WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EPOKA22 - OKRES NOWOBABILOŃSKO-MEDYJSKI (612 p.n.e. - 550 p.n.e.). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EPOKA22 - OKRES NOWOBABILOŃSKO-MEDYJSKI (612 p.n.e. - 550 p.n.e.). Pokaż wszystkie posty

21 stycznia 2026

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. III

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII
ISTNIAŁ MATRIARCHAT?





I
STAROŻYTNY EGIPT
BOSKIE MAŁŻONKI AMONA-RE
(ok. 1140 r. p.n.e. - 525 r. p.n.e.)
Cz. III


NITOKRIS I



Od chwili zdobycia niepodzielnej władzy na Deltą przez nowego faraona Psametyka I i ostatecznym wypędzeniu przez niego Asyryjczyków z egipskiej ziemi (653-651 p.n.e.) stanęły teraz przed nim dwa kluczowe problemy do rozwiązania. Pierwszym było rozwiązanie kwestii przynależności politycznej Górnego Egiptu, którym wciąż władał (jako nomarcha czyli gubernator) niejaki Mentuemhat - wojowniczy Murzyn, któremu już raz udało się uchronić królewskie Teby przed armią asyryjską {w 666 r. p.n.e.}), ale ich inwazja z 664 r. doprowadziła do całkowitego zniszczenia tego miasta. Mentuemhat został powołany na stanowisko nomarchy jeszcze przez króla Taharkę (ostatniego wielkiego, czarnoskórego władcę Egiptu i Nubii) i teraz, choć Taharka zmarł (664 r. p.n.e.), a władzę po nim objął jego krewniak - niejaki Tantamani (który uciekł do Nubii i już więcej nie podejmował prób odzyskania Egiptu), Mentuemhat nadal okazywał swą lojalność czarnoskóremu królowi z nubijskiej Napaty i dla Psametyka - któremu zamarzyło się ponowne zjednoczenie Egiptu pod władzą jasnoskórych władców północy, taka sytuacja była nie do zaakceptowania. Drugim problemem przed którym stanął nowy władca, była właśnie władza czarnoskórej Boskiej Małżonki Amona-Re w Tebach, córki zmarłego Taharki - Amenardis II. A należy pamiętać że nienawiść faraonów Delty (XXVI Dynastia) panujących z Sais do czarnoskórych władców z Napaty, którzy zajęli Górny Egipt jeszcze za króla Pianchi (737-736 r. p.n.e.), a następnie opanowali Deltę (727-726 p.n.e. i tym samym podbili cały kraj), była znacznie większa niż do Asyryjczyków. Trudno też się temu dziwić, zważywszy że przedstawiciele rodu Psametyka doświadczyli wiele cierpienia z rąk Nubijczyków, a przodek tego króla - Bokchoris (który, jak twierdzą egipskie przekazy był mądrym i walecznym władcą, który pragnął zjednoczyć państwo i wypędzić z kraju Asyryjczyków), został publicznie spalony przez poprzednika Taharki - króla Szabaki (713 r. p.n.e.). Nic więc dziwnego że zarówno ojciec Psametyka - Nechon I, jak i on sam w młodości, wyjeżdżali na dwór królewski do Niniwy, deklarując swą uległość asyryjskiemu władcy Asurbanipalowi i prosząc o wsparcie w walce z Nubijczykami.

Gdy jednak Asyryjczycy osłabli, Psametyk wzniecił przeciwko nim powstanie (konfederacja dwunastu książąt) i wypędził ich z kraju. Zwycięstwo to, obudziło w Egipcjanach nowe pokłady narodowego entuzjazmu (tym bardziej że Psametyk porównywał wygnanie Asyryjczyków z wypędzeniem Hyksosów z czasów XVII i XVIII Dynastii - lata 40-te XVI wieku p.n.e. i tym samym przewidywał kolejny okres egipskiej potęgi pod swoim i swych następców panowaniem - po zwycięstwie nad Hyksosami XVIII Dynastia stworzyła z Egiptu prawdziwe supermocarstwo Morza Śródziemnego). Tak więc rozprawa z "pozostałościami okupacji nubijskiej" (jak oficjalnie nazywano rządy dynastii nubijskiej w Egipcie) była już raczej prosta, Psametyk ustanowił swojego nomarchę dla Górnego Egiptu, który rezydował w Edfu. To on pobierał wszelkie daniny płynące od Elefantyny do Teb, tak więc niewiele tego spływało zarówno do Mentuemhata, jak i do Boskiej Małżonki Amona-Re - Amenardis II. W ten sposób - odcinając ich od pieniędzy - najpierw pozbył się Mentuemhata (uwięził go a potem skazał na śmierć), a następnie wymógł uległość na Amenardis, zmuszając ją by przyjęła na swą następczynię jego córkę, przyszłą Boską Małżonkę - Nitokris I (ok. 655 r. p.n.e.). Na Amenardis II kończy się panowanie czarnoskórych kapłanek Amona-Re (zapoczątkowane przez Amenardis I w 714 r. p.n.e.) a Nitokris I otwiera nową listę jasnoskórych Egipcjanek, Boskich Małżonek. Była ona piątą kapłanką Amona-Re od czasu gdy zlikwidowano tytuł Arcykapłana i oddano królewskim córkom realną władzę religijną w państwie (potem jednak tytuł ten przywrócono, ale arcykapłani pełnili od tej pory jedynie funkceę religijne, natomiast polityczny i gospodarczy zarząd nad Tebajdą spoczywał w ręku Boskich Małżonek). Nad jej bezpieczeństwem czuwał (z armią nowo zaciągniętych greckich najemników) nomarcha Herakleopolis - Sematauitefnach. Amenardis II była jeszcze tolerowana, ale nie miała już praktycznie żadnej władzy, o wszystkim bowiem decydowała jej uczennica - Nitokris I.




Długie panowanie Psametyka I (664-610 r. p.n.e.) rzeczywiście doprowadziło do nowego odrodzenia Egiptu, no może już nie w tej samej skali co w czasach XVIII Dynastii, ale zmiany widać było praktycznie wszędzie. Jak już wsponiałem, zwycięstwo nad Asyryjczykami i Nubijczykami ożywiło w Egipcjanach uczucia narodowej wspólnoty. Niszczono więc wszystko, co tylko przypominało czasy okupacji (Asyrii i Nubii), obalano posągi dawnych czarnoskórych władców (nie wszystkich jednak, bowiem 15-letnie rządy Szabaki wspominano w Egipcie bardzo dobrze, bezpiecznie i ostatnio i to właśnie on - jako jedyny czarnoskóry nubijski władca - został upamiętniony w czasach narodowego odrodzenia za rządów XXVI Dynastii {nawet miał swoją własną ulicę w Memfis}, gdzie niszczono wszelkie przejawy kuszyckiej obecności w Górnym i Dolnym Egipcie) ścierano na proch tablice zapisane ich rozporządzeniami i atakowano tych, którzy w tamtych czasach okazywali uległość czarnym władcom z Napaty (swoją drogą Psametyk I i jego ojciec również okazywali uległość Asyryjczykom, ale jak to się mówi - zwycięzców nikt sądzić ani rozpamiętywać ich win nie będzie). Atakowano więc tych, którzy już się obronić nie mogli i nie mieli za sobą żadnego wsparcia. Tak więc należy sobie wyobrazić w jak trudnej sytuacji znalazła się sama Amenardis II, która wciąż oficjalnie pełniła funkcję Boskiej Małżonki. Była przecież żywym przykładem dawnych czasów, dawnej okupacji i jedynie pozycja Nitokris I (która już wówczas realnie sprawowała władzę) jako córki zwycięskiego faraona i przyszłej kapłanki Amona-Re, zapewniała jej bezpieczeństwo. Nie była jednak szanowana (podczas publicznych uroczystości stała obok swej uczennicy, która realnie odprawiała kult, a po jego zakończeniu podążała za nią, co było odwróceniem kapłańskiego porządku (mistrzyni-uczennica).

W ogóle w tamtym czasie objawiła się wśród Egipcjan (rzadko spotykana, ale żywa w czasach wielkich politycznych przesileń) niechęć (a nawet nienawiść) do obcych. Powszechnie nawiązywano do dawnych czasów wielkości, do tradycji przodków, deklarując swą pogardę dla innych ludów (Nubijczyków, Libijczyków, Asyryjczyków, Izraelitów czy też... Greków). Po wypędzeniu Nubijczyków i Asyryjczyków jedynymi obcymi którzy przebywali jeszcze na egipskiej ziemi, byli najemni żołnierze greccy, libijscy i izraelscy. To budziło niechęć wśród Egipcjan, którzy wręcz demonstrowali swe przywiązanie do "czysto" egipskich, dawnych wzorców, tradycji, zachowań i postaw. Egipcjanie uważali Libijczyków za swoje sługi i wręcz za niewolników (tak było od najdawniejszych czasów), Izrael i Judę za swe satelity, a do Greków (którym wiele zawdzięczali, jako że w armii Psametyka -  która wypędziła Asyryjczyków - służyło mnóstwo greckich najemnych żołnierzy), odczuwali pogardę, którą manifestowano publicznie (żaden Egipcjanin nie odważyłby się wówczas publicznie użyć jakiejkolwiek rzeczy należącej do Greka, uważając to za hańbiące). Grecy byli opluwani i obrażani i jeśli nie pozostawali we własnych koszarach (z których potem rosły nowe greckie miasta na egipskiej ziemi), bywali też i fizycznie atakowani. Egipcjanie, po bardzo długim okresie niewoli i schylania karku przed kolejnymi "obcymi panami", mieli już tego naprawdę dosyć i teraz sami pragnęli stać się panami tych, których niegdyś się obawiali. Temu właśnie służyło odrodzenie narodowe i powrót do dawnych czasów egipskiej świetności. Odrodzenie to było demonstrowane w praktycznie każdej formie od używania narzędzi, ubiorów i fryzur typowo egipskich, po powrót do dawnych, sięgających czasów Starego Państwa form kultu pogrzebowego (stawiano sobie mastaby na wzór dawnych przodków i zapisywano ściany hieroglifami z "Tekstów Piramid", które zastąpiły niezwykle popularne w czasach Nowego Państwa papirusy "Księgi Zmarłych"). Uczono się dawnych form pisma hieroglificznego, odrzucając znane już wówczas pisma obce (azjatyckie czy też greckie) i uważano to za niezwykłe wyróżnienie i szacunek dla przodków. 






