WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PAPIESTWO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PAPIESTWO. Pokaż wszystkie posty

05 czerwca 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XI

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. VII



KRÓLESTWO WĘGIER




PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. VI


 Wkrótce po powrocie ze zwycięskiej kampanii bałkańskiej przeciwko Turkom Osmańskim do Budy (połowa lutego 1444 r.), na węgierski dwór króla Władysława III (I) Jagiellończyka, przybyło poselstwo z Polski, czyli z jego kraju rodzinnego, z ogromną prośbą do króla aby czym prędzej wrócił już do Krakowa, gdyż kraj potrzebuje króla, a rządzić na odległość dłużej już nie można. "Matka twa panie stęskniona jest bardzo" - jak stwierdzić miał kierownik poselstwa koronnego, a kraj cały również oczekiwał czym prędzej powrotu swego monarchy. Tym bardziej że problemów od czasu wyjazdu Władysława III na Węgry (kwiecień 1440 r.) namnożyło się co nie miara. Przede wszystkim Tatarzy nieustannie pustoszyli południowo-wschodnie ziemie Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego i od czasu wielkiego najazdu chana Sid Ahmeda (którego orda leżała pomiędzy stepami Dniepru a Donu) w 1438 r. (W wyniku którego Tatarzy spustoszyli Podole i Ruś Czerwoną biorąc liczny jasyr, a następnie rozbijając w bitwie na mokradłach u źródeł Smotryczy - 1 czerwca - pospolite ruszenie starosty Halickiego Michała Mużyły Buczackiego. Ciężka konnica polska nie była bowiem w stanie rozwinąć szyku na podmokłym terenie, gdzie kopyta koni wręcz zapadały się w bagna, a gdy Tatarzy wyszli na ich tyły wybuchła panika, w wyniku czego - w trakcie ucieczki - większość polskiego rycerstwa została wycięta w pień). Kolejny raz Sid Ahmed najechał Podole i Ruś cztery lata później, w 1442 r., już w czasie gdy król Władysław przebywał na Węgrzech. Ten najazd również zakończył się sukcesem Tatarów, którzy w swym niszczycielskim pochodzie doszli pod Lwów (próbował ich zatrzymać dzierżawca Glinian Władyka ze swoim prywatnym pocztem i nawet udało mu się rozbić jedną z grup zbierających jasyr oraz uwolnić ludzi z owego jasyru, ale wkrótce potem został otoczony przez przeważające siły Tatarów i doszczętnie rozbity). Spodziewano się więc że w tymże roku (1444) ponownie nastąpi najazd tatarski (i nie pomylono się, rzeczywiście miał on wówczas miejsce, podobnie jak w roku 1445 i 1447-1448. Wyprawy te w większości kończyły się sukcesem Tatarów aż do roku 1448, gdy udało się kasztelanowi kamienieckiemu Teodorykowi Buczackiemu częściowo rozbić wracających z jasyrem ordyńców Sit Ahmeda).




Najazdy tatarskie to jedno, ale były też i inne problemy, jak choćby wojna, która wybuchła pomiędzy Wielkim Księstwem Litewskim a Księstwem Mazowieckim w roku 1440. Młody książę warszawski Bolesław IV (panujący w Księstwie od roku 1429), wnuk i następca wielkiego władcy Mazowsza Janusza I (m.in. był on twórcą pierwszego zamku książęcego, na którego podstawie potem wzniesiono Zamek Królewski, który obecnie stoi na Starym Mieście w Warszawie; to on też był twórcą pierwszych murów obronnych, powstałych wokół Starego Miasta w Warszawie; poza tym lokował wiele miast w swoim Księstwie, utrzymywał pokój z Litwą - dzięki swemu małżeństwu z Anną Danutą, córką wielkiego księcia Kiejstuta - ojca księcia Witolda, kuzyna Władysława Jagiełły; w Księstwie Mazowieckim rozwijał również handel, co powodowało że mieszkańcy żyli w długim okresie pokoju - szczególnie po roku 1410 - i zamożności). Młody książę Bolesław IV (zaledwie trzy lata starszy był od króla Władysława III Jagiellończyka), pragnąc zasłużyć na miano swego dziadka (którego już za życia nazywano "Wielkim"), postanowił odzyskać Podlasie, które w 1391 r. król Władysław II Jagiełło przekazał jego dziadkowi (Janusz I Mazowiecki panował bowiem długo bo aż 56 lat, od 1373 r.). W 1408 r. wielki książę Witold zajął zbrojnie Podlasie (wówczas jednak konflikt nie wybuchł) i dopiero w roku 1440 Bolesław postanowił odzyskać tę ziemię dla Mazowsza. Wojna litewsko-mazowiecka trwała przez kolejne 4 lata (z tym że nie była to wojna z bitwami i najazdami, po prostu były to mniejsze lub większe podjazdy, które jednak dla lokalnej ludności stanowiły większą uciążliwość, bo choć były czynione na niewielką skalę, to jednak dosyć częste). Brat królewski (władający wówczas Wielkim Księstwem  Litewskim) Kazimierz Jagiellończyk w większości opanował Podlasie już w roku 1443, natomiast w roku 1444 oficjalnie przyłączył je ponownie do Litwy. 




Ale i Litwa miała swoje problemy na Wschodzie. Panujący w Wilnie (od 29 czerwca 1440 r.) 17-letni (oczywiście w roku 1444) Kazimierz Jagiellończyk toczył wojnę z Moskwą (rozpoczętą w roku 1442). Ostatnia wojna litewsko-moskiewska wybuchła w roku 1408 i zakończyła się spustoszeniem ogromnych terenów moskiewskich przez wojska litewskie księcia Witolda (Wasyl I uznał wówczas granicę Litwy wzdłuż rzeki Ugry daleko na wschodzie i praktycznie pod murami Moskwy, a Witold z tej kampanii wrócił obładowany łupami). Co prawda do kolejnej interwencji wschodniej Witolda doszło w latach 1426-1428, ale kierunek tych ataków był już inny (w 1426 r. był to Psków, który w zamian za odwrót wojsk litewskich musiał zapłacić sporą daninę w klejnotach, futrach a nawet niewolnikach - gdzie na wschodzie jeszcze utrzymywano niewolnictwo - 1427 r Witold podporządkował sobie Księstwa riazańskie i prońskie, a także sam wielki książę moskiewski Wasyl II uznał się jego lennikiem, zaś w roku 1428 - wraz z polskimi posiłkami, dowodzonymi przez Wincentego z Szamotuł i Jakuba z Kobylan - zmusił Witold Nowogród Wielki do zapłacenia sporego okupu. Nic dziwnego że po tych wielkich zwycięstwach nieco mu palma odbiła do głowy na stare lata i "przekonany" przez cesarza rzymsko-niemieckiego Zygmunta Luksemburskiego na wielkim zjeździe monarchów w Łucku w roku 1429, aby Witold przyjął z jego rąk koronę królewską I koronował się na króla Litwy. Witold początkowo się wzbraniał, twierdząc że najpierw papież musi się zgodzić na koronację, na co Zygmunt stwierdził że papieża... bierze na siebie, następnie Witold stwierdził że: "Po co mi korona, nie mam synów, a córka jest z Wasylem Moskiewskim, co będzie z tą Unią gdy on wniesie roszczenia?" i dodawał: "Bez zgody Jagiełły korony nie przyjmę!". Wówczas próbę przekonania króla Władysława podjął się sam Zygmunt, a w zasadzie jego małżonka Barbara Cylejska (kobieta niezwykle rozwiązła, która zdradzała swego małżonka z wieloma rycerzami i dworakami, miała nawet "ciekawy" pomysł, aby po śmierci Zygmunta wyjść za mąż za... 5-letniego w 1429 r. Władysława III Jagiellończyka). Barbarze udało się uzyskać zgodę Jagiełły na koronację Witolda, ale koronacja Litwy to było zerwanie Unii z Polską i do tego też dążył Zygmunt Luksemburski, do rozerwania tej Unii. Jagiełło musiał potem z tego wychodzić okrakiem, gdy na zebraniu możnych panów Witold mówił mu "Bracie, przecież powiedziałeś tak, króluj!", Jagiełło stwierdził że nie pamięta, jest już stary i przechyla się do zdania panów Rady, że korona dla księcia Witolda jako wodza, władcę i człowieka bezwzględnie się należy, ale korona dla niego to zerwanie Unii, a zarówno w Polsce jak i na Litwie winni panować synowie króla Władysława i królowej Sonki Holszańskiej. Witold próbował postawić na swoim i nawet zamówił dla siebie koronę, która miała dotrzeć do Wilna i w której miał się koronować, koronę tę przejęli Polacy na granicy ostatecznie w roku 1430 Witold zapadł na zdrowiu i wkrótce potem zmarł (Jagiełło był wówczas w Wilnie, czyli obaj kuzyni musieli jeszcze ze sobą rozmawiać tuż przed śmiercią Witolda).




Tak więc teraz Kazimierz Jagiellończyk prowadził nową wojnę z Moskwą. W roku 1442 Moskwa zajęła Wiaźmę, Możajsk, Kaługę i Kozielsk, ale bardzo szybko utraciła te grody ponownie na korzyść Litwy, a dowodzący wojskami litewsko-polskimi Stanisław Kiszka przy okazji złupił jeszcze pogranicze moskiewskie (rejon Werei). Wojna ta trwała do roku 1445, a w 1449 zawarto pokój, który przetrwał zaledwie do roku 1454. W każdym razie teraz król Władysław III był potrzebny w kraju i członkowie poselstwa koronnego apelowali o jego jak najszybszy powrót do Krakowa. Król zarzekał się że wróci, ale po Sejmie, jaki miał wkrótce zostać zwołany na Węgrzech, natomiast zarówno Jan Hunyadi jak i panowie węgierscy prosili Władysława, aby nie opuszczał Węgier w sytuacji ciągłego zagrożenia tureckiego na południu. Nie teraz, gdy Węgry wciąż są zagrożone osmańską inwazją. Ale wkrótce okazało się... że niekoniecznie. Z początkiem marca 1444 r. do Budy przybyło bowiem poselstwo wysłane przez sułtana Murada II, które deklarowało zakończenie tej wojny i zawarcie trwałego pokoju, na satysfakcjonujących obie strony warunkach. Ogromną rolę w dojściu do skutku tych pertraktacji, poczyniła małżonka Murada, sułtanka Mara (w zasadzie nie była ona sułtanką, gdyż pozostała chrześcijanką, czyli była po prostu żoną sułtana). Ta córka Jerzego Brankovicia już od dłuższego czasu korespondowała ze swym ojcem, deklarując mu że sułtan jest przychylnie usposobiony do niego i gotów mu oddać rządy nad Serbią. Korespondencja ta była utrzymywana za pośrednictwem chrześcijańskiego mnicha, który odwiedzał Marę (a któremu ona przekazywała listy do ojca). Sułtan Murad II był gotów pójść na daleko idące ustępstwa, aby tylko zawrzeć pokój z Węgrami, w zależności od woli króla Władysława pokój tymczasowy lub też "wieczny" (te "wieczne" pokoje z reguły nie przetrwały dłużej niż 10 lat i niczym też nie różniły się od pokoju tymczasowego, albo nawet zwykłego rozejmu, które najczęściej trwały dłużej niż same pokoje). Przede wszystkim sułtan ofiarował 40 000 czerwonych złotych (jakieś 100 000 dukatów) za uwolnienie swego szwagra Mahmuda Celebiego (który dostał się do niewoli, po zwycięskiej dla Węgrów bitwie pod Niszem - 2 stycznia 1444 r., o czym pisałem w poprzedniej części). Król Władysław wyraził na to zgodę, a intensywne rozmowy pokojowe trwały przez cały marzec.




