WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KARTAGINA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KARTAGINA. Pokaż wszystkie posty

16 września 2026

MEMORIAM - Cz. XXV

VIRGINES VESTALES i 
TRZY CIOSY





UMIŁOWANY POKÓJ
I ZŁUDNE NADZIEJE 
SIEDEMDZIESIĄTYCH LAT
Cz. X



PROKONSUL
PUBLIUSZ SERWILIUSZ VATIA




CO Z TYM WSCHODEM? 
Cz. V



 Piraci byli "od zawsze" prawdziwym utrapieniem wschodnich rubieży Morza Śródziemnego. Ich ataki były niczym średniowieczne ataki Wikingów (choć na nieco mniejszą skalę). Napadali wybrzeża, mniejsze miasta i wsie, plądrowali, mordowali i oczywiście porywali lokalną ludność, zamieniając ją w niewolników i sprzedając z zyskiem na rynkach niewolniczych Morza Egejskiego (głównie na Delos). Działalność piratów wzrastała w chwilach politycznych anarchii i wojen, natomiast malała, gdy musieli się oni mierzyć z potężnymi flotami lokalnych (czy to greckich czy anatolijskich) miast i państw. Głównym ośrodkiem w którym piraci znajdowali schronienie, a nawet tworzyli tam swoje własne mini państwa, była na wschodzie Morza Śródziemnego górzysta kraina zwana Cylicją - leżąca na południowych rubieżach Anatolii. Natomiast głównym ośrodkiem piratów na zachodzie były wyspy Baleary. Istnienie takiego zjawiska jak piractwo, oczywiście do pewnego stopnia odpowiadało interesom Rzymian. Napędzali oni bowiem podaż na niewolniczą siłę roboczą, która wówczas coraz częściej nie nadążała już za popytem (dzisiaj taką podaż napędzają wielkie koncerny międzynarodowe, sprowadzające do krajów europejskich tanich pracowników z Azji i Afryki, generując tym samym czysty zysk, natomiast koszty i problemy z nimi związane pozostawiając na karbach lokalnej ludności). Ale z drugiej strony ataki na miasta sprzymierzeńców Rzymu, a także porwania rzymskich obywateli powodowały, że jednak coś z tym problemem należało uczynić. Piractwo na Zachodzie było znacznie mniej rozprzestrzenione, niż to na Wschodzie, gdyż punicka ludność Balearów była w ogromnej większości pokojowo nastawiona (składała się bowiem przeważnie z rolników i kupców którzy chcieli żyć w pokoju, ale nie dla wszystkich starczało tam ziemi i ci, którzy nie byli w stanie zająć się handlem ani też nie przejęli ziemi po swych rodzicach, podejmowali się rabunków jako piraci). Wyprawę wojenną przeciwko owym gimnesjanom (czyli nudystom jak zwali ich Grecy, jako że ludność Balearów ponoć lubiła chodzić bez odzienia. Zresztą sama nazwa wysp również ma greckie konotacje, odnosi się bowiem do Baleosa - przyjaciela Heraklesa, choć oczywiście punicka ludność zapewne zwała owe wyspy inaczej) przedsięwziął w roku 123 p.n.e. konsul Kwintus Cecyliusz Metellus (było to związane z chęcią przejęcia wysp i osadzenia tam rzymskich kolonistów i to ze względu na fakt, że Baleary cieszyły się niezwykle żyznymi terenami rolniczymi). 




Kronikarze tej wyprawy (Orozjusz i Florus) podkreślali niezwykłe barbarzyństwo mieszkańców wysp (mieli oni ponoć na łódkach podpływać do rzymskich okrętów i celować do nich z proc. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, a opis Orozjusza i Florusa przypomina zwykły propagandowy zabieg, pokazujący że ludność podbijanych wysp była po prostu barbarzyńska i należało ją czym prędzej ucywilizować. Przekaz ten przypomina mi od razu propagandowe enuncjacje Niemiec hitlerowskich o "18 dniowej kampanii" w Polsce w 1939 r. oraz o tym, że polscy ułani mieli z lancami i szablami nacierać na niemieckie czołgi. Te brednie powielali również Sowieci, a następnie uczono ich w komunistycznych szkołach w Polsce Ludowej. Jest to tak żałosne, że trudno nawet się nad tym dłużej pochylić, ale warto tutaj tylko dodać że polska kawaleria miała swoją taktykę w walce z czołgami i nie była to wcale szarża z lancami na czołgi. Po prostu w takiej konfrontacji żołnierze schodzili z koni, zajmowali pozycje strzeleckie i z dział przeciwpancernych lub broni {np. z niezwykle skutecznych i śmiercionośnych dla niemieckich czołgów karabinów Ur, które przebijały pancerze każdego niemieckiego czołgu, robiąc małą dziurkę z przodu i eksplodowały w środku zabijając całą załogę. Ponieważ jednak ta broń była tak śmiertelnie skuteczna, była jednocześnie tajna i to tak tajna, że tylko nieliczne jednostki miały ją na swoim wyposażeniu. Karabin przeciwpancerny Ur(ugwaj) był bez wątpienia najdoskonalszą tego typu bronią w ówczesnym świecie, choć niewiele różnił się od zwykłego karabinu żołnierza piechoty, był lekki, poręczny i łatwy w obsłudze, różnica polegała głównie na amunicji i spuście} ostrzeliwali te maszyny, niszcząc dziesiątki z nich - jak choćby w bitwie pod Mokrą. Nasi naukowcy i inżynierowie tamtej Polski stworzyli wspaniałą broń zarówno strzelecką jak i przeciwpancerną, mieliśmy znacznie lepsze czołgi od niemieckich {niemieckie były tylko szybsze nasze były lepiej opancerzone, miały obrotowe wieżyczki i były bardziej śmiercionośne} i lepsze samoloty bombowe, niestety problem polegał w ilościach, Niemcy mieli tego sprzętu - choć znacznie gorszego - dziesiątki, a nawet setki tysięcy, natomiast myśmy mieli co najwyżej setki lub tysiące. Oczywiście w dzisiejszych czasach niemieckie kłamstwo związane właśnie z szarżą z lancami na czołgi już przestało działać - przynajmniej w Polsce, ale od czasu do czasu jeszcze pojawia się tego typu brednia. Mieszkańcy Balearów również zostali w ten sposób zniesławieni, a ponieważ przegrali, to kłamstwo nie zostało podważone). Punici z Balearów stosowali taktykę wojny podjazdowej - "uderz i uciekaj", ale na dłuższą metę nie byli w stanie powstrzymać Rzymian, którzy już w roku 122 p.n.e. zdobyli wszystkie trzy wyspy Balearów, a Metellus osadził tam 20 000 swoich weteranów (wcześniej odbierając ziemię jej prawowitym mieszkańcom) w dwóch założonych przez siebie miastach: Palmy i Pollentii. Tak oto Baleary stały się częścią rzymskiej prowincji Hispania Citerior (Hiszpania Bliższa) a prefekta tych wysp mianował rzymski namiestnik tejże prowincji. W roku 121 p.n.e. Kwintus Cecyliusz Metellus odbył wspaniały triumf w Rzymie z powodu zajęcia wysp i otrzymał wówczas przydomek "Baliaricus" ("Balearyjski").


PUNICCY MIESZKAŃCY BALEARÓW



Natomiast na Wschodzie sytuacja wyglądała nieco inaczej. Cylicyjskie wybrzeże i pobliskie góry (gdzie można było szybko schować się w przypadku jakiegokolwiek ataku, czy to z lądu czy z morza) powodowały że walka z tamtejszymi grupami piratów była zawsze bardzo trudna. Stała się jeszcze trudniejsza, gdy w roku 143 p.n.e. lokalny watażka (były oficer w armii Seleucydów) Diodotos Tryfon założył tam nadmorskie miasto Koraksejon, które następnie zamienił w twierdzę. Stała się ona mekką piratów i wszelkich zbiegłych przestępców, niewolników którzy uciekli od swoich panów i wszystkich, którzy cierpieli z powodu wszelakich zniewag. Teraz jako morscy rabusie stali się "kimś", nie byli już pogardzanymi wyrzutkami i zniewolonymi sługami, teraz mogli sami decydować o życiu i śmierci innych. Tryfon w latach 142-139 p.n.e. podjął się kilkunastu wielkich i kilkudziesięciu mniejszych wypraw przeciwko miastom i wybrzeżom Hellady, Azji Mniejszej i Syrii (szczególnie wielkim echem w ówczesnym greckim świecie odbił się atak na miasto Berytos {dzisiejszy Bejrut} w 142 r. p.n.e. i uprowadzenie jego mieszkańców, których następnie sprzedano z zyskiem na Delos). Te ataki oraz bierność Seleucydów i Attalidów (co prawda Cylicja oficjalnie podlegała syryjskiemu władzwu Seleucydów, ale król Demetriusz II Nikator po niedawnym swym zwycięstwie w bitwie nad rzeką Oenoparos w 145 r. p.n.e. nad konkurentem do władzy Aleksandrem Balasem, nie był zainteresowany wplątaniem się w kolejny konflikt, tym bardziej że na wschodzie swego rozpadającego się Imperium, napierali na niego Partowie, odbierając mu ziemie i miasta. Natomiast władca Pergamonu - Attalos II zajęty był konfliktami na północy swego anatolijskiego Królestwa, głównie z Bitynią) spowodowały, że greckie miasta Morza Egejskiego zwróciły się o pomoc i ochronę do Rzymu. Senat w roku 140 p.n.e. wysłał poselstwo pod przewodnictwem Publiusza Korneliusza Scypiona Afrykańskiego Młodszego (zdobywcy Kartaginy z roku 146 p.n.e.), aby ten wybadał sytuację. Scypion zrobił sobie tournee po Egipcie, Syrii, Rodos i Pergamonie, a następnie powrócił do Rzymu twierdząc że rzeczywiście problem piractwa na tych wodach występuje - i tyle (🧐). Rzymianie wówczas również nie podjęli żadnej zdecydowanej akcji przeciwko cylicyjskim piratom Diodotosa Tryfona.




