WYŚWIETLENIA

20 lipca 2026

WINO, KOBIETY I... TRON WE KRWI - CZYLI PONURY CIEŃ BIZANCJUM - Cz. VIII

NIM JESZCZE 
NAD KONSTANTYNOPOLEM
ZAŁOPOTAŁ ZIELONY
SZTANDAR MAHOMETA





I
JAK AZJATKA Z AFRYKANEREM
(CZYLI PIERWSZA "BIZANTYJKA"
NA RZYMSKIM PALATYNIE)
Cz. VII






"FORTUNA REDUX"



I oto stała się rzecz niesłychana. Daleka prowincja, która zasiedlona barbarzyńskimi ludami, została włączona w skład Imperium Rzymskiego zaledwie sto pięćdziesiąt lat wcześniej, teraz nie tylko dała Rzymowi kolejnego imperatora, ale wręcz to właśnie stamtąd wyszła inwazja na resztę kontynentu. Oczywiście chodzi o Brytanię, odległą prowincję, która uważana dotąd była za jedną z najmniej ważnych i wciąż jeszcze w pełni nie zromanizowanych ziem Imperium. Teraz wszak to tam właśnie objawił się cesarz, który rzucił wyzwanie Septymiuszowi Sewerowi - temu, który niedawno pokonał Pescenniusza Nigra - władcę rzymskiego Wschodu. Trzy legiony które stacjonowały w Brytanii (wsparte kontyngentami uzupełniającymi), po stu pięćdziesięciu trzech latach przeprawiły się przez Kanał La Manche i dokonały odwróconej inwazji. Desant przeprowadzono z miejscowości Duorne (dziś: Dover) i wylądowano po drugiej stronie Kanału w miejscowości Gesoriacum (dziś: Boulogne-sur-Mer). Bardzo szybko opanowano całą Germanię Dolną (Germania Inferior) i jedynie miasto Augusta Treverorum (dziś: Trewir) zamknęło swe bramy przed wojskami Klodiusza Albina. Mieszkańcy Galii raczej pozytywnie odbierali Albina i nie próbowali w jakikolwiek sposób przeszkadzać w jego marszu ku Italii, ale Armia Renu dochowała jednak wierności Sewerowi, co było znaczną przeszkodą w skutecznym opanowaniu całej Galii. Gdy więc siły Albina oblegały Trewir, ten, z pozostałą armią zdążał na południe, ku najludniejszemu i najzamożniejszemu miastu w Galii - Lugdunum (dziś: Lyon). Była to najprawdziwsza stolica całej rzymskiej Galii, w której obradował swoisty galijski "parlament" - Zgromadzenie Trzech Galii. W tym mieście były już trzy akwedukty, amfiteatr (wzorowany na rzymskim Koloseum), wspaniały odeon (teatr miejski) oraz system kanałów odprowadzający brudną wodę z miejskich term (i domostw zamożnych Galo-Rzymian) do rynsztoków. Miasto jednak nie miało służby porządkowej (jedynie straż ogniową, formowaną przez osoby prywatne i wynajmowaną miastu za odpowiednie pieniądze. A pożary wybuchały wówczas dość często, o czym świadczy epitafium ku pamięci pewnego mieszkańca Lugdunum, który: "Wpół nagi wydostał się z pożaru, ale mniej ceniąc własne bezpieczeństwo, usiłuje wydrzeć coś płomieniom: zmiażdżony przez walącą się ścianę, oddaje ducha naturze, a ciało jego temu, z czego powstało, początkom"), zaś nocą spowite było w mroku, przesłanianym jedynie blaskami pochodni tych, którzy decydowali się na nocne wycieczki po mieście.






