CZYLI JAK TO KRÓL
RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV
PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE
CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO
W KONSTANTYNOPOLU
1645 - (48)
RZECZPOSPOLITA
Cz. V
KRÓLOWA LUDWIKA MARIA GONZAGA
Gdy w 1637 r. król Władysław IV brał ślub po raz pierwszy z arcyksiężniczką austriacką Cecylią Renatą, na Zamku Królewskim w Warszawie miała swoje pokoje królewska kochanka, mieszczka lwowska - Jadwiga Łuszkowska. Cecylia Renata musiała toczyć o nią z królem istne awantury, nim ten zdecydował się umieścić ją z dala od Zamku, teraz jednak sytuacja znów się powtarzała. Król miał drugą żonę, lecz na Zamku, w jego apartamentach królowała kolejna kochanka - Róża Małgorzata von Eckenberg. Teraz jednak król starał się być ostrożniejszy, tak że panna Eckenberg oficjalnie nie zamieszkała na Zamku, ale prawie każde noce spędzała w pokojach króla, natomiast królowa Ludwika Maria sypiała w samotności. Noc poślubna i kolejne noce przez pierwsze kilka tygodni małżeństwa upłynęły więc w taki właśnie sposób i to pomimo starań madame Renee de Guebriant, która otrzymała polecenie od samego kardynała Mazarina, aby starała się doprowadzić królewską parę do wspólnego łoża. Nie udało jej się to i aby uniknąć oskarżeń, obwiniła o wszystko... Ludwikę Marię, która w listach do Mazarina musiała się tłumaczyć ze swej nieśmiałości (ale dodawała że król jest oziębły wobec wszelkich jej amorów). Tak oto w państwie, prócz królewskich planów wojny z Osmanami i Tatarami, pojawił się kolejny problem - jak przekonać króla do małżeńskich figli z żoną. Wojewoda poznański - Krzysztof Opaliński wpadł wówczas na pewien pomysł, a mianowicie poinformował francuskiego posła w Rzeczpospolitej - Nicolasa de Bergy, aby przekazał dwórkom Ludwiki Marii informację, że królowa powinna być śmielsza w okazywaniu uczuć, gdyż: "król nasz pan miłościwy jest cokolwiek lubieżny w okazywaniu materii miłosnej" (król lubił spędzać czas w towarzystwie kobiet, na które trwonił fortunę i gdy wreszcie Sejm nie chciał ofiarować królowi więcej pieniędzy, twierdząc że na niemoralne idą eskapady, Władysław w gniewie krzyknął: "Niech to tak będzie, żem ja te kilkakroć sto tysięcy kurwom moim rozdał")
Królowa spędzała więc wciąż samotne noce, otoczona jedynie swymi dwórkami, perskimi kobiercami i renesansowymi arrasami zawieszonymi na ścianach, które szczególnie jej się podobały. Bardzo też spodobała jej się komnata w której sypiała (jej łóżko specjalnie było ozdobione baldachimem) i cały wystrój wnętrz Zamku Królewskiego, czemu dawała wyraz w swych listach do Mazarina: "Zdziwisz się Waszmość, gdy się dowiesz, że nigdy nie widziałam na dworze francuskim obić tak pięknych jak tutejsze, najmniejsze przejścia w moim gabinecie, jak i w pokojach pani de Guebriant są wyłożone złotogłowiem" (swoją drogą zastanawiające jest, że Ludwika Maria bardzo zdziwiła się widząc zamkowe toalety, bowiem w liście do Mazarina pisze o "gabinecie, w którym się znajduje rezerwuar z wodą" i nazwała to miejsce: "pomieszczeniem czystości". Skoro ona się zdziwiła na widok toalety, co dopiero powiedzieć o samym królu Ludwiku XIV, który w Wersalu nie przewidział ani jednej toalety. Ponoć ten król, który żył 77 lat z czego panował lat 72 a realnie władał Francją przez 54 lata, ten król kąpał się tylko... dwa razy w życiu, raz w dzieciństwie i drugi raz już gdy wstąpił na tron. Oba doświadczenia były dla niego tak traumatyczne, że... postanowił już nigdy więcej się nie myć. Miało to swoje tragiczne wręcz skutki, król cuchnął tak bardzo że posłowie którzy przychodzili do niego na audiencję, nie byli w stanie wytrzymać tego odoru i wielu wymiotowało w obecności króla. Dzisiaj mówi się że Francja jest ojczyzną perfum, ale tak naprawdę w tamtych czasach perfumy były koniecznością, aby zakryć odór jaki wytwarzał nie tylko sam król ale również jego dworacy w Wersalu - który był regularnie zasrywany i zaszczawany z racji faktu, że nie zaprojektowano w nim żadnych toalet. A dzisiaj niektórzy żałośni ideolodzy twierdzą że to średniowiecze było brudne. Średniowiecze przy epoce Ludwika XIV to był niezwykle czysty i wręcz pachnący okres w dziejach świata). Jednak radość z miejsca zamieszkania przysłaniał jej smutek królewskiej oziębłości w stosunku do jej osoby. Smutek królowej trwał do 7 kwietnia 1646 r. (czyli niecały miesiąc od jej ślubu z Władysławem IV) bowiem tego dnia oficjalnie król zaprosił swą małżonkę na wspólne polowanie. Kto wpłynął w tej materii na króla - nie wiadomo, wiadomo jednak że była to też pierwsza noc, jaką król i królowa spędzili we wspólnym, małżeńskim łożu. Wkrótce takich nocy było więcej, a król oddalił swą kochankę pannę von Eckenberg z Zamku.