Ostatecznie dnia 1 kwietnia 1444 r. zawarto niezwykle korzystny dla Węgier traktat pokojowy, na mocy którego oddawał koronie św. Stefana całą Serbię (a w zasadzie oddawał ją Jerzemu Brankoviciowi, który był lennikiem Węgier) oraz część Albanii (północną część wraz ze Szkodrą. Notabene pod wpływem zwycięskiej kampanii bałkańskiej Władysława Jagiellończyka z roku 1443, z tureckiego wojska uciekł niejaki Jerzy Kastriota - syn Jana, księcia Amathii, który przed laty wydany wraz z braćmi przez ojca do tureckiej niewoli, szybko zyskał uznanie na dworze sułtańskim dzięki swej sile i odwadze w walce, następnie przyjął islam i wstąpił do tureckiej armii. Ale teraz, pod wpływem zwycięstw Władysława Jagiellończyka (a w zasadzie Jana Hunyadiego) Kastriota - wraz z 300 kompanami - uciekł z tureckiego wojska i dotarł do Albanii, gdzie też powrócił do chrześcijańskiego wyznania swego ojca. Z końcem listopada 1443 r. zdobył zamek Kruja, skąd wezwał okolicznych mieszkańców do oporu i dalszej walki z Turkami. Pod koniec zimy 1444 Jerzy Kastriota stał już na czele 12 000 powstańców, na czele których wyparł Turków z górzystych obszarów wybrzeża Adriatyku. Turcy nadali mu przezwisko Skanderbeg czyli "Aleksander Wielki" a on walczył z nimi aż do swej śmierci w styczniu roku 1468 i do końca pozostał niezwyciężony. Dziś Skanderbeg jest nazywany "Ojcem Narodu Albańskiego"). Poza tym sułtan Murad II zobowiązywał się zwrócić 24 twierdze za Dunajem, które miały pierwszorzędne znaczenie dla obrony Węgier, a także oddać wszystkich jeńców. Mało tego, deklarował że gotów jest również przekazać 25 000 żołnierzy na wezwanie króla Władysława, który mógłby ich użyć w każdej swojej wyprawie. Taki pokój był wręcz wymarzony i spełniał wszystkie warunki żądania zarówno Węgrów jak i Serbów (a także Albańczyków i poniekąd również... Polaków, którzy dzięki temu liczyli że król czym prędzej powróci do kraju). Ale właśnie wówczas, gdy już wydawało się że wojna jest zakończona i to zakończona na tak świetnych warunkach, zaczęły dziać się rzeczy doprawdy dziwne i niepokojące których patronem był zły duch kampanii roku 1443, papieski legat na Węgrzech - Julian Cesarini.


KRÓLESTWO POLSKI 



WIELKIE KSIĘSTWO LITEWSKIE 



To właśnie pod jego wpływem już 3 dni po podpisaniu owego pokoju - 4 kwietnia 1444 r. większość możnych panów węgierskich (wraz z Janem Hunyadim) na zwołanym właśnie do Budy Sejmie, opowiedziała się za kontynuowaniem wojny z Osmanami. Szaleństwo jakieś ogarnęło możnych, tym bardziej że Cesarini deklarował iż papież już gromadzi flotę, dzięki której krzyżowcy z całej Europy pomogą inwazji lądowej i wspólnie  przepędzą Turków z Europy. Nie było to do końca kłamstwo, co najwyżej niepełna prawda, gdyż papież Eugeniusz IV rzeczywiście dogadał się z Republiką św. Marka (a raczej za pośrednictwem swych posłów z dożą Francesco Foscarim) i na mocy tego porozumienia Wenecja miała wystawić 10 galer, które miały zostać obsadzone za pieniądze Stolicy Apostolskiej. Poza tym chęć podjęcia nowej wyprawy krzyżowej ogarnęła wówczas zupełnie niespodziewany region, a mianowicie... Burgundię. Władający tym krajem od roku 1419 książę Filip III Dobry żywo interesował się krajami zarówno Europy Środkowo-Wschodniej jak i Orientu, a przede wszystkim przyświecała mu chęć pomszczenia klęski i hańby jego ojca Jana I Nieustraszonego, który wziął udział w kampanii Zygmunta Luksemburskiego przeciwko Turkom i dostał się do niewoli po katastrofalnej dla rycerstwa zachodniego bitwie pod Nikopolis z roku 1396. Teraz księciu Filipowi marzyła się nowa wielka wyprawa krzyżowa, która odrodzi chrześcijaństwo na ziemiach zajętego wcześniej przez islam Orientu (należy bowiem pamiętać że takie ziemie jak Syria, Palestyna, Egipt czy Afryka Północna przed inwazją Arabów pod wodzą Mahometa i jego następców, to były najbardziej chrześcijańskie ziemie ówczesnego świata, to tam rodziły się prądy chrześcijańskiej odnowy religijnej, to tam powstawały najwspanialsze dzieła chrześcijańskie. A dziś te ziemie są już uważane za od wieków islamskie - niesamowite). Filip pragnął więc odrodzenia chrześcijaństwa na tych ziemiach, a wcześniej finansował i wspierał wszystkich poetów, którzy tworzyli dzieła o dawnym chrześcijańskim Wschodzie, lub których przekaz był anty-turecki (np. romanse rycerskie takie jak: "Piękna Helena z Konstantynopola" z 1448 czy "Trzej synowie królów" z 1463 r. autorstwa Dawida Auberta). Książę kolekcjonował wszelkie utwory o Wschodzie (jak choćby "Informacje" Tebaldiego o oblężeniu Konstantynopola), a także kazał tworzyć nowe utwory o tematyce skrajnie antytureckiej (zajmował się tym biskup Chalon - Jan Germain).




W tej pasji mocno wspierała księcia Filipa jego małżonka Izabela Portugalska (siostra księcia Portugalii Henryka Żeglarza - który uważany jest za twórcę portugalskiego Imperium kolonialnego, i córka króla Portugalii Jana I Dobrego). Oczywiście w tym wszystkim nie chodziło tylko o względy historyczne czy religijne, równie silne były pragnienia polityczne, a mianowicie książę Filip Dobry uważał że zwycięska kampania wschodnia zapewni mu powodzenie w staraniach o tron francuski, natomiast bratanek Izabeli Jan z Coimbry poślubił Karolinę z Lusignan - dziedziczkę tronu cypryjskiego, co w przypadku powodzenia tej krucjaty pozwalało Filipowi rozciągnąć swój protektorat na wyspę Cypr. Zresztą ówczesna Burgundia była doskonałym przykładem późno-średniowiecznego królestwa (chociaż królestwem nie była). Dwór w Dijon był wzorem dla innych dworów europejskich, był przykładem średniowiecznej poezji, kultury, ogłady, sztuki. Teraz do pełni szczęścia Filipowi Dobremu brakowało tylko miana pogromcy Turków. Był też wielkim darczyńcą, finansował budowę i restaurację kościołów oraz kaplic w Ziemi Świętej, słał pieniądze rycerzom Szpitalnikom na Rodos i werbował najemników do przyszłej wyprawy krzyżowej przeciwko Turkom Osmańskim. Po raz pierwszy budowę burgundzkiej floty wojennej rozpoczął Filip Dobry w portach L'Ecluse, Brukseli i Anvers w roku 1438. Na prośbę Joannitów wysłał cztery statki tej floty w roku 1441 na Wschód, ale niczego tam nie działał i okręty te wróciły w roku następnym do Villefranche. Gdy jednak z początkiem roku 1444 na dworze w Dijon zjawiło się poselstwo cesarza bizantyjskiego - Jana VIII Paleologa z prośbą o ponowne przesłanie okrętów, uczynił to znów, posyłając cztery statki na Wschód, które - wraz z dziesięcioma okrętami weneckimi - miały wspomóc inwazję bałkańską Władysława III Jagiellończyka (ostatecznie ta wyprawa zakończy się wielkim blamażem dla Filipa III Dobrego i oprócz ogromnych kosztów które będzie generowała, niczego nie osiągnie).


KSIĘSTWO BURGUNDII 



Tymczasem na kwietniowym Sejmie budzyńskim król Władysław III (I) zachęcony przez Hunyadiego planami zwiększenia władzy monarszej, zadeklarował że będzie prowadził dalszą wojnę z Osmanami, aż do osiągnięcia ostatecznego zwycięstwa. Zarówno drobna szlachta węgierska jak i węgierska magnateria przyjęły te zapewnienia niezwykle radośnie. Ale król jednocześnie działał w dwójnasób, a mianowicie 25 kwietnia 1444 r. podpisał (zawarty 1 kwietnia) traktat z Osmanami, czym czynił go prawnie wiążącym. Teraz ten traktat został odwieziony do Adrianopola aby swój podpis złożył pod nim sułtan Murad. Wkrótce potem do Budy dotarło poselstwo z Konstantynopola od cesarza Jana VIII, które gratulowało Władysławowi zwycięstwa w roku poprzednim i deklarowało jak najszybszą potrzebę podjęcia nowej krucjaty, aż do ostatecznego wypędzenia Turków z Bałkanów (jednocześnie papież Grzegorz IV słał swe pisma, w których naglił króla by czym prędzej ruszał na Turków. Papieżowi jak i cesarzowi bizantyjskiemu bardzo zależało na czasie, natomiast Węgrzy tego czasu akurat mieli pod dostatkiem i mogli te walki rozłożyć nie tylko na lata, ale wręcz na dziesięciolecia, nie śpieszyć się, na spokojnie. Tym bardziej że warunki zawartego pokoju były więcej niż dobre, były wręcz wyśmienite). Posłowie bizantyjscy deklarowali że przyszła kampania okaże się jeszcze większym triumfem niż ta poprzednia i nie należy zwlekać z jej podjęciem, a twierdzili tak, gdyż przed jedną z bram Konstantynopola (tą wychodzącą ku Macedonii) miał ukazać się dziwny młodzieniec na białym koniu z mieczem w dłoni. Zjawa ta, w białej szacie początkowo zaniepokoiła mieszkańców stolicy Bizancjum (w zasadzie ówczesne Bizancjum sprowadzało się tylko do samego Konstantynopola i niewielkich terenów wokół niego, oraz ziem Peloponezu czyli Morei), ale potem uznano już jest to właśnie zwiastun zwycięstwa i deklarowano: "Królu Władysławie, ciebie Bóg wybrał, abyś poprowadził chrześcijan do ostatecznej bitwy z poganami!" Poddany takiej zarówno ze strony wewnętrznej jak i zewnętrznej Władysław nie był w stanie długo się opierać i musiał ulec tej presji wojennej gorączki. Postanowiono więc że nowa kampania ruszy z końcem wiosny lub początkiem lata tego roku. A tymczasem do Adrianopola przybyło poselstwo z dokumentem traktatowym na którym sułtan miał złożyć swój podpis. (W kolejnej części przejdę też nieco bardziej do opisania wydarzeń dziejących się w samym Konstantynopolu, jak choćby relacji młodego Mehmeda Celebiego - następcy tronu osmańskiego {i bohatera tej części serii} z sułtańską małżonką Marą, i jak układały się relacje zarówno tego chłopca jak i jego matki z tą chrześcijanką).




