WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IMPERIUM OSMAŃSKIE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą IMPERIUM OSMAŃSKIE. Pokaż wszystkie posty

13 września 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVIII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XIV






POWRÓT DO MANISY
Cz. II



 A teraz znów na moment przenieśmy się na północ, do Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, gdyż właśnie wówczas, z początkiem roku 1447 wielki książę Kazimierz Jagiellończyk rozpoczął przygotowania do wyjazdu do Krakowa i odbycia własnej koronacji. Pomimo faktu że urodził się w Krakowie, w Polsce, język polski był jego pierwszym językiem, a także czuł się Polakiem, to będąc już władcą Litwy od siedmiu lat, związał się z tym krajem znacznie silniej i zanim wyjechał, musiał zabezpieczyć Litwę na wypadek nieprzewidzianych ataków z zewnątrz. W lipcu roku 1445 w bitwie pod Suzdalem poniósł klęskę i dostał się do niewoli Tatarów z Chanatu Kazańskiego wielki książę moskiewski Wasyl II. Moskiewski stolec objął wówczas jego konkurent polityczny, władca Uglicza - Dymitr Szemjaka. Wasyl jednak zebrał olbrzymią sumę na okup za siebie i już w październiku 1445 r. został przez Tatarów uwolniony, a następnie odzyskał Moskwę. W tym czasie 7000 oddział litewski urządził wypad w rejon Kaługi, zmuszając to miasto do zapłacenia okupu, jednocześnie był to ostatni epizod trwającej od 1442 r. wojny litewsko-moskiewskiej (chociaż pokój zawarty został dopiero w roku 1449). Jednak w lutym 1446 r. Wasyl został schwytany przez ludzi Dymitra Szemjaki w soborze sergiuszowskim (Ławra Trójcy Świętej) pod Moskwą, a następnie oskarżony o sprzyjanie Tatarom (zapytano się go: "Dlaczego tak kochasz Tatarów, że oddajesz im ruskie miasta na pożogę i zniszczenie, dlaczego tak cenisz pogan, że oddajesz im chrześcijańskiej ziemie?"). Następnie Wasyl został oślepiony z rozkazu Dymitra Szemjaki z zemsty za utratę jednego oka przez brata Dymitra - Wasyla Kosoja (notabene Kosoj sam sobie wyłupał oko, ale działo się to w trakcie walk z Wasylem II więc on został o to oskarżony), a następnie wysłany wraz z żoną do jednego z klasztorów, gdzie miał dokończyć żywota, zaś Dymitr Szemjaka w lutym 1446 r. został już oficjalnie wielkim księciem moskiewskim. Kazimierz Jagiellończyk uznał jednak ten właśnie moment za dogodny, aby wtrącić się w wewnętrzne sprawy Wielkiego Księstwa Moskiewskiego i zaoferował pomoc obalonemu Wasylowi II (na Litwie organizowano zaciągi dla owego kniazia). Zwolennicy Wasyla złożyli przysięgę obalonemu kniaziowi i w lutym 1447 r. przywrócili go na moskiewski stolec. To całkowicie zmieniło dotychczasową politykę Kazimierza względem Wasyla i tak już 20 lutego 1447 r w Wilnie przyjął on hołd lenny od władcy księst nowosilskiego i odojewskiego nad Oką - Fedora Lwowicza, który miał zabezpieczać granice Litwy przed ewentualnym atakiem Wasyla moskiewskiego. 




Kazimierz - jeszcze przed wyjazdem z Wilna - nadał też bojarom litewskim (2 maja 1447 r.) wszystkie przywileje szlachty polskiej, a przede wszystkim przywilej bezpieczeństwa osobistego, który gwarantował litewskim bojarom iż nie mogą zostać uwięzieni, ani też ich majątek nie może zostać skonfiskowany, dopóki wcześniej sądownie nie udowodni im się winy (prawo "Neminem Captivabimus..." wprowadzone zostało w Koronie Królestwa Polskiego już w roku 1425, ale weszło w życie dopiero w 1430, aczkolwiek po raz pierwszy skutecznie zostało zastosowane w roku 1427 w czasie oskarżenia królowej Sonki o cudzołóstwo. To właśnie wówczas Władysław II Jagiełło zwolnił przebywającego w lochu rycerza Hińczę z Rogowa - oskarżonego o intymne kontakty z królową - właśnie na mocy tego prawa, które tak naprawdę jeszcze wówczas nie weszło w życie, czyli była to królewska dobra wola aby ostatecznie oczyścić królową Sonkę i wszystkich którzy byli w to zaangażowani z zarzutów zdrady). Teraz tym samym prawem mogli cieszyć się bojarzy litewscy. Dodatkowo Kazimierz zniósł również odpowiedzialność zbiorową w sprawach karnych (z wyjątkiem zarzutu zdrady stanu), zwolnił poddanych bojarów z wszelkich opłat na rzecz wielkiego księcia (czyli siebie samego), a także zezwolił bojarom opuszczać Wielkie Księstwo czy to dla szukania sławy rycerskiej, czy też dla zdobywania wiedzy. Kazimierz bowiem pragnął pozostawić po sobie dobrą pamięć wśród Litwinów i uniemożliwić im podjęcie jakichkolwiek prób wyboru innego niż on władcy na wielkoksiążęcy stolec w Wilnie. Następnie Kazimierz Jagiellończyk opuścił Wilno i udał się na swą koronację do Krakowa.




Oczywiście przyjazd nowego króla musiał być odpowiednio przywitany, zatem królowa-matka Zofia (Sonka) Holszańska powitała syna w Sandomierzu, a w Nowym Mieście Korczynie (nieopodal Krakowa) spotkał się Kazimierz z biskupem krakowskim Zbigniewem Oleśnickim i wojewodą Janem Tęczyńskim. 23 czerwca 1447 r. Kazimierz uroczyście wjechał do Krakowa, witany wszędzie radosnymi okrzykami i wiwatami swych przyszłych poddanych (wcześniej jeszcze, przed bramami krakowskiego grodu spotkał się z prymasem Wincentem Kotem i innymi biskupami Korony, a także władzami Akademii Krakowskiej). Król najpierw udał się do Katedry Wawelskiej (którą następnie hojnie obdarował), gdzie modlił się wraz z poddanymi w intencji pomyślności swego panowania. Towarzyszyła mu tam matka, która ledwie co mogła ukryć radość z powodu powrotu syna do kraju i jego koronacji. Nad drugi dzień (24 czerwca) zjechali się do Krakowa książęta mazowieccy - Bolesław i Władysław, oraz czterech książąt śląskich. W orszaku króla z Litwy przybyli zaś stryj Kazimierza - Świdrygiełło, wujowie ze strony matki - Wasyl Krasny Drucki i Jurij Diemianowicz Holszański, a także krewny ojca - Wasyl Olelkowicz - książę kijowski. Sama koronacja królewska odbyła się 25 czerwca, a dokonał jej biskup gnieźnieński i prymas Polski - Wincenty Kot. Obecni byli także biskupi krakowski, włocławski, płocki i kamieniecki, a także arcybiskup Lwowa. W czasie tej koronacji po raz pierwszy pewne funkcje w otoczeniu monarchy pełnili także ludzie świeccy, jak choćby kasztelan krakowski który trzymał koronę na złotej tacy, wojewoda krakowski trzymał berło, wojewoda poznański królewskie jabłko, a wojewoda sandomierski Szczerbiec - miecz koronacyjny królów polskich (legenda głosi że jego wyszczerbienie wzięło się od uderzenia nim w Złotą Bramę kijowską przez króla - choć jeszcze nie koronowanego - Bolesława I Chrobrego w roku 1018, ale jest to tylko piękna legenda, tak naprawdę ów miecz powstał znacznie później). Ceremonia przebiegła wyśmienicie, aczkolwiek astrolodzy stwierdzili że koniunkcja planet jest niesprzyjająca i że koronacja odbyła się w "złym dniu", ale tego już nie można było cofnąć (😉). Kazimierz - nowy król Polski (w chwili koronacji miał 20 lat, jego matka zaś około 40) - spędzał teraz kolejne dni praktycznie jedynie w towarzystwie matki. Wspólnie wyjeżdżali na przejażdżki i na polowania i w ogóle spędzali w swoim towarzystwie mnóstwo czasu. Ale Kazimierz musiał wracać do Wilna, i tak też się stało w kilka tygodni po jego koronacji, ponownie opuścił matkę, Kraków i swoich polskich poddanych (Sonka powiedziała że wkrótce odwiedzi go w Wilnie, aczkolwiek nie lubiła tam jeździć - chociaż z pochodzenia była Litwinką. Być może głównym powodem tej niechęci był fakt, że w Wilnie trudno jej było utrzymać ogromny dwór jaki posiadała i jaki ze sobą wszędzie zabierała).


