WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WSPÓŁCZESNOŚĆ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WSPÓŁCZESNOŚĆ. Pokaż wszystkie posty

15 września 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. XIV

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. XIV






 Istniejący od 22 stycznia 1924 r. lewicowy (laburżystowski) rząd Ramsay'a MacDonalda - 2 lutego nawiązał stosunki dyplomatyczne ze Związkiem Sowieckim. Krok ten nie był zbyt popularny na Wyspach (mimo dość intensywnej w roku 1920 współpracy brytyjsko-sowieckiej za rządów Lloyda George'a) i nawoływania o zerwanie tych stosunków zaczęły z czasem być coraz intensywniejsze wśród brytyjskiej opinii publicznej i polityków, ale w tamtym okresie nawiązanie stosunków dyplomatycznych z pierwszym komunistycznym państwem na świecie było uważane za działanie mogące pozytywnie wpłynąć na brytyjski handel i przemysł.

15 lutego rząd sowiecki, pragnąc powstrzymać galopującą inflację i przeciwdziałać zerwaniu połączeń na linii miasto-wieś (co spowodowane było wybuchem rewolucji bolszewickiej i Wojny Domowej w Rosji, a co do tego momentu nie zostało naprawione) wprowadza - obowiązujące od lipca 1922 r. (na równi z innymi "sowznakami" - również starymi carskimi rublami, przemianowanymi jedynie na sowieckie totemy płatnicze) tzw.: "czerwońce" jako jedyny, obowiązujący na terenie Związku Sowieckiego środek płatniczy (z czasem przywróci się również nazwę ruble). Pozwala to nieco zahamować inflację, ale problem tzw. "nożyc" (czyli rozchodzenia się wsi od miasta tak jak rozwierają się otwarte nożyce, co w sowieckiej terminologii było dosyć często używanym pojęciem) choć powoli zostaje usunięty, wciąż jeszcze trwa. Co prawda w 1924 r. partia bolszewicka wprowadza hasło "Frontem do wsi", a sojusz robotniczo-chłopski zostaje uznany za podstawę polityki państwa (dopiero od roku 1924, wcześniej chłopi byli uważani za taki sam element kontrrewolucyjny, jak arystokraci, kler prawosławny - nie tylko zresztą - oraz dawni oficerowie i policjanci carscy), to mimo wszystko zszywanie wsi z miastem wciąż idzie bardzo opornie. Bucharin co prawda wzywa chłopów w swych apelach: "Bogaćcie się, uprawiajcie swe pola i nie obawiajcie się restrykcji", ale cel tej akcji jest jasny, ponowne uruchomienie dostaw produktów żywnościowych do miast (wcześniej bowiem, zarówno w czasie rewolucji jak i po zakończeniu Wojny Domowej, chłopi zaprzestali produkcji rolnej w sowieckiej Rosji, gdyż władze bolszewickie odbierały im owoce ich pracy. Handel zamarł, a co za tym idzie nie było płacących podatki ani kupujących, gdyż chłopi niczego nie produkując, jednocześnie niczego też nie nabywali). Po wprowadzeniu Nowej Ekonomicznej Polityki na X Zjeździe WKP(b) w marcu 1921 r. od lipca tego roku zaczęto wprowadzać wolność gospodarczą rzemieślnikom i małym zakładom przemysłowym - ale wszystkie przedsiębiorstwa które zatrudniały 20 i więcej pracowników, pozostawały w rękach państwa. Zaprzestano też przymusowego ściągania zboża od chłopów, a obowiązek jego dostarczania zamieniono na podatek, który miał dać chłopom poczucie traktowania ich przez państwo sowieckie zgodnie prawem. Chłopi mogli zachować to, co udało im się uzyskać z uprawy ziemi, prowadzić wolny handel i zatrudniać pracowników najemnych. Co prawda rok 1924 nawiązywał jeszcze do najgorszych praktyk z czasów Wojny Domowej (tym bardziej że nieurodzaj jaki ogarnął rosyjską wieś w tymże roku był tak duży, że państwo musiało ponownie konfiskować produkty rolne i nawet Dzierżyński pisał że taka praktyka nie powoduje polepszenia się wizerunku Partii wśród mas chłopskich, a wręcz przeciwnie, partia znów uważana jest za najgorszego "szatana", gdyż odbiera chłopom wszystko to, co udało im się wytworzyć). Aby zasypać podziały na linii miasto-wieś organizowano wypady na wieś z akcją masowego czytania książek chłopom, a po rozpoczęciu leninowskiej elektryfikacji, zaczęto nawet chłopom w chatach montować żarówki, co też budziło ogromną ciekawość ale i niezadowolenie, jako że w elektryfikacji upatrywano "czarciego podstępu" i zdarzało się że niszczono nie tylko żarówki, ale również słupy wysokiego napięcia. Oczywiście to jeszcze była pieśń przyszłości, ale państwo sowieckie postawiło sobie dwa główne cele: "Komunizm to władza sowiecka i elektryfikacja". Poza tym rok 1924 w rosyjskich miastach był związany ze wzrostem bezrobocia i masowymi zwolnieniami setek niewykwalifikowanych pracowników (co powodowało strajki i nowe bunty robotnicze w miastach).




22 lutego 1924 r. w Magdeburgu założono social demokratyczne stowarzyszenie weteranów pod nazwą Reichsbanner Schwarz-Rot-Gold ("Czarno-Czerwono-Złoty Sztandar Rzeszy"). Inicjatywa wyszła od Otto Hörsinga i Karla Höltermanna, którzy wciągnęli do współpracy przedstawicieli SPD, DDP (Niemieckiej Partii Demokratycznej) i katolickiej Partii Centrum. Z założenia miała być to formacja apolityczna i bezpartyjna, grupująca weteranów I Wojny Światowej (jednak najczęściej o lewicowych przekonaniach politycznych). Była to też organizacja ściśle męska, kobiet tam nie dopuszczano (tym bardziej że kobiety w czasie I Wojny Światowej w wojsku nie służyły, więc nie mogły być też weteranami). Reichsbanner Schwarz-Rot-Gold miała stać na straży niemieckiej konstytucji (z 11 sierpnia 1919 r.) i Republiki Weimarskiej. Do końca lat 20-tych organizacja ta liczyła ponad 1,5 miliona członków i była bodajże największą organizacją w Niemczech Weimarskich, a jej najpoważniejszym przeciwnikiem był "Związek Żołnierzy Frontowych Stahlhelm" - organizacja o nieco bardziej prawicowej barwie politycznej. Po dojściu Hitlera do władzy, w marcu 1933 r. organizacja ta została rozwiązana.

26 lutego w Monachium rozpoczął się proces o zdradę członków i autorów puczu monachijskiego Hitlera (8-9 listopada 1923 r.). Zakończy się on wyrokiem skazującym - 1 kwietnia tego roku (do czego jeszcze wrócimy).

Dwa dni później (28 lutego) prezydent Rzeszy Friedrich Ebert znosi stan wyjątkowy, wprowadzony 26 września 1923 r. na terenie całego kraju, w związku z rewolucyjnymi wystąpieniami zarówno lewicowymi jak i prawicowymi, wybuchającymi na terenie różnych niemieckich krajów. Po wprowadzeniu 15 listopada 1923 r. do obiegu tzw.: marki rentowej (Rentenmark), sytuacja ekonomiczna kraju zaczyna się stabilizować. Dzięki zagranicznym pożyczkom produkcja przemysłowa i handlowa zaczęła bardzo szybko rosnąć, a w roku 1928 dochód narodowy w Niemczech stanowił 150 % dochodu narodowego z roku 1913. Prosperita lat 20-tych postępowała, aż do krachu finansowego na Wall Street w październiku 1929 r.




3 marca 1924 r. tureckie Zgromadzenie Narodowe oficjalnie znosi Kalifat i wydala z kraju wszystkich przedstawicieli dynastii Osmanów. Również zostają zamknięte wszystkie muzułmańskie szkoły religijne i sądy. Jest to już ostatni element tworzenia nowego tureckiego państwa, po zniesieniu Sułtanatu (1 listopada 1922) i ogłoszeniu republiki (29 października 1923 r.). Kraj pod rządami Atatürka Mustafy Kemala Paszy (prezydent Turcji od 29 października 1923 r. przewodniczący Wielkiego Zgromadzenia Narodowego od 24 kwietnia 1920 r. Prezydentem pozostanie aż do swej śmierci - 10 listopada 1938 r.) przechodzi niezwykle przyśpieszony kurs modernizacyjny (sam fakt że w Turcji wprowadzono wówczas alfabet łaciński - co spowodowało że Turcy musieli się mentalnie przestawić na naukę zupełnie nowych liter, pokazuje jak silna była to rewolucja i jak głęboko dotknęła wszystkie praktycznie przejawy dotychczasowego życia społeczno-politycznego). Tworzy się zupełnie nowy kraj i... zupełnie nowy naród. 

