WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRZEMOC SEKSUALNA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PRZEMOC SEKSUALNA. Pokaż wszystkie posty

04 września 2026

WIELKA HISTORIA SEKSU - Cz. IV

OD CZASÓW STAROŻYTNYCH 
PO NAM WSPÓŁCZESNE





STAROŻYTNA BABILONIA I ASYRIA
(ok. 3 000 r. p.n.e. - ok. 550 r. p.n.e.)



"NIEWIDZIALNE KOBIETY"


"URARTYJCZYCY... WIELCE LĘKAJĄ SIĘ KRÓLA, MEGO PANA. 
DRŻĄ I MILCZĄ JAK KOBIETY"

STELA Z NINIWY
VII wiek p.n.e.
(PAŃSTWOWE ARCHIWUM ASYRYJSKIE)




 W Babilonii i Asyrii mamy do czynienia ze zjawiskiem tzw.: "Niewidzialnych kobiet". Nie znaczy to jednak, że kobiety na tych ziemiach nagle znikały, lecz odnosi się do ich statusu w społeczeństwie. Mianowicie "Niewidzialne kobiety" miały być właśnie... niewidzialne, co znaczy całkowicie podporządkowane mężczyźnie (ojcu, mężowi lub synom). Oficjalnie mężczyzna mógł mieć tylko jedną, legalną małżonkę, w praktyce jednak wielu z nich posiadało prawdziwe haremy, złożone zarówno z niewolnic, jak i wolnych kobiet, które żyły z danym mężczyzną w konkubinacie. W każdym momencie mężczyzna z Mezopotamii mógł się rozwieść ze swoją małżonką, jeśli tylko uznał to za właściwe (niekiedy nawet mężczyźni brali sobie - wbrew prawu - dodatkowe żony i żyli z nimi pod jednym dachem). Rozwód nie był wcale najgorszą rzeczą dla kobiety (konieczność powrotu do rodzinnego domu i z reguły utrata jakichkolwiek kontaktów z dziećmi, choć mąż był zobowiązany zwrócić posag, jaki żona wniosła do związku w chwili ślubu), gorzej jeśli mąż uznał, że żona nie wypełnia swoich obowiązków odnośnie opieki nad dziećmi i utrzymania domu, wówczas mógł (przy świadkach) wyrzec się jej jako żony i uczynić... swoją niewolnicą, którą potem na przykład mógł sprzedać do jakiegoś (choćby przyświątynnego) domu publicznego (często czyniono tak właśnie, aby uniknąć oddawania posagu). Natomiast jeśli kobieta nie była w stanie dać mężowi syna, miała obowiązek zapewnić zastępstwo w tej dziedzinie i znaleźć mężowi odpowiednią kandydatkę na matkę zastępczą.

Miesiączka i okres trzydziestu dni po urodzeniu dziecka, był dla kobiety niezwykle ciężki. W tym bowiem czasie uważano ją za osobę nieczystą, a to oznaczało że nikt nie mógł się do niej zbliżyć i ona sama też nie mogła niczego dotykać. Była na ten czas zamykana w jednym z pomieszczeń domowych, a po ustąpieniu miesięcznego krwawienia (przed powrotem na łono rodziny), musiała się oczyścić, biorąc zimną i gorącą kąpiel. Prawo zakazywało też (pod karą śmierci) zbliżania się miesiączkujących kobiet do swych mężów. Mężczyźni sami się tego obawiali, dlatego też woleli zamykać na ten czas swe żony pod kluczem, aby uniknąć "niebezpieczeństwa". A mieli czego się bać, bowiem jeśli mężczyzna dotknął miesiączkującej kobiety (lub jakiejkolwiek "nieczystej" rzeczy, z którą ona miała wcześniej kontakt), to sam stawał się nieczysty (na jeden dzień) i musiał czym prędzej się oczyścić. Jeśli zaś w czasie stosunku lub kontaktu z kobietą "nieczystą" mężczyzna miał wytrysk, stawał się nieczysty na siedem dni (bez względu na "czynności oczyszczające" jakim by się wówczas poddawał). Aborcja była zupełnie zakazana, a jeśli kobieta by się jej poddała, karą za to było wbicie jej na pal (przy czym ciało następnie wywożono za miasto, w odludne tereny i porzucano na pastwę dzikich zwierząt). Aby więc nie doszło do niechcianej ciąży, kobiety stosowały środki złożone z najróżniejszych naparów, płynów i "wkładek antykoncepcyjnych".




Mimo tych wszystkich ograniczeń w kwestiach społecznych (i erotycznych), przetrwały imiona kobiet, które cechowały się albo bystrością umysłu, albo też... niepohamowanym popędem seksualnym. Oczywiście, ponieważ w tamtych czasach dokumentowano głównie poczynania rodzin królewskich, nie należy się dziwić że to właśnie imiona królowych przeszył pod tym względem do historii i zapisały się w ludzkiej pamięci. Jedną z takich postaci była królowa Sammuramat, zwana również (z grecka) Semiramidą. Żyła ona na przełomie IX i VIII wieku p.n.e. a była małżonką króla Asyrii - Szamszi-Adada V (panował w latach 824-811 p.n.e.) i matką króla Adad-Nirari III (panował 811-783 p.n.e.), przy czym ona sama sprawowała rządy regencyjne w imieniu syna od 811 r. p.n.e. do 806 r. p.n.e. (zmarła prawdopodobnie w 792 r. p.n.e. w wieku ok. 60 lat). Sammuramat była córką króla Babilonii - Marduk-zakir-szumi I (panującego w latach ok. 879-852 p.n.e.). Babilonia została uzależniona od Asyrii jeszcze za panowania ojca Szamszi-Adada V - Salmanasara III (panował 858-824 r. p.n.e.) po jego zwycięstwie w bitwie 12 królów pod Karkar (853 r. p.n.e. - z tym że bitwa ta pozostała do końca nierozstrzygnięta, aczkolwiek Asyryjczycy zadali znaczne straty siłom armii sprzymierzonych królestw, aczkolwiek nie zdołali ich pokonać). Ok. roku 824 p.n.e. Marduk-balassu-ikbi (syn i  następca Marduk-zakir-szumi i brat Sammuramat) dopomógł Salmanasarowi w stłumieniu buntu jego syna Aszurdaninapla, co zostało przypieczętowane małżeństwem Szamszi-Adada V z ok. 30-letnią Sammuramat (824 r. p.n.e.). Tak została ona królową Asyrii




Prawdziwą władzę zdobyła jednak dopiero po śmierci męża w 811 r. p.n.e. Wówczas to została ogłoszona regentką w imieniu swego małoletniego syna - Adad-nirari III. Sammuramat przeszła do historii właśnie dlatego, że była prawdziwą skandalistką swoich czasów. Po pierwsze - władała krajem bez mężczyzny (syn był niepełnoletni i nie miał wpływu na rządy), niczym prawdziwy król. Dodatkowo często przywdziewała pancerz (specjalnie wyprofilowany) i hełm, oraz wyruszała na czele swych wojsk tłumiąc poszczególne bunty, lub zbierając daniny od opornych lenników. Sprawowała regencję ok. 5 lat, a potem (gdy już jej syn osiągnął pełnoletność i objął rządy) wciąż nieoficjalnie władała krajem zza tronu, aż do swej śmierci ok. 792 r. p.n.e. (niektórzy historycy twierdzą nawet że prawdopodobnie mogła też i sypiać z własnym synem, co zapewne jest już późniejszą nadinterpretacją). Miała mnóstwo kochanków a legendy mówiły że jeśli któryś z nich nie potrafił jej zaspokoić, po wspólnej nocy kazała go wykastrować, a następnie... zakopać żywcem (podejrzewano ją także o otrucie swego męża). Pozostawiła jednak swemu synowi silny i zjednoczony kraj, a jej potomkowie władali Asyrią do 745 r. p.n.e. w którym to roku doszło do buntu i wymordowania rodziny królewskiej przez gubernatora Kalhu - Tiglat-Pilesara III, który koronował się na nowego władcę.



MAŁŻEŃSTWO - RODZINA - SEKSUALNOŚĆ




 Małżeństwo było jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu mieszkańca starożytnej Mezopotamii, choć istniała różnica w pozycji żony i męża. Mężczyźni żenili się bowiem z reguły w wieku już dojrzałym (lub po osiągnięciu wieku męskiego, czyli po ukończeniu dwudziestego roku życia), natomiast kobiety stawały się żonami jeszcze jako nastoletnie dziewczynki (częstokroć wydawano za mąż już 12-letnie dziewczęta, ale to i tak nic w porównaniu z Egiptem, gdzie żonami stawały się nawet 6 lub 7 letnie dziewczęta). Dodatkowo mężczyzna mógł sobie kupić przyszłą żonę (często czyniły tak matki, kupując niewolnice na przyszłe żony dla swych synów, jak to się stało chociażby w przypadku dostojnej pani Nihtesaru, żyjącej w czasach panowania króla Nabuchodonozora II - czyli w VI wieku p.n.e. która zakupiła dla swego syna młodą niewolnicę o imieniu Ninlilhatsine, płacąc za nią 16 srebrnych szekli. W tym celu sporządzony został dokument kupna/sprzedaży - który przetrwał do naszych czasów i stąd wiemy że taka transakcja miała miejsce. Ninlilhatsine początkowo była własnością swej pani, która przygotowywała ją do zamążpójścia z własnym synem - prawdopodobnie ona też nadała jej imię, pod którym ją znamy. Przed samym aktem małżeńskim dziewczyna została wyzwolona, a w spisanym kontrakcie ślubnym przyznano jej status małżonki, mimo że nie była w stanie wnieść własnego posagu - czyli szirku. Tak jednak działo się w wielu przypadkach, gdy albo młodzi mężczyźni, albo ich rodzice - głównie matki - kupowali sobie żony spośród niewolnic, których zarówno w Babilonii jak i Asyrii zawsze było więcej niż niewolników).

