WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WĘGRY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą WĘGRY. Pokaż wszystkie posty

13 września 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVIII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XIV






POWRÓT DO MANISY
Cz. II



 A teraz znów na moment przenieśmy się na północ, do Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, gdyż właśnie wówczas, z początkiem roku 1447 wielki książę Kazimierz Jagiellończyk rozpoczął przygotowania do wyjazdu do Krakowa i odbycia własnej koronacji. Pomimo faktu że urodził się w Krakowie, w Polsce, język polski był jego pierwszym językiem, a także czuł się Polakiem, to będąc już władcą Litwy od siedmiu lat, związał się z tym krajem znacznie silniej i zanim wyjechał, musiał zabezpieczyć Litwę na wypadek nieprzewidzianych ataków z zewnątrz. W lipcu roku 1445 w bitwie pod Suzdalem poniósł klęskę i dostał się do niewoli Tatarów z Chanatu Kazańskiego wielki książę moskiewski Wasyl II. Moskiewski stolec objął wówczas jego konkurent polityczny, władca Uglicza - Dymitr Szemjaka. Wasyl jednak zebrał olbrzymią sumę na okup za siebie i już w październiku 1445 r. został przez Tatarów uwolniony, a następnie odzyskał Moskwę. W tym czasie 7000 oddział litewski urządził wypad w rejon Kaługi, zmuszając to miasto do zapłacenia okupu, jednocześnie był to ostatni epizod trwającej od 1442 r. wojny litewsko-moskiewskiej (chociaż pokój zawarty został dopiero w roku 1449). Jednak w lutym 1446 r. Wasyl został schwytany przez ludzi Dymitra Szemjaki w soborze sergiuszowskim (Ławra Trójcy Świętej) pod Moskwą, a następnie oskarżony o sprzyjanie Tatarom (zapytano się go: "Dlaczego tak kochasz Tatarów, że oddajesz im ruskie miasta na pożogę i zniszczenie, dlaczego tak cenisz pogan, że oddajesz im chrześcijańskiej ziemie?"). Następnie Wasyl został oślepiony z rozkazu Dymitra Szemjaki z zemsty za utratę jednego oka przez brata Dymitra - Wasyla Kosoja (notabene Kosoj sam sobie wyłupał oko, ale działo się to w trakcie walk z Wasylem II więc on został o to oskarżony), a następnie wysłany wraz z żoną do jednego z klasztorów, gdzie miał dokończyć żywota, zaś Dymitr Szemjaka w lutym 1446 r. został już oficjalnie wielkim księciem moskiewskim. Kazimierz Jagiellończyk uznał jednak ten właśnie moment za dogodny, aby wtrącić się w wewnętrzne sprawy Wielkiego Księstwa Moskiewskiego i zaoferował pomoc obalonemu Wasylowi II (na Litwie organizowano zaciągi dla owego kniazia). Zwolennicy Wasyla złożyli przysięgę obalonemu kniaziowi i w lutym 1447 r. przywrócili go na moskiewski stolec. To całkowicie zmieniło dotychczasową politykę Kazimierza względem Wasyla i tak już 20 lutego 1447 r w Wilnie przyjął on hołd lenny od władcy księst nowosilskiego i odojewskiego nad Oką - Fedora Lwowicza, który miał zabezpieczać granice Litwy przed ewentualnym atakiem Wasyla moskiewskiego. 




Kazimierz - jeszcze przed wyjazdem z Wilna - nadał też bojarom litewskim (2 maja 1447 r.) wszystkie przywileje szlachty polskiej, a przede wszystkim przywilej bezpieczeństwa osobistego, który gwarantował litewskim bojarom iż nie mogą zostać uwięzieni, ani też ich majątek nie może zostać skonfiskowany, dopóki wcześniej sądownie nie udowodni im się winy (prawo "Neminem Captivabimus..." wprowadzone zostało w Koronie Królestwa Polskiego już w roku 1425, ale weszło w życie dopiero w 1430, aczkolwiek po raz pierwszy skutecznie zostało zastosowane w roku 1427 w czasie oskarżenia królowej Sonki o cudzołóstwo. To właśnie wówczas Władysław II Jagiełło zwolnił przebywającego w lochu rycerza Hińczę z Rogowa - oskarżonego o intymne kontakty z królową - właśnie na mocy tego prawa, które tak naprawdę jeszcze wówczas nie weszło w życie, czyli była to królewska dobra wola aby ostatecznie oczyścić królową Sonkę i wszystkich którzy byli w to zaangażowani z zarzutów zdrady). Teraz tym samym prawem mogli cieszyć się bojarzy litewscy. Dodatkowo Kazimierz zniósł również odpowiedzialność zbiorową w sprawach karnych (z wyjątkiem zarzutu zdrady stanu), zwolnił poddanych bojarów z wszelkich opłat na rzecz wielkiego księcia (czyli siebie samego), a także zezwolił bojarom opuszczać Wielkie Księstwo czy to dla szukania sławy rycerskiej, czy też dla zdobywania wiedzy. Kazimierz bowiem pragnął pozostawić po sobie dobrą pamięć wśród Litwinów i uniemożliwić im podjęcie jakichkolwiek prób wyboru innego niż on władcy na wielkoksiążęcy stolec w Wilnie. Następnie Kazimierz Jagiellończyk opuścił Wilno i udał się na swą koronację do Krakowa.




Oczywiście przyjazd nowego króla musiał być odpowiednio przywitany, zatem królowa-matka Zofia (Sonka) Holszańska powitała syna w Sandomierzu, a w Nowym Mieście Korczynie (nieopodal Krakowa) spotkał się Kazimierz z biskupem krakowskim Zbigniewem Oleśnickim i wojewodą Janem Tęczyńskim. 23 czerwca 1447 r. Kazimierz uroczyście wjechał do Krakowa, witany wszędzie radosnymi okrzykami i wiwatami swych przyszłych poddanych (wcześniej jeszcze, przed bramami krakowskiego grodu spotkał się z prymasem Wincentem Kotem i innymi biskupami Korony, a także władzami Akademii Krakowskiej). Król najpierw udał się do Katedry Wawelskiej (którą następnie hojnie obdarował), gdzie modlił się wraz z poddanymi w intencji pomyślności swego panowania. Towarzyszyła mu tam matka, która ledwie co mogła ukryć radość z powodu powrotu syna do kraju i jego koronacji. Nad drugi dzień (24 czerwca) zjechali się do Krakowa książęta mazowieccy - Bolesław i Władysław, oraz czterech książąt śląskich. W orszaku króla z Litwy przybyli zaś stryj Kazimierza - Świdrygiełło, wujowie ze strony matki - Wasyl Krasny Drucki i Jurij Diemianowicz Holszański, a także krewny ojca - Wasyl Olelkowicz - książę kijowski. Sama koronacja królewska odbyła się 25 czerwca, a dokonał jej biskup gnieźnieński i prymas Polski - Wincenty Kot. Obecni byli także biskupi krakowski, włocławski, płocki i kamieniecki, a także arcybiskup Lwowa. W czasie tej koronacji po raz pierwszy pewne funkcje w otoczeniu monarchy pełnili także ludzie świeccy, jak choćby kasztelan krakowski który trzymał koronę na złotej tacy, wojewoda krakowski trzymał berło, wojewoda poznański królewskie jabłko, a wojewoda sandomierski Szczerbiec - miecz koronacyjny królów polskich (legenda głosi że jego wyszczerbienie wzięło się od uderzenia nim w Złotą Bramę kijowską przez króla - choć jeszcze nie koronowanego - Bolesława I Chrobrego w roku 1018, ale jest to tylko piękna legenda, tak naprawdę ów miecz powstał znacznie później). Ceremonia przebiegła wyśmienicie, aczkolwiek astrolodzy stwierdzili że koniunkcja planet jest niesprzyjająca i że koronacja odbyła się w "złym dniu", ale tego już nie można było cofnąć (😉). Kazimierz - nowy król Polski (w chwili koronacji miał 20 lat, jego matka zaś około 40) - spędzał teraz kolejne dni praktycznie jedynie w towarzystwie matki. Wspólnie wyjeżdżali na przejażdżki i na polowania i w ogóle spędzali w swoim towarzystwie mnóstwo czasu. Ale Kazimierz musiał wracać do Wilna, i tak też się stało w kilka tygodni po jego koronacji, ponownie opuścił matkę, Kraków i swoich polskich poddanych (Sonka powiedziała że wkrótce odwiedzi go w Wilnie, aczkolwiek nie lubiła tam jeździć - chociaż z pochodzenia była Litwinką. Być może głównym powodem tej niechęci był fakt, że w Wilnie trudno jej było utrzymać ogromny dwór jaki posiadała i jaki ze sobą wszędzie zabierała).


