WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FASZYZM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FASZYZM. Pokaż wszystkie posty

15 września 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. XIV

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. XIV






 Istniejący od 22 stycznia 1924 r. lewicowy (laburżystowski) rząd Ramsay'a MacDonalda - 2 lutego nawiązał stosunki dyplomatyczne ze Związkiem Sowieckim. Krok ten nie był zbyt popularny na Wyspach (mimo dość intensywnej w roku 1920 współpracy brytyjsko-sowieckiej za rządów Lloyda George'a) i nawoływania o zerwanie tych stosunków zaczęły z czasem być coraz intensywniejsze wśród brytyjskiej opinii publicznej i polityków, ale w tamtym okresie nawiązanie stosunków dyplomatycznych z pierwszym komunistycznym państwem na świecie było uważane za działanie mogące pozytywnie wpłynąć na brytyjski handel i przemysł.

15 lutego rząd sowiecki, pragnąc powstrzymać galopującą inflację i przeciwdziałać zerwaniu połączeń na linii miasto-wieś (co spowodowane było wybuchem rewolucji bolszewickiej i Wojny Domowej w Rosji, a co do tego momentu nie zostało naprawione) wprowadza - obowiązujące od lipca 1922 r. (na równi z innymi "sowznakami" - również starymi carskimi rublami, przemianowanymi jedynie na sowieckie totemy płatnicze) tzw.: "czerwońce" jako jedyny, obowiązujący na terenie Związku Sowieckiego środek płatniczy (z czasem przywróci się również nazwę ruble). Pozwala to nieco zahamować inflację, ale problem tzw. "nożyc" (czyli rozchodzenia się wsi od miasta tak jak rozwierają się otwarte nożyce, co w sowieckiej terminologii było dosyć często używanym pojęciem) choć powoli zostaje usunięty, wciąż jeszcze trwa. Co prawda w 1924 r. partia bolszewicka wprowadza hasło "Frontem do wsi", a sojusz robotniczo-chłopski zostaje uznany za podstawę polityki państwa (dopiero od roku 1924, wcześniej chłopi byli uważani za taki sam element kontrrewolucyjny, jak arystokraci, kler prawosławny - nie tylko zresztą - oraz dawni oficerowie i policjanci carscy), to mimo wszystko zszywanie wsi z miastem wciąż idzie bardzo opornie. Bucharin co prawda wzywa chłopów w swych apelach: "Bogaćcie się, uprawiajcie swe pola i nie obawiajcie się restrykcji", ale cel tej akcji jest jasny, ponowne uruchomienie dostaw produktów żywnościowych do miast (wcześniej bowiem, zarówno w czasie rewolucji jak i po zakończeniu Wojny Domowej, chłopi zaprzestali produkcji rolnej w sowieckiej Rosji, gdyż władze bolszewickie odbierały im owoce ich pracy. Handel zamarł, a co za tym idzie nie było płacących podatki ani kupujących, gdyż chłopi niczego nie produkując, jednocześnie niczego też nie nabywali). Po wprowadzeniu Nowej Ekonomicznej Polityki na X Zjeździe WKP(b) w marcu 1921 r. od lipca tego roku zaczęto wprowadzać wolność gospodarczą rzemieślnikom i małym zakładom przemysłowym - ale wszystkie przedsiębiorstwa które zatrudniały 20 i więcej pracowników, pozostawały w rękach państwa. Zaprzestano też przymusowego ściągania zboża od chłopów, a obowiązek jego dostarczania zamieniono na podatek, który miał dać chłopom poczucie traktowania ich przez państwo sowieckie zgodnie prawem. Chłopi mogli zachować to, co udało im się uzyskać z uprawy ziemi, prowadzić wolny handel i zatrudniać pracowników najemnych. Co prawda rok 1924 nawiązywał jeszcze do najgorszych praktyk z czasów Wojny Domowej (tym bardziej że nieurodzaj jaki ogarnął rosyjską wieś w tymże roku był tak duży, że państwo musiało ponownie konfiskować produkty rolne i nawet Dzierżyński pisał że taka praktyka nie powoduje polepszenia się wizerunku Partii wśród mas chłopskich, a wręcz przeciwnie, partia znów uważana jest za najgorszego "szatana", gdyż odbiera chłopom wszystko to, co udało im się wytworzyć). Aby zasypać podziały na linii miasto-wieś organizowano wypady na wieś z akcją masowego czytania książek chłopom, a po rozpoczęciu leninowskiej elektryfikacji, zaczęto nawet chłopom w chatach montować żarówki, co też budziło ogromną ciekawość ale i niezadowolenie, jako że w elektryfikacji upatrywano "czarciego podstępu" i zdarzało się że niszczono nie tylko żarówki, ale również słupy wysokiego napięcia. Oczywiście to jeszcze była pieśń przyszłości, ale państwo sowieckie postawiło sobie dwa główne cele: "Komunizm to władza sowiecka i elektryfikacja". Poza tym rok 1924 w rosyjskich miastach był związany ze wzrostem bezrobocia i masowymi zwolnieniami setek niewykwalifikowanych pracowników (co powodowało strajki i nowe bunty robotnicze w miastach).




22 lutego 1924 r. w Magdeburgu założono social demokratyczne stowarzyszenie weteranów pod nazwą Reichsbanner Schwarz-Rot-Gold ("Czarno-Czerwono-Złoty Sztandar Rzeszy"). Inicjatywa wyszła od Otto Hörsinga i Karla Höltermanna, którzy wciągnęli do współpracy przedstawicieli SPD, DDP (Niemieckiej Partii Demokratycznej) i katolickiej Partii Centrum. Z założenia miała być to formacja apolityczna i bezpartyjna, grupująca weteranów I Wojny Światowej (jednak najczęściej o lewicowych przekonaniach politycznych). Była to też organizacja ściśle męska, kobiet tam nie dopuszczano (tym bardziej że kobiety w czasie I Wojny Światowej w wojsku nie służyły, więc nie mogły być też weteranami). Reichsbanner Schwarz-Rot-Gold miała stać na straży niemieckiej konstytucji (z 11 sierpnia 1919 r.) i Republiki Weimarskiej. Do końca lat 20-tych organizacja ta liczyła ponad 1,5 miliona członków i była bodajże największą organizacją w Niemczech Weimarskich, a jej najpoważniejszym przeciwnikiem był "Związek Żołnierzy Frontowych Stahlhelm" - organizacja o nieco bardziej prawicowej barwie politycznej. Po dojściu Hitlera do władzy, w marcu 1933 r. organizacja ta została rozwiązana.

26 lutego w Monachium rozpoczął się proces o zdradę członków i autorów puczu monachijskiego Hitlera (8-9 listopada 1923 r.). Zakończy się on wyrokiem skazującym - 1 kwietnia tego roku (do czego jeszcze wrócimy).

Dwa dni później (28 lutego) prezydent Rzeszy Friedrich Ebert znosi stan wyjątkowy, wprowadzony 26 września 1923 r. na terenie całego kraju, w związku z rewolucyjnymi wystąpieniami zarówno lewicowymi jak i prawicowymi, wybuchającymi na terenie różnych niemieckich krajów. Po wprowadzeniu 15 listopada 1923 r. do obiegu tzw.: marki rentowej (Rentenmark), sytuacja ekonomiczna kraju zaczyna się stabilizować. Dzięki zagranicznym pożyczkom produkcja przemysłowa i handlowa zaczęła bardzo szybko rosnąć, a w roku 1928 dochód narodowy w Niemczech stanowił 150 % dochodu narodowego z roku 1913. Prosperita lat 20-tych postępowała, aż do krachu finansowego na Wall Street w październiku 1929 r.




3 marca 1924 r. tureckie Zgromadzenie Narodowe oficjalnie znosi Kalifat i wydala z kraju wszystkich przedstawicieli dynastii Osmanów. Również zostają zamknięte wszystkie muzułmańskie szkoły religijne i sądy. Jest to już ostatni element tworzenia nowego tureckiego państwa, po zniesieniu Sułtanatu (1 listopada 1922) i ogłoszeniu republiki (29 października 1923 r.). Kraj pod rządami Atatürka Mustafy Kemala Paszy (prezydent Turcji od 29 października 1923 r. przewodniczący Wielkiego Zgromadzenia Narodowego od 24 kwietnia 1920 r. Prezydentem pozostanie aż do swej śmierci - 10 listopada 1938 r.) przechodzi niezwykle przyśpieszony kurs modernizacyjny (sam fakt że w Turcji wprowadzono wówczas alfabet łaciński - co spowodowało że Turcy musieli się mentalnie przestawić na naukę zupełnie nowych liter, pokazuje jak silna była to rewolucja i jak głęboko dotknęła wszystkie praktycznie przejawy dotychczasowego życia społeczno-politycznego). Tworzy się zupełnie nowy kraj i... zupełnie nowy naród. 

W marcu odbyło się plenum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Robotniczej Polski. Miało się ono zająć nową rolą partii po klęsce październikowo-listopadowej rewolucji niemieckiej i wydarzeń krakowskich (z 6 listopada 1923 r.). Dotychczasowe przywództwo partyjne 3W (Warski-Wera-Walecki) starało się tym samym jakoś wytłumaczyć przed Kominternem i Moskwą ze swoich działań. Owe plenum było jednak już ostatnim zjazdem pod tym kierownictwem. Sypano jednak głowy popiołem, deklarując że brak było w partii umiejętności manewrowania politycznego, za wzór niedościgniony stawiając oczywiście partię bolszewicką. Szukano też winnych spośród "lewicy partyjnej", twierdząc że nie trzeba było pisać listów, tylko bardziej mobilizować masy do walki i tego typu pierdolety komunistyczne bez większego znaczenia. W lipcu 1924 r. w KPRP zajdą zdecydowane zmiany i władzę przejmie dotychczasowo marginalizowana partyjna lewica.




13 marca 1924 r. prezydent Rzeszy Friedrich Ebert przedterminowo rozwiązuje Reichstag. Powodem tego jest krytyka nadzwyczajnych pełnomocnictw rządu Wilhelma Marxa. Marx (kanclerz Rzeszy od 30 listopada 1923 r. po upadku Wielkiej Koalicji Gustawa Stresemanna - który notabene aż do swej śmierci w październiku 1929 r. we wszystkich kolejnych rządach pozostanie realizatorem niemieckiej polityki zagranicznej - o wybitnie antypolskim ostrzu) przewodniczący Partii Centrum, dąży do wprowadzenia dosyć drastycznych finansowych, gospodarczych i społecznych reform, które nie podobają się opozycji (a które związane są właśnie ze zbiciem inflacji i wprowadzeniem nowej niemieckiej waluty - marki rentowej). Dąży więc do uniemożliwienia debaty w parlamencie na ten temat i tutaj prezydent Ebert idzie mu w sukurs, rozwiązując Reichstag i wyznaczając nowe wybory na początek maja 1924 r. 

