WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HISTORIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HISTORIA. Pokaż wszystkie posty

16 września 2026

MEMORIAM - Cz. XXV

VIRGINES VESTALES i 
TRZY CIOSY





UMIŁOWANY POKÓJ
I ZŁUDNE NADZIEJE 
SIEDEMDZIESIĄTYCH LAT
Cz. X



PROKONSUL
PUBLIUSZ SERWILIUSZ VATIA




CO Z TYM WSCHODEM? 
Cz. V



 Piraci byli "od zawsze" prawdziwym utrapieniem wschodnich rubieży Morza Śródziemnego. Ich ataki były niczym średniowieczne ataki Wikingów (choć na nieco mniejszą skalę). Napadali wybrzeża, mniejsze miasta i wsie, plądrowali, mordowali i oczywiście porywali lokalną ludność, zamieniając ją w niewolników i sprzedając z zyskiem na rynkach niewolniczych Morza Egejskiego (głównie na Delos). Działalność piratów wzrastała w chwilach politycznych anarchii i wojen, natomiast malała, gdy musieli się oni mierzyć z potężnymi flotami lokalnych (czy to greckich czy anatolijskich) miast i państw. Głównym ośrodkiem w którym piraci znajdowali schronienie, a nawet tworzyli tam swoje własne mini państwa, była na wschodzie Morza Śródziemnego górzysta kraina zwana Cylicją - leżąca na południowych rubieżach Anatolii. Natomiast głównym ośrodkiem piratów na zachodzie były wyspy Baleary. Istnienie takiego zjawiska jak piractwo, oczywiście do pewnego stopnia odpowiadało interesom Rzymian. Napędzali oni bowiem podaż na niewolniczą siłę roboczą, która wówczas coraz częściej nie nadążała już za popytem (dzisiaj taką podaż napędzają wielkie koncerny międzynarodowe, sprowadzające do krajów europejskich tanich pracowników z Azji i Afryki, generując tym samym czysty zysk, natomiast koszty i problemy z nimi związane pozostawiając na karbach lokalnej ludności). Ale z drugiej strony ataki na miasta sprzymierzeńców Rzymu, a także porwania rzymskich obywateli powodowały, że jednak coś z tym problemem należało uczynić. Piractwo na Zachodzie było znacznie mniej rozprzestrzenione, niż to na Wschodzie, gdyż punicka ludność Balearów była w ogromnej większości pokojowo nastawiona (składała się bowiem przeważnie z rolników i kupców którzy chcieli żyć w pokoju, ale nie dla wszystkich starczało tam ziemi i ci, którzy nie byli w stanie zająć się handlem ani też nie przejęli ziemi po swych rodzicach, podejmowali się rabunków jako piraci). Wyprawę wojenną przeciwko owym gimnesjanom (czyli nudystom jak zwali ich Grecy, jako że ludność Balearów ponoć lubiła chodzić bez odzienia. Zresztą sama nazwa wysp również ma greckie konotacje, odnosi się bowiem do Baleosa - przyjaciela Heraklesa, choć oczywiście punicka ludność zapewne zwała owe wyspy inaczej) przedsięwziął w roku 123 p.n.e. konsul Kwintus Cecyliusz Metellus (było to związane z chęcią przejęcia wysp i osadzenia tam rzymskich kolonistów i to ze względu na fakt, że Baleary cieszyły się niezwykle żyznymi terenami rolniczymi). 




Kronikarze tej wyprawy (Orozjusz i Florus) podkreślali niezwykłe barbarzyństwo mieszkańców wysp (mieli oni ponoć na łódkach podpływać do rzymskich okrętów i celować do nich z proc. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, a opis Orozjusza i Florusa przypomina zwykły propagandowy zabieg, pokazujący że ludność podbijanych wysp była po prostu barbarzyńska i należało ją czym prędzej ucywilizować. Przekaz ten przypomina mi od razu propagandowe enuncjacje Niemiec hitlerowskich o "18 dniowej kampanii" w Polsce w 1939 r. oraz o tym, że polscy ułani mieli z lancami i szablami nacierać na niemieckie czołgi. Te brednie powielali również Sowieci, a następnie uczono ich w komunistycznych szkołach w Polsce Ludowej. Jest to tak żałosne, że trudno nawet się nad tym dłużej pochylić, ale warto tutaj tylko dodać że polska kawaleria miała swoją taktykę w walce z czołgami i nie była to wcale szarża z lancami na czołgi. Po prostu w takiej konfrontacji żołnierze schodzili z koni, zajmowali pozycje strzeleckie i z dział przeciwpancernych lub broni {np. z niezwykle skutecznych i śmiercionośnych dla niemieckich czołgów karabinów Ur, które przebijały pancerze każdego niemieckiego czołgu, robiąc małą dziurkę z przodu i eksplodowały w środku zabijając całą załogę. Ponieważ jednak ta broń była tak śmiertelnie skuteczna, była jednocześnie tajna i to tak tajna, że tylko nieliczne jednostki miały ją na swoim wyposażeniu. Karabin przeciwpancerny Ur(ugwaj) był bez wątpienia najdoskonalszą tego typu bronią w ówczesnym świecie, choć niewiele różnił się od zwykłego karabinu żołnierza piechoty, był lekki, poręczny i łatwy w obsłudze, różnica polegała głównie na amunicji i spuście} ostrzeliwali te maszyny, niszcząc dziesiątki z nich - jak choćby w bitwie pod Mokrą. Nasi naukowcy i inżynierowie tamtej Polski stworzyli wspaniałą broń zarówno strzelecką jak i przeciwpancerną, mieliśmy znacznie lepsze czołgi od niemieckich {niemieckie były tylko szybsze nasze były lepiej opancerzone, miały obrotowe wieżyczki i były bardziej śmiercionośne} i lepsze samoloty bombowe, niestety problem polegał w ilościach, Niemcy mieli tego sprzętu - choć znacznie gorszego - dziesiątki, a nawet setki tysięcy, natomiast myśmy mieli co najwyżej setki lub tysiące. Oczywiście w dzisiejszych czasach niemieckie kłamstwo związane właśnie z szarżą z lancami na czołgi już przestało działać - przynajmniej w Polsce, ale od czasu do czasu jeszcze pojawia się tego typu brednia. Mieszkańcy Balearów również zostali w ten sposób zniesławieni, a ponieważ przegrali, to kłamstwo nie zostało podważone). Punici z Balearów stosowali taktykę wojny podjazdowej - "uderz i uciekaj", ale na dłuższą metę nie byli w stanie powstrzymać Rzymian, którzy już w roku 122 p.n.e. zdobyli wszystkie trzy wyspy Balearów, a Metellus osadził tam 20 000 swoich weteranów (wcześniej odbierając ziemię jej prawowitym mieszkańcom) w dwóch założonych przez siebie miastach: Palmy i Pollentii. Tak oto Baleary stały się częścią rzymskiej prowincji Hispania Citerior (Hiszpania Bliższa) a prefekta tych wysp mianował rzymski namiestnik tejże prowincji. W roku 121 p.n.e. Kwintus Cecyliusz Metellus odbył wspaniały triumf w Rzymie z powodu zajęcia wysp i otrzymał wówczas przydomek "Baliaricus" ("Balearyjski").


PUNICCY MIESZKAŃCY BALEARÓW



Natomiast na Wschodzie sytuacja wyglądała nieco inaczej. Cylicyjskie wybrzeże i pobliskie góry (gdzie można było szybko schować się w przypadku jakiegokolwiek ataku, czy to z lądu czy z morza) powodowały że walka z tamtejszymi grupami piratów była zawsze bardzo trudna. Stała się jeszcze trudniejsza, gdy w roku 143 p.n.e. lokalny watażka (były oficer w armii Seleucydów) Diodotos Tryfon założył tam nadmorskie miasto Koraksejon, które następnie zamienił w twierdzę. Stała się ona mekką piratów i wszelkich zbiegłych przestępców, niewolników którzy uciekli od swoich panów i wszystkich, którzy cierpieli z powodu wszelakich zniewag. Teraz jako morscy rabusie stali się "kimś", nie byli już pogardzanymi wyrzutkami i zniewolonymi sługami, teraz mogli sami decydować o życiu i śmierci innych. Tryfon w latach 142-139 p.n.e. podjął się kilkunastu wielkich i kilkudziesięciu mniejszych wypraw przeciwko miastom i wybrzeżom Hellady, Azji Mniejszej i Syrii (szczególnie wielkim echem w ówczesnym greckim świecie odbił się atak na miasto Berytos {dzisiejszy Bejrut} w 142 r. p.n.e. i uprowadzenie jego mieszkańców, których następnie sprzedano z zyskiem na Delos). Te ataki oraz bierność Seleucydów i Attalidów (co prawda Cylicja oficjalnie podlegała syryjskiemu władzwu Seleucydów, ale król Demetriusz II Nikator po niedawnym swym zwycięstwie w bitwie nad rzeką Oenoparos w 145 r. p.n.e. nad konkurentem do władzy Aleksandrem Balasem, nie był zainteresowany wplątaniem się w kolejny konflikt, tym bardziej że na wschodzie swego rozpadającego się Imperium, napierali na niego Partowie, odbierając mu ziemie i miasta. Natomiast władca Pergamonu - Attalos II zajęty był konfliktami na północy swego anatolijskiego Królestwa, głównie z Bitynią) spowodowały, że greckie miasta Morza Egejskiego zwróciły się o pomoc i ochronę do Rzymu. Senat w roku 140 p.n.e. wysłał poselstwo pod przewodnictwem Publiusza Korneliusza Scypiona Afrykańskiego Młodszego (zdobywcy Kartaginy z roku 146 p.n.e.), aby ten wybadał sytuację. Scypion zrobił sobie tournee po Egipcie, Syrii, Rodos i Pergamonie, a następnie powrócił do Rzymu twierdząc że rzeczywiście problem piractwa na tych wodach występuje - i tyle (🧐). Rzymianie wówczas również nie podjęli żadnej zdecydowanej akcji przeciwko cylicyjskim piratom Diodotosa Tryfona.