W marcu odbyło się plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Miało się ono zająć nową rolą partii po klęsce październikowo-listopadowej rewolucji niemieckiej i wydarzeń krakowskich (z 6 listopada 1923 r.). Dotychczasowe przywództwo partyjne 3W (Warski-Wera-Walecki) starało się tym samym jakoś wytłumaczyć przed Kominternem i Moskwą ze swoich działań. Owe plenum było jednak już ostatnim zjazdem pod tym kierownictwem. Sypano jednak głowy popiołem, deklarując że brak było w partii umiejętności manewrowania politycznego, za wzór niedościgniony stawiając oczywiście partię bolszewicką. Szukano też winnych spośród "lewicy partyjnej", twierdząc że nie trzeba było pisać listów, tylko bardziej mobilizować masy do walki i tego typu pierdolety komunistyczne bez większego znaczenia. W lipcu 1924 r. w KPRP zajdą zdecydowane zmiany i władzę przejmie dotychczasowo marginalizowana partyjna lewica.




13 marca 1924 r. prezydent Rzeszy Friedrich Ebert przedterminowo rozwiązuje Reichstag. Powodem tego jest krytyka nadzwyczajnych pełnomocnictw rządu Wilhelma Marxa. Marx (kanclerz Rzeszy od 30 listopada 1923 r. po upadku Wielkiej Koalicji Gustawa Stresemanna - który notabene aż do swej śmierci w październiku 1929 r. we wszystkich kolejnych rządach pozostanie realizatorem niemieckiej polityki zagranicznej - o wybitnie antypolskim ostrzu) przewodniczący Partii Centrum, dąży do wprowadzenia dosyć drastycznych finansowych, gospodarczych i społecznych reform, które nie podobają się opozycji (a które związane są właśnie ze zbiciem inflacji i wprowadzeniem nowej niemieckiej waluty - marki rentowej). Dąży więc do uniemożliwienia debaty w parlamencie na ten temat i tutaj prezydent Ebert idzie mu w sukurs, rozwiązując Reichstag i wyznaczając nowe wybory na początek maja 1924 r. 

16 marca w Krakowie odbywa się I Zjazd Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej "Życie" - czyli grupy komunizujących działaczy, którzy opuścili ZNMS (będący legalną przybudówką Związku Młodzieży Komunistycznej zakazanej w Polsce).

21 marca prokuratura podczas monachijskiego procesu Adolfa Hitlera żąda dla niego 8 lat więzienia za zdradę stanu. Wszyscy oskarżeni (wraz z Ludendorffem) nie przyznają się do winy i jedynie Hitler oficjalnie twierdzi że - tak - pragnął obalić rząd, gdyż jest on hańbą na powojennym obliczu Niemiec i jeśli sąd skarże go na śmierć, gotów jest zginąć za Niemcy. Zresztą Hitler cały proces wykorzystuje do agitacji politycznej, wygłaszając długie przemowy, które robią ogromne wrażenie nie tylko na zebranych widzach, ale również na samym sędzim. Popularność Hitlera znacznie wzrasta.




24 marca amerykańska Izba Reprezentantów zatwierdza pakiet pomocowy w wysokości 10 milionów dolarów na zakup żywności dla niemieckich kobiet i dzieci. Tym sposobem (jeszcze przed przyjęciem planu Dawesa) kasa wszelkich form pomocowych i pożyczkowych płynie do Niemiec zwartym strumieniem, pozwalając im nie tylko stanąć na nogi ale i rozwinąć produkcyjną ekspansję.

11 marca 1924 r wraz z listem do rektora Uniwersytetu Wileńskiego - Parczewskiego, Marszałek Józef Piłsudski wysyła mu przyznaną przez rząd rentę w wysokości 2 miliardów marek polskich (oczywiście kwoty sprzed dewaluacji marki i wprowadzenia złotówki). Piłsudski w tym liście pisze: "Stanowi to wypłacane mi teraz miesięcznie coś w rodzaju pensji za uprzednie moje prace w państwie; wobec tego, że nie mogę się pogodzić z myślą, bym taką pensję brał na swe potrzeby - oddaję ją na te czy inne cele publiczne, wybierając te, które z moją poprzednią pracą w państwie najsilniej były związane". Piłsudski od tej chwili żyje tylko z wykładów i z książek (a nie są to zbyt duże dochody, co powoduje że wraz z rodziną żyje bardzo skromnie). Zresztą w kręgu Jego najbliższych współpracowników (Sławek, Prystor) było to dosyć popularne, a pieniądze nie były tam uważane za coś innego niż tylko środek służący do realizacji pewnego celu, natomiast na pewno nie służący do bogacenia się, gdyż bogacenie się nie uważano za najważniejsze w życiu człowieka (oczywiście ten stan rzeczy można zrozumieć i ja go nawet pochwalam, bo i ja nie przywiązuję do pieniędzy zbyt wielkich względów, aczkolwiek należy sobie powiedzieć że bez pieniędzy realnie tracimy swoją wolność i to trzeba sobie uzmysłowić. Choć oczywiście możemy mówić że jesteśmy wolni nie mając pieniędzy i czuć się nawet wolnymi, to realnie niczego nie osiągniemy nie mając nic na tym świecie).

12 marca decyzją Ligi Narodów ustalono ostatecznie nasze granice z Czechosłowacją na Spiszu. Kacwin i Niedzica zostały co prawda przyznane Polsce, ale Jaworzyna z doliną Białej Wody - Czechosłowacji. Byli tacy, którzy tę decyzję w Polsce mocno przeżyli, utożsamiając ją jako krzywdzącą.

16 marca włoski poeta, żołnierz i bohater I Wojny Światowej - Gabriele d'Annunzio, otrzymuje od króla Wiktora Emmanuela III dziedziczny tytuł księcia Nevoso. d'Annunzio był człowiekiem który ciągle poszukiwał silnych wrażeń i to zarówno na polu bitwy jak i alkowie. Fizycznie ten człowiek nie wyglądał na supermana, a wręcz przeciwnie - niewysoki, niezbyt przystojny, ale drzemała w nim niespożyta energii do walki, wielokrotnie wykazywał się w trakcie I Wojny Światowej bohaterskimi czynami, osobiście zgłaszając się do trudnych akcji bojowych wymagających nie tylko dużej odwagi, ale również sporej inteligencji. Ciągle mu było mało, więc ciągle chciał więcej, w 1909 r. zrobił nawet kurs szybowcowy - zafascynowany lotnictwem. Ale jego bojowe wyczyny to jedno, inna kwestia to jego niezwykły talent literacki, zresztą był to też człowiek bezkrytyczny wobec siebie samego i niezwykle arogancki pod tym względem (zapytany kiedyś który z włoskich pisarzy i poetów był największy w dziejach, odparł: "Dante, Leopardi i i ja. Wszyscy pozostali to gitarzyści"). I rzeczywiście jego dzieła prawie zawsze okazywały się bestsellerami, chociaż niestety zarówno w naszym kraju jak i w Niemczech czy krajach skandynawskich, o Rosji nie wspominając - jego twórczość jest praktycznie nieznana. Ale ten miłośnik przygód kochał nie tylko wojaczkę i literaturę, przede wszystkim bowiem kochał kobiety, od których wręcz nie mógł się opędzić (a jak wspomniałem wyżej, nie był żadnym adonisem). Miał tyle kochanek, że zrobił sobie z nich odpowiedni katalog i każdą umieścił w tym katalogu pod odpowiednią literą i cyfrą. Był też miłośnikiem nieco bardziej swobodnych praktyk seksualnych, a mianowicie lubił sadyzm łóżkowy i często okrutnie bił swoje kochanki pejczem po pośladkach lub plecach w czasie zabaw erotycznych. Kobiety tak bardzo pragnęły jego towarzystwa, że często rywalizowały ze sobą która pierwsza wyląduje w jego alkowie (chociaż zdarzało się że sypiał też z kilkoma na raz). Gabriele d'Annunzio warty jest również odnotowania co do jednej ważnej rzeczy, a mianowicie to właśnie on upowszechnił rzymski salut, który później wykorzystywał Benito Mussolini w faszystowskich Włoszech a w nazistowskich Niemczech Adolf Hitler. d'Annunzio był bowiem rozmiłowany w antyku i potędze Imperium Rzymskiego, pragnął bowiem jego odrodzenia i odtworzenia, a z Włoch uczynienia centrum śródziemnomorza. W roku w którym król Wiktor Emanuel III nadał mu tytuł księcia Nevoso, d'Annunzio miał już 61 lat.






d'Annunzio był również tym, który dokonał zajęcia miasta Fiume nad północnym Adriatykiem (11 września 1919 r.) i utrzymał je przez krótki czas, nie godząc się z planami zwycięskich mocarstw (Włochy również chodziły do tego grona), pragnących pozbawić Włoch tego miasta. Ostatecznie rozwiązano problem Fiume dopiero 27 stycznia 1924 r. traktatem włosko-jugosłowiańskim, na mocy którego samo miasto zostało przyłączone do Włoch, ale okoliczne tereny pozostały w granicach Jugosławii. W tym czasie we Włoszech coraz większą rolę zaczęli odgrywać faszyści, w końcu Benito Mussolini od 31 października 1922 r. stał na czele faszystowskiego rządu Włoch, ale nie miał jeszcze pełnej władzy. Już 14 stycznia 1923 r. król Wiktor Emmanuel na wniosek Mussoliniego zalegalizował ochotniczą milicję faszystowską. Zaczynały się nowy czasy, w których duce będzie chciał kontrolować nawet to, co Włosi jedzą, gdyż w latach 20-tych (mniej więcej około 1925) wydał bowiem bezwzględną walkę... spaghetti - ulubionej potrawie Włochów, ale o tym opowiem w kolejnych częściach.




