WYŚWIETLENIA

30 czerwca 2026

MEMORIAM - Cz. XXI

VIRGINES VESTALES i 
TRZY CIOSY





UMIŁOWANY POKÓJ
I ZŁUDNE NADZIEJE 
SIEDEMDZIESIĄTYCH LAT
Cz. VI






CO Z TYM WSCHODEM?


 Po podpisaniu pokoju w Dardanos (85 r. p.n.e.) wydawało się że konflikt Rzymu z królem Pontu - Mitrydatesem VI Eupatorem ostatecznie się zakończył, ale ci, którzy tak myśleli byli w wielkim błędzie. Po pierwsze pokój z Dardanos (król Pontu musiał zrezygnować ze wszystkich swoich dotychczasowych zdobyczy w Azji Mniejszej, uznać Grecję i prowincję Azję za część składową Imperium Romanum, zapłacić 3000 talentów odszkodowania i wydać Rzymianom całą swoją flotę) nie satysfakcjonował żadnej ze stron; Mitrydates wciąż pozostawał najpotężniejszym władcą hellenistycznego Wschodu i czekał sposobności ponownego podporządkowania sobie reszty małoazjatyckich królestw; rzymski Senat zaś nie mógł ścierpieć faktu, iż zmuszony był pozostawić u władzy króla, który dopuścił się nieprawdopodobnych zbrodni na Rzymianach i Italikach zamieszkujących prowincję Azję (dawne Królestwo Pergamonu - "Państwo Słońca" jak o nim mawiano jeszcze w czasach hellenistycznych). Dla obu stron było więc pewne, że zawarty w Dardanos pokój był jedynie krótkotrwałym zawieszeniem broni, celem wzmocnienia się obu stron przed kolejnym starciem. O tym, że Rzymianie nie zamierzają odpuścić, przekonał się Mitrydates już w dwa lata później, gdy namiestnik Azji - Lucjusz Licyniusz Murena zaatakował jego królestwo (83 r. p.n.e.) pod pozorem niewypełnienia postanowień traktatu z Dardanos. Atak ten został odparty, ale to wcale nie zniechęciło Mureny do dalszych działań i już w następnym roku (82 p.n.e.) ponownie zaatakował Pont, tym razem pod pretekstem zawarcia przez Mitrydatesa sojuszu z władcą Kapadocji - Ariobarzanesem. I ten atak został odparty, zaś nie mogąc liczyć na wsparcie Rzymu i Italii (w której to toczyła się wojna domowa optymatów z popularami), a także buntem Sertoriusza w Hiszpanii, Murena został zmuszony na początku 81 r. p.n.e. do ponownego zawarcia pokoju ze znienawidzonym królem Pontu, ale nie chcąc się z nim widzieć twarzą w twarz, uczynił to przez pośrednika (wybrał do tego zadania władcę Kapadocji - Ariobarzanesa, z którym wcześniej Mitrydates zawarł sojusz; teraz zaś Ariobarzanes występował w roli pośrednika pomiędzy Rzymem a Pontem i w imieniu Republiki podpisał pokój).




Ta krótkotrwała wojenka (zwana w historiografii szumnie "Drugą wojną z Mitrydatesem") zakończyła się ostatecznie sukcesem króla Pontu, jako że podporządkował on sobie plemiona żyjące w rejonie Bosforu, które już wcześniej pragnął ujarzmić. Murena zaś (człowiek Sulli, pozostawiony w charakterze namiestnika Azji w 84 r. p.n.e. i mający pilnować na Wschodzie interesów dyktatora) większe sukcesy odniósł w walkach z piratami na morzu, niż z królem Pontu. W 83 r. p.n.e. (tuż przed atakiem na Mitrydatesa) kazał on umieścić trzy kamienne inskrypcje w języku greckim (w Kaunos, na Rodos i w Mesenii) w których to nazywał się: "Dobroczyńcą", "Opiekunem" i "Zbawcą" Hellady; a owym zbawcą stać się miał właśnie po pokonaniu karyjskich piratów pod wodzą Moagetesa, tyrana Kibyry. Nie wiadomo na ile jest to prawdziwe osiągnięcie, jako że Kibyrowie raczej nie parali się piractwem, zaś sam Moagetes (choć rzeczywiście był tyranem tertapolis w południowej Anatolii - rejon ten na wyżej zaprezentowanej mapce oznaczony jest słowem "Pirates" i leży na zachód i północ od Licji), najprawdopodobniej nie przewodził piratom (tutaj jednak należy poprzestać na domysłach, jako że z braku źródeł nie mam na ten temat pełnej wiedzy). W każdym razie Murena ogłosił się pogromcą piratów i tak już zostało, zaś po niepowodzeniu ataku na Pont i zakończeniu swego namiestnictwa, powrócił on do Italii (81 r. p.n.e.) nie rozwiązawszy wielu istotnych spraw, wciąż gnębiących tamtejszych Rzymian i Greków (np. nierozwiązana kwestia miasta Mityleny na Lesbos), za to w glorii sławy "pogromcy piratów". Jego miejsce w prowincji Azji zajął Marek Minucjusz Termus, który szybko rozgościł się na Wschodzie (szczególnie zaś w pięknej willi w Kolofonie, z której to był wspaniały widok na miejscowy port; podziwiał go - przybyły tam również w 81 r. p.n.e. - 19-letni wówczas Gajusz Juliusz Cezar. Cezarowi bardzo się tam spodobało, szczególnie że to właśnie w Kolofonie (mieście leżącym na północny-zachód od Efezu) po raz pierwszy zetknął się ze zbytkiem i (często) zniewieściałością Orientu, jakże różnej od życia w Rzymie, gdzie wciąż jeszcze ideałem była chłopska pracowitość, oszczędność, ofiarność dla sprawy publicznej i męstwo. Podstawowe cechy Rzymianina brzmiały: Wierność, Męstwo i Praca (swoją drogą Timagenes - grecki historyk i retor z Aleksandrii, wzięty przez Rzymian jako jeniec w 55 r. p.n.e. i potem wyzwolony przez Oktawiana Augusta - jako przyczynę upadku hellenistycznych królestw upatrywał (m.in.) ich zniewieściałość i pod tym względem skrycie podziwiał Rzymian, którzy wciąż utrzymali dawne, patriarchalne cnoty, dzięki którym ich kraj stał się potęgą. Timagenes jednak - choć pół życia spędził w Rzymie - nigdy nie uległ urokowi tego miasta i zawsze gdy Rzymianie toczyli boje z jakimś ludem na Wschodzie, brał stronę owych "barbarzyńców". Kiedyś stwierdził nawet, że pożary Rzymu smucą go tylko z tego powodu, że na miejsce starych gmachów, powstaną nowe, jeszcze wspanialsze. Wyzwolony przez Oktawiana, należał do ścisłej elity intelektualnej ówczesnego Rzymu, którego do swej śmierci nie przestał nienawidzić).




Nowy rzymski namiestnik Azji wytyczył sobie cel ostatecznego zdobycia Mityleny - miasta na wyspie Lesbos, które (w 88 r. p.n.e.) przyłączyło się do Mitrydatesa VI i które do tej pory było wrogie Rzymowi, niczym bolesna zadra tkwiąca w palcu. Co prawda Minucjusz Termus posiadał sporą flotę (rozbudował ją Murena), ale wydawała się ona niewystarczająca do całkowitego odcięcia miasta i zmuszenia go do kapitulacji, dlatego też wysłał młodego Cezara na dwór króla Bitynii - Nikomedesa IV. Tam też, w Nikomedii Cezara olśnił zbytek Wschodu, którego nie widział nawet w Kolofonie. Na jego powitanie Nikomedes nakazał rozsypać po drodze płatki róż, zaś mijane marmurowe posągi z pozłacanymi obręczami, sprawiały wrażenie niezwykłości a nawet nieziemskości. Jakże inaczej było w surowym Rzymie, gdzie budynki były wznoszone w najprostszy sposób z myślą głównie o użyteczności sakralnej i codziennej. Jakże złe wrażenie robił na tym młodym człowieku jego rodzinny Rzym, gdzie nieczystości były wylewane wprost na ulice, a samo miasto wciąż przypominało dużą wieś otoczoną pewną ilością murowanych świątyń i gmachów publicznych, niż typową hellenistyczną metropolię. Tu, w Nikomedii Cezar nie widział chodzących po ulicach kur, kóz czy świń, których w Rzymie było mnóstwo i które nie rzadko wchodziły do domów co poniektórych mieszkańców grodu Romulusa. Tam, w pałacu Nikomedesa Cezar stracić miał kontrolę i oddać się wyuzdanym orgiom, które przygotował dla niego władca Bitynii i ponoś oddawał się tam "miłości greckiej", która w świecie hellenistycznym nie była już uważana za niewłaściwą (choć wcześniej homoseksualizm był w Grecji często praktykowany, ale głównie dotyczył relacji pan-niewolnik lub dorosły mężczyzna-chłopiec, zaś w epoce hellenistycznej te zasady moralne już dawno ustąpiły i nikt nie zwracał uwagi na detale "męsko-męskiej miłości"), jednak wśród Rzymian nie było to popularne ani akceptowane (pisałem już kiedyś o tym, jak siostrzeniec Sulli zakochał się w pewnym oficerze, a jego "amory" były zbyt nachalne, co doprowadziło do śmierci owego młodzieńca. Sulla nie tylko nie zganił owego żołnierza i nie ukarał go za zabójstwo, ale dowiedziawszy się powodu zabicia swego siostrzeńca, przyznał mu jeszcze nagrodę), dlatego też, gdy Cezar powrócił z Nikomedii, za nim już podążała plotka, jakoby stał się tam kochankiem króla Nikomedesa i żołnierze Minucjusza Termusa żartowali sobie, mówiąc o młodym Cezarze: "Oto kochanka Nikomedesa, oto królowa Bitynii". W każdym razie Cezar sprowadził z Nikomedii potrzebną Termusowi flotę, przy pomocy której ów wódz zmusił Mitylenę do kapitulacji (80 r. p.n.e.). Wkrótce potem Termus został odwołany z namiestnictwa w Azji i wrócił do Rzymu (zaś Cezar - na krótko - powrócił... na dwór Nikomedesa 🥴). Jego miejsce zajął (79 r. p.n.e.) prokonsul Gajusz Klaudiusz Neron - za którego rządów powstała nowa rzymska prowincja - Cylicja, obejmująca ziemie Pamfilii i Cylicji Górzystej, zaś bez terenów Cylicji właściwej - przeto nowa prowincja nie odzwierciedlała prawdziwego zasięgu owej krainy; zaś pierwszym jej namiestnikiem został wybrany Gnejusz Korneliusz Dolabella.