Wreszcie w roku 138 p.n.e. następca Demetriusza Nikatora - Antioch VII Sidates wyprawił się do Cylicji i zdobył twierdzę Koraksejon (w jej obronie zapewne - bo co do tego nie ma pewności - zginął Diodotos Tryfon), jednak wcale nie poprawiło to położenia helleńskich polis na wybrzeżach Morza Egejskiego i Śródziemnego. Wręcz przeciwnie, wydawało się jakoby ataki piratów nawet się zwielokrotniły, gdyż teraz potworzyli oni szereg mini państewek, zarządzanych przez lokalnych watażków. Rzymianie zaś (po stłumieniu buntu Aristonika w Pergamonie w roku 130 p.n.e. który wybuchł gdy ostatni król Pergamonu - Attalos III w roku 133 p.n.e. zapisał swój kraj w testamencie Ludowi Rzymskiemu, wówczas to Aristonik - który podawał się za jego syna - zorganizował powstanie i stworzył na terenie zachodniej Anatolii swoje państwo, w którym wyzwalani masowo niewolnicy stanowili istotną część jego żołnierzy i poddanych) tak naprawdę przestali interesować się wschodnimi rubieżami Morza Śródziemnego, czego dowodem był fakt, że kompletnie zaniedbali rozbudowę i modernizację okrętów. Można wręcz powiedzieć że przez długi czas po roku 130 p.n.e. Rzymianie uznali, że flota wojenna przestała im już być potrzebna, nie było bowiem wielkich potęg które mogłyby rzucić wezwanie Rzymowi na morzu, a piraci byli niczym komary, kąsali, ale nie wyrządzali wielkich szkód, a poza tym dostarczali stałą liczbę nowych niewolników - która zasilała latyfundia nobilitas w Italii. Dopiero w ostatniej dekadzie II wieku p.n.e. zaczęto ponownie umacniać flotę, a było to właśnie związane z potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa we wschodnich rubieżach Morza Śródziemnego. Gdy w 105 r. p.n.e. piraci zaatakowali miasteczko Figalię w południowej Joni, niszcząc nawet (co zdarzało im się dosyć często, jako że największe skarby chowano w świątyniach) tamtejszą świątynię Artemidy Munichii i uprowadzili ze sobą zarówno ludzi wolnych jak i niewolników. Następnie ci sami piraci skierowali się przeciwko bogatemu miastu Efez, a wówczas z pomocą Efezejczykom przyszli mieszkańcy wyspy Astypalaia, którzy połączyli swoją flotę z flotą Efezu i rozbili piratów w bitwie morskiej. Schwytanych piratów uprowadzono na Astypalaję, gdzie okrutnie ich uśmiercano, natomiast ludność którą oni wcześniej wzięli w niewolę, uwolniono i opiekowano się nimi, przyjmując do swych domów i "zapewniając wszystko, co jest potrzebne do codziennego życia". W tym samym 105 r. p.n.e. Astypalaya (malutka wysepka na Morzu Egejskim) zawarła sojusz obronny z Rzymem, co również spowodowało że Rzymianie musieli wyłożyć pieniądze na odbudowę swej floty wojennej.




Na Wschodzie ataki piratów były tak częste, że w roku 103 p.n.e. rzymski namiestnik Macedonii - Gajusz Memmiusz zarządził specjalny podatek właśnie w celu ostatecznego rozprawienia się z piractwem. Ludzie chętnie się zrzucali i to nie tylko dlatego że był to obowiązkowy podatek, ale również dlatego, że cel był szczytny - bezpieczeństwo na wodach i uwolnienie się od ciągłego strachu atakiem morskich rozbójników. Tyle że... szybko okazało się że owe pieniądze gdzieś przepadły. Nie był to pierwszy taki przypadek jeśli chodzi o rzymskich namiestników, którzy pod różnymi pozorami starali się zapełnić swoją prywatną kabzę. Również w roku 106 p.n.e. konsul Kwintus Serwiliusz Cepion zdobył skarby pokonanego celtyckiego plemienia Tektosagów, które jednak dziwnym trafem zaginęły podczas transportu drugą lądową do Massalii (Marsylii). Senat zajął się tą sprawą (jak również sprawą Memmiusza) dopiero w roku 103 p.n.e. (Memmiusz oskarżał o nieprawidłowości przede wszystkim swego sekretarza Aristoklesa z Mesenii, choć Senat do końca nie dał temu wiary i w roku 102 p.n.e. został on odwołany z funkcji namiestnika Macedonii. Natomiast śledztwo w sprawie Cepiona nie jest do końca znane jeśli chodzi o werdykt, wiadomo tylko że żołnierze eskortujący złoto z Tolosy (Tuluzy) do Massalii zostali potajemnie zabici i wówczas Cepion miał przywłaszczyć sobie ten majątek - taki był akt oskarżenia). Tak więc wyprawa przeciwko piratom w roku 103 p.n.e. nie doszła do skutku. Część zrabowanych pieniędzy z podatku Memmiusza jednak odnaleziono i posłużyły one jako środki do sfinansowania kolejnej kampanii przeciwko piratom w roku 102 p.n.e. na której czele stanął Marek Antoniusz Retor (dziadek późniejszego triumwira). Ów propretor wylosował w zarząd prowincję Cylicję (a raczej tę jej część, która była wówczas pod zarządem Rzymu - Cylicję Pedias) i pośpieszył z Rzymu z nową flotą płynąc przez Grecję (Istm Koryncki). Nie śpieszyło mu się jednak zbytnio, gdyż w Atenach znalazł czas na dysputy filozoficzne z tamtejszymi wykładowcami Akademii i dopiero po ich zakończeniu ruszył dalej w drogę (w Atenach stał bowiem wcześniej inny rzymski wódz - Hirrus z częścią floty, a Antoniusz Retor tam się z nim połączył). Jeszcze w Atenach przybyły posiłki z Rodos, a w Side (głównym porcie rzymskiej Cylicji) dotarły okręty z Bizantion. Następnie rozpoczęto rajd po wybrzeżach Cylicji i Pamfili niszcząc lokalne bazy piratów, doszło nawet do jakiejś bitwy morskiej zakończonej zwycięstwem Rzymian i wspierających ich Greków (Cyceron twierdził, że w tej bitwie zginął brat jego babki, przyjaciel Antoniusza Retora - prefekt Marek Gratidius). Kampania ta zakończyła się sukcesem, pozbawiono piratów ich dotychczasowych siedzib i doprowadzono do chwilowego wytchnienia mieszkańców wysp i wybrzeży Anatolii, Hellady oraz Syrii. Problem tylko polegał na tym, że były to działania lokalne, które nie służyły systemowej likwidacji piractwa. Tak więc (co było naturalne) wkrótce po odpłynięciu Rzymian piractwo na tych wodach ponownie się odrodziło.




Marek Antoniusz Retor (który po powrocie do Rzymu w roku 101 p.n.e. odbył wspaniały triumf za zwycięstwo nad piratami), pełnił w Cylicji władzę propretorską (w niektórych źródłach można przeczytać prokonsularną, chociaż był pretorem w roku 103 p.n.e. a nie konsulem), choć kraina oficjalnie nie była rzymską prowincją (mam tutaj oczywiście na myśli wschodnią Cylicję). Jednak z powodu braku jakiegokolwiek sprzeciwu lokalnej ludności (a być może nawet za jej przyzwoleniem) automatycznie po tym roku stała się rzymską prowincją (chociaż oficjalny dokument w tej kwestii wydano dopiero za konsulatu Gajusza Mariusza w roku 100 p.n.e.). Za konsulatu Gajusza Mariusza i Lucjusza Waleriusza Flakusa Senat sporządził dokument "Lex de provinciis pretoriis" ("Prawo o prowincjach pretorskich") w którym jasno zadeklarowano że Cylicja jest prowincją pretorską, podległą rzymskiemu namiestnikowi Macedonii. W ustawie tej zadeklarowano również że konsulowie mają obowiązek wywierać presję na okolicznych władcach: "królu władającym wyspą Cypr, królu (...) Aleksandrii i Egipcie (...) panującego w Kyrene i do królów władających w Syrii (...) przyjaźń i przymierze (...), aby stwierdzić, że i oni powinni baczyć, by (...) pirat (...) ich królestwa (...) i że zadbają o to (...) że lud rzymski..." (większość tekstu mocno uszkodzona). Innymi słowy rzymscy konsulowie mieli mobilizować okolicznych królów do działań przeciwko piratom cylicyjskim i ochrony wybrzeży morskich wschodnich rubieży Morza Śródziemnego. Rzymianie jednak wkrótce potem zajęli się innymi sprawami, a okoliczni królowie dbali o bezpieczeństwo lokalnej ludności tylko wówczas, gdy było to zgodne z ich własnym interesem, tak więc piractwo na wodach cylicyjskich, na Morzu Egejskim i sporych obszarach Morza Śródziemnego szybko ponownie rozkwitło (tym bardziej że wkrótce potem sami Rzymianie zaczęli wspierać, a nawet dołączać do piratów, szczególnie gdy wybuchła wojna domowa i trwały walki pomiędzy optymatami i popularami, pokonana strona często musiała uciekać i również znajdowała schronienie w krainach rządzonych przez piratów). Co prawda Lucjusz Licyniusz Murena w roku 84 p.n.e. (pretor roku 88, wyznaczony rzymskim dowódcą w Azji właśnie w 84 r. p.n.e.) planował kolejną ekspedycję przeciwko piratom, złożoną z flot prowincjonalnych greckich miast Azji i wyznaczył nawet legata Aulusa Terencjusza Warrona na dowódcę tej eskadry, ale ostatecznie do jej utworzenia nie doszło (chociaż oczywiście pieniądze w podatkach na ten cel zostały przez Rzymian wymuszone, a co się potem z nimi stało? bogowie raczą wiedzieć 🥴).


