WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BDSM. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BDSM. Pokaż wszystkie posty

25 listopada 2025

KRONIKI OSHARA - Cz. I

OPOWIADANIE FANTASY





TO JEST JEDNO Z KILKU MOICH OPOWIADAŃ, KTÓRYCH JESZCZE NIE PUBLIKOWAŁEM NA TYM BLOGU. TEMATYKA FANTASY Z ELEMENTAMI EROTYKI 😘



ROMERIA I WELIMIR




Witajcie szlachetni mężowie i niewiasty, którym przyjdzie czytać spisane przeze mnie dzieje i opowieści z czasów sprzed Zjednoczenia. Zwą mnie Oshar i jestem kronikarzem i doradcą wielkiego króla Timura - władcy Północnych Plemion, oraz szczęśliwego małżonka królowej Zemfiry - najwyższej kapłanki Wielkiej Bogini z miasta Antaria, leżącego w krainie zwanej Nemea. Piszę te słowa w czternastym roku Zjednoczenia, w siódmym dniu miesiąca Lwa. Choć wydaje się to dziś oczywiste, to, że udało się doprowadzić w końcu do zjednoczenia obu tak różnych ze sobą światów, zakrawa wręcz na cud. Tylko nie wiadomo któremu z bogów należałoby za to podziękować. Jak już bowiem wspomniałem, pan mój - Timur i królowa Zemfira to ogień i woda, dzieliło ich wszystko, łączyło niewiele. Obaj żyli w innych światach - On w krainie Północnych Plemion, zwanej Romeria; Ona na Wschodzie, w królestwie Nemea, którą władał Zakon kapłanek-wojowniczek Wielkiej Bogini. Romeria to kraina północnych gór, gdzie żyją twardzi górale, wyznający kult boga wojny - Gunnara. Zamieszkiwali oni osady nielicznych dolin, wciśniętych pomiędzy liczne góry pokrywające Romerię. Żyli oni głównie z najazdów i rabunków okolicznych krain, w tym również Nemei. Każdy romeryjski chłopiec od najmłodszych lat doskonalił się w sztuce władania bronią (łukiem, włócznią, mieczem i oczywiście toporem - który jest symbolem Gunnara). Śmierć na polu walki jest najwyższą chwałą i oznacza dołączenie do Świętego Kręgu Gunnara, tam, w Zaświatach.




Północne Plemiona Romerii nie zjednoczyły się i nie utworzyły miast do czasu objęcia wodzostwa nad jednym z tychże plemion - Cymrów - przez ojca króla Timura - Welimira Mężnego lub Okrutnego (zwanego też przez niektórych Welimirem Heretykiem, jako że pierwszy dopuszczał kult innych bogów - i ponoć się nawet do nich modlił). Welimir podbił lub podporządkował swej władzy wszystkie góralskie plemiona Romerii i koronował się na pierwszego króla tej ziemi. Utworzył też silną, stała armię, która była zdolna do rozpoczęcia podboju sąsiednich krain. Romeryjscy górale pod jego panowaniem zamienili się z hordy barbarzyńskich najeźdźców w zorganizowaną i zdyscyplinowaną armię zagrażającą wszystkim okolicznym ludom. Welimir najeżdżał też królestwo Nemei, szczególnie jeden z takich najazdów prawie zakończył się zdobyciem Antarii i likwidacją tego królestwa. Nemejczyków ocaliło tylko złożenie bogatej daniny w złocie i srebrze (ponoć na ten cel ograbiono świątynię Wielkiej Bogini z wszelkich kosztowności) oraz poświęcenia się Wielkiej kapłanki Zakonu - Tahminy, która w zamian za życie swego ludu, zgodziła się zostać żoną Welimira - przynajmniej tak to właśnie miało wyglądać. Nie na darmo jednak zwano Welimira okrutnym. Miast bowiem ja poślubić, zamknął ja w klatce w swym pałacu, w nowo zbudowanym przez siebie mieście o nazwie - Gunnaria (na cześć Boga Gunnara) i trzymał ją tam nagą, zawieszoną w klatce kilka metrów nad podłogą i wypuszczał ją tylko wówczas, by zadowoliła jego pożądanie. Z czasem Tahmina (nie mają innego wyjścia) przyzwyczaiła się do życia w klatce, a raczej do tego, że mogła przebywać poza nią tylko wówczas, gdy była potrzebna Welimirowi - odtąd swemu panu życia i śmierci. Starała się więc zwrócić nań swą uwagę, chciała być potrzebna, nawet jeśli oznaczało to klęczenie u jego stóp przez kilka godzin dziennie. Robiła wszystko, aby tylko jak najmniej czasu spędzać sama w klatce.




Welimirowi podobała się jej delikatna skóra, jej kruczoczarne włosy opadające na jej krągłe, piękne piersi i nieziemskie zielone oczy, w których można było się utopić. Welimir lubił przyglądać się jej nagiemu ciału, potrafił godzinami zmuszać ją do klęczenia przed jego tronem i pozostawania w bezruchu. Szybko się do tego przyzwyczaiła, zresztą wolała to, niż przebywanie w małej klatce, w której nie mogła ani się wyprostować, ani nawet położyć. Przyzwyczaiła się że należy teraz do niego i może on z nią zrobić co tylko mu się spodoba. Sama wcześniej była wielką kapłanką i sama miała swoich niewolników i choć początkowo trudno było jej się odnaleźć w nowej roli, nie miała innego wyjścia jak szybko to zaakceptować i podporządkować się losowi. Teraz jej ciało było placem zabaw dla Welimira i nie należało już do niej. Ponieważ lubił ją oglądać w pełnej krasie jej uległości i całkowicie odsłoniętej kobiecości, karał ją chłostą bardzo rzadko, zresztą znacznie skuteczniejszym elementem dyscypliny była obawa przed ponownym zamknięciem jej do klatki i aby tego uniknąć, gotowa była uczynić wszystko, czego tylko od niej wymagał. Nie mogła patrzeć mu prosto w oczy a jedynie wzrok jej mógł sięgać do wysokości jego pasa.

Piersi miała jędrne choć niezbyt duże, Welimir lubił bawić się jej różowymi, nabrzmiałymi sutkami, gdy zaś miał ochotę na seks, układał ją na brzuchu na wysokim stole, tak, że miał ją przed sobą ze wszystkimi jej atutami. Najbardziej lubił stosunek analny a z jej przedniej szparki korzystał bardzo rzadko, wręcz się chełpił że nie jest mu potrzebna i możnaby ją... zaszyć. Dał jej wybór, jeśli będzie mu niemiła lub opierać się będzie jego władzy, sprzeda ją handlarzom niewolników z dalekiego Kashiru - krainy położonej na Południu i zamieszkałej przez czarnoskórych koczowników, w których społeczeństwie stosuje się okaleczanie narządów rodnych kobiet. Nic dziwnego że Welimir zwany był okrutnym, ale nawet on nie był pozbawiony uczuć. Z biegiem czasu, gdy uległość Tahminy stała się naturalna i przestała być wymuszana, nabrał do tej kobiety uczucia sympatii która z czasem zmieniła się w miłość. Oczywiście było to specyficzne uczucie miłości i polegało na całkowitej dyscyplinie i podporządkowaniu, ale bez wątpienia coraz bardziej zaczęło mu na niej zależeć. Spędzał z nią więcej czasu, brali wspólne kąpiele a nawet sypiali w jednym łożu (choć ona po stosunku musiała udać się do przygotowanego dla niej kojca i spała tam przy jego łożu na podłodze). Mimo to wiele się zmieniło, zniknęła klatka w której ją zamykał i pozwalał jej nosić stroje okrywające ciało, a nawet sam takowe jej sprowadzał (ale były to suknie w których zawsze miał do niej łatwy dostęp). 

Gdy zaszła w ciążę poślubił ją, a ona urodziła mu syna, któremu nadał imię Timur. To właśnie on zjednoczył oba królestwa, poślubiając kapłankę Wielkiej Bogini - Zemfirę. Nim do tego jednak doszło, warto opisać - choćby pobieżnie - społeczeństwo Nemei, zarządzanej przez Zakon kapłanek-wojowniczek Wielkiej Bogini.



NEMEA, ZAKON I WIELKA BOGINI




Kraina o nazwie Nemea, była niegdyś zasiedlona przez szczepy okolicznych rybaków, zajmujących się połowem i handlem owocami morza. Co prawda ziemi uprawnej w Nemei było sporo, to jednak rolnictwo nie było tak rozpowszechnione jak rybołówstwo, a kraina ta żyła głównie z handlu. Ludy Nemei były podzielone, ale żyły ze sobą w większości w zgodzie i do wzajemnych walk dochodziło sporadycznie. Życie tu biegło spokojnie i monotonnie aż do czasu, gdy krainę tę nawiedziła okrutna zaraza, która ze zwierząt przeniosła się na ludzi. Przyniosła ona mnóstwo ofiar a ludzie nie wiedzieli jak uchronić się przed tym nieszczęściem. Starzy, rodzimi bogowie nie pomagali a ludność popadała w coraz większe przygnębienie i rozpacz. I wówczas, gdzieś, w jakiejś nemejskiej wiosce, pojawiła się młoda dziewczyna, która twierdziła że nawiedziła ją Wielka Bogini i przykazała co czynić, aby uniknąć zakażenia, bolesnej choroby i śmierci. Początkowo nikt nie chciał jej wierzyć, twierdzono że jest szalona, z czasem jednak, gdy jej rady okazywały się skuteczne, wokół niej zaczął gromadzić się krąg wyznawców Wielkiej Bogini, który rósł adekwatnie do tempa wygaszania epidemii. Owa dziewczyna zaś - której nikt wcześniej nie znał, a ona sama twierdziła że osobiście widziała Wielką Boginię, choć niektórzy opowiadali że przybyła tutaj z innego świata, a potem nie potrafiła lub nie chciała tam powrócić - została pierwszą wielką kapłanką swojej bogini. Zwała się ona Azala (Azalia) i dobrawszy sobie krąg sióstr - stworzyła pierwszy Zakon kapłanek, który z czasem przerodził się w Zakon kapłanek-wojowniczek.