W roku 78 p.n.e. król Mitrydates Eupator postanowił jakoś porozumieć się z Rzymianami i poprosić Senat o przyznanie mu statusu "przyjaciela" ("amicus") Ludu Rzymskiego, ale wysłanych posłów nie miał kto przyjąć i Senat odmówił im posłuchania (stwierdzono wówczas że senatorowie są zbyt zajęci by przyjąć posłów, co było jawną deklaracją nieprzyjaźni i publicznym policzkiem wymierzonym człowiekowi, który dziesięć lat wcześniej nakazał wymordowanie wszystkich Rzymian i Italików w zdobytej przez siebie prowincji Azji). Gest ten był nad wyraz jasny i widoczny dla wszystkich - Rzym nie ma zamiaru czynić z mordercy swego przyjaciela i wciąż traktuje go jako wroga ("hostis"), a nie wszczyna z nim wojny tylko dlatego że zajęty jest na innych frontach, ale gdy tylko się umocni, natychmiast odnowi wojnę z Pontem. Wiedział o tym sam Mitrydates (który w rozmowie z królem Partów otwarcie przyznał: "Rzym nie zaatakował mnie wówczas tylko dlatego, że przeszkodziły mu w tym kłopoty w innych częściach tego państwa"). Wojna była więc pewna i należało dobrze się do niej przygotować i król Pontu tak właśnie uczynił. Zlikwidował nieefektywne wielojęzyczne, niezdyscyplinowane oddziały, zastępując je karnymi jednostkami sformowanymi na kształt rzymskiego legionu. Również w polityce Mitrydates dobrze przygotował się do pewnej konfrontacji z Rzymem, zawiązując sojusze z wieloma państwami i ludami (swoje córki: Nysę i Mitridatis wydał za faraona Ptolemeusza XII Auletesa [ojca królowej Kleopatry VII] i jego brata Ptolemeusza władcę Cypru; ten jednak sojusz, gdy już przyszło do wojny - na niewiele się zdał, jako że Egipt był wówczas politycznie i militarnie uzależniony od Rzymu, a Rzym uzależniony był od dostaw egipskiego zboża). Sprzymierzył się Mitrydates z Sarmatami, Scytami z Azji, z mieszkańcami Taurydy, z Trakami i oczywiście z... piratami, którzy już w poprzednich wojnach wyświadczali mu spore usługi. W 75 r. p.n.e. posłał Mitrydates do Hiszpanii dwóch byłych żołnierzy z armii Gajusza Flawiusza Fimbrii (stronnika Cynny i Mariusza, wysłanego w 86 r. p.n.e. na Wschód do walki zarówno z królem Mitrydatesem, jak i z Korneliuszem Sullą), byli to: Lucjusz Magiusz i Lucjusz Fanniusz; ich celem było zawarcie sojuszu z rzymskim renegatem Kwintusem Sertoriuszem (byłym oficerem Gajusza Mariusza, od 80 r. p.n.e. sprawującym niepodzielną władzę quasi-królewską w Hiszpanii i toczącym wojnę z Rzymem, oraz zwycięskim stronnictwem optymatów dyktatora Sulli). I tak właśnie się stało, Sertoriusz posłał Mitrydatesowi jednego ze swoich oficerów - Marka Mariusza (który miał koordynować przekształcenie armii pontyjskiej na sposób rzymski), oraz oddał królowi wolną rękę w Bitynii, Kapadocji, Galacji i Paflagonii w zamian za co król Pontu obiecał Sertoriuszowi posłanie pieniędzy i okrętów do Hiszpanii (tak mówi oficjalny przekaz historyczny, realnie jednak należy pamiętać że Sertoriusz mimo wszystko nie był zdrajcą, a to, czego by się dopuścił w tym układzie, było jawną zdradą rzymskich interesów a przede wszystkim zdradą Ludu Rzymskiego. Wydaje się więc że sojusz z Mitrydatesem - jeśli w ogóle do niego doszło - był efemeryczny).


MITRYDATES VI EUPATOR



Rzymianie wciąż jednak nie podejmowali rzuconej im rękawicy i choć w prowincji Azji stacjonowały dwa legiony, nie poczyniono wówczas większych przygotowań do obrony, sądząc zapewne że władca Pontu nie zdecyduje się na atak. W tym czasie walki toczyły się na innych ziemiach rzymskiego Wschodu i tak w 77 r. p.n.e. nowy namiestnik Cylicji - Publiusz Serwiliusz Watia zajął wybrzeża Licji i Pamfilii, umacniając tym samym granice swojej prowincji; zaś namiestnik Macedonii - Appiusz Klaudiusz Pulcher skutecznie walczył z ludami Skodrysków i Rodopanami. W 75 r. p.n.e. nowy namiestnik Macedonii - Gajusz Skryboniusz Kurion rozpoczął kampanię przeciwko Dardanom (ludowi zamieszkującemu ziemie dzisiejszej południowej Albanii i Macedonii), a w ciężkich walkach dotarł wówczas aż do Dunaju (prawdopodobnie po raz pierwszy w rzymskich dziejach), ale zdobyczy swoich nie był w stanie utrzymać, jako że wojsko odmówiło dalszej walki (jak pisał Fronton: "Gdy konsul Gajusz Kurion prowadził kampanię przeciwko Dardanom w okolicach Dyrrachium, jeden z pięciu legionów wszczął bunt, odmówił dalszej służby i stwierdził, że nie będzie brał udziału w trudnej i niebezpiecznej ekspedycji, rozkazał pozostałym czterem legionom uzbroić się i stanąć w szyku pod bronią, tak, jak do bitwy"). Bunt ten został stłumiony siłą (przez zastraszenie mniejszej liczby buntowników, część żołnierzy została ukarana - nie wiadomo jednak w jaki sposób - wiadomo tylko że zbuntowany legion brał udział w walkach już kilka lat i żołnierzom nie uśmiechało się dalej walczyć z "barbarzyńskimi" plemionami i pragnęli zostać wycofani na tyły. Swoją drogą takie bunty w armii rzymskiej wcale nie należały do rzadkości i żołnierze buntowali się dość często przeciwko wojnom, których nie pojmowali i poświęceniu, którego wówczas od nich wymagano). Jednak zdobycze Kuriona w kraju Dardanów przepadły. W owym 75 r. p.n.e. namiestnik Cylicji dalej kontynuował walki i doszedł do gór Taurus, pokonując tam lud Izaurów. A tymczasem w Poncie trwały gorączkowe przygotowania do wojny, wykuwano broń, masowo ścinano lasy pod budowę nowych okrętów i szkolono rekrutów. Mitrydates wiedział że ta konfrontacja zadecyduje o przyszłości Wschodu na kilka dekad i czynił wszystko, by usunąć jakiekolwiek błędy i niedoskonałości w swojej armii, które w poprzednich latach były powodem jego militarnych klęsk w starciu z rzymską machiną wojenną.




A tymczasem w 74 r. p.n.e. w Nikomedii ostatnie tchnienie wydał stary zbereźnik, król Bitynii - Nikomedes IV Filopator (który utrzymywał w swoim pałacu harem złożony z młodych niewolników obojga płci i który swym zbytkiem i nieskrępowaną niczym seksualną ekspresją tak zauroczył Cezara). Ponieważ Nikomedes (pomimo "bzykania" wszystkiego na prawo i lewo) nie pozostawił po sobie następców (ponoć nie miał też i córek), w swym testamencie całe Królestwo zapisał Rzymowi (podobnie jak prawie sześćdziesiąt lat wcześniej uczynił król Pergamonu - Attalos III Euergetes). Teraz, namiestnik prowincji Azja - Marek Junkus Sylanus przygotowywał się do przejęcia Bitynii i zamienienia jej w kolejną rzymską prowincję, ale opanowanie tej ziemi oznaczałoby że Rzymianie całkowicie kontrolowaliby cieśniny wychodzące z Pontus Euxinus (Morza Czarnego) na Morze Trackie i Morze Egejskie, a to doprowadziłoby do zamknięcia Pontu w "kotle" z którego trudno byłoby się wydostać. Dlatego też Mitrydates nie uznał testamentu Nikomedesa i sprzeciwił się opanowaniu tej krainy przez Rzymian (sam bowiem miał ochotę zająć tę ziemię i to niekoniecznie w wyniku podboju, uważał bowiem że również ma prawo do tronu bityńskiego i to jemu właśnie - po śmierci ostatniego króla z rodu Basydów - przypaść powinna korona). W Rzymie tymczasem w owym 74 r. p.n.e. konsulat sprawowali - Marek Aureliusz Kotta i Lucjusz Licyniusz Lukullus, który w czasach Sulli wsławił się walkami z królem Pontu i teraz pragnął powtórzyć i powiększyć swą sławę. Wojna jednak wciąż nie była oficjalnie rozpoczęta, a król Mitrydates - niezwykle ostrożny - nie zamierzał zaczynać konfliktu bez pomocy swych sojuszników i czekał na ich przybycie do Pontu. Głównym portem kraju (i miejscem w którym najczęściej przebywał Mitrydates ze swoim dworem) była Synopa (ponoć Mitrydates z tamtejszego pałacu miał widok nie tylko na port i morze, ale również na pobliską lagunę), którą od reszty kraju oddzielała rzeka Halys. Synopa leżała zaś w kraju zwanym Paflagonia, którego to północne regiony opanowali Pontyjczycy, ale reszta tej krainy mogła sprawiać pewne problemy w przypadku dotarcia sojuszniczych kontyngentów do Synopy, dlatego też pierwszym zadaniem Mitrydatesa stało się opanowanie całej Paflagonii. Była to nieduża kraina, leżąca na wschód od Bitynii, ale miała kluczowe znaczenie pod względem strategicznym, dlatego też szybkim marszem władca Pontu opanował Gangrę (stolicę i największe miasto Paflagonii), przyłączając tę krainę do swego Królestwa. Tak oto Junkus Sylanus zaczął urządzać się w Bitynii, zaś Mitrydates w Paflagonii i zarówno jedna jak i druga strona nie zamierzały tego tolerować. Dla Rzymian wreszcie pojawiła się okazja wyeliminowania mordercy kobiet i dzieci (okrucieństwo jakiego dopuścili się wówczas Pontyńczycy i ci Grecy, którzy przyłączyli się do owych mordów na Rzymianach i Italikach - w dużej liczbie starcach, kobietach i dzieciach - można porównać z tym, co działo się na Wołyniu w latach 1943-1945, tym bardziej że skala tych mordów była również ogromna), zaś dla Mitrydatesa owa wojna była okazją do zjednoczenia całej Azji Mniejszej pod swymi rządami i stworzenia tam nowego, hellenistyczno-irańskiego królestwa zdolnego zatrzymać rzymskie postępy uczynienia z Mare Internum (Morza Śródziemnego) Mare Nostrum ("Naszego" czyli rzymskiego Morza).




PS: Jako ciekawostkę warto jeszcze nadmienić, że na początku 74 r. p.n.e. Gajusz Juliusz Cezar wypłynął z Rzymu na Rodos, aby pobierać tam studia retoryczne w szkole sławnego Molona, u którego wcześniej terminował Cyceron. Po drodze jednak miał pecha, w pobliżu wysepki Farmakusa jego okręt został zaatakowany przez piratów a Cezar dostał się do ich niewoli. Pozwolili oni Cezarowi posłać swoje sługi do miast greckich, celem zebrania okupu. W tym czasie Cezar zdołał przekonać swych porywaczy że im nie ucieknie i nie trzymali go cały czas pod strażą, a nawet grywał z nimi w kości i dowcipkował. W czasie tych "przyjaznych" biesiad, niby w żartach mówił, że gdy tylko odzyska wolność, każe ich wszystkich ukrzyżować. Traktowali oni owe słowa nie jako pogróżki, a jako dobry żart, tym bardziej że młody Cezar nie tylko nie dysponował żadną siłą wojskową, ale nie pełnił też żadnego politycznego urzędu, dającego mu jakąkolwiek władzę. Ponoć piraci zażądali za uwolnienie Cezara ogromnej sumy 2 talentów, ale ten uznał to za zniewagę jego rodu (wywodzącego się przecież od Askaniusza/Julusa syna Eneasza, uciekiniera spod Troi) i podwyższył okup za siebie do... 50 talentów. Gdy po 40 dniach niewoli okup ten został zebrany i dostarczony (przez sługi Cezara) do rąk piratów, Cezar został uwolniony i odstawiony do portu w Milecie. Tam natychmiast (bez chwili wytchnienia) nakazał obsadzić okręty stojące w tamtejszym porcie opłaconymi przez siebie ochotnikami i sam wypłynął na ich czele w pościg za niedawnymi porywaczami. Zaskoczył ich przy tej samej wysepce Farmakusie (na której był przetrzymywany) i po krótkiej walce (kilka pirackich okrętów zatopiono, większość poddała się prawie bez walki) ci sami piraci stali się teraz jeńcami Cezara. Odstawił on ich do Pergamonu, gdzie wyrok na nich (zgodnie z prawem) wydać miał namiestnik prowincji Azji - Marek Junkus Sylanus. Tego jednak nie było, przebywał wówczas w Nikomedii, gdzie przygotowywał Bitynię pod przejęcie przez rzymskich prokuratorów. Cezar wysłał do niego list, żądając ukarania piratów i skazania ich na ukrzyżowanie, ale Sylanus (powodowany zapewne ambicją i zawiścią, jakoby jakiś młokos wydawał mu polecenia co też ma uczynić) oficjalnie odmówił i polecił piratów sprzedać jako niewolników. Cezar jednak nie czekał na odpowiedź namiestnika i polecił zarządcy więzienia natychmiastowe wykonanie wyroku śmierci na piratach (oczywiście deklarując że taki był rozkaz Sylanusa). Gdy więc posłaniec z Nikomedii wjeżdżał w bramy Pergamonu z listem namiestnika w sprawie piratów, ci wisieli już na krzyżach. Tak oto Cezar urzeczywistnił groźbę, która wówczas dla jego porywaczy wydawała się być zwykłą groteską.




