Enki abdykował, jednak nie uczynił tego z własnej woli, został do tego zmuszony dwoma czynnikami - wybuchem jawnej rebelii Białych Atlantów w kraju Hem-Ta, oraz silnym naciskiem ze strony swego syna - Marduka, który w tym czasie powrócił ze swego wygnania (rejony dzisiejszej Palestyny i Libanu) i zażądał od ojca by zrzekł się tronu na jego korzyść, gdyż tylko on wie jak położyć kres rebelii. Tak właśnie się stało i Marduk koronowany został (jako RA Wszechwiedzący) na kolejnego władcę Górnego Egiptu z dynastii Nibiruan z Edenu. Tymczasem rebelia Białych Atlantów przerodziła się w krwawą wojnę domową pomiędzy zwolennikami kultu Ozyrysa, a wyznawcami religii "Synów Beliala". Podobnie jak niegdyś na Atlantydzie, tak teraz na egipskiej ziemi walczyli ze sobą zwolennicy obu religijnych nurtów (te tradycje przetrwają w pamięci późniejszych starożytnych Egipcjan, a ich efektem będzie chociażby czasowe zdobywanie wpływów przez kapłanów wywodzących się od boga RA, lub też boga Ozyrysa. Odnowienie kultu Ozyrysa w społeczności egipskiej nastąpi po I Okresie Przejściowym - od ok. 2 200 r. p.n.e., gdy kraj ponownie zostanie ogarnięty wojną domową i walkami o władzę).
Żadna jednak ze stron nie potrafiła zwyciężyć w tych krwawych wojennych zmaganiach. W tym właśnie "gorącym" okresie wewnętrznych waśni, przybył do Górnego Egiptu pewien mężczyzna. Był to stary kapłan zakonu "Synów Beliala" o imieniu RA-TA. Urodził się on jeszcze na Atlantydzie (przed zagładą wyspy), lecz nie dane mu było się tam wychowywać. Jego ojciec (również kapłan), tuż przed katastrofą udał się z całą rodziną na tereny dzisiejszej Hiszpanii (a raczej na północne tereny wokół Pirenejów), gdzie otrzymał zadanie wzniesienia świątyni zakonu i objęcia tam swego patronatu. Według channelingów, ojciec kapłana Ra-Ta wprowadził na tych ziemiach sprawiedliwe prawa i zasady i dopomógł wielu ludziom, jednocześnie przyciągając ich do wiary zakonu "Synów Beliala". Gdy Atlantyda zatonęła (ok. 12 500 r. p.n.e.), przyjmował kolejnych uciekinierów, zapewniając im wikt i opierunek. Ojciec Ra-Ta był nie tylko kapłanem, lecz także naukowcem (a konkretnie matematykiem), który dzięki swym doświadczeniom uratował wielu rozbitków, próbujących przedostać się (po zagładzie Poseidii) na kontynent europejski. Potem przeniósł się do Egiptu (kraj Magan).
Tam też dorastał i wychowywał się Ra-Ta, który od początku przeznaczony został do stanu kapłańskiego. Po ojcu odziedziczył zamiłowanie do nauki i nowych odkryć (okazał się doskonałym inżynierem i budowniczym maszyn ułatwiających pracę robotnikom). Gdy został już kapłanem, sam projektował i rozbudowywał świątynie zakonu na terenie Dolnego Egiptu. W czasach rządów Enkiego wielokrotnie podróżował do kraju Hem-Ta. Podczas tych wojaży częstokroć odwiedzał świątynie "Jednego Prawa" i przybytki kultu Ozyrysa (uczestniczył również w mszach). Dążył do pojednania obu zwaśnionych religii. Dzięki temu zyskał sobie wielki szacunek Czerwonoskórych Tolteków (a potem również Nagów), oraz Białych Atlantów. Nie wszystkim się jednak podobały jego wezwania do pojednania i moralne napominania. Atlanci coraz bardziej zatracali się w niczym nie skrępowanych dewiacjach seksualnych (kazirodztwo, seks z nieletnimi, ze zwierzętami itd.). Panował wszechobecny kult ciała, a seksualność została podniesiona do formy religijnej konieczności (i wręcz nakazu każdego człowieka, gdyż piękno stało się nie tylko wizytówką, ale wręcz wyznacznikiem osobowości).
Ra-Ta nawoływał, upominał i błagał o opamiętanie się oraz powrót do duchowych zasad moralności i wewnętrznej samodyscypliny. Nie dzielił nikogo ze względu na wyznanie, kolor skóry czy płeć, apelował do wszystkich i (jeśli uznawał to za konieczne) ostro karcił. Był wrogiem wszelkich odhumanizowanych praktyk seksualnych (szczególnie seksu z nieletnimi i stosunków ze zwierzętami), był też wielkim wrogiem niewolnictwa. Enki bardzo cenił jego rady i wielokrotnie zapraszał go do swego pałacu. Teraz, gdy w Górnym Egipcie wybuchła rebelia, Ra-Ta postanowił powrócić do tego kraju i dopomóc nowemu władcy w rozwiązaniu napięć trapiących mieszkańców obu tamtejszych ras. Jednak srogo się zawiódł - Marduk nie tylko nie życzył sobie jakichkolwiek rad, ale wręcz otwarcie sprzeciwił się wizycie kapłana w jego kraju, a gdy ten mimo wszystko przybył - czynił wszystko by podważyć jego wiarygodność i nauki.
REFORMA RELIGIJNA KAPŁANA RA-TA
PRZYWRÓCENIE POKOJU I ŁADU MORALNEGO
W PAŃSTWIE
KAPŁAN RA-TA
Tak więc kapłan Ra-Ta - przybywając do Górnego Egiptu (wówczas ten kraj nosił nazwę HEM-TA), nie spotkał się ani z życzliwością, ani ze wsparciem króla Marduka/Ra, który nie życzył sobie jakiejkolwiek pomocy w rozwiązaniu konfliktu wewnętrznego w kraju w którym panował. Mimo to ogromny szacunek i poważanie jakim cieszył się w Górnym (i Dolnym) Egipcie kapłan Ra-Ta, spowodował że jego powrót do kraju Hem-ta stał się zaczątkiem poważnych zmian. Kapłan po przybyciu spotkał się z przedstawicielami dwóch walczących stron, starając się namówić ich do zaprzestania bratobójczej walki. Ponieważ początkowo jego zabiegi nie osiągały sukcesu (również ze względu na knowania samego Marduka), Ra-Ta zaczął ponownie wychodzić do ludzi. Na jego kazaniach gromadziły się ogromne tłumy i to zarówno zwolenników kultu Ozyrysa, jak i wyznawców religii "Synów Beliala" (Wyspa, która stworzyła te dwa kulty już wówczas nie istniała, natomiast można było pogodzić zwaśnionych stronników jednej i drugiej strony na nowej ziemi, właśnie w Górnym Egipcie). Odbył szereg bezpośrednich spotkań, przeprowadził mnóstwo przemówień i odprawił wiele kazań i dopiero wówczas jego zabiegi zaczęły przynosić skutek. Obie skonfliktowane ze sobą strony zaprzestały dalszych walk. To był dopiero pierwszy krok, gdyż kapłan Ra-Ta zamierzał odnowić dawne (w dużej mierze zapomniane już) prawa z odległych czasów I Imperium Atlantydy. Nie chodziło tu jednak o prawa polityczne, a moralne, chodziło o odnowę duchową społeczeństwa kraju Hem-Ta.
Ra-Ta zaczął więc wokół siebie gromadzić osoby, które powszechnie uchodziły za duchowe autorytety i prowadziły wybitnie moralne życie (co ciekawe, nie oznaczało to jednak całkowitej absencji seksualnej, tylko nie oddawaniu się wynaturzonym praktykom z udziałem dzieci, zwierząt lub członków własnej rodziny). Ra-Ta nie patrzył ani na wyznanie danego "wybrańca", ani na to, skąd pochodził, ani na jego rasę ani też płeć. Chodziło mu o zebranie ludzi, którzy swym intelektem i moralnym prowadzeniem się odnowią duchowe zasady dawnego społeczeństwa Atlantów. Dzięki takiej, skrupulatnie prowadzonej misji, doprowadził (chyba po raz pierwszy od czasów powstania na Atlantydzie zakonu "Synów Beliala" ok. 58 000 r. p.n.e.) do zjednoczenia obu wyznań. Było to wydarzenie epokowe, które przetrwało (pomimo pewnych różnic, odrębności a nawet niesnasek z lat późniejszych) do czasów historycznych. Starożytni Egipcjanie będą tak samo oddawać cześć bogu Ra (który później połączony z lokalnym bóstwem Teb - Amonem, stanie się wielkim bogiem Amonem-Ra), jak i Ozyrysowi (do którego świątyni w czasach wojen i kryzysów wewnętrznych państwa egipskiego, wyruszały ogromne pielgrzymki). To zjednoczenie trwać będzie aż do pojawienia się pierwszych skupisk chrześcijańskich na terenie Egiptu (czyli po zakończeniu plejadiańsko-tjehoobańskiej misji "Syna Człowieczego" - Jezusa Chrystusa).
OZYRYS z MITOLOGII EGIPSKIEJ
(KULT OZYRYSA BYŁ BARDZO SILNY W KRAJU HEM-TA i PRAKTYCZNIE JEDNAKI Z KULTEM "JEDNEGO PRAWA")
Gdy więc tylko kapłanowi Ra-Ta udało się zażegnać konflikt wojny domowej i wprowadzić nowe moralne prawa, na których czele stanęli nowi kapłani (i kapłanki) zarówno zakonu "Synów Beliala" jak i "Jednego Prawa" czy kultu Ozyrysa (kult Ozyrysa był w dużej mierze jednaki z zasadami "Jednego Prawa"), przyszedł teraz czas na rozprawienie się z systemem niewolniczym (którego wielkim przeciwnikiem był właśnie Ra-Ta). W celu wymuszenia na władzach zniesienia niewolnictwa, przybyły kapłan ustanowił (i sam zaprojektował) dwie świątynie (które jednocześnie były głównymi centrami nowego ruchu odnowy duchowej i zjednoczenia religijnego). Pierwszą była Świątynia Ofiary (która była głównym centrum pomocy niewolnikom i w której murach mogli się oni schronić przez swymi właścicielami, jak również przed srogim prawem tego kraju), drugą zaś Świątynia Piękna (główne miejsce odnowy religijnej).