16 marca w Krakowie odbywa się I Zjazd Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej "Życie" - czyli grupy komunizujących działaczy, którzy opuścili ZNMS (będący legalną przybudówką Związku Młodzieży Komunistycznej zakazanej w Polsce).

21 marca prokuratura podczas monachijskiego procesu Adolfa Hitlera żąda dla niego 8 lat więzienia za zdradę stanu. Wszyscy oskarżeni (wraz z Ludendorffem) nie przyznają się do winy i jedynie Hitler oficjalnie twierdzi że - tak - pragnął obalić rząd, gdyż jest on hańbą na powojennym obliczu Niemiec i jeśli sąd skarże go na śmierć, gotów jest zginąć za Niemcy. Zresztą Hitler cały proces wykorzystuje do agitacji politycznej, wygłaszając długie przemowy, które robią ogromne wrażenie nie tylko na zebranych widzach, ale również na samym sędzim. Popularność Hitlera znacznie wzrasta.




24 marca amerykańska Izba Reprezentantów zatwierdza pakiet pomocowy w wysokości 10 milionów dolarów na zakup żywności dla niemieckich kobiet i dzieci. Tym sposobem (jeszcze przed przyjęciem planu Dawesa) kasa wszelkich form pomocowych i pożyczkowych płynie do Niemiec zwartym strumieniem, pozwalając im nie tylko stanąć na nogi ale i rozwinąć produkcyjną ekspansję.

11 marca 1924 r wraz z listem do rektora Uniwersytetu Wileńskiego - Parczewskiego, Marszałek Józef Piłsudski wysyła mu przyznaną przez rząd rentę w wysokości 2 miliardów marek polskich (oczywiście kwoty sprzed dewaluacji marki i wprowadzenia złotówki). Piłsudski w tym liście pisze: "Stanowi to wypłacane mi teraz miesięcznie coś w rodzaju pensji za uprzednie moje prace w państwie; wobec tego, że nie mogę się pogodzić z myślą, bym taką pensję brał na swe potrzeby - oddaję ją na te czy inne cele publiczne, wybierając te, które z moją poprzednią pracą w państwie najsilniej były związane". Piłsudski od tej chwili żyje tylko z wykładów i z książek (a nie są to zbyt duże dochody, co powoduje że wraz z rodziną żyje bardzo skromnie). Zresztą w kręgu Jego najbliższych współpracowników (Sławek, Prystor) było to dosyć popularne, a pieniądze nie były tam uważane za coś innego niż tylko środek służący do realizacji pewnego celu, natomiast na pewno nie służący do bogacenia się, gdyż bogacenie się nie uważano za najważniejsze w życiu człowieka (oczywiście ten stan rzeczy można zrozumieć i ja go nawet pochwalam, bo i ja nie przywiązuję do pieniędzy zbyt wielkich względów, aczkolwiek należy sobie powiedzieć że bez pieniędzy realnie tracimy swoją wolność i to trzeba sobie uzmysłowić. Choć oczywiście możemy mówić że jesteśmy wolni nie mając pieniędzy i czuć się nawet wolnymi, to realnie niczego nie osiągniemy nie mając nic na tym świecie).

12 marca decyzją Ligi Narodów ustalono ostatecznie nasze granice z Czechosłowacją na Spiszu. Kacwin i Niedzica zostały co prawda przyznane Polsce, ale Jaworzyna z doliną Białej Wody - Czechosłowacji. Byli tacy, którzy tę decyzję w Polsce mocno przeżyli, utożsamiając ją jako krzywdzącą.

16 marca włoski poeta, żołnierz i bohater I Wojny Światowej - Gabriele d'Annunzio, otrzymuje od króla Wiktora Emmanuela III dziedziczny tytuł księcia Nevoso. d'Annunzio był człowiekiem który ciągle poszukiwał silnych wrażeń i to zarówno na polu bitwy jak i alkowie. Fizycznie ten człowiek nie wyglądał na supermana, a wręcz przeciwnie - niewysoki, niezbyt przystojny, ale drzemała w nim niespożyta energii do walki, wielokrotnie wykazywał się w trakcie I Wojny Światowej bohaterskimi czynami, osobiście zgłaszając się do trudnych akcji bojowych wymagających nie tylko dużej odwagi, ale również sporej inteligencji. Ciągle mu było mało, więc ciągle chciał więcej, w 1909 r. zrobił nawet kurs szybowcowy - zafascynowany lotnictwem. Ale jego bojowe wyczyny to jedno, inna kwestia to jego niezwykły talent literacki, zresztą był to też człowiek bezkrytyczny wobec siebie samego i niezwykle arogancki pod tym względem (zapytany kiedyś który z włoskich pisarzy i poetów był największy w dziejach, odparł: "Dante, Leopardi i i ja. Wszyscy pozostali to gitarzyści"). I rzeczywiście jego dzieła prawie zawsze okazywały się bestsellerami, chociaż niestety zarówno w naszym kraju jak i w Niemczech czy krajach skandynawskich, o Rosji nie wspominając - jego twórczość jest praktycznie nieznana. Ale ten miłośnik przygód kochał nie tylko wojaczkę i literaturę, przede wszystkim bowiem kochał kobiety, od których wręcz nie mógł się opędzić (a jak wspomniałem wyżej, nie był żadnym adonisem). Miał tyle kochanek, że zrobił sobie z nich odpowiedni katalog i każdą umieścił w tym katalogu pod odpowiednią literą i cyfrą. Był też miłośnikiem nieco bardziej swobodnych praktyk seksualnych, a mianowicie lubił sadyzm łóżkowy i często okrutnie bił swoje kochanki pejczem po pośladkach lub plecach w czasie zabaw erotycznych. Kobiety tak bardzo pragnęły jego towarzystwa, że często rywalizowały ze sobą która pierwsza wyląduje w jego alkowie (chociaż zdarzało się że sypiał też z kilkoma na raz). Gabriele d'Annunzio warty jest również odnotowania co do jednej ważnej rzeczy, a mianowicie to właśnie on upowszechnił rzymski salut, który później wykorzystywał Benito Mussolini w faszystowskich Włoszech a w nazistowskich Niemczech Adolf Hitler. d'Annunzio był bowiem rozmiłowany w antyku i potędze Imperium Rzymskiego, pragnął bowiem jego odrodzenia i odtworzenia, a z Włoch uczynienia centrum śródziemnomorza. W roku w którym król Wiktor Emanuel III nadał mu tytuł księcia Nevoso, d'Annunzio miał już 61 lat.






d'Annunzio był również tym, który dokonał zajęcia miasta Fiume nad północnym Adriatykiem (11 września 1919 r.) i utrzymał je przez krótki czas, nie godząc się z planami zwycięskich mocarstw (Włochy również chodziły do tego grona), pragnących pozbawić Włoch tego miasta. Ostatecznie rozwiązano problem Fiume dopiero 27 stycznia 1924 r. traktatem włosko-jugosłowiańskim, na mocy którego samo miasto zostało przyłączone do Włoch, ale okoliczne tereny pozostały w granicach Jugosławii. W tym czasie we Włoszech coraz większą rolę zaczęli odgrywać faszyści, w końcu Benito Mussolini od 31 października 1922 r. stał na czele faszystowskiego rządu Włoch, ale nie miał jeszcze pełnej władzy. Już 14 stycznia 1923 r. król Wiktor Emmanuel na wniosek Mussoliniego zalegalizował ochotniczą milicję faszystowską. Zaczynały się nowy czasy, w których duce będzie chciał kontrolować nawet to, co Włosi jedzą, gdyż w latach 20-tych (mniej więcej około 1925) wydał bowiem bezwzględną walkę... spaghetti - ulubionej potrawie Włochów, ale o tym opowiem w kolejnych częściach.




CDN.

15 kwietnia 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. V

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. V


"System moich kalkulacji zawsze rozbijał się nie o co innego, jak o tę siłę agentur obcych, płatnych przez obcych dla szkodzenia Polsce, aby nie była ona zbyt silna, aby nie miała
tej siły, jaką mogłaby mieć w tej czy innej chwili"

MARSZAŁEK JÓZEF PIŁSUDSKI




KPRP była zdelegalizowaną partią już od stycznia 1919 r., ale ponieważ zbliżał się okres wyborczy pierwszych wyborów do Sejmu zjednoczonego państwa (bowiem wybory ze stycznia 1919 r. toczyły się jeszcze w atmosferze wojennej i odbywały się na części terytorium państwa polskiego), przeto również i owa ekspozytura Moskwy (od kwietnia 1922 r. rządzona przez tzw. partyjną "prawicę" - o czym pisałem w poprzedniej części) postanowiła mimo wszystko również wziąć udział w owych wyborach. Oczywiście nie mogła startować pod szyldem partii komunistycznej, dlatego też w sierpniu 1922 r. komuniści polscy utworzyli oficjalny komitet wyborczy pod nazwą Związku Proletariatu Miast i Wsi. Przewodniczącym owego komitetu wyborczego został Stanisław Łańcucki, wiceprzewodniczącym - Szczepan Rybacki, a sekretarzem - Jakub Dutlinger. Oczywiście nie muszę wspominać że wszyscy oni należeli do Komunistycznej Partii Robotniczej Polski, oraz że ów komitet wyborczy był w całości finansowany przez Komintern. Takich właśnie partii, a co gorsze takich ludzi - którzy niekoniecznie musieli być komunistami, ale czy to z pobudek materialnych czy też jakichkolwiek innych działali przeciwko interesowi państwa polskiego - najbardziej obawiał się Józef Piłsudski, który w tamtym czasie jeszcze pełnił funkcję Naczelnika Państwa. Stwierdził On potem iż: "Nieraz uciekałem ze swymi zamiarami do odległego pokoju, aby sekretów państwa nie wydać na rozszarpanie obcym. Uciekałem nieraz od moich najbliższych pomocników, dlatego, aby moje prawdy i moje zamiary nie były wydane na łup kogokolwiek bądź, byle był cudzoziemcem. Nigdy nie byłem pewien, że gdy piszę rozkaz, nie będzie on czytany prędzej w biurach wszystkich obcych państw, niż przez moich podwładnych. Nie byłem nigdy pewny, czy taki czy inny mój zamiar polityczny nie będzie natychmiast skontrolowany przez agentury państw obcych z taką siłą i pewnością, że musiałbym się go wyrzec (…) Nie poprawiliśmy się, moi panowie, pod względem agentur obcych, idących krok w krok za naszym państwem. Mówię to śmiało, gdyż to jest to moja prawda, jako Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza podczas wojny, prawda, którą śmiało zostawiam historii, jako prawdę przeze mnie zbadaną aż do dna, a odczutą bardzo boleśnie, niż wszystkie inne prawdy".


