WYŚWIETLENIA

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LITWA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LITWA. Pokaż wszystkie posty

13 września 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVIII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XIV






POWRÓT DO MANISY
Cz. II



 A teraz znów na moment przenieśmy się na północ, do Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, gdyż właśnie wówczas, z początkiem roku 1447 wielki książę Kazimierz Jagiellończyk rozpoczął przygotowania do wyjazdu do Krakowa i odbycia własnej koronacji. Pomimo faktu że urodził się w Krakowie, w Polsce, język polski był jego pierwszym językiem, a także czuł się Polakiem, to będąc już władcą Litwy od siedmiu lat, związał się z tym krajem znacznie silniej i zanim wyjechał, musiał zabezpieczyć Litwę na wypadek nieprzewidzianych ataków z zewnątrz. W lipcu roku 1445 w bitwie pod Suzdalem poniósł klęskę i dostał się do niewoli Tatarów z Chanatu Kazańskiego wielki książę moskiewski Wasyl II. Moskiewski stolec objął wówczas jego konkurent polityczny, władca Uglicza - Dymitr Szemjaka. Wasyl jednak zebrał olbrzymią sumę na okup za siebie i już w październiku 1445 r. został przez Tatarów uwolniony, a następnie odzyskał Moskwę. W tym czasie 7000 oddział litewski urządził wypad w rejon Kaługi, zmuszając to miasto do zapłacenia okupu, jednocześnie był to ostatni epizod trwającej od 1442 r. wojny litewsko-moskiewskiej (chociaż pokój zawarty został dopiero w roku 1449). Jednak w lutym 1446 r. Wasyl został schwytany przez ludzi Dymitra Szemjaki w soborze sergiuszowskim (Ławra Trójcy Świętej) pod Moskwą, a następnie oskarżony o sprzyjanie Tatarom (zapytano się go: "Dlaczego tak kochasz Tatarów, że oddajesz im ruskie miasta na pożogę i zniszczenie, dlaczego tak cenisz pogan, że oddajesz im chrześcijańskiej ziemie?"). Następnie Wasyl został oślepiony z rozkazu Dymitra Szemjaki z zemsty za utratę jednego oka przez brata Dymitra - Wasyla Kosoja (notabene Kosoj sam sobie wyłupał oko, ale działo się to w trakcie walk z Wasylem II więc on został o to oskarżony), a następnie wysłany wraz z żoną do jednego z klasztorów, gdzie miał dokończyć żywota, zaś Dymitr Szemjaka w lutym 1446 r. został już oficjalnie wielkim księciem moskiewskim. Kazimierz Jagiellończyk uznał jednak ten właśnie moment za dogodny, aby wtrącić się w wewnętrzne sprawy Wielkiego Księstwa Moskiewskiego i zaoferował pomoc obalonemu Wasylowi II (na Litwie organizowano zaciągi dla owego kniazia). Zwolennicy Wasyla złożyli przysięgę obalonemu kniaziowi i w lutym 1447 r. przywrócili go na moskiewski stolec. To całkowicie zmieniło dotychczasową politykę Kazimierza względem Wasyla i tak już 20 lutego 1447 r w Wilnie przyjął on hołd lenny od władcy księst nowosilskiego i odojewskiego nad Oką - Fedora Lwowicza, który miał zabezpieczać granice Litwy przed ewentualnym atakiem Wasyla moskiewskiego. 




Kazimierz - jeszcze przed wyjazdem z Wilna - nadał też bojarom litewskim (2 maja 1447 r.) wszystkie przywileje szlachty polskiej, a przede wszystkim przywilej bezpieczeństwa osobistego, który gwarantował litewskim bojarom iż nie mogą zostać uwięzieni, ani też ich majątek nie może zostać skonfiskowany, dopóki wcześniej sądownie nie udowodni im się winy (prawo "Neminem Captivabimus..." wprowadzone zostało w Koronie Królestwa Polskiego już w roku 1425, ale weszło w życie dopiero w 1430, aczkolwiek po raz pierwszy skutecznie zostało zastosowane w roku 1427 w czasie oskarżenia królowej Sonki o cudzołóstwo. To właśnie wówczas Władysław II Jagiełło zwolnił przebywającego w lochu rycerza Hińczę z Rogowa - oskarżonego o intymne kontakty z królową - właśnie na mocy tego prawa, które tak naprawdę jeszcze wówczas nie weszło w życie, czyli była to królewska dobra wola aby ostatecznie oczyścić królową Sonkę i wszystkich którzy byli w to zaangażowani z zarzutów zdrady). Teraz tym samym prawem mogli cieszyć się bojarzy litewscy. Dodatkowo Kazimierz zniósł również odpowiedzialność zbiorową w sprawach karnych (z wyjątkiem zarzutu zdrady stanu), zwolnił poddanych bojarów z wszelkich opłat na rzecz wielkiego księcia (czyli siebie samego), a także zezwolił bojarom opuszczać Wielkie Księstwo czy to dla szukania sławy rycerskiej, czy też dla zdobywania wiedzy. Kazimierz bowiem pragnął pozostawić po sobie dobrą pamięć wśród Litwinów i uniemożliwić im podjęcie jakichkolwiek prób wyboru innego niż on władcy na wielkoksiążęcy stolec w Wilnie. Następnie Kazimierz Jagiellończyk opuścił Wilno i udał się na swą koronację do Krakowa.




