WYŚWIETLENIA

17 lipca 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. XI

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. XI




 W nocy 8/9 listopada 1923 r. w Monachium Adolf Hitler i gen. Erich Ludendorff obwieszczają w monachijskiej piwiarni Bürgerbräukeller "narodową rewolucję" i wzywają do marszu na Berlin. Wcześniej Hitler wielokrotnie przesiadywał w monachijskich piwiarniach, gdyż było to doskonałe miejsce aby poznać nastroje społeczeństwa niemieckiego (Niemcy bowiem przy piwku wśród kolegów otwierali się i wygłaszali co im leży na wątrobie), wsłuchać się w nie i potem umiejętnie to wykorzystać. Plan "rewolucji narodowej" został opracowany w czasie jednej ze spotkań narodowych socjalistów w kawiarni Neumaiera w Monachium. Wieczorem 8 listopada w piwiarni Bürgerbräukeller panowała wzburzona atmosfera. Zgromadzeni tam ludzie (nie tylko naziści) sprzeciwiali się polityce Berlina i opowiadali się za stworzeniem w Monachium narodowego rządu niemieckiego, który doprowadzi do usunięcia "berlińskich zdrajców". W owej piwiarni przemawiał wówczas premier Bawarii - Gustaw von Kahr (przeciwnik rządu Rzeszy w Berlinie), wspierał go dowódca bawarskiej Reichswehry gen. Otto von Lossow. Hitler otoczył całą salę SA-manami uzbrojonymi w broń maszynową, którymi dowodził Herman Goering. Następnie Hitler wszedł na mównicę i ogłosił tam wybuch "narodowej rewolucji", jednocześnie nie pozwolił nikomu opuścić sali. SA-mani skierowali broń w kierunku miejsc gdzie siedzieli Kahr i Lossow, natomiast Hitler zaprosił ich do rozmów na temat stworzenia przyszłego rządu, na którego czele stanie on sam - Adolf Hitler. Ci dwaj pozornie zgadzali się z Hitlerem, ale starali się maksymalnie opóźnić rozmowy, aby pod salą zgromadziło się wierne im wojsko i policja. Natomiast zgromadzeni w sali ludzie zaczęli się niecierpliwić, gdyż rozmowy trwały już kilka godzin i nie było żadnych rezultatów. Wreszcie Hitler zakomunikował że doszli wreszcie do porozumienia i zarówno Kahr jak i Lossow zgodzili się na utworzenie rządu pod jego przewodnictwem, a następnie pozwolił im opuścić salę (ponoć Lossow miał przekonać do tego Ludendorffa, któremu dał oficerskie słowo honoru, a dla Ludendorffa honor oficera znaczył więcej niż cokolwiek innego). To był poważny błąd Hitlera, gdyż tracił automatycznie zakładników którymi mógłby się posłużyć i prócz garstki zwolenników jaka pozostała wówczas w piwiarni, nie miał już nikogo. Tymczasem zaczęły pojawiać się informacje że na placu Mariackim zgromadzono kordony policyjne i zaczęły pojawiać się pierwsze oddziały Reichswehry. Do Hitlera zaczęło docierać że przegrał tę rozgrywkę i nawet do swoich współpracowników wyrzekł słowa: "Jutro będziemy zwycięzcami i panami zjednoczonej Rzeszy, albo wisielcami na latarniach". Rankiem 9 listopada Hitler wreszcie postanowił nie czekać, a ruszyć po władzę. Nie wiedziano tylko w którym kierunku uderzyć. Goering twierdził że należy zdobyć przedmieścia Monachium, natomiast Ludendorff był za opanowaniem centrum miasta - wkrótce się wyjaśniło, gdy okazało się że w centrum jest już policja i wojsko zebrane tam przez Kahra i Lossow'a którzy nie mogli darować Hitlerowi że ich uwięził. Gdy zapadła decyzja o wymarszu na Feldherrnhalle (Portyk Feldmarszałków) była już godzina 11:00 i szanse puczu zmalały praktycznie do zera. Goering w tej sytuacji radził aby wycofać się z miasta, ale wówczas Ludendorff ostro zaprotestował i pociągnął Hitlera za sobą. Wyprowadzono więc ludzi na ulicę i oddziały SA maszerowały w kierunku Portyku Feldmarszałków. Ludzie widząc to, zmykali do domów. Ci, którzy jeszcze wczoraj oklaskiwali Hitlera w Bürgerbräukeller, dzisiaj zaciągali rolety w oknach i zamykali drzwi na klucz.