ZANICETUS
("Zeus z Olimpu")



Wedle przekazu Plutarcha w tym czasie wodzowie piratów na swoich wyspach i zatokach (głównie w Cylicji) żyli niczym orientalni królowie. Ich skarbce były pełne złota i kosztowności, tworzyli swoje własne pirackie dwory, a także zakładali własne haremy z porwanych przez siebie kobiet. Jeśli uznamy że złoty wiek piractwa przypada na drugą połowę XVII i początek wieku XVIII, to jest to według mnie błąd, gdyż nie bierzemy pod uwagę właśnie tego okresu historii piratów - II i I wieku p.n.e. gdzie żyli oni niczym wschodni królowie. Doszło do tego, że bezkarnie nałożyli oni kontrybucję na 400 helleńskich miast Anatolii, Hellady i Syrii, bezkarnie łupili oni świątynie (co było jawnym świętokradztwem), a także porywali rzymskich obywateli (pojmano nawet dla okupu dwóch pretorów z liktorami na morskich szlakach Italii na Morzu Tyrreńskim). Wydaje się że właśnie ten ostatni atak skłonił wreszcie Rzymian do ponownego działania w kwestii likwidacji piractwa. Porwanie dwóch pretorów było tym języczkiem u wagi, która przeciążyła szalę i w roku 78 p.n.e. prokonsul Publiusz Serwiliusz Vatia został wyznaczony przez Senat na dowódcę floty, która miała zakończyć wszechwładzę piratów we wschodnich obszarach Morza Śródziemnego. Na tę wyprawę przeznaczono ogromne środki, wystawiono nową flotę, gdyż porwanie pretorów było jawnym policzkiem wymierzonym Rzymskiej Republice. Rzym nie mógł tego zbagatelizować, gdyż straciłby poważanie, dlatego też podjęto owe działania. Najpotężniejszym piratem w owym czasie był niejaki Zanicetus, który posiadał własną górską twierdzę piracką w pobliżu pasma gór Taurus, skąd widać było ponoć całą Licję, Pamfilię i Pizydię. Urządził się tam jak król, otoczony złotem, kobietami i licznymi piratami, którzy w nim właśnie widzieli swego wodza i okazję do szybkiego wzbogacenia się. Twierdzę swą nazwał Olimp (jako że była wykuta w skale, wysoko w nadmorskich górach), a sam siebie nazywał Zeusem. To właśnie tam najpierw skierował się Serwiliusz Vatia (tym bardziej że to właśnie ludzie Zanicetusa porwali owych pretorów). Doszło do bitwy morskiej, która zakończyła się zniszczeniem pirackiej floty, a następnie atakiem na twierdzę Olimp, która została zdobyta a Zanicetus spłonął wraz ze swymi ludźmi w zamkniętej komnacie (77 r. p.n.e.). Wojna z piratami jednak trwała dalej i tak w roku 76 p.n.e. Serwiliusz Vatia zdobył miasta Attalis i Korykos będące również siedzibami piractwa (nieopodal miasta Korykos leżącego na przylądku korykijskim w Cylicji Trachejskiej {zachodniej} znajduje się jaskinia w której ponoć rósł najlepszy krokus. Strabon pisał: "Jest to wielka okrągła jama, ze skalistym grzbietem położonym dookoła (...) Schodząc w dół, dociera się do podłogi, która jest nierówna i w większości skalista, ale pełna drzew krzewiastych, zarówno wiecznie zielonych, jak i tych, które są uprawiane. A wśród tych drzew rozsiane są również działki ziemi, które rodzą krokusy". W owej jaskini płynęła również rzeka o niezwykle czystej i jasnej toni, którą zwano Picrum Hydor {"Gorzka Woda"}. Nieopodal Korykos znajduje się wyspa Elaeussa, którą Rzymianie ofiarowali jednemu z wodzów Mitrydatesa VI Eupatora - Archelaosowi, który przeszedł na ich stronę po I wojnie z Pontem (89-85 p.n.e.). On również udzielił Serwiliuszowi Vatii wsparcia w walce z piratami z Korykos.




Cała Cylicja Trachea była naturalnie przystosowana do działalności pirackiej, a do ze względu na liczne zatoki (i tajne zakątki, gdzie można było się schować) oraz wysokie góry, za którymi swoje siedziby miały liczne plemiona posiadające spore pola uprawne. Były tam również liczne lasy, z których pochodziło drewno na budowę pirackich okrętów. Graniczną rzeką pomiędzy Cylicją Trachea a Cylicją Pedias była Larus. Głównym portem Cylicji Pedias (czyli tej oficjalnie rzymskiej, choć realnie Rzymianie przejmą tę prowincję dopiero w roku 64 p.n.e. wcześniej polegając na lokalnych watażkach, mających swoje własne oddziały wojskowe, które mogły zapewnić bezpieczeństwo w regionie, natomiast rzymscy prokuratorzy często byli wysłani bez wystarczającej liczby wojska, dlatego też utrzymanie tej prowincji we władzy lokalnych "książąt" było na rękę Rzymowi). Głównym portem tej krainy było miasto Soli (które notabene było jednak słabo zaludnione). Na północny-wschód od Soli znajdowało się piękne miasteczko Achialos (Anchialé) gdzie ponoć znajdował się grób Sardanapala (jest to literacka, grecka nazwa asyryjskiego władcy Aszurbanipala, który ponoć miał spłonąć w swym pałacu w chwili zdobycia go przez Chaldeczyków i Medów. Przynajmniej tak to zostało przedstawione w literaturze i sztuce, ale tak naprawdę Aszurbanipal nie zginął w ten sposób, a dopiero jego następca Szin-szariszkun - ostatni władca Asyrii władający z Niniwy, który spłonął w swym pałacu wraz z dworem i haremem po zdobyciu miasta przed Chaldejczyków pod wodzą księcia Nabuchodonozora - tartana armii babilońskiej i syna króla Nabopolasara w 612 r. p.n.e.). W owym miasteczku znajdować się miała również inskrypcja króla Sardanapala, która brzmiała: "Dobrze wiedząc, że jesteś z natury śmiertelny, wyolbrzymiaj pragnienia swego serca, rozkoszując się uciechami; nie ma dla ciebie żadnej przyjemności po śmierci. Bo ja również jestem prochem, chociaż panowałem nad wielkim Ninusem. Moje jest całe jedzenie, które zjadłem, i moje swobodne odpusty, i rozkosze miłości, którymi się cieszyłem; ale te liczne błogosławieństwa zostały w tyle. Dla śmiertelnych ludzi jest to mądra rada, jak żyć". Po rozprawieniu się z piratami miast Cylicji Trachea, w roku 75 p.n.e. Serwiliusz Vatia ruszył na wschód, przekroczył góry Taurus i rozpoczął kampanię przeciwko plemieniu Izaurów wspierającemu piratów, a po ich pokonaniu uznał kampanię za zakończoną i wrócił do Rzymu, gdzie jeszcze w tym samym roku odbył triumf. Nie był to jednak koniec piratów w tym regionie Morza Śródziemnego, a nawet doszło do tego, że na ich czele stanęła kobieta, córka byłego pirackiego wodza pokonanego przez Vatię, Ksenofanesa - Aba, która dodatkowo weszła do rodziny kapłanów Zeusa z Olbii zwanych Teukrami (kapłaństwo to było dziedziczne i wywodziło się ponoć od Ajasa, syna Teukra który założył tę świątynię), dzięki temu zdobyła prawne zabezpieczenie swojej pozycji, a dzięki działalności pirackiej zyskała wielki majątek. Nieoficjalnie była królową mórz, oficjalnie małżonką kapłana z Olbii, a gdy w 43 r. p.n.e. Marek Antoniusz został jednym z triumwirów i otrzymał w zarząd wschodnie prowincje Imperium Rzymskiego, Aba podporządkowała się jemu i Kleopatrze egipskiej.




 ANTONIUSZ I KLEOPATRA NAD NILEM 



Ponieważ jednak nie zaprzestała swego procederu, została usunięta (ok. 35 r. p.n.e.) ale władza nad Olbią i ziemiami które kontrolowała jako "królowa piratów" - pozostała w ręku jej potomków. Przejdźmy teraz jednak do działań kierowanych przeciwko piratom przez ojca owego triumwira Marka Antoniusza, Marka Antoniusza starszego (zwanego też potem "Kreteńskim").


ABA z OLBII
(Niekoronowana królowa piratów)


 
CDN.

15 września 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. XIV

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. XIV






 Istniejący od 22 stycznia 1924 r. lewicowy (laburżystowski) rząd Ramsay'a MacDonalda - 2 lutego nawiązał stosunki dyplomatyczne ze Związkiem Sowieckim. Krok ten nie był zbyt popularny na Wyspach (mimo dość intensywnej w roku 1920 współpracy brytyjsko-sowieckiej za rządów Lloyda George'a) i nawoływania o zerwanie tych stosunków zaczęły z czasem być coraz intensywniejsze wśród brytyjskiej opinii publicznej i polityków, ale w tamtym okresie nawiązanie stosunków dyplomatycznych z pierwszym komunistycznym państwem na świecie było uważane za działanie mogące pozytywnie wpłynąć na brytyjski handel i przemysł.

