WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BABILONIA i ASYRIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BABILONIA i ASYRIA. Pokaż wszystkie posty

18 września 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXXVI



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXXVI



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. XIV






FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. XIV



DEWARIM
(753 - 586 r. p.n.e.)
Cz. II



 Król Izraela Menachem, który nastał po śmierci Zachariasza z rodu Jehu i obalił jego mordercę Szalluma, panował ok. jedenastu lat i zmarł w roku 742 p.n.e. Teraz tron objął jego syn Pekachiasz, który jednak nie władał zbyt długo, gdyż już w kilka miesięcy później (741 r. p.n.e.) obalił go i zabił jeden z jego oficerów o imieniu Pekach, który został kolejnym (już przedostatnim) władcą Królestwa Izraela. Bunt do jakiego doszło i obalenie Pekachiasza, było spowodowane niechęcią (szczególnie w armii) przeciw zbyt ugodowej (a wręcz uległej) polityce Izraela wobec wzrastającej w siłę Asyrii. Już Menachem w ostatnich latach swego panowania płacił trybut Asyryjczykom w wysokości 1000 talentów srebra (uzyskując na to środki poprzez opodatkowanie posesjonatów). Tę politykę kontynuował następnie jego syn, a to bardzo nie podobało się wpływowym kręgom nacjonalistycznym, skupionym w armii izraelskiej. Na swego przywódcę wybrali oni właśnie Pekacha, który zamordował i obalił Pekachiasza a następnie sam koronował się na nowego władcę Izraela. Pekach od początku swych rządów starał się stworzyć koalicję anty-asyryjską w której widział zarówno królów Judei jak i Damaszku, Moabu, Ammonu, Edomu oraz kilku największych miast filistyńskich. Udało mu się taką koalicję zbudować, ale bez władcy Judy Ozjasza (a raczej Jotama, który od 750 r. p.n.e. sprawował rządy regencyjne w imieniu swego chorego na trąd ojca). Gdy w 740 r. p.n.e. Ozjasz zmarł po 26 latach swych rządów, na tron wstąpił właśnie jego syn Jotam. Prowadził on politykę zbliżenia z Asyrią, dlatego też nie przyłączył się do koalicji Pekacha, zdając sobie sprawę że siła Asyrii znacznie wzrosła i lepiej żyć z nimi w zgodzie, niż ryzykować najazd i zniszczenia spowodowane przez ich bojowe rydwany. Przez prawie dekadę swoich rządów Jotam wzmocnił mury Jerozolimy (spodziewając się najazdu z północy i tutaj się nie pomylił), zbudował wiele innych warowni w kraju, oraz dokonał wypraw przeciwko Ammonitom (co doprowadziło do ich podporządkowania i narzucenia im daniny, której gros szedł właśnie na wzmocnienie obronności kraju).




W tym mniej więcej czasie (ok. 742 r. p.n.e.) swą misję w Jerozolimie rozpoczął prorok Izajasz (urodzony w tym mieście ok. 765 r. p.n.e.). Był on oczywiście zagorzałym jahwistą i przeciwnikiem wszelkich obcych kultów - kananejskich, syryjskich czy fenickich, które od czasu do czasu wspierali również władcy Południowego Królestwa. Pamięć o żyjących sto lat wcześniej prorokach Eliaszu i Elizeuszu była na tyle silna w społeczności judzkiej, że władcom bardzo ciężko było walczyć z ludźmi, którzy ogłosili się być "głosem samego Boga". Królestwo Północne miało swoich proroków w postaci Amosa i Ozeasza (o których to pisałem w poprzednich częściach), teraz, po wielu dekadach (po śmierci Elizeusza) przyszła więc pora również na Judę. W biblijnej Księdze Izajasza spisane są jego słowa, którymi miał ostrzegać mieszkańców Jerozolimy, że w dniu sądu Jahwe wezwie przed swe oblicze nie tylko pogan, ale również Judę i Jerozolimę, gdyż Żydzi tam mieszkający mocno zgrzeszyli pychą, zepsuciem, niesprawiedliwością społeczną oraz wyrzeczeniem się wiary przodków. Pan Bóg więc ześle na Judę okropne nieszczęścia, które dosięgną wszystkich jej mieszkańców aż do ich wytracenia. Oczywiście była również nadzieja na ocalenie, gdyż Izajasz głosił że młoda kobieta pocznie syna imieniem Immanuel ("z nami jest Bóg"). Będzie to bowiem "Książę Pokoju", idealny władca z linii Dawida i reszta "ludu wybranego" zyska ocalenie dzięki Jego radom i naukom (jeśli przypomnimy sobie że religia żydowska stworzona została przez przedstawicieli planety TJehooba - a samo słowo Jahwe ponoć oznacza właśnie TJahooba lub TJaooba ewentualnie Hoova - w zależności od wymowy {kiedyś czytałem jak pewien rabin założył się bodajże właśnie z Michaelem Desmarquet'em - autorem książki "Misja" opowiadającej o jego podróży na TJehoobę w 1987 r., iż nie potrafi poprawnie rozszyfrować i wymówić imienia Boga, bo słowo to jest nieznane i niedostępne dla gojów. Gdy zaś ten to uczynił, rabin zbladł i więcej już się nie odezwał} natomiast Immanuel o którym głosił Izajasz, to nikt inny jak Jezus Chrystus, który również przybył z TJehooba aby "ocalić lud wybrany" i zrodzony został z "młodej kobiety" - zapewne w znaczeniu dziewicy). 




Dziś bibliści uważają że rozdziały z Księgi Izajasza od 1 do 39 pochodzą bezpośrednio lub pośrednio od samego Izajasza. Bezpośrednio z pewnością rozdziały 1-12, z tym że już w rozdziale 1 jest opisane spustoszenie Jerozolimy dokonane przez króla Assuru - Sannaheryba w 701 r. p.n.e. i związane z nim przestrogi. Kolejne rozdziały uzupełniono w następnych latach, lecz przypisano je proroctwom Izajasza. Izajasz przepowiadał więc że Jahwe posługuje się pogańskimi narodami, aby ukarać Żydów za ich bezbożność i odwrócenie się od przykazań przodków, ale gdy nadejdzie dzień sądu, narody te zostaną zniszczone i przetrwa jedynie lud wybrany, czyli wszyscy sprawiedliwi spośród narodu żydowskiego. Izajasz był z pewnością żarliwym oratorem, człowiekiem przepełnionym energią i mającym przesłanie na wpół religijne a na wpół narodowe. Dzięki odnalezionym zwojom z Qumran wiadomo, że był on autorem pierwszych kilku (być może kilkunastu) rozdziałów z Księgi Izajasza. Według Izajasza Jahwe jest pełen majestatu, sprawiedliwości, a przede wszystkim świętości ("Święty, Święty, Święty jest Bóg zastępów" jak zapisane jest w Księdze Izajasza - pamiętajmy bowiem kim był bóg Izraela). Izajasz twierdzi wręcz otwarcie, że Jahwe mu się objawił ("A oczy moje oglądały Pana Zastępów, króla"). Prorok głosił również że Jahwe jest odkupicielem Judy od wszelkich utrapień i że nadejdą kiedyś czasy w których Juda będzie władała wszystkimi ziemiami w imieniu swego Boga. Innym ważnym aspektem nauk (bo tak je można nazwać) Izajasza, jest również Przebaczenie, które ma niesamowitą siłę ("Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybielają". Tak na marginesie i prywatnie dodam od siebie, że rzeczywiście siła Przebaczenia jest niesamowita. Jeśli potrafimy zdobyć się na wybaczenie komuś, kto wyrządził nam krzywdę, jeśli potrafimy mu wybaczyć - nie tyle zapomnieć - ale wybaczyć, to jest to jak orzeźwiająca balsamiczna kąpiel dla duszy po całym dniu spędzonym na piekącym słońcu, w błocie i w piachu). Izajasz występuje również przeciwko bogaczom (szczególnie obnoszącym się z drogimi sukniami niewiastom) i wspiera biedaków, choć nie utożsamia się z ich losem (jak czynił to Amos), ale głosi wobec nich istotę Sprawiedliwości Bożej (wszystko na tym świecie ma swój sens choćby nam samym wydawało się to zupełnie bezsensowne, również nasz los - niekiedy przykry lub ciężki - też ma sens, dla nas. Inna sprawa że nasze role zostały napisane tuż przed naszymi narodzinami i choć posiadamy Wolną Wolę, to bez względu na to którą drogą podążymy w życiu, to scenariusz tego życia zawsze jest już napisany. Tym więc można nazwać swoisty paradoks Wolnej Woli. Są też tacy, którzy twierdzą że żyjemy w swoistej symulacji i to wcale nie musi być głupie, a wręcz przeciwnie. Przecież w symulacji komputerowej również są jakieś role do odegrania, jakieś postaci, które mają pewne zadanie do wykonania i jedynie od umiejętności gracza zależy czy im się to uda, czy nie, czy przejdą na wyższy poziom, czy też nie. Oczywiście to jest jedynie przykład, ale ten materialny świat jest bardzo podobny do takiej właśnie symulacji. Dopiero śmierć stanowi zakończenie gry - "Do zobaczenia, komedia skończona" jak mówił Oktawian August).




 Izajasz (podobnie jak wcześniej Amos i Ozeasz) był zdecydowanym krytykiem kasty kapłańskiej i o kapłanach mówił: "Ale i ci chwieją się od wina i zataczają od mocnego napoju; kapłan i prorok chwieją się od mocnego napoju, chwieją się podczas prorokowania i zataczają podczas wyrokowania". Głosząc nieuniknioną karę, jaka spadnie na Jerozolimę i Judę ze strony pogańskich państw (ale wymierzoną ręką samego Jahwe, który tymi krajami będzie kierował) Izajasz głosił również (jak już wspomniałem) dobrą nadzieję na przyszłość dla sprawiedliwych Judejczyków. Twierdził bowiem że Panna porodzi Syna, któremu nadadzą imię Immanuel i który będzie "Księciem Pokoju", a nim dziecię to dorośnie, Damaszek i Asyria będą w ruinie (rzeczywiście, w czasach Chrystusa Damaszek nic już nie znaczył, podobnie zresztą jak Asyria, która sama była częścią monarchii partyjskiej, choć stało się to dopiero w siedem wieków po Izajaszu). Głosił więc: "Dlatego Jahwe sam da wam znak "słuchajcie więc, Domu Dawidowy (...) oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Immanuel". Izajasz żył dosyć długo (jego działalność odnotowana jest również przy końcu VIII wieku p.n.e. czyli za czasów Ezechiasza), prawdopodobnie jednak nie dożył rządów Manassesa (wstąpił on na tron w 685 r. p.n.e.) który był przeciwnikiem jahwizmu i zaczął ponownie wprowadzać w Jerozolimie kulty pogańskie. W każdym razie Izajasz z pewnością był świadkiem najazdu na Judę władcy Asyrii - Sannaheryba w 701 r. p.n.e. W każdym razie, na razie zostawmy go w spokoju i wróćmy do projektowanego przez władcę Izraela - Pekacha sojuszu anty-asyryjskiego.