Na placu Odeon rozegrała się masakra, gdy wojsko i policja otworzyły ogień. Padło 16 zabitych nazistów a kilkudziesięciu odniosło rany (zginęło też 3 policjantów). Oddziały SA szybko zostały rozproszone, przywódcy rebelii szukali wyjścia w ucieczce lub też zostali schwytani przez policję. Herman Goering został ciężko ranny, ale udało mu się zbiec do Austrii, skąd też przedostał się do Sztokholmu - gdzie mieszkała jego żona Karin, szwedzka baronówna. Ludendorff został aresztowany, ale wypuszczono go na "oficerskie słowo honoru" (w końcu wraz z marszałkiem Hindenburgiem był autorem niemieckiego zwycięstwa w bitwie pod Tannenbergiem w sierpniu 1914 r. i wraz z nim dzielił przydomek "Obrońcy Prus Wschodnich"). Natomiast co się stało z Hitlerem? Według szefa prasowego NSDAP Ernsta Hanfstaengla (a jego relacja wydaje się najbardziej prawdopodobna ze wszystkich które powstały): "Ze złamanym obojczykiem Hitler pojawił się nagle w domu mojej żony w Uffing, w pobliżu Monachium, błagając o schronienie do czasu przybycia specjalnego samochodu, który miała mu załatwić pani Bechstein, jego dawna wielbicielka, żona znanego fabrykanta fortepianów. Moja żona była w ciąży i na widok Hitlera, zupełnie załamanego, sama zdenerwowała się w najwyższym stopniu. Przywołany lekarz opatrzył jego ramię. Samochodu wciąż nie było. Natomiast 11 listopada nadjechały dwa zielone ciężarowe wozy policyjne. Hitler kończył właśnie pisanie swego politycznego testamentu. Rosenberga mianował swoim następcą, Maxa Amanna - zastępcą, a Herman Esser oraz Julius Streicher mieli uzupełnić ów kwadrumwirat NSDAP. Za stan finansów odpowiadać będzie Ernst Hanfstaengl - dopisał jeszcze Hitler, kiedy w pokoju pojawił się porucznik Belleville z żandarmami. Oficerowi było nieco przykro, gdyż obaj z Hitlerem służyli podczas wojny w tym samym batalionie. W tym momencie Hitler wyciągnął niespodziewanie pistolet i krzycząc: "Nie dam się tym świniom aresztować, przenigdy! Już lepiej śmierć" - długo nim wymachiwał, aż go obezwładniono, odebrano broń i spokojnie aresztowano. Ledwie Hitler odjechał z żandarmami, na horyzoncie pojawił się samochód wysłany przez panią Bechstein..." Potem odbył się sąd, który w większości był szopką. Hitler bowiem - przemawiając przed sądem - oczarowywał zebranych, deklarując że gotów jest zapłacić nie tylko więzieniem, ale najwyższą cenę życia za Naród Niemiecki, który cierpi zniewagę i upokorzenie w narzuconym mu "dyktacie wersalskim". A Hitler potrafił przemawiać, oczarował nie tylko zebranych w sali sądowej gapiów, ale również samego sędziego, który co prawda skazał go na pięć lat pobytu w twierdzy Landsberg, ale Hitler wyszedł już z więzienia na Boże Narodzenie 1924 r. Poza tym w Landsbergu żył w komfortowych warunkach (podobnie jak Lech Wałęsa w Arłamowie). Miał własną prywatną salę, dostęp do biblioteki, dobre jedzenie, a nawet prawo do trunków (chociaż nie pijał wiele). Innymi słowy, Hitler nigdy przedtem nie żył tak wygodnie, spokojnie i beztrosko jak właśnie w Landsbergu. Tam też zaczął pisać dzieło swego życia "Mein Kampf".


SPÓJRZCIE JAKIE NA LUDZI SPŁYNĘŁO ZBIOROWE OPĘTANIE I JEDYNIE ÓW STARUSZEK ZACHOWAŁ OSTATNIE PRZEJAWY NORMALNOŚCI
(TO TEŻ NIESTETY POKAZUJE ŻE LUDŹMI BARDZO ŁATWO JEST MANIPULOWAĆ I KONTROLOWAĆ)



