WYŚWIETLENIA

05 lipca 2026

ZJEDNOCZENIE PRUS I INFLANT Z POLSKĄ - Cz. I

POCZĄWSZY OD PIERWSZEGO SPORU POLSKO-KRZYŻACKIEGO (1309-1310), AŻ PO PRZYŁĄCZENIE INFLANT DO RZECZPOSPOLITEJ (1558-1561)





VARIA
CZYLI DLACZEGO PRUSACY CHCIELI ZJEDNOCZENIA Z POLSKĄ


"JEDNOGŁOŚNIE, DOBROWOLNIE I ZE STANOWCZĄ ROZWAGĄ (...) PODDALIŚMY SIĘ I OBECNIE PODDAJEMY SIĘ NAJJAŚNIEJSZEMU KRÓLOWI I KORONIE POLSKIEJ JAKO NAJWYŻSZEMU PANU I OD NIKOGO INNEGO NIE POWINNIŚMY BYĆ UZALEŻNIENI I JEMU POSŁUSZNI I PODDANI"

NIEMIECCY POSŁOWIE STANÓW PRUSKICH
1525 r.


 Był czas w naszych dziejach, kiedy sięgaliśmy naprawdę daleko i to nie tylko na Wschód, ale również na Północ, Południe i Zachód. Był czas gdy Moskwa mówiła po polsku, a Anglicy, Francuzi czy nawet Niemcy próbując robić interesy handlowe z Moskwą, musieli w kontaktach z tym państwem używać języka polskiego. Był czas gdy Polacy władali ziemiami na których dzisiaj leży miasto Berlin, a także czas gdy Morze Bałtyckie i Morze Czarne zjednoczone zostały przez mocarstwo Jagiellonów. W tym temacie przede wszystkim chciałbym opisać w jaki sposób do Polski zostały przyłączone Prusy Królewskie, jak Prusy Książęce pragnęły pójść w ślady tych pierwszych i ostatecznie połączyć się z Królestwem Polskim, oraz w jaki sposób Inflanty stały się częścią ziem polsko-litewskiego państwa. W tym temacie pragnę więc nie tylko opisać spory polsko-krzyżackie (począwszy od zajęcia przez Zakon Krzyżacki Pomorza Gdańskiego w 1309 r.) aż do odzyskania całej tej ziemi w roku 1466, oraz tego, jak Inflanty stały się częścią Rzeczypospolitej. Wydaje mi się bowiem że o ile ten pierwszy temat związany z Pomorzem Gdańskim jest mniej więcej Polakom znany (z naciskiem na mniej), o tyle ten drugi, czyli pozyskanie Inflant - jest kompletnie nieznane, a jest to bardzo ciekawy i niezwykle fascynujący okres, tym bardziej że Inflanty (czyli Kurlandia i Semigalia a także Inflanty Polskie) były częścią ziem polsko-litewskich od roku 1561 aż do końca istnienia I Rzeczypospolitej, czyli do 1795 r. Zresztą przetrwało to również w kulturze (chociażby w powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza pt.: "Kariera Nikodema Dyzmy" wydanej w 1932 r. główny bohater podaje się właśnie za przedstawiciela szlachty kurlandzkiej).




