WYŚWIETLENIA

28 maja 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. VIII

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. VIII



 Wiosna roku 1923, to był czas coraz intensywniej projektowanej nowej rewolucji i nowej wojny polsko-sowieckiej. Biuro Polityczne Komitetu Centralnego Partii bolszewickiej planowało w tym roku wybuch rewolucji komunistycznej w Niemczech, a co za tym idzie wsparcie tej rewolucji - czyli atak na Polskę. W tym celu potrzebna była Rosji sowieckiej destabilizacja (szczególnie) wschodnich regionów państwa polskiego. Organizowano więc specjalne grupy bojowe, które miały przenikać na terytorium Polski i prowadzić tam akcje dywersyjne. Do aktywniejszych z nich należały grupy dowodzone przez Stanisława Aleksiejewicza Waupszasowa (Wajpszaca) i Kiryła Prokifijewicza Orłowskiego. Celem tych akcji sabotażowych (a raczej terrorystycznych) miało być przygotowanie gruntu pod wystąpienia powstańcze, gdyż w planach Moskwy było wywołanie ogólnonarodowego powstania Białorusinów, Żydów, Litwinów i Ukraińców przeciwko państwu polskiemu. Cel minimum owych akcji zakładał ostatecznie przyłączenie wschodnich ziem Rzeczpospolitej do Związku Sowieckiego (czyli Zachodniej Ukrainy i Zachodniej Białorusi), natomiast cel maksimum zakładał przeniesienie wystąpień rewolucyjnych na teren całej Polski i ostateczne wciągnięcie nas w orbitę wpływów sowieckich. Takie były założenia, teraz pozostawało tylko wprowadzić je w czyn.

Z początkiem maja "Ilustrowany Kurier Codzienny" donosił: "Rosya, Niemcy, Litwa i Czechy spiskują przeciwko Polsce (...) musimy zgodni i zjednoczeni stać z bronią u nogi". Wkrótce gazety zaczęły krzyczeć takimi oto nagłówkami: "Agenci komunistyczni w Krakowie", "Bandy znów uderzyły pod Lwowem", "Niemiecka prowokacja na Śląsku". W atmosferze tej niepewności i niestabilności (szczególnie na Wschodzie) zaczęły pojawiać się w Sejmie propozycje stworzenia siły, mającej zabezpieczyć wschodnie granice Rzeczpospolitej - choć na razie były one jeszcze w powijakach. Natomiast wielu posłów wygłaszało dosyć ostre przemowy sejmowe, jak choćby poseł ludowców - Jan Brodacki, który perorował: "Pienią się w bezsilnej złości Niemcy - wtórują im bolszewicy, Ukraińcy i Białorusini, chcą zagarnąć owe wyspy ziemi polskiej na wschodzie, a Polaków tam z dawien dawna osiadłych wygnać precz za Bug i za San. Żydzi podnieśli wrzask na cały świat, że Polacy śmią głośno oddychać i kichnąć się u siebie nie wstydzą. Różne krety i turkucie podjadki żyją na tej naszej polskiej grzędzie, mimo że mamy wolną i niepodległą Polskę, Polski nie przybywa, ale wciąż ubywa, zalewa ją fala obca, podmywa i podrywa brzegi". Poseł ksiądz Kazimierz Lutosławski wprowadził również pod obrady Sejmu projekt ustawy, wprowadzającej numerus clausus na wyższych uczelniach polskich, zakładający ograniczenie liczby studentów obcego pochodzenia (historia lubi się powtarzać 😉). Projekt ten został zaakceptowany i dobrze przyjęty w zachodnich regionach Polski, ale 21 kwietnia 1923 r. podczas komisji oświatowej odrzuciły go uczelnie Warszawy, Krakowa i Wilna. Twierdzono bowiem, że nadreprezentacja studentów (głównie) pochodzenia żydowskiego bierze się stąd, że Żydzi mają lepsze "materyalne uposażenie". Należy więc zorganizować pomoc dla dzieci robotników, chłopów i inteligencji pracującej, aby im umożliwić naukę na wyższych uczelniach, natomiast nie wprowadzać ograniczeń w liczbie studentów, bo to niczemu nie służy. Ksiądz Lutosławski nie był zadowolony z tego typu wyjaśnień i stwierdził że odrzucenie jego projektu ustawy przez wschodnie uczelnie, wzięło się właśnie z nadreprezentacji tam żywiołu niepolskiego.

Tego samego 21 kwietnia 1923 r. w godzinach wieczornych, ogromny huk zbudził mieszkańców kamienicy przy ulicy Studenckiej w Krakowie. Bomba wybuchła w bramie budynku należącego do profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego Władysława Natansona (pochodzenia żydowskiego). Tego naukowca specjalizującego się w optyce, teorii kinetycznej gazów i teorii elektronów oraz promieniowania, natomiast zupełnie nie interesowały go walki polityczne. W zasadzie można powiedzieć że nie popierał on żadnej ze stron politycznego sporu, skupiając się głównie na nauce. Bomba zaś zniszczyła elewację, cokół kamienny i potężne dębowe drzwi. Nikt co prawda nie zginął, ale wokół mnóstwo było szkła z powybijanych szyb z sąsiednich kamienic (gdyż wybuch bomby zniszczył szyby nawet w filii pobliskiego urzędu pocztowego). Natansona ocaliły drugie żelazne drzwi bramy, które znajdowały się w wewnętrznej sieni budynku. Zaalarmowany wybuchem (i mieszkający w sąsiedniej kamienicy) prezydent miasta Krakowa - Jan Kanty Fedorowicz, natychmiast pośpieszył z pomocą. Wcześniej zaś próbował powiadomić komendanta miejskiej policji, ale ten nie odbierał telefonu. W ogóle policja bardzo opieszale zbierała się do przybycia na miejsce zdarzenia (miejsca tego przez dłuższy czas pilnowało tylko dwóch stójkowych). Ostatecznie sprawcy nie odnaleziono, ale stworzyło to też okazję do snucia podejrzeń na temat przyczyn owego zamachu. W krakowskich kawiarniach (przy małej czarnej, albo czymś mocniejszym) opowiadano sobie różne niestworzone historie. Twierdzono że zamachu dokonali żydowscy faszyści, gdyż profesor Natanson miał popierać wprowadzenie numerus clausus. Inni twierdzili że to byli polscy faszyści, gdyż profesor nie popierał wprowadzenia numerus clausus (i jedni i drudzy mieli rację, gdyż prof. Władysław Natanson nigdy nie wypowiadał się w tym temacie, co znów dawało okazję do snucia najróżniejszych podejrzeń). Twierdzono też że celem miał być sam prezydent miasta, a zamachu dokonać mieli jego polityczni przeciwnicy (bomba była bowiem całkiem widoczna, zamachowiec nie pokusił się nawet o ukrycie jej lub owinięcie w cokolwiek). Twierdzono też że była to zemsta mieszkańców miasta, gdyż prezydent zamiast polewać ulicę wodą, to kazał je skraplać jakimś specyfikiem, który miał niezbyt przyjemną woń. Najróżniejszym spiskowym teoriom nie było końca (najbardziej zabawną teorią spiskową była ta, iż zamachu dokonali szklarze, bowiem w wyniku wybuchu mieli pełne ręce roboty). Wkrótce miało się okazać, że nie była to ostatnia bomba która wybuchła w grodzie Kraka. 