9 listopada 1923 r. wybuchła rewolucja komunistyczna w Niemczech, ale okazała się ona totalnym niewypałem (podobnie jak pucz Hitlera). Moskwa wiele sobie obiecywała po tych walkach w Niemczech. Snuto już wizje powstania drugiego w Europie państwa komunistycznego, a wówczas można by było chociażby zgnieść Polskę zarówno ze wschodu jak i z zachodu. Pomimo jednak zakrojonej na szeroką skalę akcji wsparcia komunistów niemieckich (poprzez szkolenia bojowników, dostarczanie broni i tym podobne) pucz komunistyczny zakończył się bardzo szybko - walki wybuchły jedynie w Hamburgu pod przywództwem Ernsta Thälmanna, ale ich intensywność była niewielka i szybko zostały stłumione. Potem, gdy Stalin przejął całkowitą władzę w Związku Sowieckim, Trocki i jego poplecznicy zaczęli rozgłaszać na Zachodzie, iż rewolucja w Niemczech zakończyła się klęską przez dywersję Stalina, któremu nie w smak było zwycięstwo odniesione przez komunistów niemieckich bez wsparcia Armii Czerwonej. Taki kraj - choćby nawet komunistyczny - byłby jednak już niezależny od Moskwy (a przynajmniej znacznie bardziej niezależny, niż gdyby został wyzwolony przez Czerwoną Armię). Nie wiadomo czy to prawda, aczkolwiek przemawiają za tym silne argumenty, Stalin bowiem pragnął być przywódcą (a wręcz dyktatorem) całego ruchu komunistycznego i wszędzie eksport komunizmu rozumiał właśnie poprzez inwazję na dany kraj Armii Czerwonej i "wyzwolenie" tego kraju spod władzy "obszarników i kapitalistów", a innymi słowy - narzucenie całkowitej kontroli i dominacji Moskwy. Dlatego też rewolucja dokonana rękoma lokalnych komunistów bez wsparcia Armii Czerwonej, nie mogła mu się podobać.

12 listopada - tym razem w Spirze - ruch separatystów nadreńskich Adama Dortena po raz trzeci w ciągu sześciu miesięcy proklamował powstanie Republiki Nadreńskiej, będącej pod całkowitą kontrolą Paryża. Oczywiście ta próba - podobnie jak i wcześniejsze z Akwizgranu i Trewiru - zakończyła się bardzo szybko klęską separatystów.

Niemcami wstrząsały nie tylko pucze i ruchy separatystyczne, ale również niemiecką gospodarkę dobijała galopująca inflacja, która realnie czyniła z niemieckiej marki świstek papieru. 16 listopada 1923 r. rząd kanclerza Gustawa Stresemanna (istniejący od 13 sierpnia) wprowadził w życie tzw. markę rentową, która miała odpowiadać relacji jedna nowa marka za bilion starych. Miało to zatrzymać galopującą inflację i wyprowadzić Niemcy z problemów gospodarczych, jednak należy pamiętać że nowy pieniądz był tak naprawdę w ogromnej większości kredytowany przez zagraniczne (głównie brytyjskie i amerykańskie banki), czyli owa reforma walutowa nie została przeprowadzona zasobami finansowymi samych Niemców, a kredyty oczywiście trzeba było spłacić. W każdym razie nowy pieniądz przyniósł stabilizację gospodarczą, inflacja spadła (powoli, ale spadła), chociaż zaufanie do nowej waluty było w Niemczech wciąż bardzo małe. Wyrazem tego był upadek konserwatywno-liberalnego rządu Stresemanna (30 listopada). Nowym kanclerzem został przedstawiciel katolickiej Partii Centrum - Wilhelm Marx.




W grudniu 1923 r. nie wyczuwając nowego kierunku zmian, jaki zachodził na szczytach władzy w Moskwie, członkowie Biura Politycznego Komunistycznej Partii Robotniczej Polski - Warski, Koszutska i Horowitz napisali list, w którym stawali w obronie "towarzysza Trockiego", uznając go za niezbędnego w szeregach Partii i Międzynarodówki komunistycznej. To podważy wiarygodność grupy "3W" w oczach Stalina i szybko się oni o tym przekonają.