KRÓLOWA-MATKA 
ZOFIA (SONKA) HOLSZAŃSKA





A tymczasem (jak już wspominałem w poprzedniej części) w Dimotyce (czyli już po europejskiej stronie cieśnin dardanelskich) niewolnica imieniem Gulbahar (najprawdopodobniej była chrześcijanką z Albanii, a potem już jako niewolnica i konkubina następcy tronu Mehmeda Celebiego musiała przyjąć islam) w grudniu 1447 r. powiła syna, któremu następnie nadano imię Bajazyd (na cześć pradziada Mehmeda - Bajazyda I Błyskawicy). Skoro już zimą 1447 r. (czyli w roku po oddaniu władzy w ręce swego ojca Murada II) Mehmed Celebi przebywał po europejskiej stronie cieśnin, to znaczy że ojciec wydał mu taki rozkaz (sam z pewnością nie opuściłby Manisy, narażając się na gniew sułtana). Rzeczywiście, Murad przygotowywał się do kolejnej wyprawy (po rozbiciu Związku Peloponeskiego w latach 1446-47 i ponownemu podporządkowaniu sobie Attyki, Tebajdy, Lokrydy i oczywiście z samego Peloponezu - rządzonego przez Konstantyna Paleologa, o czym pisałem już w poprzedniej części), tym razem przeciwko Albanii, w której coraz większe postępy czynił Jerzy Kastriota z Amathii - dawny poddany a nawet osmański żołnierz, teraz zwany Skanderbegiem - przywódcą i ojcem wszystkich Albańczyków, który za punkt honoru postawił sobie wypędzenie Osmanów ze swych rodzinnych ziem). Prawdopodobnie obecność Mehmeda w Dimotyce była związana z transportem miedzi i cyny oraz ludwisarzy z Anatolii, których nakazał mu ściągnąć ojciec do spodziewanej kampanii albańskiej, ale zapewne już latem 1448 r. Mehmed Celebi ( wraz ze swoją ukochaną, matką jego syna) powrócił do Manisy. Ale w tym właśnie czasie pojawiło się inne niebezpieczeństwo - północne. Odżyły bowiem Węgry, które teraz pragnęły pomścić klęskę, zadaną im cztery lata wcześniej przez Osmanów pod Warną, i na tym właśnie musiał skupić się sułtan Murad.




Fryderyk III Habsburg, król Niemiec i książę Styrii, Karyntii i Karnioli w dalszym ciągu nie zezwalał na wyjazd 8-letniego wówczas Władysława Pogrobowca na Węgry, aby tam mógł wreszcie zasiąść na tronie (gdzie oczekiwano jego przybycia w coraz większą determinacją i niepokojem). Od Sejmu z roku 1446 pełna regencja w czasie nieobecności króla w kraju, została skupiona w rękach wielkiego magnata Jana Hunyady'ego, który już w roku 1447 zapewnił sobie prawo wyłącznego administrowania dochodami królewskimi i ściągania dochodów królewskich. Wszystko bowiem teraz było postawione w kierunku odtworzenia armii i pomszczenia klęski warneńskiej i rzeczywiście, uniezależniając się (a przede wszystkim finansowanie nowej armii) od kaprysów wielkich baronów, Hunyady stworzył potężną armię zaciężną, złożoną w ogromnej większości z Polaków, Czechów i Niemców, natomiast Węgrów było tam niewielu. Od kierowania tą armią odsunął również magnatów węgierskich, a ułatwiała mu to deklaracja złożona jeszcze na Sejmie roku 1446, iż sam ma dbać o finansowanie armii i obronę państwa. Oczywiście oprócz silnego wojska warto również mieć sojuszników, i o to też starał się Jan Hunyady, ale na tym polu nie odniósł większych sukcesów (Europa była zmęczona kolejnymi nawoływaniami do odepchnięcia zagrożenia osmańskiego, a także przerażona konsekwencjami, jakie chociażby przyniosła Warna). Jako swego sojusznika widział Hunyady despotasa Serbii Jerzego Brankovicia (ojca sułtanki Mary), tym bardziej że w tym właśnie czasie zaręczył on swego syna Władysława Hunyady'ego z wnuczką Brankovicia - Elżbietą, ale wsparcia nie uzyskał. Na jego apel o wspólną wyprawę krzyżową przeciw Osmanów, Branković odpowiedział już nie dysponuje odpowiednimi siłami, a jak sądzi również Hunyady nie dysponuje wojskiem zdolnym oprzeć się potędze Murada II, dlatego lepiej nie drażnić lwa, bo konsekwencje mogą być tragiczne (Branković obawiał się, że jeśli zerwie dobry układ jaki obecnie ma z Muradem, to ponownie utraci Serbię, a tego nie chciał; tym bardziej że był już stary i wolał stabilizację niż ciągłe ucieczki i szukanie nowych sojuszników oraz walki o odzyskanie dawnego władztwa. Po co walczyć, skoro można na stare lata grzać zreumatyzowane stopy przy kominku 🥴).




Signora również odrzuciła apel Hunyady'ego o przyłączenie się do krucjaty anty-osmańskiej. Wenecja niedawno przecież zawarła dobry układ polityczno-handlowy z Muradem (o czym pisałem w poprzednich częściach), po co więc miałaby teraz psuć sobie dogodną umowę handlową jakąś zawarła, tylko żeby znowu przelewać krew w niepewnej wojnie. Zdeterminowany Jan Hunyady pisał listy nawet do Alfonsa V - króla Aragonii, Sycylii i Neapolu (w tym ostatnim kraju panował jako Alfons I). Ten, chociaż wspierał finansowo i politycznie Skanderbega w Albanii, to jednak sam nie zamierzał angażować się w krucjatę anty-osmańską. Pozostał jeszcze autorytet papieża, a w marcu 1447 r. nowym papieżem (po śmierci z końcem lutego Eugeniusza IV) został wybrany na konklawe Toskańczyk - 50-letni Tomasso Parentucelli/Mikołaj V, który kapelusz kardynalski otrzymał zaledwie trzy miesiące przed swym wyborem na papieża. O ile Eugeniusz IV zamierzał przywrócić majestat papiestwa oraz jego potęgę (między innymi dlatego angażował się w wyprawę Władysława Jagiellończyka przeciwko Osmanom) o tyle Mikołaj V nie był człowiekiem miecza, a raczej humanistą rozmiłowanym w pięknie antyku i jego twórcach. Od walk w obronie wiary Chrystusowej, wolał zacisze własnych komnat, gdzie wertował dzieła Cycerona, Seneki czy Wergiliusza; A poza tym na własnym podwórku w samym Rzymie miał wiele innych problemów (jak choćby konflikt z królem Aragonii Alfonsem V, gdzie wojska neapolitańskie praktycznie stały pod Rzymem, a także problem wewnętrzny z niejakim Stefano Porcaro - republikaninem który nawoływał lud do wygnania papieży z Rzymu i odnowienia Republiki Rzymskiej). Papież więc również nie zamierzał przyjść z pomocą Hunyady'emu. Nowy papież oczywiście twierdził że jak najbardziej popiera szczytną misję wyprawy krzyżowej przeciwko niewiernym Osmanom i ogłasza dyspensę dla wszystkich, którzy wezmą w niej udział, a także Marcin V nadał Hunyady'emu tytułu księcia, ale poza tym nie było żadnego wsparcia, nawet finansowego. W swym gorzkim liście, jaki wówczas Hunyady napisał do papieża, twierdził że jeśli ma zasłużyć na miano księcia Stolicy Piotrowej, to musi uzyskać realne wsparcie w walce z niewiernymi, bo inaczej ów tytuł nic nie znaczy, odpowiedzi nie było.




Mimo to w połowie września 1448 r. Hunyady postanowił rozpocząć nową wojnę z Osmanami (z 8 września datowany jest jeszcze jego list do papieża Marcina V, gdy stał w Kovinie nad Dunajem naprzeciw Belgradu. Despotes Serbii Jerzy Branković już wcześniej ostrzegł sułtana Murada że do takiej inwazji dojdzie (wolał bowiem się ubezpieczyć i na wypadek gdyby - jak sądził - Turcy znów okazali się zwycięzcy, to jego czyn zostałby uznany przez sułtana za przyjacielski, a co za tym idzie, zdobyłby sobie względy Murada i utrzymał władzę). Wojsko Hunyady'ego (złożone głównie z Polaków, Czechów i Niemców w liczbie ponad 24 000 żołnierzy piechoty i jakiś 7000 jazdy) wkroczyło do Serbii, którą traktowano jak kraj nieprzyjacielski, przez co łupiono i palono wsie oraz miasteczka. Po drodze dołączyło jakieś 8000 zbrojnych, wysłanych przez hospodara Wołoszczyzny  -Władysława II. 17 października 1448 r. (po trzech tygodniach od wymarszu) rozłożył się Hunyady obozem na Kosowym Polu w Serbii, gdyż tam właśnie drogę zastąpił mu ze swą armią Murad II (Kosowe Pole zostało zapewne celowo wybrane przez Turków jako miejsce bitwy, gdyż w 1389 Turcy rozbili tam wojska serbskie, czyniąc z Serbii poddaną sobie ziemię). Teraz obie strony szykowały się do ostatecznej bitwy.


CDN.
 

23 sierpnia 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVI

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XII


MURAD II




PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. XI



 Rozmowy na temat zawarcia nowego traktatu handlowego z Wenecją (prowadzone przez wysłannika Signorii, bogatego kupca z Pery -Aldovrandino de'Giusti) trwały pełną parą i już 23 lutego 1446 r. zawarty został nowy traktat pokojowy, który pozwalał Wenecji wrócić do intratnego handlu z Imperium Osmańskim. Był on tak naprawdę powtórzeniem traktatu zawartego przez Serenissimę z ojcem młodego sułtana Mehmeda II - Muradem II 4 września 1430 r. - czyli 15 lat wcześniej. Jedyną różnicą zawartego obecnie traktatu, był brak zapisu o specjalnych "podarkach", jakich sułtanowi miała zapłacić Wenecja, oraz zapis że ów traktat musi również zatwierdzić "Sułtan Azji", czyli przebywający na swoistych wakacjach w Manisie Murad II (co oznaczało że Wenecja ubezpieczała się na wypadek utraty władzy przez Mehmeda II i powrotu na tron jego ojca, co też wkrótce nastąpiło). Był to bodajże jedyny znany nam traktat, zawarty z Imperium Osmańskim w pierwszym okresie rządów Mehmeda II. W każdym razie młody sułtan nie miał łatwo. Liczył sobie już co prawda lat 14 ale otoczenie, jakie pozostawił wokół niego ojciec, było mu w dużej mierze niechętne, a przynajmniej nie widziało w młodym chłopcu dobrego i skutecznego sułtana. Ów traktat z Wenecją, w którym zabrakło stwierdzenia iż Wenecja musi zapłacić sułtanowi "upominki", w zamian za zgodę na jego zawarcie, były dla wielu tego dobitnym przykładem. Szczególnie niechętny wobec Mehmeda II był wielki wezyr Chalil pasza, który słał listy do Manisy, krytykujące młodego sułtana za najróżniejsze jego przedsięwzięcia (a również za ich brak). Mehmed też chciał się pozbyć Chalila - którego uważał za zły cień swoich rządów - i stopniowo ograniczał jego władzę. To zapewne spowodowało, że Chalil pasza w jednym ze swych listów wezwał Murada II do powrotu do Adrianopola i ponownego objęcia władzy. Muradowi jednak nie śpieszyło się do powrotu z owych wakacji, w Manisie bowiem odpoczywał w otoczeniu swoich niewolnic i konkubin, zbudował tam nowy pałac (który ukończony został właśnie ok. 1446 r.) i odpoczywał, przede wszystkim odpoczywał, relaksując się w swoich komnatach, ogrodach, czy nad brzegiem Morza Egejskiego. Nie uważał też że państwo jest w dramatycznej kondycji (jak sugerował w swych listach Chalil pasza), aby musiał osobiście interweniować.