Mimo tego miasta rzymskiej Galii były raczej dość ładne i często znajdowały nawet swych apologetów, którzy wychwalali je w wierszach i pieśniach, jak choćby o Narbo (dziś: Narbona) pisał Sidonius Apollinaris: "Pozdrowiona bądź, Narbo o zbawiennym klimacie (...) pozdrowione niech będą twoje mury, mieszkańcy, sklepy, bramy i portyki, forum, teatr, twoje przybytki i świątynie bogate, twój pieniądz, twoje termy, łuki triumfalne, spichrze publiczne, rynki, łąki, studnie, wyspy, saliny i stawy, twój handel, most i głębokie morze (...) Dumna pośród warowni na wpół zrujnowanych, pysznisz się jeszcze zaszczytnymi śladami dawnych wojen, ukazujesz swe mury wyszczerbione uderzeniami taranów, bogatsza jesteś dzięki tym chlubnym szczątkom" (Apollinaris pisał swoją "Pochwałę Narbo" w V wieku, czyli w okresie gdy po Galii, Hiszpanii, Italii, i innych ziemiach tak sławnego niegdyś Imperium Romanum, teraz przemieszczały się armie najeźdźców z Północy, stąd właśnie wzmianka o "warowniach na wpół zrujnowanych" i "wyszczerbionych murach"). Zaś dwa wieki wcześniej o swym rodzinnym Bordeaux (Burdigali) tak pisał Auzoniusz: "Niebo tam jest łagodne, ziemia dobra i urodzajna dzięki deszczom, wiosna długa, zima cieplejsza dzięki powrotom słońca, rzeki mają tam bieg porywisty, który, trzymając się zasadzonych winną latoroślą pagórków, naśladuje wiry morskie. Mury obronne w kształcie kwadratu wyrastają wieżami tak wysokimi, że wierzchołki toną w chmurach. Wewnątrz podziwiać można ulice umiejętnie wytyczone, domy w równych szeregach, obszerne place godne swego rozgłosu, bramy otwierające się wprost na skrzyżowania dróg (...) Czy mam wspominać fontannę wyłożoną partyjskim marmurem? (...) Ileż wody w jej głębokościach (...) Pozdrowiona bądź, fontanno o nieznanym źródle, święta, dobroczynna, niewyczerpana, przejrzysta, zielona, głęboka, szumiąca, czysta i cienista! Pozdrowiona bądź, ty opiekuńcza bogini miasta, ty, której jeden łyk leczy chorobę, ty, którą Celtowie nazywają Divona, Boska!" Auzoniusz zapewne odnosi się tutaj do kultu bogini Higiei (od której pochodzi też słowo "higiena"), córki Eskulapa, której kult był bardzo rozpowszechniony w rzymskiej Galii (szczególnie na południu), a którą przedstawiano jako stojącą kobietę, trzymającą w ręku węża. Ona, jej boski ojciec i towarzyszący tej parze mały geniusz - Telesfor (który odpowiadał za szczęśliwy przebieg rekonwalescencji), byli jedną z częstych w Galii bóstw opiekuńczych, z którymi rywalizował jeszcze niejaki Borvo (bożek ochronny od którego wzięła się nazwa kraju, a następnie francuskiej dynastii Burbonów), tryskający ciepłym, kojącym źródłem - Grannus zwany "dobroczyńcą ludzi", oraz Tutiorix - "król uzdrowiciel" z terenów północnych (nadreńskich). Mimo to uniwersalnym bogiem uzdrowicielem i tak pozostawał Apollon.


LUGDUNUM (LYON)
(Należy zwrócić uwagę na fakt, że rzymskie miasta prowincjonalne w większości nie posiadały murów obronnych, gdyż nie były im one do niczego potrzebne. Stały się jednak koniecznością już od połowy wieku IV a szczególnie w wieku V)



ODEON (TEATR) W LUGDUNUM



Tak więc Klodiusz Albin wkroczył do Lugdunum i ustanowił w tym mieście swą kwaterę główną, oraz rozpoczął bicie monety z własnym wizerunkiem jako imperatora. A tymczasem Septymiusz Sewer szybko przerzucił swe główne siły ze Wschodu ku Galii, nie zważając przy tym na żadne trudy i niedogodności (podczas ciężkich przepraw przez zaśnieżone góry Taurus dawał przykład wytrwałości i odporności, idąc specjalnie podczas zawiei śnieżnych z odsłoniętą głową. Wymagał też od żołnierzy determinacji w pokonywaniu przeszkód i nie zezwalał na żadne dłuższe przerwy w marszu). Na wiosnę 196 r. legiony Sewera dotarły więc do Mezji, gdzie w obozie wojskowym w Viminacjum (na wschód od dzisiejszego Belgradu, wówczas nosił on nazwę - Singidunum) - 6 kwietnia - cesarz mianował cezarem swego najstarszego syna - ośmioletniego Marka Antoninusa Bassianusa, zwanego potem Karakallą). To wyniesienie było jawną deklaracją polityczną że oto august - jakim był Septymiusz Sewer, mianuje swym następcą i współrządcą swego syna, nadając mu tytuł cezara, a tym samym zakłada nową (a raczej kontynuuje starą, wywodzącą się od Marka Aureliusza z rodu Antoninów - jak brzmiała oficjalna propaganda) dynastię. Następnie jego wojska przeszły przez Panonię, Norikum i Recję i wkroczyły do północnej Italii. Tutaj cesarz (wraz z żoną i dziećmi) wyruszył na południe - do Rzymu, zaś swym wojskom polecił obsadzić alpejskie przejścia, czego niestety nie uczynił wcześniej Klodiusz Albin. W Rzymie natychmiast powitano Sewera z najwyższą czcią przynależną władcy. Senat polecił też wybić monety o napisach: "Adventui Aug(usti) felicissimo" ("Powrócił najwyższy August") oraz "Fortuna Redux" ("Przywrócona Pomyślność"). Sewer przybył do Rzymu aby dopilnować wprowadzenia w życie przez Senat co najmniej dwóch ustaw: uznania Klodiusza Albina wrogiem ludu rzymskiego, oraz własnej adopcji do szlachetnego rodu Antoninów (ta sztuczna "samoadopcja" była potem przedmiotem bardzo wyważonych, ale jednak żartów ze strony niektórych nobilów. Jeden z senatorów, z wyraźną kpiną w głosie miał się bowiem wyrazić o tym akcie w następujący sposób: "Jak to dobrze, że cesarz znalazł sobie wreszcie ojca". Wielu potem miało pożałować tych słów). 