Tymczasem przygotowania do wojny z Tatarami i Osmanami trwały pełną parą. Król ściągnął z Niderlandów sławnego generała, Polaka który jakiś czas temu wyjechał na Zachód i tam uzyskał międzynarodową sławę walcząc najpierw w służbie holenderskiej od 1623 r. (tam będąc, jako prawdopodobnie pierwszy człowiek w historii w 1625 r. nurkował po dnie Morza Północnego - w poprzedniej części napisałem "Oceanu Atlantyckiego", przepraszam, mój błąd), następnie od 1626 r. przeszedł na służbę francuską (i w latach 1627-1628 r. zdobywał twierdzę hugenotów w La Rochelle). W 1629 r. zaciągnął się do służby w Holenderskiej Kompanii Zachodnioindyjskiej, z którą dotarł do Brazylii. To on był również założycielem tamtejszych portów: Rio de Janeiro, Bahia i Pernambuco. Oczywiście chodzi o generała artylerii Krzysztofa Arciszewskiego. Teraz Arciszewski (po śmierci dotychczasowego dowódcy - Pawła Grodzickiego) miał objąć dowodzenie nad całą artylerią w projektowanej królewskiej wyprawie antytureckiej. W lutym zjechali do Warszawy posłowie mołdawski i wołoski, a w marcu przybyło poselstwo od cara Rosji - Aleksego I (Strieszniew i Projestiew), które zostało przyjęte na audiencji 30 marca 1646 r. Przede wszystkim złożyli oficjalne gratulacje królowi z okazji zaślubin z Ludwiką Marią (taki był oficjalny cel ich wizyty), poza tym zaproponowali wspólny sojusz skierowany przeciwko Tatarom (w grudniu 1645 r. doszło do niezwykle niszczycielskiego ataku Tatarów na ziemie rosyjskie, podczas którego splądrowali oni Bilsk, Kursk i Putywl oraz zabrali ze sobą kilkanaście tysięcy jasyru. Car był wściekły i gotował się do wojny). Król był rad iż dojdzie do zawarcia tego przymierza, ale gdy okazało się że posłowie nie mają żadnych pełnomocnictw do zawarcia oficjalnego sojuszu, Senat sprawę odroczył. Posłowie moskiewscy wyjechali jednak z Warszawy (27 kwietnia) w dość dobrych nastrojach, co mogło być spowodowane chociażby królewską obietnicą co do wsparcia armii moskiewskiej, jeśli ta zdecyduje się ruszyć na Krym. W równie dobrych nastrojach wyjechali posłowie mołdawski i wołoski.