Dopiero 5 maja 1446 r. sułtan Murad II opuścił Manisę na zawsze (i już nigdy do niej nie wrócił), z zamiarem powrotu do Adrianopola i ponownego przejęcia władzy. Zaczynało się jednak lato, więc sułtanowi nie śpieszyło się do stolicy, zatrzymał się więc na odpoczynek naprzeciw wyspy Lesbos, gdzie spędził kilkanaście dni (m.in. mocząc stopy w Morzu Egejskim). Następnie ruszył do Brusy, gdzie też poświęcił meczet swego imienia. W tym czasie sułtan Murad II nie był informowany o wyjeździe ojca z Manisy i jego planie powrotu do Adrianopola, wielki wezyr Chail pasza (i inni wezyrowie) zadbał o to, żeby młodzian dowiedział się o tym jak najpóźniej (obawiano się zapewne że Mehmed spróbuję zachować władzę i rozpocznie wojnę domową z własnym ojcem), ale postępowanie Murada im tego nie ułatwiało. Ten bowiem gdzie tylko mógł zatrzymywał się już nie na kilka czy kilkanaście dni, ale wręcz na tygodnie, co było trudne do utrzymania w tajemnicy. W samej Brusie siedział co najmniej dwa miesiące (jego testament który tam wystawił, ogłoszony został 1 sierpnia 1446 r.). W swoim testamencie muradę drugi nakazywał, że po jego śmierci należy pochować jego ciało w bliskiej odległości (0,68 m.) grobu jego ukochanego syna - Alaeddina Alego i że sułtan nie życzy sobie aby ktokolwiek inny z jego rodziny spoczął obok niego. Nakazał również aby jego ciało pochowano do ziemi, a nie wystawiono w trumnie w specjalnej sali (jak to było w osmańskim zwyczaju w przypadku pochówku władców lub wielkich wezyrów), "Niechaj deszcz kropi z łaski Bożej nade mną" - jak dodawał w testamencie sułtan Murad. Nakazywał jednak wokół jego grobu wznieść odpowiednią altanę, gdzie można by było sobie usiąść i w spokoju czytać Koran. Zaznaczał też że gdyby zmarł gdzie indziej poza Brusą, to należy jego ciało przewieźć właśnie tutaj i polecił aby przybyło ono do miasta w czwartek a zostało złożone do grobu w piątek. W tym czasie w Brusie świadkami ogłoszenia owego testamentu byli trzej wezyrowie: wielki wezyr Chalil pasza, Serudża pasza oraz Ishak pasza (co oznacza że wcześniej musieli oni opuścić Adrianopol, a to też oznacza że młody Mehmed II musiał już wiedzieć, że ojciec zbliża się do stolicy).




Mehmed oczywiście nie zamierzał się bronić, ani też podejmować konfrontacji z ojcem. Wiedział bowiem że - po pierwsze ma zbyt nikłe poparcie (praktycznie nie popierał go nikt z administracji sułtańskiej w Adrianopolu, a także janczarzy byli mu niechętni, gdyż widzieli w młodym i nieco ponurym chłopcu nadętego buffona, co jawnie kontrastowało z dosyć pogodnym i przystępnym nastawieniem jego ojca), a po drugie zapewne nie zamierzał toczyć walki o władzę z własnym ojcem. Ale był jeden szczegół, który pozostał w owym chłopcu bardzo silny od tamtych dni, a mianowicie ogromna niechęć do wielkiego wezyra Chalila paszy, którego uważał za głównego spirytus movens swojego upadku. Chalil pasza był otwarcie znienawidzony przez Mehmeda i ostatecznie po jego powrocie do władzy będzie musiał pożegnać się z życiem, był bowiem obwiniany o wszystkie niepowodzenia, jakie młody sułtan miał - w swoim mniemaniu - doświadczyć. Murad II wkroczył do Adrianopola we wrześniu 1446 r., witamy entuzjastycznie zarówno przez janczarów jak i lud stolicy. Jednak pierwotnie nie przybył do Pałacu sułtańskiego, a zatrzymał się w domu z Serudża paszy (czyżby obawiał się jakiejś kontrakcji ze strony swego syna?) i dopiero potem objął władzę sułtańską. W tym czasie wymyślono też bajeczkę, jakoby Chalil pasza wysłał wcześniej młodego Mehmeda na polowanie, a w tym czasie Murad wkroczył do stolicy i objął pełnią władzy. Nie ma na to żadnego potwierdzenia w źródłach, wydaje się więc że jest to zmyślona historia, mająca podkoloryzować powrót Murada do władzy. W każdym razie jego syn nie stawiał żadnego oporu, pokornie oddał władzę i w otoczeniu kilku wiernych sobie ludzi opuścił stolicę i wyjechał do Manisy (gdzie też zamieszkał w nowym pałacu, wzniesionym niedawno przez swego ojca). Tak oto stary-nowy sułtan wrócił ponownie do władzy.




W tym czasie Imperium Osmańskie było bezpieczne zarówno od strony Węgier, jak i Europy (gdzie koncepcje krucjatowe papieża Eugeniusza IV po klęsce pod Warną, rozpłynęły się jak sen złoty Salomei 😉). Tymczasem w Budzie drobna szlachta węgierska i przedstawiciele miast, jacy zjechali na Sejm zwołany wiosną 1446 r., ostatecznie obaliła rządy rady siedmiu i pełnię władzy przekazała w ręce Jana Hunyady'ego jako regenta, występującego w imieniu młodego króla - Władysława V (Pogrobowca) Habsburga (panującego oficjalnie od swych narodzin w lutym 1440 r. a realnie - choć nieoficjalnie - od listopada 1444 r. i śmierci w bitwie pod Warną Władysława I (III) Jagiellończyka). Król Władysław V nie przebywał wówczas na Węgrzech, gdyż w tym czasie pozostawał w Wiedniu (wraz ze swymi dwoma starszymi siostrami Anną i Elżbietą) na dworze swego stryja, króla Niemiec Fryderyka III Habsburga (który sprawował opiekę nad młodym węgierskim władcą). Negocjacje na temat powrotu króla na Węgry i zwrócenia (zabranej przez matkę Władysława V - Elżbietę Luksemburską) korony św. Stefana, szły niezwykle opornie, gdyż Fryderyk III najpierw żądał aby wypłacono mu dług, jaki wcześniej zaciągnęła u niego nieżyjąca już wówczas Elżbieta Luksemburska i do tego czasu nie zamierzał wysyłać Władysława na Węgry. Trójka rodzeństwa zresztą krótko pozostawała razem, Fryderyk III zabrał bowiem Władysława Pogrobowca do Styrii (a potem wraz z nim wyjechał nawet do Neapolu), dziewczynki zaś pozostały pod opieką opozycji anty-cesarskiej w Wiedniu (na której czele stał m.in. Ulryk Eizinger), gdzie cierpiały biedę i niedostatek. Były one wnuczkami Zygmunta Luksemburskiego - dawnego króla Węgier i cesarza rzymsko-niemieckiego, oraz Barbary Cylejskiej (ta kobieta była bez wątpienia nie wyżytą seksualnie nimfomanką, pewnego razu - na zjeździe w Łucku w 1429 r. - zaproponowała Władysławowi II Jagielle, aby po śmierci swego męża mogła wyjść za jego pięcioletniego wówczas syna, czyli przyszłego Władysława III Jagiellończyka, który zginął pod Warną. Poza tym odbywała liczne stosunki ze swymi dworakami i rycerzami). Teraz jednak wygląd dziewczynek był więcej niż mizerny, praktycznie przymierały one w Wiedniu głodem. Mimo to Fryderyk III dbał o ich wykształcenie (zajmowała się tym ich piastunka, która była erudytką wielkiej miary i pozostawiła po sobie ciekawe pamiętniki - Helena Kottenerich), czym zajmował się również znany ówczesny humanista Eneasz Sylwiusz Piccolomini (późniejszy papież Pius II, z którym znajomością potem szczyciła się królowa Polski - Elżbieta, czyli jedna z sióstr Władysława Pogrobowca, matka licznego jagiellońskiego potomstwa, w tym chociażby Zygmunta I, przedostatniego władcy z tej dynastii na tronie Polski i Litwy). Siostra Elżbiety (zgodnie z wolą ich matki) została wydana 20 czerwca 1446 r. za księcia saskiego Wilhelma z Turyngii, natomiast sama Elżbieta zaręczona wówczas została z jego kuzynem Fryderykiem.