Niestety, nie wszystkim było jednak do śmiechu, bowiem "adopcja" Sewera do rodu Marka Aureliusza niosła za sobą również i inną poważną przeszkodę, która musiała zostać naprawiona. Otóż synem Aureliusza był powszechnie znienawidzony Kommodus, który pamiętany był głównie ze swych występów w roli Herkulesa na arenie Koloseum, oraz swej niekompetencji i zbrodniach, jakich się dopuszczał. Stąd też, gdy został zamordowany, wielu odetchnęło z ulgą. Ale teraz ten zbrodniarz nie mógł przecież być "bratem" panującego cesarza, bo to by kładło się cieniem na jego rządach. Przeto należało nie tylko zrehabilitować Kommodusa, ale również zaliczyć go w poczet bogów. I tak też się stało - Lucjusz Eliusz Aureliusz Kommodus został deifikowany jako "Divus Commodus", oraz została wyznaczona świątynia i wybrani kapłani, mający zajmować się jego kultem. Tak oto Septymiusz Sewer gładko przeszedł z roli "mściciela Pertynaksa" (który objął przecież władzę po zamordowaniu Kommodusa) do roli "brata Boskiego Kommodusa" - a wszystko dla zainstalowania i zatwierdzenia u władzy swojej rodziny. Gdy już dokonał tych dynastycznych "ablucji" ponownie wyruszył na orężne spotkanie z Albinem. Wkrótce potem jego legiony przekroczyły Alpy i doliną Rodanu pomaszerowały ku Lugdunum. Do pierwszego starcia pomiędzy siłami tych "dwóch cesarzy", doszło pod miejscowością Tinturtium (dziś: Tournus) nad Ararem (dziś: Saoną). Albin poniósł w tym starciu klęskę i został zmuszony do pospiesznego wycofania się ku Lugdunum. Właśnie pod tym miastem, dnia 19 lutego 197 r. doszło do ostatecznego starcia. Według historyka Kasjusza Diona, siły obu armii były wyrównane i liczyły równo po 150 tys. żołnierzy (co wydaje się jednak liczbą znacznie przesadzoną i w dużej mierze nieprawdziwą). W każdym razie Klodiusz Albin dysponował siłami trzech legionów (ok. 30 000 żołnierzy), wspartych posiłkami zmobilizowanych kontyngentów galijskich, oraz wsparciem (zapewne niewielkim, jako że stacjonował tam tylko jeden legion) ze strony namiestnika prowincji Hiszpanii Tarrakońskiej - który, jako jedyny opowiedział się w tej wojnie po stronie Albina. Myślę więc że siły Klodiusza Albina nie przekraczały 50-60 000 żołnierzy. Natomiast Septymiusz Sewer prowadził armię legionów naddunajskich i wschodnich (uzupełnioną zaciągiem w Dacji), liczącą zapewne jakieś 90-100 000 żołnierzy.




 Do bitwy stanęły ludy Imperium, które można spokojnie podzielić na dwie części. Po stronie Klodiusza Albina walczył rzymski Zachód (Brytania, Galia, Hiszpania - ogólnie rzecz biorąc: Gallowie), zaś po stronie Septymiusza Sewera rzymski Wschód (Syria, Kapadocja, Mezja, Dacja, Panonia - ogólnie rzecz biorąc: Syryjczycy, Dakowie, Ilirowie). Kto okaże się lepszy, kto silniejszy, kto sprytniejszy? Stawką bowiem była nie tylko władza dla jednego z owych imperatorów, ale także los pokonanych żołnierzy i przyszłość krain, które wpadłyby w ręce wroga. Gdy więc doszło już do bitwy, siły Sewera zaczęły przeważać na swym prawym skrzydle i wojska Albina poczęły tam ustępować im pola. Natomiast na lewym skrzydle sewerian postępował śmiały atak albinianów, który o mało nie doprowadził do śmierci samego Septymiusza Sewera (zabity został pod nim koń i zapewne by tam zginął, gdyby nie odsiecz jaka wkrótce nadeszła). Z flanki uderzyła bowiem na siły Albina jazda jednego z najlepszych wodzów Septymiusza Sewera - Letusa, która przeważyła o wyniku tej bitwy. Zwycięstwo wojsk Sewera było całkowite. Klodiusz Albin zginął podczas panicznej ucieczki, a jego ciało (wcześniej rzucone psom na pożarcie) zostało pozbawione głowy (którą wysłano do Rzymu i wbito na pal na Forum Romanum - aby pochwalić się zwycięstwem), a następnie (wraz z jego zamordowaną na polecenie Sewera - żoną i dziećmi) wrzucone do Rodanu. Zamożne miasto Lugdunum bardzo liczyło na cesarską łaskę, bowiem Septymiusz Sewer był przecież namiestnikiem Galii Lugduńskiej (największej z trzech Galii) w latach 185-188 i zapisał się w pamięci mieszkańców jako dobry i sprawiedliwy administrator. Niestety, przeliczyli się. Sewer pozwolił żołnierzom (podobnie jak wcześniej Antiochię i Bizantion) doszczętnie złupić dzisiejszy Lyon - a miasto to nigdy już nie odzyskało swej dawnej świetności. Oczywiście zakazano zebrań lokalnego galijskiego "parlamentu" w sanktuarium pod wezwaniem "Trzech Galii" (taki tytuł nosiła bogini, która mogła być jedynie jedną z lokalnych personifikacji bogini Romy - uosabiającej Rzym). Następnie dokonał Sewer kadrowych i administracyjnych zmian, obsadzając wszystkie stanowiska swymi ludźmi (w Hiszpanii Tarrakońskiej tamtejszy namiestnik również stracił nie tylko urząd, ale i życie za swe wcześniejsze opowiedzenie się po stronie Albina), zaś prowincję Brytanię podzielił (podobnie jak wcześniej Syrię) na dwie, niezależne od siebie części.