Oczywiście przyjazd nowego króla musiał być odpowiednio przywitany, zatem królowa-matka Zofia (Sonka) Holszańska powitała syna w Sandomierzu, a w Nowym Mieście Korczynie (nieopodal Krakowa) spotkał się Kazimierz z biskupem krakowskim Zbigniewem Oleśnickim i wojewodą Janem Tęczyńskim. 23 czerwca 1447 r. Kazimierz uroczyście wjechał do Krakowa, witany wszędzie radosnymi okrzykami i wiwatami swych przyszłych poddanych (wcześniej jeszcze, przed bramami krakowskiego grodu spotkał się z prymasem Wincentem Kotem i innymi biskupami Korony, a także władzami Akademii Krakowskiej). Król najpierw udał się do Katedry Wawelskiej (którą następnie hojnie obdarował), gdzie modlił się wraz z poddanymi w intencji pomyślności swego panowania. Towarzyszyła mu tam matka, która ledwie co mogła ukryć radość z powodu powrotu syna do kraju i jego koronacji. Nad drugi dzień (24 czerwca) zjechali się do Krakowa książęta mazowieccy - Bolesław i Władysław, oraz czterech książąt śląskich. W orszaku króla z Litwy przybyli zaś stryj Kazimierza - Świdrygiełło, wujowie ze strony matki - Wasyl Krasny Drucki i Jurij Diemianowicz Holszański, a także krewny ojca - Wasyl Olelkowicz - książę kijowski. Sama koronacja królewska odbyła się 25 czerwca, a dokonał jej biskup gnieźnieński i prymas Polski - Wincenty Kot. Obecni byli także biskupi krakowski, włocławski, płocki i kamieniecki, a także arcybiskup Lwowa. W czasie tej koronacji po raz pierwszy pewne funkcje w otoczeniu monarchy pełnili także ludzie świeccy, jak choćby kasztelan krakowski który trzymał koronę na złotej tacy, wojewoda krakowski trzymał berło, wojewoda poznański królewskie jabłko, a wojewoda sandomierski Szczerbiec - miecz koronacyjny królów polskich (legenda głosi że jego wyszczerbienie wzięło się od uderzenia nim w Złotą Bramę kijowską przez króla - choć jeszcze nie koronowanego - Bolesława I Chrobrego w roku 1018, ale jest to tylko piękna legenda, tak naprawdę ów miecz powstał znacznie później). Ceremonia przebiegła wyśmienicie, aczkolwiek astrolodzy stwierdzili że koniunkcja planet jest niesprzyjająca i że koronacja odbyła się w "złym dniu", ale tego już nie można było cofnąć (😉). Kazimierz - nowy król Polski (w chwili koronacji miał 20 lat, jego matka zaś około 40) - spędzał teraz kolejne dni praktycznie jedynie w towarzystwie matki. Wspólnie wyjeżdżali na przejażdżki i na polowania i w ogóle spędzali w swoim towarzystwie mnóstwo czasu. Ale Kazimierz musiał wracać do Wilna, i tak też się stało w kilka tygodni po jego koronacji, ponownie opuścił matkę, Kraków i swoich polskich poddanych (Sonka powiedziała że wkrótce odwiedzi go w Wilnie, aczkolwiek nie lubiła tam jeździć - chociaż z pochodzenia była Litwinką. Być może głównym powodem tej niechęci był fakt, że w Wilnie trudno jej było utrzymać ogromny dwór jaki posiadała i jaki ze sobą wszędzie zabierała).