Niewolnicy którzy schronili się w Świątyni Ofiary (aby nie zostać ponownie wydanymi swym właścicielom), musieli przyjąć prawa świątynne, oczyścić swe ciała w specjalnej fontannie oraz przyjąć obowiązki pomocników kapłanów. Stali się więc kapłanami niższego rzędu, lecz każdy z nich mógł awansować w tej hierarchii, jeśli tylko zdołał wykazać się odpowiednim podejściem i zdecydowaniem. Tych niewolników, którzy przyjęli prawa świątyni, nie można już było ruszyć, stawali się bowiem członkami duchowego zgromadzenia i nie podlegali prawu państwowemu (prawu króla Marduka/Ra). W świątyni byli niewolnicy zdobywali też najróżniejsze umiejętności, jak choćby uczyli się matematyki, geologi oraz biogenetyki, (tradycja naukowa - często wypaczona, jak wówczas gdy tworzyli oni symbioty ludzko-zwierzęce jeszcze na Atlantydzie - "Synów Beliala"), a także ziołolecznictwa, medycyny i nauk społecznych (tradycja "Jednego Prawa"). Tak więc niewolnik któremu udało się zbiec od swego pana i dostać do Świątyni Ofiary, był już od tego momentu chroniony, jednak jeśli mu się to nie udało i został złapany - kończył swój żywot po straszliwych mękach. Przy końcu tej reformy religijnej Marduk/Ra zostanie obalony przez lokalną parę Egipcjan, pochodzących (choć już urodzonych w Egipcie) z zatopionej Atlantydy - SZU i jego małżonkę TEFNUT.
Ale nim do tego dojdę, powróćmy znów na Atlantydę i prześledźmy ostatnie lata (tysiąclecia) II Imperium Atlantydy przed całkowitym zniszczeniem Poseidii w wyniku agresywnych działań Atlantów, skierowanych przeciwko Ionom z Hellady.
Pierwszą wielką cywilizacją jaka pojawiła się na terenach dzisiejszego Egiptu - była cywilizacja kraju Aranka, stworzona przez Czerwonoskórych uciekinierów z Atlantydy. Miało to miejsce (według Edgara Cayce'a) dokładnie w 50 712 r. p.n.e. czyli wraz z upadkiem ostatniej atlantydzkiej twierdzy Czerwonoskórych Tolteków w Bel-Ra i ucieczce króla Axtella (ostatniego władcy I Imperium Atlantydy) do ówczesnej prowincji Egiptu (zwanej Aranka). Władza Tolteków nad Egiptem trwała ponad 30 000 lat, do roku (ok.) 20 450 p.n.e. gdy ostatni Czerwonoskóry Atlant - król Usertsen - nie mając synów - przekaże tron w ręce Enkiego z Edenu. Koronuje się on w Egipcie pod imieniem PTAHA i zapoczątkuje długą linię nibiruańskich władców, których pamięć przetrwa w legendach starożytnych Egipcjan, jako czasy panowania bogów na ziemi. Dynastia Enkiego osobiście będzie władać Egiptem przez ok. 17 340 lat (do ok. 3 111 r. p.n.e., gdy na tron Egiptu wstąpi Marduk. Jako pierwszy z Nibiruan postanowi on oddać władzę nad Egiptem w ręce jednego z członków rodu Adama - o imieniu Neteru - nazwanego potem Skorpionem. Obejmie on władzę nad krajem HEM-TA - czyli późniejszy Górny Egipt. Na północy zaś, czyli nad "krajem rzeki spadającej kaskadami" - znanym nam jako Dolny Egipt, władzę obejmą potomkowie białych kolonistów z Atlantydy, którzy przybędą do kraju zwanego wówczas MAGAN ok 16 000 r. p.n.e.).
Marduk jednak nie zrezygnuje z władzy nad krajem. Powierzając rządy potomkom Kaina nad Egiptem, zdawał sobie doskonale sprawę, że wiek ludzi, którzy urodzili się już poza planetą/okrętem Nibiru (a do tego po Wojnach Piramidowych i zniszczeniu firmamentu niebieskiego, wiek ten jeszcze znacznie się obniżył, choć trwało to stopniowo, co pokolenie), nie może dorównać długości życia istot, urodzonych na tej planecie - a do takich należał właśnie Marduk. Zatem, oddajac władzę polityczną w ręce rodu Kaina, jednocześnie obwołał się bogiem i wszechwładcą całej ziemi - RA Wszechwiedzącym i nakazał władcom oraz ludności tej ziemi czcić siebie jako największego z bogów. Tak też się stanie, ale na razie wróćmy do początków tej dynastii, czyli do objęcia władzy przez Enkiego z Edenu.
RZĄDY ENKIEGO/PTAHA
(ok. 20 450 r. p.n.e. - ok. 11 420 r. p.n.e.)
PROBLEM OŻENKU MARDUKA
Te ponad 9000 lat panowania Enkiego nad Egiptem, obfitują w wiele ciekawych wydarzeń, które doprowadzą w konsekwencji do wykrystalizowania się społeczeństwa starożytnych Egipcjan, których znamy już z epoki historycznej. Od czasów historycznego sojuszu Enki-Enlil (zawartego ok. 48 750 r. p.n.e. przeciwko buntowniczemu synowi Enkiego i Ninhursag - Adapie, w Biblii zwanego Adamem), władzę nad miastami Edenu sprawował Enlil. Enki pracował w swym laboratorium i nie wtrącał się do rządów, zaś Ninhursag, jako kobieta (według praw pochodzących jeszcze ze starej planety - Malony) nie mogła przewodzić społeczeństwu Nibiruan. Głównym zadaniem i zajęciem tych istot, było zapobieżenie zagładzie planety/okrętu Nibiru, tak więc wciąż potrzebowali oni złota, więcej złota, by dostarczać go z księżycowej bazy IGGI na Nibiru. Pracami tymi kierował oczywiście Enlil.
Nibiruanie mieszkający na stałe w Edenie, zauważyli też w tym czasie coś, co bardzo ich zaniepokoiło. Mianowicie okazało się, że im dłużej przebywali na "Niebieskiej Planecie" (jak często w channelingach określa się Ziemię), tym szybciej się starzeli. Szczególnie odbijało się to na ich skórze, która gdzieniegdzie zaczęła się marszczyć (co wcześniej było nie do pomyślenia). O ile jednak Nibiruanie przybyli lub zrodzeni na Nibiru starzeli się dość wolno (co kilka tysięcy lat), o tyle ich potomstwo, zrodzone już na Ziemi, w bardzo szybkim tempie (szczególnie Ningiszzida czyli późniejszy toltecki "bóg" Quatzelcoatl - o którym już pisałem, oraz Dumuzin - dzieci Enkiego i Enlila). Pewnym rozwiązaniem (a raczej spowalnianiem procesu starzenia) była reinhalacja monoatomowa komórek ciała, której podejmowali się Nibiruanie w ośrodku medycznym Ninhursag w Shuruppak. Nie przynosiło to jednak takich efektów, jakie by sobie oni życzyli, jedynie na pewien czas spowalniano proces starzenia się komórek skóry. Ale nie to było największym zmartwieniem tych istot.
W tym też czasie (nie wiadomo dokładnie kiedy miało to miejsce, na pewno jednak przed udaniem się Enkiego do Egiptu), Marduk poinformował swych rodziców (ojca Enkiego i matkę Damkinę), że pragnie się ożenić. Jego wybór padł jednak na zwykłą Ziemiankę, kobietę która nigdy nie była na Nibiru, ani też nie miała żadnych związków z Nibiruanami. Była ona mieszkanką Imperium Ujghur, czyli Aryjką, lecz dla Enkiego i Damkiny taki mariaż ich syna ze "zwykłą śmiertelniczką" (biorąc pod uwagę różnicę ich genetycznego wieku, oraz możliwości regeneracji skóry - tak różnej dla Nibiruan i urodzonych już na Ziemi innych kolonistów - w tym chociażby mieszkańców Atlantydy, czy Ujghurów) w ogóle nie wchodził w rachubę. Matka nawet zagroziła mu, że jeśli poślubi ją bez zgody rodziny - utraci wszelkie prawa jako książę i pierworodny następca swego ojca, zapowiedziała również że dziewczyna nigdy nie może odwiedzić ich planety - Nibiru. Enlil też wpadł w gniew i zamierzał (jako władca Edenu) zabronić Mardukowi tego ożenku, a w przypadku złamania przez niego zakazu - surowo go ukarać.
Marduk jednak nie dawał za wygraną. Ostatnią instancją do której mógł się zgłosić, był jego dziadek - Anu, który przebywał na Nibiru. Anu stwierdził że nikt nie może zabronić Mardukowi poślubienia jego wybranki, lecz zaznaczył jednocześnie że wraz z małżeństwem utraci on prawa księcia, oraz nie będzie mógł już nigdy pretendować do władzy nad Edenem, Nibiru czy Iggi. Marduk przystał na te warunki (lecz w sercu zachował wielką urazę, która w przyszłości zaowocuje Wojnami Piramidowymi m.in.: o tron Edenu), poślubił swą wybrankę i nadał jej nowe imię - SARPANITU. W tym też czasie król Usertsen zapytał Enkiego, czy by nie zechciał zająć jego miejsca jako kolejny władca kraju Aranka. Enki wyraził zgodę i udał się do Egiptu wraz ze swym synem Mardukiem i jego nową żoną - Sarpanitu.
II EKSPANSJA ATLANTÓW I ZAJĘCIE DELTY EGIPTU
(POWSTANIE KRAJU MAGAN)
ok. 16 000 r. p.n.e.
Ok. 16 000 r. p.n.e. już po zniszczeniu Imperium Ujghur, Imperium Atlantydy było największym i najpotężniejszym mocarstwem ówczesnego świata. Władcy rządzący Wyspą, nie zamierzali jednak na tym poprzestać, pragnęli całkowicie opanować (lub uzależnić od siebie i zdominować) inne kontynenty świata. Teraz ich wzrok padł na kraj Aranka, który zamierzali podporządkować i zasiedlić. Nim jednak doszło do wielkiej wyprawy na Egipt, w okresie 20 000 r. p.n.e. - 16 000 r. p.n.e. mało miejsce jeszcze jedno wydarzenie, związane bezpośrednio z ożenkiem Marduka. Mianowicie w tym właśnie czasie ok. 200 mieszkańców księżycowej bazy Iggi, porzuciło ją (ze względu na trudne warunki) i powróciło do Edenu. Ci ludzie -zachęceni przypadkiem Marduka, postanowili poślubić kobiety z innych państw (nie pochodzące z Nibiru).
Zażądali oni od Enlila aby zaakceptował ich wybór, tak, jak uczynił to w przypadku Marduka. Enlil - który miał dość gwałtowny i wybuchowy charakter, ani myślał podporządkowywać się szantażystom. Doszło więc do kolejnych walk w Edenie, które jednak zakończyły się klęską buntowników i zamknięciem ich w specjalnych celach, umieszczonych na terenach dzisiejszego Babilonu. Natomiast Marduk wraz z żoną wyjechał z Egiptu i osiedlił się na ziemiach dzisiejszej Palestyny i Libanu (będzie tam żył do 11 420 r. p.n.e., gdy zastąpi swego ojca na tronie Egiptu).
