WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STAROŻYTNOŚĆ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą STAROŻYTNOŚĆ. Pokaż wszystkie posty

18 września 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXXVI



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXXVI



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. XIV






FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. XIV



DEWARIM
(753 - 586 r. p.n.e.)
Cz. II



 Król Izraela Menachem, który nastał po śmierci Zachariasza z rodu Jehu i obalił jego mordercę Szalluma, panował ok. jedenastu lat i zmarł w roku 742 p.n.e. Teraz tron objął jego syn Pekachiasz, który jednak nie władał zbyt długo, gdyż już w kilka miesięcy później (741 r. p.n.e.) obalił go i zabił jeden z jego oficerów o imieniu Pekach, który został kolejnym (już przedostatnim) władcą Królestwa Izraela. Bunt do jakiego doszło i obalenie Pekachiasza, było spowodowane niechęcią (szczególnie w armii) przeciw zbyt ugodowej (a wręcz uległej) polityce Izraela wobec wzrastającej w siłę Asyrii. Już Menachem w ostatnich latach swego panowania płacił trybut Asyryjczykom w wysokości 1000 talentów srebra (uzyskując na to środki poprzez opodatkowanie posesjonatów). Tę politykę kontynuował następnie jego syn, a to bardzo nie podobało się wpływowym kręgom nacjonalistycznym, skupionym w armii izraelskiej. Na swego przywódcę wybrali oni właśnie Pekacha, który zamordował i obalił Pekachiasza a następnie sam koronował się na nowego władcę Izraela. Pekach od początku swych rządów starał się stworzyć koalicję anty-asyryjską w której widział zarówno królów Judei jak i Damaszku, Moabu, Ammonu, Edomu oraz kilku największych miast filistyńskich. Udało mu się taką koalicję zbudować, ale bez władcy Judy Ozjasza (a raczej Jotama, który od 750 r. p.n.e. sprawował rządy regencyjne w imieniu swego chorego na trąd ojca). Gdy w 740 r. p.n.e. Ozjasz zmarł po 26 latach swych rządów, na tron wstąpił właśnie jego syn Jotam. Prowadził on politykę zbliżenia z Asyrią, dlatego też nie przyłączył się do koalicji Pekacha, zdając sobie sprawę że siła Asyrii znacznie wzrosła i lepiej żyć z nimi w zgodzie, niż ryzykować najazd i zniszczenia spowodowane przez ich bojowe rydwany. Przez prawie dekadę swoich rządów Jotam wzmocnił mury Jerozolimy (spodziewając się najazdu z północy i tutaj się nie pomylił), zbudował wiele innych warowni w kraju, oraz dokonał wypraw przeciwko Ammonitom (co doprowadziło do ich podporządkowania i narzucenia im daniny, której gros szedł właśnie na wzmocnienie obronności kraju).




W tym mniej więcej czasie (ok. 742 r. p.n.e.) swą misję w Jerozolimie rozpoczął prorok Izajasz (urodzony w tym mieście ok. 765 r. p.n.e.). Był on oczywiście zagorzałym jahwistą i przeciwnikiem wszelkich obcych kultów - kananejskich, syryjskich czy fenickich, które od czasu do czasu wspierali również władcy Południowego Królestwa. Pamięć o żyjących sto lat wcześniej prorokach Eliaszu i Elizeuszu była na tyle silna w społeczności judzkiej, że władcom bardzo ciężko było walczyć z ludźmi, którzy ogłosili się być "głosem samego Boga". Królestwo Północne miało swoich proroków w postaci Amosa i Ozeasza (o których to pisałem w poprzednich częściach), teraz, po wielu dekadach (po śmierci Elizeusza) przyszła więc pora również na Judę. W biblijnej Księdze Izajasza spisane są jego słowa, którymi miał ostrzegać mieszkańców Jerozolimy, że w dniu sądu Jahwe wezwie przed swe oblicze nie tylko pogan, ale również Judę i Jerozolimę, gdyż Żydzi tam mieszkający mocno zgrzeszyli pychą, zepsuciem, niesprawiedliwością społeczną oraz wyrzeczeniem się wiary przodków. Pan Bóg więc ześle na Judę okropne nieszczęścia, które dosięgną wszystkich jej mieszkańców aż do ich wytracenia. Oczywiście była również nadzieja na ocalenie, gdyż Izajasz głosił że młoda kobieta pocznie syna imieniem Immanuel ("z nami jest Bóg"). Będzie to bowiem "Książę Pokoju", idealny władca z linii Dawida i reszta "ludu wybranego" zyska ocalenie dzięki Jego radom i naukom (jeśli przypomnimy sobie że religia żydowska stworzona została przez przedstawicieli planety TJehooba - a samo słowo Jahwe ponoć oznacza właśnie TJahooba lub TJaooba ewentualnie Hoova - w zależności od wymowy {kiedyś czytałem jak pewien rabin założył się bodajże właśnie z Michaelem Desmarquet'em - autorem książki "Misja" opowiadającej o jego podróży na TJehoobę w 1987 r., iż nie potrafi poprawnie rozszyfrować i wymówić imienia Boga, bo słowo to jest nieznane i niedostępne dla gojów. Gdy zaś ten to uczynił, rabin zbladł i więcej już się nie odezwał} natomiast Immanuel o którym głosił Izajasz, to nikt inny jak Jezus Chrystus, który również przybył z TJehooba aby "ocalić lud wybrany" i zrodzony został z "młodej kobiety" - zapewne w znaczeniu dziewicy). 




Dziś bibliści uważają że rozdziały z Księgi Izajasza od 1 do 39 pochodzą bezpośrednio lub pośrednio od samego Izajasza. Bezpośrednio z pewnością rozdziały 1-12, z tym że już w rozdziale 1 jest opisane spustoszenie Jerozolimy dokonane przez króla Assuru - Sannaheryba w 701 r. p.n.e. i związane z nim przestrogi. Kolejne rozdziały uzupełniono w następnych latach, lecz przypisano je proroctwom Izajasza. Izajasz przepowiadał więc że Jahwe posługuje się pogańskimi narodami, aby ukarać Żydów za ich bezbożność i odwrócenie się od przykazań przodków, ale gdy nadejdzie dzień sądu, narody te zostaną zniszczone i przetrwa jedynie lud wybrany, czyli wszyscy sprawiedliwi spośród narodu żydowskiego. Izajasz był z pewnością żarliwym oratorem, człowiekiem przepełnionym energią i mającym przesłanie na wpół religijne a na wpół narodowe. Dzięki odnalezionym zwojom z Qumran wiadomo, że był on autorem pierwszych kilku (być może kilkunastu) rozdziałów z Księgi Izajasza. Według Izajasza Jahwe jest pełen majestatu, sprawiedliwości, a przede wszystkim świętości ("Święty, Święty, Święty jest Bóg zastępów" jak zapisane jest w Księdze Izajasza - pamiętajmy bowiem kim był bóg Izraela). Izajasz twierdzi wręcz otwarcie, że Jahwe mu się objawił ("A oczy moje oglądały Pana Zastępów, króla"). Prorok głosił również że Jahwe jest odkupicielem Judy od wszelkich utrapień i że nadejdą kiedyś czasy w których Juda będzie władała wszystkimi ziemiami w imieniu swego Boga. Innym ważnym aspektem nauk (bo tak je można nazwać) Izajasza, jest również Przebaczenie, które ma niesamowitą siłę ("Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybielają". Tak na marginesie i prywatnie dodam od siebie, że rzeczywiście siła Przebaczenia jest niesamowita. Jeśli potrafimy zdobyć się na wybaczenie komuś, kto wyrządził nam krzywdę, jeśli potrafimy mu wybaczyć - nie tyle zapomnieć - ale wybaczyć, to jest to jak orzeźwiająca balsamiczna kąpiel dla duszy po całym dniu spędzonym na piekącym słońcu, w błocie i w piachu). Izajasz występuje również przeciwko bogaczom (szczególnie obnoszącym się z drogimi sukniami niewiastom) i wspiera biedaków, choć nie utożsamia się z ich losem (jak czynił to Amos), ale głosi wobec nich istotę Sprawiedliwości Bożej (wszystko na tym świecie ma swój sens choćby nam samym wydawało się to zupełnie bezsensowne, również nasz los - niekiedy przykry lub ciężki - też ma sens, dla nas. Inna sprawa że nasze role zostały napisane tuż przed naszymi narodzinami i choć posiadamy Wolną Wolę, to bez względu na to którą drogą podążymy w życiu, to scenariusz tego życia zawsze jest już napisany. Tym więc można nazwać swoisty paradoks Wolnej Woli. Są też tacy, którzy twierdzą że żyjemy w swoistej symulacji i to wcale nie musi być głupie, a wręcz przeciwnie. Przecież w symulacji komputerowej również są jakieś role do odegrania, jakieś postaci, które mają pewne zadanie do wykonania i jedynie od umiejętności gracza zależy czy im się to uda, czy nie, czy przejdą na wyższy poziom, czy też nie. Oczywiście to jest jedynie przykład, ale ten materialny świat jest bardzo podobny do takiej właśnie symulacji. Dopiero śmierć stanowi zakończenie gry - "Do zobaczenia, komedia skończona" jak mówił Oktawian August).