Był on już gotowy ok. 735 r. p.n.e. Nie wszedł do niego władca Judy - Jotam, czemu skierował na swe królestwo gniew pozostałych państw sojuszu, głównie Izraela, Damaszku i... Filistei, ale jeszcze za panowania Jotama nie doszło do inwazji, która zagroziła rządom jego syna Achaza. W tym czasie zaś panujący w Kalchu Tiglat-Pilesar III, po dokonaniu reformy armii asyryjskiej (o której pisałem w poprzedniej części) tworzącej armię stałą w miejsce armii z poboru - rozpoczął pierwsze podboje, które miały ponownie przywrócić mocarstwowość Królestwu boga Assura. Najpierw wyruszył przeciw nieustannie destabilizującym sytuację w Asyrii aramejskim plemionom na południowym pograniczu. Podbił ziemie plemienia Pukudu (biblijne Pekod), leżące na wschód i północ od dzisiejszego Bagdadu, i włączył je do prowincji Arrapcha. Następnie spacyfikował tereny leżące na południowy wschód, pomiędzy Babilonią a Elamem. Z władcą Babilonu (prowadzącym pro-asyryjską politykę) Nabunasirem (panującym od 747 r. p.n.e.) utrzymywał dobre stosunki, a Babilon prowadził niezależną politykę na zachód od Tygrysu. Mając już ustabilizowaną (i spacyfikowaną) sytuację na południu, postanowił Tiglat-Pilesar wyruszyć przeciwko głównemu wrogowi Asyrii, Królestwu Urartu ze stolicą w Tuszpie - leżącej nad jeziorem Van. Najpierw uderzył jednak na stronników Urartu - plemię Namri (którego siedziby znajdowały się na północ od Elamu). Nie napotkano tam wojsk urartyjskich a miejscowych szybko spacyfikowano, zmuszając do uległości lub podbijając ich ziemie. Ci, którzy się poddali, mogli nadal sprawować władzę (ale odtąd już jako wasale Asyrii), natomiast ci, którzy wybrali walkę i zostali pokonani, ginęli, a ich ziemie władca z Kalchu rozdawał Asyryjczykom, Babilończykom i innym wiernym mu plemionom. Jednak atak na Namri zaalarmował Sardura III, który teraz wysłał posłów do Damaszku i Samarii z propozycją dołączenia do koalicji anty-asyryjskiej (lub też sam zamierzał takową stworzyć pod własnym przewodem). Nim jednak to nastąpiło, Sardurowi udało się stworzyć jedynie koalicję plemion dotychczas sobie podległych, a Tiglat-Pilesar wykorzystał tę szansę i w roku następnym (742 r. p.n.e.) ruszył na północny-zachód. Doszło tam do bitwy pod Kummuch, w której Asyryjczycy wpuścili Urartyjczyków w zastawioną przez siebie pułapkę i zmusili ich do kapitulacji (wziąć miano do niewoli rekordową liczbę prawie 73 000 jeńców). Jednak Sardur III zdołał uciec do Tuszpy (pozostawił jednak na placu boju całą swą biżuterię, namioty, a nawet pieczęć królewską). Teraz te plemiona, które nie przyłączyły się do sojuszu z Urartyjczykami, natychmiast złożyły Tiglat-Pilesarowi daniny, jako wyraz dobrej woli i uległości wobec "Pana z Kalchu".


SARDUR III WIELKI
WŁADCA URARTU





Kolejne lata upłynęły Asyryjczykom na porządkowaniu prowincji północnych i zachodnich, oraz na podporządkowaniu sobie Fenicji i narzuceniu jej określonych danin. Potęga Asyrii ponownie więc zbliżyła się do granic Aramu (Damaszku) i Izraela, co dla tych państw stwarzało ogromne niebezpieczeństwo utraty suwerenności. Asyryjczycy jednak jeszcze wówczas nie atakowali tych terenów, zajęci pacyfikacją (i trawieniem - bo tak to leży nazwać) podbitych wcześniej ziem, na których od czasu do czasu wybuchały jeszcze anty-asyryjskie bunty. Tak było chociażby w czasie buntu fenickich miast Sydonu i Tyru, gdy tamtejsi kupcy - niezadowoleni z podatków narzuconych przez króla Assuru na drewno sprowadzane z gór Libanu - wywołali bunt i zabili asyryjskich urzędników i poborców podatkowych. Jednak asyryjski gubernator szybko przywrócił spokój, wprowadzając do miasta siły policyjne, zwane Itu (od nazwy plemienia z którego się wywodziły), słynne z brutalnej pacyfikacji miast i wsi. Wywołało to popłoch wśród mieszkańców i pozwoliło szybko przywrócić asyryjski porządek w owych miastach. A tymczasem w roku 734 p.n.e król Judy Jotam mianował swego syna Achaza współpanującym. Dwa lata później zmarł, a przed Achazem stanął niezwykły sprawdzian. Musiał bowiem stawić czoła wielkiej inwazji na Judę, która nastąpiła teraz zarówno z zachodu, z północy jak i ze wschodu. Co więc w takiej sytuacji uczynił Achaz? O tym w następnej części, w każdym razie to co uczynił, bardzo nie spodobało się prorokowi Izajaszowi.




CDN.

12 września 2026

DEMETRIUSZ, PYRRUS, ARATOS... - Cz. VII

PRAWDZIWI "CELEBRYCI" 
EPOKI HELLENISTYCZNEJ





I
DEMETRIUSZ POLIORKETES
(337-283 r. p.n.e.)
Cz. VII




 W tym też czasie (318 r. p.n.e.) Ptolemeusz osobiście przypłynął na czele floty z Aleksandrii do portu Zefyrion w Cylicji, starając się nakłonić dowódców Srebrnych Tarcz do nie ulegania Eumenesowi. Słał do nich listy, prosząc aby nie dawali mu żadnych pieniędzy i aby nie powierzali mu królewskiego skarbca z Kyindy. Było na to już jednak trochę za późno i listy Ptolemeusza trafiały w próżnię. Wówczas do działania przystąpił Antygon, posyłając do dowódców Srebrnych Tarcz swego przyjaciela (prawdopodobnie był on satrapą Cylicji) - Filotasa, który miał przekonać (czytaj - przekupić) wodzów, aby wystąpili przeciwko Eumenesowi. Spotkał się on więc osobno najpierw z Antygenesem a następnie z Teutamosem, obiecując im ogromne pieniądze i jeszcze większe ziemie pod zarząd, jeśli tylko opuszczą Eumenesa i przyłączą się do Antygona. Antygenes okazał się jednak odporny na obietnice Filotasa, wymówił się też stwierdzeniem iż taka była wola królów, dlatego też poparł Eumenesa. Znacznie łatwiej Filotasowi poszło z Teutamosem, który za obietnice znacznych pieniędzy i własnej satrapii zgodził się opuścić Eumenesa. Jednak aby Srebrne Tarcze mogły zmienić stronę i przyłączyć się do Antygona, potrzebna była również zgoda drugiego dowódcy, czyli Antygenesa a Teutamos obiecał że przekona go do zmiany decyzji. Jednak gdy doszło do spotkania obu wodzów okazało się, że to raczej Antygenes przekonał do swoich racji Teutamosa niż na odwrót. Stwierdził bowiem że Antygon gdy urośnie w siłę, odbierze im ich prowincje i przekaże je swym przyjaciołom, natomiast Eumenes jako Grek niemający większego wpływu na armię macedońską nie odważy się tego uczynić i jeśli oni dochowają mu wierności, on nie tylko będzie traktował ich jak przyjaciół, ale jeszcze doda im nowe satrapie pod zarząd. To logiczne rozumowanie przekonało Teutamosa i znów okazało się że szczęście ciągle nie opuszcza Eumenesa - którego zaczęto nazywać "wybrańcem bogów".




Widząc że jego argumenty nie działają i obawiając się że może zostać aresztowany i wydany Eumenesowi, zaczął Filotas zwracać się do zwykłych żołnierzy z korpusu Srebrnych Tarcz, którym również obiecywał pieniądze za zdradę. Stwierdził też że ma przy sobie list napisany przez Antygona i że należy go odczytać przed frontem wojska. I tak też się stało (gdyż żołnierze wymusili jego odczytanie na swych dowódcach). W liście tym Antygon obiecywał wszystkim nagrody pieniężne w zamian za pochwycenie i zabicie Eumenesa, stwierdzał też, że jeśli rozkaz jego nie zostanie wykonany, przybędzie on ze swą armią i potraktuje Srebrne Tarcze jak swych nieprzyjaciół. Zapanowała więc konsternacja jak należy postąpić, przyjąć żądanie Antygona i wystąpić przeciwko woli królów, czy też pozostać im wiernym i narazić się na gniew Jednookiego? Rozważania te przerwało przybycie do obozu samego Eumenesa, któremu list ów okazano, a ten stwierdził że nie ma tutaj nad czym deliberować, tylko należy wykonać rozkaz królów i aresztować zdrajcę Filotasa. Tak też się stało a żołnierze Srebrnych Tarcz ponownie złożyli przysięgę na wierność Eumenesowi, co jeszcze bardziej umocniło jego pozycję i utwierdziło resztę w przekonaniu, że naprawdę jest on dzieckiem szczęścia. Następnie Eumenes polecił udać się do Fenicji aby tam przejąć władzę nad fenicką flotą i wysłać ją do Macedonii, ku wsparciu sił inwazyjnych Poliperchona, przygotowujących się do przeprawy do Azji Mniejszej w celu ukarania zdrajcy Antygona.