KRÓLOWA-MATKA 
ZOFIA (SONKA) HOLSZAŃSKA





A tymczasem (jak już wspominałem w poprzedniej części) w Dimotyce (czyli już po europejskiej stronie cieśnin dardanelskich) niewolnica imieniem Gulbahar (najprawdopodobniej była chrześcijanką z Albanii, a potem już jako niewolnica i konkubina następcy tronu Mehmeda Celebiego musiała przyjąć islam) w grudniu 1447 r. powiła syna, któremu następnie nadano imię Bajazyd (na cześć pradziada Mehmeda - Bajazyda I Błyskawicy). Skoro już zimą 1447 r. (czyli w roku po oddaniu władzy w ręce swego ojca Murada II) Mehmed Celebi przebywał po europejskiej stronie cieśnin, to znaczy że ojciec wydał mu taki rozkaz (sam z pewnością nie opuściłby Manisy, narażając się na gniew sułtana). Rzeczywiście, Murad przygotowywał się do kolejnej wyprawy (po rozbiciu Związku Peloponeskiego w latach 1446-47 i ponownemu podporządkowaniu sobie Attyki, Tebajdy, Lokrydy i oczywiście z samego Peloponezu - rządzonego przez Konstantyna Paleologa, o czym pisałem już w poprzedniej części), tym razem przeciwko Albanii, w której coraz większe postępy czynił Jerzy Kastriota z Amathii - dawny poddany a nawet osmański żołnierz, teraz zwany Skanderbegiem - przywódcą i ojcem wszystkich Albańczyków, który za punkt honoru postawił sobie wypędzenie Osmanów ze swych rodzinnych ziem). Prawdopodobnie obecność Mehmeda w Dimotyce była związana z transportem miedzi i cyny oraz ludwisarzy z Anatolii, których nakazał mu ściągnąć ojciec do spodziewanej kampanii albańskiej, ale zapewne już latem 1448 r. Mehmed Celebi ( wraz ze swoją ukochaną, matką jego syna) powrócił do Manisy. Ale w tym właśnie czasie pojawiło się inne niebezpieczeństwo - północne. Odżyły bowiem Węgry, które teraz pragnęły pomścić klęskę, zadaną im cztery lata wcześniej przez Osmanów pod Warną, i na tym właśnie musiał skupić się sułtan Murad.




Fryderyk III Habsburg, król Niemiec i książę Styrii, Karyntii i Karnioli w dalszym ciągu nie zezwalał na wyjazd 8-letniego wówczas Władysława Pogrobowca na Węgry, aby tam mógł wreszcie zasiąść na tronie (gdzie oczekiwano jego przybycia w coraz większą determinacją i niepokojem). Od Sejmu z roku 1446 pełna regencja w czasie nieobecności króla w kraju, została skupiona w rękach wielkiego magnata Jana Hunyady'ego, który już w roku 1447 zapewnił sobie prawo wyłącznego administrowania dochodami królewskimi i ściągania dochodów królewskich. Wszystko bowiem teraz było postawione w kierunku odtworzenia armii i pomszczenia klęski warneńskiej i rzeczywiście, uniezależniając się (a przede wszystkim finansowanie nowej armii) od kaprysów wielkich baronów, Hunyady stworzył potężną armię zaciężną, złożoną w ogromnej większości z Polaków, Czechów i Niemców, natomiast Węgrów było tam niewielu. Od kierowania tą armią odsunął również magnatów węgierskich, a ułatwiała mu to deklaracja złożona jeszcze na Sejmie roku 1446, iż sam ma dbać o finansowanie armii i obronę państwa. Oczywiście oprócz silnego wojska warto również mieć sojuszników, i o to też starał się Jan Hunyady, ale na tym polu nie odniósł większych sukcesów (Europa była zmęczona kolejnymi nawoływaniami do odepchnięcia zagrożenia osmańskiego, a także przerażona konsekwencjami, jakie chociażby przyniosła Warna). Jako swego sojusznika widział Hunyady despotasa Serbii Jerzego Brankovicia (ojca sułtanki Mary), tym bardziej że w tym właśnie czasie zaręczył on swego syna Władysława Hunyady'ego z wnuczką Brankovicia - Elżbietą, ale wsparcia nie uzyskał. Na jego apel o wspólną wyprawę krzyżową przeciw Osmanów, Branković odpowiedział już nie dysponuje odpowiednimi siłami, a jak sądzi również Hunyady nie dysponuje wojskiem zdolnym oprzeć się potędze Murada II, dlatego lepiej nie drażnić lwa, bo konsekwencje mogą być tragiczne (Branković obawiał się, że jeśli zerwie dobry układ jaki obecnie ma z Muradem, to ponownie utraci Serbię, a tego nie chciał; tym bardziej że był już stary i wolał stabilizację niż ciągłe ucieczki i szukanie nowych sojuszników oraz walki o odzyskanie dawnego władztwa. Po co walczyć, skoro można na stare lata grzać zreumatyzowane stopy przy kominku 🥴).




Signora również odrzuciła apel Hunyady'ego o przyłączenie się do krucjaty anty-osmańskiej. Wenecja niedawno przecież zawarła dobry układ polityczno-handlowy z Muradem (o czym pisałem w poprzednich częściach), po co więc miałaby teraz psuć sobie dogodną umowę handlową jakąś zawarła, tylko żeby znowu przelewać krew w niepewnej wojnie. Zdeterminowany Jan Hunyady pisał listy nawet do Alfonsa V - króla Aragonii, Sycylii i Neapolu (w tym ostatnim kraju panował jako Alfons I). Ten, chociaż wspierał finansowo i politycznie Skanderbega w Albanii, to jednak sam nie zamierzał angażować się w krucjatę anty-osmańską. Pozostał jeszcze autorytet papieża, a w marcu 1447 r. nowym papieżem (po śmierci z końcem lutego Eugeniusza IV) został wybrany na konklawe Toskańczyk - 50-letni Tomasso Parentucelli/Mikołaj V, który kapelusz kardynalski otrzymał zaledwie trzy miesiące przed swym wyborem na papieża. O ile Eugeniusz IV zamierzał przywrócić majestat papiestwa oraz jego potęgę (między innymi dlatego angażował się w wyprawę Władysława Jagiellończyka przeciwko Osmanom) o tyle Mikołaj V nie był człowiekiem miecza, a raczej humanistą rozmiłowanym w pięknie antyku i jego twórcach. Od walk w obronie wiary Chrystusowej, wolał zacisze własnych komnat, gdzie wertował dzieła Cycerona, Seneki czy Wergiliusza; A poza tym na własnym podwórku w samym Rzymie miał wiele innych problemów (jak choćby konflikt z królem Aragonii Alfonsem V, gdzie wojska neapolitańskie praktycznie stały pod Rzymem, a także problem wewnętrzny z niejakim Stefano Porcaro - republikaninem który nawoływał lud do wygnania papieży z Rzymu i odnowienia Republiki Rzymskiej). Papież więc również nie zamierzał przyjść z pomocą Hunyady'emu. Nowy papież oczywiście twierdził że jak najbardziej popiera szczytną misję wyprawy krzyżowej przeciwko niewiernym Osmanom i ogłasza dyspensę dla wszystkich, którzy wezmą w niej udział, a także Marcin V nadał Hunyady'emu tytułu księcia, ale poza tym nie było żadnego wsparcia, nawet finansowego. W swym gorzkim liście, jaki wówczas Hunyady napisał do papieża, twierdził że jeśli ma zasłużyć na miano księcia Stolicy Piotrowej, to musi uzyskać realne wsparcie w walce z niewiernymi, bo inaczej ów tytuł nic nie znaczy, odpowiedzi nie było.




Mimo to w połowie września 1448 r. Hunyady postanowił rozpocząć nową wojnę z Osmanami (z 8 września datowany jest jeszcze jego list do papieża Marcina V, gdy stał w Kovinie nad Dunajem naprzeciw Belgradu. Despotes Serbii Jerzy Branković już wcześniej ostrzegł sułtana Murada że do takiej inwazji dojdzie (wolał bowiem się ubezpieczyć i na wypadek gdyby - jak sądził - Turcy znów okazali się zwycięzcy, to jego czyn zostałby uznany przez sułtana za przyjacielski, a co za tym idzie, zdobyłby sobie względy Murada i utrzymał władzę). Wojsko Hunyady'ego (złożone głównie z Polaków, Czechów i Niemców w liczbie ponad 24 000 żołnierzy piechoty i jakiś 7000 jazdy) wkroczyło do Serbii, którą traktowano jak kraj nieprzyjacielski, przez co łupiono i palono wsie oraz miasteczka. Po drodze dołączyło jakieś 8000 zbrojnych, wysłanych przez hospodara Wołoszczyzny  -Władysława II. 17 października 1448 r. (po trzech tygodniach od wymarszu) rozłożył się Hunyady obozem na Kosowym Polu w Serbii, gdyż tam właśnie drogę zastąpił mu ze swą armią Murad II (Kosowe Pole zostało zapewne celowo wybrane przez Turków jako miejsce bitwy, gdyż w 1389 Turcy rozbili tam wojska serbskie, czyniąc z Serbii poddaną sobie ziemię). Teraz obie strony szykowały się do ostatecznej bitwy.


CDN.
 

06 września 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XIII






POWRÓT DO MANISY
Cz. I



 Wracając ponownie na tron osmański (wrzesień 1446 r.) po swoich dwuletnich wakacjach w Manisie, sułtan Murad II wziął się ostro do pracy. Z końcem października 1446 r. wysłał do Wenecji tekst podpisanego przez siebie traktatu polityczno-handlowego (zawartego osiem miesięcy wcześniej jeszcze przez jego syna Mehmeda), co oznaczało że układ ten wszedł wówczas w życie. Ze strony Wenecji i Węgier na razie nie groziło żadne niebezpieczeństwo, w Anatolii też panował spokój. Jedynym miejscem który wówczas spędzał sen z powiek Murada II była Grecja, a szczególnie rządzony przez braci Paleologów (Konstantyna i Tomasza) Peloponez. Konstantyn był człowiekiem niezwykle ambitnym. W 1427 r. w wieku 23 lat przyjechał (na rozkaz swego najstarszego brata, cesarza bizantyjskiego Jana VIII Paleologa) do starszego od siebie brata Teodora na Peloponez, aby pomóc mu w powiększeniu tego władztwa kosztem francuskich posiadłości w Grecji. Teodor (władający wówczas Peloponezem od 1407 roku, czyli od chwili gdy był jeszcze dzieckiem), zamyślał w tamtym czasie o wycofaniu się z polityki i wstąpieniu do klasztoru, ale ostatecznie porzucił te plany i widząc ambicję swego młodszego brata, szybko popadł z nim w konflikt o władzę nad tą despotią. Ten konflikt pomiędzy braćmi trwał ponad 15 lat, gdyż Teodor nie zamierzał dzielić się z bratem władzą nad Moreą (Peloponezem) i choć na ogół Teodor był człowiekiem spokojnym (do tego bardzo dobrym matematykiem i często wolał swoje obliczenia niż realne władanie krajem), to jednak miewał przypływy energii, w czasie których jego ambicja sięgała tronu cesarskiego w Konstantynopolu. Umacniała go w tym przekonaniu jego małżonka (poślubiona w 1421 r.), włoska księżniczka Cleopa Malatesta (z którą miał tylko jedno dziecko, córkę Helenę, urodzoną w 1428 r.). Cleopa zmarła jednak w roku 1433 i od tego czasu Teodor popadał w zniechęcenie, które coraz rzadziej ustępowało pod wpływem ambicji Konstantyna. Ostatecznie, gdy do Mistry (stolicy Morei) zaczęły napływać informacje o chorobie cesarza Jana VIII (podagra) i ewentualnej jego śmierci, stosunki pomiędzy Teodorem a Konstantynem zaczęły się poprawiać. Tym bardziej że Teodor ostatecznie zrezygnował z władztwa nad Moreą i przekazał ją swemu młodszemu bratu, a sam wyjechał do Selymbrii (miasta nieopodal Konstantynopola), gdzie zamierzał oczekiwać informacji o śmierci Jana VIII, aby tym samym mógł zająć jego miejsce (1443 r.).