 Izajasz (podobnie jak wcześniej Amos i Ozeasz) był zdecydowanym krytykiem kasty kapłańskiej i o kapłanach mówił: "Ale i ci chwieją się od wina i zataczają od mocnego napoju; kapłan i prorok chwieją się od mocnego napoju, chwieją się podczas prorokowania i zataczają podczas wyrokowania". Głosząc nieuniknioną karę, jaka spadnie na Jerozolimę i Judę ze strony pogańskich państw (ale wymierzoną ręką samego Jahwe, który tymi krajami będzie kierował) Izajasz głosił również (jak już wspomniałem) dobrą nadzieję na przyszłość dla sprawiedliwych Judejczyków. Twierdził bowiem że Panna porodzi Syna, któremu nadadzą imię Immanuel i który będzie "Księciem Pokoju", a nim dziecię to dorośnie, Damaszek i Asyria będą w ruinie (rzeczywiście, w czasach Chrystusa Damaszek nic już nie znaczył, podobnie zresztą jak Asyria, która sama była częścią monarchii partyjskiej, choć stało się to dopiero w siedem wieków po Izajaszu). Głosił więc: "Dlatego Jahwe sam da wam znak "słuchajcie więc, Domu Dawidowy (...) oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Immanuel". Izajasz żył dosyć długo (jego działalność odnotowana jest również przy końcu VIII wieku p.n.e. czyli za czasów Ezechiasza), prawdopodobnie jednak nie dożył rządów Manassesa (wstąpił on na tron w 685 r. p.n.e.) który był przeciwnikiem jahwizmu i zaczął ponownie wprowadzać w Jerozolimie kulty pogańskie. W każdym razie Izajasz z pewnością był świadkiem najazdu na Judę władcy Asyrii - Sannaheryba w 701 r. p.n.e. W każdym razie, na razie zostawmy go w spokoju i wróćmy do projektowanego przez władcę Izraela - Pekacha sojuszu anty-asyryjskiego.




Był on już gotowy ok. 735 r. p.n.e. Nie wszedł do niego władca Judy - Jotam, czemu skierował na swe królestwo gniew pozostałych państw sojuszu, głównie Izraela, Damaszku i... Filistei, ale jeszcze za panowania Jotama nie doszło do inwazji, która zagroziła rządom jego syna Achaza. W tym czasie zaś panujący w Kalchu Tiglat-Pilesar III, po dokonaniu reformy armii asyryjskiej (o której pisałem w poprzedniej części) tworzącej armię stałą w miejsce armii z poboru - rozpoczął pierwsze podboje, które miały ponownie przywrócić mocarstwowość Królestwu boga Assura. Najpierw wyruszył przeciw nieustannie destabilizującym sytuację w Asyrii aramejskim plemionom na południowym pograniczu. Podbił ziemie plemienia Pukudu (biblijne Pekod), leżące na wschód i północ od dzisiejszego Bagdadu, i włączył je do prowincji Arrapcha. Następnie spacyfikował tereny leżące na południowy wschód, pomiędzy Babilonią a Elamem. Z władcą Babilonu (prowadzącym pro-asyryjską politykę) Nabunasirem (panującym od 747 r. p.n.e.) utrzymywał dobre stosunki, a Babilon prowadził niezależną politykę na zachód od Tygrysu. Mając już ustabilizowaną (i spacyfikowaną) sytuację na południu, postanowił Tiglat-Pilesar wyruszyć przeciwko głównemu wrogowi Asyrii, Królestwu Urartu ze stolicą w Tuszpie - leżącej nad jeziorem Van. Najpierw uderzył jednak na stronników Urartu - plemię Namri (którego siedziby znajdowały się na północ od Elamu). Nie napotkano tam wojsk urartyjskich a miejscowych szybko spacyfikowano, zmuszając do uległości lub podbijając ich ziemie. Ci, którzy się poddali, mogli nadal sprawować władzę (ale odtąd już jako wasale Asyrii), natomiast ci, którzy wybrali walkę i zostali pokonani, ginęli, a ich ziemie władca z Kalchu rozdawał Asyryjczykom, Babilończykom i innym wiernym mu plemionom. Jednak atak na Namri zaalarmował Sardura III, który teraz wysłał posłów do Damaszku i Samarii z propozycją dołączenia do koalicji anty-asyryjskiej (lub też sam zamierzał takową stworzyć pod własnym przewodem). Nim jednak to nastąpiło, Sardurowi udało się stworzyć jedynie koalicję plemion dotychczas sobie podległych, a Tiglat-Pilesar wykorzystał tę szansę i w roku następnym (742 r. p.n.e.) ruszył na północny-zachód. Doszło tam do bitwy pod Kummuch, w której Asyryjczycy wpuścili Urartyjczyków w zastawioną przez siebie pułapkę i zmusili ich do kapitulacji (wziąć miano do niewoli rekordową liczbę prawie 73 000 jeńców). Jednak Sardur III zdołał uciec do Tuszpy (pozostawił jednak na placu boju całą swą biżuterię, namioty, a nawet pieczęć królewską). Teraz te plemiona, które nie przyłączyły się do sojuszu z Urartyjczykami, natychmiast złożyły Tiglat-Pilesarowi daniny, jako wyraz dobrej woli i uległości wobec "Pana z Kalchu".


SARDUR III WIELKI
WŁADCA URARTU





Kolejne lata upłynęły Asyryjczykom na porządkowaniu prowincji północnych i zachodnich, oraz na podporządkowaniu sobie Fenicji i narzuceniu jej określonych danin. Potęga Asyrii ponownie więc zbliżyła się do granic Aramu (Damaszku) i Izraela, co dla tych państw stwarzało ogromne niebezpieczeństwo utraty suwerenności. Asyryjczycy jednak jeszcze wówczas nie atakowali tych terenów, zajęci pacyfikacją (i trawieniem - bo tak to leży nazwać) podbitych wcześniej ziem, na których od czasu do czasu wybuchały jeszcze anty-asyryjskie bunty. Tak było chociażby w czasie buntu fenickich miast Sydonu i Tyru, gdy tamtejsi kupcy - niezadowoleni z podatków narzuconych przez króla Assuru na drewno sprowadzane z gór Libanu - wywołali bunt i zabili asyryjskich urzędników i poborców podatkowych. Jednak asyryjski gubernator szybko przywrócił spokój, wprowadzając do miasta siły policyjne, zwane Itu (od nazwy plemienia z którego się wywodziły), słynne z brutalnej pacyfikacji miast i wsi. Wywołało to popłoch wśród mieszkańców i pozwoliło szybko przywrócić asyryjski porządek w owych miastach. A tymczasem w roku 734 p.n.e król Judy Jotam mianował swego syna Achaza współpanującym. Dwa lata później zmarł, a przed Achazem stanął niezwykły sprawdzian. Musiał bowiem stawić czoła wielkiej inwazji na Judę, która nastąpiła teraz zarówno z zachodu, z północy jak i ze wschodu. Co więc w takiej sytuacji uczynił Achaz? O tym w następnej części, w każdym razie to co uczynił, bardzo nie spodobało się prorokowi Izajaszowi.




CDN.

16 września 2026

MEMORIAM - Cz. XXV

VIRGINES VESTALES i 
TRZY CIOSY





UMIŁOWANY POKÓJ
I ZŁUDNE NADZIEJE 
SIEDEMDZIESIĄTYCH LAT
Cz. X



PROKONSUL
PUBLIUSZ SERWILIUSZ VATIA




CO Z TYM WSCHODEM? 
Cz. V



 Piraci byli "od zawsze" prawdziwym utrapieniem wschodnich rubieży Morza Śródziemnego. Ich ataki były niczym średniowieczne ataki Wikingów (choć na nieco mniejszą skalę). Napadali wybrzeża, mniejsze miasta i wsie, plądrowali, mordowali i oczywiście porywali lokalną ludność, zamieniając ją w niewolników i sprzedając z zyskiem na rynkach niewolniczych Morza Egejskiego (głównie na Delos). Działalność piratów wzrastała w chwilach politycznych anarchii i wojen, natomiast malała, gdy musieli się oni mierzyć z potężnymi flotami lokalnych (czy to greckich czy anatolijskich) miast i państw. Głównym ośrodkiem w którym piraci znajdowali schronienie, a nawet tworzyli tam swoje własne mini państwa, była na wschodzie Morza Śródziemnego górzysta kraina zwana Cylicją - leżąca na południowych rubieżach Anatolii. Natomiast głównym ośrodkiem piratów na zachodzie były wyspy Baleary. Istnienie takiego zjawiska jak piractwo, oczywiście do pewnego stopnia odpowiadało interesom Rzymian. Napędzali oni bowiem podaż na niewolniczą siłę roboczą, która wówczas coraz częściej nie nadążała już za popytem (dzisiaj taką podaż napędzają wielkie koncerny międzynarodowe, sprowadzające do krajów europejskich tanich pracowników z Azji i Afryki, generując tym samym czysty zysk, natomiast koszty i problemy z nimi związane pozostawiając na karbach lokalnej ludności). Ale z drugiej strony ataki na miasta sprzymierzeńców Rzymu, a także porwania rzymskich obywateli powodowały, że jednak coś z tym problemem należało uczynić. Piractwo na Zachodzie było znacznie mniej rozprzestrzenione, niż to na Wschodzie, gdyż punicka ludność Balearów była w ogromnej większości pokojowo nastawiona (składała się bowiem przeważnie z rolników i kupców którzy chcieli żyć w pokoju, ale nie dla wszystkich starczało tam ziemi i ci, którzy nie byli w stanie zająć się handlem ani też nie przejęli ziemi po swych rodzicach, podejmowali się rabunków jako piraci). Wyprawę wojenną przeciwko owym gimnesjanom (czyli nudystom jak zwali ich Grecy, jako że ludność Balearów ponoć lubiła chodzić bez odzienia. Zresztą sama nazwa wysp również ma greckie konotacje, odnosi się bowiem do Baleosa - przyjaciela Heraklesa, choć oczywiście punicka ludność zapewne zwała owe wyspy inaczej) przedsięwziął w roku 123 p.n.e. konsul Kwintus Cecyliusz Metellus (było to związane z chęcią przejęcia wysp i osadzenia tam rzymskich kolonistów i to ze względu na fakt, że Baleary cieszyły się niezwykle żyznymi terenami rolniczymi). 