CDN.

28 czerwca 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. LV

USZKODZENIE I NAPRAWA FIRMAMENTU NIEBIESKIEGO
OZIĘBIENIE KLIMATU - OSTATNIA EPOKA LODOWCOWA W DZIEJACH ZIEMI
ORAZ OSTATECZNE WYMARCIE PRYMITYWNYCH LULUSÓW





EPOKA LODOWCOWA
i NAPRAWA FIRMAMENTU WODNEGO




 Po zakończeniu wojen z imperiami: MU i Ujghur, Atlanci na jakiś czas zaprzestali dalszych podbojów. Było to o tyle łatwiejsze, że praktycznie wszystkie państwa ówczesnego świata uznały niekwestionowaną pozycję Atlantydy i aby nie prowokować inwazji, wolały płacić haracz. Atlanci mogli więc teraz skupić się na innych kwestiach, które zaczynały być coraz bardziej dokuczliwe. Jedną z takich kwestii była niezwłoczna naprawa uszkodzonego firmamentu wodnego, który istniał w owych czasach nad Ziemią, chroniąc mieszkańców przed szkodliwym promieniowaniem z głębi kosmosu. Uszkodzenie firmamentu wodnego (zostanie on definitywnie zniszczony po wybuchu I Wojny Piramidowej), było efektem agresywnej działalności samych Atlantów, a przede wszystkim ściągnięcia przez nich na kontynent Lamar - wielkiej asteroidy. Sytuacja stawała się coraz poważniejsza, gdyż w owym czasie zaczęła się coraz wyraźniej ochładzać temperatura powietrza na Ziemi (szczególnie było to widoczne na terenach północnej Europy, Azji i Ameryki). Oczywiście klimat nie wszędzie był jednolity, a w niektórych regionach globu w czasie trwania owego zlodowacenia, klimat był cieplejszy niż jest obecnie (np. Azja Centralna i Południowa, Europa Południowa i Środkowa, oraz Afryka - gdzie panowały wręcz temperatury tropikalne - znacznie wyższe od obecnych 40° Celsjusza).

Mimo to, na północy kontynenty poczęły pokrywać się lodem i zmarzliną. Wyginęło wiele gatunków roślin i zwierząt, które nie potrafiły przystosować się do zmienionych warunków atmosferycznych. Dodatkowo na Ziemię napływało (powoli - falami, lecz w sposób ciągły) promieniowanie kosmiczne, które bardzo negatywnie zaczęło wpływać na odporność i długość życia mieszkańców naszej planety. Należało coś z tym zrobić i to bardzo szybko, nim dziura w firmamencie wodnym nie osiągnęła gigantycznych rozmiarów i nie zaczęła naprawdę zagrażać życiu Ludzi i innych istot na Ziemi. W tym celu wybrana grupa naukowców (genetyków i astronomów) wysłana została na Księżyc (Chowtę), gdzie założono placówkę badawczą w celu odbudowy zagrożonego firmamentu. Prace naprawcze na Księżycu trwały dość długo, prawie dwa pokolenia (czyli od ok. 25 000 r. p.n.e. do ok. 23 500 r. p.n.e.) i zakończyły się sukcesem - Atlanci odbudowali firmament niebieski. Oczywiście nie spowodowało to ustąpienia lodowców z północy i taki stan przetrwał tam przez ok. 15 tysięcy lat





ZAGŁADA PRYMITYWNYCH LULUSÓW 
(M.in.: HOMO NEANDERTHALENSIS)




 Pierwotni LuLusi, to były istoty ludzkie, stworzone przez Enkiego w jego afrykańskiej bazie w ABZU, których powołaniem miała być ciężka praca w kopalniach złota, potrzebnego Nibiruanom w celu naprawy uszkodzonego pola siłowego okrętu/planety Nibiru. Niestety, zrodzenie (ok. 200 000 lat temu) przez Ninlil (kochankę Enkiego i żonę jego brata - Enlila) pierwszego człowieka rozumnego (w dużej mierze z genów ziemskich małpoludów), powitano co prawda z zadowoleniem, jednak szybko się okazało że te istoty są bezpłodne i aby ich "naprodukować" więcej, należy komórki jajowe samic ziemskich małpoludów (zapłodnione "boskim sziru" przez Nibiruan), umieścić w łonie Nibiruanek. Proces należało więc co jakiś czas powtarzać, gdyż te istoty nie mogły się samodzielnie rozmnażać. Była to więc żmudna i często niebezpieczna praktyka, gdyż nie każda ciąża kończyła się szczęśliwie, niekiedy kobiety umierały podczas porodów, czy też w czasie wszelakich wcześniejszych powikłań. Enki przeprowadzał więc szereg nowych eksperymentów i z czasem doszedł do przekonania, że rozwiązaniem niepłodności pierwszych LuLusów jest zastąpienie komórki jajowej samic ziemskich małpoludów, bezpośrednio zapłodnioną komórką jajową kobiety z tego samego gatunku (w tym przypadku Nibiruanki). Po wizycie króla Plejad - Pelagona (ok. 49 000 r. p.n.e. ) i przekazania jego "sziru" do dalszych badań genetycznych, Enki połączył je z własnym na poziomie molekuł, a następnie zapłodnił nim swą siostrę - Ninhursag.

Tak (ok. 48 790 r. p.n.e.), narodził się ADAPA, czyli pierwszy w pełni rozumny człowiek, zwany przez Biblię - ADAMEM. Mógł on się już samodzielnie rozmnażać i pozbawiony był też cech zwierzęcych, które (choć w niewielkiej formie) wciąż posiadali prymitywni LuLusi. Adam zrodził się w EDENIE (konkretnie w Shuruppak - ośrodku medycznym Nibiruan, którym szefowała Ninhursag), a gdy ukończył dwa lata, matka uśpiła go do snu i w tym czasie pobrała od niego "sziru", by dzięki temu stworzyć mu towarzyszkę życia. Po dziewięciu miesiącach Ninhursag (która zapłodniła się "sziru" swego syna) zrodziła dziewczynkę (jej narodziny zostały wcześniej zaplanowane), nazwała ją LILITH. Potem Lilith stanie się matką a Adam ojcem kolejnej biblijnej postaci - EWY. Ta z kolei zrodzi synów KAINA i ABLA. Niechęć braci spowoduje że jeden zabije drugiego, lecz sąd Nibiruan - pod przewodnictwem Enkiego - zabroni wymierzyć Kainowi karę śmierci ("Jest moim wnukiem, Kain ma żyć" - miał wykrzyczeć Enki w stronę innych Nibiruan, zdecydowanych do skazania Kaina na śmierć). Kain następnie (wraz z żoną) będzie zmuszony opuścić teren Edenu i przenieść się na Wschód (gdzie rozpocznie budowę miasta NUD i zginie podczas jego budowy, przygnieciony jednym ze spadających kamieni). Dzięki pomocy Ninurty (syna Enlila), ród Kaina rozprzestrzeni się jednak po świecie.




Tymczasem Enki w swym laboratorium długo pracował nad genetyczną modyfikacją kolejnych Lulusów. Sojusz polityczny z Enlilem (który opisałem we wcześniejszych tematach) bardzo mu w tym pomógł, gdyż dał mu czas na badania naukowe, jednocześnie kumulując większość władzy w rękach Enlila (Enki nie będzie już więcej konkurował z bratem, pogodzi się z jego przewodnictwem a nawet będzie mu to na rękę, zważywszy eksperymenty, którymi odtąd zacznie się zajmować. (oczywiście dobrowolne oddanie władzy nie spodoba się synowi Enkiego - Mardukowi, który sam będzie chciał objąć przewodnictwo nad Nibiruanami i Ziemianami). Jednak jego prace po 48 790 r. p.n.e. będą jedynie "technicznymi uzupełnieniami", gdyż jeszcze na długo przed narodzinami Adama z Edenu - poprzez swoje doświadczenia genetyczne - Enki przywróci LuLusom możliwość wzajemnego rozrodu. Nim narodzi się Adam, powstaną jednak różne gatunki ludzi-pierwotnych (w tym gatunek Homo Neanderthalensis, a także inne gatunki Homo Sapiens, nie posiadające jednak nibiruańskich genów). Gatunki te będą zarówno ze sobą konkurowały (jak podają przekazy zuluskich szamanów, ludzie zrodzeni z krwi "Pierwszego Ludu" - chodzi zapewne o Nibiruan - walczyli z ludźmi-małpami - również genetyczne twory Enkiego, być może byli to właśnie sami Neandertalczycy). Czasami jednak obie grupy wzajemnie się ze sobą krzyżowały (dziś można odnaleźć szkielety ludzi pierwotnych, posiadające geny zarówno Homo Sapiens jak i Homo Neanderthalensis). 

Na marginesie można jeszcze zadać pytanie, jeśli pierwotni LuLusi posiedli już możliwość wzajemnego rozrodu, to po co w zasadzie stworzony został Adapa/Adam? Dobre pytanie, na które ani channelingi ani Biblia nie odpowiadają. Sądzę więc że narodziny Adama były z góry zaplanowane, w celu uczynienia z niego przyszłego władcę Edenu (czyli króla Nibiruan i pana wszystkich LuLusów i innych istot żywych na tym terenie - "Po czym Bóg im błogosławił, mówiąc do nich: "Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną, abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi" - Biblia Tysiąclecia Ks. Rodzaju 1:28). Adam został więc zrodzony z pełną premedytacją, jako władca tej Ziemi, a nie jako niewolnik, czy robotnik przeznaczony do pracy w kopalniach złota.




Kiedy jednak Enki przywrócił LuLusom płodność? Nie wiadomo (channelingi milczą na temat dat, czy nawet przybliżonych okresów gdzie mogłoby to mieć miejsce). Jednak sądzę że musiało się to stać w jakiś czas po stworzeniu pierwszego Lu-Lu (oczywiście pisząc "w jakiś czas", mam tu na myśli czas liczony w tysiącach lat). W każdym razie jeszcze przed 150 000 r. p.n.e. wszystkie stworzone gatunki LuLusów były płodne i zdolne do rozmnażania. W tym też czasie miało miejsce pierwsze (w tzw.: epoce prehistorycznej), potężne oziębienie klimatu na Ziemi. Wyginęło wówczas bardzo wiele gatunków pierwotnych hominidów (oraz nieudanych genetycznych eksperymentów Enkiego i Ninhursag (jak centaury, ludzie-ptaki, ludzie-węże itd.), którym Nibiruanie nie zapewnili ochrony. Niektóre jednak przetrwały (m.in.: Neandertalczycy), zamieszkując początkowo jaskinie, potem, szałasy i ziemianki, a w końcu domy z kamieni. Pierwsze zlodowacenie przetrwały więc jedynie niektóre gatunki LuLusów, natomiast drugie wielkie zlodowacenie, które miało miejsce właśnie ok. 25 000 r. p.n.e. (czyli już po zagładzie Lemurii), doprowadzi do całkowitej zagłady gatunku Homo Neanderthalensis, nie przetrwa też wiele pierwotnych Homosapiensów (dziś naukowcy twierdzą że był taki okres w dziejach naszej planety i naszego gatunku, że Homo Sapiens Sapiens z którego się wywodzimy, został tak ograniczony liczebnie, że na całej planecie pozostało zaledwie... kilkadziesiąt osób, nie kilkadziesiąt tysięcy, nie kilka tysięcy a właśnie kilkadziesiąt osób z których potem odbudowywano gatunek, łącząc częściowo geny z istniejącymi innymi rasami ziemskimi raz atlantyckiej i lemuriańskiej). Te zaś grupy, które przeżyją, połączą się potem z genami potomków Kaina, lub przybyszami z planety Hebra - tworząc lud Hebrajczyków, oraz z innymi ludzkimi rasami - jak choćby z potomkami Atlantów (m.in. Indoeuropejczycy), Aryjczyków z Ujghur (m.in.: Ariowie) - po jego definitywnym upadku, oraz uciekinierami z dawnego Imperium MU (rasa czerwonoskórych), czy też grupkami potomków dawnych kolonistów z Bakaratini (rasy czarnoskórych mieszkańców Afryki), tworząc współczesne ziemskie rasy gatunku Homo Sapiens Sapiens.