W języku staro-babilońskim słowo "mężczyzna" brzmiało "amelu" (było równoznaczne ze słowem "człowiek"), "kobieta" to "sinistu", a "niewolnica" to "amtu". Po wyzwoleniu i zamążpójściu niewolnica staje się kobietą, gdyż wcześniej jest tylko "zwierzęciem w stadzie" - jak mawiali o niewolnikach Babilończycy. Jednak nie ma znaczenia czy kobieta urodziła się wolną czy niewolnicą, gdyż jako żona i tak jest zobowiązana do tolerowania mężowskiej niewierności (mało tego, mąż może utrzymywać oficjalną kochankę, która zamieszkiwać będzie w jego domu pod wspólnym dachem z oficjalną małżonką). Taka kobieta zwana była "esirtu" czyli nałożnica/kochanka. Mężczyzna w Babilonii (jak również w Asyrii) mógł posiadać tylko jedną oficjalną żonę, ale za to miał prawo utrzymywać nawet po kilka nałożnic, które jednak winne były szacunek oficjalnej małżonce. Tylko ona miała prawo do nakrycia głowy chustą, co stanowiło o jej statusie jako kobiety wolnej i zamężnej, esirtu nie ma prawa zakładać chusty na głowę, gdyż jako kochanka i utrzymanka nie jest uważana za kobietę w pełni wolną. Mało tego, oficjalna małżonka może umieścić ją w pokojach służby, a nawet zamienić w osobistą niewolnicę (częstokroć esirtu nosiły przed małżonkami swego kochanka krzesła, gdy żony udawały się np. do świątyni, oraz pełniły obowiązki przy porannej toalecie oficjalnej małżonki). W tym przypadku nie miało żadnego znaczenia czy kobieta, która jest małżonką, była wcześniej niewolnicą, a nałożnica jej męża wolną kobietą - tutaj bowiem te relacje ulegały odwróceniu.




W Babilonii i Asyrii mężczyzna mógł się rozwieść z żoną jeśli uznał że jest nazbyt rozrzutna, bezpłodna lub podejrzewał ją o zdradę. Jeśli udowodniono żonie zdradę, czekała ją zagwarantowana prawnie kara śmierci poprzez publiczne ukamienowanie, ale mąż mógł ocalić żonę, jeśli by wcześniej jej przebaczył, żona zaś nie miała żadnej możliwości rozstać się z mężem, gdyż on był jej opiekunem i panem - dosłownie, częstokroć rozwód był błogosławieństwem dla kobiety gdy mąż się na niego zdecydował, bowiem wcale nie musiał tego robić i zwracać jej darowiznę, zwaną "tirhatu" (zabezpieczającą kobiety przed porzuceniem jej przez męża), zawsze bowiem mógł sprowadzić ją do pozycji niewolnicy - i na to zezwalało mu prawo (ale tylko w sytuacji zdrady lub bezpłodności). Żona była również odpowiedzialna za mężowskie długi (no chyba że przed ślubem zawarto w tej kwestii specjalny zapis). Bezpłodność stanowiła największe nieszczęście dla kobiety z Mezopotamii, nie dość że mąż mógł się z nią rozwieść, to już nikt by jej nie poślubił, a i rodzina nie chciała z reguły przyjąć z powrotem "bezpłodnej", gdyż wówczas wystawiała się na potępienie lokalnej społeczności. Bezpłodna kobieta w zasadzie była na przegranej pozycji w każdej możliwej sytuacji, gdyż nawet jeśli mąż zezwolił jej mieszkać w swoim domu po rozwodzie, to jej pozycja była już podobna do pozycji niewolnicy i teraz to ona musiała służyć kolejnej mężowskiej małżonce, wybranej (lub kupionej) właśnie po to, aby dała mu potomstwo. Jeśli natomiast bezpłodnym okazywał się mąż, nie było to w ogóle komentowane w mezopotamskim społeczeństwie, a panowało raczej współczucie wobec tego, że ów mężczyzna nie pozostawi po sobie własnych dziedziców (szczególnie synów). 

Jeśli jednak mąż nie mógł mieć własnych dzieci, zawsze mógł adoptować dzieci cudze do własnego rodu i zapewnić im dach nad głową, wyżywienie oraz dziedzictwo (pewien kupiec z XV wieku p.n.e. z miasta Kirkut, adoptował wielu synów - głównie z biednych rodzin, zapewniając im równe prawo do dziedziczenia własnego majątku). Ojciec miał całkowite władztwo nad życiem i zdrowiem swych dzieci, był dla nich (jak określają to zapiski) "panem i właścicielem". To ojciec decyduje o ożenkach swych dzieci i o tym, jaką mają oni pełnić rolę w przyszłości. Nie ma mowy o sprzeciwie, matka nie ma żadnych praw w stosunku do swych dzieci, chyba że mąż uzna inaczej. Dzieci zobowiązane są do szacunku i posłuszeństwa rodzicom (szczególnie ojcu) i do pomocy im na starość. Jeśli mężczyzna spłodził dzieci z niewolnicą, były one również niewolnikami (chyba że ojciec je adoptował) dopóki on żył, zyskiwały natomiast automatyczną wolność w chwili śmierci ojca. Wolność zyskiwała wówczas również ich matka (jeśli wcześniej nie została wyzwolona). Zdarzało się jednak że niewolnice dla swych mężów nabywały żony, aby ci nie brali sobie oficjalnych konkubin. O ile mąż mógł kupić i poślubić niewolnicę, wyzwalając ją, o tyle wolna kobieta mogła poślubić niewolnika tylko za zgodą członków własnej rodziny (ojca lub braci). Jeśli nie wnosili oni żadnych zastrzeżeń w tej kwestii, kobieta mogła kupić, wyzwolić i poślubić niewolnika (no chyba że niewolnik należał do innego pana, wówczas musiała również uzyskać jego zgodę na małżeństwo). 




Kupowano również niewolników i niewolnice po to tylko, aby ci płodzili ze sobą nowych niewolników, tym samym powiększając majątek pana i jego potomków. Niektórzy niewolnicy stawali się bardzo majętni i kupowali własnych niewolników, choć ich status wciąż się nie zmienił i sami podlegali swemu panu (żyjący w V wieku p.n.e. - już po podboju Babilonii przez Persję - niewolnik imieniem Ribat, doszedł do takiego majątku, że posiadał ziemię, kilka domów i stawy {które wydzierżawił synom żydowskiego bankiera imieniem Muraszu - jak mówi babilońska inskrypcja z tego okresu}). Obowiązkiem żony i niewolników (którymi zarządzała), było przede wszystkim dbanie o dom i opieka nad swymi dziećmi. Dzień powszedni mieszkańców Babilonii i Asyrii zaczynał się od porannego powitania (z reguły całowano się na dzień dobry, jako symbol podzięki bogom że pozwolili oni spokojnie przetrwać noc). Następnie przystępowano do porannej toalety - załatwiano potrzeby fizjologiczne i myto się (używano nawet mydła, które co prawda nie przypominało dzisiejszego, ale można je tak właśnie nazwać, choć wykonane było ze zmieszanego ze sobą popiołu, oliwy i delikatnej glinki), golono się (te prace w bogatych domach wykonywali specjalnie przyuczeni niewolnicy), następnie ubierano i przystępowano do śniadania. Było ono z reguły dość skromne, a składał się nań głównie chleb (który nie przypominał dzisiejszego, było to raczej ciasto bez skórki, przypominające bardziej placki lub naleśniki niż chleb), który popijano wodą lub napojem palmowym. Następnie udawano się do pracy (rzemieślnik szedł do warsztatu, kupiec na bazar itd.). Po pracy spożywano obiad-kolację, na który składały się z reguły (w bardziej zamożnych domach): ryby, mięso, jarzyny (dynie, ogórki, melony, daktyle etc.), sery, owoce i ciasta (spożywano również gotowaną szarańczę). To wszystko popijano winem, piwem lub napojem palmowym (ewentualnie zwykłą wodą). Po kolacji Babilończycy zaś spędzali czas już wedle własnych upodobań (oczywiście nie wszyscy szli do pracy, ludzie majętni nie pracowali fizycznie, raczej zajmowali się własnymi interesami np. swoimi placówkami handlowymi i organizacją dlań karawan).




 Miarą bogactwa było posiadanie ziemi i złota (również klejnotów, które często zamawiały bogate damy). Zwykłe wynagrodzenie płacono jednak albo bezpośrednio w towarach, albo w szeklach, które to bryłki (częściowo srebrne) były substytutem pieniądza. Według kosztów wynagrodzeń i utrzymania z czasów Nabuchodonozora II, wychodzi że dobre wino gronowe kosztuje 8 szekli za dzban (płacono również w towarach, był to więc częściowo handel wymienny), ale już wino daktylowe (uważane za napitek dla najuboższych) kosztowało jedynie pół szekla (można przyjąć że jeden szekiel to mniej więcej 25 amerykańskich centów lub 92 polskie grosze), jeden gur daktyli (czyli 0,41 kg.) kosztuje właśnie jednego szekla, olej sezamowy półtora szekla, a jęczmień na ciasto chlebowe od 1 do 3 szekli (tanieje w okresie żniw). Natomiast zarobki wyglądały następująco: robotnikom i rzemieślnikom płacono głównie (choć nie tylko) w towarach, i tak otrzymywali określoną ilość jęczmienia (placków chlebowych), daktyli, wina, piwa, oliwy oraz mydła. Ci, którzy otrzymywali zapłatę w szeklach - według zapisków z czasów Nabuchodonozora - dostawali od 60 do 150 szekli (niewolnika można było zaś nabyć już od 40 szekli w górę). Zakupy dla domu robiły albo żony osobiście, albo wysłane przez nich niewolnice (w tym również owe esirtu).




Kobieta w ciąży była szczególnie szanowana, ale gdy tylko urodziła, od razu stawała się... nieczystą. Przez trzydzieści dni po urodzeniu była odosobniona i trzymana pod kluczem w jednym z pomieszczeń, z którego jednak usunięto wszelkie meble i sprzęty. Kobieta spała na leżance i nie mogła niczego dotknąć (nawet posiłek podawano jej w taki sposób, aby niewiele mogła sama dotknąć. Po trzydziestu dniach wypuszczano ją z zamknięcia i owinięta w białą szatę, szła by się oczyścić - wówczas po raz pierwszy od miesiąca myła się i brała kąpiel - dopiero wówczas mogła ponownie stać się żoną i matką (ale gdy tylko dostała okresu, ponownie zmykano ją na sześć dni i ponownie potem musiała się z tego oczyścić aby móc zbliżyć się do męża i dzieci). Liczyło się tylko urodzenie syna, córki traktowano jako kolejny wydatek (rodzina musiała opłacić pana młodego ofiarowując mu posag, aby ten poślubił daną dziewczynę), dlatego też kobiety czyniły wiele, aby tylko urodzić synów. Zasięgano opinii wróżbitów i kupowano mikstury, które miały pomóc począć chłopca. Jeśli kobiecie na twarzy wyskoczyła krosta, traktowano to jako dobry znak - uważano bowiem że wówczas właśnie urodzi się syn. Kobiety które urodziły chłopców, były traktowane w społeczeństwie mezopotamskim znacznie lepiej, niż te, które urodziły same dziewczynki, nie wspominając już o tych, które były bezpłodne - dla nich była bowiem jedynie powszechna wzgarda.



