WYŚWIETLENIA

02 czerwca 2026

"JESTEM KRÓLEM WASZYM PRAWDZIWYM, A NIE MALOWANYM..." - Cz. II

CZYLI, JAK TO W POLSCE 
NARÓD WYBIERAŁ SWOICH KRÓLÓW?





PRZED PIERWSZĄ ELEKCJĄ




 Od śmierci króla Kazimierza III Wielkiego i objęcia władzy przez Ludwika Węgierskiego (Andegawena), teoretycznie kolejni władcy Polski musieli przed wstąpieniem na tron uzyskać zgodę od panów szlachty - czyli od narodu (działo się tak od czasu zjazdu w Koszycach i wydanego tam przywileju dla szlachty z września 1374 r.), ale w praktyce tron nadal był dziedziczny, a różnica była tylko taka, że teraz każdy król musiał czymś obłaskawić szlachtę (niekoniecznie całą, wystarczyło bowiem oprzeć się na kilku magnatach, oferując im urzędy lub ziemie, aby pełnili funkcję adwokatów wyboru królewskiego syna). Tak też na tron wstąpiła córka Ludwika - Jadwiga Andegaweńska (panowała w latach 1384-1399), która potem (za radą panów szlachty) poślubiła księcia pogańskiej Litwy - Jogaiłłę (pomimo swej początkowej miłości do austriackiego księcia - Wilhelma Habsburga). Jogaiłła został ochrzczony (15 lutego 1386 r.) i przyjął imię Władysław, a następnie (18 lutego) poślubił królową (a raczej króla, bowiem Jadwiga panowała jako król Polski) Jadwigę. 




Teoretycznie przez cały okres małżeństwa z nią, pozostawał Jagiełło jedynie jej mężem i nikim więcej, realnie jednak był królem od czasu swej koronacji (4 marca 1386 r.) i co prawda po jej śmierci (lipiec 1399 r.) powstał problem czy uznać dalsze panowanie Władysława II Jagiełły, czy też wybrać nowego króla, ale ostatecznie nikt nie ośmielił się podważyć jego prawa do korony i został uznany prawowitym monarchą. Panował długo, bo aż do czerwca 1434 r., a zmarł w wieku ok. 80 lat (istnieją pewne rozbieżności co do daty jego urodzin). To właśnie on był założycielem nowej (po Piastach) wielkiej polskiej dynastii - Jagiellonów. Czterokrotnie żonaty, lecz synów i następców doczekał się dopiero ze związku ze swoją czwartą żoną - Zofią (Sonką) Holszańską - również wywodzącą się z Litwy. Został ojcem w podeszłym wieku (pierwszy syn - Władysław/Władko urodził się w 1424 r., drugi - Kazimierz/Kaźko w 1427 r.). I wówczas też synowie jego byli pewnymi kandydatami do tronu, ale żeby uzyskać oficjalne tego potwierdzenie, musiał Jagiełło poświęcić nieco czasu i energii na "przekonanie" do tego zarówno panów z rady królewskiej, jak i biskupa krakowskiego - Zbigniewa Oleśnickiego. Musiał również stoczyć walkę dyplomatyczną ze swym kuzynem, wielkim księciem Litwy - Witoldem, który - namówiony przez cesarza rzymskiego Zygmunta Luksemburskiego - zapragnął korony królewskiej dla Litwy (1429 r.), co automatycznie oznaczało zerwanie unii z Polską i odbierało potomstwu Jagiełły prawo dziedziczenia Wielkiego Księstwa Litewskiego, które było - w przeciwieństwie do Polski - bezpośrednim, dziedzicznym patrymonium dynastii Giedymina (z której wywodzili się zarówno Jagiełło jak  Witold). Sprawę tę rozwiązał dopiero zgon Witolda (październik 1430 r.) a to otworzyło drogę do objęcia tronu przez synów Władysława Jagiełły zarówno w Polsce jak i na Litwie.


WŁADYSŁAW II JAGIEŁŁO
(1386 - 1434)
Był człowiekiem bardzo przesądnym, co wówczas uważano za element pogaństwa. Jednocześnie nigdy nie pijał wina, a w jego kielichach zawsze była czysta woda. Często też się kąpał, praktycznie codziennie.



Problem z następstwem pojawił się też po śmierci najstarszego syna Jagiełły - Władysława III Warneńczyka, który (również jako król Węgier) poległ w bitwie z Turkami Osmańskimi pod Warną (10 listopada 1444 r.), ale i wówczas - choć bezkrólewie trwało w Polsce aż trzy lata, podczas których oczekiwano na powrót króla Władysława, gdyż na polu bitwy nie odnaleziono jego ciała - koronę zaproponowano młodszemu bratu Władysława, panującemu wówczas na Litwie - Kazimierzowi, który ostatecznie koronował się na króla Polski w czerwcu 1447 r. jako Kazimierz IV Jagiellończyk. Jego zaś synowie i następcy nie mieli już zupełnie żadnych problemów w objęciu tronu Polski i Litwy, a gdy Kazimierz zmarł (czerwiec 1492 r.), tron w Polsce objął jego najstarszy syn - Jan I Albrecht (Olbracht), na Litwie zaś Aleksander Jagiellończyk. Gdy i Janowi zmarło się bezpotomnie w czerwcu 1501 r., Polacy automatycznie wybrali swym królem wielkiego księcia Litwy - Aleksandra, lecz i on wkrótce zmarł bezpotomnie (sierpień 1506 r. Było to też z pewnością spowodowane nadużywaniem przygodnych stosunków seksualnych, gdyż zarówno Jan jak i Aleksander cierpieli na syfilis). Wówczas korona przypadła kolejnemu z synów Kazimierza IV - Zygmuntowi Jagiellończykowi. Ten król, który ostatecznie zmusił Zakon Krzyżacki do sekularyzacji i złożenia mu hołdu lennego (to wydarzenie przeszło do historii pod nazwą Hołdu Pruskiego i było przykładem triumfu Korony Polskiej nad agresywną niemczyzną zakonną, której to pierwszy etap upadku nastąpił w bitwie pod Grunwaldem w 1410 r. za króla Władysława Jagiełły - od tej to bitwy narodziła się potęga Królestwa Polskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów, która trwała prawie trzy stulecia, stąd jest ona tak ważna w polskich dziejach, gdyż Polska i Litwa starły się tam nie tylko z Zakonem Niemieckim, ale również z rycerstwem Rzeszy, Francji, północnych Włoch i Anglii. Król Władysław po bitwie jednak puścił wolno wszystkich schwytanych rycerzy zachodnich, przyjmując od nich jednak przysięgę na ich honor, że już nigdy więcej nie dobędą miecza przeciw Koronie Polskiej) - eliminując tym samym stałe zagrożenie na północy Królestwa (kwiecień 1525 r.), poślubił też (kwiecień 1518 r.) włoską księżniczkę - Bonę z rodu Sforzów, która swym niecodziennym zachowaniem i podejściem do polityki, oburzała wielu z panów szlachty, ale za to potrafiła konsekwentnie stawiać na swoim. 