Wreszcie w roku 138 p.n.e. następca Demetriusza Nikatora - Antioch VII Sidates wyprawił się do Cylicji i zdobył twierdzę Koraksejon (w jej obronie zapewne - bo co do tego nie ma pewności - zginął Diodotos Tryfon), jednak wcale nie poprawiło to położenia helleńskich polis na wybrzeżach Morza Egejskiego i Śródziemnego. Wręcz przeciwnie, wydawało się jakoby ataki piratów nawet się zwielokrotniły, gdyż teraz potworzyli oni szereg mini państewek, zarządzanych przez lokalnych watażków. Rzymianie zaś (po stłumieniu buntu Aristonika w Pergamonie w roku 130 p.n.e. który wybuchł gdy ostatni król Pergamonu - Attalos III w roku 133 p.n.e. zapisał swój kraj w testamencie Ludowi Rzymskiemu, wówczas to Aristonik - który podawał się za jego syna - zorganizował powstanie i stworzył na terenie zachodniej Anatolii swoje państwo, w którym wyzwalani masowo niewolnicy stanowili istotną część jego żołnierzy i poddanych) tak naprawdę przestali interesować się wschodnimi rubieżami Morza Śródziemnego, czego dowodem był fakt, że kompletnie zaniedbali rozbudowę i modernizację okrętów. Można wręcz powiedzieć że przez długi czas po roku 130 p.n.e. Rzymianie uznali, że flota wojenna przestała im już być potrzebna, nie było bowiem wielkich potęg które mogłyby rzucić wezwanie Rzymowi na morzu, a piraci byli niczym komary, kąsali, ale nie wyrządzali wielkich szkód, a poza tym dostarczali stałą liczbę nowych niewolników - która zasilała latyfundia nobilitas w Italii. Dopiero w ostatniej dekadzie II wieku p.n.e. zaczęto ponownie umacniać flotę, a było to właśnie związane z potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa we wschodnich rubieżach Morza Śródziemnego. Gdy w 105 r. p.n.e. piraci zaatakowali miasteczko Figalię w południowej Joni, niszcząc nawet (co zdarzało im się dosyć często, jako że największe skarby chowano w świątyniach) tamtejszą świątynię Artemidy Munichii i uprowadzili ze sobą zarówno ludzi wolnych jak i niewolników. Następnie ci sami piraci skierowali się przeciwko bogatemu miastu Efez, a wówczas z pomocą Efezejczykom przyszli mieszkańcy wyspy Astypalaia, którzy połączyli swoją flotę z flotą Efezu i rozbili piratów w bitwie morskiej. Schwytanych piratów uprowadzono na Astypalaję, gdzie okrutnie ich uśmiercano, natomiast ludność którą oni wcześniej wzięli w niewolę, uwolniono i opiekowano się nimi, przyjmując do swych domów i "zapewniając wszystko, co jest potrzebne do codziennego życia". W tym samym 105 r. p.n.e. Astypalaya (malutka wysepka na Morzu Egejskim) zawarła sojusz obronny z Rzymem, co również spowodowało że Rzymianie musieli wyłożyć pieniądze na odbudowę swej floty wojennej.




Na Wschodzie ataki piratów były tak częste, że w roku 103 p.n.e. rzymski namiestnik Macedonii - Gajusz Memmiusz zarządził specjalny podatek właśnie w celu ostatecznego rozprawienia się z piractwem. Ludzie chętnie się zrzucali i to nie tylko dlatego że był to obowiązkowy podatek, ale również dlatego, że cel był szczytny - bezpieczeństwo na wodach i uwolnienie się od ciągłego strachu atakiem morskich rozbójników. Tyle że... szybko okazało się że owe pieniądze gdzieś przepadły. Nie był to pierwszy taki przypadek jeśli chodzi o rzymskich namiestników, którzy pod różnymi pozorami starali się zapełnić swoją prywatną kabzę. Również w roku 106 p.n.e. konsul Kwintus Serwiliusz Cepion zdobył skarby pokonanego celtyckiego plemienia Tektosagów, które jednak dziwnym trafem zaginęły podczas transportu drugą lądową do Massalii (Marsylii). Senat zajął się tą sprawą (jak również sprawą Memmiusza) dopiero w roku 103 p.n.e. (Memmiusz oskarżał o nieprawidłowości przede wszystkim swego sekretarza Aristoklesa z Mesenii, choć Senat do końca nie dał temu wiary i w roku 102 p.n.e. został on odwołany z funkcji namiestnika Macedonii. Natomiast śledztwo w sprawie Cepiona nie jest do końca znane jeśli chodzi o werdykt, wiadomo tylko że żołnierze eskortujący złoto z Tolosy (Tuluzy) do Massalii zostali potajemnie zabici i wówczas Cepion miał przywłaszczyć sobie ten majątek - taki był akt oskarżenia). Tak więc wyprawa przeciwko piratom w roku 103 p.n.e. nie doszła do skutku. Część zrabowanych pieniędzy z podatku Memmiusza jednak odnaleziono i posłużyły one jako środki do sfinansowania kolejnej kampanii przeciwko piratom w roku 102 p.n.e. na której czele stanął Marek Antoniusz Retor (dziadek późniejszego triumwira). Ów propretor wylosował w zarząd prowincję Cylicję (a raczej tę jej część, która była wówczas pod zarządem Rzymu - Cylicję Pedias) i pośpieszył z Rzymu z nową flotą płynąc przez Grecję (Istm Koryncki). Nie śpieszyło mu się jednak zbytnio, gdyż w Atenach znalazł czas na dysputy filozoficzne z tamtejszymi wykładowcami Akademii i dopiero po ich zakończeniu ruszył dalej w drogę (w Atenach stał bowiem wcześniej inny rzymski wódz - Hirrus z częścią floty, a Antoniusz Retor tam się z nim połączył). Jeszcze w Atenach przybyły posiłki z Rodos, a w Side (głównym porcie rzymskiej Cylicji) dotarły okręty z Bizantion. Następnie rozpoczęto rajd po wybrzeżach Cylicji i Pamfili niszcząc lokalne bazy piratów, doszło nawet do jakiejś bitwy morskiej zakończonej zwycięstwem Rzymian i wspierających ich Greków (Cyceron twierdził, że w tej bitwie zginął brat jego babki, przyjaciel Antoniusza Retora - prefekt Marek Gratidius). Kampania ta zakończyła się sukcesem, pozbawiono piratów ich dotychczasowych siedzib i doprowadzono do chwilowego wytchnienia mieszkańców wysp i wybrzeży Anatolii, Hellady oraz Syrii. Problem tylko polegał na tym, że były to działania lokalne, które nie służyły systemowej likwidacji piractwa. Tak więc (co było naturalne) wkrótce po odpłynięciu Rzymian piractwo na tych wodach ponownie się odrodziło.




Marek Antoniusz Retor (który po powrocie do Rzymu w roku 101 p.n.e. odbył wspaniały triumf za zwycięstwo nad piratami), pełnił w Cylicji władzę propretorską (w niektórych źródłach można przeczytać prokonsularną, chociaż był pretorem w roku 103 p.n.e. a nie konsulem), choć kraina oficjalnie nie była rzymską prowincją (mam tutaj oczywiście na myśli wschodnią Cylicję). Jednak z powodu braku jakiegokolwiek sprzeciwu lokalnej ludności (a być może nawet za jej przyzwoleniem) automatycznie po tym roku stała się rzymską prowincją (chociaż oficjalny dokument w tej kwestii wydano dopiero za konsulatu Gajusza Mariusza w roku 100 p.n.e.). Za konsulatu Gajusza Mariusza i Lucjusza Waleriusza Flakusa Senat sporządził dokument "Lex de provinciis pretoriis" ("Prawo o prowincjach pretorskich") w którym jasno zadeklarowano że Cylicja jest prowincją pretorską, podległą rzymskiemu namiestnikowi Macedonii. W ustawie tej zadeklarowano również że konsulowie mają obowiązek wywierać presję na okolicznych władcach: "królu władającym wyspą Cypr, królu (...) Aleksandrii i Egipcie (...) panującego w Kyrene i do królów władających w Syrii (...) przyjaźń i przymierze (...), aby stwierdzić, że i oni powinni baczyć, by (...) pirat (...) ich królestwa (...) i że zadbają o to (...) że lud rzymski..." (większość tekstu mocno uszkodzona). Innymi słowy rzymscy konsulowie mieli mobilizować okolicznych królów do działań przeciwko piratom cylicyjskim i ochrony wybrzeży morskich wschodnich rubieży Morza Śródziemnego. Rzymianie jednak wkrótce potem zajęli się innymi sprawami, a okoliczni królowie dbali o bezpieczeństwo lokalnej ludności tylko wówczas, gdy było to zgodne z ich własnym interesem, tak więc piractwo na wodach cylicyjskich, na Morzu Egejskim i sporych obszarach Morza Śródziemnego szybko ponownie rozkwitło (tym bardziej że wkrótce potem sami Rzymianie zaczęli wspierać, a nawet dołączać do piratów, szczególnie gdy wybuchła wojna domowa i trwały walki pomiędzy optymatami i popularami, pokonana strona często musiała uciekać i również znajdowała schronienie w krainach rządzonych przez piratów). Co prawda Lucjusz Licyniusz Murena w roku 84 p.n.e. (pretor roku 88, wyznaczony rzymskim dowódcą w Azji właśnie w 84 r. p.n.e.) planował kolejną ekspedycję przeciwko piratom, złożoną z flot prowincjonalnych greckich miast Azji i wyznaczył nawet legata Aulusa Terencjusza Warrona na dowódcę tej eskadry, ale ostatecznie do jej utworzenia nie doszło (chociaż oczywiście pieniądze w podatkach na ten cel zostały przez Rzymian wymuszone, a co się potem z nimi stało? bogowie raczą wiedzieć 🥴).