Tak rozpoczęła się Pierwsza Era Świątyni, gdy przybytek ten został wzniesiony w nowo założonym przez Azalę mieście - Antarii. Elitą rządzącą Nemei stał się teraz Zakon kapłanek-wojowniczek i tylko one miały prawo wejść do Świątyni, a do jej najbardziej świętego i tajemniczego miejsca - tylko trzy osoby: wielka kapłanka, wybrana przez nią następczyni oraz niewolnik pozbawiony języka (aby nie opowiedział o tym, co tam ujrzał) potrzebny do kultowych posług. Mimo to, pojawiło się wiele plotek na temat tego, co tam się znajduje. Niektórzy opowiadali, że znajdowały się tam dziwne i tajemnicze przedmioty służące do odprawiania kultu ku czci Bogini. Były tam przyrządy zarówno do ratowania życia, jak i do jego odbierania, dziwne mikstury, tajemne urządzenia i inne dziwy, które nie przetrwały do naszych czasów. Wielka kapłanka bardzo o nie dbała i każda jej następczyni miała przykazane, aby ich tajemnicę zachować do grobu. Po śmierci pierwszej wielkiej kapłanki (której rządy trwały 22 lata Pierwszej Ery Świątyni, a ona sama zmarła nie mając lat 50) jej następczynią została córka (były to bowiem czasy, gdy stanowisko wielkiej kapłanki dziedziczone było bezpośrednio w rodzie Azali) - Isilena. To właśnie ona zamieniła Świątynię w Zakon kapłanek-wojowniczek, choć objęła władzę mając zaledwie dziesięć lat. Przez pierwsze lata wspierały ją najbardziej doświadczone i najstarsze kapłanki, lecz gdy skończyła lat 19, przejęła Isilena pełną władzę nad Zakonem i Nemeą.




Cała ziemia uprawna należała do Zakonu Wielkiej Bogini, a uprawiali ją niewolnicy, pozyskiwani dzięki zasobom srebra zgromadzonym w Świątyni, a pochodzącym ze sprzedaży płodów rolnych i z danin nałożonych na rodzimych kupców morskich. Isilena założyła również świątynne ogrody, dokąd sprowadziła do pracy najprzystojniejszych niewolników. Ona to też zmieniła dotychczasowe, przygodne kontakty seksualne kapłanek z niewolnikami, w coś bardziej urozmaiconego. Każda kapłanka mogła bowiem wybrać sobie na noc tego niewolnika, który jej się spodobał (przy czym ten sam niewolnik dwie noce z rzędu nie mógł przebywać u jednej kapłanki) i w ramach tzw. "aktu oddania" musiał zadowolić ją seksualnie. Jeśli tego nie uczynił, kapłanka miała prawo ukarać go według własnej woli (ale tak, aby go trwale nie okaleczyć). Niewolnik nie mógł też dotykać ciała kapłanki swymi rękoma, gdyż ona była emanacją bogini i dotknięcie jej ciała przez niewolnika było uważane za świętokradztwo i karane śmiercią. Dlatego też często kapłanki przed stosunkiem wiązały ręce swym niewolnikom, aby nawet przez przypadek ich nie dotknęli. Część jednak kapłanek Zakonu zakochiwała się w niewolnikach i w wielkiej tajemnicy pozwalała im się dotykać (w przypadku gdyby wyszło to na jaw, niewolnik ukarany zostałby śmiercią, a kapłanka musiałaby opuścić Zakon w niesławie).

Kapłanka Isilena zmarła w wieku lat 60, z czego panowała nad Zakonem lat 50. Jej następczynią została córka - Reiza. Objęła rządy mając lat 24. Miała ona jeszcze dwóch starszych braci. Jeden z nich był zarządcą niewolników pracujących na polach należących do Świątyni, drugi zajmował się handlem. Wolnym mężczyznom Nemei wolno było żenić się z innymi kobietami lub pozostać stanu wolnego. Mogli też posiadać własnych niewolników i współżyć z niewolnicami, jednak w przypadku synów wielkiej kapłanki ich małżeństwa były wcześniej specjalnie dobierane. Oczywiście kapłanki nie mogły wychodzić za mąż, dlatego też męskim potomkom wielkich kapłanek dobierano jako kandydatki na żony, córki majetnych lub slawnych Nemejczyków i rzadko kiedy żeniono ich z kobietami z innych krajów. Kapłanka Reiza znacznie rozbudowała Świątynię, dodając do niej wysoką wieżę, z której widok roztaczał się nie tylko na całe miasto Antarię, ale i na okoliczne regiony. Panowała przez 34 lata. Miała dwie córki, starszą Harimę i młodszą Enorę. Harima była wojowniczką, Enora bardziej nadawała się na kapłankę, ale matka swą następczynią uczyniła najstarszą córkę i Harima objęła władzę nad Zakonem w wieku lat 24, podobnie jak wcześniej Reiza. W tym czasie Enora miała dopiero sześć lat. Harima była pierwszą kapłanką Wielkiej Bogini, która zorganizowała ataki na sąsiednie kraje: Liwonię - piękną, skąpaną w słońcu krainę wielu rzek, jezior i urodzajnych pól; Redanię - krainę koni i jeźdźców czy Argolidę - krainę wielu miast i bogatych kupców. W tym celu utworzyła spośród niewolników tzw. korpus posiłkowy.




Jej panowanie trwało przez 27 lat i choć sama miała dwie córki: Atlantę i Isilenę, to teraz ich ciotka - Enora upomniała się o władzę. Tak oto rozpoczął się konflikt, zakończony wybuchem wojny domowej między kapłankami i po 133 latach zakończyła się Pierwsza Era Świątyni a rozpoczął okres upadku, zwany Czasem Chaosu. Spowodował on nie tylko znaczne zubożenie przychodów Świątyni, rebelię i ucieczkę wielu niewolników, ale przede wszystkim utratę świętych narzędzi Wielkiej Bogini z czasów pierwszej kapłanki Azali. Przedmioty te bowiem zostały zabrane ze Świątyni przez kapłanki wierne córkom Harimy, aby nie wpadły w ręce Enory, a potem zaginęły. Enora zdobyła Antarię i zajęła Świątynię, gdzie ogłosiła się nową wielką kapłanką. Zebrała wokół siebie niewolników z korpusu posiłkowego, stworzonego przez Harimę i obiecała im wolność w zamian za poparcie. Niektórzy twierdzą, że Enora przestała czcić Wielką Boginię, cofnęła wiele zakazów - w tym zakaz dotyku ciała kapłanki przez niewolników - i dlatego przezwano ją Enorą Uzurpatorką lub Enorą Niewierną. Tak oto w Nemei rozpoczęła się krwawa wojna domowa, która trwała sześć lat i pochłonęła wiele ofiar a kraj doprowadziła do ruiny. W pierwszym etapie Enora odniosła spore sukcesy, nie tylko wypędziła swe siostrzenice z miasta i Świątyni, ale zdobyła uznanie dla ogłoszenia siebie samej wielką kapłanką (w chwili śmierci matki Atlanta miała 22 lata a Isilena 18 i były uważane za zbyt młode do objęcia władzy najwyższej). W trzecim roku wojny, gdy wiele kapłanek zbulwersowały nowe prawa ogłaszane przez Enorę, całkowicie zmieniające te, ustanowione jeszcze przez pierwszą wielką kapłankę (ponoć nakazała wyzwolenie wszystkich męskich niewolników i poślubiła w tajnej ceremonii dowódcę korpusu posiłkowego, złożonego z niewolników-wojowników i zaszła z nim w ciążę) zaczęły one dołączać do obozu córek Harimy, które to stały się teraz obrończyniami prawdziwej wiary. 




Atlanta i Isilena wzmocnione w ten sposób, pokonały wojska wierne Enorze w bitwie nad potokiem nieopodal Antarii, ale nie były w stanie odbić stolicy (trzeci rok Czasu Chaosu). Próba oblężenia i zdobycia Antarii podjęta w czwartym roku, też zakończyła się fiaskiem i dużymi stratami, a dodatkowo w czasie walk śmiertelną ranę odniosła Atlanta. Teraz z córek Harimy jedynie Isilena pozostała kandydatką do tronu Wielkiej Bogini. A tymczasem Enora powiła własne dzieci. W drugim roku wojny urodziła syna - Sigberta, a w czwartym roku córkę - Nemirę. Poślubiła swego niewolnika, dowódcę korpusu posiłkowego - Eryka i z nim miała owe dzieci. Ich relacja była jednak dość dziwna, a mianowicie publicznie on okazywał jej szacunek jako kapłance Wielkiej Bogini, ale prywatnie, za zamkniętymi drzwiami ich sypialni ponoć robił z nią co chciał. Nie tylko było słychać że wydaje jej polecenia, ale miał nawet założyć jej na szyję żelazną obrożę i kazał jej chodzić przy swej nodze, jak suce. Jej ciało nosiło też liczne ślady uderzeń bicza (szczególnie pośladków), skrupulatnie ukrywane przez Enorę pod ciężkimi sukniami. Erykowi najwidoczniej sprawiało radość obserwowanie jak jego wybranka z obolałą pupą, musi godzinami siedzieć na swym tronie i wysłuchiwać skarg mieszkańców Antarii. Czasem jak byli sami, sam siadał na tym tronie, a ją sadzał sobie na kolanach i traktował jak małą dziewczynkę. Nikt tego nie potwierdza, ale istnieją plotki, że często to ona klęczała przed nim, siedzącym na tronie, modląc się do niego, jak do boga. Eryk zresztą miał zamiar koronować się na pierwszego króla Nemei, likwidując Zakon i wiarę w Wielką Boginię. Sam bowiem pochodził z krainy hybernejskiej, leżącej daleko na północy, gdzie lato trwa tak krótko, że praktycznie jest to kraina wiecznego śniegu i lodu. Tam wyznawano wiarę w boga Mitrę i ten kult Eryk pragnął przenieść do Nemei




A tymczasem nadszedł piąty rok wojny i Isilena ponownie pokonała wojska swej ciotki, lecz wciąż nie była w stanie zdobyć miasta. Wydawało się że ponowna próba oblężenia skończy się kolejną klęską i jeszcze większymi stratami. Jej nadzieja tym razem opierała się o wierne jej kapłanki, które przebywały w mieście. Miały one otworzyć bramy, gdy wojsko Isileny ukryje się w okolicznych lasach i będzie mogło pod osłoną nocy wejść do miasta. Nawiązanie kontaktów z wiernymi kapłankami zajęło Isilenie trochę czasu, ale ostatecznie w szóstym roku wojny udało się ponownie podejść pod Antarię i wierne Isilenie oddziały weszły do miasta wcześniej otwartą bramą. Nim informacje o tym dotarły do Enory, śpiącej słodko w ramionach Eryka, było już za późno aby podjąć walkę w mieście, można było tylko zabarykadować się w Świątyni, co też uczyniono. Szturm nie wchodził w grę, możliwość podpalenia także (wiązałoby się to bowiem z upadkiem całego dziedzictwa Wielkiej Bogini). Można było tylko głodem wziąć broniących się w Świątyni zwolenników Enory. Nim jednak do tego doszło, Eryk postanowił przebić się i sprowadzić odsiecz, wyzwalając niewolników z terenów zajętych przez Isilenę. Niestety nie udał mu się ten manewr, zginął trafiony kilkanaście razy strzałami wypuszczonymi z łuków kapłanek wiernych Isilenie, a jego odciętą głowę pokazano Enorze. Ta, w rozpaczy, kazała zabrać dzieci i tajnymi korytarzami wyprowadzić je ze Świątyni i z miasta, a sama rzuciła się z murów w dół, ponosząc śmierć na miejscu. Tak oto - po sześciu latach wojny, Isilena odzyskała dziedzictwo swej matki i objęła władzę nad miastem i Nemeą jako nowa kapłanka Wielkiej Bogini - Isilena II. Nie były to już jednak takie rządy, jak wcześniej, a okres ten zwany jest Drugą Erą Świątyni.