PS: Pierwotnie chciałem kolejny temat rozpocząć od opisania społeczeństwa Celtów i Słowian i ich erotycznych praktyk (w tym stosunku do kobiet), ale uznałem że jednak powinienem trzymać się pewnego rodzaju chronologii, tak więc nim przejdziemy do tamtych Ludów, w kolejnej części znajdziemy się Antycznej Helladzie, kraju Zeusa, Apollina, Demeter i Posejdona, przyjrzymy się też jak wyglądał kult wielkich bogiń (a przy tym również seksualności) wśród wtajemniczonych w misteria


CDN.

19 sierpnia 2026

WIELKA HISTORIA SEKSU - Cz. III

OD CZASÓW STAROŻYTNYCH 
PO NAM WSPÓŁCZESNE





STAROŻYTNY EGIPT
(ok. 3 000 r. p.n.e. - 30 r. p.n.e.)
RÓWNOUPRAWNIENIE KOBIET, ALE ... TAKIE SOBIE




 Starożytny Egipt wniósł bardzo wiele do prawnego zrównania statusu kobiety i mężczyzny. W zasadzie wachlarz ich praw był dość szeroki (biorąc pod uwagę inne kraje antyczne, czy chociażby inne regiony Bliskiego Wschodu). Mogły one dziedziczyć zarówno majątek ruchomy jak i nieruchomy (w tym oczywiście ziemię - źródło największego bogactwa), mogły zawierać umowy i prowadzić transakcje w sprawach kupna i sprzedaży ziemi, budynku czy jakiegokolwiek innego sprzętu i to bez potrzeby współuczestnictwa tzw.: "męskiego opiekuna". Mogły zarówno świadczyć jak i wnosić sprawy do sądów, składały też takie same przysięgi jak mężczyźni i ponosiły takie same kary w przypadku się do nich niezastosowania. Jest dość sporo przykładów kobiet w historii starożytnego Egiptu, które zbiły ogromny majątek (choć nie należały do dynastii panującej), niektóre skumulowały w swym ręku tak wielką władzę, że... wykupiły ziemię i majątki w kilku nomach (takich staroegipskich prowincji), które praktycznie stały się ich własnością. Należy jednak pamiętać, że taka władza z reguły była dostępna jedynie wśród kobiet z egipskiej elity, natomiast zwykłe mieszkanki kraju raczej same nie miały możliwości zbić takiego majątku. Wszystko bowiem zależało od rodziny w której się narodziły. Biedne dziewczyny nie mogły więc liczyć zbytnio na zmianę swego położenia, choćby poprzez małżeństwo z kimś z elity (choć takie sytuacje też się niekiedy zdarzały) i choć istniały wielkie panie i kapłanki (w tym "Boskie Małżonki Amona-Re"), to jednak naturalny podział społeczny wśród kobiet był następujący - albo żona, albo prostytutka (tancerka, akrobatka, zawodowa płaczka, kapłanka niższej rangi), albo niewolnica (wiele niewolnic było też szkolonych jako tancerki, prostytutki czy piastunki dzieci majętnych Egipcjan).

Wśród odnajdywanych obecnie (głównie) żeńskich szkieletów złożonych w ubogich grobach, okazuje się że przemoc fizyczna panów, była... dość rozpowszechniona i niewolnicom (a niekiedy także żonom) dostawało się równie często jak niewolnikom. W Starożytnym Egipcie bowiem (podobnie zresztą jak i w Antycznej Grecji) niewolnikiem można było stać się np. za długi męża (w przypadku jego śmierci), a wówczas taki właściciel mógł uczynić ze swoją własnością dosłownie wszystko. Mógł np. sprzedać żonę i dzieci swego dłużnika do domu publicznego, aby zarabiały dla niego pieniądze, mógł rozdzielić matkę z dziećmi, odsprzedając je komu innemu, mógł też matkę i dzieci do woli wykorzystywać zarówno seksualnie jak i karać fizycznie (niektóre żeńskie szkielety noszą ślady uszkodzeń kości przedramienia, tak jakby próbowały osłonić się rękoma przed ciosami w głowę). Bardzo podobnie sytuacja wyglądała w Grecji (o czym opowiem w kolejnych częściach tej serii), ale już np. Rzymianie zabronili prawnie niewolić własnych obywateli za długi (ustawą "lex Poetelia" z 326 r. p.n.e., czyli z czasów gdy Rzym był jeszcze niewielką pipidówą w samej Italii). Kobieta mogła dziedziczyć majątek zarówno po śmierci ojca jak i męża (choć w tym przypadku większa cześć spadku należała się synom, a następnie córkom zmarłego, żona otrzymywała zaledwie 1/8 całości). Obowiązkiem żony było danie mężowi dziecka (a szczególnie syna) i tym samym przedłużenie jego rodu. Obaj małżonkowie mieli równe prawa w kwestii rozwodu (obaj mogli o ten rozwód wystąpić na takich samych zasadach), a mąż nie mógł (jak to miało miejsce np. w Babilonii) uczynić z żony niewolnicy w przypadku gdy ta nie wywiązywała się ze swojego małżeńskiego obowiązku, ale i tak to prawie zawsze mężczyzna decydował o wszystkim. Egipcjanie nie mieli takiego "świra" na punkcie menstruacji, jak np. Babilończycy (o czym opowiem w kolejnych częściach) i pozwalali swym żonom w trakcie miesiączki zarówno przebywać w ich otoczeniu, sypiać z nimi jak i jadać z nimi przy wspólnym stole.




Natomiast mieli zupełnie inne fobie. Pomimo tak daleko posuniętego równouprawnienia względem prawa wśród kobiet jak i mężczyzn w Starożytnym Egipcie, to jednak utożsamianie się z jakąkolwiek "kobiecą" rzeczą lub czynnością, było wśród Egipcjan niemile widziane. I nie chodziło tutaj tylko o takie zajęcia jak opieka nad dziećmi czy zajmowanie się domem, które były naturalnie przypisane do Egipcjanek, ale także chociażby w kwestii... kształtu penisa. Otóż okazuje się że Egipcjanie dość często (w wieku młodzieńczym lub później) dokonywali obrzezania, bowiem postrzegali ową skórkę zakrywającą penisa, jako coś... podobnego narządom rodnym kobiety. Więcej, niektórzy również zmuszali swe córki by poddały się podobnej inicjacji wycięcia łechtaczki, aby nie stały się w przyszłości w pełni "kobiece". Chodziło o to, aby zniechęcić dziewczęta do uprawiania seksu i ograniczyć stosunek seksualny jedynie do prokreacji (swoją drogą poród po wycięciu łechtaczki jest znacznie bardziej bolesny dla kobiety, niż poród tradycyjny). Jednak nie karano kobiet które poddały się zabiegowi aborcji (w Babilonii takowe... nabijano na pal i odmawiano im pochówku). Nie znaczy to oczywiście że kobiety które dokonały aborcji były w społeczeństwie egipskim cenione - nie, wręcz przeciwnie, były publicznym pośmiewiskiem, ale nie mordowano je z tego powodu. Dlatego też, aby uniknąć aborcji, najlepiej wcześniej zabezpieczyć się przed niespodziewaną ciążą. Oczywiście o zabezpieczeniu się musiały myśleć głownie kobiety i stosowano w tym celu bardzo różne metody, jak na przykład włożenie do macicy wsiąkliwej tkaniny, która miała zatrzymać ejakulat, ewentualnie użyć "ayutu". Czym był "ayut?" Mieszaniną kremu z krokodylim łajnem (lub miodem z sodą amoniakalną), po czym należało tę "zawiesinę" wepchnąć w głąb do pochwy niczym tampon. Choć taka mieszanka z reguły (bo nie zawsze) okazywała się skutecznym sposobem antykoncepcyjnym, to jednak jej zastosowanie w przypadku kobiety która chciała przyciągnąć oblubieńca do swego łoża, ale nie zajść z nim w ciążę - była doprawdy ostatecznością, a to z tego powodu że "ayut" wydzielał tak okropny zapach, że nim doszłoby do zbliżenia, najpewniej ów kochanek szybciej... zwymiotowałby na dziewczynę. No cóż, w takich warunkach kobieta musiała nakłonić swego męża lub kochanka do włożenia prezerwatywy (najczęściej z obszytego płótna), gdyż okadzanie pochwy dymem czy picie słodkiego piwa były dość słabymi środkami zapobiegającymi powstawaniu niepożądanych ciąż.


MAREK ANTONIUSZ I KLEOPATRA VII 
ORAZ ICH DZIECI



Masturbacja w Starożytnym Egipcie była powszechna i to zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet (są świadectwa w formie hieroglifów, że masturbowali się nie tylko faraonowie, ale także kapłani, kapłanki i zwykli Egipcjanie - była bowiem ona nawet uświęcona religijnie). Często praktykowano też seks analny (również jako rodzaj antykoncepcji), który także miał boską symbolikę, oraz seks oralny (Kleopatra VII była np. nieoficjalnie nazywana... "wielką połykaczką"). Co ciekawe, Egipcjanie, aby sobie ulżyć (mam tutaj na myśli jedynie mężczyzn), mogli skorzystać również z usług prostytutek obojga płci, ale znacznie tańszym środkiem zaspokajającym rozbuchane męskie libido, była... wizyta w świątyni. Bowiem w świątyniach Amona-Re i Izydy funkcjonowały specjalne przyświątynne haremy złożone z kapłanek, które (bezpłatnie) oddawały się tym, którzy już złożyli bogu lub bogini ofiarę. Kapłanki te miały bardzo duży status społeczny i poważanie i w żadnym razie nie były uważane za prostytutki. Z reguły były to kobiety albo młode, albo w średnim wieku, które wyróżniały się wśród innych kobiet - błękitnymi sukniami, pomalowanymi na czerwony kolor ustami i tatuażami wokół sutków na piersiach, na udach oraz na plecach (i pupie). Praktycznie sypiały z każdym, kto złożył bogu pokaźną ofiarę, z tego też powodu trochę trudno odróżnić je od zwykłych prostytutek, jednak niesamowicie duży szacunek jakim były obdarzane (i bogactwo, jakie w ramach świątyni było im przynależne), powodowały iż mogły zabierać głos również w sprawach tyczących lokalnej społeczności, a ich głos musiał być przez naczelników wysłuchany i brany pod uwagę.