Wracając zaś do Egiptu, to właśnie ok. 16 000 r. p.n.e. wyruszyła wielka wyprawa Atlantów na Egipt, prowadzona przez człowieka o imieniu THOT. Była to wyprawa zbrojna, ale w zasadzie nie dochodziło do większych walk. Po prostu Enki oddał Thotowi całą Deltę w zamian za utrzymanie władzy nad południem kraju. Thot widocznie nie był typem wojownika-zdobywcy, a raczej odkrywcy i kolonizatora, więc szybko przystał na taki scenariusz. Cała Delta została opanowana przez Atlantów, wraz z dawną stolicą Tolteków w Sais (gdzie Thot utworzył swą stolicę). Thot był synem jednego z najwyższych kapłanów zgromadzenia "Synów Beliala" i bardzo szybko na kontrolowanym przez siebie terenie (najpierw w Sais, a potem w całej Delcie) rozpowszechnił tę religię. Mamy tu więc prawdziwy galimatias - gdyż na południu obowiązywała nadal religijność wywodząca się z "Jednego Prawa" i kultu Ozyrysa, natomiast Północ zdominowali kapłani zgromadzenia, które przed wiekami doprowadziło wyznawców Południa do opuszczenia ich dawnej ojczyzny. Tak powstały dwa kraje - północne (późniejszy Dolny Egipt) - czyli królestwo Magan, a potem (po inwazji Nagów z Indii) południowe - królestwo Hem-Ta.
EKSPANSJA NAGÓW I KOLONIZACJA
GÓRNEGO EGIPTU
(POWSTANIE KRAJU HEM-TA)
ok. 16 000 r. p.n.e.
Jeszcze w czasach swej świetności (przed inwazją Ariów księcia Ramy na obszar dzisiejszych północnych Indii, który miał miejsce ok. 15 000 r. p.n.e.) Nagowie przeprowadzili jedną z największych swych kolonizacji w dziejach - zajęli Górny Egipt. To właśnie Nagowie z MU (mieszając się z lokalnymi Toltekami z Atlantydy) stworzyli późniejszą ciemniejszą rasę Egipcjan (która to, po zasymilowaniu się z białymi Atlantami z Północy, doprowadziła do powstania kultury, cywilizacji i rasy starożytnych Egipcjan). Nagowie nie od razu zasiedlili tolteckie tereny Egiptu, którymi władał Enki/Ptah, początkowo założyli swe kolonie na przylądku Cuardefui, a stamtąd rozeszli się na całe wschodnie wybrzeże Afryki. Ich przybycie do Egiptu nie miało charakteru agresji zbrojnej, było raczej elementem stopniowego napływu Czerwonoskórej ludności z Indii (pochodzącej z MU) na tereny zasiedlone wcześniej przez ich pobratymców z Atlantydy.
Ich przybycie przyniosło lokalnej społeczności wiele nowinek, tak technologicznych jak i społecznych. Oni to założyli nad Morzem Czerwonym największe miasto i ówczesną stolicę Górnego Egiptu - MAYOU. Kładli też wielki nacisk na edukację i rozwój duchowy człowieka (rozbudowali religię "Jednego Prawa" i kultu Ozyrysa o swoje własne, wyniesione jeszcze z MU - tradycje i zwyczaje). To właśnie pod wpływem Nagów kraj zwany dotąd Aranka, otrzymał nową nazwę HEM-TA ("Kraj Zachodu" lub "Zachodni Kraj" - nazwa ta odnosiła się do kierunku ekspansji kolonizacyjnej Nagów, która wiodła ze wschodu - Indie, na zachód - Afryka, w tym właśnie Egipt).
WIELKA ATLANTYCKA KOLONIZACJA
GÓRNEGO EGIPTU (HEM-TA)
(od ok. 16 000 r. p.n.e. - 11 420 r. p.n.e.)
Prócz wschodniego kierunku napływu Czerwonoskórych kolonizatorów z Indii, od ok. 16 000 r. p.n.e. (czyli od zajęcia Delty Egiptu przez Atlantów pod wodzą Thota i stworzenia przez nich na północy kraju MAGAN), trwała intensywna (pokojowa) kolonizacja Górnego Egiptu przez białych Atlantów spod znaku "Synów Beliala". Atlanci przybywali drogą lądową z północy na południe, lub też drogą morską - na okrętach, które przybijały do portu w Mayou. Bardzo szybko ich napływ na tereny Górnego Egiptu stawał się dla Czerwonoskórej ludności Tolteków i Nagów wielkim problemem. Dzieliło ich bardzo wiele, przede wszystkim religia (oraz fakt, że Biali Atlanci nie chcieli zasymilować się z Czerwonoskórymi pod ich wiarą i prawami). Zaczęły też wybuchać pierwsze niesnaski, które szybko przerodziły się w prawdziwe niepokoje społeczne. Mianowicie Atlanci, świadomi swej pozycji (i tego że stoi za nimi potęga największego mocarstwa ówczesnego świata - Imperium Atlantydy), poczynali sobie w Górnym Egipcie coraz zuchwalej.
Atlanci mianowicie nie zamierzali podporządkowywać się prawom innym, niż wywodzące się z ich ojczyzny, ani też religii innej niźli zakonowi "Synów Beliala". Dochodziło do ataków na świątynie "Jednego Prawa" i przybytki kultu Ozyrysa, a kraj stanął na pograniczu prawdziwej wojny religijnej, która przed wiekami dosięgnęła Atlantydę. Poza tym Atlanci nie respektowali nie tylko nakazów tzw.: poprawności obyczajowej (wielu z nich wiodło rozwiązłe życie, co bardzo gorszyło Tolteków i Nagów), lecz także praw politycznych, ustanawianych przez Enkiego/Ptaha i jego lokalnych przedstawicieli. Te walki wewnętrzne trwały dość długo i nie powstrzymała ich nawet zagłada samej wyspy Poseidii, która zniknie w głębinach Oceanu Atlantyckiego ok. 12 500 r. p.n.e., niszcząc cywilizację atlantycką. Wręcz przeciwnie, dopiero właśnie zagłada Atlantydy spowodowała zwiększenie napływu Białych kolonistów na ziemie zarówno Dolnego jak i Górnego Egiptu. Sytuacja była tak niebezpieczna, a Biali Atlanci czuli się tak silni, że postanowili wywołać powstanie zbrojne i przejąć władzę nad krajem. Tego było już za wiele dla Enkiego/Ptaha, który nie mogąc poradzić sobie z Atlantami, ustąpił z tronu. Jego następcą oczywiście został Marduk.
"Życie nas wszystkich, jak gdyby kierowane przez któregoś z bogów porusza się w kręgu dobra i zła, na przemian, przez cały czas"
Diodor
(czyli zmienność ludzkiego losu, między powodzeniem a niepowodzeniem)
Tymczasem, gdy Antygon Jednooki pokonał w bitwie na równinie orkińskiej w połowie 320 r. p.n.e. armię Eumenesa a jego samego zamknął i obległ w twierdzy Nora w górach Taurus, wszystkie swe siły skierował teraz przeciwko dwóm pozostałym towarzyszom Perdikkasa - Alketasowi i Attalosowi. Nieprzyjaciel był podzielony (Alketas stacjonował wówczas w Pizydii, zaś Attalos z flotą i zwerbowaną przez siebie armią przebywał w fenickim Tyrze), co stwarzało szansę na łatwe i szybkie zwycięstwo (Antygon jednak nie wiedział że Attalos zdołał się już połączyć z wojskiem Alketasa). Po przejściu ponad 450 km z Kapadocji do Pizydii (maszerując w dzień i w nocy, a robiąc jedynie krótkie postoje na odpoczynek dla koni i posiłek - co mocno wyczerpało jego armię), po siedmiu dniach i siedmiu nocach Antygon dotarł do Kretopolis - miasta założonego jeszcze przez Aleksandra Wielkiego i zasiedlonego przez kolonistów z Krety. Pomimo wyczerpania spowodowanego forsownym marszem, Antygon zdołał zyskać element zaskoczenia i zajął strategicznie ważne wzgórze, nim w ogóle Alketas i jego żołnierze zdołali rozeznać się w sytuacji. Zaskoczenie było całkowite, ale brat Perdikkasa nie stracił zimnej krwi, od razu też rzucił swoją jazdę (którą dowodził osobiście), aby ta odbiła wzgórze - tak oto rozpoczęła się bitwa pod Kretopolis.
Hetajrowie Alketasa (pomimo tego iż byli konno) mieli utrudnione zadanie, gdyż musieli atakować pod górę, tam zaś czekała już na nich ustawiona do boju i najeżona długimi sarissami (niczym igłami jeża) falanga Antygona. Rozpoczęła się więc krwawa walka i po obu stronach padło wielu zabitych oraz rannych (był koniec 320 r. p.n.e.). Wówczas Antygon rzucił do boju 6000 swojej jazdy, celem odcięcia jazdy Alketasa od głównego zaplecza i to się im udało. Teraz hetajrowie Alketasa (z nim samym na czele) wpadli w pułapkę Antygona i zostali odcięci od swojej piechoty. Widząc że nie ma możliwości ocalić swej jazdy przed nieuniknioną zagładą (atakowani byli bowiem z dwóch stron - z przodu, gdzie atak był łatwiejszy dla obrońców jako że atakowali z góry i od tyłu, oraz z boku), Alketas wydostał się z pola bitwy, porzucił swoich konnych żołnierzy i dotarł do obozu piechoty. Nim jednak zdołał Alketas ruszyć ponownie do ataku celem odciążenia swej jazdy walczącej na wzgórzu, Antygon posłał do boju swoje siły pancerne (tzw.: pancerne wojska starożytności) czyli słonie bojowe, o których nieprzyjaciel nie wiedział. Zresztą armia Alketasa była znacznie mniej liczna, posiadał bowiem zaledwie 16 000 żołnierzy i jakieś 900 konnych hetajrów, natomiast Antygon miał do dyspozycji armię złożoną z 40 000 żołnierzy i 7000 konnych. Gdy więc słonie Antygona natarły na falangę piechoty Alketasa, jego żołnierze zaczęli ustępować (w obawie przed zmiażdżeniem przez te zwierzęta), tym samym czyniąc wyłomy we własnej formacji. Bitwa zaczęła zamieniać się w masakrę sił Alketasa, część jego żołnierzy poddała się lub dostała do niewoli (w tym sam Attalos, jego młodszy brat Polemon - który dwa lata wcześniej próbował przeszkodzić Ptolemeuszowi w przejęciu ciała Aleksandra Wielkiego, co mu się ostatecznie nie udało - oraz Diokimos). Natomiast Alketas z częścią swej piechoty uszedł z bitwy i przedostał się do miasta Termessos (ok. 35 km na północny zachód od miasta Antalei - dziś Antalyi) i tam szukał schronienia.