ZANICETUS
("Zeus z Olimpu")



Wedle przekazu Plutarcha w tym czasie wodzowie piratów na swoich wyspach i zatokach (głównie w Cylicji) żyli niczym orientalni królowie. Ich skarbce były pełne złota i kosztowności, tworzyli swoje własne pirackie dwory, a także zakładali własne haremy z porwanych przez siebie kobiet. Jeśli uznamy że złoty wiek piractwa przypada na drugą połowę XVII i początek wieku XVIII, to jest to według mnie błąd, gdyż nie bierzemy pod uwagę właśnie tego okresu historii piratów - II i I wieku p.n.e. gdzie żyli oni niczym wschodni królowie. Doszło do tego, że bezkarnie nałożyli oni kontrybucję na 400 helleńskich miast Anatolii, Hellady i Syrii, bezkarnie łupili oni świątynie (co było jawnym świętokradztwem), a także porywali rzymskich obywateli (pojmano nawet dla okupu dwóch pretorów z liktorami na morskich szlakach Italii na Morzu Tyrreńskim). Wydaje się że właśnie ten ostatni atak skłonił wreszcie Rzymian do ponownego działania w kwestii likwidacji piractwa. Porwanie dwóch pretorów było tym języczkiem u wagi, która przeciążyła szalę i w roku 78 p.n.e. prokonsul Publiusz Serwiliusz Vatia został wyznaczony przez Senat na dowódcę floty, która miała zakończyć wszechwładzę piratów we wschodnich obszarach Morza Śródziemnego. Na tę wyprawę przeznaczono ogromne środki, wystawiono nową flotę, gdyż porwanie pretorów było jawnym policzkiem wymierzonym Rzymskiej Republice. Rzym nie mógł tego zbagatelizować, gdyż straciłby poważanie, dlatego też podjęto owe działania. Najpotężniejszym piratem w owym czasie był niejaki Zanicetus, który posiadał własną górską twierdzę piracką w pobliżu pasma gór Taurus, skąd widać było ponoć całą Licję, Pamfilię i Pizydię. Urządził się tam jak król, otoczony złotem, kobietami i licznymi piratami, którzy w nim właśnie widzieli swego wodza i okazję do szybkiego wzbogacenia się. Twierdzę swą nazwał Olimp (jako że była wykuta w skale, wysoko w nadmorskich górach), a sam siebie nazywał Zeusem. To właśnie tam najpierw skierował się Serwiliusz Vatia (tym bardziej że to właśnie ludzie Zanicetusa porwali owych pretorów). Doszło do bitwy morskiej, która zakończyła się zniszczeniem pirackiej floty, a następnie atakiem na twierdzę Olimp, która została zdobyta a Zanicetus spłonął wraz ze swymi ludźmi w zamkniętej komnacie (77 r. p.n.e.). Wojna z piratami jednak trwała dalej i tak w roku 76 p.n.e. Serwiliusz Vatia zdobył miasta Attalis i Korykos będące również siedzibami piractwa (nieopodal miasta Korykos leżącego na przylądku korykijskim w Cylicji Trachejskiej {zachodniej} znajduje się jaskinia w której ponoć rósł najlepszy krokus. Strabon pisał: "Jest to wielka okrągła jama, ze skalistym grzbietem położonym dookoła (...) Schodząc w dół, dociera się do podłogi, która jest nierówna i w większości skalista, ale pełna drzew krzewiastych, zarówno wiecznie zielonych, jak i tych, które są uprawiane. A wśród tych drzew rozsiane są również działki ziemi, które rodzą krokusy". W owej jaskini płynęła również rzeka o niezwykle czystej i jasnej toni, którą zwano Picrum Hydor {"Gorzka Woda"}. Nieopodal Korykos znajduje się wyspa Elaeussa, którą Rzymianie ofiarowali jednemu z wodzów Mitrydatesa VI Eupatora - Archelaosowi, który przeszedł na ich stronę po I wojnie z Pontem (89-85 p.n.e.). On również udzielił Serwiliuszowi Vatii wsparcia w walce z piratami z Korykos.




Cała Cylicja Trachea była naturalnie przystosowana do działalności pirackiej, a do ze względu na liczne zatoki (i tajne zakątki, gdzie można było się schować) oraz wysokie góry, za którymi swoje siedziby miały liczne plemiona posiadające spore pola uprawne. Były tam również liczne lasy, z których pochodziło drewno na budowę pirackich okrętów. Graniczną rzeką pomiędzy Cylicją Trachea a Cylicją Pedias była Larus. Głównym portem Cylicji Pedias (czyli tej oficjalnie rzymskiej, choć realnie Rzymianie przejmą tę prowincję dopiero w roku 64 p.n.e. wcześniej polegając na lokalnych watażkach, mających swoje własne oddziały wojskowe, które mogły zapewnić bezpieczeństwo w regionie, natomiast rzymscy prokuratorzy często byli wysłani bez wystarczającej liczby wojska, dlatego też utrzymanie tej prowincji we władzy lokalnych "książąt" było na rękę Rzymowi). Głównym portem tej krainy było miasto Soli (które notabene było jednak słabo zaludnione). Na północny-wschód od Soli znajdowało się piękne miasteczko Achialos (Anchialé) gdzie ponoć znajdował się grób Sardanapala (jest to literacka, grecka nazwa asyryjskiego władcy Aszurbanipala, który ponoć miał spłonąć w swym pałacu w chwili zdobycia go przez Chaldeczyków i Medów. Przynajmniej tak to zostało przedstawione w literaturze i sztuce, ale tak naprawdę Aszurbanipal nie zginął w ten sposób, a dopiero jego następca Szin-szariszkun - ostatni władca Asyrii władający z Niniwy, który spłonął w swym pałacu wraz z dworem i haremem po zdobyciu miasta przed Chaldejczyków pod wodzą księcia Nabuchodonozora - tartana armii babilońskiej i syna króla Nabopolasara w 612 r. p.n.e.). W owym miasteczku znajdować się miała również inskrypcja króla Sardanapala, która brzmiała: "Dobrze wiedząc, że jesteś z natury śmiertelny, wyolbrzymiaj pragnienia swego serca, rozkoszując się uciechami; nie ma dla ciebie żadnej przyjemności po śmierci. Bo ja również jestem prochem, chociaż panowałem nad wielkim Ninusem. Moje jest całe jedzenie, które zjadłem, i moje swobodne odpusty, i rozkosze miłości, którymi się cieszyłem; ale te liczne błogosławieństwa zostały w tyle. Dla śmiertelnych ludzi jest to mądra rada, jak żyć". Po rozprawieniu się z piratami miast Cylicji Trachea, w roku 75 p.n.e. Serwiliusz Vatia ruszył na wschód, przekroczył góry Taurus i rozpoczął kampanię przeciwko plemieniu Izaurów wspierającemu piratów, a po ich pokonaniu uznał kampanię za zakończoną i wrócił do Rzymu, gdzie jeszcze w tym samym roku odbył triumf. Nie był to jednak koniec piratów w tym regionie Morza Śródziemnego, a nawet doszło do tego, że na ich czele stanęła kobieta, córka byłego pirackiego wodza pokonanego przez Vatię, Ksenofanesa - Aba, która dodatkowo weszła do rodziny kapłanów Zeusa z Olbii zwanych Teukrami (kapłaństwo to było dziedziczne i wywodziło się ponoć od Ajasa, syna Teukra który założył tę świątynię), dzięki temu zdobyła prawne zabezpieczenie swojej pozycji, a dzięki działalności pirackiej zyskała wielki majątek. Nieoficjalnie była królową mórz, oficjalnie małżonką kapłana z Olbii, a gdy w 43 r. p.n.e. Marek Antoniusz został jednym z triumwirów i otrzymał w zarząd wschodnie prowincje Imperium Rzymskiego, Aba podporządkowała się jemu i Kleopatrze egipskiej.