Warto więc pamiętać że ogromna część obszaru Bałtyku kontrolowana była wówczas przez Rzeczpospolitan, ale przecież nie tylko. Jest takie powiedzenie, że w czasach Wielkiej Rzeczpospolitej Polaka mówiącego iż wyjeżdża nad morze, pytano się nad które i rzeczywiście, gdyż nie tylko Bałtyk ale również Morze Czarne było spięte tym Jagiellońskim łańcuchem polsko-litewskiego mocarstwa. Kilkukrotnie też na tym blogu opisywałem sytuacje, gdy jakieś wschodnie miasto lub ziemia - należące do Rzeczypospolitej Obojga Narodów - kurczowo trzymało się przynależności do państwa polsko-litewsko-ruskiego, za żadne skarby świata nie chcąc zostać włączonym do Carstwa Rosyjskiego. Działo się tak pomimo bliskości językowo-religijnej wschodnich ludów Rzeczypospolitej z Rosjanami - jak choćby w 1645 r. gdy król Władysław IV w ramach reorganizacji granicy wschodniej (a przede wszystkim zawarcia sojuszu z Moskwą przeciwko Turkom i Tatarom w projektowanej przez niego wielkiej wojnie z Imperium Osmańskim), zamierzał oddać Moskwie Nowogród Siewierski. Wówczas to mieszkańcy owego miasta poczęli umacniać się i uzbrajać, jednocześnie śląc swych przedstawicieli do króla, na Sejm i do Senatu, wszędzie prosząc o nie oddawanie ich grodu Moskwie. Dlaczego, należałoby zapytać, skoro w większości zamieszkiwali to miasto sami Rusini, blisko spokrewnieni zarówno językowo jak i religijnie z Moskalami? Ano dlatego, że przebywając w granicach Rzeczypospolitej wiedzieli, że żyją w kraju wolnym, gdzie bez zgody obywateli (czyli szlachty, zgromadzonej na sejmach) król nie jest w stanie niczego wymusić i niczego zmienić (miało to też i swoje negatywne skutki, ale nie o tym teraz), natomiast ci ze Wschodu, to była zupełnie inna cywilizacja. Cywilizacja bezwzględnego posłuszeństwa carowi i totalnego upodlenia obywatela, który stawał się poddanym. Różnica była więc dla tych ludzi znacznie ważniejsza pod względem cywilizacyjno-mentalnym, niż bliskość językowo-religijna. Rusini po prostu nie chcieli wchodzić z Rosjanami w żadne bliższe polityczne relacje, zdając sobie sprawę, że każda tego typu próba skończyłaby się odebraniem im wolności, i sprowadzeniem do roli bijących czołem o ziemię poddanych gosudara.

Na wschodzie więc tego nie chciano, ale dlaczego na zachodzie niemieckie (a przynajmniej w dużej mierze zniemczone, bowiem ludność polska w Prusach też była dość liczna) Prusy Wschodnie również nie pragnęły połączyć się z zachodnimi przecież Brandenburczykami i woleli pozostać pod władzą króla polskiego, a nawet włączyć się w granice Rzeczypospolitej, wszystko byle nie do Brandenburczyków. Notabene ten właśnie stan pokazuje w dość ciekawy sposób, że nawet jeśli istniał niemiecki język, którego mieszkańcy posługiwali się na pewnym terenie Europy, to jednak nie istniała zupełnie niemiecka świadomość wspólnotowa, która zaczęła się tworzyć dopiero w początkach XIX wieku (wraz z wybuchem wojen napoleońskich, chociaż oczywiście ta świadomość powoli zaczęła kształtować się już od wieku XVI wraz z reformacją religijną Marcina Lutra), wcześniej bowiem niemiecki patriotyzm nie istniał, istniały natomiast niemieckie lokalne patriotyzmy, którym nie w głowie było powstanie zjednoczonego państwa niemieckiego, a jedynie przetrwanie. Prusacy bowiem uważali się za znacznie lepszych od Brandenburczyków, których mieli za zwykłych pastuchów świń - bowiem w Berlinie w centrum miasta pasły się świnie (aż do 1690 r. gdy zostało to oficjalnie zakazane). Berlin zresztą był miastem tylko z nazwy, w dużej mierze bowiem o zabudowie drewnianej i dachach krytych słomą (zabroniono tego w 1680 r. ze względu na liczne pożary). Porównanie tego prowincjonalnego miasteczka (które było stolicą kraju pragnącego zapanować nad Prusami) z Królewcem, budziło w Prusakach uczucie odrazy i lęku. Czym bowiem nazwać prośby, kierowane do polskiego monarchy, aby ponownie roztoczył swoją władzę nad Prusami, czym były nawoływania płynące z kręgów szlachty pruskiej skierowane do hetmana Stefana Czarnieckiego, zapraszające go z wojskiem polskim: "na śniadanie do Prus", jeśli nie próbą powstrzymania kurfirsta (czyli elektora Brandenburgii) przed planami całkowitego podporządkowania sobie Prus i zdławienia oporu Królewca?