W czerwcu 197 r. Septymiusz Sewer był już z powrotem w Rzymie, gdzie radośnie witany przez lud gałązkami oliwnymi, odbył wspaniały wjazd do miasta (oczywiście nie był to wjazd triumfalny, gdyż taki mógł się dokonać jedynie po zwycięstwie nad wrogiem zewnętrznym, ale w tamtych czasach przy niesamowitym przepychu i pochlebstwach ze strony senatorów oraz publicznie manifestowanej przez lud radości z powrotu władcy - niewiele się od niego różnił). Teraz był już jedynym i niepodzielnym panem Imperium i mógł spokojnie zakładać dynastię (oczywiście cały czas odwoływał się do związków z dynastią Antoninów, aby podkreślić swoje wyniesienie, nawiązać do bezpiecznych i spokojnych czasów "dobrych cesarzy" i przede wszystkim aby ukryć fakt, iż on i jego rodzina są po prostu parweniuszami). Podczas swej pierwszej po ostatecznym zwycięstwie, publicznej mowy do ludu - przedstawił dokładny program przyszłych rządów. Oto bowiem mocno krytykował takich polityków i władców w historii, jak Gnejusz Pompejusz, Juliusz Cezar, Oktawian August czy Trajan, zaś wychwalał i wynosił pod niebiosa takich władców jak Gajusz Mariusz, Korneliusz Sulla, Tyberiusz, Kaligula, Neron, Domicjan czy Kommodus - gdyż, jak twierdził, to właśnie oni swą bezwzględną polityką zapewnili sobie bezpieczne rządy, zaś tamci, tzw.: "miłosierni" wobec przeciwników politycznych władcy - sami zgotowali sobie zgubę. Mówił o swym podstępnie zamordowanym przez spiskowców "bracie" Kommodusie, czym tylko wywołał nagonkę na wszystkich żyjących jeszcze uczestników tamtego spisku (Narcyz - który tamtej grudniowej nocy 192 r. - udusił Kommodusa, został wytropiony i rzucony w Koloseum lwom na pożarcie), wkrótce też rozpoczęła się znacznie większa nagonka na senatorów (którzy w ogromnej większości należeli do wrogów tamtego władcy i często ciskali w niego najobrzydliwszymi obelgami wraz z objęciem władzy przez Pertynaksa). Wszyscy oni byli teraz pierwszymi, których miała zmielić nowa władza. Łącznie oskarżono o potajemne spiskowanie z Albinem (oraz niechęć do Kommodusa) ponad pięćdziesięciu senatorów (wśród nich był również niejaki Juliusz Solon - który stał się autorem senackiej ustawy... zabraniającej cesarzowi skazywania nobilów na śmierć bez zgody Senatu). Skazano ich na śmierć i skonfiskowano im majętności, które oczywiście zostały zajęte przez państwo (czyli de facto stały się własnością Sewera).




Swoją drogą należy tutaj dodać że wydarzenia, dziejące się w Imperium Rzymskim w latach 193-197, które historiografia niestety traktuje nieco po macoszemu (w sposób iście kronikarski - od bitwy do bitwy), były prawdziwym końcem świata dla wielu żyjących w tamtym czasie ludzi. To nastała bowiem dla nich prawdziwa apokalipsa i historyczne zwoje oraz książki w żaden sposób nie są w stanie oddać grozy tamtych dni. Bezpieczny i stabilny świat w przeciągu kilku miesięcy (a często tygodni lub nawet dni) został bezpowrotnie pogrzebany. Zginęły dziesiątki (może nawet setki) tysięcy ludzi, kompletnie zniszczono trzy wielkie i ludne miasta, nie mówiąc już o mniejszych miastach i tysiącach spalonych wsi. Nawet najstarsi mieszkańcy wschodnich i zachodnich krain Imperium nie pamiętali, aby ich dziadowie doświadczyli kiedykolwiek czegoś podobnego. I rzeczywiście, wojna domowa z lat 193-197 była apokalipsą na skalę ogólnoeuropejską i może zostać uznana za taki właśnie konflikt. Po raz ostatni bowiem doszło do wojny na taką skalę w czasach walk o władzę najpierw Cezara z Pompejuszem, a następnie Oktawiana z Markiem Antoniuszem (czyli w latach 49-30 r. p.n.e.). Upłynęło więc już ponad dwieście dwadzieścia lat od zakończenia ostatnich walk. Przez ten czas ziemie zarówno Orientu jak i Galii, Brytanii, terenów Małej Azji czy Bałkanów rozwijały się dynamicznie w sposób nieprzerwany. Nawet wojna domowa roku 69 nie mogła być w żaden sposób porównywalna do hekatomby ostatnich lat II wieku, gdyż po pierwsze była krótkotrwała, a po drugie ograniczała się jedynie do ziem północnej Italii. Nic więc dziwnego że czas, jaki nastał po zainstalowaniu u władzy dynastii Sewerów, gruntownie odmienił całe rzymskie społeczeństwo, które wkraczało teraz w okres niestabilności politycznej i coraz śmielszych ataków barbarzyńskich plemion z Północy. Należałoby więc w tym momencie powtórzyć za Zygmuntem Krasińskim w jego "Irydionie", iż oto: "Kres już się ma starożytnemu światu - wszystko co w nim żyło psuje się, rozprzęga i szaleje - bogi i ludzie szaleją". A tymczasem wzrok zwycięskiego cesarza skierował się teraz ponownie na Wschód, gdzie księstwo Osroene (prowincja północnej Mezopotamii, która wówczas rządzona była przez oddzielnych władców) ogłosiło swą niezależność od Rzymu i uzyskało w tym wsparcie króla Partów - Wologazesa V. Nowa wojna znów miała objawić się na horyzoncie dziejów i ponownie zmusić wymęczoną ludność Imperium do jeszcze jednej aktywności i kolejnych wyrzeczeń.