Przegrana wojna z Polską w roku 1920 i zatrzymanie "eksportu rewolucji" na Zachód, a jeszcze bardziej nieudana próba puczu komunistycznego w Niemczech w listopadzie 1923 r. spowodowała że ogromna część niemieckich marksistowskich ideologów zaczęła się zastanawiać nad przyczynami owej klęski. Aby to wyjaśnić i opisać ów problem i aby dobrze przygotować się do kolejnej walki o "Nowy Wspaniały Świat", przy Uniwersytecie we Frankfurcie nad Menem powołano do życia Instytut Badań Społecznych (Institut fur Sozialforschung) jako pierwszy marksistowski ośrodek akademicki i kolebka tzw. "szkoły frankfurckiej" z której potem wywodzić się będą tacy szkodnicy jak Max Horkheimer, Wilhelm Reich, Theodor Adorno czy Herbert Marcuse. Instytut realnie zaczął funkcjonować dopiero na początku 1924 r. ale pierwsze 7 lat jego istnienia, to był okres prawdziwej intelektualnej posuchy i dopiero od roku 1931 (na krótko przed dojściem Hitlera do władzy, który to zlikwidował ów marksistowski instytut) zaczęło się to powoli zmieniać (oczywiście po powstaniu III Rzeszy wielu owych intelektualistów marksistowskich kontynuowało swoje prace w USA, a po 1945 r. ponownie powrócili do Niemiec i Europy Zachodniej, głosić dalej swoje toksyczne teorie, z którymi niestety zmagamy się po dziś dzień).

A tymczasem 14 grudnia doszło do przesilenia rządowego w Polsce. Głównym tego powodem był spór w koalicji na temat reformy rolnej, parcelacji gruntów i ustawy o osadnikach. Z PSL "Piast" wyszła grupa 15 posłów (tworząc opozycyjny blok Związek Chłopski), co doprowadziło do zachwiania większości rządowej i w konsekwencji 16 grudnia 1923 r. rząd Wincentego Witosa musiał podać się do dymisji. Teraz lewica starała się sformować rząd, ale wyznaczony do roli premiera Stanisław Thugutt nie zdołał tego uczynić i 19 grudnia prezydent Stanisław Wojciechowski desygnował na nowego premiera Władysława Grabskiego, który stworzył rząd pozaparlamentarny (Grabski oprócz teki premiera objął również Ministerstwo Skarbu). Przed Polską stało teraz wiele wyzwań. Przede wszystkim należało zbić inflację, stworzyć nową, silną walutę, no i oczywiście zabezpieczyć Kresy Wschodnie, gdyż przenikały tam wszelkiego typu bolszewickie bandy. Należało więc powołać na Wschodzie Korpus Ochrony Pogranicza i tak też stanie się w nowym 1924 roku.




Z początkiem 1924 roku inflacja zmieniła się w Polsce w hiperinflację, zaś pieniądz (czyli obowiązująca na terenie całego kraju od 24 marca 1920 r. w ramach ujednolicania waluty - marka polska, a pierwotnie funkcjonująca od 26 kwietnia 1917 r.) stawała się realnie pieniądzem bezwartościowym. W tym właśnie czasie wielką popularność na warszawskich salonach zyskała powieść "Romans Teresy Hennert" Zofii Nałkowskiej, w której to autorka pokazywała rzeczywistość odrodzonej Ojczyzny: pazerność spekulantów, biedę społeczeństwa powojennego, środowisko nowych elit rządzących, nuworyszy z rozbitych szlacheckich środowisk pocieszających się blichtrem ułańskiej fantazji i oczywiście wszystko to podlane składnikiem "wiecznej kobiecości". To właśnie w tej powieści ukazane są również paradoksy hiperinflacji na przykładzie postaci generała Chwościka (bez wątpienia bowiem oficerowie stanowili największą grupę społeczną, w którą z całą siłą uderzyła hiperinflacja i kryzys gospodarczy). Jest tam bowiem taki fragment: "Proszę panów, to są niesłychane rzeczy. Generał Chwościk przez całą zimę nigdzie nie pokazywał się z żoną - dlaczego? Po prostu nie miał za co kupić jej futra". Istnieją też relacje w których dzieci z rodzin oficerskich po latach wspominały m.in.: "Mój ojciec był wówczas porucznikiem 2 Pułku Strzelców Podhalańskich w Sanoku. Pamiętam, że na śniadanie dostawałem kromkę chleba poprószoną cukrem i skropioną mlekiem. Nie stać nas było na masło. Za to pieniędzy mieliśmy w bród. Bawiłem się nimi. Co parę dni ojciec przynosił wielką torbę banknotów, których wartość topniała w ciągu dnia o połowę". Oficerowie - wczorajsi bohaterowie z kompleksem powojennej niepotrzebności. Smutne.