Kronikarze tej wyprawy (Orozjusz i Florus) podkreślali niezwykłe barbarzyństwo mieszkańców wysp (mieli oni ponoć na łódkach podpływać do rzymskich okrętów i celować do nich z proc. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, a opis Orozjusza i Florusa przypomina zwykły propagandowy zabieg, pokazujący że ludność podbijanych wysp była po prostu barbarzyńska i należało ją czym prędzej ucywilizować. Przekaz ten przypomina mi od razu propagandowe enuncjacje Niemiec hitlerowskich o "18 dniowej kampanii" w Polsce w 1939 r. oraz o tym, że polscy ułani mieli z lancami i szablami nacierać na niemieckie czołgi. Te brednie powielali również Sowieci, a następnie uczono ich w komunistycznych szkołach w Polsce Ludowej. Jest to tak żałosne, że trudno nawet się nad tym dłużej pochylić, ale warto tutaj tylko dodać że polska kawaleria miała swoją taktykę w walce z czołgami i nie była to wcale szarża z lancami na czołgi. Po prostu w takiej konfrontacji żołnierze schodzili z koni, zajmowali pozycje strzeleckie i z dział przeciwpancernych lub broni {np. z niezwykle skutecznych i śmiercionośnych dla niemieckich czołgów karabinów Ur, które przebijały pancerze każdego niemieckiego czołgu, robiąc małą dziurkę z przodu i eksplodowały w środku zabijając całą załogę. Ponieważ jednak ta broń była tak śmiertelnie skuteczna, była jednocześnie tajna i to tak tajna, że tylko nieliczne jednostki miały ją na swoim wyposażeniu. Karabin przeciwpancerny Ur(ugwaj) był bez wątpienia najdoskonalszą tego typu bronią w ówczesnym świecie, choć niewiele różnił się od zwykłego karabinu żołnierza piechoty, był lekki, poręczny i łatwy w obsłudze, różnica polegała głównie na amunicji i spuście} ostrzeliwali te maszyny, niszcząc dziesiątki z nich - jak choćby w bitwie pod Mokrą. Nasi naukowcy i inżynierowie tamtej Polski stworzyli wspaniałą broń zarówno strzelecką jak i przeciwpancerną, mieliśmy znacznie lepsze czołgi od niemieckich {niemieckie były tylko szybsze nasze były lepiej opancerzone, miały obrotowe wieżyczki i były bardziej śmiercionośne} i lepsze samoloty bombowe, niestety problem polegał w ilościach, Niemcy mieli tego sprzętu - choć znacznie gorszego - dziesiątki, a nawet setki tysięcy, natomiast myśmy mieli co najwyżej setki lub tysiące. Oczywiście w dzisiejszych czasach niemieckie kłamstwo związane właśnie z szarżą z lancami na czołgi już przestało działać - przynajmniej w Polsce, ale od czasu do czasu jeszcze pojawia się tego typu brednia. Mieszkańcy Balearów również zostali w ten sposób zniesławieni, a ponieważ przegrali, to kłamstwo nie zostało podważone). Punici z Balearów stosowali taktykę wojny podjazdowej - "uderz i uciekaj", ale na dłuższą metę nie byli w stanie powstrzymać Rzymian, którzy już w roku 122 p.n.e. zdobyli wszystkie trzy wyspy Balearów, a Metellus osadził tam 20 000 swoich weteranów (wcześniej odbierając ziemię jej prawowitym mieszkańcom) w dwóch założonych przez siebie miastach: Palmy i Pollentii. Tak oto Baleary stały się częścią rzymskiej prowincji Hispania Citerior (Hiszpania Bliższa) a prefekta tych wysp mianował rzymski namiestnik tejże prowincji. W roku 121 p.n.e. Kwintus Cecyliusz Metellus odbył wspaniały triumf w Rzymie z powodu zajęcia wysp i otrzymał wówczas przydomek "Baliaricus" ("Balearyjski").


PUNICCY MIESZKAŃCY BALEARÓW



Natomiast na Wschodzie sytuacja wyglądała nieco inaczej. Cylicyjskie wybrzeże i pobliskie góry (gdzie można było szybko schować się w przypadku jakiegokolwiek ataku, czy to z lądu czy z morza) powodowały że walka z tamtejszymi grupami piratów była zawsze bardzo trudna. Stała się jeszcze trudniejsza, gdy w roku 143 p.n.e. lokalny watażka (były oficer w armii Seleucydów) Diodotos Tryfon założył tam nadmorskie miasto Koraksejon, które następnie zamienił w twierdzę. Stała się ona mekką piratów i wszelkich zbiegłych przestępców, niewolników którzy uciekli od swoich panów i wszystkich, którzy cierpieli z powodu wszelakich zniewag. Teraz jako morscy rabusie stali się "kimś", nie byli już pogardzanymi wyrzutkami i zniewolonymi sługami, teraz mogli sami decydować o życiu i śmierci innych. Tryfon w latach 142-139 p.n.e. podjął się kilkunastu wielkich i kilkudziesięciu mniejszych wypraw przeciwko miastom i wybrzeżom Hellady, Azji Mniejszej i Syrii (szczególnie wielkim echem w ówczesnym greckim świecie odbił się atak na miasto Berytos {dzisiejszy Bejrut} w 142 r. p.n.e. i uprowadzenie jego mieszkańców, których następnie sprzedano z zyskiem na Delos). Te ataki oraz bierność Seleucydów i Attalidów (co prawda Cylicja oficjalnie podlegała syryjskiemu władzwu Seleucydów, ale król Demetriusz II Nikator po niedawnym swym zwycięstwie w bitwie nad rzeką Oenoparos w 145 r. p.n.e. nad konkurentem do władzy Aleksandrem Balasem, nie był zainteresowany wplątaniem się w kolejny konflikt, tym bardziej że na wschodzie swego rozpadającego się Imperium, napierali na niego Partowie, odbierając mu ziemie i miasta. Natomiast władca Pergamonu - Attalos II zajęty był konfliktami na północy swego anatolijskiego Królestwa, głównie z Bitynią) spowodowały, że greckie miasta Morza Egejskiego zwróciły się o pomoc i ochronę do Rzymu. Senat w roku 140 p.n.e. wysłał poselstwo pod przewodnictwem Publiusza Korneliusza Scypiona Afrykańskiego Młodszego (zdobywcy Kartaginy z roku 146 p.n.e.), aby ten wybadał sytuację. Scypion zrobił sobie tournee po Egipcie, Syrii, Rodos i Pergamonie, a następnie powrócił do Rzymu twierdząc że rzeczywiście problem piractwa na tych wodach występuje - i tyle (🧐). Rzymianie wówczas również nie podjęli żadnej zdecydowanej akcji przeciwko cylicyjskim piratom Diodotosa Tryfona.