Tymczasem na sejmie piotrkowskim (który rozpoczął się 30 marca 1446 r.) biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki starał się przepchnąć do tronu polskiego kandydaturę elektora Brandenburgii - Fryderyka II (Żelaznego) Hohenzollerna (jako element nacisku na wielkiego księcia Litwy Kazimierza Jagiellończyka, z którym notabene jeszcze w 1436 r. - zaraz po jej narodzinach - miała zostać zaręczona Elżbieta, siostra Władysława Pogrobowca, ale wówczas nic z tego nie wyszło). Ostatecznie opozycja (na której czele stała królowa-matka Zofia (Sonka) Holszańska - wysunęła wówczas kandydaturę księcia mazowieckiego - Bolesława IV Warszawskiego, co spowodowało że kandydatura wybrańca Oleśnickiego przepadła, zaś Bolesław wybrany został warunkowo, na wypadek gdyby Kazimierz ostatecznie odrzucił polską koronę lub też dalej próbował zwodzić panów polskich co do jej przyjęcia. Bolesław nie stanowił dla Kazimierza żadnego zagrożenia i zapewne jego kandydatura była z nim wcześniej uzgodniona, jednak dalsze zwodzenie Polaków mogło zakończyć się utratą polskiego tronu i objęciem patronatu nad Litwą przez jakiegoś innego władcę, z innej dynastii, być może właśnie Niemca. Należało więc tę sprawę czym prędzej rozwiązać, Polacy co prawda naciskali na szybki przyjazd Kazimierza do Krakowa i jego koronację na króla Polski, zaś Litwini kategorycznie zabraniali mu wyjazdu i przyjmowania polskiej korony, strasząc, iż w takiej sytuacji wybiorą wielkim księciem jakiegoś innego Giedyminowicza. W Koronie zaś za swym synem ostro lobbowała królowa-matka, często odgrywając przed panami teatrzyk, gdy zalewała się łzami, mówiąc, aby po stracie jednego syna nie odpychali od rządów drugiego, czym wzbudzała powszechną litość. W 1446 r. Sonka pojechała nawet do klasztoru sądeckiego, gdzie modliła się w intencji objęcia władzy w Koronie przez Kazimierza i nawet miało tam wówczas dojść do pewnego cudownego uzdrowienia jednego z jej dworzan - co wzbudziło powszechne zaciekawienie. Na zjazdach Wielkopolan w Kole i Małopolan w Korczynie uznano więc, że wybór Kazimierza na króla jest nie tylko najbardziej opcjonalny ale jedyny możliwy, stwierdzono jednak że dalsze uchylanie się od przyjęcia korony nie będzie akceptowane.


KAZIMIERZ JAGIELLOŃCZYK 
(1447 r. miał zaledwie lat 20)



Matka wysłała więc list do syna, do Wilna, w którym pisała (pamiętajmy że Sonka była niepiśmienna, dlatego też mówiąc "pisała", mam na myśli - podyktowała) że jeśli teraz odrzuci koronę lub też będzie szukał wymówek, to utraci ją na zawsze. Radziła więc aby nie tylko ją przyjął ale przyjechał na zjazd, jaki na wrzesień zwołano do Parczewa. Kazimierz odpisał matce (on również był niepiśmienny), że koronę przyjmuje, ale musi mieć jeszcze czas aby rozwiązać sprawy litewskie, bo wraz z uzyskaniem korony Polski nie zamierza tracić litewskiej mitry. O liście Sonki do syna i jego zgodzie na przyjęcie korony wkrótce dowiedziała się cała Polska (najpierw Kraków, potem Poznań), postanowiono więc ponownie wysłać oficjalne poselstwo do Wilna, które tym razem zaproponuje koronę polską Kazimierzowi bez możliwości jej oficjalnego nieprzyjęcia lub też szukania innych wymówek. Litwini jednak, gdy przybyło polskie poselstwo, kategorycznie zabronili Kazimierzowi wyjazdu do Parczewa, obawiając się, że tam już oficjalnie przyjmie on polską koronę (nie chcieli bowiem utraty uzyskanej w 1440 r. przez Litwę suwerenności na rzecz ponownego związku z Koroną). Wielki magnat litewski Jan Gasztoud otwarcie wręcz ośmielił się zwrócić do Kazimierza, że jeśli pojedzie do Parczewa to już nie wróci do Wilna jako wielki książę, gdyż w jego zastępstwie wybiorą Michała Zygmuntowicza. Tak więc gdy zjazd parczewski się rozpoczął (we wrześniu 1446 r.) książę Kazimierz nań... nie przybył. Było to niesłychane, królowa-matka obawiała się że tym sposobem Kazimierz otwarcie utraci polski tron, ale wkrótce dowiedziano się że Kazimierz wyjechał z Wilna i jest w Brześciu Litewskim, ale do Parczewa nie przyjedzie. Kazimierz (poprzez swoich posłów) twierdził, że zaprasza wszystkich uczestników zjazdu parczewskiego do Brześcia, ale polscy panowie obawiali się tam przybyć, ze względu na możliwość litewskiej zasadzki. Tym bardziej że warunki Litwinów opierały się jedynie na obopólnym sojuszu dwóch państw bez podległości Litwy Koronie, oraz na pozostawieniu w granicach Wielkiego Księstwa Wołynia i Podola, tak jak było za Witolda. Polacy odrzucili te warunki jako niedorzeczne i dlatego też obawiano się przyjazdu do Brześcia.




Ostatecznie wysłano więc tam zaledwie reprezentację, która jednak - wobec niezwykle niechętnego stanowiska Litwinów co do polskich zamierzeń wobec Wielkiego Księstwa - jedynie zaproponowała Kazimierzowi polską koronę, którą on przyjął, ale wszystkie inne sporne sprawy pozostały nie uzgodnione i zostawione "na przyszłość". 17 września 1446 r. Kazimierz oświadczył że w swojej osobie łączy "w bratni związek" Koronę Królestwa Polskiego i Wielkie Księstwo Litewskie (rozumiane jako dwa odrębne państwa, od siebie niezależne), że będzie ich bronił przed nieprzyjaciółmi, że 25 czerwca 1447 r. odbędzie w Krakowie koronację królewską i że potwierdza wszystkie dotychczasowe przywileje szlachty, zarówno w Koronie jak i na Litwie. Polscy posłowie złożyli oficjalne oświadczenie, że nie będą nowemu królowi czynili nakazów co do miejsca jego przebywania (czy to w Krakowie czy w Wilnie), oraz utrzymywania na dworze ludzi "jakiegokolwiek języka" (chodziło głównie o doradców litewskich), tym samym pierwotne założenia panów polskich zostały usunięte, a zwyciężyło stanowisko strony litewskiej (o powrocie do dawnych aktów podległości Litwy wobec Korony nie było więc już mowy). Od tej pory oczekiwano na jak najszybszy przyjazd nowego króla do Krakowa i jego oficjalną koronację na Wawelu, tym bardziej że wiele problemów (czy to wewnętrznych czy zewnętrznych) wciąż się nawarstwiało i należało w grodzie Kraka posadzić nowego pana, który wreszcie będzie próbował je rozwiązać. Co prawda rok 1446 upłynął w spokoju, gdyż nie doszło wówczas do ataku Tatarów naddnieprzańskich chana Sit Ahmeta (które to miał miejsce chociażby w roku 1445, 1444, 1442, 1438, 1436, 1435 i 1433 na Podole i Ruś - czyli Wołyń), ale spodziewano się kolejnych najazdów już wiosną następnego roku. Pokój z Zakonem krzyżackim trwał od roku 1434 (w latach 1433-34 doszło do polskiego ataku na ziemie zakonne, gdzie Polacy {przy wsparciu czeskiego rycerstwa czyli husytów} zdobyli 12 miast pomorskich, podchodząc ostatecznie pod Gdańsk {ponoć czeskie rycerstwo wówczas po raz pierwszy wykąpało się w Bałtyku}. Ostatecznie 13 września 1434 r. zawarto rozejm w Łęczycy na 12 lat, po jednym przedłużeniu wygasał w 1447). W 1435 r. wybuchła jeszcze wojna litewsko-krzyżacka (Krzyżacy wspierali bowiem pretensje Świdrygiełły do wielkoksiążącego stolca), zakończona 1 września bitwą pod Wiłkomierzem, która porównywana była do Grunwaldu, a zakończyła się klęską zarówno sił zakonnych jak i wojsk Świdrygiełły (Litwinami oficjalnie dowodził wielki książę Zygmunt Kiejstutowicz, natomiast 4500 kontyngentem polskim Jakub Kobylański, po stronie Świdrygiełły zaś wystąpiło 4500 rycerzy zakonnych z Inflant pod wodzą Franke Kerskorfa). Mimo tego wszystkiego nowy król zasiadające w Krakowie był potrzebny "na wczoraj".




KORONIARZE



LITWINI 



CDN.