Teraz Peloponezem władało dwóch braci - Konstantyn i najmłodszy z Paleologów - Tomasz (który był całkowicie oddany i posłuszny swemu starszemu bratu). Jeszcze nim w 1444 r. ruszyła wyprawa króla Władysława I (III) Jagiellończyka (zakończona klęską pod Warną), Konstantyn postanowił uderzyć na sojuszników sułtana w Helladzie, i tak jeszcze w tym samym 1444 wyruszył przeciwko księciu Aten - Nerio II Acciaiuoli (lennikowi sułtana). Zdobył Teby i Liwadię oraz podszedł pod same Ateny, gdzie wymusił na Nerio podpisanie pokoju, na mocy którego to właśnie on, Konstantyn (a nie Murad) stawał się suwerenem księcia Aten, który na żądanie Paleologa miał odtąd dostarczać wojska i płacić narzucony trybut. Co prawda ten akt poddania Aten Sparcie (Konstantyn władał Peloponezem czyli dawnym spartańskim krajem) nie trwał długo, gdyż już po zwycięstwie pod Warną, Nerio II wysłał do Murada list, w którym kajał się za podporządkowanie Konstantynowi i prosił aby sułtan ponownie zechciał przyjąć go do roli swego lennika (oczywiście wysłał Mehmedowi bogate upominki). Konstantyn za karę za to odstępstwo w 1445 r. ponownie najechał Attykę, ale operująca w Tebajdzie armia bega Tesalii - Omera (poddanego sułtana), zmusiła go do odwrotu. W roku 1446 Konstantyn planował dalszą ekspansję w Grecji, ale postanowił być bardziej ostrożny i z chwilą powrotu na osmański tron Murada II wysłał do niego list, w którym proponował utrzymanie wszystkich umocnień heksamilionu (fortyfikacji łączących północną Grecję z Peloponezem na Istmie korynckim), oddanie mu dominacji nad całą Grecją aż po Termopile, oraz oczywiście całkowitą niezależność królestwa Morei od sułtana. Murad II, gdy poseł Konstantyna przekazał mu owe propozycje (a w zasadzie żądania) swego pana, wpadł w taki gniew, że dobył swego miecza i osobiście zamierzał zabić nieszczęsnego dyplomatę. Powstrzymał się z tym jednak i nakazał zakuć go w kajdany oraz wtrącić do lochu, a sam rozpoczął przygotowania do inwazji na Moreę. Sułtan opuścił Adrianopol jeszcze z końcem października 1446 r. czyli zaledwie miesiąc po swoim powrocie do stolicy. Jego gniew na Konstantyna był tak wielki, iż z trudem udawało mu się go ukryć (niestety za ową butę Paleologa zapłacą zwykli ludzie, co jest normalne dla polityków i władców, którzy lekką ręką poświęcają życie swoich poddanych i obywateli, żeby tylko utrzymać władzę, wpływy i pieniądze).




Konstantyn - ufny w umocnienia heksamilionu i wąski past Istmu (gdzie już od starożytności zaledwie garstka obrońców mogła powstrzymać całą armię), zdawał się być w dobrym nastroju i pewny swego. Zapomniał jednak że to już nie są czasy hoplitów i wojen grecko-perskich, teraz świat poszedł do przodu, pojawiły się armaty, broń palna a nawet miny (czyli proch, który można było umieścić w wykopanych dołach aby wysadzić w powietrze nawet najlepsze fortyfikacje). A Murad II wiódł ze sobą wiele armat i już 10 listopada stanął pod murami heksemilionu na Istmie (co pokazuje z jaką szybkością poruszał się na południe). Ostrzał artyleryjski trwał tylko 3 dni i już zaczęły robić się wyłomy, przez które wdzierali się janczarzy, ale obrońcy Morei dokonywali wręcz cudów heroizmu, zmuszając Osmanów do wycofania się i zdając sobie sprawę że jeśli mury heksamilionu padną, to nic ich już nie uratuje. 10 grudnia Murad II rozpoczął szturm generalny który osiągnął cel, obrońcy (wykrwawieni i wyczerpani w ciężkich bojach) nie byli już w stanie zatrzymać kolejnych fal wdzierających się osmańskich wojowników. Wybuchła panika, każdy ratował się teraz na własną rękę, bo tych, którzy wpadli w ręce janczarów, czekał żałosny los. Obóz grecki został zdobyty, ci, spośród obrońców którzy dostali się do niewoli - jeśli mieli szczęście - mogli zostać sprzedani jako niewolnicy (i to tylko jeśli mieli szczęście, z reguły bowiem mordowano ich w sposób niezwykle okrutny). Murad II mścił się na schwytanych obrońcach Morei, ponoć specjalnie wykupił od swych janczarów 600 wziętych przez nich do niewoli greckich żołnierzy, aby następnie skazać ich publicznie na śmierć w krwawej ofierze za duszę swego ojca Mehmeda I. Uciekający obrońcy Morei siali jeszcze większą panikę wśród mieszkańców Peloponezu, starając się znaleźć jakąkolwiek kryjówkę, aby tylko nie zostać wytropionym i zabitym, ale takich miejsc praktycznie nie było. Sułtan ogłosił że każdy kto się podda, ocali życie, ale bardzo szybko okazało się że to jest kłamstwo, bowiem ci, którzy ujawnili się i poddali, szybko zostali okrutnie zamordowani. Nie było litości, Murad mścił się na zwykłych żołnierzach i mieszkańcach Morei za butę Konstantyna, a ten (również przerażony) dotarł do Lakonii, skąd z całym swym majątkiem i rodziną planował uciec z Peloponezu. Murad II wysłał Omera aby mu to uniemożliwić, pochwycić go i dostarczyć żywego lub martwego.




Murad zajmował kolejne miasta Korynt, Sykion i Wostitsę (które były całkowicie wyludnione, gdyż ludność miejska w wielkiej trwodze uciekła stamtąd nim przybyli Osmanie). Drogi Morei pokryły się uchodźcami z miast i wsi, którzy uciekali ku morzu, a w zasadzie ku emporiom weneckim, gdyż tam tylko można było znaleźć schronienie i ocalić życie (Wenecja bowiem miała zawarty z sułtanem traktat pokojowy), tylko czy Wenecjanie będą chcieli się narażać sułtanowi i wpuszczać do swych miast niekontrolowane liczby biednych, wyczerpanych, chorych i głodnych ludzi. Część miast przyjęła tylko niewielką ich liczbę, inne zaś w ogóle nie otworzyły swych bram (często też dochodziło tam do dantejskich scen, gdzie rodzice prosili aby chociaż przyjąć dzieci), szybko też okazało się że jedyna szansa, to dotrzeć do Lepanto, dużego miasta handlowego gdzie można było uzyskać schronienie i strawę, tam jeszcze nie zamknięto bram. Jednak gdy mieszkańcy Patras przybyli pod mury Lepanto, okazało się że miasto już nie przyjmuje nikogo, jest bowiem przepełnione uchodźcami z okolicznych obszarów (przyjęcie takiej ilości ludzi stwarzało olbrzymie zagrożenie, przede wszystkim trzeba było tych ludzi wykarmić, a przecież skąd wziąć na to środki, a poza tym, jeśli by pomarli w murach, mogliby spowodować wybuch jakimś epidemii która pociągnęłaby za sobą olbrzymią śmiertelność wśród mieszkańców miasta, a wszelkich epidemii bano się wówczas szczególnie, nawet bardziej niż wojen i zniszczeń. Warto bowiem pamiętać że od końca wieku XV w Europie Zachodniej w obawie przed wybuchem epidemii zamknięto wszystkie dotychczasowe łaźnie, gdyż lekarze twierdzili że częste mycie powoduje otwarcie porów na skórze, a to ułatwia przeniknięcie zarazy i większą śmiertelność. Tak więc począwszy od wieku XVI a szczególnie w wieku XVII i pierwszej połowie wieku XVIII mamy doczynienia z epoką brudu w Europie Zachodniej, gdyż w obawie przed zarazą ludzie myli się bardzo rzadko - np. królowa Elżbieta I kąpała się raz w miesiącu i uważała że jest wielką czyściochą - ale za to przynajmniej często zmieniano odzież wierzchnią. Trzeba też powiedzieć że u nas w Rzeczpospolitej, w Carstwie Moskiewskim i w Imperium Osmańskim było w tym czasie zupełnie inaczej. Tam łaźnie były czymś naturalnym, w Polsce np. prawie każdy dworek szlachecki miał własną łaźnię, a codzienne mycie się było bardzo popularne, podobnie rzecz się miała w Rosji, na Węgrzech i w Turcji, a także poniekąd w krajach skandynawskich.