NEFILIM - "BOSKI SIEW"
(CZYLI STOSUNKI NIBIRUAN Z LULUSIANKAMI)




 Niektórym Nibiruanom nie wystarczał kontakt z kobietami własnego gatunku. Szukali nowych wrażeń i coraz częściej zerkali w stronę pięknych kobiet z gatunku LuLu, które jednak były już na tyle rozwinięte, że potrafiły się wysławiać i były pozbawione jakichkolwiek cech zwierzęcych (Nibiruanie nie łączyli bowiem swych genów z pierwotnymi, zwierzęcymi jeszcze LuLusami, którzy nie potrafili posługiwać się mową artykułowaną i byli jeszcze zbyt mało inteligentni. Rasa, z którą Nibiruanie zaczęli łączyć swe geny, była znacznie ulepszoną rasą, zbliżoną swym wyglądem, wytrzymałością i możliwościami do rodu Adama i Ewy z Edenu. Ta grupa LuLusów otrzyma potem nazwę Człowieka z Cro Magnon i będzie najdoskonalszą formą Homo Sapiens jaką stworzono w Edenie, podzieli się ona potem na mniejsze grupy i połączy z innymi rasami Gwiezdnych Kolonistów). Tak więc Nibiruanie wybierali jedynie kobiety młode, urodziwe, oraz... mądre (oczywiście jak na swój gatunek), gdyż ich zadaniem nie miał być jedynie sam akt prokreacji, lecz cała otoczka umilania czasu Nibiruanom. Uczono więc te kobiety gry na różnych instrumentach, śpiewu i tańca. Uczono jak upiększać swą twarz (Nibiruanie przekazali LuLusom - oczywiście już tym bardziej rozwiniętym - sekrety kosmetologii) i ciało. Miały bowiem służyć swym "boskim" panom jako ich nałożnice (często bowiem ci Nibiruanie posiadali już żony z własnego gatunku). Wiadomości na ten temat są również zamieszczone w Biblii, z tym że rolę Nibiruan przejęli tam Aniołowie, którzy zeszli z Nieba, biorąc sobie za żony i spółkując z ziemskimi kobietami. 

Niektóre z tych kobiet Nibiruanie poślubili, a jako że prawo planety Malona (a to właśnie Malonianie byli tą grupą, która w ogromnej większości przybyła z Nibiru szukać złota na Ziemi) zezwalało na wielożeństwo, nie musieli obawiać się konsekwencji własnych czynów. Połączenie genów Nibiruan z LuLusiankami, ów "Boski Siew", spowodował jednak pewne perturbacje. Mianowicie z tych związków zaczęły się rodzić gigantyczne istoty (przeciętny wzrost Nibiruan sięgał trzech metrów, LuLusianek poniżej dwóch, zaś ich potomstwo dochodziło do nawet 10 metrów wysokości - choć tacy byli ogromną rzadkością, według Edgara Cayce'a dominował bowiem wzrost do 3,5 - 4 metrów). Giganci przetrwali drugą (a w zasadzie to trzecią, uwzględniając zlodowacenie - które miało miejsce ok. 75 000 lat temu) epokę lodowcową zaistniałą w czasach przedhistorycznych, która zaczęła się ok. 25 000 r. p.n.e. Ich kres przyniesie dopiero I (zwany "wielkim") Potop z ok. 12 500 r. p.n.e. (opisany w Biblii), który będzie spowodowany uderzeniem ogromnej asteroidy i zniszczeniem kontynentu Atlantydy. Oczywiście niewielkie grupki gigantów (a raczej ich genów, przekazywanych potomkom) przetrwają dwie wojny piramidowe i dotrwają do czasów historycznych (np. biblijny Goliat, zabity z procy przez Dawida, czy też cesarz rzymski Maksiminus Trak - panujący w latach 235-238 - który miał być ogromnej postury, siły i wytrzymałości. Ponoć mógł jedną ręką pociągnąć naładowany wóz, którego woły nie mogły ruszyć z miejsca. Miał też łamać i wyrywać z ziemi drzewa z korzeniami i kruszyć w dłoniach kamienie - jadał też dziennie ok. 30 kilogramów mięsa i wypijał amforę wina).


CDN.

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. X

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. X




 13 października 1923 r. miał miejsce bodajże największy zamach terrorystyczny w międzywojennej Polsce - eksplozja składu amunicji w warszawskiej Cytadeli. Początkowo nic nie zapowiadało tej katastrofy. Rankiem sześciu wchodzących do Cytadeli pracowników prochowni zostało tradycyjnie poddanych rutynowej kontroli (bardzo dokładnej, łącznie z kontrolą bielizny osobistej) w celu znalezienia jakichkolwiek niedopałków lub czegokolwiek co mogłoby zaprószyć ogień w składach amunicji i prochu. Niczego nie znaleziono, jednak ok. godziny 9 rano szef kompanii piechurów 21 Pułku Piechoty porucznik Bakierski zauważył dym unoszący się nad obwałowaniem prochowni. Natychmiast krzyknął do żołnierzy: "Za szwalnię!", a chwilę potem rozległ się potworny rozrywający huk. Był on tak wielki, że żołnierze piechoty - ćwiczący wówczas nad Wisłą, widząc co się dzieje i sądząc że jest to atak gazowy, a nie mając przy sobie masek gazowych, ruszyli ku Wiśle żeby się ukryć w wodzie i tym samym uniknąć śmiertelnych oparów. O skali eksplozji niech świadczy fakt, że w jej wyniku zawaliły się dachy domów oficerskich na Żoliborzu, a na Starym Mieście wyleciały szyby z okien, huk zaś było słychać w Otwocku i Mińsku Mazowieckim. W wyniku eksplozji zniszczony został budynek X Pawilonu Cytadeli, a także stajnia, kuchnia, szwalnia i magazyn z mundurami i tylko dzięki temu że prochownia była częściowo wkopana w ziemię i otaczał ją ziemny wał zawdzięczać należy że siła wybuchu nie była większa i że nie ucierpiał pobliski fort amunicyjny, załadowany pociskami artyleryjskimi. Na miejscu wybuchu zginęło jednak aż 28 osób (w tym wiele kobiet i dzieci, gdyż w forcie mieszkały przecież całe rodziny oficerskie) a 90 kolejnych odniosło poważne rany. O przeprowadzenie tej akcji zostali oskarżeni dwaj oficerowie Wojska Polskiego (których wymieniłem w poprzedniej części) Walery Bagiński i Antoni Wieczorkiewicz, którzy już od sierpnia 1923 r. przybywali w więzieniu, więc nie mogli bezpośrednio podłożyć ładunków wybuchowych (jednak Wieczorkiewicz wcześniej przechwalał się że jest gotów wysadzić Cytadelę w każdym momencie, a po wybuchu śpiewał wraz z Bagińskim pieśń rewolucyjną "Czerwony Sztandar"). Należeli oni jednak do kręgu Władimira Milutina - wysokiego przedstawiciela Kominternu, stojącego od 1923 r. na czele poselstwa sowieckiego w Warszawie. To on zarządzał nasileniem akcji terrorystycznych, akcji strajkowych i wszelkich demonstracji oraz zamieszek ulicznych, to właśnie z ambasady sowieckiej wyszły ładunki wybuchowe, które zostały podłożone w warszawskiej Cytadeli. W każdym razie 10 grudnia Bagiński i Wieczorkiewicz skazani zostali na karę śmierci, zamienioną następnie na długoletnie więzienie (ostatecznie mieli być wymienieni na Polaków uwięzionych na Łubiance, ale do tego nie doszło, gdyż 29 marca 1925 r. zastrzeleni zostali przez eskortującego ich przodownika policji Wincentego Muraszkę). Zamach w warszawskiej Cytadeli mocno przeraził opinią publiczną i wyrwał z przekonania o trwałym bezpieczeństwie. 


ZNISZCZONY BUDYNEK X PAWILONU CYTADELI WARSZAWSKIEJ (dół),
ORAZ ZAWALONE DACHY WOJSKOWYCH BUDYNKÓW MIESZKALNYCH (góra)





Natomiast Milutin nie próżnował. To z jego inicjatywy powstało Zakordonnyj Otdieł który koordynował zamachy przeprowadzane na wschodnich terenach Rzeczypospolitej. To za jego zgodą dokonywano zabójstw funkcjonariuszy Policji i Wojska Polskiego, urzędników oraz kolonistów wojskowych na wschodnich rubieżach Polski. To on przekazywał środki i dyspozycje dla bojówek i oddziałów dywersyjnych, które miały wspomagać bunty Białorusinów i Ukraińców, oraz podważać zaufanie do władz Rzeczpospolitej na Wschodzie. W tamtym czasie - jeszcze przed utworzeniem Korpusu Ochrony Pogranicza - był to bardzo poważny problem dla młodej polskiej państwowości.

Również w październiku 1923 r. w Wilnie utworzono Komunistyczną Partię Zachodniej Białorusi, jako autonomiczną strukturę wchodzącą w skład Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Pomimo jednak tego wszystkiego odrodzony kraj z trudem bo z trudem, ale nieustannie rósł w siłę.

21 października 1923 r. z poparciem Francji (a konkretnie premiera Raymonda Poincaré) w Akwizgranie separatyści nadreńscy proklamowali powstanie autonomicznej Republiki Nadreńskiej. Była to już druga po majowej (Trewir) próba oderwania od Niemiec pewnej części terytorium Nadrenii i stworzenia tam teoretycznie niezależnego, a w praktyce całkowicie podporządkowanego i finansowanego przez Francję państewka. Poincaré - zdecydowany przeciwnik Niemiec (był w końcu prezydentem Republiki w czasie Wielkiej Wojny), dążył przede wszystkim do maksymalnego ich osłabienia, a jednocześnie do wymuszenia na nich zapłaty reparacji wojennych w takiej wysokości, w jakiej życzył sobie tego Paryż. Ruch separatystów Adama Dortena (notabene w tym ruchu działał również pierwszy kanclerz powojennych Niemiec - Konrad Adenauer) finansowany przez Francuzów, załamał się jednak już po kilku dniach, mimo to Paryż nie powiedział w tym temacie jeszcze ostatniego słowa i nie była to ostatnia próba wywarcia wpływu na Berlin.

Potęgujący się kryzys francusko-niemiecki w Nadrenii, przełożył się również na zmiany w prawicowej koalicji rządu Chjeno-Piasta (czy też rządu paktu lanckorońskiego - jak chcieliby niektórzy) premiera Wincentego Witosa. 27 października wicepremierem w miejsce Stanisława Głąbińskiego został Wojciech Korfanty, ministrem spraw zagranicznych za Mariana Seydę - Roman Dmowski, a Alfred Chłapowski został ministrem równie trudnego departamentu jakim było rolnictwo (trudnego, ponieważ ciągle nie została rozwiązana kwestia reformy rolnej i kolejne rządy zastanawiały się w jaki sposób ją przeprowadzić, aby za bardzo nie naruszyć dotychczasowej własności która była w rękach szlachty i arystokracji, lub ewentualnie jakie odszkodowania przeznaczyć im za parcelację owej ziemi. Jednym z przejawów tej atmosfery była - wybuchła jeszcze w maju 1923 r. - afera Dojlid. Dojlidy to był majątek należący do mieszkającej w Berlinie obywatelki niemieckiej Zofii Rüdigerowej. Narodowa Demokracja jak i "piastowcy" nawoływali do polonizacji tego majątku. Gdy 28 maja utworzony został rząd Chjeno-Piasta, kontrolowany przez ludowców- piastowców Bank Ludowy, wykupił za zgodą Głównego Urzędu Ziemskiego - Dojlidy od Rüdigerowej - notabene została ona zmuszona do sprzedaży owego majątku zapowiedzią, iż i tak będzie on rozparcelowany i wówczas tylko na tym straci. Sprzedała więc Dojlidy praktycznie za bezcen, za 75 milionów ówczesnych marek - które z każdym miesiącem traciły na wartości. Ale tak naprawdę nie to było powodem całej afery. Prawdziwym powodem stał się fakt, że przejęte przez Bank Ludowy Dojlidy zostały następnie sprzedane księciu Lubomirskiemu, czyli innymi słowy ludowcy, którzy mieli na sztandarach walkę o reformę rolną i parcelację majątków magnackich, sprzedali jeden z tych majątków bez choćby nawet podjęcia próby przeznaczenia jego części na ziemię dla chłopów, w ręce wielkiego ziemskiego magnata. Rzeczywiście wybuchła wtedy wielka afera).