KRÓLOWA-MATKA 
ZOFIA (SONKA) HOLSZAŃSKA





A tymczasem (jak już wspominałem w poprzedniej części) w Dimotyce (czyli już po europejskiej stronie cieśnin dardanelskich) niewolnica imieniem Gulbahar (najprawdopodobniej była chrześcijanką z Albanii, a potem już jako niewolnica i konkubina następcy tronu Mehmeda Celebiego musiała przyjąć islam) w grudniu 1447 r. powiła syna, któremu następnie nadano imię Bajazyd (na cześć pradziada Mehmeda - Bajazyda I Błyskawicy). Skoro już zimą 1447 r. (czyli w roku po oddaniu władzy w ręce swego ojca Murada II) Mehmed Celebi przebywał po europejskiej stronie cieśnin, to znaczy że ojciec wydał mu taki rozkaz (sam z pewnością nie opuściłby Manisy, narażając się na gniew sułtana). Rzeczywiście, Murad przygotowywał się do kolejnej wyprawy (po rozbiciu Związku Peloponeskiego w latach 1446-47 i ponownemu podporządkowaniu sobie Attyki, Tebajdy, Lokrydy i oczywiście z samego Peloponezu - rządzonego przez Konstantyna Paleologa, o czym pisałem już w poprzedniej części), tym razem przeciwko Albanii, w której coraz większe postępy czynił Jerzy Kastriota z Amathii - dawny poddany a nawet osmański żołnierz, teraz zwany Skanderbegiem - przywódcą i ojcem wszystkich Albańczyków, który za punkt honoru postawił sobie wypędzenie Osmanów ze swych rodzinnych ziem). Prawdopodobnie obecność Mehmeda w Dimotyce była związana z transportem miedzi i cyny oraz ludwisarzy z Anatolii, których nakazał mu ściągnąć ojciec do spodziewanej kampanii albańskiej, ale zapewne już latem 1448 r. Mehmed Celebi ( wraz ze swoją ukochaną, matką jego syna) powrócił do Manisy. Ale w tym właśnie czasie pojawiło się inne niebezpieczeństwo - północne. Odżyły bowiem Węgry, które teraz pragnęły pomścić klęskę, zadaną im cztery lata wcześniej przez Osmanów pod Warną, i na tym właśnie musiał skupić się sułtan Murad.




Fryderyk III Habsburg, król Niemiec i książę Styrii, Karyntii i Karnioli w dalszym ciągu nie zezwalał na wyjazd 8-letniego wówczas Władysława Pogrobowca na Węgry, aby tam mógł wreszcie zasiąść na tronie (gdzie oczekiwano jego przybycia w coraz większą determinacją i niepokojem). Od Sejmu z roku 1446 pełna regencja w czasie nieobecności króla w kraju, została skupiona w rękach wielkiego magnata Jana Hunyady'ego, który już w roku 1447 zapewnił sobie prawo wyłącznego administrowania dochodami królewskimi i ściągania dochodów królewskich. Wszystko bowiem teraz było postawione w kierunku odtworzenia armii i pomszczenia klęski warneńskiej i rzeczywiście, uniezależniając się (a przede wszystkim finansowanie nowej armii) od kaprysów wielkich baronów, Hunyady stworzył potężną armię zaciężną, złożoną w ogromnej większości z Polaków, Czechów i Niemców, natomiast Węgrów było tam niewielu. Od kierowania tą armią odsunął również magnatów węgierskich, a ułatwiała mu to deklaracja złożona jeszcze na Sejmie roku 1446, iż sam ma dbać o finansowanie armii i obronę państwa. Oczywiście oprócz silnego wojska warto również mieć sojuszników, i o to też starał się Jan Hunyady, ale na tym polu nie odniósł większych sukcesów (Europa była zmęczona kolejnymi nawoływaniami do odepchnięcia zagrożenia osmańskiego, a także przerażona konsekwencjami, jakie chociażby przyniosła Warna). Jako swego sojusznika widział Hunyady despotasa Serbii Jerzego Brankovicia (ojca sułtanki Mary), tym bardziej że w tym właśnie czasie zaręczył on swego syna Władysława Hunyady'ego z wnuczką Brankovicia - Elżbietą, ale wsparcia nie uzyskał. Na jego apel o wspólną wyprawę krzyżową przeciw Osmanów, Branković odpowiedział już nie dysponuje odpowiednimi siłami, a jak sądzi również Hunyady nie dysponuje wojskiem zdolnym oprzeć się potędze Murada II, dlatego lepiej nie drażnić lwa, bo konsekwencje mogą być tragiczne (Branković obawiał się, że jeśli zerwie dobry układ jaki obecnie ma z Muradem, to ponownie utraci Serbię, a tego nie chciał; tym bardziej że był już stary i wolał stabilizację niż ciągłe ucieczki i szukanie nowych sojuszników oraz walki o odzyskanie dawnego władztwa. Po co walczyć, skoro można na stare lata grzać zreumatyzowane stopy przy kominku 🥴).