CDN.

10 września 2026

O ANTYPOLONIZMIE SŁÓW PARĘ - Cz. I

"HEIMKEHR" - "PIERWAJA KONNAJA" -
"LIŚCIE CZERWONE" - "NASZE MATKI,
NASI OJCOWIE" i inne...




W tej serii tematycznej chciałbym podjąć się tematu antypolonizmu rozumianego jako zjawisko ogólne, na przykładzie różnych jego odcieni i emanacji. Wydaje mi się że jest to temat jak najbardziej na czasie, chociaż często jest pomijany i dezawuowany, ale jak najbardziej jest żywy i wciąż silny. W tym temacie zamierzam przedstawić najróżniejsze przykłady antypolonizmu, zarówno wewnętrznego (krajowego) jak i zewnętrznego (międzynarodowego). Ponieważ jednak bezwzględnie uważam że praojcem współczesnego antypolonizmu w Polsce jest ów pan, którego widać na zdjęciu powyżej, przeto właśnie jego postanowiłem uczynić twarzą tej serii. Nie ma sensu zapewne przedłużać tego tematu i od razu przejść do rzeczy, warto jednak powiedzieć że tyle zła ile uczynił Adam Michnik polskiej debacie publicznej po roku 1989 i takiej skali nienawiści i niechęci do bądź co bądź własnego narodu.

Chociaż niekoniecznie, w końcu jego tatuś i mamusia służyli Związkowi Sowieckiemu i byli wiernymi jego niewolnikami, aczkolwiek tajemnicą poliszynela jest dlaczego Ozjasz Szechter - ojciec Michnika, nigdy w "Polsce Ludowej" nie zrobił większej kariery. Otóż w czasie jednego z aresztowań członków Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy (dokładnie już nie pamiętam, chyba w 1935 lub 1936 roku), do której to należał Szechter, wydał wówczas wszystkich swoich wspólników policji. Nie wiadomo czy się załamał psychicznie czy obawiał więzienia, w każdym razie bezwzględnie się że tak powiem "rozpruł". Oczywiście po wojnie, gdy już przyszła władza sowiecka/ludowa, deklarował że został do tego zmuszony siłą (czyli żeby bity w czasie przesłuchań, aby wydobyć na nim informacje o jego ukrywających się kompanach z KPZB). Urząd Bezpieczeństwa rozpoczął śledztwo w tej sprawie i okazało się że Szechter... kłamie. Nie było żadnego bicia, nie było przemocy fizycznej, on po prostu nie wytrzymał presji i się załamał, a następnie wydał wszystkich komunistycznych agentów Moskwy, których od niego żądała prokuratura i policja. To właśnie z tego powodu Szechter nigdy nie zrobił kariery w Polsce Ludowej, chociaż oczywiście włos mu z głowy nie spadł i żył sobie spokojnie ekskluzywnej dzielnicy w Alei Przyjaciół w Warszawie.

Jednak nie przedłużając przejdźmy do tematu:



"HEIMKEHR"




 Przykładem skrajnego wręcz antypolonizmu w ostatnich latach, był niemiecki serial wojenny pt.: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie" ("Unsere Mütter, Unsere Väter"). Chciałbym bardzo móc opisać ten film w sposób zupełnie bezstronny, pokazać jak jego autorzy próbują manipulować problemem niemieckiej winy za II Wojnę Światową, jak starają się "podzielić" swą winą z innymi narodami (najchętniej oczywiście tymi środkowo i wschodnioeuropejskimi), oraz jak starają się wybielić Niemcy, czy raczej naród niemiecki, ukazując co prawda niemieckie zbrodnie, ale również pokazując że byli tzw.: "dobrzy Niemcy", którzy nie godzili się na mordy popełniane przez Gestapo i SS (Wehrmacht w tym filmie jest wręcz kryształowo biały, pierwsze sceny pokazują żołnierzy niemieckich jako delikatnych i dobrze wychowanych - choć lekko spanikowanych wojną - chłopaków, którym wcale nie chce się strzelać do Rosjan. Tymczasem w rzeczywistości Wehrmacht, był jedną z najbardziej zbrodniczych organizacji hitlerowskich Niemiec, to właśnie ci "delikatni wrażliwcy" mordowali z zimną krwią zarówno wziętych do niewoli żołnierzy polskich jak i sowieckich, a także ludność cywilną, w tym Żydów i ukrywających ich chłopów).


"OGARNIJ SIĘ! 
MUSIMY ZA WSZELKĄ CENĘ RATOWAĆ ŻYDÓW!" 🤭😀😂🤣😭


 
Ale naprawdę nie da się być zupełnie bezstronnym (choć próbowałem się ku temu zmusić). Nie da się, ponieważ jest to najzwyklejsza, budowana na nieznajomości historii i najprostszych ludzkich emocjach - propagandówka polityczna, której nie powstydziłby się Joseph Goebbels - minister propagandy III Rzeszy. Film ten jest prawie dokładnym odwzorowaniem innej propagandówki z czasów Goebbelsa, filmu "Heimkehr" ("Powrót do ojczyzny"), który trafił na ekrany niemieckich kin w październiku 1941 r. Nim przejdę do jego propagandowej kopii z 2013 r. i opowiem o "Unsere Mütter, Unsere Väter", kilka słów na temat "Powrotu do ojczyzny". "Heimkehr" widziałem w kinie tylko raz. Było to w Niemczech na zamkniętym pokazie z historykiem, który przed projekcją wyjaśniał że film jest stricte propagandowy i wybitnie antypolski, oraz w całości nieprawdziwy (takich słów nie użył, ale tak można było to odebrać). Teraz powiem kilka słów na temat historii jego powstania i pokrótce opiszę treść tego filmu. 

Zaczęło się właściwie od krótkiej notatki w dzienniku z 18 stycznia 1940 r. Pod tą datą szef ProMi (Ministerstwa Propagandy Rzeszy) Joseph Goebbels zanotował: "Himmler opowiada o przesiedleniu Niemców wołyńskich. Robią oni dobre wrażenie pod względem rasowym i mają nadzwyczaj dużo dzieci". Te kilka niewiele znaczących słów, stało się inspiracją dla nakręcenia wielkiego filmu wołyńskiego, mającego być gloryfikacją niemieckich kolonistów na wschodnich rubieżach Polski, oraz niemczyzny w ogóle. Wiadomo że Goebbels rozmawiał na temat przesiedlenia Niemców wołyńskich z Reichsführerem SS Heinrichem Himmlerem, który na przełomie grudnia 1939 i stycznia 1940 r. nadzorował ową akcję przesiedleńczą (przesiedlanie Niemców z "terenów dawnego państwa polskiego", następowało na podstawie umowy niemiecko-sowieckiej z 28 września 1939 r.). W akcji tej brał także udział Hanns Johst, który wrażenia z Polski opisał w książce: "Wołania Rzeszy, echo narodu. Podróż na Wschód w 1940 r." Publikację tę Goebbels zapewne także przeczytał.