27 kwietnia Sejm uchwalił ustawę o Trybunale Stanu, powołując tę instytucję do polskiego porządku prawno-publicznego.

2 maja 1923 r. do Polski przybył marszałek Francji - Ferdynand Foch. Prasa oczywiście rozpisywała się jakiego to Polska ma sojusznika na Zachodzie, gdyż przyjazd tego bohatera Francji, jednego z symboli zwycięstwa Ententy w I Wojnie Światowej, był doniosłym wydarzeniem. Należy jednak pamiętać że Foch nie był zwolennikiem podpisanej 19 lutego 1921 r. w Paryżu polsko-francuskiej umowy sojuszniczej, która miała na celu udzielenie sobie wzajemnej pomocy w sytuacji agresji Niemiec na jedno z tych dwóch państw. Ferdynand Foch twierdził bowiem że pakt ów związuje ręce Francji i nie służy jej interesom, ale gdy sytuacja Francji zaczęła się pogarszać, gdy konflikt niemiecko-francuski potężniał w Zagłębiu Ruhry, sojusz ten mógł się przydać i dlatego rząd francuski zlecił Foch'owi misję wyjazdu do Polski w celu przestawienia polskich planów obronnych z Rosji sowieckiej na Niemcy. Foch spotkał się oczywiście z szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego Marszałkiem Józefem Piłsudskim i starał się go namówić na przyjęcie francuskiego planu obronnego z roku 1918, polegającego na wojnie pozycyjnej z Niemcami. Piłsudski stwierdził iż nie wierzy że Niemcy w ciągu kolejnych lat mogą stanowić realne zagrożenie dla Polski czy Francji, natomiast Rosja sowiecka takie zagrożenie bezwzględnie stwarza. Dodał również że francuski plan wojny pozycyjnej nie może być zastosowany na wielkich obszarach polskiego Wschodu, gdzie może być prowadzona jedynie wojna szybka, manewrowa. Ostatecznie więc uzgodniono jedynie podstawy na wypadek ewentualnej wojny z Niemcami i koordynacji wspólnych wysiłków wojennych. Poza tym Ferdynand Foch został też mianowany marszałkiem Polski i 4 maja wrócił do swojego kraju.

6 maja o godzinie 21:30 wybuchła w Krakowie druga bomba. Eksplozja nastąpiła na krakowskim Kazimierzu, w hotelu należącym do Abraham Majer Keller, na drugim piętrze, przed pokojem w którym wówczas nikt nie przebywał. Na pierwszym zaś piętrze znajdował się lokal wynajmowany przez socjalistyczny Bund - czyli organizację żydowską nawołującą do nie asymilowania się Żydów z polską kulturą i podkreślania na każdym kroku swej odrębności. Nie wiadomo dlaczego ktoś podłożył ładunek wybuchowy pod drzwi pokoju w którym nikt nie przebywał, a nie umieścił go na pierwszym piętrze, pod drzwiami lokalu zajmowanego przez członków Bundu. W każdym razie i w tym ataku nikt nie zginął, natomiast policja prowadząc śledztwo, zrobiła dokładną rewizję w owym hotelu i znaleziono tam najróżniejsze broszury komunistyczne, oraz inne treści o charakterze antypaństwowym. Kilka osób zostało aresztowanych.

17 maja podpisano w Warszawie porozumienie polityczne pomiędzy przedstawicielami Polskiego Stronnictwa Ludowego "Piast", Związku Ludowo-Narodowego i Chrześcijańskiej Demokracji, powołującego większość sejmową złożoną z partii prawicowych (rozmowy w tej sprawie toczyły się od lutego 1923 r. w pałacyku w Lanckoronie, stąd też pakt ów nazwano lanckorońskim). Pakt owych partii przewidywał iż samorząd powinien odzwierciedlać narodowy charakter kraju, a rząd tworzyć winni jedynie Polacy. Poza tym zakładano wzmocnienie polonizacji Kresów Wschodnich, zwiększenie roli Kościoła w państwie, wprowadzenie rozdziału liczby miejsc w szkolnictwie według stosunku ludności w państwie i przyśpieszenie parcelacji majątków rolnych.