 ANTONIUSZ I KLEOPATRA NAD NILEM 



Ponieważ jednak nie zaprzestała swego procederu, została usunięta (ok. 35 r. p.n.e.) ale władza nad Olbią i ziemiami które kontrolowała jako "królowa piratów" - pozostała w ręku jej potomków. Przejdźmy teraz jednak do działań kierowanych przeciwko piratom przez ojca owego triumwira Marka Antoniusza, Marka Antoniusza starszego (zwanego też potem "Kreteńskim").


ABA z OLBII
(Niekoronowana królowa piratów)


 
CDN.

26 lipca 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXV

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXXII



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXXII



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. X



ŚMIERĆ ZACHARIASZA




FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. X



RECHABICI
(841 - 753 r. p.n.e.)
Cz. III



 Pierwsze kilka lat panowania młodego króla Joasza (panował od 836 r. p.n.e.), upłynęły pod znakiem (nieoficjalnej) regencji prawdziwego władcy Królestwa Judy - czyli arcykapłana Świątyni Jerozolimskiej - Jechojady. Zakazał on wszelkich innych kultów poza religią Mojżeszową, kazał zniszczyć wszystkie świątynie kananejskich i syryjskich bóstw - a ich kapłanów wygnać lub uśmiercić. Jego wpływ na króla też był całkowity, tym bardziej że chłopiec, jakim był Joasz, realnie nie mógł jeszcze rządzić krajem. Z biegiem lat jednak, gdy Joasz dorastał, zaczął coraz częściej okazywać swoją niezależność wobec decyzji arcykapłana i tak na początku nieoficjalnie a z czasem coraz bardziej jawnie, zaczął się modlić przed posągiem Baala, co doprowadziło do konfliktu z Jechojadą (do czego zapewne młody król dążył). Gdy arcykapłan próbował siłą usunąć posąg Baala z królewskiego pałacu w Jerozolimie, król rozkazał przeprowadzić kontrolę finansów Świątyni, oskarżając tamtejszych kapłanów o malwersacje finansowe. Wzajemne walki króla i arcykapłana trwały aż do śmierci Jechojady (ok. 825 r. p.n.e.). Ponieważ jednak stanowisko arcykapłana było dziedziczne w obrębie jednego rodu (wywodzącego się według legendy od Aarona - brata Mojżesza), przeto następcą Jechojady został jego syn Zachariasz, który wcale nie okazał się lepszym kandydatem dla króla i również ostro krytykował odradzające się pogańskie praktyki Joasza i jego dworu. Zachariasz posunął się nawet do tego, że publicznie oskarżył króla o bezbożność i wyrzeczenie się wiary przodków, a takie oskarżenie było bardzo poważnym aktem politycznym i musiało pociągnąć za sobą radykalne konsekwencje. Król Joasz nakazał więc ukamienować bezczelnego arcykapłana i tak się właśnie stało (ok. 820 r. p.n.e.?).

W tym też czasie Królestwo Judy bardzo traciło na znaczeniu w lokalnym układzie sił politycznych. Było ono znacznie słabsze - zarówno militarnie jak i gospodarczo - od Królestwa Izraela, a teraz miasta Filistei (które bardzo powoli odradzały się po katastrofie egipskiej z 925 r. p.n.e.) ponownie zaczęły dominować w tym regionie. Ponoć jeszcze za czasów Atalii (babki młodego króla joasza), a na pewno już za czasów Joasza, filistyńskie miasto Gat narzuciło Judzie obowiązek corocznej daniny. Filistea odradzała się więc nie tylko gospodarczo ale i politycznie, a takie miasta jak Gat czy Aszdod ponownie stawały się poważnym problemem politycznym dla władców podzielonego królestwa Dawida i Salomona. Równie poważnym problemem był wzrost siły Królestwa Aramu, którego władca Hazael z Damaszku - po osłabieniu swego najpoważniejszego wroga, czyli Asyrii (w wyniku długoletniego buntu, jaki w tym kraju wybuchł i o którym pisałem w poprzedniej części), ponownie urósł w siłę, stanowiąc realne zagrożenie dla Izraela (podobnie jak miasta Gat, Aszdod czy Jabna dla Judy). W 814 r. p.n.e. zmarł król Jehu - władca Północnego Królestwa (który władzę tam zdobył w wyniku zamachu stanu z 841 r. p.n.e. mordując dynastię Omrydów), jego następcą został syn Joachaz. Teraz było już pewne że najazd Aramejczyków jest tylko kwestią czasu. Nowy król Joachaz starał się odnowić swój stosunek lenny z Asyrią (jego ojciec Jehu złożył hołd lenny Salmanasarowi III), namawiając króla Szamszi-Adada V do zaatakowania Damaszku, ale bezskutecznie. Wzrok Szamszi-Adada V padał teraz na zupełnie inne ziemie. Aby stłumić długoletni bunt swego brata Aszurdaninapla (820 r. p.n.e.) musiał Szamszi-Adad poprosić o pomoc króla Babilonu - Marduk-balassu-ikbi i podpisać z nim haniebny traktat, na mocy którego Asyria stawała się krajem zależnym od Babilonii. Teraz, gdy umocnił już swą władzę, mógł wreszcie podjąć konfrontację z południowym sąsiadem i zrzucić - uznawaną co prawda tylko formalnie, ale zawsze - zależność.




Ok. 815 r. p.n.e. Szamszi-Adad napadł na pogranicze będące w obrębie wpływów Babilonu, zniszczył je, a ludność przesiedlił do Asyrii. Ponieważ nie spotkał się ze sprzeciwem, w roku następnym przekroczył graniczną rzekę Dijalę i wkroczył do wschodniej Babilonii, pustosząc całą krainę. Zagrożony tą inwazją król Marduk-balassu-ikbi, nie czekając na podejście Asyryjczyków pod Babilon, zorganizował koalicję złożoną z państw: Elamu, Nimri (małe królestwo leżące na północ od Elamu), kilku plemion chaldejskich (ich siedziby znajdowały się na południe od Babilonu, na obszarze Zatoki Perskiej czyli Morza Gorzkiego - jak mawiali Asyryjczycy) oraz nielicznych plemion aramejskich. W 812 r. p.n.e. doszło do decydującej bitwy pomiędzy armią asyryjską pod wodzą króla Szamszi-Adada V a koalicją, którą prowadził władca Babilonii. Bitwa zakończyła się całkowitym zwycięstwem Asyryjczyków, Szamszi-Adad podszedł pod Babilon, który otworzył przed nim swe bramy. Marduk-balassu-ikbi został wyprowadzony na swoistym łańcuchu (wyglądało to tak, że w wargę wkładano mu metalowe urządzenie, które zaciskało się i zmuszało go do podążania tam, gdzie chciał udać się ten, który trzymał końcówkę łańcucha). Potem przewieziono go do Kalchu, gdzie najprawdopodobniej został zabity. Nowym królem Babilonu Szamszi-Adad mianował niejakiego Baba-aha-iddina (kapłana świątyni Marduka), a sam złożył ofiary przed posągiem Marduka w Esangili. Wybór Baby-aha-iddina szybko okazał się niewłaściwy, jako że ten dążył do usamodzielnienia się i zrzucenia asyryjskiej kontroli. Tak więc w roku następnym (811 p.n.e.) Szamszi-Adad ponownie wyprawił się do Babilonu, zrzucił z tronu kapłana Marduka i na jego miejsce wstawił niejakiego Ninurtę? (brak pełnej nazwy jego imienia). Oczywiście ponownie odprawił ofiarę w Esangili i wrócił do Kalchu. Warto też wspomnieć, że jego małżonka, królowa Sammuramat (zwana przez Greków Semiramidą) w tym czasie zajmowała się projektowaniem królewskiego ogrodu w Kalchu, który przeszedł do historii pod jej imieniem (wydaje się jednak że nie był on aż tak imponujący, jak dwa następne, które to zrodziły się właśnie z legendy "wiszących ogrodów Semiramidy". Kolejną próbę stworzenia podobnych ogrodów podjęła się królowa Zakutu, małżonka Sannacheryba, który w 689 r. doszczętnie zniszczył Babilon, zaś jej syn Asarhaddon po 681 r. p.n.e. rozpoczął odbudowę tego miasta i wówczas to Zakutu zapewne podjęła się misji stworzenia pierwszych wiszących ogrodów Semiramidy w Babilonie. Po raz drugi owe wiszące ogrody kazał wznieść w Babilonie ok. 600 r. p.n.e. król Nabuchodonozor II dla swej medyjskiej małżonki Amytis i właśnie te ostatnie ogrody Babilonu zostały uznane za jedno z Siedmiu Cudów Starożytnego Świata).