CDN.

26 kwietnia 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. X

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. VI





PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. V



 Z nastaniem nowego 1443 r. Węgry ogarnęła prawdziwa "gorączka krucjatowa", wsparta jeszcze wydaną przez papieża Eugeniusza IV (1 stycznia 1443 r.) bullą, w której wzywał on cały świat chrześcijański to podjęcia świętej wojny z Osmanami. Tak jak jednak wspomniałem w poprzedniej części, na ów apel praktycznie nikt w Europie nie odpowiedział, a zgłaszali się do tej krucjaty co najwyżej kondotierzy oraz ludzie, którzy chcieli zarobić łatwe pieniądze na szybkiej i zwycięskiej wojnie z niewiernymi. Mimo to Węgrzy zdołali wystawić 35 000 armię, w skład której wchodziło 15 000 banderyjnych królewskich wojsk węgierskich (wspartych również posiłkami z Małopolski, oraz ochotnikami z Francji i Niemiec); 12 000 żołnierzy wystawił sam Jan Hunyadi - głównodowodzący wojsk węgierskich (realnie głównodowodzący, gdyż oficjalnie naczelnym wodzem był sam król Władysław I / III Jagiellończyk), a w skład tej armii wchodzili zarówno Węgrzy, Polacy z Małopolski, Rumunii i Czesi, a poza tym liczne kontyngenty chłopów węgierskich, bośniackich, rumuńskich, bułgarskich i albańskich; 8 000 wojska wystawił również były despota Serbii - Jerzy Brańkowić (ojciec sułtanki Mary i teść sułtana Murada II - przeciwko któremu było właśnie organizowane to wojsko). Legat papieski na Węgrzech - Julian Cesarini (bezwzględnie zły duch całej tej wyprawy) obiecywał również wsparcie floty papieskiej i weneckiej, problem jednak polegał na tym że... papież Eugeniusz nie posiadał floty. Jeszcze zimą 1443 r. papież podjął w tej sprawie negocjacje z Wenecją, gdyż chciał aby Wenecjanie użyczyli mu (w ramach owej krucjaty) 10 własnych galer, które on zgodził się w wyposażyć własnym sumptem. Wenecjanie powiedzieli proszę bardzo, ale... to kosztuje i wystawili papieżowi rachunek na 20 000 złotych dukatów za owe 10 okrętów, domagając się jeszcze, aby papież zaprzestał popierania wrogów Wenecji w Italii, tak jak czynił to do tej pory. Eugeniusz IV stwierdził że kwota którą żądają Wenecjanie jest za duża i on nie dysponuje takimi środkami, na co przedstawiciele Republiki św. Marka odpowiedzieli, że jeśli papież nie ma pieniędzy, to może przecież ściągnąć je w formie świętopietrza z duchowieństwa krajów Europy. 

Wenecja tak naprawdę nie chciała uczestniczyć w tej krucjacie, gdyż nie widziała w tym dla siebie żadnego interesu, a poza tym taka wojna zepsułaby korzystne relacje handlowe, jakie do tej pory Republika św. Marka miała z Turkami. Dlatego też negocjacje te zakończyły się fiaskiem i ostatecznie papież nie otrzymał żadnych okrętów. Takie rozmowy jak owe z Wenecją prowadził wówczas Rzym (Państwo Kościelne) również z innymi krajami posiadającymi flotę, jak choćby z Republiką Genui (skąd Eugeniusz IV domagał się 2 galer, ale Genueńczycy również nie zamierzali oddawać tych okrętów za darmo, ostatecznie stwierdzili żeby papież zwrócił się do Burgunczyków, a oni pomogą im wyposażyć zakupione przez tamtych okręty, ostatecznie też nic z tego nie wyszło). Król Argonii Alfons VI Mądry stwierdził, że wyśle papieżowi 6 własnych statków, przez co uzyskał oficjalne uznanie Stolicy Apostolskiej, (okręty te jednak nigdy do Rzymu nie dopłynęły 🤭). Bezwzględnie największe wsparcie finansowe uzyskał papież w Raguzie, która początkowo również opierała się wysłaniu jakiejkolwiek pomocy militarnej przeciw Turkom (Republika Raguzy od 1440 r. musiała opłacać się sułtanowi Muradowi w zamian za możliwość handlu z Imperium Osmańskim i bezpieczeństwo samej Republiki św. Błażeja). Senat miejski stwierdził że gotów jest wystawić jedną galerię wojenną, ale pod warunkiem że reszta chrześcijańskiego świata wystawi co najmniej 30 galer. Do wystawienia owego okrętu co prawda nie doszło, ale i tak Republika zebrała sporą kwotę, którą następnie przekazano kardynałowi Franciszkowi Condulmerowi, który te pieniądze zawiózł do Rzymu, aby papież mógł za nie wystawić własną flotę (potem, już w trakcie samej kampanii Republika Raguzy będzie również wojskom krucjatowym dostarczała proch).




A tymczasem wiosną roku 1443 (nim jeszcze ruszyła krucjata Władysława I / III) wojnę Osmanom wypowiedział (a tam wypowiedział, po prostu ruszył na nich zbrojnie) sułtan Karamanu - Ibrahim beg. Belik Karamanu był niezależnym władztwem, powstałym po rozpadzie Imperium Seldżuków i zajmował ziemie południowo-wschodniej Anatolii (dawna starożytna Kapadocja i Cylicja, naprzeciwko wyspy Cypr). Ibrahim Beg panował tam od roku 1424. Od 18 lat zaś żonaty był z siostrą sułtana Murada II - Ilaldi Hatun - która urodziła mu aż sześciu synów. Małżeństwo Ibrahima z Ilaldi było czysto polityczne, a on sam ponoć nienawidził własnej małżonki (swoją drogą skoro jej tak nie znosił, to dlaczego spłodził z nią sześciu synów?). Za swego następcę uważał Ibrahim swego najstarszego syna Iszaka, zrodzonego z inną turecką konkubiną (nie wywodzącą się jednak z rodu Osmanów, prawdopodobnie też nie była ona niewolnicą a wolną kobietą), którą też kazał zamordować, ale tak, aby jego syn nigdy się nie dowiedział kto był sprawcą morderstwa. Jeszcze w roku 1442 zawarł on układ z Węgrami (z posłami wysłanymi przez króla Władysława Jagiellończyka), na mocy którego miał uderzyć na Turków w Anatolii w chwili, gdy do Rumelii wkroczą wojska krzyżowców. Ten się jednak pośpieszył, uderzył na Turków już wiosną, nim jeszcze cała wyprawa ruszyła z Węgier. Wsparcie uzyskał Ibrahim jedynie ze strony władcy Konfederacji Ak-Kojonlu (Białych Owiec - czyli stepowego władztwa Turków oguzyjskich, obejmującego ziemie dzisiejszego Iraku i zachodniego Iranu), ale to było stosunkowo za mało. Sułtan Murad natychmiast wyruszył z Adrianopola na Wschód, jednocześnie nakazał swemu najstarszemu synowi (i następcy tronu) namiestnikowi prowincji Manisa - Alaeddinowi Ali Celebiemu - dołączyć do siebie w tej wyprawie. Książę Ali, 18-letni młodzieniec dobrze zbudowany (pomimo młodego wieku był bardzo krzepki, silny i dobrze umięśniony), dobrze wykształcony, potrafiący pięknie grać na instrumentach muzycznych - był niezwykle zadowolony z faktu, iż ojciec obdarzył go takim zaufaniem. Pomimo młodego zaledwie 18-letniego życia, był Ali ojcem już dwóch synów (jeden nie miał roku, drugi był noworodkiem). Książę Ali  Celebi szybko więc dołączył do swego ojca i razem udało im się pokonać Ibrahima bega oraz zmusić go do odwrotu do swego karamańskiego beliku (zrezygnowano z dalszego ataku na Dyalbakir - stolicę Karamanu i zadowolono się uznaniem Ibrahima za lennika Sułtanatu Osmańskiego, gdyż Murad obawiał się najazdu na Rumelię, gdyż wieści o nadchodzącej krucjacie rozchodziły się bardzo szybko).