Rozpoczęto więc zakrojone na szeroką skalę przygotowania, zatrudniono całą masę wybitnych fachowców i sławnych aktorów. Film miał w założeniu szefa ProMi "udokumentować" ciężkie położenie niemieckich osadników na Wschodzie Europy, oraz ich przywiązanie do niemieckiej ojczyzny, jak również ich niezachwianą wiarę w pomoc i opiekę Führera. Wzorowano się po części na wcześniejszych tego typu produkcjach, jak "Flüchtlinge" ("Uciekinierzy") z 1933 r. w reżyserii Gustawa Ucickyego, z udziałem popularnych wówczas aktorów - Hansa Albersa i Kathe von Nagy. Film opowiadał o ucieczce Niemców z terenów ZSRS, które stało się możliwe dzięki wzorowej wewnętrznej dyscyplinie tamtejszych członków NSDAP, dzięki którym niewinni Niemcy uciekli przed zbrodniczymi bolszewikami. Bardzo podobny w swym przekazie był film z 1935 r. w reżyserii Petera Hagena (a w zasadzie Williego Krausego, który używał pseudonimu "Peter Hagen"). Film pod wdzięcznym tytułem: "Friesennot" ("Niedola Fryzów") z udziałem Friedricha Kaysslera i Ilse Fürstenberg. Film opowiadał o napaści na niemiecką wieś na terenach Związku Sowieckiego, zaatakowanej przez bolszewickich podpalaczy. W filmie mieszkańcom udaje się uciec i przedostać do Persji. Ten film po ataku Niemiec na ZSRS otrzymał nowy tytuł: "Dorf im roten Sturm" ("Czerwony atak na wieś"). 






To właśnie te filmy miały posłużyć za wzór dla "Heimkehr". Reżyserem został twórca "Uciekinierów" - Gustaw Ucicky, autorem scenariusza pisarz Gerhard Menzel (był również autorem scenariusza "Niedoli Fryzów"). I rozpoczęły się zakrojone na ogromną skalę przygotowania do nakręcenia tego filmu. Jako ciekawostkę mogę zdradzić że przy kręceniu tego filmu uczestniczył w charakterze oficera łącznikowego Wehrmachtu, podporucznik Wilm Hosenfeld (znany nam z filmu "Pianista"), Niemiec który później uratuje życie polskiemu kompozytorowi Władysławowi Szpilmanowi. Długo poszukiwano miasteczka w którym można by było nakręcić filmowe sceny. Wreszcie 5 września 1940 r. w pobliżu wschodniopruskiej granicy międzywojennej Polski, znaleziono idealne miejsce. Było to miasteczko Chorzele niedaleko Przasnysza (wcześniej ekipa odwiedziła Mińsk Mazowiecki, Węgrów, Wyszków, Białą Mazowiecką, Brzeziny, Łódź, Kalisz, Poznań i Mrągowo). Zaś dawny gabinet ministra spraw zagranicznych Rzeczypospolitej Józefa Becka w warszawskim Pałacu Brühla, posłużył jako przykład dla scenografa - Waltera Röhriga, dla stworzenia podobnego gabinetu do filmu.

Zdjęcia rozpoczęto z początkiem października 1940 r. Na potrzeby zdjęć zbudowano makietę rynku miejskiego. Jedna z mieszkanek Chorzeli tak oto zapamiętała wizytę ekipy "Wien-Film" w owym miasteczku: "Osoba wysłana przez tak zwane prezydium przeszła się z dzwonkiem przez ulice zapowiadając wizytę artystów z Wiednia, zamierzających kręcić film. Ludność została zobowiązana do stawienia się określonego dnia na rynku (...) z koszykami pełnymi jajek i kurcząt, aby w ten sposób pokazać jak wygląda normalne życie w Chorzelach. (...) Niemcy wybudowali tam prowizoryczny budynek szkoły i zajazdu. Założyli też ogród ze sztucznymi drzewkami owocowymi. Chociaż wtedy była jesień, drzewka stały w kwiatach. W pobliżu dzisiejszego cmentarza wyrósł prowizoryczny most, który miał odgrywać rolę mostu granicznego. Po polskiej stronie mostu domy były zapuszczone i biedne, po niemieckiej piękne i okazałe (...) Polaków nakłoniono do wykonywania normalnych czynności, które zostały przerwane przez nagłe przybycie "polskich żołnierzy". Byli to niemieccy aktorzy w polskich mundurach."




Relacje między mieszkańcami miasteczka a przybyłymi filmowcami układały się raczej pozytywnie, a co najważniejsze, na czas trwania zdjęć przerwano w miasteczku łapanki i wywozy do obozów. Do zdjęć zostali zaangażowani prócz Polaków, także niektórzy Żydzi, choć zostali oni pokazani w filmie (zresztą podobnie jak Polacy) jako nieczuli na niemiecką niedolę, a nawet jako sprawcy gwałtów (jak w scenie w której Polacy wyrzucają wyposażenie niemieckiej szkoły na zewnątrz. Ławki, tablica, globus, a nawet klatka z żywym kanarkiem zostały ułożone w stos, który oblewa naftą młody Żyd, a podpalają jego polscy koledzy). Kadr filmu pokazuje następnie przyglądających się całemu wydarzeniu grupę mieszkańców miasteczka (wśród których są oczywiście zadowoleni brodaci Żydzi).

Wielu Żydów zostało zmuszonych do uczestnictwa w tym filmie. Jako zapłatę dostawali jedynie posiłek, ale i to było wówczas bardzo dużo (pracujący przy filmie Polak zeznał po latach, że pewnego dnia spotkał młodą Żydówkę grającą w jednej ze scen, która w swym fartuchu ukryła kilka kawałków węgla. Po skończonym dniu poszedł za nią i dotarł do niewielkiej chatki, prawie lepianki, w której żyła z mężem i czworgiem małych dzieci. Te kilka kawałków węgla miało posłużyć na ogrzanie rodziny. Gdy kobieta ujrzała mężczyznę, upadła przed nim na kolana, błagając by jej nie wydawał (za kradzież groziła bowiem śmierć dla całej rodziny). Polak dał kobiecie trochę chleba i kawałek kiełbasy, które miał schowane na późniejszy posiłek. Miał tylko tyle. Owym Polakiem był Robert Czerny, po wojnie polski reżyser.

Film przede wszystkim przedstawia polskie okrucieństwo wobec niemieckich mieszkańców miasteczka, ale również (choć dość rzadko) pokazane są "negatywne cechy żydostwa". Jak choćby scena, w której główna bohaterka - Maria Thomas (w tej roli austriacka aktorka, która po wojnie stwierdziła że "została zmuszona" do uczestnictwa w tym filmie - Paula Wessely), spotyka na rynku starego Żyda Salomonsona, który próbuje namówić ją do kupna paryskich koronek. Maria odmawia, mówiąc: "Nie Salomonson, przecież Pan wie że my nie kupujemy u Żydów", lecz Żyd nie ustaje, chwali przy tym "wielkość i uczciwość" narodu niemieckiego, Hitlera nazywa "genialnym człowiekiem", dodaje jednak z żalem, iż nie chce on niczego się dowiedzieć o "biednych Żydach". Maria odpowiada: "Napiszemy mu o tym Salomonsonie" i odchodzi, a Żyd zmienia ton i zaczyna przeklinać Niemców.

Jednak przedstawienie ludności żydowskiej w negatywnym świetle, było niczym w porównaniu z tym, jak pokazano Polaków. Wśród wielu postaci polskich mieszkańców, żołnierzy, policjantów, nie sposób znaleźć choćby jednej, obdarzonej pozytywnymi przymiotami. Pierwszą, szczególnie negatywną postacią, jest polski burmistrz miasteczka. Gdy Maria Thomas udaje się do niego, by upomnieć się o zwrot zarekwirowanej przez policję - niemieckiej szkoły, taka oto nawiązuje się między nimi konwersacja: 

(Bawiący się pejczem burmistrz): "Panno Thomas, Pani jest Polką, korzysta Pani z praw przysługujących polskiej obywatelce", (Maria): "Tak, na tej podstawie zostaliśmy okradzeni?", (Burmistrz): "Polska żywi Panią, posiada Pani polski paszport. Skąd więc twierdzenie że jest Pani Niemką?", (Maria): "Przecież mówię po niemiecku", (burmistrz z ironicznym uśmieszkiem): "Ja w tym momencie też. I co z tego?", (Maria): "Niemiecki jest moim językiem ojczystym. Nasi przodkowie, którzy tutaj przywędrowali, byli Niemcami. Wtedy ten kraj był rosyjski. Czy my, mam na myśli moich przodków, staliśmy się przez to Rosjanami? Nie sądzę, no bo jak?A przecież korzystali oni z praw obywateli Rosji, państwo to ich żywiło, mieli rosyjski paszport". (Burmistrz w gniewie uderza pejczem w stół): "Ten kraj był zawsze polski. Był jedynie przez pewien okres uciemiężony, ale te czasy minęły - absolutnie minęły. Na zawsze. Proszę to sobie uzmysłowić. Wszystko, co znajduje się w obrębie naszych granic, jest polskie. Nie ścierpimy żadnej irredenty. Żadnych zagrażających państwu doktryn o tak zwanej narodowości. Wiemy dokładnie o co tutaj chodzi. Po wydarzeniach w Czechosłowacji..." (następuje hałas na korytarzu. Burmistrz sięga po strzelbę, mówiąc): "Sprowadziła Pani pomoc, aby mnie zastraszyć. To bezczelność i głupota. Presja wywołuje represję". (Do gabinetu wdzierają się miejscowi Niemcy, którym Maria każe wyjść. Burmistrz mówi): "Sądzi Pani, Panno Thomas, że takie demonstracje pomogą w załatwieniu Pani problemu?" (Maria): "Ludzie mieli dobre, a nie złe intencje. Chcę tylko powiedzieć że zastrzegamy sobie dalsze kroki w naszej sprawie".