15 lutego rząd sowiecki, pragnąc powstrzymać galopującą inflację i przeciwdziałać zerwaniu połączeń na linii miasto-wieś (co spowodowane było wybuchem rewolucji bolszewickiej i Wojny Domowej w Rosji, a co do tego momentu nie zostało naprawione) wprowadza - obowiązujące od lipca 1922 r. (na równi z innymi "sowznakami" - również starymi carskimi rublami, przemianowanymi jedynie na sowieckie totemy płatnicze) tzw.: "czerwońce" jako jedyny, obowiązujący na terenie Związku Sowieckiego środek płatniczy (z czasem przywróci się również nazwę ruble). Pozwala to nieco zahamować inflację, ale problem tzw. "nożyc" (czyli rozchodzenia się wsi od miasta tak jak rozwierają się otwarte nożyce, co w sowieckiej terminologii było dosyć często używanym pojęciem) choć powoli zostaje usunięty, wciąż jeszcze trwa. Co prawda w 1924 r. partia bolszewicka wprowadza hasło "Frontem do wsi", a sojusz robotniczo-chłopski zostaje uznany za podstawę polityki państwa (dopiero od roku 1924, wcześniej chłopi byli uważani za taki sam element kontrrewolucyjny, jak arystokraci, kler prawosławny - nie tylko zresztą - oraz dawni oficerowie i policjanci carscy), to mimo wszystko zszywanie wsi z miastem wciąż idzie bardzo opornie. Bucharin co prawda wzywa chłopów w swych apelach: "Bogaćcie się, uprawiajcie swe pola i nie obawiajcie się restrykcji", ale cel tej akcji jest jasny, ponowne uruchomienie dostaw produktów żywnościowych do miast (wcześniej bowiem, zarówno w czasie rewolucji jak i po zakończeniu Wojny Domowej, chłopi zaprzestali produkcji rolnej w sowieckiej Rosji, gdyż władze bolszewickie odbierały im owoce ich pracy. Handel zamarł, a co za tym idzie nie było płacących podatki ani kupujących, gdyż chłopi niczego nie produkując, jednocześnie niczego też nie nabywali). Po wprowadzeniu Nowej Ekonomicznej Polityki na X Zjeździe WKP(b) w marcu 1921 r. od lipca tego roku zaczęto wprowadzać wolność gospodarczą rzemieślnikom i małym zakładom przemysłowym - ale wszystkie przedsiębiorstwa które zatrudniały 20 i więcej pracowników, pozostawały w rękach państwa. Zaprzestano też przymusowego ściągania zboża od chłopów, a obowiązek jego dostarczania zamieniono na podatek, który miał dać chłopom poczucie traktowania ich przez państwo sowieckie zgodnie prawem. Chłopi mogli zachować to, co udało im się uzyskać z uprawy ziemi, prowadzić wolny handel i zatrudniać pracowników najemnych. Co prawda rok 1924 nawiązywał jeszcze do najgorszych praktyk z czasów Wojny Domowej (tym bardziej że nieurodzaj jaki ogarnął rosyjską wieś w tymże roku był tak duży, że państwo musiało ponownie konfiskować produkty rolne i nawet Dzierżyński pisał że taka praktyka nie powoduje polepszenia się wizerunku Partii wśród mas chłopskich, a wręcz przeciwnie, partia znów uważana jest za najgorszego "szatana", gdyż odbiera chłopom wszystko to, co udało im się wytworzyć). Aby zasypać podziały na linii miasto-wieś organizowano wypady na wieś z akcją masowego czytania książek chłopom, a po rozpoczęciu leninowskiej elektryfikacji, zaczęto nawet chłopom w chatach montować żarówki, co też budziło ogromną ciekawość ale i niezadowolenie, jako że w elektryfikacji upatrywano "czarciego podstępu" i zdarzało się że niszczono nie tylko żarówki, ale również słupy wysokiego napięcia. Oczywiście to jeszcze była pieśń przyszłości, ale państwo sowieckie postawiło sobie dwa główne cele: "Komunizm to władza sowiecka i elektryfikacja". Poza tym rok 1924 w rosyjskich miastach był związany ze wzrostem bezrobocia i masowymi zwolnieniami setek niewykwalifikowanych pracowników (co powodowało strajki i nowe bunty robotnicze w miastach).




22 lutego 1924 r. w Magdeburgu założono social demokratyczne stowarzyszenie weteranów pod nazwą Reichsbanner Schwarz-Rot-Gold ("Czarno-Czerwono-Złoty Sztandar Rzeszy"). Inicjatywa wyszła od Otto Hörsinga i Karla Höltermanna, którzy wciągnęli do współpracy przedstawicieli SPD, DDP (Niemieckiej Partii Demokratycznej) i katolickiej Partii Centrum. Z założenia miała być to formacja apolityczna i bezpartyjna, grupująca weteranów I Wojny Światowej (jednak najczęściej o lewicowych przekonaniach politycznych). Była to też organizacja ściśle męska, kobiet tam nie dopuszczano (tym bardziej że kobiety w czasie I Wojny Światowej w wojsku nie służyły, więc nie mogły być też weteranami). Reichsbanner Schwarz-Rot-Gold miała stać na straży niemieckiej konstytucji (z 11 sierpnia 1919 r.) i Republiki Weimarskiej. Do końca lat 20-tych organizacja ta liczyła ponad 1,5 miliona członków i była bodajże największą organizacją w Niemczech Weimarskich, a jej najpoważniejszym przeciwnikiem był "Związek Żołnierzy Frontowych Stahlhelm" - organizacja o nieco bardziej prawicowej barwie politycznej. Po dojściu Hitlera do władzy, w marcu 1933 r. organizacja ta została rozwiązana.

26 lutego w Monachium rozpoczął się proces o zdradę członków i autorów puczu monachijskiego Hitlera (8-9 listopada 1923 r.). Zakończy się on wyrokiem skazującym - 1 kwietnia tego roku (do czego jeszcze wrócimy).

Dwa dni później (28 lutego) prezydent Rzeszy Friedrich Ebert znosi stan wyjątkowy, wprowadzony 26 września 1923 r. na terenie całego kraju, w związku z rewolucyjnymi wystąpieniami zarówno lewicowymi jak i prawicowymi, wybuchającymi na terenie różnych niemieckich krajów. Po wprowadzeniu 15 listopada 1923 r. do obiegu tzw.: marki rentowej (Rentenmark), sytuacja ekonomiczna kraju zaczyna się stabilizować. Dzięki zagranicznym pożyczkom produkcja przemysłowa i handlowa zaczęła bardzo szybko rosnąć, a w roku 1928 dochód narodowy w Niemczech stanowił 150 % dochodu narodowego z roku 1913. Prosperita lat 20-tych postępowała, aż do krachu finansowego na Wall Street w październiku 1929 r.




3 marca 1924 r. tureckie Zgromadzenie Narodowe oficjalnie znosi Kalifat i wydala z kraju wszystkich przedstawicieli dynastii Osmanów. Również zostają zamknięte wszystkie muzułmańskie szkoły religijne i sądy. Jest to już ostatni element tworzenia nowego tureckiego państwa, po zniesieniu Sułtanatu (1 listopada 1922) i ogłoszeniu republiki (29 października 1923 r.). Kraj pod rządami Atatürka Mustafy Kemala Paszy (prezydent Turcji od 29 października 1923 r. przewodniczący Wielkiego Zgromadzenia Narodowego od 24 kwietnia 1920 r. Prezydentem pozostanie aż do swej śmierci - 10 listopada 1938 r.) przechodzi niezwykle przyśpieszony kurs modernizacyjny (sam fakt że w Turcji wprowadzono wówczas alfabet łaciński - co spowodowało że Turcy musieli się mentalnie przestawić na naukę zupełnie nowych liter, pokazuje jak silna była to rewolucja i jak głęboko dotknęła wszystkie praktycznie przejawy dotychczasowego życia społeczno-politycznego). Tworzy się zupełnie nowy kraj i... zupełnie nowy naród. 

W marcu odbyło się plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Miało się ono zająć nową rolą partii po klęsce październikowo-listopadowej rewolucji niemieckiej i wydarzeń krakowskich (z 6 listopada 1923 r.). Dotychczasowe przywództwo partyjne 3W (Warski-Wera-Walecki) starało się tym samym jakoś wytłumaczyć przed Kominternem i Moskwą ze swoich działań. Owe plenum było jednak już ostatnim zjazdem pod tym kierownictwem. Sypano jednak głowy popiołem, deklarując że brak było w partii umiejętności manewrowania politycznego, za wzór niedościgniony stawiając oczywiście partię bolszewicką. Szukano też winnych spośród "lewicy partyjnej", twierdząc że nie trzeba było pisać listów, tylko bardziej mobilizować masy do walki i tego typu pierdolety komunistyczne bez większego znaczenia. W lipcu 1924 r. w KPRP zajdą zdecydowane zmiany i władzę przejmie dotychczasowo marginalizowana partyjna lewica.




13 marca 1924 r. prezydent Rzeszy Friedrich Ebert przedterminowo rozwiązuje Reichstag. Powodem tego jest krytyka nadzwyczajnych pełnomocnictw rządu Wilhelma Marxa. Marx (kanclerz Rzeszy od 30 listopada 1923 r. po upadku Wielkiej Koalicji Gustawa Stresemanna - który notabene aż do swej śmierci w październiku 1929 r. we wszystkich kolejnych rządach pozostanie realizatorem niemieckiej polityki zagranicznej - o wybitnie antypolskim ostrzu) przewodniczący Partii Centrum, dąży do wprowadzenia dosyć drastycznych finansowych, gospodarczych i społecznych reform, które nie podobają się opozycji (a które związane są właśnie ze zbiciem inflacji i wprowadzeniem nowej niemieckiej waluty - marki rentowej). Dąży więc do uniemożliwienia debaty w parlamencie na ten temat i tutaj prezydent Ebert idzie mu w sukurs, rozwiązując Reichstag i wyznaczając nowe wybory na początek maja 1924 r. 