Natomiast przed inwazją na Babilonię Szamszi-Adada V zajmował problem rosnącego w siłę Królestwa Urartu, leżącego w górach pomiędzy jeziorem Wan a jeziorem Urmia i jeziorem Sewan. Mieszkańcy tego królestwa świetnie znali się na metalurgii, a ich wyroby docierały do najdalszych zakątków ówczesnego świata. Ich miasta (np. Tuszpa) były zaś położone w górskich terasach i trudno dostępne, natomiast pragnienie opanowania Syrii przez władców Urartu stało się poważnym zagrożeniem dla handlowych wpływów Asyrii i Szamszi-Adad musiał coś z tym zrobić. W latach 819-816 p.n.e. podjął on więc aż trzy kampanie wojenne przeciwko pogranicznym plemionom Nairi (nie należy mylić z Nimri - królestwem leżącym na północ od Elamu, w rejonie dzisiejszego środkowego Iranu). Szamszi-Adad zdołał podporządkować sobie te pograniczne tereny i dzięki temu na jakiś czas uniemożliwił Urartyjczykom próby ekspansji na południe i południowy-zachód, jednak wkrótce potem (bo w 811 r. p.n.e.) zmarł po zaledwie 13 latach swoich rządów. Jako swego następcę pozostawił niepełnoletniego syna, noszącego imię Adad-Nirari III. Tak więc jako regentka (a tak naprawdę jako królowa) władzę przejęła teraz małżonka Szamszi-Adada V - Sammuramat. Była to pierwsza władczyni w historii Asyrii, pierwsza kobieta na tronie tego kraju, stąd może też wzięła się jej tak wielka popularność. W każdym razie przez kolejne pięć lat swoich regencyjnych rządów, Sammuramat będzie oficjalnie równa wszystkim poprzednim i następnym królom Asyrii, bowiem jej wizerunki będą umieszczane w takiej samej pozycji, w jakiej umieszczano dotąd królów (a wydaje się nawet że pozycję, jaką udało jej się osiągnąć, posiadała jeszcze za życia swego małżonka, jako że występuje razem z nim na steli równa wzrostem - co miało ogromną symbolikę polityczną, gdyż królów z reguły pokazywano jako olbrzymów, aby tym samym podkreślić ich pozycję i władzę). Rządy Sammuramat były jednak okresem osłabienia międzynarodowej pozycja Asyrii, gdyż w tym czasie nie podejmowano żadnych wypraw wojennych (swoją drogą, tak mi się wydaje że królowie asyryjscy być może uciekali w owe wyprawy wojenne, aby nie musieć sprostać tym wszystkim ograniczeniom, jakie były im narzucane w sytuacji gdy wiedli pokojowy żywot. Któż bowiem mógłby noc w noc spółkować z nową dziewczyną, to trzeba by było naprawdę niespożytej energii, nic więc dziwnego że większość z nich wolała wojaczkę niż... takie tortury 😉).




W tych warunkach król Joachaz nie mógł w żaden sposób liczyć na pomoc Asyrii przed spodziewaną inwazją Hazaela z Damaszku na Królestwo Izraela. Starał się co prawda o sojusz z Joaszem z Judy i ten zapewne doszedł do skutku (choć nie ma co do tego żadnej pewności, ale późniejsze wydarzenia mogą o tym świadczyć), jednak to nie wystarczyło. Co prawda Aramejczycy wielokrotnie dostawali łupnia w bitwach z Asyryjczykami, to jednak ich armia bezwzględnie górowała nad Izraelitami. W każdym razie do owego ataku doszło (nie wiadomo dokładnie kiedy ono nastąpiło, można jednak założyć że około 810 r. p.n.e.) i Aramejczycy - prowadzeni przez swego króla Hazaela - natarli na Północne Królestwo. Doszło do bitwy w rejonie Samarii, która zakończyła się totalnym pogromem armii izraelskiej i to tak wielkim, że król Joachaz musiał podpisać upokarzający pokój, na mocy którego nie tylko przywracał w kraju usunięte (w wyniku rewolty jego ojca z 841 r. p.n.e.) kulty syryjskie i kananejskie, ale wręcz przyznawał im pierwszeństwo kosztem religii Mojżeszowej. Dodatkowo musiał zapłacić złotem i srebrem Hazaelowi i uznać się za jego lennika, w zamian tamten łaskawie pozwolił mu dalej panować. Teraz, po tak łatwo odniesionym zwycięstwie, król Aramu ruszył na Judę, która również nie była przygotowana do wojny (zapewne jednak ów atak spowodowany był tym, że jakieś kontyngenty z Judy znalazły się wśród wojsk Joachaza pod Samarią). Joasz zmobilizował swoich żołnierzy i stanął na ich czele. Doszło do bitwy z najeźdźcami (dokładnie nie wiadomo gdzie się to odbyło), która zakończyła się podobnie jak ta pod Samarią, całkowitym zwycięstwem Aramejczyków. Grube mury Jerozolimy co prawda zniechęciły Hazaela do prób zdobywania miasta, ale i tak wymógł na Joaszu dokładnie taki sam upokarzający pokój, jak wcześniej na Joachazie. Król musiał się wykupić złotem i srebrem, a poza tym przyznać pogańskim religiom pierwszeństwo w swoim Królestwie. Następnie - podbudowany kolejnym łatwym zwycięstwem - Hazael ruszył przeciwko filistyńskiemu miastu Gat. Miasta tego jednak nie zdobył i po uzyskaniu okupu powrócił do Damaszku. Mógł być jednak zadowolony ze swoich osiągnięć. Po latach kryzysu i asyryjskiej ekspansji, zdołał odbudować pozycję swego kraju i rozszerzyć kontrolę Aramu na królestwa Izraela i Judy (a także częściowo na Filisteę). W Asyrii panowała pokojowo nastawiona królowa Sammuramat, więc nie musiał obawiać się ataku z tej strony (tym bardziej że jako kobieta raczej nie poprowadziłaby armii). Mógł więc być pewien że los mu sprzyja... ale nie na długo. 




Szczęście i nieszczęście często wymieniają się miejscami i to bardzo szybko, a człowiek powinien po prostu to akceptować i zarówno w chwilach szczęścia nie przejawiać zbytniej radości, jak również w chwilach upadku nie rozpaczać, wszystko bowiem można odwrócić (wszystko bowiem jest grą na tym świecie i choć ta gra często bywa dla nas smutna, bolesna albo traumatyczna, to jednak nie zmienia to faktu że jest to gra. Prawdziwy spokój osiągamy dopiero po zakończeniu gry, w miejscu, gdzie już nie musimy się o nic martwić i gdzie możemy - że tak się wyrażę - nieustannie się bawić i czynić co tylko nam się podoba - oczywiście nie w tej typowo egoistycznej postawie, ale tak to właśnie można sprecyzować. Tam jest nasz prawdziwy Dom, tu zaś jest kołchoz, który musimy znosić po to, aby ponownie na stałe już poznać drogę powrotu do Domu). Tak więc w roku 806 p.n.e. królowa Sammuramat ustąpiła (lub też zmarła) i pełną władzę objął jej syn - Adad-Nirari III. Tym samym skończył się spokojny i bezpieczny czas dla Hazaela, gdyż już w następnym roku nowy władca Asyrii podjął wielką kampanię syryjską, której zwieńczeniem było dotarcie pod mury Damaszku. Miasta tego co prawda nie zdobył, ale Hazael utracił już wszelkie wpływy zarówno w Izraelu jak i w Judzie, gdyż kraje te ponownie weszły w strefę wpływów Asyrii (zarówno Joachaz jak i Joasz musieli złożyć Adad-Nirariemu hołd i uznać się za jego lenników). Krótko więc trwała dominacja Damaszku nad Izraelem i Judą. Kampania ta jednak była również ostatnią i dla Asyryjczyków, jako że w kolejnych latach znacznie wzrosła potęga Królestwa Urartu i tam właśnie kumulowała się odtąd uwaga władców Kalchu. Hazael zaś został ponownie osłabiony i nie był w stanie zorganizować kolejnej wyprawy przeciwko południowo-zachodnim sąsiadom, to zaś dało czas i okazję władcom Izraela i Judy aby odbudować swoją pozycję i podjąć konfrontację z rosnącymi w siłę Filistynami.




Jako ciekawostkę można dodać, że rok 814 p.n.e. to również rok tradycyjnego założenia Kartaginy na afrykańskim wybrzeżu (na ziemiach dzisiejszej Tunezji). Dokonać tego miała (według rzymskiego historyka Pompejusza Trogusa, żyjącego na przełomie I wieku p.n.e i I wieku naszej ery) księżniczka tyryjska, córka króla Tyru Muttonesa - Dydona (zwana też Elissą). Po śmierci bowiem Muttonesa, jego syn i następca (a brat Dydony) Pigmalion kazał zamordować jej męża, kapłana boga Melkarta - Acherbasa (zwanego też w innych źródłach Sycheusem). Wszystko po to, aby dobrać się do nieprzebranych skarbów świątyni Melkarta, jakimi dysponował Acherbas. Dydona postanowiła więc uciec spod władzy swego brata i nakłoniła do tego wielu obywateli Tyru (samych mężczyzn), którzy pod osłoną nocy wsiedli na okręty i wypłynęli w morze. Po dotarciu do Cypru przyłączył się do nich tamtejszy kapłan bogini Asztarte, który wraz z rodziną postanowił udać się na przygodę życia do nowej ojczyzny, pod warunkiem wszakże, iż Dydona zagwarantuje mu, że on i jego potomkowie będą w nowym miejscu sprawować na wieki godność kapłańską. Z Cypru uprowadzono również 80 młodych dziewcząt, które miały w świątyni pełnić posługę kapłanek-prostytutek i jednocześnie być towarzyszkami dla uciekinierów z Tyru, którym bez wątpienia doskwierał brak kobiet. Po dotarciu do afrykańskich wybrzeży i zejściu na ląd, tyryjskim kolonistom na powitanie wyszedł władca libijskich Maksytanów, król Jarbas. Powitał on ich serdecznie, ale na prośbę Dydony o możliwość osiedlenia się odparł, że mogą oni zająć tylko tyle miejsca, ile zajmie rozciągnięta na ziemi skóra upolowanego wołu. Dydona zgodziła się, choć wiedziała że był to zwykły podstęp ze strony Jarbasa. Postanowiła jednak go przechytrzyć i nakazała ciąć skórę wołu na drobne, cieniutkie paseczki, tak, aby objąć nimi znaczny obszar ziemi. Gdy tak się stało, pokazała swoje dzieło Jarbasowi, a ten musiał zgodzić się oddać im cały teren objęty skórą woła, gdyż w przeciwnym razie złamałby własne słowo. Ziemia ta była pierwotnym osadnictwem Fenicjan i znana była jako wzgórze Byrsa (Rzymianie stracili tam wielu żołnierzy w czasie zdobywania Kartaginy w 146 r p.n.e., gdyż każdy dom był tam swoistą twierdzą). Byrsa bowiem po łacinie znaczy "skóra", a tak właśnie tradycja rzymska przekazała wcześniejszą tradycję fenicką. Tak więc zaczęto budować pierwsze domy na wzgórzu Byrsa i oczywiście świątynię Melkarta i Asztarte (w czym pomogli Tyryjczykom ich feniccy ziomkowie z pobliskiej kolonii Ityke).