I trudno się też temu dziwić, bowiem Prusy aspirowały do roli bogatego i dynamicznie rozwijającego się kraju o republikańskich korzeniach (niemiecki parlamentaryzm w Prusach, jak i potem w Brandenburgii pojawił się w tych krajach właśnie z Polski), natomiast Brandenburgia to był elektorat pod władzą dziedzicznego monarchy. Czy można więc się dziwić, że zarówno szlachta jak i mieszczanie pruscy spoglądali w stronę Rzeczypospolitej, spodziewając się stamtąd ratunku? Można by w nieskończoność wymieniać opinie o naszym kraju w tamtych czasach, ale nie to jest głównym celem tego tematu, więc pozwolę sobie ograniczyć się do zaledwie kilku opinii. Bonifacio Giovanni Bernardino markiz d'Oria pisał w XVI wieku: "Ziemia ta w moim przekonaniu nie ustępuje Niemcom, w niektórych rzeczach je nawet wyprzedza (...) Wielką, co mówię największą miałbyś tu wolność życia wedle swej myśli i upodobania, także pisania i publikowania. Nikt tu nie jest cenzorem". Helmut von Moltke, pruski feldmarszałek z XIX wieku, autor zwycięskiej wojny z Francją w latach 1870-1871, która doprowadziła do zjednoczenia Niemiec, tak pisał: "Przez długi przeciąg czasu przewyższała Polska wszystkie inne kraje Europy swą tolerancją (...) Pierwsi Żydzi, którzy tu osiedli, byli wygnańcami z Czech i Niemiec (...) schronili się oni do Polski, gdzie wówczas daleko większa tolerancja panowała niż we wszystkich innych państwach Europy". Henry de Brougham, lord-kanclerz Wielkiej Brytanii: "Oni byli pierwsi, którzy, wkrótce po reformacji, dali przykład prawdziwej wolności (...) sam naród żydowski, na całej kuli ziemskiej wzgardzony, znalazł na tej gościnnej ziemi drugą ojczyznę". W 1597 r. angielski poseł, tak oto pisał z Warszawy do lorda Burghleya: "Jak spokojne jest królestwo Polski, gdzie nie gwałci się niczyjego sumienia". Natomiast angielski podróżnik z tego samego okresu - Frynes Moryson, pisał: "Żaden kraj na świecie nie jest do tego stopnia dotknięty różnorodnością poglądów religijnych (...) jak właśnie ma to miejsce w królestwie Polski (...) powstało powiedzenie, że jeśli ktoś stracił swoją wiarę, to powinien ją znaleźć w Polsce". Katarzyna Willoughby (czwarta żona Karola Brandona, księcia Suffolk, serdecznego przyjaciela króla Henryka VIII) uciekła przed prześladowaniami religijnymi właśnie do Polski. Wraz ze swym drugim mężem (poślubiła go ok. 1553 r. po śmierci Brandona w 1545 r.) Richardem Bertie, jako zwolennicy reformacji, musieli uciekać w 1554 r. z Anglii (rządzonej od 1553 r. przez córkę Henryka VIII i Katarzyny Aragońskiej - katolicką królową Marię I Tudor). Wyjechali najpierw do Niderlandów, a następnie do Niemiec, gdzie żyli w bardzo ciężkich warunkach materialnych. W 1557 r. król Rzeczpospolitej - Zygmunt II August, dowiedziawszy się o ich ciężkim położeniu, zaprosił ich do Polski, ofiarował im zamek w Krożach na Żmudzi, oraz włączył do swego dworu (w 1559 r. wrócili oni do Anglii, gdy tron tam objęła Elżbieta I). Opuszczając Polskę Katarzyna Willoughby napisała w liście do Williama Cecila, głównego doradcy królowej Elżbiety I (1 kwietnia 1559 r.): "Tutaj się mówi że pewni Niemcy mają zalecać nam konfesję augsburską, podobnie jak to czynili w Polsce, gdzie jednak usłyszeli, że ani Augsburg, ani Rzym nie są drogowskazem dla Polaków, lecz Chrystus, który pozostawił po sobie Ewangelię". I na koniec Stanisław Witkiewicz, który pisał tak: "Bajeczny, choć szelmowski, był ten nasz naród! Był to naród naprawdę wolny!"