16 marca w Krakowie odbywa się I Zjazd Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej "Życie" - czyli grupy komunizujących działaczy, którzy opuścili ZNMS (będący legalną przybudówką Związku Młodzieży Komunistycznej zakazanej w Polsce).

21 marca prokuratura podczas monachijskiego procesu Adolfa Hitlera żąda dla niego 8 lat więzienia za zdradę stanu. Wszyscy oskarżeni (wraz z Ludendorffem) nie przyznają się do winy i jedynie Hitler oficjalnie twierdzi że - tak - pragnął obalić rząd, gdyż jest on hańbą na powojennym obliczu Niemiec i jeśli sąd skarże go na śmierć, gotów jest zginąć za Niemcy. Zresztą Hitler cały proces wykorzystuje do agitacji politycznej, wygłaszając długie przemowy, które robią ogromne wrażenie nie tylko na zebranych widzach, ale również na samym sędzim. Popularność Hitlera znacznie wzrasta.




24 marca amerykańska Izba Reprezentantów zatwierdza pakiet pomocowy w wysokości 10 milionów dolarów na zakup żywności dla niemieckich kobiet i dzieci. Tym sposobem (jeszcze przed przyjęciem planu Dawesa) kasa wszelkich form pomocowych i pożyczkowych płynie do Niemiec zwartym strumieniem, pozwalając im nie tylko stanąć na nogi ale i rozwinąć produkcyjną ekspansję.

11 marca 1924 r wraz z listem do rektora Uniwersytetu Wileńskiego - Parczewskiego, Marszałek Józef Piłsudski wysyła mu przyznaną przez rząd rentę w wysokości 2 miliardów marek polskich (oczywiście kwoty sprzed dewaluacji marki i wprowadzenia złotówki). Piłsudski w tym liście pisze: "Stanowi to wypłacane mi teraz miesięcznie coś w rodzaju pensji za uprzednie moje prace w państwie; wobec tego, że nie mogę się pogodzić z myślą, bym taką pensję brał na swe potrzeby - oddaję ją na te czy inne cele publiczne, wybierając te, które z moją poprzednią pracą w państwie najsilniej były związane". Piłsudski od tej chwili żyje tylko z wykładów i z książek (a nie są to zbyt duże dochody, co powoduje że wraz z rodziną żyje bardzo skromnie). Zresztą w kręgu Jego najbliższych współpracowników (Sławek, Prystor) było to dosyć popularne, a pieniądze nie były tam uważane za coś innego niż tylko środek służący do realizacji pewnego celu, natomiast na pewno nie służący do bogacenia się, gdyż bogacenie się nie uważano za najważniejsze w życiu człowieka (oczywiście ten stan rzeczy można zrozumieć i ja go nawet pochwalam, bo i ja nie przywiązuję do pieniędzy zbyt wielkich względów, aczkolwiek należy sobie powiedzieć że bez pieniędzy realnie tracimy swoją wolność i to trzeba sobie uzmysłowić. Choć oczywiście możemy mówić że jesteśmy wolni nie mając pieniędzy i czuć się nawet wolnymi, to realnie niczego nie osiągniemy nie mając nic na tym świecie).

12 marca decyzją Ligi Narodów ustalono ostatecznie nasze granice z Czechosłowacją na Spiszu. Kacwin i Niedzica zostały co prawda przyznane Polsce, ale Jaworzyna z doliną Białej Wody - Czechosłowacji. Byli tacy, którzy tę decyzję w Polsce mocno przeżyli, utożsamiając ją jako krzywdzącą.

16 marca włoski poeta, żołnierz i bohater I Wojny Światowej - Gabriele d'Annunzio, otrzymuje od króla Wiktora Emmanuela III dziedziczny tytuł księcia Nevoso. d'Annunzio był człowiekiem który ciągle poszukiwał silnych wrażeń i to zarówno na polu bitwy jak i alkowie. Fizycznie ten człowiek nie wyglądał na supermana, a wręcz przeciwnie - niewysoki, niezbyt przystojny, ale drzemała w nim niespożyta energii do walki, wielokrotnie wykazywał się w trakcie I Wojny Światowej bohaterskimi czynami, osobiście zgłaszając się do trudnych akcji bojowych wymagających nie tylko dużej odwagi, ale również sporej inteligencji. Ciągle mu było mało, więc ciągle chciał więcej, w 1909 r. zrobił nawet kurs szybowcowy - zafascynowany lotnictwem. Ale jego bojowe wyczyny to jedno, inna kwestia to jego niezwykły talent literacki, zresztą był to też człowiek bezkrytyczny wobec siebie samego i niezwykle arogancki pod tym względem (zapytany kiedyś który z włoskich pisarzy i poetów był największy w dziejach, odparł: "Dante, Leopardi i i ja. Wszyscy pozostali to gitarzyści"). I rzeczywiście jego dzieła prawie zawsze okazywały się bestsellerami, chociaż niestety zarówno w naszym kraju jak i w Niemczech czy krajach skandynawskich, o Rosji nie wspominając - jego twórczość jest praktycznie nieznana. Ale ten miłośnik przygód kochał nie tylko wojaczkę i literaturę, przede wszystkim bowiem kochał kobiety, od których wręcz nie mógł się opędzić (a jak wspomniałem wyżej, nie był żadnym adonisem). Miał tyle kochanek, że zrobił sobie z nich odpowiedni katalog i każdą umieścił w tym katalogu pod odpowiednią literą i cyfrą. Był też miłośnikiem nieco bardziej swobodnych praktyk seksualnych, a mianowicie lubił sadyzm łóżkowy i często okrutnie bił swoje kochanki pejczem po pośladkach lub plecach w czasie zabaw erotycznych. Kobiety tak bardzo pragnęły jego towarzystwa, że często rywalizowały ze sobą która pierwsza wyląduje w jego alkowie (chociaż zdarzało się że sypiał też z kilkoma na raz). Gabriele d'Annunzio warty jest również odnotowania co do jednej ważnej rzeczy, a mianowicie to właśnie on upowszechnił rzymski salut, który później wykorzystywał Benito Mussolini w faszystowskich Włoszech a w nazistowskich Niemczech Adolf Hitler. d'Annunzio był bowiem rozmiłowany w antyku i potędze Imperium Rzymskiego, pragnął bowiem jego odrodzenia i odtworzenia, a z Włoch uczynienia centrum śródziemnomorza. W roku w którym król Wiktor Emanuel III nadał mu tytuł księcia Nevoso, d'Annunzio miał już 61 lat.






d'Annunzio był również tym, który dokonał zajęcia miasta Fiume nad północnym Adriatykiem (11 września 1919 r.) i utrzymał je przez krótki czas, nie godząc się z planami zwycięskich mocarstw (Włochy również chodziły do tego grona), pragnących pozbawić Włoch tego miasta. Ostatecznie rozwiązano problem Fiume dopiero 27 stycznia 1924 r. traktatem włosko-jugosłowiańskim, na mocy którego samo miasto zostało przyłączone do Włoch, ale okoliczne tereny pozostały w granicach Jugosławii. W tym czasie we Włoszech coraz większą rolę zaczęli odgrywać faszyści, w końcu Benito Mussolini od 31 października 1922 r. stał na czele faszystowskiego rządu Włoch, ale nie miał jeszcze pełnej władzy. Już 14 stycznia 1923 r. król Wiktor Emmanuel na wniosek Mussoliniego zalegalizował ochotniczą milicję faszystowską. Zaczynały się nowy czasy, w których duce będzie chciał kontrolować nawet to, co Włosi jedzą, gdyż w latach 20-tych (mniej więcej około 1925) wydał bowiem bezwzględną walkę... spaghetti - ulubionej potrawie Włochów, ale o tym opowiem w kolejnych częściach.




CDN.

13 września 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVIII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XIV






POWRÓT DO MANISY
Cz. II



 A teraz znów na moment przenieśmy się na północ, do Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, gdyż właśnie wówczas, z początkiem roku 1447 wielki książę Kazimierz Jagiellończyk rozpoczął przygotowania do wyjazdu do Krakowa i odbycia własnej koronacji. Pomimo faktu że urodził się w Krakowie, w Polsce, język polski był jego pierwszym językiem, a także czuł się Polakiem, to będąc już władcą Litwy od siedmiu lat, związał się z tym krajem znacznie silniej i zanim wyjechał, musiał zabezpieczyć Litwę na wypadek nieprzewidzianych ataków z zewnątrz. W lipcu roku 1445 w bitwie pod Suzdalem poniósł klęskę i dostał się do niewoli Tatarów z Chanatu Kazańskiego wielki książę moskiewski Wasyl II. Moskiewski stolec objął wówczas jego konkurent polityczny, władca Uglicza - Dymitr Szemjaka. Wasyl jednak zebrał olbrzymią sumę na okup za siebie i już w październiku 1445 r. został przez Tatarów uwolniony, a następnie odzyskał Moskwę. W tym czasie 7000 oddział litewski urządził wypad w rejon Kaługi, zmuszając to miasto do zapłacenia okupu, jednocześnie był to ostatni epizod trwającej od 1442 r. wojny litewsko-moskiewskiej (chociaż pokój zawarty został dopiero w roku 1449). Jednak w lutym 1446 r. Wasyl został schwytany przez ludzi Dymitra Szemjaki w soborze sergiuszowskim (Ławra Trójcy Świętej) pod Moskwą, a następnie oskarżony o sprzyjanie Tatarom (zapytano się go: "Dlaczego tak kochasz Tatarów, że oddajesz im ruskie miasta na pożogę i zniszczenie, dlaczego tak cenisz pogan, że oddajesz im chrześcijańskiej ziemie?"). Następnie Wasyl został oślepiony z rozkazu Dymitra Szemjaki z zemsty za utratę jednego oka przez brata Dymitra - Wasyla Kosoja (notabene Kosoj sam sobie wyłupał oko, ale działo się to w trakcie walk z Wasylem II więc on został o to oskarżony), a następnie wysłany wraz z żoną do jednego z klasztorów, gdzie miał dokończyć żywota, zaś Dymitr Szemjaka w lutym 1446 r. został już oficjalnie wielkim księciem moskiewskim. Kazimierz Jagiellończyk uznał jednak ten właśnie moment za dogodny, aby wtrącić się w wewnętrzne sprawy Wielkiego Księstwa Moskiewskiego i zaoferował pomoc obalonemu Wasylowi II (na Litwie organizowano zaciągi dla owego kniazia). Zwolennicy Wasyla złożyli przysięgę obalonemu kniaziowi i w lutym 1447 r. przywrócili go na moskiewski stolec. To całkowicie zmieniło dotychczasową politykę Kazimierza względem Wasyla i tak już 20 lutego 1447 r w Wilnie przyjął on hołd lenny od władcy księst nowosilskiego i odojewskiego nad Oką - Fedora Lwowicza, który miał zabezpieczać granice Litwy przed ewentualnym atakiem Wasyla moskiewskiego. 