Prócz burmistrza (który ukazany zostaje jako zdradzający objawy choroby nerwowej), jest również pokazany woźny magistratu - Antek, jako przygłupi germanofob , bezduszny sekretarz wojewody łuckiego, cyniczny polski minister spraw zagranicznych (o wyglądzie Józefa Becka, pełniącego tę funkcję w latach 1932 - 1939), są brutalni polscy policjanci i żołnierze, a także w ogóle cały "polski motłoch" (czyli mieszkańcy miasteczka) nastawiony wybitnie antyniemiecko, o morderczych instynktach. Goebbels chciał, by ukazać Polaków w jak najgorszym świetle, jako ludzi u których okrucieństwo miało tkwić w samej ich naturze. Zresztą Polacy prócz swego okrucieństwa pokazani zostali również jako prawdziwe prymitywy, nieczułe na ludzką (oczywiście niemiecką) krzywdę, czego dobitnym przykładem jest scena, podczas której grupa "polskich wyrostków" strzela do przejeżdżającego bryczką dr. Thomasa (oczywiście Niemca, ojca Marii), co doprowadza go do utraty wzroku. Równie odpychającą sceną jest ukamienowanie Marthy Launhard, której grupa "polskich troglodytów" ściąga z szyi wisiorek w kształcie swastyki. Następnie zarzucenie sieci na przewożonych w odkrytej ciężarówce miejscowych Volksdeutschów, oraz próba ich wymordowania przez odhumanizowanych polskich żołnierzy w więziennej piwnicy, przy użyciu karabinu maszynowego.




W miejscowym kinie, również ukazany został przykład "polskiego zezwierzęcenia", gdy podczas projekcji filmowej słychać polski hymn, wszyscy widzowie powstają z miejsc i śpiewają Mazurka Dąbrowskiego. Jedynie Maria, jej narzeczony (dr. Mutius) i przypadkowo spotkany znajomy tej dwójki, miejscowy Niemiec (ubrany w mundur Wojska Polskiego w związku z zarządzoną mobilizacją) stoją w zupełnym milczeniu ze spuszczonymi głowami, co jedynie powoduje agresję wśród Polaków, którzy krzyczą aby: "wymordować te przeklęte niemieckie świnie". Wkrótce dochodzi do bójki która przemienia się w lincz, w wyniku którego ciężko ranny zostaje dr. Mutius. Marie błaga wszystkich (polskich policjantów, sekretarza wojewody i wreszcie sanitariuszy w polskim szpitalu), do udzielenia pomocy pobitemu Niemcowi... bezskutecznie. Marie, wraz z ciężko rannym dr. Mutiusem, zostaje wyrzucona ze szpitala. Na ulicy narzeczony Marie umiera przy widocznym zadowoleniu żydowskiej gawiedzi.  

Wreszcie wszystkich miejscowych Niemców (z Marie na czele) zamyka się w lochach polskiego więzienia, gdzie zrezygnowani oczekują na śmierć. Otuchy dodaje im właśnie Marie Thomas, która wygłasza wizjonerski monolog o niewzruszonej więzi z niemiecką ojczyzną. Marie mówi: "Bo przecież nie tylko żyjemy niemieckim życiem, ale również umieramy niemiecką śmiercią. I jako umarli pozostajemy Niemcami i stajemy się częścią Niemiec, niczym skiba ziemi pod zasiew ziarna dla wnuków, a z naszego serca wyrasta winna latorośl w stronę słońca". Dzięki tym słowom miejscowi Niemcy nabierają ekstatycznego uniesienia, które przerywa... pojawienie się samolotów z czarnymi krzyżami na skrzydłach, bombardujących Łuck. Przybywają też niemieckie czołgi, które rozwalają bramę miejscowego więzienia, podczas gdy polscy żołnierze i policjanci rzucają się do panicznej ucieczki. Niemcy zostają uratowani i nareszcie mogą... zjednoczyć się z Hitlerem. Zresztą Goebbels rozpływał się w pochwałach nad tym filmem, mówiąc: "Film jest wstrząsający i wzruszający zarazem. Stanowi wychowawczą lekcję dla całego narodu niemieckiego (...) A scena w piwnicy polskiego więzienia, jest według mnie w ogóle najlepsza ze wszystkich, jaką kiedykolwiek nakręcono".

"Heimkehr" był pokazywany z niezwykłą pompą we wszystkich niemieckich kinach i również promowany za granicą (we Włoszech oraz w okupowanej przez Niemców Holandii i Francji). Otrzymał też wiele nagród, z tytułem: "Filmu Narodu", przyznawanym przez szefa ProMi (czyli oczywiście Goebbelsa). Sam reżyser otrzymał osobiście od Goebbelsa - 115 tys. reichsmarek, oraz "pierścień honorowy niemieckiego filmu", pozostali aktorzy otrzymali dużo mniejsze sumy. Ale na tym nie koniec, Joseph Goebbels był tak zadowolony z tej swojej propagandówki, że zaprosił całą ekipę filmową do swej luksusowej rezydencji, położonej na półwyspie Schwanenwerder na jeziorze Wannsee. 

Na ziemiach polskich okupowanych przez Niemców, pierwszą projekcję tego filmu wyświetlono 26 października 1941 r. w Krakowie, w drugą rocznicę ustanowienia na ziemiach polskich Generalnego Gubernatorstwa. Podczas tej projekcji, była obecna cała ekipa filmowa, którą nazajutrz generalny gubernator Hans Frank zaprosił na Wawel. Jak reagowała na ten film ludność niemiecka? Dziś trudno jest opisać prawdziwe reakcje, gdyż obowiązywał przykaz entuzjastycznej akceptacji i pochwał, jednak w dzienniku Aleksandra Hohensteina (niemieckiego komisarza kilku gmin w okolicach Pabianic w latach 1940 - 1942) znalazły się dość ciekawe informacje nie tylko o samym filmie, lecz przede wszystkim o jego odbiorze, które Hohenstein ukazuje jako... dopiero czekające Niemców w przyszłości, za ich zbrodnie. Oto one (cytuję fragmenty): 


"To osobliwe siedzieć między Polakami i widzieć na ekranie wybuchy nienawiści tych samych Polaków, słyszeć ich pieśni bojowe. Przyjęliśmy ten film z mieszanymi uczuciami. Wydało mi się, że oto pokazano nasz przyszły los. Czy nie jest wielką niezręcznością dawać do obejrzenia nam, którzy muszą żyć w takiej samej strefie zagrożenia, tego rodzaju materiał? Oglądamy przecież ten "film" inaczej niż szukający rozrywki mieszkańcy Rzeszy, którzy egzystują z dala od zasięgu kul. Inaczej, bo większość spośród widzów - Niemców zagranicznych - odczuła to wszystko na własnej skórze. Jeszcze nie całkiem zabliźnione, często głębokie rany zostały znowu rozdarte (...) Być może w sposób niezamierzony, film ten zwrócił uwagę na poważne zagrożenie ich sytuacji życiowej. Nie nazywając rzeczy po imieniu, pokazano groźbę politycznej eksplozji w przyszłości. Powstania narodowe Polaków są całkowicie prawdopodobne, to wynika z polskiej historii (...) A może chciano za pomocą tego filmy, pobudzić w Kraju Warty nowe wybuchy nienawiści przeciwko Polakom? Byłoby to nieodpowiedzialne, gdyż każda presja ma swoje konsekwencje, również o charakterze moralnym. Od czasu kiedy tu urzęduję, zwalczam słowem i przykładem przejawy politycznej nienawiści, zabiegam o wzajemne zrozumienie grup etnicznych, o duszę każdego człowieka bez względu na jego pochodzenie narodowe. Czynię to świadomie wbrew stanowisku partii. To, co zbudowałem w ciągu miesięcy, ten film może zniszczyć w ciągu godzin. Widziałem na sali Polaków, mimo zakazu wstępu dla nich, a także tak zwanych Volksdeutschów, którzy są tak spolonizowani, że mogli w filmie zrozumieć jedynie polskie pieśni i zdania wypowiadane w tym języku. Jest dla mnie jasne, w którą stronę ci ludzie się zwrócą, jeśli staną przed alternatywą polityczno-narodową. Podobnie jak nie mam wątpliwości, że okoliczni Polacy będą już jutro rano znali treść tego filmu i zawarte w nim tendencje. Jeśli nie było zamiaru wzniecania za pomocą tego filmu uczuć nienawiści, to trzeba określić jego projekcję tu, w Kraju Warty, dla niewielkiej mniejszości niemieckiej, egzystującej pośród tak bardzo uciemiężonej ludności polskiej, mianem politycznej nieodpowiedzialności, która może przynieść gorzkie, krwawe owoce (...) Biada nam, jeśli mielibyśmy znowu przegrać światową wojnę".