POWITANIE PREZYDENTA KAROLA NAWROCKIEGO W TURCJI
(KTOŚ KIEDYŚ STWIERDZIŁ ŻE TURCY BYLI NAJSZLACHETNIEJSZYM Z PRZECIWNIKÓW Z KTÓRYMI ZMAGALIŚMY SIĘ W CIĄGU OSTATNICH 600 LAT - I MIAŁ RACJĘ. NASZYCH DZIEJACH BYŁY MOMENTY BARDZO BLISKICH RELACJI {JAK CHOĆBY OD CZASÓW ZYGMUNTA JAGIELLOŃCZYKA I BONY SFORZY ORAZ SULEJMANA WSPANIAŁEGO I SUŁTANKI HURREM, KTÓRZY WZAJEMNIE PISALI DO SIEBIE LISTY. POKÓJ POLSKO-OSMAŃSKI PO RAZ PIERWSZY ZOSTAŁ ZAWARTY W ROKU 1533 I PRZETRWAŁ DO 1595} JAK RÓWNIEŻ KRWAWYCH WOJEN, ALE JAKOŚ ZAWSZE NASZE DWA NARODY CECHOWAŁY SIĘ WZAJEMNYM DO SIEBIE SZACUNKIEM. 
TURCJA BYŁA TEŻ JEDNYM Z NIELICZNYCH PAŃSTW NA ŚWIECIE, KTÓRE NIGDY NIE UZNAŁY ROZBIORÓW RZECZYPOSPOLITEJ I PODCZAS OFICJALNYCH AUDIENCJI W WIEKU XIX, GDY POSŁOWIE OBCYCH PAŃSTW - W TYM POSEŁ ROSYJSKI - OCZEKIWALI NA SUŁTANA, NAGLE WCHODZIŁ SZAMBELAN I WSZYSTKIM KOMUNIKOWAŁ ŻE MUSZĄ JESZCZE POCZEKAĆ, GDYŻ "POSEŁ Z LECHISTANU JESZCZE NIE PRZYBYŁ". BYŁO OCZYWISTE ŻE TAKI POSEŁ NIE PRZYBĘDZIE GDYŻ POLSKA WÓWCZAS NIE ISTNIAŁA, ALE TYM SPOSOBEM TURCY GRALI NA NOSIE MOSKALOM)



TUTAJ JEST POKAZANE SPOTKANIE Z SULEJMANA Z IZABELĄ JAGIELLONKĄ, CÓRKĄ KRÓLA ZYGMUNTA JAGIELLOŃCZYKA 
(BYŁA ONA Z ŻONĄ JANA ZAPOLYI Z SIEDMIOGRODU {LENNIKA OSMANÓW} I TOCZYŁA WALKĘ Z AUSTRIACKIMI HABSBURGAMI. NOTABENE W JEDNYM Z LISTÓW WYSŁANYCH DO KRÓLA ZYGMUNTA SULEJMAN DZIWIŁ SIĘ DLACZEGO OJCIEC NIE PRZYSZEDŁ CÓRCE Z POMOCĄ, TYLKO NAMAWIAŁ DO TEGO SUŁTANA, A ODPOWIEDŹ NA TO PYTANIE BYŁA BANALNIE PROSTA - DLATEGO ŻE SZLACHTA POLSKA NIE GODZIŁA SIĘ NA INTERWENCJĘ NA WĘGRZECH, A PONIEWAŻ W POLSCE REALNIE WÓWCZAS PANOWAŁA DEMOKRACJA A NIE ABSOLUTYZM, TAKA WYPRAWA BYŁA NIEMOŻLIWA BEZ ZGODY NARODU)



29 października 1923 r. Turcja ogłosiła się republiką, tym samym kończąc 624-letnią historię Imperium Osmańskiego. Ostatnim sułtanem był Abdülmecid (panujący od 18 listopada 1922 r.). Imperium Osmańskie, które również należało do stronników Niemiec i Austro-Węgier w czasie I Wojny Światowej, paradoksalnie pomimo rozpadu tego Imperium wyszło na tym zdecydowanie najlepiej ze wszystkich państw, które przegrały tę Wojnę. Turcja weszła do wojny po stronie Państw Centralnych 2 listopada 1914 r. (chociaż już wcześniej umożliwiła niemieckim okrętom "Goben" i "Breslau" wpłynięcie na Morze Czarne i ostrzał rosyjskich portów na Krymie). Wejście do wojny Imperium Osmańskiego spowodowało, że kraj ten natychmiast musiał utworzyć co najmniej cztery fronty: sueski, mezopotamski, zakaukaski i bałkański (a także galicyjski, gdyż sułtan posłał - jako wsparcie dla Austro-Węgrów - niewielką jednostkę Armii Tureckiej, jako podkreślenie braterstwa broni. Notabene dało to asumpt do przytoczenia przepowiedni, że Polska odrodzi się z kajdan niewoli, gdy Turek napoi swe konie w Wiśle. Co prawda Turcy do Wisły nie doszli, ale swe konie napoili w Dniestrze 😉). Ogólnie wojna niezbyt dobrze szła Turkom. Front sueski załamał się ostatecznie we wrześniu 1918 r., a Brytyjczycy zajęli Hajfę, Nazaret, Damaszek i Aleppo (notabene ogromnie pomógł im brytyjski agent, podróżnik i dyplomata Jego Królewskiej Mości, niejaki Thomas Edward Lawrence, który zdołał przekonać arabskie plemiona do wystąpienia przeciwko Imperium Osmańskiemu i zwany był przez nich po prostu "Lawrence z Arabii" - notabene nie była to też postać krystaliczna, zresztą trudno oczekiwać po takim miłośniku przygód aby był krystaliczny. Mam więc na jego temat dość sporo informacji które raczej chluby mu przynieść nie mogą, ale pomińmy to. Dzięki wsparciu Arabów, Brytyjczycy zajęli Barszewę, Jerozolimę i Damaszek). Front mezopotamski zaś ostatecznie załamał się w marcu 1917 r. po zajęciu przez Brytyjczyków Bagdadu, a ostatecznie w październiku 1918 r. Brytyjczycy stali już pod Mosulem i Kirkukiem. Front zakaukaski załamał się zaś kwietniu 1916 r. a Rosjanie do końca lipca tego roku zajęli Trapezunt, Erzerum i całą turecką Armenię (po rewolucji październikowej front oczywiście się ponownie załamał i Turcy przeszli do ofensywy, odzyskując Armenię i zajmując dużą część Armenii rosyjskiej i Gruzji, w tym miasto Batumi).




Front bałkański był zaś trzeciorzędny i nie odegrał praktycznie żadnej roli, poza wsparciem Bułgarów w walkach w północnej Grecji. Największe zaś zwycięstwo odnieśli Turcy w walkach z Armią brytyjsko-francuską pod Gallipoli w Cieśninie Dardanelskiej. Od 25 kwietnia 1914 do 19 grudnia 1915 r. Gallipoli stało się grobem wielu brytyjsko-francuskich żołnierzy, a sama bitwa była prawdziwą rzezią (na jednym z odcinków tej bitwy dowodził płk. Mustafa Kemal - zwany potem Ataturkiem, twórca Republiki Tureckiej). 30 października 1918 r. przedstawiciele sułtana w porcie w Mudros na Lesbos, na pokładzie brytyjskiego okrętu "Agamemnon" podpisali pakt zawieszenia broni. Turcja wychodziła z tej wojny mocno poobijana - miano bowiem zdemobilizować armię, wydać Aliantom okręty wojenne, przekazać cieśniny w górach Taurus, wycofać się z terenów arabskich, z Kaukazu, z Armenii, a 13 listopada wojska brytyjsko-francuskie wkroczyły do Stambułu, rozpoczynając jego okupację. Od razu też ujawniły się rozbieżne interesy pomiędzy mocarstwami alianckimi. Rosja pragnęła uzyskać Cieśniny, ale po wybuchu rewolucji bolszewickiej projekt ten praktycznie przestał być akceptowany przez inne państwa. Brytyjczycy coraz śmielej postępowali sobie w Turcji, nawet zażądali aby całe Imperium Osmańskie stało się terytorium mandatowym Wielkiej Brytanii (poza tym oczywiście dotychczasowy kapitał niemiecki został z Turcji usunięty, a zastąpił go kapitał brytyjski). Politycy rządzący rozpadającym się Imperium woleli jednak USA od Wielkiej Brytanii i nawet zaproponowali Amerykanom że gotowi są oddać kraj pod ich protekcję, w zamian za amerykańskie inwestycje i pomoc w odbudowie kraju. Amerykanie byli jednak bardzo niepewni i ostatecznie nic z tego nie wyszło. Poza tym Imperium zaczęło się dosłownie rozpadać. Najpierw na niepodległość wybiła się Armenia (zaraz po podpisaniu zawieszenia broni przez Turcję), potem Grecy przystąpili do działania i w maju 1919 r. wylądowali w Izmirze (dawna Smyrna), wkrótce potem Włosi zajęli Antalyę i południowo-zachodnie obszary Turcji (dawną Licję i Pamfilię), a Francuzi wdzierali się z południowego-wschodu do Cylicji.




PLANY POWOJENNEJ EUROPY WEDŁUG PREZYDENTA USA WOODROW WILSONA, NAŁOŻONE NA GRANICE Z ROKU 1914



10 sierpnia 1920 r. w miejscowości Sèvres pod Paryżem Turcja oficjalnie podpisała swoją kapitulację i była to totalna katastrofa, prawdziwy rozbiór Turcji. Na wschodzie miała powstać niepodległa Armenia (projektowana przez prezydenta Wilsona tzw: Wielka Armenia), oraz Kurdystan. Poza tym Turcja musiała się wyrzec Syrii, Iraku i Palestyny. Armia Turecka miała zostać zdemobilizowana i ograniczona do 50 000 żołnierzy. Nawet stolica - Stambuł (Konstantynopol) została oderwana od państwa i stworzono tam obszar międzynarodowy (z tym że było to jednocześnie miasto rezydencjalne samego sułtana). Podpisanie przez zniedołężniałego już Mehmeda VI - a raczej jego przedstawicieli - traktatu w Sèvres było tym, czym dla Niemiec był traktat wersalski - totalnym upokorzeniem, z tym że uczynionym rękoma ludzi, którzy realnie stracili już jakikolwiek mandat do przewodzenia Narodowi tureckiemu i to wywoływało jeszcze większą frustrację. Wytworzyły się też dwa ośrodki władzy, jeden stambulski - całkowicie uległy i realnie kontrolowany przez zachodnie mocarstwa i anatolijski - dążący do utrzymania jedności państwa i suwerenności Narodu. Szybko też zaczęto organizować grupy zbrojne, które miały sprzeciwić się rozbiciu kraju przez Zachód. Na ich czele stanął pułkownik Mustafa Kemal, doświadczony oficer, który 19 maja 1919 r. wylądował w porcie Samsun otwierając tym samym narodową "Wojnę Wyzwoleńczą Turków". W nocy z 8 na 9 lipca wypowiedział on posłuszeństwo sułtanowi, uznając że ten stracił już jakikolwiek autorytet i prawo do przewodzenia Narodowi, a 23 lipca "Komitet Obrony Praw Wschodniej Anatolii" - na której czele stał właśnie Mustafa Kemal, ogłosił nienaruszalność tureckich granic. Alianci byli bardzo zaskoczeni zachowaniem Turków, nie spodziewali się bowiem że w ogóle będą oni stawiać opór - a tu taka niespodzianka. Zaś 4 września 1919 r. zebrany w Sivas Kongres Narodowy potwierdził zarówno nienaruszalność granic, jak również odrzucił jakiekolwiek formy protektoratu, czy to brytyjskiego, czy amerykańskiego czy francuskiego. Sułtan próbował walczyć o zachowanie resztek swego autorytetu, a przede wszystkim władzy i na 12 stycznia 1920 r. zwołał do Stambułu Kongres Narodowy, który miał zadecydować o przeszłości granic i stosunku do zwycięskich mocarstw. Szybko jednak okazało się że ów kongres zdominowali kemaliści, którzy ogłosili "Deklarację paktu Narodowego", żądając plebiscytów w zachodniej Tracji, na ziemiach zamieszkałych przez Arabów, jak również w Iraku i na terenach wschodnich.