Dwa dni wcześniej, bowiem 15 maja w Krakowie doszło do wybuchu trzeciej bomby. Tym razem celem ataku była redakcja "Nowego Dziennika" (polskojęzycznej gazety żydowskiej). Co prawda lokal został zdemolowany w wyniku wybuchu, ale i tym razem nikt nie zginął, gdyż pracownicy redakcji wyszli z budynku na kilka minut przed wybuchem owej bomby. Nie wiadomo co miały znaczyć owe ataki? Wygląda jednak na to, że temu, który ich dokonywał, nie zależało na ofiarach śmiertelnych, a jedynie na demonstracji lub zastraszeniu. W każdym razie wybuch trzeciej bomby w Krakowie mocno przeraził mieszkańców. 18 maja z Warszawy przybyło do Krakowa dwóch oficerów śledczych, którzy mieli wesprzeć miejscową policję w prowadzeniu dochodzenia w sprawie wykrycia sprawców owych ataków. Minister spraw wewnętrznych obiecał 3 miliony marek polskich za pomoc w ujęciu sprawców (potem podniósł tę kwotę do 5 milionów). Niewiele to jednak dało, choć aresztowano czterech działaczy Młodzieży Wszechpolskiej, ale z braku dowodów musiano ich wypuścić. Ostatecznie policja nie znalazła sprawcy owych wybuchów.

19 maja bomba wybuchła tym razem w Łodzi, w zakładzie wyrobów masarskich przy ulicy Głównej 26 (dziś aleja Józefa Piłsudskiego). Wybuch nastąpił również w nocy, po zamknięciu zakładu i również w tym przypadku nikt nie zginął - chociaż lokal został poważnie zniszczony. W tym przypadku także nie wiadomo co było celem zamachowców i jaki mieli w tym swój interes. Bez wątpienia jednak jak dotąd ofiar śmiertelnych nie było.

Ostatecznie zamachowcy uderzyli w samej Warszawie, gdzie 23 maja o 20:40 w lokalu "Kurjera Polskiego" i "Rzeczpospolitej" przy ul. Szpitalnej 12 wybuchła kolejna bomba. Po raz kolejny lokale zostały zniszczone, szyby w całym budynku i okolicznych domach wypadły, ale ofiar śmiertelnych ponownie nie było. Zastanawiano się dlaczego tym razem zamachowcy uderzyli w gazety, które reprezentowały prawicowo-narodowy światopogląd. Potem się okazało że była jeszcze jedna bomba, podłożona przy ul. Zgody 5, w lokalu "Gazety Warszawskiej" i "Głosu Porannego 2 grosze". Ta jednak nie wybuchła, gdyż skutecznie uniemożliwił to woźny, który odnalazł bombę w budynku i zgasił lont. Kilka dni później do redakcji popularnego IKC-a (czyli Ilustrowanego Kuriera Codziennego - bodajże największej i najpopularniejszej gazety w międzywojennej Polsce, której główna siedziba mieściła się w Krakowie w tamtejszym Pałacu Prasy, a założycielem owej gazety był Marian Dąbrowski który stworzył prawdziwe Imperium IKC-A - wychodziło pięć wydań dziennie w samym Krakowie, a także w 12 innych oddziałach w Polsce: Warszawa, Bydgoszcz, Toruń, Gdynia, Łódź, Lwów, Wilno, Poznań, Katowice, Sosnowiec, Zakopane i Nowy Sącz, były też oczywiście prenumeraty zagraniczne), tak więc do redakcji IKC-A dostarczono anonim o następującej treści: "Hukiem bomb chcemy obudzić ginące społeczeństwo nasze, które nie dostrzega strasznego żydostwa komunistycznego. Zaczynamy straszliwą obronę. W razie wrogiego przeciw nam wystąpienia i wyjścia poza kronikarskie przedstawienie sprawy, będziemy zmuszeni obrócić broń naszą przeciw wam". Dalej twierdzono że sprawcy owych zamachów nie są związani z żadną partią polityczną, ale popierają wprowadzenie numerus clausus na uczelniach wyższych i że jeśli ukażą się artykuły ich szkalujące, wówczas użyją swej broni przeciwko redakcjom (gdyż takie anonimy wysłane zostały nie tylko do IKC-A ale również do kilku innych gazet, w tym do konserwatywnego "Czasu", pps-owskiego "Naprzód", czy demokratycznej "Nowej Reformy". Gazety oczywiście w większości zignorowały owe ostrzeżenia i opublikowały treść anonimów na swoich łamach.


KRAKOWSKIE IMPERIUM
MARIANA DĄBROWSKIEGO 



Obawiano się jednak że za owymi atakami może kryć się agentura sowiecka lub niemiecka, która podszywa się pod zwolenników wprowadzenia numerus clausus. W owym 1923 r. dowódca Okręgu V Korpusu w Krakowie gen. Józef Czikiel stwierdził: "Państwo nasze jest obecnie zalane szpiegami, zwłaszcza niemieckimi i bolszewickimi. Państwa te wiadomości zdobyte o Polsce i naszej armii wzajemnie sobie komunikują". 