PS: W kolejnej części przejdziemy do babiloni i do Asyrii i zobaczymy co działo się w tamtejszych społeczeństwach jeśli chodzi o podejście do seksualności oraz kobiet jako takich i ich pozycji w społeczeństwie

PS2: Przypomniał mi się jeden z odcinków "Rodziny zastępczej", gdy młody jeszcze wówczas Filip Kwiatkowski pytał się swego taty (granego oczywiście przez Piotra Fronczewskiego) skąd się biorą dzieci. Tata odpowiedział że:"Mama cię urodziła", na co Filip: "To wiem, ale którą drogą wyszedłem z mamy?" Tata pomyślał chwilę i mówi: "Słuchaj, mnie przy tym nie było, bo ja akurat byłem w Sochaczewie, ale spytaj się mamy, ona ci odpowie, bo ona przy tym na pewno była" 🤭, na co Filip zapytuje: "A to nie pytałeś się mamy jak się urodziłem?", "Nie, jakoś tak się nie złożyło" - odpowiada ojciec 😂


STARE, ALE OGLĄDA SIĘ Z WIELKĄ PRZYJEMNOŚCIĄ



CDN.

31 stycznia 2026

GWAŁT - CZY NIEODZOWNY ELEMENT KOBIECEGO LOSU? - Cz. IV

NAJDZIWNIEJSZE I (NIEKIEDY)
NAJBRUTALNIEJSZE PRZYPADKI
GWAŁTÓW W HISTORII





III
GWAŁTY W CESARSKIM PAŁACU
   40 r. 
Cz. II


GERMANIK



26 maja 17 r. Gajusz Klaudiusz Druzus Cezar Germanik odbył wspaniały triumf w Rzymie, wzbudzając wielkie emocje także tym, że za nim w drugim rydwanie jechały wszystkie jego dzieci, co wywoływało wybuchy radości zgromadzonych Rzymian. Tyberiusz zdawał sobie sprawę, że pozostawienie Germanika w Rzymie może okazać się dla niego bardzo niebezpieczne, dlatego wkrótce po triumfie wyznaczył mu nową misję. Teraz miał się udać na wschód, do Syrii, aby stłumić pojawiające się tam żołnierskie niezadowolenie. Tyberiusz prawdopodobnie celowo wyznaczył Germanika na głównodowodzącego Armią Wschodu (Orientu) i kontrolera namiestników tamtejszych prowincji, jednocześnie namiestnikiem Syrii wyznaczył Gnejusza Pizona, który znany był ze swej niechęci do Germanika i z gwałtownego charakteru. Tak więc rodzina Gajusza Juliusza Cezara (Kaliguli) po zaledwie kilku miesiącach przebywania w Rzymie, znów szykowała się do kolejnej podróży. Podróż do Syrii na cesarskim okręcie, nie mogła też przebiegać łagodnie, bowiem ani Germanik z Pizonem, ani też Agrypina z żoną Pizona - Plancyną, nie mogli dojść do porozumienia. W trakcie podróży (styczeń lub luty 18 r.) zatrzymano się na krótko na Lesbos, gdzie Agrypina urodziła swoje szóste (a w rzeczywistości dziewiąte, bowiem trójka dzieci zmarła w niemowlęctwie i dzieciństwie) dziecko, córkę - Julię Liwillę. Po czym ruszono w dalszą drogę. Już w Syrii konflikt Germanika z Pizonem przybrał jeszcze ostrzejszą formę.

Pizon starał się przeszkadzać i torpedować wszelkie przedsięwzięcia Germanika (prawdopodobnie czynił tak na polecenie cezara Tyberiusza), choć i w Syrii udało się Germanikowi odnieść kilka sukcesów. Pierwszym było zawarcie przymierza między Rzymem a Królestwem Partów, najpotężniejszym państwem za Eufratem, z którym ze zmiennym szczęściem walczyli już Marek Licyniusz Krassus (to ten, który pokonał Spartakusa i ostatecznie zakończył jego powstanie w 71 r. p.n.e. Poniósł klęskę i znalazł śmierć w bitwie z Partami pod Carrhae w 53 r. p.n.e. i to śmierć okrutną, wlano mu bowiem do gardła roztopione złoto) czy Marek Antoniusz (wyprawa 36 r. p.n.e. do Armenii także zakończyła się klęską a Antoniusz o mały włos nie podzielił losu Krassusa). Juliusz Cezar także planował wielką wojnę z Partami i powtórzenie sukcesu Aleksandra Wielkiego, ale... nie zdążył, Brutus, Kasjusz i inni zamachowcy byli szybsi. W 20 r. p.n.e. Oktawian August odniósł duży sukces polityczny, odzyskując od Partów wszystkie znaki legionowe i jeszcze żyjących jeńców rzymskich z armii Krassusa (wówczas zamienionych przez Partów w niewolników). Był to ogromny sukces, choć nie militarny a dyplomatyczny. Teraz, w 37 lat później Germanik odnowił sojusz z Partami i tym samym zabezpieczył wschodnią granicę przed ich atakami (18 r.). W 19 r. aby lepiej przyjrzeć się działaniom tamtejszego namiestnika, Germanik udał się do Egiptu. Krok ten jednak jeszcze bardziej oddalił Germanika od Tyberiusza, bowiem przed wyjazdem nie poprosił on o cesarską zgodę (a była ona konieczna, bowiem jeszcze August po podboju Egiptu i śmierci królowej Kleopatry VII w 30 r. p.n.e. wprowadził zakaz wstępu do Egiptu dla członków stanu senatorskiego bez osobistego zezwolenia cesarza, a chciał tym samym podkreślić wyjątkowy status Egiptu w ramach rzymskich prowincji). Pizon słał jedną skargę za drugą do cesarza na postępowanie Germanika, a ich konfrontacja zaczęła przybierać znamiona wzajemnej nienawiści.


KATASTROFALNA WYPRAWA MARKA ANTONIUSZA DO ARMENII W ROKU 36 p.n.e.
(W TYM TEŻ ROKU GAJUSZ JULIUSZ CEZAR OKTAWIAN POKONAŁ W BITWIE MORSKIEJ POD NAULOCHOS SEKSTIUSZA POMPEJUSZA - SYNA POMPEJUSZA WIELKIEGO, KTÓRY Z SYCYLII, SARDYNII I KORSYKI UCZYNIŁ SOBIE PIRACKIE PAŃSTEWKO, A SAM OGŁOSIŁ SIĘ NOWYM NEPTUNEM.
Chociaż tak na dobrą sprawę pod Naulochos zwyciężył Marek Agryppa, przyjaciel, druh a potem zięć Oktawiana Augusta)



Tak więc, gdy na przełomie września i października 19 r. Germanik ciężko zaniemógł, jak pisze Swetoniusz: "W Rzymie na pierwszą wiadomość o chorobie ludność, jakby rażona piorunem, pogrążyła się w smutku, oczekując następnych nowin. Nagle, już wieczorem, rozeszła się pogłoska, nie wiadomo za czyją sprawą, że wreszcie nastąpiła poprawa. Tłumy z pochodniami i ofiarnymi zwierzętami co tchu, bezładnie ruszyły na Kapitol i omal nie wyważono wrót świątyni, aby co prędzej złożyć z radością dziękczynne ofiary. Tyberiusza ze snu obudziły okrzyki obywateli radujących się po całym mieście, wyśpiewujących: Rzym ocalony, ojczyzna także, Germanik zdrów" (Germanik był bardzo popularny i bardzo lubiany wśród rzymskiego ludu, który widział go jako jedynego następcę Oktawiana Augusta, natomiast jego wuj - cesarz Tyberiusz, nie był lubiany wśród zwykłych Rzymian). Poprawa jego stanu zdrowia, jeśli rzeczywiście nastąpiła, była zwodnicza - Gajusz Klaudiusz Druzus Cezar Germanik (jak oficjalnie brzmiało jego imię), zmarł 10 października 19 r. w wieku zaledwie 33 lat. Jak dalej pisze Swetoniusz: "Gdy wreszcie została ogłoszona oficjalnie wiadomość o jego zgonie, nie można było ukoić powszechnej żałości ani żadnymi słowami pociechy, ani żadnymi obwieszczeniami. Trwała ona jeszcze przez całe święta miesiąca grudnia. Chwałę zmarłego i żal po nim pomnożyła groza nadchodzących czasów". Agrypina długo rozpaczała przy zwłokach męża i prawie siłą musiano ją odciągnąć, aby Germanika złożyć na marach i ciało podpalić. 




Teraz ta kobieta, będąca wnuczką Oktawiana Augusta (która za młodu, zwiedzając wraz z matką cieśninę Akcjum, śmiała się na jej słowa, że właśnie tutaj jeden dziadek z drugim dziadkiem walczyli na śmierć i życie o pierwszeństwo w państwie - chodziło oczywiście o bitwę morską pod Akcjum z 31 r. p.n.e. w której to Oktawian August ostatecznie pokonał Marka Antoniusza, który przegrał bitwę w dużej mierze na własne życzenie, opuszczając walczących żołnierzy i płynąc za odpływającym okrętem królowej Kleopatry - w tym momencie należałoby przytoczyć słowa z "Orestesa" Eurypidesa: "Kobiety zawsze bywały przeszkodą dla mężczyzn, los ich wikłając i niszcząc", oraz satyry Semonidesa: "Że los jednak nas łączy, nie wiemy. Bo Zeus kobietę głównym złem uczynił. Niestarganymi nas spętał więzami"), pozostała sama z dziećmi. Ale była ona potomkinią sławnych mężów i wzbierała w niej złość. Postanowiła więc poświęcić życie aby ukarać nie tylko bezpośrednich sprawców śmierci jej męża, za których uważała Pizona i jego żonę Plancynę, ale również doprowadzić do upadku Tyberiusza - głównego, jej zdaniem winowajcy śmierci Germanika. I choć (ponoć) sam Germanik przed śmiercią poprosił żonę aby nie szukała zemsty, w tej jednej, jedynej sprawie nie zamierzała słuchać ukochanego męża. Zaraz po skremowaniu jego zwłok, wyruszyła w drogę do Rzymu, podjąć batalię o wyjaśnienie tej śmierci i ukaranie wszystkich winowajców. Wraz z nią w drogę ruszyły również jej dzieci, w tym 7-letni Gajusz Kaligula.               


