WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LUDOBÓJSTWO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LUDOBÓJSTWO. Pokaż wszystkie posty

12 lipca 2026

POLSKI ODWET - "A OD ŚMIERCI SILNIEJSZY BYŁ GNIEW" - Cz. II

O AKCJACH POLSKIEJ SAMOOBRONY
NA WOŁYNIU I KRESACH WSCHODNICH




 Dlaczego doszło do rzezi polskiej ludności na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej (nie tylko zresztą polskiej, gdyż ukraińscy bandyci spod znaku "upa" mordowali również mieszkających na tych ziemiach Czechów, Węgrów a przede wszystkim również Żydów)? To jest kluczowe wydaje mi się pytanie, dlaczego doszło do owych mordów - a w zasadzie nie tyle dlaczego do nich doszło, ile dlaczego one w większości zakończyły się sukcesem owych bandyckich kreatur (gdyż ludźmi ich nazwać nie sposób)? Zanim odpowiem na to pytanie, powiem tylko jedno - dzisiaj patrząc na nasz kraj, widzimy że w dużej mierze jest to państwo z dykty, można nawet powiedzieć państwo ze styropianu, budowane na tradycji Okrągłego Stołu i "Magdalenki", tradycji dogadania się komunistów z solidaruchami (o rodzinnych korzeniach komunistycznych, a często wręcz ubeckich, a jeszcze częściej o korzeniach żydowskich). Tam, w mocno zakrapianej alkoholem atmosferze dogadania się, stworzono nam twór pod nazwą III RP (bo Rzeczpospolitą Polską tego nie nazwę dla mnie to państwo jest tworem polsko-podobnym, zupełnie jak za komuny były wyroby czekoladopodobne które - choć ja tych czasów nie pamiętam - były swoistymi ersatzami prawdziwych wyrobów czekoladowych), lubię ten twór polskopodobny nazywać po prostu: "Cecią RP". To jest fakt, państwo mamy słabe, rządzone w większości przez agenturę (czy to berlińsko-brukselską, czy amerykańsko-żydowską czy też wschodnią-moskiewską, a wszystkie one najwidoczniej wyznają zasadę "służby narodowi ukraińskiemu", choć bardziej adekwatne byłoby określenie służby ukraińskiemu reżimowi), trudno się zresztą temu dziwić, skoro państwo to budowały takie indywidua jak Adam Michnik, Jacek Kuroń, Bronisław Geremek, Karol Modzelewski, Lech "Bolesław" Wałęsa i wielu im podobnych, ale aby być sprawiedliwym należy też dodać, że ich obecni następcy to są w większości totalni kretyni, przygłupy, lub jawni (albo mniej jawni) zdrajcy i w porównaniu z nimi tamci "ojcowie założyciele" Ceciej RP przynajmniej mieli klasę - czego nie można im odmówić.

Tak więc mamy słabe państwo, i to nie ulega wątpliwości, ale je MAMY! Natomiast w latach w których dochodziło do mordów na ludności polskiej i żydowskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, Polski nie było, nikt więc nie mógł realnie obronić tych ludzi i byli oni w większości pozostawieni samym sobie. Dlatego do tych wszystkich którzy twierdzą że powinniśmy się roztopić w tyglu europejskim, zapomnieć o własnej tradycji i kulturze, oddać kierownictwo obcym - bo przecież zapewne są mądrzejsi od nas (chociaż nie ma na to żadnych dowodów a widząc co zrobili z własnymi krajami, raczej bym twierdził że za mądrzy nie są), powtarzam że nikt nie zadba ani o nasze interesy ani nawet o nasze życie gdy zabraknie naszej Ojczyzny - NIKT! a już na pewno nie ci, którym większość kompradorskich polityków chciałaby oddać władzę nad naszymi ziemiami i naszą przyszłością. Także szanujmy przynajmniej to co mamy, bo zawsze może być gorzej i przestańmy myśleć w kategoriach że skoro nam jest w miarę wygodnie i dobrze, to nie interesuje nas już co jest za miedzą, w innych rejonach naszego kraju, naszej Ojczyzny, takie myślenie jest bowiem zabójcze. Powinniśmy się jako naród, jako społeczeństwo organizować na poziomie lokalnym, na poziomie sąsiedzkim, wojewódzkim a przede wszystkim krajowym, zdając sobie sprawę że to, co dobre dla nas tu i teraz, musi być dobre dla całego Narodu, bo jeżeli nie jest dobre dla Narodu a my udajemy że teraz jest nam wygodnie, to wcześniej czy później doświadczymy tego, co stało się doświadczeniem naszych rodaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej (tylko może w innej konfiguracji, w innym rozdaniu, gdyż nic nigdy nie powtarza się dokładnie tak samo). Szanujmy siebie, a przede wszystkim szanujmy naszą ojczyznę, bo nikt za nas tego nie zrobi i nikomu na Polsce nie będzie zależało, jeśli nie będzie na Niej zależało nam wszystkim.



VARIA




 Upowcy zjawili się nocą, sądząc że będzie to jedna z wielu przeprowadzonych akcji, w których owi "hieroje" nabijali małe dzieci na widły, obcinali ręce i nogi, rozcinali kobietom brzuchy i wyjmowali nienarodzone dzieci, a następnie zaszywali tam koty i szczury, lub też przybijali małe dzieci za języki do stołu żeby one wykrwawiły i udusiły się w ten właśnie sposób, czyli takie typowo banderowskie bohaterstwo. Na tyłach i na bocznych drogach ustawiły się wozy z rezunami, gotowe do rabunku po wymordowaniu i spaleniu danej polskiej wsi, ale, nie przewidzieli tego że nie zawsze napotkają bezbronne ofiary. Polacy bowiem na Wołyniu w ogromnej większości byli nieprzygotowani do obrony przed upowskimi bandytami, gdyż nie mieściło im się w głowach że sąsiedzi - których oni znali od lat, a często ich rodziny znały się od dekad i żyły ze sobą w zgodzie, że ci sąsiedzi przyjdą teraz nocą pod ich dom, zamordują ich dzieci i będą się pastwić nad nimi póki co nie wyzioną ducha, to nikomu kto ma choćby odrobinę szacunku do drugiego człowieka nie przyszłoby do głowy. Dlatego też Polacy na tych ziemiach byli doskonałymi ofiarami. Ale nie wszędzie tak było. Już latem a nawet późną wiosną 1943 r. zaczęły organizować się sąsiedzkie ośrodki samoobrony, dziś historycy twierdzą że na samym Wołyniu było ich ok. 300 z czego 129 odniosło sukces i dotrwało do końca działań wojennych. Były to takie Polskie Termopile, chociaż przynajmniej w części nazwa ta jest nieadekwatna, jako że w Termopilach Spartanie ulegli perskiej na wale, natomiast w sporej części owych miejscowości które przygotowały się na atak hierojów z upa i sąsiadów spod znaku "samosijnej Ukrainy", owi napastnicy ponieśli totalną klęskę. Tak też było we wsi Pańska Dolina na Wołyniu, która zaatakowana została przez upowskie bandy 22 czerwca 1943 r. Rezuni, myśląc że jak w innych miejscowościach, tak i tutaj uda im się spacerkiem "bohatersko" obcinać ludziom głowy, wyciągać wnętrzności i męczyć w nieprawdopodobny sposób, póki ci nie skonają - swoją drogą jakim trzeba być zwyrolem, żeby człowieka męczyć przed śmiercią. Rozumiem że chcieli ich pozabijać - co już samo w sobie jest niezrozumiałe i nie do pojęcia, ale żeby męczyć ludzi przed śmiercią, to brakuje mi słów, aby takie coś nazwać, bo to jest tak zwyrodniałe i tak nieludzkie a jednocześnie nieporównywalne z niczym - bo nawet zwierzęta nie mordują dla przyjemności - a tutaj był to mord typowo dla przyjemności, przyjemności "oczyszczenia" tych ziem i stworzenia krystalicznie "czystej" nazistowskiej Ukrainy).

Tak więc "hieroje" zbliżali się do wsi krokiem swobodnym, gotowi już za chwilę mordować ludzi (a przede wszystkim kobiety i dzieci) z zimną krwią, mieli jednak pecha, gdyż gdy tylko wyłonili się z lasu, od razu przywitały ich  serie wyprowadzone z rkm-ów "diegturowa". Obrońcy Panieńskiej Doliny rąbali ile się dało w banderowskie ścierwa, czasem karabiny odmawiały już posłuszeństwa z przegrzania, wówczas używano granatów. Upowcy zaczęli kryć się w zbożu i ze wzgórza ostrzeliwać zabudowania (gdzie były zgromadzone rodziny obrońców) zapalającymi pociskami, ale silny ogień obrońców wsi skierowany w tym kierunku, odebrał rezunom dalszą wolę kontynuowania ataku. Strzelano do uciekających banderowców jak do kaczek, a ich atak zamienił się w chaotyczną ucieczkę. Dzięki zdecydowanej postawie obrońców, - którzy wcześniej przygotowali się na atak, zaopatrując się w broń automatyczną, granaty i broń ręczną - udało się ocalić nie tylko mieszkańców wsi Pańska Dolina, ale także polską ludność zbiegłą z innych, zniszczonych już lub też zagrożonych atakiem ukraińskich bandytów - polskich wsi na Wołyniu. Oczywiście atak z 22 czerwca nie był jedynym atakiem banderowców na na tę wieś, kontynuowali ją w kolejnych dniach, ale obrońcy byli na to przygotowani i aż do końca wojny ta wieś nie została zniszczona - obroniła się sama, dzięki zdecydowanej postawie tamtejszej ludności polskiej i jej woli przetrwania.



WOŁYŃ




 Wołyń był piękną i urodzajną ziemią, jeszcze w XIX wieku opisywaną jako sielska kraina spokojnego życia. Swoje piękno przede wszystkim zawdzięczał licznym rzekom, które skrapiały go tak żyźnie, iż wielu twierdziło, że jest to najpiękniejsza kraina na świecie (jak chociażby pisał fortunat Nowicki w wydanej przez siebie w roku 1870 w Dreźnie książce pt.: "Wołyń i jego mieszkańce w r. 1863. Krótkie opisanie guberni Wołyńskiej pod względem geograficznym i statystycznym", tam właśnie pisał on iż: "prowincja ta należy do najszczęśliwszych najpiękniejszych krajów w Europie"). Na Wołyniu północnym rzek było więcej, a co za tym idzie liczne lasy i trochę łąk, na Wołyniu środkowym liczne łąki i pola uprawne, na Wołyniu południowym zaś stepy niezmierzone. Na ziemiach tych żyło plemię Wołynian od których cała kraina miała wziąć swą nazwę (chociaż kronikarz Jan Długosz uważa że nazwa tej prowincji wzięła się od zamku Wołyń - stojącego u ujścia rzeki Huczwy do Bugu). Następnie ziemię te należały do Rusi Kijowskiej, a z końcem XI wieku weszły w skład księstwa Wołyńsko-Włodzimierskiego, które to pod koniec XII wieku zmieniło się w Ruś Halicko-Włodzimierską. W roku 1324 wymarła w tym księstwie lokalna dynastia Romanowiczów i wówczas tron objął syn księcia mazowieckiego Trojdena - Bolesław, który przyjął imię Jerzy i panował w latach 1325-1340. Pomimo że jego małżonką była ponętna księżniczka Eufemia (córka władcy Litwy Giedymina i siostra Aldony/Anny, małżonki króla Polski Kazimierza III Wielkiego), książę Jerzy Trojdenowicz nie doczekał się potomstwa. W czerwcu roku 1338 Jerzy Trojdenowicz przybył do Wyszehradu na Węgrzech, do króla Karola Roberta z dynastii Andegawenów (który był mężem Elżbiety Łokietkówny - siostry Kazimierza Wielkiego), aby porozumieć się z nim w sprawie ewentualnej pomocy udzielonej księstwu Halicko-Włodzimierskiemu przeciw Tatarom. W Wyszehradzie wówczas przebywał również król Kazimierz i zawarto tam porozumienie, na mocy którego Halicz otrzyma wsparcie militarne, a w zamian Jerzy II Trojdenowicz - po swej bezpotomnej śmierci - przekazuje swoje państwo królowi Polski. Wielki książę Olgierd (brat Aldony/Anny) władający wówczas Litwą, nie był z tego zadowolony.