ALAEDDIN ALI CELEBI



Po zwycięstwie sułtan wraz z synem dotarli do Brusy (dawnej pierwszej stolicy Sułtanatu Osmańskiego), gdzie się pożegnali i rozstali (młody książę zapraszał ojca do odwiedzenia Manisy i nadania imion jego synom - gdyż to właśnie żyjący sułtan nadawał imiona swoim wnukom, ale teraz nie było na to czasu, inwazja krzyżowców mogła bowiem ruszyć lada chwila). Ojciec i syn rozstali się więc w przeświadczeniu że wkrótce - już po zwycięstwie nad niewiernymi - spotkają się ponownie w Manisie. Tak się jednak nie stało. Książę Ali wrócił bowiem do Manisy i tam (na początku lata 1443) doszło do tragedii która wstrząsnęła Sułtanatem. Młody książę został bowiem w czasie snu uduszony przez niejakiego Kara Chyzyr paszę (który również uśmiercił dwóch jego synków). Gdy wiadomość o tym dotarła do Adrianopola, sułtan Murad II - który niejedno już przeszedł - usłyszawszy o tej tragedii, siedząc na tronie w swym pałacu... stracił przytomność. Kolejne dni nie były lepsze, sułtan popadał w apatię i był w nieustającej żałobie, nie był też w stanie myśleć logicznie ani planować działań obronnych przeciwko zbliżającej się krucjacie. Nakazał jednak aby jego drugi syn, Mehmed Celebi (czyli bohater tej części serii) opuścił zarządzaną dotąd przez siebie Amasyię i przeniósł się do Manisy - będącej prowincją sułtańską (namiestnictwo Amasyi przejął zaś Mehmed pasza - syn jednego z wodzów Murada II - Lali Szahina paszy). Nim jednak niesforny 11-latek udał się do swojej nowej prowincji, ojciec zapragnął go ujrzeć w stolicy. Długo bowiem nie interesował się jego losem (chociaż dbał o to, aby młodym Mehmed miał jak najlepszych nauczycieli), gdyż to nie on miał być następcą Sułtanatu. Ale teraz, gdy ukochany Ali już nie żył, ojciec zapragnął ujrzeć młodszego syna i wynagrodzić mu lata rozłąki i braku zainteresowania. Mehmed Celebi przybył więc do Adrianopola wraz ze swym wychowawcą Ahmedem Kurani (którymś z kolei już, gdyż wielu nie radziło sobie z tym niesfornym łobuziakiem, któremu nie w głowie była ani nauka, ani też zgłębianie Koranu, a jedynie figle, psoty, walki na drewniane miecze i inne tego typu chłopięce rozrywki). Ahmed Kurani - który studiował Koran w Kairze, okazał się znacznie lepszym nauczycielem niż jego poprzednicy (np. jego poprzednik na stanowisku nauczyciela księcia Mehmeda - mułła Ilias Effendi kompletnie nie radził sobie z chłopcem. Często też padał w stany ekstatyczne, zamykał się wtedy w celi bez jedzenia i picia i medytował, co spowodowało że chłopiec robił co chciał, a poza tym wciąż w wieku 10 lat nie znał Koranu). Murad II powołując Kuraniego na stanowisko nauczyciela swego syna, wręczył mu również rózgę, mówiąc że może nią bić księcia Mehmeda, jeśli ten będzie nieposłuszny. Poskutkowało, w ciągu zaledwie roku młody Mehmed zdobył więcej wiedzy, niż przez wszystkie poprzednie lata (Ahmed Kurani pozwalał sobie na bardzo wiele również wówczas, gdy Mehmed był już sułtanem, co czasem powodowało między nimi konflikt, ale  nigdy to się źle dla owego nauczyciela nie skończyło). W Adrianopolu ojciec starał się wynagrodzić synowi lata rozłąki i teraz praktycznie nie rozstawał się z nim na krok. Zabierał go również na narady wojenne i w jego towarzystwie przyjmował posłów obcych państw.




A tymczasem właśnie wówczas, gdy młody Mehmed Celebi przybył do Adrianopola (początek lipca 1443 r.) z Budy ruszyła wyprawa krzyżowa pod sztandarami króla Władysława I / III Jagiellończyka. Wyprawa ta (zwana przez Węgrów "Długą Wojną") posuwała się bardzo wolno, przede wszystkim dlatego że oczekiwano na wiele oddziałów które nie dotarły na czas na miejsce koncentracji i z pierwotnej 35 000 armii w bój ruszyło tylko 25 000. Ale entuzjazm był bardzo duży, wszyscy spodziewali się łatwego i szybkiego zwycięstwa, zdobycia Adrianopola i dotarcia do Konstantynopola, ratując tym samym Cesarstwo Bizantyjskie. Jednak problemów nie brakowało, najpoważniejszym z nich był brak floty, która pomimo wielu apeli i zapewnień nie powstała. Mimo to uznano że zdobycie Adrianopola i wypędzenie Turków z ich europejskich włości wystarczy, a poza tym w Konstantynopolu można było zaopatrzyć się w jakieś statki, które mogłyby przewieźć armię chrześcijańską do Anatolii. Dopiero na początku października armia chrześcijańska przekroczyła Dunaj (czyli dwa miesiące zajęło im dotarcie z Budy nad Dunaj - niezwykle szybkie tempo 😉). W tym czasie stan psychiczny sułtana Murada wcale się nie poprawiał. Nadal nosił żałobę po swym synu i pomimo oznak normalności, często popadał w apatię a niekiedy nawet w rozpacz (zdarzało się że publicznie płakał podczas narad wojennych, co nie przysparzało dostojeństwa sułtanowi). Natomiast 11-letni książę Mehmed Celebi wykazywał rozsądek, przekraczający jego młody wiek. W Kotlinie Niszańskiej zgromadzono wówczas trzy armie tureckie pod dowództwem Kasima paszy, Iszak beja i Turachan beja, gdzie oczekiwano nadejścia krzyżowców. W połowie października 1443 r. Jan Hunyadi na czele 12 000 swych doborowych oddziałów, przekroczył rzekę Morawę i siał spustoszenie po stronie tureckiej, kolejno rozbijając mniejsze tureckie oddziały, zmierzające do miejsc koncentracji. 3 listopada 1443 r. Hunyadi w bitwie pod Niszem rozbił trzy połączone ze sobą tureckie armie które miały go zatrzymać (w tej bitwie po stronie tureckiej walczył również Skanderbeg - przyszły narodowy bohater Albanii, twórca państwa albańskiego). Gdy wiadomość o tym zwycięstwie dotarła do reszty wojsk królewskich, wywołało ono jeszcze większą euforię niż dotychczas. Teraz już nikt, nawet najwięksi pesymiści nie uważali że cokolwiek może pójść nie tak i że wkrótce padnie nie tylko Adrianopol, ale uda się zapewne zgnieść Turków w samej Anatolii, a może nawet dotrzeć do Jerozolimy żeby tam ponownie uwolnić Grób Pański z rąk niewiernych. Zaczęto przypominać sobie dawne lata wielkich krucjat, ale połowa wieku XV to już nie był okres krucjatowy. Idea krucjat dawno się skończyła, wypaliła się (czego dowodem była chociażby zupełna bierność władców Europy Zachodniej wobec ogłoszonej przez papieża krucjaty anty-osmańskiej) i to, z czym teraz miano do czynienia, to były już tylko walki o dominację poszczególnych krajów, ewentualnie walki obronne przeciw zalewowi islamu.

1 grudnia po krótkiej walce zdobyta została Sofia (dzisiejsza stolica Bułgarii). Wojska chrześcijańskie dopuściły się wówczas mordów na muzułmanach, aby jednak odróżnić mieszkających w mieście chrześcijan od niechrześcijan (którzy nosili praktycznie podobne stroje) kazano im odmawiać słowa modlitwy "Ojcze nasz" i żegnać się, kto nie potrafił, ten szedł pod miecz czy pod topór. W zdobytej Sofii król Władysław już planował zajęcie Adrianopola, ale obecnie dalszy marsz na południe był niemożliwy, jako że spadł już śnieg, przełęcze górskie były mocno zasypane i droga była odcięta. Trzeba było więc poczekać do wiosny roku następnego z podjęciem dalszej ofensywy. Król Władysław jednak był niecierpliwy. Miał co prawda dopiero 19 lat, ale płynęła w nim gorąca litewska krew i choć jego ojciec był człowiekiem niezwykle ostrożnym, a jednocześnie diabelnie skutecznym (i jak na swoje czasy jednak trochę dziwnym, jako że Władysław II Jagiełło nie tylko nie nosił brody - co było wówczas powszechne i bardzo modne, ani też żadnego zarostu, ale przede wszystkim nie pijał wina, a podczas uczt w jego pucharze znajdowała się czysta woda. Był też bardzo przesądny, np. przed podjęciem jakiejś decyzji łamał słomki i wrzucał je do kominka żeby odczynić urok. Bardzo dbał też o czystość, ponoć kąpał się codziennie - co nawet w średniowieczu {epoce dosyć czystej w porównaniu z następną epoką nowożytną} nie uchodziło za normalne {swoją drogą średniowieczne zamki zaopatrzone były w toalety, co powodowało że zamki nie śmierdziały tak jak chociażby Wersal Ludwika XIV gdzie nie było żadnych łazienek, gdyż uznano że takim pałacu, w otoczeniu tylu pięknych posągów dawnych bogów, muz i bohaterów oraz w obecności arcychrześcijańskiego "Króla Słońce", coś tak obrzydliwego jak toaleta nie ma miejsca bytu. Efekt był taki że dworacy króla srali do kominków i "podlewali" ściany owego pałacu, gdzie śmierdziało jak w chlewie i dopiero służba chodziła po korytarzach, sprzątała te wszystkie odchody i pryskała perfumami żeby zagłuszyć smród}). Władysław Jagiełło był jednym z najskuteczniejszych i największych władców średniowiecznej Europy, ale jego młody syn - choć miał jego rozwagę - to jednak zagłuszał ją zbytnim temperamentem, co niestety ostatecznie go zgubiło.


WŁADYSŁAW I (III) JAGIELLOŃCZYK



Pomimo silnych opadów śniegu, ciężkich przepraw przez góry i zasieków zbudowanych przez Turków, podjęto się próby sforsowania Bramy Trajana, czyli tych górskich wrót, którymi z Sofii można było dostać się na południe, do Adrianopola, Konstantynopola i do Grecji. 12 grudnia 1443 r. doszło pod Zlaticą (u stóp Bramy Trajana) do krwawej bitwy. Krzyżowcy dwukrotnie starali się przerwać tureckie zasieki, walcząc w ciężkim górskim terenie, mocno zasypanym śniegiem i jednocześnie odcięci od dostaw ze swych taborów. Nie udało się im to i musieli zawrócić, zadali jednak Turkom znaczne straty, co nie przeszkodziło jednak tureckiemu dowódcy - Kasimowi paszy w podjęciu za nimi pościgu. 16 grudnia w kolejnej bitwie pod Meleszticą - nieopodal Sofii - wojska krzyżowców również zostały zmuszone do odwrotu, co spowodowało że musieli opuścić Sofię i wycofać się za Dunaj (porażka ta jednak była niewielka, praktycznie można powiedzieć że straty tam poniesione nie przesłoniły zysków, jakie przyniosła kampania roku 1443 i spodziewano się że kolejnej wiosny sukces będzie jeszcze większy). O tym że Turcy realnie nie byli w stanie powstrzymać krzyżowców w roku 1443 świadczy fakt, że pościg, który wysłali przeciwko nim, został rozbity przez wycofujące się oddziały chrześcijańskie pod Niszem - 2 stycznia 1444 r. W tej bitwie do niewoli dostało się wielu z wysokiej rangi Osmanów, w tym szwagier  sułtana Murada II - Mahmud Celebi. Wówczas despotes Serbii Jerzy Brańkowić wysunął myśl przezimowania w Serbii, założenia tu obozu i wiosną wyruszenia z kolejną kampanią na Adrianopol. Plan był dosyć ciekawy, ale w w tamtych warunkach nierealny. Żywność się skończyła i nie było też jak jej szybko uzupełnić tym bardziej w warunkach zimowych (można było co prawda organizować rajdy w celu zdobycia pożywienia na okolicznej ludności chłopskiej, z tym tylko że ta ludność najczęściej nie była muzułmańska a chrześcijańska). Postanowiono więc wrócić na Węgry i wiosną tego roku ponownie wyprawić się przeciw Osmanom. W końcu stycznia 1444 r armia chrześcijańska dotarła do Belgradu. W połowie lutego król Władysław I / III na czele swych oddziałów wkroczył do Budy. Ludność stolicy Węgier wyległa na ulice aby wiwatować na cześć swych bohaterów, którzy jednak przypominali bardziej żywe trupy. Wychudzeni często brudni po trudach podróży i walk, ale w rękach trzymający zdobyte sztandary niewiernych Osmanów, oraz pokazujący łupy i jeńców z kampanii roku 1443. Młody król Władysław szedł w tym pochodzie pieszo, pośród swych żołnierzy, a pierwszym miejscem do którego się skierował po wejściu do stolicy była katedra, aby tam podziękować Bogu za odniesione zwycięstwo.