Tymczasem po ucieczce Alketasa jego żołnierze złożyli broń, a zwycięski Antygon obiecał im nie tylko darowanie życia, ale zdobycie nowych łupów, jeśli tylko dołączą do jego armii. Tak też się stało. Natomiast mieszkańcy Termessos (którym wcześniej Alketas wyświadczył wiele dobrego, podobnie zresztą jak i innym mieszkańcom Pizydii), teraz klęli się na swój własny honor i na nieśmiertelnych bogów, że za żadne skarby nie wydadzą go Antygonowi. Jednak gdy Antygon ze swą armią stanął obozem pod Termessos i zażądał wydania zbiegów, wielu starszych wiekiem mieszkańców miasta (z których składała się rada miejska) postanowiło wydać Alketasa aby uniknąć zniszczenia miasta przez wojska Antygona. Przeciwko temu zaprotestowała młodzież, twierdząc że złamanie danego słowa będzie nie tylko obrazą bogów, ale wręcz wyrzeczeniem się wszelkich oznak męstwa i honoru z czego ponoć słynęli mieszkańcy Pizydii. Starsi próbowali tłumaczyć że siły Antygona liczą kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy, zaprawionych w bojach macedońskich falangitów, natomiast obywateli Termessos jest zaledwie 6000 mężczyzn (kobiet było zapewne drugie tyle, ale kobiet wówczas nie wliczano do liczby obywateli miast), czy warto więc dla jednego Macedończyka ryzykować zagładę miasta? Młodsi jednak stwierdzili że jeśli Alketas zostanie wydany, oni wyrzekną się swych rodziców i opuszczą miasto. Rada miejska nocą i w tajemnicy wysłała więc posła do Antygona, zgadzając się wydać mu Alketasa, ale w taki sposób, aby podejrzenie nie padło na nich. Członkowie rady oczywiście nie wiedzieli na ile szantaż młodych był prawdziwy. Gdyby bowiem mieli oni opuścić miasto, byłaby to katastrofa dla Termessos, gdyż oznaczałoby to wyludnienie i upadek tego grodu. Z drugiej jednak strony młodzi musieliby szukać sobie innego miejsca do zamieszkania, co nie było wcale łatwe (pisałem już kiedyś z jaką niechęcią Grecy przyjmowali uchodźców i uciekinierów z innych polis, a Termessos - choć leżące w Pizydii, było miastem greckim). Starsi poprosili więc Antygona aby przez kilka dni atakował miasto (a przynajmniej udawał że tak czyni), co by spowodowało, że młodzi musieliby stanąć do walki w obronie swego grodu. Ostatecznie Antygon miał się wycofać, pozorując ucieczkę, a w tym czasie oni (czyli starsi) mieli mu dostarczyć Alketasa - żywego lub martwego. Tak też się stało, Antygon rozpoczął pozorowany atak na miasto, zmuszając młodych do podjęcia obrony i wyjścia poza mury. W tym czasie starsi - wspomagani przez niewolników - zamierzali pochwycić Alketasa, co im się ostatecznie nie udało, ponieważ ten, widząc co się dzieje i nie chcąc być wydanym w ręce Antygona, popełnił samobójstwo. Jego ciało złożono w lektyce, przykryto płaszczem i boczną bramą (tak, aby nie dosięgnął ich wzrok obrońców) zanieśli je Antygonowi. Ten zaś - gdy otrzymał już to, czego żądał - wycofał wojsko i zawrócił.
Radość młodych z odniesionego "zwycięstwa" nie trwała jednak długo. Gdy bowiem przybyli do miasta i dowiedzieli się o śmierci Alketasa, zapałali potwornym gniewem w kierunku swych własnych ojców. Zarzucając im zdradę i złamanie przysięgi danej bogom, gotowi byli podpalić całe miasto z żalu za tak perfidne świętokradztwo. Gdy więc zapalili pochodnie i ruszyli by palić domostwa swych ojców, jedynie prośby ich matek, sióstr i żon powstrzymały młodych przed popełnieniem owego czynu. Nie chcąc jednak przebywać w tym przeklętym przez bogów mieście, opuścili je i przez kolejne miesiące pałali się swoistą partyzantką, napadając na mniejsze oddziały armii Antygona. Po jakimś czasie odnaleźli gnijące już i porzucone w polu ciało Alketasa, które nosiło ślady licznych cięć i podpaleń (gdyż Antygon poddał je trzydniowym torturom, odkrawając poszczególne części ciała Alketasa i paląc je, a następnie wyrzucając resztę zwłok bez należytego pogrzebu). Wyprawili mu pogrzeb i oddali należną cześć jako swemu dobroczyńcy (jak wspominałem wyżej, Alketas uczynił mieszkańcom Pizydii wiele dobrego i dlatego był tutaj dobrze pamiętany). Antygon zaś wycofał się do Kretopolis, gdzie przebywał przez kilka kolejnych miesięcy roku 319 p.n.e. Tam też przybył do niego z Pelli niejaki Arystodemos z Miletu (Grek, który był jednym z najbardziej zaufanych współpracowników i prawdopodobnie również przyjaciół Antygona Jednookiego), informując go o śmierci regenta Antypatra i przejęciu władzy regencyjnej przez Poliperchona (o czym pisałem w poprzednich częściach tej serii). Ta nominacja była na rękę Antygonowi i pomimo iż poparł Kassandra (syna zmarłego Antypatra) jako nowego regenta (który pełnił dotąd funkcję chiliarchy - czyli dowódcy tysiąc osobowej gwardii pieszej), to właśnie w Poliperchonie widział nadzieję na wykrojenie dla siebie własnego królestwa w Azji. Zamierzał teraz otoczyć się przyjaciółmi tworząc z nich wiernych wasali i obdarzając ich tytułami oraz przydziałami ziemi po to, aby zbudować nową elitę nowego królestwa rodu Antygonidów (dlatego też zaproponował sojusz i złożenie przysięgi wierności przez Eumenesa, zamkniętego w twierdzy Nora, o czym pisałem w poprzedniej części). Tworząc wiernych wasali, chciał zapewnić tron sobie i swemu synowi - młodemu Demetriuszowi, tym samym wyrzekając się wierności dotychczasowym królom Macedonii.
Eumenes jednak go przechytrzył. Złożył co prawda przysięgę wierności, ale przede wszystkim była ona skierowana do królów (i do Olimpias - matki Aleksandra Wielkiego) a Antygon był tam wymieniony niejako przy okazji. Potem Eumenes sprzymierzył się z Poliperchonem i zajął skarbiec królewski mieszczący się w mieście Kyinda w Cylicji, oraz dowództwo nad oddziałem Srebrnych Tarcz - elitarnej formacji pamiętającej czasy Filipa II (bowiem wiek większości żołnierzy tej formacji wynosił więcej niż czterdzieści lat). Eumenes jasno się więc opowiedział jako przeciwnik (a nawet wróg) Antygona i jego wielkich królewskich planów. Nim jednak doszło do nowej walki pomiędzy tymi dwoma wodzami, Antygon musiał jeszcze zająć się pewną kwestią która się w tym czasie pojawiła, a mianowicie satrapa Frygii Hellesponckiej - Arridajos, zdając sobie sprawę z zamiarów Antygona, również postanowił zadbać o swój interes i wprowadzić własne załogi wojskowe do kluczowych miast Frygii, które dotąd były miastami wolnymi, a jednym z takich miast (największym i najważniejszym) było Kyzikos, leżące nad Propontydą (dziś jest to Morze Marmara, leżące pomiędzy cieśninami Bosfor i Dardanele, które w starożytności nosiły nazwy: Bosfor Tracki i Hellespont). Kiedy więc Arridajos udał się tam, prowadząc ze sobą 10 000 najemników pieszych, 1000 macedońskich falangitów i 500 perskich łuczników oraz procarzy, a także wszelkiego typu machiny oblężnicze do zdobywania miast, natychmiast przystąpił do oblężenia tego dużego grodu i zażądał od mieszkańców zgody na wprowadzenie w mury swojej załogi. Atak Arridajosa był całkowitym zaskoczeniem dla mieszkańców Kyzikos i to do tego stopnia, że większość z nich w tym czasie przebywała poza murami miasta. Nie mogli oni teraz dostać się do środka aby stanąć w jego obronie, ale jednocześnie nie zamierzali tracić suwerenności i godzić się na żądanie satrapy Frygii (Kyzikos było jednym z greckich wolnych miast nie należących do macedońskich satrapii stworzonych po upadku Imperium Perskiego). Wysłali więc do Macedończyka swych posłów, twierdząc, że gotowi są uczynić wszystko, czego sobie Arridajos zażyczy, poza wpuszczeniem w obręb murów macedońskiej załogi. Potajemnie zaś gromadzili młodych, a zdatnych do walki mężczyzn i chłopców, oraz uzbrajali niewolników, obsadzając nimi mury miejskie.
Celowo też przeciągali narady z Arridajosem, twierdząc że jego żądanie wprowadzenia wojska macedońskiego w obręb murów musi być zaakceptowane przez radę miejską, a nie wszyscy jej przedstawiciele znajdują się w obrębie miasta, dlatego też uzyskali zgodę Arridajosa na ich sprowadzenie z powrotem do grodu. Spuścili więc swe okręty na wody Propontydy i zbierali po okolicy wszystkich rozproszonych obywateli swego miasta, szczególnie tych, zdolnych do walki. Wysłali też prośbę o pomoc do Bizancjon (innego dużego greckiego wolnego miasta na Propontydzie - późniejszego Konstantynopola a obecnego Stambułu), które przysłało wsparcie w postaci machin miotających kule. W ciągu dosłownie kilku dni od pojawienia się Arridajosa, Kyzikos było gotowe do odparcia jego ataku, a poza tym miasto było doskonale naturalnie przygotowane do obrony, zabezpieczone przed atakiem od północy, wschodu i zachodu a jedynie podejście południowe dawało jakieś szanse atakującym, ale też tylko w sytuacji wyzyskania elementu zaskoczenia, które w tym momencie zostało zaprzepaszczone. Ostatecznie więc odmówili Arridajosowi wpuszczenia jego załogi w obręb murów swego grodu, a ten, widząc że miasto jest doskonale przygotowane do długiej obrony, zrezygnował z dalszego oblężenia, zwinął obóz i wrócił do swojej prowincji. O wydarzeniach spod Kyzikos wkrótce dowiedział się Antygon, który przebywał wówczas w swej ulubionej frygijskiej miejscowości - Kelajnaj (potem miasto to ok. 300 r. p.n.e. otrzyma nazwę Apamea, nadaną mu przez Antiocha I Sotera, syna Seleukosa - jednego z wodzów Aleksandra Wielkiego. Antioch nazwie tak owe miasto na cześć swej matki Apamy. W 188 r. p.n.e. w Apamei podpisany zostanie pokój pomiędzy Rzymem a Imperium Seleucydów po przegranej przez Antiocha III Wielkiego w wojnie z rzymską Republiką). Antygon natychmiast zebrał 20 000 żołnierzy piechoty i 3000 jazdy i z tymi siłami ruszył na odsiecz Kyzikos, ale dotarł w chwili, gdy sił Arridajosa nie było już pod miastem. Oczywiście zapewnił mieszkańców o swym poparciu i prawie Kyzikos do suwerenności, a następnie wysłał posłów do Arridajosa i oskarżył go iż ośmielił się zaatakować greckie miasto, które w niczym nie zawiniło. Oskarżył go tym samym o zdradę i próbę stworzenia własnego władztwa (czyli o to samo do czego dążył sam Antygon), nakazał mu też opuścić satrapię frygijską, wybrać sobie jedno z miast i tam osiąść do końca życia, by w spokoju i z dala od polityki wieść dostatnie życie. Arridajos, wysłuchawszy żądań Antygona, wpadł w gniew i o mały włos nie skazał posłów - którzy przynieśli taką wiadomość - na podobną karę, na jaką zaraz po śmierci ojca w sierpniu 320 r. p.n.e skazał Kassander posłów z Aten - Demadesa i jego syna Demeasa (których w więzieniu zasieczono kijami na śmierć za to tylko, że w imieniu Aten zażądali wycofania się macedońskiej załogi z twierdzy Munichia, leżącej w Pireusie nieopodal Aten. Nie wspominałem o tym, gdyż temat ten bezpośrednio nie dotyczył ani Antygona ani też jego syna Demeteriusza, który jest tutaj głównym bohaterem tej części).