 Niestety ta tradycja czystości ustępowała w naszym kraju wraz z utratą państwowości, tak jakby wraz z utratą niepodległej Ojczyzny Polacy coraz bardziej obrastali brudem, podczas gdy w Europie Zachodniej znowu odkryto mydło, wanny i łaźnie. W drugiej połowie wieku XVIII a także w wieku XIX stanowiło to poważny problem, szczególnie na wsiach. Duży był też strach przed wizytą lekarza na wsi, gdyż lekarz zabierał chore dzieci do szpitala, a to z reguły traktowano jako zapowiedź ich śmierci - poza tym lekarz był drogi, co oznaczało że wielu chłopów nie było na niego stać, nawet jeśli przyjeżdżał tam sam, na badania - poza tym lekarze nakazywali częste mycie, co również traktowano jako coś nienormalnego. Zobaczcie jak to wszystko potrafi się zmienić, Polacy od najdawniejszych czasów byli jednymi z najbardziej czystych Narodów Europy, ale wraz z utratą Ojczyzny przyszło jakieś zaciemnienie umysłów i ludziom odechciało się myć. Dopiero z końcem wieku XIX zaczęto ponownie odmieniać tę trend). 




Konstantyn, jego brat, małżonka i najbliżsi współpracownicy liczyli na przysłanie weneckich okrętów, które zabiorą ich z Peloponezu, ale nic takiego nie nastąpiło. Co prawda Omer nie zdołał ich pochwycić, ale nie byli również w stanie opuścić Morei drogą morską (a tylko taka była jeszcze możliwa). Ostatecznie Konstantyn i Tomasz wysłali do Murada swego posła, godząc się na wszystkie sułtańskie warunki, łącznie z opłaceniem pokaźnego trybutu i zostaniem sułtańskim lennikiem, w zamian prosili tylko o możliwość dalszego sprawowania władzy nad Moreą (teraz oczywiście w imieniu samego sułtana). Muradowi dawno przeszła złość, z jaką przybył do Grecji, tym bardziej że obładowany licznymi łupami i wziętymi w jasyr ludźmi (sam Murad zawiózł do Teb 60 000 mieszkańców Morei, nie licząc tych, którzy wpadli w ręce jego żołnierzy, a ponoć było ich tak dużo, głównie kobiet, że janczarzy po drodze sprzedawali kobiety i dziewczęta okolicznym nabywcom za jedyne 300 asprów, czyli w przeliczeniu dosłownie za grosze, co oznaczało że tego jasyru mieli tak dużo, że nie byli w stanie wszystkich upilnować, dlatego też woleli sprzedać owe kobiety znacznie poniżej ceny oficjalnej wartości niewolnika, jak pozwolić im uciec), uznał sułtan że dopiął swego i zgodził się na propozycję obu Paleologów. Konstantyn i Tomasz władali teraz wyludnionym, zniszczonym i rozgrabionym krajem, ze zdemoralizowaną szlachtą, zniszczonymi miastami i utraconą suwerennością. Despotes Konstantyn starał się być dobrym władcą, łagodnym i niezbyt autorytarnym (co było rzadkością w tamtych czasach), kierował się bowiem zasadami swego przyjaciela i mędrca, greckiego filozofa Gemistosa Plethona, ale ostatecznie wszystko to zakończyło się katastrofą w postaci osmańskiej inwazji.




Była już wczesna wiosna roku 1447, gdy sułtan Murad powrócił do Adrianopola. Wiódł ze sobą liczne łupy, ale tak naprawdę największą zdobyczą zawsze byli ludzie, których następnie zamieniano w niewolników, szczególnie zaś kobiety - które natychmiast trafiały do sułtańskiego haremu. Sułtan wolał piękne, młode kobiety nawet od kilogramów złota, szczególnie gustował w młodych 15-letnich pannach. Oczywiście natychmiast następowała selekcja i zaliczanie owych dziewcząt do jednej z grup. Pierwszą grupę stanowiły młode, zdrowe dziewczyny, które nie musiały być ładne, gdyż przeznaczano je do prac w haremie (musiały jednak spełniać pewne warunki, np. mieć pełne uzębienie, żadnych krost na twarzy i rękach itd.). W drugiej grupie mieściły się młode dziewczynki 5/15-letnie), które najpierw miały być uczone języka, alfabetu i oczywiście musiały przyjąć islam, a następnie bogate Turczynki (które zarabiały pokaźne pieniądze na handlu takimi dziewczynami), uczyły je jak zadowolić mężczyznę, a dopiero potem (często po latach) trafiały do sułtańskiego haremu. Najdroższe były dziewczyny i kobiety trafiające do grupy trzeciej, gdzie należało spełniać określone warunki (uroda, kobiecość, seksapil, brak widocznych skaz, oczywiście pełne uzębienie i brak wszelkich chorób, bowiem nawet chrapanie w nocy eliminowało taką dziewczynę z grona potencjalnych sułtańskich faworyt i wówczas trafiała do służby, albo była sprzedawana na targu w Konstantynopolu). Do trzeciej grupy praktycznie nigdy nie trafiały kobiety o ciemnej karnacji, murzynki zaś prawie zawsze były przeznaczone do roli służby haremowej, a często traktowano je wręcz jak żywe przedmioty (służyły na przykład do bicia dla dzieci sułtana, gdy te chciały się na kimś wyżyć). Najwyżej cenione były dziewczęta o jaśniebiałej cerze, szczególnie mieszkanki krajów Północy, a wśród nich najbardziej popularne były... Polki i Francuzki (jak bowiem pisał osmański poeta Enderumi Fazuli: "Wszystkie kobiety nic nie znaczą wobec Polek. Spojrzenie ich roznieca nawet w sercu pustelnika płomień żądzy, a sploty włosów stają się dla niego przepaską, zamiast pustelniczego pasa. Niewiasty Lechistanu to istoty całkiem wyjątkowe: lica ich piękne jak róża, kibić wyniosła jak cyprys; kiedy idą, postawa ich pełna wdzięku, kiedy mówią - usta ich pełne słodyczy. Każda z nich w sztuce kochania jest mistrzynią. Duszę swą oddaje przyjacielowi, którego pozyskała dla siebie").




Po przeprowadzeniu tej kampanii sułtan Murad ponownie przez kolejny rok oddał się cielesnym rozkoszom (brak jakichkolwiek wzmianek o jego jakiejkolwiek politycznej czy militarnej aktywności, tym bardziej że nasprowadzał sobie tyle młodych dziewczyn, że miał w kim wybierać i zapewne nie chciało mu się już nic więcej, gdy nocami toczył swoje łóżkowe boje 🥴). Ale przenieśmy się do Manisy, w której to na ponowne życzenie ojca przebywał młody 15-letni Mehmed Celebi. On również miał swój własny harem i wypatrzył tam jedną z dziewcząt o imieniu Gulbahar. Była to niewolnica rodem prawdopodobnie z Albanii (chociaż twierdzono również że była uprowadzoną do niewoli córką króla Francji Karola VII). Młody Mehmed zakochał się w niej po uszy i uczynił ją swoją faworytą. Bardzo często spędzał czas w jej towarzystwie, pozwolił jej również posiadać własne pieniądze i kupować za nie suknie oraz biżuterię. Sama decydowała w co się ubierze, a także otrzymała kilka dziewcząt z haremu jako swoje służące. W czasie gdy Mehmed przebywał w Manisie, zapatrzony był w Gulbahar niczym w lustro i żadna inna kobieta nie była w stanie zyskać jego uwagi. Już w maju 1447 r. ta młoda dziewczyna poinformowała swego pana (jakim bez wątpienia był dla niej Mehmed) że jest w błogosławionym stanie i spodziewa się narodzin syna. To jeszcze bardziej przybliżyło Mehmeda do Gulbahar i wydawało się jakoby szczęściu tej dwójki nic nie zagrozi. Los jednak lubi płatać nam figle i nasze pierwotne wybory często potem muszą ustąpić różnym zaistniałym dziwnym sytuacjom (aczkolwiek pamiętajmy że nigdy nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, czasem jeśli nam się wydaje że coś idzie nam nie tak jak zaplanowaliśmy, że piętrzą się kłopoty i tak dalej, to może właśnie to jest dobre, bo wybór jaki podjęliśmy być może nie był dla nas korzystny na dłuższą metę. Ja przynajmniej miałem kilka takich sytuacji w życiu, gdzie wydawało mi się że los rzuca mi kłody pod nogi i przeszkadza w moim wyborze, który sam wybrałem. A potem się okazywało, że ten wybór wcale nie był dla mnie taki dobry, że zejście z tej drogi okazało się ostatecznie dla mnie bardzo korzystne), ale na razie nie wyprzedzajmy faktów. 


CDN.
 