09 sierpnia 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XIV

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. X


MEHMED II
(Jako nastolatek) 




PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. IX



 Po powrocie z wyprawy wojennej przeciwko chrześcijanom (zakończonej zwycięstwem pod Warną - 10 listopada 1444 r.) sułtan Murad II zdecydował się ostatecznie ustąpić z tronu i wycofać do Manisy (zagwarantowawszy sobie jako dożywocie terytoria Mentese, Saruhan i Aydin), by tam w spokojnej, idyllicznej atmosferze czytać Koran i odpoczywać. W tym czasie na tronie Imperium Osmanów miał zasiąść jego 12-letni syn Mehmed II, co nie podobało się wielkiemu wezyrowi Halilowi paszy (który uważał że młody książę jest nieroztropny i ulega podszeptom złych języków, a także niezbyt konsekwentnie przestrzega zasad Koranu), jednak decyzja sułtana była ostateczna. Opuścił on więc Adrianopol i kierując się w stronę Manisy - po dotarciu na azjatycki brzeg - przybył do Brusy, dawnej stolicy Imperium Osmanów, gdzie znajdowały się trumny jego przodków oraz dzieci i wnucząt (przede wszystkim znajdowała się tam trumna jego ukochanego pierworodnego syna Alaeddina Alego Celebiego oraz jego dwóch synków - zamordowanych latem roku poprzedniego w Manisie, książę Ali miał wówczas zaledwie 18 lat). Również w Brusie sułtan Murad dopilnował prac nad ufundowanym przez siebie meczetem, oraz wyraził publicznie pragnienie, by po śmierci spocząć tu, u boku swych przodków, a następnie udał się w dalszą drogę do Manisy. Tymczasem w Adrianopolu młody Mehmed II przygotowywał się do najważniejszej roli swego życia, czyli nauczenia się jak być sułtanem. Ojciec, ustępując z tronu, jednocześnie zagwarantował dalsze utrzymanie stanowisk przez wszystkich ludzi, którzy zostali powołani za jego rządów, łącznie z wielkim wezyrem Halilem paszą, wielkim muftim Adrianopola oraz mułłą armii. W styczniu 1445 r. rozesłano do wszystkich władców krajów muzułmańskich sąsiadujących z Imperium Osmanów (w Azji Mniejszej) orędzie nowego sułtana, informujące o chęci utrzymania dobrosąsiedzkich stosunków ze wszystkimi wyznawcami Allaha. Zaczęto bić też nowe monety z imieniem nowego sułtana i 848 rokiem hidżry (kwiecień 1444 - kwiecień 1445). Tak zaczęło się nowe panowanie młodego władcy.

Tymczasem na Węgrzech, po śmierci w bitwie pod Warną Władysława I (III) Jagiellończyka, nowym królem automatycznie został (koronowany już wcześniej bo wkrótce po swych narodzinach w 1440 r.) zaledwie pięcioletni Władysław V Habsburg (zwany Pogrobowcem), syn panującego krótko (1437-1439) króla Węgier Albrechta II Habsburga i jego małżonki "przyrodzonej pani Węgier (jak ją zwano w dekrecie koronacyjnym Albrechta II) Elżbiety Luksemburskiej. Oczywiście małoletni monarcha nie mógł osobiście sprawować władzy (jako że był jeszcze dzieckiem, a poza tym przebywał w Wiedniu u swego opiekuna, króla rzymskiego i księcia Styrii, Karyntii i Karnioli - Fryderyka III Habsburga), dlatego też powołano specjalną radę królewską, złożoną z siedmiu magnatów w skład której wszedł również Jan Hunyady. Teraz rozpoczęły się pertraktacje z Fryderykiem III nie tylko nad datą wysłania na Węgry jego podopiecznego (czyli Władysława Pogrobowca), ale również nad zwrotem węgierskiej korony św. Stefana (wywiezionej jeszcze w 1440 r. przez Elżbietę Luksemburską do Wiednia). Już wiosną 1445 r. na zjeździe ogólnokrajowym węgierscy magnaci i szlachta uznali swym królem Władysława V Pogrobowca, ale jego przyjazd do kraju wciąż był niepewny, jako że negocjacje z Fryderykiem III przedłużały się. Natomiast wokół Jana Hunyady'ego zaczęła gromadzić się szczególnie średnia i drobna szlachta węgierska a także przedstawiciele miast węgierskich, których celem była konsolidacja władzy centralnej i przygotowanie kraju do nadchodzących wyzwań międzynarodowych (w tym oczywiście rozbudowa wojska). Oczywiście najważniejszym celem było nie tylko odzyskanie korony św. Stefana i przyjazd nowego króla na Węgry, ale przede wszystkim zrzeczenie się opieki nad nim przez Fryderyka III, na co ten w żaden sposób nie chciał się zgodzić i stąd pertraktacje trwały tak długo, a przecież obawa najazdu tureckiego nie minęła, a po Warnie jeszcze bardziej się zaostrzyła, dlatego trzeba było czym prędzej uporządkować wewnętrzne sprawy w kraju, sprowadzić króla i stworzyć silną armię.




A tymczasem nieco na północ od krajów Korony św. Stefana, bowiem w Krakowie wciąż oczekiwano powrotu króla Władysława Jagiellończyka, licząc na to, że skoro nie odnaleziono jego ciała na polu bitwy, to jednak przeżył tę katastrofę i wkrótce powróci do swego Królestwa. Problemów bowiem nie brakowało. Od 1440 r trwał spór mazowiecko-litewski o Podlasie, gdy w tymże roku zajął je książę Bolesław IV Warszawski. Natychmiast też zaprowadzono tam prawo polskie i sądownictwo ziemskie (księgi ziemskie drohickie rozpoczynają się wraz z rokiem 1441). Aby nie dopuścić do otwartej wojny mazowiecko-litewskiej (która niechybnie musiałaby przerodzić się w wojnę polsko-litewską) we wrześniu 1441 r. na zjazd do Parczowa (który rozpoczął się w listopadzie tego roku) udało się kilku panów polskich, starając się pogodzić zwaśnione strony. Bezskutecznie jednak, niczego bowiem nie osiągnięto a otwarta wojna litewsko-mazowiecka - a co za tym idzie zerwanie Unii polsko-litewskiej - było jak najbardziej realne. Teraz zarówno Mazowsze jak i Litwa zaczęli szukać sojuszników, kierując swój wzrok głównie na północ, ku ziemiom Zakonu Krzyżackiego, do którego obie strony zwracały się z prośbą o wsparcie militarne. Strona polska starała się gasić wzburzone emocje obu stron, ale niewiele w tym temacie osiągnięto, tym bardziej że do wojny z Mazowszem dążyli wielcy panowie litewscy, szczególnie zaś wielki magnat Jan Gasztoud, który posiadał ogromne dobra tykocińskie na Podlasiu i zależało mu na ponownym włączeniu tej ziemi do Litwy. Walki rozpoczęły się już w 1443 r. (chociaż były to głównie bardzo ograniczone podjazdy, przypominające bardziej napady rabunkowe niż realne działania zbrojne). Ponieważ apele Polaków o zaprzestanie działań wojennych trafiały w próżnię i obie strony były na nie głuche, ostatecznie w sierpniu 1444 r. na zjeździe w Piotrkowie (wcześniej uzyskując na to zgodę, a wręcz rozkaz króla Władysława III Jagiellończyka) miano wypowiedzieć otwarcie wojnę Wielkiemu Księstwu Litewskiemu w obronie Mazowsza. Panowie polscy nie zgodzili się jednak wówczas na wypowiedzenie wojny Litwie (i to pomimo faktu że zagony litewskie - przy wsparciu oddziałów tatarskich - najechały Podole i Ruś, które to ziemie należały do Korony Królestwa Polskiego). Wyjaśniono to faktem iż Litwa jest: "włączona do ciała Królestwa Polskiego", a oni sprzeciwiali się rozlewowi krwi: "przeciw wnetrznościom naszym". Jednocześnie biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki pisał w liście do wielkiego księcia Kazimierza Jagiellończyka (brata króla Władysława III) aby nie dzielił Unii, aby nie rozrywał ciała "które w jedno się ze sobą zrosło", radził też aby wstrzymać działania zbrojne do czasu powrotu króla z Węgier. Na to jednak Litwini nie chcieli się zgodzić, a ponieważ Mazowszanie nie uzyskali wsparcia ani ze strony Polski ani ze strony Zakonu Krzyżackiego, przeto musieli zgodzić się ostatecznie na oddanie Podlasia Litwie (październik 1444 r.) w zamian za 6000 kop groszy praskich odszkodowania. Utrata Podlasia przez Mazowsze spowodowała spory exodus wcześniej zasiedlającą tę ziemię drobnej szlachty polskiej i to pomimo faktu że książę Kazimierz utrzymał prawo polskie na Podlasiu (co oznaczało że Podlasie w strukturach Wielkiego Księstwa Litewskiego było jedynym obszarem, które miało specjalne prawa i przywileje).




Teraz zaś, po klęsce warneńskiej i śmierci króla Władysława (przynajmniej tej oficjalnej, bo ciała monarchy nie znaleziono) pomimo faktu iż wierzono w szczęśliwy powrót ocalałego króla do kraju, tak naprawdę musiano szybko pomyśleć nad jego następstwem (kraj nie mógł bowiem pozostać bez monarchy, a realnie w Polsce panowało bezkrólewie od roku 1440, czyli od chwili gdy Władysław III udał się na Węgry). Zresztą Władysław III tak naprawdę w kraju rządził bardzo krótko, wstąpił bowiem na tron w roku 1434 po śmierci swego ojca Władysława II Jagiełły, mając wówczas zaledwie lat 10. Do roku 1438 realnie panował pod kuratelą szlachty, a szczególnie biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego, wkrótce po uzyskaniu pełnoletności wyjechał zaś na Węgry i tak zakończyły się jego rządy w Królestwie Polskim. Po jego wyjeździe z kraju realne rządy nad dzielnicami objęli dwaj ludzie, jako mianowani gubernatorzy. Byli to kasztelan i starosta krakowski Jan z Czyżowa - który objął zarząd nad Małopolską i Rusią, oraz wojewoda łęczycki Wojciech Malski - sprawujący władzę nad Wielkopolską. Pełnili oni funkcje sędziowskie, kontrolowali zasoby skarbca królewskiego i pobierali podatki. Z chwilą zaś śmierci króla (i tracenia nadziei na jego powrót do kraju), należało czym prędzej wybrać nowego monarchę i w tym właśnie w celu zjechali się możni panowie do Sieradza - 23 kwietnia 1445 r. Początkowo doszło do niepewności czy warto wybierać króla, czy też dalej czekać na powrót Władysława, ostatecznie jednak zaważyła opinia biskupa Oleśnickiego, że nowym królem należy obrać wielkiego księcia Litwy - Kazimierza Jagiellończyka (młodszego od Władysława o trzy lata). Oleśnicki twierdził że nawet jeśli teraz wybiorą Kazimierza, a potem cały i zdrowy zjawi się Władysław, to i tak prawa Kazimierza nie zostaną w niczym uszczuplone, natomiast Królestwo odzyska starszy brat. Sprawa następstwa tronu nie była jednak taka prosta, dlatego też postanowiono oficjalnie nie komunikować Kazimierzowi obrania go na króla, a jedynie zaprosić go na kolejny zjazd, który miał się odbyć w sierpniu tego roku i uzyskać na nim jego opinię co do potencjalnej zgody następstwa tronu po jego bracie. Kazimierz jednak nie wyraził swej zgody od razu, przeciągał ją przez kolejne dwa lata, a było to spowodowane różnymi problemami, jakimi wówczas żyło Wielkie Księstwo Litewskie, których nie mógł od tak porzucić.