Mołdawia i Wołoszczyzna były bowiem oficjalnymi lennami Porty Ottomańskiej, a władcy tych krain mieli tylko tyle wolności, ile zdołali sobie kupić oficjalnymi (i nieoficjalnymi) daninami dla sułtana, wielkiego wezyra i tych wszystkich, którzy coś znaczyli w państwie osmańskim. Ich los zależał od humoru sułtanów i wezyrów, którzy otaczali ich dwory swoimi szpiegami. Nic więc dziwnego że władcy tych krain zamierzali zrzucić z siebie osmańską zależność. Słabą ich stroną była jednak wzajemna niechęć (przechodząca wręcz w nienawiść) Wasyla Lupula - hospodara mołdawskiego i Macieja Bessaraby - hospodara wołoskiego. Jeden i drugi wzajemnie na siebie donosili do sułtana i czyhali na swoją zgubę. Sułtan Ibrahim pozwolił im władać tylko dlatego, że podwyższył im niewyobrażalnie daniny które musieli płacić, przez co przymykał oczy na ich wzajemne waśnie. Dodatkowo jedna z córek Wasyla Lupula trafiła jeszcze w 1645 r. do sułtańskiego haremu (drugą, Marię - wydał za mąż za Janusza Radziwiłła). Teraz ci dwaj władcy, wysławszy swoje poselstwa do króla Władysława, doszli do przekonania że co prawda bardziej ograniczoną, ale pewniejszą i bezpieczniejszą mieliby władzę pod zwierzchnictwem Rzeczpospolitej, niż z pozoru niezależną, a tak naprawdę całkowicie kontrolowaną, niepewną i chwiejną władzę, jaką posiadali pod zwierzchnictwem osmańskim. Z końcem marca 1646 r. do Warszawy przybyło również i inne poselstwo, złożone z dwóch zakonników bazyliańskich z Góry Athos, którzy przywieźli ze sobą listy od patriarchów Konstantynopola, Aleksandrii i Jerozolimy, w których ci deklarowali zorganizowanie powstań antytureckich na sobie podległych terenach, jeśli dojdzie do wojny Rzeczpospolitej z Portą.
Bez wątpienia króla musiała miło łechtać taka wizja wyzwolenia i zjednoczenia pod swoim berłem chrześcijan Zachodu i Wschodu. Już wcześniej zorganizował debatę religijną katolików i protestantów pod nazwą Colloquium Charitativum (o czym pisałem w poprzedniej części), teraz marzył o zjednoczeniu katolików i prawosławnych w zdobytym Konstantynopolu. Zbierał więc Władysław wojsko (również zagraniczne zaciągi nad którymi dowództwo miał sprawować Francuz vice-hrabia d'Arpajon, który przywiózł królowi Order św. Ducha od Ludwika XIV). Król miał bardzo szerokie plany, śnił bowiem nie tylko o zdobyciu Konstantynopola, ale również o odbiciu Grobu Świętego w Jerozolimie, a nawet do Egiptu zamierzał pomaszerować, śladami Aleksandra Wielkiego. Król już miał wszystko przemyślane, co prawda śmierć hetmana wielkiego koronnego - Stanisława Koniecpolskiego (11 marca 1646 r. - nazajutrz po ożenku Władysława z Ludwiką Marią), który w armii miał większe uznanie niż król, to nieco pokrzyżowało królewskie plany, ale ich nie przekreśliło. To właśnie Koniecpolski opracował plan wojny z Tatarami, który teraz Władysław pragną zmodyfikować. Mianowicie zamyślał sobie tak - gdy zbierze armię, ruszy do Mołdawii i zasilony posiłkami mołdawskimi i wołoskimi przekroczy Dunaj, wkraczając do Bułgarii i prąc na Konstantynopol (podobnie ponad 220 lat wcześniej próbował uczynić jego imiennik - Władysław III Jagiellończyk, o czym piszę w innej serii). W tym samym czasie Moskwa ruszy na Tatarów Krymskich a Wenecja, Francja i Papiestwo udzieli wsparcia ze strony morza. Po zajęciu Konstantynopola ruszy się dalej, do Jerozolimy i Aleksandrii. Prawda że ciekawy plan? Tylko problem był tego typu że nie wszystkie państwa tej koalicji garnęły się do walki z Portą, zresztą i w Rzeczpospolitej nie było na to zgody (np. wojewoda krakowski Stanisław Lubomirski, ten, który 25 lat wcześniej wraz z hetmanem wielkim Stanisławem Żółkiewskim odniósł wielkie zwycięstwo nad potęgą sułtana pod Chocimiem, teraz, gdy ujrzał w Krakowie nielegalny pobór żołnierzy do królewskiego wojska, doboszowi kazał rozbić bęben o jego łeb, a swoim ludziom rozpędzić już zebraną piechotę; wojewoda czernichowski - Marcin Kalinowski {którego ojciec poległ pod Cecorą w 1620 r.} ogłosił wręcz że jeśli król samowolnie przekroczy z wojskiem granicę państwa, to on położy się na drodze tej armii i swym ciałem zagrodzi jej drogę; zaś kanclerz wielki litewski Albrycht Stanisław Radziwiłł stwierdził oficjalnie, że gotów jest "pierwej rękę sobie odrąbać", niż przyłożyć swój podpis do królewskich listów przypowiednich - zwołujących żołnierzy na przyszłą wojnę z Osmanami. Poza tym szlachta w całym kraju przytaczała kasus żołnierzy Aleksandra Wielkiego - podkreślając że król chciałby podążyć jego śladami - oni twierdzili że jeśli tak się stanie, to oni podzielą los żołnierzy Aleksandra, którzy wyruszali na wyprawę z Persją jako wolni ludzie, a zakończyli ją jako królewscy niewolnicy. Dopytywano też wszem i wobec: "Gdzie się tedy podzieje wolności nasza, gdy król w Aleksandra się zamieni?").