GREK EUMENES z KARDII MIAŁ RZECZYWIŚCIE W TYM CZASIE BARDZO DUŻO SZCZĘŚCIA, CO PRZYCIĄGAŁO DO NIEGO DAWNYCH ŻOŁNIERZY ALEKSANDRA WIELKIEGO
MOŻNA WIĘC GO NAZWAĆ "EUMENESEM SZCZĘŚLIWYM"



Tymczasem Poliperchon miał w Helladzie nieco problemów z Kassandrem - synem zmarłego w 319 r. p.n.e. regenta Antypatra (pomińmy jednak na razie ten konflikt i związane z nim działania wojenne, gdyż bezpośrednio nie dotykają one ani osoby Antygona, ani tym bardziej jego syna Demeteriusza Poliorketesa który jest przecież głównym bohaterem tej serii. Jednak pozwolę sobie powrócić do tych wydarzeń w kolejnych częściach, aby przedstawić pełny obraz ówczesnej rzeczywistości). Regent polecił flocie dowodzonej przez Klejtosa, aby strzegła cieśnin i uniemożliwiła ewentualną próbę przedostania się wojsk Antygona do Tracji i Macedonii. Klejtos przekonał do siebie miasta Propontydy i połączył się z wojskami satrapy Frygii Hellesponckiej - Arridajosa, zamkniętego przez Antygona w Kios (o którym pisałem w poprzedniej części), jego samego zaś (mowa o Arridajosie) - na polecenie Poliperchona - zamykając w lochu. Ku Propontydzie zdążał jednak Nikanor ze Stagiry (komendant macedońskiej załogi twierdzy Munichia w ateńskim porcie Pireus, mianowanym na to stanowisko właśnie przez Kassandra w 319 r. p.n.e. w miejsce Menyllosa) na czele macedońskiej floty, która liczyła ponad 100 okrętów. Pewny swego Nikanor dopadł okręty Klejtosa nieopodal greckiego Bizantion (czyli dzisiejszego Stambułu). Rozpętała się bitwa, która zakończyła klęską butnego Nikanora (318 r. p.n.e.), stracił on bowiem aż 17 okrętów zatopionych i prawie 40 zdobytych wraz z załogami przez siły Klejtosa. Antygon w tym czasie przebywał w rejonie Kyzikos i gdy tylko dowiedział się o klęsce, natychmiast przygotował pozostałe okręty którymi jeszcze dysponował, załadował na nich swoich łuczników i posłał je na morze. Tymczasem żołnierze Klejtosa po zwycięstwie zeszli na ląd aby odpocząć, niektórzy kąpali się w morzu, inni opalali na brzegu całkowicie nieprzygotowani do walki. Nagle zaczęły dosięgać ich strzały wypuszczane z okrętów wysłanych przez Antygona, co bardzo szybko doprowadziło do paniki. Żołnierze i marynarze Klejtosa teraz czym prędzej starali się dostać na okręty, ale nie było to łatwe, ponieważ obładowani byli zarówno zdobytymi w bitwie łupami, jak i jeńcami, których należało również umieścić na okrętach. To wszystko razem wzięte spowodowało, że nim żołnierze Klejtosa zdołali dostać się na okręty, to duża część z nich poległa od strzał łuczników Antygona. Las strzał wypuszczanych w ich kierunku i okoliczne plaże usiane trupami, wzbudziły jeszcze większą panikę. Wówczas Antygon wysłał drugą część okrętów załadowaną przez swych żołnierzy piechoty (do których wcześniej wygłosił płomienną mowę, mówiąc że wszystko zależy od nich, od ich męstwa, poświęcenia i bohaterstwa i jeśli wytrwają - zdobędą nieśmiertelną sławę). Okręty Antygona spadły znienacka na nieprzygotowaną do boju flotę Klejtosa, a żołnierze wykazując hart ducha, walczyli równie dzielnie na morzu jak na lądzie. Okręty Antygona wbijały się więc taranami w statki Klejtosa przepoławiając część okrętów, innym łamiąc wiosła, a jeszcze inne zdobywając w abordażu.






Ostatecznie w drugiej bitwie w rejonie Bizantion flota Klejtosa została w całości albo zatopiona albo zdobyta, a on sam zbiegł tylko na jednym okręcie i wylądowawszy w Tracji, wkrótce potem wpadł w ręce żołnierzy Lizymacha (władającego satrapią tracką osiłka - który lubił popisywać się swą siłą) i został przez nich zabity. Zwycięstwo Antygona było więc całkowite a Poliperchon stracił swą flotę i możliwość inwazji na Azję Mniejszą, jednocześnie Eumenes został odcięty od Macedonii i zdany na własne siły. Teraz Antygon postanowił rozprawić się już otwarcie z samym Eumenesem, czyli głównym przeciwnikiem jakiego miał w Azji. Eumenesowi nie udało się zaś opanować floty fenickiej i posłać ją jako wsparcie regentowi, dlatego też postanowił opuścić Fenicję (gdzie spodziewał się również ataku Ptolemeusza) i pomaszerować do Górnych Satrapi (w tym przypadku do Babilonii). Był to krok nieco brawurowy, żeby nie powiedzieć niebezpieczny, ponieważ tym samym Eumenes oddalał się jeszcze bardziej od wsparcia z Macedonii, jednocześnie będąc otoczonym przez wrogów: Antygona, Ptolemeusza oraz tych macedońskich satrapów, których spotkał na Wschodzie. Z drugiej jednak strony zapewne Eumenes nie czuł się jeszcze gotowy do bezpośredniej konfrontacji z Antygonem, a do tego musiałby być przygotowany, gdyby postanowił wrócić do Cylicji lub Kapadocji. Wierzył jednak w swą gwiazdę i wsparcie bogów a przede wszystkim w swój intelekt, który już nie raz ocalił mu życie (należy jednak tutaj dodać że Antygon, który był jego przeciwnikiem, był równie inteligentny, czego dowiodła choćby druga bitwa pod Bizantion). Przybycie Eumenesa do Babilonii nie spodobało się jednak tamtejszemu satrapie Seleukosowi (który objął władzę w tej prowincji w czasie nowego podziału Imperium Aleksandra zawartemu na zjeździe w Tripadejsos w 321 r. p.n.e.). Seleukos - późniejszy założyciel dynastii Seleucydów władającej ogromnymi terenami Azji (i będącej śmiertelnym konkurentem rodu egipskich Ptolemeuszy), nie zamierzał wpuszczać Eumenesa do swojej satrapi i gdy ten tylko się pojawił, przywitał go z wojskiem nad rzeką Tygrys. Zająwszy lepszą pozycję, zaatakował siły Eumenesa z zaskoczenia i zaczął zyskiwać przewagę. Dodatkowo jednak postanowił pomóc sobie w inny sposób, a mianowicie zerwał kanał nad Tygrysem, doprowadzając do zalania pól na których stała armia Eumenesa, co spowodowało że żołnierze ci broczyli prawie po szyję w wodzie.




Sytuacja zaczęła przybierać dla Eumenesa bardzo niekorzystny obrót, gdyż żołnierze - brocząc w wodzie - nie mogli odpierać ataków wroga i osłaniać się przed jego strzałami. Wydawało się więc że klęska wybrańcy bogów jest teraz pewna a jego gwiazda wreszcie zgaśnie. Nic bardziej mylnego, bowiem po raz kolejny okazało się że Eumenes rzeczywiście musiał mieć jakieś kontakty z siłą wyższą - albo po prostu był tak genialny. Wydostawszy się z wody na pewne wzniesienie, nakazał wycofać część wojska w celu stworzenia osłony z tarcz, części zaś polecił przekopać teren w taki sposób, aby wodę skierować w przeciwnym kierunku, na te pozycje, na których stało wojsko Seleukosa. Ponieważ jednak siły satrapy Babilonii stały na wzniesieniu, nie ucierpiały one zbytnio, ale ten manewr pozwolił armii Eumenesa wycofać się i uniknąć całkowitej klęski (druga połowa 318 r. p.n.e.). Wyprowadziwszy cało wojsko z tej katastrofalnej dla nich sytuacji, tym samym Eumenes jeszcze bardziej przywiązał do siebie zwykłych żołnierzy i wyrobił w nich tym silniejsze przekonanie o swej boskiej protekcji. Wycofał się teraz do Persydy, do tamtejszego satrapy Peukestasa (Podział Imperium Aleksandra z Tripadejsos - 321 r. p.n.e.), wiodąc ze sobą 15 000 żołnierzy piechoty i 3300 jazdy. Peukestas powitał go znacznie bardziej gościnnie niż Seleukos, a będąc w Suzie wysłał stamtąd Eumenes listy do innych satrapów, domagając się posiłków i pieniędzy (oczywiście w imieniu królów, a nawet samego władcy Aleksandra, który przecież oficjalnie ciągle dowodził jego armią, choć wielki król nie żył już od ponad pięciu lat). W Persydzie (u boku Peukestasa) spędził Eumenes zimę z 318 na 317 r. p.n.e. Na wiosnę zaś - wsparty posiłkami - zamierzał zadać ostateczny cios Antygonowi.




CDN.
 

09 września 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXVIII

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXXV



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXXV



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. XIII






FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. XIII



DEWARIM
(753 - 586 r. p.n.e.)
Cz. I






 "Wszak on cię uczynił, umocnił, na dawne dni sobie wspomnij. Rozważajcie lata poprzednich pokoleń. Zapytaj ojca, by ci oznajmił, u twoich starców, niech ci powiedzą" - jest to credo z "Księgi Prawa", odnalezionej przez kapłana Hilkiasza w osiemnastym roku panowania króla Judy - Jozjasza (czyli ok. 622/621 r. p.n.e.), spisanej zapewne w latach czterdziestych VIII wieku p.n.e. Kończył się czas proroków którzy swe przekazy ogłaszali ustnie, nadchodził zaś czas "Słowa" (Dewarim), nadchodził czas spisania Powtórzonego Prawa, będącego trzecim z czterech podstawowych źródeł z których składa się pierwsze pięć ksiąg Biblii. Był to też czas kolejnych wielkich proroków - Izajasza i Jeremiasza, będących następcami Amosa i Ozeasza (a wcześniej Eliasza i Elizeusza). W okresie tym mocno podupadło Królestwo Północne. Z chwilą śmierci Jeroboama II (754 p.n.e.) na tron wstąpił jego syn Zachariasz, który jednak został obalony i zamordowany przez człowieka o imieniu Szallum, ten zaś zginął z ręki kolejnego władcy Izraela - Menachema (753 r. p.n.e.). Tym samym nastał czas niepokoju dla Północy. Na Południu było znacznie lepiej (jak to mówił komisarz Ryba w "Kilerze": "niewiele lepiej, ale lepiej" 🤭).