TO WŁAŚNIE ZA SEWERA NASTĄPIŁY ZMIANY, KTÓRE POGRZEBAŁY DAWNY SPOKOJNY I BEZTROSKI ŚWIAT ANTONINÓW... 



A NA JEGO GRUZACH NASTAŁ CZAS CZĘSTYCH UZURPACJI, ZMIAN WŁADZY, WOJEN DOMOWYCH I ATAKÓW BARBARZYŃCÓW Z PÓŁNOCY



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIV

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXXI



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXXI



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. IX






FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. IX



RECHABICI
(841 - 753 r. p.n.e.)
Cz. II





 Nowy król Izraela Jehu, pomimo złożenia hołdu władcy Asyrii - Salmanasarowi III i tym samym ocaleniu swego królestwa od najazdu Asyryjczyków, wcale nie miał łatwej pozycji politycznej a jego kraj był wyniszczony i to zarówno zamachem z 841 r. p.n.e. na czele którego stanął (a w którym to obalona została dynastia Omrydów), jak również dotychczasowymi walkami zarówno z Asyryjczykami i wcześniej również z Aramejczykami z Damaszku. Od czasów królów Omriego z Izraela i Asy z Judy (czyli gdzieś od połowy lat 70-tych IX wieku p.n.e.) pomiędzy tymi oboma królestwami utrzymywał się stan wzajemnego pokoju (sformalizowany przez ich następców, czyli Achaba z Izraela i Jozafata z Judei). Przetrwał on ponad 30 lat właśnie do owego 841 r. p.n.e. W tym bowiem roku, po upadku dynastii Omrydów w Królestwie Północnym, władzę objął Jehu - czyli dotychczasowy wódz armii Północy, natomiast po zamordowaniu króla Judy - Ochozjasza (który przebywał w czasie zamachu w Izraelu i zginął przez przypadek, albo też... miał zginąć), pełnię władzy w imieniu swego dwuletniego wnuka Joasza objęła matka Ochozjasza i żona króla Jozafata - Atalia, która była jednocześnie córką Achaba z Izraela i siostrą zamordowanego przez Jehu Jorama. I choć na pierwszy rzut oka można pogubić się w tym galimatiasie wzajemnych powiązań dynastycznych, to jednak od razu rzuca się w oczy jeden podstawowy fakt. Królestwo Północne i Południowe znów popadło we wzajemny konflikt, ponieważ Atalia była członkinią rodu Omrydów (i jej syn został zamordowany na Północy), miała wszelkie powody aby zerwać stosunki z Jehu, którego uważała za mordercę swojej rodziny, buntownika i uzurpatora.

Poza tym z ową zmianą na tronach Północy i Południa, nastąpiła również zmiana ideologiczno-religijna. Królestwo Północne za Omrydów było bowiem oficjalnie królestwem jahwistycznym, ale tak naprawdę nie tylko tolerowano, ale wręcz powszechnie wyznawano pogańskie kulty kananejskie, co bardzo nie podobało się prorokom: Eliaszowi i Elizeuszowi, którzy ostatecznie doprowadzili do przewrotu na Północy (pisałem w poprzedniej części że za buntem Jehu stała sekta Rechabitów, wspierana przez Elizeusza). Królestwo Południowe też nie zawsze było tak bardzo zdeterminowane religią mojżeszową, bowiem jeszcze Salomon (a zapewne i Dawid) wyznawali kulty kananejskie, prócz oczywiście oficjalnej wiary w boga Jahwe. Tę politykę religijną kontynuował syn i następca Salomona - Roboam (zwany też niekiedy Rehoboamem), oraz jego syn Abijjam. Tolerowali oni w swym królestwie zarówno prostytucję świątynną (zarówno żeńską jak i męską) która była naturalna wśród kultów kananejskich, jak również zezwalali na budowę świątyń kananejskich bogów. Tę politykę tolerancji religijnej zmienił dopiero syn i następca Abijjama - król Asa (wstąpił na tron ok. 910 r. p.n.e.). Kazał on spalić wszystkie wizerunki bożków w swoim królestwie, wypędził też ze świątyń ludzi trudniących się nierządem (głównie mężczyzn), a swą babkę Maachę (która była Kananejką i wyznawczynią kultu bogini Asztoret) pozbawił tytułu gewiry (królowej matki) i wypędził z Jerozolimy do jednego z podrzędnych miast Judy. To właśnie za Asy następuje na Południu radykalny wzrost wpływów jahwistycznych. Tę politykę swego ojca kontynuował Jozafat (objął władzę ok. 871 r. p.n.e.), choć nie był on w tym konsekwentny i naraził się na krytykę kapłanów Świątyni Jerozolimskiej za swe małżeństwo z Atalią, członkinią rodu Omrydów z Północnego Królestwa (wówczas poddawanego tak ostrej krytyce na Południu za ciągłe uleganie kultom kananejskim). Joram (847-841 p.n.e.) i Ochozjasz (841 r. p.n.e.) pozostawali pod dużym wpływem matki w polityce religijnej, lecz dopiero z chwilą kiedy objęła ona bezpośrednie rządy (najpierw jako regentka w imieniu młodziutkiego Joasza - syna Ochozjasza, a potem już bezpośrednio jako królowa), zaczęła zmieniać dotychczasową politykę religijną.