Od 1442 r trwała bowiem wojna Litwy z Moskwą, w wyniku której Moskwa zdobyła Kozielsk, Wereję, Kaługę i Możajsk, ale głównodowodzący siłami Wielkiego Księstwa - Stanisław Kiszka złupił pogranicze moskiewskie (rejon Werei), po czym zawarto rozejm. W Wielkim Księstwie Moskiewskim też nie działo się dobrze, trwała bowiem wojna domowa pomiędzy wielkim księciem Wasylem II a Szemiaką, mimo to pod koniec 1444 r. Moskwa zerwała rozejm i najechała Wiaźmę. W odpowiedzi zimą 1444 na 1445 r. ruszyła wyprawa Stanisława Kiszki na Moskwę, w wyniku której odzyskano wszystkie twierdze utracone w roku 1442 (a jeńców moskiewskich zdobytych w czasie tych walk, wysłano do Smoleńska, gdzie wówczas przebywał Kazimierz Jagiellończyk). Wcześniej Moskwa starała się doprowadzić do rozbicia Wielkiego Księstwa Litewskiego, namawiając Michała Zygmuntowicza (kuzyna zarówno Władysława jak i Kazimierza Jagiellończyków) do oderwania się od władztwa wileńskiego i stworzenia własnego niezależnego Wielkiego księstwa z ziem sobie podległych (w 1442 r. Kazimierz nadał Zygmuntowi we władanie Starodub w Siewierzu, Suraż, Briańsk i Bielsk na Podlasiu, Kleck na Rusi oraz Kiejdany na Żmudzi). W roku 1443 Zygmunt dodatkowo zdobył opanował Nowogród, Putywl, Radochoszcz i Kijów, ale wojska litewskie przystąpiły do kontrofensywy i odebrały mu wszystkie ziemie do końca roku 1444. W roku 1445 doszło jeszcze do kilku niewielkich starć na pograniczu litewsko-moskiewskim i walki w zasadzie w tym roku się zakończyły, pokój zawarto zaś w 1449 r. i gwarantował on status quo posiadanych dotąd ziem oraz nienaruszalność terytorialną obu państw. Mimo jednak zakończenia walk zbrojnych Kazimierz nie mógł otwarcie przyjąć polskiej korony, gdyż uniemożliwiały mu to wewnętrzne układy w Wielkim Księstwie, a jako argument przeciwko swemu wyborowi na króla Polski podał, iż za wcześniej jeszcze na wybór monarchy, gdyż jego brat na pewno żyje i wkrótce powróci do kraju, (on bowiem święcie wierzy że dobry Bóg pozwoli jego bratu powrócić, więc jego wybór byłby tylko niegodnym krokiem przeciwko braterskiej miłości).




A tymczasem po zrzeczeniu się tronu sułtańskiego przez Murada II, jego chrześcijańska małżonka Mara Branković poprosiła Muradem II o możliwość opuszczenia Adrianopola i powrotu do swojej rodzinnej Serbii, którą ponownie (od niedawna) władał jej ojciec despotes Jerzy Branković. Sułtan jednak odmówił, twierdząc że Mara jest i pozostanie jego żoną i jego wyjazd do manicy nie ma z tym nic wspólnego. W każdym razie Mara prowadziła intensywną korespondencję ze swym ojcem, choć stosunki panujące w rodzinie Brankovićów były podobne do... kłębowiska żmij i jedynie centralna postać Jerzego stabilizowała wewnętrzne emocje różnych przedstawicieli tego rodu. Najstarszym synem i następcą swego ojca był Grzegorzem (niegdyś uwięzionym przez sułtana Murada i oślepionym wraz z innym bratem - Stefanem). Grzegorz co prawda dążył do pokoju i utrzymania dobrych stosunków z Osmanami (czego też pragnęła Mara), ale nie mógł się pogodzić ze swoim nieszczęściem, które dyskwalifikowało go w objęciu władzy w Despotacie Serbii (niewidomy władca nie mógł bowiem panować nad krajem, gdyż jego ułomność była zbyt duża I widoczna, aby można było się na to zgodzić). Natomiast następcą Jerzego Brankovicia na stolcu despoty miał teraz zostać jego najmłodszy syn - Lazar Branković (jedyny który nie został oślepiony), który dążył do konfrontacji z Imperium Osmańskim. Dodatkowo Jerzy Branković postanowił ożenić Lazara z Heleną Paleolog, córką Tomasza Paleologa (jednego z trzech braci despotów Morei, rodzonych braci cesarza bizantyjskiego Jana VIII), którzy znani byli z wielkiej nienawiści do Turków. Do tego ślubu dojdzie w październiku 1446 r. ona (czyli Helena) miała wówczas lat 15, on (Lazar) 25. Ponieważ jednak Murad nie zgodził się nam wyjazd Mary z Adrianopola, musiała ona tam przebywać jeszcze przez kolejne sześć lat, aż do śmierci swego małżonka (1451 r.). A tymczasem Mehmed II rozpoczął swoje rządy jako sułtan i musiał zmierzyć się z wieloma nowymi problemami politycznymi, które nagle spadły na owego 13-latka.




CDN.

27 lipca 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XIII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. IX






PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. VIII



 Armia chrześcijańska - która miała wyzwolić Bałkany i usunąć Turków Osmańskich z Europy - jesienią 1444 r. liczyła 16 000 żołnierzy i była zgrupowana w dwóch rzutach. Pierwsza koncentracja miała miejsce w Wielkim Waradynie, druga zaś (na południe od tego miasta) w Temeszwarze. Całością sił oczywiście dowodził król Władysław I (III) Jagiellończyk, ale realnym dowódcą był Jan Hunyady (który to - po wyzwoleniu Bułgarii - miał zostać ogłoszony królem tego odrodzonego kraju). Siły chrześcijańskie skierowane przeciwko Osmanom nie były liczne i tylko największy optymista mógłby sądzić że przy takiej ilości wojska uda się oczyścić Bałkany z Turków. Ale zarówno sam król Władysław, Jan Hunyady jak i wielu węgierskich możnych (przekonywanych do tego przez papieskiego legata Juliana Cesariniego), święcie wierzyło w powodzenie tej wyprawy. Znacznie więcej realizmu politycznego było na wielu innych europejskich dworach, gdyż ilość zagranicznych ochotników biorących udział w tej krucjacie był niewielki. Podobnie rzecz miała się w Polsce, gdzie w sierpniu 1444 r. na zjeździe w Piotrkowie szlachta i możni Korony Królestwa Polskiego wystosowali do króla Władysława adres (26 sierpnia), w którym twierdzili że w jedną kampanią nie uda się wypędzić Turków z Europy, nawoływali też króla aby porzucił tę myśl i czym prędzej wracał do kraju, gdzie jest potrzebny. Król otrzymał ów dokument już po przekroczeniu Dunaju (20-21 września) i całkowicie go zbagatelizował. Miał już w głowie tylko jedno - jak najszybsze dotarcie do Adrianopola, zdobycie miasta i wypędzenie Turków Bałkanów. Obie grupy wojsk chrześcijańskich połączyły się nad Dunajem pod miejscowością Orsowa jeszcze przed przekroczeniem rzeki, a następnie skierowały się na Florentyn (który poddał się bez walki) i Widyń (który skapitulował po dwóch dniach obrony). W tym samym czasie sułtan Murad II uporał się już w buntem w Karamani, zmuszając tamtejszego władcę - Ibrahima bega (notabene swego szwagra) do ponownej uległości i zawarcia pokoju, na mocy którego przywracano stosunki lenne przed wojny (Ibrahim miał obiecać również sułtanowi wysłanie posiłków do walki z armią chrześcijańską króla Władysława Jagiellończyka). Teraz sułtan - na czele 40 000 swoich żołnierzy, mógł ponownie ruszyć ku Bałkanom.

