 r.), włoska księżniczka Cleopa Malatesta (z którą miał tylko jedno dziecko, córkę Helenę, urodzoną w 1428 r.). Cleopa zmarła jednak w roku 1433 i od tego czasu Teodor popadał w zniechęcenie, które coraz rzadziej ustępowało pod wpływem ambicji Konstantyna. Ostatecznie, gdy do Mistry (stolicy Morei) zaczęły napływać informacje o chorobie cesarza Jana VIII (podagra) i ewentualnej jego śmierci, stosunki pomiędzy Teodorem a Konstantynem zaczęły się poprawiać. Tym bardziej że Teodor ostatecznie zrezygnował z władztwa nad Moreą i przekazał ją swemu młodszemu bratu, a sam wyjechał do Selymbrii (miasta nieopodal Konstantynopola), gdzie zamierzał oczekiwać informacji o śmierci Jana VIII, aby tym samym mógł zająć jego miejsce (1443 r.).

Teraz Peloponezem władało dwóch braci - Konstantyn i najmłodszy z Paleologów - Tomasz (który był całkowicie oddany i posłuszny swemu starszemu bratu). Jeszcze nim w 1444 r. ruszyła wyprawa króla Władysława I (III) Jagiellończyka (zakończona klęską pod Warną), Konstantyn postanowił uderzyć na sojuszników sułtana w Helladzie, i tak jeszcze w tym samym 1444 wyruszył przeciwko księciu Aten - Nerio II Acciaiuoli (lennikowi sułtana). Zdobył Teby i Liwadię oraz podszedł pod same Ateny, gdzie wymusił na Nerio podpisanie pokoju, na mocy którego to właśnie on, Konstantyn (a nie Murad) stawał się suwerenem księcia Aten, który na żądanie Paleologa miał odtąd dostarczać wojska i płacić narzucony trybut. Co prawda ten akt poddania Aten Sparcie (Konstantyn władał Peloponezem czyli dawnym spartańskim krajem) nie trwał długo, gdyż już po zwycięstwie pod Warną, Nerio II wysłał do Murada list, w którym kajał się za podporządkowanie Konstantynowi i prosił aby sułtan ponownie zechciał przyjąć go do roli swego lennika (oczywiście wysłał Mehmedowi bogate upominki). Konstantyn za karę za to odstępstwo w 1445 r. ponownie najechał Attykę, ale operująca w Tebajdzie armia bega Tesalii - Omera (poddanego sułtana), zmusiła go do odwrotu. W roku 1446 Konstantyn planował dalszą ekspansję w Grecji, ale postanowił być bardziej ostrożny i z chwilą powrotu na osmański tron Murada II wysłał do niego list, w którym proponował utrzymanie wszystkich umocnień heksamilionu (fortyfikacji łączących północną Grecję z Peloponezem na Istmie korynckim), oddanie mu dominacji nad całą Grecją aż po Termopile, oraz oczywiście całkowitą niezależność królestwa Morei od sułtana. Murad II, gdy poseł Konstantyna przekazał mu owe propozycje (a w zasadzie żądania) swego pana, wpadł w taki gniew, że dobył swego miecza i osobiście zamierzał zabić nieszczęsnego dyplomatę. Powstrzymał się z tym jednak i nakazał zakuć go w kajdany oraz wtrącić do lochu, a sam rozpoczął przygotowania do inwazji na Moreę. Sułtan opuścił Adrianopol jeszcze z końcem października 1446 r. czyli zaledwie miesiąc po swoim powrocie do stolicy. Jego gniew na Konstantyna był tak wielki, iż z trudem udawało mu się go ukryć (niestety za ową butę Paleologa zapłacą zwykli ludzie, co jest normalne dla polityków i władców, którzy lekką ręką poświęcają życie swoich poddanych i obywateli, żeby tylko utrzymać władzę, wpływy i pieniądze).