Póki na tronie w Jerozolimie panował Ozjasz (Azariasz) Królestwo to w dalszym ciągu rozkwitało. Umocnił on Jerozolimę, stworzył zawodową armię, zbudował pierwszy judzki port morski w Ecjon-Gewer. Za jego rządów kwitło rzemiosło i handel a kraj zasiedlali nowi rolnicy, którym władca oddawał ziemię w zamian za niewielkie opłaty z tego tytułu. Ale król ten podupadł na zdrowiu. Okazało się bowiem że zachorował na trąd, a to oznaczało że musiał być izolowany w swym pałacu zarówno od dworzan, jak i od poddanych. Kapłani Świątyni Jerozolimskiej twierdzili, że choroba króla to kara Boga za świętokradztwo którego się dopuścił, a mianowicie miał on osobiście złożyć w Świątyni ofiarę kadzielną Jahwe, a mogli to czynić jedynie kapłani. Ponieważ król był całkowicie odizolowany, a choroba jego trwała długo (prawie 10 lat), obowiązki regenta objął jego syn - Jotam (ok. 750 r. p.n.e.). Nad Judą wówczas znów pojawiły się czarne chmury. Pomimo okresu stabilizacji i pomyślności z czasów świetności rządów Ozjasza, Królestwo Południowe nie było w stanie podporządkować sobie miast państw Filistei, teraz zaś było to już niemożliwe, ponieważ Filistea rosła w siłę i znów (po prawie dwustu latach od czasów inwazji egipskiej faraona Szeszonka) dążyła do ponownego podporządkowania sobie dawnego obszaru swoich wpływów. Poza tym rosła w siłę Asyria. To Królestwo, które jeszcze niedawno było w rozsypce, podzielone i rozbite, a także z północy wypierane ze szlaków handlowych przez Urartyjczyków, teraz ponownie się skonsolidowało i dążyło do ekspansji jakiej nie widzieli poprzedni władcy spod znaku boga Assura. Bowiem po śmierci króla Adad-Nirari III (783 r. p.n.e.) Asyria coraz bardziej staczała się w otchłań chaosu. Kraj rozpadał się, targany wewnętrznymi dążeniami poszczególnych tartanów (jak choćby Szamsziilu) do zgromadzenia jak największej władzy w swoich rękach, a kolejni władcy nie byli w stanie sobie z tym problemem poradzić. Po Adad-Nirari III nastał jego syn Salmanasar IV (panował do 772 r. p.n.e.), a następnie jego brat Aszur-dan III. To właśnie za jego panowania, dnia 15 czerwca 763 r. p.n.e. miało miejsce zaćmienie słońca (co uznano za zły omen dla przyszłości Królestwa). Ale ani on, ani kolejny jego brat Aszur-nirari V (panował w latach 754-745 p.n.e.) nie byli w stanie zaradzić osłabieniu ich państwa.




Ten ostatni, gdy tylko wstąpił na tron w Kalchu, od razu musiał się konfrontować z potężnym władcą Urartu - Sardurem III Wielkim (panował w latach 765-733 p.n.e.), który do tej pory skutecznie odciął Asyryjczyków od Morza Śródziemnego, (zwanego wówczas Wielkim Morzem lub też Morzem Górnym, albo Morzem Zachodnim - w zależności od tego, kto wody te opisywał), a także od szlaków handlowych wiodących do Anatolii i do Syrii. Szczególnie utrata anatolijskich kruszców oraz możliwości pozyskiwania stamtąd wyśmienitych koni (których używała asyryjska jazda) bardzo źle odbiło się na kondycji całego państwa. Jednak gdy Urartyjczycy zaczęli wdzierać się do północnej Syrii, czyli naturalnej drogi ekspansji Asyryjczyków, zagroziło to bezpośrednio samemu Królestwu. Jednym z największych władców tamtych ziem był niejaki Mati'el, który teraz wybrał sobie nowego pana i zamiast wysyłać daninę do Kalchu, słał ją do Tuszpy nad jeziorem Wan (stolicy Królestwa Urartu). Zaraz więc po swej intronizacji Aszur-nirari V wysłał list pełen pogróżek do Mati'ela z Malatii, w którym ostrzegał go aby nie próbował podporządkowywać się Urartyjczykom bo jeśli to uczyni, czeka go okrutna kara z ręki synów boga Assura. Asyryjski władca odnosił się również do sił nadprzyrodzonych w przypadku gdyby Mati'el nie podporządkował się jego woli. Były tam bowiem różne zaklęcia, które miały przynieść owemu władcy zgubę, gdyby nie podporządkował się woli "wielkiego Assura". To też pokazuje jak bardzo upadła siła Asyrii w tamtym czasie, bowiem jeszcze dziad Aszur-nirari V - Szamszi-Adad V nie słałby żadnych listów ani pogróżek ani tym bardziej zaklęć mistycznych, tylko po prostu najechałby kraj Mati'ela, jego samego wbił na pal a ludność albo wymordował albo uprowadził w niewolę. Jaki był więc efekt listu wysłanego przez Aszur-nirari V? Ano taki, że Mati'el podporządkował się Sardurowi, całkowicie bagatelizując groźby płynące z Kalchu (inna sprawa że prawdopodobnie nie uczynił tego z własnej woli, a zapewne stało się tak pod wpływem najazdów Urartyjczyków na jego ziemie). Sardur zaatakował również ziemie należące do niejakiego Bargaji z Bit Agusi i na nim wymusił podobny układ, z tym tylko że Bargaji uzależnił związek z Urartu od układu o wzajemnej pomocy, który brzmiał m.in. tak: "A jeżeli jeden z mych braci, jeden z członków mej ojcowskiej dynastii, jeden z moich synów, jeden z moich urzędników, mych oficerów lub jakikolwiek człowiek z tych, którzy mi są poddani, albo któryś z mych wrogów zapragnie mej głowy, aby mnie zabić i zabić mego syna i me potomstwo - Jeżeli oni mnie zabiją, ty winieneś przybyć sam i pomścić krew mą na dłoniach mych wrogów".




Pomimo swoich gróźb, Aszur-nirari V nie wyprawił się zbrojnie przeciw Mati'elowi. Panował prawie dziesięć lat (do 745 r p.n.e.), a przez ten czas nigdy nie opuścił Kalchu, mało tego, prawie nie opuszczał własnego pałacu. W kraju tymczasem nie działo się dobrze. Odcięty od szlaków handlowych wiodących do Anatolii i Syrii, a także do Egiptu, kraj boga Assura popadał w ruinę i to dosłownie. Poddani króla z Kalchu znacznie zbiednieli i to nawet ci, którzy do tej pory pławili się w bogactwach. W całym kraju zaczęły się więc bunty i zamieszki. Wreszcie w samym Kalchu zawiązał się spisek który przerodził się w jawny bunt (746/745 p.n.e.). przewodził mu niejaki Pul, który wyniesiony został przez oficerów niezadowolonych z bezczynności, jaka zapanowała za ostatnich władców i znacznego zubożenia kraju, a przede wszystkim z braku łupów. Bardzo szybko doprowadzono do usunięcia Aszur-nirari V a wraz z nim wymordowano również innych członków jego rodziny. Nowym królem Asyrii został teraz Pul, który przybrał nowe imię tronowe Tiglat-Pilesara III (jako nawiązanie do pierwszego władcy który nosił to imię, a który panował w latach 1114-1076 i był twórcą środkowego państwa asyryjskiego). Kim był Pul? do dziś nie wiadomo. Prawdopodobnie jednak pochodził z rodu królewskiego, gdyż sam twierdził że wywodzi się od Adad-Nirari III (może ojciec Pula był nieślubnym synem Adad-Nirari III?). Ale może było to tylko propagandowe nawiązanie do poprzedniej dynastii, jako że gdyby nie było bezpośredniego połączenia krwi, to każdy inny oficer czy urzędnik mógłby również w przyszłości zrzucić z tronu Pula/Tiglat-Pilesara i sam ogłosić się władcą. Bez wątpienia jednak nowy władca odznaczał się zdolnościami organizacyjnymi i inteligencją, a po latach rządów słabych władców, stery ujął teraz człowiek, który wyprowadził Asyrię z kryzysu i wprowadził ją na drogę potęgi, jakiej nie zaznała ona nigdy wcześniej. A wszystko to działo się w okolicznościach jakże niesprzyjających, bowiem wciąż istniała potężna dominacja Urartyjczyków, na południu zaś sytuacja była bardzo niepewna, zaś nad Babilonią utracono kontrolę. Lud domagał się szybkich i zdecydowanych reform i tak też się stało.




Rozpoczął więc od reformy wojska. Do tej pory bowiem armia asyryjska składała się z pospolitego ruszenia, wyprawy zaś odbywano najczęściej latem, po zakończeniu żniw (gdyż żołnierze to byli przede wszystkim rolnicy, zaś żniwa miały miejsce w maju). Tiglat-Pilesar III wprowadził teraz armię zawodową (kisir szarruti), która była gotowa do akcji w każdej chwili i w różnych regionach kraju. Trzon armii stanowili nadal chłopi, ale chłopi bezrolni i zubożali, którzy teraz swą karierę upatrywali w służbie wojskowej (a nie jak do tej pory była ona tylko uciążliwym dodatkiem do pracy na roli - choć może nie zawsze takim uciążliwym, bowiem zdobyte w kampanii wojennej łupy zawsze się przydawały). Oczywiście w dalszym ciągu zwoływano chłopów na wyprawy wojenne, ale byli oni już tylko dodatkiem do armii regularnej. Armię tę finansował w całości ze swego skarbu sam król, zaś umundurowanie owych jednostek było w pełni asyryjskie. Tylko Asyryjczycy służyli też w rydwanach i w jeździe, do piechoty zaś brano również przedstawicieli innych nacji. Tiglat-Pilesar III stworzył też formację ochronną dla siebie samego, byli to tzw. sza szepe ("Niepokonani"), a wzorując się na nich następnie władca Babilonu Nabuchodonozor II stworzy własną formację "Walecznych", Persowie zaś potem stworzą swoich "Nieśmiertelnych" (z którymi przyjdzie się zmagać choćby Spartanom Leonidasa pod Termopilami w 480 r. p.n.e.).




 Najpotężniejszą bronią Asyryjczyków były oczywiście rydwany bojowe (można je porównać do współczesnych czołgów, albo w mniejszej skali - karabinów maszynowych). Dla oddziałów piechoty rozpędzone rydwany, których konie swymi kopytami wzburzały piach, a piana toczyła im się z pysków, do tego łucznicy którzy z precyzją wypuszczali swoje strzały - wzbudzała przerażenie. W 10 minut dziesięć załóg rydwanów mogło skutecznie wyeliminować 500 i więcej żołnierzy przeciwnika, było to więc porównywalne do masakry, jakiej dokonały karabiny maszynowe w bitwie np. nad Sommą w czasie I Wojny Światowej. Nic zatem dziwnego że rydwany i jazda stały się elitą armii asyryjskiej. Pierwsze formacje bojowe rydwanów w armii asyryjskiej pojawiły się za czasów panowania Aszurnasirpala II (883-859 p.n.e.), choć oczywiście konie zaprzęgano do rydwanów znacznie wcześniej (w starożytnym Egipcie i w królestwach Mitanni oraz Hetytów miało to miejsce już w XVI wieku p.n.e.), ale mimo to w tamtym okresie nie jeżdżono jeszcze konno. Pierwotnie w ogóle konie trzymano ze względu na ich skóry i mięso, czyli wykorzystywano jak tuczniki, dopiero potem zaczęto się orientować że te zwierzęta znacznie lepiej służą do przewożenia wozów, niż woły czy osły, ale (szczególnie w Egipcie) praktycznie nie dosiadano ich okrakiem. Początkowo zaczęto jeździć na końskich zadach po to, aby skrócić sobie dystans podróży, ale było to bardzo niewygodne i uciążliwe (nie znano przecież siodeł), a poza tym trudno było się utrzymać w taki sposób na koniu. Mijały jednak dekady i zaczęto coraz bardziej zwierzęta te wykorzystywać nie tylko do formacji rydwanów, ale również do jazdy wierzchem. I tak się zaczęło.