Nakazała ponowne otwarcie pogańskich świątyń ku czci Baala i Asztoret, a także innych bóstw. Sprowadziła do Judy wielu Fenicjan, z których uczyniła swych dworzan i przyjaciół, oddając im na siedzibę (i zapewne jako twierdzę) miasto Silwan (gdzie w XX wieku znaleziono fenickie grobowce). Nastąpiło więc teraz całkowite odwrócenie akcentów, na Północy zatriumfował jahwizm, wspierany przez Rechabitów i proroka Elizeusza; na Południu zaś doszło do recydywy pogańskiej, którą popierała królowa Atalia. Widząc zaś w Jehu wroga i mordercę swej rodziny, zawarła sojusz z królem Hazaelem z Damaszku i sprowokowała go do najazdu na Izrael. Hazael bowiem, uwolniony od niebezpieczeństwa asyryjskiego (król Salmanasar III w latach 840-833 p.n.e. skierował swą ekspansję ku królestwom północno-zachodnim Tabal i Kue (Cylicja), zamieniając je w kraje od siebie uzależnione), był w stanie zorganizować taki atak na Królestwo Izraela, do którego doszło ok. 837 r. p.n.e. Osłabiony Izrael nie był w stanie sprostać temu najazdowi i w wyniku tej agresji utracił wszystkie swe posiadłości zajordańskie. W tym też czasie zbuntował się król Moabu - Mesza, który ostatecznie zrzucił zależność lenną od Izraela. Jehu nie był w stanie sprostać tym wszystkim problemom, a jego władza na Północy również wymykała mu się z rąk. Wydawało się więc że Atalia zatriumfuje i doprowadzi wreszcie do obalenia jego władzy, a być może (jako pierwsza kobieta) zasiądzie na obu tronach. Ale wówczas z pomocą królowi Jehu przyszedł prorok Elizeusz, a także członkowie sekty Rechabitów, którzy zorganizowali pielgrzymkę do Jerozolimy. Pojawienie się proroka w dawnym grodzie Jebuzytów - teraz opanowanym przez Judejczyków - wzbudziło ogólną sensację i doprowadziło do tego, że tłumy Żydów wyległy na ulice. Jednak głównym celem pielgrzymki Elizeusza do Jerozolimy było udzielenie wsparcia kapłanowi Świątyni - Jechojadowi (zapewne było to także wsparcie finansowe, płynące z Północy), aby zmobilizować go do podjęcia zdecydowanych działań wymierzonych w Atalię i jej zwolenników.


JEROZOLIMA W CZASACH CHRYSTUSA 
(W OKRESIE PODZIELONEGO KRÓLESTWA W IX I VIII wieku p.n.e. MIASTO TO NA ZACHODZIE LEDWIE ZABUDOWANIAMI POKRYWAŁO DOLINĘ TYROPEONU)



Jechojada już od dawna miał na pieńku z Atalią. Ostro bowiem krytykował jej politykę religijną i powrót do kultów kananejskich. Ona zaś dążyła do usunięcia go ze Świątyni i jedyne co ją powstrzymywało, to niepewność co do zachowania mieszkańców Jerozolimy, którzy mogliby wystąpić w obronie arcykapłana. Mając teraz wsparcie Elizeusza i króla Jehu z Północy, Jechojada zorganizował zamach na życie królowej, do którego doszło przy Bramie Końskiej, tuż przy wejściu do pałacu królewskiego. Królowa Atalia (niesiona w lektyce) została zaatakowana przez zamachowca i zasztyletowana (836 r. p.n.e.) a Jechojada szybko opanował pałac i władzę w całym mieście. Teraz doszło do pogromów. Najpierw zamordowano kananejskiego kapłana Mattana, a świątynię Baala zrównano z ziemią. Następnie przystąpiono do mordów innych kapłanów kananejskich bóstw, niszczenia bożków i świątyń. Zaczęto również rozprawiać się z fenickimi dworzanami Atalii, którzy musieli ratować się ucieczką. Gdy już nasycono się wystarczająco krwią pogan, Jechojada namaścił na króla siedmioletniego Joasza, syna Ochozjasza i wnuka Atalii, przejmując pełnię regencji i opieki nad młodym królem. Od tej pory arcykapłan dbał o odpowiednie wychowanie Joasza i starał się wyrobić w nim wręcz fanatyczną nienawiść do kultu kananejskich bożków, co mu się w konsekwencji ostatecznie nie udało. W ten oto sposób prorok Elizeusz (który na kartach Biblii uchodzi wręcz za świętego) ponownie doprowadził do pogromu i ponownie jego ręce (a przede wszystkim jego sumienie) obarczone zostało krwią wielu niewinnych ludzi. Ale któż się tym przejmował, liczyło się bowiem tylko to, która religia obejmie dominację i wszystko było podporządkowane tej walce. Jeszcze do niedawna król Jehu był w poważnych tarapatach, musząc zmagać się zarówno z inwazją Aramejczyków z północy, jak i knowaniami Atalii, ale teraz karta się odwróciła i to on zaczął zyskiwać przewagę (w ogromnej mierze dzięki ogromnemu wsparciu Elizeusza i Rechabitów, co przede wszystkim należy podkreślić). Obalił bowiem Atalię, a na tron Judy wprowadził małoletniego chłopca, będącego pod całkowitą władzą arcykapłana Świątyni, który to był na jego żołdzie. Teraz przyszła kolej na rozprawę z królem Aramu - Hazaelem.