Za Psametyka I odrodziła się też egipska gospodarka, sztuka (rzeźby z okresu saickiego wykonywano z taką starannością i dokładnością detali - wzorując się na dawnych twórcach Starego, Średniego i Nowego Państwa - że dziś doprawdy bardzo trudno na pierwszy rzut oka jest odróżnić te dzieła). Władca ten nie prowadził już więcej wojen, co zapewniło krajowi spokój wewnętrzny i dostatek (Egipcjanie mogli rzeczywiście uznać że dobrobyt czasów Psametyka jest tym samym z okresu wielkości XVIII i XIX Dynastii - chociaż w tamtych czasów przecież nikt nie pamiętał), a zmarł w 610 r. p.n.e. zapewniwszy własnemu rodowi panowanie nad Egiptem (jego syn - Nechon II został kolejnym faraonem, a córka Nitokris I sprawowała najwyższą władzę religijną w kraju). Tymczasem ok. 640 r. p.n.e. (po piętnastu latach upokorzeń) zmarła ostatnia czarnoskóra Boska Małżonka - Amenardis II, a Nitokris oficjalnie już przejęła pełnię władzy (co ciekawe, należy pamiętać że córka Psametyka I została przysłana Amenardis jeszcze jako mała dziewczynka i musiało to wyglądać dość komicznie gdy ona, jeszcze jako dziecko lub nastolatka, sprawowała główne uroczystości kultowe, a Amenardis stała obok niej, niczym jej uczennica). Jej rządy były długie i przypadały właśnie na okres ponownego odrodzenia (gospodarczego i kulturowego) Egiptu. Podczas jej rządów (pełniła swój urząd aż do śmierci w roku 586 p.n.e.), aż dwukrotnie wybierała swoje następczynie - pierwsza dziewczyna - Szapuseneb III pełniła ten urząd wraz z nią, jednocześnie ucząc się do objęcia samodzielnych rządów, ale nie było jej to dane, gdyż nie dożyła do śmierci swej mentorki i jednocześnie ciotki (była córką brata Nitokris - Nechona II). Boska Małżonka wybrała więc kolejną dziewczynę, córkę swego bratanka i jednocześnie kolejnego faraona Psametyka II - Anchnesneferibre. Będzie to już ostatnia samodzielna Boska Małżonka Amona-Re przed podbojem kraju przez Persów w 525 r. p.n.e. i likwidacji tytułu Boskiej Małżonki Amona-Re




Anchneseferibre została oddana Nitokris zapewne jeszcze jako niemowlę (ok. 595 r. p.n.e.) i aż do śmierci swej mentorki w 586 r. p.n.e. była pod jej opieką i nauką. Objęła samodzielne rządy jako... (ok.) dziesięcioletnia dziewczynka i pełniła je aż do swej śmierci w 525 r. p.n.e. Egipt wciąż opływał w dostatki, skarbiec był pełny więc Nechonowi II zamarzyło się odbudowanie imperium azjatyckiego z czasów Totmesa III Wielkiego i jego następców. Jeszcze za życia swego ojca został wysłany na kampanię morską wzdłuż brzegów Palestyny i Syrii (612 r. p.n.e.), mającą dopomóc upadającemu państwu asyryjskiemu. Ale niewiele to pomogło oblężonej Niniwie, po której zdobyciu stąpał wśród zgliszczy i trupów, zwycięski wódz (tartan armii babilońskiej), syn króla Babilonu Nabopolasara - Nabuchodonozor, który w kilka lat później obejmie tron jako Nabuchodonozor II. Po objęciu władzy Nechon II postanowił zająć część rozsypanego terytorium Asyryjczyków i z potężną armią (złożoną w dużej mierze z greckich najemników) wkroczył do Syro-Palestyny. W lipcu 609 r. p.n.e. starł armię króla Judy - Jozjasza (który dla bezpieczeństwa sprzymierzył się z Babilończykami) w bitwie pod Megiddo. Następnie ruszył dalej na północ dochodząc do potężnego miasta Kadesz, które zdobył. Postanowił też połączyć swe siły z ostatnim władcą asyryjskim Assur-uballitem, który w rejonie Harranu próbował organizować jakąś formę obrony. Nechon dobrze kalkulował iż sojusz z upadłym państwem asyryjskim jest w obecnej sytuacji znacznie korzystniejszy, niż ze zwycięskimi Medami i Babilończykami, którzy mogliby w przyszłości zagrozić jego państwu, jednak Assur-uballit poniósł klęskę pod Harranem i ślad po nim zaginął (prawdopodobnie zginął), tak więc Nechon umocniwszy swą władzę nad Syrią i Palestyną, wrócił do Egiptu. W drodze powrotnej zawezwał króla Joazosa (który objął tron po śmierci swego ojca Jozjasza w bitwie pod Megiddo) do miasta Amata na naradę, po czym uwięził go i ofiarował tron Judei jego przyrodniemu bratu - Eliakimowi i określił daninę, jaką odtąd mieli płacić Żydzi - sto talentów srebra i jeden talent złota.


OSTATECZNA KLĘSKA ASYRYJCZYKÓW POD HARRANEM 
(609 r. p.n.e.)



Jednak po dojściu do władzy Nabuchodonozora II (605 r. p.n.e.) ten ruszył z armią na miasto-twierdzę Karkemisz, stanowiącą bramę do egipskiej Syrii i Palestyny. Nechon II zadziałał błyskawicznie organizując odsiecz, ruszył na północ na spotkanie z Nabuchodonozorem. Tam właśnie, pod owym miastem doszło do pamiętnego starcia, które zakończyło się klęską Egipcjan i utratą przez nich całej Syrii oraz Palestyny, która przeszła teraz pod kontrolę Babilonii. Tak skończyły się ambitne plany odzyskania dawnej mocarstwowości i dawnych azjatyckich ziem. W 598 r. p.n.e. Nabuchodonozor planował wielką wyprawę na Egipt, ale nic z tego nie wyszło, bowiem zbuntował się przeciwko niemu król Judy Eliakim; tak więc armia, która miała uderzyć nad Nilem, musiała zdobywać Jerozolimę (którą zdobyto w 597 r. p.n.e. uśmiercając króla Eliakima, którego Nabuchodonozor zakazał pochować, zrzucając ciało za mury, a 3000 mieszkańców powiódł do niewoli, mianując nowego króla - Joachina a następnie Sedecjasza). Tymczasem Nechon II, który musiał się pogodzić z utratą azjatyckich zdobyczy, postanowił inną drogą zdobyć nowe ziemie i tak oto po 605 r. p.n.e. wysłał fenickich żeglarzy w śmiałą misję opłynięcia całej Afryki. Fenicjanom zajęło to trzy lata, a gdy powrócili szczęśliwie, postanowił zbudować ogromną flotę, dzięki której miał jeszcze nadzieję na odzyskanie azjatyckich posiadłości. Te jego marzenia przerwała jednak śmierć (595 r. p.n.e.), a na tron jako kolejny faraon wstąpił jego syn - Psametyk II.


KLĘSKA EGIPCJAN POD KARKEMISZ
(605 r. p.n.e.)



Zorganizował on zbrojną wielką wyprawę do Nubii (593 r. p.n.e.), angażując do tego celu zarówno Greków, Izraelczyków jak i Egipcjan (Grekami dowodził Psametyk- syn Teoklesa, Żydami - niejaki Potasimto, zaś Egipcjanami - Amazis). Znane są imiona greckich najemników z tej kampanii, takie jak Arkon i jego brat Pyton synowie Amoibikosa, Pelekos zwany "Toporem" syn Eudamosa i Anaksanor z Jalysos. Po splądrowaniu Nubii (która wówczas cofnęła się w rozwoju od czasów króla Taharki i jego poprzedników), dotarciu do II katarakty Nilu, oraz zdeflorowaniu nubijskich dziewcząt, armia ta z powrotem powróciła do Egiptu. Psametyk II zmarł ok. 590 r. p.n.e. (zapewne w 589 lub 588 r. p.n.e.) a po nim na tron wstąpił jego syn - Apries (zwany również Apronem), przedostatni wielki władca Egiptu przed podbojem kraju przez Persów. A tymczasem w Tebach umiera sędziwa Nitokris I (licząca sobie już wówczas zapewne jakieś 80 parę lat), pozostawiając urząd i władzę zaledwie dziesięcioletniej dziewczynce, córce Psametyka II - Ancheseneferibre (której prawdopodobnie w jej obowiązkach pomagała matka - Tachuit, ale jeśli nawet tak było, to zapewne tylko za przyzwoleniem faraona Apriesa, gdyż Tachuit była zwykłą haremową konkubiną Psametyka II i nie pochodziła z wielkiego rodu).


WIELKA WYPRAWA DO NUBII
(593 r. p.n.e.)



CDN.