Kazimierz - jeszcze przed wyjazdem z Wilna - nadał też bojarom litewskim (2 maja 1447 r.) wszystkie przywileje szlachty polskiej, a przede wszystkim przywilej bezpieczeństwa osobistego, który gwarantował litewskim bojarom iż nie mogą zostać uwięzieni, ani też ich majątek nie może zostać skonfiskowany, dopóki wcześniej sądownie nie udowodni im się winy (prawo "Neminem Captivabimus..." wprowadzone zostało w Koronie Królestwa Polskiego już w roku 1425, ale weszło w życie dopiero w 1430, aczkolwiek po raz pierwszy skutecznie zostało zastosowane w roku 1427 w czasie oskarżenia królowej Sonki o cudzołóstwo. To właśnie wówczas Władysław II Jagiełło zwolnił przebywającego w lochu rycerza Hińczę z Rogowa - oskarżonego o intymne kontakty z królową - właśnie na mocy tego prawa, które tak naprawdę jeszcze wówczas nie weszło w życie, czyli była to królewska dobra wola aby ostatecznie oczyścić królową Sonkę i wszystkich którzy byli w to zaangażowani z zarzutów zdrady). Teraz tym samym prawem mogli cieszyć się bojarzy litewscy. Dodatkowo Kazimierz zniósł również odpowiedzialność zbiorową w sprawach karnych (z wyjątkiem zarzutu zdrady stanu), zwolnił poddanych bojarów z wszelkich opłat na rzecz wielkiego księcia (czyli siebie samego), a także zezwolił bojarom opuszczać Wielkie Księstwo czy to dla szukania sławy rycerskiej, czy też dla zdobywania wiedzy. Kazimierz bowiem pragnął pozostawić po sobie dobrą pamięć wśród Litwinów i uniemożliwić im podjęcie jakichkolwiek prób wyboru innego niż on władcy na wielkoksiążęcy stolec w Wilnie. Następnie Kazimierz Jagiellończyk opuścił Wilno i udał się na swą koronację do Krakowa.




Oczywiście przyjazd nowego króla musiał być odpowiednio przywitany, zatem królowa-matka Zofia (Sonka) Holszańska powitała syna w Sandomierzu, a w Nowym Mieście Korczynie (nieopodal Krakowa) spotkał się Kazimierz z biskupem krakowskim Zbigniewem Oleśnickim i wojewodą Janem Tęczyńskim. 23 czerwca 1447 r. Kazimierz uroczyście wjechał do Krakowa, witany wszędzie radosnymi okrzykami i wiwatami swych przyszłych poddanych (wcześniej jeszcze, przed bramami krakowskiego grodu spotkał się z prymasem Wincentem Kotem i innymi biskupami Korony, a także władzami Akademii Krakowskiej). Król najpierw udał się do Katedry Wawelskiej (którą następnie hojnie obdarował), gdzie modlił się wraz z poddanymi w intencji pomyślności swego panowania. Towarzyszyła mu tam matka, która ledwie co mogła ukryć radość z powodu powrotu syna do kraju i jego koronacji. Nad drugi dzień (24 czerwca) zjechali się do Krakowa książęta mazowieccy - Bolesław i Władysław, oraz czterech książąt śląskich. W orszaku króla z Litwy przybyli zaś stryj Kazimierza - Świdrygiełło, wujowie ze strony matki - Wasyl Krasny Drucki i Jurij Diemianowicz Holszański, a także krewny ojca - Wasyl Olelkowicz - książę kijowski. Sama koronacja królewska odbyła się 25 czerwca, a dokonał jej biskup gnieźnieński i prymas Polski - Wincenty Kot. Obecni byli także biskupi krakowski, włocławski, płocki i kamieniecki, a także arcybiskup Lwowa. W czasie tej koronacji po raz pierwszy pewne funkcje w otoczeniu monarchy pełnili także ludzie świeccy, jak choćby kasztelan krakowski który trzymał koronę na złotej tacy, wojewoda krakowski trzymał berło, wojewoda poznański królewskie jabłko, a wojewoda sandomierski Szczerbiec - miecz koronacyjny królów polskich (legenda głosi że jego wyszczerbienie wzięło się od uderzenia nim w Złotą Bramę kijowską przez króla - choć jeszcze nie koronowanego - Bolesława I Chrobrego w roku 1018, ale jest to tylko piękna legenda, tak naprawdę ów miecz powstał znacznie później). Ceremonia przebiegła wyśmienicie, aczkolwiek astrolodzy stwierdzili że koniunkcja planet jest niesprzyjająca i że koronacja odbyła się w "złym dniu", ale tego już nie można było cofnąć (😉). Kazimierz - nowy król Polski (w chwili koronacji miał 20 lat, jego matka zaś około 40) - spędzał teraz kolejne dni praktycznie jedynie w towarzystwie matki. Wspólnie wyjeżdżali na przejażdżki i na polowania i w ogóle spędzali w swoim towarzystwie mnóstwo czasu. Ale Kazimierz musiał wracać do Wilna, i tak też się stało w kilka tygodni po jego koronacji, ponownie opuścił matkę, Kraków i swoich polskich poddanych (Sonka powiedziała że wkrótce odwiedzi go w Wilnie, aczkolwiek nie lubiła tam jeździć - chociaż z pochodzenia była Litwinką. Być może głównym powodem tej niechęci był fakt, że w Wilnie trudno jej było utrzymać ogromny dwór jaki posiadała i jaki ze sobą wszędzie zabierała).


KRÓLOWA-MATKA 
ZOFIA (SONKA) HOLSZAŃSKA





A tymczasem (jak już wspominałem w poprzedniej części) w Dimotyce (czyli już po europejskiej stronie cieśnin dardanelskich) niewolnica imieniem Gulbahar (najprawdopodobniej była chrześcijanką z Albanii, a potem już jako niewolnica i konkubina następcy tronu Mehmeda Celebiego musiała przyjąć islam) w grudniu 1447 r. powiła syna, któremu następnie nadano imię Bajazyd (na cześć pradziada Mehmeda - Bajazyda I Błyskawicy). Skoro już zimą 1447 r. (czyli w roku po oddaniu władzy w ręce swego ojca Murada II) Mehmed Celebi przebywał po europejskiej stronie cieśnin, to znaczy że ojciec wydał mu taki rozkaz (sam z pewnością nie opuściłby Manisy, narażając się na gniew sułtana). Rzeczywiście, Murad przygotowywał się do kolejnej wyprawy (po rozbiciu Związku Peloponeskiego w latach 1446-47 i ponownemu podporządkowaniu sobie Attyki, Tebajdy, Lokrydy i oczywiście z samego Peloponezu - rządzonego przez Konstantyna Paleologa, o czym pisałem już w poprzedniej części), tym razem przeciwko Albanii, w której coraz większe postępy czynił Jerzy Kastriota z Amathii - dawny poddany a nawet osmański żołnierz, teraz zwany Skanderbegiem - przywódcą i ojcem wszystkich Albańczyków, który za punkt honoru postawił sobie wypędzenie Osmanów ze swych rodzinnych ziem). Prawdopodobnie obecność Mehmeda w Dimotyce była związana z transportem miedzi i cyny oraz ludwisarzy z Anatolii, których nakazał mu ściągnąć ojciec do spodziewanej kampanii albańskiej, ale zapewne już latem 1448 r. Mehmed Celebi ( wraz ze swoją ukochaną, matką jego syna) powrócił do Manisy. Ale w tym właśnie czasie pojawiło się inne niebezpieczeństwo - północne. Odżyły bowiem Węgry, które teraz pragnęły pomścić klęskę, zadaną im cztery lata wcześniej przez Osmanów pod Warną, i na tym właśnie musiał skupić się sułtan Murad.