Kolejną reformą jaką przeprowadził Tiglat-Pilesar III, była reforma administracji. Przede wszystkim zmniejszono granice istniejących prowincji dzieląc je na mniejsze jednostki i powołując niższych urzędników, którzy choć podlegli lokalnym satrapom, mieli jednak prawo słać listy z prośbami czy ze skargami bezpośrednio do króla. Aby poczta królewska mogła dobrze działać, w całym kraju zorganizowano system koni rozstawnych, co umożliwiło szybkie przemieszczanie się posłańców i wymianę koni. Owi urzędnicy byli teraz uszami i oczami króla na prowincji i mogli raportować o każdych niepokojących działaniach lokalnych gubernatorów. Tak samo było również wśród państw uzależnionych od Asyrii, gdzie na dworach tamtejszych władców również byli reprezentanci króla z Kalchu, którzy informowali go o wszystkim co się tam dzieje, a jednocześnie - jeśli dany władca płacił daninę regularnie, miał zapewniony spokój i bezpieczeństwo oraz ochronę ze strony samego wielkiego króla. W każdym razie Tiglat-Pilesar po przeprowadzeniu owych reform, natychmiast wyruszył na wyprawy wojenne, które były konieczne aby ponownie przywrócić Asyrii jej mocarstwową pozycję w regionie i zmusić dotychczasowych wasali do ponownego płacenia daniny. Dla Izraela i Judy nadeszły teraz ciężkie czasy.


BABILOŃSCY "WALECZNI" KRÓLA NABUCHODONOZORA II BYLI WZOROWANI WŁAŚNIE NA ASYRYJSKICH "NIEPOKONANYCH", A NA NICH WZOROWALI SIĘ PERSCY "NIEŚMIERTELNI"



CDN.

04 września 2026

WIELKA HISTORIA SEKSU - Cz. IV

OD CZASÓW STAROŻYTNYCH 
PO NAM WSPÓŁCZESNE





STAROŻYTNA BABILONIA I ASYRIA
(ok. 3 000 r. p.n.e. - ok. 550 r. p.n.e.)



"NIEWIDZIALNE KOBIETY"


"URARTYJCZYCY... WIELCE LĘKAJĄ SIĘ KRÓLA, MEGO PANA. 
DRŻĄ I MILCZĄ JAK KOBIETY"

STELA Z NINIWY
VII wiek p.n.e.
(PAŃSTWOWE ARCHIWUM ASYRYJSKIE)




 W Babilonii i Asyrii mamy do czynienia ze zjawiskiem tzw.: "Niewidzialnych kobiet". Nie znaczy to jednak, że kobiety na tych ziemiach nagle znikały, lecz odnosi się do ich statusu w społeczeństwie. Mianowicie "Niewidzialne kobiety" miały być właśnie... niewidzialne, co znaczy całkowicie podporządkowane mężczyźnie (ojcu, mężowi lub synom). Oficjalnie mężczyzna mógł mieć tylko jedną, legalną małżonkę, w praktyce jednak wielu z nich posiadało prawdziwe haremy, złożone zarówno z niewolnic, jak i wolnych kobiet, które żyły z danym mężczyzną w konkubinacie. W każdym momencie mężczyzna z Mezopotamii mógł się rozwieść ze swoją małżonką, jeśli tylko uznał to za właściwe (niekiedy nawet mężczyźni brali sobie - wbrew prawu - dodatkowe żony i żyli z nimi pod jednym dachem). Rozwód nie był wcale najgorszą rzeczą dla kobiety (konieczność powrotu do rodzinnego domu i z reguły utrata jakichkolwiek kontaktów z dziećmi, choć mąż był zobowiązany zwrócić posag, jaki żona wniosła do związku w chwili ślubu), gorzej jeśli mąż uznał, że żona nie wypełnia swoich obowiązków odnośnie opieki nad dziećmi i utrzymania domu, wówczas mógł (przy świadkach) wyrzec się jej jako żony i uczynić... swoją niewolnicą, którą potem na przykład mógł sprzedać do jakiegoś (choćby przyświątynnego) domu publicznego (często czyniono tak właśnie, aby uniknąć oddawania posagu). Natomiast jeśli kobieta nie była w stanie dać mężowi syna, miała obowiązek zapewnić zastępstwo w tej dziedzinie i znaleźć mężowi odpowiednią kandydatkę na matkę zastępczą.

Miesiączka i okres trzydziestu dni po urodzeniu dziecka, był dla kobiety niezwykle ciężki. W tym bowiem czasie uważano ją za osobę nieczystą, a to oznaczało że nikt nie mógł się do niej zbliżyć i ona sama też nie mogła niczego dotykać. Była na ten czas zamykana w jednym z pomieszczeń domowych, a po ustąpieniu miesięcznego krwawienia (przed powrotem na łono rodziny), musiała się oczyścić, biorąc zimną i gorącą kąpiel. Prawo zakazywało też (pod karą śmierci) zbliżania się miesiączkujących kobiet do swych mężów. Mężczyźni sami się tego obawiali, dlatego też woleli zamykać na ten czas swe żony pod kluczem, aby uniknąć "niebezpieczeństwa". A mieli czego się bać, bowiem jeśli mężczyzna dotknął miesiączkującej kobiety (lub jakiejkolwiek "nieczystej" rzeczy, z którą ona miała wcześniej kontakt), to sam stawał się nieczysty (na jeden dzień) i musiał czym prędzej się oczyścić. Jeśli zaś w czasie stosunku lub kontaktu z kobietą "nieczystą" mężczyzna miał wytrysk, stawał się nieczysty na siedem dni (bez względu na "czynności oczyszczające" jakim by się wówczas poddawał). Aborcja była zupełnie zakazana, a jeśli kobieta by się jej poddała, karą za to było wbicie jej na pal (przy czym ciało następnie wywożono za miasto, w odludne tereny i porzucano na pastwę dzikich zwierząt). Aby więc nie doszło do niechcianej ciąży, kobiety stosowały środki złożone z najróżniejszych naparów, płynów i "wkładek antykoncepcyjnych".




Mimo tych wszystkich ograniczeń w kwestiach społecznych (i erotycznych), przetrwały imiona kobiet, które cechowały się albo bystrością umysłu, albo też... niepohamowanym popędem seksualnym. Oczywiście, ponieważ w tamtych czasach dokumentowano głównie poczynania rodzin królewskich, nie należy się dziwić że to właśnie imiona królowych przeszył pod tym względem do historii i zapisały się w ludzkiej pamięci. Jedną z takich postaci była królowa Sammuramat, zwana również (z grecka) Semiramidą. Żyła ona na przełomie IX i VIII wieku p.n.e. a była małżonką króla Asyrii - Szamszi-Adada V (panował w latach 824-811 p.n.e.) i matką króla Adad-Nirari III (panował 811-783 p.n.e.), przy czym ona sama sprawowała rządy regencyjne w imieniu syna od 811 r. p.n.e. do 806 r. p.n.e. (zmarła prawdopodobnie w 792 r. p.n.e. w wieku ok. 60 lat). Sammuramat była córką króla Babilonii - Marduk-zakir-szumi I (panującego w latach ok. 879-852 p.n.e.). Babilonia została uzależniona od Asyrii jeszcze za panowania ojca Szamszi-Adada V - Salmanasara III (panował 858-824 r. p.n.e.) po jego zwycięstwie w bitwie 12 królów pod Karkar (853 r. p.n.e. - z tym że bitwa ta pozostała do końca nierozstrzygnięta, aczkolwiek Asyryjczycy zadali znaczne straty siłom armii sprzymierzonych królestw, aczkolwiek nie zdołali ich pokonać). Ok. roku 824 p.n.e. Marduk-balassu-ikbi (syn i  następca Marduk-zakir-szumi i brat Sammuramat) dopomógł Salmanasarowi w stłumieniu buntu jego syna Aszurdaninapla, co zostało przypieczętowane małżeństwem Szamszi-Adada V z ok. 30-letnią Sammuramat (824 r. p.n.e.). Tak została ona królową Asyrii




Prawdziwą władzę zdobyła jednak dopiero po śmierci męża w 811 r. p.n.e. Wówczas to została ogłoszona regentką w imieniu swego małoletniego syna - Adad-nirari III. Sammuramat przeszła do historii właśnie dlatego, że była prawdziwą skandalistką swoich czasów. Po pierwsze - władała krajem bez mężczyzny (syn był niepełnoletni i nie miał wpływu na rządy), niczym prawdziwy król. Dodatkowo często przywdziewała pancerz (specjalnie wyprofilowany) i hełm, oraz wyruszała na czele swych wojsk tłumiąc poszczególne bunty, lub zbierając daniny od opornych lenników. Sprawowała regencję ok. 5 lat, a potem (gdy już jej syn osiągnął pełnoletność i objął rządy) wciąż nieoficjalnie władała krajem zza tronu, aż do swej śmierci ok. 792 r. p.n.e. (niektórzy historycy twierdzą nawet że prawdopodobnie mogła też i sypiać z własnym synem, co zapewne jest już późniejszą nadinterpretacją). Miała mnóstwo kochanków a legendy mówiły że jeśli któryś z nich nie potrafił jej zaspokoić, po wspólnej nocy kazała go wykastrować, a następnie... zakopać żywcem (podejrzewano ją także o otrucie swego męża). Pozostawiła jednak swemu synowi silny i zjednoczony kraj, a jej potomkowie władali Asyrią do 745 r. p.n.e. w którym to roku doszło do buntu i wymordowania rodziny królewskiej przez gubernatora Kalhu - Tiglat-Pilesara III, który koronował się na nowego władcę.



MAŁŻEŃSTWO - RODZINA - SEKSUALNOŚĆ




 Małżeństwo było jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu mieszkańca starożytnej Mezopotamii, choć istniała różnica w pozycji żony i męża. Mężczyźni żenili się bowiem z reguły w wieku już dojrzałym (lub po osiągnięciu wieku męskiego, czyli po ukończeniu dwudziestego roku życia), natomiast kobiety stawały się żonami jeszcze jako nastoletnie dziewczynki (częstokroć wydawano za mąż już 12-letnie dziewczęta, ale to i tak nic w porównaniu z Egiptem, gdzie żonami stawały się nawet 6 lub 7 letnie dziewczęta). Dodatkowo mężczyzna mógł sobie kupić przyszłą żonę (często czyniły tak matki, kupując niewolnice na przyszłe żony dla swych synów, jak to się stało chociażby w przypadku dostojnej pani Nihtesaru, żyjącej w czasach panowania króla Nabuchodonozora II - czyli w VI wieku p.n.e. która zakupiła dla swego syna młodą niewolnicę o imieniu Ninlilhatsine, płacąc za nią 16 srebrnych szekli. W tym celu sporządzony został dokument kupna/sprzedaży - który przetrwał do naszych czasów i stąd wiemy że taka transakcja miała miejsce. Ninlilhatsine początkowo była własnością swej pani, która przygotowywała ją do zamążpójścia z własnym synem - prawdopodobnie ona też nadała jej imię, pod którym ją znamy. Przed samym aktem małżeńskim dziewczyna została wyzwolona, a w spisanym kontrakcie ślubnym przyznano jej status małżonki, mimo że nie była w stanie wnieść własnego posagu - czyli szirku. Tak jednak działo się w wielu przypadkach, gdy albo młodzi mężczyźni, albo ich rodzice - głównie matki - kupowali sobie żony spośród niewolnic, których zarówno w Babilonii jak i Asyrii zawsze było więcej niż niewolników).