Wreszcie w roku 138 p.n.e. następca Demetriusza Nikatora - Antioch VII Sidates wyprawił się do Cylicji i zdobył twierdzę Koraksejon (w jej obronie zapewne - bo co do tego nie ma pewności - zginął Diodotos Tryfon), jednak wcale nie poprawiło to położenia helleńskich polis na wybrzeżach Morza Egejskiego i Śródziemnego. Wręcz przeciwnie, wydawało się jakoby ataki piratów nawet się zwielokrotniły, gdyż teraz potworzyli oni szereg mini państewek, zarządzanych przez lokalnych watażków. Rzymianie zaś (po stłumieniu buntu Aristonika w Pergamonie w roku 130 p.n.e. który wybuchł gdy ostatni król Pergamonu - Attalos III w roku 133 p.n.e. zapisał swój kraj w testamencie Ludowi Rzymskiemu, wówczas to Aristonik - który podawał się za jego syna - zorganizował powstanie i stworzył na terenie zachodniej Anatolii swoje państwo, w którym wyzwalani masowo niewolnicy stanowili istotną część jego żołnierzy i poddanych) tak naprawdę przestali interesować się wschodnimi rubieżami Morza Śródziemnego, czego dowodem był fakt, że kompletnie zaniedbali rozbudowę i modernizację okrętów. Można wręcz powiedzieć że przez długi czas po roku 130 p.n.e. Rzymianie uznali, że flota wojenna przestała im już być potrzebna, nie było bowiem wielkich potęg które mogłyby rzucić wezwanie Rzymowi na morzu, a piraci byli niczym komary, kąsali, ale nie wyrządzali wielkich szkód, a poza tym dostarczali stałą liczbę nowych niewolników - która zasilała latyfundia nobilitas w Italii. Dopiero w ostatniej dekadzie II wieku p.n.e. zaczęto ponownie umacniać flotę, a było to właśnie związane z potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa we wschodnich rubieżach Morza Śródziemnego. Gdy w 105 r. p.n.e. piraci zaatakowali miasteczko Figalię w południowej Joni, niszcząc nawet (co zdarzało im się dosyć często, jako że największe skarby chowano w świątyniach) tamtejszą świątynię Artemidy Munichii i uprowadzili ze sobą zarówno ludzi wolnych jak i niewolników. Następnie ci sami piraci skierowali się przeciwko bogatemu miastu Efez, a wówczas z pomocą Efezejczykom przyszli mieszkańcy wyspy Astypalaia, którzy połączyli swoją flotę z flotą Efezu i rozbili piratów w bitwie morskiej. Schwytanych piratów uprowadzono na Astypalaję, gdzie okrutnie ich uśmiercano, natomiast ludność którą oni wcześniej wzięli w niewolę, uwolniono i opiekowano się nimi, przyjmując do swych domów i "zapewniając wszystko, co jest potrzebne do codziennego życia". W tym samym 105 r. p.n.e. Astypalaya (malutka wysepka na Morzu Egejskim) zawarła sojusz obronny z Rzymem, co również spowodowało że Rzymianie musieli wyłożyć pieniądze na odbudowę swej floty wojennej.




Na Wschodzie ataki piratów były tak częste, że w roku 103 p.n.e. rzymski namiestnik Macedonii - Gajusz Memmiusz zarządził specjalny podatek właśnie w celu ostatecznego rozprawienia się z piractwem. Ludzie chętnie się zrzucali i to nie tylko dlatego że był to obowiązkowy podatek, ale również dlatego, że cel był szczytny - bezpieczeństwo na wodach i uwolnienie się od ciągłego strachu atakiem morskich rozbójników. Tyle że... szybko okazało się że owe pieniądze gdzieś przepadły. Nie był to pierwszy taki przypadek jeśli chodzi o rzymskich namiestników, którzy pod różnymi pozorami starali się zapełnić swoją prywatną kabzę. Również w roku 106 p.n.e. konsul Kwintus Serwiliusz Cepion zdobył skarby pokonanego celtyckiego plemienia Tektosagów, które jednak dziwnym trafem zaginęły podczas transportu drugą lądową do Massalii (Marsylii). Senat zajął się tą sprawą (jak również sprawą Memmiusza) dopiero w roku 103 p.n.e. (Memmiusz oskarżał o nieprawidłowości przede wszystkim swego sekretarza Aristoklesa z Mesenii, choć Senat do końca nie dał temu wiary i w roku 102 p.n.e. został on odwołany z funkcji namiestnika Macedonii. Natomiast śledztwo w sprawie Cepiona nie jest do końca znane jeśli chodzi o werdykt, wiadomo tylko że żołnierze eskortujący złoto z Tolosy (Tuluzy) do Massalii zostali potajemnie zabici i wówczas Cepion miał przywłaszczyć sobie ten majątek - taki był akt oskarżenia). Tak więc wyprawa przeciwko piratom w roku 103 p.n.e. nie doszła do skutku. Część zrabowanych pieniędzy z podatku Memmiusza jednak odnaleziono i posłużyły one jako środki do sfinansowania kolejnej kampanii przeciwko piratom w roku 102 p.n.e. na której czele stanął Marek Antoniusz Retor (dziadek późniejszego triumwira). Ów propretor wylosował w zarząd prowincję Cylicję (a raczej tę jej część, która była wówczas pod zarządem Rzymu - Cylicję Pedias) i pośpieszył z Rzymu z nową flotą płynąc przez Grecję (Istm Koryncki). Nie śpieszyło mu się jednak zbytnio, gdyż w Atenach znalazł czas na dysputy filozoficzne z tamtejszymi wykładowcami Akademii i dopiero po ich zakończeniu ruszył dalej w drogę (w Atenach stał bowiem wcześniej inny rzymski wódz - Hirrus z częścią floty, a Antoniusz Retor tam się z nim połączył). Jeszcze w Atenach przybyły posiłki z Rodos, a w Side (głównym porcie rzymskiej Cylicji) dotarły okręty z Bizantion. Następnie rozpoczęto rajd po wybrzeżach Cylicji i Pamfili niszcząc lokalne bazy piratów, doszło nawet do jakiejś bitwy morskiej zakończonej zwycięstwem Rzymian i wspierających ich Greków (Cyceron twierdził, że w tej bitwie zginął brat jego babki, przyjaciel Antoniusza Retora - prefekt Marek Gratidius). Kampania ta zakończyła się sukcesem, pozbawiono piratów ich dotychczasowych siedzib i doprowadzono do chwilowego wytchnienia mieszkańców wysp i wybrzeży Anatolii, Hellady oraz Syrii. Problem tylko polegał na tym, że były to działania lokalne, które nie służyły systemowej likwidacji piractwa. Tak więc (co było naturalne) wkrótce po odpłynięciu Rzymian piractwo na tych wodach ponownie się odrodziło.




Marek Antoniusz Retor (który po powrocie do Rzymu w roku 101 p.n.e. odbył wspaniały triumf za zwycięstwo nad piratami), pełnił w Cylicji władzę propretorską (w niektórych źródłach można przeczytać prokonsularną, chociaż był pretorem w roku 103 p.n.e. a nie konsulem), choć kraina oficjalnie nie była rzymską prowincją (mam tutaj oczywiście na myśli wschodnią Cylicję). Jednak z powodu braku jakiegokolwiek sprzeciwu lokalnej ludności (a być może nawet za jej przyzwoleniem) automatycznie po tym roku stała się rzymską prowincją (chociaż oficjalny dokument w tej kwestii wydano dopiero za konsulatu Gajusza Mariusza w roku 100 p.n.e.). Za konsulatu Gajusza Mariusza i Lucjusza Waleriusza Flakusa Senat sporządził dokument "Lex de provinciis pretoriis" ("Prawo o prowincjach pretorskich") w którym jasno zadeklarowano że Cylicja jest prowincją pretorską, podległą rzymskiemu namiestnikowi Macedonii. W ustawie tej zadeklarowano również że konsulowie mają obowiązek wywierać presję na okolicznych władcach: "królu władającym wyspą Cypr, królu (...) Aleksandrii i Egipcie (...) panującego w Kyrene i do królów władających w Syrii (...) przyjaźń i przymierze (...), aby stwierdzić, że i oni powinni baczyć, by (...) pirat (...) ich królestwa (...) i że zadbają o to (...) że lud rzymski..." (większość tekstu mocno uszkodzona). Innymi słowy rzymscy konsulowie mieli mobilizować okolicznych królów do działań przeciwko piratom cylicyjskim i ochrony wybrzeży morskich wschodnich rubieży Morza Śródziemnego. Rzymianie jednak wkrótce potem zajęli się innymi sprawami, a okoliczni królowie dbali o bezpieczeństwo lokalnej ludności tylko wówczas, gdy było to zgodne z ich własnym interesem, tak więc piractwo na wodach cylicyjskich, na Morzu Egejskim i sporych obszarach Morza Śródziemnego szybko ponownie rozkwitło (tym bardziej że wkrótce potem sami Rzymianie zaczęli wspierać, a nawet dołączać do piratów, szczególnie gdy wybuchła wojna domowa i trwały walki pomiędzy optymatami i popularami, pokonana strona często musiała uciekać i również znajdowała schronienie w krainach rządzonych przez piratów). Co prawda Lucjusz Licyniusz Murena w roku 84 p.n.e. (pretor roku 88, wyznaczony rzymskim dowódcą w Azji właśnie w 84 r. p.n.e.) planował kolejną ekspedycję przeciwko piratom, złożoną z flot prowincjonalnych greckich miast Azji i wyznaczył nawet legata Aulusa Terencjusza Warrona na dowódcę tej eskadry, ale ostatecznie do jej utworzenia nie doszło (chociaż oczywiście pieniądze w podatkach na ten cel zostały przez Rzymian wymuszone, a co się potem z nimi stało? bogowie raczą wiedzieć 🥴).