Rzeczywiście, Niemcy i Rosja sowiecka nawiązały kontakty na długo przed podpisaniem układu w Rapallo (16 kwietnia 1922 r.). Jeszcze w 1918 r. w Niemczech przebywał Karol Radek. Ten zrusyfikowany polski Żyd miał początkowo za zadanie wesprzeć rewolucję komunistyczną w Niemczech, a po jej upadku miał nawiązać kontakty z kołami wojskowymi Republiki Weimarskiej. Spotkał się nawet z gen. Seecktem - szefem sztabu Reichswehry, gdzie dyskutowano nad ewentualną współpracą tej formacji z Armią Czerwoną - oczywiście przeciwko Polsce. Co prawda Radek został aresztowany przez niemiecką policję w lutym 1919 r. ale jak sam pisał, stosunek niemieckich władz więzienia do jego osoby zmieniał się - od surowego do uprzejmego. Ostatecznie został zwolniony i mieszkał krótko w domu barona Eugena von Reibnitza, z którym snuł plany o podziale Polski. Od końca 1919 r. w Berlinie przebywał współpracownik Lwa Trockiego - Wiktor Kopp. Jako półoficjalny reprezentant rządu sowieckiego, nawiązywał kontakty z przedstawicielami niemieckiego biznesu zbrojeniowego, by zachęcić ich do produkcji broni w Rosji sowieckiej. Nawiązał też współpracę z radcą niemieckiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych - Ago von Maltzanem, z którym dywagował na temat: "możliwości skonstruowania wspólnej kombinacji zwalczania Polski". 7 kwietnia 1921 r. w swym raporcie do Trockiego Kopp informował iż lotnicze zakłady "Albatrosa" zamierzają produkować w Rosji samoloty, przedsiębiorstwo Bloehm-Voss okręty podwodne, a Krupp amunicję. Latem 1921 r. na prośbę Kopp'a do Rosji sowieckiej przybyła delegacja pod przewodnictwem majora dr. Oskara Rittera von Niedermayera (ps. "Neumann"), zaufanego człowieka gen. Seeckta. Miała ona zbadać warunki produkcji niemieckiej broni w Rosji, ale po wizycie w kolejnych zakładach i zapoznaniu się ze złym stanem oraz zacofaniem owych fabryk, stwierdzono że na razie jest to niemożliwe. W końcu września 1921 r. do Berlina wysłany został sekretarz do spraw handlu zagranicznego Leonid Krassin, który spotkał się z pułkownikiem Otto von Hasse w mieszkaniu majora Kurta von Schleichera przy Mathaeikirchstrasse. Powołano wówczas stowarzyszenie "Gefu" - organizację nadrzędną wobec wszystkich niemieckich przedsiębiorstw znajdujących się na terenie Rosji sowieckiej, które to miały doprowadzić do modernizacji sowieckich zakładów. 8 grudnia 1921 r. sowiecka delegacja spotkała się samym gen. Seeckt'em (ten był niechętny owemu spotkaniu, jako że zdawał sobie sprawę że jest obserwowany zarówno przez Francuzów jak i Brytyjczyków). Sowieci proponowali Niemcom sojusz i wspólne działania na zaplanowany na wiosnę 1922 r. atak na Polskę. Seeckt odmówił, twierdząc że taki atak wplątał by Niemcy w wojnę z Francją i Czechosłowacją. Ale już w kwietniu 1922 r. uzyskał on od rządu niemieckiego 150 mln. marek dla konsorcjum Junkersa na rozpoczęcie budowy samolotów w Rosji sowieckiej. Od dalszych etapach współpracy niemiecko-sowieckiej informował będę w kolejnych częściach tej serii. 

24 maja 1923 r. do Polski dotarł pierwszy transport rękopisów wywiezionych do Rosji po roku 1772 i pierwszym rozbiorze Rzeczpospolitej. Rosja sowiecka miała zwrócić te skarby polskiej kultury na mocy traktatu ryskiego, podpisanego w marcu 1921 r. po zakończeniu Wojny polsko-bolszewickiej.

A tymczasem 19 maja wspierani przez Francję secesjoniści nadreńscy, zamierzali proklamować autonomiczną Republikę Nadreńską w Trewirze (do owych secesjonistów należał również późniejszy kanclerz powojennych Niemiec - Konrad Adenauer). Jednak policja niemiecka udaremniła ową próbę. Była to dopiero pierwsza próba, kolejne nastąpią już wkrótce.

26 maja w Le Mans we Francji rusza pierwszy 25-godzinny wyścig samochodowy. Zwycięski wóz marki "Chanard et Walcker" osiąga szybkość 92 km/h i pokonuje 2209 km.




Tego dnia upada też rząd gen. Władysława Sikorskiego. Rząd gen. Sikorskiego został obalony podczas debaty nad budżetem, stosunkiem głosów 279 do 117. Prezydent Stanisław Wojciechowski dwa dni później (28 maja) powierzył misję stworzenia nowego rządu Wincentemu Witosowi. 11 dni wcześniej przewodniczący PSL "Piast" spotkał się w Lanckoronie (w rezydencji senatora Ludwika Hemmerlinga z "Piasta". Potem jednak wywiązał się ostry spór - szczególnie na łamach prasy - pomiędzy lewicą a prawicą właśnie o owego Hemmerlinga. Lewica zarzucała prawicy, że ta mając na sztandarach hasła antyżydowskie, jednocześnie dochodzi do władzy przy pomocy Żyda Hemmerlinga, który w czasie I Wojny Światowej będąc w USA miał prowadzić akcję na rzecz Niemiec) z przedstawicielami Związku Ludowo-Narodowego i Chrześcijańskiej Demokracji, który łącznie dawał im przewagę w Sejmie stosunkiem 239 na 444 głosy. Do obalenia rządu Sikorskiego przyłączyły się jednak jeszcze inne ugrupowania (w tym dwóch komunistów z KPRP którzy zawsze głosowali przeciwko stabilizacji w Polsce), ale w dniu w którym sformował się rząd Wincentego Witosa "pakt lanckoroński" osłabił się poprzez secesję 14 posłów z Janem Dąbskim na czele, którzy wystąpili z PSL "Piast" i utworzyli własne koło sejmowe PSL "Jedność Ludowa". Tak więc teraz przewaga sejmowa nowego rządu liczyła jedynie 225 posłów. W każdym razie 28 maja 1923 r. powstał niesławny potem rząd Chjeno-Piasta, którego reaktywacja w maju 1926 r. doprowadziła do sprzeciwu Marszałka Józefa Piłsudskiego i zamachu majowego.