Konstantyn - ufny w umocnienia heksamilionu i wąski past Istmu (gdzie już od starożytności zaledwie garstka obrońców mogła powstrzymać całą armię), zdawał się być w dobrym nastroju i pewny swego. Zapomniał jednak że to już nie są czasy hoplitów i wojen grecko-perskich, teraz świat poszedł do przodu, pojawiły się armaty, broń palna a nawet miny (czyli proch, który można było umieścić w wykopanych dołach aby wysadzić w powietrze nawet najlepsze fortyfikacje). A Murad II wiódł ze sobą wiele armat i już 10 listopada stanął pod murami heksemilionu na Istmie (co pokazuje z jaką szybkością poruszał się na południe). Ostrzał artyleryjski trwał tylko 3 dni i już zaczęły robić się wyłomy, przez które wdzierali się janczarzy, ale obrońcy Morei dokonywali wręcz cudów heroizmu, zmuszając Osmanów do wycofania się i zdając sobie sprawę że jeśli mury heksamilionu padną, to nic ich już nie uratuje. 10 grudnia Murad II rozpoczął szturm generalny który osiągnął cel, obrońcy (wykrwawieni i wyczerpani w ciężkich bojach) nie byli już w stanie zatrzymać kolejnych fal wdzierających się osmańskich wojowników. Wybuchła panika, każdy ratował się teraz na własną rękę, bo tych, którzy wpadli w ręce janczarów, czekał żałosny los. Obóz grecki został zdobyty, ci, spośród obrońców którzy dostali się do niewoli - jeśli mieli szczęście - mogli zostać sprzedani jako niewolnicy (i to tylko jeśli mieli szczęście, z reguły bowiem mordowano ich w sposób niezwykle okrutny). Murad II mścił się na schwytanych obrońcach Morei, ponoć specjalnie wykupił od swych janczarów 600 wziętych przez nich do niewoli greckich żołnierzy, aby następnie skazać ich publicznie na śmierć w krwawej ofierze za duszę swego ojca Mehmeda I. Uciekający obrońcy Morei siali jeszcze większą panikę wśród mieszkańców Peloponezu, starając się znaleźć jakąkolwiek kryjówkę, aby tylko nie zostać wytropionym i zabitym, ale takich miejsc praktycznie nie było. Sułtan ogłosił że każdy kto się podda, ocali życie, ale bardzo szybko okazało się że to jest kłamstwo, bowiem ci, którzy ujawnili się i poddali, szybko zostali okrutnie zamordowani. Nie było litości, Murad mścił się na zwykłych żołnierzach i mieszkańcach Morei za butę Konstantyna, a ten (również przerażony) dotarł do Lakonii, skąd z całym swym majątkiem i rodziną planował uciec z Peloponezu. Murad II wysłał Omera aby mu to uniemożliwić, pochwycić go i dostarczyć żywego lub martwego.




Murad zajmował kolejne miasta Korynt, Sykion i Wostitsę (które były całkowicie wyludnione, gdyż ludność miejska w wielkiej trwodze uciekła stamtąd nim przybyli Osmanie). Drogi Morei pokryły się uchodźcami z miast i wsi, którzy uciekali ku morzu, a w zasadzie ku emporiom weneckim, gdyż tam tylko można było znaleźć schronienie i ocalić życie (Wenecja bowiem miała zawarty z sułtanem traktat pokojowy), tylko czy Wenecjanie będą chcieli się narażać sułtanowi i wpuszczać do swych miast niekontrolowane liczby biednych, wyczerpanych, chorych i głodnych ludzi. Część miast przyjęła tylko niewielką ich liczbę, inne zaś w ogóle nie otworzyły swych bram (często też dochodziło tam do dantejskich scen, gdzie rodzice prosili aby chociaż przyjąć dzieci), szybko też okazało się że jedyna szansa, to dotrzeć do Lepanto, dużego miasta handlowego gdzie można było uzyskać schronienie i strawę, tam jeszcze nie zamknięto bram. Jednak gdy mieszkańcy Patras przybyli pod mury Lepanto, okazało się że miasto już nie przyjmuje nikogo, jest bowiem przepełnione uchodźcami z okolicznych obszarów (przyjęcie takiej ilości ludzi stwarzało olbrzymie zagrożenie, przede wszystkim trzeba było tych ludzi wykarmić, a przecież skąd wziąć na to środki, a poza tym, jeśli by pomarli w murach, mogliby spowodować wybuch jakimś epidemii która pociągnęłaby za sobą olbrzymią śmiertelność wśród mieszkańców miasta, a wszelkich epidemii bano się wówczas szczególnie, nawet bardziej niż wojen i zniszczeń. Warto bowiem pamiętać że od końca wieku XV w Europie Zachodniej w obawie przed wybuchem epidemii zamknięto wszystkie dotychczasowe łaźnie, gdyż lekarze twierdzili że częste mycie powoduje otwarcie porów na skórze, a to ułatwia przeniknięcie zarazy i większą śmiertelność. Tak więc począwszy od wieku XVI a szczególnie w wieku XVII i pierwszej połowie wieku XVIII mamy doczynienia z epoką brudu w Europie Zachodniej, gdyż w obawie przed zarazą ludzie myli się bardzo rzadko - np. królowa Elżbieta I kąpała się raz w miesiącu i uważała że jest wielką czyściochą - ale za to przynajmniej często zmieniano odzież wierzchnią. Trzeba też powiedzieć że u nas w Rzeczpospolitej, w Carstwie Moskiewskim i w Imperium Osmańskim było w tym czasie zupełnie inaczej. Tam łaźnie były czymś naturalnym, w Polsce np. prawie każdy dworek szlachecki miał własną łaźnię, a codzienne mycie się było bardzo popularne, podobnie rzecz się miała w Rosji, na Węgrzech i w Turcji, a także poniekąd w krajach skandynawskich.