Przerażona faktem, że po śmierci Zygmunta I jej syn - Zygmunt August może nie objąć tronu, postanowiła zaradzić temu zawczasu i (mając poparcie swego małżonka) już w grudniu 1522 r. (gdy Zygmunt August miał zaledwie dwa lata) uzyskała zgodę panów litewskich na wybór Augusta na wielkiego księcia Litwy po śmierci Zygmunta I. Ale to jej nie wystarczyło, dlatego też siedem lat później (październik 1529 r.) doprowadziła do wyboru Zygmunta Augusta na drugiego księcia Litwy, jeszcze za życia Zygmunta I, oraz na króla Polski (grudzień 1529 r.). Koronacja młodego Zygmunta Augusta nastąpiła 20 lutego 1530 r. i od tej chwili, aż do śmierci Zygmunta I Jagiellończyka (kwiecień 1548 r.) Polska i Litwa miała dwóch władców jednocześnie - ojca i syna. Wszystko to za sprawą ambicji i miłości matczynej królowej Bony Sforzy, która potrafiła skutecznie stawiać na swoim (za co też była znienawidzona wśród polskich panów). Zygmunt II August po śmierci ojca panował samodzielnie do lipca 1572 r. Był trzykrotnie żonaty, ale żadna z żon nie dała mu upragnionego syna i dziedzica korony. Pierwsza małżonka - Elżbieta Habsburg nie była kochana przez Zygmunta, gdyż cierpiała na padaczkę i nie należała do kobiet urodziwych, dlatego też Zygmunt August często wyjeżdżał i zostawiał ją samą w Krakowie lub w Wilnie. Była też jego żoną bardzo krótko, zaledwie dwa lata (1543-1545). Druga żona - Barbara Radziwiłłówna zmarła też bardzo szybko, wkrótce po swym wyniesieniu na tron (1550-1551). Była to kobieta którą August naprawdę kochał i której śmierć (maj 1551 r.) bardzo przeżył (do końca swego życia ubierał się na czarno w dowód żałoby po Barbarze, a nawet miał doprowadzić do wywołania jej ducha, aby raz jeszcze ją ujrzeć). Była to wielka, nieszczęśliwa miłość, gdyż nie godzili się na nią nie tylko rodzice Zygmunta Augusta - a szczególnie Bona Sforza - ale również magnateria, szlachta i Kościół. Król jednak zmusił ich wszystkich do uległości i uznania faktu małżeństwa oraz koronacji Barbary, ale był bezsilny wobec przeznaczenia jakie było jej pisane i do końca życia cierpiał z tego powodu. Trzecia żona - Katarzyna Habsburg - siostra jego pierwszej małżonki Elżbiety, również nie była akceptowana przez Zygmunta, a poślubił ją tylko z powodów politycznych (aby Habsburgowie nie zawarli sojuszu z Moskwą). Jednak nie kochał jej, a gdy się okazało że jest bezpłodna i oszukuje go w kwestii ciąży, całkowicie się od niej odseparował i odtąd żyli oddzielnie (jego wstręt do tej kobiety potęgował również fakt, że cierpiała na epilepsję). Była jego małżonką w latach 1553-1566 (wówczas to wyjechała z Polski do Wiednia, choć oficjalnie była żoną Augusta do swej śmierci w lutym 1572 r.). Co prawda na wieść o jej zgonie Zygmunt August miał nawet zapłakać, ale byli tacy którzy twierdzili, że płakał bardziej z radości niż z żalu (jeden z naocznych świadków stwierdził wręcz: "Płacz niemały udał się królowi"), nie pozwolił jednak (czego domagał się cesarz rzymsko-niemiecki) aby ciało Katarzyny spoczęło na Wawelu. Cesarz Maksymilian nie ustępował jednak, czego efektem było to, że ciało Katarzyny przez długie lata nie zostało pochowane. Ostatecznie pogrzeb odbył się w Linzu, lecz dopiero w 1614 r., czyli... 42 lata po jej śmierci. 