Ale kryzys gospodarczy uderzał też oczywiście i w inne grupy społeczne. Ludwik Krzywicki tak oto pisał o społecznych skutkach hiperinflacji: "Rzecz miała się w sposób następujący: W końcu lata roku 1920 jeden z osadników otrzymał od Okręgowego Inspektoratu Pomocy Rolnej we Lwowie 12 koni i wystawił za nie Skarbowi skrypt dłużny na kwotę 1 200 000 marek polskich, co odpowiadało mniej więcej ówczesnej wartości 12 koni na rynku. Dług był niezwaloryzowany i pozostał nim aż do spłaty w grudniu 1923 roku. Osadnik zwrócił Bankowi Rolnemu jak należało: 1 200 000 marek polskich, czyli taką kwotę, za którą w końcu grudnia 1923 roku można było nabyć co najwyżej 1 kg mięsa. A więc za 12 koni 1 kg mięsa! (...) I jakie z tego źródła rodziły się potworności (...) Pewien włościanin w lecie 1923 roku, chcąc kupić konia, sprzedaje krowę i rocznego byczka. Suma uzyskana wystarczała w dniu sprzedaży na kupno konia, jednak nie mogą znaleźć okazu odpowiedniego, chłop odkłada transakcję na inny dzień. W jednym z najbliższych tygodni kwota poprzednia jest już niedostateczna, wobec czego chłop sprzedaje dodatkowo sztukę trzody chlewnej wagi 360 funtów. Jednak i ta suma nie pokrywa ceny konia. A nawet po dodatkowej jeszcze sprzedaży jałówki, kupno konia staje się niedościgłym marzeniem. Zrezygnowany włościanin kupuje za całą sumę - cztery cembrowiny do studni".


WŁADYSŁAW GRABSKI 
(TWÓRCA NOWEJ, STABILNEJ WALUTY - ZŁOTEGO)



Sytuacja stała się naprawdę niepokojąca, dlatego też 19 grudnia 1923 r. powołany został pozaparlamentarny rząd Władysława Grabskiego, którego celem było przede wszystkim stworzenie nowego pieniądza, powołanie do życia Banku Polskiego i maksymalne zbicie inflacji. Stworzenie takiego rządu fachowców było konieczne i akceptowane przez wszystkie strony sceny politycznej, jako że zdawano sobie doskonale sprawę, że przeprowadzenie reformy walutowej byłoby ogromnym osiągnięciem i każdy rząd (czy to prawicowy czy lewicowy) znacznie by zyskał, gdyby tego dokonał. Nikt jednak nie chciał doprowadzić do tego, aby przeciwnicy polityczni osiągnęli taki sukces, dlatego też pozaparlamentarny rząd był w tym momencie jak najbardziej konieczny aby wyprowadzić kraj z odmętów szalejącej inflacji. Grabski zresztą stworzył swój rząd z polityków najróżniejszych opcji, i tak resort Spraw Wojskowych otrzymał - związany z Marszałkiem - Kazimierz Sosnkowski, Ministerstwo Spraw Zagranicznych wywodzący się z endecji hrabia Maurycy Zamoyski (od 19 stycznia 1924 r.). Zresztą roszad personalnych jest znacznie więcej i przez okres trwania tego rządu (19 grudnia 1923 - 14 listopada 1925) do końca kadencji oprócz samego premiera przetrwało tylko dwóch ministrów. Celem najważniejszym i nie podlegającym dyskusji była reforma walutowa oraz powołanie do życia Banku Polskiego, to bezwzględnie było najważniejsze, wszelkie inne sprawy schodziły w tym czasie na plan drugo- albo nawet trzeciorzędny. Premier Grabski - aby przeprowadzić reformę - domagał się od Sejmu specjalnych pełnomocnictw w kwestiach podatkowych i około podatkowych, dzięki którym byłby w stanie (nie oglądając się na sejmowe ugrupowania) przeprowadzić zdecydowane reformy, tak bardzo potrzebne wówczas krajowi. Domagał się tych pełnomocnictw na okres jednego roku, ale Sejm nie zgodził się na tak długi okres, w czasie którego Grabski mógłby dekretami wprowadzać nowe prawa fiskalne. 11 stycznia 1924 r. po krótkiej debacie w Sejmie posłowie zgodzili się na przyznanie premierowi Grabskiemu specjalnych pełnomocnictw na okres pół roku (do 30 czerwca 1924 r.). Na mocy tej decyzji Grabski uzyskał prawo do dekretowania w kwestiach podnoszenia podatków bezpośrednich, przyspieszenia płatności podatku od kapitałów i rent, wprowadzania zmian stosownie do koniunktury, wprowadzania oszczędności w budżecie, przekazywania niektórych zadań państwa samorządom po zabezpieczeniu odpowiednich środków finansowych, zaciągania pożyczek zagranicznych (do 500 mln franków w złocie), zatwierdzania zmian w statutach kredytu długoterminowego i przedsiębiorstw państwowych celem wprowadzenia oszczędności, wprowadzenia nowej waluty oraz likwidacji Polskiej Krajowej Kasy Pożyczkowej i utworzenia nowej instytucji emisyjnej - czyli Banku Polskiego.