17 października 2025

SŁOWA KTÓRE UCZĄ MYŚLEĆ - Cz. II

CZYLI SENTENCJE I AFORYZMY OD STAROŻYTNOŚCI PO WSPÓŁCZESNOŚĆ





Dziś aforyzmy wygłaszane przez... byłych niewolników



EPIKTET




Urodził się ok. 50 roku naszej ery we Frygii, w mieście Hierapolis (należącym wówczas do rzymskiej prowincji Azji), jako syn niewolników i sam los ten odziedziczył. Został następnie kupiony przez Epafrodyta (sekretarza i wyzwoleńca cesarza Nerona), a imię "Epiktet" ("epiktetos") oznaczało właśnie "kupiony". Został wyzwolony wkrótce po śmierci Nerona w roku 68. Będąc jeszcze niewolnikiem (za zgodą swego pana) zgłębiał filozofię stoicką u Muzoniusza Rufusa. Potem przebywał i nauczał w Rzymie aż do roku 93 (notabene, w tymże roku Domicjanowi został przedstawiony Apoloniusz z Tyany - bohater innej serii tematycznej którą rozpocząłem, a którego ja sam zwę kimś w rodzaju pogańskiego Chrystusa. Wcześniej Apoloniusz przebywał już w Rzymie u cesarzy Wespazjana i Tytusa, natomiast w roku 93 miał on prawie lat 90, więc był już starcem), w którym to roku cesarz Domicjan wygnał wszystkich filozofów z Italii, wówczas Epiktet przeniósł się do Nikopolu w Epirze, gdzie również nauczał wielu uczniów. Jednym z nich był późniejszy historyk Arian, który dzięki swym zapiskom (pisanym na bieżąco z wykładów Epikteta), wydał następnie dwie księgi. Pierwszą były "Rozmowy", a drugą "Podręcznik moralności" dzięki którym wiemy czego nauczał Epiktet, a dzieła te wywarły silny wpływ na filozofię Marka Aureliusza - bohatera poprzedniej części tej serii. Filozofia Epikteta skupiała się głównie na moralności, chociaż on sam nie odrzucał ani logiki, ani też innych aspektów filozofii. Zmarł ok. roku 135 w czasie, gdy Rzym przeżywał swój najwspanialszy okres, gdy kultura grecko-rzymska była uważana za jedyną ostoję przed barbarzyństwem, a cywilizacja rzymska wydawała się być nieśmiertelną. Oto wybrane sentencje Epikteta:




"Droga do szczęścia jest tylko jedna, przestać zamartwiać się rzeczami, na które nie mamy wpływu"

"Jeśli chcesz być dobrym człowiekiem, musisz sam uważać się za złego"

"Jeśli chcesz żeby ludzie mówili o tobie dobre rzeczy, sam nie mów źle o innych"

"Opanuj swoje pasje - albo one opanują Ciebie"

"Natura dała ludziom jeden język i dwoje uszu, abyśmy częściej słuchali innych, niż sami mówili"

"Los jest mrocznym więzieniem dla ciała i złem dla duszy. Kto jest wolny w ciele, a nie w duszy, jest niewolnikiem, a ten, kto jest związany fizycznie, a wolny duchowo, jest naprawdę wolny"

"Nie ma nikogo, kto kochając pieniądze, przyjemności i sławę, kocha jednocześnie ludzi. Kocha ich jedynie ten, kto kocha cnotę"

"Jeśli zostaniemy zaproszeni na obiad, jemy to, co nam podają. Tymczasem w życiu żądamy od bogów tego, czego nie mogą nam dać, a poza tym wciąż żądając od nich tego, nie dostrzegamy że i tak już wiele nam dali"

"Ludzie którzy są dumni z tego, co nie jest w naszej mocy, są zabawni. Jeden mówi: "Jestem lepszy od ciebie, mam dużo ziemi, a ty umierasz z głodu". "Jestem byłem konsulem" - mówi drugi. "Jestem prokuratorem" - usłyszysz od trzeciego. "Mam kręcone włosy" - mówi czwarta. Tymczasem koń nie powie do konia: "Jestem lepszy od ciebie, bo mam dużo paszy, mnóstwo owsa, moja uzda jest ze złotym nacięciem, moja derka jest kolorowa", tylko: "Jestem lepszy od ciebie, bo jestem szybszy". Ogólnie rzecz biorąc każde zwierzę jest lepsze lub gorsze wyłącznie według swoich zalet lub wad. Czy naprawdę tylko ludzie nie cenią wartości moralnych? Czy naprawdę powinniśmy zwracać uwagę tylko na ubiór, włosy i pochodzenie?"

"Zadaj sobie pytanie czego chcesz: bogactwa czy szczęścia? Jeśli jest bogactwo, wiedz, że nie jest ono ani dobre, ani nie jest w twoich rękach. Jeśli szczęście istnieje, upewnij się, że jest ono dobre i jest w twojej mocy, gdyż los daje nam okazję na bycie szczęśliwym tylko przez chwilę, lecz to od nas samych zależy jak długo ta chwila potrwa"

"Jeśli zobaczysz żmiję, jadowitego węża lub skorpiona w pudełku z biżuterią z kości słoniowej lub złota, nie będziesz ich kochał i nie będziesz chciał ich mieć, a zaczniesz na nie patrzeć z obrzydzeniem, jak na jadowite zwierzęta. Tak więc, gdy spotykasz bogatych ludzi, hojnie obdarzonych przez los, ale okrutnych i złośliwych, nie raduj się ich pięknym wyglądem, ale gardź nimi za ich wady"

"Kiedy jesteś na kolacji pamiętaj, leczysz dwóch gości - ciało i duszę. To, co dasz swojemu ciału, wkrótce stracisz, ale to, co dasz swojej duszy, pozostanie z Tobą na zawsze"

"Spójrz na osobę, z którą rozmawiasz z trzech punktów widzenia. Uważaj ją albo za lepszą od siebie pod względem rozwoju umysłowego, albo za gorszą, lub równą tobie. Jeśli jest mądrzejsza, słuchaj jej i bądź posłuszny; jeśli jest głupsza, sam jej doradź; a jeśli dorównuje ci inteligencją, zgódź się z nią. Mając to na uwadze, nigdy nie przyzwyczaisz się do kłótni"

"Prawda zwycięża sama, opinia zwycięża dzięki innym, zatem lepiej zgodzić się z prawdą i porzucić fałszywą opinię, niż zgodziwszy się z fałszywą opinią, dać się pokonać prawdzie"

"Lepiej żyć z jedną osobą o wysokiej duszy, być spokojnym i niezależnym, niż prowadzić nędzne życie w towarzystwie wielu"

"Czego nie życzysz sobie, nie życz innym. Jeśli nie pragniesz być niewolnikiem, nie zamieniaj też i innych w niewolę. A skoro nie możesz obejść się bez usług niewolników, to sam też jesteś niewolnikiem"

"Kiedy zapytano właściciela statku Lampidasa, jak to jest zdobyć bogactwo, odpowiedział: "Wielkie bogactwo jest łatwe, ale małe pieniądze są trudne do zdobycia"

"Kiedy Pittakus zapytał milczącego przy stole Solona dlaczego się nie odzywa - czy to dlatego, że nie znalazł tematu do rozmowy, czy też z głupoty. Otrzymał odpowiedź: "Żaden głupiec nie może milczeć przy stole"

"Nie dekoruj ścian swego domu marmurem eubejskim czy spartańskim - udekoruj serca swych współobywateli i ich władców owocami greckiego oświecenia. Bowiem to nie kamienie i drewno stanowią fundament państwa, lecz umysły jego obywateli"

"Aby Słońce wzeszło, nie potrzeba do tego ani modlitw ani zaklęć. Nie oczekuj więc że oklaski i pochwały okażą się dobre, abyś czynił dobre uczynki. Czyń dobre uczynki dobrowolnie i bez inspiracji, a będziesz kochany jak słońce"

"Podobnie jak statek nie stoi sam na kotwicy, tak i życie nie opiera się jedynie na nadziei"

"Lepsza jest śmierć, niż haniebne życie"

"Pyrron powiedział że nie ma różnicy pomiędzy życiem a śmiercią, a zapytany dlaczego nie chciał umrzeć, odpowiedział: "Ponieważ życie i śmierć to to samo"

"Czego nie należy robić, tego nie rób nawet w myślach"

"Unikaj przyjaźni złych ludzi i wrogości dobrych ludzi. W chwili nieszczęścia poznasz przyjaciela, a wroga zdemaskujesz"

"Czy mądrym jest ten, kto rozmawia z wieloma filozofami? A czy bogatym staje się ten, kto przystaje z bogaczami?"

"Szczęście, podobnie jak jesienne owoce należy zbierać na czas"



EZOP




Starożytny grecki bajkopisarz, ojciec gatunku baśniowego. Bez niego nie byłoby ani bajek la Fontaine, ani Krasickiego. Jego twórczość została rozpropagowana (i zyskała ogromną sławę) dzięki rzymskiemu bajkopisarzowi Fedrusowi. Ezop żył w VI wieku p.n.e. na wyspie Samos i również był niewolnikiem a potem wyzwoleńcem. Fizycznie był po prostu brzydki, jego twarz pokrywała liczne blizny, a na plecach nosił sporej wielkości garb, jednak miał w sobie dar opowiadania najróżniejszych historii i gdy tylko wchodził do karczem, ludzie gromadzili się wokół niego, aby posłuchać kolejnej opowieści. Ezop należał do Ksantosa - filozofa z Samos, ale wielokrotnie pozwalał sobie na kąśliwe uwagi wobec swego pana, jego małżonki i wielu innych osób, wcześniej jednak był niewolnikiem we Frygii (gdzie też narodził się poprzedni nasz bohater Epiktet). Jego poprzedni pan wysyłał go do ciężkich prac rolnych, a ten, który nadzorował niewolników pracujących na roli, widząc kalectwo Ezopa naśmiewał się z niego i często zlecał mu najgorsze prace. Ezop w milczeniu znosił swój los, aż pewnego razu w tamte rejony zapuściło się dwóch zdrożonych kapłanów bogini Artemidy z Efezu. Ten poczęstował ich chlebem i dał im wody, za co mu podziękowali, gdyż od wielu dni byli w drodze i nic nie jedli, a żegnając się poprosili Artemidę aby dała Ezopowi szczęście. Mijały dni, a Ezop wciąż znosił swój ciężki los niewolnika na roli, widząc jak karbowy traktuje resztę niewolników. Pewnego dnia jednak, gdy tamten pobił innego niewolnika, Ezop powiedział że poskarży się panu, iż odbierając siły i zdrowie temu niewolnikowi, jednocześnie umniejsza dochody swego właściciela. Karbowy się przeraził i pierwszy doniósł właścicielowi aby czym prędzej sprzedał Ezopa, choćby nawet za połowę ceny. Właściciel wyraził na to zgodę i kazał karbowemu aby sprzedał go handlarzowi niewolników na rynku. Handlarz niewolników nie widział sensu kupować niepełnosprawnego niewolnika, ale ostatecznie karbowy przekonał go i za jedynie 3 obole Ezop zmienił właściciela. Handlarz niewolników wystawił go na rynku wraz z innymi, których również zamierzał sprzedać z zyskiem.