Nie mając potomków i czując zbliżającą się śmierć, postanowił król na trwale zjednoczyć Polskę i Litwę. Już w 1563 r. Zygmunt August zrzekł się swych praw dziedzicznych do Litwy, a to otworzyło drogę do politycznej i prawnej unifikacji Korony z Litwą. Na sejmie lubelskim, zwołanym 10 stycznia 1569 r., króla powitał marszałek sejmowy Stanisław Sędziwój Czarnkowski mową, w której wyraził takie oto zdanie: "Zdrowie twoje królu, żywot to i zdrowie nasze, śmierć twoja, to śmierć nasza!". Po raz pierwszy radzili tam wspólnie Polacy z Litwinami (do tej pory sejmy zwoływane były oddzielnie w Koronie i oddzielnie na Litwie). Nie było jednak zgody co do kształtu przyszłej unii realnej, gdyż Litwini obawiali się o ziemie ruskie, które Polacy chcieli posiąść, zaś Polacy nie zamierzali zbytnio angażować się we wschodnie konflikty, jakie Litwa toczyła przede wszystkim z Moskwą (ale też i z Tatarami), mawiając iż: "Trudno byłoby od Krakowa kłusać się do Litwy na wojnę". Litwini głośno podnosili sprawę nienaruszalności swych granic, mówiąc iż Wielkie Księstwo nie umniejszone, ale powiększone winnym być. Twierdzili też, że zarówno ich ziemie w całości jak i w częściach nie mogą być darowane Polakom, gdyż są oni wolnymi ludźmi, na co Polacy odpowiadali: "Myśmy się Waszmościom, Waszmoście też i nam, spólnie darowali". Ostatecznie pewnej nocy Litwini opuścili Sejm i wyjechali z Lublina, sądząc że bez ich udziału nie zostaną uzgodnione żadne postanowienia. Ale Polacy stwierdzili że Litwini dobrowolnie zgodzili się na Sejm i muszą teraz przyjąć wszystko, co się tam postanowi - nawet bez ich udziału. Ostatecznie więc król zgodził się na wcielenie z Litwy do Korony Podlasia (5 maja), następnie (26 maja) przy współudziale wojewody wołyńskiego - księcia Aleksandra Czartoryskiego, przyłączono do Korony Wołyń. 6 czerwca włączono całe województwo kijowskie (Ukrainę) za zgodą wojewody kijowskiego, księcia na Ostrogu - Konstantego Wasyla Ostrogskiego. Gdy okazało się że większą część ziem ruskich Litwa utraciła na rzecz Korony, posłowie litewscy wrócili do Lublina (28 czerwca) i upadłszy królowi do stóp, ze łzami w oczach prosili go, aby: "do reszty nie byli poniżeni i posromieni". August oświadczył Litwinom, że wszystko czynił: "ku mocniejszemu zachowaniu spólnego obu narodów dobra, ku pomnożeniu spólnej, braterskiej miłości". Dodał też: "Gdybyśmy znali, aby to niosło wam, jednym czy drugim, jakie obelżenie, albo zniewolenie, nigdy byśmy do tego nie wiedli, bo dobrze to znamy, żeśmy obojem państwu jednako powinni". Ostatecznie Litwini zostali udobruchani, ale pojawił się też problem z Prusakami (Pomorzanami) gdyż 16 marca 1569 r. Prusy Królewskie zostały ostatecznie zunifikowane z resztą ziem polskich (ziemie te włączono do Korony Królestwa Polskiego po wojnie z Zakonem Krzyżackim w roku 1466 i do tej pory cieszyły się odrębnością), ale ich także dało się szybko przekonać co do podpisania wspólnego aktu Unii, który nastąpił dnia 1 lipca 1569 r. Król Zygmunt August zatwierdził akt 4 lipca i od tej chwili pojawiło się zupełnie nowe państwo - zjednoczona (choć złożona z dwóch oddzielnych krajów) Rzeczpospolita Obojga Narodów.






Na mocy tych postanowień: "Król polski, wielki książę litewski, ruski, pruski, mazowiecki, żmudzki, kijowski, wołyński, podlaski, inflancki, spólnemi głosy obrany w Polsce, a w Krakowie koronowany, miał odtąd wiecznymi czasy, jako jedna głowa, jeden pan i jeden król, rozkazywać wszystkim". Obieranie osobne wielkiego księcia litewskiego ustawało na zawsze. Wiecznym węzłem połączone ze sobą narody polski i litewsko-ruski miały odtąd wspólny Sejm, wspólną politykę i wspólne wojny oraz przymierza, jak również wspólny pieniądz. Zaręczona została wolność wzajemna nabywania gruntów i osiedlania się tak Polaków na Litwie jak Litwinów w Polsce, a cła i myta graniczne pomiędzy tymi dwoma krajami zostały ostatecznie zniesione. Odrębne jednak zachowano urzędy (zawsze istniał marszałek wielki i marszałek nadworny w Koronie oraz na Litwie, tak samo, jak istniał urząd hetmana wielkiego i polnego w Koronie i na Litwie, a także kanclerza koronnego i kanclerza litewskiego - oraz inne, mniejsze urzędy), skarb (oddzielny dla Litwy w Wilnie i dla Korony w Krakowie), wojsko i sądownictwo. Król jednak nie był do końca zadowolony z owej Unii i dążył do rozszerzenia jej postanowień o takie kwestie jak określenie wyboru monarchy, o wysokość podatków, o urządzenie stałej obrony najbardziej zagrożonych najazdem tatarskim ziem południowo-wschodnich, o szkoły i o reformę sądownictwa. Szczególnie postulował nad wprowadzeniem stałego podatku, ale akurat ten temat był niemiły zarówno magnaterii jak i szlachcie, która godziła się jedynie na okresowe i jednorazowe podatki, określane na Sejmie Wielkim przez posłów delegowanych tam przez sejmiki ziemskie, natomiast co do obrony krajowej, to twierdzono że wszyscy w razie konieczności "potężną gębą nadstawią gardła swoje". Gdy zaś padły oskarżenia że owego podatku szlachta i tak: "daje tylko ile chce, bo ich żaden o to nie pozwie i starosta egzekucji nie uczyni", pewien poseł z województwa ruskiego - Drohojowski, na te słowa do kija się porwał i rzekł: "Dość już tych sideł na wolności szlacheckie! (...) dosyć tych anszalgów na swobody ludzkie!". Sejm został rozwiązany ostatecznie 12 sierpnia 1569 r. i każdy rozjechał się do domów, a wcześniej jeszcze (11 sierpnia) król złożył uroczyście akt Unii i 88 ustaw na Sejmie zawartych w Kościele Dominikanów w Lublinie, a potem - na pamiątkę aktu zjednoczenia - postawiono tam słup kamienny, na którym widniały posągi Jadwigi i Jagiełły oraz godła Polski i Litwy. Od tej pory miejscem zebrania sejmów miała być Warszawa - wówczas jedno z większych miast województwa mazowieckiego, gdzie na polu sejmowym na Woli wznoszono namiot senatorski i szeroką salę drewnianą, która miała pomieścić tysiące posłów. Król zmarł niedługo po dokonaniu owego aktu zjednoczenia - 7 lipca 1572 r. a wówczas pojawił się problem. Po raz pierwszy w dziejach nie było bowiem wcześniej uzgodnionego następcy, a z chwilą śmierci króla ustawały wszelkie sądy (sędziowie wydawali przecież wyroki, powołując się na królewski majestat) a to oznaczało bezkrólewie i anarchię. Należało więc czym prędzej wybrać nowego króla, gdyż czas naglił, wciąż trwała wojna z Moskwą a i Tatarzyn czekał sposobnej chwili do kolejnego najazdu. 