ZANICETUS
("Zeus z Olimpu")



Wedle przekazu Plutarcha w tym czasie wodzowie piratów na swoich wyspach i zatokach (głównie w Cylicji) żyli niczym orientalni królowie. Ich skarbce były pełne złota i kosztowności, tworzyli swoje własne pirackie dwory, a także zakładali własne haremy z porwanych przez siebie kobiet. Jeśli uznamy że złoty wiek piractwa przypada na drugą połowę XVII i początek wieku XVIII, to jest to według mnie błąd, gdyż nie bierzemy pod uwagę właśnie tego okresu historii piratów - II i I wieku p.n.e. gdzie żyli oni niczym wschodni królowie. Doszło do tego, że bezkarnie nałożyli oni kontrybucję na 400 helleńskich miast Anatolii, Hellady i Syrii, bezkarnie łupili oni świątynie (co było jawnym świętokradztwem), a także porywali rzymskich obywateli (pojmano nawet dla okupu dwóch pretorów z liktorami na morskich szlakach Italii na Morzu Tyrreńskim). Wydaje się że właśnie ten ostatni atak skłonił wreszcie Rzymian do ponownego działania w kwestii likwidacji piractwa. Porwanie dwóch pretorów było tym języczkiem u wagi, która przeciążyła szalę i w roku 78 p.n.e. prokonsul Publiusz Serwiliusz Vatia został wyznaczony przez Senat na dowódcę floty, która miała zakończyć wszechwładzę piratów we wschodnich obszarach Morza Śródziemnego. Na tę wyprawę przeznaczono ogromne środki, wystawiono nową flotę, gdyż porwanie pretorów było jawnym policzkiem wymierzonym Rzymskiej Republice. Rzym nie mógł tego zbagatelizować, gdyż straciłby poważanie, dlatego też podjęto owe działania. Najpotężniejszym piratem w owym czasie był niejaki Zanicetus, który posiadał własną górską twierdzę piracką w pobliżu pasma gór Taurus, skąd widać było ponoć całą Licję, Pamfilię i Pizydię. Urządził się tam jak król, otoczony złotem, kobietami i licznymi piratami, którzy w nim właśnie widzieli swego wodza i okazję do szybkiego wzbogacenia się. Twierdzę swą nazwał Olimp (jako że była wykuta w skale, wysoko w nadmorskich górach), a sam siebie nazywał Zeusem. To właśnie tam najpierw skierował się Serwiliusz Vatia (tym bardziej że to właśnie ludzie Zanicetusa porwali owych pretorów). Doszło do bitwy morskiej, która zakończyła się zniszczeniem pirackiej floty, a następnie atakiem na twierdzę Olimp, która została zdobyta a Zanicetus spłonął wraz ze swymi ludźmi w zamkniętej komnacie (77 r. p.n.e.). Wojna z piratami jednak trwała dalej i tak w roku 76 p.n.e. Serwiliusz Vatia zdobył miasta Attalis i Korykos będące również siedzibami piractwa (nieopodal miasta Korykos leżącego na przylądku korykijskim w Cylicji Trachejskiej {zachodniej} znajduje się jaskinia w której ponoć rósł najlepszy krokus. Strabon pisał: "Jest to wielka okrągła jama, ze skalistym grzbietem położonym dookoła (...) Schodząc w dół, dociera się do podłogi, która jest nierówna i w większości skalista, ale pełna drzew krzewiastych, zarówno wiecznie zielonych, jak i tych, które są uprawiane. A wśród tych drzew rozsiane są również działki ziemi, które rodzą krokusy". W owej jaskini płynęła również rzeka o niezwykle czystej i jasnej toni, którą zwano Picrum Hydor {"Gorzka Woda"}. Nieopodal Korykos znajduje się wyspa Elaeussa, którą Rzymianie ofiarowali jednemu z wodzów Mitrydatesa VI Eupatora - Archelaosowi, który przeszedł na ich stronę po I wojnie z Pontem (89-85 p.n.e.). On również udzielił Serwiliuszowi Vatii wsparcia w walce z piratami z Korykos.




Cała Cylicja Trachea była naturalnie przystosowana do działalności pirackiej, a do ze względu na liczne zatoki (i tajne zakątki, gdzie można było się schować) oraz wysokie góry, za którymi swoje siedziby miały liczne plemiona posiadające spore pola uprawne. Były tam również liczne lasy, z których pochodziło drewno na budowę pirackich okrętów. Graniczną rzeką pomiędzy Cylicją Trachea a Cylicją Pedias była Larus. Głównym portem Cylicji Pedias (czyli tej oficjalnie rzymskiej, choć realnie Rzymianie przejmą tę prowincję dopiero w roku 64 p.n.e. wcześniej polegając na lokalnych watażkach, mających swoje własne oddziały wojskowe, które mogły zapewnić bezpieczeństwo w regionie, natomiast rzymscy prokuratorzy często byli wysłani bez wystarczającej liczby wojska, dlatego też utrzymanie tej prowincji we władzy lokalnych "książąt" było na rękę Rzymowi). Głównym portem tej krainy było miasto Soli (które notabene było jednak słabo zaludnione). Na północny-wschód od Soli znajdowało się piękne miasteczko Achialos (Anchialé) gdzie ponoć znajdował się grób Sardanapala (jest to literacka, grecka nazwa asyryjskiego władcy Aszurbanipala, który ponoć miał spłonąć w swym pałacu w chwili zdobycia go przez Chaldeczyków i Medów. Przynajmniej tak to zostało przedstawione w literaturze i sztuce, ale tak naprawdę Aszurbanipal nie zginął w ten sposób, a dopiero jego następca Szin-szariszkun - ostatni władca Asyrii władający z Niniwy, który spłonął w swym pałacu wraz z dworem i haremem po zdobyciu miasta przed Chaldejczyków pod wodzą księcia Nabuchodonozora - tartana armii babilońskiej i syna króla Nabopolasara w 612 r. p.n.e.). W owym miasteczku znajdować się miała również inskrypcja króla Sardanapala, która brzmiała: "Dobrze wiedząc, że jesteś z natury śmiertelny, wyolbrzymiaj pragnienia swego serca, rozkoszując się uciechami; nie ma dla ciebie żadnej przyjemności po śmierci. Bo ja również jestem prochem, chociaż panowałem nad wielkim Ninusem. Moje jest całe jedzenie, które zjadłem, i moje swobodne odpusty, i rozkosze miłości, którymi się cieszyłem; ale te liczne błogosławieństwa zostały w tyle. Dla śmiertelnych ludzi jest to mądra rada, jak żyć". Po rozprawieniu się z piratami miast Cylicji Trachea, w roku 75 p.n.e. Serwiliusz Vatia ruszył na wschód, przekroczył góry Taurus i rozpoczął kampanię przeciwko plemieniu Izaurów wspierającemu piratów, a po ich pokonaniu uznał kampanię za zakończoną i wrócił do Rzymu, gdzie jeszcze w tym samym roku odbył triumf. Nie był to jednak koniec piratów w tym regionie Morza Śródziemnego, a nawet doszło do tego, że na ich czele stanęła kobieta, córka byłego pirackiego wodza pokonanego przez Vatię, Ksenofanesa - Aba, która dodatkowo weszła do rodziny kapłanów Zeusa z Olbii zwanych Teukrami (kapłaństwo to było dziedziczne i wywodziło się ponoć od Ajasa, syna Teukra który założył tę świątynię), dzięki temu zdobyła prawne zabezpieczenie swojej pozycji, a dzięki działalności pirackiej zyskała wielki majątek. Nieoficjalnie była królową mórz, oficjalnie małżonką kapłana z Olbii, a gdy w 43 r. p.n.e. Marek Antoniusz został jednym z triumwirów i otrzymał w zarząd wschodnie prowincje Imperium Rzymskiego, Aba podporządkowała się jemu i Kleopatrze egipskiej.




 ANTONIUSZ I KLEOPATRA NAD NILEM 



Ponieważ jednak nie zaprzestała swego procederu, została usunięta (ok. 35 r. p.n.e.) ale władza nad Olbią i ziemiami które kontrolowała jako "królowa piratów" - pozostała w ręku jej potomków. Przejdźmy teraz jednak do działań kierowanych przeciwko piratom przez ojca owego triumwira Marka Antoniusza, Marka Antoniusza starszego (zwanego też potem "Kreteńskim").


ABA z OLBII
(Niekoronowana królowa piratów)


 
CDN.

12 września 2026

DEMETRIUSZ, PYRRUS, ARATOS... - Cz. VII

PRAWDZIWI "CELEBRYCI" 
EPOKI HELLENISTYCZNEJ





I
DEMETRIUSZ POLIORKETES
(337-283 r. p.n.e.)
Cz. VII




 W tym też czasie (318 r. p.n.e.) Ptolemeusz osobiście przypłynął na czele floty z Aleksandrii do portu Zefyrion w Cylicji, starając się nakłonić dowódców Srebrnych Tarcz do nie ulegania Eumenesowi. Słał do nich listy, prosząc aby nie dawali mu żadnych pieniędzy i aby nie powierzali mu królewskiego skarbca z Kyindy. Było na to już jednak trochę za późno i listy Ptolemeusza trafiały w próżnię. Wówczas do działania przystąpił Antygon, posyłając do dowódców Srebrnych Tarcz swego przyjaciela (prawdopodobnie był on satrapą Cylicji) - Filotasa, który miał przekonać (czytaj - przekupić) wodzów, aby wystąpili przeciwko Eumenesowi. Spotkał się on więc osobno najpierw z Antygenesem a następnie z Teutamosem, obiecując im ogromne pieniądze i jeszcze większe ziemie pod zarząd, jeśli tylko opuszczą Eumenesa i przyłączą się do Antygona. Antygenes okazał się jednak odporny na obietnice Filotasa, wymówił się też stwierdzeniem iż taka była wola królów, dlatego też poparł Eumenesa. Znacznie łatwiej Filotasowi poszło z Teutamosem, który za obietnice znacznych pieniędzy i własnej satrapii zgodził się opuścić Eumenesa. Jednak aby Srebrne Tarcze mogły zmienić stronę i przyłączyć się do Antygona, potrzebna była również zgoda drugiego dowódcy, czyli Antygenesa a Teutamos obiecał że przekona go do zmiany decyzji. Jednak gdy doszło do spotkania obu wodzów okazało się, że to raczej Antygenes przekonał do swoich racji Teutamosa niż na odwrót. Stwierdził bowiem że Antygon gdy urośnie w siłę, odbierze im ich prowincje i przekaże je swym przyjaciołom, natomiast Eumenes jako Grek niemający większego wpływu na armię macedońską nie odważy się tego uczynić i jeśli oni dochowają mu wierności, on nie tylko będzie traktował ich jak przyjaciół, ale jeszcze doda im nowe satrapie pod zarząd. To logiczne rozumowanie przekonało Teutamosa i znów okazało się że szczęście ciągle nie opuszcza Eumenesa - którego zaczęto nazywać "wybrańcem bogów".