MUSTAFA KEMAL PASZA
"ATATURK
("OJCIEC WSZYSTKICH TURKÓW")



Kongres Narodowy został jednak rozpędzony przez Brytyjczyków i Francuzów 16 marca 1920 r., gdyż padające tam deklaracje jawnie godziły w ich interesy jako zwycięskich mocarstw. Wielu kemalistów zostało aresztowanych i wywieziono ich na Maltę, gdzie trzymano pod strażą. W takiej sytuacji na 25 kwietnia 1920 r. Mustafa Kemal Pasza zwołał do Ankary Wielkie Zgromadzenie Narodowe które Kemala wybrało swym przewodniczącym. Sułtan wówczas ogłosił go zdrajcą, a wielki mufti wydał fatwę, którą brytyjskie samoloty (w formie ulotek) zrzucały na tureckie miasta i wioski. Rozpoczęto też formowanie Armii Kalifatu, która miała przegonić "buntowników". Dodatkowo 20 czerwca 1920 r wybuchła wojna z Grecją, a Armia Grecka do sierpnia tego roku zajęła całą zachodnią Anatolię. Pierwsze zwycięstwo w tej wojnie Turcy odnieśli (pod wodzą Ismet Beya) 10 stycznia 1921 r. w bitwie pod Inönu. Ofensywa grecka została zatrzymana. Turcy zdołali również zmusić Francuzów do zatrzymania się w Cylicji. W marcu Grecy ponownie podjęli ofensywę, która została zatrzymana w drugiej bitwie pod Inönu (30 marca - 1 kwietnia), ale te niepowodzenia ich nie zraziły i w lipcu-sierpniu 1921 r. przeprowadzili Grecy wielką ofensywę (pod osobistym dowództwem króla Konstantyna), która zajęła znaczną część środkowej Anatolii, dochodząc zaledwie 75 km od Ankary. I gdy wydawało się już że turecka rewolucja narodowa wkrótce upadnie, 5 sierpnia 1921 r. Mustafa Kemal Pasza został głównodowodzącym całej Armii ze specjalnymi uprawnieniami. W dniach 23 sierpnia - 13 września doszło do wielkiej bitwy pod Sakaryą, która ostatecznie doprowadziła do załamania greckiego natarcia i zwycięstwa narodowych sił tureckich. Pod wrażeniem tego zwycięstwa, a przede wszystkim woli walki Turków, kolejne mocarstwa zaczęły wycofywać się z tureckich ziem - w lipcu 1921 r. z Antalyi wycofali się Włosi, w październiku Francuzi ewakuowali wilajety cylicyjskie i wycofali się do Syrii. Zostali tak naprawdę tylko Brytyjczycy, którzy sami nie chcieli walczyć.
 



PLANY STWORZENIA WIELKIEJ ARMENII 



W międzyczasie Turcy zajęli Armenię i Kurdystan (wrzesień-grudzień 1920 r.), co spowodowało że 22 marca 1922 r. na konferencji w Paryżu mocarstwa zachodnie uzgodniły nowy przebieg granic Turcji (potwierdzone potem przez traktat w Lozannie z 24 lipca 1923 r.), które praktycznie były identyczne z tymi, jakie obecnie posiada Turcja, jedyną różnicą było zajęcie przez Francuzów niewielkiego skrawka ziemi, czyli sandżaka Aleksandretty (przekazany Turcji w roku 1939), oraz wytyczenie obszaru międzynarodowego (i zdemilitaryzowanego dla Turków) wokół Cieśnin i Morza Marmara (łącznie z samym Stambułem, który został zajęty przez Turcję w 1936 r. wkrótce po remilitaryzacji Nadrenii przez hitlerowskie Niemcy). Oczywiście wcześniej musiano wygonić Greków również ze Smyrny i całego tego obszaru, co też uczyniono, a 11 października 1922 r. podpisano turecko-greckie zawieszenie broni. Tak oto Turcja utrzymała większość swych "rdzennych" granic i zachowała suwerenność. Ostatecznie 1 listopada 1922 r. zniesiono godność sułtańską (sułtan stał się w zasadzie już tylko taką pacynką która przebywała w Stambule - jeszcze w otoczeniu swego Haremu i Dywanu, choć większość kobiet została już uwolniona i zostały tam tylko te, które chciały, bo na przykład nie miały dokąd pójść). 




13 października 1923 r Ankarę uznano za nową stolicę państwa, a 29 października oficjalnie proklamowano Republikę Turecką, jednocześnie wybierając Mustafę Kemala Paszę (zwanego już wówczas Ataturkiem - czyli przywódcą wszystkich Turków) na pierwszego prezydenta kraju. Kraj szybko też przystąpił do budowy swych podstaw na zupełnie innych korzeniach niż Imperium Osmańskie. Przede wszystkim stworzono kraj całkowicie zlaicyzowany, usuwając wszelkie medresy z jakiegokolwiek wpływu na politykę. Rozpoczęto też wprowadzanie alfabetu łacińskiego i pozwolono kobietom ubierać się w takie suknie, w jakie chciały, bez konieczności zakrywania twarzy (a nawet stało się to zabronione). Ogólnie stan taki trwa praktycznie do dzisiejszych czasów Erdogana.






Należy dodać że rzeczywiście Turcja pod względem praw kobiet w świecie islamskim jest bodajże jednym z wyjątkowych krajów w obecnym czasie (niegdyś do tego grona należał jeszcze Iran). W innych krajach muzułmańskich kobieta - nawet w towarzystwie swego męża czy chłopaka - może być narażona na nagabywanie ze strony innych mężczyzn, w Turcji (ale paradoksalnie również w Iranie) czegoś takiego nie spotkamy. Zresztą ja jestem miłośnikiem utrzymania różnorodności kulturowej krajów świata, wbrew temu co próbuje się nam narzucić czyli wymieszanie wszystkiego w jednym kotle. Dlatego tak ważne jest dbanie o własną kulturę narodową, o własną historię i przede wszystkim o własną religię (tak jak na filmiku poniżej). W krajach chrześcijańskich modlenie się muzułmanów możliwe musi się stać jedynie w meczetach, a nie na ulicach, w parkach czy na drogach - jak to ma miejsce obecnie w Europie Zachodniej. Europa to jest obszar w którym króluje Jezus Chrystus i to ON jest jedynym naszym Mistrzem, Przewodnikiem i Panem, nie chcemy tu w przestrzeni publicznej żadnych Mahometów, Allahów i innych tego typu publicznych form narzucania nam obcych kultów religijnych - tyle w temacie.






Potęgująca się drożyzna i spadek wartości marki polskiej spowodował, iż w kraju dochodziło do wielu strajków (co oczywiście starali się wykorzystać komuniści, którzy co prawda tworzyli różnego rodzaju postulaty strajkowe, ale nie one miały znaczenie, były w zasadzie tylko pretekstem do tego, aby zorganizować kolejny strajk, bo chodziło tylko i wyłącznie aby cały kraj zanarchizować i podburzyć w taki sposób, żeby ułatwić wybuch rewolucji komunistycznej w Polsce i oczywiście interwencję Armii Czerwonej). Socjaliści ogłosili na 5 listopada strajk powszechny na kolei i na poczcie. Rząd próbował pokazać pazury i ogłosił militaryzację kolejnictwa oraz powołanie kolejarzy do wojska. W paru województwach wprowadzono też stan wyjątkowy i sądy doraźne, oraz zakazano zgromadzeń. Z tego też powodu, dnia 6 listopada 1923 r. doszło w Krakowie do tragicznych wydarzeń. Zofia Kirkor-Kiedroniowa (siostra braci Grabskich, z których Władysław był następnie twórcą polskiej waluty - Złotówki) tak pisała o tym w swoich "Wspomnieniach": "Pojąć było trudno, jak mógł tłum krakowski, z socjalistycznych robotników, strzelców-piłsudczyków i mętów ulicznych złożony, wziąć górę na wojskiem, płakać się chciało, że w Krakowie od kul rodaków padli ułani polscy. (...) Nikt z winnych rebelii nie został pociągnięty do odpowiedzialności". Przeciwko demonstracji socjalistycznej w Krakowie władze wyprowadziły wojsko. Większość ułanów pozwoliła się rozbroić, ale dwa szwadrony otrzymały rozkaz szarży na tłum i je wykonały. Robotnicy polali granitową kostkę bruku wodą, na której konie zaczęły się ślizgać, a następnie obie strony otworzyły do siebie ogień (robotnicy przejęli jakieś 300 karabinów). Walki rozpoczęły się na ulicy Dunajewskiego, a potem przeniosły się na krakowski Rynek i kilka sąsiednich arterii. Rezultat tych wydarzeń był taki, że zabitych zostało 18 osób cywilnych i 14 ułanów, rannych łącznie zostało 200 osób (w tym 101 ułanów i oficerów i 38 policjantów). Walki trwały do wieczora, a w wyniku strajku elektrowni miasto pogrążyło się w ciemności. Dopiero dnia następnego zdołano dojść do kompromisu, chociaż Sejm (na wniosek prokuratury) zdjął immunitety dwóm posłom socjalistycznym zaangażowanym w podżeganie do walk - Stańczykowi i Bobrowskiemu, ale podczas procesu z lipca 1924 r. nie udowodniono im winy (skazano wówczas jedynie pięciu opryszków biorących udział w kradzieżach i nawet przywódcy rebelii - Klemensiewiczowi udało się wykaraskać z zarzutów karnych).

Nie tylko Kraków był areną krwawych wydarzeń socjalistycznych zamieszek. Również 6 listopada w Borysławiu w starciu z wojskiem padło trzech zabitych robotników a 10 zostało ciężko rannych, a 8 listopada w Tarnowie padło 5 zabitych robotników i kilkunastu zostało rannych. Te wydarzenia bardzo mocno wstrząsnęły całą Polską, a rząd Chjeno-Piasta gwałtownie zaczął tracić poparcie społeczne (nazywano ich m.in.: "mordercami". To też spowodowało że rząd Witosa i cała ta koalicja piastowców i narodowców która ponownie wróciła do władzy, bardzo źle została przyjęta przez warszawską ulicę w maju 1926 r. co umożliwiło Marszałkowi Piłsudskiemu działanie). Rząd Witosa zamierzał pójść do przodu z coraz bardziej anty-demokratycznymi ustawami w których zamierzano ograniczyć wolność słowa, zgromadzeń i prawa do strajku.