Signora również odrzuciła apel Hunyady'ego o przyłączenie się do krucjaty anty-osmańskiej. Wenecja niedawno przecież zawarła dobry układ polityczno-handlowy z Muradem (o czym pisałem w poprzednich częściach), po co więc miałaby teraz psuć sobie dogodną umowę handlową jakąś zawarła, tylko żeby znowu przelewać krew w niepewnej wojnie. Zdeterminowany Jan Hunyady pisał listy nawet do Alfonsa V - króla Aragonii, Sycylii i Neapolu (w tym ostatnim kraju panował jako Alfons I). Ten, chociaż wspierał finansowo i politycznie Skanderbega w Albanii, to jednak sam nie zamierzał angażować się w krucjatę anty-osmańską. Pozostał jeszcze autorytet papieża, a w marcu 1447 r. nowym papieżem (po śmierci z końcem lutego Eugeniusza IV) został wybrany na konklawe Toskańczyk - 50-letni Tomasso Parentucelli/Mikołaj V, który kapelusz kardynalski otrzymał zaledwie trzy miesiące przed swym wyborem na papieża. O ile Eugeniusz IV zamierzał przywrócić majestat papiestwa oraz jego potęgę (między innymi dlatego angażował się w wyprawę Władysława Jagiellończyka przeciwko Osmanom) o tyle Mikołaj V nie był człowiekiem miecza, a raczej humanistą rozmiłowanym w pięknie antyku i jego twórcach. Od walk w obronie wiary Chrystusowej, wolał zacisze własnych komnat, gdzie wertował dzieła Cycerona, Seneki czy Wergiliusza; A poza tym na własnym podwórku w samym Rzymie miał wiele innych problemów (jak choćby konflikt z królem Aragonii Alfonsem V, gdzie wojska neapolitańskie praktycznie stały pod Rzymem, a także problem wewnętrzny z niejakim Stefano Porcaro - republikaninem który nawoływał lud do wygnania papieży z Rzymu i odnowienia Republiki Rzymskiej). Papież więc również nie zamierzał przyjść z pomocą Hunyady'emu. Nowy papież oczywiście twierdził że jak najbardziej popiera szczytną misję wyprawy krzyżowej przeciwko niewiernym Osmanom i ogłasza dyspensę dla wszystkich, którzy wezmą w niej udział, a także Marcin V nadał Hunyady'emu tytułu księcia, ale poza tym nie było żadnego wsparcia, nawet finansowego. W swym gorzkim liście, jaki wówczas Hunyady napisał do papieża, twierdził że jeśli ma zasłużyć na miano księcia Stolicy Piotrowej, to musi uzyskać realne wsparcie w walce z niewiernymi, bo inaczej ów tytuł nic nie znaczy, odpowiedzi nie było.




Mimo to w połowie września 1448 r. Hunyady postanowił rozpocząć nową wojnę z Osmanami (z 8 września datowany jest jeszcze jego list do papieża Marcina V, gdy stał w Kovinie nad Dunajem naprzeciw Belgradu. Despotes Serbii Jerzy Branković już wcześniej ostrzegł sułtana Murada że do takiej inwazji dojdzie (wolał bowiem się ubezpieczyć i na wypadek gdyby - jak sądził - Turcy znów okazali się zwycięzcy, to jego czyn zostałby uznany przez sułtana za przyjacielski, a co za tym idzie, zdobyłby sobie względy Murada i utrzymał władzę). Wojsko Hunyady'ego (złożone głównie z Polaków, Czechów i Niemców w liczbie ponad 24 000 żołnierzy piechoty i jakiś 7000 jazdy) wkroczyło do Serbii, którą traktowano jak kraj nieprzyjacielski, przez co łupiono i palono wsie oraz miasteczka. Po drodze dołączyło jakieś 8000 zbrojnych, wysłanych przez hospodara Wołoszczyzny  -Władysława II. 17 października 1448 r. (po trzech tygodniach od wymarszu) rozłożył się Hunyady obozem na Kosowym Polu w Serbii, gdyż tam właśnie drogę zastąpił mu ze swą armią Murad II (Kosowe Pole zostało zapewne celowo wybrane przez Turków jako miejsce bitwy, gdyż w 1389 Turcy rozbili tam wojska serbskie, czyniąc z Serbii poddaną sobie ziemię). Teraz obie strony szykowały się do ostatecznej bitwy.