Widząc że jego argumenty nie działają i obawiając się że może zostać aresztowany i wydany Eumenesowi, zaczął Filotas zwracać się do zwykłych żołnierzy z korpusu Srebrnych Tarcz, którym również obiecywał pieniądze za zdradę. Stwierdził też że ma przy sobie list napisany przez Antygona i że należy go odczytać przed frontem wojska. I tak też się stało (gdyż żołnierze wymusili jego odczytanie na swych dowódcach). W liście tym Antygon obiecywał wszystkim nagrody pieniężne w zamian za pochwycenie i zabicie Eumenesa, stwierdzał też, że jeśli rozkaz jego nie zostanie wykonany, przybędzie on ze swą armią i potraktuje Srebrne Tarcze jak swych nieprzyjaciół. Zapanowała więc konsternacja jak należy postąpić, przyjąć żądanie Antygona i wystąpić przeciwko woli królów, czy też pozostać im wiernym i narazić się na gniew Jednookiego? Rozważania te przerwało przybycie do obozu samego Eumenesa, któremu list ów okazano, a ten stwierdził że nie ma tutaj nad czym deliberować, tylko należy wykonać rozkaz królów i aresztować zdrajcę Filotasa. Tak też się stało a żołnierze Srebrnych Tarcz ponownie złożyli przysięgę na wierność Eumenesowi, co jeszcze bardziej umocniło jego pozycję i utwierdziło resztę w przekonaniu, że naprawdę jest on dzieckiem szczęścia. Następnie Eumenes polecił udać się do Fenicji aby tam przejąć władzę nad fenicką flotą i wysłać ją do Macedonii, ku wsparciu sił inwazyjnych Poliperchona, przygotowujących się do przeprawy do Azji Mniejszej w celu ukarania zdrajcy Antygona.


GREK EUMENES z KARDII MIAŁ RZECZYWIŚCIE W TYM CZASIE BARDZO DUŻO SZCZĘŚCIA, CO PRZYCIĄGAŁO DO NIEGO DAWNYCH ŻOŁNIERZY ALEKSANDRA WIELKIEGO
MOŻNA WIĘC GO NAZWAĆ "EUMENESEM SZCZĘŚLIWYM"



Tymczasem Poliperchon miał w Helladzie nieco problemów z Kassandrem - synem zmarłego w 319 r. p.n.e. regenta Antypatra (pomińmy jednak na razie ten konflikt i związane z nim działania wojenne, gdyż bezpośrednio nie dotykają one ani osoby Antygona, ani tym bardziej jego syna Demeteriusza Poliorketesa który jest przecież głównym bohaterem tej serii. Jednak pozwolę sobie powrócić do tych wydarzeń w kolejnych częściach, aby przedstawić pełny obraz ówczesnej rzeczywistości). Regent polecił flocie dowodzonej przez Klejtosa, aby strzegła cieśnin i uniemożliwiła ewentualną próbę przedostania się wojsk Antygona do Tracji i Macedonii. Klejtos przekonał do siebie miasta Propontydy i połączył się z wojskami satrapy Frygii Hellesponckiej - Arridajosa, zamkniętego przez Antygona w Kios (o którym pisałem w poprzedniej części), jego samego zaś (mowa o Arridajosie) - na polecenie Poliperchona - zamykając w lochu. Ku Propontydzie zdążał jednak Nikanor ze Stagiry (komendant macedońskiej załogi twierdzy Munichia w ateńskim porcie Pireus, mianowanym na to stanowisko właśnie przez Kassandra w 319 r. p.n.e. w miejsce Menyllosa) na czele macedońskiej floty, która liczyła ponad 100 okrętów. Pewny swego Nikanor dopadł okręty Klejtosa nieopodal greckiego Bizantion (czyli dzisiejszego Stambułu). Rozpętała się bitwa, która zakończyła klęską butnego Nikanora (318 r. p.n.e.), stracił on bowiem aż 17 okrętów zatopionych i prawie 40 zdobytych wraz z załogami przez siły Klejtosa. Antygon w tym czasie przebywał w rejonie Kyzikos i gdy tylko dowiedział się o klęsce, natychmiast przygotował pozostałe okręty którymi jeszcze dysponował, załadował na nich swoich łuczników i posłał je na morze. Tymczasem żołnierze Klejtosa po zwycięstwie zeszli na ląd aby odpocząć, niektórzy kąpali się w morzu, inni opalali na brzegu całkowicie nieprzygotowani do walki. Nagle zaczęły dosięgać ich strzały wypuszczane z okrętów wysłanych przez Antygona, co bardzo szybko doprowadziło do paniki. Żołnierze i marynarze Klejtosa teraz czym prędzej starali się dostać na okręty, ale nie było to łatwe, ponieważ obładowani byli zarówno zdobytymi w bitwie łupami, jak i jeńcami, których należało również umieścić na okrętach. To wszystko razem wzięte spowodowało, że nim żołnierze Klejtosa zdołali dostać się na okręty, to duża część z nich poległa od strzał łuczników Antygona. Las strzał wypuszczanych w ich kierunku i okoliczne plaże usiane trupami, wzbudziły jeszcze większą panikę. Wówczas Antygon wysłał drugą część okrętów załadowaną przez swych żołnierzy piechoty (do których wcześniej wygłosił płomienną mowę, mówiąc że wszystko zależy od nich, od ich męstwa, poświęcenia i bohaterstwa i jeśli wytrwają - zdobędą nieśmiertelną sławę). Okręty Antygona spadły znienacka na nieprzygotowaną do boju flotę Klejtosa, a żołnierze wykazując hart ducha, walczyli równie dzielnie na morzu jak na lądzie. Okręty Antygona wbijały się więc taranami w statki Klejtosa przepoławiając część okrętów, innym łamiąc wiosła, a jeszcze inne zdobywając w abordażu.






Ostatecznie w drugiej bitwie w rejonie Bizantion flota Klejtosa została w całości albo zatopiona albo zdobyta, a on sam zbiegł tylko na jednym okręcie i wylądowawszy w Tracji, wkrótce potem wpadł w ręce żołnierzy Lizymacha (władającego satrapią tracką osiłka - który lubił popisywać się swą siłą) i został przez nich zabity. Zwycięstwo Antygona było więc całkowite a Poliperchon stracił swą flotę i możliwość inwazji na Azję Mniejszą, jednocześnie Eumenes został odcięty od Macedonii i zdany na własne siły. Teraz Antygon postanowił rozprawić się już otwarcie z samym Eumenesem, czyli głównym przeciwnikiem jakiego miał w Azji. Eumenesowi nie udało się zaś opanować floty fenickiej i posłać ją jako wsparcie regentowi, dlatego też postanowił opuścić Fenicję (gdzie spodziewał się również ataku Ptolemeusza) i pomaszerować do Górnych Satrapi (w tym przypadku do Babilonii). Był to krok nieco brawurowy, żeby nie powiedzieć niebezpieczny, ponieważ tym samym Eumenes oddalał się jeszcze bardziej od wsparcia z Macedonii, jednocześnie będąc otoczonym przez wrogów: Antygona, Ptolemeusza oraz tych macedońskich satrapów, których spotkał na Wschodzie. Z drugiej jednak strony zapewne Eumenes nie czuł się jeszcze gotowy do bezpośredniej konfrontacji z Antygonem, a do tego musiałby być przygotowany, gdyby postanowił wrócić do Cylicji lub Kapadocji. Wierzył jednak w swą gwiazdę i wsparcie bogów a przede wszystkim w swój intelekt, który już nie raz ocalił mu życie (należy jednak tutaj dodać że Antygon, który był jego przeciwnikiem, był równie inteligentny, czego dowiodła choćby druga bitwa pod Bizantion). Przybycie Eumenesa do Babilonii nie spodobało się jednak tamtejszemu satrapie Seleukosowi (który objął władzę w tej prowincji w czasie nowego podziału Imperium Aleksandra zawartemu na zjeździe w Tripadejsos w 321 r. p.n.e.). Seleukos - późniejszy założyciel dynastii Seleucydów władającej ogromnymi terenami Azji (i będącej śmiertelnym konkurentem rodu egipskich Ptolemeuszy), nie zamierzał wpuszczać Eumenesa do swojej satrapi i gdy ten tylko się pojawił, przywitał go z wojskiem nad rzeką Tygrys. Zająwszy lepszą pozycję, zaatakował siły Eumenesa z zaskoczenia i zaczął zyskiwać przewagę. Dodatkowo jednak postanowił pomóc sobie w inny sposób, a mianowicie zerwał kanał nad Tygrysem, doprowadzając do zalania pól na których stała armia Eumenesa, co spowodowało że żołnierze ci broczyli prawie po szyję w wodzie.