W języku staro-babilońskim słowo "mężczyzna" brzmiało "amelu" (było równoznaczne ze słowem "człowiek"), "kobieta" to "sinistu", a "niewolnica" to "amtu". Po wyzwoleniu i zamążpójściu niewolnica staje się kobietą, gdyż wcześniej jest tylko "zwierzęciem w stadzie" - jak mawiali o niewolnikach Babilończycy. Jednak nie ma znaczenia czy kobieta urodziła się wolną czy niewolnicą, gdyż jako żona i tak jest zobowiązana do tolerowania mężowskiej niewierności (mało tego, mąż może utrzymywać oficjalną kochankę, która zamieszkiwać będzie w jego domu pod wspólnym dachem z oficjalną małżonką). Taka kobieta zwana była "esirtu" czyli nałożnica/kochanka. Mężczyzna w Babilonii (jak również w Asyrii) mógł posiadać tylko jedną oficjalną żonę, ale za to miał prawo utrzymywać nawet po kilka nałożnic, które jednak winne były szacunek oficjalnej małżonce. Tylko ona miała prawo do nakrycia głowy chustą, co stanowiło o jej statusie jako kobiety wolnej i zamężnej, esirtu nie ma prawa zakładać chusty na głowę, gdyż jako kochanka i utrzymanka nie jest uważana za kobietę w pełni wolną. Mało tego, oficjalna małżonka może umieścić ją w pokojach służby, a nawet zamienić w osobistą niewolnicę (częstokroć esirtu nosiły przed małżonkami swego kochanka krzesła, gdy żony udawały się np. do świątyni, oraz pełniły obowiązki przy porannej toalecie oficjalnej małżonki). W tym przypadku nie miało żadnego znaczenia czy kobieta, która jest małżonką, była wcześniej niewolnicą, a nałożnica jej męża wolną kobietą - tutaj bowiem te relacje ulegały odwróceniu.




W Babilonii i Asyrii mężczyzna mógł się rozwieść z żoną jeśli uznał że jest nazbyt rozrzutna, bezpłodna lub podejrzewał ją o zdradę. Jeśli udowodniono żonie zdradę, czekała ją zagwarantowana prawnie kara śmierci poprzez publiczne ukamienowanie, ale mąż mógł ocalić żonę, jeśli by wcześniej jej przebaczył, żona zaś nie miała żadnej możliwości rozstać się z mężem, gdyż on był jej opiekunem i panem - dosłownie, częstokroć rozwód był błogosławieństwem dla kobiety gdy mąż się na niego zdecydował, bowiem wcale nie musiał tego robić i zwracać jej darowiznę, zwaną "tirhatu" (zabezpieczającą kobiety przed porzuceniem jej przez męża), zawsze bowiem mógł sprowadzić ją do pozycji niewolnicy - i na to zezwalało mu prawo (ale tylko w sytuacji zdrady lub bezpłodności). Żona była również odpowiedzialna za mężowskie długi (no chyba że przed ślubem zawarto w tej kwestii specjalny zapis). Bezpłodność stanowiła największe nieszczęście dla kobiety z Mezopotamii, nie dość że mąż mógł się z nią rozwieść, to już nikt by jej nie poślubił, a i rodzina nie chciała z reguły przyjąć z powrotem "bezpłodnej", gdyż wówczas wystawiała się na potępienie lokalnej społeczności. Bezpłodna kobieta w zasadzie była na przegranej pozycji w każdej możliwej sytuacji, gdyż nawet jeśli mąż zezwolił jej mieszkać w swoim domu po rozwodzie, to jej pozycja była już podobna do pozycji niewolnicy i teraz to ona musiała służyć kolejnej mężowskiej małżonce, wybranej (lub kupionej) właśnie po to, aby dała mu potomstwo. Jeśli natomiast bezpłodnym okazywał się mąż, nie było to w ogóle komentowane w mezopotamskim społeczeństwie, a panowało raczej współczucie wobec tego, że ów mężczyzna nie pozostawi po sobie własnych dziedziców (szczególnie synów). 

Jeśli jednak mąż nie mógł mieć własnych dzieci, zawsze mógł adoptować dzieci cudze do własnego rodu i zapewnić im dach nad głową, wyżywienie oraz dziedzictwo (pewien kupiec z XV wieku p.n.e. z miasta Kirkut, adoptował wielu synów - głównie z biednych rodzin, zapewniając im równe prawo do dziedziczenia własnego majątku). Ojciec miał całkowite władztwo nad życiem i zdrowiem swych dzieci, był dla nich (jak określają to zapiski) "panem i właścicielem". To ojciec decyduje o ożenkach swych dzieci i o tym, jaką mają oni pełnić rolę w przyszłości. Nie ma mowy o sprzeciwie, matka nie ma żadnych praw w stosunku do swych dzieci, chyba że mąż uzna inaczej. Dzieci zobowiązane są do szacunku i posłuszeństwa rodzicom (szczególnie ojcu) i do pomocy im na starość. Jeśli mężczyzna spłodził dzieci z niewolnicą, były one również niewolnikami (chyba że ojciec je adoptował) dopóki on żył, zyskiwały natomiast automatyczną wolność w chwili śmierci ojca. Wolność zyskiwała wówczas również ich matka (jeśli wcześniej nie została wyzwolona). Zdarzało się jednak że niewolnice dla swych mężów nabywały żony, aby ci nie brali sobie oficjalnych konkubin. O ile mąż mógł kupić i poślubić niewolnicę, wyzwalając ją, o tyle wolna kobieta mogła poślubić niewolnika tylko za zgodą członków własnej rodziny (ojca lub braci). Jeśli nie wnosili oni żadnych zastrzeżeń w tej kwestii, kobieta mogła kupić, wyzwolić i poślubić niewolnika (no chyba że niewolnik należał do innego pana, wówczas musiała również uzyskać jego zgodę na małżeństwo). 




Kupowano również niewolników i niewolnice po to tylko, aby ci płodzili ze sobą nowych niewolników, tym samym powiększając majątek pana i jego potomków. Niektórzy niewolnicy stawali się bardzo majętni i kupowali własnych niewolników, choć ich status wciąż się nie zmienił i sami podlegali swemu panu (żyjący w V wieku p.n.e. - już po podboju Babilonii przez Persję - niewolnik imieniem Ribat, doszedł do takiego majątku, że posiadał ziemię, kilka domów i stawy {które wydzierżawił synom żydowskiego bankiera imieniem Muraszu - jak mówi babilońska inskrypcja z tego okresu}). Obowiązkiem żony i niewolników (którymi zarządzała), było przede wszystkim dbanie o dom i opieka nad swymi dziećmi. Dzień powszedni mieszkańców Babilonii i Asyrii zaczynał się od porannego powitania (z reguły całowano się na dzień dobry, jako symbol podzięki bogom że pozwolili oni spokojnie przetrwać noc). Następnie przystępowano do porannej toalety - załatwiano potrzeby fizjologiczne i myto się (używano nawet mydła, które co prawda nie przypominało dzisiejszego, ale można je tak właśnie nazwać, choć wykonane było ze zmieszanego ze sobą popiołu, oliwy i delikatnej glinki), golono się (te prace w bogatych domach wykonywali specjalnie przyuczeni niewolnicy), następnie ubierano i przystępowano do śniadania. Było ono z reguły dość skromne, a składał się nań głównie chleb (który nie przypominał dzisiejszego, było to raczej ciasto bez skórki, przypominające bardziej placki lub naleśniki niż chleb), który popijano wodą lub napojem palmowym. Następnie udawano się do pracy (rzemieślnik szedł do warsztatu, kupiec na bazar itd.). Po pracy spożywano obiad-kolację, na który składały się z reguły (w bardziej zamożnych domach): ryby, mięso, jarzyny (dynie, ogórki, melony, daktyle etc.), sery, owoce i ciasta (spożywano również gotowaną szarańczę). To wszystko popijano winem, piwem lub napojem palmowym (ewentualnie zwykłą wodą). Po kolacji Babilończycy zaś spędzali czas już wedle własnych upodobań (oczywiście nie wszyscy szli do pracy, ludzie majętni nie pracowali fizycznie, raczej zajmowali się własnymi interesami np. swoimi placówkami handlowymi i organizacją dlań karawan).




 Miarą bogactwa było posiadanie ziemi i złota (również klejnotów, które często zamawiały bogate damy). Zwykłe wynagrodzenie płacono jednak albo bezpośrednio w towarach, albo w szeklach, które to bryłki (częściowo srebrne) były substytutem pieniądza. Według kosztów wynagrodzeń i utrzymania z czasów Nabuchodonozora II, wychodzi że dobre wino gronowe kosztuje 8 szekli za dzban (płacono również w towarach, był to więc częściowo handel wymienny), ale już wino daktylowe (uważane za napitek dla najuboższych) kosztowało jedynie pół szekla (można przyjąć że jeden szekiel to mniej więcej 25 amerykańskich centów lub 92 polskie grosze), jeden gur daktyli (czyli 0,41 kg.) kosztuje właśnie jednego szekla, olej sezamowy półtora szekla, a jęczmień na ciasto chlebowe od 1 do 3 szekli (tanieje w okresie żniw). Natomiast zarobki wyglądały następująco: robotnikom i rzemieślnikom płacono głównie (choć nie tylko) w towarach, i tak otrzymywali określoną ilość jęczmienia (placków chlebowych), daktyli, wina, piwa, oliwy oraz mydła. Ci, którzy otrzymywali zapłatę w szeklach - według zapisków z czasów Nabuchodonozora - dostawali od 60 do 150 szekli (niewolnika można było zaś nabyć już od 40 szekli w górę). Zakupy dla domu robiły albo żony osobiście, albo wysłane przez nich niewolnice (w tym również owe esirtu).