Arridajos w tej sytuacji uznał się za wroga Antygona i wysłał swoich posłów do twierdzy Nora w której zamknięty był wówczas Eumenes, proponując mu sojusz a także uwolnienie z oblężenia. Nim jednak do tego doszło, Antygon uderzył pierwszy i zmusił Arridajosa do zamknięcia się w mieście Kios, które obległ (319 r. p.n.e.). Antygon jednak nie zamierzał tracić czasu na oblężenie zamkniętego Arridajosa (w tym czasie pokonał już dwóch swoich wrogów - Alketasa i Attalosa, ten drugi przebywał w jego niewoli, dwóch pozostałych zamknął w twierdzach i odciął, jednego w Kios a drugiego w Norze) i postanowił w tym czasie zawalczyć o poszerzenie własnego władztwa na obszarze Azji Mniejszej, atakując satrapię Lidii należącą do Klejtosa. Ten jednak, mając mniej żołnierzy, nie zamierzał się bronić, a wsiadłszy na okręt popłynął do Macedonii, aby tam na miejscu poskarżyć się królom i Poliperchonowi na samowolne poczynania Antygona w Azji. Antygon zaś (przy pomocy kilku obywateli miasta) zajął podstępem Efez, a gdy przybył tam z Cylicji Ajschylos z Rodos, wioząc na czterech okrętach 600 talentów srebra, które wiózł dla królów do Macedonii, Antygon skonfiskował mu te środki twierdząc, że sam musi opłacić armię i potrzebuje na to pieniędzy. Zasilony tymi środkami szybko przejął pozostałe miasta Lidii i podporządkował je swej władzy. Jednak wzrastająca pozycja Eumenesa jako realnego przeciwnika Antygona, była dla niego policzkiem, dlatego też postanowił zdyskredytować Eumenesa w oczach armii, nim dojdzie do pierwszego starcia pomiędzy ich siłami. Niczego jednak Antygon nie osiągnął, bowiem i w tym przypadku szczęście jakie nie odstępowało Eumenesa od dłuższego czasu, raz jeszcze mu dopomogło.
Eumenes był zbyt silny, jego armia rosła w siłę, a poza tym odznaczał się opieką bogów (czyli innymi słowy sprzyjało mu szczęście, a do takich zawsze chętniej garneli się żołnierze, zdając sobie sprawę że nawet w przypadku niepowodzenia przy wsparciu losu - bogów - i tak wyjdą na swoje). Co prawda Eumenes był Grekiem a nie Macedończykiem, ale i tę przeszkodę zdołał pokonać, przekonując dowódców Srebrnych Tarcz (Antygenesa i Teutamosa) że tak naprawdę to objawiony w jego śnie król Aleksander dowodzi armią. To wszystko razem wzięte stwarzało poważne niebezpieczeństwo dla planów wykrojenia sobie własnego królestwa przez Antygona, dlatego ten czym prędzej postanowił działać. Nawiązał sojusz z satrapą Egiptu - Ptolemeuszem, aby ten wsparł go w działaniach przeciwko Eumenesowi, na którym wciąż przecież wisiał wyrok śmierci (którego notabene jednym z gwarantów wykonania był właśnie Ptolemeusz). Ptolemeusz zaś był człowiekiem który nie angażował się w walkę o władzę regencyjną w Imperium stworzonym przez Aleksandra. Jemu nie zależało na regencji, na byciu pierwszym u boku królów. On pragnął tylko jednego - własnej prowincji z której mógłby uczynić swoje dziedziczne królestwo i władać nim jako władca absolutny (zgodnie z późniejszym powiedzeniem Juliusza Cezara, że lepiej być pierwszym w najmniejszej wiosce, niż drugim w Rzymie). Do tego zaś celu doskonale nadawał się Egipt, dawny kraj faraonów, którego lud doskonale nauczył się służyć kolejnym władcom, jako żyjącym odpowiednikom bogów na ziemi. Egipt był więc doskonałym miejscem na założenie przyszłej dynastii, dlatego też cele polityczne Ptolemeusza były zbieżne z celami Antygona, który również pragnął wykroić sobie własne królestwo w Azji Mniejszej, Syrii czy nawet w Mezopotamii. Co prawda w 319 r. p.n.e. Ptolemeusz zajął zbrojnie Palestynę i Syrię, zdając sobie sprawę że z tych ziem może nadejść atak na Egipt - czyli jego domenę, ale w tym momencie nie miało to żadnego znaczenia, Antygon władał Azją Mniejszą, Ptolemeusz Egiptem i Syrią, natomiast zagrożeniem dla obu był wspierany przez regenta Poliperchona i królową-matkę Olimpias ambitny Grek - Eumenes z Kardii.
Starożytny Egipt wniósł bardzo wiele do prawnego zrównania statusu kobiety i mężczyzny. W zasadzie wachlarz ich praw był dość szeroki (biorąc pod uwagę inne kraje antyczne, czy chociażby inne regiony Bliskiego Wschodu). Mogły one dziedziczyć zarówno majątek ruchomy jak i nieruchomy (w tym oczywiście ziemię - źródło największego bogactwa), mogły zawierać umowy i prowadzić transakcje w sprawach kupna i sprzedaży ziemi, budynku czy jakiegokolwiek innego sprzętu i to bez potrzeby współuczestnictwa tzw.: "męskiego opiekuna". Mogły zarówno świadczyć jak i wnosić sprawy do sądów, składały też takie same przysięgi jak mężczyźni i ponosiły takie same kary w przypadku się do nich niezastosowania. Jest dość sporo przykładów kobiet w historii starożytnego Egiptu, które zbiły ogromny majątek (choć nie należały do dynastii panującej), niektóre skumulowały w swym ręku tak wielką władzę, że... wykupiły ziemię i majątki w kilku nomach (takich staroegipskich prowincji), które praktycznie stały się ich własnością. Należy jednak pamiętać, że taka władza z reguły była dostępna jedynie wśród kobiet z egipskiej elity, natomiast zwykłe mieszkanki kraju raczej same nie miały możliwości zbić takiego majątku. Wszystko bowiem zależało od rodziny w której się narodziły. Biedne dziewczyny nie mogły więc liczyć zbytnio na zmianę swego położenia, choćby poprzez małżeństwo z kimś z elity (choć takie sytuacje też się niekiedy zdarzały) i choć istniały wielkie panie i kapłanki (w tym "Boskie Małżonki Amona-Re"), to jednak naturalny podział społeczny wśród kobiet był następujący - albo żona, albo prostytutka (tancerka, akrobatka, zawodowa płaczka, kapłanka niższej rangi), albo niewolnica (wiele niewolnic było też szkolonych jako tancerki, prostytutki czy piastunki dzieci majętnych Egipcjan).
Wśród odnajdywanych obecnie (głównie) żeńskich szkieletów złożonych w ubogich grobach, okazuje się że przemoc fizyczna panów, była... dość rozpowszechniona i niewolnicom (a niekiedy także żonom) dostawało się równie często jak niewolnikom. W Starożytnym Egipcie bowiem (podobnie zresztą jak i w Antycznej Grecji) niewolnikiem można było stać się np. za długi męża (w przypadku jego śmierci), a wówczas taki właściciel mógł uczynić ze swoją własnością dosłownie wszystko. Mógł np. sprzedać żonę i dzieci swego dłużnika do domu publicznego, aby zarabiały dla niego pieniądze, mógł rozdzielić matkę z dziećmi, odsprzedając je komu innemu, mógł też matkę i dzieci do woli wykorzystywać zarówno seksualnie jak i karać fizycznie (niektóre żeńskie szkielety noszą ślady uszkodzeń kości przedramienia, tak jakby próbowały osłonić się rękoma przed ciosami w głowę). Bardzo podobnie sytuacja wyglądała w Grecji (o czym opowiem w kolejnych częściach tej serii), ale już np. Rzymianie zabronili prawnie niewolić własnych obywateli za długi (ustawą "lex Poetelia" z 326 r. p.n.e., czyli z czasów gdy Rzym był jeszcze niewielką pipidówą w samej Italii). Kobieta mogła dziedziczyć majątek zarówno po śmierci ojca jak i męża (choć w tym przypadku większa cześć spadku należała się synom, a następnie córkom zmarłego, żona otrzymywała zaledwie 1/8 całości). Obowiązkiem żony było danie mężowi dziecka (a szczególnie syna) i tym samym przedłużenie jego rodu. Obaj małżonkowie mieli równe prawa w kwestii rozwodu (obaj mogli o ten rozwód wystąpić na takich samych zasadach), a mąż nie mógł (jak to miało miejsce np. w Babilonii) uczynić z żony niewolnicy w przypadku gdy ta nie wywiązywała się ze swojego małżeńskiego obowiązku, ale i tak to prawie zawsze mężczyzna decydował o wszystkim. Egipcjanie nie mieli takiego "świra" na punkcie menstruacji, jak np. Babilończycy (o czym opowiem w kolejnych częściach) i pozwalali swym żonom w trakcie miesiączki zarówno przebywać w ich otoczeniu, sypiać z nimi jak i jadać z nimi przy wspólnym stole.