GABRIEL NARUTOWICZ



Od 31 lipca nowym premierem (był to już dziewiąty rząd Rzeczypospolitej od 14 listopada 1918 r.) wybrany został krakowski konserwatysta Julian Nowak. Po słabych rządach Ponikowskiego i Śliwińskiego był on nie tylko kandydatem kompromisowym (we wciąż toczącej się wojnie politycznej pomiędzy Piłsudskim a Sejmem), ale również dawał nadzieję na zakończenie tej niezbyt pomyślnej dla Polski zagranicznej passy (układ w Rapallo, dążenia premiera Wielkiej Brytanii Lioyda George'a do korekt granicznych na Wileńszczyźnie i w Małopolsce, oraz konflikt z Rosją Sowiecką w sprawie zwrotu naszego złota i dzieł sztuki, do których Sowieci zobowiązali się w traktacie ryskim z marca 1921 r., a których postanowień nie byli chętni wypełnić). Marszałek nie zaakceptował bowiem kandydatury Wojciecha Korfantego na premiera (chociaż ten, podczas wizyty u Naczelnika Państwa, prosząc o swoją nominację, stwierdził: "Panie Naczelniku, nigdy nie miał pan bardziej oddanego premiera, niż będzie go pan miał we mnie"). Piłsudski uważał jednak Korfantego za dwulicowca (wcześniej bowiem ten sam Korfanty proponował Marszałkowi "współrządy" i "rozpędzenie sejmu"). Julian Nowak zaś powierzył Naczelnikowi Państwa mianowanie nie tylko Ministra Spraw Wojskowych (co było naturalną praktyką kolejnych rządów), ale również Ministra Spraw Zagranicznych. Na to stanowisko Marszałek wyznaczył Gabriela Narutowicza, człowieka do którego miał bardzo duże zaufanie i nawet twierdził że jest to jedna z nielicznych osób, z którą gdy rozmawia, to jest absolutnie pewien, że to, co powie, nie wyjdzie następnie do osób trzecich (w tym do obcych wywiadów). Narutowicz był naukowcem od 1889 r mieszkającym w Szwajcarii (przyniósł się tam w wieku 24 lat, oskarżony przez rząd carski o działalność antyrosyjską). Od 1907 r. był jednym z najwybitniejszych profesorów Politechniki w Zurychu, prowadzącym prace na kierunku elektryfikacji i budownictwa wodnego zarówno w Szwajcarii jak i we Włoszech, Hiszpanii oraz Francji, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości powrócił do kraju. Narutowicz był przedmiotem licznych ataków ze strony Narodowej Demokracji i jej podobnych środowisk prawicowych, głównie jako "germanofil" oraz posiadający "wrogi stosunek do Francji", co w ani jednym, ani w drugim przypadku nie było prawdą. Za to konsekwentnie dążył do odrodzenia polityki realizowanej przez Piłsudskiego jeszcze w czasie Wojny z bolszewikami, a po jej zakończeniu nieco zapomnianej, którą dzisiaj nazwalibyśmy koncepcją Międzymorza. Zerwał z nieudaną do tej pory polityką Śliwińskiego umizgiwania się do Pragi (pretekstem do tego była niesławna mowa marienbadzka premiera Czechosłowacji Edwarda Benesza, w której stwierdzał że Czechosłowacja nie godzi się z przyznaniem Polsce Galicji Wschodniej) na korzyść Bukaresztu i zacieśnienia więzów z Rumunią (to właśnie dzięki jego zabiegom doszła do skutku podróż Piłsudskiego do Rumunii w połowie września 1922 r. Wyżej zaprezentowana fotografia Marszałka Józefa Piłsudskiego stojącego przy tarasie, została wykonana właśnie w Bukareszcie, w Rumunii).

24 września odbyły się wybory do Sejmu Śląskiego I kadencji (prowincja ta od 15 lipca 1920 r. cieszyła się autonomią, oddzielnym samorządem i Sejmem). Frekwencja wyniosła 74% uprawnionych do głosowania. Najwięcej głosów zdobył Blok Narodowy (endecja i chadecja) - 33,5% a także Polska Partia Socjalistyczna - 17%. Komunistyczna Partia Robotnicza Polski wzięła oczywiście w nich udział, ale nie uzyskała żadnego mandatu. Był to przedsmak klęski, jakiej doznają komuniści również w wyborach krajowych. Ale jednak nie samą polityką człowiek żyje. Warto też odnotować że 17 września 1922 r. na ekranach niemieckich kin (a w zasadzie berlińskich, bo tylko tam ów film wyświetlano) ukazał się pierwszy film dźwiękowy ze zintegrowaną ścieżką świetlno-dźwiękową pod tytułem "Der Brandstifter" ("Podpalacz"). Kino niemieckie lat 20-tych XX wieku przeżywało prawdziwe Eldorado. Wychodziły przecież wspaniałe filmy, takie jak: "Nosferatu" Friedricha Murnaua (1922), "Doktor Mabuse" Fritza Langa (1922), "Gabinet doktora Cagliari" Roberta Wiene (1920), czy "Metropolis" Fritza Langa (1927). Ale w latach 1921-1922 wyszły też inne sławne filmy, jak choćby "Szejk" z Rudolfem Valentino (październik 1921 r.), "Brzdąc" z Charlie Chaplinem (luty 1921), "Gorączka" Louisa Delluca (1921), czy "Kobieta znikąd" (1922). Oczywiście wszystkie to były filmy nieme i oprócz tego jednego niemieckiego przypadku, tak naprawdę era filmu dźwiękowego rozpocznie się dopiero w roku 1927 wraz z filmem: "Śpiewak jazzbandu" Croslanda (w Polsce zaś to będzie rok 1930 - kiedy wyszły pierwsze filmy dźwiękowe). 




Tak już zupełnie na marginesie warto też odnotować, że 2 stycznia 1922 r. ukazuje się po raz pierwszy pismo "Rycerz Niepokalanej", wydawany przez franciszkanina ojca Maksymiliana Marię Kolbe (który 14 sierpnia 1941 r. w niemieckim Obozie Zagłady w Auschwitz, odda swoje życie za życie innego więźnia skazanego przez Niemców na śmierć - Franciszka Gajowniczka. Gajowniczek przeżył obóz, doczekał końca wojny i powrócił do swojej żony i dzieci). "Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat" - jak głosi Talmud (choć akurat więźniem skazanym na śmierć, za którego własne życie oddał ojciec Kolbe, nie był Żyd, a Polak. Zresztą należy wyjaśnić, żaden Żyd nie zginął w Auschwitz, Żydzi ginęli w Birkenau gdyż to były dwa różne obozy. W Auschwitz ginęli Polacy i sowieccy jeńcy. Zresztą sam obóz Auschwitz został założony w 1940 r. przez Niemców z myślą o eksterminacji narodu polskiego, nie Żydów, Żydzi doszli dopiero po styczniu roku 1942).




23 października 1922 r. Sejm Rzeczypospolitej podjął uchwałę o budowie portu w Gdyni, jedynego naszego morskiego okna na świat. Co prawda Polska posiadała pewne prawa w Wolnym Mieście Gdańsku jak również reprezentowała to miasto na arenie międzynarodowej, jednak było za mało aby państwo, które co prawda wywalczyło sobie dostęp do morza - ale jednak był to zaledwie skrawek - mogło rozwijać nie tylko swoje ambicje mocarstwowe, ale również i kolonialne. Gdynia - która już w 1938 r. stała się najnowocześniejszym portem morskim na Bałtyku - doskonale się do tego zadania nadała i spełniła pokładane w niej nadzieje. 


GDYNIA
MIASTO Z MORZA I MARZEŃ



28 października grupy bojowe Fascio di combattimento pod wodzą Benito Mussoliniego (chociaż on osobiście nie brał w tym udziału) maszerują tego dnia na Rzym i król Wiktor Emmanuel III nie reaguje na ów zamach stanu. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, grupy faszystów które szły na Rzym, były słabo uzbrojone i słabo zdyscyplinowane i wystarczyłoby wysłać przeciwko nim większe siły policyjne aby je rozpędzić. Król jednak odmówił podpisania dekretu, który miał wprowadzić w kraju tak radykalne działania, czego efektem było ustąpienie dotychczasowego rządu i powierzenie Mussoliniemu misji tworzenia nowego, już faszystowskiego rządu Włoch. Zwycięstwo faszystów w Italii stało się inspiracją przede wszystkim dla nazistów w Niemczech i dla samego Hitlera (chociaż już w roku 1945, gdy cała Rzesza waliła się w gruzy, a Hitler siedział w swoim bunkrze w Berlinie, stwierdził on że sojusz z Włochami był największym błędem jaki popełnił, gdyż Włochy nic dobrego nie wniosły do tego sojuszu, a tylko nieustannie trzeba im było pomagać, tym samym odciągając niemieckie siły z innych frontów. Chociaż sympatię dla Mussoliniego Hitler prawdopodobnie utrzymał do końca życia, szczególnie gdy w roku 1938 Włochy zgodziły się na Anschluss Austrii. Hitler powiedział wówczas do ambasadora Włoch w Berlinie: "Proszę przekazać Duce, że nigdy mu tego nie zapomnę. Nigdy! I zawsze będzie mógł na mnie liczyć"). 