Zjawił się tam filozof Ksantos i podchodząc do jednego z młodzieńców (którzy stali obok Ezopa) zapytał go: "Co umiesz robić?". "Wszystko!" - odparł młodzieniec. Podszedł teraz do Ezopa i zadał mu to samo pytanie, na co ten odrzekł: "Nic!" (To jak w tym dowcipie: szef pyta swojego pracownika "Jest coś, co robisz szybko?", na co ten odpowiada "Szybko się męczę!" 😂). Zdziwiony Ksantos zapytał: "Jak to nic?", na co Ezop odparł, wskazując na młodzieńca: "Ten oto odebrał mi wszystko, dlatego mnie już nic nie zostało". Ksantosowi spodobała się ta wypowiedź i nabył Ezopa za 60 oboli, ale w drodze do domu zapytał go: "Co ja właściwie z ciebie będę miał?", "stracha na wróble" - odparł Ezop. Ksantos miał żonę, która była niezwykle wykwintną, lecz zjadliwą kobietą i co chwila odgrażała się swemu mężowi że rozwiedzie się z nim i zabierze posag, który wniosła do tego małżeństwa. Ezopa również powitała bardzo nieprzyjemnie, dlatego też postanowił ją ukarać. Przyszedł jednak czas że Ksantos postanowił opuścić Frygię i przenieść się do ojczyzny swej żony - do Jonii. Niewolnicy oczywiście musieli zająć się przenoszeniem dobytku, a Ezop jako nowo nabyty, miał prawo wyboru tego, co chce nieść. Wszyscy sądzili że wybierze najlżejszy pakunek, ale on sięgnął po kosz z owocami, który był dosyć ciężki. Inni niewolnicy śmiali się z niego i nazywali go głupcem, ale Ksantos stwierdził że Ezop nie jest głupcem, tylko jest gorliwym niewolnikiem i polecił reszcie aby brali z niego przykład. Ezop jednak nie był ani głupcem, ani gorliwcem, po prostu inteligentnie podszedł do sprawy. Wziął ze sobą kosz pełen owoców, zdając sobie sprawę, że owocy z tego kosza będzie ubywać wraz z podróżą i tak też się stało, ostatecznie więc niósł pusty kosz, śmiejąc się teraz z reszty niewolników. Na Samos żyło się Ezopowi wygodnie i dobrze, a czas upływał mu od przyjęcia do przyjęcia, gdyż Ksantos i jego żona często gościli u siebie znajomych i przyjaciół. Pewnego razu gdy goście zostawili pełny gościniec (czyli po prostu podarki dla pana domu), Ksantos polecił Ezopowi, aby zaniósł gościniec jego małżonce, dodając "Oddaj to mojej najwierniejszej". Ezop uznał że oto przyszedł czas zemsty na zrzędliwej żonie Ksantosa i przynosząc podarunki rzekł: "Pani, twój mąż polecił mi oddać te dary jego najwierniejszej", po czym wysypał je przed leżącą u stóp kobiety suką. Żona Ksantosa obraziła się i stwierdziła że wraca do domu rodziców. Kazała też małżonkowi przygotować swój posag, a ten przerażony (gdyż nie dysponował takimi pieniędzmi) skarcił Ezopa że nie uczynił tak, jak mu przykazał. Ezop odparł jednak, że zrobił dokładnie to, co polecił mu Ksantos, dodając że jego małżonka nie jest wcale jego najwierniejszą, skoro przy każdej błahostce grozi, że go zostawi i odbierze swój posag. Ksantos jednak wciąż był zły, gdyż jego małżonka rzeczywiście się wyprowadziła i polecił on Ezopowi aby sprowadził ją teraz z powrotem. Ten odrzekł: "Jutro twoja żona wróci do ciebie!", a nazajutrz udał się na rynek, gdzie zakupił ryb, owoców i mięsiwa i z tym wszystkim przechodził koło domu rodziców kobiety. Na ich zapytanie po co niesie owe smakołyki, odparł: "Mój pan urządza wesele". Gdy usłyszała to żona Ksantosa, natychmiast pobiegła do jego domu, żądając wyjaśnienia dla kogo organizuje to wesele. "Dla ciebie kochanie" - odparł Ksantos. Potem odprawiono ucztę z okazji powrotu żony Ksantosa do domu, a Ezop również wziął w niej udział. Stosunek małżonki znacznie też się zmienił, gdy zobaczyła jak bardzo zależy Ksantosowi na niej, a ten uradowany obiecał Ezopowi wolność, ale... szybko o tym zapomniał.




Niedługo potem wydarzyło się pewne zjawisko, które bardzo zaniepokoiło obywateli Samos, a mianowicie orzeł porwał pieczęć państwową, a następnie wypuścił ją ze swych szponów i spadła ona pod nogi niewolnika. Nikt nie wiedział co ta wróżba miałaby znaczyć, posłano więc po Ksantosa, który jako filozof i mędrzec powinien odgadnąć co bogowie chcieli przekazać tym aktem. Ten jednak stwierdził że już dawno przestał zajmować się wrożbiarstwem, ale ma u siebie w domu niewolnika, który potrafi przewidzieć zamiary bogów i kazał posłać właśnie po Ezopa. Ten odrzekł że wyjaśni wszystkim tu zebranym sens owej przepowiedni, pod jednym wszakże warunkiem - pragnie wolności, gdyż, jak stwierdził, nie może być tak, aby niewolnik był mądrzejszy od swego pana. Ksantos jednak nie chciał wyzwolić Ezopa, choć potęgowały się dokoła głosy "wyzwól go!" i dopiero gdy prytan (najwyższy urzędnik publiczny na Samos) zagroził że sam wyzwoli Ezopa mocą państwa, Ksantos wreszcie zgodził się i obdarzył wolnością swego niewolnika. Teraz, będąc już jednym z obywateli Samos, Ezop stwierdził że orzeł jest symbolem króla, gdyż królowie noszą właśnie wizerunek orła na swych sztandarach. "Współobywatele! Potężny wschodni król zawładnie naszą wolnością obywatelską i popadniemy w niewolę" - rzekł Ezop do zgromadzonych. Jakiś czas potem na Samos przybyli posłowie od króla Lidii - Krezusa, z żądaniem "aby wzorem mieszkańców Miletu, sąsiadów waszych" również Samos płaciła mu daninę, w przeciwnym razie niech wyspiarze gotują się na wojnę z nim. Prytan znów zebrał obywateli i nie wiedząc co czynić, zapytano Ezopa, czy lepsza jest droga wolności - grożąca wojną, czy droga niewoli - ale gwarantująca bezpieczeństwo. Ten odrzekł: "Współobywatele! Ja sam byłem niewolnikiem i powiem wam, że droga wolności uciążliwsza jest z razu i stroma, ale im dalej, tym lżejsza się okazuje. Droga niewoli przeciwnie z początku bywa gładka i przyjemna, ale im dalej, tym ciernista i cięższa się okazuje" (to prawda, tak samo było w czasie zaborów. Początkowo było wszystko ładnie, pięknie i choć oczywiście zaborcy już od początku wprowadzali swoje własne prawa w rozdartej na trzy części Rzeczpospolitej, to jednak nie było wynaradawiania, nie było germanizowania na siłę czy rusyfikacji - to wszystko pojawiło się dopiero z czasem, w kolejnych latach i dekadach, aż ostatecznie w tak zwanym "Priwislinije" nie wolno było nawet na ulicy mówić po polsku. Podobnie było w zaborze pruskim, gdzie język polski był skrupulatnie rugowany z wszelkich miejsc i urzędów. A droga wolności? No cóż, Wojna o Niepodległość, Wojna z bolszewikami, ciężkie przyprawy - prawda, mnóstwo krwi i trudów, ale udało się! Odzyskaliśmy Niepodległą, mieliśmy naszego Orła Białego i nasze dzieci nie musiały uczyć się w szkole parszywej mowy rosyjskiej czy niemieckiej na siłę, mogliśmy żyć tak, jak nam się podobało i budować naszą siłę i potęgę tak, jak na to zasługiwaliśmy. Czyli ta chwila trudu była balsamem dla przyszłych pokoleń).






Tak więc mieszkańcy Samos postanowili się bronić, a Ezop jeszcze wielokrotnie udzielał im rady. Zawsze jednak czynił to nie bezpośrednio, tylko w postaci jakiejś bajki lub przepowiedni. Gdy król Krezus dowiedział się że na Samos obywateli podburzył niejaki Ezop, wysłał ponownie swych posłów na wyspę, z propozycją iż znacznie obniży im daninę, jeśli tylko wydadzą mu Ezopa. Mieszkańcy zebrali się więc na naradę i wiele było takich głosów, aby wydać Ezopa by ocalić pokój i jednocześnie nie narazić się na niewolę. Ezop wówczas rzekł do nich: "Niegdyś wilki toczyły wojnę z owcami. Owce wiele wycierpiały na tej wojnie, ale toczyły ją z powodzeniem, gdyż pomagały im psy -owczarki, które bacznie śledziły wilki i nie dopuszczały ich do owiec. Wtedy wilki zaoferowały owcom pokój, pod warunkiem że wydadzą im owczarki. Owce w swej głupocie wydały wilkom owczarki, a te je rozszarpały. Następnie wydały owcom kolejną wojnę i ci nie mając już obrońców, również ulegli wilkom i skończyli jako ich obiad". Obywatele Samos postanowili że nie wydadzą Ezopa Lidyjczykom, ale ten (aby nie prowokować króla i nie zachęcać go do wojennych planów) postanowił sam, z własnej woli udać się do Sardes. Gdy przybył na dwór Krezusa, ten zamierzał go skazać na śmierć, ale wcześniej Ezop uprosił króla, by ten pozwolił mu opowiedzieć jedną bajkę. Ezop rzekł więc: "Rolnik zbierał szarańczę, która oblepiła jego pole i zamierzał wrzucić ją w ogień. Wtem, z roju szarańczy dobył się głos konika polnego - "Ulituj się człowieku, ja kłosom nie sprawiam szkody, ja żyję rosą niebieską i rozweselam swą pieśnią przechodniów podczas letniego upału". Rolnik postanowił oszczędzić konika polnego i od tej pory miał codzienny koncert pod swymi oknami, gdyż konik polny w ten sposób odwdzięczał się swemu dobroczyńcy. Krezus - słysząc tę opowiastkę - również postanowił darować życie Ezopowi, twierdząc, że los obdarzając go tak szpetnym obliczem, już wystarczająco go ukarał. Powiedział nawet że Ezopa nagrodzi i ten miał prawo do jednego życzenia. Ezop upadł przed królem na kolana i poprosił go o pokój dla Samos. Krezus się zgodził, a Ezop wrócił na wyspę, informując obywateli że nie grozi im już ani wojna, ani niewola ze strony Lidyjczyków. "Wy obdarzyliście mnie wolnością, więc i ja przynoszę wam wolność" - miał rzec Ezop. Obywatele ogłosili Ezopa swym wybawicielem i przyznali mu najróżniejsze zaszczyty, ale ten ich nie przyjął. Podziękował wszystkim i wyruszył w podróż po Helladzie, Tracji, Egipcie, Babilonii i kilku innych krajach - ale to już jest opowieść na zupełnie inny temat. Warto tutaj tylko jeszcze nadmienić, że Ezop zginął, będąc zrzuconym z urwiska (być może kiedyś jeszcze o tym opowiem). A wracając do sentencji tego oto człowieka, to brzmiały one następująco:


"Nie wstydź się zdobywać wiedzy nawet będąc starym. Lepiej bowiem uczyć się późno niż wcale"

"Osła można rozpoznać nawet w skórze lwa po jego krzyku"

"Prawdziwego przyjaciela poznaje się w nieszczęściu"

"Jeśli ktoś ma szczęście, nie zazdrość mu, ale raduj się razem z nim, a jego szczęście będzie twoje"

"Strach łagodzi przyzwyczajenie"




CDN.
 