Kobieta w ciąży była szczególnie szanowana, ale gdy tylko urodziła, od razu stawała się... nieczystą. Przez trzydzieści dni po urodzeniu była odosobniona i trzymana pod kluczem w jednym z pomieszczeń, z którego jednak usunięto wszelkie meble i sprzęty. Kobieta spała na leżance i nie mogła niczego dotknąć (nawet posiłek podawano jej w taki sposób, aby niewiele mogła sama dotknąć. Po trzydziestu dniach wypuszczano ją z zamknięcia i owinięta w białą szatę, szła by się oczyścić - wówczas po raz pierwszy od miesiąca myła się i brała kąpiel - dopiero wówczas mogła ponownie stać się żoną i matką (ale gdy tylko dostała okresu, ponownie zmykano ją na sześć dni i ponownie potem musiała się z tego oczyścić aby móc zbliżyć się do męża i dzieci). Liczyło się tylko urodzenie syna, córki traktowano jako kolejny wydatek (rodzina musiała opłacić pana młodego ofiarowując mu posag, aby ten poślubił daną dziewczynę), dlatego też kobiety czyniły wiele, aby tylko urodzić synów. Zasięgano opinii wróżbitów i kupowano mikstury, które miały pomóc począć chłopca. Jeśli kobiecie na twarzy wyskoczyła krosta, traktowano to jako dobry znak - uważano bowiem że wówczas właśnie urodzi się syn. Kobiety które urodziły chłopców, były traktowane w społeczeństwie mezopotamskim znacznie lepiej, niż te, które urodziły same dziewczynki, nie wspominając już o tych, które były bezpłodne - dla nich była bowiem jedynie powszechna wzgarda.



PS: Pierwotnie chciałem kolejny temat rozpocząć od opisania społeczeństwa Celtów i Słowian i ich erotycznych praktyk (w tym stosunku do kobiet), ale uznałem że jednak powinienem trzymać się pewnego rodzaju chronologii, tak więc nim przejdziemy do tamtych Ludów, w kolejnej części znajdziemy się Antycznej Helladzie, kraju Zeusa, Apollina, Demeter i Posejdona, przyjrzymy się też jak wyglądał kult wielkich bogiń (a przy tym również seksualności) wśród wtajemniczonych w misteria


CDN.

24 sierpnia 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXVII

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXXIV



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXXIV



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. XII






FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. XII



RECHABICI
(841 - 753 r. p.n.e.)
Cz. V



 Król Judy - Ozjasz postanowił ponownie wyprawić się (wcześniej taką wyprawę przeprowadził jego ojciec Amazjasz) przeciw Edomitom, których siedziby znajdowały się w południowo-wschodnich rejonach Palestyny, tuż nad granicą z Arabią. Namówił do takiej wspólnej wyprawy Jeroboama z Izraela i ten zgodził się wziąć w niej udział. Miał to być przykład braterstwa dawnej Monarchii Dawida i Salomona, coś na wzór ponownego zjednoczenia obu rozdartych części, i tak też się stało. Do wyprawy tej doszło ok. 763 r. p.n.e. i zakończyła się ona całkowitym sukcesem. Edomici zostali rozbici, ich stolica Soar spalona, wzięto tam też wielu jeńców. Była to pierwsza jaskółka odnowy Królestwa Judy, która od czasu klęski pod Bet-Szemesz w 784 r p.n.e. politycznie i militarnie istniała w cieniu Izraela. Zachęcony tym sukcesem Ozjasz (ok. 760 r. p.n.e.) przeprowadził wielką wyprawę na Ammonitów, których siedziby znajdowały się daleko na wschód za Morzem Araby (czyli za Morzem Słonym). Zdobył Rabbę (główne miasto Ammonitów) i zmusił ich do uznania swojej zwierzchności. Teraz, mając zabezpieczone granice na południu i na wschodzie swego Królestwa, mógł oficjalnie już przystąpić do konfrontacji z rosnącymi w siłę Filistynami. Według Biblii Ozjasz miał zdobyć filistyńskie miasto Gat, ale nie może to być prawdą, jako że pozostałości VIII-wiecznego miasta Gat, niosą na sobie zniszczenia z czasów znacznie późniejszych niż lata panowania Ozjasza (archeologiczna faza A-2) i są zbliżone do czasów panowania króla Asyrii - Sargona II, czyli końca VIII i początku VII wieku p.n.e. Jednak nawet jeśli Gat nie zostało wówczas zdobyte, to bez wątpienia Ozjasz odnosił sukcesy w walkach z Filistynami z tego miasta jak i z Aszkalonu i Jamnia. Bez wątpienia wpływ Filistynów na Judę został wówczas zahamowany i od tego to okresu możemy przyjąć realną dominację tego Królestwa na ziemiach Kraju Nadmorskiego (a z całą pewnością w Szefeli), a nie, jak próbuje nam to tłumaczyć Biblia, już w czasach Dawida i Salomona. Z pewnością to również Ozjasz zajął dla Judy port Ecjon-Gewer, dzięki temu Juda po raz pierwszy w swych dziejach miała dostęp do morza i nie musiała już polegać na dostawach płynących z Filistei. Król Ozjasz na nowo też ufortyfikował Jerozolimę, stworzył zawodową armię, która znacznie bardziej sprawdziła się w walkach niż wojsko z poboru. Dzięki uzyskaniu morskiego okna na świat jak również stworzeniu placówki handlowej w Kuntilet-Adżrud (na drodze wiodącej do Gazy i Egiptu), mieszkańcy Judei znacznie się wzbogacili, wzrosła też ich populacja. Odtąd jałowe ziemie obsadzano rolnikami, a w Gibea (miasto na północ od Jerozolimy) stworzono wspaniałe winnice, dzięki którym cały kraj zaopatrywano w wina i można było zaprzestać importowania win z Filistei. W Beer-Szeba (miasto na południu Judei, położone nad Słoną Doliną) stworzono ośrodek wyrobu płócien, którego towary wysyłano również do Egiptu. Wydaje się też że nastąpiło znaczne wyrównanie poziomu życia mieszkańców, gdyż na przykładzie wykopalisk z miasta Debir (dziś Tell Bejt-Mirsim), nie odnaleziono wielkich dysproporcji w majętności mieszkańców (dlatego sugeruje się że ludzi biednych praktycznie nie było, jako że kapłani już wówczas pomstowali na panujący wszędzie zbytek). Królestwo Judy rosło więc w siłę, a utrzymując pokój i dobre stosunki z Izraelem, mogło bogacić się i skierować swoją ekspansję w kierunku zachodnim (przeciw Filistynom) i wschodnim (przeciw Edomitom, Ammonitom i Moabitom).




W Samarii natomiast zmarł król Jeroboam (754 r. p.n.e.), a jego następcą został syn - Zachariasz. Od kilku lat na dworze Jeroboama w Samarii działał prorok Amos. Był to pierwszy z tzw. "proroków piszących" (jakkolwiek sam nie spisywał swych tekstów, a czynili to za niego inni). Było to mniej więcej w sto lat od czasu, gdy ostatni wielki prorok - Elizeusz napominał króla Achaba. Prorok Amos urodził się w wiosce Tekoa, położonej na wyżynie judzkiej, gdzie wypasał owce i hodował figi. Z czasem jednak przeniósł się do Północnego Królestwa (gdzie zapewne otrzymywał lepsze ceny za swoje towary, szczególnie za wełnę). Tam, w sanktuarium Jahwe w Betel objawił się jako Boży mędrzec i wkrótce potem król Jeroboam ściągnął go do Samarii. Tam oczywiście Amos (podobnie jak inni kapłani) krytykował odwracanie się Izraelitów od Boga i oddawanie czci pogańskim bożkom, ale przede wszystkim skupiał się na podstawie moralnej. W Księdze Amosa bowiem zapisane jest, iż Izraelczycy "Stali się twardzi i bezwzględni wobec ubogich i uciśnionych, zadawali się z prostytutkami w świątyni i nie dopuszczali do głosu tych, którzy wyrażali wolę Jahwe. Złamali tym samym przymierze, które Bóg zawarł z ich przodkami, nie unikną przeto kary, którą im przeznaczył. Jahwe zniszczy więc upodlone sanktuarium w Betel, a po Samarii nie zostanie nawet ślad, aby świadczyć o jej dawnym bogactwie". Amos głosił nadejście "Dnia Pańskiego", początek czasu lamentu i nieszczęść dla Izraela, a to dlatego że odrzucili oni Boga i hołdują pustym objawom religijności. Nic nie dadzą ofiary składane na ołtarzu Jahwe, nic nie dadzą modlitwy w upodlonych sanktuariach w Betel, czy w kraju Dan. Dzień Pański nadejdzie, a będzie on związany z lamentem, płaczem i nieszczęściem. Nastaną czasy ciemności i niewoli dla Izraela. Aby jednak tego uniknąć, musi nastąpić głęboka odnowa moralna i powrót do tradycji przodków. Związane to musi być z wyrzeczeniem się pogaństwa, zniszczeniem pogańskich świątyń i spaleniem pogańskich bożków. Jeśli to nie nastąpi i nie nastąpi szybko (bo Dnia Sądu nie można przecież odwlekać w nieskończoność) zamiast czasów doskonałej szczęśliwości, nadejdzie czas łez, upadku i śmierci - bowiem Jahwe zetrze na proch wszystkich swoich wrogów. Głoszenie tak apokaliptycznych wizji szybko spowodowało konflikt Amosa z kapłanem Świątyni w Betel - Amazjaszem, który kazał mu wynosić się ze Świątyni ("Przestań pleść bzdury i wynieś się ze świątyni w Betel"), na co jednak Amos miał mu odpowiedzieć: "Nie byłem ja prorokiem ani nie jestem uczniem proroków, gdyż byłem pasterzem i tym, który nacina sykomory. Od trzody bowiem wziął mnie Jahwe i rzekł do mnie Pan: "idź, prorokuj do narodu mego, izraelskiego". Amazjasz jednak nie chciał uwierzyć w to, że oto sam Jahwe zwrócił się do Amosa i ponownie kazał mu opuścić Świątynię. Wówczas Amos stwierdził że Bóg przemówił do niego i przepowiedział co spotka Amazjasza, a mianowicie że obcy żołnierze zgwałcą jego żonę, zabiją jego dzieci, jego ziemie zajmą a jego samego uprowadzą w niewolę, gdzie umrze w zgryzocie. Wówczas kapłan Amazjasz kazał wezwać straż, która strzegła Świątyni i polecił im wyrzucić Amosa siłą. Zabronił mu również wstępu do tego przybytku pod karą śmierci. Od tej pory Amos zaczął głosić swe apokaliptyczne wizje po całej okolicy, aż dowiedział się o tym król Jeroboam i ściągnął go do stolicy.