23 sierpnia 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVI

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XII


MURAD II




PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. XI



 Rozmowy na temat zawarcia nowego traktatu handlowego z Wenecją (prowadzone przez wysłannika Signorii, bogatego kupca z Pery -Aldovrandino de'Giusti) trwały pełną parą i już 23 lutego 1446 r. zawarty został nowy traktat pokojowy, który pozwalał Wenecji wrócić do intratnego handlu z Imperium Osmańskim. Był on tak naprawdę powtórzeniem traktatu zawartego przez Serenissimę z ojcem młodego sułtana Mehmeda II - Muradem II 4 września 1430 r. - czyli 15 lat wcześniej. Jedyną różnicą zawartego obecnie traktatu, był brak zapisu o specjalnych "podarkach", jakich sułtanowi miała zapłacić Wenecja, oraz zapis że ów traktat musi również zatwierdzić "Sułtan Azji", czyli przebywający na swoistych wakacjach w Manisie Murad II (co oznaczało że Wenecja ubezpieczała się na wypadek utraty władzy przez Mehmeda II i powrotu na tron jego ojca, co też wkrótce nastąpiło). Był to bodajże jedyny znany nam traktat, zawarty z Imperium Osmańskim w pierwszym okresie rządów Mehmeda II. W każdym razie młody sułtan nie miał łatwo. Liczył sobie już co prawda lat 14 ale otoczenie, jakie pozostawił wokół niego ojciec, było mu w dużej mierze niechętne, a przynajmniej nie widziało w młodym chłopcu dobrego i skutecznego sułtana. Ów traktat z Wenecją, w którym zabrakło stwierdzenia iż Wenecja musi zapłacić sułtanowi "upominki", w zamian za zgodę na jego zawarcie, były dla wielu tego dobitnym przykładem. Szczególnie niechętny wobec Mehmeda II był wielki wezyr Chalil pasza, który słał listy do Manisy, krytykujące młodego sułtana za najróżniejsze jego przedsięwzięcia (a również za ich brak). Mehmed też chciał się pozbyć Chalila - którego uważał za zły cień swoich rządów - i stopniowo ograniczał jego władzę. To zapewne spowodowało, że Chalil pasza w jednym ze swych listów wezwał Murada II do powrotu do Adrianopola i ponownego objęcia władzy. Muradowi jednak nie śpieszyło się do powrotu z owych wakacji, w Manisie bowiem odpoczywał w otoczeniu swoich niewolnic i konkubin, zbudował tam nowy pałac (który ukończony został właśnie ok. 1446 r.) i odpoczywał, przede wszystkim odpoczywał, relaksując się w swoich komnatach, ogrodach, czy nad brzegiem Morza Egejskiego. Nie uważał też że państwo jest w dramatycznej kondycji (jak sugerował w swych listach Chalil pasza), aby musiał osobiście interweniować.




Dopiero 5 maja 1446 r. sułtan Murad II opuścił Manisę na zawsze (i już nigdy do niej nie wrócił), z zamiarem powrotu do Adrianopola i ponownego przejęcia władzy. Zaczynało się jednak lato, więc sułtanowi nie śpieszyło się do stolicy, zatrzymał się więc na odpoczynek naprzeciw wyspy Lesbos, gdzie spędził kilkanaście dni (m.in. mocząc stopy w Morzu Egejskim). Następnie ruszył do Brusy, gdzie też poświęcił meczet swego imienia. W tym czasie sułtan Murad II nie był informowany o wyjeździe ojca z Manisy i jego planie powrotu do Adrianopola, wielki wezyr Chail pasza (i inni wezyrowie) zadbał o to, żeby młodzian dowiedział się o tym jak najpóźniej (obawiano się zapewne że Mehmed spróbuję zachować władzę i rozpocznie wojnę domową z własnym ojcem), ale postępowanie Murada im tego nie ułatwiało. Ten bowiem gdzie tylko mógł zatrzymywał się już nie na kilka czy kilkanaście dni, ale wręcz na tygodnie, co było trudne do utrzymania w tajemnicy. W samej Brusie siedział co najmniej dwa miesiące (jego testament który tam wystawił, ogłoszony został 1 sierpnia 1446 r.). W swoim testamencie muradę drugi nakazywał, że po jego śmierci należy pochować jego ciało w bliskiej odległości (0,68 m.) grobu jego ukochanego syna - Alaeddina Alego i że sułtan nie życzy sobie aby ktokolwiek inny z jego rodziny spoczął obok niego. Nakazał również aby jego ciało pochowano do ziemi, a nie wystawiono w trumnie w specjalnej sali (jak to było w osmańskim zwyczaju w przypadku pochówku władców lub wielkich wezyrów), "Niechaj deszcz kropi z łaski Bożej nade mną" - jak dodawał w testamencie sułtan Murad. Nakazywał jednak wokół jego grobu wznieść odpowiednią altanę, gdzie można by było sobie usiąść i w spokoju czytać Koran. Zaznaczał też że gdyby zmarł gdzie indziej poza Brusą, to należy jego ciało przewieźć właśnie tutaj i polecił aby przybyło ono do miasta w czwartek a zostało złożone do grobu w piątek. W tym czasie w Brusie świadkami ogłoszenia owego testamentu byli trzej wezyrowie: wielki wezyr Chalil pasza, Serudża pasza oraz Ishak pasza (co oznacza że wcześniej musieli oni opuścić Adrianopol, a to też oznacza że młody Mehmed II musiał już wiedzieć, że ojciec zbliża się do stolicy).




Mehmed oczywiście nie zamierzał się bronić, ani też podejmować konfrontacji z ojcem. Wiedział bowiem że - po pierwsze ma zbyt nikłe poparcie (praktycznie nie popierał go nikt z administracji sułtańskiej w Adrianopolu, a także janczarzy byli mu niechętni, gdyż widzieli w młodym i nieco ponurym chłopcu nadętego buffona, co jawnie kontrastowało z dosyć pogodnym i przystępnym nastawieniem jego ojca), a po drugie zapewne nie zamierzał toczyć walki o władzę z własnym ojcem. Ale był jeden szczegół, który pozostał w owym chłopcu bardzo silny od tamtych dni, a mianowicie ogromna niechęć do wielkiego wezyra Chalila paszy, którego uważał za głównego spirytus movens swojego upadku. Chalil pasza był otwarcie znienawidzony przez Mehmeda i ostatecznie po jego powrocie do władzy będzie musiał pożegnać się z życiem, był bowiem obwiniany o wszystkie niepowodzenia, jakie młody sułtan miał - w swoim mniemaniu - doświadczyć. Murad II wkroczył do Adrianopola we wrześniu 1446 r., witamy entuzjastycznie zarówno przez janczarów jak i lud stolicy. Jednak pierwotnie nie przybył do Pałacu sułtańskiego, a zatrzymał się w domu z Serudża paszy (czyżby obawiał się jakiejś kontrakcji ze strony swego syna?) i dopiero potem objął władzę sułtańską. W tym czasie wymyślono też bajeczkę, jakoby Chalil pasza wysłał wcześniej młodego Mehmeda na polowanie, a w tym czasie Murad wkroczył do stolicy i objął pełnią władzy. Nie ma na to żadnego potwierdzenia w źródłach, wydaje się więc że jest to zmyślona historia, mająca podkoloryzować powrót Murada do władzy. W każdym razie jego syn nie stawiał żadnego oporu, pokornie oddał władzę i w otoczeniu kilku wiernych sobie ludzi opuścił stolicę i wyjechał do Manisy (gdzie też zamieszkał w nowym pałacu, wzniesionym niedawno przez swego ojca). Tak oto stary-nowy sułtan wrócił ponownie do władzy.




W tym czasie Imperium Osmańskie było bezpieczne zarówno od strony Węgier, jak i Europy (gdzie koncepcje krucjatowe papieża Eugeniusza IV po klęsce pod Warną, rozpłynęły się jak sen złoty Salomei 😉). Tymczasem w Budzie drobna szlachta węgierska i przedstawiciele miast, jacy zjechali na Sejm zwołany wiosną 1446 r., ostatecznie obaliła rządy rady siedmiu i pełnię władzy przekazała w ręce Jana Hunyady'ego jako regenta, występującego w imieniu młodego króla - Władysława V (Pogrobowca) Habsburga (panującego oficjalnie od swych narodzin w lutym 1440 r. a realnie - choć nieoficjalnie - od listopada 1444 r. i śmierci w bitwie pod Warną Władysława I (III) Jagiellończyka). Król Władysław V nie przebywał wówczas na Węgrzech, gdyż w tym czasie pozostawał w Wiedniu (wraz ze swymi dwoma starszymi siostrami Anną i Elżbietą) na dworze swego stryja, króla Niemiec Fryderyka III Habsburga (który sprawował opiekę nad młodym węgierskim władcą). Negocjacje na temat powrotu króla na Węgry i zwrócenia (zabranej przez matkę Władysława V - Elżbietę Luksemburską) korony św. Stefana, szły niezwykle opornie, gdyż Fryderyk III najpierw żądał aby wypłacono mu dług, jaki wcześniej zaciągnęła u niego nieżyjąca już wówczas Elżbieta Luksemburska i do tego czasu nie zamierzał wysyłać Władysława na Węgry. Trójka rodzeństwa zresztą krótko pozostawała razem, Fryderyk III zabrał bowiem Władysława Pogrobowca do Styrii (a potem wraz z nim wyjechał nawet do Neapolu), dziewczynki zaś pozostały pod opieką opozycji anty-cesarskiej w Wiedniu (na której czele stał m.in. Ulryk Eizinger), gdzie cierpiały biedę i niedostatek. Były one wnuczkami Zygmunta Luksemburskiego - dawnego króla Węgier i cesarza rzymsko-niemieckiego, oraz Barbary Cylejskiej (ta kobieta była bez wątpienia nie wyżytą seksualnie nimfomanką, pewnego razu - na zjeździe w Łucku w 1429 r. - zaproponowała Władysławowi II Jagielle, aby po śmierci swego męża mogła wyjść za jego pięcioletniego wówczas syna, czyli przyszłego Władysława III Jagiellończyka, który zginął pod Warną. Poza tym odbywała liczne stosunki ze swymi dworakami i rycerzami). Teraz jednak wygląd dziewczynek był więcej niż mizerny, praktycznie przymierały one w Wiedniu głodem. Mimo to Fryderyk III dbał o ich wykształcenie (zajmowała się tym ich piastunka, która była erudytką wielkiej miary i pozostawiła po sobie ciekawe pamiętniki - Helena Kottenerich), czym zajmował się również znany ówczesny humanista Eneasz Sylwiusz Piccolomini (późniejszy papież Pius II, z którym znajomością potem szczyciła się królowa Polski - Elżbieta, czyli jedna z sióstr Władysława Pogrobowca, matka licznego jagiellońskiego potomstwa, w tym chociażby Zygmunta I, przedostatniego władcy z tej dynastii na tronie Polski i Litwy). Siostra Elżbiety (zgodnie z wolą ich matki) została wydana 20 czerwca 1446 r. za księcia saskiego Wilhelma z Turyngii, natomiast sama Elżbieta zaręczona wówczas została z jego kuzynem Fryderykiem.