25 lipca 2025

INTEGRACJA, KOLABORACJA CZY WROGOŚĆ? - Cz. II

CZYLI JAK ŻYLI GRECY
W IMPERIUM RZYMSKIM
I CZY ASYMILOWALI SIĘ 
Z RZYMIANAMI?




I
TYTUS KWINKCJUSZ FLAMININUS i
"WOLNOŚĆ WSZYSTKICH HELLENÓW"
(CZYLI OD EUFORII DO UPADKU
"PIERWSZEGO LUDU ŚWIATA")
Cz. II


Państwem spartańskim (czy raczej lacedemońskim, jak właściwie należałoby je określić), władał w tym czasie (lata 90-te II wieku p.n.e.), niejaki Nabis. Był on królem Sparty (choć przez wielu uważany był za tyrana) wywodzącym się z bocznej linii dynastii Eurypontydów. Był on już trzecim wielkim reformatorem spartańskiego ustroju III i II wieku p.n.e. Jego poprzednikami byli zaś: Agis IV i Kleomenes III. Należy bowiem stwierdzić, że choć państwo spartańskie utrzymało wolność polityczną i nie podlegało bezpośredniej kontroli Macedonii (w przeciwieństwie np. do Aten, gdzie w porcie w Pireusie stacjonował macedoński garnizon), to jednak nie było już tym samym państwem, jakie znamy z wieków wcześniejszych. Co prawda państwo to było dość bogate, a królowie posiadali liczny skarbiec, jednak znacznie więcej było biedy wśród obywateli spartańskich, którzy choć posiadali niewielkie przydziały ziemskie, to jednak na przełomie III i II wieku p.n.e. ogromna większość z nich była potwornie zadłużona, a wierzycielami pozostawała garstka najbogatszej elity spartańskiej (która w tym właśnie okresie liczyła nie więcej, niż ok. 100 osób). Zresztą wszystkich obywateli też było niewielu, zaledwie 700 (mówimy oczywiście o męskiej populacji, gdyż kobiet i dzieci w to nie wliczano). Całą resztę stanowiła ludność pozbawiona obywatelstwa i praw z tym związanych, czyli byli to albo periojkowie (grupy osób napływających z innych greckich polis, które osiadły w Sparcie i tutaj zamieszkały), hypomejoni - czyli obywatele Sparty, którzy utracili obywatelstwo (np. za długi), oraz niewolnicy państwowi, czyli heloci. 

Państwo, które mogło wystawić armię złożoną z zaledwie 700 obywateli (a jedynie obywatele Sparty/Lacedemonu mogli służyć w wojsku i nosić broń), nie mogło być wówczas żadną realną siłą w świecie, w którym potęga państw takich jak Macedonia, Egipt czy Syria - była nieporównanie większa (państwa te dysponowały armiami liczącymi od prawie 100 tys. do ponad 150/200 tysięcy żołnierzy). Dlatego też zmieniła się wewnętrzna rola i charakter tego kraju. Sparta przestała się liczyć jako ogólnogrecki podmiot, choć wciąż jej rewanżystowskie działania w stosunku do Mesenii i państw Peloponezu, budziły niepokój (nawet w Macedonii). Krajem wciąż rządzili królowie, ale prawdziwa władza była skupiona w rękach najbogatszych obywateli, członków geruzji i eforów. Władza królewska była praktycznie symboliczna i ograniczała się do zadań kultowych w czasie pokoju, oraz dowódczych w czasie wojny - prawdziwymi kreatorami polityki państwa byli właśnie eforzy (wybierani na rok w liczbie sześciu), którzy przewodzili również obradom Geruzji, czyli rady starszych (złożonej z 30 sprawujących dożywotnio swój urząd gerontów, wywodzących się z najbogatszych rodów Lacedemonu), pełniącej rolę takiego senatu doradczego dla eforów. Realna władza polityczna obywateli sprowadzała się jedynie do wyborów eforów (spośród wskazanych wcześniej kandydatów, przy czym głosów nie liczono, a jedynie nasłuchiwano kto głośniej krzyczy za danym kandydatem - co też stwarzało duże pole do nadużyć, bowiem w Sparcie obywatele na zgromadzeniu ludowym - czyli apelli, głosowali... krzycząc) i od czasu do czasu składu Geruzji (w przypadku śmierci danego geronta). 




Oczywiście "głosować" (swym gardłem) mogli jedynie mężczyźni, ale za to kobiety posiadały w swych rękach praktycznie całą potęgę finansową danego rodu, a co za tym idzie i państwa. Ziemia bowiem, będąca największym wyznacznikiem bogactwa, choć oficjalnie należała do ich mężów, w rzeczywistości to właśnie one głównie nią rozporządzały. One delegowały grupy helotów do pracy, one wreszcie gromadziły środki ze sprzedaży bogactw, jakie owa ziemia zrodziła. Można więc powiedzieć że finanse zarówno spartańskiego domu, jak i poniekąd państwa, były właśnie w rękach Spartanek. Mimo iż Sparta wewnętrznie się bogaciła, to jednak bogactwo było rozłożone nierównomiernie i wielu obywateli traciło swe prawa (wraz z ziemią) właśnie za długi, a to oznaczało, że państwo spartańskie nie było w stanie wyjść z zamkniętego kręgu zmniejszającej się populacji obywateli-żołnierzy, a co za tym idzie, niezdolne było nawet do podjęcia próby odzyskania utraconych terenów wspaniałej Mesenii, krainy pełnej pól uprawnych, które mogłyby zadowolić spartiatów. Po raz pierwszy Sparta rozpoczęła podbój Mesenii w roku 743 p.n.e. Bardzo szybko udało im się ten kraj opanować, gdyż w kilku potyczkach zwyciężyli Meseńczyków i zajęli ich stolicę - Steniklaros. Wydawało im się że wojnę już wygrali, ale król Mesenii - Eufajos polecił swym poddanym przenieść się na niedostępną górę Ithome, gdzie założyli nową stolicę. Spartanie nie zamierzali zdobywać Ithome, im bowiem chodziło o meseńskie równiny, więc zaakceptowali ten stan rzeczy. Niestety, szybko okazało się że Meseńczycy rozpoczęli wojnę partyzancką i odbijają plony, jakie już zebrali spartańscy koloniści. Nie było rady, aby zabezpieczyć swoje panowanie w tym kraju, należało zdobyć Ithome, jednak walki pod górą i jej oblężenie trwało przez prawie 19 lat, do 724 r. p.n.e. 




Przez ten czas zamknięci na górze Meseńczycy zaczęli cierpieć ciasnotę, dodatkowo pojawiły się jakieś epidemie, które dziesiątkowały obrońców. Aby więc zatrzymać nieszczęścia i uprosić odmianę losu u bogów, postanowiono złożyć Zeusowi w ofierze jedną z dziewic. Dziewicą tą miała być córka niejakiego Likiskosa (członka dynastii Ksenofontydów), który został zmuszony przez lud nie tylko do jej poświęcenia, ale także do osobistego jej zamordowania na ołtarzu Zeusa. Likiskos został do tego zmuszony zarówno przez króla Eufajosa, jak i przez lud i przysiągł że spełni ich żądanie, ale gdy nadszedł dzień złożenia ofiary z córki, okazało się że ani ojca ani dziewczyny nigdzie nie było. Pod osłona nocy zbiegli do obozu Spartan. Lud był tak wzburzony jego zdradą, że zamierzał wymordować całą rodzinę królewską jako zdrajców, ale wówczas jeden z krewniaków Eufajosa, imieniem Aristodemos zapowiedział, że złoży własną córkę w ofierze Zeusowi, w zamian za życie dla pozostałych członków swej rodziny. Lud wyraził zgodę, znów jednak okazało się że los nie sprzyjał Ksenofontydom (dynastii panującej w ówczesnej Mesenii). W obronie dziewczyny wystąpił teraz zauroczony jej pięknem młodzian, który zapowiedział publicznie, że córka Aristodemosa nie jest już dziewicą i że nosi w sobie jego dziecko. Złożenie w ofierze kobiety brzemiennej byłoby świętokradztwem i obrazą bogów, ale jednocześnie Aristodemos obawiał się reakcji tłumu na kolejną nieudaną ofiarę i począł przekonywać zebranych, że chłopak kłamie, a gdy zabrakło mu argumentów, po prostu wyciągnął miecz i przebił nim pierś swej córki. Kapłani byli niezadowoleni i zaczęli szeptać: "To żadna ofiara, to zwyczajne morderstwo". Jednak lud owacyjnie przyjął tę "ofiarę". Nic się jednak nie zmieniło w położeniu Meseńczyków zamkniętych na Ithome. Król Eufajos zginął w jednej z bitew pod górą, próbując przerwać spartańskie oblężenie, zaś Aristodemos (jego następca), w kilka lat później popełnił samobójstwo przy grobie własnej córki. Po jego śmierci wygłodzeni Meseńczycy musieli się poddać. Wszyscy zostali zamienieni w niewolników - helotów i odtąd dawni władcy Mesenii musieli ciężko pracować dla nowych panów tych ziem, jednocześnie będąc traktowani w sposób niezwykle brutalny. Tak oto w roku 724 p.n.e. Mesenia padła łupem zwycięskich Spartan.