A tymczasem przepraw przez cieśniny strzegły 22 okręty (10 okrętów papieskich pod dowództwem kardynała Francesco Condulmera i 8 okrętów weneckich pod wodzą Alvise Loredano strzegło przepraw przez Dardanele, natomiast 4 okręty genueńskie obsadziły przeprawy przez Bosfor). Sułtan jednak bardzo szybko rozprawił się z tą flotą, obsadzając azjatyckie wybrzeże Bosforu swoją artylerią i zmuszając okręty genueńskie do odwrotu (jednocześnie przyszła mu wówczas z pomocą pogoda, gdyż zerwał się wówczas taki wiatr i nastąpiła taka nawałnica deszczu i burzy, a co za tym idzie wzburzone wody Morza Marmara uniemożliwiły Genueńczykom podjęcie skutecznej obrony). Istnieje też jeszcze jedno wytłumaczenie, dlaczego flota chrześcijańska tak nieskutecznie blokowała cieśniny, a potem po prostu odpłynęła. Otóż sułtan Murad II miał obiecać Genueńczykom (a zapewne również armatorom weneckim) jedną złotą monetę za każdego przeprawionego przez cieśniny żołnierza tureckiego. Coś zapewne musiało być na rzeczy, gdyż jeszcze w październiku 1444 r. papież Eugeniusz IV, pod wpływem plotek o przyjęciu tureckiego złota przez chrześcijańskich marynarzy, obłożył klątwą wszystkich którzy się tego dopuścili zarówno teraz jak i w przyszłości. Wydaje się więc że owe plotki musiały mieć bardzo silne podstawy, inaczej papież nie posunąłby się do ekskomuniki, która dla chrześcijan była wykluczeniem z grona wiernych, a jednocześnie z grona zbawionych. W każdym razie w dniach 15-20 października armia sułtańska została przerzucona do Europy, a Murad II był zdeterminowany by czym prędzej przepędzić najeźdźców ze swego kraju. W tym samym czasie zaś armia chrześcijańska stała pod potężną twierdzą Nikopol. Została ona zdobyta i spalona po kilku dniach intensywnych walk, a król Władysław wkroczył teraz do Bułgarii. Niedaleko Nikopolu do armii chrześcijańskiej dołączył 4000 oddział wołoski pod osobistym dowództwem hospodara Wołoszczyzny (mianowanego jeszcze w poprzednim roku po zakończeniu pierwszej kampanii bałkańskiej Władysława Jagiellończyka) Wlad II Diabeł (zwany też Draculą). Teraz wspólnie skierowano się na twierdzę Szumem.


WLAD II DIABEŁ (DRAKULA)



Sułtan Murad tymczasem przybył do adrianopola. Zapewne pierwotnie nie planował wizyty w stolicy, ale zmusiły go do tego listy, jakie słał z tamtą wielki wezyr Chalil pasza, który pisał w nich że młody książę Mehmed celebi niezbyt dobrze radzi sobie w wykonaniu obowiązków namiestnika Rumelii, ulega podszeptom "złych języków" (miał tu zapewne na myśli przykład owego Persa z sekty hurufitów, który m.in. przekonywał młodego księcia do pojednania z chrześcijanami - o czym pisałem w poprzedniej części) i nie przykłada się do swoich obowiązków. Sułtan w stolicy spędził tylko kilka dni, ale nie wydaje się aby w jakikolwiek sposób zganić miał syna, na podstawie oskarżeń wielkiego wezyra. W każdym razie wyruszył czym prędzej na północ, ku Warnie, dokąd też zmierzała armia chrześcijańska króla Władysława Jagiellończyka. Tymczasem wojska węgiersko-koalicyjne zdobyły i spaliły Szumen, Prowadiję oraz przeszły przez przełęcz Ajtos, kierując się ku Morzu Czarnemu i ku Warnie. W międzyczasie król Władysław ogłosił proklamację do Bułgarów, w której ukazywał się jako bojownik Unii Kościołów (zawartej we Florencji 6 lipca 1439 r. pomiędzy papieżem Eugeniuszem IV a cesarzem bizantyjskim Janem VIII Paleologiem, na mocy którego w zamian za wsparcie dla Konstantynopola, Grecy mieli uznać zwierzchność papieża rzymskiego), oraz przedstawiał się jako obrońca wyznawców religii greckiej (prawosławnej); jednocześnie nakazywał tureckim twierdzom kapitulację, grożąc w przeciwnym wypadku surowymi konsekwencjami. Żadna z tureckich twierdz jednak nie skapitulowała, natomiast już w drugiej połowie października (a z pewnością na początku listopada) 1444 r. zaczęły się mnożyć problemy wśród armii chrześcijańskiej. Sułtan obsadził bowiem górskie przejścia na Bałkanach (w Bułgarii) co oznaczało że marsz na Adrianopol stał się już niewykonalny (szturmowanie górskich przejść przez znacznie mniej liczne od tureckich oddziały chrześcijańskie byłoby samobójstwem), a poza tym na tyłach wojsk chrześcijańskich grasowały podjazdowe oddziały tureckie, które skutecznie uniemożliwiały bezpieczne wycofanie się całej armii w wąskiej dolinie Prawadii którą się posuwano. Nie było innego wyjścia, trzeba było iść ku Morzu Czarnemu i ku Warnie - największemu z tamtejszych portów, gdzie liczono na dotarcie chrześcijańskiej floty (nie widziano że ona już zawróciła znad cieśnin).




10 listopada 1444 r. obie armie królewska i sułtańska stanęły naprzeciwko siebie nieopodal Warny. Turków było ponad 60 000 (niektórzy historycy twierdzą że nawet 100 000 chociaż wydaje się to mrzonką), wojsk węgiersko-chrześcijańskich zaś było 20 000 czyli Turcy mieli co najmniej trzykrotną przewagę. Chrześcijanie byli w impasie, drogę na północ zagradzali im Turcy, na południu zaś były bagna i morze, Warna zaś nie została zdobyta, a flota chrześcijańska (papiesko-wenecko-ganueńska) nie przybywała. W tych warunkach można jeszcze było pokusić się o wycofanie w kierunku Dobrudży, czyli północno-wschodnim, ale było to szalenie niebezpieczne przy takiej ilości Turków, którzy w każdym momencie mogli zaatakować wojska chrześcijańskie. Nie było więc innego wyjścia jak przyjąć bitwę i taką też decyzję podjął Jan Hunyady. Obie armie ustawiły się więc do bitwy, ale żadna ze stron jej nie rozpoczynała i tak stali naprzeciwko siebie przez trzy godziny, do chwili kiedy przy ładnej pogodzie i pogodnym morzu nagle zerwała się wichura, która przetoczyła się przez szeregi chrześcijańskie (łamiąc wszystkie proporce i niszcząc chorągwie z wyjątkiem jednej, tej ze świętym Jerzym). Wielu chrześcijan wzięło to za zły omen przed bitwą, ale jednocześnie twierdzono że chorągiew ze świętym Jerzym który zabija smoka - uosobienie diabła, za którego miano wyznawców Allaha, wróży pomyślnie nadchodzącej bitwie. Rozpoczęła się ona ok. godziny 9:00 rano wstępnym wypadem akindżich i azabów (czyli tureckich formacji konnych i pieszych) na pozycje chrześcijańskie. Te pierwsze ataki szybko zostały odparte i teraz Węgrzy przystąpili do ataku rozbijając formacje akindżich. W tym samym czasie na lewą flankę prawego skrzydła chrześcijan uderzyli spahisi dowodzeni przez namiestnika Anatolii Karadża bega (notabene szwagra sułtana, męża i jego siostry Selczuk hatun). Wyglądało na to że cały środek formacji chrześcijańskiej ulegnie dezintegracji, żołnierze zaczęli stamtąd uciekać, ustępując atakowi tureckiemu, a ci praktycznie byli już królewskim obozie, jednak bardzo szybko okazało się że zarówno Jan Hunyady jak i sam król Władysław Jagiellończyk podjęli się zadania załatania tego wyłomu i natarli na spahisów Karadża bega z takim impetem, że w walce tam zginęło aż 3000 spahisów wraz z ich wodzem. Tak oto sułtan stracił jednego ze swych szwagrów, ale źle dla chrześcijan działo się również na ich lewym skrzydle, gdzie także zaczęto ustępować Turkom pola. Młody, 20-letni król Władysław, będąc podniecony wynikiem kontrataku na spahisów, pragnął dalej kontynuować ten atak, ale Hunyady poprosił go aby wycofał się na wcześniejsze pozycje a sam poszedł z odsieczą lewemu skrzydłu, dzięki czemu utrzymało ono swoje pozycje i nie załamało się. Ta rozgrywka została wygrana przez chrześcijan.




Mało tego, widząc intensywność i siłę ataku armii chrześcijańskiej część żołnierzy tureckich zaczęła się wycofywać, a w niektórych oddziałach wręcz doszło do paniki i ucieczki na południe, w kierunku Adrianopola. Jedyną formacją która wówczas okazała pełną sprawność bojową byli janczarzy, reszta Turków albo się cofała albo uciekała. Hunyady nim ruszył ze wsparciem dla lewej flanki wojsk chrześcijańskich, odebrał od króla przysięgę, że ten nie uczyni niczego bez jego wiedzy (czyli nie ruszy na wroga w zapale bitewnym i z gorącą głową. Hunyady zapewne zdawał sobie sprawę że król jest młody i niedoświadczony, a jednocześnie pragnie wojennej sławy i tym samym może pogrzebać strategiczne koncepcje bitewne, dlatego wymógł na monarsze złożenie przysięgi). Król jednak nie zamierzał dotrzymać owej przysięgi, tym bardziej że widząc iż tylko janczarzy nie cofają się z pola bitwy, postanowił ruszyć na nich i rozbić ich w jednej silnej szarży. Otoczony w większości przez polskich rycerzy (z Małopolski) w liczbie ok. 500, postanowił ruszyć na janczarów i ich rozbić a następnie zdobyć sułtański obóz, a jeśli się uda Murada II osobiście wziąć do niewoli. Byłby wtedy wielkim zwycięzcą i to on przechyliłby szalę bitwy na korzyść armii chrześcijańskiej. Atak okazał się sukcesem, król - wraz ze swymi rycerzami - wbił się w szeregi janczarów jak w masło, tnąc mieczem kogo popadło na drodze swego ataku. Janczarzy zaczęli ustępować, a widząc to sam Murad kazał przywołać swego konia i zamierzał go dosiąść aby opuścić pole bitwy, uznając że jest ona przegrana. Jednak jak twierdzą bizantyjscy kronikarze - Sprantzes i Chalkokondyles - janczarzy mieli wręcz związać linami nogi sułtańskiego konia, aby uniemożliwić władcy opuszczenie pola bitwy. Tymczasem na lewej flance armii chrześcijańskiej Jan Hunyady przygotowywał wojska do przegrupowania i kolejnego uderzenia na cofających się Turków, gdy nagle przyniesiono mu straszną wiadomość - król Władysław poległ w trakcie ataku na pozycje janczarów, ścięto mu głowę a obecnie sułtan nabił ją na żerdzi i wszystkim pokazuje. Rzeczywiście, w trakcie swego ataku im głębiej wbijał się Władysław w pozycje janczarów, tym ich formacje zaczęły się umacniać, a wokół samego króla i jego rycerzy pojawiało się coraz więcej wojowników z którymi musieli oni walczyć. Ostatecznie koń królewski został ugodzony, co spowodowało że zrzucił ze swego grzbietu króla Władysława, a ten, leżąc na ziemi w swej zbroi, nim zdążył się podnieść, został przebity mieczem przez janczara o imieniu Chodża Chyzyr pochodzącego z Morei, który zaraz potem miał ściąć mu głowę i zanieść sułtanowi.