Fryderyk III Habsburg, król Niemiec i książę Styrii, Karyntii i Karnioli w dalszym ciągu nie zezwalał na wyjazd 8-letniego wówczas Władysława Pogrobowca na Węgry, aby tam mógł wreszcie zasiąść na tronie (gdzie oczekiwano jego przybycia w coraz większą determinacją i niepokojem). Od Sejmu z roku 1446 pełna regencja w czasie nieobecności króla w kraju, została skupiona w rękach wielkiego magnata Jana Hunyady'ego, który już w roku 1447 zapewnił sobie prawo wyłącznego administrowania dochodami królewskimi i ściągania dochodów królewskich. Wszystko bowiem teraz było postawione w kierunku odtworzenia armii i pomszczenia klęski warneńskiej i rzeczywiście, uniezależniając się (a przede wszystkim finansowanie nowej armii) od kaprysów wielkich baronów, Hunyady stworzył potężną armię zaciężną, złożoną w ogromnej większości z Polaków, Czechów i Niemców, natomiast Węgrów było tam niewielu. Od kierowania tą armią odsunął również magnatów węgierskich, a ułatwiała mu to deklaracja złożona jeszcze na Sejmie roku 1446, iż sam ma dbać o finansowanie armii i obronę państwa. Oczywiście oprócz silnego wojska warto również mieć sojuszników, i o to też starał się Jan Hunyady, ale na tym polu nie odniósł większych sukcesów (Europa była zmęczona kolejnymi nawoływaniami do odepchnięcia zagrożenia osmańskiego, a także przerażona konsekwencjami, jakie chociażby przyniosła Warna). Jako swego sojusznika widział Hunyady despotasa Serbii Jerzego Brankovicia (ojca sułtanki Mary), tym bardziej że w tym właśnie czasie zaręczył on swego syna Władysława Hunyady'ego z wnuczką Brankovicia - Elżbietą, ale wsparcia nie uzyskał. Na jego apel o wspólną wyprawę krzyżową przeciw Osmanów, Branković odpowiedział już nie dysponuje odpowiednimi siłami, a jak sądzi również Hunyady nie dysponuje wojskiem zdolnym oprzeć się potędze Murada II, dlatego lepiej nie drażnić lwa, bo konsekwencje mogą być tragiczne (Branković obawiał się, że jeśli zerwie dobry układ jaki obecnie ma z Muradem, to ponownie utraci Serbię, a tego nie chciał; tym bardziej że był już stary i wolał stabilizację niż ciągłe ucieczki i szukanie nowych sojuszników oraz walki o odzyskanie dawnego władztwa. Po co walczyć, skoro można na stare lata grzać zreumatyzowane stopy przy kominku 🥴).




Signora również odrzuciła apel Hunyady'ego o przyłączenie się do krucjaty anty-osmańskiej. Wenecja niedawno przecież zawarła dobry układ polityczno-handlowy z Muradem (o czym pisałem w poprzednich częściach), po co więc miałaby teraz psuć sobie dogodną umowę handlową jakąś zawarła, tylko żeby znowu przelewać krew w niepewnej wojnie. Zdeterminowany Jan Hunyady pisał listy nawet do Alfonsa V - króla Aragonii, Sycylii i Neapolu (w tym ostatnim kraju panował jako Alfons I). Ten, chociaż wspierał finansowo i politycznie Skanderbega w Albanii, to jednak sam nie zamierzał angażować się w krucjatę anty-osmańską. Pozostał jeszcze autorytet papieża, a w marcu 1447 r. nowym papieżem (po śmierci z końcem lutego Eugeniusza IV) został wybrany na konklawe Toskańczyk - 50-letni Tomasso Parentucelli/Mikołaj V, który kapelusz kardynalski otrzymał zaledwie trzy miesiące przed swym wyborem na papieża. O ile Eugeniusz IV zamierzał przywrócić majestat papiestwa oraz jego potęgę (między innymi dlatego angażował się w wyprawę Władysława Jagiellończyka przeciwko Osmanom) o tyle Mikołaj V nie był człowiekiem miecza, a raczej humanistą rozmiłowanym w pięknie antyku i jego twórcach. Od walk w obronie wiary Chrystusowej, wolał zacisze własnych komnat, gdzie wertował dzieła Cycerona, Seneki czy Wergiliusza; A poza tym na własnym podwórku w samym Rzymie miał wiele innych problemów (jak choćby konflikt z królem Aragonii Alfonsem V, gdzie wojska neapolitańskie praktycznie stały pod Rzymem, a także problem wewnętrzny z niejakim Stefano Porcaro - republikaninem który nawoływał lud do wygnania papieży z Rzymu i odnowienia Republiki Rzymskiej). Papież więc również nie zamierzał przyjść z pomocą Hunyady'emu. Nowy papież oczywiście twierdził że jak najbardziej popiera szczytną misję wyprawy krzyżowej przeciwko niewiernym Osmanom i ogłasza dyspensę dla wszystkich, którzy wezmą w niej udział, a także Marcin V nadał Hunyady'emu tytułu księcia, ale poza tym nie było żadnego wsparcia, nawet finansowego. W swym gorzkim liście, jaki wówczas Hunyady napisał do papieża, twierdził że jeśli ma zasłużyć na miano księcia Stolicy Piotrowej, to musi uzyskać realne wsparcie w walce z niewiernymi, bo inaczej ów tytuł nic nie znaczy, odpowiedzi nie było.




Mimo to w połowie września 1448 r. Hunyady postanowił rozpocząć nową wojnę z Osmanami (z 8 września datowany jest jeszcze jego list do papieża Marcina V, gdy stał w Kovinie nad Dunajem naprzeciw Belgradu. Despotes Serbii Jerzy Branković już wcześniej ostrzegł sułtana Murada że do takiej inwazji dojdzie (wolał bowiem się ubezpieczyć i na wypadek gdyby - jak sądził - Turcy znów okazali się zwycięzcy, to jego czyn zostałby uznany przez sułtana za przyjacielski, a co za tym idzie, zdobyłby sobie względy Murada i utrzymał władzę). Wojsko Hunyady'ego (złożone głównie z Polaków, Czechów i Niemców w liczbie ponad 24 000 żołnierzy piechoty i jakiś 7000 jazdy) wkroczyło do Serbii, którą traktowano jak kraj nieprzyjacielski, przez co łupiono i palono wsie oraz miasteczka. Po drodze dołączyło jakieś 8000 zbrojnych, wysłanych przez hospodara Wołoszczyzny  -Władysława II. 17 października 1448 r. (po trzech tygodniach od wymarszu) rozłożył się Hunyady obozem na Kosowym Polu w Serbii, gdyż tam właśnie drogę zastąpił mu ze swą armią Murad II (Kosowe Pole zostało zapewne celowo wybrane przez Turków jako miejsce bitwy, gdyż w 1389 Turcy rozbili tam wojska serbskie, czyniąc z Serbii poddaną sobie ziemię). Teraz obie strony szykowały się do ostatecznej bitwy.


CDN.
 

12 września 2026

DEMETRIUSZ, PYRRUS, ARATOS... - Cz. VII

PRAWDZIWI "CELEBRYCI" 
EPOKI HELLENISTYCZNEJ





I
DEMETRIUSZ POLIORKETES
(337-283 r. p.n.e.)
Cz. VII




 W tym też czasie (318 r. p.n.e.) Ptolemeusz osobiście przypłynął na czele floty z Aleksandrii do portu Zefyrion w Cylicji, starając się nakłonić dowódców Srebrnych Tarcz do nie ulegania Eumenesowi. Słał do nich listy, prosząc aby nie dawali mu żadnych pieniędzy i aby nie powierzali mu królewskiego skarbca z Kyindy. Było na to już jednak trochę za późno i listy Ptolemeusza trafiały w próżnię. Wówczas do działania przystąpił Antygon, posyłając do dowódców Srebrnych Tarcz swego przyjaciela (prawdopodobnie był on satrapą Cylicji) - Filotasa, który miał przekonać (czytaj - przekupić) wodzów, aby wystąpili przeciwko Eumenesowi. Spotkał się on więc osobno najpierw z Antygenesem a następnie z Teutamosem, obiecując im ogromne pieniądze i jeszcze większe ziemie pod zarząd, jeśli tylko opuszczą Eumenesa i przyłączą się do Antygona. Antygenes okazał się jednak odporny na obietnice Filotasa, wymówił się też stwierdzeniem iż taka była wola królów, dlatego też poparł Eumenesa. Znacznie łatwiej Filotasowi poszło z Teutamosem, który za obietnice znacznych pieniędzy i własnej satrapii zgodził się opuścić Eumenesa. Jednak aby Srebrne Tarcze mogły zmienić stronę i przyłączyć się do Antygona, potrzebna była również zgoda drugiego dowódcy, czyli Antygenesa a Teutamos obiecał że przekona go do zmiany decyzji. Jednak gdy doszło do spotkania obu wodzów okazało się, że to raczej Antygenes przekonał do swoich racji Teutamosa niż na odwrót. Stwierdził bowiem że Antygon gdy urośnie w siłę, odbierze im ich prowincje i przekaże je swym przyjaciołom, natomiast Eumenes jako Grek niemający większego wpływu na armię macedońską nie odważy się tego uczynić i jeśli oni dochowają mu wierności, on nie tylko będzie traktował ich jak przyjaciół, ale jeszcze doda im nowe satrapie pod zarząd. To logiczne rozumowanie przekonało Teutamosa i znów okazało się że szczęście ciągle nie opuszcza Eumenesa - którego zaczęto nazywać "wybrańcem bogów".




Widząc że jego argumenty nie działają i obawiając się że może zostać aresztowany i wydany Eumenesowi, zaczął Filotas zwracać się do zwykłych żołnierzy z korpusu Srebrnych Tarcz, którym również obiecywał pieniądze za zdradę. Stwierdził też że ma przy sobie list napisany przez Antygona i że należy go odczytać przed frontem wojska. I tak też się stało (gdyż żołnierze wymusili jego odczytanie na swych dowódcach). W liście tym Antygon obiecywał wszystkim nagrody pieniężne w zamian za pochwycenie i zabicie Eumenesa, stwierdzał też, że jeśli rozkaz jego nie zostanie wykonany, przybędzie on ze swą armią i potraktuje Srebrne Tarcze jak swych nieprzyjaciół. Zapanowała więc konsternacja jak należy postąpić, przyjąć żądanie Antygona i wystąpić przeciwko woli królów, czy też pozostać im wiernym i narazić się na gniew Jednookiego? Rozważania te przerwało przybycie do obozu samego Eumenesa, któremu list ów okazano, a ten stwierdził że nie ma tutaj nad czym deliberować, tylko należy wykonać rozkaz królów i aresztować zdrajcę Filotasa. Tak też się stało a żołnierze Srebrnych Tarcz ponownie złożyli przysięgę na wierność Eumenesowi, co jeszcze bardziej umocniło jego pozycję i utwierdziło resztę w przekonaniu, że naprawdę jest on dzieckiem szczęścia. Następnie Eumenes polecił udać się do Fenicji aby tam przejąć władzę nad fenicką flotą i wysłać ją do Macedonii, ku wsparciu sił inwazyjnych Poliperchona, przygotowujących się do przeprawy do Azji Mniejszej w celu ukarania zdrajcy Antygona.