Pigmalion, gdy się o tym dowiedział, wpadł w złość i postanowił wyprawić się za morze, aby zniszczyć kolonię założoną przez jego siostrę. Ostatecznie wyperswadowali mu to kapłani, twierdząc że tak chcieli bogowie, zaś Kart Hadaszt (bo tak właśnie nazwano nową kolonię, czyli "Nowe Miasto") jest kolejną fenicką osadą w tamtym regionie. Według legendy zaś, gdy zaczęto kopać fundamenty, natknięto się na czaszkę wołu, co niosło za sobą zapowiedź że co prawda miasto będzie bogate, ale dochodzić do tego będzie ciężką pracą, w trudzie i znoju. Dydona poleciła więc kopać w innym miejscu, gdzie natknięto się na czaszkę konia i to uradowało wszystkich, gdyż świadczyło że będzie to dumny, bogaty i wojowniczy gród (innymi słowy, bogactwo zawdzięczać będzie rabunkowi). Panowanie Dydony nie trwało długo, zaledwie kilka lat, gdyż Jarbas postanowił się z nią ożenić, a ona - aby nie odrzucać otwarcie jego oświadczyn i nie skazywać mieszkańców na zemstę Libijczyków, postanowiła zginąć na stosie ofiarnym. Od tej pory stała się wieczną królową w pamięci Kartagińczyków, panią i opiekunką ich miasta, chociaż realnie wydaje się że jest to tylko piękna legenda i nie ma ona zbyt wiele wspólnego z prawdą. Na przykład grecki historyk Filistros z Syrakuz (żyjący w IV wieku p.n.e.) twierdził że prawdziwymi założycielami Kart Hadaszt było dwóch tyryjskich wodzów Karchedon i Zoros (ale to też wydaje się mocno podejrzane, jako że imię Zoros jest zniekształconą nazwą Tyru). Cyceron zaś twierdził że Kartaginę założyła niejaka Cartere. Dziś już zapewne prawdy nie poznamy (chyba że uda nam się kiedyś skonstruować wehikuł czasu 🤔). W każdym razie piękna tradycja o Dydonie przetrwała wśród mieszkańców Kartaginy i stała się potem częścią wspólnej grecko-rzymskiej, a potem europejskiej cywilizacji.


DWAJ BRACIA 
ROMULUS I REMUS




O ile jednak opowieść o Dydonie wydaje się być jedynie zbieraniną najróżniejszych legend - lokalnych i fenickich, o tyle późniejsze o co najmniej dwa pokolenia założenie miasta na siedmiu wzgórzach, zwanego Rzymem, ma już znacznie więcej wspólnego z prawdą niż z legendami. Oczywiście przez dłuższy czas historycy twierdzili że opowieść o dwóch braciach bliźniakach - Romulusie i Remusie jako założycieli grodu nad Tybrem, to też tylko wytwór fantazji twórców i historyków antycznych. Okazuje się jednak że współczesna archeologia robi takie postępy, że pewne rzeczy możemy już dziś potwierdzić lub wykluczyć z prawdopodobieństwem nawet i 100 %. Odnalezienie zaś (kilka lat temu) kompletnej chaty wzniesionej w Rzymie w czasie kultury Villanowa (czyli wtedy, kiedy Rzym miał zostać założony), pokazuje dobitnie że tradycja o dwóch braciach wcale nie musi być legendą. Oczywiście dowody które archeolodzy przytaczali, należałoby ponownie przedstawić i odnaleźć (przynajmniej ja musiałbym je odnaleźć, bo mam je gdzieś zapodziane), być może na ten temat powinienem zrobić oddzielny wątek. W każdym razie twierdzenie iż dwaj bracia założyli Rzym, jest znacznie bardziej prawdopodobne niż twierdzenie że Kartaginę założyła Dydona (choć to ostatnie oczywiście też może w przyszłości okazać się prawdą). Pamiętajmy bowiem że w czasach rozkwitu Imperium Rzymskiego na forum romanum pośród wspaniałych budowli o majestatycznym wyglądzie, stała drewniana chatka. Ci, którzy odwiedzali Rzym w I i II wieku dziwili się dlaczego pośród tamtych budowli znajduje się takie coś, które szpeci wygląd Forum. Na pytanie zaś Rzymian cóż to takiego ta chatka, otrzymywali odpowiedź: "To jest willa Romulusa, pierwsza budowla jaka powstała w Rzymie".




CDN.

21 czerwca 2026

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. XI

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE
OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W
STAROŻYTNOŚCI I W ŚREDNIOWIECZU,
ORAZ SKĄD I Z JAKICH 
WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ
POCHODZILI KANDYDACI 
NA NIEWOLNIKÓW





I
ANTYCZNA GRECJA 
I ŚWIAT HELLENISTYCZNY
(V wiek p.n.e. - II w. p.n.e.)
Cz. XI



DELOS
MAŁA WYSPA - WIELKI RYNEK
(II wiek p.n.e. - I wiek po Chrystusie)
Cz. V






PIRACI, NIEWOLNICTWO i RZYM
(II - I wiek p.n.e.)



"TEN EKSPORT NIEWOLNIKÓW W WIELKIEJ MIERZE ZACHĘCAŁ DO NIEGODZIWOŚCI, GDYŻ ZACZĄŁ WSZYSTKIM PRZYNOSIĆ ZYSKI. ŁATWO MOŻNA BYŁO NABYĆ NIEWOLNIKÓW, A NIEDALEKO BYŁ WIELKI I PROSPERUJĄCY RYNEK - NA DELOS MOŻNA BYŁO PRZYJĄĆ I WYPRAWIĆ DZIESIĄTKI TYSIĘCY NIEWOLNIKÓW KAŻDEGO DNIA"

STRABON





PAMFILIA i CYLICJA


 Pierwsze silne i zjednoczone państwo pirackie powstało w II wieku p.n.e. w krainie leżącej w południowej Anatolii, zwanej Cylicją. Była to niewielka, górzysta kraina, zamykająca (poprzez góry Taurus) wejście do Syrii, a z Syrii przedostanie się do Kapadocji, Pontu, Bitynii i Lidii. Niewiele w tej krainie było ziemi nadającej się pod uprawy i jedynie w nadbrzeżnej Cylicji (zwanej też Cylicją równinną) było nieco więcej żyznej ziemi. Podobnie sytuacja wyglądała w sąsiadującej od zachodu z Cylicją Pamfilii, choć tam akurat było znacznie mniej gór (jedynie na granicy z Pisydią i Licją), zatem warunki bardziej sprzyjające do rozwoju rolnictwa. Ziemie te jednak, będące krainami frontowymi, stały się areną przyciągającą do siebie wszelkich najemników, rozbójników, zbiegłych niewolników a nawet żołnierzy w czynnej służbie hellenistycznych monarchów. Właśnie jednym z takich watażków był założyciel miasta Korakesjon (powstałego na wybrzeżu cylicyjskim, tuż nad granicą z Pamfilią), niejaki - Diodotos Tryfon. Zbuntował się on przeciwko władzy króla z dynastii Seleucydów - Aleksandra I Balasa i w 143 r. p.n.e. założył owo "miasto najemników", które pierwotnie miało być jedynie centrum mobilizacyjnym sił pretendenta do korony syryjskiej - Antiocha Sidetesa, lecz szybko stało się niezależnym pirackim państewkiem, którego "obywatele" odpowiadali za wiele ataków i porwań okolicznej ludności z wód Morza Egejskiego i Śródziemnego. Diodotos Tryfon pierwotnie był komendantem garnizonu Apamei nad Orontesem i jednym z wodzów armii króla Demetriusza I Sotera oraz Aleksandra Balasa. Jednak gdy wybuchła wojna domowa pomiędzy pretendentami do tronu Seleucydów, Diodotos poparł Sidatesa i wycofał się do Cylicji, gdzie nad brzegiem morza założył obóz warowny dla armii wspierającej tego pretendenta. Jednak wsparcie jakiego mu udzielił, było krótkotrwałe i gdy tylko Diodotos uznał że sam może ogłosić się lokalnym władcą tej rozbójniczej armii - jaką tam właśnie sobie tworzył - wycofał swoje poparcie dla Sidetasa i zaczął działać na własny rachunek, przyjmując jednocześnie przydomek: "Tryfon" (co znaczyło "Otoczony zbytkiem")