 Niestety ta tradycja czystości ustępowała w naszym kraju wraz z utratą państwowości, tak jakby wraz z utratą niepodległej Ojczyzny Polacy coraz bardziej obrastali brudem, podczas gdy w Europie Zachodniej znowu odkryto mydło, wanny i łaźnie. W drugiej połowie wieku XVIII a także w wieku XIX stanowiło to poważny problem, szczególnie na wsiach. Duży był też strach przed wizytą lekarza na wsi, gdyż lekarz zabierał chore dzieci do szpitala, a to z reguły traktowano jako zapowiedź ich śmierci - poza tym lekarz był drogi, co oznaczało że wielu chłopów nie było na niego stać, nawet jeśli przyjeżdżał tam sam, na badania - poza tym lekarze nakazywali częste mycie, co również traktowano jako coś nienormalnego. Zobaczcie jak to wszystko potrafi się zmienić, Polacy od najdawniejszych czasów byli jednymi z najbardziej czystych Narodów Europy, ale wraz z utratą Ojczyzny przyszło jakieś zaciemnienie umysłów i ludziom odechciało się myć. Dopiero z końcem wieku XIX zaczęto ponownie odmieniać tę trend). 




Konstantyn, jego brat, małżonka i najbliżsi współpracownicy liczyli na przysłanie weneckich okrętów, które zabiorą ich z Peloponezu, ale nic takiego nie nastąpiło. Co prawda Omer nie zdołał ich pochwycić, ale nie byli również w stanie opuścić Morei drogą morską (a tylko taka była jeszcze możliwa). Ostatecznie Konstantyn i Tomasz wysłali do Murada swego posła, godząc się na wszystkie sułtańskie warunki, łącznie z opłaceniem pokaźnego trybutu i zostaniem sułtańskim lennikiem, w zamian prosili tylko o możliwość dalszego sprawowania władzy nad Moreą (teraz oczywiście w imieniu samego sułtana). Muradowi dawno przeszła złość, z jaką przybył do Grecji, tym bardziej że obładowany licznymi łupami i wziętymi w jasyr ludźmi (sam Murad zawiózł do Teb 60 000 mieszkańców Morei, nie licząc tych, którzy wpadli w ręce jego żołnierzy, a ponoć było ich tak dużo, głównie kobiet, że janczarzy po drodze sprzedawali kobiety i dziewczęta okolicznym nabywcom za jedyne 300 asprów, czyli w przeliczeniu dosłownie za grosze, co oznaczało że tego jasyru mieli tak dużo, że nie byli w stanie wszystkich upilnować, dlatego też woleli sprzedać owe kobiety znacznie poniżej ceny oficjalnej wartości niewolnika, jak pozwolić im uciec), uznał sułtan że dopiął swego i zgodził się na propozycję obu Paleologów. Konstantyn i Tomasz władali teraz wyludnionym, zniszczonym i rozgrabionym krajem, ze zdemoralizowaną szlachtą, zniszczonymi miastami i utraconą suwerennością. Despotes Konstantyn starał się być dobrym władcą, łagodnym i niezbyt autorytarnym (co było rzadkością w tamtych czasach), kierował się bowiem zasadami swego przyjaciela i mędrca, greckiego filozofa Gemistosa Plethona, ale ostatecznie wszystko to zakończyło się katastrofą w postaci osmańskiej inwazji.




Była już wczesna wiosna roku 1447, gdy sułtan Murad powrócił do Adrianopola. Wiódł ze sobą liczne łupy, ale tak naprawdę największą zdobyczą zawsze byli ludzie, których następnie zamieniano w niewolników, szczególnie zaś kobiety - które natychmiast trafiały do sułtańskiego haremu. Sułtan wolał piękne, młode kobiety nawet od kilogramów złota, szczególnie gustował w młodych 15-letnich pannach. Oczywiście natychmiast następowała selekcja i zaliczanie owych dziewcząt do jednej z grup. Pierwszą grupę stanowiły młode, zdrowe dziewczyny, które nie musiały być ładne, gdyż przeznaczano je do prac w haremie (musiały jednak spełniać pewne warunki, np. mieć pełne uzębienie, żadnych krost na twarzy i rękach itd.). W drugiej grupie mieściły się młode dziewczynki 5/15-letnie), które najpierw miały być uczone języka, alfabetu i oczywiście musiały przyjąć islam, a następnie bogate Turczynki (które zarabiały pokaźne pieniądze na handlu takimi dziewczynami), uczyły je jak zadowolić mężczyznę, a dopiero potem (często po latach) trafiały do sułtańskiego haremu. Najdroższe były dziewczyny i kobiety trafiające do grupy trzeciej, gdzie należało spełniać określone warunki (uroda, kobiecość, seksapil, brak widocznych skaz, oczywiście pełne uzębienie i brak wszelkich chorób, bowiem nawet chrapanie w nocy eliminowało taką dziewczynę z grona potencjalnych sułtańskich faworyt i wówczas trafiała do służby, albo była sprzedawana na targu w Konstantynopolu). Do trzeciej grupy praktycznie nigdy nie trafiały kobiety o ciemnej karnacji, murzynki zaś prawie zawsze były przeznaczone do roli służby haremowej, a często traktowano je wręcz jak żywe przedmioty (służyły na przykład do bicia dla dzieci sułtana, gdy te chciały się na kimś wyżyć). Najwyżej cenione były dziewczęta o jaśniebiałej cerze, szczególnie mieszkanki krajów Północy, a wśród nich najbardziej popularne były... Polki i Francuzki (jak bowiem pisał osmański poeta Enderumi Fazuli: "Wszystkie kobiety nic nie znaczą wobec Polek. Spojrzenie ich roznieca nawet w sercu pustelnika płomień żądzy, a sploty włosów stają się dla niego przepaską, zamiast pustelniczego pasa. Niewiasty Lechistanu to istoty całkiem wyjątkowe: lica ich piękne jak róża, kibić wyniosła jak cyprys; kiedy idą, postawa ich pełna wdzięku, kiedy mówią - usta ich pełne słodyczy. Każda z nich w sztuce kochania jest mistrzynią. Duszę swą oddaje przyjacielowi, którego pozyskała dla siebie").