Natomiast mieli zupełnie inne fobie. Pomimo tak daleko posuniętego równouprawnienia względem prawa wśród kobiet jak i mężczyzn w Starożytnym Egipcie, to jednak utożsamianie się z jakąkolwiek "kobiecą" rzeczą lub czynnością, było wśród Egipcjan niemile widziane. I nie chodziło tutaj tylko o takie zajęcia jak opieka nad dziećmi czy zajmowanie się domem, które były naturalnie przypisane do Egipcjanek, ale także chociażby w kwestii... kształtu penisa. Otóż okazuje się że Egipcjanie dość często (w wieku młodzieńczym lub później) dokonywali obrzezania, bowiem postrzegali ową skórkę zakrywającą penisa, jako coś... podobnego narządom rodnym kobiety. Więcej, niektórzy również zmuszali swe córki by poddały się podobnej inicjacji wycięcia łechtaczki, aby nie stały się w przyszłości w pełni "kobiece". Chodziło o to, aby zniechęcić dziewczęta do uprawiania seksu i ograniczyć stosunek seksualny jedynie do prokreacji (swoją drogą poród po wycięciu łechtaczki jest znacznie bardziej bolesny dla kobiety, niż poród tradycyjny). Jednak nie karano kobiet które poddały się zabiegowi aborcji (w Babilonii takowe... nabijano na pal i odmawiano im pochówku). Nie znaczy to oczywiście że kobiety które dokonały aborcji były w społeczeństwie egipskim cenione - nie, wręcz przeciwnie, były publicznym pośmiewiskiem, ale nie mordowano je z tego powodu. Dlatego też, aby uniknąć aborcji, najlepiej wcześniej zabezpieczyć się przed niespodziewaną ciążą. Oczywiście o zabezpieczeniu się musiały myśleć głownie kobiety i stosowano w tym celu bardzo różne metody, jak na przykład włożenie do macicy wsiąkliwej tkaniny, która miała zatrzymać ejakulat, ewentualnie użyć "ayutu". Czym był "ayut?" Mieszaniną kremu z krokodylim łajnem (lub miodem z sodą amoniakalną), po czym należało tę "zawiesinę" wepchnąć w głąb do pochwy niczym tampon. Choć taka mieszanka z reguły (bo nie zawsze) okazywała się skutecznym sposobem antykoncepcyjnym, to jednak jej zastosowanie w przypadku kobiety która chciała przyciągnąć oblubieńca do swego łoża, ale nie zajść z nim w ciążę - była doprawdy ostatecznością, a to z tego powodu że "ayut" wydzielał tak okropny zapach, że nim doszłoby do zbliżenia, najpewniej ów kochanek szybciej... zwymiotowałby na dziewczynę. No cóż, w takich warunkach kobieta musiała nakłonić swego męża lub kochanka do włożenia prezerwatywy (najczęściej z obszytego płótna), gdyż okadzanie pochwy dymem czy picie słodkiego piwa były dość słabymi środkami zapobiegającymi powstawaniu niepożądanych ciąż.
MAREK ANTONIUSZ I KLEOPATRA VII
ORAZ ICH DZIECI
Masturbacja w Starożytnym Egipcie była powszechna i to zarówno wśród mężczyzn jak i kobiet (są świadectwa w formie hieroglifów, że masturbowali się nie tylko faraonowie, ale także kapłani, kapłanki i zwykli Egipcjanie - była bowiem ona nawet uświęcona religijnie). Często praktykowano też seks analny (również jako rodzaj antykoncepcji), który także miał boską symbolikę, oraz seks oralny (Kleopatra VII była np. nieoficjalnie nazywana... "wielką połykaczką"). Co ciekawe, Egipcjanie, aby sobie ulżyć (mam tutaj na myśli jedynie mężczyzn), mogli skorzystać również z usług prostytutek obojga płci, ale znacznie tańszym środkiem zaspokajającym rozbuchane męskie libido, była... wizyta w świątyni. Bowiem w świątyniach Amona-Re i Izydy funkcjonowały specjalne przyświątynne haremy złożone z kapłanek, które (bezpłatnie) oddawały się tym, którzy już złożyli bogu lub bogini ofiarę. Kapłanki te miały bardzo duży status społeczny i poważanie i w żadnym razie nie były uważane za prostytutki. Z reguły były to kobiety albo młode, albo w średnim wieku, które wyróżniały się wśród innych kobiet - błękitnymi sukniami, pomalowanymi na czerwony kolor ustami i tatuażami wokół sutków na piersiach, na udach oraz na plecach (i pupie). Praktycznie sypiały z każdym, kto złożył bogu pokaźną ofiarę, z tego też powodu trochę trudno odróżnić je od zwykłych prostytutek, jednak niesamowicie duży szacunek jakim były obdarzane (i bogactwo, jakie w ramach świątyni było im przynależne), powodowały iż mogły zabierać głos również w sprawach tyczących lokalnej społeczności, a ich głos musiał być przez naczelników wysłuchany i brany pod uwagę.
PS: W kolejnej części przejdziemy do babiloni i do Asyrii i zobaczymy co działo się w tamtejszych społeczeństwach jeśli chodzi o podejście do seksualności oraz kobiet jako takich i ich pozycji w społeczeństwie
PS2: Przypomniał mi się jeden z odcinków "Rodziny zastępczej", gdy młody jeszcze wówczas Filip Kwiatkowski pytał się swego taty (granego oczywiście przez Piotra Fronczewskiego) skąd się biorą dzieci. Tata odpowiedział że:"Mama cię urodziła", na co Filip: "To wiem, ale którą drogą wyszedłem z mamy?" Tata pomyślał chwilę i mówi: "Słuchaj, mnie przy tym nie było, bo ja akurat byłem w Sochaczewie, ale spytaj się mamy, ona ci odpowie, bo ona przy tym na pewno była" 🤭, na co Filip zapytuje: "A to nie pytałeś się mamy jak się urodziłem?", "Nie, jakoś tak się nie złożyło" - odpowiada ojciec 😂
NIM JESZCZE NAD KONSTANTYNOPOLEM ZAŁOPOTAŁ ZIELONY SZTANDAR MAHOMETA
I
JAK AZJATKA Z AFRYKANEREM
(CZYLI PIERWSZA "BIZANTYJKA"
NA RZYMSKIM PALATYNIE)
Cz. VIII
"FELICITAS SAECULI"
Po ostatecznym zwycięstwie w wojnie domowej zarówno z Pescenniuszem Nigrem na Wschodzie, jak i z Klodiuszem Albinem na Zachodzie, Septymiusz Sewer powrócił w marcu 197 r. do Rzymu. Ukarał śmiercią tych spośród senatorów, którzy sprzyjali Albinowi (i tych, których majątki zapragnął przejąć) i od razu rozpoczął przygotowania do kolejnej wojennej konfrontacji, tym razem z Partami, niezwykle irytującym i niebezpiecznym ludem, żyjącym na ziemiach dawnej Persji, Mezopotamii, Asyrii, Medii i Hyrkanii. Oto bowiem Partowie złamali zawarty z końcem 195 r. pokój (po krótkiej wojnie, w wyniku której Rzymianie opanowali kraj zwany Osroene) i oblegli rzymską twierdzę Nisibis w Mygdonii. Potrzebna była natychmiastowa odsiecz, gdyż rzymska załoga broniła się już ostatkiem sił, jednak po wyczerpującej wojnie domowej i niezwykle krwawych bitwach, nim możliwe było ponowne przerzucenie sił na Wschód, należało najpierw uzupełnić stany liczebne i wyszkolić nowych rekrutów, aby skutecznie przygotować się do nowej wojny. Ten czas Septymiusz Sewer spędził wraz z rodziną w stolicy, nadając swemu najstarszemu synowi, 9-letniemu - Markowi Aureliuszowi Antoninowi Cezarowi (do 196 r. nosił on imię Marek Septymiusz Bassianus), zwanemu po prostu Karakallą, tytuł: "Imperator Destinatus" ("Wyznaczony Władca"). W tym mniej więcej czasie Sewer świętował również dziesięciolecie swego małżeństwa z Julią Domną (a ponieważ przykładał niezwykłe wprost przywiązanie do kwestii rodzinnych i na każdej wybitej przez niego złotej monecie widniała wraz z nim jego żona i dzieci - co jednocześnie pokazywało niezwykle silną pozycję owej syryjskiej małżonki w strukturach imperialnej władzy, to z drugiej strony należy pamiętać, że skoro pragnął zaliczać się do grona dynastii Antoninów, a nie miał żadnych, nie tylko rodzinnych ale i towarzyskich czy symbolicznych związków z tamtym rodem, musiał improwizować i odnosząc się do szlachetnej Galerii Faustyny - małżonki Marka Aureliusza, jednocześnie nakładał jej postać na postać swojej żony - Julii Domny, która oczywiście też żadnych kontaktów z Antoninami nie miała i mieć nie mogła, żyjąc w dalekiej syryjskiej Emesie, z dala od centrum rzymskiego świata i wielkiej polityki. Był to oczywiście blef, ale blef mający służyć nie tylko legitymizacji jego władzy, lecz również - a może przede wszystkim - stabilizacji państwa po wojnie domowej).
W CZASACH SEWERA PAŁAC CESARSKI NA PALATYNIE OBEJMOWAŁ BUDYNKI O NUMERACH (3 i 5) WRAZ Z PRYWATNYM STADIONEM CESARSKIM (6).
A PO POWROCIE Z KAMPANII WSCHODNIEJ DOBUDOWANO JESZCZE KOLEJNY PAŁAC - SEWERIAŃSKI (7)
A tymczasem Julia Domna w Rzymie czuła się dobrze. Od razu też przystąpiła do zmian, mających na nowo udekorować pałac cesarski na Palatynie. Tłumy niewolników i wyzwoleńców krzątały się aby sprostać jej wymaganiom, ale efekt końcowy i tak był mocno niewystarczający. Ostatecznie postanowiono przeprowadzić remont całego pałacu i jednocześnie dobudować nową, cesarską lożę, z której rodzina cesarska mogła swobodnie oglądać zawody sportowe (głównie wyścigi rydwanów), odbywające się na pobliskim Cyrku Wielkim (Circus Maximus). Ale to w zasadzie wszystko na co starczyło czasu podczas tego krótkiego pobytu Sewerów w Rzymie, gdyż już z nastaniem lata 197 r. para cesarska (wraz z synami) w otoczeniu wojska, wyruszyła na Wschód - na wojnę z Partami. W sierpniu z portu w Brundyzjum drogą morską przepłynęli do Syrii, skąd natychmiast wojsko przeszło do północnej Mezopotamii i szybko zniosło oblężenie Nisibis, uwalniając tamtejszą załogę. Następnie cesarz zawarł układ z królem Armenii - Chosroesem I i władcą Osroene - Abgarem, uzyskał też wsparcie wojskowe pustynnej (choć położonej na niezwykle urodzajnym szlaku handlowym) Palmiry. Część wojska Sewer powsadzał na okręty i puścił z biegiem Eufratu ku Babilonowi oraz Seleucji, część zaś (głównie jazda) miała osłaniać transporty, idąc wzdłuż brzegu rzeki. Babilon poddał się bez walki otwierając swe bramy przed Rzymianami, podobnie postąpiła Seleucia, a tym samym Septymiusz Sewer miał w swych rękach dwa największe miasta ówczesnej Mezopotamii i kontrolował tereny aż do rzeki Tygrys. Seleucja leżała naprzeciw partyjskiej stolicy - Ktezyfontu, gdzie król Partów - Wologazes V postanowił bronić się do upadłego, zamieniając miasto w twierdzę (sam jednak wycofał się stamtąd w bezpieczniejsze miejsce). Miasto to zostało zdobyte szturmem 28 stycznia 198 r. i podobnie jak wcześniej Byzantion, Antiochia oraz Lugdunum - wydane na pastwę żołnierzy. Ktezyfont został spalony, a jego mieszkańcy (głównie kobiety i dzieci) w liczbie ok. 100 000, dostali się do rzymskiej niewoli.