OBAJ DZIADKOWIE AGRYPINY - GAJUSZ JULIUSZ CEZAR OKTAWIAN I MAREK ANTONIUSZ - ODZNACZALI SIĘ ZUPEŁNIE INNYMI CHARAKTERAMI



Po spaleniu ciała Germanika na głównym placu w Antiochii - stolicy rzymskiej prowincji Syrii, Agrypina zebrała jego prochy i wsiadłszy na statek, skierowała się w stronę Rzymu, aby tam walczyć o sprawiedliwość i domagać się ukarania tych, których podejrzewała o otrucie swego męża (czyli właśnie namiestnika Gnejusza Kalpurniusza Pizona i jego żony Plancyny). Podróż przebiegała wzdłuż brzegów Syrii i Azji Mniejszej w kierunku Grecji, dłuższy odpoczynek (kilkudniowy) zaplanowano jedynie na Korkirze - greckiej wyspie leżącej na Morzu Jońskim, po czym okręt Agrypiny ruszył w kierunku portu Brundyzjum w Italii. Tam ją i jej dzieci powitały prawdziwe tłumy, gdyż wieść o śmierci Germanika rozeszła się momentalnie po Imperium, powodując wśród wielu prawdziwą rozpacz. W Brundyzjum witając Agrypinę, płakali (według Tacyta) zarówno mężczyźni jak i kobiety, gdy ta niosła urnę z prochami uwielbianego Germanika. Potem miał miejsce niezwykły żywy marsz do Rzymu. Jego niezwykłość wzięła się stąd, że Agrypina w towarzystwie tłumów, odbywała go pieszo z Brundyzjum do Rzymu, niosąc w rękach urnę z prochami swego męża (w tym czasie jej dzieci zostały odeskortowane przez żołnierzy w pojazdach do stolicy, nie musiały więc uczestniczyć w tym morderczym marszu). Agrypinie wielokrotnie brakowało sił, więc urządzano dłuższe postoje - była to niewątpliwie pokutna procesja, która jednocześnie mogła okazać się bardzo niebezpieczna dla władającego Imperium Tyberiusza (z czego ten z pewnością zdawał sobie sprawę, bowiem po Rzymie już rozeszły się plotki że Pizon zamordował Germanika z polecenia cesarza i jego matki Liwii Druzylli). 


AGRYPINA Z PROCHAMI GERMANIKA 
W PORCIE BRUNDYZJUM



Na spotkanie z Agrypiną stawili się więc na drodze jej marszu nowo wybrani konsulowie roku 20 (Agrypina przybyła do Italii w styczniu roku 20) - Marek Waleriusz Messala Barbatus i Marek Aureliusz Kotta oraz brat zmarłego Germanika - Klaudiusz (przyszły cesarz) i syn cesarza Tyberiusza - Druzus Juliusz Cezar. Trasa marszu była jednak tak męcząca, że Agrypina dała się przekonać już w drugim dniu marszu aby oddała urnę z prochami Germanika żołnierzom, którzy również pieszo zanieśliby ją do Rzymu (żołnierze mogli się zmieniać). Widząc że może nie dać sobie rady, Agrypina przystała na tę prośbę. Potem, gdy żałobna procesja dotarła już do Rzymu, odbyła się ceremonia pogrzebowa (urnę z prochami Germanika złożono w Mauzoleum Augusta leżącym przy Via Lata, drodze prowadzącej na północ bezpośrednio z Forum Romanum, przez Saepta Julia - wielkim budynku wzniesionym pierwotnie przez Marka Agryppę - również dziadka Agrypiny, mającym służyć jako miejsce obrad Senatu, szybko jednak przemianowanym do zupełnie innego celu - w Saepta Julia szkolono i oklaskiwano walki gladiatorów w czasie, gdy nie odbywały się żadne publiczne igrzyska w cyrkach i amfiteatrach. Następnie droga wiodła wzdłuż Portyku Argonautów - czyli taki starożytny mega supermarket, gdzie można było dostać każdy towar, od najdelikatniejszych tkanin i najróżniejszych aromatycznych pachnideł, po najpiękniejszych niewolników specjalnie sprowadzanych dla majętnej klienteli. Następnie mijano marmurowy Ołtarz Pokoju - wzniesiony przez Augusta w 9 r. p.n.e., mający utwierdzić powszechny pokój panujący w Imperium - Pax Romana i tuż nad brzegiem Tybru dochodzono do Mauzoleum Augusta).



 
W pogrzebie Germanika nie uczestniczył jednak cesarz Tyberiusz ani jego matka Liwia Druzylla, co wzbudziło szczególny gniew wśród ludu. Tłumy żegnające prochy Germanika i nazywające Agrypinę "Ozdobą Ojczyzny", "Prawowitą krwią Augusta" czy "Dawnych obyczajów wzorem" musiały powodować niezadowolenie Tyberiusza, szczególnie gdy modlono się również o to, aby potomstwo Germanika i Agrypiny bogowie raczyli zachować w zdrowiu i długim życiu, tak, aby przeżyło wszystkich swych wrogów (w domyśle wskazywano właśnie na Tyberiusza). Na nieszczęście Rzymian owe modły zostały wysłuchane w osobie Gajusza Kaliguli czy jego siostry - Agrypiny Młodszej, niezwykle ambitnej kobiety, której odsunięcie od władzy w 55 r. i zamordowanie jej przez syna cesarza Nerona w 59 r. zostało uznane powszechnie za... dobry znak dla Imperium (np. wychowawca Nerona - filozof Lucjusz Anneusz Seneka stwierdził że śmierć tej kobiety przyniesie dla państwa więcej dobrego niż złego), ale na razie nie wyprzedzajmy faktów. Agrypina Starsza zaczęła teraz przyjmować w swej willi na Palatynie licznych przyjaciół męża, aby z nimi rozmawiać nad następnymi krokami, które pragnęła podjąć. Powszechnie wiadomym było że to cesarz Tyberiusz był najbardziej wrogi Germanikowi, ale tego akurat nie można było oficjalnie przyznać, dlatego postanowiono uderzyć w wykonawców, za których uważano Pizona i jego żonę. Wielu przyjaciół Germanika zapewniało wdowę o swojej pomocy, deklarując że wytoczą mu publiczny proces o morderstwo przed Senatem. Swoje poparcie w kwestii wyjaśnienia tej sprawy zadeklarowała sędziwa już, ale otoczona powszechnym szacunkiem obywateli - Liwia Druzylla, żona Augusta i matka Tyberiusza. Ta 77-letnia kobieta (wciąż cieszyła się w miarę dobrym zdrowiem, choć miała już problemy z samodzielnym chodzeniem) także odwiedzała Agrypinę w jej domu.




Liwia była bodajże najbogatszą Rzymianką swoich czasów, jej majątek bowiem był ogromny i obejmował posiadłości rozsiane po wielu ziemiach Imperium (wielu z nich Liwia nigdy nie odwiedziła w ciągu swego długiego życia), samych osobistych niewolników w Rzymie miała ok. 1000 (były to w dużej części podarki od wdzięcznych senatorów lub miast Imperium, którym dopomogła, wstawiając się za nimi u Augusta). Była też uważana we wschodnich prowincjach za uosobienie bogini Kybele i bogini Izydy, zresztą jeszcze za życia modlono się do niej niczym do bogini, a wielu senatorów zawdzięczało jej karierę i majątki (jak choćby Serwiusz Sulpicjusza Galba, późniejszy cesarz - w roku 69, obalony przez Wespazjana - który przez całe swe życie wielbił pamięć o Liwii, gdyż dzięki jej zapiskom mógł stać się najmajętniejszym z Rzymian, jednakże kruczki prawne jej syna pozbawiły go zapisanego przez nią ogromnego majątku 500 milionów sestercji). Ona również zapewniała Agrypinę o swej pomocy i wsparciu. Nic więc dziwnego, że przyparty do muru (co prawda nie było żadnych dowodów że to właśnie Tyberiusz zlecił morderstwo, ale istniały ku temu pewne poszlaki) Tyberiusz zlecił oficjalne śledztwo w tej sprawie. Zawezwał też z Syrii Gnejusza Kaplurniusza Pizona i jego żonę Plancynę. Ci stawili się w Rzymie w świetnych nastrojach, pewni swego (albo byli tak pewni swojej niewinności, albo też tak ufni w gwarancje bezpieczeństwa Tyberiusza). Jakież też musiało być zdziwienie Pizona, gdy został on publicznie przed Senatem oskarżony o morderstwo Germanika i debatowano teraz nad wyrokiem. Wszyscy byli zgodni - śmierć za śmierć. Pizon poprosił o audiencję u Tyberiusza, ale odmówiono mu tego. Cesarz zaś przysłał mu list, w którym zachęcał go do honorowego kroku, jakim miałoby być samobójstwo. Sprawy zaszły bowiem tak daleko że afera ze śmiercią Germanika mogła podważyć prawa Tyberiusza do władzy, dlatego też należało dać opinii publicznej kozłów ofiarnych. Byli nimi Pizon i jego żona - oni musieli zginąć, aby sprawa mogła ucichnąć. Tak też się stało, Pizon został zmuszony do samobójstwa (podciął sobie żyły), Plancyna zaś otrzymała przebaczenie, w zamian za co miała za wszystko obarczyć swego męża. Tak też uczyniła, ocaliwszy życie oczerniła za wszystko Pizona (choć wcześniej deklarowała że podąży w jego ślady i też popełni samobójstwo).

Agrypina mogła triumfować, wrogowie jej i jej męża zostali ukarani - nie żyli lub też zostali upokorzeni (zabroniono też Plancynie i każdej innej kobiecie opłakiwać Pizona czy też nosić żałobne stroje), ale za prawdziwego sprawcę śmierci uważała ona Tyberiusza i postanowiła szkodzić mu gdzie tylko się da. Kolejne lata upływały w spokoju, choć teraz to Agrypina odwiedzała sędziwą już Liwię w jej willi. Ta zaś zapewne dawała jej dobre rady odnośnie pogodzenia się jej z Tyberiuszem, przytaczając jej opowieści ze swojej młodości, z czasów gdy poznała Augusta, dziadka Agrypiny. Zapewniała ją że siła kobiet nie tkwi w nienawiści czy wojowniczości, ale właśnie w uległości. Być może Liwia wypowiadała te oto słowa: "Zajmowałam się sprawami państwowymi, ale tylko wtedy gdy August mnie o to poprosił i zechciał mi się z nich zwierzyć. Byliśmy bardzo szczęśliwi do ostatnich lat jego życia, a zawdzięczaliśmy to mojej uległości. Wierz mi Agrypino, więcej siły jest w kobiecej słodyczy i uległości niźli w gwałtowności i nienawiści jakie nosimy w swym sercu". Kolejny etap aktywności politycznej Agrypiny był związany ze śmiercią Druzusa Juliusza Cezara (zwanego również Druzusem Kastorem), syna Tyberiusza, który został otruty z polecenia wszechwładnego prefekta pretorianów - Lucjusza Eljusza Sejana w roku 23. Odtąd rozpoczęła się zażarta konfrontacja jej i Sejana, która doprowadzi ją i dwóch jej synów do śmierci. Ocalały zaś Gajusz Kaligula, da potem wszystkim do mocno do wiwatu.