Wiadomość o zwycięstwie szybko obiegła Europę, okazało się bowiem że Turków można pokonać, a poza tym można z tego wyciągnąć korzyści zarówno polityczne jak i finansowe. Jednak przedłużająca się nieobecność króla w Krakowie powodowała, że coraz częściej podnosiły się głosy iż król powinien już wrócić do kraju (szczególnie uważał tak wszechwładny biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki). Nieznanej jest natomiast stanowisko królowej-matki Zofii (Sonki) Holszańskiej w tej sprawie, zapewne jednak ona również pragnęła ujrzeć z syna. Jednak w tych latach (począwszy od 1440 r.) działalność polityczna królowej-matki praktycznie ustała i niewiele wiadomo o jej zaangażowaniu (wzięła w tym okresie udział jedynie w zjeździe w Korczynie w kwietniu 1443 r.), głównie mieszkała bowiem w swych dobrach oprawnych. Co ciekawe, mocno zasmuciła ją wiadomość o śmierci Hińczy z Rogowa - jaka dotarła do Krakowa w drugiej połowie roku 1442. To właśnie Hińcza miał być tym rycerzem, z którym Sonka miała dopuścić się jakichś intymnych schadzek, o co też została oskarżona w roku 1427 przez biskupa Oleśnickiego - to znaczy nie bezpośrednio przez niego, a przez ludzi przez niego podstawionych. Wywołało to początkowo kryzys małżeński Władysława Jagiełły z Sonką (król ponoć nawet ciskał różnymi przedmiotami po swej komnacie, wykrzykując że musi poznać prawdę o swej małżonce). Hińcza trafił do lochu, gdzie był poddany nawet torturom, ale ostatecznie król go uniewinnił na mocy prawa "Neminem captivabimus" (które notabene jeszcze wówczas nie weszło w życie, stanie się to dopiero w roku 1430), A królowa oficjalnie została oczyszczona z zarzutów zdrady (stało się tak ponoć na prośbę z samego biskupa Oleśnickiego, któremu ukaranie królowej nie było potrzebne, wystarczyło bowiem rzucenie na nią podejrzenia aby osłabić jej prawa do regencji po śmierci samego króla i to Zbyszko Oleśnicki uzyskał). Wiadomość o śmierci Hińczy w roku 1442 okazała się jednak fałszywa, w rzeczywistości doznał on poważnej rany w starciu z wojskami Elżbiety Luksemburskiej, ale przeżył. Jednak sam fakt jak bardzo zasmuciło to królową-matkę może budzić pewne niepokojące skojarzenia co do jej oskarżenia z roku 1427. W każdym razie do Budy, do Władysława Jagiellończyka przybyło teraz poselstwo zarówno z Konstantynopola jak i z Adrianopola, od samego sułtana Murada.


CDN.
 

11 kwietnia 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. IX

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. V


JAN HUNYADI 




PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. IV


 Gdy wiadomość o jawnym złamaniu woli sułtana i utrzymaniu tajnej korespondencji synów despoty Serbii Jerzego Brankovicia - Grzegorza i Stefana ze swym ojcem, dotarła do Murada II ten wpadł w gniew. Nakazał zakuć obu swych szwagrów (byli oni bowiem braćmi chrześcijańskiej małżonki sułtana - sułtanki Mary) w kajdany i wtrącić do lochu (miało to miejsce akurat w święto Wielkiej Nocy - 16 kwietnia 1441 r.). Od tej pory ich los pozostawał niepewny, a sułtan nie zdecydował co z nimi dalej uczynić. Ostatecznie wyrok w ich sprawie zapadł 8 maja 1441 r. gdy sułtan Murad zdecydował że obaj mają zostać oślepieni (nie chciał ich zabijać, gdyż byli braćmi jego małżonki i jego szwagrami, byłoby to więc mimo wszystko przelanie krwi rodziny sułtańskiej). Gdy tylko dowiedziała się o tym sułtanka Mara, natychmiast udała się do pałacu swego małżonka (mieszkała bowiem w oddzielnym pawilonie - oddanym bezpośrednio do jej użytku, a nie w haremie władcy), aby prosić go o darowanie winy i jej braciom. Mara miała duży wpływ na sułtana Murada, najwidoczniej miał on do niej słabość. Już sam fakt że pozwolił jej zachować dotychczasową wiarę i zamieszkać z dala od haremu, pokazywał jak bardzo jej ufał i jak ją cenił (oczywiście gdy tylko wychodziła poza obręb swego pawilonu, musiała ubierać się jak typowa muzułmanka i zakrywać całe ciało wraz z twarzą, podobnie było w pałacu sułtana). Sułtan zgodził się więc przebaczyć obu nieszczęsnym synom Jerzego Brankovicia i wysłał gońca do kata, aby wstrzymał wykonywanie wyroku. Niestety, goniec dotarł za późno, obaj bracia Mary zostali już bowiem oślepieni, co wywołało rozpacz sułtanki i gniew sułtana. Aby więc łagodzić jej żal, nakazał teraz... oślepić kata, który wcześniej oślepił jego szwagrów (kat nie był tutaj niczemu winien, rozkaz sułtański był jasny i nie podlegający dyskusji, ale ponieważ został zmieniony a goniec dotarł za późno, wyrok został wykonany. Sułtan jednak nie mógł pozwolić sobie na podważanie jego rozkazów, nawet jeśli zmienił je w ostatniej chwili, a poza tym chciał zapewne w jakiś sposób wynagrodzić ból sułtance Marze). Wieści o oślepieniu synów dotarły również do Raguzy, gdzie przebywał despota Jerzy Branković i wywołały również i jego rozpacz. Nie mogąc jednak namówić senatu Republiki św. Błażeja (jak nazywano bogatą wówczas Republikę Raguzy) do zbrojnej interwencji w Serbii i wystąpienia przeciwko Osmanom, postanowił opuścić to miasto i wrócić na Węgry. Nie mając wyjścia, musiał pogodzić się z nowym królem Węgier i Polski Władysławem III (na Węgrzech panował jako Władysław I). Upadł więc przed nim na kolana i ogłosił się jego lennikiem, aby tylko móc wraz z królem wziąć udział w wyprawie przeciwko Osmanom (liczył też na odzyskanie swego despotatu w Serbii).

Natomiast niechęć Raguzy do wystąpienia przeciwko Osmanom była zrozumiała. Ta Republika co prawda przeżywała wówczas okres swej świetności, utrzymując sporą flotę handlową i wojenną, a także prowadząc kontakty handlowe z wieloma krainami Morza śródziemnego (osmańskie zdobycze w Serbii i Bośni trochę Raguzańczykom jednak popsuły szyki), jednak sama w konfrontacji z potęgą Osmanów nie miała szans. Miasto to od 1205 r. znajdowało się pod zwierzchnictwem Wenecji (Republiki św. Marka), ale w roku 1358 przeszło pod zwierzchnictwo Węgier (wówczas na tronie Węgier panował Ludwik Wielki, znany nam również jako Ludwik Węgierski, król Polski w latach 1370-1382, który w naszych dziejach raczej nie zapisał się niczym szczególnym - większość czasu i tak spędzając w Budzie a nie w Krakowie - natomiast dla Węgrów ten monarcha był rzeczywiście wielkim władcą, tak jak dla nas Kazimierz Wielki, który zmarł właśnie w roku 1370 i był wujem Ludwika Węgierskiego)


KAZIMIERZ WIELKI 
i MŁODY LUDWIK WIELKI



LUDWIK WIELKI WRAZ Z MATKĄ
ELŻBIETĄ ŁOKIETKÓWNĄ 
(SIOSTRĄ KAZIMIERZA)



Wejście pod wpływy Węgier przyniosło Raguzie nowe kontrakty handlowe i wielkie bogactwo, ale miasto nie uczestniczyło w węgierskich wojnach z Osmanami, zachowując daleko pojętą neutralność. We wrześniu 1440 r. w Raguzie zjawił się podskarbi sułtana Murada II, żądając od władz miasta uiszczenia daniny, która zapobiegłaby ewentualnej osmańskiej interwencji przeciwko tej Republice. Senat miejski wówczas odrzucił to żądanie, a to pociągnęło za sobą poważne konsekwencje dla wszystkich obywateli, a przede wszystkim kupców z Raguzy.  Wszyscy oni zostali natychmiast aresztowani i wtrąceni do lochów na ziemiach kontrolowanych przez Osmanów w tym również w Serbii (zarządzanej przez sułtańskiego namiestnika i Ishak Bega) oraz w Bośni (którą zarządzał sułtański lennik Stefan Vukčic). To, oraz pozbawienie możliwości handlu dla kupców Raguzy na ziemiach kontrolowanych przez Osmanów i ich wasali, spowodowało że senat miasta uległ i zgodził się na coroczny haracz dla sułtana w wysokości 1000 dukatów w srebrze (1441 r.).

A tymczasem król Władysław na Węgrzech szykował wielką wyprawę bałkańską przeciwko Osmanom, która miałaby zostać uświęcona przez papieża i wsparta również kontyngentami rycerstwa Zachodniej Europy (do tego ostatniego nie doszło, na Zachodzie bowiem zbyt dobrze pamiętano jeszcze wielką klęskę rycerstwa w bitwie z Turkami pod Nikopolis - 45 lat wcześniej). W 1441 r. Władysław I (III) mianował siedmiogrodzkiego magnata rumuńskiego pochodzenia Jana Hunyadiego - wojewodą Siedmiogrodu (w tym czasie ów magnat posiadał już swym ręku 28 zamków, 57 miast i osad oraz ponad 1000 wsi). Powierzenie tego stanowiska Hunyadiemu było najlepszą decyzją, jaką wówczas można było podjąć. Ów magnat dysponował bowiem znacznej wielkości prywatną armią, która była lepiej uzbrojona i wyszkolona niż węgierskie wojska banderyjne, a nawet niż wojska osmańskie (z janczarami na czele). W przeciwieństwie bowiem do innych węgierskich magnatów (którzy patrzyli tylko na wzrost potęgi własnego rodu i własną zasobność - notabene Węgry były takim papierkiem lakmusowym tego, co działo się potem w Rzeczpospolitej, a Hunyadi może być wzorem dla innych wielkich hetmanów czy choćby dla księcia jeremiego Wiśniowieckiego z czasów powstań kozackich. Mentalność bowiem i losy tych dwóch Królestw Węgier i Polski były do siebie bardzo podobne, oba były wielkimi mocarstwami w czasach świetności, oba też zostały rozebrane przez państwa ościenne - Węgry już w latach 20-tych XVI wieku, Polska dopiero z końcem wieku XVIII). Hunyadi nie żałował ani pieniędzy ani własnego zdrowia i wysiłku dla celów ocalenia ojczyzny. Potrafił również zaciągać do swej armii zarówno chłopów pańszczyźnianych (których zwalniał z pańszczyzny), a także heretyków (jak choćby czeskich husytów). Dzięki temu stworzył silną zawodową armię, która jeszcze w tym samym (1441) roku zadała klęskę namiestnikowi Serbii - Ishak Begowi w Semendrii. Była to zapowiedź tego, z czym Osmanowie mieli się zmierzyć w kolejnych latach.