GREK EUMENES z KARDII MIAŁ RZECZYWIŚCIE W TYM CZASIE BARDZO DUŻO SZCZĘŚCIA, CO PRZYCIĄGAŁO DO NIEGO DAWNYCH ŻOŁNIERZY ALEKSANDRA WIELKIEGO
MOŻNA WIĘC GO NAZWAĆ "EUMENESEM SZCZĘŚLIWYM"



Tymczasem Poliperchon miał w Helladzie nieco problemów z Kassandrem - synem zmarłego w 319 r. p.n.e. regenta Antypatra (pomińmy jednak na razie ten konflikt i związane z nim działania wojenne, gdyż bezpośrednio nie dotykają one ani osoby Antygona, ani tym bardziej jego syna Demeteriusza Poliorketesa który jest przecież głównym bohaterem tej serii. Jednak pozwolę sobie powrócić do tych wydarzeń w kolejnych częściach, aby przedstawić pełny obraz ówczesnej rzeczywistości). Regent polecił flocie dowodzonej przez Klejtosa, aby strzegła cieśnin i uniemożliwiła ewentualną próbę przedostania się wojsk Antygona do Tracji i Macedonii. Klejtos przekonał do siebie miasta Propontydy i połączył się z wojskami satrapy Frygii Hellesponckiej - Arridajosa, zamkniętego przez Antygona w Kios (o którym pisałem w poprzedniej części), jego samego zaś (mowa o Arridajosie) - na polecenie Poliperchona - zamykając w lochu. Ku Propontydzie zdążał jednak Nikanor ze Stagiry (komendant macedońskiej załogi twierdzy Munichia w ateńskim porcie Pireus, mianowanym na to stanowisko właśnie przez Kassandra w 319 r. p.n.e. w miejsce Menyllosa) na czele macedońskiej floty, która liczyła ponad 100 okrętów. Pewny swego Nikanor dopadł okręty Klejtosa nieopodal greckiego Bizantion (czyli dzisiejszego Stambułu). Rozpętała się bitwa, która zakończyła klęską butnego Nikanora (318 r. p.n.e.), stracił on bowiem aż 17 okrętów zatopionych i prawie 40 zdobytych wraz z załogami przez siły Klejtosa. Antygon w tym czasie przebywał w rejonie Kyzikos i gdy tylko dowiedział się o klęsce, natychmiast przygotował pozostałe okręty którymi jeszcze dysponował, załadował na nich swoich łuczników i posłał je na morze. Tymczasem żołnierze Klejtosa po zwycięstwie zeszli na ląd aby odpocząć, niektórzy kąpali się w morzu, inni opalali na brzegu całkowicie nieprzygotowani do walki. Nagle zaczęły dosięgać ich strzały wypuszczane z okrętów wysłanych przez Antygona, co bardzo szybko doprowadziło do paniki. Żołnierze i marynarze Klejtosa teraz czym prędzej starali się dostać na okręty, ale nie było to łatwe, ponieważ obładowani byli zarówno zdobytymi w bitwie łupami, jak i jeńcami, których należało również umieścić na okrętach. To wszystko razem wzięte spowodowało, że nim żołnierze Klejtosa zdołali dostać się na okręty, to duża część z nich poległa od strzał łuczników Antygona. Las strzał wypuszczanych w ich kierunku i okoliczne plaże usiane trupami, wzbudziły jeszcze większą panikę. Wówczas Antygon wysłał drugą część okrętów załadowaną przez swych żołnierzy piechoty (do których wcześniej wygłosił płomienną mowę, mówiąc że wszystko zależy od nich, od ich męstwa, poświęcenia i bohaterstwa i jeśli wytrwają - zdobędą nieśmiertelną sławę). Okręty Antygona spadły znienacka na nieprzygotowaną do boju flotę Klejtosa, a żołnierze wykazując hart ducha, walczyli równie dzielnie na morzu jak na lądzie. Okręty Antygona wbijały się więc taranami w statki Klejtosa przepoławiając część okrętów, innym łamiąc wiosła, a jeszcze inne zdobywając w abordażu.






Ostatecznie w drugiej bitwie w rejonie Bizantion flota Klejtosa została w całości albo zatopiona albo zdobyta, a on sam zbiegł tylko na jednym okręcie i wylądowawszy w Tracji, wkrótce potem wpadł w ręce żołnierzy Lizymacha (władającego satrapią tracką osiłka - który lubił popisywać się swą siłą) i został przez nich zabity. Zwycięstwo Antygona było więc całkowite a Poliperchon stracił swą flotę i możliwość inwazji na Azję Mniejszą, jednocześnie Eumenes został odcięty od Macedonii i zdany na własne siły. Teraz Antygon postanowił rozprawić się już otwarcie z samym Eumenesem, czyli głównym przeciwnikiem jakiego miał w Azji. Eumenesowi nie udało się zaś opanować floty fenickiej i posłać ją jako wsparcie regentowi, dlatego też postanowił opuścić Fenicję (gdzie spodziewał się również ataku Ptolemeusza) i pomaszerować do Górnych Satrapi (w tym przypadku do Babilonii). Był to krok nieco brawurowy, żeby nie powiedzieć niebezpieczny, ponieważ tym samym Eumenes oddalał się jeszcze bardziej od wsparcia z Macedonii, jednocześnie będąc otoczonym przez wrogów: Antygona, Ptolemeusza oraz tych macedońskich satrapów, których spotkał na Wschodzie. Z drugiej jednak strony zapewne Eumenes nie czuł się jeszcze gotowy do bezpośredniej konfrontacji z Antygonem, a do tego musiałby być przygotowany, gdyby postanowił wrócić do Cylicji lub Kapadocji. Wierzył jednak w swą gwiazdę i wsparcie bogów a przede wszystkim w swój intelekt, który już nie raz ocalił mu życie (należy jednak tutaj dodać że Antygon, który był jego przeciwnikiem, był równie inteligentny, czego dowiodła choćby druga bitwa pod Bizantion). Przybycie Eumenesa do Babilonii nie spodobało się jednak tamtejszemu satrapie Seleukosowi (który objął władzę w tej prowincji w czasie nowego podziału Imperium Aleksandra zawartemu na zjeździe w Tripadejsos w 321 r. p.n.e.). Seleukos - późniejszy założyciel dynastii Seleucydów władającej ogromnymi terenami Azji (i będącej śmiertelnym konkurentem rodu egipskich Ptolemeuszy), nie zamierzał wpuszczać Eumenesa do swojej satrapi i gdy ten tylko się pojawił, przywitał go z wojskiem nad rzeką Tygrys. Zająwszy lepszą pozycję, zaatakował siły Eumenesa z zaskoczenia i zaczął zyskiwać przewagę. Dodatkowo jednak postanowił pomóc sobie w inny sposób, a mianowicie zerwał kanał nad Tygrysem, doprowadzając do zalania pól na których stała armia Eumenesa, co spowodowało że żołnierze ci broczyli prawie po szyję w wodzie.




Sytuacja zaczęła przybierać dla Eumenesa bardzo niekorzystny obrót, gdyż żołnierze - brocząc w wodzie - nie mogli odpierać ataków wroga i osłaniać się przed jego strzałami. Wydawało się więc że klęska wybrańcy bogów jest teraz pewna a jego gwiazda wreszcie zgaśnie. Nic bardziej mylnego, bowiem po raz kolejny okazało się że Eumenes rzeczywiście musiał mieć jakieś kontakty z siłą wyższą - albo po prostu był tak genialny. Wydostawszy się z wody na pewne wzniesienie, nakazał wycofać część wojska w celu stworzenia osłony z tarcz, części zaś polecił przekopać teren w taki sposób, aby wodę skierować w przeciwnym kierunku, na te pozycje, na których stało wojsko Seleukosa. Ponieważ jednak siły satrapy Babilonii stały na wzniesieniu, nie ucierpiały one zbytnio, ale ten manewr pozwolił armii Eumenesa wycofać się i uniknąć całkowitej klęski (druga połowa 318 r. p.n.e.). Wyprowadziwszy cało wojsko z tej katastrofalnej dla nich sytuacji, tym samym Eumenes jeszcze bardziej przywiązał do siebie zwykłych żołnierzy i wyrobił w nich tym silniejsze przekonanie o swej boskiej protekcji. Wycofał się teraz do Persydy, do tamtejszego satrapy Peukestasa (Podział Imperium Aleksandra z Tripadejsos - 321 r. p.n.e.), wiodąc ze sobą 15 000 żołnierzy piechoty i 3300 jazdy. Peukestas powitał go znacznie bardziej gościnnie niż Seleukos, a będąc w Suzie wysłał stamtąd Eumenes listy do innych satrapów, domagając się posiłków i pieniędzy (oczywiście w imieniu królów, a nawet samego władcy Aleksandra, który przecież oficjalnie ciągle dowodził jego armią, choć wielki król nie żył już od ponad pięciu lat). W Persydzie (u boku Peukestasa) spędził Eumenes zimę z 318 na 317 r. p.n.e. Na wiosnę zaś - wsparty posiłkami - zamierzał zadać ostateczny cios Antygonowi.




CDN.
 

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...