Po przeprowadzeniu tej kampanii sułtan Murad ponownie przez kolejny rok oddał się cielesnym rozkoszom (brak jakichkolwiek wzmianek o jego jakiejkolwiek politycznej czy militarnej aktywności, tym bardziej że nasprowadzał sobie tyle młodych dziewczyn, że miał w kim wybierać i zapewne nie chciało mu się już nic więcej, gdy nocami toczył swoje łóżkowe boje 🥴). Ale przenieśmy się do Manisy, w której to na ponowne życzenie ojca przebywał młody 15-letni Mehmed Celebi. On również miał swój własny harem i wypatrzył tam jedną z dziewcząt o imieniu Gulbahar. Była to niewolnica rodem prawdopodobnie z Albanii (chociaż twierdzono również że była uprowadzoną do niewoli córką króla Francji Karola VII). Młody Mehmed zakochał się w niej po uszy i uczynił ją swoją faworytą. Bardzo często spędzał czas w jej towarzystwie, pozwolił jej również posiadać własne pieniądze i kupować za nie suknie oraz biżuterię. Sama decydowała w co się ubierze, a także otrzymała kilka dziewcząt z haremu jako swoje służące. W czasie gdy Mehmed przebywał w Manisie, zapatrzony był w Gulbahar niczym w lustro i żadna inna kobieta nie była w stanie zyskać jego uwagi. Już w maju 1447 r. ta młoda dziewczyna poinformowała swego pana (jakim bez wątpienia był dla niej Mehmed) że jest w błogosławionym stanie i spodziewa się narodzin syna. To jeszcze bardziej przybliżyło Mehmeda do Gulbahar i wydawało się jakoby szczęściu tej dwójki nic nie zagrozi. Los jednak lubi płatać nam figle i nasze pierwotne wybory często potem muszą ustąpić różnym zaistniałym dziwnym sytuacjom (aczkolwiek pamiętajmy że nigdy nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, czasem jeśli nam się wydaje że coś idzie nam nie tak jak zaplanowaliśmy, że piętrzą się kłopoty i tak dalej, to może właśnie to jest dobre, bo wybór jaki podjęliśmy być może nie był dla nas korzystny na dłuższą metę. Ja przynajmniej miałem kilka takich sytuacji w życiu, gdzie wydawało mi się że los rzuca mi kłody pod nogi i przeszkadza w moim wyborze, który sam wybrałem. A potem się okazywało, że ten wybór wcale nie był dla mnie taki dobry, że zejście z tej drogi okazało się ostatecznie dla mnie bardzo korzystne), ale na razie nie wyprzedzajmy faktów. 


CDN.
 

04 września 2026

WIELKA HISTORIA SEKSU - Cz. IV

OD CZASÓW STAROŻYTNYCH 
PO NAM WSPÓŁCZESNE





STAROŻYTNA BABILONIA I ASYRIA
(ok. 3 000 r. p.n.e. - ok. 550 r. p.n.e.)



"NIEWIDZIALNE KOBIETY"


"URARTYJCZYCY... WIELCE LĘKAJĄ SIĘ KRÓLA, MEGO PANA. 
DRŻĄ I MILCZĄ JAK KOBIETY"

STELA Z NINIWY
VII wiek p.n.e.
(PAŃSTWOWE ARCHIWUM ASYRYJSKIE)




 W Babilonii i Asyrii mamy do czynienia ze zjawiskiem tzw.: "Niewidzialnych kobiet". Nie znaczy to jednak, że kobiety na tych ziemiach nagle znikały, lecz odnosi się do ich statusu w społeczeństwie. Mianowicie "Niewidzialne kobiety" miały być właśnie... niewidzialne, co znaczy całkowicie podporządkowane mężczyźnie (ojcu, mężowi lub synom). Oficjalnie mężczyzna mógł mieć tylko jedną, legalną małżonkę, w praktyce jednak wielu z nich posiadało prawdziwe haremy, złożone zarówno z niewolnic, jak i wolnych kobiet, które żyły z danym mężczyzną w konkubinacie. W każdym momencie mężczyzna z Mezopotamii mógł się rozwieść ze swoją małżonką, jeśli tylko uznał to za właściwe (niekiedy nawet mężczyźni brali sobie - wbrew prawu - dodatkowe żony i żyli z nimi pod jednym dachem). Rozwód nie był wcale najgorszą rzeczą dla kobiety (konieczność powrotu do rodzinnego domu i z reguły utrata jakichkolwiek kontaktów z dziećmi, choć mąż był zobowiązany zwrócić posag, jaki żona wniosła do związku w chwili ślubu), gorzej jeśli mąż uznał, że żona nie wypełnia swoich obowiązków odnośnie opieki nad dziećmi i utrzymania domu, wówczas mógł (przy świadkach) wyrzec się jej jako żony i uczynić... swoją niewolnicą, którą potem na przykład mógł sprzedać do jakiegoś (choćby przyświątynnego) domu publicznego (często czyniono tak właśnie, aby uniknąć oddawania posagu). Natomiast jeśli kobieta nie była w stanie dać mężowi syna, miała obowiązek zapewnić zastępstwo w tej dziedzinie i znaleźć mężowi odpowiednią kandydatkę na matkę zastępczą.