Komuniści nie odegrali żadnej roli w wypadkach krakowskich, co niezwykle ich frustrowało. Zresztą nie tylko tam, również podczas wielkich strajków w Zagłębiu Dąbrowskim na Śląsku (w dniach 15 października - 9 listopada 1923 r.) także byli niewidoczni. Dominowali tam socjaliści, a szczególnie partia Niezależnych Socjalistów w Polsce dr. Drobnera, w 1924 r. przekształcona w Niezależną Socjalistyczną Partię Pracy - (która notabene z czasem dążyła ku komunizmowi). Dając ujście swojej niechęci do socjalistów a jednocześnie tłumacząc nieobecność Komunistycznej Partii Robotniczej Polski w czasie wypadków krakowskich, w grudniu 1923 r. na łamach "Nowego Przeglądu" Adolf Warszawski-Warski pisał: "Z tego wynika, że Polska wraz ze strajkiem powszechnym i powstaniem zbrojnym w Krakowie wchodzi w nowy okres walk rewolucyjnych, które w związku z walkami robotników niemieckich mogą stosunkowo szybko rozwinąć się w zwycięską rewolucję proletariatu Europy Centralnej". Natomiast jego kolega z Komitetu Centralnego Maksymilian Horowitz "Walecki" (z tzw. zarządu 3W "Warski-Walecki-Wera" Kostrzewa czyli Maria Koszutska) również w grudniu i również na łamach "Nowego Przeglądu" dał wyraz swej nienawiści do socjalizmu, pisząc: "Albowiem trzeba to powiedzieć dziś z mocą większą, niż kiedykolwiek: droga do rewolucji proletariackiej prowadzi przez trupa kierownictwa "socjalistycznego", nie może być i nie będzie rewolucji dopóki dzisiejsze partie socjalistyczne nie będą wyrzucone poza obręb klasy robotniczej, dopóki ich paraliżujące, zabójcze wpływy nie zostaną zniszczone, dopóki olbrzymia większość klasy robotniczej nie skupi się pod sztandarami bezwzględnej walki, to jest - komunizmu". Komuniści bezwzględnie zwalczali socjalistów, ponieważ zgodnie z zasadą Lenina i Bucharina: "Najgroźniejszym wrogiem jest zawsze najbliższy, albo ten, który sobą zasłania głównego wroga". Socjaliści byli więc zwalczani, gdyż zasłaniali sobą głównego wroga tzw. "polskich" komunistów, czyli niepodległe Państwo Polskie i polskie społeczeństwo. Wrogiem był Naród polski, gdyż był dla owych komunistów czymś obcym, zupełnie niezrozumiałym. Oni występowali w roli adwokatów ludu pracującego, natomiast 99,9% z nich (jeśli nie 100%) nigdy w życiu nie pracowała fizycznie, nie miała też pojęcia co to znaczy praca fizyczna. Mało tego, oni byli niezdolni do efektywnej, cierpliwej i skutecznej pracy, a potrafili tylko niszczyć. Natomiast nienawiść do socjalizmu skupiała się u komunistów na tym, że partie socjalistyczne wspierali najczęściej robotnicy wykwalifikowani, czyli tacy, którzy mieli jakiś fach w ręku i własną pracą potrafili wydobyć się z biedy, własną pracą potrafili wykarmić rodzinę i nie potrzebowali do tego żadnych haseł w stylu rewolucji bolszewickiej i wymordowania ciemiężycieli (kapitalistów, obszarników czy szlachty), bo to głupie i do niczego nie prowadzi, a generuje tylko nieprawdopodobną ilość cierpień, która nikomu dobra nie przyniesie. Dlaczego hasła rewolucji komunistycznej nie przyjęły się wówczas w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych? Ponieważ tamtejsi robotnicy własną pracą (w ogromnej większości) byli w stanie wyjść z biedy.

Np. robotnicy pracujący w zakładach Forda już od roku 1919 byli w stanie - za 4 kolejne miesięczne pensje - kupić sobie własny samochód - Ford model "T" który sami składali, to po co im była rewolucja bolszewicka, do czego? skoro oni sami własną pracą byli w stanie wejść do klasy średniej i żyć jak ludzie, zarobić na radio, lodówkę elektryczną, rower, samochód. A komuniści doskonale o tym wiedzieli i stąd rodziła się ta ich nienawiść do socjalizmu i do tych robotników, którzy odrzucili rewolucję, bowiem zarówno Marksowi jak i potem Leninowi czy Trockiemu robotnicy byli potrzebni tylko i wyłącznie jako masa która dokona mordów, masowych mordów na tych, których komuniści chcieli się pozbyć żeby sami zdobyć władzę i wprowadzić totalitarny terror (a terror wprowadzić musieliby, bez względu na to, czy by chcieli czy nie. Pisał o tym już Marks, że rewolucja komunistyczna nie może utrzymać się w systemie demokratycznym, gdyż wygeneruje ona ogromne pokłady niedoborów - w końcu w czasie rewolucji nikt nie będzie chciał pracować, a każdy będzie myślał tylko o tym, żeby gdzieś się ukryć lub walczyć - a co za tym idzie szybko pojawi się głód. Wówczas te same zrewoltowane masy, które dokonały wcześniej mordów na kapitalistach i obszernikach, teraz (gdy będą cierpieli głód i nie będą mieli co do garnka włożyć) zwrócą się przeciwko komunistom i dlatego muszą oni mieć gotowy system "oświatowo-policyjny" jak to nazywano, czyli innymi słowy system terroru policyjno-administracyjnego. Innymi słowy - nie da się wprowadzić komunizmu (choćby ten który próbował go wprowadzać był idealistą i pięknoduchem) bez zorganizowania całego systemu terroru i masowych mordów przeciwników władzy oraz systemu wzajemnej inwigilacji. W przeciwnym razie komunizm upadnie w ciągu kilku lat od zdobycia władzy i to upadnie z kretesem.

Jako ciekawostkę jeszcze dodam że w owym 1923 r. na drogach Francji pojawia się coraz więcej "cytryn", czyli Citroenów. I podobnie jak amerykańskie Fordy (które można je było kupić w każdym kolorze, pod warunkiem że był to kolor czarny), tak również producent i konstruktor Citroenów - Andre Citröen produkował je tylko w kolorze żółtym (oczywiście po latach dodano również inne barwy, ale ta popularna nazwa przetrwała).


ROBOTNICY W FABRYCE FORDA 



CDN.

26 czerwca 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXII

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXIX



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXIX



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. VII



SALMANASAR III 




FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. VII



OMRYDZI
(885 - 841 r p.n.e.)
Cz. III



 Nad królestwami Syrii i Palestyny ponownie zawisło wielkie niebezpieczeństwo, z chwilą wstąpienia na syryjski tron Salmanasara III. Był on przedstawicielem czwartego już pokolenia władców, którzy ponownie odrodzili asyryjską ekspansywność i wojowniczość (Salmanasar był synem - panujących po sobie - Aszurnasirpala II, wnukiem Tikulti-Ninurty II i prawnukiem Adad-Nirari II). Tron objął w 858 r. p.n.e. i zaraz potem przystąpił do kolejnych podbojów i ekspansji terytorialnej, siejąc przerażenie w krajach Lewantu. Jego pierwszą ofiarą było królestwo Bit-Adini, które siało ferment w regionie i podburzało dotychczasowych sojuszników oraz książąt lennych Asyrii do buntu (opisana przeze mnie w poprzedniej części krwawa wyprawa Aszurnasirpala II na Bit-Chalupe z 881 r. p.n.e., gdzie Bit-Adini osadziło swego marionetkowego władcę). Król Ahuni zamknął się w swej stolicy Til-Barsip (mieście o grubych i solidnych murach), sądząc że tutaj uda mu się przeczekać i zmusić Asyryjczyków do odwrotu. Mylił się bardzo, Salmanasar bowiem zdobył to miasto, króla Ahuni wbił na pal na miejskim placu (choć jego żony i dzieci zabrał ze sobą), mężczyzn wymordował a kobiety i dzieci wziął w niewolę. W ten oto sposób królestwo Bit-Adini przestało istnieć (855 r. p.n.e.), a Til-Barsip zostało teraz przemianowane na Kar-Salmanasar (czyli "Twierdzę Salmanasara"). Rok później wyruszył "Pan z Kalchu" przeciwko królestwu Bet-Eden, które podzieliło los Bit-Adini. Teraz po uporaniu się z tymi nadgranicznymi państewkami, mógł już bezpośrednio władca Assuru ruszyć na Syrię. Stało się tak w 853 r. p.n.e. a celem było dotarcie do Damaszku i ostateczne zniszczenie tego aramejskiego królestwa.




Salmanasar przekroczył Eufrat akurat w czasie wylewu tej rzeki, ale armia asyryjska była doskonale zaopatrzona i przygotowana na taką trudność (żołnierze wyposażeni byli bowiem w worki z baraniej lub koziej skóry, które w razie potrzeby wystarczyło nadmuchać i można było - siedząc na nich okrakiem - przepłynąć rzekę, niczym na poduszkach). Najpierw wkroczył do kraju Hatti (zapewne jakaś wschodnia pozostałość dawnego, zniszczonego ok. 1207 r. p.n.e. przez Ludy Morza królestwa Hetytów), którego władca - aby uniknąć walki i klęski - złożył mu hołd, zapłacił daninę i tym samym wybawił się od śmierci. Z tego samego założenia wyszedł władca miasta Halab (Aleppo) - Halman, sądząc że lepiej zapłacić i ocalić życie własne oraz mieszkańców, niż walczyć w nierównej wojnie i bez sojuszników, będąc z góry skazanym na klęskę. Wyszedł więc Salmanasarowi naprzeciw z bogatymi darami, oddał mu zarówno złoto, srebro jak i licznych niewolników, po czym łaskawie jako gospodarz zaprosił króla Assuru do swego miasta jako gościa (wiedząc że wówczas ten nie będzie mógł uczynić już szkody mieszkańcom, opierając się na uświęconym przez bogów prawie gościnności). Salmanasar złożył tam ofiarę w świątyni największego boga Halabu - Adada (boga burz i wichrów, choć również dobroczynnych deszczów) i udał się w dalszą drogę. Teraz celem Salmanasara były miasta Karkar i Hamat - które jeśli by zdobył lub sobie podporządkował, otworzyłoby mu to drogę do Damaszku, do kraju Aramu, który był teraz jego głównym celem jako najsilniejsze królestwo aramejskie w całym Lewancie.


BEN-HADAD II



Władca Aramu Ben-Hadad II natychmiast podjął środki zaradcze i obiecał wszelką pomoc zarówno królowi Hamatu - Irchuleni, jak również królowi Karkar. Przerażony ową inwazją był również władca Izraela - Achab, który w porozumieniu z Ben-Hadadem - również obiecał wsparcie wyżej wymienionym miastom. Łącznie - w bardzo krótkim czasie - udało się sformować koalicję złożoną aż z 12 królestw (oczywiście byli to głównie lokalni władcy okolicznych miast-państw, ale razem stanowili dość pokaźną siłę). Łącznie armia koalicji lewantyńskiej liczyła 65 000 wojowników pieszych, 1800 konnych, 3940 rydwanów bojowych, oraz 1000 arabskich wojowników na wielbłądach. Król Achab wystawił 10 000 wojowników pieszych i 2000 rydwanów - czyli jego wsparcie było dosyć znaczne (choć pewien niewielki, acz nieznany ilościowo kontyngent wysłał również król Judy - Jozafat, a także równie niewielki kontynent przysłali Egipcjanie). Pokazuje to dobitnie że również w leżącej daleko na południe Samarii, także obawiano się najazdu Asyryjczyków. Natomiast wojska asyryjskie liczyły razem ok. 60 000 żołnierzy. Bitwa pod Karkar była zażarta i bardzo krwawa, a Salmanasar chwalił się potem w swej inskrypcji, iż: "Zabiłem 14 000 wojowników, zalawszy ich niczym Adad, gdy sprowadza burzę. Ich trupy były wszędzie, a równinę wypełnili uciekający żołnierze (...) Równina była za mała, by ich pochować. Ich trupy wypełniły Orontes od brzegu do brzegu, zanim powstał most". Sługa i wierny poddany boga Assura musiał się chwalić swym zwycięstwem, gdyż posiadał je od swego boga, ale... Asyryjczycy - pomimo zadania wrogom znacznych strat - tej bitwy jednak nie wygrali. Wygrała ją koalicja, choć nie była w stanie rozbić armii asyryjskiej i król Salmanasar - nie niepokojony - wycofał się z pola bitwy i z Syrii, wracając do Kalchu (i tym że nie został on realnie rozbity świadczy fakt, iż zabrał ze sobą wcześniej zdobyte łupy).


BITWA pod KARKAR
(853 p.n.e.)