PS: Na marginesie pragnę jeszcze dodać, że gdy Anglicy i Szkoci zamierzali złączyć się wspólną Unią na początku wieku XVIII, to aby to uczynić wysłano posłów do Polski, do Krakowa, a mieli oni za zadanie dokładnie zbadać jak Polacy i Litwini wcześniej zawarli Unię, która łącznie przetrwała 400 lat (i trwała nawet w czasach zaborów). Opierając się na polskich doświadczeniach w 1707 r. Anglia i Szkocja (oraz Irlandia) zawarły Unię, tworząc nowe państwo: Wielką Brytanię.




CDN.

MEMORIAM - Cz. XX

VIRGINES VESTALES i 
TRZY CIOSY





UMIŁOWANY POKÓJ
I ZŁUDNE NADZIEJE 
SIEDEMDZIESIĄTYCH LAT
Cz. V






SPARTAKUS POKONANY


 Po zwycięstwie pod Mutiną nad armią prokonsula Galii Przedalpejskiej - Lucjusza Kasjusza (lipiec 72 r. p.n.e.), niewolnicza armia Spartakusa zajęła owe miasto, gdzie uzupełniła zaopatrzenie w żywność i broń. Stając już nad Padem (sierpień 72 r. p.n.e.) Spartakus był o krok od wolności, wystarczyło tylko przekroczyć rzekę i rozpuścić niewolników ku ziemiom, skąd ich wcześniej Rzymianie pochwycili. W Rzymie zapanowało przerażenie, była to bowiem już kolejna zwycięska bitwa odniesiona przez niewolników, których zastępy wciąż zasilane były przez nowych zbiegów. Stojąc nad Padem, zapewne zastanawiał się Spartakus co czynić dalej, był już o krok od wyjścia z Italii, tej znienawidzonej dla mnóstwa zniewolonych ludów ziemi. Dlaczego więc nie przekroczył rzeki i nie uszedł, tylko zawrócił z powrotem na południe? Nie ma co do tego zgodności, ale prawdopodobnie zadecydowała tu po prostu ludzka chęć dalszego grabienia bezbronnej Italii i zyskiwania tym samym krótkotrwałych zdobyczy (gdyż zapewne wodzowie powstania - Spartakus, Gannikus, Kastus czy Oenomaos - musieli zdawać sobie sprawę z faktu, że utrzymać się w Italii długo nie zdołają). Spartakus był pewien że jedynym ratunkiem jest opuszczenie Italii i powrót niewolniczej armii do ich domów rodzinnych, tylko że nie wszystko było takie proste. Część niewolników nie chciała wracać, gdyż posmakowawszy łatwego i przyjemnego życia grabieżców, musiałaby teraz z niego zrezygnować, część zaś nie miała dokąd wracać, gdyż urodziła się już w Italii i nie pamiętała swych ziem rodzinnych. Dlatego też ci właśnie niewolnicy najgłośniej i najbardziej zdecydowanie zaprotestowali przeciwko dalszemu posuwaniu się ku północy i przekraczaniu Padu. Chcieli oni dalej plądrować Italię, a Spartakusa uczynić przywódcą bandy rabusiów, on natomiast miał ambicje stać się wodzem armii (w rzeczywistości Spartakus karał i powstrzymywał zbójeckie nawyki swoich ludzi, nie wolno im było również posiadać złota i innych cennych przedmiotów na własność, gdyż wszystko to szło na zakup broni i innych, niezbędnych dla tak wielkiej masy ludzkiej środków. Żywność zaś zdobywano głównie w wielkich latyfundiach, ogołacając je ze wszystkiego, co mogło się nadać do zjedzenia).
 



Spartakus początkowo pragnął urzeczywistnić swój plan wyjścia z Italii i był gotowy nawet na kolejne podzielenie sił (tak jak wówczas, gdy wcześniej odłączył się oddział który poszedł za Kriksosem rabować Italię, a potem został rozbity w bitwie pod górą Garganus w Apulii przez wojska konsularne Lucjusza Gelliusza Publikoli), ale ostatecznie uległ przewadze innych i zgodził się z powrotem zawrócić na południe. Od razu jednak zaznaczył, że taki marsz będzie morderczy i dodatkowo niewolnicy zostaną narażeni na ciągłe ataki Rzymian, dlatego w jego głowie pojawiła się myśl marszu na Rzym, zdobycia go i dzięki temu uniknięcia kolejnych ewentualnych konsekwencji dalszych morderczych walk. Myśl ta jednak, jak szybko się pojawiła, tak i szybko musiała zgasnąć, gdyż armia niewolnicza nie dysponowała odpowiednim sprzętem oblężniczym do szturmowania takiego miasta jak Rzym (w ogóle nie posiadała żadnego sprzętu oblężniczego), a Miasto Wilczycy miało co prawda stare, lecz wciąż solidne mury obronne (Spartakus jednak nie wiedział że Rzymianom brakowało ludzi do ich pełnego obsadzenia). Ostatecznie więc szybko pojawił się plan trzeci, marszu na południe, najlepiej na Sycylię i stamtąd (po odpowiednim dogadaniu się z cylicyjskimi piratami) transport morzem do cieplejszych niż na północy krajów Wschodu. Nie był to plan doskonały, podobnie zresztą jak i wcześniejsze (choć pierwotny plan wyjścia z Italii był bodajże najlepszym z możliwych), ale niewolnicy nie mieli już innego wyjścia, jak tylko szybkie wydostanie się w Italii, z północy lub z południa (być może ostatecznie Spartakusa przekonała wizja zimowania pod zaśnieżonymi Alpami, w sytuacji gdy nagle należałoby zdobyć ciepłą odzież, zapewnić schronienie i wyżywienie prawie 100 tys. armii niewolniczej, wśród której były również kobiety i dzieci. A zima na północy nie przypominała tej z południowej czy środkowej Italii i właśnie taka wizja mogła rzeczywiście zadecydować o ostatecznym obraniu drogi na południe). Droga powrotu była znana (niewolnicy kroczyli tą samą trasą, którą wcześniej podążali ku Mutinie) i mimo sukcesów w dotychczasowych starciach z rzymską armią konsularną, Spartakus był bardzo ostrożny, obawiając się kolejnego niespodziewanego ataku. Marsz trwał jednak bez większych przeszkód (choć przetransportowanie takiej masy ludzkiej z północy na południe musiało zająć wiele czasu, wliczając w to postoje, gdzie rozbijano co najmniej kilka obozów aby pomieścić w nich wszystkich idących za Spartakusem) i czym prędzej posuwano się na południe, byle dalej na Sycylię.