Diodotos ogłosił więc że w Koraksejon schronienie uzyska każdy przestępca (a jego winy pójdą w zapomnienie), który tylko zdoła tutaj dotrzeć i podejmie służbę pod jego rozkazami. Wkrótce zaczęły więc ściągać tam rzesze wszelakich rzezimieszków i bandytów, byle tylko uniknąć kary za swoje zbrodnie i móc dalej bezkarnie rabować. Dużym problemem w pierwszych kilku miesiącach istnienia osady, był tam dotkliwy brak kobiet, lecz szybko rozwiązano i ten problem, dokonując ataków na okoliczne wybrzeża w Syrii i w Lewancie oraz porywając stamtąd głównie młode dziewczęta oraz kobiety. W 142 r. p.n.e. Tryfon poprowadził szaleńczy rajd morski na duże lewantyńskie miasto Berytos, po czym zdobył je a ludność uprowadził w niewolę. W tym też czasie ogłosił się władcą Syrii i rzucił wyzwanie pozostałym pretendentom do tronu z dynastii Seleucydów. To spowodowało że po raz pierwszy piracki Koraksejon został poważnie zagrożony atakiem już w 141 r. p.n.e. gdy wyprawę przeciwko niemu planował Demetriusz II Nikator. Jednak ze względu na atak Partów i zajęcie przez nich Persydy oraz Mezopotamii, skierował swoją armię na wschód, miast na zachód i tym samym osada Tryfona została ocalona. Jednak drugi atak nastąpił w 138 r. p.n.e., a poprowadził go - wcześniej zdradzony przez Tryfona - Antioch Sidates, który wyszedł ze swego miasta w Pamfilii (Side) i skierował się przeciw Tryfonowi, który (jak pisze Strabon): "Zablokowany gdzieś przez Antiocha, syna Demetriosa, musiał sobie odebrać życie. Dla Cylicyjczyków jednak był to początek piractwa. Sprawcą był Tryfon, ale winić należy także nieudolnych diadochów władających w tamtym okresie Syrią i Cylicją". Piractwo się rozprzestrzeniło, a kolejni przywódcy tych morskich rabusiów (znani z imienia są: Zenitekos, Kleochares i Nikon, jednak nie wiadomo w jakich latach uprawiali swą piracką działalność) założyli kilka nowych morskich baz w Cylicji i Pamfilii, które to krainy pod względem geograficznym umożliwiały szybkie schronienie się zarówno statków w porcie, jak i ludzi na lądzie (gdyby np. nieprzyjaciel wysadził desant, lub dokonał ataku od strony lądu), którzy mogli ujść w góry.




Wkrótce powstały tam prawdziwe pirackie księstewka, które to zaczęły poważnie zagrażać żegludze we wschodnim basenie Morza Śródziemnego. Ataki piratów zaś były coraz bezczelniejsze i nie ograniczali się już do porywania ludności czy palenia miast, ale atakowali również świątynie (gdzie często chroniła się ludność w nadziei że piraci nie odważą się popełnić świętokradztwa i nie oderwą ich znad ołtarzy bogów - mylili się jednak). A ataki na świątynie nie były tolerowane w tamtym czasie, zaś ci, którzy się tego podejmowali, byli uważani za największych zbrodniarzy i można ich było zabić bez wyroku sądowego (tutaj przypomniała mi się sprawa świętokradztwa, jakiego w 173 p.n.e. miał się dopuścić cenzor Kwintus Fulwiusz Flakkus, który jeszcze podczas walk z Celtyberami w Hiszpanii poprzysiągł sobie, że po szczęśliwym powrocie do Rzymu wystawi świątynię bogini Fortunie Equestris - Szczęsnego Losu Jeźdźców, zwanej też po prostu "Fortuną Jeździecką". Tak też się stało a Fulwiusz zamyślał wznieść świątynię największą i najpiękniejszą z tych, jakie dotąd były w Rzymie. Aby ją dedykować jeszcze w roku swej cenzury i aby wyglądała imponująco, postanowił wykończyć ją dachówkami z marmuru, lecz zamiast czekać na transport budulca z kamieniołomów, polecił sprowadzić marmur ze świątyni Junony Lacyńskiej [była to świątynia na Przylądku Lacyńskim, koło Krotonu w Bruttium na południu Italii, dziś ten przylądek zwie się Colonne]. Zabrał stamtąd co prawda zaledwie część marmuru, ale wystarczająco dużo by wybić w dachu świątyni wielką dziurę. Dachówki zaokrętowano na statki i po wyładowaniu w Ostii, przewieziono do Rzymu, umieszczając je na dachu świątyni Fortuny. Szybko jednak okazało się skąd są te marmury i Fulwiusz został wezwany do Senatu by zdać relację. Nim jednak zdołał cokolwiek powiedzieć, poczęto ciskać w niego najróżniejsze oskarżenia i zarzucać mu najnikczemniejsze chęci, łącznie z próbą wywołania "wojny z bogami". Liwiusz pisze: "Mało mu tego, że naruszył najczcigodniejszą w tamtych stronach świątynię, której nie tknął ani Pyrrus, ani Hannibal, to jeszcze pozbawił ją dachu i oszpecił i skazał niemal na ruinę! Zdjęto ze świątyni pokrycie i odsłonięto goły sufit na deszcze i zniszczenie. I zrobił to cenzor, wybrany dla kierowania obyczajnością ludzi! Człowiek, którego powołano do pilnowania, by kryte budowle były w dobrym stanie do odprawiania przy nich ofiar publicznych (...) wałęsa się po miastach sprzymierzeńców, niszczy święte miejsca i budowle religijne ogołaca z pokrycia! (...) tego on się dopuszcza wobec świątyń, rujnuje je i przez to wikła lud rzymski w winę świętokradztwa: buduje świątynie przez niszczenie innych, jakby nie wszędzie byli ci sami bogowie nieśmiertelni". Senat polecił zwrócić dachówki do świątyni Junony, oraz złożyć jej ofiarę zadośćuczynienia. Co ciekawe, dachówki przewieziono z powrotem na Przylądek, ale, pozostawiono je na placu przed świątynią, gdyż - jak powiadano - żaden z rzemieślników nie potrafił ponownie umieścić ich na konstrukcji dachu).






Zdarzało się jednak, że ataki piratów cylicyjskich kończyły się dla nich porażką. Tak było właśnie ok. 105 r. p.n.e. gdy zaatakowali oni Efez. Wówczas mieszkańcy wyspy Astypalaja podążyli na pomoc Efezyjczykom i rozbili piratów (jak głosi inskrypcja z Astypalai, ufundowana potem przez wdzięcznych obywateli Efezu): "Mężczyźni z Astypalai postępowali jak dobrzy i wierni przyjaciele naszych obywateli, dzielnie walcząc przeciw (brak tekstu), po tym, gdy piraci przypłynęli tu i uderzyli na nasze ziemie w Fygeli i uprowadzili ludzi z sanktuarium Artemidy Munichia, zarówno wolnych, jak i niewolników, i złupili ich mienie oraz wiele miejsc w okolicy. Astypalejczycy, stanąwszy do walki w reakcji na wcześniejsze doniesienia Efezyjczyków, wypłynęli, by się zetrzeć z piratami, i ryzykując życie, nie szczędząc umysłów i ciał, lecz wystawiając się na wielkie niebezpieczeństwo w bitwie, do której doszło, zmusili wszystkich przeciwników do ucieczki (brak tekstu) ukarawszy ich na miejscu, stosownie do nienawiści, jaką żywili do złoczyńców, i oswobodziwszy tych, których uprowadzono z naszych ziem (...) opiekowali się nimi wszystkimi i przyjęli ich w swoich domach, zapewniając wszystko, co potrzebne do codziennego życia". Inna stela, tym razem z miasta Aigiale z wyspy Amorgos (z III wieku p.n.e.), mówi o uwolnieniu jeńców, wziętych w niewolę po napadzie piratów z Etolii, którzy mieli porwać: "Młode dziewczęta i kobiety oraz 30 ludzi wolnych i niewolników". Mimo to piractwo było tolerowane na wodach Morza Śródziemnego i to zarówno przez monarchów hellenistycznych (którzy wykorzystywali piratów w walce ze swymi konkurentami politycznymi), jak i przez Rzym (który długo nie uważał za właściwe zająć się tym problemem, gdyż nie traktował jeszcze śródziemnomorskiego wschodu jako swego własnego terenu ekspansji - stanie się tak dopiero w I wieku p.n.e. - a poza tym działalność piratów była na rękę szczególnie nobilom, którzy wciąż potrzebowali napływu nowych niewolników do swoich italskich latyfundiów. A poza tym "żeby zjeść rosół, nie trzeba wiedzieć co się stanie z kurą" i z takiego właśnie przekonania wychodzili Rzymianie. Jedni dostarczali towar, a drudzy nie zadawali pytań jak i skąd on pochodzi. Obu stronom bardzo się to opłaciło).