Ale zostawmy na razie te kwestie i wróćmy na królewski dwór do Warszawy. Oto bowiem przyszła wiosna, nastał maj a z nim powróciła ciepła pogoda. Królowa Ludwika Maria wybrała się teraz do pałacu Ogrodowego, który położony był wokół pięknego ogrodu. Nieopodal zaś, w pobliskim parku król trzymał kilka zwierząt (jelenie, sarny, kaczki, żurawie, łabędzie). W samym ogrodzie stał też warzywnik, w którym pielęgnowano lecznicze rośliny, a także sad drzew pomarańczowych, cytrynowych i figowców. Ponadto Ludwikę Marię zachwyciły kwietne tarasy, wychodzące od strony Wisły. Bez wątpienia Zamek Królewski, pałac w Ujazdowie (gdzie nawet była kanalizacja) i pałac Ogrodowy, były najpiękniejszymi miejscami w których przebywała królowa, ale było też coś, czego nie znosiła. Nie cierpiała polskich zim, a to dlatego że jako Francuzka nieprzyzwyczajona do chłodów, marzła w komnatach królewskich (oczywiście były tam pięknie zdobione kafelkowe piece, które ogrzewały całe pomieszczenia, na podłodze zaś rozkładano ciepłe skóry niedźwiedzi, rysi i fok - które grzały najlepiej, ale królowej to było za mało, jako że wówczas nie używano jeszcze szyb, a okna wypełniano błoną papierową nasyconą olejem, lub używano krzemiennych szybek, oprawionych w ołów i cynę, co jakiś czas do komnaty wpadał mroźny powiew wiatru, wiejący od Wisły. Idąc do łoża zimą okrywano się kocami ze skóry niedźwiedzia podbitej wełnianą tkaniną, a stopy wkładano do aksamitnego worka, podszytego wilczymi ogonami. Zimy nie były więc ulubioną porą roku królowej Ludwiki Marii. Przeszkadzał jej też tryb życia króla, który wstawał z łoża dość późno, po godzinie dwunastej lub pierwszej w południe. W łożu jadał i śniadanie i obiad, jedynie kolację spożywał przy stole, królowa zaś przyzwyczajona była do porannego wstawania.
ZAMEK KRÓLEWSKI
i KOLUMNA ZYGMUNTA III WAZY
(ojca Władysława IV)
Królowa przeniosła również nad Wisłę zwyczaj picia słodkiej czekolady (którą królowa zwykła pijać szczególnie po południu, a czasem na kolację), która to początkowo nie była popularna na dworze (Jan Andrzej Morsztyn pisał o czekoladzie w ten sposób: "szkaradny napój, tak brzydka trucizna i jady, co żadnej śliny nie puszcza za zęby, niech chrześcijańskiej nie plugawią gęby"). Był to jedyny zwyczaj kuchni francuskiej przeniesiony do kuchni polskiej za czasów Ludwiki Marii, poza tym Francuzi rozpływali się nad polskimi potrawami, nie mogąc się ich nachwalić (szczególnie do gustu przypadły im przyprawy i dekoracja potraw). Tak oto kultury nie tylko higieny, kulinariów ale również mody, wzajemnie się przenikały. Francuzi bowiem przywieźli nad Wisłę modę na wydekoltowane suknie dam. Oczywiście takie suknie też były w Polsce używane wcześniej, z tym że polskie szlachcianki najpierw nakładały pod nie płócienne koszule, które osłaniały dekolt, Francuzki zaś nosiły odkryte dekolty (w 1635 r. dla swej kochanki Jadwigi Łuszkowskiej, król Władysław IV sprowadził z Francji specjalną suknię, która... zupełnie odsłaniała nie tylko piersi, ale również miała spore wycięcie z przodu i z tyłu co ukazywało zarówno pupę jak i clitoris). Poza tym zapanowała na dworze francuska moda na "loczki", czyli fikuśne uczesanie dam. Królowa bardzo pilnowała moralności swych dziewcząt i jeśli wobec którejś potwierdziły się przypuszczenia o nieobyczajne prowadzenie się, natychmiast odsyłano ją do Francji. Jednocześnie Ludwika Maria dbała o przyszłość swego fraucymeru i starała się korzystnie wydać je za mąż.