A tymczasem w Rzymie senatorowie nie byli zadowoleni z osiągnięć dotychczasowych konsulów (Gnejusza Korneliusza Lentulusa i Lucjusza Gelliusza Publikoli) i odebrali im dowództwo nad armią, powierzając je teraz w ręce ambitnego męża - Marka Licyniusza Krassusa. Ponieważ jeszcze (z obawy przez Spartakusem i jego armią) niewielu było chętnych do starania się o urząd pretora (na rok 71 p.n.e., wybory zaś odbywały się na jesieni roku poprzedniego), a jednym z nielicznych był właśnie Krassus - otrzymał on i tę funkcję. Natychmiast przystąpił do przeprowadzenia zaciągu (skupiając się głównie na weteranach z poprzednich wojen) i tym sposobem zebrał wojsko w sile sześciu legionów (ok. 30 000 żołnierzy). Dodatkowo dołączył pod swoją komendę cztery legiony pobitych konsulów (które jednak nie miały pełnych składów osobowych ze względu na klęski jakie odniosły. Dlatego też można powiedzieć, że realnie były to nie cztery, a dwa legiony dodatkowe). Łącznie więc dysponował siłą ok. 45-50 000 żołnierzy. Była to największa siła, jaką Rzym kiedykolwiek wystawił w walkach prowadzonych ze zbuntowanymi niewolnikami. Opierając się na weteranach, Krassus miał pewność że nie zawiodą go oni w walce i nie uciekną jak niedoświadczone młokosy po pierwszym starciu, przerażeni samą legendą niezwyciężoności spartakusowej armii. Niestety, nie wszystko poszło tak, jakby sobie tego życzył. Ruszył bowiem do Picenum (północno-wschodnia Italia, jednym z miast głównych tej krainy była Ankona) z zamiarem wyjścia na tyły armii Spartakusa. Przodem zaś wysłał swego legata - Mummiusza z dwoma legionami, zabraniając mu przyjmowania bitwy. Ten jednak, pewny swej siły i chcący się popisać sławą pogromcy Spartakusa, zastąpił drogę jego armii i bitwę podjął. Klęska Rzymu znów była ogromna, a sam Mummiusz pierwszy uchodził z pola walki. Gdy dotarł do obozu Krassusa, ten przyjął go chłodno, każąc za niesubordynację, jednocześnie - aby wieści o pierwszej przegranej bitwie pod jego dowództwem nie rozeszły się zbyt szybko po armii i nie podważyły jej morale - powrócił do dawno nie praktykowanej zasady decymacji. Wybrał 500 żołnierzy z legionu, który pierwszy rzucił się do ucieczki, podzielił żołnierzy na pięćdziesiąt dziesiątek i poddał losowaniu. Każdy z nich podchodził do urny, w której było 10 gałek (dziewięć białych i jedna czarna). Który z żołnierzy wyciągnął czarną gałkę - podlegał karze śmierci, wykonywanej w okrutny i hańbiący sposób na oczach całego wojska. W ten sposób okrutnie zamęczono na śmierć 50 legionistów (chociaż Appian podaje liczbę nawet 4000, co wydaje się wierutną bzdurą, gdyż byłby to prawie legion i nie byłoby sensu zabijać tylu żołnierzy, którzy mogliby okazać się przydatni w dalszej walce). Ten przykład podziałał jednak wystarczająco silnie na legionistów, którzy odtąd bardziej bali się takiej właśnie kary, niż legendy o niezwyciężonym Spartakusie.




Szybko też żołnierze Krassusa udowodnili że milej im stawić czoła niebezpieczeństwu wroga (gdzie przecież wcale nie musieli ginąć), niż pewnym być śmierci za tchórzostwo z rąk swego dowódcy (które już pewnym było) i pokazali to w kolejnej bitwie, gdzie natarli na zaledwie 10 000 oddział niewolniczy, wysłany przez Spartakusa na poszukiwanie żywności. Co prawda nie rozbili ich doszczętnie (co też jeszcze nie świadczy dobrze o ich sprawności i morale, tym bardziej że Rzymianie dysponowali tam zdecydowaną przewagą liczebną), ale w boju legło prawie 4000 zbuntowanych niewolników (straty Rzymian są nieznane) i była to tak naprawdę pierwsza zwycięska bitwa Rzymian, stoczona z armią Spartakusa. W tej sytuacji Spartakus jeszcze bardziej przyspieszył (o ile tylko było to możliwe z kobietami, starcami i dziećmi) marsz ku Sycylii. Udało mu się opanować miasto Consentia, leżące na głównej drodze z Kapui do Regium. Z braku jakichkolwiek machin oblężniczych, opanował to miasto dzięki podstępowi (pozyskał jakąś grupę niewolników w mieście, a sam wprowadził do Consentii swoich ludzi, przebranych za kupców). Uzupełniono tam przede wszystkim brakujące zapasy żywności i wody. Spartakus rozesłał również swych szpiegów na Sycylię, aby przygotowali tam grunt pod opanowanie wyspy przez niewolników (na Sycylii został pochwycony niejaki Gawiusz - szpieg Spartakusa, który jednak był wolnym człowiekiem, a to oznaczało że zamieszani w ten bunt byli też ludzie nie będący niewolnikami, co mogło budzić jeszcze większą grozę wśród Rzymian). Namiestnik Sycylii - Gajusz Werres (który wkrótce potem został skazany przed Senatem za okrutne zdzierstwa, których dopuszczał się podczas sprawowania swego namiestnictwa na Sycylii, a głównym jego oskarżycielem był Marek Tulliusz Cyceron, który co prawda nie wygłosił mowy oskarżycielskiej - nie było na to czasu, gdyż pretorzy - przyjaciele Werresa, wyznaczyli termin rozprawy na ostatni dzień swego urzędowania, aby nie można było wygłosić oskarżeń i jednocześnie ogłosić wyroku - lecz Cyceron, gdy przyszła jego kolej na zabranie głosu, patrząc się w stronę Werresa stwierdził tylko, iż "słów tu nie trzeba" po czym przyprowadził świadków i zmusił sędziów do przeprowadzenia głosowania jeszcze tego samego dnia), zarządził prace nad zabezpieczeniem Wyspy od ewentualnej próby desantu morskiego ze strony armii Spartakusa. Rozmieszczono więc posterunki obserwacyjne i zaczęto sypać wały od strony Messany (gdzie spodziewano się desantu, jako że było to najwęższe miejsce oddzielające Sycylię od Italii). W kilku miejscach Sycylii wybuchły jednak lokalne niewolnicze bunty (które zapewne miały ułatwić przeprawę armii Spartakusa na Sycylię), ale pozbawione wsparcia, szybko zostały stłumione.
 