CDN.

09 listopada 2025

SPANKING - OPINIE KOBIET

CZYLI DLACZEGO WARTO
PRZYNAJMNIEJ RAZ W TYGODNIU
MOCNO WYSMAGAĆ KOBIECĄ SEMPITERNĘ?





Teraz nieco na luzie, chciałbym zademonstrować opinie kobiet, które opisują korzyści jakie przynieść może stosowanie dyscypliny domowej przez ich mężów lub partnerów, a które definiuje się częstą (przynajmniej raz w tygodniu) praktyką klapsów. Ja sam już kilkukrotnie wcześniej pisałem o korzyściach dla związku płynących ze spankingu, lecz dziś głos postanowiłem oddać tym z kobiet, które są pod tym względem znacznie bardziej zaawansowane niż ja i moja partnerka, chodź jak przynajmniej niektóre z nich przyznają - w życiu zawodowym są zupełnie niezależne i często nikt by nie uwierzył w to, że w domu dostają klapsy od swych mężów za jakieś drobne przewinienia. A one wręcz pokochały taki sposób dyscypliny domowej i otwarcie twierdzą że nie są już w stanie powrócić do innej formy (tzw. "normalnej") związku i polecają taki właśnie sposób praktykowania posłuszeństwa innym kobietom (bo przede wszystkim wymaga to uznania nad sobą całkowitej kontroli swego mężczyzny). Zapraszam zatem do lektury, należy jednak pamiętać że większość tych kobiet pragnie pozostać anonimowa i często nawet ich najbliższe otoczenie (w tym przyjaciele) w ogóle nie ma pojęcia o tym, co się dzieje w ich rodzinach i jak wygląda rzeczywiście związek w którym kobieta uznaje nad sobą całkowitą władzę swego mężczyzny





JAYLA


 Czuję się uległa. (...) Jeśli ustaliłeś uzgodnione zasady lub wytyczne dotyczące tego, jak prowadzisz swoje małżeństwo, a ona zgodziła się na dyscyplinę (jednorazowa zgoda i więcej nie jest potrzeba), to postępuj zgodnie z nią. Zasady mogą obejmować ogólny brak szacunku. Żonie może się to wydawać arbitralne, ale mąż ma nie tylko prawo, ale i OBOWIĄZEK, aby poprowadzić swoją żonę/dom w kierunku, który uzna za stosowny. Zostaniesz osądzony za prowadzenie swojej rodziny, więc nie wycofuj się.

Każda żona żyjąca w małżeństwie z dyscypliną domową powie ci, że dyscyplina nie jest dobrowolnie chciana lub akceptowana w danej chwili. Zwykle po gorącej wymianie zdań, wzmożonych uczuciach lub uczuciach intensywnego zaangażowania w punkt widzenia następuje klaps. W takich momentach nie lubię zbytnio moich klapsów, ponieważ myślę, że on się myli, a ja mam rację. Najlepsze, co mogę wyjaśnić, to to, że klapsy są rodzajem psychologicznego połączenia, które szybko łagodzi emocje obu zaangażowanych stron i przywraca równowagę patriarchalnego małżeństwa. Szybko też przywraca żonę do uległości, a męża wzmacnia w jego męskości. Przynajmniej takie jest moje niewykształcone przypuszczenie na temat magii klapsów w małżeństwie. Biorąc to pod uwagę, często nadal jestem zdenerwowana i nadąsana po intensywnym laniu. Przynajmniej przez jakiś czas.

Właśnie wczoraj wieczorem rozmawiałam z moim mężem i zapytałam, czy kiedykolwiek czuł się źle, i czy zauważył, czy czasami nadal jestem nadąsana lub zdenerwowana po laniu, którego nie uważałam za szczególnie sprawiedliwe? Powiedział mi, że tak, zauważa i nie, wcale go to nie obchodzi! Byłam trochę zszokowana. Powiedział mi, że moje uczucia nie są jego zmartwieniem. Prawe przewodnictwo i prowadzenie mnie i naszej rodziny to jego najważniejsze priorytety.

Żeby było jasne, mój mąż jest bardzo miły i wrażliwy na moje uczucia. Jest dla mnie więcej niż słodki i robi dla mnie więcej, niż szczerze czuję, że ja robię dla niego. Jest czuły, kochający i cierpliwy. A moje dzieci i wszyscy, których znamy, postrzegają go jako hojnego i honorowego człowieka. Jednakże, kiedy hańbię nasze małżeństwo tak, jak ON to widzi (a nie tak, jak ja to widzę), to jestem poprawiana. I często moje uczucia "urazy", "złości" lub "zranienia" są właśnie tym uczuciem. A uczucia są ulotne, nieprzewidywalne, ciągle się zmieniają. Dlatego to mężczyźni rządzą w małżeństwach. Bowiem nie kierują się ani nie rządzą uczuciami.

Wynik jest taki…. Postrzegam i szanuję mojego męża jako autorytet, nawet jeśli "rani moje uczucia", co często zdarza się w momencie słownej korekty lub czasami przerażającego lania. Moim zdaniem, jeśli będziesz działać z przekonaniem i wykonasz uzgodnione klapsy (nawet jeśli ona jest niechętna), to ogólnie będzie cię szanować.

Pozwól, że coś ci doradzę, nie powinno cię obchodzić jak bardzo twoja żona jest "uległa". Wciąż bowiem pozostaje kobietą i wymaga ciągłego poprawiania. Możesz nie dostrzegać buntu, jaki mój biedny mąż czasami widzi w stosunku do mnie, ale zaufaj mi, przejawia zachowania z których nie jesteś zadowolony. TO TYLKO MOJA OPINIA, ale myślę, że manipuluje tobą i może potrzebować długoterminowej korekty za upokarzanie swojej postawy. JA nie mogę dyktować MOJEJ dyscypliny. Mąż jest dla mnie autorytetem i to ON dyktuje co jest najlepsze. A twoja żona zachowuje się jak księżniczka, która potrzebuje tygodnia bolesnych klapsów tylko po to, aby utrzymać ją na właściwej drodze. Możesz zacząć to wprowadzać, dopóki nie zobaczysz przemiany jej serca.

Pamiętaj, jeśli naprawdę jest uległa, to wyraźnie rozumie że to Ty rządzisz i musi połączyć swoją wolę z Twoją. Wygląda na to, że potrzebuje DUŻO klapsów, żeby to zrozumieć. Ktoś, kto głosi, że jest na dobrej drodze do tego, czego Pan pragnie w domu i małżeństwie, jest zwykle tak zboczony, że nie widzi błędu na swojej drodze wynikającego z braku pokory. Wlej w nią pokorę!

Mój mąż ma jasne oczekiwania co do mojego zachowania itp. i w większości całkowicie się z nim zgadzam i jestem mu posłuszna. Są jednak chwile, kiedy mu się sprzeciwiam. Czasami wynika to z czystego zapomnienia lub bycia pochłoniętym chwilą. Nie lubi przekleństw i czasami pozwalam, by słowo przekleństwa się wymcknęło, ponieważ pasuje do narracji w danej chwili, a on albo komentuje od razu żeby przestać, albo później, kiedy o tym wspomina, następuje rachunek sumienia.

Mam też obowiązek przestać się kłócić, komentować, generalnie kontynuować, kiedy mój mąż wypowiedział w jakiejś sprawie ostatnie słowo. Są jednak chwile, kiedy po prostu muszę w nie wcisnąć ostatnie słowo! To mu nie pasuje. Postrzega to jako całkowite nieposłuszeństwo i jest odpowiednio traktowane.

Nigdy otwarcie nie próbuję lekceważyć mojego męża i okazywać mu nieposłuszeństwa, ale są chwile, kiedy robię to nieumyślnie. Pewnie zastanawiacie się, jak radzi sobie z moim nieposłuszeństwem poza karą słowną?! No ogólnie to on mnie bije. Mamy małżeństwo z dyscypliną domową. Oznacza to, że podążamy za małżeństwem patriarchalnym, tak jak jest to opisane w większości doktryn religijnych. Aby utrzymać ten rodzaj małżeństwa na dobrej drodze, wspólnie zgodziliśmy się, że tego właśnie chcemy i uważamy, że jest to najlepsze dla nas obojga. Jestem dyscyplinowana (lanie) za dowolną liczbę zachowań i jest to całkowicie prywatne pomiędzy nami. Klapsy nie zdarzają się cały czas, ale kiedy już się zdarzają, są szybkie, bolesne i zdecydowanie przywracają nasze małżeństwo na właściwe tory. Jesteśmy zupełnie normalną parą, która nie traktuje tego jako jakiegoś dziwnego fetyszu. To ścisła dyscyplina i dziwnie tworzy to szalone, ale silne małżeństwo.

Klapsy, nie zawsze, ale zwykle, zdarzają się wtedy, gdy mój mąż widzi wzorzec lekceważenia jego zasad lub naginania ich na moją korzyść. Natychmiast da klapsa, jeśli okażę mu całkowity brak szacunku. Brak szacunku kobiety do mężczyzny jest zabójcą wszystkich małżeństw. Mężczyźni zostali tak zaprogramowani, aby wierzyli, że każdy dotyk kobiety czyni ich oprawcami. Ale mężczyźni zostali wepchnięci do tego regulowanego pudła, w którym tak naprawdę nie rządzą swoimi domami, ich żony nie są im posłuszne, ich dzieci odpowiadają bardziej mamie jako szefowi gospodarstwa domowego niż im. To jest tak niezsynchronizowane z naturalnym porządkiem rzeczy. Nie wiesz, jakie są piękne możliwości, dopóki nie włączysz klapsów. I dopóki nie zanurzyłeś palca w możliwości i możesz działać w prawdziwym patriarchalnym małżeństwie, w którym mąż ma władzę nad swoją żoną we wszystkim.

Myślałam, że byliśmy wcześniej całkiem dobrym małżeństwem, ale on tak nie uważał. Powiedział mi: "jeśli to zrobimy, chcę mieć pełną kontrolę". Więc zgodziłam się na 6 miesięcy związku z dyscypliną domową. Gdy jednak minęły 4 miesiące, mój mąż powiedział mi, że nigdy już nie wróci do naszego poprzedniego związku. Poczuł się bliżej mnie, poczuł się bardziej jak mężczyzna, bardziej kontrolował mnie i moje zachowania, bardziej kontrolował całą naszą rodzinę, był bardziej we mnie zakochany, opiekuńczy, odzyskał energię seksualną, czuł się bardziej pewny siebie poza naszym domem, w pracy itp. (w której zawsze był bardzo pewny siebie i odnosił sukcesy, ale coś się w nim zmieniło, by być jeszcze bardziej).