Otrzymawszy taką wiadomość Jan Hunyady całkowicie stracił jakąkolwiek chęć kontynuowania tej bitwy, tym bardziej że informacja o śmierci króla załamała morale wojsk chrześcijańskich, które teraz zaczęły się cofać, a wraz z zapadnięciem zmroku uciekano wręcz masowo z pola bitwy. Turcy nie kontynuowali pościgu, też byli nieco zdezorientowani wynikiem i wycofali się do swojego obozu. Dopiero w ciągu następnych dni podjęto pościg za uciekającymi rycerzami rozbitej armii chrześcijańskiej, którzy na własną rękę próbowali dotrzeć do Dunaju, aby stamtąd przekroczyć granicę z Wołochami lub też bezpośrednio dotrzeć na Węgry z kierunku zachodniego. Te zamierzenia udały się doprawdy nielicznym, większość została wyłapana i zabita. W trakcie pościgu zginął również papieski legat (i główny sprawca tej kampanii) kardynał Julian Cesarini (informacje na temat jego śmierci są sprzeczne i niejasne, w każdym razie znika już z kart historii). Hunyady cofał się też w kierunku Wołoszczyzny i udało mu się nawet przekroczyć Dunaj, ale tam w Bukareszcie został uwięziony przez hospodara Wlada Diabła (Drakulę), który tym samym zapewne chciał przypodobać się sułtanowi (chociaż osobiście uczestniczył w bitwie po stronie wojsk Władysława), by ten pozostawił go u władzy na wołoskim stolcu. Poza tym Drakula żywił urazę do Hunyady'ego o pewne wydarzenie z przeszłości, dlatego też uwięził go i wtrącił do lochu, gdzie też trzymał go przez pewien czas (ostatecznie uwolnił, a aby ten nie żywił doń urazy, ofiarował mu podarki w formie przeprosin za uwięzienie). Tak czy inaczej bitwa pod Warną została przez armię chrześcijańską przegrana z kretesem, a cała kampania zakończyła się totalną katastrofą. Jednak straty Turków też były duże, poległo nawet 30 000 tureckich wojowników, czyli połowa armii jaką wystawił Murad II. Gdy trzeciego dnia po bitwie (przez ten czas bowiem Turcy do końca nie wiedzieli jaki jest wynik i nie znali zamierzeń wojsk chrześcijańskich, sądząc że przegrupowują się oni i uderzą znienacka) sułtan Murad II w towarzystwie swego powiernika Azab bega przeczesywał pole bitwy, zauważyć miał iż: "Czyż to nie dziwne że leżą tu sami młodzi ludzie i że wśród tylu poległych nie widać ani jednej siwej brody", na co Azab beg miał odpowiedzieć: "Gdyby znalazła się wśród nich siwa broda, nie rzuciliby się z taką odwagą do walki".


SZARŻA WŁADYSŁAWA III 
W BITWIE POD WARNĄ 




Sułtan Murad II zaraz też przystąpił do karania tych spośród wodzów i żołnierzy, którzy w trakcie bitwy uciekali pod naporem sił chrześcijańskich. Najbardziej winnych ukarał śmiercią, a tych mniej winnych miał przebrać w szaty niewieście i oprowadzać po polu bitwy na pośmiewisko, jednak z powodu sprzeciwu wezyrów wobec tak hańbiącego czynu, nie doszło do jego wykonania. Sułtan rozesłał też wieści do wszystkich władców muzułmańskich, informując ich o wielkim zwycięstwie przez siebie odniesionym. Do sułtana Egiptu Dżakmaka z dynastii Mameluków (z którymi już wówczas Osmanowie konkurowali) wysłał Murad 25 zakutych w zbroję rycerzy, aby pokazać mu jakich to wojowników zdołał pokonać i że nic nie jest w stanie go zatrzymać. Po bitwie sułtan powrócił do Adrianopola (druga połowa listopada), gdzie w uroczystym pogrzebie złożył do grobu swego szwagra Karadży bega i mianował na jego stanowisko namiestnika Anatolii Albańczyka Üzgura. Chodżę Chyzyra - który zadał królowi Władysławowi śmiertelny cios i odciął  mu głowę, wynagrodził sułtan licznymi nadaniami ziemskimi w Rumelii. Samą głowę króla - zamkniętą w słoju wypełnionym miodem - wysłał Murad do Brusy w Anatolii (dawnej stolicy Osmanów), gdzie wbito ją na lancę i obnoszono triumfalnie ulicami miasta. A tymczasem sułtan uczynił coś, czego nikt się po nim nie spodziewał a już najmniej ci, którzy byli wówczas w otoczeniu młodego następcy tronu księcia Mehmeda Celebiego, czyli wielki wezyr Chalil pasza i mufti Adrianopola - Fahreddin, a mianowicie Murad II postanowił... abdykować. Do dziś nie są do końca znane powody jego abdykacji, przypuszcza się że sułtan był zmęczony władzą, i pragnął spokoju oraz odosobnienia. Istnieje też przypuszczenie że Murad celowo wycofał się "do Sulejówka" (aby to tak kolokwialnie streścić), gdyż w tamtym czasie wzrastała bardzo silna opozycja pomiędzy starymi muzułmańskimi rodami, które uważały się za historycznie, prawnie i religijnie powołane do przewodnictwa, a renegatami na wiarę muzułmańską, którzy z nimi konkurowali. Zapewne Murad uznał że młody Mehmed - jego syn - nie podoła tym wszystkim konfliktom i wcześniej czy później będzie on mógł wrócić do władzy w nowej roli, jako gwarant powszechnej zgody. Tak można przypuszczać i mniemać co do postanowienia sułtana. 




A tymczasem po bitwie pod Warną przerażenie ogarnęło wiele krajów Europy chrześcijańskiej, szczególnie tych, bezpośrednio graniczących z Imperium Osmańskim. Jak wyżej wspomniałem, hospodar Wołoszczyzny Wlad II Diabeł starał się przypodobać sułtanowi uwięzieniem Jana Hunyady'ego. Cesarz bizantyjski Jan VIII Paleolog wysłał sułtanowi bogate dary i prosił aby odnowić traktat pokojowy. W Mołdawii co prawda panował polski lennik Stefan II, ale jego zależność była tylko symboliczna (1443 r. Stefan oślepił i wygnał z kraju swego brata i współpanującego Eliasza I, który był mężem Marii Holszańskiej - siostry królowej Polski Zofii (Sonki) Holszańskiej, matki Władysława i Kazimierza Jagiellończyków). Wiadomość o klęsce warneńskiej dotarła do Krakowa w grudniu 1444 r., jednak początkowo nikt nie dawał wiary wieściom o śmierci króla. Ponieważ nikt nie był świadkiem jego śmierci, wierzono iż wkrótce powróci on cały ich zdrów (szczególnie matka liczyła że wcześniej czy później ujrzy swego syna żywego). Co jakiś czas pojawiały się wieści że ktoś widział króla a to w Konstantynopolu, a to Wenecji, w Siedmiogrodzie, w Albanii na Wołochach czy też w Italii. Wkrótce też pojawiła się informacja która przeszła do legendy, że król ostatecznie osiadł w Portugalii, gdzie wiódł spokojne życie (wcześniej zaś miał być prawdziwym ojcem Krzysztofa Kolumba, późniejszego odkrywcy Ameryki). Jego brat, który wówczas władał Wielkim Księstwem Litewskim - Kazimierz Jagiellończyk, też liczył że Władysław odnajdzie się cały i zdrów, ale mijały kolejne dni i miesiące, a król nie wracał. Jednak z chwilą gdy tylko ponownie odnajdywał się jakiś uczestnik bitwy (jak choćby jeden z synów Zawiszy Czarnego, gdyż wcześniej gruchnęła wieść że obaj jego synowie polegli pod Warną, ale potem jeden z synów powrócił do Krakowa), wówczas odżywała nadzieja na powrót króla i ta nadzieja tak naprawdę nie umarła praktycznie do końca panowania Kazimierza IV Jagiellończyka, czyli do roku 1492, a potem zamieniła się w legendę dynastii Jagiellonów o królu bohaterze, którego wciąż oczekiwano w Krakowie i w całym jego Królestwie.


WŁADYSŁAW III JAGIELLOŃCZYK 



A tymczasem w Adrianopolu wielki wezyr Chalil pasza próbował wpłynąć na decyzję sułtana, aby wyperswadować mu myśl o abdykacji i powołaniu na tron Mehmeda Celebiego (z którym Halil pasza był skonfliktowany). Sułtan był jednak zdecydowany wycofać się do Manisy (której namiestnikiem jeszcze do niedawna był Mehmed Celebi), by tam, w idyllicznej okolicy w spokoju czytać Koran, pisać i zagłębiać się pięknie literatury. Jego decyzja była jednak nieodwołalna i tak oto młody książę rozpoczynał pierwszy etap swego panowania.


CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...