KRETA




 Drugą wielką potęgą piracką na wschodzie Morza Śródziemnego w II i I wieku p.n.e. byli mieszkańcy wyspy Krety. Oczywiście nie wszyscy Kreteńczycy pałali się piractwem, ale było ich tak wielu, że samą wyspę określano często jako "raj dla piratów". Rzeczywiście było tutaj kilka dużych miast (głównie w zachodniej części wyspy) które żyły z piractwa i praktykowały go z pokolenia na pokolenie. Potężny port Falasarna jest tego dowodem, gdyż stamtąd właśnie wywodziło się bodajże najwięcej piratów z całej Krety. Miasto było potężne i bogate, miało dogodne położenie, dobry port i silne mury - czegóż piraci mogli pragnąć więcej. Innym "miastem piratów" była pobliska Polyrrenia (oba miasta leżały w swoim sąsiedztwie), gdzie istniał duży piracki targ, na którym sprzedawano pochwyconych jeńców i który nawet konkurował z Delos o przyciągnięcie nowych klientów (jednak Delos było bezkonkurencyjne jeśli idzie o pozyskiwanie i sprzedaż niewolników. W ciągu kilku dni sprzedawano tam tyle samo ludzi, ile po zwycięstwie nad Macedonią i Epirem wziął w niewolę w latach 168-167 p.n.e. konsul Lucjusz Emiliusz Paulus. Można więc sobie wyobrazić jakie to były moce przerobowe). Kolejnym portem, z którego piraci czynili swoją bazę wypadową do ataków na wybrzeża Hellady, była Kydonia (na wschód od Falasarny). Niewiele informacji posiadam na temat tego miasta, prócz faktu iż wywodziło się z niego kilku kreteńskich pirackich wodzów. Kreteńczycy stworzyli specyficzną strukturę społeczną, całkowicie opartą na hierarchii rządów oligarchicznych, polegającą na tym, że człowiek rodził się i umierał przypisany do własnego statusu społecznego, co oznacza że do elity nie mógł wejść nikt z ludu i wszystko było już ściśle określone przed narodzinami danego człowieka (w komiksie o przygodach Gala Asteriksa, jego przyjaciel Obeliks czasem powtarza słowa: "Ale głupi ci Kreteńczycy" 😊 i trudno nie przyznać mu racji). W każdym razie kreteńscy piraci stanowili poważne zagrożenie na wodach Morza Egejskiego, czyniąc Cylicyjczykom sporą konkurencję.




Bodajże najsławniejszym Kreteńczykiem był niejaki Eumaridas z Kydonii, który znany był z tego, że umożliwił Ateńczykom wykupienie uwięzionych wcześniej przez Bukrisa (wodza piratów z Falasarny) mieszkańców Attyki. Wdzięczni Ateńczycy - za to że mogli wykupić swoich ziomków (a nie zostali oni od razu sprzedani do niewoli na Delos lub w Polyrrenii) - nadali Eumaridasowi w 216 r. p.n.e. (notabene był to rok w którym Rzym doznał straszliwej klęski z rąk Hannibala pod Kannami, który o mało co nie doprowadził do zagłady całej Republiki) honorowy tytuł proksena. Był to zaszczytny tytuł a ten, który go nosił, mógł uważać się już nie za bandytę i rzezimieszka, ale za "człowieka honoru" godnego najwyższych zaszczytów - dlatego też dość często piraccy wodzowie umożliwiali obywatelom danego miasta (lub też zamożnym ludziom) wykupienie swoich ziomków z niewoli, nim sprzedano ich handlarzom niewolników i wystawiono na targach (zdarzało się także, że dla zdobycia jakiegoś honorowego tytułu uwalniali ludzi z niewoli nawet sami handlarze niewolników, jak uczynił to niejaki Semenos z Delos - syn Kosimadosa, który zwrócił wolność kilkunastu kobietom z Theangeli, za co został uczczony przez miejskie władze oficjalnym tytułem "Wyzwoliciela". Miało to miejsce ok. 210 r. p.n.e.). Niektóre miasta (za sowitą opłatą) zawierały też układy z piratami z Krety, na mocy których obywateli tych miast miano zwalniać po wzieciu w niewolę. Niestety, niektóre z tych traktatów były jednak perfidnie łamane przez piratów, gdy na przykład przewożono jeńców na odległe ziemie (np. do kraju Partów), by tam potem sprzedać ich w niewolę, ponieważ taktat obowiązywał z reguły na określonym obszarze i nie sięgał wszędzie (jednak była to rzadkość, gdyż koszty transportu niekiedy przewyższały cenę, za którą potem sprzedawano niewolników i raczej trzymano się postanowień traktatowych).





IBIZA i BALEARY


Mieszkańcy wyspy Ibizy, byli bodajże ostatnimi przedstawicielami "zamordowanego narodu", czyli Kartagińczyków. Pierwsi Fenicjanie (głównie z Tyru) zasiedlili tę wyspę już w VII p.n.e., zaś w VI wieku p.n.e. zaczęła się tam kolonizacja kartagińska, która znacznie zmieniła pierwotny społeczny przekrój ludności. Głównym miastem Ibizy (i największą piracką bazą po upadku Kartaginy w 146 r. p.n.e.) było Eresos - jedno z najważniejszych ośrodków kultu bogini Tanit. Piraci z Balearów nie byli tak uciążliwi i tak nieposkromieni jak ich kompani ze Wschodu, ale wystarczająco długo działali Rzymianom na nerwy, aby ci pozwolili im istnieć po zakończeniu wojen w Hiszpanii (133 r. p.n.e.). Niewiele przetrwało wiadomości o ich pirackiej działalności, wiadomo tylko że nie stanowili większego kłopotu dla Rzymian walczących w Hiszpanii i zapewne ich piracka działalność była bardzo ograniczona (nie atakowano np. rzymskich miast w Hiszpanii Bliższej [Citerior] i Dalszej [Ulterior] zapewne z obawy przed rzymskim atakiem na wyspę, którego to lokalna społeczność nie byłaby w stanie powstrzymać). Mimo to ostatecznie na wyspę został wydany wyrok, a wypełnił go w latach 123-122 p.n.e. Kwintus Cecyliusz Metellus (który odbył triumf w 121 r. p.n.e. i otrzymał wówczas przydomek "Baliaricus") zdobywając wyspy Baleary i kładąc kres istnieniu ostatniego jeszcze, kartagińskiego państewka (Kartagińczyk Hazdrubal - zwany też Kleitomachem - scholarcha [rektor] Akademii platońskiej w Atenach w latach 127-110 p.n.e., napisał poemat "ku pokrzepieniu serc zamordowanego narodu", sławiący dzieje Kartaginy. Był to ostatni doniosły głos przedstawiciela tego ludu, którego dzieje zostały ostatecznie pogrzebane w piaskach Afryki).


 PATTON: "BYŁEM TU 2000 LAT TEMU! NIE WIERZYSZ MI?
"POPRZEZ ZMAGANIA WIEKÓW, POŚRÓD PRZEPYCHU I TRUDÓW WOJNY.
WALCZYŁEM, DĄŻYŁEM I GINĄŁEM, WIELE RAZY NA TEJ GWIEŹDZIE. 
JAKBY PRZEZ SZKŁO I MROK ZMAGANIA WIEKÓW WIDZĘ. WALCZYŁEM W RÓŻNYCH
PRZEBRANIACH I POD WIELOMA IMIONAMI, ALE TO ZAWSZE BYŁEM JA"




PS1: W kolejnej części przejdę do wyjaśnienia w jaki sposób i dlaczego Rzymianie ostatecznie zlikwidowali te wyżej wymienione pirackie państwa, a następnie opiszę poszczególne niewolnicze powstania przeciwko Rzymowi (jednak bez powstania Spartakusa - które opisałem w innym temacie, oraz bez powstania Aristonika w Pergamonie, o którym to pisałem w poprzedniej części). A potem zajmiemy się kolejnymi ośrodkami niewolniczego handlu w antycznym świecie - rzymską Kartaginą, Rzymem (gdzie duży rynek niewolniczy znajdował się obok świątyni Kastora i Polluksa przy Forum Romanum) oraz Antiochią.


PS2: Oczywistym jest że wielkimi przywódcami piratów jak również z samymi piratami byli przede wszystkim mężczyźni (np. sławny z Zanicetus z gór Taurus w Cylicji, zwany też "Zeusem z Olimpu"), ale należy pamiętać że na czele pirackich państewek czasami stawały kobiety, jak choćby królowa Ilirów - Teuta, czy niekoronowana królowa piratów Aba z Olbi (małżonka kapłana Zeusa z Olbi, dzięki czemu przez długi czas była ona nie do ruszenia ze względu na przynależność do kapłańskiej rodziny Teukrów). Mimo to w roku 43 p.n.e. podporządkowała się ona Markowi Antoniuszowi i Kleopatrze egipskiej, zyskując ich dodatkową opiekę, ale ponieważ piraci (na których czele stała) dokonywali coraz bardziej śmiałych ataków, zarówno Antoniusz jak i Kleopatra nie mogli sobie pozwolić na tolerowanie przestępczej działalności Aby i w roku 35 p.n.e. została ona usunięta, ale zezwolono by Olbią nadal władało jej potomstwo.


ABA z OLBI



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...