A tymczasem 5 listopada 1922 r. odbyły się wybory do Sejmu Rzeczypospolitej I kadencji (bowiem Sejm z lutego 1919 r. był Sejmem Ustawodawczym, powołanym głównie po to, aby uchwalił konstytucję i tak się stało 17 marca 1921 r.), w których udział wzięła również Komunistyczna Partia Robotnicza Polski. Poszczególne partie startowały w kilku blokach. Prawica (czyli Związek Ludowo-Narodowy, Chrześcijańskie Stronnictwo Ludowe i Chrześcijańska Demokracja) wystąpiła pod nazwą Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej. Lewica rozbita była na pięć nierównych grup z Polską Partią Socjalistyczną i Polskim Stronnictwem Ludowym "Wyzwoleniem" na czele. Partie centrowe (z Polskim Stronnictwem Ludowym "Piast" na czele) stanęły do walki wyborczej w siedmiu blokach, a mniejszości narodowe: Żydzi (z wyjątkiem małopolskich), Niemcy, Rosjanie, Białorusini, Ukraińcy z Wołynia i wschodniej Małopolski, również utworzyli wspólny blok wyborczy. Natomiast nielegalna Komunistyczna Partia Robotnicza Polski stanęła do wyborów pod nazwą Związek Proletariatu Miast i Wsi. Na cele wyborcze ta ekspozytura Moskwy w Polsce otrzymała specjalną dotację Kominternu, ale wybory okazały się totalną klapą komunistów. Na listy ZPMiW w całym kraju głosowało jedynie 121,5 tys. osób, co stanowiło zaledwie 1,4% głosujących (zdobytych głównie w Warszawie i w Zagłębiu Dąbrowskim, natomiast takie robotnicze tereny jak: Łódź, Górny Śląsk czy Zagłębie Naftowe dały komunistom wręcz znikome poparcie. Łącznie wprowadzili do Sejmu dwie osoby: w Warszawie Stefana Królikowskiego (ps.: "Bartoszewicz", "Ogrodniczek", "Cyprian"), a w Zagłębiu Dąbrowskim Stanisława Łańcuckiego (który w swoim rodzinnym Przemyślu dostał śladowe wręcz poparcie, a poza tym jego kampania wyborcza była dosyć utrudniona, jako że przebywał wówczas w więzieniu i wyszedł na wolność dopiero w styczniu 1923 r.). Działalność obu tych posłów od początku była działalnością antypaństwową, a ich postulaty - szczególnie Królikowskiego - ograniczały się do wprowadzania hiper "demokratyzacji" polegającej na tym, że realnie państwo przestawało działać. Sporządził np. projekt ustawy znoszącej artykuły o zdradzie stanu i działalności antypaństwowej (wykluczając co prawda z nich szpiegostwo). Był też autorem poprawek ustawy o służbie wojskowej, skracającej czas służby do sześciu miesięcy (notabene za tę ustawę był bardzo mocno krytykowany w partii komunistycznej, gdyż celem komunistów było zdezorganizowanie działalności Wojska Polskiego, a nie obniżenie czasu trwania służby wojskowej).

W wyborach uprawnionych do głosowania było 13 011 693 obywateli, z czego do urn poszło 8 812 901 czyli 67,7%. Największa frekwencja była w województwach zachodnich, najmniejsza we wschodnich (głównie z powodu bojkotu wyborów przez Ukraińców i Żydów). Wybory wygrały stronnictwa prawicowe, zdobywając 29,1% głosów (po wyborach jednak dotychczasowe sojusze polityczne uległy rozsypaniu i najwięcej mandatów - 98 - zdobył Związek Ludowo Narodowy z Czetwertyńskim, Seydą, Lutosławskim, Grabskim, Głąbińskim, Zdziechowskim i Zamojskim na czele. Chrześcijańskie Stronnictwo Ludowe wprowadziło do Sejmu zaś 27 posłów z Dubanowiczem i Strońskim na czele. Natomiast Chrześcijańska Demokracja zdobyła 44 mandaty z Bittnerem, Chacińskim i Korfantym). Lewica razem zdobyła 24,8% głosów (PSL "Wyzwolenie" 48 mandatów z Poniatowskim, Bagińskim, Thuguttem i Nocznickim na czele. Polska Partia Socjalistyczna uzyskała 41 mandatów z Moraczewskim, Daszyńskim, Barlickim, Perlem, Liebermanem, Pużakiem, Niedziałkowskim, Kwapińskim i Czapińskim. Radykalne Stronnictwo Chłopskie księdza Okonia zdobyło 4 mandaty, a także lewicowy odłam ludowców Stapińskiego zdobył 2 mandaty). Stronnictwa centrowe zdobyły 23,4% głosów (PSL "Piast" zdobył 70 mandatów z Witosem, Ratajem i Dąbskim, a Narodowa Partia Robotnicza wprowadziła do Sejmu 18 posłów z Chądzyńskim, Popielem i Waszkiewiczem). Marszałek Piłsudski dał zaś akceptację do tworzenia "Zjednoczenia państwowego" opartego na "Straży Kresowej", w skład której wejść miała Organizacja Młodzieży Narodowej i PSL "Wyzwolenie", a także szereg pomniejszych polityków bliskich Marszałkowi. Jednak na kilka dni przed wyborami Organizacja Młodzieży Narodowej postanowiła że Straż Kresowa wystąpi oddzielnie, a to spowodowało że - poza "Wyzwoleniem" wszystkie te formacje polityczne poniosły całkowitą klęskę (tym bardziej że ich listy były głównie we wschodnich rejonach kraju). Mniejszości narodowe zaś podzieliły się na bloki ukraiński, białoruski, niemiecki i żydowski, zjednoczonych tylko formalnie pod niepisanym przewodnictwem posła Grünbauma. Łącznie (według konstytucji) Sejm liczył 444 posłów. 12 listopada odbyły się wybory do Senatu Rzeczypospolitej. Tutaj uprawnionych do głosowania było 9 088 590 obywateli z czego do urn wyborczych poszło 5 589 268, czyli 61,5%. Senat składał się ze 111 senatorów. Nowy parlament zebrał się 28 listopada 1922 r. i od razu przystąpiono do głosowań nad wyborem marszałków. W Sejmie zwyciężył Maciej Rataj z PSL "Piast", zdobywając 252 głosy (głównie centrum i prawicy), przeciwko 177 głosom oddanym na jego konkurenta Eugeniusza Śmiarowskiego z "Wyzwolenia". W Senacie zaś zwyciężył Wojciech Trąmpczyński z prawicy (dzięki głosom "Piasta") przeciw Ksaweremu Praussowi z lewicy.

Natomiast w Moskwie 5 listopada rozpoczął obrady IV Kongres Kominternu (ostatni już z udziałem Lenina). Lenin ogłosił na nim już oficjalnie wprowadzenie Nowej Ekonomicznej Polityki (o której pisałem w poprzednich częściach) i zakończenie okresu komunizmu wojennego. Pozwoliło to zniszczonej wojną i rewolucją Rosji nieco gospodarczo odetchnąć, dopuszczając możliwość ograniczonego co prawda, ale jednak kapitalistycznego systemu gospodarczego (oczywiście ograniczającego się do małych, najczęściej rodzinnych przedsiębiorstw) przy pozostawieniu dominującej roli państwa. Na ów Kongres z ramienia KPRP jako reprezentanci "sekcji polskiej" Kominternu, wybrali się Adolf Warszawski-Warski, Maria Koszutska, Maksymilian Horowitz-Walecki, Edward Próchniak i Władysław Kowalski. Prócz postanowień dotyczących NEP-u, zgodzono się również co do sojuszu z socjalistami i tworzenia jednolitych "frontów robotniczych", a także wyrażono zgodę na udział Komunistycznej Partii Robotniczej Polski w wyborach parlamentarnych w Polsce. Obrady Kongresu trwały do 5 grudnia. 

22 listopada we Lwowie zaś rozpoczął się proces przeciwko 39 uczestnikom (tylko tylu bowiem osobom udowodniono powiązania z Komunistyczną Partią Galicji Wschodniej) obrad w soborze św. Jura (o którym pisałem w poprzedniej części). Proces trwał do 11 stycznia 1923 r. i zakończył się wieloma wyrokami długoletniego więzienia dla oskarżonych.

W Polsce zaś trwały przygotowania do pierwszych w historii Polski wyborów prezydenta Rzeczpospolitej. Głównym (a w zasadzie jedynym) kandydatem przez długi czas, był Marszałek Józef Piłsudski (ale odmówił on kandydowania, zdając sobie doskonale sprawę że konstytucja tworzy jedynie malowanego prezydenta o bardzo ograniczonych kompetencjach, w zasadzie tylko do przecinania wstęgi i przyjmowania zagranicznych przedstawicieli, zresztą wzorowanego na modelu francuskiej III Republiki - wszystko co francuskie było wtedy w modzie, po pierwsze bo "Francja-elegancja", a po drugie, bo był to największy kraj europejski - nie licząc oczywiście Rosji która stała się komunistyczna - który zwyciężył w I Wojnie Światowej. Notabene konstytucję z 1921 r. spisaliśmy z francuskich ustaw konstytucyjnych z 1875 r. Natomiast po przyjęciu konstytucji kwietniowej w 1935 r. to Francuzi spisali swoją własną konstytucję z 1958 r. właśnie z tej naszej). Za kandydaturą Piłsudskiego opowiadały się PPS, PSL "Wyzwolenie", Narodowa Partia Robotnicza i PSL "Piast", dysponujące łącznie w Sejmie i Senacie 212 głosami. 4 grudnia jednak, na konferencji w pałacu Rady Ministrów Marszałek Piłsudski odmówił kandydowania w wyborach (powiedział: "Na mnie proszę nie głosować. W warunkach istniejących należy wybrać człowieka, który miałby cięższy chód a lżejszą rękę"). Natomiast w mniejszym już, prywatnym gronie stwierdził Marszałek że najlepszym kandydatem na prezydenta byłby Witos (w tamtym bowiem czasie stosunki pomiędzy Witosem a Piłsudskim były jeszcze dość dobre, a rozmowy pomiędzy "piastowcami" a Marszałkiem trwały mniej więcej od marca 1921 r. (m.in. w Jabłonnie, posiadłości Władysława Sikorskiego), co miało doprowadzić do stworzenia formacji politycznej, otwarcie wspierającej Marszałka. Jednak kandydatura Witosa była nie do zaakceptowania dla "Wyzwolenia", które zamierzało wystawić swojego kandydata w osobie Gabriela Narutowicza. Marszałek początkowo był niechętny tej kandydaturze, co prawda bardzo cenił i szanował Narutowicza, jednak podczas rozmowy z samym Narutowiczem ten również odmówił przyjęcia godności prezydenta i to zapewne przekonało Marszałka do tego, że Narutowicz nie jest jednak dobrym kandydatem na to stanowisko (we wspomnieniach Stanisława Thugutta, który pierwszy zaproponował kandydaturę Narutowicza, jest zapisane: "Kiedym mu pierwszy raz zaproponował wystawienie jego kandydatury, przeraził się po prostu tej myśli", zaś Tadeusz Hołówko pisał w swej wydanej w 1923 r. książce: "Prezydent Gabriel Narutowicz", iż: "Gdy 8 grudnia stawił się u Narutowicza Thugutt, aby prosić go o pozwolenie wystawienia jego kandydatury - Narutowicz kategorycznie odmówił!" Miał bowiem stwierdzić: "Ja kandydować nie chcę, ale jeśli Wyzwolenie wybór przeprowadzi - wybór przyjmę". Wobec niepewnej decyzji Narutowicza, Józef Piłsudski poparł kandydaturę Stanisława Wojciechowskiego, PPS wystawiła kandydaturę Ignacego Daszyńskiego, mniejszości narodowe prof. Baudouin de Courtenay'a, a prawica hrabiego Maurycego Zamoyskiego.