Nigdy nie chciałam rezygnować z lania, kiedy denerwowałam się dyscypliną, którą czułam że jest niesprawiedliwa, ale przyzwyczaiłam się do rezygnacji z kontroli w naszym małżeństwie. To było szalone! I zawsze myślałam o nas przede wszystkim jako o małżeństwie patriarchalnym. Ale pozwól, że opowiem ci o kilku zachowaniach, które zrobiłam, aby dać ci wyobrażenie o tym, jak doszliśmy od przeciętnego małżeństwa do cholernie dobrego/wspaniałego związku.

Denerwowałam się i byłam poirytowana przez cały dzień i noc. Albo dlatego, że byłam zmęczona, albo mój mąż coś powiedział, albo dzieci zachowywały się w określony sposób. Mogłabym się wściekać i denerwować z powodu rzeczy, które nie miały nic wspólnego z moim mężem, ale on brał na siebie cały ciężar. Czasami wdawałam się w spory o coś głupiego i zamiast o tym mówić, mogłam to ciągle eskalować. Potem unikaliśmy prawdziwych rozmów przez około 3-4 dni poza tym, co musieliśmy omówić.

Zwykle jestem bardzo niezależna, więc jeśli nie łączyłam się z mężem podczas jego i mojego dnia w pracy, byłam zadowolona, ale jemu się to nie podobało. Chciał więcej kontaktu. Wykonywałam większość obowiązków domowych, ale jeśli miałam ochotę dać mu znać, jakie to niesprawiedliwe (mimo że on pracuje bardzo ciężko, długo i załatwia wszystkie nasze dodatkowe rzeczy), to to robiłam. To były takie typowe sprawy małżeńskie. A dzięki dyscyplinie domowej mój mąż położył temu kres i nie tylko temu. Czuł też, że muszę bardziej skupić się na naszym życiu seksualnym, a nie tylko robić to, kiedy najdzie nas nastrój (nawiasem mówiąc, dyscyplina domowa troszczy się o to za ciebie, ponieważ gdy mężczyzna przeciągnie cię przez kolano, żeby dać ci klapsa, masz ochotę zedrzeć z niego ubranie przez następny tydzień lub coś koło tego… zaufaj mi!)

Mówię ci to wszystko, ponieważ jesteśmy najbardziej typowymi ludźmi, jakich spotkasz. Mówiłam to już wcześniej i powiem to jeszcze raz, z dyscypliną domową mój mąż jest bardziej zainteresowany mną, bardzo zestrojony ze mną i tym, co się dzieje, a ja nawet nie wiedziałam, że chcę tego poziomu połączenia, dopóki go nie mieliśmy i to sprawiło, że poczułam się taka szczęśliwa. Przestałam szukać zewnętrznych źródeł potwierdzenia własnej osoby w pracy, na Facebooku, u znajomych czy w innych miejscach i czuję się po prostu związana z moim mężczyzną w sposób przypominający nasze pierwsze spotkanie i zakochanie. Nie potrafię ci tego wytłumaczyć, po prostu musisz tego doświadczyć.

Nie wiem, dlaczego klapsy nam to zrobiły. Wierzę, że powoduje to, że przyjmujesz to, czego Bóg chce, abyś miała w swoim małżeństwie męża na czele, żonę pod jego władzą i życie zgodnie z wypróbowanym i prawdziwym sposobem, w jaki małżeństwo powinno być prowadzone. 

Oto główne zmiany, które wykraczają poza nasze normy od samego początku:

Mój mąż bardziej zaangażował się w nasze małżeństwo (szybciej wraca do domu po pracy i woli spędzać czas z nami niż wychodzić z kolegami do pubu), a ja martwię się jak go uszczęśliwić (zawsze witam go z uśmiechem na ustach, całuję i pytam jak minął mu dzień). Zachowanie naszych dzieci znacznie się poprawiło i wydają się być super (SUPER) zadowolone i szczęśliwe (choć nic nie wiedzą o naszym sekrecie w postaci domowej dyscypliny i klapsów jakie mama dostaje od taty). Obcy ludzie komentują też jak bardzo jesteśmy w sobie zakochani. Nasze dzieci zawsze przewracają oczami, że za często się całujemy, ale wiem, że to lubią. Mój mąż powiedział mi, że dzięki dyscyplinie domowej czuje się nadzwyczaj pewnie w swoim życiu biznesowym.

Z klapsami dojdziesz do słodkiego miejsca, które wydaje się właściwe. PROSZĘ WPROWADŹ TO W SWOJE ŻYCIE. CZĘSTO jestem bita. Mąż ma nade mną władzę. Mam głos w naszym domu i małżeństwie, ale mój mąż wie, kiedy muszę to zakończyć i ma pełną kontrolę nad tym, jak i kiedy dyscyplina jest stosowana. Jak pokazuje ta historia, poprzez praktykę bicia i dyscyplinę domową mój mąż przejął kontrolę nad naszą rodziną i naszym małżeństwem dla większego dobra i wszyscy na tym skorzystaliśmy. Dobrze jest być żoną z klapsami i już nigdy, ale to NIGDY z tego nie zrezygnuję.





KARINA 


 Mój mąż jest Głową Domu, rządzi stabilnie, troskliwie i odpowiedzialnie, ustala zasady, standardy i granice, trzyma mnie w ryzach oraz poprawia i karze mnie kiedy trzeba. W zależności od sytuacji i mojego wykroczenia, dyscypliną może być wszystko, od dezaprobującego spojrzenia lub surowej werbalnej korekty, poprzez surową naganę, podkreśloną przez kilka mocnych klapsów w mój ubrany tyłek lub nagie udo, aż po pełne klapsy z gołym tyłkiem.

Jestem szczęśliwa, że mam dobrego, kochającego i troskliwego męża, który jest surowy i nie toleruje nieposłuszeństwa i złego zachowania, ale jest sprawiedliwy i nie karze mnie, chyba że na to zasługuję, więc to nie jest "zła rzecz".

Oczywiście nie jest przyjemnie zostać ukaranym za moje złe zachowanie, a szczególnie nieprzyjemnie jest odsłonić pupę i dostać klapsa paskiem, który zadaje szokująco ostry i intensywny ból i sprawia, że moje pośladki są obolałe co najmniej przez kilka dni. Jednak sama natura kary jest nieprzyjemna i bolesna i dobrze sprawdza się jako moderacja i korekta mojego zachowania. Surowe lanie, kiedy byłam niegrzeczna, jest również pokutą, która oczyszcza mnie z poczucia winy, więc dobrze jest, aby mój szacunek do samego siebie został surowo i zasadniczo ukarany za moje wykroczenia, a mój mąż trzymał mnie w ryzach i dawał mi klapsy surowo z paskiem. Jednocześnie mój mąż zawsze zapewnia mnie, że pod jego władzą jestem bezpieczna i nie zrobi mi krzywdy.

Czuję się komfortowo dzieląc się moimi doświadczeniami jako żona w szczęśliwym i dobrze funkcjonującym małżeństwie przestrzegającym Dyscypliny Domowej, ponieważ bycie zdyscyplinowaną żoną nie jest powodem do wstydu. Gdybym była niezdyscyplinowaną żoną, miałabym wiele powodów do wstydu. Mimo to, na szczęście, jestem tak uprzywilejowana, że mam dobrego i troskliwego męża, który rządzi stabilnie, odpowiedzialnie i mądrze, dobrze się mną opiekuje i przywraca mnie w bezpieczne miejsce, kiedy działam i źle się zachowuję.

Jest surowy, ale także sprawiedliwy, opiekuńczy i kochający, więc cieszymy się szczęśliwym i harmonijnym małżeństwem, o ile dobrze się zachowuję i nie zapominam o manierach. Kiedy tak się dzieje, znika harmonia i szczęście, a pojawia się płacz, surowe słowa i bolesna kara, ale tylko na chwilę. Kary są równie szybkie i natychmiastowe, jak nieuniknione i surowe, a kiedy się skończą, to się skończą i wrócimy do naszej szczęśliwej i harmonijnej normalności.

Inni ludzie powiedzą ci, że to znęcanie się i przemoc, gdy mąż daje żonie klapsy za złe zachowanie i że szaleństwem jest podporządkowanie się władzy męża i domaganie się od niego ukarania. Nie wątpię, że inne pary mogą być razem szczęśliwe bez włączania Dyscypliny Domowej do swoich małżeństw, ani też nie wątpię, że istnieją kobiety, które są tak wyjątkowo dobre, że potrafią dobrze się zachowywać i uszczęśliwiać swoich mężów bez wymierzania im klapsów od czasu do czasu. Chcę tylko powiedzieć, że dla mnie i mojego męża Domowa Dyscyplina zadziałała wyjątkowo dobrze i zagwarantowała szczęście i harmonię, dlatego ośmielam się polecić ją innym parom.





JELENA


 Do dziewcząt i kobiet tak - Bóg uczynił nas uległymi i mamy wbudowaną potrzebę dyscypliny a nasze pośladki zostały stworzone do klapsów. Mężczyźni powinni dominować i tak powinno być zawsze. Oto jak wygląda nasz rytuał dyscypliny:

Kiedy złamię ustaloną przez mego męża zasadę, zaprasza mnie do naszej wykończonej przez niego piwnicy (najczęściej o godzinie 22:00). Tak więc około 21:40 sprawdzam czy dzieci dobrze śpią, aby nas nie usłyszały. Czasami mąż mówi mi, w co mam się ubrać albo co zabrać do piwnic (najczęściej jestem wystrojona - zwłaszcza w sukienkę, pończochy i pas do pończoch, oraz szpilki). Mąż bije mnie ręką, szczotką do włosów, paletka do ping-ponga albo paletą z moim imieniem. Oczywiście nie wolno mi się spóźnić (spóźnienie doprowadziłoby do silniejszych i liczniejszych klapsów, chyba że któreś z dzieci by się obudziło). Mąż zawsze czeka na mnie w piwnicy, siedząc na swoim krześle na którym wymierza mi klapsy. Oczekuje, że stanę przed nim i nie powiem ani słowa gdy zacznie mnie besztać. Następnie zdejmuje mi spodnie / sukienkę / spódnicę i majtki. Następnie klepie mnie obiema rękami po udach jako sygnał, żeby do niego podejść i położyć mu się na kolanach. Chwyta moją prawą rękę i przyszpila mi za plecami, a następnie wymierza klapsy - mocno i szybko w jeden pośladek - bez rozgrzewki. A potem drugi pośladek . Tam i z powrotem.

Po klapsach pozwala mi zsunąć się ze swoich kolan i każe tańczyć z odkrytymi i piekącymi pośladkami. Potem rozkłada ramiona i przytula mnie do siebie. Całujemy się namiętnie, a on szepcze mi do ucha jak bardzo mnie kocha i jak jest ze mnie dumny. Potem zbieram swoje ubrania i odnoszę je. Kiedy wchodzimy po schodach na piętro naszej sypialni, on idzie kilka kroków za mną, mając bezpośrednio przy twarzy moje czerwone od klapsów pośladki. W naszej sypialni każe mi dokończyć rozbieranie się (oprócz pończoch i pasa do pończoch). Wejść na łóżko na rękach i kolanach - potem zgiąć łokcie - głową w dół, tyłek w górę. Następnie on rozbiera się a ja czuję jak we mnie wchodzi jego sztywny członek. Kilka ruchów i poczuł ulgę. Potem leżeliśmy w objęciach aż do rana.





 DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ

30 października 2025

PORWANA I ZNIEWOLONA

AUTENTYCZNA HISTORIA ZNIEWOLONEJ KOBIETY





Rzecz ta działa się na początku lat 90-tych (1990 lub 1991) i dotyczyła porwania (uprowadzenia) młodej kobiety (Polki) o imieniu Beata (imiona zostały zmienione) w Niemczech. Nie było to jednak ani porwanie dla okupu, ani też uwięzienie przez gang sutenerów, zmuszających potem dziewczyny do świadczenia usług seksualnych w niemieckich domach publicznych. Rzecz była dość niesamowita, owa kobieta została porwana tylko w jednym celu. Miała przez jakiś czas stać się... seksualną zabawką swych porywaczy, którym było niemieckie małżeństwo, lubujące się w klimatach BDSM. Była (wraz z inną, młodszą od niej dziewczyną) ich seksualną niewolnicą przez miesiąc. W tym czasie zrobili z niej również prostytutkę, która miała obsługiwać sprowadzanych do ich posiadłości klientów (mężczyzn i kobiety). Po miesiącu czasu, ubrali ją w tę samą sukienkę, w której była w trakcie porwania, zakneblowali i założyli opaskę na oczy, po czym wsadzili do samochodu i wywieźli w nieznanym kierunku. W drodze dziewczyna straciła przytomność (zapewne dorzucili środek usypiający). Gdy się ocknęła, leżała na ławce w jednym z berlińskim parków. Na sobie miała dodatkowo męską marynarkę, a w kieszeni plik spiętych w pokaźny rulon banknotów - oto jej historia:




Beata jechała z Warszawy do Niemiec (a konkretnie do Hanoweru), do jednej ze swoich przyjaciółek tam zamieszkałych. Było to krótko po "upadku" komunizmu (czyli transformacji komunizmu w kapitalizm, przy zachowaniu tych samych struktur władzy, z dokooptowaniem do niej części środowisk opozycyjnych) w Europie Środkowo-Wschodniej. Kupiła bilet i zajęła miejsce w przedziale, starając się pogrążyć w lekturze dopiero co zakupionej książki. Co kilka stacji dosiadali się kolejni pasażerowie, aż wreszcie do przedziału w którym przebywała Beata, wszedł on - bardzo przystojny mężczyzna w średnim wieku, miał ładnie dobraną koszulę, marynarkę i spodnie (prawdopodobnie te dwa ostatnie były szyte na miarę). Był Niemcem. Przez jakiś czas siedzieli w milczeniu obok siebie. Wreszcie to on rozpoczął rozmowę, zapytując się jej co też takiego ciekawego czyta. Tak od słowa do słowa, nawiązała się między nimi bardzo przyjemna konwersacja (rozmawiali po niemiecku). Ów mężczyzna stwierdził, że wraca z Polski po odbyciu jakiegoś firmowego spotkania z polskimi klientami jego firmy. 

Droga do granicy minęła w świetnym nastroju obojga roześmianych i prawie że flirtujących ze sobą osób. Po przekroczeniu zaś granicy polsko-niemieckiej, mężczyzna zaczął prawić Beacie coraz to odważniejsze komplementy, podziwiając jej oczy, usta, piersi i pupę. Jednak w przedziale siedzieli jeszcze inni pasażerowie, więc mężczyzna (przedstawił się jako Martin), zaproponował jej, by przeszli do ubikacji. Beata poszła za nim, ponieważ bardzo dobrze się przy nim czuła, wspaniale się rozumieli a dodatkowo potrafił ją rozbawić, no i był... nieziemsko przystojny, choć już nie najmłodszy. W ubikacji zaczął ją lekko całować w policzki, potem w usta, a na końcu odbyli normalny stosunek seksualny (normalny, jeśli za takowy można uznać seks w toalecie rozpędzonego pociągu). Gdy wychodzili z toalety, Beata zauważyła że stojący najbliżej pasażerowie uśmiechają się do siebie. Pomyślała wówczas że pewnie słyszeli jej jęki. Zresztą trudno byłoby nie słyszeć, skoro już od dawna nie przeżyła podobnej seksualnej przygody, połączonej z nieznanym jej prawie orgazmem. Resztę drogi spędzili w swojej kabinie, wciąż flirtując i opowiadając sobie dowcipy. 

Martin wysiadał w Berlinie, Beata jechała do Hanoweru, ale nim wysiadł dał jej swoją wizytówkę i zaproponował kolejne spotkanie - Beata powiedziała że się zastanowi (choć już wówczas w myślach się zgodziła). Na odchodne poczęstował ją bardzo dobrym koniakiem, który jak twierdził - wiezie z Polski. Koniak rzeczywiście był dobry, ale wkrótce po jego wypiciu Beata zaczęła robić się senna. Wreszcie całkowicie straciła świadomość. Czas, jaki upłynął pomiędzy utratą jej przytomności w przedziale kolejowym, a niesamowitym powrotem do rzeczywistości - był jej zupełnie nie znany, po prostu wyparował. Gdy się zbudziła, znajdowała się już w zupełnie innym miejscu niż wcześniej - była to jakaś salka w stylu lat 80-tych, która wprawiała ją w pewien rodzaj osłupienia połączonego z poddenerwowaniem. Na ścianach bowiem wisiały różnej wielkości i kształtu pejcze, baty, szpicruty. Pokój był lekko przyciemniony, nie było w nim żadnego okna. Dokoła stały półki, na których leżały obroże, kajdanki i wszelkiej wielkości oraz koloru sztuczne męskie penisy.

Cały ten pokój przypominał jej marną scenografię dla erotycznych filmów klasy B, ale i tak nie był tak przerażający jak to co zobaczyła potem. Beata mianowicie zaraz po ocknięciu się z niebytu, próbowała wstać i skierować się do pobliskich, potężnych, stalowych drzwi. Nie mogła jednak się podnieść, była... przywiązana. Leżała na brzuchu, na czymś co przypominało rozbudowanego sportowego kozła, znanego chociażby z lekcji wuefu. Była prawie naga. Prawie, gdyż wokół pasa miała założony krótki i ciasny gorset związany na plecach w taki sposób, iż powodował że ledwie co mogła oddychać. Jej piersi pozostawały zaś całkiem nagie. Nie miała też majtek, tylko pas do pończoch z podwiązkami i przymocowane do nich czarne pończochy. Zresztą, wszystko, wraz z gorsetem, było koloru czarnego, no może prócz czerwonych butów na dużym obcasie, zapiętych powyżej kostki na... kluczyk. Ręce jak i nogi miała przywiązane go nóg kozła (który miał dość pokaźne rozmiary). Jej włosy były spięte w kok, całość dopełniał pas wychodzący z tylnej strony owego kozła, który dodatkowo unieruchamiał jej plecy i tuż przed karkiem rozpadał się na dwa paseczki, przypięte do górnej części kozła. 

Beata widziała wszystko jak na dłoni, gdyż przed nią stało ogromne lustro, dzięki któremu mogła dostrzec że jej twarz przypomina obecnie twarz jakiejś wulgarnie pomalowanej prostytutki. Miała usta pomalowane ciemnoczerwoną szminką, róż na policzkach aż bił od nałożonej ilości, poza tym jej rzęsy i brwi również zostały pomalowane i odpowiednio podkreślone. A co ciekawe - nie mogła mówić, gdyż w usta miała włożoną zapiętą z tyłu głowy erotyczną kulkę. Coraz bardziej przerażona powrotem do rzeczywistości kobieta, nagle ujrzała siedzącą naprzeciwko niej, ładną kobietę w wieku ok. 40-kilku lat, ubraną w czarne, obcisłe spodnie i czarną skórzaną kurtkę, spod której wystawał biustonosz w tym samym kolorze. Kobieta miała na sobie również czarne buty na obcasie.

- Cześć - przywitała się owa "lady" - Jak ci było z moim mężem? Gdybyś z nim się nie przespała, to dziś by tu ciebie nie było - mówiąc to wstała z fotela i podeszła w kierunku Beaty, wymierzając jej siarczysty klaps w pośladek. Dopiero teraz przerażona Beata ujrzała w jej ręku szpicrutę.




- Od dawna chcieliśmy z mężem zdobyć parkę niewolnic, aby się nimi zabawiać, ale nie takich z ogłoszenia - to nas nie pociąga. Dziewczynę zdobyliśmy wcześniej, teraz doszłaś ty! - to mówiąc ponownie wymierzyła trzymaną w ręce szpicrutą siarczysty klaps na odsłonięte pośladki coraz bardziej przestraszonej Beaty. W tym momencie w drzwiach pojawił się Martin. Był ubrany tylko w ciemne, dżinsowe spodnie i krótką czarną kamizelkę, zupełnie odsłaniającą jego tors. Ale nie to było najdziwniejsze, bowiem prowadził on na smyczy, młodszą od Beaty, "ładną i zapłakaną dziewczynę" - (jak opisała to potem w jednej z gazet Beata - w cudzysłów będę brał oryginalne słowa owej uprowadzonej kobiety), "czołgała się za nim jak suka". Martin podszedł do związanej kobiety i się przywitał:

- Cześć mała, chyba ci się u nas podoba, co? - po czym nakazał dziewczynie wejść pod kozła, a jej smycz przywiązał do jednego z wystających obok rączek (nie powiedziałem poprzednio że ów kozioł miał pokaźnych rozmiarów dziurę, akurat tam, gdzie znajdowały się najintymniejsze miejsca Beaty), po czym kazał jej ustami wykonać cunnilingus. Zapłakana dziewczyna zbliżyła swą twarz do łechtaczki Beaty i zaczęła ją erotycznie rozpalać swym językiem (ja jedynie piszę to, co wcześniej opowiedziała owa "Beata", której imię nie jest prawdziwe). Martin podszedł do niej z przodu, pogłaskał ją po główce, po czym odpiął z jej ust erotyczną kulkę, uniemożliwiającą mówienie, a następnie rozpiął spodnie i wyjmując penisa, przystawił go do nosa przerażonej Beaty, ze słowami:
- Otwórz usta suko!  