W lochach Sycylii siedzieli również (oczekując na egzekucje po zdobyciu pirackiej wieży i twierdzy w Olympos przez Publiusza Serwiliusza Izauryjskiego, skąd - jak pisał Strabon - "widać całą Licję, Pamfilię, Pizydię i Milyas". Notabene Werres został oskarżony m.in. o przywłaszczenie sobie bogatych skarbów Zenitekosa - ówczesnego wodza piratów cylicyjskich, które nagle "zniknęły" po ich przewiezieniu na Sycylię) pochwyceni piraci, a ich ziomkowie starali się ich stamtąd wydostać. W tej sytuacji stali się oni naturalnym sojusznikiem Spartakusa i jego niewolniczej armii. Podjęto rozmowy i w zamian za pewną część nagromadzonych podczas rabunku Italii bogactw, zgodzili się Cylicyjczycy przetransportować armię niewolniczą z Regium na Sycylię w dwóch, a nawet w trzech rzutach (tych ludzi było bowiem tak dużo, że przerastało to możliwości organizacyjne piratów). Pierwotnie zamierzano przerzucić na Sycylię 2000 mężczyzn, którzy mieli doprowadzić do wybuchu powstania niewolniczego na Wyspie, następnie kolejnych kilkanaście tysięcy wojowników i ostatecznie całą resztę ludności. Znów nie był to plan doskonały, jako że w przypadku przewiezienia oddziałów Spartakusa na Wyspę, ograniczano ich liczebność w Italii, a to stwarzało zagrożenie ataku sił Krassusa, dlatego też Spartakus starał się ograniczyć przeprawę do przynajmniej dwóch rzutów, lecz było to niewykonalne przy możliwościach floty pirackiej. Piraci domagali się pełnej zapłaty od razu, jako że twierdzili iż muszą przygotować okręty i ludzi na tak wielki desant morski. Spartakus i jego ludzie byli temu przeciwni, ale ostatecznie - nie mając innego wyjścia - przystali na propozycję piratów. Ci zaś wzięli pieniądze i... odpłynęli, pozostawiając Spartakusa i tę całą jego niewolniczą armię w Regium (w tym czasie prowadzili piraci potajemne rozmowy z Werresem, który zgodził się uwolnić ich towarzyszy, w zamian za porzucenie przez nich Spartakusa. Nie wiadomo czy rozmowy te prowadził ów sławny pirat Niko, kompan Zenitekosa, który wsławił się ucieczką z rzymskiej niewoli, pochwycony wcześniej przez Serwiliusza Izauryjskiego. Nie ma na to żadnych dowodów i być może byli to też i inni ówcześni piraccy przywódcy, jak choćby - wymienieni przez Cycerona - Magius czy Fannius). W każdym razie Spartakus i jego ludzie zostali w tym momencie wystawieni na łaskę bogów. Któż bowiem inny im pozostał? Król Pontu - Mitrydates VI, który co prawda toczył wojnę z Rzymem i wiązał się sojuszem z piratami, ale czy zniżyłby się do tego stopnia, by uznać się za równego... gladiatorom i niewolnikom? Było to bardzo mało prawdopodobne, nawet gdyby Spartakusowi udało się z nim skontaktować, a właśnie to mu się nie powiodło (swoją drogą - wracając jeszcze do piratów - nawet sam Cyceron twierdził, że w kontaktach z nimi nie obowiązują Rzymian wszelkie prawa, tyczące się ludzkiego traktowania pokonanych, gdyż są oni "niewdzięcznymi wrogami całej ludzkości").