Tymczasem na sejmie piotrkowskim (który rozpoczął się 30 marca 1446 r.) biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki starał się przepchnąć do tronu polskiego kandydaturę elektora Brandenburgii - Fryderyka II (Żelaznego) Hohenzollerna (jako element nacisku na wielkiego księcia Litwy Kazimierza Jagiellończyka, z którym notabene jeszcze w 1436 r. - zaraz po jej narodzinach - miała zostać zaręczona Elżbieta, siostra Władysława Pogrobowca, ale wówczas nic z tego nie wyszło). Ostatecznie opozycja (na której czele stała królowa-matka Zofia (Sonka) Holszańska - wysunęła wówczas kandydaturę księcia mazowieckiego - Bolesława IV Warszawskiego, co spowodowało że kandydatura wybrańca Oleśnickiego przepadła, zaś Bolesław wybrany został warunkowo, na wypadek gdyby Kazimierz ostatecznie odrzucił polską koronę lub też dalej próbował zwodzić panów polskich co do jej przyjęcia. Bolesław nie stanowił dla Kazimierza żadnego zagrożenia i zapewne jego kandydatura była z nim wcześniej uzgodniona, jednak dalsze zwodzenie Polaków mogło zakończyć się utratą polskiego tronu i objęciem patronatu nad Litwą przez jakiegoś innego władcę, z innej dynastii, być może właśnie Niemca. Należało więc tę sprawę czym prędzej rozwiązać, Polacy co prawda naciskali na szybki przyjazd Kazimierza do Krakowa i jego koronację na króla Polski, zaś Litwini kategorycznie zabraniali mu wyjazdu i przyjmowania polskiej korony, strasząc, iż w takiej sytuacji wybiorą wielkim księciem jakiegoś innego Giedyminowicza. W Koronie zaś za swym synem ostro lobbowała królowa-matka, często odgrywając przed panami teatrzyk, gdy zalewała się łzami, mówiąc, aby po stracie jednego syna nie odpychali od rządów drugiego, czym wzbudzała powszechną litość. W 1446 r. Sonka pojechała nawet do klasztoru sądeckiego, gdzie modliła się w intencji objęcia władzy w Koronie przez Kazimierza i nawet miało tam wówczas dojść do pewnego cudownego uzdrowienia jednego z jej dworzan - co wzbudziło powszechne zaciekawienie. Na zjazdach Wielkopolan w Kole i Małopolan w Korczynie uznano więc, że wybór Kazimierza na króla jest nie tylko najbardziej opcjonalny ale jedyny możliwy, stwierdzono jednak że dalsze uchylanie się od przyjęcia korony nie będzie akceptowane.


KAZIMIERZ JAGIELLOŃCZYK 
(1447 r. miał zaledwie lat 20)



Matka wysłała więc list do syna, do Wilna, w którym pisała (pamiętajmy że Sonka była niepiśmienna, dlatego też mówiąc "pisała", mam na myśli - podyktowała) że jeśli teraz odrzuci koronę lub też będzie szukał wymówek, to utraci ją na zawsze. Radziła więc aby nie tylko ją przyjął ale przyjechał na zjazd, jaki na wrzesień zwołano do Parczewa. Kazimierz odpisał matce (on również był niepiśmienny), że koronę przyjmuje, ale musi mieć jeszcze czas aby rozwiązać sprawy litewskie, bo wraz z uzyskaniem korony Polski nie zamierza tracić litewskiej mitry. O liście Sonki do syna i jego zgodzie na przyjęcie korony wkrótce dowiedziała się cała Polska (najpierw Kraków, potem Poznań), postanowiono więc ponownie wysłać oficjalne poselstwo do Wilna, które tym razem zaproponuje koronę polską Kazimierzowi bez możliwości jej oficjalnego nieprzyjęcia lub też szukania innych wymówek. Litwini jednak, gdy przybyło polskie poselstwo, kategorycznie zabronili Kazimierzowi wyjazdu do Parczewa, obawiając się, że tam już oficjalnie przyjmie on polską koronę (nie chcieli bowiem utraty uzyskanej w 1440 r. przez Litwę suwerenności na rzecz ponownego związku z Koroną). Wielki magnat litewski Jan Gasztoud otwarcie wręcz ośmielił się zwrócić do Kazimierza, że jeśli pojedzie do Parczewa to już nie wróci do Wilna jako wielki książę, gdyż w jego zastępstwie wybiorą Michała Zygmuntowicza. Tak więc gdy zjazd parczewski się rozpoczął (we wrześniu 1446 r.) książę Kazimierz nań... nie przybył. Było to niesłychane, królowa-matka obawiała się że tym sposobem Kazimierz otwarcie utraci polski tron, ale wkrótce dowiedziano się że Kazimierz wyjechał z Wilna i jest w Brześciu Litewskim, ale do Parczewa nie przyjedzie. Kazimierz (poprzez swoich posłów) twierdził, że zaprasza wszystkich uczestników zjazdu parczewskiego do Brześcia, ale polscy panowie obawiali się tam przybyć, ze względu na możliwość litewskiej zasadzki. Tym bardziej że warunki Litwinów opierały się jedynie na obopólnym sojuszu dwóch państw bez podległości Litwy Koronie, oraz na pozostawieniu w granicach Wielkiego Księstwa Wołynia i Podola, tak jak było za Witolda. Polacy odrzucili te warunki jako niedorzeczne i dlatego też obawiano się przyjazdu do Brześcia.




Ostatecznie wysłano więc tam zaledwie reprezentację, która jednak - wobec niezwykle niechętnego stanowiska Litwinów co do polskich zamierzeń wobec Wielkiego Księstwa - jedynie zaproponowała Kazimierzowi polską koronę, którą on przyjął, ale wszystkie inne sporne sprawy pozostały nie uzgodnione i zostawione "na przyszłość". 17 września 1446 r. Kazimierz oświadczył że w swojej osobie łączy "w bratni związek" Koronę Królestwa Polskiego i Wielkie Księstwo Litewskie (rozumiane jako dwa odrębne państwa, od siebie niezależne), że będzie ich bronił przed nieprzyjaciółmi, że 25 czerwca 1447 r. odbędzie w Krakowie koronację królewską i że potwierdza wszystkie dotychczasowe przywileje szlachty, zarówno w Koronie jak i na Litwie. Polscy posłowie złożyli oficjalne oświadczenie, że nie będą nowemu królowi czynili nakazów co do miejsca jego przebywania (czy to w Krakowie czy w Wilnie), oraz utrzymywania na dworze ludzi "jakiegokolwiek języka" (chodziło głównie o doradców litewskich), tym samym pierwotne założenia panów polskich zostały usunięte, a zwyciężyło stanowisko strony litewskiej (o powrocie do dawnych aktów podległości Litwy wobec Korony nie było więc już mowy). Od tej pory oczekiwano na jak najszybszy przyjazd nowego króla do Krakowa i jego oficjalną koronację na Wawelu, tym bardziej że wiele problemów (czy to wewnętrznych czy zewnętrznych) wciąż się nawarstwiało i należało w grodzie Kraka posadzić nowego pana, który wreszcie będzie próbował je rozwiązać. Co prawda rok 1446 upłynął w spokoju, gdyż nie doszło wówczas do ataku Tatarów naddnieprzańskich chana Sit Ahmeta (które to miał miejsce chociażby w roku 1445, 1444, 1442, 1438, 1436, 1435 i 1433 na Podole i Ruś - czyli Wołyń), ale spodziewano się kolejnych najazdów już wiosną następnego roku. Pokój z Zakonem krzyżackim trwał od roku 1434 (w latach 1433-34 doszło do polskiego ataku na ziemie zakonne, gdzie Polacy {przy wsparciu czeskiego rycerstwa czyli husytów} zdobyli 12 miast pomorskich, podchodząc ostatecznie pod Gdańsk {ponoć czeskie rycerstwo wówczas po raz pierwszy wykąpało się w Bałtyku}. Ostatecznie 13 września 1434 r. zawarto rozejm w Łęczycy na 12 lat, po jednym przedłużeniu wygasał w 1447). W 1435 r. wybuchła jeszcze wojna litewsko-krzyżacka (Krzyżacy wspierali bowiem pretensje Świdrygiełły do wielkoksiążącego stolca), zakończona 1 września bitwą pod Wiłkomierzem, która porównywana była do Grunwaldu, a zakończyła się klęską zarówno sił zakonnych jak i wojsk Świdrygiełły (Litwinami oficjalnie dowodził wielki książę Zygmunt Kiejstutowicz, natomiast 4500 kontyngentem polskim Jakub Kobylański, po stronie Świdrygiełły zaś wystąpiło 4500 rycerzy zakonnych z Inflant pod wodzą Franke Kerskorfa). Mimo tego wszystkiego nowy król zasiadające w Krakowie był potrzebny "na wczoraj".




KORONIARZE



LITWINI 



CDN.