Od razu też zarysował się konflikt nowego rządu z Marszałkiem, szczególnie gdy ministrem spraw wojskowych został gen. Stanisław Szeptycki. Piłsudski już 30 maja złożył dymisję ze stanowiska szefa Sztabu Generalnego (którą piastował od grudnia 1922 r.) i poprosił o zwolnienie go z wojska, po czym wyjechał do Sulejówka (do "Milusina") i na trzy lata wycofał się z życia politycznego i wojskowego kraju. Potem okaże się że od czerwca 1923 r. wywiad sowiecki planował zorganizowanie zamachu na Piłsudskiego, którego celem było oskarżenie o to Narodowej Demokracji. Bolszewiccy zamachowcy mieli być przebrani za członków organizacji prawicowych po to, aby doprowadzić do fermentu politycznego w Polsce, a nawet wybuchu wojny domowej, która ułatwiła by Armii Czerwonej interwencję oraz kolejny marsz na Zachód. Piłsudski zapewne obawiał się takiego scenariusza, gdyż zawsze sypiał z rewolwerem pod poduszką (te nawyki pozostały mu jeszcze z czasów konspiracji i walki z rosyjskim zaborcą w Polskiej Partii Socjalistycznej - Frakcji Rewolucyjnej). Ów już przygotowywany zamach nie doszedł ostatecznie do skutku, gdyż na najwyższym szczeblu w Moskwie zablokował go sam szef bezpieki - Feliks Dzierżyński ("Wspaniałym kumplem był dla nas Felek"). Należy tutaj też zaznaczyć że rodziny Dzierżyńskich i Piłsudskich znały się dobrze, a nawet były ze sobą w pewnym stopniu spokrewnione. Trzeba jednak powiedzieć jasno i otwarcie że jeżeli Sowieci (czy ktokolwiek inny) planowali zabić Marszałka, to w zasadzie nie mieliby z tym wiele trudności. Piłsudski bowiem praktycznie nie korzystał z ochrony. W późniejszym okresie, gdy był już szefem Głównego Inspektoratu Sił Zbrojnych, to często wychodził na miasto i chodził sobie swobodnie ulicami bez żadnej ochrony. Natomiast oczywiście ochronę miał, a żołnierz który miał Go chronić, musiał przede wszystkim dobrze się kamuflować, gdyż gdyby Piłsudski zobaczył że chodzi on za Nim, to by po prostu dostał - że tak powiem - opr. Jednocześnie Marszałek w kieszeni swego płaszcza zawsze miał odbezpieczony rewolwer, mimo to gdyby ktokolwiek chciał zorganizować akcję zamordowania Go, to nie miałby z tym większych kłopotów.




My tutaj mówimy o bolszewikach, Sowietach, ewentualnie "polskich" komunistach, lecz okazuje się że Piłsudski był również inwigilowany przez nowy rząd Wincentego Witosa. Gdy bowiem w 1924 r. ministrem spraw wojskowych został gen. Władysław Sikorski, ujawnił on, iż na jesieni 1923 r. II Oddział Sztabu Generalnego za czasów Stanisława Szeptyckiego rozpoczął inwigilację Jego osoby. Porucznik Stanisław Błoński, referent II Oddziału ujawnił, że jego szef - major Eugeniusz Pieczonka polecił mu w październiku 1923 r. inwigilować Marszałka Piłsudskiego. Poinformować o tym miał również kilku wyższych stopniem oficerów. Potem doszło do procesu, gdyż gen. Stanisław Haller wytoczył Błońskiemu sprawę sądową za złożenie fałszywego meldunku. 21 marca 1924 r. jako świadek zeznania składał sam Piłsudski i stwierdził: "Istotnie byłem inwigilowany, o ile to pojęcie inwigilacji oznacza obserwację mojej osoby, zarówno w Sulejówku, gdzie mieszkałem, jak też moje wprawne oko, które mam wyrobione z przeszłych doświadczeń, stwierdzało to i w innych miejscach". Piłsudski dodał również o podsłuchu jaki miał na telefonie: "Jedna stacja rembertowska, która była połączona z moim mieszkaniem, miała nakaz podsłuchiwania". Ostatecznie 19 listopada 1924 r. dochodzenie umorzono, gdy prokuratura wojskowa wycofała oskarżenie porucznika Błońskiego.


CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXIX

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXVI



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXVI



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. IV



FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. IV



EGIPSKI ARMAGEDDON
(925 r. p.n.e.)
Cz. IV


BOSKA MAŁŻONKA AMONA-RE



Nowy "libijski" faraon z plemienia Meszwesz - Szeszonk I sprawował swą władzę z miasta Bubastis (poświęconego kociej bogini Bastet), ale jednocześnie zdawał sobie sprawę, że objęcie kluczowych stanowisk przez jego rodzinę byłoby niepełne, gdyby ograniczył się jedynie do męskich członków swego rodu. Dlatego też swoją córkę (nieznanego imienia) mianował Boską Małżonką Amona-Re (jak pisałem już we wcześniejszych częściach, kobietom znacznie łatwiej było gromadzić w swoich rękach ziemie w Egipcie - która to, jak zresztą w każdym okresie historycznym, była podstawą władzy i siły danego rodu - jednocześnie Szeszonk kontynuował ten proces, który za XXXIII Dynastii już otwarcie doprowadzi do całkowitego sfeminizowania kultu boga Amona, tworząc niezależną strukturę Boskich Małżonek Amona-Re). Wzrost potęgi militarnej Egiptu szybko też został dostrzeżony, szczególnie przez książąt Syro-Palestyny, a co za tym idzie, zmienił się też ich stosunek do kraju faraonów. Jak już pisałem w poprzednich częściach, był taki okres w którym Egipcjan przestano się obawiać, a wysyłani tam posłowie i kupcy często byli zmuszani do przepłacania za tak bardzo potrzebne w Kraju nad Nilem drewno. Nic jednak nie jest wieczne i z chwilą objęcia władzy przez Szeszonka (a w zasadzie to już od czasów Pinedżema I i Psusennesa I), pozycja Egiptu zarówno na Wschodzie, jak i na Południu (w Nubii) znacznie wzrosła. Jednym z głównych tego przejawów było zawarcie umowy handlowej z Byblos - tradycyjnym egipskim emporium handlowym, leżącym w kraju Fenitów (dzisiejszy Liban). Byblos niegdyś (od czasów Totmesa III Wielkiego, czyli od połowy XV wieku p.n.e.) należał do Egiptu. Potem jednak (w czasach kryzysu egipskiej państwowości i rewolucji religijnej faraona Echnatona - czyli od połowy wieku XIV p.n.e.) Byblos odzyskało suwerenność, która jednak nie trwała długo (zaledwie cztery/pięć dekad), potem miasto znów wróciło pod kontrolę Egiptu i stan taki trwał w zasadzie do końca rządów Ramzesa III. Następnie zaś za Ramessydów z XX Dynastii ponownie Byblos wybił się na niepodległość i stan taki utrzymał się właśnie do czasów o których opowiadam. 