W zimie 1441/42 oczywiście nie toczono działań wojennych, ale Hunyadi już przygotowywał się do wiosennej wyprawy roku następnego. Odniesione zwycięstwo wprawiło go w nieco pyszną postawę, uznającą iż sam jeden jest w stanie nie tylko odbić Serbię, ale również rozbić Osmanów w wielkiej bitwie, a być może nawet zdobyć Adrianopol. Gdy więc stopniały śniegi na wiosnę roku 1442, wyruszył z kolejną wyprawą za Dunaj (król Władysław w tym czasie toczył wciąż podjazdowe walki o władzę na Węgrzech z królową-wdową Elżbietą Luksemburską - występującą w obronie praw do korony Węgier dla swego małego synka - Władysława Pogrobowca. Wspierał ją w tej walce czeski rycerz i dowódca hufca husyckiego - Jiskra z Brandysa. Dlatego też Władysław I (III) nie mógł wówczas osobiście stanąć na czele wyprawy przeciwko Osmanom). Tak więc węgierska wyprawa ruszyła wiosną 1442 r. ale od początku była źle przygotowana i niezbyt liczna (zabrakło chociażby licznych kontyngentów chłopskich), gdyż Hunyadi liczył że los ponownie mu dopisze i tak jak rok wcześniej, pobije Osmanów oraz zapewne wyzwoli Serbię spod osmańskich okowów i zwróci serbską despoinę Jerzemu Brankoviciowi jako lennikowi Królestwa Węgier. Jednak - jak to się mówi - buta kroczy przed upadkiem i pod miejscowością Szentimre tym razem to (pokonany rok wcześniej) Ishak Beg wziął górę. Węgierskie (nieliczne) rycerstwo zostało rozgromione a sam Hunyadi musiał (wpław - czyli musiał zrzucić całą zbroję) uciekać przez  granicę. Po tej bitwie wyciągnął lekcję na przyszłość, że nigdy nie można lekceważyć przeciwnika, chociażby wydawał się słaby i żałosny, a poza tym że węgierskie rycerstwo (bez wsparcia chłopów i mieszczan) nie stanowi realnej przeciwwagi dla Osmanów. Dlatego też zaraz po przybyciu do kraju wydał odezwę do chłopów i mieszczan ze swoich majątków aby wstępowali do armii, deklarując że w zamian otrzymają od niego różne zwolnienia i przywileje. 

Teraz to Ishak Beg popełnił ten sam błąd, co wcześniej Hunyadi, pewny swego przekroczył Dunaj i wtargnął ze swą armią do Siedmiogrodu. Tutaj jednak czekała już na niego nowa armia Hunyadiego, sformowana zarówno z chłopów, mieszczan, rycerstwa oraz wspartą kontyngentami czeskich kacerzy. W krwawej bitwie pod Gulafehervar Hunyadi doszczętnie rozgromił siły Ishak Bega, a on sam ranny, musiał teraz uciekać przez Dunaj (sułtan po tej bitwie odebrał mu namiestnictwo nad Serbią). Murad II zły na niepowodzenia Turków w walkach z Węgrami, nakazał namiestnikowi Rumelii (czyli europejskich - bałkańskich - posiadłości Osmanów) Szahabeddinowi, zebrać wielką armię i latem wyruszyć na podbój Siedmiogrodu, a być może i całych Węgier. Ten zebrał pokaźną siłę - 80 000 żołnierzy i na ich czele ruszył w lipcu 1442 r. na podbój Siedmiogrodu. Dowiedziawszy się o tym Hunyadi postanowił wyprzedzić ów atak i również przekroczył Dunaj, wkraczając do Wołoszczyzny (czyli rdzenia ziem z których potem powstanie Rumunia). W bitwie nad rzeką Jałomicą dopadł znacznie liczniejsze siły Szahabeddina i... rozgromił je do nogi (w tej bitwie po raz pierwszy zastosował czeską taktykę wozów taborowych, chowając swych żołnierzy za nimi, a następnie przesuwając je tak, aby można było zarówno dokonywać szybkich wypadów jak i  zaraz potem momentalnie chować się ponownie za nimi przed kontratakami wroga). Zwycięstwo pod Jałomicą pokazało Europie że Turków można pokonać w otwartej walce, że nie są niezwyciężeni i nie muszą wcale w przyszłości podbić Europy oraz zamienić jej w islamski kalifat. Jednocześnie też po tej bitwie sam Hunyadi zyskał wielką sławę i prócz ogromnego majątku który już posiadał, także wielkie wpływy polityczne.




W tym czasie, w którym Hunyadi zwyciężał pod Jałomicą, wielki koniuszy sułtana, sędziwy już Mesid Beg wtargnął do siedmiogrodu od strony Dobrudży i przystąpił do oblężenia twierdzy Sibiu. Tam dopadł go jednak inny wielki wódz Władysława I (III) - Mikołaj Ujlaky i doszczętnie rozbił. Trupy poległych osmańskich wojowników zaległy pola wokół twierdzy Sibiu, a sam Mesid Beg zginął podczas ucieczki wraz ze swym synem, zarąbany przez toporników Mikołaja Ujlaky. Po tych zwycięstwach sułtan Murad II zrozumiał że podbój Węgier, czy nawet Siedmiogrodu nie będzie tak prostym zadaniem, jak sądził do tej pory i że w ogóle zarówno on, jak i jego następcy będą mieli wiele problemów aby posunąć się dalej, zarówno ku północy jak i zachodowi. A tymczasem - po owych zwycięstwach (zarówno pod Jałomicą jak i pod Sibiu Węgrzy zdobyli ogromne łupy, jeńców i ponad 200 sztandarów tureckich) - na Węgrzech zaczęto rozmyślać o wielkiej wyprawie bałkańskiej w celu ostatecznego rozgromienia Osmanów i wyzwolenia tamtejszych ludów spod ich jarzma. Tylko że aby to przedsięwziąć, należy mieć spokój wewnętrzny w kraju, a tam wciąż toczyły się walki z królową wdową Elżbietą i jej pomagierem Jiskrą z Brandysa - władającym Słowacją. Ponieważ nie można było ich ostatecznie pokonać, należało się z nimi jakoś porozumieć, ale póki żyła królowa Elżbieta, nie było to łatwe. Los jednak uśmiechnął się do Władysława Jagiellończyka w Wigilię Bożego Narodzenia 1442 r. Tego bowiem dnia królowa wdowa Elżbieta Luksemburska wydała swe ostatnie tchnienie, kończąc swój ziemski żywot na tym łez padole. Teraz można było już łatwiej porozumieć się z Jiskrą z Brandysa, który w zamian za utrzymanie dotychczasowych przywilejów i władzy na Słowacji (mógł jak dotąd bić własną monetę, ściągać podatki od chłopów i miast na Słowacji, zarządzać kopalniami i kontrolować administrację), zgodził się ostatecznie podporządkować władzy Władysława I (III) Jagiellończyka.

Tymczasem końcówka roku 1442 i początek 1443 upłynął na Węgrzech w wielkim narodowym podnieceniu. Zdobyte na Turkach sztandary rozdzielono pomiędzy kościoły w kraju, wszędzie też nawoływano do świętej wojny przeciwko niewiernym Turkom, ostatniej już wojny z niewiernymi po której miał nastać  wieczny "pokój między chrześcijany". Żywo i mocno za taką wojną optował papież Eugeniusz IV, który w celu zebrania funduszy na ową wyprawę, w 1442 r. wydał encyklikę w której nakazywał wszystkim kościołom, klasztorom i kościelnym beneficjom w Europie wypłacać dziesięciny. Aby dać dobry przykład, sam ze skarbu apostolskiego wypłacił na ową wyprawę 1/5 dochodów Stolicy Apostolskiej. Wystosował też wezwanie do wszystkich chrześcijańskich władców Europy, aby wzięli udział w nowej (a w zasadzie ostatniej już) krucjacie przeciwko niewiernym osmańskim Turkom. Niestety jednak, wezwanie to w całej Europie zostało kompletnie zlekceważone i jedynie - prócz samych Węgier - na papieskie wezwanie odpowiedziały jeszcze dwa kraje: Wołoszczyzna (w której w 1442 r.  Hunyadi zainstalował na tańszym stolcu Bezaraba II - kuzyna dotychczasowego hospodara - Vlada Dracula, czyli Vlada Diabła, który został wezwany do Adrianopola i tam ponownie uwięziony przez sułtana Murada II) oraz Polska (głównie Małopolska, gdyż Wielkopolska, Mazowsze i ziemia kujawska - o Litwie nie wspominając - nie była chętna do uczestnictwa w tej "bałkańskiej kampanii"). Kto tylko mógł wypisywał się z tej wyprawy, jak choćby król rzymski Fryderyk III Habsburg (który władał również w Austrii jako książę pod imieniem Fryderyka V), twierdził on że nie może wziąć udziału w tej krucjacie, gdyż musi opiekować się 3-letnim zaledwie nowym królem Czech (choć oficjalnie zostanie on koronowany dopiero w roku 1453) Władysławem Pogrobowcem, którego jego opiece powierzyła zmarła niedawno Elżbieta Luksemburska. Królowie Francji - Karol VII i Anglii - Henryk VI, byli zajęci wzajemną walką ze sobą (toczoną jeszcze w ramach wojny stuletniej, w 1442 r. Francuzi zdobyli twierdzę Dieppe, tuż nad kanałem La Manche). Natomiast królowie Kastylii - Jan II i Aragonii - Alfons V, nie byli w ogóle zainteresowani wyprawą do odległej bałkańskiej krainy, na drugi koniec Morza Śródziemnego. Ale wszelkiej maści miłośnicy przygód, i najemnicy z Europy Zachodniej wzięli udział w tej kampanii, licząc na spore łupy po odniesionym zwycięstwie. Wszyscy spodziewali się ostatecznego (zwycięskiego) rezultatu w roku 1443.