Oczywiście w momencie zawarcia tego porozumienia z Jerzym Trojdenowiczem, było ono obliczone na dość długi okres, tym bardziej że książę halicko-włodzimierski miał zaledwie 28 lat i całe życie przed sobą, a co za tym idzie możliwość spłodzenia męskiego potomka. Niestety, los bywa przekorny i już 7 kwietnia 1340 r. książę Jerzy został otruty przez ruskich bojarów i kwestia następstwa tronu stała się jak najbardziej aktualna. Oczywiście dla rządzących wówczas księstwem bojarów (szczególnie kniazia Dymitra Ostrogskiego i Dymitra Detko) lepiej by było gdyby państwem władał władca zewnętrzny, rezydujący gdzieś daleko, niż lokalny silny książę, dlatego gotowi byli oddać księstwo w ręce chana Złotej Ordy tatarskiej - Özbega. Jednak poselstwo bojarów wysłane do Nowego Saraju (stolicy Złotej Ordy tatarskiej) przyniosło chanowi złe wieści. Otóż nie byli oni w stanie zapłacić haraczu i oddać swego księstwa pod tatarskie lenno, gdyż - jak twierdzili - król Polski, zebrawszy wojsko po śmierci Jerzego Trojdenowicza, zbrojnie napadł na Lwów i zajął to miasto. Potem poszedł na Włodzimierz Wołyński i spalił tam dwa drewniane zamki, a następnie całe księstwo Halicko-Włodzimierskie włączył do Korony Królestwa Polskiego. Włączenie tak dużego księstwa oznaczało znaczne rozszerzenie granic Polski, a jednocześnie zadarcie z jednym z najpotężniejszych wówczas władców Europy, chanem Złotej Ordy Özbegiem. Ten zaś był wściekły, gdyż ktoś (inny władca) pozwolił sobie wydrzeć jego własność, którą on już widział jako część własnej Ordy. Inwazja na Królestwo Polskie była więc już tylko kwestią czasu, a mówiono o tym nie tylko w Brandenburgii i ziemiach Zakonu Krzyżackiego, ale również w Paryżu, w Wiedniu a nawet w Londynie (wrócił strach przed tatarskim najazdem, który Europa pamiętała dokładnie 100 lat wcześniej w roku 1241, gdzie nawet król Anglii pisał w listach do swej matki że oto nastał kres chrześcijańskiego świata, gdyż zalały go "mongolskie demony"). Sam papież Benedykt XII napisał list do chana Özbega, prosząc go aby zaniechał tej wyprawy, deklarując że Kazimierz (oraz inni okoliczni władcy) wynagrodzą mu poniesione straty, jednocześnie zaś pod papieskim patronatem przygotowywano wyprawę krzyżową przeciwko Tatarom i organizowano ją zarówno na ziemiach Królestwa Polskiego jak i Czech oraz Węgier.

Armia tatarska która ruszyła na zachód, była liczna (prawdopodobnie liczyła ok. 200 000 wojowników, chociaż w niektórych źródłach przesadnie twierdzi się że nawet i 660 000). Zimą 1340/1341 r. ta potężna armia doszła do ujścia Sanu wpadającego do Wisły, a po drugiej stronie rzeki czekał król Kazimierz Wielki ze swoimi rycerzami. Polski plan obrony zakładał uniemożliwienie Tatarom przekroczenia Wisły i rzeczywiście, przez kilka kolejnych dni w siarczystym mrozie i śniegu po kolana, trwała walka dwóch armii ostrzeliwujących się przez rzekę. Licznie padali zabici i ranni, ale w polskich kronikach zanotowano imię tylko jednej polskiej ofiary tej batalii, a był nią Mścigniew Czelaj herbu Abdank, jeden z krakowskich możnowładców. Sam król osobiście zagrzewał swych rycerzy do walki, twierdząc że bronią nie tylko własnej ziemi, ale całego chrześcijaństwa. To poskutkowało, po kilku dniach tych uporczywych ostrzeliwań zza rzeki, Tatarzy uznali że jednak nie uda im się przekroczyć Wisły i zawrócili. Ponieważ wracali z pustymi rękoma, postanowili przynajmniej zdobyć Lublin, aby tam wziąć licznych niewolników i łupy. Lokalne rycerstwo i mieszkańcy miasta przez 12 dni bronili swego grodu przed potęgą Tatarów Złotej Ordy, ostatecznie udało im się zwyciężyć, gdy polska strzała zabiła głównego dowódcę całej tej wyprawy (jego imię pozostaje nieznane), Tatarzy wówczas stracili dalszą chęć do walki i zawrócili do siebie. Wiadomość o tym polskim zwycięstwie bardzo szybko obiegła dwory Europy (np. na Wielkanoc roku 1341 w Bolonii opowiadano sobie właśnie o tym zwycięstwie, co odnotował tamtejszy kronikarz Matte Griffoni, ale - jak to często bywa - wieści o tym zostały mocno zdeformowane i opowiadano sobie niestworzone historie, nie mające wiele wspólnego z prawdą). Tak oto tatarski najazd został powstrzymany, ale nie oznaczało to zakończenia batalii o ziemię wołyńską. 




Po odparciu tatarskiej nawały Kazimierz podporządkował sobie takie miasta jak Przemyśl, Sanok, Łuck, Włodzimierz, Lubaczów, Trębowla i Tustań. Jeszcze w 1341 r. zawarł król porozumienie z bojatem Dymitrem Detko mianując go swym namiestnikiem w Haliczu i Włodzimierzu (ziemie ten nie zostały wówczas bezpośrednio włączone do Korony Królestwa Polskiego). W tym czasie w Wielkim Księstwie Litewskim zmarł wieloletni władca tej krainy - Giedymin. Kraj został teraz podzielony pomiędzy jego synów: władzę nad stołecznym Wilnem objął Jawnuta, dzielnicę Rusi Białej (Białorusi) objął Olgierd z siedzibą w Mińsku, zaś Kiejstut otrzymał Żmudź z Trokami, Grodnem i Brześciem aż po Wołyń, a w Łucku zasiadł Lubart. Lubart i Kiejstut byli zdecydowani prowadzić dalsze walki z Polakami nie tylko o Ruś Halicko-Włodzimierską, ale również o inne ziemie (w tym część ziemi Mazowieckiej). Olgierd i Jawnuta byli zaś nastawieni bardziej koncyliacyjnie. Już w 1343 r. wygasł układ zawarty przez Kazimierza z Dymitrem Detko a w rok później zaczęły się kolejne walki o Ruś Halicko-Włodzimierską bez większych sukcesów po polskiej stronie (Kazimierz był zresztą wtedy skupiony na innych obszarach, np. na zawarciu układu z wielkim mistrzem Zakonu Krzyżackiego w 1343 r., który to okazał się dla Polski zbawienny gospodarczo i który pozwolił w roku 1410 ostatecznie rozgromić na polach Grunwaldu potęgę Zakonu; czy wojnie polsko-czeskiej z 1345 r.). Do kolejnej interwencji Kazimierza na Rusi doszło dopiero w roku 1349. Wcześniej, bowiem w roku 1345 Kazimierz zawarł układ z Lubartem Giedyminowiczem, dzieląc Ruś po połowie (stronie polskiej przypadł tylko Przemyśl i Sanok). W tym czasie synowie Giedymina obalili Jawnutę (dając mu mniejszą dzielnicę) a na wileńskim stolcu zasiadł Olgierd (1345 r.). W czasie kampanii roku 1349 Kazimierz Wielki opanował ponownie Lwów, Halicz, Włodzimierz, Brześć, Bełz i prawdopodobnie Trębowlę, zmuszając Lubarta do wycofania się do Łucka. Ten rok jest kluczowy, gdyż oznacza definitywne opanowanie nie tylko Lwowa ale i Rusi Czerwonej (czyli Rusi Halickiej) przez Polaków na kolejne wieki (dokładnie do roku 1939, czyli przez 590 lat ziemię te pozostawały w obrębie cywilizacji i kultury polskiej, nawet w czasie zaborów). Gdy Kazimierz w grudniu 1349 r wracał do Krakowa witano go tam jako Wielkiego triumfatora, a ponieważ już od trzech lat używał tytułu księcia Rusi, realnie ziemie te stały się nieodłączną częścią Korony Królestwa Polskiego.


PS: O dalszych losach Wołynia i o tym jak wyglądały stosunki polsko-ukraińskie na tych ziemiach do roku 1939 (a w zasadzie 1943) opowiem w kolejnych częściach tej serii, jak również będę ją rozpoczynał opisem obrony poszczególnych polskich wsi przed banderowskimi bydlakami w latach 1943-45. Powiem też że Ukraińcy mają swoich bohaterów i niekoniecznie muszą to być mordercy kobiet i dzieci, to są ludzie o których często się zapomina jak choćby Taras "Bulba" Boroweć (śmiertelny wróg Bandery i zdecydowany przeciwnik tego, co działo się na Wołyniu oraz w Małopolsce Wschodniej z rąk banderowskiej czerni), Symon Petlura czy wielu bezimiennych ukraińskich aniołów, którzy ostrzegli Polaków przed zbliżającą się śmiercią, a wielu z nich - z narażeniem własnego życia - ukrywało swoich polskich sąsiadów we własnych domach.


NA ZAKOŃCZENIE ZAŚ WYSTĄPIENIE PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKI KAROLA NAWROCKIEGO Z OKAZJI 83 ROCZNICY ROZPOCZĘCIA ZORGANIZOWANYCH WIELKICH MORDÓW LUDNOŚCI POLSKIEJ NA WOŁYNIU (O KTÓRYCH TEŻ DOKŁADNIE NAPISZĘ), CZYLI BANDEROWSKO-NAZISTOWSKIEGO LUDOBÓJSTWA



CDN.

12 czerwca 2026

KONCEPCJE MITTELEUROPY - Cz. I

JAK ONE WYGLĄDAŁY W TEORII
I JAK PRÓBOWANO
(I NADAL PRÓBUJE SIĘ)
REALIZOWAĆ JE W PRAKTYCE




 "Polska kultura prawna i przemiany po 1989 r. zostały zainspirowane i były wspierane przez niemiecką myśl prawniczą. Na tym opierało się konstruowanie w Polsce nowoczesnego państwa prawa, mechanizmów ochrony praw człowieka i demokracji. Na tym opieraliśmy naszą integrację europejską. Ale to powoduje - po stronie mentora - także szczególną odpowiedzialność. Jak w przypowieści z "Małego Księcia". Jeśli oswoi się zwierzątko, to nie można go później porzucić" - oto mądrości Adama Bodnara (byłego już Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego), który na spotkaniu w Getyndze w roku 2021 (wówczas jeszcze jako Rzecznik Praw Obywatelskich), na którym odebrał nagrodę Dialogpreis - przyznawaną przez Federalny Związek Towarzystw Polsko-Niemieckich, wygłosił takie właśnie zdanie, i dalej: "Aktualny kryzys w Polsce już teraz oznacza wiele złego dla Polaków, sędziów, prokuratorów, działaczy społecznych. Ale on może stać się także zarzewiem kryzysu egzystencjalnego dla Unii Europejskiej. Właśnie ze względu na tragiczne doświadczenia historyczne, właśnie na Niemcach i na Republice Federalnej Niemiec spoczywa szczególna odpowiedzialność za przyszłość Unii Europejskiej - całej Europy, w tym państw na wschód od dawnej Żelaznej Kurtyny". Oto właśnie, w najczystszej konsystencji został przedstawiony wytwór polskiej elity, stworzonej po roku 1989. Ja oczywiście rozumiem aluzje do tego, że Polska po 1989 r. została "ukształtowana" na nowo przez Niemcy, jako: "kraj taniej siły roboczej" - o czym wspominał kilka lat temu niemiecki ekonomista - Reinhard Petzold (oto link do artykułu na ten temat: "Zbudowaliśmy Polskę jako kraj taniej siły roboczej"), ale nie pojmuję ile można mieć w sobie niechęci, czy wręcz nienawiści do Narodu Polskiego, aby płaszczyć się przed tymi, od których (w takiej lub innej formie) jesteś zależny - tego nie rozumiem (inna sprawa że mamy w kraju od 14 do 17% obywateli, którzy realnie... nienawidzą Polski i wydaje mi się że to jest poważny kłopot który należy rozwiązać w ciągu kolejnych lat, jeśli nie chcemy mieć poważnych problemów). Przecież za komuny wielu Polaków wysługiwało się Moskwie dla władzy i pozycji, ale i tak ogromna większość z nich nie wchodziła Sowietom do tyłka, a i często krytykowała "porządki" panujące w Kraju Rad. Wcześniej było podobnie - magnaci i szlachta, którzy brali pieniądze od obcych dworów (by na sejmach forsować plany zgodne z linią polityczną swoich mocodawców), wcale nie byli ślepo zapatrzeni ani w Prusy, ani w Austrię, ani tym bardziej w Rosję (choć do carycy Katarzyny II odwoływano się, jako do obrończyni "wolności szlacheckich" w Rzeczpospolitej). A teraz mamy przypadki takiego skundlenia, bo przecież Adam Bodnar to nie jedyna osoba publiczna, która w sposób wręcz upokarzający wchodzi Niemcom (a obecnie również Ukraińcom) w tyłek.