PIERWSZE SPOTKANIE OKTAWIANA I LIWII DRUZYLLI 
(Pobrali się w 39 r. p.n.e.)



i W OSTATNICH LATACH ICH DŁUGIEGO ŻYCIA



CDN.

23 listopada 2025

WIELKA WOJNA NA WSCHODZIE - Cz. XIV

OSTATNIA WOJNA 
HELLEŃSKIEGO ŚWIATA





EGIPT PTOLEMEUSZY
(RETROSPEKCJA)
Cz. XIV



GWAŁT NA LUKRECJI



 Po klęsce Lacedemończyków w bitwie pod górą Eryks na zachodniej Sycylii i śmierci Dorieusa (510 r. p.n.e.) część jego towarzyszy przeżyła tę bitwę i następnie przez jakiś czas błąkali się oni po okolicy, niczym wyrzutki. Zebrali się oni pod przywództwem niejakiego Euryleona. Uznając że współwinnym klęski jest również tyran Selinusu - Pejtagoras, który miast udzielić wsparcia greckim "braciom" (tym bardziej że Selinus był konkurentem handlowym Segesty - głównego miasta plemienia Elymów, którzy to zadali Dorieusowi ową klęskę), pozostał bierny i tego nie uczynił. Teraz Euryleon i jego towarzysze postanowili go za to ukarać. Przybyli do Selinusu i udało im się dostać przed oblicze tyrana Pejtagorasa, a następnie Euryleon go zamordował, ogłaszając się nowym tyranem Selinusu. Rządy Lacedemończyków w tym mieście nie trwały jednak długo (ok. 509 r. p.n.e.), gdyż nie wzięli oni pod uwagę przywiązania ludu Selinusu do ich dotychczasowych partnerów handlowych, i o ile Segesta rzeczywiście była konkurentem handlowym Selinusu, o tyle już fenickie porty w zachodniej Sycylii to byli partnerzy, z którymi Grecy z Selinusu zawierali bardzo intratne dile handlowe i nie zamierzano teraz tego psuć (tym bardziej że na tym zarabiano). Dosłownie w kilka dni po zamordowaniu Pejtagorasa, lud Selinusu zbuntował się przeciwko nowemu tyranowi i Euryleon wraz z innymi Lacedemończykami zostali zabici. W tym samym mniej więcej czasie, w pierwszym roku rzymskiej Republiki (509 r. p.n.e.) zawarty został inny sławny traktat handlowy. Bowiem mieszkańcy kupieckiego miasta bogini Tanit (czyli Kartaginy), dostrzegli potencjał miasta położonego na siedmiu wzgórzach, mniej więcej już wówczas otoczonego murami serwiańskimi (nazwa pochodzi od imienia szóstego króla Serwiusza Tuliusza, który miał panować w latach ok. 578-535 p.n.e. Tak naprawdę nie wiadomo czy wówczas już powstały owe sławne mury, złożone z bloków żółtawego kamienia. Według archeologów zbadane fragmenty murów serwiańskich są młodsze o jakieś 200 lat od okresu panowania owego króla, można więc założyć, że jeśli cokolwiek powstało w jego czasach, to był to co najwyżej wał ziemny, a nie mur sensu stricte, który zbudowano później. W każdym razie Rzym w ramach murów serwiańskich zajmował powierzchnię 426 hektarów).




Było to już znaczne miasto, dużo większe niż wiele greckich polis na Sycylii, większe również od samej Kartaginy, która w VI wieku p.n.e. obejmowała zaledwie 100 hektarów zabudowań wokół Zatoki Kram (gdzie odnaleziono pierwszy tofet w tym mieście, czyli święte miejsce do składania ofiar) oraz wokół wzgórza Byrsa. Rzym - choć wówczas przypominał jeszcze dużą wioskę (w 90% wciąż drewnianą) musiał mimo wszystko zrobić na władzach Kartaginy spore wrażenie, skoro uznano że należy akurat z tym miastem (jednym z wielu wówczas w Lacjum) zawrzeć układ handlowy. Tym bardziej że rok 510-509 p.n.e., to był rok obalenia władzy królewskiej w mieście Romulusa. Stało się tak po 25-letnich rządach ostatniego (siódmego) rzymskiego króla - Lucjusza Tarkwiniusza Superbusa ("Pysznego"). Według rzymskiej tradycji ten król miał rządzić despotycznie, bez oglądania się na Senat czy lud. Do władzy miał dojść (ok. 535 r. p.n.e.) również w wyniku zamachu stanu i morderstwa. Sprzymierzył się bowiem z Tulią, córką poprzedniego króla Serwiusza Tuliusza, kobietą bezwzględnie ambitną i żądną władzy (władzy po trupach). Ona była żoną Arunsa Tarkwiniusza - brata Lucjusza Tarkwiniusza - on zaś był mężem jej młodszej siostry. Oboje zamordowali: ona swego męża, a on żonę, a następnie pobrali się i wspólnie dokonali zamachu na króla Serwiusza Tuliusza. Dokonać się to miało w następujący sposób: podczas obrad Senatu Lucjusz Tarkwiniusz wdarł się do sali obrad, a następnie siłą zrzucił króla z tronu i wyprowadził na zewnątrz, gdzie jego ludzie zadali mu śmiertelne ciosy sztyletami. Potem nadjechała Tulia swym rydwanem i nakazała woźnicy przejechać po ciele swego starego ojca. Teraz Lucjusz Tarkwiniusz został królem Rzymu a Tulia królową, szybko też zabrał się za "oczyszczenie" Senatu z ludzi, którzy byli przeciwni jego wstąpieniu na tron i oskarżali go o morderstwo - wszyscy oni zostali zabici. Nowy król szybko otoczył się gwardzistami (dla własnej ochrony i aby zapobiec kolejnemu zamachowi stanu - tym razem skierowanemu przeciwko niemu), pierwszy raz w dziejach Rzymu powołując coś w rodzaju gwardii pretoriańskiej. Rządził despotycznie, nie powoływał nowych senatorów i sam decydował o polityce wewnętrznej oraz zagranicznej, był także najwyższym sędzią (często skazując majętnych obywateli na śmierć, aby tylko przejąć ich włości). Wszczął wojny z innymi miastami Lacjum i większość z nich podporządkował swej władzy (czy to na zasadzie podboju czy też podstępem). Najmłodszy z jego trzech synów - Sekstus, udając konflikt z ojcem, uciekł do miasta Gabie, gdzie został dobrze przyjęty przez tamtejszych mieszkańców i wkrótce przejął władzę w mieście. Będąc jednak niedoświadczonym młodym królem, wysłał posła do ojca, aby spytać się go jak ma czynić ze swymi poddanymi. Lucjusz Tarkwiniusz zabrał posła do swego ogrodu, oprowadzając go w całkowitym milczeniu, ale co jakiś czas ścinał swą laską wystające ponad resztę maki. Poseł zdziwiony powrócił do Gabie i opowiedział Sekstusowi że król Tarkwiniusz nie udzielił mu żadnej rady, jedynie chodził i ścinał maki - Sekstus jednak zrozumiał jak należy postępować z poddanymi.




Po dokonaniu podbojów okolicznych miast, Lucjusz Tarkwiniusz ogłosił budowę wielkiej Świątyni Jowisza Najlepszego Największego na Kapitolu. Ściągnął więc inżynierów i kapłanów z miast Etrurii, a do budowy Świątyni zmusił rzymski plebs. Jeszcze podczas budowy tego przybytku, do pałacu króla Tarkwiniusza (który wówczas mieścił się na Eskwilinie, a nie na Palatynie) przybyła pewna staruszka, ofiarowując mu kupno dziewięciu zwojów i żądając w zamian znacznej kwoty. Tarkwiniusz wybuchł śmiechem, po czym ona trzy z owych zwojów wrzuciła do pałacowego kominka, a za resztę zażądała takiej samej kwoty. Król nazwał ją szaloną, po czym kolejne trzy zwoje wrzuciła w ogień i za ostatnie trzy żądała tej samej kwoty. Zaciekawiło to Tarkwiniusza, zapłacił jej i otrzymał spisane greckim heksametrem przestrogi i wyrocznie, które miały ocalić miasto na wypadek jakiegoś nieszczęścia. Król uznał że owa staruszka to słynna kapłanka boga Apollina z Kyme - Sybilla, a owe zwoje otrzymały nazwę ksiąg sybilińskich. Budowana Świątynia Jowisza na Kapitolu (gdzie złożone zostały owe księgi) co prawda poświęcona została Bogu burz, ale Tarkwiniusz - po raz pierwszy w rzymskich dziejach - ustawił w tej Świątyni (jeszcze nie ukończonej) posągi tzw.: "Trójcy Kapitolińskiej" czyli Jowisza, Junony i Minerwy (innymi słowy ojca, matki i córki). Po raz pierwszy rzymscy chłopi (bo przecież pierwotnie byli to okoliczni latyńsko-etruscy chłopi) ujrzeli na własne oczy posągi bóstw, których wcześniej nie znano, gdyż bogów utożsamiano jako potężne, ale jednak nieludzkie postacie (bardziej duchowe). Cykl ludzkiego życia wyznaczały pory roku, a co za tym idzie bogowie utożsamiali najróżniejsze żywioły i przeciwności ludzkiego losu, ale nie robiono im posągów i nie przedstawiano na ludzkie podobieństwo. Teraz to się zmieniło. Król jednak miał nie doczekać zakończenia prac budowlanych na Kapitolu.


ŚWIĄTYNIA NA KAPITOLU W CZASACH CESARSTWA 
TRIUMF TYTUSA - 71 r.