W sobotę 9 grudnia zebrało się Zgromadzenie Narodowe, liczące łącznie 555 posłów i senatorów. Ostatecznie zgłoszono pięć kandydatur (wyżej wymienieni plus Narutowicz). Po dwóch pierwszych głosowaniach odpadł Daszyński, po trzecim de Courtenay. W czwartym głosowaniu odpadł Wojciechowski i ostatecznie w piątym głosowaniu - gdzie było dwóch kandydatów: jeden z prawicy Zamoyski, a drugi popierany przez lewicę, mniejszości narodowe i PSL "Piast" czyli Narutowicz (Witos nie mógł poprzeć Zamoyskiego, choć wcześniej był dogadany z prawicą, a to z tego powodu że Zamoyski był jednym z największym w kraju potentatów ziemskich, a przecież postulatem partii chłopskiej jaką był PSL, było szybkie wprowadzenie reformy rolnej i parcelacja wielkich majątków ziemskich pomiędzy chłopów. Poza tym Witos był zniechęcony do prawicy tym, że ci nie poparli jego kandydatury do prezydentury). W piątym i ostatnim głosowaniu Zamojski otrzymał 227 głosów, a Narutowicz (poparty przez "Piasta") 289, dzięki czemu Gabriel Narutowicz stał się pierwszym w historii prezydentem Rzeczpospolitej Polski. Oczywiście wyniku tego partie prawicowe nie przyjęły do wiadomości ("przeliczcie do cholery te głosy" - jak krzyczą obecnie "silniczki" 😂). Różnica głosów była zbyt wyraźna by można było mówić o jakichś fałszerstwach wyborczych czy temu podobnych, ale mimo to postanowiono uniemożliwić Narutowiczowi objęcie stanowiska prezydenta. W pierwszej kolejności zamierzano go zastraszyć, czyli rozpętać wokół jego osoby taką spiralę nienawiści (jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli), że człowiek ten powinien sam zrezygnować ze stanowiska, aby po prostu mieć święty spokój. Prasa prawicowa i prawicowi politycy rzucili się więc do gardła Narutowiczowi (oczywiście przy okazji oberwało się również Witosowi). Wyciągano najbardziej odrażające i nie mające nic wspólnego z prawdą pomówienia. Twierdzono np. że Narutowicz jest Żydem, że został wybrany głosami mniejszości narodowych i tym samym narzucony Polakom jako agent obcych państw (głównie Niemiec ale i Rosji Sowieckiej). Gdy polityka zohydzania Narutowicza nie udała się (choć wspierały ją takie osobistości jak choćby gen. Józef Haller - von Hallenburg), postanowiono wówczas uniemożliwić jego zaprzysiężenie. Powszechnie mówiono że tak naprawdę zwyciężył Zamoyski (skąd my to znamy? 🤔🥴) bowiem zdobył 227 głosów polskich, a Narutowicz tylko 186 głosów polskich, a reszta to głosy mniejszości narodowych, które narzuciły Polsce prezydenta. Twierdzono że jest germanofilem i że ma wrogi stosunek do Francji. Twierdzono że jest apostatą, masonem i że ledwo mówi po polsku. Prawicowa prasa zachęcała również ludzi do masowego pisania anonimowych depesz do prezydenta-elekta, "namawiających" go do zrzeczenia się prezydentury (większość z nich była pełna inwektyw i gróźb karalnych, w których pisano m.in. że jeśli Narutowicz nie zrzeknie się prezydentury, to: "Zdechnie marnie jak pies"). Anonimy słano również do jego rodziny, starając się wywrzeć presję wszędzie, gdzie tylko było to możliwe.

Tłumy ludzi z hasłami "Precz z Narutowiczem" i "Hańba mu" gromadziły się zarówno przed Hotelem Europejskim (gdzie Narutowicz mieszkał) jak i przed gmachem Ministerstwa Spraw Zagranicznych (jaką to funkcję dotąd pełnił). 10 grudnia w godzinach wieczornych przed pałacykiem Dziewulskich w Alei 3 Maja (gdzie mieszkał gen. Józef Haller), zebrał się spory tłum protestujących przeciwko wyborowi Narutowicza na prezydenta. Oczekiwano też od Hallera rady, co należy czynić aby "ocalić Polskę przed tyranią mniejszości narodowych". Haller przemawiał z balkonu i stwierdził że "Polskę sponiewierano", oraz że "o ile obecny odruch stolicy nie będzie słomianym ogniem - zwyciężymy!", dodał też że "w razie potrzeby nie zabraknie nam broni". Sam Narutowicz jednak nie okazywał strachu, mimo że zaraz po otrzymaniu wiadomości o swoim wyborze zwrócił się do Thugutta i innych polityków słowami: "Co wyście mi narobili, co wyście narobili?", to jednak w kolejnych dniach nie zamierzał ulegać emocjom tłumów (chociaż prezydentury nie pragnął). 11 grudnia - na długo przed zapowiadanym na południe zaprzysiężeniem nowego prezydenta - spory tłum zaczął gromadzić się w okolicach Sejmu. Głównie młodzież zaczęła wychodzić na ulicę aby zagrodzić drogę jadącemu z Łazienek prezydentowi-elektowi. Inni na Placu Trzech Krzyży i przy ulicy Wiejskiej starali się zatrzymywać posłów zdążających na zaprzysiężenie, aby nie było wymaganej liczby posłów i senatorów i przez to aby sam akt zaprzysiężenia był nieważny. Obrzucano też ich obelgami i ciskano w nich kulki śnieżne (jako że była zima). Zdarzały się jednak i pobicia, poseł Piotrowski (PPS) został dotkliwie pobity, poseł Kowalski miał rozbitą głowę z której obficie leciała krew i tak właśnie dotarł do Sejmu. Posłowie Daszyński i Limanowski zostali kijami wepchnięci do bramy jednego z budynków i tam zamknięci. Socjaliści wezwali więc na pomoc swoje bojówki i doszło do walk na ulicach, których efektem było 26 rannych (w tym 9 ciężko) i jeden zabity (Jan Kałuszewski - działacz PPS - któremu strzelono w plecy). Posłowie którzy znajdowali się w Sejmie (głównie z lewicy) pytali się gdzie jest policja i domagano się natychmiastowej dymisji komendanta policji. Posłowie prawicy zaczęli im ubliżać i również w Sejmie wywiązała się walka wręcz pomiędzy posłami różnych opcji politycznych. Narutowicz jednak nie zgodził się pojechać do Sejmu inną trasą, a jego samochód (eskortowany przez oddział szwoleżerów - którzy usuwali wszelkie barykady po drodze) dotarł wreszcie przed gmach Sejmu. Narutowicza powitały okrzyki wzburzonego tłumu, przekleństwa i lecące w jego stronę kulki śnieżne. W samym Sejmie nie było już wówczas posłów prawicy, poza jednym ich przedstawicielem, który obrzucał prezydenta-elekta obelgami, ale wkrótce musiał się wycofać pod naporem posłów lewicy. Narutowicz pewnym siebie głosem złożył przysięgę na hebanowy krucyfiks i od tej chwili już oficjalnie objął swój urząd. 14 grudnia w Belwederze Naczelnik Państwa Józef Piłsudski przekazał Gabrielowi Narutowiczowi władzę (którą do tej pory pełnił jako głowa państwa polskiego od listopada 1918 r.).




Prasa prawicowa ponownie ruszyła z atakiem. Władysław Rabski w "Kurierze Warszawskim" z 12 grudnia, w artykule "Jezus, Maria" pisał że "larwa rudobrodego szatana" ponownie zniewoliła Polskę wystawiając ją na sprzedaż na "niemieckim targu". Straszono też, że jeśli Narutowicz ostatecznie nie zrzeknie się prezydentury, to zamiast "potoków krwi", które popłynęły w niedawnej manifestacji, teraz popłynie "morze krwi" (w Poznaniu prawica zorganizowała nawet swoiste zbiórki pieniężne po domach na "usunięcie" Narutowicza z urzędu prezydenta). Grożono śmiercią nie tylko samemu prezydentowi, ale również jego synowi i jego bliskim. Wszędzie tylko było słychać głosy "Ustąp! ustąp!" Ale paradoksalnie im były one silniejsze i lepiej słyszalne, tym stanowisko Narutowicza utwardzało się. Z początkowej niepewności co ma dalej czynić, ostatecznie postanowił wytrwać na swym stanowisku, aby nie tworzyć precedensu, który doprowadzi do ulegania ulicy. Podobnego zdania był Marszałek Piłsudski, ale gdy dotarły do niego głosy z jego dawnej partii PPS, która chciała zorganizować wielką demonstrację zaraz po pogrzebie zabitego 11 grudnia Jana Kałuszewskiego, połączoną z zablokowaniem siedzib partii prawicowych w Śródmieściu (z tego powodu PPS nawiązała kontakt z byłymi peowiakami, którzy również udzielili tutaj wsparcia), zdając sobie sprawę że może to skończyć się ponownym rozlewem krwi, stwierdził Marszałek początkowo że to już od Niego nie zależy, bo On zdał swoją władzę, ale jednocześnie dodał: "Rozumiecie chyba sami że nie można dopuścić do rządów ulicy, czy to z lewej, czy z prawej strony i gdy was wezwę do spokoju - musicie usłuchać. Jedno tylko mogę wam przyobiecać: jeśli będziecie się domagać aby siewcy anarchii zostali niezwłocznie postawieni w stan oskarżenia i oddani pod sąd - ja takiego przyrzeczenia nie odmówię i zrobię ze swej strony wszystko aby tak się stało". Do akcji lewicy jednak nie doszło, a w sobotę 16 grudnia 1922 r. prezydent Gabriel Narutowicz (po wcześniejszej wizycie u kardynała Kakowskiego) udał się do gmachu Zachęty i tu (w chwili gdy zatrzymał się przed obrazem Kopczyńskiego) z tłumu wysunął się jakiś mężczyzna, który natychmiast oddał trzy strzały w kierunku prezydenta. Jedna kula uderzyła w kręgosłup, druga w serce i nim przybyła pomoc prezydent skonał. Mordercą okazał się artysta-malarz (a jednocześnie fanatyczny zwolennik prawicy) Eligiusz Niewiadomski, który został schwytany przez adiutantów prezydenta. 29 grudnia stanął on przed sądem i na pytanie sędziego czy przyznaje się do winy, odpowiedział: "Do winy - nie, do złamania prawa tak!" Stwierdził dalej że jego czyn był czynem czysto politycznym, natomiast sam Narutowicz jako człowiek w ogóle go nie interesował i wierzył nawet głęboko, że był on dobrym mężem i dobrym człowiekiem, a być może nawet patriotą, ale to w ogóle nie miało dla niego żadnego znaczenia, bo Narutowicz stał się symbolem tego co najgorsze, czyli anarchii podsycanych przez mniejszości narodowe i zewnętrznych wrogów Polski. Dodał również że planował na początku zabójstwo Piłsudskiego, 6 grudnia na wystawie u Baryczków. Zrezygnował jednak z tego zamiaru, gdy dowiedział się że Piłsudski odmówił kandydowania na prezydenta. Ostatecznie Niewiadomski został skazany na karę śmierci i wyrok wykonano przez rozstrzelanie w Cytadeli warszawskiej - 31 stycznia 1923 r. Ostatnie słowa Niewiadomskiego brzmiały: "Ginę za Polskę, którą gubi Piłsudski".