Kilkanaście lat temu przeczytałem (zdaje się na łamach "Polityki") tekst prawdopodobnie Ireneusza Krzemińskiego (choć dziś już nie mam pewności czy on był jego autorem), który zatytułowany został następująco: "Mijają wieki mijają lata, a Polak ma za Odrą brata" i odnosił się do braterstwa, jakie zapanowało po upadku komunizmu między Polakami a Niemcami. Już wtedy wydało mi się to mocno naciągane (jak przysłowiowa plandeka na Żuka, w końcu Jak to mówił Bogdan Łazuka w filmie "Halo Szpicbródka": "Myśmy już różnych braci znali, Kain i Abel z Biblii, znasz?") i jakoś tak mocno podejrzane.




A potem przyszły jasne deklaracje panów: Radosława Sikorskiego - który jako Minister Spraw Zagranicznych w rządzie Donalda Tuska, wygłosił 28 listopada 2011 r. w Berlinie swoisty hołd poddańczy wobec Niemiec, twierdząc że: "... z racji rozmiarów i historii Waszego kraju, ponosicie specjalną odpowiedzialność, aby chronić pokój i demokrację na naszym kontynencie. Jak mądrze stwierdził Jurgen Habermas, "Jeśli projekt europejski upadnie, pojawi się pytanie jak wiele trzeba będzie czasu, aby odzyskać status quo. Przypomnijmy sobie rewolucję niemiecką z 1848 r.: po jej klęsce potrzeba było stu lat, aby doprowadzić do tego samego poziomu demokracji". Co, jako minister spraw zagranicznych Polski, uważam za największe zagrożenie dla bezpieczeństwa i dobrobytu Europy dziś, w dniu 28 listopada 2011 roku? Nie jest to terroryzm, nie są to Talibowie, i już na pewno nie są to niemieckie czołgi. Nie są to nawet rosyjskie rakiety, którymi groził Prezydent Miedwiediew, mówiąc, że rozmieści je na granicy Unii Europejskiej. Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa i dobrobytu Polski byłby upadek strefy euro. I domagam się od Niemiec tego, abyście - dla dobra Waszego i naszego - pomogli tej strefie euro przetrwać i prosperować. Dobrze wiecie, że nikt inny nie jest w stanie tego zrobić. Zapewne jestem pierwszym w historii ministrem spraw zagranicznych Polski, który to powie: Mniej zaczynam się obawiać niemieckiej potęgi niż niemieckiej bezczynności. Niemcy stały się niezbędnym narodem Europy. Nie możecie sobie pozwolić na porażkę przywództwa". Zaś potem, gdy były podnoszone (jak zwykle w dość nieudolny sposób) kwestie odszkodowania, jakie Niemcy winni są Polsce za II Wojnę Światową, za zniszczenia, obozy, za deportacje ludności, za  kradzież i germanizację polskich dzieci, a przede wszystkim za masowe zbrodnie i śmierć milionów ludzkich istnień (Ja jestem przekonany że - poczynając od dziś, aby nie doprowadzić do całkowitej katastrofy niemieckiego budżetu - lekko licząc przez kolejne tysiąc lat Niemcy nie byliby w stanie spłacić swoich win wobec Polski), to wówczas pan Sikorski stwierdził również że: ""Niemcy stracili na naszą rzecz 20 proc. swego przedwojennego terytorium"". Argument zupełnie niepasujący do kontekstu i nielogiczny.




Po pierwsze - to Niemcy (i Sowieci) rozpętali II Wojnę Światową, przy całkowitej uległości wielu innych państw Europy i Świata, zaś Polska jako pierwsza stanęła na drodze postępu totalitarnego zamordyzmu nazistów i komunistów. Po drugie - Niemcy tę wojnę przegrały; gdyby jednak ją wygrały, nie tylko nasze granice wyglądałyby dziś inaczej, ale żadnej Polski (i kilku innych krajów - głównie Europy Wschodniej) już by nie było; zresztą nie tylko krajów ale i ich narodów - które zostałyby fizycznie eksterminowane przez "europejską" i "cywilizowaną" niemiecką "Rasę Panów". Po trzecie - Polska sama straciła znacznie większe tereny na Wschodzie, kosztem Związku Sowieckiego i krajów które powstały na gruzach "sowieckiego imperium", a ziemie zachodnie miały być (według Stalina) zrekompensowaniem tych strat. Natomiast, co się tyczy zniszczeń i zbrodni, jakie Niemcy popełnili w Polsce na Polakach i Żydach, sprawiedliwości nigdy nie stało się zadość - NIGDY, aż do dziś. Zresztą ziemie, które Niemcy stracili po II Wojnie Światowej, to tak naprawdę były ziemie polskie, które Niemcy podbili i konsekwentnie przez wieki germanizowali, więc ich odzyskanie, to był zwykły powrót do Macierzy (same Niemcy tak naprawdę należałoby cofnąć jeszcze bardziej na Zachód - za Łabę, gdyż tamte tereny również należały do Słowian, którzy zostali przez to "cywilizowane" germańskie plemię po prostu wymordowani - to samo Hitler i jego banda chcieli uczynić po wojnie z Polakami, Rosjanami, Ukraińcami, Białorusinami i kilkoma innymi narodami, których po części zamieniono by w niewolników pracujących na rozległych latyfundiach nowej, nazistowskiej elity, oraz w gospodarstwach niemieckich chłopów; po części próbowano by zgermanizować; a po części po prostu by wymordowano w obozach zagłady i w ten sposób zbudowano by nową, "niemiecką Europę" - w morzu krwi i cierpienia, ładny akt założycielski - prawda? 😔).

Ale Radosław Sikorski i Adam Bodnar to nie jedyni tacy "podległościowcy", którym marzy się współcześnie powrót do koncepcji niemieckiej Mitteleuropy i w ogóle niemieckiej Europy. Kolejnym jest jeszcze choćby prezydent Warszawy - Rafał Czaskoski Trzaskowski, który przed wyborami prezydenckimi w 2020 r. stwierdził że: "Mamy gigantomanię Premiera Mateusza Morawieckiego, który proponuje lotnisko w szczerym polu. W Berlinie udało się po latach i będziemy mieli lotnisko, które... no trudno będzie z nim konkurować". Innymi słowy - po co nam polskie lotnisko (Centralny Port Komunikacyjny - mający być największym tego typu portem lotniczym w całej Europie Środkowo-Wschodniej, łącznie z Niemcami), skoro w Niemczech, w Berlinie budowane jest podobne? Dla mnie wypowiedzi tych panów można podsumować następująco: mentalność kolonialnego niewolnika, który wykształcony w szkołach swego pana, uważa się teraz za lepszego od pozostałych swych rodaków - zwanych tubylcami - i za przywilej służenia panu, jest gotów pluć na własny kraj bez zastanowienia się i bez końca. 




Oczywiście największy pro-niemiecki polityk, pół-Niemiec (w końcu jego ciotka od strony babki zginęła na Wilhelm Gustloff w 1945 r., gdzie wpuszczano tylko Niemców, Polak nie miał szans dostać się na ten statek żeby zostać ewakuowanym. Babka zaś do końca życia mówiła tylko po niemiecku, i do końca życia żałowała że Gdańsk jest polski, oraz wspominała listy pisane do jej męża przez cesarza Wilhelma II i syna przez Hitlera, jako coś niezwykle wzniosłego) Donald Tusk. Ten człowiek jest ewidentnym szkodnikiem, ewidentnym i zastanawiam się co trzeba mieć w głowie (mam tutaj oczywiście na myśli wyborców całej tej Platformy czy też Koalicji Obywatelskiej - która z obywatelskością ma tyle wspólnego, co ja czarną Afryką), żeby raz jeszcze sprowadzić nam takie zło (nie bójmy się tego słowa), skoro w 2015 r pozbyliśmy się go raz na zawsze. Oczywiście rozumiem że PiS należało ukarać za to co robił w pandemii i potem jako "słudzy narodu ukraińskiego", ale ta kara jest zbyt duża, zbyt bolesna dla całego naszego Państwa i Narodu. Brak słów, ale może społeczeństwo wreszcie przejrzy na oczy, jakie to "cywilizowane" towarzystwo nami zarządzało przez te wszystkie lata (przecież Adam Bodnar wprost porównał Polaków do zwierząt, nad którymi stoi niemiecki treser z batem w ręku i szkoli całe to "polskie bydło") i nareszcie odeśle te osoby do ich mocodawców, za Odrę, czy może za Bug - gdziekolwiek, byle z dala od naszego kraju.




Jednak idąc tropem mentalności volksdeutscher'ów, postanowiłem zająć się niemiecką koncepcją Mitteleuropy i wszystkimi jej wprowadzanymi w życie realiami (począwszy od Generalnego Gubernatorstwa z czasów I Wojny Światowej, poprzez Polskę stworzoną pod niemiecką kontrolą w akcie dwóch cesarzy - Wilhelma II i Franciszka Józefa I z 5 listopada 1916 r., której żywot był dość krótki i zakończył się wraz z kapitulacją Niemiec - 11 listopada 1918 r. i odradzaniem się niepodległej Polski; następnie Generalne Gubernatorstwo tworzone od 26 października 1939 r. na okupowanych przez Niemcy ziemiach Środkowej Polski - zachodnie ziemie zostały bowiem przyłączone do Rzeszy, a wschodnie do kraju "wszelkiej szczęśliwości" czyli do ZSRS. Jako ciekawostkę opowiem także o planach stworzenia na ziemiach polskich - szczególnie podczas I Wojny Światowej, lecz również i w czasie Drugiej - niemiecko-żydowskiego państwa, zwanego umownie "Judeopolonią" - ale to już tylko na marginesie. Na końcu przejdę wreszcie do tego, co nastąpiło po tzw.: "transformacji ustrojowej", czyli po umownym i całkowicie kontrolowanym (oczywiście wiadomo jest że wszystkiego się do końca nie dopilnuje i w pewnym momencie te procesy zaczynają żyć własnym życiem, więc "całkowicie kontrolowane" tylko do pewnego etapu) "upadku komuny" i początkach naszej III Rzeczpospolitej Polski. Swoją drogą zastanawiające jest, że tyle sił - zarówno w przeszłości jak i obecnie - było i jest nam wrogich, a my wciąż żyjemy, wciąż trwamy na tym skrawku Środkowej Europy. Mało tego - ośmielamy się również myśleć o stworzeniu nowego "Imperium Intermare" - czyli centrum Idei Polskiej, promieniującej nie tylko na całą Europę, ale również na cały świat (jak bowiem brzmiały słowa błogosławionego ojca Bronisława Markiewicza, które wypowiedział on podczas wizji przyszłości, jaka została mu ukazana w 1863 r.: "Wy, Polacy, przez niniejszy ucisk oczyszczeni i miłością wspólną silni, nie tylko będziecie się wzajem wspomagali, nadto poniesiecie ratunek innym narodom i ludom, nawet wam niegdyś wrogim. I tym sposobem wprowadzicie dotąd niewidzialne braterstwo ludów, Bóg wyleje na was wielkie łaski i dary, wzbudzi między wami ludzi świętych i mądrych i wielkich mistrzów, którzy zajmą zaszczytne stanowiska na kuli ziemskiej. Języka waszego będą się uczyć w uczelniach na całym świecie". Nieznana zaś z imienia mistyczka z Podlasia w podobnej wizji przyszłości rzekła w 1932 r.: "Nie do Germanów, lecz do Słowian należy przyszłość Europy. Polska jest wezwana do wielkiej misji i dlatego powinna stać się wzorem dla innych narodów"). Cesarz Napoleon Wielki stwierdził niegdyś (do swego sekretarza Bourrienne'a) iż: "Bez niezawisłej Polski nigdy nie będzie trwałego pokoju w Europie", ale nie tylko - należy bowiem dodać, że Europa przyszłości (wolna Europa przyszłości, już bez ciągłego zagrożenia islamskiego i bez dyktatury antykulturowych marksistów) to bez wątpienia Europa "Ducha Idei Polskiej" - i skorzystają na tym wszyscy: Niemcy, Francuzi, Włosi, Szwedzi, Brytyjczycy i Rosjanie. Amen!


Zatem do dzieła z nową serią tematyczną




CDN.

11 czerwca 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. LIII

KONTYNENT AMERYKAŃSKI
HISTORIA POLITYCZNA
ok. 25 000 r. p.n.e. - 12 500 r.p.n.e. 
Cz. I





AMERYKA PÓŁNOCNA
(REJON RZEKI MISSISIPI i MEKSYK)
KOLONIZACJA TOLTECKA




Po zagładzie cywilizacji OHUM (ok. 40 000 r. p.n.e.), zniszczonej przez katastrofalną powódź (po ok. 400 latach istnienia tej cywilizacji), długo nie nastąpiła kolejna kolonizacja tego kontynentu. Ameryka Północna (i Południowa), były to ziemie wówczas bardzo niebezpieczne ze względu na ukształtowanie terenu. Wyżyna Meksykańska czy góry Andy jeszcze wówczas nie istniały, ziemie niewiele wystawały ponad poziom morza, przez to dochodziło tutaj do bardzo częstych powodzi, tornad a także trzęsień ziemi. Nie były to więc tereny które chciano by szybko skolonizować. Jednak, jeśli odniesiemy się do channelingów, to istnieje informacja, że pierwsza grupa ludności przemierzała ten kontynent już ok. 27 000 r. p.n.e. Prawdopodobnie (gdyż nie ma na ten temat informacji) była to ludność Biała. Skąd takie moje przypuszczenie, skoro nie ma informacji o ich pochodzeniu ani kolorze skóry? Uznałem że to była ludność Biała, gdyż w tym samym czasie w Imperium Ujghur miały miejsce wstrząsy wewnętrzne, które doprowadziły do opuszczenia Azji przez duże grupy ludności (Białej - aryjskiej ludności). Prawdopodobnie więc ta pierwsza grupa przybyszy, którzy przemierzali kontynent od północy ku brzegom Atlantyku (by osiedlić się na Atlantydzie), była rasą Białą (nie tworzyli oni też żadnych miast czy osad na mijanych przez siebie ziemiach).