Maj 1646 r. zaczął się więc wesoło i radośnie. Król Władysław bowiem udał się ze swoją francuską małżonką na wypoczynek wiejski, zabierając ze sobą malutki domek na kółkach (który rozstawiano następnie niczym namiot i w którym król pomieszkiwał, będąc np. na polowaniu). Król był w dobrym humorze, bowiem plany wojny z bisurmanem (jak mawiano o Osmanach w Rzeczpospolitej) były na dobrej drodze do realizacji, dlatego też Władysław nie rezygnował z przyjemności, jakim się oddawał przez lata. Oto bowiem zorganizowano na Zamku Królewskim w Warszawie bal przebierańców, zwany "niemiecką zabawą", podczas której zarówno król, królowa jak i członkowie dworu losowali kartki, na których było zapisane w co mają się przebrać. Na przykład podczas jednej z poprzednich takich zabaw, mającej miejsce w roku 1641 (jeszcze za życia poprzedniej królowej Cecylii Renaty) królowi przypadło przebranie za Maura, królowej za niewolnicę z osmańskiego haremu, żonie kanclerza wielkiego koronnego - Jerzego Ossolińskiego - Izabeli Ossolińskiej (z domu Daniłowicz) za Wenecjankę, hetmanowi wielkiemu koronnemu Stanisławowi Koniecpolskiemu przypadło przebranie gospodarza (czy raczej zarządcy karczmy), zaś wojewodzie ruskiemu Jeremiemu Wiśniowieckiemu rola kupca. Podczas przyjęcia z 1646 r. królowi przypadła rola Hiszpana a królowej rola chłopki (a raczej ruskiej dziewki). Była to też pierwsza wiosna królowej Ludwiki Marii w jej nowej ojczyźnie, dlatego też starała się ona jak najwięcej poznać, a przede wszystkim - zdobyć własnych zwolenników, którzy mogliby stworzyć coś na wzór "stronnictwa królowej". Tym bardziej że Ludwika Maria żywo interesowała się polityką.
Król co prawda starał się trzymać ją na dystans od spraw kraju, ale ona wiedziała dobrze, że jej pozycja nie jest mocna i koniecznie musi zdobyć szersze poparcie, szczególnie wśród magnaterii. Dwór królowej bowiem składał się z prawie samych Francuzów, przez co nie mógł stanowić żadnego wsparcia dla jej politycznych celów. Pozyskanie możnych polskich panów było więc niezwykle ważne i korzystne z jej punktu widzenia. Należy jednak też pamiętać, że choć w Rzeczpospolitej politykę (podobnie jak i w innych krajach) robili wyłącznie mężczyźni, to jednak pozycja polskich kobiet w polityce była niezwykle mocna i już z początkiem XVI wieku można oficjalnie mówić o tzw.: "damskiej frakcji" lub po prostu... "kwokach" ("Kobiety po całych sesjach przesiadują na ganku w izbie sejmowej, dają znaki posłom i senatorom przymileniem ust lub marszczeniem czoła, co im się podoba a co nie podoba" - jak pisał Kitowicz, a Niemcewicz dodawał: "Kwoki otaczają króla" 🤭). Jednak prawdziwą szkołą wychowania i ogłady panien polskich był albo dwór królewski (gdzie magnackie i szlacheckie córy pełniły role dwórek królowej), lub też dwory magnackie. Dwór królowej Ludwiki Marii był jednak wypełniony samymi Francuzkami (nad którymi królowa sprawowała pieczę), tak więc żadna polska szlachcianka raczej nie mogła się tam dostać. Pomimo tej niezwykle silnej (także w polityce) pośród innych krajów pozycji polskiej kobiety, należy uczciwie dodać że wiele z tych panien (także z magnackich rodów) często nie potrafiło czytać i pisać, jeśli wcześniej ich ojciec nie zadbał o edukację córek. Dochodziło więc niekiedy do kuriozów, gdy ambitne, inteligentne i żywo zainteresowane polityką polskie niewiasty, nie potrafiły się często nawet podpisać. Dlatego też magnaci i szlachcice starali się o wysłanie swych córek na królewski dwór, w nadziei że tam zdobędą wiedzę, umiejętność konwersacji i (przede wszystkim) dobrego męża.
"UMIESZ CZYTAĆ?"
"TAK... ALE NIE WSZYSTKO. JAK NAPISZESZ "SEBASTIAN" TO PRZECZYTAM, BO TO MOJE IMIĘ I TEGO SIĘ NAUCZYŁEM" 😉
CDN.












.png)






.png)
.png)



.jpg)
.jpg)
.jpg)