Tak się akurat szczęśliwie dla króla Jehu złożyło, że ok. 834 r. p.n.e. władca Asyrii Salmanasar III zakończył podboje północno-zachodnich królestw (plemiona leżące w pasie tak zwanego Kraju Nadmorskiego, leżące nad Morzem Gorzkim czyli dzisiejszą Zatoką Perską (- Bit-Dakkuri, Bit-Amukani i Bit-Jakini - podporządkował jeszcze na początku lat 40-tych IX wieku p.n.e.). Miał więc teraz wolną rękę i mógł ponownie wyprawić się przeciwko swemu odwiecznemu rywalowi - Damaszkowi, który to od początku swego panowania pragnął zdobyć. Wyprawa ta ruszyła ok. 833 lub 832 r. p.n.e. i choć Hazaela ponownie ocaliły grube mury Damaszku - których Asyryjczycy nie byli w stanie skruszyć, to jednak znów poniósł on klęskę militarną i musiał się opłacić zarówno złotem jak i niewolnikami oraz utratą ziemi, co zmniejszyło obszar jego Królestwa. Jehu więc triumfował, jego najpoważniejszy wróg na północy został osłabiony i nie był już w stanie atakować granic Izraela. Jehu uznał się też lennikiem króla Salmanasara, bowiem zdawał sobie sprawę, że potęga Asyrii jest zbyt wielka aby z nią walczyć, lepiej więc się podporządkować i czerpać korzyści, jakie daje osłabianie wrogów Izraela, którzy występują przeciwko Asyryjczykom i którzy wcześniej czy później muszą zginać karki - nawet jeśli ostatecznie nie są do końca pokonani. Pod koniec lat 30-tych IX wieku p.n.e. król Salmanasar - wojownik biorący udział w tylu kampaniach (którego panowanie rozpoczęło się ok. 858 r. p.n.e.) uczynił ze swego królestwa prawdziwe mocarstwo. Asyria kontrolowała wówczas Syrię i wszystkie drogi handlowe wiodące do Azji Mniejszej. Miała całkowity monopol na produkcję i sprzedaż żelaza, najbardziej wówczas dochodowego kruszcu wojennego (który był znany na Bliskim Wschodzie od ponad 500 lat). Asyria kontrolowała również sprzedaż drewna libańskiego (szczególnie pożądanego w Egipcie) i położyła rękę na kopalniach srebra w górach Ammanu. Z krajów Lewantu i z Azji Mniejszej przywożono do Asyrii mnóstwo rzemieślników, którzy mieli odtąd upiększać tamtejsze miasta - szczególnie Kalchu (potem zaś Niniwę), które to miasto być może nie było najludniejszym ówczesnym miastem świata, ale zapewne jednym z bogatszych. Za Salmanasara zbudowano nowe mury Assur, zamieniając to miasto realnie w twierdzę nie do zdobycia. Starzejący się król osiadł teraz w Kalchu, wśród luksusów swej stolicy, oczekując na zbliżającą się trzydziestą rocznicę swego panowania.






Była to data symboliczna dla Asyryjczyków. Z reguły bowiem uważano że królowie panowali do trzydziestu lat, gdyż - jak sądzono - na tyle właśnie starczało im energii (zarówno umysłowej, fizycznej jak i witalnej) aby przewodzić swemu państwu i służyć bogu Assurowi. Asyryjski król był bowiem królem wojownikiem, musiał doskonale strzelać z łuku, posługiwać się włócznią, tarczą i mieczem, jeździć rydwanem i jednocześnie strzelać z łuku (zarówno do zwierząt podczas częstych polowań, np. na lwy lub inne drapieżne zwierzęta) czy też w czasie wypraw wojennych. Ale nie tylko sprawność fizyczna była ważna aby utrzymać władzę, liczyła się również sprawność witalna, moc męska, czyli to, ile kobiet król był w stanie posiąść i zapłodnić. Harem królewski pełen był wciąż nowych dziewcząt, gdyż król musiał wykazać się sprawnością, a dworzanie musieli mieć pewność że król nie zestarzał się na tyle, że przestał być zdolny do sprawnego wykonywania swoich obowiązków jako wykonawcy woli Assura. Dlatego też za dnia król pokazywał się z mieczem i łukiem w ręku i uczestniczył w polowaniach lub też w konkursach sprawnościowych, co noc zaś do jego alkowy podsyłano nową dziewczynę z haremu, która miała za zadanie dać królowi szczęście lub ewentualnie "ogrzać go" w nocy, ale wszystko było nastawione na to, aby nieustannie poddawać asyryjskiego monarchę próbom wytrzymałości. Musiał bowiem być we wszystkim najlepszy, zarówno w walce jak i w sprostaniu nocnym igraszkom, dlatego też odesłanie dziewczyny ze swej alkowy mogło być uznane za początek męskiej niemocy i spowodować bunt, a co za tym idzie  obalenie władcy (do którego to w Asyrii dochodziło dosyć... często). Tak więc, jeśli król nie chciał wyjść na niedołężnego starca, musiał przynajmniej udawać że noc w noc jest w stanie wychędożyć każdą podsyłaną mu niewiastę. Teraz, po zakończeniu kampanii damasceńskiej Salmanasar III osiadł w Kalchu, gdzie otoczony zbytkiem, za dnia musiał wciąż wykazywać sprawność fizyczną, nocą zaś w swej alkowie moc męską (każdy przypadek odesłania dziewczyny od swego łoża, był skrupulatnie odnotowywany przez kapłanów Assura, bóg bowiem wymagał całkowitej sprawności od swego ziemskiego pełnomocnika, za jakiego uchodził asyryjski władca). Wydaje się jednak że Salmanasar nie miał z tym kłopotów, jako że w trzydziestą pierwszą rocznicę swego panowania ok. 827 r. p.n.e. uczestniczył w obchodach odnowienia swej władzy królewskiej na kolejne lata, a rzadko który monarcha asyryjski brał w tym udział (w Egipcie również istniało coś takiego jak odnowienie władzy faraona po 30 latach jego panowania, było to tzw. podniesienie słupa Dżed - symbolizującego męską siłę i witalność - już o tym pisałem. W Babilonie zaś tamtejsi królowie co roku odnawiali swą władzę w świątyni Esangila u stóp boga Marduka, chwytając go za prawą dłoń).