Nie było wyjścia, należało przezimować na południu, w Regium, oczekując że wiosną uda się ponownie podjąć próbę przeprawy na Sycylię. Tymczasem Krassus postanowił zamknąć niewolników w jednym miejscu, odcinając ich od jakiegokolwiek surowcowego zaplecza. Zimą (72/71 r. p.n.e.) wpadł na pomysł budowy wielkiego muru, przecinającego wzdłuż najwęższy odcinek Bruttium, wiodący na południe od miasta Scylletium i na północ od Hipponium. Spartakus ze swoimi ludźmi był teraz w klatce na niewielkiej przestrzeni, zamknięty zarówno od strony lądu, jak i morza. Krassus uznał że w tej sytuacji nie będzie potrzebował toczyć bitew i narażać się na straty, a wystarczy tylko poczekać kilka, może kilkanaście miesięcy, nim w obozie Spartakusa zapanuje głód, co skłoni go do pochopnego i samobójczego ataku na mur, który był bardzo dobrze broniony i otoczony wieloma pułapkami. Krassus nie przewidział tylko jednego - że ma do czynienia w osobie Spartakusa z nieprzeciętną jednostką, która zupełnie nie pasowała do niewolniczej roli, jaka stała się jego udziałem. Raz jeszcze podjęto rozmowy z piratami (styczeń 71 r. p.n.e.), którzy jednak twierdzili że zimowe sztormy, panujące o tej porze roku w Zatoce Messyńskiej (uchodzącej przecież za mityczną cieśninę dwóch potworów Scylli i Charybdy) uniemożliwiły im terminowe wykonanie zadania. Domagali się jednak więcej złota. Ostatecznie nie dogadano się w tej sprawie (Spartakus i jego ludzie twierdzili bowiem, że piraci już wcześniej otrzymali zapłatę za usługę, której nie wykonali, a piraci rzekli że jeśli nie dostaną więcej złota, to zerwą rozmowy i odpłyną) i piraci odpłyneli, pozostawiając niewolników samych sobie. Wówczas Spartakus postanowił przerzucić swą armię na Sycylię własnymi siłami i nakazał karczowanie okolicznych lasów pod budowę prowizorycznej floty transportowej (w jego oddziałach nie brakowało przecież rzemieślników, znających się na tego typu pracach). Rozpoczęły się więc wielkie prace szkutnicze, przy czym nie budowano dużych okrętów, tylko małe, prymitywne łodzie, tratwy, a nawet wykorzystywano... beczki po piwie jako środek transportu na drugi brzeg cieśniny. Brakowało jednak wielu sprzętów (np. lin do wiązania tratw, co powodowało że w zastępstwie stosowano pnącze winorośli). Pomysł przepłynięcia cieśniny nie był wcale głupi, nawet przy tak wielkiej ilości ludzi, ale był jeden zasadniczy kłopot, który od razu niweczył całą akcję. Na drodze do Sycylii nie stała bowiem rzeka (nawet największa), lecz wzburzone morze, a to oznaczało że przeprawa - jeśli nawet się powiedzie - będzie w większości katastrofą, utonie bowiem zbyt wielu ludzi, co może być porównywalne z klęską w wielkiej bitwie. Mimo to postanowiono spróbować i wysłano pewną grupę ochotników aby przekroczyli cieśninę. Większość z nich utonęła i tylko nieliczni z powrotem wydostali się na plaże Regium.




Było więc oczywiste że tą drogą nie uda się pokonać cieśniny i że oznaczałoby to skazanie całej armii i wszystkich ludzi idących za Spartakusem na zagładę w morskich odmętach. Byłaby to eksterminacja całej armii i to bez żadnego udziału Rzymian. Paradoksalnie jednak odium winy za nieudaną przeprawę spadł na Spartakusa, co było pierwszym przejawem w odczuciu wiernych mu dotąd ludzi, że coś się zaczyna zmieniać, że bogowie nie stoją już na ich wodzem tak, jak stali dotąd. Sytuacja stawała się coraz bardziej niebezpieczna, gdyż zarówno przeprawa przez cieśninę, jak i atak na wzmocniony nowymi posiłkami (wysłanymi z Rzymu) i najeżony licznymi pułapkami mur, były tak samo przedsięwzięciem samobójczym. A niewolnicza armia Spartakusa musiała się stamtąd wydostać, jeśli chciała przetrwać i nie doświadczyć kanibalizmu. I tutaj znów ujawnił się geniusz Spartakusa, stawiający go na równi z wielkimi mężami naszych dziejów (staram się utrzymać konwencję opowiadania, jaką przyjąłem na samym początku tej serii). Początkowo próbował on małymi grupami uderzać na różne punkty muru, ale w żadnym z nich nie osiągnął pozytywnego skutku (Appian znów daje upust swej wyobraźni, twierdząc że w tych walkach zginęło 12 000 żołnierzy Spartakusa i tylko... trzech Rzymian). Ważne też było utrzymanie morale w niewolniczej armii i aby zmobilizować swoich ludzi do walki, Spartakus u stóp muru kazał ukrzyżować pojmanego rzymskiego jeńca, jako przestrogę dla swoich, co ich czeka, jeśli przegrają. Oczywiście wciąż podejmowane ataki nic nie dawały i w końcu spadł obfity śnieg. Spartakus tylko na to czekał i gdy zaczęła się śnieżyca, nakazał zarzucić rowy stojące przy murze, wszystkim co było pod ręką (ziemią, drewnem, padłymi zwierzętami i poległymi w boju wojownikami). Przygotowano kilka pokazowych ataków w różnych miejscach muru, które miały odwrócić uwagę Rzymian od tego głównego, planowanego przekroczenia tej uciążliwej dla niewolników zapory. Wreszcie ruszono do szturmu na głównej (planowanej) pozycji przekroczenia muru i użyto przy tym wszystkiego, co było pod ręką (prowizorycznych taranów, haków, lin, drabin, a także w kilku miejscach skutecznie udało się go podpalić). Wreszcie powstał upragniony wyłom, który był coraz mocniej poszerzany. Gdy większość niewolniczej armii została przerzucona przez ten wyłom, Rzymianie opuścili swoje pozycje, a zwycięscy niewolnicy znosili ostatnie posterunki.
 