Jednak udało się zatrzymać marsz Salmanasara na południe i cała Syria oraz Palestyna odetchnęły z ulgą. Zwycięstwo to jednak było tak miałkie i niepewne, że bardzo szybko doprowadziło do poróżnienia dotychczasowych sojuszników. Oto bowiem Ben-Hadad (dowodzący armią koalicji w bitwie pod Karkar) oskarżył Achaba z Izraela o to, że Izraelici niechętnie wykonywali jego polecenia podczas bitwy, tym samym zakończyła się ona ogromnymi stratami i pozwoliła Salmanasarowi bezpiecznie wycofać się do jego kraju. Achab nie zamierzał pozwalać na takie oskarżenia i jeszcze tego samego 853 r. p.n.e. wybuchła kolejna wojna, tym razem pomiędzy izraelem a Aramem. Ben-Hadad zebrał armię i wyruszył zbrojnie przeciwko Izraelowi, próbując od wschodu przekroczyć Jordan i zdobyć Samarię. Nim to się jednak stało, pod Ramot w kraju Rubena (kraj ten zwany był również Gileadem) drogę zastąpił mu Achab wraz ze swym wojskiem. Bitwa co prawda zakończyła się zwycięstwem Izraela, ale król Achab stracił w niej życie, pozostawiając kraj w rękach swego syna Ochozjasza (realnie władającego wraz z ojcem od 855 r. p.n.e.). Achab panował przez dwadzieścia jeden lat i to on (a nie jego ojciec - Omri) był prawdziwym twórcą potęgi dynastii Omrydów. Za swych rządów rozbudował Samarię (miasto które potem stanie się symbolem północnych Żydów - zwanych Samarytanami), odbudował ze zgliszczy Jerycho, leżące w kraju Beniamina (tuż nad granicą z Judą). Bardzo dbał i rozwijał handel. To za jego czasu powstała żydowska dzielnica w Damaszku, oraz - utrzymując dobre stosunki z fenickim Tyrem - tym samym całkowicie uniezależnił się gospodarczo od filistyńskich portów. Świadectwem jego troski o handel i rozwój gospodarczy kraju, była znaczna rozbudowa handlowego miasta Chacor, w którym zbudowano cytadelę, magazyny wojskowe oraz - jako bodajże jedyne miasto w Palestynie - otrzymało rozbudowany system kanalizacyjny. W Megiddo również wzniesiono magazyny zbożowe i otoczono miasto nową linią fortyfikacji. 




Król Achab dbał również o jedność swego kraju, zdając sobie sprawę że zasiedlają go zarówno Żydzi jak i Kananejczycy - starał się stworzyć z nich jeden naród, dlatego też oddając cześć Jahwe w sanktuariach w Betel czy Dan, jednocześnie (ku zgorszeniu kapłanów Świątyni Jerozolimskiej) składał ofiary na ołtarzach kananejskich bogów (szczególnie zaś Baalowi, któremu wzniósł świątynię w Samarii, oraz tyryjskiemu Melkartowi - takiemu fenickiemu Herkulesowi). Szacunek do bogów Kanaanu i Fenicji zaszczepiła w Achabie jego małżonka, córka króla Tyru - Jezebel. Oburzeni tym faktem kapłani Świątyni Jerozolimskiej (wraz z arcykapłanem) starali się przekonać króla Jozafata, aby ponownie zerwał wszelkie stosunki z owym odstępcą od wiary przodków, który otwarcie już chodzi na smyczy swej małżonki. Jezebel zaś oskarżali o najbardziej potworne czyny. Miała ona bowiem utrzymywać 450 kapłanów Baala i Asztarte, czyniąc z nich swych ochroniarzy i jednocześnie wykorzystując do mordowania niewygodnych jej wyznawców religii mojżeszowej. Poza tym publicznie określano ją jako ladacznicę, gdyż twierdzono że oddając się kultowi swej bogini (Asztarte), ku zgorszeniu swych poddanych, spaceruje nocami po pałacu z obnażonymi piersiami oraz (wraz z Achabem) oddaje się najwymyślniejszym seksualnym praktykom. Zarzuty te jednak z pewnością były nieprawdziwe (nigdzie w źródłach nie znaleziono choćby jednego dowodu na wyżej wymienione oskarżenia) i miały na celu jedynie oczernienie Izraelitów, którzy oddają cześć innym bogom. Poza tym kapłanów Jerozolimskich niepokoił fakt, że Achab samodzielnie uczestniczył w składaniu ofiar Jahwe, bez (jak to miało miejsce na południu) pośrednictwa arcykapłana. To wszystko razem wzięte budowało bardzo złą opinię Izraelitom (czyli Północnemu Królestwu) którzy już w czasach Jezusa zwani byli Samarytanami, a nazwa ta była synonimem odstępców i bałwochwalców (dlatego też powstała przypowieść o dobrym Samarytaninie, jako kimś wyjątkowym).


KRÓLOWA JEZEBEL 



 Przeciwko władcom północnym, przeciwko dynastii Omriego tworzyła się więc bardzo silna opozycja i to nie tylko w Jerozolimie, ale również w samym Izraelu. Gdy na tron w 853 r. p.n.e. wstąpił Ochozjasz (syn Achaba), który był również synem Jezebel - i który dążył do wspólnego sojuszu z Jozafatem oraz stworzenia wspólnej floty okrętów, niestety nie panował długo. Wkrótce zapadł na jakąś tajemniczą chorobę która sprawiała mu boleści. Usłyszawszy że ukojenie przynieść może mu rada boga Baal-Zebuba ze świątyni w filistyńskim Ekronie, wysłał tam swych posłów, którzy jednak po drodze napotkali proroka Eliasza. Ten nie miał dla nich dobrych wieści, a wręcz przeciwnie, oskarżył młodego Ochozjasza o wysługiwanie się bożkom i demonom (wcześniej Eliasz to samo miał powiedzieć o ojcu Ochozjasza, co zostało zapisane słowami: "Bardzo haniebnie postępował służąc bożkom (...) Achab, syn Omriego, również czynił co złe w oczach Jahwe i stał się gorszym od wszystkich swoich poprzedników"). Ochozjasz zmarł kilka miesięcy później (852 r. p.n.e) nie znalazłszy lekarstwa na swoją chorobę. Na tronie Izraela zastąpił go teraz młodszy brat (również syn Achaba i Jezebel) - Joram. Przez ten czas kapłani Świątyni Jerozolimskiej starali się stworzyć w Północnym Królestwie silną opozycję przeciwko Omrydom. Jednak za panowania króla Judy - Jozafata niewiele ugrali, ponieważ władca ten nie chciał angażować się przeciwko potomkom Achaba, których uważał za sprzymierzeńców. Dopiero po jego śmierci i wstąpieniu na tron jego syna Jorama (oczywiście nie był to ten sam Joram z północy) w 847 r. p.n.e. udało im się wreszcie zyskać wsparcie nowego króla (notabene Joram panował wraz z Jozafatem od 853 r. p.n.e.). Czasy pokoju znów dobiegały końca i stosunki obu królestw ponownie uległy pogorszeniu (a Joram z północy starał się nawet namówić Filistynów do uderzenia na Jerozolimę, co zostało odnotowane (2 Krn. 17,11), choć ostatecznie do takowego ataku (wbrew temu co zawarte jest w Biblii) nie doszło, a atak na Jerozolimę Filistynów - wspartych przez kontyngenty arabskie - był wówczas bardzo mało prawdopodobny i dlatego uważam że nie tylko atak, ale zdobycie i splądrowanie Jerozolimy (o czym można przeczytać w tym właśnie fragmencie Pisma Świętego) wydaje mi się kompletną bzdurą, choć oczywiście nie można założyć że Joram z Izraela nie próbował takiej koalicji stworzyć.

Na północy zaś Izrael miał spokój. Król Aramu Ben-Hadad skupiał się bowiem wówczas na niebezpieczeństwie asyryjskim i to było dla niego najważniejsze. Salmanasar zaś po Karkar, nie był jeszcze gotów do ponownej inwazji na Syrię, lecz nieustannie szarpał przygraniczne ziemie Aramu. Ben-Hadad nie pozostawał mu dłużny, opłacił bowiem chaldejskich wielmożów w Babilonii, którzy po śmierci dotychczasowego króla Marduk-zakir-szumi I (panującego w Babilonie z woli Asyrii), wzniecili bunt przeciwko jego synowi, młodemu Marduk-balassu-ikbi (ok. 852 r. p.n.e.). Salmanasar musiał więc interweniować zbrojnie, wkraczając do Babilonii, tłumiąc bunt i przywracając władzę Marduk-balassu-ikbi (ten panował potem przez prawie 40 lat, do 813 r. p.n.e. Zresztą jego ojciec też długo panował, bo 27 lat, a dziadek Nabu-apal-idina - 33). Po uporaniu się z problemem chaldejskim i złożeniu ofiary w Esangili (świątyni boga Marduka, która w tamtych czasach była uważana za biblijną wieżę Babel ze względu na swe ogromne rozmiary), Salmanasar powrócił do swych planów inwazji na Syrię. W 849 r. p.n.e. rozpoczął kolejną inwazję, tym razem celem było miasto-państwo Karkemisz, które już od czasów Aszurnasirpala II płaciło Asyrii daniny. Miasto to zostało zdobyte, władca zamordowany (co było asyryjską tradycją), a ludność uprowadzona w niewolę. Był to wyraźny sygnał dla Ben-Hadada z Damaszku, Salmanasar zdawał mu mówić: "jesteś następny na mojej liście i skończysz tak, jak oni". Władca Aramu starał się do tego jednak nie dopuścić, ponownie nawiązując sprawdzony sojusz z władcami Hamad, Karkar i Samarii. Przez kolejne cztery lata granica asyryjsko-aramejska była nieustannie trapiona podjazdowymi atakami, które w większości kończyły się asyryjskimi zwycięstwami w mniejszych lub większych potyczkach. Dopiero w 845 r. p.n.e ruszyła wielka asyryjska ofensywa przeciwko Aramowi. Salmanasar wiódł ze sobą aż 120 000 żołnierzy a celem było ostateczne zdobycie Damaszku. Nie znamy dokładnie wydarzeń dziejących się w czasie tej kampanii, ale wiadomo że ostateczny cel nie został spełniony. Ben-Hadadowi (i jego sprzymierzeńcom) udało się zmusić Asyryjczyków do odwrotu, chociaż poniósł przy tym znaczne straty.


ESANGILA
ŚWIĄTYNIA MARDUKA I WSZYSTKICH BOGÓW W BABILONIE



Wydawałoby się, że tak wielka armia musi już zdobyć Damaszek, tak się jednak nie stało. Salmanasar był mimo to władcą konsekwentnym, wierzył głęboko że jego bóg Assur da mu wreszcie upragnione zwycięstwo. Tym bardziej że koalicja zawarta pod Karkar, zaczęła się sypać. W ogromnej większości doprowadzili do tego kapłani Świątyni Jerozolimskiej, którym udało się pozyskać dowódcę armii Północnego Królestwa - Jehu, który w 841 r. p.n.e. udał się do Jezreel i tam strzałą z łuku zabił swego władcę króla Jorama (ostatniego przedstawiciela dynastii Omrydów). Jego matkę Jezebel pohańbiono i nagą wyrzucono z okna pałacu (po czym Jehu kilkukrotnie przejeżdżał po jej ciele swym rydwanem). Zamordowano też wszystkich braci Jorama, a ich odcięte głowy układano w stos tuż przed bramą wejściową do pałacu. Mordowano również wszystkich przyjaciół i najbliższe sługi króla (warto tutaj jeszcze odnotować jeden fakt, mianowicie król Judy Joram, który nosił takie samo imię jak jego odpowiednik z północy, co skończył w tak tragiczny sposób - też już nie żył. Zmarł zapewne na początku 841 r. p.n.e. a swym następcą mianował syna Ochozjasza - te imiona często się ze sobą przeplatały wśród królów południa i północy. Ochozjasz zaś w tym właśnie czasie na swe nieszczęście przebywał w Izraelu, na dworze króla Jorama). Jehu zamordował również Ochozjasza, króla Judy, który w tym czasie przebywał w Jezreel (zapewne nie został rozpoznany, a być może celowo go zamordowano, bo jego syn - Joasz był jeszcze dzieckiem). Jehu i jego żołnierze wymordowali także wszystkich kapłanów Baala w Samarii, niszcząc tamtejszą świątynię, a miejscowym Kananejczykom - aby ich upokorzyć - nakazali by tam właśnie znosili śmieci i wylewali nieczystości... łącznie z wypróżnianiem się. Tak więc rok 841 p.n.e. przyniósł dramatyczne zmiany dla całego Lewantu, nie tylko dla Izraela i Judy.

Nowym królem Izraela został teraz Jehu. W Jerozolimie na tron wstąpił Joasz, ale ze względu na swą małoletność, rządy regencyjne w jego imieniu sprawowała jego babka - Atalia (która ostatecznie sama zapragnęła korony i koronowała się na królową Judy). Natomiast w Damaszku z ręki niejakiego Hazaela ("syna niczyjego" - prawdopodobnie był on sługą lub najbliższym poddanym króla) zamordowany został król Aramu Ben-Hadad II. W takich okolicznościach Salmanasar uznał, że oto nadarzyła się niesamowita okazja, którą należy natychmiast wykorzystać i zebrawszy armię latem 841 r. p.n.e. pomaszerował na Damaszek.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...