BYBLOS
(MIASTO BALAAT-GEBALA)



Czasy egipskie były jednak dość dobrze wspominane przez mieszkańców miasta, jako że pojawiła się silna potrzeba aby ponownie nawiązać dobre stosunki z krajem faraonów. I tak właśnie się stało wkrótce po wstąpieniu na tron Szeszonka I (ok. 943 r. p.n.e.), gdy w Byblos władał król Abibaal. Miasto zawarło więc traktat handlowy z Egiptem, który był nie tylko wyrazem odrodzenia egipskiego handlu na tych ziemiach, ale przede wszystkim jawnym dowodem na to, że Egipt ponownie odzyskuje swoje polityczne wpływy w regionie Syro-Palestyny, a Byblos jest tylko pierwszym ku temu przyczółkiem. Układ ten był bez wątpienia korzystny dla Egiptu, ale również musiał być korzystny dla samego Byblos, inaczej posąg Szeszonka nie zostałby umieszczony w największej świątyni miasta, poświęconej Balaat-Gebalowi. W jakiś czas potem nastąpiły jeszcze inne wydarzenia, które bardziej wzmocniły pozycję Egiptu w tym regionie. Ok. 930 r. p.n.e. w Jerozolimie zmarł Salomon - władca plemion Izraela. Nowym królem został syn zmarłego władcy - Roboam. Nie był to jednak ktoś, kto miałby siłę i determinację swego ojca i dziada, a co za tym idzie, nie był dobrze przyjęty przez dziesięć północnych plemion Izraela (panował jedynie nad dwoma - plemieniem Judy i Beniamina). Teraz do Sychem zjechali się przedstawiciele dziesięciu plemion północnych, którzy w ostrych słowach zaczęli domagać się zniesienia podatków i likwidacji obowiązku pracy przymusowej (wprowadzonej jeszcze w czasach Dawida). Roboam nie chciał nawet słyszeć o tych żądaniach i nakazał wszystkim plemionom podporządkować się jego władzy, a żeby zademonstrować że nie rzuca słów na wiatr, wysłał na północ swoje wojsko z zamiarem krwawego stłumienia jakiegokolwiek buntu. Ten jawnie nieprzyjacielski krok doprowadził do tego, że na kolejnym zjeździe w Sychem przedstawiciele dziesięciu plemion wypowiedzieli posłuszeństwo domowi Dawida, wybierając na króla przywódcę buntowników - Jeroboama, syna Nebata (ok. 927 r. p.n.e.).




Jeroboam wywodził się z plemienia Efraima i w ostatnich latach panowania Salomona został wyznaczony jako nadzorca do pilnowania robotników skierowanych do prac przymusowych. Zapewne jednak stanowisko to niezbyt mu odpowiadało, gdyż zbuntował się przeciwko władcy i aby uniknąć kary, uciekł do Egiptu. Na dworze Szeszonka w Bubastis zyskał wsparcie, ale egipski władca nie zamierzał jeszcze interweniować zbrojnie w Palestynie. Zniechęcony postawą Egipcjan (gdyż zapewne liczył że pomogą mu oni obalić Salomona albo już Roboama) wrócił do kraju i stał się jednym z najzagorzalszych przeciwników władzy królewskiej sprawowanej z Jerozolimy, a ostatecznie wybrany został w Sychem na nowego króla Izraela - poparło go w tym dziesięć plemion północnych. Izrael pod każdym względem był potężniejszy i bogatszy od Judy. Miał czterokrotnie więcej ludności, dostęp do morza i żyzne pola uprawne, a poza tym nie był zewsząd otoczony nieprzyjacielskimi krajami, jak to miało miejsce w przypadku Judy (której np. dostęp do morza blokowany był przez Filistynów, czyli Kraj Nadmorski). Utrata północnych ziem była więc potężnym ciosem dla Roboama i jego skarbu. Nowy król północy za swoją stolicę obrał Sychem, które to miasto znacznie rozbudował. Kazał też tam wznieść dla siebie pałac królewski (archeolodzy odkopali w tym miejscu pozostałości magazynu i dużej sali pałacowej - kazamaty - wzniesionej właśnie w drugiej połowie X wieku p.n.e). Sychem jednak było w dużej mierze wielkim placem budowy i od razu nie nadawało się na siedzibę władcy dziesięciu plemion Izraela. Jeroboam przeniósł się więc na północny-wschód, do Tircy (Tell el-Far'ah), miasta leżącego na płaskowyżu, zewsząd otoczonego górami (podejście do miasta możliwe było więc tylko z jednej strony, co znacznie ułatwiało obronę). Tirca nie była jednak częścią plemion Izraela, 
a zamieszkana była w większości przez lokalną ludność kananejską. Biorąc ten fakt pod uwagę jak również i to, że Jeroboam kierował się starodawną nauką jachwiczną, twierdzącą że prawo do władzy mają wszyscy ci, których przymioty charakteru i umysłu na to pozwalają (a nie tylko urodzenie), wiedział dobrze że jego kraj potrzebuje nowej tymczasowej stolicy, gdyż Tirca była za mało "hebrajska". Rozpoczął więc budowę (w tej samej okolicy) nowego miasta o nazwie Penuel - które miało być miastem żydowskim.