Prawdziwa kolonizacja (oczywiście jak większość na tym kontynencie) zaczęła się dopiero po roku 25 000 p.n.e., czyli po zagładzie Lemurii. Uciekinierzy z MU zaczną zakładać tutaj pierwsze osady, które jednak nie będą miały większego znaczenia (po zagładzie MU, ludność pochodząca z tamtego kontynentu, której uda się dostać do Ameryki - cofnie się w swym rozwoju) aż do 16 000 r. p.n.e. Wówczas to powstaną dwa wielkie miasta MITLA (w dorzeczu Missisipi) i TULA (północny Meksyk i południowe tereny Kalifornii i Teksasu). Przed powstaniem tych dwóch wielkich miast, Toltekowie z Ameryki Północnej nie wytworzą żadnej znaczącej kultury, cofną się w swym rozwoju i początkowo będą nawet mieszkać z szałasach, namiotach, a nawet jaskiniach. Potem dopiero zaczną się łączyć w większe grupy i pod przewodnictwem królów/kapłanów zakładać pierwsze prowizoryczne osady. Pamięć o tragedii MU wciąż będzie ich jednak determinować, choć kolejne pokolenia tracić będą już wiedzę na temat tego, co dokładnie się wydarzyło. Tę wiedzę będą sobie przekazywali jedynie królowie/kapłani w ścisłym, hermetycznym gronie, która nie będzie mogła zostać wyjawiona na zewnątrz pod groźbą najstraszliwszych tortur i śmierci. W czasach jeszcze późniejszych wiedza o tragedii MU zostanie zamknięta za murami świątyń i we wnętrzach piramid, do których wstęp będą mieli jedynie kapłani najwyższego rzędu.


TOLTEKOWIE
WYBRAŃCY OCALALI Z ZAGŁADY IMPERIUM MU



Po inwazji Corteza i podboju tych ziem przez Hiszpanów po 1519 r., a szczególnie w wieku XX, gdy te świątynne inskrypcje zostały szczegółowo zbadane i przetłumaczone, można się dowiedzieć ciekawych rzeczy. Mianowicie w słynnym kodeksie Chimalpopoca (wyrytym także w jednej ze świątyń) czytamy: "Było to słońce Nahui-Atl. Wtedy zginęła cała ludzkość i została zatopiona. Niebo zbliżyło się do wody. W jednym dniu wszystko zginęło, a dzień Nahui-Xochtil pożarł naszą rasę. Nawet góry zapadły się w morze". Według tych przekazów jest tam również informacja o człowieku NACIE i jego żonie NENIE, których ocalili "bogowie", nakazując im udać się na kontynent amerykański. Channelingi nie mówią nic o tych osobach, ale nie można wykluczyć że istnieli naprawdę, tym bardziej że (jak już w poprzednich częściach pisałem) TJehooba ocaliło przed zagładą kilku (kilkunastu - kilkuset?) obywateli Imperium MU, ewakuując ich początkowo na Marsa, oraz na inne tereny Ziemi. Wielu jednak uciekło na własną rękę, kierując się głównie ku brzegom Ameryki Północnej i Jukatanu. 

Tak więc Toltekowie przed 16 000 r. p.n.e. nie wytworzyli żadnej większej cywilizacji, która byłaby choćby cieniem dawniejszej cywilizacji Imperium MU. Dopiero po tej dacie następuje gwałtowne "przyspieszenie" i "odrodzenie" cywilizacyjne tego ludu. Powstają dwa wielkie miasta-państwa Mitla (z której później przybędzie m.in.: lud Azteków), oraz Tula. Ale owe "odrodzenie" nie wzięło się z niczego, coś się musiało stać, że w końcu do niego doszło. Owszem - stało się! W tym właśnie czasie do Ameryki przybył syn Enkiego - Ningiszzida z Edenu. Wśród ludów amerykańskich znany on jest pod imieniem... QUETZALCOATLA - Pierzastego Węża (o tym jednak w kolejnej części)



JUKATAN 
i INWAZJA ITARA
ok. 25 000 r. p.n.e.


JUKATAN W OKRESIE ROZKWITU CYWILIZACJI MAJÓW 
(ok. 350 r. p.n.e. - ok. 900 r.)



Kim byli Majowie? Skąd pochodzili? Dlaczego na Półwyspie Jukatan stworzyli tak dalece rozwiniętą cywilizację? Jakie były ich korzenie i dlaczego ich pierwotne dzieje nikną nam w mgle przypuszczeń i niepewności, związanych z ich pojawieniem się? Lud MAYA był po prostu jedną wielką grupą... Białej ludności II Imperium Atlantydy (prowadzonej przez dziesięciu mężów, zwanych ATLANAMI), która została skierowana ze stolicy z misją kolonizacji całego Zachodu (czyli ówczesnego kontynentu amerykańskiego). Przywódcą Atlanów był ITAR, który swe okręty skierował ku brzegom Jukatanu. Miało to miejsce niedługo po zniszczeniu przez Atlantów kontynentu Lamar, czyli ok. 25 000 r. p.n.e. Pierwszym miastem które wzniósł Itar (obrany tytularnym władcą nowej krainy - 9 dalszych wodzów weszło zaś w skład jego rady przybocznej) na amerykańskiej ziemi, stało się miasto CHITZEN-ITZA (czyli "Krynica Węża"). To była pierwsza stolica nowej prowincji II Imperium Atlantydy, zaś Itar stał się pierwszym jej władcą (mianowanym z polecenia atlantyckiego monarchy). W mieście - jako jedną z pierwszych - bardzo szybko wzniesiono świątynię zakonu "Synów Beliala", która stała się centralnym punktem miasta. 

Gdy w XVI wieku hiszpańscy konkwistadorzy zajęli rejon dzisiejszego Jukatanu, na tych terenach żyła już ludność Czerwonoskórych Indian (których przodkowie pochodzili z zatopionego Cesarstwa MU, a którzy docierali na kontynent i osiedlali się tam, łącząc się z pierwotnymi Białymi kolonistami z Atlantydy od 25 000 r. p.n.e. do ok. 10 500 r. p.n.e. Przez cały ten czas trwała intensywna kolonizacja Jukatanu przez grupy Czerwonoskórych, najpierw z MU, potem z północnej Ameryki, a częściowo nawet z... Indii Nagów. Gdy Hiszpanie przybyli do opuszczonych już wówczas miast-państw Majów (upadek cywilizacji Majów jest dosyć dziwny i niewytłumaczalny, w każdym razie Hiszpanie przybyli na Jukatan w momencie, w którym cywilizacja Majów już nie istniała, co najwyżej jej jakieś niewielkie pozostałości), lokalne grupki Indian żyły już na o wiele niższej stopie, niż nie tylko ich przodkowie w czasach Itara i późniejszych, lecz także byli bardziej prymitywni niż ich pobratymcy z ówczesnej północy - terenów środkowego Meksyku, czy zachodnich brzegów Ameryki Południowej, gdzie powstały wielkie cywilizacje Azteków i Inków. Ci właśnie potomkowie dawnych Majów, opowiadali hiszpańskim zdobywcom że miasto Chitzen-Itza (i wiele jemu podobnych) powstało: "Nim jeszcze słońce zaświeciło na niebie". Czyli w czasach, których oni sami nie byli w stanie ogarnąć pamięcią przekazywaną z pokolenia na pokolenie (o tym dlaczego współcześni ludzie żyją zaledwie 100-120 lat opowiem w temacie ostatecznego zniszczenia Firmamentu Niebieskiego - o którym jasno mówi Biblia - a który to był głównym powodem wydłużenia wieku niezliczonych pokoleń, żyjących tutaj w czasach przedhistorycznych). Tak więc kolonia Jukatanu (choć rządzona przez Białych władców) szybko zdominowana zostanie przez Czerwonoskórych mieszkańców z głębi kontynentu.

Dr. August le Plongeon, który w XIX wieku badał starożytny język Majów, powiedział otwarcie: "Jedna trzecia tego języka, to jest czysta greka". Dodał także że język Majów nie jest też pozbawiony słów pochodzących z języka sumeryjskiego i staro-asyryjskiego. Mało tego, dr. Plongeon wykazał również że pierwotną ludnością, zamieszkującą tereny Jukatanu, była... ludność Biała - europejska, a nie Czerwonoskóra - indiańska. Zresztą ostatnie znaleziska czaszek (do tej pory znaleziono kilka takich czaszek, najstarszą jest czaszka tzw.: Białego "Człowieka z Kennewick"), mających po kilkadziesiąt tysięcy lat, które brano za należące do ludności Czerwonoskórych Indian, okazały się... czaszkami Białych ludzi. Skąd Biali w Ameryce przed Kolumbem? Owszem, przybywali tam wcześniej Wikingowie, no ale głównie na tereny Ameryki Północnej i ich obecność ograniczała się jedynie do terenów nadbrzeżnych, nie zapuszczali się w głąb kontynentu, a ich rajdy miały miejsce dopiero kilkadziesiąt tysięcy lat po odnalezieniu owych czaszek. Natomiast te czaszki (skrupulatnie złożone w ziemi), znalezione zostały w głębi kontynentu i pochodziły z czasów znacznie odległych, nim jeszcze Wikingowie pojawili się w Skandynawii. Świat nauki do dziś stara się rozwikłać zagadkę "Białych ludzi w Ameryce przed Kolumbem i Wikingami", niewielu zaś jest w stanie przyjąć do wiadomości, że Biała ludność pojawiła się tam znacznie wcześniej niż Czerwonoskórzy wybrańcy, ocaleni z kontynentu Lamar.


"CZŁOWIEK Z KENNEWICK"
REKONSTRUKCJA TWARZY "BIAŁEGO AMERYKANINA"
SPRZED ok. 12 000 lat




CDN.


PS: A na zakończenie chciałbym jeszcze wyrazić swoje zdanie na temat Orderu Orła Białego który prezydent Karol Nawrocki obiecał odebrać temu ukraińskiemu pajacowi. Tak więc uważam że jak najszybciej należy to uczynić, gdyż to jest jedynie gest symboliczny. W tym przypadku zaś, jeżeli Ukraińcy jawnie już odwołują się do tradycji nazistowskiej i czczą morderców kobiet i dzieci - którzy w znanej nam historii ludzkości mordowali małe dzieci tak okrutny i odrażający sposób, że nawet Niemcy nie byli w stanie wytrzymać widoku kilkuletnich dzieci, przecinanych piłami na pół albo mającymi gwoździe wbite w czaszki. Jeśli więc Ukraina nie potrafi odrzucić swojej morderczej, nazistowskiej przeszłości, to ja już nie mam słów i ja takiej Ukrainy nie widzę nigdzie, ani w NATO ani w Unii Europejskiej, ani nawet... w Europie.



29 maja 2026

POLSKI ODWET - "A OD ŚMIERCI SILNIEJSZY BYŁ GNIEW" - Cz. I

O AKCJACH POLSKIEJ SAMOOBRONY
NA WOŁYNIU I KRESACH WSCHODNICH




"To była ładna, młoda dziewczyna - Ukrainka: "Twardy" zadecydował że najlepszą karą za jej ukraińskie pochodzenie będzie, gdy wszyscy trzej dopuścimy się na niej gwałtu (...) Jednak na samym gwałcie się nie skończyło i choć "Twardy" rzeczywiście darował jej życie, to przedtem przyciągnął ją nagą do kuchni i rozgrzawszy do czerwoności pogrzebacz, na goły tyłeczek takie jej smary sprawił, że aż czerwone pręgi zaczęły się pokazywać. I w takim stanie, zupełnie nagą, wyrzucił biedną dziewczynę na dwór. Ratując ostatkiem sił swoje życie, w śniegu po kolana, w trzaskający mróz pobiegła do sąsiadów". To jedna z niewielu relacji polskich żołnierzy, biorących udział w akcjach samoobrony na Wołyniu i Polesiu przeciwko ukraińskim mordercom spod znaku Bandery, Konowalca i Doncowa. Tak, to prawda - Polacy nie dawali się spokojnie zarzynać we własnych domach i na własnej ziemi niczym bydło prowadzone na rzeź. Podejmowaliśmy również akcje obronne i odwetowe, ale w żadnym razie nie można tutaj stawiać znaku równości pomiędzy mordami ukraińskich bandytów, a tym co robili Polacy Ukraińcom w ramach akcji odwetowych, tym bardziej że za owym znakiem równości nie przemawia skala. Według "oficjalnych" (znacznie zaniżonych) danych, Ukraińcy na samym Wołyniu wymordowali ponad 60 tys. Polaków, realnie jednak było to od 100 do 300 tys. ludzi narodowości polskiej. Natomiast dane co do strat ludności ukraińskiej w latach 1943-1944 to ok. 3000 osób. Nawet jeśli brać pod uwagę tę najmniejszą liczbę z "polskiej strony" - 60 tys. to i tak bezmiar ukraińskiej masakry jest tu nie do porównania z działaniami polskiej samoobrony, gdyż pokazuje że na (co najmniej) 20 pomordowanych Polaków przypadał jeden Ukrainiec.