W czterdzieści lat później, w roku 685 p.n.e. Meseńczycy zbuntowali się po raz pierwszy przeciwko swemu ciężkiemu położeniu, gdyż nowi panowie traktowali ich nawet nie jak niewolników, a jak zwierzynę łowną. Poczęto organizować nawet zawody "sportowe" dla spartańskiej arystokracji, noszące nazwę "krypteia". Ze sportem oczywiście nie miało to nic wspólnego, a polegało na otaczaniu pod osłoną nocy jednej z licznych wiosek helotów, podpalaniu jej i mordowaniu każdego uciekającego Meseńczyka (mężczyzn, starców, kobiet i dzieci - bez znaczenia). Nic więc dziwnego, że wreszcie doszło do buntu. Przywódcą powstania został niejaki Aristomenes, niewolnik z okolic miasta Andania, które to miasto zostało opanowane przez helotów i uczynione główną bazą odrodzonych Meseńczyków. Stamtąd organizowano podjazdową wojnę partyzancką na tereny spartańskich kolonistów. Powstanie trwało przez 16 lat, a w jego trakcie udało się Meseńczykom odzyskać sporą część kraju. Po dwóch latach wyzwolono całą dolinę Pamisosu, odzyskując dawną stolicę kraju - Steniklaros.Wydawało się wówczas, że odrodzenie Mesenii jest już tylko kwestią czasu, tym bardziej że z Aristomenesem zaczęły współpracować inne greckie państwa Peloponezu, a szczególnie Arkadyjczycy króla Aristokratesa. Zjednoczony w sojuszu z Arkadią Aristomenes, postanowił wydać Spartanom decydującą bitwę. Doszło do niej na równinach Denteliatis (ok. 683 r. p.n.e.). W bitwie tej Aristomenes poniósł klęskę, ponieważ król Arkadyjczyków zdradził go, opuszczając z wojskiem pole bitwy. Klęska nie była jednak pełna (choć utracono wszystkie dotychczasowe zdobycze), postanowiono bowiem znów schronić się na górze, tym razem jednak była to góra Ira (na północ od Ithome, na granicy z Arkadią). Tam dalsza wojna partyzancka trwała przez kolejne czternaście lat.

Wreszcie jednak Ira także została zdobyta przez Spartan w 669 r. p.n.e. (podstępem, podczas ulewnej nocy, gdzie siły obrońców patrolujący górę były mniejsze, gdyż nie obawiano się ataku Spartan podczas takiej ulewy). Aristomenes zdołał jednak wyprowadzić stamtąd większość żołnierzy oraz kobiet i dzieci, po czym wszyscy udali się na dwór króla Arkadii - Aristokratesa do Tegei. Aristomenes nawet pobity i zmuszony do ucieczki z kraju, nie przestawał myśleć o dalszych działaniach wojennych, a nawet planował ofensywę na Lakonię, zdobycie Sparty i wymienienie jej na Mesenię. Prosił jedynie króla Arkadii o wsparcie wojskowe do chwili aż się ponownie nie umocni. Jednak Aristokrates nie zamierzał mu pomagać, wysłał swego posła do Sparty, deklarując że gotowy jest im wydać Aristomenesa, jeśli odpowiednio mu zapłacą. Ci się zgodzili, ale tajne plany króla wyszły szybko na jaw i został on ukamienowany (jako krzywoprzysięzca) przez własnych poddanych. Aristomenes i ci Meseńczycy, których wyprowadził z Iry (była to zaledwie garstka populacji kraju), nie wrócili już jednak do Mesenii. Odpłynęli oni z Grecji na Sycylię, gdzie założyli miasto Messanę (dzisiejsza Mesyna). Potem doszło do jeszcze jednego - drugiego dużego powstania helotów w Mesenii w latach 464-455 p.n.e (zwanego III wojną meseńską). Powodem buntu było silne trzęsienie ziemi (ok. 20 000 zabitych) jakie nawiedziło Lakonię (czyli krainę spartiatów, gdzie leżała sama Sparta) w 464 r. p.n.e. Prócz samych helotów, po raz pierwszy do powstania przyłączyli się również periojkowie (dwa zasiedlone przez nich miasta). Powstańcy ponownie zajęli i obsadzili górę Ithome, a Spartanie - nie mogąc sobie z nimi poradzić - poprosili o pomoc Ateńczyków (wówczas w tym mieście przewagę miało stronnictwo Kimona - o którym już wspomniałem w innej serii - bardzo przyjazne Sparcie), ale przybycie ateńskich oddziałów pod wodzą Kimona (462 r. p.n.e.) również nie doprowadziło do zdobycia góry. Wówczas Lacedemończycy postanowili odprawić Ateńczyków, obawiając się aby ci nie przyłączyli się do buntowników, lub aby nie szerzyli wśród żołnierzy wrogiej propagandy (chodziło o idee demokratyczne). Po kilku miesiącach odesłano ich więc z powrotem. Powstańcy ostatecznie skapitulowali dopiero w kilka lat później (455 r. p.n.e.), i to dopiero wówczas, gdy Spartanie obiecali dać im wolność, oraz bezpiecznie opuścić Mesenię (Ateńczycy osadzili ich w Naupaktos w Lokrydzie).


ATEŃSKI HOPLITA



Dojdzie jeszcze do dwóch, mniejszych już powstań helotów w Mesenii. W roku 425 p.n.e. część mieszkańców tego kraju zbuntowała się, po wielkim zwycięstwie Ateńczyków w bitwie ze Spartanami pod Sfakterią (do ateńskiej niewoli dostało się wówczas 292 jeńców, w tym 120 Spartiatów, co spowodowało że Sparta dążyła do zawarcia pokoju nawet na niekorzystnych dla siebie warunkach, byle tylko odzyskać swoich obywateli - co też poniekąd świadczy o degradacji państwa lacedemońskiego, gdyż kurcząca się populacja obywateli była tak ważna, że strata w bitwie nawet kilkudziesięciu z nich mogła być prawdziwą katastrofą, natomiast taki np. Rzym, gdy w bitwie z Hannibalem pod Kannami stracił ponad 40 000 obywateli, był w stanie w szybkim tempie wystawić kolejne siły do dalszej walki). Do jeszcze jednego, tym razem już skutecznego buntu helotów, doszło w roku 369 p.n.e. i było ono spowodowane tebańską agresją na Spartę, w wyniku czego Mesenia została trwale wyzwolona i do opanowania Grecji przez Rzym, Sparta już nie odzyskała władzy nad tą krainą. Ciekawie wyglądały również próby narzucenia przez Spartę swego władztwa innym państwom greckim na Peloponezie. Zaraz po zakończeniu powstania helotów w Mesenii, Sparta postanowiła opanować Argos (i całą Argolidę), jednak w bitwie pod Hysiaj (669 r. p.n.e.) poniosła klęskę i na razie musiała zrezygnować z tych planów, jednak nie porzucono myśli o podboju całego Peloponezu. W dziesięć lat później Lacedemończycy ruszyli ponownie, tym razem przeciwko arkadyjskiemu miastu Figalii (będącemu bramą do opanowania całej Arkadii). Miastu temu jednak pomocy udzieliło inne arkadyjskie polis - Orestazjon i razem ponownie rozbili siły spartańskie w bitwie pod Figalią (659 r. p.n.e.). Po raz ostatni zbrojną próbę opanowania całego Peloponezu - poprzez zajęcie Arkadii, podjęli Spartanie w 640 r. p.n.e. gdy ruszyli przeciwko największemu miastu tej krainy - Tegei. Ponownie jednak los im nie sprzyjał i zostali pokonani w bitwie pod tym miastem, tracąc wielu zabitych i jeńców. 


SPARTA
NAZNACZONE LINIĄ MURY POWSTAŁY DOPIERO W III WIEKU P.N.E., GDYŻ WCZEŚNIEJ SPARTANIE CHAŁUPILI SIĘ, IŻ SĄ ONE IM NIEPOTRZEBNE, GDYŻ "ŻADNA SPARTANKA NIGDY NIE UJRZAŁA ORĘŻA OBCEGO WOJOWNIKA", A GDY ATEŃCZYCY CHWALILI SIĘ, MÓWIĄC: "WIELOKROTNIE WYPĘDZALIŚMY WAS Z NAD BRZEGÓW KEFIZOSU", SPARTANIE ODPOWIADALI: "A MY WAS ZNAD BRZEGÓW EUROTASU JESZCZE NIGDY"



Spartanie nie zamierzali jednak odpuścić i wciąż ponawiali ataki w celu podboju żyznej Arkadii. Do kolejnego wielkiego ataku na Tegeę doszło w roku 585 p.n.e. i po raz kolejny już bitwa ta zakończyła się klęską Lacedemończyków. Dopiero w kampanii roku 560 p.n.e. udało im się zadać klęskę Tegejczykom, ale samego miasta zdobyć już nie zdołali, tracąc pod nim wielu obywateli - spartiatów. Wówczas postanowili zaprzestali dalszych prób zbrojnego opanowania Peloponezu (według legendy do Lacedemończyków miał przemówić pewien starzec imieniem Glaukus, syn Epikidesa {jednego z autorów nieudanej kampanii z roku 640 p.n.e.}, który zwrócił się do nich tymi słowy: "Poniechajcie wszelkiej myśli o podboju ziem sąsiednich. Jeżeli zaś jesteśmy silniejsi od innych - użyjmy siły naszej ażeby bronić Hellenów od wspólnego wroga i wspierać sprawiedliwość tam, gdzie będzie deptana". Lacedemończycy postanowili wówczas podporządkować sobie inne państwa Peloponezu, tworząc sojusz, dzięki któremu oni (jako najwięksi i najsilniejsi) pełniliby pozycję dominującą (ok. 556 r. p.n.e.) Tak właśnie narodziła się Symmachia Spartańska, która zwana jest również Związkiem Peloponeskim. Okres ten (od porzucenia planów militarnego podboju Peloponezu ok. 560 r. p.n.e.), był czasem bodajże największej świetności państwa spartańskiego w dziejach. To właśnie wówczas swe elegie tworzył sławny Tyrtajos, swe pieśni pisał Alkman, w architekturze nowe trendy wyznaczali Teodoros z Samos i Bakhykles z Magnezji (którzy zamieszkali w Sparcie), zaś prawdziwe triumfy w greckim świecie święciła lakońska ceramika. Powstawały wspaniałe dzieła sztuki, takie jak świątynia Artemidy Orthia (ok. 600 r. p.n.e.), sławny tron Apolla w Amyklaj (ok. 550 r. p.n.e.), czy rzeźby Skiasa (576 r. p.n.e.). Związek Peloponeski narodził się właśnie w tym czasie, a Sparta pełniła w nim rolę hegemona. To, czego nie uzyskała w drodze podboju, zdobyła poprzez unię, dzięki której miała wpływ na politykę innych państw Peloponezu, a swoje kompetencje realizowała z całą konsekwencją.