Zaraz po zamachu ulice Śródmieścia opustoszały. Mało tego, okazało się nagle że władze państwowe przestały funkcjonować i nie było komu podejmować decyzji. Taki stan swoistego rozkładu politycznego trwał przez kilkanaście pierwszych godzin po zamachu, a i później nie było lepiej. Stanisław Thugutt w swojej autobiografii pisał: "Straszny był dzień pogrzebu Narutowicza. Pogoda tak mroczna i mglista, że w samo południe panowały ciemności (...) Na chodnikach - od Belwederu do Zamku - stał w gęstym skupieniu jakiś skamieniały w bezruchu, nieodgadniony tłum, i nie wiadomo było co się kryje pod skorupą milczenia". Prasa prawicowa weszła teraz w zupełnie inny ton, zaczęto pisać: "Ciszej nad tą trumną", albo "Miłości Ojczyzny - cudowny to lekarz! Odrzućmy jedne, odwołajmy się do drugiego!" Stanisław Stroński twierdził np. że lewica pragnie wykorzystać ten mord do "płaskich i podłych celów politycznych", czyli chce żerować na śmierci Narutowicza aby zbić na tym polityczny interes. 17 grudnia marszałek Sejmu Maciej Rataj (na wniosek Piłsudskiego) powierzył misję tworzenia nowego (rząd Nowaka bowiem podał się do dymisji zaraz po zaprzysiężeniu Narutowicza) rządu Władysławowi Sikorskiemu, który objął również tekę ministra Spraw Wewnętrznych. Marszałek Piłsudski objął zaś szefostwo Sztabu Głównego i nowy rząd szybko przywrócił porządek, wprowadzając stan wyjątkowy i obsadzając wojskiem ulice oraz centralne gmachy w stolicy. Aresztowano też kilku najbardziej zdeterminowanych krzykaczy z ostatnich dni, m.in. publicystę Adolfa Nowaczyńskiego i prezesa Związku Hallerczyków - Sierocińskiego. Prokuratura zażądała również usunięcia immunitetu kilku posłom, co też się stało i mieli oni wytoczone sprawy sądowe za podżeganie do morderstwa. Mimo to atmosfera zaczęła się rozrzedzać, emocje ustąpiły, wracał spokój i normalność. 20 grudnia ponownie zebrało się Zgromadzenie Narodowe i odbyły się drugie wybory prezydenckie. Prawica zrezygnowała z kandydatury Zamoyskiego (zdając sobie sprawę że nie poprze go Witos i jego partia), wysuwając kandydaturę prof. Kazimierza Morawskiego. Witos i PSL "Piast" wysunęli zaś kandydaturę Stanisława Wojciechowskiego. I to właśnie on zwyciężył, zdobywając 298 głosów, wobec 221 dla Morawskiego. Nowy prezydent (choć wybrany głosami tych samych środowisk co wcześniej Narutowicz) został zaprzysiężony jeszcze tego samego dnia bez żadnych protestów. Jednak już kilka tygodni później prawica zaczęła brać Niewiadomskiego na swoje sztandary jako bohatera (choć zaraz po zamachu wyrzeknięto się go, jako chorego psychicznie). Najpierw starano się przekonać go by złożył prośbę o ułaskawienie, ale on stwierdził że tak jak Narutowicz - który zginął z jego ręki, tak i on musi ponieść śmierć, aby zapłacić za zbrodnię którą popełnił - bez względu na pobudki. Potem zaś, gdy wyrok został już wykonany, oficjalnie uznano go za patriotę, który poświęcił swe życie w obronie Ojczyzny.

Zaś 30 grudnia 1922 r. w Moskwie proklamowano utworzenie Związku Socjalistycznych Republik Rad (Sowietów). Początkowo to państwo składało się z 4 republik: Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Rad, Ukraińskiej SRR, Białoruskiej SRR i Federacji Republik Zakaukaskich.


CDN.

11 listopada 2025

OJCOWIE ZAŁOŻYCIELE

DOSYĆ TEJ NIEWOLI!!!




 Odzyskanie przez Polskę niepodległości w listopadzie 1918 r. po 123 latach niewoli (i 150 licząc od pierwszego rozbioru Polski w 1772 r. do ostatecznego ukształtowania się granic odrodzonej Rzeczypospolitej w roku 1922), a przede wszystkim jej utrzymanie i ugruntowanie, dokonane zostało tytaniczną pracą milionów Polaków i Polek, bez których odrodzona Najjaśniejsza Ojczyzna nasza nie mogłaby ponownie powrócić na mapę świata. Warto jednak również wymienić tych wszystkich Ojców (były również i Matki, ale teraz skupmy się na ojcach) Niepodległości, bez których również owa Niepodległość nie zostałaby ani wywalczona, ani też obroniona i umocniona. Byli to bowiem ludzie, którzy w beznadziejnej sytuacji zniewolenia i rozdarcia kraju na trzy części, nie utracili wiary w możliwość odrodzenia Niepodległej Polski i swój zapał, swoją niewzruszoną wiarę przelali w serca milionów innych rodaków, już pogodzonych z "naturalnym stanem podległości". To te niesamowite postaci, ludzie ze stali, ludzie o niewzruszonej wierze byli pochodniami rozświetlającymi mroki dla Niepodległej. I dziś właśnie - oddając im cześć - zaprezentuję tych ludzi, którzy wskazali nam kierunek - najpierw Niepodległość kraju, odbudowa Jego granic oraz znaczenia w Europie, a potem praca codzienna, praca ku nowej potędze Rzeczpospolitej. Oto Oni:



1) JÓZEF PIŁSUDSKI




"W dzieciństwie moim ciągle mi szeptano w uszu tak zwane mądre przysłowia: "Nie dmuchaj pod wiatr", "Głową muru nie przebijesz", "Nie porywaj się z motyką na słońce". Doszedłem później do tego, że silna wola, energia i zapał mogą te właśnie zasady załamać"

"Szukaj prawdy duszy. Patrz jej w oczy, prawda jest siłą i jest mocą duszy. To bogini. Słaby nie znosi wzroku prawdy i tarza się przed nią w prochu, silny nawet się chwieje - ale nigdy nie pada - i on wyczyta w oczach bogini rozkaz woli"

"Słabość ma zawsze jedną konsekwencję - zamiłowanie do wielkich słów bez treści... wielkie słowa wyrzucone są jakby dla przykrycia skromnych zamiarów, dla ukrycia swej niemożności istotnego wprowadzenia w życie tego, co się mówiło"

"Potrzeba umieć być ofiarnym. Jeżeli mówię o ofierze, to nie mówię o ofierze względnie łatwej. Tam, gdzie chodzi o życie, tam, gdzie chodzi o krew, jest ta ofiara najłatwiejszą, chociaż
w laury owitą. To jest ofiara, na którą Polak na pewno się zdobędzie. Idzie o ofiarę ciężką, idzie o ofiarę, robioną dla siły całego narodu, idzie o ofiarę i umiejętność robienia ustępstw wzajemnych, idzie o ofiarę z tego, co ludziom być może jest najdroższe, o ofiarę ze swoich przekonań i poglądów. Idzie o to, aby kraj nasz zrozumiał, że swoboda to nie jest kaprys, że swoboda to nie jest "mnie wszystko wolno, a drugiemu nic", że swoboda, jeżeli ma dać siłę, musi jednoczyć, musi łączyć, musi rękę sąsiadom i przeciwnikom podawać, musi umieć godzić sprzeczności, a nie tylko przy swoim się upierać. Z takiej jedynie ustępliwości wzajemnej, z takiego jedynie szanowania wzajemnego, z takiej jedynie umiejętności podawania do wspólnej pracy dłoni wszystkim, wypływa moc wielka w chwilach trudnych i w chwilach kryzysów państwowych"

"Nie śpieszmy do łatwych, ale tanich zwycięstw i efektów swojej pracy"

"Nie dosyć jest skarżyć się na los i krzywdy, trzeba umieć i walczyć z nimi"

"Są w życiu narodów i państw zmagania, które nigdy nie ustają. Polskę na równi z innymi narodami oczekuje walka we wszechświatowych zapasach o pierwszeństwo w dziedzinie organizacji i kultury. Polska musi mieć triumfy i w tej pokojowej walce. Zdać musi wielki egzamin, by nie dać się ubiec w tym kulturalnym wyścigu"

"Polska ma przed sobą wielką pracę. Polska, ta wyśniona, wymarzona, ma wszystkie zewnętrzne cechy, którymi my, wychowani w niewoli, cieszyć się możemy: wielkie wojsko, wielkie triumfy, wielką zewnętrzną siłę, wielką potęgę, którą i wrogowie i przyjaciele szanować i uznawać - chociażby nie chcieli muszą. Mamy Orła Białego, szumiącego nad głowami, mamy tysiące powodów, którymi serca nasze cieszyć możemy. Lecz uderzmy się w piersi. Czy mamy dość wewnętrznej siły? Czy mamy dość tej potęgi duszy? Czy mamy dość tej potęgi materialnej, aby wytrzymać jeszcze te próby, które nas czekają? Przed Polską leży i stoi wielkie pytanie: czy ma być państwem równorzędnym z wielkimi potęgami świata, czy ma być państwem małym, potrzebującym opieki możnych. Na to pytanie Polska jeszcze nie odpowiedziała. Ten egzamin z sił swoich jeszcze zdać musi. Czeka nas pod tym względem wielki wysiłek, na który my wszyscy, nowoczesne pokolenie, zdobyć się musimy, jeżeli chcemy zabezpieczyć następnym pokoleniom łatwe życie, jeżeli chcemy obrócić tak daleko koło historii, aby wielka Rzeczpospolita Polska była największą potęgą nie tylko wojenną, lecz także kulturalną na całym wschodzie. Wskrzesić i tak ją postawić w sile i mocy, potędze ducha i wielkiej kultury musimy, aby się mogła ostać w tych wielkich, być może, przewrotach, które ludzkość czekają"