16 sierpnia 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XV

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XI





PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. X



 Po klęsce warneńskiej wielu ludzi w Europie do końca nie dowierzało że wyprawa krzyżowa, mająca wyzwolić Bałkany spod tureckiego panowania zakończyła się całkowitą porażką. Na początku roku 1445 papież Eugeniusz IV oskarżył Wenecję, iż to głównie przez nią (a raczej przez to, że weneccy marynarze zostali przekupieni przez Turków) Turcy w ogóle mogli przedostali się z Anatolii do Europy i zwyciężyć w bitwie pod Warną. Dożą Wenecji w tym czasie (już od 22 lat) był niejaki Francesco Foscari, a wspierająca go frakcja wśród weneckiej arystokracji opowiadała się za podjęciem konfrontacji o zdobycie przewodnictwa w samej Italii, kosztem wypraw handlowych i pozyskiwania nowych ziem na Morzu Egejskim czy Śródziemnym. Signora dwukrotnie (najpierw w marcu a następnie na początku kwietnia 1445 r.) wystosowała do papieża odpowiedź, w którym tłumaczyła się że wenecka flota w czasie walk w cieśninach poniosła znaczne straty (wyliczano ilu żołnierzy i marynarzy straciło tam życie), oraz twierdzono że weneckie posiadłości w Grecji (szczególnie na Eubei)  są nieustannie atakowane przez Turków, a poza tym inne państwa włoskie (w tym Genua) zawarły już pokój z sułtanem, dlaczego więc papież tylko do nich ma pretensje. Papież odpowiedział wówczas wstrzymaniem subwencji dla zjednoczonej floty chrześcijańskiej (głównie złożonej z okrętów włoskich), operującej na wodach Morza Jońskiego i Egejskiego, co spowodowało że Senat Wenecji podjął decyzję w sprawie zawarcia pokoju z nowym sułtanem Mehmedem II. Wynikiem głosów 91 przeciwko 2 (i 2 wstrzymującym się) Senat zadecydował o pokoju w Imperium Osmańskim (26 kwietnia). Do czasu rozpoczęcia negocjacji pokojowych (oraz tych o wolnym handlu na obszarze Imperium Osmańskiego, na czym Wenecjanom bardzo zależało), flota wenecka pod wodzą admirała Alvise Loredano miała nadal pozostać w rejonie cieśnin).




Tymczasem na zwołanym (23 kwietnia 1445 r.) do Sieradza zjeździe możnych, zadecydowano (na wniosek biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego) o wyborze na nowego króla brata zaginionego pod Warną Władysława III - Kazimierza Jagiellończyka, który w tym czasie (od roku 1440) zasiadał na wileńskim stolcu, jako wielki książę Litwy. Oleśnicki oczywiście chciał kontynuacji dynastii Jagiellonów w Polsce, ale na własnych zasadach. Innymi słowy, chciał móc kontrolować Kazimierza tak, jak wcześniej kontrolował młodego Władysława III, a jeszcze wcześniej (w ostatnich latach jego życia) ich ojca - Władysława II jagiełłę, dlatego też uzależniał wybór Jagiellończyka na króla, od uzyskania nowych wolności i przywilejów dla możnych i szlachty w Polsce. Na to oczywiście nie godziła się królowa-matka Zofia (Sonka) Holszańska - wokół której zgromadziła się część możnych, dążących do wyboru Kazimierza bez żadnych warunków wstępnych. Co prawda początkowo Sonka nawet podziękowała Oleśnickiemu za wsparcie udzielone jej najmłodszemu synowi, ale bardzo szybko ich drogi ponownie się rozeszły. Królowa-matka dobrze bowiem wiedziała kto stał za oczernieniem jej w oczach męża i poddanych w roku 1427, jeszcze przed narodzinami Kazimierza (była już wówczas w widocznej ciąży). 




Wówczas to o mały włos całej sprawy nie przypłaciła nie tylko utratą korony ale być może nawet i życia, gdyż Władysław Jagiełło uwierzył w jej zdradę. Co prawda polecił wszystko dokładnie zbadać, a przesłuchaniem świadków osobiście zajął się jego kuzyn, wielki książę litewski Witold (który w 1422 r. wybrał Jagielle Sonkę za żonę, która też była jego krewniaczką). Dwie dwórki królowej, siostry Katarzyna i Elżbieta Szczukowskie zostały poddane okrutnym torturom w czasie których przypalano je ogniem, co spowodowało że i one oskarżyły królową od dopuszczenie się owej zdrady. Zofia Holszańska była młodą i nieostrożną osobą, ufającą ludziom oraz tęskniącą za mężem (który często wyjeżdżał, albo to na wyprawę wojenną, albo też na polowanie do litewskich puszcz). A na dworze krakowskim było wielu młodych rycerzy, którzy tylko czekali na rozkaz dany przez młodą i ładną królową, aby spełniać jej zachcianki. Jednym z nich miał być niejaki Hińcza (Henryk) z Rogowa, syn podskarbiego królewskiego, z którym królowa często się spotykała (nawet nocą, w ogrodzie) i ponoć wspólnie czytano jakieś sonety i pieśni (to znaczy on czytał, gdyż Sonka była niepiśmienna), a nawet "Poemat o Róży" który był w tamtym czasie prawdziwym erotykiem. Gdy sprawa się wydała Hińcza (i siedmiu innych, z którymi królowa również miała spędzać wolny czas, z tym że trzech z nich zdołało uciec), trafił do lochu w Chęcinach i został przykuty łańcuchami do ściany tak, że nie mógł się poruszać. Król Władysław Jagiełło szalał z rozpaczy, nie wiedział czy może zaufać małżonce czy nie i co powinien z nią uczynić. Ostatecznie kazał ją uwięzić w jej komnatach na Wawelu do wyjaśnienia sprawy, a sam nie wiedział co o tym myśleć. Ona jako jedyna z jego wszystkich żon dała mu synów, teraz zaś nie było wiadomo czy urodzony w 1424 r. Władko (czyli Władysław III) jest jego synem oraz czy to dziecko, z którym obecnie była w ciąży, również jest jego. Witold jednak zapewniał brata że Władko jest synem naturalnym i jedyne obawy mogą być co do obecnego dziecka. Skandal rozlał się nie tylko na cały kraj, ale również na Litwę i kraje ościenne (mówiono o tym w Rzymie, w Paryżu, a nawet w Londynie). Królowa chciała spotkać się z mężem aby wyjaśnić mu iż jest niewinna, ale ten długo nie chciał jej widzieć. Ostatecznie sam zawitał do jej komnaty i stwierdził że jej przebacza, ponieważ jednak sprawa nabrała charakteru politycznego, królowa musiała oficjalnie złożyć przysięgę oczyszczającą, a poza tym musiało to uczynić również siedem powszechnie szanowanych pań oraz jedna panna z jej dworu (która wcześniej zarzuciła jej zdradę - uczyniła to jednak na torturach, aby uniknąć dalszego bólu). Było oczywiste że za całą sprawą stali ludzie biskupa Oleśnickiego, ale on sam był czysty, mało tego, nawet bronił królowej przed zarzutami "oszczerców". Swój cel już osiągnął, chodziło mu bowiem o zdyskredytowanie królowej Sonki, aby ta w przyszłości nie została regentką w imieniu jednego ze swych synów (niekoniecznie najstarszego), gdyż regencję zamierzał osobiście sprawować Oleśnicki. Teraz zaś, gdy królowa była już oczerniona można było jej bronić i doprowadzić do oczyszczenia, gdyż regentką być już nie mogła.


SPOTKANIE PO LATACH MATKI Z SYNEM 
KRÓLOWA-MATKA ZOFIA (SONKA) HOLSZAŃSKA ODWIEDZIŁA SWEGO SYNA KAZIMIERZA JAGIELLOŃCZYKA W GRODNIE 
(Październik 1445)



Teraz zaś, osiemnaście lat po owych wydarzeniach, Sonka z pewnością nie zapomniała Oleśnickiemu jego podłości, dlatego też sprzeciwiała się jego planom uszczuplenia władzy królewskiej w zamian za poparcie Kazimierza do polskiego tronu (notabene, po narodzinach Kazimierza Jagiellończyka - 30 listopada 1427 r. to właśnie Oleśnicki ochrzcił to dziecko w Katedrze krakowskiej - 21 grudnia). Oleśnicki zresztą miał innego asa w rękawie, gdyby bowiem wybór Kazimierza Jagiellończyka nie doszedł do skutku (i gdyby ten król ostatecznie nie zaprzysiągł nowych szlacheckich przywilejów), Oleśnicki na króla proponował Fryderyka Hohenzollerna, przy czym w takiej sytuacji Polska miała zbrojnie upomnieć się o Litwę i włączyć ją w skład Korony, jak to miało mieć miejsce w akcie Unii krewskiej z 1385 r. Na zjeździe sieradzkim oficjalnie nie wybrano Kazimierza królem, a jedynie zaproszono go na kolejny, sierpniowy zjazd do Piotrkowa. Kazimierz oczywiście twierdził że wybór nowego króla jest zbyt wczesny, gdyż jego brat z pewnością żyje i wkrótce powróci do kraju, a poza tym jego wybór na króla wiązałby się z pewnymi problemami na Litwie który chciał uniknąć, gdyż mogły one ponownie doprowadzić do zerwania Unii i wojny polsko-litewskiej, tym bardziej że żądni władzy jego stryj - Świdrygiełło i kuzyn - Michał Zygmuntowicz nie próżnowali. Jednak Świdergiełło (który był prawdziwym alkoholikiem, ciężko go było bowiem spotkać trzeźwego, a poza tym w październiku i listopadzie 1430 r. na Zamku wileńskim na krótko uwięził swego rodzonego brata - Władysława jagiełłę, który pozostał w Wilnie po śmierci Witolda aby pochować jego ciało) twierdził że bardziej mu się opłaca pojednanie z Kazimierzem niż walka z nim i 1 czerwca 1445 r. oficjalnie uznał jego władzę na Litwie (w zamian za pozostawienie mu dzielnicy wołyńskiej). Teraz niebezpieczeństwo stanowił jeszcze tylko Michał Zygmuntowicz (syn owego watażki Zygmunta Kiejstutowicza, rodzonego brata Witolda i kuzyna Jagiełły, zamordowanego w 1440 r.), dlatego też opuszczenie Litwy nie wchodziło na razie w rachubę.