SIEDMIOGRÓD, MOŁDAWIA I WOŁOSZCZYZNA



CDN.
 

21 marca 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. VIII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. IV


MURAD II




PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. III



 Pierwsze lata jakie upłynęły młodemu Mehmedowi Celebiemu (synowi sułtana Murada II i bohaterowi tej części serii "Sułtanatu kobiet") w Amasyi, nie należały do łatwych dla jego nauczycieli i wychowawców, a wręcz przeciwnie - przyprawiały ich o ból głowy. Mehmed był krnąbrnym i nieposłusznym dzieckiem, nie chciał się uczyć, nie chciał czytać i spędzać czas na zgłębianiu tajemnic Koranu, wolał się bawić i łobuzować w otoczeniu swej mamy Stelli i opiekunki Daje. A to powodowało, że w wieku lat dziesięciu bardzo słabo czytał, nie znał też Koranu, niewiele również interesowały go sprawy związane z zarządem prowincji Amasyi (którą głównie zajmował się były niewolnik sułtana Murada II - Chyzyr pasza). Sułtan co jakiś czas zmieniał synowi nauczycieli, ale niewiele to pomagało, chłopiec był bowiem niezwykle oporny jeśli chodzi o przyswajanie wiedzy. Nauczyć go nie potrafił poczciwy Chyzyr Celebi i musiał ustąpić miejsca innym, którzy mieli jeszcze mniej doświadczenia od niego i również tracili swe nauczycielskie stanowiska. Mehmed był łobuziarskim chłopcem i uspokajał się głównie w otoczeniu swej mamy, a szczególnie swej piastunki Daje. Sułtana oczywiście bardzo niepokoił brak postępów w wykształceniu swego syna, ale Murad to nie Mehmeda widział w roli swego następcy. Za takiego bowiem uważany był przez ojca Alaeddin Ali Celebi (od 1437 r namiestnik prowincji Manisy), młodzieniec 7 lat starszy od Mehmeda. Ali bardzo ładnie grał na instrumentach muzycznych i ojciec lubił spędzać z nim czas wolny (zabierał go też na wyprawy wojenne, aby zaznajamiać go z trudną sztuką panowania i dowodzenia armią), oczywiście jeśli w tym czasie nie przebywał w haremie, lub też w pałacu swej chrześcijańskiej małżonki -Mary). Dlatego też łobuziarskie zachowanie drugiego syna i jego niechęć do nauki Koranu, traktował Murad z przymrużeniem oka (choć oczywiście martwił się brakiem postępów w jego nauce, o czym świadczy fakt że zmienił mu w czasie jego pobytu w Amasyi - czyli do roku 1443 - aż czterech nauczycieli, żaden z nich nie potrafił jednak poskromić buntowniczego charakteru chłopca), jako że Mehmed i tak nie miał zostać sułtanem.

A tymczasem po nieudanej wyprawie wojennej przeciwko Węgrom w roku 1438 (o czym pisałem w poprzedniej części), sułtan postanowił ukarać tych, których uznał za winnych porażki, poprzez nieadekwatne wsparcie udzielone jego armii. Było dwóch winnych których sułtan postanowił ukarać, jednym z nich był hospodar wołoski Wlad Diabeł (Wlad Dracula - jego przydomek wziął się stąd, że postępował on niezwykle okrutnie wobec wszystkich swoich wrogów, nie tylko tych osobistych, ale również tych, którzy mieli nieszczęście stać się jego jeńcami. Najczęściej nabijał ich na pal, delektując się przy tym ich cierpieniem i konaniem. Lubił też w tym czasie spożywać posiłek, przez co potem narodziła się legenda, jakoby pijał krew swoich ofiar, a stąd bardzo szybko stał się symbolem znanego nam po dziś dzień wampira, hrabiego Drakuli). Ten przybył na wezwanie sułtana do Adrianopola i został wtrącony do lochu. Drugim winnym miał być ojciec Mary - despota Serbii Jerzy Branković (syn Vuka Brańkowicia zwanego "Wilkiem", przez co Jerzego nazywano "Synem wilka"). Mara miała jednak wyjątkową pozycję jaką ofiarował jej sułtan, nie tylko mogła pozostać przy swojej chrześcijańskiej wierze, ale również nie weszła do haremu Murada, natomiast pozostała w swoim własnym pałacu - który ofiarował i opłacał jej małżonek. To właśnie ona listownie ostrzegła swego ojca, aby w żadnym razie nie przyjeżdżał do Adrianopola, gdyż tu zostanie uwięziony. I tak też się stało, Jerzy Brańkowić pozostał w Smederewie. Sułtan jednak nie zamierzał puścić mu tego płazem, i już wiosną roku następnego (1439) wyruszył przeciwko despotatowi i stanął pod miastem-twierdzą Smederewem (dawną Semendrią). Trzy miesiące trwała bohaterska obrona twierdzy, którą dowodził syn Jerzego Brańkowicia, brat Mary i zięć sułtana Murada II - Grzegorz, mając do pomocy sławnego wodza Tomasza Kantakuzena. Despota - Jerzy Brańkowić starał się w tym czasie zorganizować odsiecz dla oblężonego przez Turków miasta, a tym samym pozyskać jakieś zewnętrzne wsparcie. Nikt jednak w Europie nie zamierzał przyjść na pomoc osamotnionej Serbii (nawet najbardziej zagrożone ponownym tureckim atakiem Węgry).




Europa miała w tym czasie zupełnie inne problemy, związane z kwestią Unii, jaka miała wreszcie (po prawie 400 latach - do oficjalnego zerwania doszło w 1054 r.) zasypać podziały pomiędzy Kościołem rzymskim a konstantynopolitańskim (czyli zachodnim i wschodnim). Rozmowy na temat zawarcia unii Kościołów zaczęły się w roku 1433 (choć temat był dużo starszy i często powracał w oficjalnych deklaracjach jednej i drugiej strony). Rozmowy toczyły się raz w Rzymie, raz w Bazylei a raz w Konstantynopolu i ostatecznie stanowisko papiestwa było takie, że wszelka pomoc z Zachodu dla rozpadającego się Cesarstwa Bizantyjskiego (w zasadzie były to już skrawki, niewielkie obszary wokół samego Konstantynopola i Selembrii - gdzie władał cesarz Jan VIII z dynastii Paleologów, oraz Peloponez, czyli despotat Morei - którą to zarządzało trzech braci Jana: 1) Teodor - znakomity matematyk, który miał w swoim życiu okres porzucenia tego wszystkiego i wstąpienia do klasztoru i to pomimo tego, że był już żonaty z włoską księżniczką Cleope Malatestą, która dla niego zmieniła wyznanie, czym mocno rozwścieczyła papieża Marcina V. Ostatecznie postanowił Teodor pozostać u władzy despotatu Morei - pewnie po to, aby zrobić na złość swemu młodszemu bratu... 2) Konstantynowi - który miał chrapkę na rządy na Peloponezie i przez to często wszczynał konflikty się ze swym bratem. 3) Najmłodszym z braci którzy władali Moreą był Tomasz), możliwa będzie dopiero wówczas, jeśli dojdzie do Unii Kościołów i Konstantynopol podporządkowuje się Rzymowi. Władcy rozpadającego się (niegdyś potężnego) Cesarstwa Wschodniego nie mieli wyjścia, i musieli zgodzić się na wszystkie narzucone im warunki, gdyż dookoła otaczali ich Turcy Osmańscy sułtana Murada II. W sprawie Unii (ale również w sprawie zniszczenia husytyzmu - jako herezji, doprowadzenia do powszechnej zgody chrześcijańskich władców w Europie, oraz reformy Kościoła) nowy papież Eugeniusz IV zwołał sobór powszechny do Bazylei (grudzień 1431 r.). W kolejnych latach trwały podchody i przepychanki pomiędzy papieżem a przedstawicielami wysłanymi na sobór z różnych krajów. Ostatecznie (w międzyczasie w 1434 r papież został wypędzony z Rzymu i Lacjum po rewolcie ludowej i mógł powrócić do Wiecznego Miasta dopiero po 9 latach) Eugeniusz IV (we wrześniu 1437 r.) rozwiązał sobór w Bazylei i przyniósł go do Ferrary (styczeń 1438 r.) a następnie do Florencji (styczeń 1439 r.). Właśnie wówczas (24 listopada 1437 r.) cesarz Jan VIII Paleolog opuścił Konstantynopol i udał się na sobór w Ferrarze (chociaż większość kardynałów pozostała w Bazylei, a nawet wytoczono tam papieżowi proces i oficjalnie odwołano z pontyfikatu - ale nie wchodźmy teraz w te szczegóły).




Jan VIII jechał teraz na Zachód z lepszymi nadziejami, niż czynił to jego ojciec Manuel II, który również odbył taką podróż po Europie w latach 1399-1402  (miała ona doprowadzić do zorganizowania pomocy dla zalewanego morzem islamu Cesarstwa Bizantyjskiego, a realnie niczego nie osiągnęła, może poza pięknymi słówkami, owacyjnymi powitaniami i hucznymi ucztami, wydawanymi na cześć Manuela). Po zmianie lokalizacji obrad soboru z Ferrary na Florencję, ostatecznie - po długich dysputach - udało się doprowadzić do zawarcia Unii Kościołów (6 lipca 1439 r.). Tekst dokumentu sporządzony został zarówno po łacinie jak i po grecku, papież uzyskał prymat (choć nie było to oficjalnie zanotowane w tekście dokumentu), Grecy mogli nadal odprawiać swoje obrządki, ale wszystkie kwestie sporne miały zostać rozstrzygnięte na korzyść Rzymu. Jan VIII sądził że po tej deklaracji (i tak naprawdę ustępstwach z jego strony na rzecz podporządkowania się Rzymowi), uzyska wreszcie wyczekiwane wsparcie rycerstwa Zachodu przeciwko Turkom Osmańskim. W czasie podpisywania Unii Kościołów, wojska Murada II wciąż oblegały Smederewo, które - nie uzyskasz żadnego wsparcia - musiało ostatecznie skapitulować (18 sierpnia 1439 r.). Tysiące mieszkańców tego miasta poszło do tureckiej niewoli, w tym dwaj synowie despoty Brańkowicia (i bracia Mary) Grzegorz oraz Stefan. Szli oni teraz w pochodzie triumfalnym sułtana Murada II, a sułtańska małżonka musiała się temu przyglądać z oddali. Murad wprowadził również ograniczenia w jej prywatnym życiu. Nie mogła więc odtąd opuszczać nie tylko swego pałacu, ale nawet wyjść do pałacowego ogrodu bez jego wiedzy, a już kategorycznie nie miała prawa spotkać się ze swymi braćmi - którzy przebywali w sułtańskiej niewoli. A tymczasem obudzili się Węgrzy. Nowy król Węgier (wybrany po śmierci sędziwego Zygmunta Luksemburskiego, który zmarł w grudniu 1437 r. - o czym pisałem w poprzedniej części) Albert Habsburg, postanowił odbić Serbię z rąk Turków (której namiestnikiem sułtan wyznaczył Ishak bega), lecz jego kampania była żałosnym zbiegiem pomyłek i niekompetencji.  Ostatecznie - niczego nie osiągnąwszy - Węgrzy wycofali się z Serbii, a w drodze powrotnej król Albert zmarł na krwawą biegunkę (27 października 1439 r.). Despota Jerzy Brańkowić utrzymał się jedynie w południowej Serbii w rejonie miejscowości Novo Brdo (gdzie były kopalnie złota, zarządzane przez obywateli bogatej kupieckiej Raguzy na wybrzeżu Adriatyckim, natomiast jako górnicy pracowali tam głównie Niemcy, szczególnie Sasi).