ZAJĘCIE BABILONU PRZEZ WOJSKA SEWERA
(197 r.)
Septymiusz Sewer miał teraz co świętować. Nie tylko że ponownie (jak Trajan w 116 r. i Lucjusz Werus w 165 r.) zdobył partyjską stolicę, ale również w jego ręce wpadły ogromne bogactwa, takie jak cały skarbiec Wologazesa (który nie zdołał wywieźć złota z miasta przed rozpoczęciem walk) i jego złoty tron, na którym przed osiemdziesięciu laty po raz pierwszy zasiadł rzymski władca, cesarz Trajan. Z tym władcą była również związana symboliczna data, to właśnie bowiem 27 stycznia 98 r. objął on władzę, czyli równo sto lat wcześniej. Dla Sewera było to potwierdzenie że bogowie mu sprzyjają i nie zawahał się użyć tego porównania w swej propagandzie politycznej. Postanowił więc uświetnić to zwycięstwo jak przystało na wielkiego rzymskiego wodza i wybrańca bogów. Zasiadł na złotym tronie króla-królów i niczym orientalny władca przybrał sobie tytuł: Parthicus Maximus ("Największy Zwycięzca Partów"), a swego najstarszego syna - Karakallę ogłosił augustem - czyli współwładcą, zaś młodszego - Lucjusza Septymiusza Getę - cezarem (czyli następcą). Z tej okazji Sewer wypłacił wojsku pokaźną premię okolicznościową z kosztowności uzyskanych na Partach. Zaistniała teraz okazja do odnowienia dawnej prowincji Mezopotamii i Asyrii, ustanowionych w 116 r. przez Trajana, lecz zwróconych Partom już rok później z polecenia jego następcy - cesarza Hadriana (uważał on bowiem że zarządzanie tak rozległym Imperium, ciągnącym się od Oceanu Atlantyckiego i granic dzisiejszej Szkocji po Zatokę Perską - czyli Sinus Persicus - a w tym obsadzenie trzech nowych, wielkich prowincji: Mezopotamii, Asyrii i Armenii, jest przedsięwzięciem ponad rzymskie możliwości, a poza tym spowodowałoby to znaczne rozciągnięcie granic na wschód od centrum, czyli Italii). Jednak Sewera także przerażał ogrom tego kraju i co prawda restytuował prowincję Mezopotamię, ale obejmującą jedynie północną część kraju z miastami Singara, Nisibis i Edessa. Wycofał się więc na północ ze zniszczonego Ktezyfontu w stronę Hatry. Było to oficjalnie zależne od Partów miasto-państwo, ale w rzeczywistości cieszyło się jednak sporą suwerennością. Miało potężne mury obronne, których w swoim czasie nie udało się skruszyć nawet wielkiemu Trajanowi. Obecnie zaś miastem tym władał król (w starożytności, w przeciwieństwie do epoki średniowiecza, wszyscy władcy nawet najmniejszych połaci ziemi, czy nic nie znaczących miast, zwali się królami. Dopiero średniowiecze wprowadziło podział na królów-władców i książąt-wasali) o imieniu Barsemiusz. Pierwsza próba zdobycia Hatry nie powiodła się jednak, a Sewer zamierzał szybko uzupełnić stany, więc wydał rozkaz marszu na kwatery do Nisibis.
Gdy wojsko odpoczęło i pobudowano już machiny oblężnicze, tarany oraz katapulty (konstrukcji greckiego inżyniera - Priskusa), na jesieni 198 r. wojsko rzymskie ponownie powróciło pod mury Hatry. Mieszkańcy miasta bronili się jednak z taką zaciekłością, że kolejne rzymskie szturmy obracały się w niwecz, a zyski szybko zamieniały się w straty, gdyż żołnierze tracili ducha, widząc ludzi walczących z taką determinacją o swoje miasto. Hatra była co prawda bombardowana ustawionymi na wzniesieniach katapultami, które miotały kamienne pociski w stronę miejskich murów, ale każda próba podejścia pod nie kończyła się niepowodzeniem (mieszkańcy bowiem zrzucali z murów na żołnierzy gorącą naftę i podpalali ją, lub ciskali w dół jadowite węże. Podpalono też kilka katapult namoczonymi w nafcie, płonącymi strzałami wypuszczonymi z łuków. Nafta była wówczas bardzo pomocną w walce bronią i niewiele Rzymianom pomagały tutaj rozciągnięte na żerdziach zwierzęce skóry). Wreszcie udało się dokonać wyłomu w murze, ale żołnierze... odmówili szturmu ze względu na bardzo ciężkie warunki i silną obronę mieszkańców miasta (ponoć gdy jeden z legatów krzyknął w stronę cesarza: "Daj mi pięciuset dobrych ludzi, a zdobędę miasto!", ten miał odpowiedzieć: "A skąd wezmę aż tylu?"). Dopiero wówczas, po 20-dniowym, nieudanym drugim oblężeniu Hatry, Septymiusz Sewer dał rozkaz do odwrotu. Miasto ocaliło więc niepodległość, ale Rzymianie i tak porzucili większość zdobytych w kampanii roku 197/98 miast i ziem. Wojna już praktycznie zamarła, choć oficjalnie trwała jeszcze do połowy 199 r., kiedy to ostatecznie zawarto pokój na zasadach status quo (Rzymianie kontrolowali północną Mezopotamię, oraz emporia handlowe w Dura Europos i Palmirze, zaś Partowie odzyskiwali całą południową i środkową Mezopotamię wraz z miastami Babilon i Seleucja). Cesarz ogłosił również "Felicitas Saeculi" - czyli "Erę Dobrobytu" i "Pax Romana" - Rzymski Pokój w całym Imperium. Zakończyła się epoka wojen, teraz przyszedł czas na pokojową "konsumpcję zdobytych konfitur".
Cały 199 r. Septymiusz Sewer wraz z rodziną spędził w Syrii. Zapewne Julia Domna odwiedziła wówczas rodzinną Emesę, gdzie spotkała się ze swą młodszą siostrą - Julią Mezą, zapraszając ją, wraz z mężem - Gajuszem Juliuszem Awitusem Alexianusem i ich córkami - Julią Soemias i Julią Mameą do Rzymu. Jak jednak wyglądało to spotkanie i co właściwie cesarska rodzina porabiała w Syrii, tego niestety źródła nie wyjaśniają i można na ten temat co najwyżej spekulować. Bez wątpienia jednak odwiedzenie rodzinnych stron miało dla Julii Domny spore znaczenie, a sam fakt że dopiero wówczas ściągnęła ona do Rzymu swą siostrę - jest też niezwykle ważny (wcześniej bowiem ciągłe wojny uniemożliwiały wszelkie kontakty), gdyż Julia Meza i jej córki odcisną potem ogromne piętno na historii Rzymu w kolejnych dekadach, zawiązując nawet - pierwszy w dziejach - niewieści Senat w Rzymie (oczywiście zajmował się on jedynie prawami kobiet i trwał zaledwie siedemnaście lat - pisałem o tym w temacie: "KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA") - zaś Julia Mamea całkowicie zdominowała swego syna - Aleksandra Sewera, który stał się przy niej prawdziwym maminsynkiem, niezdolnym do podjęcia jakiejkolwiek decyzji bez konsultacji z matką. Wiadomo też że cesarz Sewer przyznał Palmirze status rzymskiej kolonii (nadając mieszkańcom rzymskie obywatelstwo), oraz przywrócił (wcześniej odebrane) prawa Antiochii. Polecił też naprawę dróg wiodących od linii limesu granicznego do miast syryjskich, uporał się także z niewielkim powstaniem Żydów w Palestynie (jakie wybuchło w 197 r.). Ostatecznie jednak, z końcem 199 r. rodzina cesarska opuściła gościnną syryjską ziemię i udała się w podróż do Egiptu, niczym przed siedemdziesięcioma laty cesarz Hadrian wraz ze swą małżonką - Vibią Sabiną (którą notabene władca ten traktował parszywie, upokarzając na każdym kroku. Wydaje się że czerpał dziwną satysfakcję w poniżaniu swej żony i co ciekawe - tylko jej, gdyż np. jej matkę a swoją teściową Salonię Matidię bardzo cenił. Ostatecznie Sabina popełniła samobójstwo w 137 r., nie mogąc znieść ciągłych upokorzeń ze strony swego małżonka. Legenda mówi że ponoć miała go też przekląć, jako że zmarł on już w kilka miesięcy później - lipiec 138 r. - a umierał w wielkich bólach).
Przybywszy do Peluzjum - pierwszego egipskiego miasta na swej drodze - złożył Sewer ofiarę cieniom Pompejusza Wielkiego - rzymskiego wodza, który przegrał wojnę domową z Cezarem i został zamordowany właśnie w Peluzjum na polecenie egipskiego władcy - Ptolemeusza XIII (młodszego brata Kleopatry VII) jakieś 250 lat wcześniej. Następnie wyruszył Sewer w dalszą drogę w kierunku stolicy prowincji Egiptu - Aleksandrii (według późniejszej, bizantyjskiej legendy, gdy cesarz wjeżdżał do miasta, miał ujrzeć na bramie miejskiej napis - o którym notabene mieszkańcy zapomnieli - "Miasto pana Nigra". Nastąpiła konsternacja, gdyż wszyscy pamiętali w jak okrutny sposób cesarz traktował te miasta, które opowiadały się po stronie jego wrogów i nie miało w tym momencie żadnego znaczenia że Egipt wypowiedział posłuszeństwo Pescenniuszowi Nigrowi po jego klęsce w bitwie pod Issos w 194 r., liczył się bowiem sam fakt że Aleksandria w ogóle kiedykolwiek wspierała tego człowieka. Gdy więc wzburzony cesarz zażądał wyjaśnień, jeden z Aleksandryjczyków odpowiedział doń żartobliwym tonem, mówiąc: "Napis trafny, bo przecież to ty jesteś panem Nigra, jako jego zwycięzca", słowa te zapewne uspokoiły Sewera, bowiem nie wyciągnął żadnych z tego konsekwencji - a może po prostu nie chciał karać tak sławnego miasta, w którym znajdował się przecież grób samego Aleksandra Wielkiego). Pierwsze swe kroki skierował cesarz w stronę świątyni, w której znajdował się sarkofag z ciałem Aleksandra. Oddał mu cześć, złożył ofiarę tak, jak należało się bogom czy herosom (ale potem nakazał zamknąć to sanktuarium przed oczyma wścibskiej gawiedzi, ograniczając jedynie możliwość "odwiedzania" grobu wielkiego króla do władz miejskich i kapłanów). Egipt od czasu zwycięstwa Oktawiana nad Markiem Antoniuszem i Kleopatrą pod Akcjum, miał status rzymskiej prowincji cesarskiej na specjalnych zasadach. Mimo to Rzymianie znieśli miejski samorząd (głównie złożony z miejscowej ludności greckiej), ograniczając się jedynie do bliskiej Egipcjanom centralizacji władzy w rękach namiestnika prowincji. Natomiast Septymiusz Sewer - sam pochodząc z prowincji - był zwolennikiem zrównywania statusu ziem prowincjonalnych na wzór Italii i właśnie w Egipcie nadał Aleksandrii i innym miastom (stolicom okręgów) szeroką autonomię wewnętrzną i własny samorząd.