Jednak wielu innych Niemców reagowało na ten film zupełnie inaczej, biorąc go za absolutną prawdę, żądając zaostrzenia kursu wobec ludności polskiej, a w Płocku po emisji filmu urządzono prawdziwy pogrom Polaków, zabijając kilkanaście osób.

W filmie tym wystąpili również polscy, przedwojenni aktorzy, których do obsady ściągał Igo Sym (syn Polaka i Austriaczki, po 1918 r. osiedlił się w Polsce, gdzie zdobył niesamowitą popularność jako aktor, amant i symbol seksu - był niezwykle przystojny. Po niemieckim ataku na Polskę, Sym zgłosił się do Straży Obywatelskiej i pomagał przy kopaniu rowów przeciwlotniczych. Jednak już po upadku stolicy i klęsce poniesionej w walce z niemieckim i sowieckim najeźdźcą, Sym bardzo szybko ujawnił się jako Volksdeutscher. Stał się z nadania niemieckich władz okupacyjnych - dyrektorem teatrów warszawskich, wyjątkowa szuja i konfident, wydawał w ręce Gestapo polskich aktorów podejrzewanych o kontakty z Podziemiem Niepodległościowym. Wreszcie wydany został na niego wyrok śmierci podziemnego Wojskowego Sądu Specjalnego. Wyrok został wykonany 7 marca 1941 r. w jego mieszkaniu, przez podporucznika Romana Rozmiłowskiego, będącego w towarzystwie jeszcze dwójki innych podoficerów w cywilu. Po jego śmierci Niemcy rozpętali w Warszawie krwawe represje, zabijając 21 osób - w tym dwóch profesorów Uniwersytetu Warszawskiego - w Palmirach. Igo Sym, co wyszło dopiero potem, był niemieckim agentem na długo przed wybuchem II Wojny Światowej).


IGO SYM



Polscy aktorzy byli zastraszani albo przekonywani do udziału w tym filmie pieniędzmi, choć gaże Polaków - w porównaniu z Niemcami - były niezwykle skromne, ale w czasie okupacyjnej rzeczywistości, gdy kostka masła czy kawałek kiełbasy dochodził do niebotycznych cen, przydać mogły się każde pieniądze. W każdym razie podaję listę polskich aktorów, którzy wystąpili w filmie "Heimkehr": Tadeusz Żeński (minister Beck), A. J. Horwath (sekretarz wojewody łuckiego), Józef Kondrat - wuj aktora Marka Kondrata (Antek - woźny magistratu), Michał Pluciński (policjant), Bogusław Samborski (burmistrz wołyńskiego miasteczka), Edward Wejsis (wartownik w polskim więzieniu), Juliusz Łuszczewski (agresywny Polak w kinie), Stefan Golczewski (strażnik polskiego więzienia bijący Niemców), Bolesław Dominiak (strażnik polskiego więzienia), Wanda Szczepańska (bileterka w kinie), Stefania Krokowska (agresywna Polka w kinie) i Hanna Chodakowska oraz Stefania Stoińska (kasjerki w kinie).

Polskie Państwo Podziemne już w końcu marca 1941 r. określiło udział aktorów polskich w tej hitlerowskiej propagandówce jako: "niepojętą wprost obrzydliwość", a w grudniu 1942 r. sąd podziemny nałożył karę infamii (pozbawienia czci) na Bogusława Samborskiego, Józefa Kondrata, Michała Plucińskiego i Hannę Chodakowską za: "czynny udział w nagrywaniu filmu niemieckiego (...) o treści propagandy antypolskiej, połączonej z lżeniem narodu i Państwa Polskiego". Nagana zaś została wymierzona: Pichelskiemu, Dominiakowi, Wesołowskiemu i Grolickiemu za współudział (uczestniczyli jako statyści). Józef Kondrat wyraził skruchę i pragnąc odpokutować swój udział w tym filmie, przyłączył się do oddziału partyzanckiego, Samborski uciekł do Wiednia, a po wojnie przez jakiś czas pozostał we Francji, a potem (najprawdopodobniej) wyjechał do Argentyny. Większość aktorów stanęła dopiero przed sądem już w Ludowej Polsce, po zakończeniu Wojny. Część z nich otrzymała wyroki do 12, 5 i 3 lat więzienia, na dożywocie (zaocznie) sąd skazał Samborskiego, większa część jednak aktorów występujących w tym filmie uniknęła więzienia, a niektórzy (jak choćby Michał Pluciński) wzięli udział w ekranizacji "Krzyżaków" z 1960 r. w reżyserii Aleksandra Forda - Pluciński notabene zagrał tam polskiego rycerza. 





"HEIMKEHR" - TA PROPAGANDÓWKA FILMOWA, OTWIERA LISTĘ ANTYPOLSKICH FILMÓW, KTÓRE ZAMIERZAM ZAPREZENTOWAĆ W KOLEJNYCH CZĘŚCIACH TEJ SERII




CDN.
 

01 września 2026

BYLIŚMY - JESTEŚMY - BĘDZIEMY! - Cz. VI

CZYLI DAWNA POLSKA UCHWYCONA NA
KLISZY APARATU FOTOGRAFICZNEGO






WOJNA OBRONNA
(7-9 września 1939)





GDAŃSK - WESTERPLATTE
KAPITULACJA ZAŁOGI STRAŻNICY WESTERPLATTE
(7 WRZEŚNIA 1939)




GDAŃSK - WESTERPLATTE
MAJOR HENRYK SUCHARSKI 
W OTOCZENIU NIEMIECKICH ŻOŁNIERZY
(7 WRZEŚNIA 1939)




GDAŃSK - WESTERPLATTE
gen. FRIEDRICH-GEORG EBERHARD ODDAJE HONORY
MAJOROWI SUCHARSKIEMU
(7 WRZEŚNIA 1939)




GDAŃSK - WESTERPLATTE
ROZMOWY KAPITULACYJNE
(7 WRZEŚNIA 1939)




GDAŃSK - WESTERPLATTE
NIEMIECKI ŻOŁNIERZ PRZED BRAMĄ 
WOJSKOWEJ SKŁADNICY NA WESTERPLATTE
(7 WRZEŚNIA 1939)




DĘBLIN
NIEMIECKIE BOMBOWCE HEINKEL-HE-111 
NAD MIASTEM
(WRZESIEŃ 1939)




KOMPANIA POLSKICH CZOŁGÓW 7 TP 
W OCZEKIWANIU NA ROZKAZY
(WRZESIEŃ 1939)




STANOWISKO POLSKIEJ ARTYLERII W POLU
(WRZESIEŃ 1939)




Z PAMIĘTNIKA WITOLDA GIEŁŻYŃSKIEGO
(PISARZA I PUBLICYSTY)


 "7 września. Uwaliłem się jak kłoda, ale telefony przeszkadzały spać. Ktoś donosił, że Niemcy już pod miastem. Wpada Aniela z dyżuru: każą wszystkim mężczyznom udać się do kopania rowów! Odmawiam. Jestem przekonany, że nie będzie czym kopać. (Potem dowiedziałem się, że sprowadzono 100 tys. kopaczy na 5 tysięcy łopat.) Około 4-tej zawiadomił nas komendant domu, że wszyscy mają się ubrać, cała ludność ma opuścić Warszawę. Poczęliśmy gorączkowo ubierać się, trzeba iść do dzieci, do Robakiewiczów. Jeśli wyjdziemy z Warszawy osobno, możemy ich już nigdy nie odszukać...
 Biegniemy ciemnymi ulicami miasta. ruch jak w dzień. Ciągną ludzie z tobołkami, wielu prowadzi rowery. Trwoga wieje ze wszystkich twarzy. Przejście z Foksal na Hipoteczną trwa nieskończenie długo. W bramie służąca; dziwi się, że był jakiś rozkaz, bo u nich spokojnie.
 Eksplozje tak liczne i głośne, jakich jeszcze nie było. Robi to wrażenie szturmowania do bram Warszawy. Czy miasto nie jest już wzięte? Może detonacje były wysadzaniem mostów?
 Dzienniki nie wyszły, a przynajmniej nie docierają do naszej kamienicy. Rano uspokaja się, można wyjść na miasto. Tramwai nie ma. Za kurs dorożką po mieście żądają kilkadziesiąt złotych, ale i tak - zajęte. Porozumiewamy się telefonicznie. Najpierwszy telefon do Anieli. Nikt nie odpowiada. Wreszcie ok. 6 wieczorem odzywa się głos w telefonie:
 - Aniela nie żyje. Mówi Karska.Popełniła samobójstwo. Witoldzie, przyjeżdżaj zaraz!
 Jak nieprzytomny lecę...
 Okazało się, że ok. 5 nad ranem, gdy zaczął się ten straszny nalot z bombardowaniem, nie wytrzymały jej nerwy (...) Wanna wypełniona zakrwawioną wodą. Przecięła żyły... Jednak śmierć nie nastąpiła dość prędko. Zarzuciła na siebie koszulę i skoczyła z 4 piętra (...) Skok widzieli ludzie, myśleli że to spada ktoś z aeroplanu...
 Płakałem, płakałem... Ale trzeba przecież pochować, zająć się pogrzebem."
 
