WYŚWIETLENIA

25 sierpnia 2026

POLSKĘ TRZEBA ZAŁATWIĆ! - Cz. I

CZYLI O TYM, 
JAK TO NIEMCY, ROSJA I INNE KRAJE
PO I WOJNIE ŚWIATOWEJ, 
WSPÓLNYMI SIŁAMI DĄŻYŁY DO
ZNISZCZENIA ODRADZAJĄCEJ SIĘ
POLSKIEJ PAŃSTWOWOŚCI





"ŻOŁNIERZE! DWA DŁUGIE LATA, PIERWSZE ISTNIENIA WOLNEJ POLSKI, SPĘDZILIŚCIE W CIĘŻKIEJ PRACY I KRWAWYM ZNOJU. KOŃCZYCIE WOJNĘ WSPANIAŁYMI ZWYCIĘSTWAMI, I NIEPRZYJACIEL, ZŁAMANY PRZEZ WAS, ZGODZIŁ SIĘ WRESZCIE NA PODPISANIE (...) POKOJU. ŻOŁNIERZE! NIE NA PRÓŻNO I NIE NA MARNE POSZEDŁ WASZ TRUD. (...) LECZ OD RAZU, OD PIERWSZEJ CHWILI ŻYCIA SWOBODNEJ POLSKI, WYCIĄGNĘŁO SIĘ KU NIEJ MNÓSTWO POŻĄDLIWYCH RĄK, SKIEROWAŁO SIĘ MNÓSTWO WYSIŁKÓW, BY JĄ UTRZYMAĆ W STANIE BEZSIŁY, BY JEŚLI JUŻ ISTNIEJE, BYŁA ONA IGRASZKĄ W RĘKU INNYCH, BIERNYM POLEM DLA INTRYG CAŁEGO ŚWIATA (...) 

ŻOŁNIERZE! ZROBILIŚCIE POLSKĘ MOCNĄ, PEWNĄ SIEBIE I SWOBODNĄ (...) KRAJ, CO W DWA LATA POTRAFI WYTWORZYĆ TAKIEGO ŻOŁNIERZA, JAKIM WY JESTEŚCIE, MOŻE SPOKOJNIE PATRZEĆ W PRZYSZŁOŚĆ"

JÓZEF PIŁSUDSKI
18 Października 1920 r.






VARIA





"ZA PIĘTNAŚCIE LAT DORÓWNACIE LONDYNOWI"


 To powyżej, to piętnastoletni plan ekonomicznej rozbudowy Polski, opracowany przez ministra skarbu Eugeniusza Kwiatkowskiego (i ludzi z jego otoczenia), który miał się rozpocząć w 1939 r. i trwać do 1954 r. Były to bardzo ambitne i niezwykle ciekawe plany modernizacji kraju, zakładające w ciągu najbliższych piętnastu lat gruntowne unowocześnienie poszczególnych gałęzi gospodarki, tak, aby nie tyle "doścignąć" Zachód Europy, ale wręcz... go prześcignąć (temu właśnie miały służyć kolejne "trzylatki" tego planu, wymienione na plakacie). Dziwne, niesamowite, niemożliwe zapytamy, lecz ja odpowiem paradoksalnie, że możliwość dogonienia a nawet przegonienia Zachodu - BYŁA MOŻLIWA. Może nie w ciągu lat 15 lecz 30 do 50 i oczywiście przy założeniu że w tym czasie w naszej części Europy nie wybuchłby żaden większy konflikt międzynarodowy. Zresztą takie opinie dotyczące naszego kraju nie były w międzywojennej Europie wcale odosobnione. Pod takim jak wyżej przytoczonym tytułem, ukazała się w Ilustrowanym Kurierze Codziennym (popularnym IKC-u) dnia 21 stycznia 1938 r. relacja Anglika zamieszkałego w Polsce, który przewidywał że w ciągu kolejnych piętnastu lat Polska pod względem gospodarczym i przemysłowym dorówna Wielkiej Brytanii. 