PS: Dziś jedynie krótka zajawka tego tematu, który zamierzam kontynuować w kolejnych częściach zarówno opisem Ludów żyjących na ziemiach które dzisiaj wchodzą w skład tzw: "obwodu królewieckiego" oraz Warmii i Mazur, niegdyś zaś ziemie te określane były mianem Prus Wschodnich, jak również zaprezentuję pierwsze walki polsko-pruskie, próby podporządkowania Prus przez władców piastowskich, jak również odwetowe wyprawy Prusów na ziemie polskie, a następnie podbój tej krainy przez sprowadzony tam Zakon Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, czyli popularnych Krzyżaków (rozpoczęli oni podbój Prus w roku 1230, cztery lata wcześniej książę mazowiecki Konrad I wezwał Zakon, aby ten uporał się ostatecznie z pogańskimi Prusami i ich częstymi oraz niezwykle uciążliwymi łupieżczymi wyprawami na Mazowsze i Kujawy. Pierwsi trzej rycerze Krzyżacy przybyli do Płocka w roku 1228, a książę Konrad nadał im wówczas ziemię chełmińską wraz z położoną na Kujawach wsią Orłowo, w 1230 r. powtórzył to nadanie, dodając im jeszcze gród w Nieszawie. Zaś od roku 1230 rozpoczął się podbój Prus przez Zakon Krzyżacki





Następnie przejdę do pierwszych sporów polsko-krzyżackich (łącznie z konfliktem krzyżacko-pomorskim począwszy od 1236 r. i zajęciu przez Krzyżaków należącego do Pomorza z Zantyru) i wojen jakie toczyły się odtąd na północy Królestwa Polskiego(począwszy od roku 1308 i zajęciu przez Krzyżaków Gdańska oraz wymordowania przez nich polskiej załogi i wielu mieszkańców miasta - 14 listopada; skończywszy zaś na hołdzie złożonym przed królem Zygmuntem I Jagiellończykiem w roku 1525 przez jego siostrzeńca, ostatniego wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego i pierwszego świeckiego władcę Prus Wschodnich Albrechta i Hohenzollerna)





Potem przejdziemy do wyjaśnienia faktu w jaki sposób Polska i Litwa pozyskały w 1561 r. Inflanty, czyli ziemie sprzymierzonego z Krzyżakami Zakonu Kawalerów Mieczowych (dzisiejsze tereny Łotwy i Estonii)





A na zakończenie tej serii przedstawię wszystkie próby przeprowadzane przez Prusaków w celu ostatecznego przyłączenia Prus Wschodnich do Polski i uniknięcia tak bardzo przez wielu z nich niechcianego losu połączenia się z Brandenburgią, innymi słowy pokażę ów bój toczony o pruskiego Czarnego Orła pomiędzy Białym Orłem Polaków/Rzeczpospolitan z Czerwonym Orłem Brandenburczyków (pokażę również sylwetki tych wszystkich pruskich szlachciców, którzy z narażeniem życia występowali przeciwko kurfistowi, dążąc do połączenia Prus Wschodnich z Koroną Królestwa Polskiego)




CDN.



A NA ZAKOŃCZENIE NIECO JUŻ SPÓŹNIONA (GDYŻ MINĘŁA W DNIU WCZORAJSZYM, A JA WCZORAJ O TYM ZAPOMNIAŁEM) 250 ROCZNICA OGŁOSZENIA DEKLARACJI NIEPODLEGŁOŚCI STANÓW ZJEDNOCZONYCH 
(W KOŃCU WIELU POLSKICH KOLONISTÓW RÓWNIEŻ POMAGAŁO ZAKŁADAĆ TEN KRAJ I BUDOWAĆ JEGO SIŁĘ, GDYBY BOWIEM NIE POLSCY RZEMIEŚLNICY Z KOLONII W JAMESTOWN - DZISIAJ STANY ZJEDNOCZONE NIE ISTNIAŁYBY W TAKIEJ FORMIE, GDYŻ ZIEMIE TE PODZIELILIBY MIĘDZY SIEBIE HISZPANIE I FRANCUZI)





GEORGE WASZYNGTON I KAZIMIERZ PUŁASKI - TWÓRCA AMERYKAŃSKIEJ KAWALERII





"NIECH AMERYKA ZNÓW AMERYKĄ BĘDZIE
(...) KTÓRA NALEŻY DO NAS 
(...) TYCH, KTÓRZY JĄ STWORZYLI,
POTEM I KRWIĄ JĄ ZROSILI
(...) NIECH SPEŁNI SIĘ WIELKI NASZ SEN
ODBIERZMY ŁOTROM KRAJ TEN!"

LANGSTON HUGHES







NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...