Jeroboam chciał się bowiem dowiedzieć, czy Amos jest prawdziwym prorokiem, czy też takim, który za ciepłą strawę i kąt do spania przepowie wszystko tak, jak życzy sobie tego ten, który pragnie uzyskać dobrą wróżbę. Według Izajasza fałszywi prorocy dodatkowo jeszcze upijali się i wymiotowali na stoły, a Mojżesz twierdził że prawdziwe proroctwo należy uznać za rzeczywiste dopiero wtedy, kiedy się wydarzy. Problem tylko polegał na tym, że proroctwa te często były tak daleko rozrzucone w czasie, że trudno było doczekać jego urzeczywistnienia się i dlatego właśnie Jeroboam pragnął sprawdzić czy wieśniak Amos rzeczywiście jest głosem samego Jahwe. Gdy zaś Amos zjawił się przed obliczem króla i ten go wysłuchał, doszedł do wniosku że ów prorok tak naprawdę nie tyle walczy z religią pogańską, ile dąży do odnowy moralnej Izraelitów, czyli jego poddanych. Wielokrotnie też Amos dawał do zrozumienia, że Jahwe nie jest bogiem li tylko Izraela czy Judy, a wszystkich ludów, natomiast bożki które czczą obce narody, "są niewarte marnego słowa". Prorok ten mówił również, że religia jest tylko mydleniem oczu jeśli nie związana jest z odnową moralną, a przede wszystkim z szacunkiem dla ubogich - co również podkreślał. Nic nie znaczą piękne formułki religijne, ani też ofiary, jakie składane są na ołtarzu Jahwe, jeśli człowiek w sercu ma kamień. Twierdził też że Królestwo Izraela czeka zagłada, a jego mieszkańców niewola i sromota jeśli nie odmienią się wewnętrznie. Mówił że nadejdzie potężny król z Północy z kraju Assura i weźmie wszystkich w niewolę, zniszczy miasta a ludność upokorzy, czyniąc z nich swoich niewolników. Te wszystkie zapowiedzi i zaklęcia wydawały się wówczas śmieszne, jako że Asyria w tamtym czasie to był kraj stojący na krawędzi wewnętrznego rozpadu, zaś Królestwo Izraela było bodajże najpotężniejszym państwem regionu. Słowa Amosa budziły jednak przerażenie, szczególnie gdy opowiadał o Dniu Sądu, który w wyobrażeniach Izraelitów miał być radosnym dniem dla wyznawców Jahwe - jedynych sprawiedliwych którzy wzięci zostaną do Nieba. Amos mówił że to wszystko bzdury, że gdy nadejdzie Dzień Sądu: "Pieśni dworskie zamienią się w lamenty, wszędzie mnóstwo trupów, na każdym miejscu rozrzucone ciała, smród i zgnilizna płonących miast i cisza, śmiertelna cisza". Amos jednak dodawał że Dom Dawidowy podniesiony zostanie z upadku dzięki "Reszcie Sprawiedliwych" i to dawało pewną nadzieję w ogromie tych apokaliptycznych wizji. Aby przybliżyć ten czas i ocalić ową Resztę Sprawiedliwych, ludzie zebrani wokół Amosa zaczęli tworzyć coś na kształt bractwa proroków (o którym on również mówił, a które wówczas nie istniało, chyba że miał na myśli ową sektę Rechabitów, ale jest to mało prawdopodobne). I to właśnie ludzie z tego kręgu i ich następcy spisali tzw. księgę Amosa.




Amos nie był jednak jedynym prorokiem w tamtym czasie. Innym wielkim prorokiem działającym w ostatnich latach panowania Jeroboama II był Ozeasz. On również krytykował uwielbienie Izraelitów dla obcych kultów i zwalczał je zdecydowanie bardziej niż Amos, twierdząc że los Izraela - jeśli nie powróci na drogę Bożej Prawości - jest już przesądzony i czeka go zagłada. Notabene ani Amos ani Ozeasz nie doczekali efektów swych przepowiedni (Ozeasz nauczał jako prorok mniej więcej dwadzieścia lat, Amos jeszcze krócej). Nie doczekali roku 722 p.n.e. gdy władca Asyrii Salmanasar V zdobył Samarię a mieszkańców wziął w niewolę, realnie niszcząc to Królestwo. Dwadzieścia lat później (701 r. p.n.e.) podobnie postąpił z Południowym Królestwem król Sannacheryb po zdobyciu Lachisz i wzięciu w niewolę tysięcy Judejczyków. Jedynie fakt że obroniła się wówczas Jerozolima nie doprowadził do takiej samej zagłady, jak stało się to z Królestwem Północnym, ale Judea była już od tej pory państwem całkowicie zależnym od Asyrii (notabene doprowadziło to do odrodzenia potęgi Filistynów, ale do tego jeszcze powrócę). W czasach jednak kiedy Amos i Ozeasz przepowiadali swe proroctwa, nic nie zapowiadało nadejścia takiej katastrofy. Ozeasz twierdził, że Pan kazał mu poślubić niewolnicę która pracowała jako prostytutka, o imieniu Gomer i spłodzić z nią trójkę dzieci, których imiona miały być przesłaniem dla Izraela. Tak bowiem jak Gomer, która otrzymała drugą szansę poślubiając Ozeasza, tak samo Izraelici - żyjący długo bez Boga: "Będą szukać Pana Boga swego (...) i z drżeniem pośpieszą do Pana, do Jego dóbr u kresu dni". Gomer zaś miała być przykładem upodlenia seksualnego, będącego częścią pogańskich religii kananejskich, fenickich czy syryjskich i jedynie małżeństwo z Ozeaszem uczyniło z niej na powrót kobietę, tak samo jak odrodzenie w Jahwe uczyni lud Izraela na powrót "Ludem Wybranym". W księdze Ozeasza jest dosyć dokładnie opisane (nawet miejscami zbyt dokładnie) postępowanie Gomer, zanim ta została żoną Ozeasza. Jest tam bowiem powiedziane że była ona wulgarna i krańcowo niemoralna, podobnie jak niemoralni są Izraelici oddający się kultom Baala, Asztarte czy innych obcych bóstw. Jeśli Izrael ma przetrwać, jeśli nie ma zostać zniszczony obcym najazdem a jego ludność uprowadzona do niewoli, to musi się odrodzić, odrzucając obce bożki, tak, jak odrodziła się Gomer pod wpływem Ozeasza. 

A czas płynie i Dzień Sądu się zbliża, gdy zaś nadejdzie, nie będzie już ani czasu na litość, ani też możliwości ucieczki, wszystkich spotka śmierć, głód, bieda i hańba niewoli (notabene upadek Samarii w 722 r. p.n.e. i upadek Lachisz w 701 r. p.n.e. mają wiele wspólnego z owymi przepowiedniami, bo rzeczywiście ludność została uprowadzona w niewolę, wcześniej część została wymordowana, a ci, którzy pozostali, żyli w hańbie i biedzie). Ale zwalczając wiarę w to, że to Baal jest panem ziemi i płodów rolnych (co było bardzo popularne wśród rolników w Izraelu, oddawać cześć Baalowi, jako typowo chtonicznemu bóstwu), Ozeasz niesie Izraelowi więcej nadziei niż Amos, twierdząc że Jahwe swój odnowiony lud wybrany uczyni panem całej Ziemi i od niego zależne będą inne narody świata. Nie znamy pochodzenia Ozeasza, ale zapewne należał on do kasty kapłańskiej (lewitów), chodź mocno ją krytykował i jak to jest zapisane w Księdze jego imienia: "Kapłanie (...) ty się potykasz we dnie i w nocy, a wraz z tobą potyka się prorok (...). Kapłani są podobni do zgrai zbójeckiej (...). Głupcem jest prorok, a mąż natchniony szaleje. Tak jest z powodu wielkiej winy twojej!" Ozeasz głosił więc, że to nie pod wpływem proroka czy też kapłana powinniśmy zmieniać swoje życie, tylko pod wpływem gorącej miłości do Jahwe. Wedle słów samego Jahwe (jakie miały objawić się Ozeaszowi) Izrael ma stać się "Wspaniały jak drzewo oliwne, woń jego będzie zaś jak woń Libanu". Ale aby to nastąpiło, już teraz Izrael i Juda muszą się ponownie zjednoczyć, zatrzeć wzajemne rozłamy i stać się jednym ludem, bo podzieleni są znacznie słabsi i podatni na obce wpływy. Wszystko to jednak musi się odbyć w atmosferze całkowitej pokory i miłości do Jahwe, gdyż tylko Jahwe - jako jedyny Stwórca wszechrzeczy - może ocalić Izrael, tak jak wcześniej on, Ozeasz ocalił od upadku Gomer. W Księdze Ozeasza jest napisane: "Gomer nazwie mnie Mężu mój i już nigdy nie powie Baalu mój (...) tak Izrael powie Boże mój i nigdy już więcej nie powie Baalu mój".




Upadek który wieścili Amos i Ozeasz (choć oczywiście nie tak spektakularny, jak to będzie miało miejsce później), zaczął się w Królestwie Północnym już po śmierci Jeroboama II, czyli po roku 754 p.n.e. Na tron wstąpił jego syn Zachariasz, który po kilku miesiącach panowania (753 r. p.n.e.) został obalony i zabity przez uzurpatora o imieniu Szallum. Usunął go niejaki Menachem, który został nowym królem Izraela (753-742 p.n.e.). Tak oto dynastia Jehu (założona prawie dziewięćdziesiąt lat wcześniej w wyniku rebelii i wymordowania rodu Omriego) przestała istnieć. Jednocześnie - co ciekawe - zarówno w Królestwie Północnym jak i częściowo również w Judzie znacznie zmniejszyły się wpływy sekty Rechabitów (prawdopodobnie doszło tam do jakiegoś rozłamu lub rozpadu tej dotąd tak ścisłej formacji), po którym przestała ona mieć jakikolwiek wpływ na politykę. Natomiast na Południu, w Jerozolimie nadal rządzili potomkowie Dawida i Salomona i tam rzeczywiście ta dynastia była trwała. Wydawało się też że pomimo pewnych wstrząsów politycznych zarówno na Północy jak i na Południu ten niczym niezmącony okres dobrobytu i sukcesów (zarówno politycznych jak i militarnych) będzie trwał wiecznie, tym bardziej że takie ludy jak Asyryjczycy i Urartyjczycy byli ze sobą w ciągłych zatargach, a Aramejczycy z Damaszku dawno już utracili dominującą pozycję w regionie i nic nie wskazywało na to, że mogą ją odbudować. Ale jak zapisane jest w Księdze Koheleta: "To co jest, już było, a to co ma być kiedyś, już jest. Bóg przywraca to, co przeminęło". Już wkrótce ta rozbita i idąca ku samozagładzie Asyria ponownie odrodzi się i to do takiej pozycji, jakiej nigdy wcześniej w swej historii nie miała, a jej wojska w kilka dekad później staną nad Nilem (dochodząc aż do Teb). To jednak daleka przyszłość i w tamtym czasie nikt - nawet w najśmielszych planach - nie przewidywał takiego obrotu spraw. Życie toczyło się dalej, Menachem odbudował swoją pozycję na Północy, a na Południu król Ozjasz tworzył potęgę Judy. Wydawało się że wszystko idzie dobrze...




Jeszcze mała ciekawostka o której co prawda wcześniej pisałem, ale warto przypomnieć. W odległej Italii, nad Tybrem w 753 r. p.n.e. dwaj bracia Romulus i Remus założyli nowe miasto, które w przyszłości zdominuje cały znany świat (poza Chinami i Indiami oczywiście, które leżały dosyć daleko) i odrodzi się jako potęga, mająca nawet po swoim upadku ogromny duchowy i kulturowy wpływ na całe średniowiecze a także na nowożytność.






CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...