 "8 września, piątek. Nie ma ludzi w zakładzie pogrzebowym, nie ma koni. Wreszcie, u Adamskiego na Placu Trzech Krzyży, znajdują się. Zajeżdża karawan pod dom. Ale zaczyna się alarm. Wyprzęgają konie, wprowadzają do bramy. Chowamy się w klatce schodowej. Pospiesznie wynosimy trumnę. Jedziemy kłusem, aby zdążyć przed następnym nalotem...
 Cóż za biedny, mizerny, ubożuchny pogrzeb! Patosu nadawała nam chwila dziejowa, to czekanie nalotu. Nie długo! Ledwie przybyliśmy pod bramę cmentarza ewangelicko-reformowanego - alarm! Karabiny rechotały, grzmiały działa. Kryjemy się w schronie - był to obszerny murowany grób... Ostatnie spojrzenie na trumnę.
 Wyszliśmy na ulicę. Ruch wielki, masa żołnierzy: rannych, zmęczonych, osmolonych, brudnych. Publiczność kupowała jabłka i im rozdawała. W bramach niemal wszystkich domów punkty odżywcze dla żołnierzy, dawano im herbatę, bułki, papierosy, cukierki. Na ulicach ożywienie. Wyodrębniły się dwa żywioły, oba natchnione poczuciem obowiązku, patriotyzmu: jedni wychodzili z miasta w nadziei, że gdzieś wstąpią na ochotnika do wojska... Drudzy pozostawali na miejscu, żeby swą obecnością dokumentować, że tu ich dom. Ci właśnie niosą pomoc żołnierzom. Bardzo potrzebną, bo służby sanitarne szwankują. Jeszcze gorzej z aprowizacją. Tysiące żołnierzy snują się bez przydziału. Pogubili swe formacje, pogubili broń. Biedni, głodni, zastraszeni. Opowiadają o przeżyciach bojowych jak o piekle. Ziało na nich ogniem i żelazem ze wszystkich stron (...)
 Jednak Warszawa ma się bronić. Na czele staje emerytowany generał Czuma, znany z determinacji. Prezydent miasta Starzyński mianowany komisarzem cywilnym i podniesiony do rangi majora. Organizują się bataliony ochotnicze obrony Warszawy, P(olska) P(artia) S(ocjalistyczna) dostarcza wielu ludzi. "Robotnik" jest redagowany w duchu rewolucyjno-patriotycznym, to język Kościuszki i Kilińskiego. (...) Wychodzą też inne pisma - jednostronicowe, dorywcze, lokalne, gdyż PAT (Polska Agencja Telegraficzna) wyjechał i brak wiadomości ze świata. Dziennikarze, którzy pozostali, pragną temu zaradzić; trzeba powołać agencję informacyjną!"

"9 września. Padło kilka bomb w sąsiedztwie naszego domu lub w sam dom: jedna rozbiła mieszkanie i windę, dwie padły tuż pod naszą ścianą na przybudówki, mieszczące aptekę. Huk był ogłuszający, rzuciliśmy się do ucieczki po schodach. Wojtek i Hipek (buldożek francuski) lecieli pierwsi, za nimi Nela, Andrzej, rodzina Robakiewiczów. Ja na ostatku. Już miała Nela wypaść na podwórze, gdy przed samym jej nosem poleciał deszcz szkła z rozbitych szyb. Szczęściem Wojtek przebiegł już podwórze, byłby co najmniej raniony. (...)
 Decydujemy spędzić noc w schronie. Okienka piwniczne zabezpieczone workami z piaskiem. Schron nabity ludźmi. Przeważnie zamożni Żydzi: kupcy, agenci handlowi, bankowcy... Poznosili walizy z cenniejszymi rzeczami, wózki z dziećmi, pościel, rozkładane fotele. Chcą spać najwygodniej. Wszyscy tak zastraszeni, że nie wychodzą nawet z potrzebą naturalną. Dzieci wysadzają na nocniczki. Zgiełk i zaduch nie do wytrzymania.
 Przez całą noc detonacje. To już ostrzeliwanie Warszawy z ciężkich dział. W nalotach zdarzały się przerwy. Kanonada artyleryjska może być ciągła.
 Obrona przeciwlotnicza osłabła. Alarmów nie ma lub następują po niewczasie. Przez radio coraz rzadziej uprzedzają: Nadchodzi... Przeszedł... Nie widać naszych samolotów. Bronią nas tylko karabiny maszynowe, ustawione na wyższych budynkach. Wiele pożarów. Radio wzywa obywateli, aby sami gasili ogień. Ale czym? W szale ewakuacji zabrano nawet Straż Pożarną. Przybyłe z prowincjonalnych miasteczek straże ochotnicze za słabymi pompami nie mogą dać sobie rady.
 
 
 W nocy, o godz. 2:00 7 września rząd Rzeczpospolitej opuścił Warszawę, kierując się na Łuck, zaś Marszałek Śmigły-Rydz przenosi swój sztab do Brześcia nad Bugiem. 
 O godz. 3:00 komunikatem radiowym został odwołany nieprzemyślany apel płk. Umiastowskiego z 6 września, dotyczący opuszczenia Warszawy przez całą ludność (głównie mężczyzn) i podążania na wschód.
 O godz. 4:15 Niemcy przypuszczają kolejny już atak na Polską Składnicę Tranzytową na Westerplatte. Deszcz żelaza i stali, wystrzeliwany z pancernika Schleswig-Holstein, artylerii polowej, moździerzy i bombowców regularnie ostrzeliwujących Składnicę - niewiele daje, atak znów zostaje odparty. Jednak sytuacja garstki obrońców jest dramatyczna. Brakuje nie tylko leków i bandaży, ale już nawet amunicji, a poza tym spora część obrońców jest ranna lub wymęczona nieustanną siedmiodniową walką. Pomimo sprzeciwu kapitana Franciszka Dąbrowskiego, który z bronią w ręku zmusza żołnierza do zerwania białej flagi, wywieszonej na rozkaz majora Sucharskiego - dalsza obrona nie ma już żadnego sensu, przy realnym braku wsparcia Korpusu Interwencyjnego gen. Skwarczyńskiego (który wycofał się na południe), nikt by im nie przyszedł z pomocą, dlatego też walczyli by tak, jak Spartanie pod Termopilami, do śmierci (a mieli wytrzymać tylko dwanaście godzin, wytrwali siedem dni nieustannego ataku, bombardowań i ostrzeliwań z morza, lądu i powietrza). Niemcy sądzili że Westerplatte to twierdza, zbudowana na kształt umocnień Linii Maginota, jakież było ich zdziwienie gdy okazało się że to zwykła składnica wojskowa. Oficerowie niemieccy byli pod wrażeniem bohaterstwa Polaków, czego dowodem był fakt, iż major Sucharski w niemieckim obozie jenieckim otrzymał prawo noszenia przy boku szabli. Kapitulacja Westerplatte nastąpiła o godz. 10:15.