"Polska idzie wszędzie z hasłem swobody, Polska idzie nie z chęcią ucisku brutalnym butem żołnierskim, nie z chęcią narzucenia komukolwiek stosowania się do jej praw... chciałem właśnie z Polski uczynić ośrodek kultury, w którym rządzi i obowiązuje prawo"


  MARSZAŁEK O MIASTACH RZECZPOSPOLITEJ:




"Warszawa, ta Warszawa trwożliwa, ta Warszawa nerwowa, umiała jednak stanąć na wysokości zadania, gdy (...) nieprzyjaciel stanął u jej bram i postawą swoją, pełną poświęcenia i odwagi, przechyliła szalę zwycięstwa na naszą stronę"

"Jestem między wami w Krakowie, a Kraków, pamiętajmy, nie jest tylko olbrzymią, czarowną, usidlającą serce mogiłą wielkiego narodu (...) Kraków jest współczesnym wielkim miastem i jedną ze stolic Polski. Właśnie Kraków wyróżnia się między innymi miastami naszymi tym, że najłatwiej w nim było zawsze przeprowadzić współpracę ludzi i stronnictw. Najmniej tutaj było wyklinania i stawiania poza nawias narodu, przypisywania sobie tylko przywileju miłości dla Ojczyzny i wyłączności w wytyczonych przez siebie drogach ku zbawieniu. Więcej tutaj było, niż gdzie indziej, wzajemnego szacunku dla zdań różnolitych, zatem zdolności do współpracy. Gdy więc dziś tutaj, w Krakowie, rozlegają się wymowne głosy, szukające w zgodzie i jedności ratunku przed ciężkimi kryzysami powojennymi, jestem przekonany, że znajdą one wyraz, odpowiadający wymaganiom nowoczesnych cywilizowanych społeczeństw, że stworzą one przykłady dla innych części ojczyzny"

"Wilno. Miłe miasto. Miłe mury, co mnie niegdyś wielkiej prawdy kochać uczyły. Miasto - symbol naszej wielkiej kultury, państwowej ongiś potęgi. Dynastia Jagiellonów, co nad wieżyczkami Krakowa i wieżami Wilna potężnie niegdyś panowała (...) Wilno Stefana Batorego, co uniwersytet zakładał i mieczem nowe granice wybijał (...) Wielcy poeci i wieszcze, co naród pieścili słowem i w czar zakuwanymi słowami życie narodowi dawali (...) Tu, w tej samej szkole, gdzie ja biegałem, w tych murach pięknie wołających do Boga uczyli się, jak ja kiedyś, w przeklętej rosyjskiej szkole (...) Wszystko co piękne w mej duszy, przez Wilno pieszczone"

"Lwów był zawsze najbardziej bez trwogi. Tu serca Polski biły najśmielej. Kto pragnął odetchnąć uczuciem wolności i nawiązać nić tradycyjną myśli czy walki o niepodległość Polski, musiał oprzeć pracę o Lwów, gdzie biły serca goręcej rwące się do wolności. Na tarczy waszej herbowej wypisane są słowa: "Zawsze wierny" ("Semper Fidelis")

"Idą czasy, których znamieniem będzie wyścig pracy, jak przed tym był wyścig żelaza, jak przed tym był wyścig krwi. Kto do tych zawodów bardziej przygotowany będzie, kto w tym wyścigu większe dowody wytrzymałości złoży, ten w najbliższych czasach będzie zwycięzcą, ten potrafi utrzymać to, co zyskał, albo odrobić to, co stracił. Przychodzicie do Polski z wielkim dorobkiem ciężkiej walki, zdobytym uczciwie w drobiazgowej, sumiennej, obowiązkowej pracy. Gdy myślę o zadaniach, stojących przed Polską, chciałbym wnieść od was (Poznań) do Polski całą waszą namiętność pracy, która by Polskę przeniknęła"

"Gdy zbliżam się do dawnej granicy, czuję, że zbliżam się do świątyni historii i doznaję silnego wzruszenia. Hasło, które ze słupów wbitych wołało do nas niedawno jeszcze: ,"Zapomnij", dzisiaj woła mnie i wam: "Pamiętaj". A to "pamiętaj" oznacza nie tylko czcze słowa, lecz oznacza: "Pracuj i jeszcze raz pracuj, zasypuj tę granicę, którą wróg chciał uczynić przepaścią". Pomiędzy granicami, które wzbudzają największe wzruszenie, jest ta, którą wczoraj przekroczyłem. Tu, na Pomorzu, żądano: "zapomnij" więcej niż gdziekolwiek. To też największym "cudownym dzieckiem" jest Pomorze polskie. Tutaj dokonał się cudowny powrót do dawnego życia"

"Grodno! Piękny gród wasz nad cudownym, starym Niemnem rzucony jakby rozmyślnie ręką Boga, tworzy silną łącznicę pomiędzy równie daleką Warszawą, jak i w sierocym oddaleniu leżącym Wilnem, nie tak kruchą, nie tak słabą, jak te dzieła rąk ludzkich. Ta łączność twarda, silna, dla której Niemen i inne rzeczki nie są przeszkodą, ta łączność musi być dziełem waszego wysiłku i chcenia: "móc - to chcieć". Jeżeli tylko chcieć będziecie, to łączność będzie trwała, tylko chciejcie, to tę łączność waszą zbudować potraficie"


Grodnu - choć nie leży ono już w granicach Polski, według mnie osobiście należy się bezapelacyjnie order Virtuti Militari, taki, jaki mają miasta Warszawa i Lwów - gdyż w 1939 r. w wyniku sowieckiego, bandyckiego najazdu, miasto to stało się zaporą, która w beznadziejnej walce próbowała wykrzyczeć swój sprzeciw wobec komunizmu i nazizmu.

  
O Marszałku Piłsudskim w zasadzie nie ma co pisać gdyż jest to moralny kolos, człowiek który w największym stopniu przysłużył się odzyskaniu przez Polskę Niepodległości w listopadzie 1918 r. Powiedzieć więc o Nim że to w ogromnej mierze On przysłużył się odrodzeniu kraju, to tak jakby nic nie powiedzieć. Dlatego też daruję sobie komentarz, gdyż wszelkie słowa i tak w tym przypadku wydają się zbędne.



2) ROMAN DMOWSKI




Wielki człowiek dzięki któremu udało się korzystnie wytyczyć przebieg zachodnich granic odradzającej się Polski na konferencji pokojowej w Wersalu w 1919 r. Naszym wielkim szczęściem wówczas był fakt, że w Warszawie mieliśmy Piłsudskiego, a w Paryżu Dmowskiego (a w Waszyngtonie Paderewskiego). I choć jestem piłsudczykiem, postać Romana Dmowskiego zawsze otaczam wielkim szacunkiem za Jego konsekwencję w dążeniu do odbudowania silnej pozycji Polski na Zachodzie (i to zarówno w kwestii naszych granic zachodnich, jak i w kwestii cywilizacyjnej, gdyż Polska praktycznie od X wieku związana jest na stałe z kulturą i cywilizacją Zachodu, rozumianą również pod względem religijnym. Rosjanie na przykład do dziś uważają, że jesteśmy "zdrajcami Słowiańszczyzny", gdyż wszystkie słowiańskie narody wyznają prawosławie, a tylko (nie licząc Chorwatów, ale oni są daleko od Rosji i po części Czechów oraz Słowaków, gdzie jednak religia nie jest zbyt istotnym elementem życia tych narodów) ci Polacy rzymski katolicyzm. Nie będę się rozpisywał na temat życiorysu Romana Dmowskiego, gdyż nie ma to większego sensu, należy jednak raz jeszcze podkreślić, bez Dmowskiego (który notabene był zupełnie pozbawiony energii w działaniu i nie nadawał się na wskrzesiciela Polski, tak jak Józef Piłsudski) Polska z pewnością nie uzyskałaby tak korzystnych granic zachodnich (nie były one oczywiście na miarę naszych potrzeb i oczekiwań, ale i tak większa część przemysłowego Śląska z kopalniami i fabrykami, cała bogata Wielkopolska i oczywiście Pomorze - nasze okno na świat, gdzie potem powstanie port w Gdyni - to były nabytki kolosalne, których pokonane Niemcy nie zamierzały oddawać. Notabene to właśnie konflikt o polskie Pomorze był pretekstem, który doprowadził do wybuchu II Wojny Światowej i wspólnego ataku Hitlera i Stalina na nasz kraj).


PIERWSZE SPOTKANIE PIŁSUDSKIEGO I DMOWSKIEGO W SERIALU "MŁODY PIŁSUDSKI"



Roman Dmowski był także ojcem założycielem polskiego ruchu narodowego, ale od razu chciałbym dodać, że polski ruch narodowy (czy nawet polski nacjonalizm) jest zupełnie inny od znanego w Europie Zachodniej nacjonalizmu, utożsamianego często z faszyzmem lub z nazizmem. Oczywiście lewica w dużej mierze myli pojęcia (świadomie lub nie - nie ma to jednak znaczenia) faszyzm równa z nazizmem i z nacjonalizmem, co jest kompletnym nonsensem. Faszyzm na przykład nie był ideologią rasistowską i nie dążył do likwidacji lub choćby wygnania Żydów z Europy (na X-ie np. ostatnio pojawił się nawet taki # "faszyści przeciwko nazistom"). Przecież w administracji Mussoliniego wielu Żydów było na eksponowanych stanowiskach, nawet w samym rządzie (dopiero pod koniec wojny Hitler zmusił Mussoliniego do ich odwołania). Faszyzm był ideologią korporacyjnego unitaryzmu społecznego na gruncie klasowym nie rasowym. ideologią wybitnie rasową, był niemiecki nazizm i nie wolno łączyć ze sobą tych dwóch elementów. Natomiast nacjonalizm też wyrasta z zupełnie innego źródła, nie związanego ani z faszyzmem, a już w ogóle nie ma on żadnych związków z nazizmem - czyli kolejną czerwią marksizmu.