Miesiączka i okres trzydziestu dni po urodzeniu dziecka, był dla kobiety niezwykle ciężki. W tym bowiem czasie uważano ją za osobę nieczystą, a to oznaczało że nikt nie mógł się do niej zbliżyć i ona sama też nie mogła niczego dotykać. Była na ten czas zamykana w jednym z pomieszczeń domowych, a po ustąpieniu miesięcznego krwawienia (przed powrotem na łono rodziny), musiała się oczyścić, biorąc zimną i gorącą kąpiel. Prawo zakazywało też (pod karą śmierci) zbliżania się miesiączkujących kobiet do swych mężów. Mężczyźni sami się tego obawiali, dlatego też woleli zamykać na ten czas swe żony pod kluczem, aby uniknąć "niebezpieczeństwa". A mieli czego się bać, bowiem jeśli mężczyzna dotknął miesiączkującej kobiety (lub jakiejkolwiek "nieczystej" rzeczy, z którą ona miała wcześniej kontakt), to sam stawał się nieczysty (na jeden dzień) i musiał czym prędzej się oczyścić. Jeśli zaś w czasie stosunku lub kontaktu z kobietą "nieczystą" mężczyzna miał wytrysk, stawał się nieczysty na siedem dni (bez względu na "czynności oczyszczające" jakim by się wówczas poddawał). Aborcja była zupełnie zakazana, a jeśli kobieta by się jej poddała, karą za to było wbicie jej na pal (przy czym ciało następnie wywożono za miasto, w odludne tereny i porzucano na pastwę dzikich zwierząt). Aby więc nie doszło do niechcianej ciąży, kobiety stosowały środki złożone z najróżniejszych naparów, płynów i "wkładek antykoncepcyjnych".




Mimo tych wszystkich ograniczeń w kwestiach społecznych (i erotycznych), przetrwały imiona kobiet, które cechowały się albo bystrością umysłu, albo też... niepohamowanym popędem seksualnym. Oczywiście, ponieważ w tamtych czasach dokumentowano głównie poczynania rodzin królewskich, nie należy się dziwić że to właśnie imiona królowych przeszył pod tym względem do historii i zapisały się w ludzkiej pamięci. Jedną z takich postaci była królowa Sammuramat, zwana również (z grecka) Semiramidą. Żyła ona na przełomie IX i VIII wieku p.n.e. a była małżonką króla Asyrii - Szamszi-Adada V (panował w latach 824-811 p.n.e.) i matką króla Adad-Nirari III (panował 811-783 p.n.e.), przy czym ona sama sprawowała rządy regencyjne w imieniu syna od 811 r. p.n.e. do 806 r. p.n.e. (zmarła prawdopodobnie w 792 r. p.n.e. w wieku ok. 60 lat). Sammuramat była córką króla Babilonii - Marduk-zakir-szumi I (panującego w latach ok. 879-852 p.n.e.). Babilonia została uzależniona od Asyrii jeszcze za panowania ojca Szamszi-Adada V - Salmanasara III (panował 858-824 r. p.n.e.) po jego zwycięstwie w bitwie 12 królów pod Karkar (853 r. p.n.e. - z tym że bitwa ta pozostała do końca nierozstrzygnięta, aczkolwiek Asyryjczycy zadali znaczne straty siłom armii sprzymierzonych królestw, aczkolwiek nie zdołali ich pokonać). Ok. roku 824 p.n.e. Marduk-balassu-ikbi (syn i  następca Marduk-zakir-szumi i brat Sammuramat) dopomógł Salmanasarowi w stłumieniu buntu jego syna Aszurdaninapla, co zostało przypieczętowane małżeństwem Szamszi-Adada V z ok. 30-letnią Sammuramat (824 r. p.n.e.). Tak została ona królową Asyrii