Rozpoczyna się "Wyścig do Wisły". Niemcy są przekonani że Polacy zrezygnują z obrony terenów na zachód od Wisły i skoncentrują się na linii Narew-Wisła-San, dlatego też nakazują by 3, 4 i 8 Armia czym prędzej nacierały w kierunku Warszawy.
Gen. Juliusz Rómmel (dotychczasowy dowódca Armii Łódź) zostaje mianowany dowódcą nowo formowanej Armii Warszawa i obu stojących pod stolicą Armii: Łódź i Modlin. Ok. godz. 14:00 pierwsze czołówki 4 Dywizji Pancernej gen. Reinhardta pojawiają się na rogatkach miasta (Włochy-Okęcie), pewni że z marszu zajmą polską stolicę.
A tymczasem dzieje się coś nieoczekiwanego. Otóż niemiecki wywiad kompletnie przeoczył bardzo silny związek taktyczny (złożony z Armii Poznań i części dywizji Armii Pomorze), stojący na tyłach niemieckiej 8 Armii idącej na Warszawę. Luftwaffe także nie wykryła tegoż zgrupowania, gdyż formacje te przemieszczały się nocą, za dnia odpoczywając. Wkrótce Niemcy przekonają się jak duży popełnili błąd.
 W bitwie pod Iłżą w centralnej Polsce formacje 10 Armii niemieckiej napotykają na duży opór Armii Prusy (3, 12 i 36 Dywizja Piechoty). Przez większość dnia Polacy bronią się przed niemieckimi atakami (2 i 3 Dywizji Lekkiej, zaś po południu przechodzą do natarcia i pod Kotalarką masakrują oddziały 3 Dywizji Lekkiej, zmuszając je do wycofania się.
 O godz. 21:00 sztab Grupy Armii Południe gen. Gerda von Rundstedt'a melduje OKW (Naczelne Dowództwo Wehrmachtu) o zajęciu Warszawy. Wiadomość ta jest fałszywa - miasto nie zostało zajęte.
 
Naczelny Wódz wydał wreszcie zgodę (8 września) na otwarcie magazynów największej polskiej Składnicy Uzbrojenia Nr. 2 ulokowanej na północny-wschód od Dęblina. Przekonały go apele oficerów że żołnierzom kończy się już amunicja oraz zbliżanie się niemieckich oddziałów pancernych do tejże Składnicy. Na jej ewakuację potrzeba by było 3500 wagonów towarowych co w obecnej sytuacji wojennej nie było możliwe. Oddziały polskie przejmują więc jedynie część uzbrojenia (tyle, ile jest im potrzebne w danej chwili) brakuje też czasu na ewakuację całości, więc przychodzi rozkaz zniszczenia Składnicy aby nie wpadła w ręce wroga. Niestety, rozkaz przychodzi zbyt późno i Niemcy zajmują Składnicę.
Sytuacja jest trudna, ale tylko pozornie wydaje się beznadziejna (widok zmęczonych i brudnych żołnierzy oraz ich frontowe opowieści mogą sprawiać takowe wrażenie), ale wojna wciąż nie jest przegrana, a wręcz przeciwnie, w polskim Sztabie Głównym już opracowane są plany wielkiej kontrofensywy, której jednym z elementów jest uderzenie Armii Poznań i Pomorze na tyły 8 i 10 Armii niemieckiej. Nocą z 8 na 9 września Marszałek Śmigły-Rydz rzuca drogą radiową rozkaz: "Słońce wschodzi!" Jest to kryptonim wielkiej kontrofensywy, która ma wypędzić Niemców z już zajętych terenów polskich i wkroczyć do Rzeszy, gdy tylko wojska francuskie przejdą do generalnej ofensywy na Froncie Zachodnim.
 



I się zaczyna. 9 września o świcie do boju rusza 8 polskich dywizji piechoty i 3 brygady kawalerii, które wiążą ze sobą całą 8 Armię niemiecką, część wysuniętych i idących na Warszawę dywizji 10 Armii i jeden korpus z 4 Armii. Zaskoczenie Niemców jest całkowite - myśleli bowiem że na zachód od Wisły nie ma już większych formacji polskich, a tymczasem na ich tyły wychodzą całe dywizje. O godz. 15:00 dowódca 6 Pułku Piechoty, Oberst Reichert melduje: "W okolicy Michałowic, dwa kilometry na wschód od Marynki, kolumna marszowa mego pułku została zaatakowana od tyłu przez przeciwnika w sile około batalionu ze wsparciem wozów pancernych. (...) Boczne ubezpieczenia przeciwpancerne meldują pod Zagajami o pojawieniu się opancerzonych wozów gąsienicowych. Polacy są wszędzie na szerokim froncie na południe od Bzury". Natomiast dowództwo niemieckiego 46 Pułku Piechoty melduje 9 września o godz. 23:00 "Położenie beznadziejne, sztab pułku formuje jeża i wycofuje się. Łęczyca stracona!". Lecz to dopiero początek.
 9 września Bitwa pod Wizną (trwająca od 7 września) weszła w decydującą fazę (Wizny broniło ok. 700 żołnierzy kapitana Władysława Raginisa. Przeciwko sobie mieli potęgę pancerną, złożoną z... 42 200 żołnierzy pod dowództwem gen. Heinza Guderiana, 350 czołgom i wsparciu lotniczemu). Przewaga Niemców wynosiła 40:1 a mimo to nie byli w stanie przez cztery dni przełamać polskiej obrony.




Tego dnia (9 września) późnym wieczorem Niemcy podejmują próbę wtargnięcia do Warszawy od strony Mokotowa. Atak kończy się klęską i Niemcy zostają zmuszeni do odwrotu.
 9 września rozpoczyna się mobilizacja rezerwistów do Armii Czerwonej. Sowieci przygotowują się do tak wyczekiwanego, wspólnego uderzenia z nazistowskimi Niemcami na Polskę.
W Paryżu ambasador Polski - Juliusz Łukasiewicz spotyka się z politykami i generalicją francuską, zapytując kiedy ruszy francuska ofensywa w Nadrenii? Otrzymuje wymijające i niekonkretne odpowiedzi. Tego samego dnia podpisana zostaje również umowa o utworzeniu Armii Polskiej we Francji (początkowo z Polaków mieszkających nad Sekwaną, a potem z tych, którzy przedrą się do Francji z okupowanego kraju).
W Londynie gen. dywizji Mieczysław Norwid-Neugebauer spotyka się z gen. Edmundem Ironside - szefem brytyjskiego Sztabu Imperialnego. Celem spotkania jest zdobycie informacji kiedy alianci przyjdą Polsce z odsieczą na Froncie Zachodnim. Ironside kończy rozmowę przed czasem. Nikt nic nie wie, a tymczasem na polskie miasta lecą niemieckie bomby, giną ludzie, w tym kobiety i dzieci. A do tego Niemcy odznaczają się wyjątkową brutalnością i popełniają pierwsze zbrodnie wojenne zarówno na żołnierzach jak i ludności cywilnej.
 


NIEMCY NA PRZEDPOLACH WARSZAWY
(8 WRZEŚNIA 1939)




WARSZAWA
KOBIETA Z DZIECKIEM PO BOMBARDOWANIU
(WRZESIEŃ 1939)




BYDGOSZCZ - STARY RYNEK
ZAKŁADNICY W OCZEKIWANIU NA EGZEKUCJĘ
(WRZESIEŃ 1939)




BITWA NAD BZURĄ
OFENSYWA POLSKA
(9 WRZEŚNIA 1939)




gen. TADEUSZ KUTRZEBA
DOWÓDCA ARMII POZNAŃ
NAJSILNIEJSZEJ FORMACJI ATAKUJĄCEJ NAD BZURĄ




BITWA NAD BZURĄ
ZNISZCZONY NIEMIECKI CZOŁG I ZABITY ŻOŁNIERZ
(WRZESIEŃ 1939)




PLUTONOWY STEFAN KARASZEWSKI
SAM JEDEN ZNISZCZYŁ SIEDEM NIEMIECKICH CZOŁGÓW, DWA POWAŻNIE USZKODZIŁ I ZABIŁ 11 NIEMIECKICH ŻOŁNIERZY W CZASIE DWUGODZINNEJ, SAMOTNEJ WALKI, OPÓŹNIAJĄC MARSZ CAŁEJ NIEMIECKIEJ DYWIZJI. GDY ZABRAKŁO MU AMUNICJI, WYSADZIŁ SIĘ GRANATAMI W POWIETRZE
(5 WRZEŚNIA 1939)




MSZCZYNÓW
ZNISZCZONY NIEMIECKI CZOŁG
(WRZESIEŃ 1939)





ZE WZGLĘDU NA PRZYPADAJĄCĄ DZIŚ 87 ROCZNICĘ NIEMIECKIEGO ATAKU NA POLSKĘ, PREZENTUJĘ ALTERNATYWNĄ WERSJĘ HISTORII TEJ WOJNY, W KTÓREJ STRONA POLSKA POSIADA SPRZĘT I TECHNOLOGIĘ WSPÓŁCZESNĄ, ŁĄCZNIE Z SAMOLOTAMI F16 I F35 ORAZ DRONAMI. W TAKIEJ SYTUACJI NAJPOTĘŻNIEJSZA ARMIA ŚWIATA, JAKĄ W LATACH 1939 1942/43 BYŁ BEZ WĄTPIENIA WEHRMACHT, SKOŃCZYŁABY TAK






CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...