Co prawda Izrael dominował nad Judą w sensie militarnym i ekonomicznym, to jednak pod względem religijnym i kulturowym był zmuszony uznać pierwszeństwo Jerozolimy. Jeroboam postanowił jednak zerwać wszelkie kontakty z tym miastem, a to oznaczało również zakaz pielgrzymek do Świątyni Salomona w Jerozolimie. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ Świątynia Salomona uważana była za miejsce pobytu samego Jahwe (gdzie przecież znajdowała się Arka Przymierza), dlatego też należało czym prędzej stworzyć swoisty substytut tamtej świątyni. Jeroboam nakazał więc wskrzesić dawne, przed-monarchiczne sanktuarium w Betel (o którym to pisałem w poprzednich częściach), ale żeby do tego przekonać własnych poddanych, należało przede wszystkim rozprawić się z wewnętrzną opozycją, która wciąż pozostawała wierna domowi Dawida. Zaczęło się więc wielkie prześladowanie i wypędzenia lewitów, na których to miejsce powołano nowych kapłanów, całkowicie wiernych Królestwu Północnemu. Nowością w tym wszystkim było również i to, że Jeroboam wyznaczał na stanowiska kapłańskie nie tylko ludzi wywodzących się z rodów kapłańskich czy możnych, ale przede wszystkim tych z ludu, którzy otrzymawszy takie stanowisko z rąk królewskich, byli mu bardziej przychylni, niż ci, którzy wierzyli iż i tak odziedziczyć mieli je ze względu na urodzenie. Poza tym oprócz sanktuarium w Betel na południu swego państwa, Jeroboam starał się stworzyć drugie sanktuarium, w kraju Danitów na północy (Danici - plemię spokrewnione z Filistynami - o których też już pisałem w poprzednich częściach, w tym czasie zdążyło się już zhebrajzować). Był to dalekowzroczny krok natury politycznej, gdyż Jeroboam - zdając sobie sprawę z rozpadu dawnego królestwa Izraela i czynników które do tego doprowadziły (przede wszystkim wywyższanie się Judyjczyków nad pozostałe plemiona), starał się uniknąć podobnego błędu w budowanym przez siebie kraju, a wiedząc o różnicach panujących pomiędzy plemieniem Efraima a chociażby Danitami (czy plemieniem Manassesa) nie chciał tworzyć jednego ośrodka kultowego, które byłoby zdominowane właśnie przez jego rodzime plemię. To było podstawą stworzenia sanktuarium u podnóża góry Hermon w kraju Danitów (w pobliżu jednego ze świętych źródeł Jordanu). Kapłani stamtąd twierdzili że pochodzą od samego Mojżesza, zaś kapłani z Betel, że pochodzą od Aarona - jego brata - co się wzajemnie uzupełniało i służyło nowej monarchii. I taki właśnie był cel Jeroboama.

Oczywiście - jak łatwo się domyśleć - kapłani Świątyni Jerozolimskiej nie uznawali obydwu ośrodków kultowych północy twierdząc, że są to pogańskie świątynie Kananejczyków (zapewne właśnie wtedy dopiero rys religijny wiary mojżeszowej nabrał wybitnie egoistycznego charakteru, przeciwstawiając się wszelkim innym obcym kultom). Powód tego stanu rzeczy był jednak bardzo przyziemny i można go łatwo nazwać. Po prostu Świątyni Jerozolimskiej odebrano dużą część dotychczasowych dochodów z pielgrzymek które się tutaj odbywały, a złoto i srebro zaczęło teraz płynąć zarówno do Betel, jak i do sanktuarium leżącego u stóp góry Hermon. To bez wątpienia musiało budzić frustrację kapłanów Świątyni Jerozolimskiej, a Jeroboam był odtąd na południu uważany za wyrzutka i odszczepieńca. Zniesmaczenie kapłanów budziły również złote cielce, które Jeroboam kazał wznieść przy świątyni w Betel i w kraju Danitów (jako symbol trwałej obecności Jahwe, tak jak gryfy Arki Przymierza również pełniły to samo zadanie dla ludzi o zbyt materialistycznym światopoglądzie religijnym, którzy potrzebowali zewnętrznych oznak obecności Boga). Dla Judejczyków były to bałwochwalcze pozostałości religii kananejskiej i tak właśnie zostały przedstawione (w Księdze Wyjścia mamy kilka ustępów mówiących o bożkach i złotych cielcach w Betel i w kraju Dan). Wzbierający na sile konflikt religijny pomiędzy Południem a Północną nagle został przerwany hekatombą, która nadeszła z zewnątrz. A była nią wielka inwazja faraona Szeszonka I na Filistę i Judę, podjęta w 925 r. p.n.e.


INWAZJA




Nie wiadomo co skłoniło faraona Szeszonka do inwazji na Palestynę właśnie w tym czasie, skoro kilka lat wcześniej odmówił tego samego Jeroboamowi. Wydaje się jednak że wyczekiwał on stosownej chwili i uznał że takowa właśnie teraz nadeszła. 


GAZA

 Z tym miastem mam problem. Bez wątpienia jest to pierwszy ośrodek filistyńskiego Pentapolis, jaki stanął na drodze armii Szeszonka idącej na Palestynę, ale doprawdy nie wiem czy miasto to zostało zdobyte przez Egipcjan, czy też im się poddało. Nie dysponuję bowiem żadnymi opracowaniami archeologicznymi, ani podobnymi badaniami, które mogłyby cokolwiek na ten temat powiedzieć (chociaż w Księdze Machabejskiej jest informacja, że Jonatan syn Dawida - zdobył Gazę, co można interpretować iż jest to późniejsza opowieść, stworzona ku pokrzepieniu serc, prezentująca wydarzenia nie z czasów Dawida czy Salomona - do których raczej dojść nie mogło z różnych względów, o których pisałem już w poprzednich częściach - ale właśnie z czasów inwazji Szeszonka I - 1 Mch 11,60-62) - dlatego też na tym w zasadzie zakończę informacją, że miasto to - jako pierwsze - zajął egipski władca podczas swej inwazji z 925 r. p.n.e.


ASZKELON

 Podobna sytuacja, jak ta wymieniona wyżej. Zupełnie brak jakichkolwiek informacji na temat Aszkelonu z tego okresu. Należy jednak uznać że Egipcjanie to miasto musieli zdobyć (lub musiało się im poddać), gdyż dalej poszli na Aszdod, a droga między Gazą a Aszdod wiedzie właśnie przez Aszkelon. Niestety jednak nie dysponuję żadnymi więcej informacjami na temat tego miasta.