Prawdziwą władzę zdobyła jednak dopiero po śmierci męża w 811 r. p.n.e. Wówczas to została ogłoszona regentką w imieniu swego małoletniego syna - Adad-nirari III. Sammuramat przeszła do historii właśnie dlatego, że była prawdziwą skandalistką swoich czasów. Po pierwsze - władała krajem bez mężczyzny (syn był niepełnoletni i nie miał wpływu na rządy), niczym prawdziwy król. Dodatkowo często przywdziewała pancerz (specjalnie wyprofilowany) i hełm, oraz wyruszała na czele swych wojsk tłumiąc poszczególne bunty, lub zbierając daniny od opornych lenników. Sprawowała regencję ok. 5 lat, a potem (gdy już jej syn osiągnął pełnoletność i objął rządy) wciąż nieoficjalnie władała krajem zza tronu, aż do swej śmierci ok. 792 r. p.n.e. (niektórzy historycy twierdzą nawet że prawdopodobnie mogła też i sypiać z własnym synem, co zapewne jest już późniejszą nadinterpretacją). Miała mnóstwo kochanków a legendy mówiły że jeśli któryś z nich nie potrafił jej zaspokoić, po wspólnej nocy kazała go wykastrować, a następnie... zakopać żywcem (podejrzewano ją także o otrucie swego męża). Pozostawiła jednak swemu synowi silny i zjednoczony kraj, a jej potomkowie władali Asyrią do 745 r. p.n.e. w którym to roku doszło do buntu i wymordowania rodziny królewskiej przez gubernatora Kalhu - Tiglat-Pilesara III, który koronował się na nowego władcę.



MAŁŻEŃSTWO - RODZINA - SEKSUALNOŚĆ




 Małżeństwo było jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu mieszkańca starożytnej Mezopotamii, choć istniała różnica w pozycji żony i męża. Mężczyźni żenili się bowiem z reguły w wieku już dojrzałym (lub po osiągnięciu wieku męskiego, czyli po ukończeniu dwudziestego roku życia), natomiast kobiety stawały się żonami jeszcze jako nastoletnie dziewczynki (częstokroć wydawano za mąż już 12-letnie dziewczęta, ale to i tak nic w porównaniu z Egiptem, gdzie żonami stawały się nawet 6 lub 7 letnie dziewczęta). Dodatkowo mężczyzna mógł sobie kupić przyszłą żonę (często czyniły tak matki, kupując niewolnice na przyszłe żony dla swych synów, jak to się stało chociażby w przypadku dostojnej pani Nihtesaru, żyjącej w czasach panowania króla Nabuchodonozora II - czyli w VI wieku p.n.e. która zakupiła dla swego syna młodą niewolnicę o imieniu Ninlilhatsine, płacąc za nią 16 srebrnych szekli. W tym celu sporządzony został dokument kupna/sprzedaży - który przetrwał do naszych czasów i stąd wiemy że taka transakcja miała miejsce. Ninlilhatsine początkowo była własnością swej pani, która przygotowywała ją do zamążpójścia z własnym synem - prawdopodobnie ona też nadała jej imię, pod którym ją znamy. Przed samym aktem małżeńskim dziewczyna została wyzwolona, a w spisanym kontrakcie ślubnym przyznano jej status małżonki, mimo że nie była w stanie wnieść własnego posagu - czyli szirku. Tak jednak działo się w wielu przypadkach, gdy albo młodzi mężczyźni, albo ich rodzice - głównie matki - kupowali sobie żony spośród niewolnic, których zarówno w Babilonii jak i Asyrii zawsze było więcej niż niewolników).

W języku staro-babilońskim słowo "mężczyzna" brzmiało "amelu" (było równoznaczne ze słowem "człowiek"), "kobieta" to "sinistu", a "niewolnica" to "amtu". Po wyzwoleniu i zamążpójściu niewolnica staje się kobietą, gdyż wcześniej jest tylko "zwierzęciem w stadzie" - jak mawiali o niewolnikach Babilończycy. Jednak nie ma znaczenia czy kobieta urodziła się wolną czy niewolnicą, gdyż jako żona i tak jest zobowiązana do tolerowania mężowskiej niewierności (mało tego, mąż może utrzymywać oficjalną kochankę, która zamieszkiwać będzie w jego domu pod wspólnym dachem z oficjalną małżonką). Taka kobieta zwana była "esirtu" czyli nałożnica/kochanka. Mężczyzna w Babilonii (jak również w Asyrii) mógł posiadać tylko jedną oficjalną żonę, ale za to miał prawo utrzymywać nawet po kilka nałożnic, które jednak winne były szacunek oficjalnej małżonce. Tylko ona miała prawo do nakrycia głowy chustą, co stanowiło o jej statusie jako kobiety wolnej i zamężnej, esirtu nie ma prawa zakładać chusty na głowę, gdyż jako kochanka i utrzymanka nie jest uważana za kobietę w pełni wolną. Mało tego, oficjalna małżonka może umieścić ją w pokojach służby, a nawet zamienić w osobistą niewolnicę (częstokroć esirtu nosiły przed małżonkami swego kochanka krzesła, gdy żony udawały się np. do świątyni, oraz pełniły obowiązki przy porannej toalecie oficjalnej małżonki). W tym przypadku nie miało żadnego znaczenia czy kobieta, która jest małżonką, była wcześniej niewolnicą, a nałożnica jej męża wolną kobietą - tutaj bowiem te relacje ulegały odwróceniu.