Beata się rozpłakała. Co tam rozpłakała, rozbeczała się jak mała dziewczynka, jednocześnie prosząc ich, by nie robili jej krzywdy. Martin raz jeszcze powtórzył polecenie:
- Powiedziałem, otwórz usta! - Beata jednak ponownie nie wykonała jego polecenia. Wówczas spadł na jej pośladki nieskończony strumień ciosów, zadawanych przez jego żonę szpicrutą, a następnie pejczem. Beata płakała i krzyczała, prosząc o uwolnienie - nadaremnie. Gdy jej tyłek zaczął nabierać czerwonawych pręgów, Beata wreszcie wykonała polecenie w zamian za zaprzestanie kolejnych razów. Martin wówczas włożył jej w usta swego penisa i zmusił do seksu oralnego. W tym samym czasie jego żona (do końca pobytu Beaty w ich domu nie poznała ona jej imienia - miała zwracać się do niej: "Moja Pani", a do Martina: "Mój Panie", inne zwroty były kategorycznie zabronione i powodowały natychmiastowe kary), wypróbowała na niej... całego zestawu swych wibratorów i sztucznych męskich penisów, wpychając je w obie tylne dziurki Beaty. Ta, chciała krzyczeć z bólu, chciała ale nie mogła, gdyż uniemożliwiał jej to tkwiący w jej ustach penis Martina, to znaczy teraz "Pana Martina". Jednocześnie dziewczyna zaczęła doprowadzać ją swym językiem do niesamowitej radości.

Gdy Martin skończył, wytrysnął w jej usta i zmusił ją do połknięcia całej zawartości. Następnie odwiązał smycz dziewczyny i zabrał ją (ponownie na czworakach) ze sobą. W pomieszczeniu pozostała jedynie jego żona, która miała jej wyjaśnić "zasady", panujące w tym domu. Beata miała reagować na każdą wypowiedzianą komendę "moich właścicieli" (jak ich opisuje). "Wołali na mnie jak na sukę i traktowali mnie jak sukę". Zamykali ją na noc do klatki i tam też karmili. Miała poznać i nauczyć się wszystkich komend, oraz reagować na nie natychmiast po wypowiedzeniu (każda zwłoka mogła być pretekstem do kary). Kolejne dni Beata miała przeznaczyć na naukę swojej nowej tutaj roli i przyzwyczaić się do takich niedogodności jak noszenie obroży, chodzenie na czworakach na smyczy (nawet do ogrodu wyprowadzali ją nagą na smyczy), czy spanie na cienkim materacu w ciasnej klatce. Nie wolno jej było o nic pytać bez pozwolenia jej właścicieli, nie mogła się nawet załatwić bez ich zgody. 

Przez pierwsze dni była ich seksualną zabawką, wykorzystywaną we wszelkich konfiguracjach, potem jednak (gdy oznajmili jej że zrobią z niej również prostytutkę), poprosiła Martina by nie zmuszał jej do seksu analnego z klientami, oraz by zakładali prezerwatywę podczas seksu klasycznego (nie chciała zajść w ciążę). Martin zgodził się na te i tylko te prośby Beaty.






Po około tygodniu niewoli Beaty, owo małżeństwo postanowiło z niej zrobić prostytutkę. Do ich domu przychodzili różni ludzie (mężczyźni i kobiety), których ona (co ciekawe, w tym czasie już nie wspomina ona o tej drugiej porwanej dziewczynie, którą widziała pierwszego dnia swego pobytu w domu swoich porywaczy), musiała seksualnie zadowalać (choć nikt nie odbył z nią stosunku analnego, oraz klienci zakładali prezerwatywę podczas stosunku klasycznego - o co wcześniej poprosiła Martina). Co ciekawe, podczas tych spotkań cały czas była unieruchomiona. Odbywało się to tak, że albo była przywiązana do oparcia łóżka, albo też unieruchomiona na owym "koźle". Była totalną niewolnicą, po usłudze klienci wtykali jej w pupę pieniądze, po czym wychodzili. Klientów przyjmowała od popołudnia do wieczora, na noc zaś (po zakończeniu jej "pracy") porywacze zamykali ją do klatki, gdzie nie mogła wstać, ani się wyprostować. Tam też otrzymywała jedzenie. Wszystkie polecenia musiała wykonywać natychmiast i bez sprzeciwu, za opór bowiem czekały ją kary w postaci batów lub ograniczania pożywienia. Szybko nauczyła się zaś, że jeśli będzie wykonywała ich polecenia bez szemrania, może uzyskać od nich jakieś przywileje.

Po dwóch tygodniach niewoli, po raz pierwszy od porwania pozwolili jej opuścić piwnicę (w której była przetrzymywana) i wyjść do ogrodu na świeże powietrze. Nie wolno jej było jednak poruszać się inaczej niż na czworakach, dodatkowo była prowadzona na smyczy jak suka i była przy tym zupełnie naga. Kolejnym nakazem jaki musiała stosować, jeśli chciała wyjść do ogrodu, to był obowiązek wkładania maski na twarz. Tak więc jej "spacery" na świeżym powietrzu wyglądały następująco: była naga, na czworakach, na smyczy i w masce na twarzy. Przez cały czas swej niewoli nigdy nie spróbowała ucieczki, bała się bowiem konsekwencji swego schwytania. Każdy jej dzień wyglądał następująco. Rano otrzymywała śniadanie, które wkładano jej do klatki. Następnie brała kąpiel i wychodziła "na spacer" do ogrodu. Potem ubierała się w bardzo skąpe erotyczne stroje, następnie była unieruchamiana (na koźle lub na łóżku) i tak oczekiwała na klientów. Po wszystkim otrzymywała kolację oraz wracała na noc do klatki. Tak wyglądał jej dzienny grafik. No może jeszcze poza faktem, że od czasu do czasu musiała służyć również i swym porywaczom jako darmowa prostytutka. 

Po miesiącu jej porywacze (a konkretnie małżonka Martina, który ją tam zwabił), kazała jej wypić jakiś napój po którym straciła przytomność. Obudziła się leżąc w zmiętej sukience i męskiej marynarce na ławce w berlińskim parku. W kieszeni znalazła pokaźny plik, spiętych w rulon banknotów. Nie zawiadomiła policji. Tak  skończyła się historia Beaty, dziewczyny która stała się niewolnicą seksualną na miesiąc pewnego niemieckiego małżeństwa.
 

11 września 2025

ŁZY DLA DŻENTELMENÓW - Cz. I

OPOWIADANIE BDSM OPARTE NA
PRAWDZIWYCH WYDARZENIACH


PRZYJEMNE I "LEKKOSTRAWNE" OPOWIADANIE W STYLU BDSM, OPARTE NA PRAWDZIWYCH ZWIERZENIACH KOBIETY, KTÓRA LATEM 2020 ROKU SPĘDZIŁA MIŁE WAKACJE W TOSKANII. PONIEWAŻ OPOWIEŚĆ JEST AUTENTYCZNA, IMIONA I NIEKTÓRE INNE NAZWY ZOSTAŁY ZMIENIONE






OPOWIADANIE TYLKO DLA OSÓB 18 +






PROLOG
(POLSKA - OKOLICE WROCŁAWIA)


Mój Mąż - którego ja zawsze i wszędzie mam obowiązek nazywać moim Panem, lub moim Mistrzem (wyjątek stanowią tylko wizyty u rodziny, która nie jest uświadomiona w naszych relacjach i wówczas zwracam się do Męża po prostu "kochanie", mam bowiem zakaz zwracać się do Niego po imieniu) - postanowił o tym wyjeździe dość nieoczekiwanie, gdyż początkowo mieliśmy wyjechać na Majorkę, ale pandemia koronawirusa popsuła nam nieco szyki. Mój Pan - po wcześniejszej rozmowie z innymi Dżentelmenami i ich kobietami, z którymi mieliśmy tam wyjechać - podjął decyzję że wakacje jednak się odbędą, a miejscem do którego wszyscy się udamy, będą Włochy, a dokładnie słoneczna Toskania, gdzie Panowie wynajęli dla nas przytulny domek nieopodal Florencji. Choć termin wybrany został z wyprzedzeniem półrocznym, mój Pan kazał mi do tego czasu rozwiązać wszystkie sprawy, które w jakikolwiek sposób mogłyby nam te tygodniowe wakacje uniemożliwić. Dlatego też dzieci oddałam na ten czas mamie, choć najmłodszy, 2-letni Jaś nie pozwala mi nawet na samodzielne pójście do ubikacji i gdy tylko ginę mu z oczu, zaczyna płakać. Musiałam go jednak do czasu naszego wyjazdu powoli przyzwyczajać z moją nieobecnością i moja mama bardzo mi w tym pomogła.
 
Dzień wyjazdu był dniem bardzo nerwowym, a jednocześnie podniecającym i gdy spakowałam rzeczy zarówno swoje (skąpe, letnie sukienki, gorsety, seksowną bieliznę), jak i mojego Pana, On włożył je do bagażnika naszego auta - gdyż ze względu na ograniczenia covid-19 postanowiliśmy pojechać do Włoch samochodem - i ruszyliśmy w podróż pełną niesamowitych przeżyć, na którą ja w podnieceniu bardzo czekałam. Chciałam też spotkać się już z moimi siostrami-niewolnicami, z którymi nie utrzymywałam kontaktu od ponad roku, by wspólnie wymienić się doświadczeniami ze szkoleń naszych Mistrzów, lub ot tak, po prostu poplotkować.





TOSKANIA
DZIEŃ - 1


Dzień w którym przybyliśmy na miejsce był niestety deszczowy. Bałam się że będzie padać przez cały tydzień, a i mój Pan był zmartwiony, obawiając się, że powitanie i inspekcja przybywających niewolnic nie pójdzie tak, jak to sobie wcześniej zaplanowali nasi Mistrzowie. Było już około południa, gdy zjechaliśmy z utwardzonej drogi w pobliżu San Gimignano na wyboistą polną drogę. Stąd ścieżka wiła się dwa lub trzy kilometry wzdłuż winnicy, aż do bramy prowadzącej na posesję naszej willi. Widok zapierał dech w piersiach - nawet w ten deszczowy dzień. Pośrodku wzgórza, otoczony gęsto porośniętymi winoroślami i gajami oliwnymi, stał duży, stary dom wiejski. A dookoła roztaczał się widok toskańskich gór, cyprysów i lasów. Naprawdę fantastyczna, choć nieco kiczowata oprawa na wyjątkowy tydzień. Solidna kamienna podłoga, duży kominek w holu i stary łuk na parterze wciąż przypominały o pierwotnym domu wiejskim. Duża kuchnia i piękne sypialnie z własnymi łazienkami zostały zmodernizowane dla zepsutych turystów - takich jak my. I oczywiście był fantastyczny basen.
 
Pozostali goście również przybywali późnym popołudniem i wieczorem. Byli to: Pan J, samotny dżentelmen, Lelia ze swoim Panem, Helena ze swoim Mistrzem, Polina ze swoim Panem, oraz Roza, samotna niewolnica, która przybyła tu sama, co Mistrzowie uznali za godny podziwu i niesamowicie odważny krok. Łącznie były więc 4 pary, jeden Mistrz i jedna niewolnica. Mój Pan przyjął niewolnice przy bramie. Musiały one natychmiast zdjąć wszystkie elementy swojej garderoby. Z zasłoniętymi oczami i zakneblowanymi ustami, zabrano dziewczęta do głównego holu. Tam zostałyśmy ustawione i pozostawione w pozycji Drugiej (stojąc z rękami założonymi za szyją). Panowie dokładnie przyjrzeli się dziewczętom i pokazali im pozycje, których dziewczyny musiały się nauczyć w ramach przygotowań do szkolenia. Po skończonej inspekcji pozwolono nam zdjąć knebel oraz opaskę z oczu i powitano nas kieliszkiem szampana - oczywiście z czułym pocałunkiem.
 