Oczywiście ktoś powie, każde życie jest cenne i nie należy tego tak zestawiać, nie należy porównywać, bowiem zbrodnia pozostaje zbrodnią. Ja się oczywiście z tym zgadzam, ale... spróbujcie wytłumaczyć człowiekowi, który na własne oczy widział jak na żywca zarzynano jego rodziców, jak jego braci i siostry wbijano na pale czy gałęzie drzew, jak je żywcem ćwiartowano, jak masakrowano, jak się znęcano, jak maltretowano jego bliskich - spróbujcie mu wytłumaczyć że teraz powinien może nie tyle zapomnieć, ale spróbować wybaczyć mordercom popełnione przez nich zbrodnie. Spróbujcie takiemu człowiekowi, który wręcz kipi chęcią zemsty, wytłumaczyć, że powinien wybaczyć - komu wybaczyć? Ludziom którzy powszechnie chwalą się popełnionymi zbrodniami, którzy wręcz się tym szczycą? Wybaczyć można, owszem, ale człowiekowi który albo o to wybaczenie sam poprosi, albo też wie że wyrządził komuś wielkie zło i żałuje tego czego się dopuścił. Jak można wytłumaczyć człowiekowi, który sam cudem uniknął śmierci z rąk banderowskich bandytów, aby teraz starał się komukolwiek z nich wybaczyć? Pamiętajmy też że na tych ziemiach nie było wówczas żadnej polskiej władzy, była wojskowa władza niemiecka, a Niemcom nie zależało na godzeniu Polaków z Ukraińcami, wręcz przeciwnie - lepiej dla nich było aby Ukraińcy wymordowali Polaków własnymi rękoma, bowiem według nazistowskich planów, nasz naród był następnym do fizycznej eksterminacji zaraz po Żydach.

 Gdy przegląda się rozkazy ówczesnych niemieckich władz, bije z nich w dużej mierze rozczarowanie, że Polaków jest jednak zbyt dużo, aby można było przeprowadzić ich całkowitą fizyczną eksterminację. Zakładają więc, że nawet po zwycięskiej dla Niemiec wojnie, będzie trzeba jeszcze przez jakiś (bliżej nie sprecyzowany) czas, utrzymywać całkowicie podległe, zarządzane przez Niemców "polskie państewko" - czyli Generalną Gubernię, gdzie Polacy mają być sprowadzeni jedynie do roli parobków i taniej siły roboczej, bez możliwości kształcenia się (jedynie mają się nauczyć kilku słów po niemiecku i umieć się podpisać - aby mogli zrozumieć komendy wypowiadane przez nowych, niemieckich panów tych ziem). Aborcja dla Polaków na okupowanych przez Niemców terenach II Rzeczypospolitej, była wręcz zalecana (mimo że w całej III Rzeszy dopuszczenie się aborcji przez Niemki karane było śmiercią). Teatrzyki "dla Polaków" grały z reguły jakieś pełne erotyzmu i obyczajowej wulgarności, wymyślone na poczekaniu "sztuki" (o jakiejkolwiek kulturze wyższej można było zapomnieć), Polacy zresztą mogli się kształcić jedynie do kilku klas szkoły podstawowej, a potem mieli stać się darmową siłą roboczą dla niemieckich panów w Rzeszy lub na nowej "marchii wschodniej" (czyli ziemiach polskich, włączonych i okupowanych przez Niemcy). 

Dla polskich kobiet była przeznaczona jeszcze jedna rola - erotycznych niewolnic dla żołnierzy Wehrmachtu (w tym celu podczas łapanek na ulicach polskich miast, wydzielano młode Polki i kierowano je do domów publicznych dla niemieckich żołnierzy). Oczywiście nie piszę tutaj już o masowych rozstrzeliwaniach (100 Polaków za 1 Niemca), szykanach (w środkach komunikacji publicznej były albo wagony "Tylko dla Niemców", albo też wszystkie siedzenia w tramwaju lub autobusie były tylko dla nich przeznaczone), obozach koncentracyjnych (samo Auschwitz, które było pierwotnie pomyślane jako obóz zagłady dla Polaków i takowym był od chwili powstania w 1940 do 1945, w latach 1942-1944/45 zaczęto w nim również eksterminować Żydów). Był również obowiązek (dotyczący tak Polaków jak Żydów) kłaniania się Niemcom na ulicy, poprzez zdejmowanie czapek lub kapeluszy, a także schodzenia z chodnika, gdy idą nim Niemcy. Nic dziwnego że Niemcom wcale nie zależało na tym, aby chronić Polaków na Wołyniu (czy na innych terenach II Rzeczypospolitej) przed ukraińskimi bandziorami, którzy często służyli wcześniej w ukraińskich jednostkach, formowanych przy udziale i za zgodą Wehrmachtu. Potem, gdy już było wiadome że Niemcy tej wojny nie wygrają, dochodziło do dezercji Ukraińców z tych oddziałów, którzy zaczynali teraz organizować walkę o "wyzwolenie Ukrainy". Częścią tej "walki" była właśnie fizyczna eksterminacja polskiej ludności cywilnej Kresów Wschodnich.

Nic więc dziwnego że zaczęto pospiesznie organizować (oraz ściągać z innych terenów przedwojennej Rzeczypospolitej) polskie formacje wojskowe Armii Krajowej, które miały za zadanie zapewnienie ochrony ludności polskiej na Wołyniu i Polesiu. Bowiem w roku 1943 Polacy na Wołyniu byli zupełnie nieprzygotowani militarnie do jakiejkolwiek konfrontacji z UPA (Ukraińską Powstańczą bandycką Armią Bandery), zresztą czego mieli się bać mieszkający tam Polacy - głównie Niemców i nadciągających ze wschodu Sowietów, ale ze strony mieszkających na tych ziemiach po sąsiedzku - znajomych, przyjaciół, braci a często członków rodzin nie spodziewali się jakiejkolwiek agresji. Zresztą ja przyznam się szczerze że nie mieści mi się to w głowie. Ile bowiem musi w człowieku pojawić się nienawiści i skąd ona się właściwie bierze, skoro w normalnych warunkach i normalnych czasach pomiędzy tymi ludźmi często nawet nie było sąsiedzkich sporów, a zgoda i zwykłe, normalne stosunki, tak jak pomiędzy mieszkającymi obok siebie sąsiadami - i co? I nagle zamieniają się oni w krwiożercze bestie, żądne krwi i mordu - ale nie zwykłego mordu, im nawet nie chodziło o to, aby tych Polaków po prostu zastrzelić, nie - im chodziło o to, aby się w sposób wręcz nieludzki poznęcać nad i tak przeznaczonymi do likwidacji ludźmi. To nawet w Niemcach, nawet w Sowietach z ich metodami zadawania bólu i uśmiercania, nie było tej zwierzęcej potrzeby sprawienia umierającemu dodatkowych cierpień - po co to było? Ja nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie i sądzę że Ukraińcy również nie potrafili by na to pytanie odpowiedzieć. 




Nacjonalizm ukraiński spowodował ogromne zło i doprowadził do tragedii wielu rodzin (bardzo często w przypadku łączonych polsko-ukraińskich małżeństw, gdy do danej wsi wkraczali banderowcy - mąż musiał na ich oczach mordować żonę i swoje dzieci, lub żona męża, w zależności od tego kto był Ukraińcem a kto Polakiem, aby samemu nie podzielić ich losu. A ilu było takich Ukraińców, którzy oddali życie za mordowanych Polaków - należy to głośno powiedzieć - byli tacy Ukraińcy którzy swym życiem i postawą sprzeciwili się złu spod znaku Bandery, którzy ukrywali Polaków i którzy niejednokrotnie wybierali śmierć z rąk bandytów, aby nie musieć samemu mordować swych najbliższych. Co bowiem przyniosła Ukraińcom ta masakra? Nic, nie udało im się niczego osiągnąć, nie powstała żadna niepodległa Ukraina, nasze ziemie, ziemie zaludnione przez narody wchodzące niegdyś w skład Rzeczpospolitej Obojga (Trojga) Narodów - przez Rzeczpospolitan, stały się nagle miejscem wybuchu nacjonalistycznego ukraińskiego zła. Nie wiem czy potęgującego się przez te wszystkie lata, czy powstałego nagle - nie pojmuję bowiem że człowiek może realnie zamienić się w bestię, w krwiożerczą bestię. I to człowiek któremu się ufa, bowiem wielu z tych biorących potem udział w masakrach na Polaków - Ukraińców, to byli ludzie którzy na co dzień byli bardzo mili, mówili "dzień dobry", kłaniali się, rozmawiali jak sąsiad z sąsiadem - i nagle ci wszyscy ludzie, których wydaje ci się że znasz i lubisz, w nocy przychodzą do twego domu i zmieniają się w krwiożercze bestie w ludzkich powłokach, mordują twoich bliskich, którym jeszcze rano się kłaniali - jak to w ogóle pojąć, ja nie potrafię tego objąć własnym umysłem.

 I w tych właśnie warunkach bezpośredniego zagrożenia życia z rąk sąsiadów - zaczęły się tworzyć ośrodki polskiej samoobrony, a w połowie 1943 r. Armia Krajowa zaczęła ściągać na Wołyń niektóre swoje (partyzanckie) jednostki, takie jak chociażby 27 Wołyńska Dywizja Piechoty. Ale tutaj należy jedno wyjaśnić - Polacy nigdy nie dążyli do narodowościowej czy etnicznej eliminacji jakiegokolwiek narodu z terenów które były częścią II Rzeczypospolitej. Nigdy nie dochodziło do jakichkolwiek akcji ksenofobicznych i rasistowskich, nigdy nie miały miejsca ukazane w niemieckich "serialach historycznych" wydarzenia, podczas których żołnierze Armii Krajowej uwalniają pociąg pełen Żydów i... zamykają drzwi mówiąc że to Żydzi i że są: "Gorsi nawet od Niemców" (co zostało chociażby ukazane w niemieckim gniocie propagandowym: "Nasze Matki, Nasi Ojcowie"). Należy bowiem sobie wyjaśnić, że na ziemiach polskich Żydzi żyli od wieków w ogromnych liczbach (w 1939 r. na początku II Wojny Światowej było ich w Polsce ponad 3 miliony, najwięcej ze wszystkich krajów świata) i wcale nie chcieli stąd wyjeżdżać, nawet wówczas gdy nie było już Polski (podzielonej przez trzech zaborców - Prusy, Rosję i Austrię), pamięć dawnej wielkiej Polski, pamięć jedności mieszkających tam ludów - wciąż była silna jeszcze na początku XX wieku. Odbudowaliśmy Polskę ogromnym trudem krwi i poświęceń - stworzyliśmy nowe państwo, które szybko się rozwijało i starało się pełnić rolę obrońcy innych, mniejszych państw i narodów w Europie Środkowo-Wschodniej. A potem z Zachodu i Wschodu przyszły diabły w ludzkich skórach, pełne nienawiści i chęci mordu. Zniszczyli ten piękny świat, zamieniając go w rzeki krwi, ruin i ludzkich tragedii.


PS: W następnej części przejdę już bezpośrednio do polskich działań samoobrony na Kresach Wschodnich - szczególnie na Wołyniu i Polesiu.


 "I WTEDY PRZYSZLI PRZYJACIELE NASZYCH PRZYJACIÓŁ
Z DŁOŃMI UNURZANYMI WE KRWI NASZYCH BRACI
(...)
NIE BYŁO POWROTU DO STAREGO ŚWIATA
MUSIELIŚMY GO STWORZYĆ OD NOWA

PRZETRWALIŚMY - POZOSTALIŚMY WOLNI
CHOĆ NAJCZĘŚCIEJ BYŁA TO TYLKO 
WOLNOŚĆ WYBORU RODZAJU ŚMIERCI"



CDN.