Na wiosnę 200 r., podobnie jak niegdyś Cezar z Kleopatrą, urządziła sobie cesarska rodzina podróż w górę Nilu. Na pięknie przystrojonych okrętach - Septymiusz Sewer, Julia Domna i ich dzieci, a dalej cały dwór - płynęli rzeką, delektując się długimi wakacjami, jakich nie mieli od siedmiu lat, gdy 9 kwietnia 193 r. w obozie wojskowym w Carnuntum nad Dunajem, tamtejsze wojska okrzyknęły Sewera cesarzem. Teraz rekompensowano sobie lata wojennych trudów. Na początku zatrzymano się w Memfis, zwiedzając prastarą stolicę dawnych egipskich dynastii. Dłuższy postój w Memfis był koniecznością również z tego powodu, że cesarz pragnął obejrzeć świątynię swego ulubionego boga, grecko-egipskiego Serapisa. Ponoć gdy wkraczał w mury Serapeum, był niezwykle tym faktem przejęty i jednocześnie uradowany że dane mu było odwiedzić świątynię swego boga-patrona (istniał nawet specjalny okrzyk wyznawców Serapisa - którego cesarz także używał - sugerujący nie tylko jego wyjątkową pozycję w panteonie wielu pogańskich bóstw, ale wręcz jedyną - co mogłoby nasuwać pewne bliskie korelacje z chrześcijaństwem. Notabene, chrześcijanie pierwotnie uznawali kult Serapisa za zbieżny z nauką Chrystusa, dopiero potem uczynili z tego symbol największego pogaństwa, czego efektem było zniszczenie Serapeum i Biblioteki Aleksandryjskiej przez chrześcijan w 391 r. będący jednocześnie symbolicznym upadkiem pogaństwa. Okrzyk ów brzmiał: "Jeden Zeus-Helios-Serapis"). Po złożeniu ofiar i modlitwie dziękczynnej za powodzenie w przeszłych i przyszłych przedsięwzieciach, Septymiusz Sewer wraz z rodziną i dworem wyruszył w dalszą podróż, tym razem w kierunku Gizy i tamtejszym piramidom. Obejrzano Sfinksa, zwiedzono też słynny Labirynt z czasów Średniego Państwa (czyli wówczas mający jakieś 2000 lat) i popłynięto dalej na południe do królewskich Teb. Tam podziwiano grobowce faraonów w Dolinie Królów, świątynie Amona-Re w Karnaku i Luksorze, oraz Ramasseum - kompleks świątynny z czasów panowania Ramzesa II Wielkiego (1279 - 1213 r. p.n.e.). Poza tym cesarz wizytował również tamtejsze koszary - jednego z dwóch stacjonujących w Egipcie rzymskich legionów.
RAMZES WIELKI NA ŁODZI NILOWEJ
WRAZ ZE SWYM LWEM
Cesarska para obejrzała również sławne Kolosy Memnona w Tebach Zachodnich. Od wieków najróżniejsi pielgrzymi, przybysze i turyści pozostawiali na owych posągach wyryte przez siebie wiadomości że tu byli i owe "śpiewające" cuda widzieli na własne oczy (kolosy te bowiem miały tę oto właściwość, że o wschodzie słońca, gdy rozgrzane powietrze rozszerzało szpary posągów, wydawały one z siebie świszczący dźwięk, nieco przypominający śpiew. Ściągało to w owe strony mnóstwo ciekawskich gapiów, którzy chcieli na własne uszy posłuchać "śpiewu boga". Była to prawdziwa atrakcja turystyczna antycznego świata, lecz posągi zamilkły jednak tuż przed wizytą cesarskiej pary. Stało się tak ze względu na prace konserwatorskie, jakie zostały podjęte właśnie z okazji wizyty cesarskiej rodziny, które jednak doprowadziły do ostatecznego uciszenia "śpiewających posągów"). Ponoć Julia Domna odnalazła na jednej z nóg Memnona wiersz napisany przez poetkę - Balbillę na cześć cesarza Hadriana w 130 r. Dalsza podróż wiodła ich do File (miasta nieopodal dzisiejszego Asuanu), gdzie para cesarska (w maju 200 r.) wzięła udział w ludowym święcie ku czci Ozyrysa i Izydy - sprawców wylewów Nilu, tej życiodajnej rzeki, która dawała wyżywienie setkom tysięcy ciężko pracujących na roli egipskich chłopów. Septymiusz Sewer planował jeszcze wyprawę do Nubii, ale okazało się że grasuje tam dżuma i w obawie przed zakażeniem udano się w drogę powrotną do Aleksandrii (tak na marginesie, przypomniała mi się paranoja związana z koronawirusem, dlatego też lubię sobie przypomnieć niektóre zabawne kawałki na ten temat, tak jak choćby filmik prezentowany poniżej. Notabene chciałbym od razu poinformować, bo wydaje mi się że jest to ważne A przynajmniej ja sam czuję się dumny z tego powodu że w czasie tej największej nagonki pandemicznej i robienia z ludzi posłusznych niewolników którzy muszą nosić kagańce na twarzy żeby w ogóle wyjść z domu, nie poddałem się tej nagonce. Oczywiście dla świętego spokoju czasem wkładałem te szmaty na twarz, ale nigdy się nie zaszczepiłem na ten w dużej mierze wydumany wirus - choć oczywiście nie jestem przeciwny szczepieniom i wielokrotnie wcześniej szczepiłem się chociażby na grypę. Parszywe to były czasy i dlatego lubię je sobie powspominać chociażby w taki zabawny sposób).
A TUTAJ JAWNY PRZYKŁAD JAK ŁATWO MOŻNA WYWOŁAĆ W LUDZIACH OKREŚLONE POSTAWY, JEŚLI SIĘ ODPOWIEDNIO ICH NASTRASZY
(PAMIĘTAM TE MEDIALNE OSTRZEŻENIA ŻE WSZYSCY BĘDZIEMY "UMIERAĆ NA ULICACH" I DO DZISIAJ NIKT ZA TO NIE PONIÓSŁ ŻADNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI)
Mimo że podróż Sewerów upływała na turystyce i odpoczynku od spraw wojskowych, to jednak cesarz nie mógł całkowicie porzucić służby państowej i musiał wydawać edykty oraz roporządzenia odnośnie wielu kwestii społeczno-politycznych i administracyjnych. Przede wszystkim dokonano skrupulatnej inspekcji całego Egiptu, a szczególnie administracji i jednostek wojskowych w tym kraju. Po raz pierwszy też od czasów Oktawiana Augusta - czyli od 230 lat - przeprowadzono tam jakiekolwiek reformy administracyjne (wielkie podróże Hadriana po Imperium ograniczały się bowiem głównie do spraw turystycznych i wypoczynkowych, a cesarz bardzo rzadko zajmował się wówczas sprawami administracyjno-politycznymi). Zapewne w Egipcie również doszły Sewera głosy niezadowolonych mieszkańców Rzymu, żądające zakazu walk kobiet-gladiatorów na arenach Imperium. Kobiety walczące jako gladiatorki lub swoiste amazonki były co prawda rzadkością, ale sam fakt że się pojawiały, budził zniesmaczenie wśród wielu widzów. Co prawda byli też i zwolennicy takich walk, a gustowali w nich również cesarze (np. Domicjan - panujący w latach 81-96, lubił urządzać prywatne - często nocne - pokazy walk amazonek w swym prywatnym cyrku, a potem niejednokrotnie sypiał z tymi kobietami. Również Lucjusz Werus - panujący wraz z Markiem Aureliuszem w latach 161-169 - był miłośnikiem kobiecych walk - a ten to w ogóle miał rozmach, potrafił bowiem zarówno w ciągu nocy kilkukrotnie zmieniać kochanki, uczestniczyć w pokazach walk gladiatorek, jak również przebierać się za żebraka i urządzać z kompanami nocne rozruby po mieście, z bijatykami włącznie), ale jednak większość mężczyzn była zniesmaczona, widząc walczące ze sobą na śmierć i życie niewiasty. Ostatecznie cesarz przystał na kierowane do niego prośby i jeszcze w 200 r. zakazał kobietom walk na arenach w całym Imperium.
Munera - czyli igrzyska gladiatorów - Rzymianie ściągneli od Etrusków i po raz pierwszy taki pokaz walk miał miejsce na Forum Boarium w Rzymie w 264 r. p.n.e. - czyli w roku wybuchu I wojny punickiej z Kartaginą. Zorganizowano je, aby uczcić śmierć senatora Decymusa Juniusza Brutusa Pery - a walczyło wówczas ze sobą jedynie sześciu gladiatorów. W 105 r. p.n.e. munera przestały być uroczystością stricte rodzinną i stały się publiczną formą rozrywki oraz politycznej kariery dla ich fundatorów. Kobiety do walk zaczęto dopuszczać dopiero w drugiej połowie I wieku p.n.e., ale ich liczby zawsze były niewielkie i przez to wymieniane są jedynie jako pewien dodatek oraz ciekawostka a nie stała forma igrzysk. W 200 r. Septymiusz Sewer zabronił kobietom uczestnictwa w walkach i już do końca istnienia igrzysk munera, czyli do 404 r. (gdy na arenę, pomiędzy walczących wtargnął grecki mnich Telemachos, nawołujący do zaprzestania rozlewu krwi - za co został na miejscu zasieczony. Pod wpływem tej zbrodni cesarz Honoriusz zakazał organizacji igrzysk gladiatorskich - zresztą w 399 r. zamknięto wszystkie istniejące szkoły gladiatorów). W ciągu całej 667-letniej historii igrzysk munera w Imperium Rzymskim, czasy w których na arenach walczyły również nieliczne kobiety, ograniczał się do zaledwie dwustu kilkudziesięciu lat)