Sytuacja zaczęła przybierać dla Eumenesa bardzo niekorzystny obrót, gdyż żołnierze - brocząc w wodzie - nie mogli odpierać ataków wroga i osłaniać się przed jego strzałami. Wydawało się więc że klęska wybrańcy bogów jest teraz pewna a jego gwiazda wreszcie zgaśnie. Nic bardziej mylnego, bowiem po raz kolejny okazało się że Eumenes rzeczywiście musiał mieć jakieś kontakty z siłą wyższą - albo po prostu był tak genialny. Wydostawszy się z wody na pewne wzniesienie, nakazał wycofać część wojska w celu stworzenia osłony z tarcz, części zaś polecił przekopać teren w taki sposób, aby wodę skierować w przeciwnym kierunku, na te pozycje, na których stało wojsko Seleukosa. Ponieważ jednak siły satrapy Babilonii stały na wzniesieniu, nie ucierpiały one zbytnio, ale ten manewr pozwolił armii Eumenesa wycofać się i uniknąć całkowitej klęski (druga połowa 318 r. p.n.e.). Wyprowadziwszy cało wojsko z tej katastrofalnej dla nich sytuacji, tym samym Eumenes jeszcze bardziej przywiązał do siebie zwykłych żołnierzy i wyrobił w nich tym silniejsze przekonanie o swej boskiej protekcji. Wycofał się teraz do Persydy, do tamtejszego satrapy Peukestasa (Podział Imperium Aleksandra z Tripadejsos - 321 r. p.n.e.), wiodąc ze sobą 15 000 żołnierzy piechoty i 3300 jazdy. Peukestas powitał go znacznie bardziej gościnnie niż Seleukos, a będąc w Suzie wysłał stamtąd Eumenes listy do innych satrapów, domagając się posiłków i pieniędzy (oczywiście w imieniu królów, a nawet samego władcy Aleksandra, który przecież oficjalnie ciągle dowodził jego armią, choć wielki król nie żył już od ponad pięciu lat). W Persydzie (u boku Peukestasa) spędził Eumenes zimę z 318 na 317 r. p.n.e. Na wiosnę zaś - wsparty posiłkami - zamierzał zadać ostateczny cios Antygonowi.




CDN.
 

09 września 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXVIII

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXXV



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXXV



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. XIII






FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. XIII



DEWARIM
(753 - 586 r. p.n.e.)
Cz. I






 "Wszak on cię uczynił, umocnił, na dawne dni sobie wspomnij. Rozważajcie lata poprzednich pokoleń. Zapytaj ojca, by ci oznajmił, u twoich starców, niech ci powiedzą" - jest to credo z "Księgi Prawa", odnalezionej przez kapłana Hilkiasza w osiemnastym roku panowania króla Judy - Jozjasza (czyli ok. 622/621 r. p.n.e.), spisanej zapewne w latach czterdziestych VIII wieku p.n.e. Kończył się czas proroków którzy swe przekazy ogłaszali ustnie, nadchodził zaś czas "Słowa" (Dewarim), nadchodził czas spisania Powtórzonego Prawa, będącego trzecim z czterech podstawowych źródeł z których składa się pierwsze pięć ksiąg Biblii. Był to też czas kolejnych wielkich proroków - Izajasza i Jeremiasza, będących następcami Amosa i Ozeasza (a wcześniej Eliasza i Elizeusza). W okresie tym mocno podupadło Królestwo Północne. Z chwilą śmierci Jeroboama II (754 p.n.e.) na tron wstąpił jego syn Zachariasz, który jednak został obalony i zamordowany przez człowieka o imieniu Szallum, ten zaś zginął z ręki kolejnego władcy Izraela - Menachema (753 r. p.n.e.). Tym samym nastał czas niepokoju dla Północy. Na Południu było znacznie lepiej (jak to mówił komisarz Ryba w "Kilerze": "niewiele lepiej, ale lepiej" 🤭).




Póki na tronie w Jerozolimie panował Ozjasz (Azariasz) Królestwo to w dalszym ciągu rozkwitało. Umocnił on Jerozolimę, stworzył zawodową armię, zbudował pierwszy judzki port morski w Ecjon-Gewer. Za jego rządów kwitło rzemiosło i handel a kraj zasiedlali nowi rolnicy, którym władca oddawał ziemię w zamian za niewielkie opłaty z tego tytułu. Ale król ten podupadł na zdrowiu. Okazało się bowiem że zachorował na trąd, a to oznaczało że musiał być izolowany w swym pałacu zarówno od dworzan, jak i od poddanych. Kapłani Świątyni Jerozolimskiej twierdzili, że choroba króla to kara Boga za świętokradztwo którego się dopuścił, a mianowicie miał on osobiście złożyć w Świątyni ofiarę kadzielną Jahwe, a mogli to czynić jedynie kapłani. Ponieważ król był całkowicie odizolowany, a choroba jego trwała długo (prawie 10 lat), obowiązki regenta objął jego syn - Jotam (ok. 750 r. p.n.e.). Nad Judą wówczas znów pojawiły się czarne chmury. Pomimo okresu stabilizacji i pomyślności z czasów świetności rządów Ozjasza, Królestwo Południowe nie było w stanie podporządkować sobie miast państw Filistei, teraz zaś było to już niemożliwe, ponieważ Filistea rosła w siłę i znów (po prawie dwustu latach od czasów inwazji egipskiej faraona Szeszonka) dążyła do ponownego podporządkowania sobie dawnego obszaru swoich wpływów. Poza tym rosła w siłę Asyria. To Królestwo, które jeszcze niedawno było w rozsypce, podzielone i rozbite, a także z północy wypierane ze szlaków handlowych przez Urartyjczyków, teraz ponownie się skonsolidowało i dążyło do ekspansji jakiej nie widzieli poprzedni władcy spod znaku boga Assura. Bowiem po śmierci króla Adad-Nirari III (783 r. p.n.e.) Asyria coraz bardziej staczała się w otchłań chaosu. Kraj rozpadał się, targany wewnętrznymi dążeniami poszczególnych tartanów (jak choćby Szamsziilu) do zgromadzenia jak największej władzy w swoich rękach, a kolejni władcy nie byli w stanie sobie z tym problemem poradzić. Po Adad-Nirari III nastał jego syn Salmanasar IV (panował do 772 r. p.n.e.), a następnie jego brat Aszur-dan III. To właśnie za jego panowania, dnia 15 czerwca 763 r. p.n.e. miało miejsce zaćmienie słońca (co uznano za zły omen dla przyszłości Królestwa). Ale ani on, ani kolejny jego brat Aszur-nirari V (panował w latach 754-745 p.n.e.) nie byli w stanie zaradzić osłabieniu ich państwa.




Ten ostatni, gdy tylko wstąpił na tron w Kalchu, od razu musiał się konfrontować z potężnym władcą Urartu - Sardurem III Wielkim (panował w latach 765-733 p.n.e.), który do tej pory skutecznie odciął Asyryjczyków od Morza Śródziemnego, (zwanego wówczas Wielkim Morzem lub też Morzem Górnym, albo Morzem Zachodnim - w zależności od tego, kto wody te opisywał), a także od szlaków handlowych wiodących do Anatolii i do Syrii. Szczególnie utrata anatolijskich kruszców oraz możliwości pozyskiwania stamtąd wyśmienitych koni (których używała asyryjska jazda) bardzo źle odbiło się na kondycji całego państwa. Jednak gdy Urartyjczycy zaczęli wdzierać się do północnej Syrii, czyli naturalnej drogi ekspansji Asyryjczyków, zagroziło to bezpośrednio samemu Królestwu. Jednym z największych władców tamtych ziem był niejaki Mati'el, który teraz wybrał sobie nowego pana i zamiast wysyłać daninę do Kalchu, słał ją do Tuszpy nad jeziorem Wan (stolicy Królestwa Urartu). Zaraz więc po swej intronizacji Aszur-nirari V wysłał list pełen pogróżek do Mati'ela z Malatii, w którym ostrzegał go aby nie próbował podporządkowywać się Urartyjczykom bo jeśli to uczyni, czeka go okrutna kara z ręki synów boga Assura. Asyryjski władca odnosił się również do sił nadprzyrodzonych w przypadku gdyby Mati'el nie podporządkował się jego woli. Były tam bowiem różne zaklęcia, które miały przynieść owemu władcy zgubę, gdyby nie podporządkował się woli "wielkiego Assura". To też pokazuje jak bardzo upadła siła Asyrii w tamtym czasie, bowiem jeszcze dziad Aszur-nirari V - Szamszi-Adad V nie słałby żadnych listów ani pogróżek ani tym bardziej zaklęć mistycznych, tylko po prostu najechałby kraj Mati'ela, jego samego wbił na pal a ludność albo wymordował albo uprowadził w niewolę. Jaki był więc efekt listu wysłanego przez Aszur-nirari V? Ano taki, że Mati'el podporządkował się Sardurowi, całkowicie bagatelizując groźby płynące z Kalchu (inna sprawa że prawdopodobnie nie uczynił tego z własnej woli, a zapewne stało się tak pod wpływem najazdów Urartyjczyków na jego ziemie). Sardur zaatakował również ziemie należące do niejakiego Bargaji z Bit Agusi i na nim wymusił podobny układ, z tym tylko że Bargaji uzależnił związek z Urartu od układu o wzajemnej pomocy, który brzmiał m.in. tak: "A jeżeli jeden z mych braci, jeden z członków mej ojcowskiej dynastii, jeden z moich synów, jeden z moich urzędników, mych oficerów lub jakikolwiek człowiek z tych, którzy mi są poddani, albo któryś z mych wrogów zapragnie mej głowy, aby mnie zabić i zabić mego syna i me potomstwo - Jeżeli oni mnie zabiją, ty winieneś przybyć sam i pomścić krew mą na dłoniach mych wrogów".