"SĄSIEDZI"

MORDY WOŁYŃSKIE 
OCZAMI ŚWIADKÓW


STEPAN BANDERA




 Z okazji faktu iż prezydent Rzeczypospolitej Karol Nawrocki wszczął procedurę odebrania orderu Orła Białego ukraińskiemu fircykowi - który już jawnie deklaruje się banderowcem - czyli Wołodymyrowi Żełenskiemu, postanowiłem przypomnieć Czytelnikom tego bloga co też nasi nazistowscy bracia z Ukrainy wyprawiali na polskich Kresach Wschodnich w czasie II Wojny Światowej. Przyznać się też muszę - również przed samym sobą, gdyż dla mnie samego jest to w dużej mierze zaskakujące - jak bardzo zmieniła się moja postawa w stosunku do Ukrainy od początku tego konfliktu, który tam trwa czyli od lutego 2022 r. Pamiętam że był taki okres, że chciałem nawet wyjechać na Ukrainę i zaciągnąć się do oddziałów sojuszniczych walczących z moskiewskim najazdem. Potem mi przeszło szczególnie gdy zauważyłem jaki jest prawdziwe stosunek u zarówno ukraińskich władz jak i w dużej mierze ukraińskich obywateli (nie wszystkich i to pragnę podkreślić, a oto DOWÓD) do nas Polaków i do Polski. Początkowo nie chciałem w to uwierzyć, wypierałem to ze swojej świadomości, starając się znaleźć jakieś pozytywne aspekty wzajemnej współpracy i tego, jak bardzo Polacy pomogli Ukrainie w tej wojnie, i nie chodzi już tylko o fakt, że przyjęliśmy do siebie ponad 3 miliony ukraińskich uchodźców, i to nie do obozów dla uchodźców czy imigrantów, ale do własnych domów. Daliśmy im domy, daliśmy im darmową opiekę medyczną, daliśmy im wyrównanie na dziecko (tak zwane 500 a teraz 800+), chyba nie ma takiej rzeczy której Ukraińcy w Polsce po roku 2022 by nie dostali, i to za darmo.






Do dzisiaj Polska (w ogromnej większości bo nie tylko) finansuje starlinki Elona Muska które posiada Ukraina, mało tego realnie z Polski budżet utrzymuje nie tylko dwa narody, ale tak naprawdę dwa państwa, a przecież to tak naprawdę i tak nie jest najważniejsze. Bez Polski bowiem - nie chodzi już tylko o pomoc materialną czy humanitarną, ale w ogóle bez Polski Ukraina nie istnieje! Wystarczy zamknąć lotnisko w Jasionce i już Ukraińcy mają problem i to duży problem. Gdyby zaś Polska w tym konflikcie była choćby tylko neutralna, Ukraina nie przetrwałaby nawet miesiąca a Moskale byliby już dawno w Kijowie. Przez Polskę bowiem przebiega życiodajna droga dla Ukrainy, to jest wręcz kroplówka, dzięki której to państwo jeszcze istnieje, gdyż żadna inna trasa jest niemożliwa aby dostarczyć jakąkolwiek pomoc dla Ukrainy, ŻADNA INNA!

I tutaj dochodzimy do sedna całej sprawy, gdyż odradzający się coraz szybciej na Ukrainie banderyzm (jeszcze w czasie Majdanu kijowskiego w 2004 banderowskie czerwono-czarne szmaty nigdzie tam nie powiewały, w 2014 zaczęło się to zmieniać choć jeszcze było to na niewielkim poziomie, natomiast od 2022 mamy wręcz wysyp ukraińskiego nazizmu, wysyp swastyk które na swych ciałach tatuują sobie ukraińscy żołnierze, wysyp odniesień do ukraińskich formacji SS walczących po stronie Niemiec w czasie II Wojny Światowej (z tymi zagranicznymi formacjami SS to też jest ciekawa sprawa, bowiem uczestniczyły w niej przedstawiciele Narodów prawie całej Europy, w tym również Rosjanie. Jedynie dwa narody nie wzięły udziału w tych zbrodniczych formacjach. Pierwszym to są Anglicy - z wiadomych powodów, gdyż Wielka Brytania nie została zajęta przez III Rzeszę, a drugim narodem są oczywiście Polacy, którzy jako jedyni spośród okupowanych przez Niemców krajów, nie wystawili swojej formacji SS) i innych tego typu zbrodniczych, całkowicie nieakceptowanych dla żadnego Polaka praktyk. Banderyzm to jest bowiem czysty nazizm! Powiem więcej, to jest gorzej niż nazizm niemiecki, gdyż hitlerowcy mordowali w miarę jeszcze w jakiś humanitarny sposób (jeżeli w ogóle można to tak nazwać), te zaś bydlaki zabijali dla samej żądzy mordu. To była potworna dzicz ukraińska, mało tego, ta dzicz nie była w stanie realnie sprostać normalnym oddziałom wojskowym i swój banderowski "bohateryzm" (Żeleński w końcu nadał jednej z jednostek walczących teraz na Wschodzie imię "bohaterów UPA" - czyli Ukraińskiej Powstańczej Armii - banderowców/nazistów) prezentowała tylko w starciu z nieuzbrojoną ludnością cywilną polskich Kresów Wschodnich (głównie Wołynia), a w większości były to kobiety i dzieci, mnóstwo dzieci. Polacy z Armii krajowej którzy podejmowali walki z Ukraińcami zarówno na Wschodzie jak i podczas Powstania Warszawskiego, mówili zgodnie, Ukraińcy gdy tylko konfrontowali się z regularnym wojskiem, szybko porzucali walkę, rzucając się do ucieczki i tak mówili zarówno żołnierze zgrupowania "Motyl" w czasie Powstania Warszawskiego (którzy w większości pochodzili właśnie z terenów wschodnich), jak i te oddziały Armii Krajowej które na Wołyniu rozbijały ukraińskie bandy upa.

Ukraiński nazizm obecnie odradza się na Ukrainie i tak być nie może! Ukraina banderowska nie jest bowiem Polsce do niczego potrzebna! To jest nawet nie przeciwnik, to jest po prostu wróg, podobnie jak byłoby to w sytuacji gdyby Ukrainę zajęli Moskale. Jeśli Ukraińcy nie mają pozytywnych wzorów w swej historii (chociażby w osobie Semena Petlury, ale nie tylko, skoro nawet ja znalazłem kilka naprawdę pozytywnych przykładów w historii Ukrainy to co, Ukraińcy nie mogą znaleźć?) jeśli nie potrafią ich znaleźć w swoich dziejach to może niech przestaną być narodem i wrócę do swojej kozackiej czerni, którą należałoby po prostu rozproszyć kijami!

Co zaś się tyczy głównego ideologa ukraińskiego nazizmu, czyli Stepana Bandery, to należy również przypomnieć,  w jakich ten miłośnik małych chłopców warunkach przebywał w niemieckim obozie koncentracyjnym Sachsenhausen (gdzie trafił w lipcu 1941 r. i przebywał tam do września roku 1944). Otóż Bandera przebywał w pojedynczej celi w której na ścianach wisiały obrazki, miał możliwość pisania (dostarczano mu papier i przybory do pisania), specjalnie dla niego kucharz gotował oddzielne dania, mógł swobodnie spacerować, mógł przyjmować gości, żył doprawdy  w luksusowych warunkach (jeśli można tak nazwać przebywanie w niemieckich obozach koncentracyjnych). Więc niech się Ukraińcy nie posiłkują faktem, że ten ideologiczny zbrodniarz, który realnie przecież też nikogo nie zabił (podobnie jak nikogo osobiście nie zabił Hitler, Goering, Goebbels czy Himmler - który notabene bał się nawet widoku krwi) w tym czasie siedział w obozie koncentracyjnym, nie, on był na wakacjach w czasie gdy jego bojowcy wprowadzali w życie morderczy plan wymordowania wszystkich Polaków, Żydów i wielu innych którzy przebywali na polskich Kresach Wschodnich, żeby zostawić te ziemie dla... Ukrainy.

Cóż więc jeszcze można dodać do tego?  Może warto by sobie w ogóle zadać pytanie dlaczego doszło do tych strasznych mordów, do tych nieludzkich rzezi? I naprawdę brak jest na to logicznej odpowiedzi, tym bardziej że Ukraińcy mordowali również samych Ukraińców którzy byli w związkach z Polakami (albo im samym kazali mordować własną żonę lub własnego męża, nie mówiąc już o dzieciach). To był jawny morderczy nazizm w swej strasznej odczłowieczonej postaci i brak na to jakichkolwiek logicznych argumentów. Można przecież też zadać sobie inne pytanie, a dlaczego doszło do Holokaustu Żydów na ziemiach polskich? I tutaj również pozwolę sobie na małą refleksję. Prof. Witold Kieżun, żołnierz Armii Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, dwukrotnie odznaczony (Krzyżem Walecznych i Orderem Virtuti Militari), bohater który w czasie walk o Warszawę sam jeden wziął do niewoli 14-osobowy oddział Niemców (zdobywając tym samym 14 karabinów oraz 2000 sztuk amunicji), po latach, na jednym z wykładów w Kanadzie, został zaczepiony przez pewnego Amerykanina i zapytany dlaczego w Polsce w czasie II Wojny Światowej zostały zbudowane obozy zagłady dla Żydów, bowiem jak ów człowiek konkludował, w żadnym innym kraju by się na to nie zgodzono, dlaczego stało się to w Polsce i dlaczego Polacy wyrazili na to zgodę? Tak, takie właśnie pytanie padło, które według mnie owego mężczyznę dyskwalifikuje z jakiejkolwiek dalszej rozmowy czy jakiejkolwiek polemiki - ten człowiek bowiem już nie zasługuje nawet na to, aby mu podać rękę, a co dopiero odpowiadać. A dlaczego nie zasługuje? Na to pytanie odpowiedział dobitnie przedwojenny polski Żyd - Sławomir Libowicz, który przysłuchiwał się rozmowie Witolda Kieżuna z owym mężczyzną. Podbiegł do niego, wyrwał Witoldowi z rąk mikrofon i powiedział: "Ja tu się zwracam do szefa naszej konferencji, żeby tego Amerykanina natychmiast wyrzucić, ponieważ on nie ma zielonego pojęcia o teorii organizacji i on skompromitował się w taki sposób, że już nie można z nim dalej dyskutować. Ja jestem polskim Żydem, nas w Polsce było 3 200 000, a Żydów w Niemczech było 150 000, a we Francji 120 000, trzeba być idiotą, aby nie rozumieć że obozy stawia się tam, gdzie jest najwięcej Żydów, a nie wozi się ich do innych krajów". 


WITOLD KIEŻUN PODCZAS POWSTANIA WARSZAWSKIEGO 
(23 sierpnia 1944)
{Zdjęcie pokolorowane}



WYPOWIEDŹ ARCHIWALNA 
WITOLD KIEŻUN zmarł w czerwcu 2021 r. w wieku 99 lat)

"NIE POWINNIŚMY OPŁAKIWAĆ ZMARŁYCH, POWINNIŚMY RACZEJ DZIĘKOWAĆ BOGU ŻE TACY LUDZIE KIEDYKOLWIEK ŻYLI"

GEORGE S. PATTON



Już Otto von Bismarck mówił (na Sejmie Pruskim w 1847 r.): "Gdyby Żydom dano możliwość emigrowania z Poznańskiego w głąb Niemiec, nie skorzystaliby z niej masowo, gdyż beztroska polskiego charakteru w odniesieniu do spraw tego świata uczyniła z Polski eldorado dla Żydów". Konkretnie - dlaczego więc doszło do Holokaustu, obozów koncentracyjnych na ziemiach polskich i Rzezi Wołyńskiej? Odpowiedź jest wręcz banalnie prosta - dlatego że... zabrakło polskiej władzy, nie było państwa polskiego i Niemcy, Ukraińcy, Rosjanie robili co chcieli - mordowali, palili, gwałcili, dokonywali nieludzkich eksperymentów, wysiedlali, niszczyli, bo mogli - Polski, z jej wielowiekową tradycją tolerancji i współpracy najróżniejszych ludów już wówczas nie było - zniszczyli ją te totalitarne, zbrodnicze sukinsyny, aby dać upust swej żądzy mordu. Tak więc podsumowując ten temat - gdyby 1 września - Niemcy, a 17 września - Sowieci (Rosjanie) nie weszli do Polski, nigdy by na tych ziemiach nie powstały żadne obozy koncentracyjne, obozy zagłady, nie doszłoby do mordów niewinnych ludzi i potwornych zupełnie odhumanizowanych rzezi. To właśnie Polska spajała te ludy - gdy Jej zabrakło, gdy zabrakło państwa - niemieckie, ukraińskie i rosyjskie demony w ludzkich skórach z ich idiotycznymi ideologiami - nazizmem, komunizmem, nacjonalizmem banderowskim, połączonymi (jak w przypadku Ukraińców) również z religią prawosławną, dały upust swym morderczym instynktom.