(Po lewej stronie widoczne Tabularium, a dalej znajdowało się Forum Romanum. Droga którą kroczy pochód wraz z łukiem triumfalnym, dochodziła do Forum Holitorium i dalej do Teatru Marcellusa)



 Król Tarkwiniusz, oprócz najmłodszego Sekstusa, miał również dwóch starszych synów, których wysłał w podróż do Grecji, do tamtejszej świątyni Apollina w Delfach (która w VI wieku akurat przeżywała swój rozkwit). W podróży towarzyszył im ich kuzyn - Lucjusz Juniusz (który ze względu na fakt, iż król nie lubił w swym otoczeniu ludzi wyróżniających się zarówno inteligencją, mądrością czy choćby odwagą, udawał głupca, aby nie był być narażonym na ewentualny królewski wyrok śmierci). Ponieważ ze względu na swe zachowanie, otrzymał on przezwisko "Brutus" (czyli "Prostak") nikt nie brał go na poważnie jako ewentualnego kandydata do tronu. Król chciał się dowiedzieć czy Bóg mu sprzyja i czy jego panowanie będzie spokojne i szczęśliwe - tego też mieli dowiedzieć się jego synowie, ale postanowili oni również zapytać się wyroczni delfickiej, który z nich zasiądzie na tronie po śmierci ojca. Pytia odpowiedziała: "Ten, który pierwszy pocałuje matkę". Bracia postanowili że nie będą się kłócić i nie będą ze sobą konkurować, a o tym kto pocałuje ich matkę, zadecyduje łut szczęścia w postaci losowania. Niewielu jednak zauważyło że w tym właśnie momencie Juniusz Brutus upadł na ziemię, co wyglądało jakby się potknął i wzbudziło wśród braci szydercze komentarze. Nie zauważyli oni jednak że w tym momencie pocałował on ziemię, na której stał. Wkrótce powrócili oni do Rzymu, ale obaj młodzieńcy nie cieszyli się dobrą opinią, a wręcz przeciwnie - wydawało się że każdy z nich jest równie zepsuty jak ich ojciec i matka. Myśleli tylko o własnej wygodzie i o tym, aby przejąć ojcowski tron (co uważali że należy mi się z racji urodzenia). Pewnego razu podczas uczty młodzieńcy chwalili się która z ich żon jest lepsza. Krewny królewiczów Tarkwiniusz Kollatyn stwierdził, że w całym Rzymie nie ma lepszej kobiety nad jego Lukrecję. Twierdził że jest to kobieta łagodna i posłuszna - postanowiono więc to sprawdzić. Udawszy się do komnaty w której biesiadowały panie, znaleziono tam wszystkie żony owych młodzieńców oprócz Lukrecji, ta bowiem siedziała w swoim domu przędąc wełnę i oczekując na małżonka. Zwycięstwo przyznano Kollatynowi, ale jednocześnie najstarszy z synów króla Tarkwiniusza (który również nosił imię Sekstus, tak jak jego najmłodszy brat - władca Gabii), zapragnął posiąść Lukrecję. Podczas gdy reszta mężczyzn biesiadowała, on nocą włamał się do domu Kollatyna, a następnie zgwałcił dziewczynę. Ta, nie mogąc znieść hańby, przebiła się sztyletem, a w jej pogrzebie wziął udział cały Rzym. Ludzie litowali się nad losem nieszczęsnej kobiety, która musiała ulec kaprysom pozbawionej wszelkich zasad rodzinie królewskiej - płakano i lamentowano nad nią. Wówczas do jej ciała - spoczywającego na marach pogrzebowych - podszedł ów Brutus i trzymając w ręku zakrwawiony sztylet przysiągł na jej krew, że nie pozwoli aby ród Tarkwiniuszy dalej rządził Rzymem. Przyjął również takową przysięgę od innych zebranych tam osób i... się zaczęło.



 
Króla Tarkwiniusza akurat wówczas nie było w mieście, był na jednej ze swych kampanii w obozie wojskowym pod Ardeą, ale w Pałacu na Eskwilinie przebywała królowa Tulia, która teraz została stamtąd wygnana, wśród okrzyków wzburzonego tłumu który zwał ją morderczynią. Ludzie przypominali jej świętokradztwo, jakiego dopuściła się na osobie jej zamordowanego ojca na ulicy, która od tej pory zwała się Zbrodniczą. Uciekła ona do obozu swego małżonka. Gdy król Tarkwiniusz wrócił do Rzymu, zastał bramy miasta zamknięte na cztery spusty, a lud - zebrany na Zgromadzeniu Ludowym (Komisjach Centurialnych) ogłosił zniesienie monarchii "po wsze czasy" i ustanowienie nowej formy rządów zwanej - Republiką. Miało to miejsce z końcem roku 510 p.n.e. Teraz władzę mieli sprawować wybierani przez lud corocznie dwaj konsulowie. Pierwszymi konsulami wybranymi na rok 509 p.n.e. byli Brutus i Kollatyn. A tymczasem król Tarkwiniusz nie złożył jeszcze broni i zamierzał zawalczyć o odzyskanie tronu, a w tym celu postanowił wykorzystać wpływy jakie posiadał wśród senatorów. Na początku więc zażądał zwrotu własnego majątku. W tej kwestii doszło w Senacie do sporów, jako że część uważała iż majątek tyrana przepada na rzecz państwa wraz z jego obaleniem, inni jednak twierdzili, że co prawda usunęliśmy króla, ale jakim prawem mamy zabierać również jego własność. Obrady się przedłużały, a w tym czasie wysłani przez króla posłowie (którzy mieli odzyskać jego majątek) w tym samym czasie urabiali tych, którzy mogli liczyć na nagrodę, gdy król ponownie zasiądzie na tronie. Do owego spisku wciągnięci zostali dwaj małoletni synowie Lucjusza Juliusza Brutusa (który, podobnie jak Kollatyn, spokrewniony był z Tarkwiniuszami). Uznali oni bowiem że ustrój republikański im nie służy, gdyż należą oni do rodu królewskiego, a król po powrocie na tron obdarzy ich swymi łaskami i nagrodzi. Spisek ten jednak został ujawniony dzięki jednemu z niewolników, a listy uczestników spisku szybko trafiły do konsulów i do Senatu. Ponieważ konsulowie mieli teraz prerogatywy sędziów (odebrane królowi), musieli zadecydować co uczynią ze spiskowcami. Wiadomo było że na listach są dwaj synowie Brutusa i powszechnie oczekiwano na jego decyzję. Ten najpierw nakazał wyczytać wszystkich uczestników spisku na Forum Romanum, a następnie zwrócił się do swych synów słowami: "Tytusie, Tyberiuszu, brońcie się!" Ponieważ młodzieńcy milczeli, trzykrotnie powtórzył te słowa, a że nie było reakcji z ich strony, oddał ich katu na śmierć przez zachłostanie. Ponoć przyglądał się ich egzekucji z kamienną twarzą i nawet jedna łza nie spadła z jego powiek. Inni uczestnicy spisku zostali ukarani w podobny sposób, a tym samym stłumiono pierwszy bunt w dziejach Republiki. 

Posłom królewskim oczywiście odmówiono w tych warunkach zwrotu królewskiej własności, a prywatne tereny króla Tarkwiniusza za miastem, zostały poświęcone pradawnemu rzymskiemu Bogu wojny - Marsowi i dzięki temu powstało tam sławne Pole Marsowe (Campus Martius), gdzie odtąd odbywały się Zgromadzenia Ludowe, a w zwykłym czasie igrzyska i ćwiczenia młodzieży. Wszystkich krewnych króla odesłano do jego obozu (w tym - z nieznanych powodów - również drugiego konsula Tarkwiniusza Kollatyna). Na opróżnione stanowisko drugiego konsula wybrano Publiusza Waleriusza, który wraz z Juniuszem Brutusem stali się ojcami nowego ustroju. Ale Republika (Res Publica - czyli "Rzecz Wspólna") była młodziutka, wręcz wydawała się być noworodkiem, któremu wszystko trzeba układać na nowo. Poza tym tak naprawdę nie była "Wspólna", o wszystkim decydowała i tak grupa najmocniejszych obywateli, a cała reszta ludu tak naprawdę pozbawiona była wpływu na politykę swego miasta (dysproporcja pomiędzy patrycjuszami a plebejuszami była również kwestii małżeństw, łączone małżeństwa pomiędzy tymi dwoma grupami były zakazane przez prawo, co również było jawnym symbolem dyskryminacji). Wiele panowało nieścisłości i niejasności np. w kwestii składania ofiar bogom. Kto teraz po - obaleniu monarchii - miał składać ofiary, skoro do tej pory tę funkcję pełnił król? Miał to czynić wybieralny na rok urzędnik polityczny? A co jeśli bogowie się obrażą na taką zniewagę i ześlą na miasto jakieś nieprawdopodobnie wielkie nieszczęścia? To wcale nie było bezpodstawne, ludzie wówczas żyli w ciągłym strachu przed bogami, gdyż wszystko co ich otaczało było groźne, a to prowadziło albo do znalezienia sposobu zapobieżenia niebezpieczeństwu, albo też jakiejś formy ochrony. Lucjusz Juniusz Brutus zaproponował więc powołanie dożywotniej funkcji kapłana z tytułem "rex sacrorum" (czyli "król ofiar"). Miało to zastąpić funkcję królewską przy składaniu ofiar bogom i jednocześnie... jakoby ich oszukać, aby nie zostali upokorzeni jednorocznym urzędnikiem w roli ofiarnika (to też pokazuje że Rzymianie swoich bogów mieli za mało inteligentnych 😉).