Oczywiście taka opinia obcokrajowca o naszym kraju nie należała wcale do rzadkości. W 1940 r. (gdy Polska znajdowała się już pod okupacją niemiecką) w Wielkiej Brytanii ukazał się film o Polsce (który pierwotnie był kręcony jeszcze w 1938 r., potem jednak musiano pokazać również samą okupację, chociaż i tak nie została ona przedstawiona w takiej formie, jaką naprawdę przybrała na ziemiach polskich i w całej Europie Wschodniej). Film pt.: "This is Poland" został także w 1942 r. wyświetlony w Stanach Zjednoczonych. Polska jest tam przedstawiona jako sympatyczny kraj sympatycznych ludzi o wysokiej kulturze, zaś Warszawa jako przeurocze, eleganckie miasto (notabene należy dodać co o Polakach mówił amerykański reżyser i fotograf - Julien Bryan, który w tych krwawych dniach września 1939 r. przebywał w Warszawie: "Polacy! Gdyby Spartanie odżyli i zobaczyli wasz heroizm, schyliliby przed wami czoło. Będąc 7 miesięcy jako żołnierz pod Verdun nie spotkałem się z taką postawą. Naród taki nie może być zwyciężony").




Zresztą opinia o Polsce w międzywojniu była wyjątkowo wysoka. Warszawę nazywano "Paryżem północy", ceniono polską gościnność, uprzejmość, elegancję a także polską bitność, odwagę i polskie wynalazki, które przecież używamy do dziś, nie mając niejednokrotnie pojęcia kim byli ich autorzy - takie jak wycieraczka samochodowa (Józef Hoffman), ręczna kamera filmowa (Kazimierz Prószyński), harmonogram, czyli uporządkowanie czasu pracy (Karol Adamiecki), lampa naftowa - używana na świecie aż do czasu odkrycia żarówki (Ignacy Łukasiewicz), a także peryskop odwracalny - montowany w polskich czołgach 7 TP i okrętach wojennych przed wybuchem II Wojny Światowej (Rudolf Gundlach), a także obrotowa wieżyczka czołgu (polskie czołgi jako jedyne przed wrześniem 1939 r. wyposażone były w obrotowe wieżyczki czołgów), kamizelka kuloodporna (Jan Szczepanik), wyrzutnia pocisków (Władysław Świątecki), wykrywacz min (Józef Kosacki), oraz niezwykłe pistolety i karabiny produkowane w latach 30-tych. 

Oczywiście to jedynie niewielka część polskich wynalazków sprzed wybuchu II wojny światowej, tych najsławniejszych i najbardziej znanych, było ich jednak znacznie więcej. W ramach programu "Laboratorium" z 1934 r. a potem działań o kryptonimie "Akcji N", w latach 1934-1944 stworzono w Niemczech (i przez pewien okres także w Związku Sowieckim), potężną organizację wywiadowczą, która bazowała na ludziach mieszkających w Niemczech od dawna, lub nawet tam urodzonych. Ci ludzie prowadzili normalne życie, żyli w swoich społecznościach, niekiedy byli także aktywni w partiach NSDAP i WKPb - po prostu pracowali w charakterze "śpiochów". To właśnie oni stworzyli w czasie wojny potężną, zakonspirowaną antyhitlerowską organizację w Niemczech. Drukując ulotki i gazety w języku niemieckim, nawoływali naród niemiecki do opamiętania się nim będzie za późno, do wystąpienia przeciw Hitlerowi i jego "bandzie", która "zagrabia i marnotrawi niemiecką pracę i poświecenie żołnierza na frontach tej wojny". Gazetki te docierały także na front, do żołnierzy i wyrabiały w nich przekonanie że oto stworzył się silny antyhitlerowski ruch w Niemczech. Oczywiście wywiad niemiecki zdawał sobie doskonale sprawę kto stoi za tymi hasłami, wiedzieli dobrze że tworzy je "polska grupa", nie rozgłaszali tego jednak, nie chcąc by wytykano im nieudolność (gdyż oto podbity naród był w stanie stworzyć potężną siatkę agenturalno-informacyjną w Niemczech).