A oto niektóre przykłady jakie stosowali zbrodniarze banderowscy na bezbronnej ludności Wołynia i Galicji wschodniej (były takie wioski, gdzie każdego mieszkańca zabijano w zupełnie inny sposób):


1. Wbijanie dużego i grubego gwoździa do czaszki głowy.

2. Zdzieranie z głowy włosów ze skórą (skalpowanie).

3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszkę głowy.

4. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czoło.

5. Wyrzynanie na czole "orła".

6. Wbijanie bagnetu w skroń głowy.

7. Wyłupywanie jednego oka.

8. Wyłupywanie obu oczu.

9. Obcinanie nosa.

10. Obcinanie jednego ucha

11. Obrzynanie obydwu uszu.

12. Przebijanie zaostrzonym grubym drutem ucha na wylot drugiego ucha.

13. Obrzynanie warg.

14. Obcinanie języka.

15. Pieczenie żywcem w piecu chlebowym.

16. Podrzynanie gardła i wyciąganie przez otwór języka na zewnątrz.

17. Podrzynanie gardła i wkładanie do otworu szmaty.

18. Wybijanie zębów.

19. Łamanie szczęki.

20. Rozrywanie ust od ucha do ucha.

21. Kneblowanie ust pakułami przy transporcie jeszcze żywych ofiar.

22. Podcinanie szyi nożem lub sierpem.

23. Zadawanie ciosu siekierą w szyję.

24. Pionowe rozrąbywanie siekierą głowy.

25. Skręcanie głowy do tyłu.

26. Robienie miazgi z głowy przez wkładanie głowy w ściski zaciskane śrubą.

27. Obcinanie głowy sierpem.

28. Obcinanie głowy kosą

(...)

65. Łamanie kości rąk w kilku miejscach tępym narzędziem.

66. Łamanie kości nóg w kilku miejscach tępym narzędziem .

67. Przecinanie tułowia na wpół piłą ciesielską, obłożonego z dwóch stron deskami.

68. Przecinanie tułowia na wpół specjalną piłą drewnianą.

69. Obcinanie piłą obu nóg.

70. Posypywanie związanych nóg rozżarzonym węglem.

71. Przebijanie gwoździami rąk do stołu, a stóp do podłogi.

72. Przybijanie w kościele na krzyżu rąk i nóg gwoździami.

73. Zadawanie ciosów siekierą w tył głowy, ofiarom ułożonym uprzednio twarzą do podłogi.

74. Zadawanie ciosów siekierą na całym tułowiu.

75. Rąbanie siekierą tułowia na części.

76. Łamanie na żywo kości nóg i rąk w tzw. kieracie.

77. Przybijanie nożem do stołu języczka małego dziecka, które później wisiało na nim.

78. Krajanie dziecka nożem na kawałki i rozrzucanie ich wokół.

79. Rozpruwanie brzuszka dzieciom.

80. Przybijanie bagnetem małego dziecka do stołu.

81. Wieszanie dziecka płci męskiej za genitalia na klamce drzwi.

82. Łamanie stawów nóg dziecka.

83. Łamanie stawów rąk dziecka.

84. Zaduszenie dziecka przez narzucenie na nie różnych szmat.

85. Wrzucanie do głębinowych studni małych dzieci żywcem.

86. Wrzucanie dziecka w płomienie ognia palącego się budynku.

87. Rozbijanie główki niemowlęcia przez wzięcie go za nóżki i uderzenie o ścianę lub piec.

88. Powieszenie za nogi zakonnika pod amboną w kościele.

89. Wbijanie dziecka na pal. 

90. Powieszenie na drzewiach kobiety do góry nogami i znęcanie się nad nią poprzez odcięcie piersi i języka, rozcięcie brzucha i wybieranie oczu oraz odcinanie nożami kawałków ciała.

91. Przybijanie gwoździami małego dziecka do drzwi.

92. Wieszanie na drzewie głową do góry.

93. Wieszanie na drzewie nogami do góry.

94. Wieszanie na drzewie nogami do góry i osmalanie głowy od dołu ogniem zapalonego pod głową ogniska.

95. Zrzucanie w dół ze skały.

96. Topienie w rzece.

97. Topienie poprzez wrzucenie do głębinowej studni.

98. Topienie w studni i narzucanie na ofiarę kamieni.

99. Zadźganie widłami, a potem pieczenie kawałków ciała na ognisku.

100. Wrzucenie dorosłego w płomienie ogniska na polanie leśnej, wokół którego ukraińskie dziewczęta śpiewały i tańczyły przy dźwiękach harmonii.

101. Wrzucanie do klozetowego szamba żywych ofiar oraz bicie żelaznym narzędziem po głowie i ciskanie ich w głąb tego szamba.

102. Podwieszanie pod pachy na drzewie w lesie i palenie pod ofiarą gałęzi i chrustu.

103. Wiązanie rąk drutem i zadawanie na całym ciele ran kutych.

104. Oskalpowanie - ściągnięcie skóry z głowy i twarzy - wraz z wybraniem oczu, obcięciem uszu, przecięciem krtani i wyciągnięciem przez nią języka.

105. Obcięcie genitaliów, wydłubanie oczu i skucie całego ciała cienkimi igłami.

106. Porąbanie ośmiomiesięcznego dziecka na cztery części.

107. Rozbieranie do naga, związywanie ofiary drutem kolczastym i wpychanie do przerębli pod lód rzeki.

108. Przybicie bagnetem do stołu kilkumiesięcznego dziecka i włożenie mu do ust kawałka niedojedzonego kiszonego ogórka.

109. Duszenie sznurem zakładanym na szyję i zabijanie ciosem noża w serce.

110. Wyrywanie księżom wyznania rzymsko-katolickiego pulsujących serc z piersi, a niekiedy prezentowanie ich widzom i odliczanie na zegarku czasu trwania agonii.

111. Duszenie drutem kolczastym.

112. Wypruwanie dzieciom wnętrzności i rozwieszanie jelit na ścianie w jakiś nieregularny sposób wraz z kartką wiszącą na gwoździu z napisem w ukraińskim języku: "Polska od morzu do morza!".

113. Przybijanie dzieci do ściany z rozkrzyżowanymi rękami.

114. Wyłamywanie dzieciom stawów rąk i nóg i przybicie martwego dziecka do stołu - na oczach dorosłych osób.

115. Pozbawienie życia dwudziestoma dwoma i więcej ciosami noża.

116. Przymocowanie tułowia do oparcia i rzucanie w nie nożami.

117. Wiązanie - skuwanie rąk drutem kolczastym.

118. Zadawanie śmiertelnych uderzeń łopatą.

119. Przybijanie rąk do progu mieszkania.

120. Przebijanie kołami dzieci na wylot.

121. Wleczenie ciała po ziemi za nogi związane sznurem.

122. Przybijanie małych dzieci dookoła grubego, przydrożnego drzewa, tworząc w ten sposób tzw. "wianuszki".


Niedobrze się robi gdy się to czyta, ale to nie jest scenariusz tortur do jakiegoś filmowego horroru, tylko rzeczywistość jakiej doświadczali Polacy, Żydzi, Ukraińcy i inne narody, które zasiedlały tereny Wołynia i Podola w 1943 i 1944 r. Wówczas to Ukraińcy dopuścili się tych strasznych, nieludzkich zbrodni.



A TERAZ ZAPRASZAM DO LEKTURY WSPOMNIEŃ OSÓB, KTÓRE MIAŁY NIESZCZĘŚCIE DOŚWIADCZYĆ TEGO PIEKŁA


JERZY KRASOWSKI

"W pierwszym zabudowaniu znaleźliśmy wstrząsający widok. Wbitego na ostry słup przy furtce kilkuletniego chłopca. Na parkanie był napis: "Litak Sikorskoho" ("Samolot Sikorskiego"). Przed progiem domu leżały trupy mężczyzn i dwóch kobiet okrutnie porąbanych siekierą"


 MARIANNA SOROKA

"Trójka moich dzieci: Stanisława, Janek i Leon, została zabita przez Ukraińców morderców. Ja zaś ze swoim najmłodszym synkiem na ręku wybiegłam ze stodoły. Biegłam, biegłam. Usłyszałam huk i w tym samym czasie okropny krzyk mojego dziecka Józia. Upadłam, trzymając dzieciaka na ręku. Poczułam ból w ramieniu lewej ręki. Krew sączyła się z rany. Kula dum-dum przeszyła mięsień i kość ramienia lewej ręki. Nie zdawałam sobie sprawy, czy mój syn Józio żyje, czy też nie. Byłam bardzo osłabiona z upływu krwi. Nie pamiętam, ile trwało to omdlenie. Wkrótce poczułam pragnienie, więc zaczęłam się czołgać. Na moje szczęście pojawił się cudem ocalały brat mojego męża Aleksander Soroka. On to przyniósł mi wody, którą ugasiłam pragnienie. Postanowiłam dowlec się do swojego domu, by tam umrzeć. Cóż mi pozostało. Ci, których kochałam najbardziej, odeszli na zawsze. Chciałam się z nimi połączyć tam, na drugim Świecie, u pana Boga..."


WINCENTY ROMANOWSKI

"W jednej z wiosek w pobliżu Deraźnego po pogromie znaleziono w chacie małe dziecko z wyprutymi wnętrznościami. Jelita były rozpięte na ścianie w jakiś nieregularny sposób, a na jednym z gwoździ wisiała kartka z napisem: "Polska od morza do morza


IRENA GAJOWCZYK

"Kilku banderowców podbiegło do mojej mamy i jeden z nich uderzył ją w głowę siekierą. Mama upadła i wypuściła z rąk brata Tadzia, a ja z przerażeniem krzyczałam. Mama czołgając się, przygarnęła do siebie płaczącego i zakrwawionego Tadzia, dała mu pierś. Po niedługiej chwili ponownie podbiegli banderowcy do mojej mamy i podcięli jej gardło. Jeszcze żyła, kiedy zdarli z niej szaty i poodcinali jej piersi. Mama i Tadzio bardzo się męczyli. Mama z bólu powyrywała sobie długie włosy z głowy, była strasznie zmieniona, bałam się jej. Pobiegłam do tatusia i widziałam, jak bardzo go bili. Widziałam, jak naszej sąsiadce, Wasylkowskiej, odrąbywali na pieńku głowę. Mój krzyk był tak przerażający, że jeden z banderowców podbiegł do mnie i z rozmachem wbił mi nóż troszeczkę poniżej gardła, a ja dalej krzyczałam i ze strachu nie mogłam się ruszyć z miejsca. Banderowcy krzyczeli po imieniu do ojca, a ojciec też po imieniu błagał Iwana, bo ciągle przychodził do naszego tatusia jako przyjaciel. Kiedy po raz drugi mnie ujrzeli, postanowili skończyć ze mną, raniąc prawą dłoń nożem i przebijając na wylot, a lewą rękę raniąc przed łokciem dwa razy. Upadłam. Jeden z banderowców chwycił mnie za skórę na plecach, tak jak się łapie kota, i tyle, ile miał skóry w garści, odciął nożem. Potem jeszcze dwa razy ugodził nożem w łopatki i wrzucił mnie w ogromny kopiec mrówek. Chyba straciłam przytomność i jak się ocknęłam, bardzo byłam obolała, a mrówki tak mnie pogryzły, że byłam bardzo spuchnięta. Odrąbana i leżąca obok głowa sąsiadki była cała pokryta mrówkami"


LEOKADIA SKOWROŃSKA

"W 1943 r. (miałam wówczas dziesięć lat) nasza wieś Aleksandrówka boleśnie doświadczyła kilku napadów rezunów ukraińskich wywodzących się z naszych i sąsiednich wiosek. Najtragiczniejszy z nich miał miejsce 15 lipca około godz. 9 wieczorem. Bandyci - uzbrojeni w widły, siekiery, maczugi, noże oraz broń palną, okrążyli naszą wioskę i zaczęli spędzać ludzi w jedno miejsce. Rozbiegliśmy się w różne strony. Gdy dobiegłam do pszenicznego zagonu, padł strzał i poczułam straszny ból w nodze. Karabinowa kula przeszła przez stopę. Porażona postrzałem upadłam i zaczęłam się czołgać przez zboże do najbliższej wysokiej miedzy, pod którą wygrzebałam jamę i w niej przeleżałam do świtu. Do poranka słychać było odgłosy strzelaniny i przerażające krzyki męczonych i mordowanych ludzi. Noga coraz gorzej bolała. Byłam bliska omdlenia. Po tygodniu, w niedzielę czy poniedziałek - nie pamiętam dokładnie - usłyszałam we wsi jakieś odgłosy. Po chwili rozpoznałam głos Ukrainki - Ulany Sidor, naszej sąsiadki, z którą rodzice moi dobrze żyli, a ja nawet nazywałam ją "ciocią". Głodna i obolała odważyłam się pójść do niej, ale nie mogłam stanąć na zranioną nogę, która mocno spuchła i bardzo mnie bolała. Z trudem doczołgałam się na pobliskie podwórze, na którym była owa "ciocia", i ze łzami w oczach zaczęłam ją prosić o kawałek chleba. Ona groźnie popatrzyła na mnie i z nienawiścią w oczach na cały głos wyrzuciła z siebie: "Ty polska mordo, jeszcze żyjesz?!". Następnie chwyciła za stojącą przy ścianie motykę. Ze strachu nie czułam bólu okaleczonej nogi, tylko poderwałam się i zaczęłam uciekać. Mściwa Ukrainka, goniąc za mną, zgubiła mój ślad. Chyba myślała, że uciekłam na drogę, a ja, klucząc między zabudowaniami, powróciłam do swojej kryjówki w zbożu pod miedzą. Noga bardzo spuchła i tak bolała, że nie mogłam się ruszyć. Pod opuchlizną w ogóle nie było widać stopy. Żywiłam się tylko ziarnami zboża i - stale się modląc tak, jak nauczyła mnie mama - coraz częściej myślałam o śmierci"