Pomimo swoich gróźb, Aszur-nirari V nie wyprawił się zbrojnie przeciw Mati'elowi. Panował prawie dziesięć lat (do 745 r p.n.e.), a przez ten czas nigdy nie opuścił Kalchu, mało tego, prawie nie opuszczał własnego pałacu. W kraju tymczasem nie działo się dobrze. Odcięty od szlaków handlowych wiodących do Anatolii i Syrii, a także do Egiptu, kraj boga Assura popadał w ruinę i to dosłownie. Poddani króla z Kalchu znacznie zbiednieli i to nawet ci, którzy do tej pory pławili się w bogactwach. W całym kraju zaczęły się więc bunty i zamieszki. Wreszcie w samym Kalchu zawiązał się spisek który przerodził się w jawny bunt (746/745 p.n.e.). przewodził mu niejaki Pul, który wyniesiony został przez oficerów niezadowolonych z bezczynności, jaka zapanowała za ostatnich władców i znacznego zubożenia kraju, a przede wszystkim z braku łupów. Bardzo szybko doprowadzono do usunięcia Aszur-nirari V a wraz z nim wymordowano również innych członków jego rodziny. Nowym królem Asyrii został teraz Pul, który przybrał nowe imię tronowe Tiglat-Pilesara III (jako nawiązanie do pierwszego władcy który nosił to imię, a który panował w latach 1114-1076 i był twórcą środkowego państwa asyryjskiego). Kim był Pul? do dziś nie wiadomo. Prawdopodobnie jednak pochodził z rodu królewskiego, gdyż sam twierdził że wywodzi się od Adad-Nirari III (może ojciec Pula był nieślubnym synem Adad-Nirari III?). Ale może było to tylko propagandowe nawiązanie do poprzedniej dynastii, jako że gdyby nie było bezpośredniego połączenia krwi, to każdy inny oficer czy urzędnik mógłby również w przyszłości zrzucić z tronu Pula/Tiglat-Pilesara i sam ogłosić się władcą. Bez wątpienia jednak nowy władca odznaczał się zdolnościami organizacyjnymi i inteligencją, a po latach rządów słabych władców, stery ujął teraz człowiek, który wyprowadził Asyrię z kryzysu i wprowadził ją na drogę potęgi, jakiej nie zaznała ona nigdy wcześniej. A wszystko to działo się w okolicznościach jakże niesprzyjających, bowiem wciąż istniała potężna dominacja Urartyjczyków, na południu zaś sytuacja była bardzo niepewna, zaś nad Babilonią utracono kontrolę. Lud domagał się szybkich i zdecydowanych reform i tak też się stało.




Rozpoczął więc od reformy wojska. Do tej pory bowiem armia asyryjska składała się z pospolitego ruszenia, wyprawy zaś odbywano najczęściej latem, po zakończeniu żniw (gdyż żołnierze to byli przede wszystkim rolnicy, zaś żniwa miały miejsce w maju). Tiglat-Pilesar III wprowadził teraz armię zawodową (kisir szarruti), która była gotowa do akcji w każdej chwili i w różnych regionach kraju. Trzon armii stanowili nadal chłopi, ale chłopi bezrolni i zubożali, którzy teraz swą karierę upatrywali w służbie wojskowej (a nie jak do tej pory była ona tylko uciążliwym dodatkiem do pracy na roli - choć może nie zawsze takim uciążliwym, bowiem zdobyte w kampanii wojennej łupy zawsze się przydawały). Oczywiście w dalszym ciągu zwoływano chłopów na wyprawy wojenne, ale byli oni już tylko dodatkiem do armii regularnej. Armię tę finansował w całości ze swego skarbu sam król, zaś umundurowanie owych jednostek było w pełni asyryjskie. Tylko Asyryjczycy służyli też w rydwanach i w jeździe, do piechoty zaś brano również przedstawicieli innych nacji. Tiglat-Pilesar III stworzył też formację ochronną dla siebie samego, byli to tzw. sza szepe ("Niepokonani"), a wzorując się na nich następnie władca Babilonu Nabuchodonozor II stworzy własną formację "Walecznych", Persowie zaś potem stworzą swoich "Nieśmiertelnych" (z którymi przyjdzie się zmagać choćby Spartanom Leonidasa pod Termopilami w 480 r. p.n.e.).




 Najpotężniejszą bronią Asyryjczyków były oczywiście rydwany bojowe (można je porównać do współczesnych czołgów, albo w mniejszej skali - karabinów maszynowych). Dla oddziałów piechoty rozpędzone rydwany, których konie swymi kopytami wzburzały piach, a piana toczyła im się z pysków, do tego łucznicy którzy z precyzją wypuszczali swoje strzały - wzbudzała przerażenie. W 10 minut dziesięć załóg rydwanów mogło skutecznie wyeliminować 500 i więcej żołnierzy przeciwnika, było to więc porównywalne do masakry, jakiej dokonały karabiny maszynowe w bitwie np. nad Sommą w czasie I Wojny Światowej. Nic zatem dziwnego że rydwany i jazda stały się elitą armii asyryjskiej. Pierwsze formacje bojowe rydwanów w armii asyryjskiej pojawiły się za czasów panowania Aszurnasirpala II (883-859 p.n.e.), choć oczywiście konie zaprzęgano do rydwanów znacznie wcześniej (w starożytnym Egipcie i w królestwach Mitanni oraz Hetytów miało to miejsce już w XVI wieku p.n.e.), ale mimo to w tamtym okresie nie jeżdżono jeszcze konno. Pierwotnie w ogóle konie trzymano ze względu na ich skóry i mięso, czyli wykorzystywano jak tuczniki, dopiero potem zaczęto się orientować że te zwierzęta znacznie lepiej służą do przewożenia wozów, niż woły czy osły, ale (szczególnie w Egipcie) praktycznie nie dosiadano ich okrakiem. Początkowo zaczęto jeździć na końskich zadach po to, aby skrócić sobie dystans podróży, ale było to bardzo niewygodne i uciążliwe (nie znano przecież siodeł), a poza tym trudno było się utrzymać w taki sposób na koniu. Mijały jednak dekady i zaczęto coraz bardziej zwierzęta te wykorzystywać nie tylko do formacji rydwanów, ale również do jazdy wierzchem. I tak się zaczęło.




Kolejną reformą jaką przeprowadził Tiglat-Pilesar III, była reforma administracji. Przede wszystkim zmniejszono granice istniejących prowincji dzieląc je na mniejsze jednostki i powołując niższych urzędników, którzy choć podlegli lokalnym satrapom, mieli jednak prawo słać listy z prośbami czy ze skargami bezpośrednio do króla. Aby poczta królewska mogła dobrze działać, w całym kraju zorganizowano system koni rozstawnych, co umożliwiło szybkie przemieszczanie się posłańców i wymianę koni. Owi urzędnicy byli teraz uszami i oczami króla na prowincji i mogli raportować o każdych niepokojących działaniach lokalnych gubernatorów. Tak samo było również wśród państw uzależnionych od Asyrii, gdzie na dworach tamtejszych władców również byli reprezentanci króla z Kalchu, którzy informowali go o wszystkim co się tam dzieje, a jednocześnie - jeśli dany władca płacił daninę regularnie, miał zapewniony spokój i bezpieczeństwo oraz ochronę ze strony samego wielkiego króla. W każdym razie Tiglat-Pilesar po przeprowadzeniu owych reform, natychmiast wyruszył na wyprawy wojenne, które były konieczne aby ponownie przywrócić Asyrii jej mocarstwową pozycję w regionie i zmusić dotychczasowych wasali do ponownego płacenia daniny. Dla Izraela i Judy nadeszły teraz ciężkie czasy.


BABILOŃSCY "WALECZNI" KRÓLA NABUCHODONOZORA II BYLI WZOROWANI WŁAŚNIE NA ASYRYJSKICH "NIEPOKONANYCH", A NA NICH WZOROWALI SIĘ PERSCY "NIEŚMIERTELNI"



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...