HOPLITA z LACEDEMONU



Zbrojna interwencja Sparty w roku 582 p.n.e. spowodowała upadek władzy tyrańskiej w Koryncie i zainstalowanie tam rządów arystokratycznych (jednocześnie doprowadzając do uniezależnienia się od Koryntu wyspy Korkiry, co również było związane z pewnym upadkiem gospodarczym tego miasta, na czym z kolei zyskała Sparta), pozwoliło to też usamodzielnić się gospodarczo Argos które było pod coraz większą dominacją Koryntu. Należy bowiem pamiętać że tyrańskie rządy w Koryncie były bardzo ożywcze dla tego miasta. Tyrania zaczęła się od zamachu stanu niejakiego Kypselosa w 657 r. p.n.e. i wypędzeniu przez niego arystokracji korynckiej (z dawnego królewskiego rodu Bakchiadów, z którego też sam po matce pochodził). Nim jednak zdobył władzę, miał udać się do Delf, prosząc boga Apolla o radę co ma czynić i jak potoczą się jego losy. Pytia przepowiedziała mu wówczas co następuje: "Będzie szczęśliwy ten mąż, co do mego przybytku wstępuje, sam on i jego synowie, synowie zaś synów - bynajmniej". I to właśnie się sprawdziło, bowiem zarówno sam Kypselos, jak i potem jego syn Periander cieszyli się wielką sławą i powodzeniem, natomiast synowie Periandra... utracili władzę właśnie po spartańskiej interwencji. Czasy rządów Kypselosa (657-627 r. p.n.e.) i syna jego Periandra (627-585 r. p.n.e.), to okres największej bodajże świetności Koryntu w całych dziejach tego miasta. Ci dwaj tyranii stworzyli prawdziwą ekonomiczną potęgę. Jeszcze za Kypselosa powstały takie korynckie kolonie jak Leukas, Anaktorion i Ambrakia, podporządkował swej władzy Argos i Syrakuzy (na Sycylii), obalając tamtejszy arystokratyczny ród Myletydów. Stworzył finansową potęgę Koryntu, przechodząc na stopę samijską, która dawała więcej korzyści niż dotychczasowa argiwska czy eginecka. Zaczął bić złote i srebrne monety, co spowodowało że waluta koryncka stała się popularna nawet w greckich miastach daleko poza Grecją właściwą. Jego syn zaś - Periander wielce rozbudował miasto, był twórcą igrzysk istmijskich ku czci Posejdona (na których w 196 r. p.n.e. Flamininus ogłosił "Wolność wszystkich Hellenów"), oraz... patronem niewolników (wyzwolił ich bardzo wielu, jednocześnie wprowadzając ustawy zabraniające posiadania zbyt wielu niewolników, oraz ogłaszając kary za ich okrutne traktowanie). Miał dalekosiężne plany, które częściowo zrealizował (budowa drogi przez Istm dla łatwiejszego holowania okrętów morskich, dzięki czemu można było bardzo szybko przenieść całą flotę z Zatoki Korynckiej na Morze Egejskie bez konieczności żmudnego opływania wybrzeży Peloponezu, planował też przekopanie Przesmyku Korynckiego), zdobył Korkyrę i założył kolonię w Potidai i Apollonii.

Poślubił też córkę tyrana miasta Epidauros (w którym to znajdowała się sławna na całą Grecję świątynia boga Asklepiosa - boga medycyny, w którego świątyni leżeli chorzy w nadziei wyzdrowienia) - Proklosa. Melissa, bo tak miała się nazywać żona Periandra, była piękną kobietą, a mąż był w niej zakochany do szaleństwa. Mimo to dopuścił się zbrodni. Pewnego razu - zamroczony winem, chciał wymusić na niej uległość seksualną, a ponieważ ona się wzbraniała, uderzył ją z całej siły w pierś, po czym kobieta padła bez życia. Świadomy zbrodni jakiej się dopuścił, potem starał się przebłagać bogów, ofiarowując wielkie środki dla świątyń w Delfach i Olimpii, oraz wystawiając żonie kapliczkę u podnóża świątyni Artemidy, w której ponoć co noc błagał ją o wybaczenie (miał nawet wywołać jej ducha w jaskini Acheronu, ale według kapłanów - którzy mieli obserwować zjawę, co miała się wówczas ukazać, Melissa nie przebaczyła mężowi zbrodni jakiej się dopuścił, zjawa miała wypowiedzieć bowiem słowa, skierowane do Periandra, które brzmiały: "Zimno mi"). Nie wiedząc co ma czynić aby przebłagać zmarłą żonę, ogłosił, aby wszystkie szlachetnie urodzone Koryntyjki podczas święta bogini Hery, udały się na Akrokorynt (dominujące nad miastem, potężnie umocnione wzgórze, taki koryncki Akropol), przyozdobione w najwspanialsze szaty i kosztowności, jakie posiadają. Gdy kobiety zjawiły się tam, otoczył je strażą, po czym kazał wszystkim... rozebrać się do naga. Gdy to uczyniły puścił je wolno, ale wszystkie stroje i kosztowności spalił w kapliczce swej żony, sądząc że w ten sposób ją uraduje i że teraz nie będzie już cierpiała chłodu. Periander kazał też wygnać swego młodszego syna - Likofrona (którego upatrywał na swego następcę), za to że tamten śmiał mu wyrzucać morderstwo matki. Likofron udał się na Korkyrę, gdzie został zamordowany, co doprowadziło Periandra do jeszcze większego żalu i przygnębienia. Znów wyrzucał sobie że to przez niego doszło do tej tragedii. Pariander miał umrzeć w jakiś czas po śmierci swego syna, pogrążony w żałobie i depresji. Władzę po nim objął starszy syn - Kypselos II, który w trzy lata po śmierci ojca został obalony przez Spartan.


KORYNT



CDN.

23 czerwca 2025

W GRODZIE BOGINI TANIT - Cz. III

DZIEJE KARTAGINY
W CZASACH HANNIBALA





MONARCHIA
(DYDONIDZI)
Cz. I





Pierwotnym ustrojem Kartaginy była monarchia. Takie jednak zdefiniowanie sprawy, nie wyczerpuje tematu, bowiem jeśli idzie o Kartaginę, to kwestia istnienia monarchii była tam zawsze mocno związana z lokalną (ale niezwykle politycznie wpływową) arystokracją. Król nosił tytuł milk i pełnił funkcję zarówno najwyższego wodza, jak i kapłana a także głównego sędziego. Przy królu istnieje tzw.: Rada Starszych, złożona z hederim (możnych), lub baalim (panów). Nie wiadomo ilu ich było pierwotnie, jednak w późniejszym czasie Rada Starszych składała się z 300 hederim (Grecy nazywali ich gerontami, a Rzymianie uważali iż byli oni odpowiednikiem ich senatorów). Prawdopodobnie taki ustrój istniał przez pierwsze stulecie Kartaginy, ale z końcem VII (lub z początkiem VI wieku p.n.e.), ustrój polityczny zaczął ewoluować. Było to związane z rozszerzeniem się granic samego miasta i ogromnym wzrostem ludności Kart Hadaszt. Pierwotnie bowiem, z końcem VIII wieku p.n.e. miasto obejmowało fragment Zatoki Kram (prawdopodobnie są to najstarsze, pierwotne osady Kartaginy), gdzieś tak do dzisiejszej plaży Bordż Dżedid. Tam też istniała pierwsza kapliczka (tofet) ku czci boga Melkarta (który bez wątpienia był pierwotnym, zapewne najważniejszym bogiem tego miasta, choć od początku wchodził w skład trójcy - Baala Hammona i Tanit). 

Jest to bardzo ważne rozróżnienie, przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, świadczy bowiem o swoistej rewolucji społecznej, jaka bez wątpienia dokonała się potem w Kartaginie i wyniesieniem na piedestał bogini Tanit, która była związana z potęgą arystokratycznych rodów, Melkart zaś, był starym bogiem z Tyru, patronem monarchii, która gdy utraciła swoją pozycję, stracił ją również i ten bóg. Po drugie zaś, ponieważ Kartagińczycy byli wielkimi patriotami (ów patriotyzm uosabiał się chociażby w tym, że każdy przybyły do miasta cudzoziemiec, który pragnął w nim zamieszkać, musiał bezwzględnie podporządkować się dwóm zasadom - musiał nauczyć się języka punickiego, która to zasada była bezwzględnie respektowana, oraz musiał oddać cześć bogini Tanit - choć oczywiście mógł czcić i innych bogów). Królowie Kartaginy nosili też tytuł "Budzicieli Melkarta", a ołtarz, który znajdował się w rejonie Zatoki Kram (potem obszar ten otrzyma nazwę "Dolnego Miasta" i stanie się jedną z trzech głównych dzielnic Kartaginy), był zapewne w pierwotnych latach istnienia miasta, również miejscem składania krwawych ofiar z dzieci. W okresie (załóżmy) 814 r. p.n.e. do początku VI wieku, już zaczęła się wyodrębniać niezwykle silna i wpływowa kasta arystokratyczna (zapewne była taka od samego początku, jako że ci co zbiegli z Tyru i fenickich miast Cypru, należeli do tamtejszej arystokracji). Ci ludzie byli już wpływowi w swoich rodzinnych miastach, a teraz stali się elitą nowo założonego Kart Hadaszt. 