W Babilonii i Asyrii mężczyzna mógł się rozwieść z żoną jeśli uznał że jest nazbyt rozrzutna, bezpłodna lub podejrzewał ją o zdradę. Jeśli udowodniono żonie zdradę, czekała ją zagwarantowana prawnie kara śmierci poprzez publiczne ukamienowanie, ale mąż mógł ocalić żonę, jeśli by wcześniej jej przebaczył, żona zaś nie miała żadnej możliwości rozstać się z mężem, gdyż on był jej opiekunem i panem - dosłownie, częstokroć rozwód był błogosławieństwem dla kobiety gdy mąż się na niego zdecydował, bowiem wcale nie musiał tego robić i zwracać jej darowiznę, zwaną "tirhatu" (zabezpieczającą kobiety przed porzuceniem jej przez męża), zawsze bowiem mógł sprowadzić ją do pozycji niewolnicy - i na to zezwalało mu prawo (ale tylko w sytuacji zdrady lub bezpłodności). Żona była również odpowiedzialna za mężowskie długi (no chyba że przed ślubem zawarto w tej kwestii specjalny zapis). Bezpłodność stanowiła największe nieszczęście dla kobiety z Mezopotamii, nie dość że mąż mógł się z nią rozwieść, to już nikt by jej nie poślubił, a i rodzina nie chciała z reguły przyjąć z powrotem "bezpłodnej", gdyż wówczas wystawiała się na potępienie lokalnej społeczności. Bezpłodna kobieta w zasadzie była na przegranej pozycji w każdej możliwej sytuacji, gdyż nawet jeśli mąż zezwolił jej mieszkać w swoim domu po rozwodzie, to jej pozycja była już podobna do pozycji niewolnicy i teraz to ona musiała służyć kolejnej mężowskiej małżonce, wybranej (lub kupionej) właśnie po to, aby dała mu potomstwo. Jeśli natomiast bezpłodnym okazywał się mąż, nie było to w ogóle komentowane w mezopotamskim społeczeństwie, a panowało raczej współczucie wobec tego, że ów mężczyzna nie pozostawi po sobie własnych dziedziców (szczególnie synów). 

Jeśli jednak mąż nie mógł mieć własnych dzieci, zawsze mógł adoptować dzieci cudze do własnego rodu i zapewnić im dach nad głową, wyżywienie oraz dziedzictwo (pewien kupiec z XV wieku p.n.e. z miasta Kirkut, adoptował wielu synów - głównie z biednych rodzin, zapewniając im równe prawo do dziedziczenia własnego majątku). Ojciec miał całkowite władztwo nad życiem i zdrowiem swych dzieci, był dla nich (jak określają to zapiski) "panem i właścicielem". To ojciec decyduje o ożenkach swych dzieci i o tym, jaką mają oni pełnić rolę w przyszłości. Nie ma mowy o sprzeciwie, matka nie ma żadnych praw w stosunku do swych dzieci, chyba że mąż uzna inaczej. Dzieci zobowiązane są do szacunku i posłuszeństwa rodzicom (szczególnie ojcu) i do pomocy im na starość. Jeśli mężczyzna spłodził dzieci z niewolnicą, były one również niewolnikami (chyba że ojciec je adoptował) dopóki on żył, zyskiwały natomiast automatyczną wolność w chwili śmierci ojca. Wolność zyskiwała wówczas również ich matka (jeśli wcześniej nie została wyzwolona). Zdarzało się jednak że niewolnice dla swych mężów nabywały żony, aby ci nie brali sobie oficjalnych konkubin. O ile mąż mógł kupić i poślubić niewolnicę, wyzwalając ją, o tyle wolna kobieta mogła poślubić niewolnika tylko za zgodą członków własnej rodziny (ojca lub braci). Jeśli nie wnosili oni żadnych zastrzeżeń w tej kwestii, kobieta mogła kupić, wyzwolić i poślubić niewolnika (no chyba że niewolnik należał do innego pana, wówczas musiała również uzyskać jego zgodę na małżeństwo). 