Zachęcony tym sukcesem sułtan Murad postanowił ponownie uderzyć, tym razem przeciwko Węgrom - którzy tak nieudolnie, ale jednak próbowali przyjść z pomocą despocie Serbii Jerzemu Brankoviciowi (który w tym czasie - wraz ze swym młodszym synem Łazarzem - schronił się na Węgrzech i wspierał królową wdowę Elżbietę Luksemburską w planach wniesienia na tron jej dopiero co narodzonego syna Władysława {zwanego - ze względu na narodziny po śmierci ojca, czyli króla Alberta - "Pogrobowcem"}). W kwietniu 1440 r. sułtan Murad wraz ze swą armią stanął pod wielką twierdzą - Belgradem, leżącą nad Dunajem i będącą realnie "bramą do Węgier". Jej upadek oznaczałby realne zagrożenie niepodległości Węgier, a z całą pewnością cykliczne najazdy tureckich wojowników konnych, którzy pustoszyliby południowe i środkowe Węgry praktycznie bezkarnie, biorąc liczny jasyr i powodując ogromne zniszczenia - niczym Tatarzy krymscy. W tym czasie trwał jednak podchody o to, kto zostanie królem Węgier. Większość wielkich magnatów węgierskich i niemiecka szlachta wspierała Habsburgów i Luksemburgów (czyli Elżbietę i Władysława Pogrobowca), natomiast będąca w ogromnej większości drobna szlachta węgierska, przy wsparciu wielkiego magnata Jana Hunyadiego - opowiedziała się za kandydatem polskim do Korony Świętego Stefana. Owym kandydatem był 16-letni król Polski - Władysław III Jagiellończyk. Węgry w tym czasie potrzebowały wodza, potrzebowały mężczyznę na króla, nie chłopca i niemowlę, a już na pewno nie kobietę. Ale skoro nie było lepszych kandydatów, postanowili zdecydować się na chłopca, i wybrano na króla Władysława III. 21 maja 1440 r Władysław III (na czele sił węgierskich i polskich) wjechał do Budy, a 17 czerwca został koronowany na króla Węgier. 29 czerwca Sejm węgierski obalił niemowlę - Władysława V Pogrobowca i oficjalnie uznał Władysława (zwanego przez Węgrów Ulaszlo) za nowego króla (królowa wdowa Elżbieta utrzymała się jedynie na północy i zachodzie kraju, głównie zaś przebywała pod opieką Czecha Jiskry z Brandysa, który skutecznie odciął Władysławowi III kontakt z jego polskim Królestwem).




A tymczasem sułtan Murad osobiście dowodził oblężeniem Belgradu i w towarzystwie swego wodza Ali bega (brata Ishak bega - zarządcy Serbii) otoczył miasto wałem umocnień z których miotano na potężne mury belgradzkiej twierdzy głazy, kamienie i kule z katapult i armat, licząc na jej szybkie zdobycie. W tym samym czasie tureckie zagony konne zapuszczały się na Węgry i Siedmiogród, pustosząc te tereny aż po rzekę Cisę. Belgrad był jednak potężną twierdzą i pomimo faktu że na Dunaju w tym czasie pływało ponad 100 tureckich okrętów (które również od strony rzeki blokowały miasto), nie udało się Turkom zdobyć tej twierdzy i we wrześniu 1440 r. (po pięciomiesięcznym oblężeniu) sułtan Murad musiał zarządzić odwrót i powrócić do Adrianopola. Tymczasem król Władysław III (I Ulaszlo - jak oficjalnie tytułują go Węgrzy, czyli Władysław I) zaczął urządzać się w Budzie. Odebrał majętności wszystkim stronnikom Elżbiety i Władysława Pogrobowca, a przede wszystkim odebrał pałac despocie Serbii Jerzemu Brankoviciowi (który pierwotnie snuł nawet plany wyniesienia swego syna Łazarza do tytuł króla Węgier, ale nie uzyskał poparcia i wsparł Elżbietę). Musiał on opuścić Węgry i uczynił to w otoczeniu jedynie setki najbliższych stronników którzy mu zostali, oraz w towarzystwie swojej żony Ireny i syna Łazarza. Udał się teraz do Raguzy - tam szukają szczęścia na odzyskanie swego serbskiego despotatu. Tymczasem w Koronie trwały przygotowania do udzielenia pomocy Węgrom w celu zażegnania kolejnego tureckiego ataku na te ziemie. Oczywiście nie wszystko rycerstwo ziemi polskiej było chętne tej wyprawie, im dalej od granicy węgierskiej, tym mniejsza chęć na udanie się w tamte rejony, dlatego też jedynie szlachta ziemi małopolskiej uchwaliła na sejmiku nowy podatek z którego zwolnieni mieli być tylko ci, którzy osobiście wyruszą na wojnę węgierską - takich jednak w Małopolsce mimo wszystko nie brakowało (natomiast Wielkopolska i Kujawy, o Litwie nie wspominając, miała na to wszystko - mówiąc kolokwialnie "wywalone").




Ale i na Litwie zaszły w tym czasie duże zmiany. Jeszcze przed opuszczeniem Polski, Władysław III dostał wiadomość o zamordowaniu na zamku w Trokach dotychczasowego wielkiego księcia litewskiego Zygmunta Kiejstutowicza (rodzonego brata Witolda i kuzyna Władysława Jagiełły). Był on wielkim księciem od 1432 r. ale o ile Świdrygiełło (rodzony brat Jagiełły - wcześniejszy wielki książę - był warchołem i pijakiem, o tyle Zygmunt realnie był jeszcze  okrutnikiem, a Władysław Jagiełło nie miał o nim dobrego zdania {okrutnie mordował wszystkich którzy przeciwko niemu występowali, nawet jeśli była to tylko opozycja polityczna}). Kombinował (podobnie jak Świdrygiełło) aby tylko zerwać Unię z Polską i w tym celu szukał wsparcia, a to u cesarza w Wiedniu, a to u Krzyżaków a to znów u Tatarów, los jednak zmuszał go do ponownego podporządkowania się Unii (łącznie, w czasie swoich ośmiu lat rządów zawarł aż pięć nowych Unii z Polską, co pokazuje częstotliwość ich zrywania, ostatnia zawarta w roku 1439). Jego okrutne rządy, nietolerowanie jakiejkolwiek opozycji, a także próby jawne próby zerwania Unii doprowadziły do tego, że przeciwko niemu utworzył się spisek lokalnych możnowładców litewskich (wsparcie dla Unii wśród Litwinów było duże, o czym informował Krzyżaków jeden z posłów, wysłanych do Malborka przez Zygmunta). Ostatecznie 20 marca 1440 r. dwaj bracia Iwan i Aleksander Czartoryscy na zamku w Trokach zabili wielkiego księcia Zygmunta Kiejstutowicza. Nowym wielkim księciem pragnął teraz ogłosić się syn Zygmunta - Michał, ale jego kandydatura nie spotkała się z poparciem możnych litewskich. Inni postulowali powrót Świdrygiełły (6 czerwca Czartoryscy zawarli z nim układ), który na wieść o śmierci Zygmunta opuścił Wołoszczyznę (gdzie przebywał po swoim wygnaniu w 1432 r.) i już w przygranicznym Tłumaczu złożył przysięgę wierności królowi polskiemu. Biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki i panowie małopolscy widzieli zaś Litwę jako część Korony, deklarując że tak właśnie miało być w pierwotnym układzie zawartym w Krewie w 1385 r. i do tego chcieli powrócić. Tutaj jednak szybko zadziałała królowa matka Zofia Holszańska (Sonka), która namówiła swego najmłodszego syna 13-letniego Kazimierza, aby udał się na Litwę. Tak więc w maju 1440 r. (zaledwie miesiąc po pożegnaniu w Czorsztynie starszego syna Władysława, który udawał się po koronę Węgier) Sonka żegnała drugiego syna. Kazimierz zdobył poparcie głównie krewniaków swej matki czyli rody Holszańskich i Druckich a także potężnego magnata Jana Gasztołda. Kazimierz pierwotnie przybył na Litwę jako namiestnik swego królewskiego brata Władysława, ale 29 czerwca 1440 r. został on wyniesiony w Wilnie na wielkiego księcia Litwy i stał się realnie niezależnym władcą (choć oficjalnie podległym królowi Polski i Węgier).




Po udanej obronie Belgradu, Węgrzy przez kolejne dwa lata głównie skupiali się na konflikcie wewnętrznym pomiędzy królem Władysławem a Elżbietą i jej synem. Trwały tam niewielkie walki podjazdowe, ogólnie rzecz biorąc starano się poskromić konkurenta, ale ani jednej ani drugiej stronie się to nie udawało (chociaż stroną dominującą była ta wspierająca Władysława III, który zasiadał w stołecznej Budzie). Tymczasem w Koronie sprawami państwa realnie kierował biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki, zaś królowa Sonka (po "obdarowaniu" swych synów tronami trzech państw) realnie wycofała się z życia politycznego i udała do swoich dóbr oprawnych. Biskup Oleśnicki powrócił z Węgier do kraju już w sierpniu 1440 r. Tutaj zastała go wiadomość o przyznaniu mu przez papieża Eugeniusza IV kapelusza kardynalskiego. Oleśnicki w sporze papieża z soborem (i wybranym tam antypapieżem) zajmował stanowisko neutralne, ale teraz postanowił stanąć po stronie soboru i odrzucił ofiarowane mu przez papieża stanowisko kardynała (jako pierwszemu Polakowi notabene). Wkrótce potem przyjął to samo stanowisko z rąk antypapieża Feliksa V. A tymczasem po nowym 1441 roku wybuchła w Adrianopolu afera związana z faktem, że dwaj jeńcy sułtana (a bracia sułtanki Mary) Grzegorz i Stefan potajemnie kontaktowali się ze swym ojcem Jerzym Brankoviciem. Sułtan wpadł w złość i nakazał obu braci oślepić, ale wówczas o łaskę dla braci poprosiła Mara. Co z tego wyszło i na ile jej się to udało, opowiem w kolejnej części.




CDN.

 

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...