Należy jednak niestety pamiętać, że na Zachodzie Europy i w USA, zdarzały się już skuteczne próby łączenia nacjonalizmu z faszyzmem a nawet z rasizmem. Czym bowiem był wilsonowski "socjalizm wojenny" w USA? Czym polityka National Recovery Administration (NRA), będąca główną agencją realizującą plany rooseveltowskiej polityki New Deal? Zresztą znaczek NRA (z błękitnym orłem) był tak popularny w Ameryce w latach 30-tych, że kobiety tatuowały go sobie na plecach, a nawet na... biuście. NRA była to agencja wybitnie faszystowska (z dzisiejszego punktu widzenia), posiadająca nawet własne bojówki, które rozbijały warsztaty przedsiębiorców nie należących do "błękitnego orła"i promowała przede wszystkim białych pracowników (skrót NRA czarni Amerykanie tłumaczyli również jako: "Nigger Robbed Again" - "Czarnuch znów okradziony"), a wielu czarnoskórych było zwalnianych, aby zrobić miejsce białym Amerykanom (zdarzało się że murzyńskie dzieci trzymały tabliczki z napisem: "Ten ptak zwolnił mojego tatę" lub temu podobne). Była to celowa polityka ulubieńca dzisiejszych Amerykanów - Franklina Delano Roosevelta, który śnił o państwie faszystowskim i łączył jego cechy zarówno z nazizmem jak i z komunizmem. Takie przypadki zdarzały się również w Europie Zachodniej w latach 30-tych (nie licząc oczywiście Niemiec, gdyż tam nazizm stał się oficjalną religią).

Również dziś nacjonalizm na Zachodzie jest często utożsamiany z rasizmem a nawet z nazizmem i nie są to tylko wynurzenia chorego lewactwa, ale realne działania tzw.: prawej strony, która nie zna lub nie posiada żadnych innych aspektów związanych z patriotyzmem, które oficjalnie mogłaby przeciwstawić międzynarodowemu marksizmowi. Przecież pochody neonazistów w Niemczech, teraz, nie w przeszłości, odbywają się zarówno pod hasłami obrony dobrego imienia nazistów jak i pod sloganami patriotycznymi. Bo Niemcy nie posiadają żadnej innej tradycji patriotycznej którą mogliby kultywować, jak właśnie... nazizm. Taka jest prawda niestety. Podobnie w Szwecji. Przecież ten kraj jeszcze w latach 60-tych i 70-tych XX wieku, był wylęgarnią rasizmu. To był jeden z najbardziej rasistowskich krajów w Europie, a dziś patrzcie, przyjmują imigrantów, którzy zamieniają Szwecję w kloakę, gwałcą szwedzkie kobiety i czują się zupełnie bezkarni, a szwedzcy mężczyźni i szwedzkie społeczeństwo jest po prostu moralnie... wykastrowane. Dlaczego? Ano dlatego że liberalna lewica wali ich tymi sloganami sprzed kilku dziesięcioleci, czyli właśnie zamiłowaniem do nazizmu i rasizmu. I jak teraz bronić ojczyzny, gdy do wyboru jest jeden chory totalitaryzm, którym się zasłania przed drugim chorym totalitaryzmem. Więc Szwedzi pozostają bierni, a szwedzkie kobiety są tym samym pozbawione męskiej ochrony (bo feministki przecież, mimo tych buńczucznych haseł o równości z mężczyznami, im nie pomogą i to zarówno ze względów ideologicznych jak i po prostu... fizycznych) i zdane na litość brodatych "książąt" z Maghrebu.

Natomiast polski nacjonalizm był zawsze pozbawiony tej rasistowskiej i ksenofobicznej formy. Owszem, wygłaszano różne hasła, najczęściej odnoszące się do ochrony własnego handlu, ale nigdy nie wytaczano kwestii etnicznych. Polski nacjonalizm (tak jak zresztą i inne ideologie, które implementowały się u nas z Europy Zachodniej) był po prostu pozbawiony zębów. "Swój, do swojego po swoje" - to najmocniejsze hasło polskiego nacjonalizmu. Odnosiło się ono do kupowania produktów u polskich handlowców z pominięciem np. handlowców żydowskich, ale nie było ono zbyt popularne w Polsce międzywojennej.

Pokażcie mi też chociaż jeden przypadek pogromu antyżydowskiego w przedwojennej Polsce? Jako przykład często podawane są wydarzenia w Przytyku w marcu 1936 r. Uważane to jest za "pogrom antyżydowski", choć śmierć poniósł jeden Polak i dwóch Żydów. A cała awantura zaczęła się od tego, że jeden młody narodowiec stanął przed straganem żydowskim i zaczął krzyczeć: "Swój, do swojego po swoje", co uruchomiło taką nienawiść wśród Żydów, że ci rzucili się nie tylko z pięściami na polskich chłopów, ale wręcz... zaczęli do nich strzelać z broni, którą posiadali. Chłopi rozbiegli się po miasteczku. Szybko zjawiła się miejscowa policja, która starała się rozłączyć zwaśnione strony i zapewne by im się to udało, bo nastroje zaczęły już opadać, ale wówczas wydarzyło się nieszczęście. Z okna jednego z żydowskich domostw wokół rynku oddano strzał do Polaka, który przypadkowo szedł z dziećmi. Zginął na miejscu (strzelono do niego w tył głowy). To właśnie wzbudziło wśród chłopów złość, która zaowocował zabiciem żydowskiego małżeństwa. To tyle jeśli idzie o ów "pogrom z Przytyku". Gdyby więc Żyd nie zastrzelił niewinnego człowieka, nastroje by opadły i wszystko by się uspokoiło. No ale oficjalny przekaz jest taki, że "Polacy dopuścili się pogromu na Żydach w Przytyku" i ktoś, kto nie zna sprawy, ani historii, może sobie pomyśleć: "Tak, mogło tak być, skoro mówią że był pogrom, to pewnie był").

 Podsumowując - polski nacjonalizm nie może się równać nie tylko z nacjonalizmem niemieckim, opartym głównie na tradycji nazizmu, ale i z nacjonalizmem europejskim, który też zbudowany jest na rasizmie. I piszę to jako zdeklarowany piłsudczyk, ideowy przeciwnik ruchu narodowego.



3) IGNACY JAN PADEREWSKI




Jedna z kluczowych postaci odradzającej się Polski, wybitny pianista (jak to w swym starym skeczu mówił Janusz Gajos o Fryderyku Chopinie? "Trzeba mieć trochę tej Żelazowej Woli, aby parę tych kawałków wykombinować") o międzynarodowej sławie, przyjaciel amerykańskiego prezydenta Woodrowa Wilsona, a prywatnie... wielki bałaganiarz, który często nie mógł nic znaleźć na swoim biurku, tak było zawalone. To właśnie Jego wizyta w Poznaniu 26 grudnia 1918 r. dała pretekst do zorganizowania wielkiej manifestacji patriotycznej, która szybko przemieniła się w narodowe Powstanie antyniemieckie i już 27 grudnia Poznań był w polskich rękach. Powstanie Wielkopolskie trwało do 16 lutego 1919 r. i zakończyło się zwycięstwem Polaków nad Niemcami i wyparciem ich z Wielkopolski, oraz przyłączeniem tej dzielnicy do odrodzonej Rzeczpospolitej. Ogromna w tej materii była zasługa Ignacego Jana Paderewskiego, który w Ameryce wielokrotnie lobbował na korzyść Polski i Polaków. 


"Żaden z narodów na świecie nie może się poszczycić takim jak nasz bogactwem uczuć i nastrojów. (...) Może w tym tkwi czar nasz ujmujący, a może też to i wada wielka!"



4) WINCENTY WITOS




Założyciel i przywódca stronnictwa chłopskiego i twórca polskiego współczesnego ruchu ludowego pod nazwą Polskiego Stronnictwa Ludowego. Chłop, który w 1920 r. gdy ważyły się losy Polski a Armia Czerwona stała na rogatkach miasta, otrzymał propozycję objęcia kierownictwa rządu. Dosłownie ze swojego pola (które uprawiał) pojechał do Warszawy. Umył nogi włożył buty i... stał się premierem rządu, niczym rzymski Cincinnatus, który również z własnego pola poszedł ratować ojczyznę zaatakowaną przez wrogów. Jednak późniejsze działania Witosa nie były chwalebne, stał się on bowiem twarzą znienawidzonego rządu Chjeno-Piasta, który doprowadził do ogromnej recesji w kraju i wzrostu bezrobocia (1923 r.). Jego konflikt z Marszałkiem Piłsudskim, stał się powodem zamachu majowego z 1926 r. i obalenia przez marszałka drugiego rządu Chjeno-Piasta.  



5) WOJCIECH KORFANTY




Jeden z głównych przywódców Chrześcijańskiej Demokracji. Przyczynił się w ogromnej mierze do wybuchu zarówno Powstania Wielkopolskiego (choć nim nie dowodził) jak i Powstania Śląskiego w 1921 r. czego efektem było przyłączenie części Śląska (najbogatszej części, wraz z Katowicami) do Polski, oficjalnie w czerwcu 1922 r. Jego późniejsze lata też nie były ciekawe. Stał się bowiem jednym z organizatorów Frontu Morges w Szwajcarii walczącego z sanacją. Ogólnie jednak postać zasługująca na szacunek za względu na patriotyzm i przywiązanie do wartości.


 "Mości panowie, nie chcemy ani piędzi ziemi niemieckiej. Żądamy jedynie, w myśl postanowień punktu 13. programu Wilsona, własnej, jednej, złożonej z ziem trzech zaborów Polski, z zapewnionym jej dostępem do morza, to znaczy z własnym wybrzeżem, zamieszkałym przez niezaprzeczalnie polską ludność!"



A NA ZAKOŃCZENIE TEGOROCZNY 



MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI 
2025


MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI PRZESZEDŁ JUŻ 16 RAZ ULICAMI WARSZAWY. 

PIERWSZY MARSZ ODBYŁ SIĘ W ROKU 2009, ALE BYŁ BARDZO NIELICZNY I ZŁOŻONY GŁÓWNIE Z SAMYCH ORGANIZATORÓW I NIEWIELKIEJ GRUPY LUDZI KTÓRZY W TYM MARSZU WZIĘLI UDZIAŁ.

PIERWSZY MASOWY MARSZ (KTÓRY JEST OFICJALNIE UZNAWANY), ODBYŁ SIĘ DOPIERO 11 LISTOPADA 2010 ROKU








A TAKŻE NIEZWYKLE MOCNE ALE JAKŻE PRAWDZIWE PRZEMÓWIENIE
PREZYDENTA RZECZPOSPOLITEJ KAROLA NAWROCKIEGO





PREZYDENT NAWROCKI WZIĄŁ RÓWNIEŻ UDZIAŁ W MARSZU NIEPODLEGŁOŚCI



NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...