Bogowie znów im dopomogli i wkrótce potem Spartakus przerzucił całą swoją armię przez mur i wszedł do Lukanii. Krassus, dotąd tak pewny swego zwycięstwa i zagłodzenia niewolników na śmierć, teraz popadł w zwątpienie (niektórzy historycy twierdzą, że dopadła go krótkotrwała depresja). Napisał nawet list do Senatu, w którym apelował że należy czym prędzej posłać do Hiszpanii po Pompejusza i do Macedonii po Lukullusa, inaczej Rzym będzie zagrożony upadkiem. Takie słowa w ustach człowieka, który miał się za równego Pompejuszowi i pragnął sławy oraz uwielbienia jakie dałaby mu zwycięska wojna (bowiem wielki majątek już wcześniej zyskał na proskrypcjach dyktatora Sulli, stworzył nawet pierwszą publiczną straż pożarną w Rzymie, złożoną z własnych niewolników i tym samym pobierał ogromne sumy za gaszenie pożarów, które często jego ludzie sami zapruszali), była jednak czymś wyjątkowym. Ale pragnienie sławy jest częste wśród ludzi ambitnych. Taki Cyceron przecież, wracając z Sycylii (gdzie pełnił urząd kwestora w latach 75-74 r. p.n.e. i gdzie wsławił się swymi działaniami na rzecz obrony mieszkańców Wyspy przed oskarżeniami o tchórzostwo podczas wojny domowej), myślał że sława jego czynów dotarła już do Rzymu i że jest tam wprost wynoszony na ołtarze. Gdy więc w drodze powrotnej w Neapolis spotkał pewnego szlachetnego rodem Rzymianina i zapytał go, co o nim mówią i myślą w Rzymie, ten, bardzo zdziwiony spytał: "A gdzieś to, Cyceronie, byłeś w ostatnich czasach?" To uświadomiło mu, że pycha nie jest dobrym doradcą, a sława kroczy różnymi ścieżkami i w późniejszych latach był już bardziej krytyczny co do swojej osoby. Tak też zwątpienie Krassusa szybko przeszło, gdy dowiedział się on iż część sił odłączyła się od armii Spartakusa, który po zajęciu Petelii, Thurioj i Metapontum, skierował sie teraz ku porcie w Brundyzjum (co oznaczało że wciąż dążył do jak najszybszego opuszczenia Italii przez niewolniczą armię, którą miał pod swoim dowództwem). I znów wielu było takich, którzy pragnęli pozostać w Italii i dalej bezkarnie grabić tą ziemię. Odłączyli się oni od głównych sił Spartakusa i rozłożyli obozem u jeziora lukańskiego (dowodzili nimi Gannikus i Kastus). Krassus zaatakował ich i rozbił (w bitwie polec miało ok. 12 300 byłych niewolników), ale nie udało mu się ich całkowicie wytępić, gdyż zjawił się Spartakus (któremu doniesiono o ruchach legionów Krassusa) i uniemożliwił pełną zagładę odłączonych sił, rozbijając część atakujących rzymskich formacji (pod dowódzwem Licynniusza Kwinkcjusza i Tremeliusza Skofry). A tymczasem okazało się, że z Hiszpanii powrócił właśnie (po pokonaniu Gajusza Sertoriusza i jego nieudolnego następcy - Perpenny) z wojskiem sam Gnejusz Pompejusz, natomiast z Macedonii wracał też Lucjusz Lukullus (wiosna 71 r. p.n.e.). W tej sytuacji Spartakus nie miał innego wyjścia, jak tylko uderzyć na wojska Krassusa i je rozbić. Podobnie zresztą bitwę pragnął stoczyć Krassus (który to uświadomił sobie, że w chwili słabości postąpił nierozsądnie, domagając się od Senatu by ten przywołał Pompejusza i Lukullusa, gdyż w przypadku zwycięstwa, gloria sławy spłynęłaby na "pomagających", nie zaś na niego).




Zbuntowani niewolnicy nie wyciągnęli żadnych wniosków z faktu, jak długo sprzyjali im bogowie i postanowili wystawić ich cierpliwość na szwank. Wymusili więc na Spartakusie rezygnację z próby przepłynięcia kolejnej cieśniny (tym razem Otranto) i marsz w kierunku Krassusa, by go ostatecznie rozbić. Postawiony przed faktem dokonanym (nie miał Spartakus tak naprawdę gdzie uciec, gdyż nawet jeśliby przedostał się do Grecji, to i tam ścigałaby go armia Lukullusa, a być może również i Krassusa), postanowił wódz niewolników stoczyć kolejną bitwę, a po rozbiciu sił Krassusa, wystąpić przeciwko Pompejuszowi, a następnie Lukullusowi (lub na odwrót). Ambitne cele przed sobą stawiał, należy jednak zaznaczyć że nie miał on innego wyjścia. Nikt z owych rzymskich wodzów nie pozwoliłby mu opuścić Italii, więc jego jedynym wyjściem była dalsza walka na śmierć i życie. Do starcia doszło nad rzeką Bradanus w Lukanii i Apulii (jest to rzeka graniczna pomiędzy tymi dwiema krainami, jednak dokładne miejsce bitwy nie jest znane), a Krassus zastąpił tam Spartakusowi drogę, uniemożliwiając mu dalszy marsz. Doszło do krwawej i bardzo ciężkiej bitwy, gdyż obie strony dobrze wiedziały o co walczą i nikt nie liczył na łaskę w przypadku klęski. Zbuntowani niewolnicy byli mocno zdeterminowani, ale poniesione wcześniej straty i brak możliwości (w przeciwieństwie do Rzymian) ciągłego ich uzupełniania, działały ewidentnie na korzyść Rzymian. W trakcie walki Spartakus próbował przebić się w kierunku Krassusa i po drodze położył trupem jego dwóch centurionów (a centurionowie nie stali obok siebie i musiał też przy okazji pokonać wielu innych legionistów). W pewnym momencie został on ugodzony włócznią w udo, co sprawiło że musiał przyklęknąć i osłaniając się tarczą, wciąż walczył z nacierającym przeciwnikiem. Ostatecznie otoczony, został zasieczony mieczami i legł pośród tysięcy swoich towarzyszy (jego ciała nigdy nie odnaleziono). Poległo prawie 50 000 żołnierzy Spartakusa i ok. 8000 Rzymian (do tego należy doliczyć dodatkowe 15 000 rannych, co daje dość wysoką liczbę legionistów wycofanych z walki). Straty te spowodowały, że Krassus nie był w stanie wykonać natychmiastowego pościgu za 5000 wojowników, którzy przedarli się przez rzymskie okrążenie i uszli w dal. Dopadł ich i ostatecznie rozbił dopiero Pompejusz, który zaraz potem napisał do Senatu znamienne słowa: "Krassus wygrał bitwę, lecz to ja zakończyłem wojnę". Wzburzony tym niepełnym zwycięstwem Krassus, kazał 6000 pochwyconych w bitwie byłych niewolników ukrzyżować wzdłuż Via Appia, a sam musiał zadowolić się skromną owacją (podczas której wielu Rzymian zaczęło z niego drwić, iż stał się "pogromcą niewolników", zaś Pompejusz począł ubiegać się o triumf za swoje zwycięstwo w Hiszpanii i takowe otrzymał. A to jeszcze bardziej wzbudziło nienawiść w tych dwóch mężach, do których wkrótce dołączył i mąż trzeci, szybko przerósłszy ich dwóch razem wziętych - był to oczywiście Gajusz Juliusz Cezar.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...