Pierwszy wieczór był przytulnym wieczorem powitalnym, podczas którego ustawiono poduszki, na których niewolnice mogły klęczeć na podłodze (kamienna podłoga była dość twarda). W holu do haka w suficie przymocowano słup, na którym można było łatwo zawiesić niewolnicę za jej kajdanki - które każda z nas miała założone u rąk i nóg. W międzyczasie mogliśmy rozmawiać przy szampanie i przekąskach. Rozmawialiśmy ochoczo i serdecznie między sobą, ponieważ z powodu ograniczeń w kontaktach i ostrzeżeń dotyczących podróży nie widzieliśmy się zbyt długo. Od czasu do czasu jeden lub drugi Dżentelmen wziął niewolnicę (lub dwie) i pozwolił im się trochę rozpieszczać, ale nie to było głównym celem tego wieczoru. A potem w pewnym momencie późnym wieczorem przygnębiający deszcz w końcu ustał i pozwolił nam na tydzień najlepszej toskańskiej pogody. Ten tydzień dla nas właśnie się rozpoczął.




TOSKANIA
DZIEŃ - 2


Od rana drugiego dnia pobytu w naszej willi uprawialiśmy sport. Smutne, ale prawdziwe, pierwszą naprawdę masochistyczną torturą pierwszego ranka w naszej willi, był bieg górski. Mój Mistrz i ja naprawdę nie mogliśmy się doczekać, kiedy w końcu będziemy mogli razem biegać. Tak jak w czasach, kiedy nie mieliśmy jeszcze dzieci i nie trzeba było uważać, żeby sobie nie zrobili nawzajem krzywdy (a moje chłopaki są dość zadziorne). Jedyną trasą, którą można było przejść z willi, było wejście na naprawdę strasznie stromą górę, którą potem musieliśmy zejść równie stromo. Droga przez mękę. Ale wszystko zrekompensował nam czarujący widok: poniżej w dolinach wciąż unosiły się ostatnie chmury deszczu minionych dni, a nad porannym łagodnym słońcem lśniło winorośle i cyprysy. Drugą rekompensatą był basen, w którym mogliśmy się ochłodzić po biegu - i to jest moje wielkie marzenie: pobiegać, a potem nago wskoczyć do orzeźwiającej wody! Pływanie nago w wodzie to naprawdę najpiękniejsza rzecz na świecie. Człowiek jest najgłupszą istotą na świecie, skoro wchodząc do wody zakłada kostium kąpielowy. Czy ktoś to pojmuje?




Potem nastał spokojny poranek, jakiego mały niewolnik we mnie mógł sobie tylko zażyczyć: my niewolnice przygotowywałyśmy śniadanie dla naszych Panów w kuchni i przynosiłyśmy im do stołu, podczas gdy Panowie siedzieli wygodnie w porannym słońcu i rozmawiali. Cieszyłam się że wreszcie mogę spokojnie przygotować posiłek i zaparzyć kawę dla mojego Pana, bez kogoś wiszącego na mojej nodze, lub szukającego mnie wzrokiem po pokoju i z zapłakaną twarzą cedzącego słowo "ma-ma" 😉. W czasie przygotowywania śniadania wszystkie niewolnice ubrane były w bardzo skąpe stroje, mój Pan pozwolił mi dziś założyć krótką białą spódniczkę, która nie zakrywała nawet połowy moich pośladków i równie krótką białą koszulkę, odkrywającą moje ramiona, brzuch i pępek. Majtki i staniki oczywiście dla nas wszystkich były kategorycznie zakazane, podobnie jak rozpuszczone włosy, które każda z nas spięła w warkocze lub w kok. Podczas śniadania mój Pan nakarmił mnie ze swojego talerza, a ja usiadłam obok niego na podłodze z moją włoską kawą. Później przy basenie my, niewolnice, leżałyśmy obok siebie na leżakach w słońcu, smarowałyśmy się kremami i wymieniałyśmy wiadomościami, plotkami i uczuciami. Było bardzo siostrzanie, bardzo uczciwie i bez żadnego tabu. Wystarczy przyzwyczaić się do takiego życia, a kiedy już to nastąpi, nie będziesz chciała tego porzucić i ponownie wrócić do tak zwanego "normalnego świata". Po prostu będziesz już częścią nowego świata i w nim się cała rozpłyniesz.
 
W pewnym momencie mój mistrz zabrał mnie znad basenu, bym sprawiła mu radość, robiąc najlepszego loda, jakiego tylko potrafię. Oczywiście wszystkie byłyśmy ciągle dostępne dla naszych Panów w dowolnym momencie i bez żadnych ograniczeń. Poszłam więc za Nim i zgrabnie uklękłam między jego nogami. Potem lizałam Jego jądra i kutasa moim ciepłym językiem, aż mój Mistrz miał dość moich ust. Kazał mi przyprowadzić dla niego moją siostrzaną niewolnicę Polinę i kazał mi uklęknąć obok jej Pana i czekać na dalsze rozkazy od niego. Posłuchałam grzecznie, a rozkaz Mistrza Poliny był taki, żebym wyjęła jego kutasa ze spodni. Następnie kazał mi wziąć go do ust i trzymać tak, dopóki nie stało się to dla niego zbyt niewygodne. Wstał więc i poszedł do następnego łóżka obok mojego Pana i Poliny. Tam przerzucił mnie przez kolano i mocno bił mnie w tyłek. Potem zrobił krótką przerwę i ponownie wrócił do bicia, wykonując gwałtowne ciosy ręką w mój nagi tyłek. Gdy skończył, podziękowałam grzecznie za klapsy, choć było wyraźnie widać że łzy napłynęły mi do oczu. Była to przyjemność dla mojego Pana, a także bolesna przyjemność dla mnie. Mój Pan wyjaśnił też Panu Poliny, że moje łzy nie powinny być dla niego powodem do przerwania bicia, a Pan Poliny natychmiast znalazł poetyckie słowa na moje żałosne szlochanie: nazwał moje łzy: "perłami dla Dżentelmenów". Wydało mi się to tak piękne, że musiałam od razu zanotować je w pamięci.




 O jedenastej nas, niewolnice wezwano do wielkiej sali i miałyśmy tam stać przed kominkiem. Tam dowiedziałyśmy się, że Polina będzie dzisiaj tą, która zostanie rytualnie ukarana. Związano więc jej ręce, a Panowie zabierali się do pracy z wybranymi przez siebie "instrumentami". Ja dziś miałam być tylko dodatkiem i pełnić rolę "pocieszycielki" - było to bardzo siostrzane stanowisko. Stałam w pobliżu, a jeśli Panowie zrobili sobie przerwę w wymierzaniu Polinie batów, miałam ją pocieszać i trochę ochłodzić piekące ją pośladki. Kara Poliny była bardzo onieśmielająca dla reszty nas, niewolnic, a jej zachowanie było godne podziwu. Już w międzyczasie szeptała do mnie podczas przerw, że nie muszę się martwić, widać bardzo jej się to podobało i tego właśnie potrzebowała. Polina naprawdę doceniała otoczenie, które zaoferowała nam toskańska willa: niesamowicie piękne otoczenie, całkowite odosobnienie, brak powodu by tłumić krzyki i polecenia naszych Panów. Potem opisała to najpiękniejszymi słowami i była bardzo szczęśliwa, że mogła spędzić tyle czasu w swojej "podprzestrzeni". Jej zachowanie sprawiło, że zaniemówiłam i oczywiście miałam wielki szacunek, a także dużo strachu przed dniem, w którym to mój Pan wymierzy mi taką karę. Mój Pan przyciągnął mnie do siebie (siedział przede mną na krześle) i pocałował mnie z taką zawziętością, że gotowa byłam natychmiast oddać mu się w całości.
 
Gorący, ekscytujący i pełen napięcia dzień powoli dobiegał końca, gdy przybyła ostatnia para: moja słodka siostra-niewolnica Samanta i jej Pan. W pełnym kręgu mogłyśmy tego wieczoru jeść razem z naszymi Mistrzami przy długim stole obok basenu o zachodzie słońca. Życie było takie, jakie powinno być: dobra muzyka, zabawa, wyluzowane i żywiołowe dziewczyny, nasi kochani Mistrzowie, a nad nami rozgwieżdżone niebo. Później tej nocy mój Mistrz posadził mnie przy ścianie obok basenu na wygodnej dla niego wysokości i rozpieszczał językiem, który był dla mnie naprawdę najpiękniejszą rzeczą, jaką mogę sobie wyobrazić. Tak więc obserwowana przez błyszczące gwiazdy i pośród moich tańczących przyjaciół, pozwolono mi osiągnąć tego dnia wielki finał.




TOSKANIA
DZIEŃ - 3


Trzeci dzień rozpoczął się dobrą włoską kawą w porannym słońcu, którą pozwolono mi pić nago u stóp mojego Pana. Wkrótce potem sporządzono nazwy kar dnia, a dzisiaj uderzyło to w Rozę, pocieszaną przez Lelię. Codzienna kara z pewnością wywarła pożądany wpływ na nas, niewolnice. Unosiłyśmy się w napięciu i niepewności, dopóki nazwiska nie zostały ogłoszone. Potem niecierpliwie czekałyśmy na karę, nie uciekając przed naszym losem. Imiona niewolnic losowano zwykle rano, a chłosta odbywała się późnym popołudniem. Panowie zaplanowali to bardzo czule, trzeba im to przyznać. Byłam podekscytowana każdym losowaniem. Z jednej strony bałam się, że właśnie mnie wybiorą, z drugiej tak bardzo pragnęłam, aby moje imię zostało wyczytane, a napięte oczekiwanie dobiegło końca. Dzień wcześniej mogłyśmy obserwować surowość kary naszych Mistrzów na Polinie, a miecz Damoklesa wciąż unosił się nad każdą z nas.
 