II Rzeczpospolita była państwem które budowali Polacy od 1918 r. praktycznie od podstaw, a już w 1938 r. państwo to było jednym z kluczowych graczy na europejskiej scenie politycznej, z rosnącą w górę gospodarką, coraz silniejszym przemysłem (w 1918 r. na ziemiach polskich nie było praktycznie niczego, wszystko zostało podczas I Wojny Światowej zrabowane przez przetaczające się przez ziemie polskie kolejne armie - rosyjską, niemiecką i austriacką, a to, co nie nadawało się do wywiezienia, zaborcze armie skrupulatnie niszczyły, by nie wpadły w ręce wroga), prężną i wciąż unowocześnianą armią (Wojsko Polskie zajmowało 4 pozycję w Europie i 7 na świecie pod względem liczebności, wielkości dywizji i nowoczesności sił zbrojnych). Co się tyczy armii II Rzeczypospolitej Polski, to należy nadmienić, że żaden środkowoeuropejski kraj (począwszy od Szwecji i Finlandii, a skończywszy na Grecji i Bułgarii nie dysponował armią liczniejszą, ani silniejszą od polskiej. Takiej armii nie posiadała także i Czechosłowacja.




Lecz właśnie te polskie  sukcesy, a w ogóle samo powstanie państwa polskiego, które miało swoje ambicje i odzyskiwało ziemie, które wcześniej zostały Polsce zrabowane przez zaborców, budziło frustrację i niechęć do odrodzonej Polski nie tylko w Moskwie i Berlinie, ale również w innych stolicach krajów nam niechętnych, takich jak: Litwa, Czechosłowacja, czy... Wielka Brytania. I właśnie tutaj chciałbym pokazać ilu było wrogów owego odrodzenia Polski, wrogów którzy przez dekady przyzwyczaili się do faktu że Polski nie ma, nie będzie i nie potrzeba. Chciałbym właśnie zaprezentować kierunki działań zmierzające do zniszczenia Polski jako niepodległego państwa lub chociażby takiego jej osłabienia, aby nie była zdolna stanowić przeciwwagi w Europie Środkowej dla tandemu niemiecko-rosyjskiego. Wydaje mi się że w obecnych czasach wielkiej próby, jakie stoją przed nami, jest to również bardzo ważne, aby wiedzieć jak pomimo wielu trudności (znacznie większych i poważniejszych niż dziś) nasi przodkowie potrafili doprowadzić sprawę Niepodległości Polski do końca i "tak ją postawić w sile i mocy", aby nie tylko mogła przetrwać, lecz również aby zaczęła zgłaszać pretensje do uznania jej mocarstwowych ambicji (powiedzmy sobie bowiem szczerze i otwarcie, Polska - wraz z Rumunią i Jugosławią - była największym beneficjentem I Wojny Światowej, a spośród krajów i narodów z nami sąsiadujących, bezwzględnie odnieśliśmy największy sukces w dziele odbudowy Ojczyzny, i to właśnie tak bardzo bolało wielu naszych przeciwników, czy też jawnych wrogów).




I rzeczywiście, dla wielu było nie do pomyślenia, że państwo, którego jeszcze kilka lat wcześniej nie było na mapach, które było tak zniszczone działaniami wojennymi, że brakowało nawet słomy na chłopskich dachach, którą konfiskowały zaborcze armie dla potrzeb wojennych, że ten mały zdawałoby się, słaby i biedny kraj, może w ogóle myśleć o mocarstwowości. Amerykanie nie dowierzali, pisząc w 1934 r.: "Poprzedni sługa cesarzowej Austrii, cesarzowej Rosji i Fryderyka Wielkiego w Prusach teraz chce być panem w afrykańskim kraju", a "Pittsburgh Courier" dodawał w alarmistycznym tonie: "Liberia może być pochłonięta przez żarłoczną Polskę". Zaś francuski delegat w Radzie Ligii Narodów Joseph Paul-Boncour posunął się do stwierdzenia (na słowa polskiego delegata w Radzie Ligii Narodów - Augusta Zaleskiego, że Polska jako mocarstwo ma prawo do podejmowania określonych decyzji w interesujących Ją kwestiach): "O tak, Polska jest mocarstwem. Ale należy pamiętać że są wielkie mocarstwa i jest Polska". Były to słowa wypowiedziane przez przedstawiciela państwa, które (przynajmniej oficjalnie) było nam przyjazne i z którym mieliśmy zawarty od 1921 r. sojuszniczy układ militarny. Pokazuje to dobitnie, że Polska Niepodległa, a już z pewnością Polska mająca własne ambicje mocarstwowe, była nie na rękę nie tylko państwom nam realnie wrogim, ale również i tzw.: sojuszniczym. 