TUTAJ WŁADYSŁAW II JAGIEŁŁO W ROZMOWIE Z BISKUPEM OLEŚNICKIM WYRAŻA SWOJE ZDANIE NA TEMAT ZYGMUNTA KIEJSTUTOWICZA 



Gdy więc 24 sierpnia 1445 r. rozpoczął się zjazd piotrkowski, zabrakło na nim wielkiego księcia Litwy Kazimierza Jagiellończyka, który wysłał nań jedynie swoich posłów. Kazimierz - w liście do zgromadzonych twierdził, że nie czas jeszcze na wybór nowego króla, że święcie wierzy iż Władysław III żyje i powróci zdrowy, a on nie byłby godny imienia brata, gdyby pozbawił tronu wracającego z wyprawy krzyżowej króla-rycerza. Jednak króla w Polsce nie było już piąty rok (po wyjeździe Władysława III w 1440 r. na Węgry, realnie na Wawelu nie było monarchy), to zbyt długo aby pozwalać na takie bezkrólewie, dlatego też możni panowie postanowili że należy  wyprawić poselstwo do Kazimierza, do Wilna, i tam uroczyście zaprosić go na jego własną koronację, jaka ma się odbyć w Krakowie 6 grudnia 1445 r. W tej sytuacji przeważył wpływ zwolenników królowej Sonki a nie Oleśnickiego, który bez wątpienia zaczął tracić swoje wpływy. Już od połowy września trwały więc wielkie przygotowania do podróży na Litwę, w której wzięła również udział sama królowa-matka. Wyprawa wyruszyła z końcem września, a na czele owego poselstwa stanął arcybiskup gnieźnieński - Wincenty Kot, biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki, czterech wojewodów i kanclerz koronny. Do pierwszego spotkania owego poselstwa z wielkim księciem Kazimierzem Jagiellończykiem doszło w Grodnie, dnia 15 października 1445 r. Tam właśnie królowa Sonka - po raz pierwszy od pięciu lat - ponownie ujrzała swego syna. Kazimierz nie przypominał już owego kilkunastoletniego chłopca, który wyruszał w nieznane na Litwę, czyli tak naprawdę do innego kraju. Teraz był już 18-letnim młodzieńcem, przystojnym, inteligentnym młodym mężczyzną, odznaczającym się dość dużą energią w działaniu. Kazimierz nie znał łaciny, mówił tylko w języku polskim (zresztą uważał się za Polaka, gdyż tam się narodził, a dwór krakowski uważał za ojczysty) ruskim i litewskim, natomiast co ciekawe, nie potrafił czytać i pisać (wówczas czytać jeszcze trochę czytał, ale pisać nie potrafił). Poselstwo w Grodnie złożyło wielkiemu księciu zaproszenie na jego koronację do Krakowa, a także stwierdziło że po owej koronacji Litwa co prawda będzie miała prawo do posiadania odrębnego wielkiego księcia, ale to król Polski wyznaczy kto nim będzie (innymi słowy posłowie stwierdzili że Litwa, nawet jeśli nie zostanie bezpośrednio włączona do Korony, to będzie krajem całkowicie zależnym od Polski). Kazimierz podziękował za propozycję koronacji, powtarzając słowa iż wierzy w powrót swego brata, a jednocześnie ostateczną decyzję miał podjąć po wysłuchaniu zdania swej Rady Litewskiej (którą zwołał na 1 grudnia, czyli fizycznie nie był w stanie dotrzeć do Krakowa na swą koronację na 6 grudnia, gdyż odległości były zbyt duże i trzeba było co najmniej podróżować tydzień, a prawdopodobnie około 10 dni między Wilnem a Krakowem).




Na Litwie zawrzało. W czasie obrad Rady Litewskiej możni panowie zdecydowanie odrzucili polskie propozycje, nie zamierzając ponownie tracić uzyskanej w 1440 r. suwerenności. Nie godzili się również na wyjazd księcia Kazimierza do Krakowa na koronację, gdyż unia personalna również ograniczałaby suwerenność Wielkiego Księstwa. Odrzucono więc polskie żądania, a w przypadku gdyby Korona zamierzała zbrojnie dochodzić tych praw, zamierzano nawet zawrzeć sojusz z Zakonem Krzyżackim. Wielki magnat litewski Jan gasztout stwierdził też że gdyby Kazimierz przyjął jednak koronę i wyjechał do Krakowa (korona królewska była bardziej pożądana niż książęca mitra), w takiej sytuacji należy wybrać wielkim księciem innego przedstawiciela rodu Giedymina i wskazał na Jerzego Lingwenowicza (bratanka Jagiełły) lub Michała Zygmuntowicza. Jednak Jerzy Lingwenowicz od razu stwierdził że nie zamierza walczyć o tron wielkoksiążęcy, natomiast co do Michała, to możni litewscy obawiali się tej kandydatury że względu na fakt, iż mógłby on się mścić za śmierć swego ojca (którego to dokonali przecież przedstawiciele litewskiej magnaterii czyli Radziwiłłowie, przy poparciu innych magnatów), tak więc ta kandydatura też odpadała. Wzburzone głosy uciszył sam Kazimierz, który jeszcze w grudniu stwierdził że nie zamierza przyjmować polskiej korony, gdyż po pierwsze wierzy że jego brat żyje, a po drugie pragnie pozostać w Wilnie, u boku swych litewskich poddanych. W styczniu 1446 r. ponownie odbył się zjazd w Piotrkowie, na który książę Kazimierz wysłał swoich posłów, twierdząc iż nie uważa się za namiestnika Korony na Litwie, a za niepodzielnego i suwerennego księcia, jednocześnie dodał iż nie dopuści, aby na polski tron wybrano kogoś innego... niż on. Twierdził więc otwarcie że uważa Litwę za suwerenne Księstwo połączone z Koroną unią personalną, a jednocześnie że nie dopuści do wyboru żadnego innego kandydata na polski tron w Krakowie. Nic dziwnego, gdyż już wówczas do Kazimierza zapewne dochodziły głosy o możliwości wyboru nowym królem Fryderyka Hohenzollerna z Brandenburgii. Tę kandydaturę (jako ewentualną) forsował biskup Oleśnicki, gdyż uważał że Fryderyk byłby w stanie zneutralizować grożący Koronie sojusz litewsko-krzyżacki (Kazimierz bowiem demonstracyjnie, aby pokazać że nie rzuca słów na wiatr, wysłał posłów do Malborka). Wkrótce też pojawiła się inna kandydatura do polskiego tronu w postaci księcia mazowieckiego Bolesława z rodu Piastów. Co ciekawe, przeciwko tej kandydaturze Kazimierz zbyt głośno nie protestował, co sugeruje (przynajmniej tak twierdzili Krzyżacy w swych pismach), że była to kandydatura zaproponowana w porozumieniu z Kazimierzem, mająca na celu utrącić kandydaturę Hohenzollerna, której realnie obawiał się Jagiellończyk. Warto też wspomnieć że Bolesław był szwagrem Michała Zygmuntowicza i jako król Polski mógł wywoływać zamęt na Litwie, a poza tym kandydatura Bolesława była warunkowa, wszystko bowiem zależało od zgody na przyjęcie polskiego tronu przez Kazimierza. 30 marca 1446 r. odbył się więc kolejny zjazd w Piotrkowie, na którym miano już przystąpić do elekcji nowego króla Polski.




A tymczasem w dalekiej Manisie abdykowany sułtan Murad II zażywał prawdziwych wakacji. O tym co działo się w tym mieście, a przede wszystkim w pałacu sułtańskim, opisał podróżnik - Circiaco Pizocolli (którego obecność odnotowana została w marcu 1446 r. na wyspie Lesbos, u tamtejszego księcia Dorino I Gattilusiego), a następnie wyjechał na Chios, do swego przyjaciela Andrei Giustinianiego (którego to uspokajał że Turcy nie planują żadnego ataku na Wyspę i że książę może spać spokojnie). Z końcem marca udał się do Manisy, do sułtana Murada, gdzie spędził dosłownie kilka dni, a już 7 kwietnia był w Foczy w pobliżu Smyrny. 9 kwietnia powrócił zaś do Manisy w towarzystwie swego przyjaciela, genueńskiego kupca - Francesco Draperio, aby z rąk sułtana Murada odebrać list żelazny (berat), upoważniający go do podróżowania po Imperium Osmańskim. 17 kwietnia sułtan obu mężczyzn przyjął na audiencji w seraju, nie w sali audiencyjnej swego pałacu, tylko w prywatnych komnatach, dzięki czemu Circiaco Pizocolli mógł dokładnie ujrzeć (i następnie spisać) co tam się wówczas działo. Oficjalnym bowiem powodem ustąpienia Murada II z tron u Osmanów, była chęć jego ucieczki od spraw publicznych i zatopienia się w księgach, a przede wszystkim w celu czytania i kontemplowania Koranu. Prawdopodobnie to również miało miejsce, ale Pizocolli twierdził, iż sułtan Murad siedział w otoczeniu swoich na wpół nagich niewolnic, które nieustannie obcałowywał, a które to stały lub leżały u jego stóp. Owe sułtańskie niewolnice-konkubiny jednocześnie przygrywały gościom na instrumentach muzycznych, a w całej sali unosił się aromatyczny zapach różnych pachnideł, który w dużej mierze odbierał powagę całej sytuacji (w końcu Pizocolli i jego kompan przybyli tam aby odebrać list żelazny). Wydaje się więc że Murad II nieźle się bawił na swoich "wakacjach od władzy", gdy tymczasem jego syn w Adrianopolu musiał podejmować decyzje wagi państwowej (notabene w Europie wciąż uważano Murada za prawdziwego sułtana, nazywając go "sułtanem Azji", a Mehmeda "sułtanem Europy"). Teraz zaś (luty 1446 r.) do Adrianopola przybyło weneckie poselstwo na czele którego stał Aldovrandino de'Giusti, z zamiarem uzgodnienia nowego traktatu pokojowego i handlowego z Imperium Osmańskim który miał być korzystny dla Serenissimy ("Najjaśniejszej" - Jak nazywano Wenecję zresztą podobnie jak szlachta polsko-litewska nazywała Rzeczpospolitą).


CDN.
 

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...