Tego dnia miałam wiele okazji, by służyć różnym Dżentelmenom. I nie zawsze chodziło tylko o dobre samopoczucie seksualne Mężczyzn. Na przykład rano pozwolono mi zrobić panu J. obszerny masaż. Jego leżak był wygodnie umieszczony w cieniu, olejek do masażu był gotowy i mogłam wówczas udowodnić swoje umiejętności masażystki. Byłam oczywiście naga i starałam się raz po raz dotykać Pana swoimi piersiami - tak przez przypadek - jak nauczył mnie mój Mistrz. Później inny Pan poprosił o "książkę audio", co oznaczało, że mogłam usiąść obok Niego i czytać wybraną przez Niego książkę, podczas gdy inna niewolnica "opiekowała" się jego penisem. Kiedy przyszło do codziennej kary i ręce Rozy były zakute w kajdanki i przywieszone do rusztowania, byłam bardzo spięta. Roza przybyła do willi jako samotna niewolnica i nie miała ze sobą "swojego" Pana, który znałby ją od podszewki, tak jak inne dziewczyny. Nasi Mistrzowie potrafią zinterpretować każdą najmniejszą reakcję w nas, dlatego też podczas ciężkiej nauki wiemy, że zawsze jesteśmy dokładnie tam, gdzie chcą. Ale jak to by było w przypadku Rozy? Kara szybko stała się bardzo interesująca dla nas wszystkich, łącznie z samą Rozą: ślady i krwawe paski na jej ciele pojawiły się z zapierającą dech w piersiach szybkością. Moją pierwszą reakcją była totalna zazdrość. W bardzo krótkim czasie można było zobaczyć na jej tyłku, gdzie uderzyły ją bicze: w uda, piersi, plecy i oczywiście pupę. Mój Pan zawsze musi tak ciężko pracować, żeby zobaczyć takie ślady na moim ciele. A z Rozą stało się to tak szybko!
 
Ale bardzo szybko zgodziłam się, że nie mogę być zazdrosna o tę rzekomą zdolność. Początkowo Panowie nie byli pod wrażeniem reakcji skóry Rozy. Kiedy jednak jej tyłek wyglądał naprawdę przerażająco, obawy przeważyły i wśród Dżentelmenów pojawiły się wątpliwości czy w ogóle będzie mogła kontynuować swój pobyt w willi i brać udział w naszych zabawach. Rzeczywiście, w kilku miejscach na jej tyłku pękła skóra i zaczęła krwawić. Panowie zakończyli więc zabawę. Roza była wyraźnie rozczarowana, że nie otrzymała takiego lania jak Polina. W kółko powtarzała, że tak naprawdę nie czuje się źle, a jej ciało może jeszcze wiele wytrzymać. My, dziewczyny, jesteśmy tak różne, żadna nie jest taka jak inne. Oczywiście musiałyśmy wciąż podziwiać osiągnięcia naszych Panów i wyrażać nasz entuzjazm, gdy ciało Rozy pokrywały krwawe pasy.  
 
Tego wieczora mój Pan kazał mi włożyć ciasny, czerwony gorset odsłaniający moje piersi, czarny pas do pończoch i czarne pończochy. Na stopy włożyłam czarne szpilki ze złotym paskiem - prezent od mojego Mistrza. Oczywiście cały czas robiłam się na bóstwo i czułam, jakbym malowała się dwadzieścia razy dziennie. Tego wieczora nałożyłam na usta ciemnoczerwoną szminkę, błękitny cień do oczu i najpiękniejszą biżuterię jaką posiadałam. Pozostałe niewolnice również były bardzo seksowne i prowokacyjnie przygotowane do obiadu. Podawałyśmy naszym Mistrzom przygotowane przez nas dania, chodząc wokół nich na wysokich obcasach - i flirtując z nimi - niczym modelki po wybiegu. Jestem pewna że widok krzątających się w tę i z powrotem niewolnic na tle zachodzącego słońca, musiał bardzo podobać się naszym Panom.
 



Po obiedzie zostałyśmy niewolnicami jednego z panów w dużej sali. Piękne, prowokacyjne i seksowne, siedziałyśmy na przydzielonych nam miejscach, póki inni Panowie nie weszli i nie przyjrzeli się nam, niczym żywemu inwentarzowi, który miał im osłodzić dzisiejszy wieczór. Chodzili, sprawdzali, oglądali i dotykali swój towar, a my musiałyśmy wykonywać wszystkie polecenia, jakie padły z Ich ust. Pan Leli kazał mi pokazać tyłek i westchnął że: "nie ma jeszcze nic do oglądania". Następnie wziął mnie na ręce i położył nad stołem, a następnie kazał wypiąć moje pośladki w jego stronę i mocno "ogrzał" je swoją dłonią. Musiałam liczyć każde uderzenie, ale ostatecznie Mistrz nie był zadowolony ze swojego dzieła i sięgnął po inne "instrumenty wychowawcze". Najbardziej bolesna była gruba laska, za pomocą której skrupulatnie rysował regularne linie na moich pośladkach, często kilka razy w tym samym miejscu, aby stworzyć naprawdę prostą i trwałą linię. Ból był intensywny, ale moje myśli krążyły tylko wokół pytania czy wystarczająco ładnie ukazuję Mistrzowi swój tyłek i czy On jest ze mnie zadowolony. Chciałam, żeby mój Pan, gdyby spojrzał w moją stronę, zobaczył jak dobrze i cicho przyjmowałam ciosy i że zawsze miałam ładnie wygięte plecy, tak jak nauczył mnie mój Mistrz.




Chociaż byłam bardzo zajęta tą myślą, wciąż słyszałam jak inne niewolnice jęczą z bólu lub z przyjemności. Szczególnie dwie niewolnice jęczały z wielką przyjemnością i to coraz głośniej. Były to Lelia i Polina. Było to niezwykle zabawne i mnie samej chciało się śmiać, szczególnie jak słyszałam głos Lelii, która brzmiała niczym mała dziewczynka prosząca o lizaka. A tymczasem Pan Lelii kontynuował pracę wokół mojej sempiterny i bolesne, ciągłe ciosy, spadające na mój tyłek spowodowały, że bardzo szybko przestałam myśleć o całej reszcie i skupiłam się na tej niezwykłej chwili. Ostatecznie Pan Lelii był bardziej zadowolony ze swojej pracy, a mój tyłek pokrywały czerwone ślady i linie, będące nagrodą każdego dobrego niewolnika. Gdy skończył, gwałtownie przewrócił mnie na stole na plecy i przysunął sobie krzesło, po czym przystąpił do wylizywania mi szparki. Byłam więc lizana, leżąc na obolałym tyłku na twardym stole. Mistrz sprawiał mi ogromną przyjemność, a ja z każdą sekundą byłam bardziej napalona, choć nie wolno mi było się poruszyć. Całe szkolenie z moim Panem, potrzeba poddania się Jego woli, wszystko to w końcu się opłaciło. Może też atmosfera tamtego miejsca, tamtej, odosobnionej od świata willi i naszego towarzystwa - w każdym razie pozwolono mi trzykrotnie zaznać wówczas radości - trzykrotnie!
 
Następnie Mistrz Lelii wyjął z torby - którą trzymał przy sobie - małą tabliczkę i kawałek kredy i położył je przede mną. Kazał mi napisać w czym byłam szczególnie dobra. Czułam się jak mała uczennica, gdy napisałam "klapsy". Następnie Pan Lelii wyciągnął ze spodni swojego penisa i kazał mi go celebrować ustami. Mój Mistrz przywiązuje do tego bardzo dużą wagę, a ja zawsze zaczynam od jajek, delikatnie i wilgotno liżę cały worek wokół penisa, a dopiero potem biorę go głęboko w usta. Od czasu do czasu pomagam sobie ręką i znów wracam językiem do jajek, liżąc tam wszystko, podczas gdy moja wilgotna dłoń nadal szarpie kutasa. Mój Pan cieszy się tym, dopóki nie chwyta mnie za głowę swoimi rękoma i ostro pieprzy mnie w usta, aż do rozwiązania. Gdy więc lizałam Pana Lelii, od czasu do czasu spoglądałam na niego jak mała dziewczynka, do czego też mój Pan przywiązuje wielką wagę, aż język jego ciała sprawił, że zrozumiałam, iż teraz chce wejść do moich ust. Przyjęłam go więc całego i zwiększyłam tempo, aż się zrelaksował i był ze mnie zadowolony gdy wszedł w moje wilgotne usta.
 
Potem był mały konkurs dildo dla nas, niewolnic. Powinnyśmy zawsze stawać dwójkami i wkładać do ust podwójne dildo, każda z jednej strony. Zwyciężczynią została ta dziewczyna, która miała najbardziej "pojemne" gardło. Nie byłam najgorsza, ale też zdecydowanie nie najlepsza. Z absolutnym podziwem patrzyłam jak Polina i Samanta, na znak Dżentelmena trzymającego dildo, wzięły to coś tak głęboko w gardła z zapierającą dech w piersiach prędkością, że mogły nawet pocałować się na środku. Niesamowite. Było to tak imponujące, że musiały to zrobić po raz drugi, ale tym razem miały rzeczywiście pocałować się na samym środku tego przyrządu. My, niewolnice, musiałyśmy bez zazdrości przyznać, że obie były po prostu lepiej wyszkolone w tym względzie i biłyśmy im brawo, gdy ostatecznie musnęły się ze sobą ustami.




Pod koniec wieczoru pozwolono mi wykonać seksowny taniec na kolanach Pana Samanty. Jak nauczył mnie mój Mistrz, pocierałam tyłek o jego krocze, od czasu do czasu tańcząc tak, że moje piersi dotykały jego twarzy. Oczywiście spoglądałam na mojego Pana, aby zobaczyć czy i On mnie obserwuje i czy jest również ze mnie zadowolony (Jego uśmiech pokazał mi że jest). Kiedy potem nadal siedziałyśmy razem, ja i Samanta na podłodze, powiedziała mi szeptem jak wspaniałe było to moje oddanie dla mego Pana. Przyznałam że i ja to w niej dostrzegam. Ten blask w oczach Samanty, gdy patrzy na swojego Pana, to jest ten sam blask bezwarunkowej miłości, który widzi się w oczach dobrego szczeniaka dla jego pana. W obecności swojego Pana może być sobą, może być słaba, może być małą dziewczynką i widać że jest Mu za to bardzo wdzięczna. Rozmawiałyśmy również o tym, jak wygląda związek D/s na starość i Samanta również dużo na ten temat myślała. Ona i jej Pan byli bowiem najstarszą parą w willi. Ale muszę szczerze powiedzieć, że nie dostrzegam jej wieku. To, co widzę, to prawdziwie oddaną niewolnicę i dobrego Pana. Wiek bowiem jest dla mnie prawie niewidoczny w parach D/s. Czy młody czy stary, gruby czy chudy - to, co widzę (i mój Mistrz czuje to samo), to wewnętrzne nastawienie, które jest tysiąc razy ważniejsze niż zewnętrzność. Najpiękniejsza osoba nie może mnie długo fascynować, jeśli nie pasuje do niej wewnętrzne piękno. I odwrotnie, nie widzę fizycznych wad u ludzi, którzy mają diament w swojej duszy i widzą świat tak, jak ja go widzę. Zwłaszcza jeśli chodzi o siostrzane niewolnice.



KONIEC PIERWSZEJ CZĘŚCI 

Pisałem już kiedyś, że ja również jestem ogromnym miłośnikiem spankingu i uważam że jest to bardzo ciekawe doświadczenie, móc kompleksowo "wytrzepać" pupę swojej kobiety. Oczywiście nie chcę tutaj nikogo urazić, i mam nadzieję że nie urażam też żadnej społeczności, chociaż, kto wie? 
🤔🥴😉

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...