ASZDOD

 Wielki ośrodek kulturowy Filistei, a jednocześnie pierwsze potwierdzone miasto, które zostało zdobyte przez Egipcjan pod wodzą Szeszonka I. Nie świadczą o tym jednak opisy historyczne, a archeologia, która w takich sprawach bywa niezawodna. W wyniku najnowszych badań okazało się, że miasto to przeżyło potworną zmianę swych dziejów i jeśli dotąd odnajdywano zabudowania miejskie w Aszdod w odległości 7 ha od centrum kultowego, to w drugiej połowie X wieku p.n.e liczba zabudowań spada zaledwie do 1 hektara. Czyli coś musiało się wydarzyć, coś gwałtownego i niespodziewanego - jak choćby właśnie inwazja Egipcjan. Miasto to jednak nie zostało całkowicie zniszczone, bo już w następnym wieku (w czasie pełnej politycznej dominacji Izraela) będzie ono odbudowane i wróci do poprzedniej świetności.


BAALAT 

 Filistyńska twierdza, leżąca na północ od Doliny Sefata i na zachód od Ekronu. Zdobyta przez Egipcjan.


EKRON

 Zdobyte i spalone! Badania archeologiczne potwierdzają znaczny spadek wielkości miasta z 24 hektarów w połowie X wieku p.n.e. do zaledwie czterech hektarów w IX wieku p.n.e. Należy jeszcze dodać, że przed inwazją Egipcjan, Ekron bez wątpienia był najpotężniejszym ośrodkiem militarnym i politycznym całej Filistei.


GEZER

 Bez najmniejszej wątpliwości zdobyte przez Egipcjan, o czym dowiadujemy się jeszcze w czasach panowania Salomona - co jest ewidentną nadinterpretacją lub pomieszaniem wydarzeń autorów w późniejszych wiekach spisujących Biblię (o czym zresztą pisałem już wcześniej). Warto jednak ten fragment przytoczyć, aby uzmysłowić sobie do czego wówczas doszło: "Faraon mianowicie, król egipski, wyruszył i zdobył Gezer spalił je ogniem, a Kananejczyków zamieszkujących to miasto wytracił" (1Krl 9-16). Już w tym momencie cała Filistea została zniszczona lub podporządkowana Egiptowi (oczywiście owa kontrola nie będzie stała, ponieważ Szeszonk zawróci do swego kraju, nie pozostawiając w Palestynie żadnych oddziałów wojskowych).


GAT

 Miasto ocalało, ponieważ Egipcjanie poszli trasą północną przez Baalat i Gezer, a nie południową przez Gat i Bet-Szemesz. Jedno z najważniejszych miast Szefeli, z końcem X wieku p.n.e. liczyło jakieś 16 hektarów, w połowie wieku następnego już 24 hektary, a pod koniec IX wieku p.n.e. aż 40 hektarów.


JEROZOLIMA

 Po opanowaniu Filistei, zwycięski faraon skierował się teraz przeciwko Judzie i jej największej twierdzy - Jerozolimie. Miasto nie zostało zdobyte tylko dlatego, że Roboam poddał się i wydał Egipcjanom wszystkie skarby zgromadzone w Świątyni Jerozolimskiej (poza Arką Przymierza), oraz całe srebro Salomona.


BET-CHORON

 Południowa twierdza należąca do królestwa Izraela, tuż nad granicą z Judą. Zdobyta została bez wątpienia podobnie jak Gezer, o czym informuje nas Księga Kronik (2 Krn 8,5) - z tym że znów jest tam problem z datowaniem i upadek tej twierdzy umiejscowiony jest w czasach Salomona. Oczywiście Egipcjanie nie mogli zdobyć Bet-Choron w czasach Salomona, bo musieliby przejść co najmniej przez kilka miast Filistei i Szefeli (nie mówiąc już o miastach Judy), dlatego jedyną możliwością jest umiejscowienie tego wydarzenia właśnie w czasach inwazji Szeszonka. Miasto Bet-Choron przed egipską inwazją należało do kapłanów lewitów z rodu Kehata, wrogich Jeroboamowi.


SYCHEM

 Istnieje przypuszczenie, że inwazja Szeszonka na Palestynę została podjęta pod wpływem ponownych działań dyplomatycznych Jeroboama, który tym samym chciał pogrążyć swego południowego przeciwnika z Judy. Jeśli to prawda, to Jeroboam się przeliczył, ponieważ po szybkiej i łatwej kampanii w Filistei i Judei, Egipcjanie wkroczyli w granice Izraela, a tam po krótkiej walce padło Sychem. Jeroboam zdążył uciec za Jordan do Beth-Szan, niewiele mu to jednak pomogło.


BETH-SZAN

 Izraelska twierdza zdobyta przez Egipcjan, gdzie do niewoli dostał się sam król Izraela - Jeroboam.


MEGIDDO 

 To miasto-twierdza ocalało tylko dlatego, że tutaj faraon Szeszonk zarządził odwrót (było to też najdalsze miejsce do którego dotarli Egipcjanie podczas tej kampanii). Tam też Jeroboam wykupił się z niewoli, składając Szeszonkowi hołd i uznając go za swego protektora (jednocześnie zapłacił mu tyle srebra, ile tamten zażądał, ściągając je ze wszystkich okolicznych miast i wiosek w swoim królestwie). Egipcjanie zawrócili ponieważ Szeszonk otrzymał informację o buncie jaki wybuchł w Egipcie pod jego nieobecność (w bunt ten zaangażowani byli kapłani Delty niechętni Libijczykom, których uważali za najeźdźców i barbarzyńców).


Kampania palestyńska zakończyła się dla Egiptu wielkim sukcesem. Zdobyto ogromne łupy (majątek zgromadzony wówczas przez Szeszonka, pozwoliłby jego potomkom utrzymać się bez konieczności pobierania dodatkowych danin od Egipcjan, co tylko świadczy o tym, że było to ogromne bogactwo). Na reliefie stworzonym w tym celu w świątyni Amona w Karnaku, przedstawiono 156 palestyńskich jeńców, z których każdy reprezentował jedno zdobyte miasto. Pozwoliło to też Szeszonkowi uruchomić ambitne projekty budowlane i ponownie otworzyć kamieniołomy w Gebel (924 r p.n.e.). W tym zaś czasie znacznie zmieniła się dotychczasowa panorama polityczna Palestyny, a dotychczasowi władcy stali się nagle... sługami swych lenników.


EGIPSKIE ŚWIĘTO ŚWIĄTYŃ



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...