Jeszcze w tym samym 509 r. p.n.e. król Tarkwiniusz Pyszny postanowił zbrojnie odzyskać miasto. Zwerbował chętnych do tej walki (główni Etrusków) i wysłał do boju swego drugiego syna Arunsa Tarkwiniusza. Była to pierwsza bitwa Republiki stoczona pod Rzymem i zakończyła się ona co prawda zwycięstwem Rzymian, ale ich dowódca i jednocześnie konsul Lucjusz Juniusz Brutus poległ w tym starciu. Cały Rzym opłakiwał jego śmierć, a rzymskie matrony nosiły po nim żałobę przez cały rok, pamiętając jego wystąpienie w obronie czci Lukrecji. Nowym konsulem roku 509 p.n.e. został więc w miejsce poległego Brutusa Marek Horacjusz. Jego kolega na urzędzie Publiusz Waleriusz wprowadził zaś prawo, na mocy którego konsul nie mógł teraz samodzielnie skazać na śmierć obywatela rzymskiego, tylko musiał oddać go pod sąd ludu ("lex Valeria de provocatione" - czyli prawo Waleriusza o odwoływaniu czy też delegowaniu). Było to jednym z kośćców istnienia ustroju rzymskiego nie tylko w czasach Republiki, ale również w czasach Cesarstwa, a nawet po upadku Imperium Rzymskiego prawo to weszło do prawodawstwa państw narodowych, które powstały następnie w Europie. Oznaczało ono po prostu że nikt nie mógł skazać obywatela rzymskiego, który zawsze miał prawo odwołać się od decyzji sędziego do ludu, a potem do cesarza (z tego prawa skorzystał chociażby św. Paweł, który został oskarżony o wywołanie zamieszek w Świątyni Jerozolimskiej i przewieziony do więzienia w Cezarei Nadmorskiej, gdzie miał być sądzony i zapewne zostałby skazany na śmierć. Jako że jednak miał on obywatelstwo rzymskie, stwierdził że przysługuje mu prawo odwołania się do cesarza, co spowodowało że cesarz musiał osobiście rozpatrzyć jego sprawę, a z tego powodu został też przewieziony do Rzymu, gdzie ostatecznie został ułaskawiony). Był to więc jeden z fundamentów nowego ustroju państwa rzymskiego. Za tę ustawę Waleriusz otrzymał od ludu rzymskiego przydomek "Publicola" (czyli "Miłośnik ludu" czy też Dbały o lud"), oraz grunt na wzgórzu Welia. Ponieważ jednak - jak to często bywa przy tego typu przewrotach -wkrótce wśród obywateli gruchnęła plotka, że Waleriusz zamierza tam zbudować sobie zamek i żyć jak król, ponoć opuścił on to miejsce i wzniósł sobie dom u podnóża owego wzgórza. Jego zaś kolega na urzędzie Marek Horacjusz oficjalnie w idy wrześniowe (13 września 509 r. p.n.e.) otworzył wybudowaną wreszcie w całości Świątynię Jowisza Najlepszego Największego i Trójcy Kapitolińskiej. Była to największa i najlepsza świątynia w mieście, symbol państwowości i symbol ustroju. To właśnie tutaj złożone były zwoje ksiąg sybilińskich, to tutaj kapłani wznosili modły i składali ofiary za pomyślność Republiki (również w czasach Cesarstwa, bo należy pamiętać że praktycznie do okresu Dominatu bez względu na fakt że panowali już cesarze czyli jednowładcy, dla Rzymian ciągle istniała Republika. Nieco zmieniona oczywiście niż pierwotnie, ale wciąż była to Republika, dlatego też nazwa Cesarstwo nie funkcjonowała w czasach starożytnego Rzymu), to tutaj też każdy młody Rzymianin osobiście udawał się do owej Świątyni, aby złożyć ofiarę, gdy z chłopca stawał się mężczyzną, czyli przywdziewał togę męską (było to między 15 a 17 rokiem życia). To tutaj też kończyły się wszystkie triumfy. 

Świątynia była wręcz wbudowana w naturę Rzymian i Rzymu (doszło do tego, że gdy we wrześniu 394 r. Cesarz Flawiusz Teodozjusz Wielki pokonał nad rzeką Frygidus w północnej Italii, buntowników Arbogasta i Eugeniusza, a następnie zawitał na chwilę do Rzymu - wówczas przebywając prawie na stałe w Mediolanie lub w Konstantynopolu - to właśnie tutaj napotkał największy opór przy wprowadzaniu obowiązku wyznawania religii chrześcijańskiej. Wielu senatorów (nie mówiąc już o zwykłych mieszkańcach miasta) nie zamierzało rezygnować z religii swych praojców. Powstał wówczas spór pomiędzy senatorami a cesarzem właśnie na temat wyznawania pierwotnej religii rzymskiej. Deklarowano więc że Rzym istnieje już od 1200 lat nieprzerwanie właśnie dzięki łasce bogów i temu, że oddaje się im tu cześć i składa ofiary. Jeśli teraz zaniecha się tych praktyk, zgasi święty płomień Westy i przestanie oddawać cześć Jowiszowi Największemu, Najlepszemu - nie wiadomo co wówczas stanie się z miastem i całym rzymskim światem. Cesarz jednak nie dawał za wygraną, przyjął chrzest już na początku 380 r. leżąc obłożnie chorym w Tesalonice i oczekując śmierci lada dzień. Wyzdrowiał jednak i zaraz potem wydał swój pierwszy z wielu tego typu nakazów, a mianowicie określających religię chrześcijańską (rytu nicejskiego) za jedyną istniejącą w całym Cesarstwie i nakazywał wszystkim mieszkańcom Imperium, aby od tej pory wyznawali tylko chrześcijaństwo nicejskie. Było to pierwsze jeszcze nie tak dramatyczne, ale jednak już zerwanie z dotychczasową polityką tolerancji religijnej, która panowała od 313 roku (czyli od edyktu mediolańskiego cesarzy Konstantyna Wielkiego i Licyniusza, chociaż w Galii, Hiszpanii i Brytanii weszła w życie już w 311, w Italii i Afryce Północnej w 312 i dopiero potem w całym Imperium w 313), która po latach prześladowań i podziemnego wyznawania chrześcijaństwa, dopuszczała tę religię, jako pełnoprawną religię rzymską, wraz z innymi kultami pogańskimi. Od tej pory świątynie pogańskie stały obok kościołów chrześcijańskich i w ogromnej większości nie dochodziło między nimi do żadnych konfliktów. Edykt z Tesalonik Teodozjusza był pierwszym, który tę zasadę łamał. W lutym 391 r wydana została druga tego typu ustawa, która definitywnie zabraniała wyznawania religii pogańskiej, świątynie bogów miały być zamknięte lub zamienione w świątynie chrześcijańskie (w tym celu należało odpędzić dawne "demony", czyli taką świątynię należało całkowicie oczyścić). To właśnie wówczas tłum w Aleksandrii zniszczył Serapejon i Wielką Bibliotekę. 




Jednak dopiero w ustawie z listopada 392 r. cesarz Teodozjusz definitywnie zabraniał wyznawania jakichkolwiek kultów pogańskich. Ci, którzy nadal wyznawaliby dawne kulty, mieli mieć zamkniętą drogę kariery politycznej i wojskowej, ale przede wszystkim ustawa ta godziła w religię ludową, szczególnie wyznawaną na wsiach, gdzie powszechne były ołtarzyki ku czci bogów (również te falliczne). Teraz, jeśli ktokolwiek oplutł drzewo wstążkami, kto wzniósł niewielki ziemny ołtarzyk, kto położył tam kwiaty, kto wylał oliwę, nie mówiąc już o składaniu krwawych ofiar, ten tracił swoją posiadłość. I w ustawie tej nie było różnicy pomiędzy faktem, że właściciel posiadłości nie wiedział co też inni wyprawiają na jego ziemi, chociaż w tym przypadku przewidziane były kary finansowe. Wszyscy, którzy byli świadkami takiego świętokradztwa (jak twierdziła ustawa Teodozjusza), zobowiązani byli natychmiast poinformować o tym władze, ktokolwiek tego nie uczynił, był współwinny i był traktowany tak samo jak ci, którzy składali ofiary bogom. To właśnie ta ustawa pociągnęła za sobą definitywny upadek religii pogańskiej, która teraz - jeśli miała przetrwać - to albo musiała przejść do podziemia, albo się przeobrazić. Początkowo jeszcze przez parę lat, a czasem również dziesięcioleci udawało się zastosować tę pierwszą opcję (np. Igrzyska Olimpijskie w roku 393 już się nie odbyły, chociaż edykt Teodozjusza był tylko jednym z powodów dla których tak się stało i to wcale nie decydującym. Innym było wojenne wyludnienie znacznych połaci obszarów Mezji i Grecji, brak funduszy na kontynuowanie owych Igrzysk, a także obecność barbarzyńskich Wizygotów króla Alaryka nieopodal obszaru Olimpii, którzy w brutalny sposób rabowali, napadali i gwałcili okoliczną ludność. Tak więc kolejne Igrzyska Olimpijskie odbyły się dopiero latem 1896 r. w Atenach). W Nowy Rok 404 r. doszło do tragedii podczas munera organizowanych w Rzymie. Wówczas to na arenę Koloseum wszedł mnich Telemach, który zaczął rozdzielać walczących ze sobą gladiatorów, nawołując ich aby złożyli broń. Został zasieczony mieczami, a to spowodowało że cesarz Honoriusz definitywnie zakazał organizowania dalszych walk gladiatorów i rozwiązał wszystkie szkoły gladiatorskie w całym Imperium. Natomiast szkoła neoplatońska w Atenach działała aż do roku 529. Mimo to religia pogańska przestała być atrakcyjna i zaczęła ewoluować, dodając do chrześcijańskiego wyznania pogańskie zwyczaje i dzięki temu przetrwała, jako część religii ludowej.

Wracając jednak do Rzymu i zawarcia pierwszego układu handlowego z Kartaginą w roku 509 p.n.e. miasto z założone przez Romulusa, musiało w jakiś sposób przyciągnąć kupieckie władze Kart Hadaszt. Nim jednak przyjdziemy do Geli i Syrakuz oraz tamtejszych tyranów, a także wrócimy do Teb, Sparty i Aten, a następnie na dwór Wielkiego Króla do Persepolis i Suzy, oraz ostatecznie nad życiodajne tereny Nilu, warto słów kilka powiedzieć również o tym układzie, gdyż pomimo upadku monarchii w Rzymie, nowa rzymska Republika (która miała symboliczną twarz Lucjusza Juniusza Brutusa) pomimo utraty dotychczasowych latyńsko-etruskich powiązań i zależności z czasów monarchii, wciąż jednak była atrakcyjnym partnerem handlowym dla coraz bardziej rosnącej w siłę Kartaginy. Natomiast przydomek "Brutus" stał się synonimem republikańskich ideałów i bardzo dobrze wiedział o tym Gajusz Juliusz Cezar, który swego protegowanego (oraz syna swej kochanki Serwili) Marka Juniusza Brutusa, starał się Cezar nawet wysłać do Grecji, aby tylko jego nazwisko nie stało się symbolem walki z nowym ustrojem Rzymu jaki zamierzał wprowadzić Cezar. Ostatecznie mu się to nie udało.




CDN. 

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...