Kupowano również niewolników i niewolnice po to tylko, aby ci płodzili ze sobą nowych niewolników, tym samym powiększając majątek pana i jego potomków. Niektórzy niewolnicy stawali się bardzo majętni i kupowali własnych niewolników, choć ich status wciąż się nie zmienił i sami podlegali swemu panu (żyjący w V wieku p.n.e. - już po podboju Babilonii przez Persję - niewolnik imieniem Ribat, doszedł do takiego majątku, że posiadał ziemię, kilka domów i stawy {które wydzierżawił synom żydowskiego bankiera imieniem Muraszu - jak mówi babilońska inskrypcja z tego okresu}). Obowiązkiem żony i niewolników (którymi zarządzała), było przede wszystkim dbanie o dom i opieka nad swymi dziećmi. Dzień powszedni mieszkańców Babilonii i Asyrii zaczynał się od porannego powitania (z reguły całowano się na dzień dobry, jako symbol podzięki bogom że pozwolili oni spokojnie przetrwać noc). Następnie przystępowano do porannej toalety - załatwiano potrzeby fizjologiczne i myto się (używano nawet mydła, które co prawda nie przypominało dzisiejszego, ale można je tak właśnie nazwać, choć wykonane było ze zmieszanego ze sobą popiołu, oliwy i delikatnej glinki), golono się (te prace w bogatych domach wykonywali specjalnie przyuczeni niewolnicy), następnie ubierano i przystępowano do śniadania. Było ono z reguły dość skromne, a składał się nań głównie chleb (który nie przypominał dzisiejszego, było to raczej ciasto bez skórki, przypominające bardziej placki lub naleśniki niż chleb), który popijano wodą lub napojem palmowym. Następnie udawano się do pracy (rzemieślnik szedł do warsztatu, kupiec na bazar itd.). Po pracy spożywano obiad-kolację, na który składały się z reguły (w bardziej zamożnych domach): ryby, mięso, jarzyny (dynie, ogórki, melony, daktyle etc.), sery, owoce i ciasta (spożywano również gotowaną szarańczę). To wszystko popijano winem, piwem lub napojem palmowym (ewentualnie zwykłą wodą). Po kolacji Babilończycy zaś spędzali czas już wedle własnych upodobań (oczywiście nie wszyscy szli do pracy, ludzie majętni nie pracowali fizycznie, raczej zajmowali się własnymi interesami np. swoimi placówkami handlowymi i organizacją dlań karawan).




 Miarą bogactwa było posiadanie ziemi i złota (również klejnotów, które często zamawiały bogate damy). Zwykłe wynagrodzenie płacono jednak albo bezpośrednio w towarach, albo w szeklach, które to bryłki (częściowo srebrne) były substytutem pieniądza. Według kosztów wynagrodzeń i utrzymania z czasów Nabuchodonozora II, wychodzi że dobre wino gronowe kosztuje 8 szekli za dzban (płacono również w towarach, był to więc częściowo handel wymienny), ale już wino daktylowe (uważane za napitek dla najuboższych) kosztowało jedynie pół szekla (można przyjąć że jeden szekiel to mniej więcej 25 amerykańskich centów lub 92 polskie grosze), jeden gur daktyli (czyli 0,41 kg.) kosztuje właśnie jednego szekla, olej sezamowy półtora szekla, a jęczmień na ciasto chlebowe od 1 do 3 szekli (tanieje w okresie żniw). Natomiast zarobki wyglądały następująco: robotnikom i rzemieślnikom płacono głównie (choć nie tylko) w towarach, i tak otrzymywali określoną ilość jęczmienia (placków chlebowych), daktyli, wina, piwa, oliwy oraz mydła. Ci, którzy otrzymywali zapłatę w szeklach - według zapisków z czasów Nabuchodonozora - dostawali od 60 do 150 szekli (niewolnika można było zaś nabyć już od 40 szekli w górę). Zakupy dla domu robiły albo żony osobiście, albo wysłane przez nich niewolnice (w tym również owe esirtu).




Kobieta w ciąży była szczególnie szanowana, ale gdy tylko urodziła, od razu stawała się... nieczystą. Przez trzydzieści dni po urodzeniu była odosobniona i trzymana pod kluczem w jednym z pomieszczeń, z którego jednak usunięto wszelkie meble i sprzęty. Kobieta spała na leżance i nie mogła niczego dotknąć (nawet posiłek podawano jej w taki sposób, aby niewiele mogła sama dotknąć. Po trzydziestu dniach wypuszczano ją z zamknięcia i owinięta w białą szatę, szła by się oczyścić - wówczas po raz pierwszy od miesiąca myła się i brała kąpiel - dopiero wówczas mogła ponownie stać się żoną i matką (ale gdy tylko dostała okresu, ponownie zmykano ją na sześć dni i ponownie potem musiała się z tego oczyścić aby móc zbliżyć się do męża i dzieci). Liczyło się tylko urodzenie syna, córki traktowano jako kolejny wydatek (rodzina musiała opłacić pana młodego ofiarowując mu posag, aby ten poślubił daną dziewczynę), dlatego też kobiety czyniły wiele, aby tylko urodzić synów. Zasięgano opinii wróżbitów i kupowano mikstury, które miały pomóc począć chłopca. Jeśli kobiecie na twarzy wyskoczyła krosta, traktowano to jako dobry znak - uważano bowiem że wówczas właśnie urodzi się syn. Kobiety które urodziły chłopców, były traktowane w społeczeństwie mezopotamskim znacznie lepiej, niż te, które urodziły same dziewczynki, nie wspominając już o tych, które były bezpłodne - dla nich była bowiem jedynie powszechna wzgarda.



PS: Pierwotnie chciałem kolejny temat rozpocząć od opisania społeczeństwa Celtów i Słowian i ich erotycznych praktyk (w tym stosunku do kobiet), ale uznałem że jednak powinienem trzymać się pewnego rodzaju chronologii, tak więc nim przejdziemy do tamtych Ludów, w kolejnej części znajdziemy się Antycznej Helladzie, kraju Zeusa, Apollina, Demeter i Posejdona, przyjrzymy się też jak wyglądał kult wielkich bogiń (a przy tym również seksualności) wśród wtajemniczonych w misteria


CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...