ZOFIA ARASZEWICZ

"Przy jednym z trupów kobiet siedziało dwoje małych dzieci, które rozpaczliwie wołały: "Mamo, mamo! Obudź się! Jesteśmy głodne! Chodź z nami do domu"


GRACJAN ADAMOWICZ

"Zauważył mnie jeden z banderowców i z bliska strzelił do mnie, ale chybił. Dalsze strzały też nie były celne, udało mi się uciec. Ojciec i brat również uciekali z domu. Brat został zastrzelony. Banderowiec na koniu dogonił ojca i zamordował go. Mama stała w sieni z małym dzieckiem na ręku. Banderowcy strzelali przez zamknięte drzwi. Jedna z kul trafiła dziecko w pierś i mamę w rękę. Mama wyskoczyła przez okno, położyła martwe dziecko na ziemi i wczołgała się w krzaki róży obok domu. Banderowcy po wyłamaniu drzwi splądrowali mieszkanie i podpalili zabudowania. Gdy dach się zawalił, zgliszcza opadły aż do róż, tak że mama została dotkliwie poparzona. Tak dopełniła się tragedia naszej rodziny"


ALFREDA MAGDZIAK

"Tata mówił do banderowca: "Panowie, co złego wam zrobiliśmy? Czego od nas chcecie?". Banderowiec uderzył ojca kolbą i obrzucił wyzwiskami. Chwilę później usłyszałam przeraźliwy bełkot naszego sąsiada - niemego. Ożenił się i miał normalne, ładne dzieci. Bili ich pałami, słyszałam głośne uderzenia. Chyba czymś kłuli, bo ofiary krzyczały przeraźliwie. Za chwilę zaczęli bić Irkę i Paulinkę. Coś im robili okrutnego, bo rozległ się pisk okrutny. Ojca zaczęli mordować chwilę później. Słyszałam jego głuchy krzyk, jęki, rzężenie i odgłosy uderzeń pośród pokrzykiwań i śmiechu. Zatkałam uszy. Po chwili spojrzałam przez szparę w płocie, zauważyłam kogoś leżącego, zakrwawionego. To na pewno był mężczyzna. Może ojciec? Szeptałam bez przerwy: "Boże ocal, zakryj przed ich wzrokiem. Matko Boska, ratuj". Krzyki ucichły. Słychać było tylko głosy Ukraińców - rozmawiali, śmiali się, kopali na podwórzu dół dla pomordowanych. W pewnej chwili powietrze przeszył przeraźliwy krzyk kobiety: "Jezus Maria, dziecko!". To był głos mojej starszej siostry. Miała półroczną córeczkę. Po krzyku rozległy się strzały i pisk dziecka. Potem już była cisza"


MICHAŁ WOJCZYSZYN

"Nad ranem znalazłem na podwórzu zwłoki mojego ojca. Leżał w pobliżu pnia służącego do rąbania drewna i miał poderżnięte gardło. Matkę znalazłem w mieszkaniu. Miała ślady kilku uderzeń młotkiem w głowę, a na gardle ranę kłutą bagnetem na wylot. Siostra Helena otrzymała głęboki cios siekierą w głowę, tak że morderca pozostawił w niej siekierę. Najmłodszy z braci, Edzio - lat 2 - leżał cały we krwi z roztrzaskaną główką i wbitym nożem w piersi. Obok leżał 16-letni brat Bronek. To jego głos, błagający o litość, słyszałem w nocy najdłużej. Kiedy go oglądałem, sprawiał wrażenie bryły zmasakrowanego mięsa. Nogi i ręce miał połamane. To nad nim mordercy znęcali się najdłużej


JADWIGA KRAJEWSKA

"Podczas "Gloria" padły pierwsze strzały do księdza Bolesława Szawłowskiego i do wiernych. W kościele byłam z siostrą. Jak usłyszałam, że mordercy chodzą po kościele i mówią: "O toj jeszcze żywyj", to szybko złapałam jakąś czapkę umoczoną w ciepłej, lepkiej krwi i potarłam nią twarz sobie i siostrze, udawałyśmy zabitych. Dym bardzo dusił, zatem ludzie usiłowali uciekać z kościoła. Ukraińcy krzyczeli: "Wychadi chto żywyj", a wychodzących zabijali w drzwiach. Usiłowano kościół wysadzić w powietrze, ale poczuliśmy tylko okropny wstrząs i wszystko ucichło"


ZYGMUNT MAGUZA

"Dziadek zawsze mnie uspokajał. Mówił: "Ja już starszy jestem, babcia też, a Weronika to 11-letnie dziecko. Więc nas chyba nie zabiją. Bo po co mieliby to robić?"... Na podłodze w kuchni leżał trup babci i porąbane zwłoki małej Weroniki. Dziadek leżał w pokoju. Wszystko było we krwi. Z relacji sąsiadów udało nam się odtworzyć przebieg bestialskiego mordu. Bandyci kazali dziadkowi położyć się na podłodze sypialni i tu go zatłukli. Ich córka wyskoczyła przez okno i zaczęła uciekać. Ukrainiec strzelił jej w nogę. Wtedy upadła. Ukrainiec podbiegł do niej i za nogę przyciągnął do domu dziadków. Rzucili ją na ciało babci, czyli jej mamy, i zarąbali siekierą. Ona strasznie krzyczała: "Nie zabijajcie!". Mordowali ich uderzeniami w plecy, rąbiąc na kawałki. Dziadkowi oprawca obuchem siekiery wbił dosłownie głowę do płuc. Kiedy obróciliśmy dziadka na plecy, by wynieść na podwórko, żeby pochować, i wziąłem go pod pachy, to mózg dziadka z krwią chlusnął mi na pierś. Było gorąco i krew nie zastygała. Coś jej jeszcze w dziadku zostało, mimo że cała podłoga w pokoju była nią zalana, a do ściany były przylepione kawałki kości i mózgu, które rozprysły się we wszystkie strony, gdy bandyta walił w głowę siekierą


HENRYK KLOC

"Zostało nas już tylko około 100 osób: kobiet, dzieci, starców. Do stojących przy drzwiach uzbrojonych morderców podeszła jedna z kobiet - matka trojga dzieci - i zwróciła się do nich z prośbą: "Patrzcie, została nas mała garstka, pozwólcie nam żyć. Spójrzcie na te dzieci, one są niewinne, ich oczy błagają o litość, miejcie więc litość dla nich". Wtedy jeden z oprawców powiedział - oczywiście po chachłacku - (w przybliżeniu): "Wy, Polacy. My was wszystkich wyrżniemy, a wasze domy spalimy. Nic po was nie zostanie". W odpowiedzi na te okrutne słowa ta kobieta rzuciła w twarz oprawcom przekleństwa: "Bądźcie przeklęci po wszystkie czasy. Niechaj krew naszych niewinnych dzieci spadnie na was, na wasze dzieci, wnuki i prawnuki". Mordercy zrezygnowali z mordowania pojedynczo każdej osoby z osobna i postanowili załatwić to zbiorowo. Do izb lekcyjnych, w których byliśmy zgromadzeni, zaczęto wrzucać granaty i strzelać z pistoletów maszynowych. Już pierwsze strzały i wybuchy granatów zabiły część osób, innych poraniły. Znaleźliśmy się jak gdyby w kręgu piekielnych czeluści: jęk rannych, płacz dzieci, rozdzierający krzyk matek, huk strzałów, wreszcie dym. Zbrodniarze spod znaku tryzuba podpalili budynek szkolny. W upalny sierpniowy dzień płonął jak pochodnia; ci jeszcze żywi znaleźli się w pułapce bez wyjścia skazani na śmierć w płomieniach. Nie sposób wyrazić słowami grozy tej sytuacji, język jest tu zbyt ubogi. Mnie śmierć jakoś omijała. Leżałem na podłodze rozpłaszczony do granic możliwości. Obok leżała sąsiadka Bohniaczka. Rozległ się kolejny huk. Granat ją rozszarpał. Jej krew i poszarpane ciało chlusnęło na mnie. Byłem w szoku, podczołgałem się do mojej siostry Ani. Potrąciłem ją. Już nie żyła. Kula u wylotu z czaszki wyrwała duży otwór. Otępiałem, straciłem poczucie rzeczywistości. Podniosłem głowę i ujrzałem leżącą i krwawiącą matkę. Jeszcze żyła. Jeszcze raz przytuliłem się do matki. Była przytomna, ofiarowała mnie Bogu i Najświętszej Marii Pannie, bo tylko cud boski mógł mnie wyprowadzić z tych piekielnych czeluści. Mama nie mogła się poruszać, granat rozszarpał jej stopy, krwawiła, spłonęła żywcem. Nie pamiętam, jak znalazłem się w drugiej izbie lekcyjnej. Na podłodze strzępy ludzkich ciał i dużo, bardzo dużo krwi. Nie miałem już nikogo z najbliższych. Zapragnąłem też umrzeć, zacząłem krztusić się dymem, pomyślałem: "Nałykam się dymu, uduszę i będzie koniec". Ale gdzie tam, zakrztusiłem się raz i drugi, i nic. A tymczasem zaczął płonąć strop budynku, zrobiło się ogromnie gorąco. Przeraziłem się tego ognia, lada chwila ten płonący strop mógł runąć na mnie. W ostatniej chwili wyskoczyłem przez okno. Rozległ się strzał, upadłem, poczułem silny ból, czoło zaczęło krwawić. Żar bijący od płonącego budynku zmuszał mnie do odczołgiwania się od niego. Leżałem w ogrodzie szkolnym pełnym trupów i rannych. Ciężko ranni błagali oprawców, by ich dobili. Ukraińcy z ogromną pasją pastwili się nad rannymi, kiedy na to patrzyłem, chciałem wstać i krzyczeć. Strach przykuł mnie do ziemi, bałem się już nie śmierci, lecz tych męczarni, jakie oni rannym zadawali. Byłem cały umazany krwią cudzą i własną. Trzykrotnie przewracali mnie i kopali, ale nie zorientowali się, że jeszcze żyję. Obok mnie leżała kobieta - Maria Jesionek, matka trojga dzieci, dwóch synów, jeden ośmio-, drugi pięcioletni i niemowlę ośmiomiesięczne. Ona też wyskoczyła z płonącego budynku wraz z dziećmi tuż przede mną. Morderca ugodził ją kulą, leżała martwa na swym uduszonym niemowlęciu. Jej ośmioletni syn został też zastrzelony, ten zaś pięcioletni siedział tuż przy martwej matce, szarpał ją i wołał: "Mamo, wstawaj! Chodźmy do domu". Płakał. Podbiegł do niego Ukrainiec, przyłożył lufę karabinu do głowy i strzelił. Dzieciak przewrócił się na plecy matki, a przywarłszy do jej pleców swoje plecy, wyciągnął ręce do góry jak w modlitwie"     


WŁADYSŁAW TOŁYSZ

"Widziałem zamordowanego swego kolegę, a jednocześnie wspaniałego ucznia. Nazywał się Prończuk. Gdy banderowcy zamordowali jego matkę, rzucił się jej na pomoc. Oprawcy odrąbali mu ręce i nogi, i położyli na taborecie. Umarł z upływu krwi"


ADAM KOWNACKI

"Na Wielkanoc do Hermanówki na rezurekcję poszło 20 chłopaków. Żaden z nich nie wrócił. Wszyscy zostali pomordowani i to w okrutny sposób. Najstarszy z nich miał tylko głowę przekręconą w drugą stronę. Młodszych Ukraińcy męczyli w bardziej wyrafinowany sposób. Mieli obcięte języki, genitalia, obdzierano ich ze skóry. Byliśmy tym wstrząśnięci"



UWAGA!
A NA ZAKOŃCZENIE DRASTYCZNE ZDJĘCIA POMORDOWANYCH MIESZKAŃCÓW POLSKICH KRESÓW WSCHODNICH
(Tylko dla ludzi o bardzo mocnych nerwach)











NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...