Wielkie rody przejęły również najlepsze pola uprawne, leżące nieopodal miasta, na których najpierw pracowali inni mieszkańcy Kartaginy, a następnie zniewoleni Libijczycy i Berberowie. Ci jednak byli ciągłym zagrożeniem młodego miasta, które musiało stawiać warownie obserwacyjne, wypatrujące ewentualnego rabunkowego napadu ludów libijskich czy berberyjskich, które żyjąc życiem nomadów i nie tworząc ścisłych związków państwowych, żyły głównie z rabunku i piractwa (trochę jak późniejsi Tatarzy Krymscy). Jednak zmiany, jakie zaszły w ustroju Kart Hadaszt, były związane właśnie z napływem tych dzikich ludów. Z końcem VII, a już w całej pełni z początkiem VI wieku p.n.e. Kartagina zaczęła przeżywać niezwykły (i ani wcześniej, ani później w swej historii nie spotykany), wzrost demograficzny na ogromną skalę. Trwał on przez całe VI stulecie. Nie jest możliwe, aby nagle sami Kartagińczycy wykazali się taka płodnością, jedynym wytłumaczeniem może być tylko zasiedlenie miasta kolejnymi falami uchodźców. Głównie byli to Punijczycy, przybyli z miast Fenicji, która w VII wieku zaczęła odczuwać ciężki but asyryjskich najeźdźców. Po 671 r. p.n.e. miasta Fenicji poddają się Asyryjczykom, a ci, którzy nie uczynili tego po dobroci, zostali przymuszeni orężnie (król Asyrii - Assurbanipal tak oto chwali się na swej steli, opisującej zajęcie fenickiego miasta Arados, które, podobnie jak Tyr, leżało na wyspie i uważało że to właśnie je uchroni od zniewolenia: "Jakimlu, króla Arados znajdującego się pośród morza, który nie poddał się moim królewskim przodkom, ugiąłem pod moje jarzmo. Córkę swą wraz z bogatym wianem sam przywiódł do Niniwy, aby służyła mi za nałożnicę, i całowała moje stopy").




Nic więc dziwnego, że w sytuacji asyryjskiego, czy (w VI wieku) babilońskiego podboju, część mieszkańców Fenicji opuszczała dawną ojczyznę, szukając szczęścia w szeroko rozsianych po Morzu Śródziemnym, punickich osadach - duża ich część przybyła właśnie do Kartaginy. Ale Punijczycy nie byli jedynymi, którzy w tym czasie zasiedlili Kard Hadaszt. Kolejną grupą przybyszów, byli właśnie Libijczycy (w VI wieku pojawia się w Kartaginie mnóstwo nowych, bogato zdobionych grobowców, w których zmarli pochowani byli z twarzami wymalowanymi na czerwono cynobrem - farba osiadła na kościach czaszki, gdy ciało uległo już rozkładowi, co właśnie było grobowym zwyczajem ludów libijskich. Zresztą w czasach Hannibala łączone małżeństwa punicko-libijskie wcale nie należały do rzadkości). Polityka Kartaginy zawsze była skierowana w dwóch kierunkach - ku morzu i rozbudowie imperium kolonialnego, oraz ku Afryce i poszerzaniu ziem uprawnych kosztem ludów libijskich i berberyjskich. Nie oznacza to jednak że istniała w kartagińskim "senacie" dwie partie polityczne, skupiające "agrariuszy" i "kolonistów" - tak nie było - choć niektórzy historycy twierdzą że istniały takie organizacje, a na dowód pokazują politykę rodu Hannonidów i Barkidów, pierwsi opowiadali się za ekspansją lądową, drudzy morską. Przykład Hannona Wielkiego i Hamilkara Barkasa wcale o niczym nie świadczy, a już na pewno nie świadczy o tym, że takie stronnictwa istniały w Kartaginie w VI wieku p.n.e. Raczej należy założyć, iż były to jedynie pewne koncepcje polityczne, które jednak nie przekładały się bezpośrednio na określone ugrupowania wśród hederim (notabene, w Rzymie też przecież istniały rody, opowiadające się za określona polityką, jak Klaudiusze, którzy optowali za polityką morską i konfrontacją z Kartaginą na tym polu, oraz Fabiusze, którzy chcieli podbić Etrusków i zjednoczyć lądową Italię a następnie wyprzeć Celtów z rejonu rzeki Pad (Gallia Cisalpina. Ale przecież gdy dochodziło już do bezpośredniej konfrontacji, jedni i drudzy walczyli zarówno przeciw Kartaginie jak i Etrurii).

Tak więc w VI wieku, wraz z ogromnym wyżem demograficznym, jaki odnotowała Kartagina, przystępuje ona do pierwszych podbojów (choć może jest to niewłaściwe słowo, prawdopodobnie bowiem nie dochodziło do walk zbrojnych, lub walki te były bardzo nieliczne i raczej należały do wyjątków), w rejonie Przylądka Bon, Wielkiej i Małej Syrty i dalej aż do Słupów Melkarta na zachodzie. Do roku 500 p.n.e. Kartagina miała sobie podporządkować (w taki lub inny sposób, ale raczej była to jedynie dobrowolna dominacja polityczna niż podbój militarny) Ruspe, Thapsos, Ruspinę, Ruskomonę, Rusucurru, Rusguniae, Ikosion, Iol (prawdopodobnie również Hebdornos, Psamathos, Chalkę, Arylon i Mes), na zachodzie zaś: Russadir, Emsę, Abdeslam, Tingis, Tit i Mogador, oraz głębiej lądu: Tamudę, Banassę i Volubilis. Nie wiadomo jaki był stopień podległości tych miast-państw kartagińskiemu centrum, wiadomo jednak że (jak pisze Pseudo-Skylaks) wszystkie te punickie emporia (od Wyspy Sów - czyli Ikosion, do Tingis i Słupów Melkarta) znalazły się pod władzą Kartaginy do 500 r. p.n.e. Oczywiście nie oznacza to, że jednocześnie na afrykańskim brzegu nie istniały wówczas jeszcze inne, niepodległe punickie emporia, owszem, czego przykładem jest chociażby Ityke, Oea, Girba, Sabrata czy Macomada. W V a już z pewnością w IV wieku p.n.e., wszystkie te (i kilka innych) miast-państw zostanie całkowicie podporządkowanych Kart Hadaszt. Kartagińczycy jednak, przez pierwsze 250 lat, w ogóle nie interesowali się ekspansją zamorską. Nie interesowało ich nic, co było związane ani z obroną punickich osiedli na Sycylii, ani też z udzieleniem wsparcia ich rodzinnemu miastu - Tyrowi, atakowanemu zarówno przez Asyryjczyków jak i Babilończyków. 

Ok. 580 r. p.n.e. Pentatlos z Knidos, sprzymierzony z Rodyjczykami i jednym z greckich polis na Sycylii - Selinuntem, postanowił podbić miasta ludu Elymów - Segestę i Eryks, którym to z pomocą przyszli Punijczycy z Motye. W tym czasie Kartagińczycy w ogóle nie interesowali się tym konfliktem, nawet wówczas, gdy po klęsce i śmierci Pentatlosa, jego żołnierze uciekli na Wyspy Liparyjskie, gdzie założyli (tymczasowe) greckie państwo pirackie, łupiące głównie punickie i etruskie okręty. Pierwszym władcą Kartaginy, który podjął się wyprawy zbrojnej na dużą skalę, był król Malchus. Zorganizował on (ok. 555 r. p.n.e.) dużą wyprawę zbrojną na Sycylię. Jednak celem jego ataku wcale nie były greckie sycylijskie polis. Wyprawa Malchusa była skierowana przeciwko... osadom punickim, takim jak: Motye, Solus i Panormus, a także przeciwko miastom sycylijskiego ludu Elymów - Eryksowi, Drepanum i Segescie. Walki trwały trzy lub cztery lata i zakończyły się zwycięstwem Kartaginy. Malchus jednak nie zamierzał podbijać tych miast i zakładać tam kartagińskiej eparchii (prowincji), wystarczyło mu iż miasta te podporządkowały się Kart Hadaszt i zaczęły płacić jej daninę i prowadziły politykę zgodną z linią Kartaginy. Po zwycięstwie podczas tej kampanii, obładowany daninami i wiodący niewolników Malchus, zamarzył sobie stworzenie dużej kartagińskiej sieci lennych emporiów, podporządkowanych jemu, jako królowi Kartaginy. Następnym jego celem była Sardynia, skąd przybyli posłowie z punickich miast Nory i Carales, proszący o pomoc, przeciwko agresywnemu plemieniu Sardów. Malchus oczywiście wyraził zgodę na udzielenie im pomocy, gdyż jednocześnie zamyślał sobie podporządkować te wszystkie punickie miasta swojej władzy, jednocześnie wypierając Sardów wgłąb wyspy. Nim jednak podjął się tej wyprawy, ruszył na południe, przeciw Libijczykom, pokonał ich w bitwie i rozszerzył kartagińskie włości daleko na południe (prawdopodobnie w okolice Zamy), teraz mógł ruszać z wyprawą przeciw Sardom.




Niestety, zakończyła się ona totalną klęską (ok. 550 r. p.n.e.). Teraz właśnie część arystokracji kartagińskiej uznała, iż nadszedł dobry moment, aby osłabić, a może nawet obalić władzę monarszą i przejąć rządy nad miastem. Malchus został uznany za winnego klęski, a jako taki nie mógł dłużej sprawować władzy nad miastem. Wygnano go więc (wraz z żołnierzami, którzy ponieśli klęskę w walkach z Sardami), na Sardynię w roli kartagińskich kolonistów. Jako kolejnego władcę zamierzano wybrać Kartalona, syna Malchusa, który jednocześnie sprawował funkcję kapłana boga Melkarta i w tym czasie przebywał w Tyrze, składając bogu daninę z łupów zdobytych przez ojca na Libijczykach i Elymach. Malchus nie zamierzał jednak się poddać, wysłał wiadomość do syna, aby w drodze powrotnej nie płynął do Kartaginy tylko do niego, na Sycylię, bo tam on zbiera armię na czele której zamierza ukarać buntowników i przywrócić należne mu prawa. Jaka była odpowiedź Kartalona?... O tym w kolejnej części.




CDN.
 

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...