Co się tyczy Francji, to Robert de Saint-Jean pisał pod datą 10 czerwca 1940 r. - czyli w czasie, gdy Niemcy zbliżali się już do Paryża - tak: "Kiedy powiedziałem pokojówce, że jeśli chce, może od razu wrócić do domu rodziców na wsi, uśmiechnęła się: "Nie spieszę się. Poza tym nie wyjadę, dopóki nie posprzątam domu na lato". Nie wierzyła, że Niemcy przyjdą, mimo plotek krążących po okolicy, i uważa, że jestem trochę defetystyczny… Jedna z rzeczy, która wyrządziła Francji największe szkody w ostatnich latach. Przez lata to, co nazywano naszym "wspaniałym optymizmem", było przekonaniem, które żywiliśmy, że "to" nie może się zdarzyć w naszym kraju. Francja również mówiła: „Nie spieszę się… Pozwól mi najpierw posprzątać dom", zaś pod datą 13 czerwca de Saint-Jean zanotował: "Co dziwne, zauważyłem, że ludzie wokół mnie już nie proszą o aktualizacje. Są zmęczeni słuchaniem radia i refrenem "Marsylianki", który poprzedza zapowiedź katastrof… Ludzie interesują się teraz tylko swoimi sąsiadami; starają się rozwiązywać problemy szczegółowe, które zastąpiły te ogólne: kwestię mieszkania, kwestię wyżywienia, kwestię, gdzie posłać dzieci… itd. To "równość losów" w nieszczęściu, która istniała na froncie, a która teraz dotyka również cywilów wypędzonych z domów. Być może zbyt przywiązujemy się do tego, co widoczne, i ponieważ straciliśmy domy, błędnie sądzimy, że straciliśmy wszystko (…) Ale nieszczęście ma też swoją drugą stronę : to całkowite zubożenie może nas wzbogacić; możemy na przykład zyskać to braterstwo wśród Francuzów, które właśnie zaczyna się objawiać w tej chwili. Pielęgniarka, która wróciła z konwojem karetek, podzieliła się kilkoma spostrzeżeniami, które poruszyły wielu z nas. Te uwagi nas zaskoczyły, ponieważ pochodziły od kobiety, która w czasie pokoju prowadziła najbardziej sztuczne życie. Bogata i snobistyczna, żyła tylko dla tego, co nazywa się "imprezami towarzyskimi", słowem, które tak pięknie rymuje się z "próżnością", a jej delikatna dłoń z pomalowanymi paznokciami zdawała się być zdolna dotykać jedynie najcenniejszych klejnotów. Dziś patrzyłem na jej dłonie, teraz zrogowaciałe od jazdy ciężkim samochodem przez dni i noce po dziurawych drogach. Jej nie ozdobiona twarz nie była już ładna; lecz mimo to była piękna, bo po raz pierwszy pojawiła się w niej ludzkość (...) gdy już przyzwyczaisz się do myśli, że dom spłonął, że wojna jest przegrana, że Paryż zostanie zajęty, wkraczasz w inną sferę, która z pewnością nie jest sferą obojętności, ale która nie jest już sferą rozpaczy: sferą, która jest, że tak powiem, poza nieszczęściem. Potem pozostaje jeszcze jeden krok do zrobienia: znaleźć w całkowitym zapomnieniu o sobie niezbędne uniesienie, które pozwala prawdziwie poświęcić się innym". 


"PRZEZ ZJEDNOCZENIE NARODU 
DO POLSKI WIELKIEJ, SILNEJ I SPRAWIEDLIWEJ"



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...