Nowy rząd czym prędzej zabrał się do pracy. Jeszcze w sierpniu 1923 r. Sejm uchwalił ustawę o podatku majątkowym, której to daniną zostali obciążeni właściciele majątku o wartości przekraczającej 10 000 franków w złocie. Płatnikami nie byli więc drobni rolnicy, właściciele mniejszych przedsiębiorstw oraz kupcy. Dodatkowo jeszcze 30 listopada 1923 r. została uchwalona ustawa o waloryzacji podatków, które teraz zostały oparte o stały miernik czyli złoty frank w przypadku przedsiębiorstw, lub rynkową cenę zboża w przypadku podatku gruntowego. Powołano też do życia urząd Nadzwyczajnego Komisarza Oszczędnościowego, którego celem było szukanie oszczędności w budżecie państwa. Te pierwotne reformy (proto-reformy) zaczęły przynosić rezultaty już z końcem stycznia 1924 r. gdy nastąpiła stabilizacja marki polskiej, a nawet lekka jej poprawa, gdy cena za dolara spadła z 9 800 000 do 9 350 000 marek polskich. Od 1 lutego zaś wstrzymano druk marki polskiej i od tego czasu dochody miały pokrywać wszelkie wydatki. 19 stycznia ustalono statut Banku Polskiego. Przyjął on postać spółki akcyjnej niezależnej od rządu i otrzymał na 20 lat wyłączne prawo emisji banknotów w Polsce. Wypuszczane przezeń banknoty miały być zabezpieczone w 30 % zapasem złota, walut i dewiz, a w 70 % wekslami oraz srebrem, bilonem i innymi zobowiązaniami Skarbu Państwa. 26 stycznia zaś rozpoczęto sprzedaż miliona stuzłotowych akcji Banku Polskiego. Co prawda początkowo akcja ta szła bardzo opornie, jako że aby zakupić owe bony należało za nie zapłacić walutami o ustabilizowanym kursie (głównie frankami francuskimi, brytyjskimi funtami lub ewentualnie amerykańskimi dolarami), albo złotem. Takich zaś walut nie posiadała większość społeczeństwa, a również sfery ziemiańskie nie miały ich dużo (poza tym duża część z nich nie wierzyła w powodzenie przedsięwzięcia reformy walutowej rządu Grabskiego). Nie pomagały najróżniejsze rządowe zachęty, a także groźby (jak choćby takie, że osoby nie kupujące akcji nie będą mogły w przyszłości liczyć na uzyskanie kredytu bankowego). Dopiero gdy 3 marca 1924 r. podjęto decyzję o sprzedaży akcji za marki polskie, wyraźnie wzrósł popyt na zakup udziałów, który też przybrał charakter manifestacji patriotycznej. W publicznych odezwach podkreślano bowiem że zakup owych akcji ratuje państwo przed upadkiem i tak jak cztery lata temu młodzież (jak również inne grupy społeczne) garneły się w szeregi Wojska Polskiego żeby zatrzymać pochód bolszewików, tak i teraz ta sama młodzież (i inne grupy społeczne) działając zgodnie z interesem narodowym, zakupić powinny akcje Banku Polskiego. Rzeczywiście, nagle okazało się że popyt na kupno owych akcji był tak duży, że Skarb Państwa zdecydował się na sprzedanie większości swych udziałów. Teraz powstanie Banku Polskiego było już przesądzone.



PS: Na zakończenie zabawna ciekawostka. Otóż gdy w kwietniu 1957 r. pierwszy sekretarz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej - Władysław Gomułka pojechał do Chin, to podczas spotkania z Mao Zedongiem zapytał się go: "Ilu u was jest przeciwników komunizmu?", na co tamten odparł: "Jakieś 40 milionów". "To mniej więcej tyle, co u nas" - dodał Gomułka po krótkim zastanowieniu. Oczywiście wiadomym jest że Polska w tamtym czasie liczyła właśnie jakieś 40 milionów mieszkańców. 🤭




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...