WŁADCA BABILONU ROZPOCZYNA NOWY ROK SWEGO PANOWANIA W ESANGILI, STOJĄC U STÓP BOGA MARDUKA



KRÓL ASYRII W CZASIE
POLOWANIA NA LWY



Po zakończeniu uroczystości 31 rocznicy odnowienia jego panowania, król Salmanasar III - zapewne nie czując się już na siłach aby osobiście dowodzić armią w polu - powierzył dowództwo wybranemu przez siebie człowiekowi o imieniu Dajanaszur - który wsławił się wcześniej męstwem i odwagą w czasie bitew, mianując go tartanem (marszałkiem polnym) armii asyryjskiej z pominięciem swego pierworodnego syna i następcy tronu, księcia Aszurdaninapla. Książę poczuł się urażony tą zniewagą i począł rozgłaszać wieści, że król utracił poparcie Assura, gdyż nie jest już w stanie dalej spełniać swych obowiązków i to zarówno na polu bitwy jak i w alkowie. Wieści te padły na podatny grunt i bardzo szybko wybuchło wielkie powstanie, które objęło swym zasięgiem aż 27 miast rdzennej Asyrii (826 r. p.n.e.). Należy jednak pamiętać że kwestie religijne były najmniej istotne w tym wszystkim, przede wszystkim liczyła się walka ekonomiczna, a książę Aszurdaninapla stanął po stronie drobnych kupców i rzemieślników, którym obiecał równy podział łupów zdobytych na podbitych ludach, których to gros trafiał do wielkich bogaczy, wielmożów dworskich i kapłanów Assura oraz innych bogów. Zapowiedział więc że jeśli lud go poprze, on sprawi że wszyscy dostaną sprawiedliwy podział łupów wojennych. Buntownicy szybko opanowali najważniejsze miasta: Aszur, Arbalu i Niniwę, a Salmanasar utrzymał się jedynie w swym królewskim Kalchu. Po tak jawnej zdradzie najstarszego syna, na swego następcę wybrał teraz Salmanasar młodszego potomka Szamszi-Adada i jemu powierzył dowództwo nad armią, która miała obalić i ukarać zbuntowanego Aszurdaninapla, to jednak okazało się niemożliwe. W roku w którym Salmanasar III ostatecznie zamknął oczy i przeszedł do wieczności (824 r. p.n.e.) powstanie nie tylko nie zostało stłumione, ale wręcz się rozszerzyło, a zwycięstwo Szamszi-Adada było mało prawdopodobne, gdyż następca Salmanasara ponosił klęski militarne. Tymczasem w Babilonie panował (od ok. 852/51 r. p.n.e.) Marduk-balassu-ikb, w którym to Szamszi-Adad V zyskał sprzymierzeńca w walce ze swym bratem. Ale oczywiście nic za darmo i tak jak trzydzieści lat wcześniej Marduk-zakir-szumi zyskał wsparcie Salmanasara w walce ze swym bratem Marduk-belu-satim w zamian za uznanie podległości Babilonu wobec Asyrii, tak teraz na odwrót, nie tylko Babilon miał być całkowicie suwerenny, ale Asyria miała być uznana za podległą Babilonowi. Szamszi-Adad V nie miał innego wyjścia jak tylko zgodzić się na takie warunki, bo tylko wówczas mógł uzyskać wsparcie Babilończyków i ostatecznie pokonać swego brata, do czego doszło ostatecznie w 820 r. p.n.e. Aszurnasirpal został ukarany śmiercią, a na tronie w Kalchu oficjalnie już zasiadł Szamszi-Adad V, u którego boku znajdowała się jego małżonka... Sammuramat (Grecy nazwali ją Semiramidą), a była ona bez wątpienia najsławniejszą królową w dziejach Mezopotamii.




A tymczasem w Jerozolimie król Joasz (który osiągnął już wiek męski), zaczął przejawiać buntowniczy stosunek wobec wciąż próbującego nim manipulować i kontrolować go arcykapłana Jechojady. Wreszcie doszło między nimi do otwartego konfliktu.


CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...