CDN.
 

23 sierpnia 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVI

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XII


MURAD II




PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. XI



 Rozmowy na temat zawarcia nowego traktatu handlowego z Wenecją (prowadzone przez wysłannika Signorii, bogatego kupca z Pery -Aldovrandino de'Giusti) trwały pełną parą i już 23 lutego 1446 r. zawarty został nowy traktat pokojowy, który pozwalał Wenecji wrócić do intratnego handlu z Imperium Osmańskim. Był on tak naprawdę powtórzeniem traktatu zawartego przez Serenissimę z ojcem młodego sułtana Mehmeda II - Muradem II 4 września 1430 r. - czyli 15 lat wcześniej. Jedyną różnicą zawartego obecnie traktatu, był brak zapisu o specjalnych "podarkach", jakich sułtanowi miała zapłacić Wenecja, oraz zapis że ów traktat musi również zatwierdzić "Sułtan Azji", czyli przebywający na swoistych wakacjach w Manisie Murad II (co oznaczało że Wenecja ubezpieczała się na wypadek utraty władzy przez Mehmeda II i powrotu na tron jego ojca, co też wkrótce nastąpiło). Był to bodajże jedyny znany nam traktat, zawarty z Imperium Osmańskim w pierwszym okresie rządów Mehmeda II. W każdym razie młody sułtan nie miał łatwo. Liczył sobie już co prawda lat 14 ale otoczenie, jakie pozostawił wokół niego ojciec, było mu w dużej mierze niechętne, a przynajmniej nie widziało w młodym chłopcu dobrego i skutecznego sułtana. Ów traktat z Wenecją, w którym zabrakło stwierdzenia iż Wenecja musi zapłacić sułtanowi "upominki", w zamian za zgodę na jego zawarcie, były dla wielu tego dobitnym przykładem. Szczególnie niechętny wobec Mehmeda II był wielki wezyr Chalil pasza, który słał listy do Manisy, krytykujące młodego sułtana za najróżniejsze jego przedsięwzięcia (a również za ich brak). Mehmed też chciał się pozbyć Chalila - którego uważał za zły cień swoich rządów - i stopniowo ograniczał jego władzę. To zapewne spowodowało, że Chalil pasza w jednym ze swych listów wezwał Murada II do powrotu do Adrianopola i ponownego objęcia władzy. Muradowi jednak nie śpieszyło się do powrotu z owych wakacji, w Manisie bowiem odpoczywał w otoczeniu swoich niewolnic i konkubin, zbudował tam nowy pałac (który ukończony został właśnie ok. 1446 r.) i odpoczywał, przede wszystkim odpoczywał, relaksując się w swoich komnatach, ogrodach, czy nad brzegiem Morza Egejskiego. Nie uważał też że państwo jest w dramatycznej kondycji (jak sugerował w swych listach Chalil pasza), aby musiał osobiście interweniować.




Dopiero 5 maja 1446 r. sułtan Murad II opuścił Manisę na zawsze (i już nigdy do niej nie wrócił), z zamiarem powrotu do Adrianopola i ponownego przejęcia władzy. Zaczynało się jednak lato, więc sułtanowi nie śpieszyło się do stolicy, zatrzymał się więc na odpoczynek naprzeciw wyspy Lesbos, gdzie spędził kilkanaście dni (m.in. mocząc stopy w Morzu Egejskim). Następnie ruszył do Brusy, gdzie też poświęcił meczet swego imienia. W tym czasie sułtan Murad II nie był informowany o wyjeździe ojca z Manisy i jego planie powrotu do Adrianopola, wielki wezyr Chail pasza (i inni wezyrowie) zadbał o to, żeby młodzian dowiedział się o tym jak najpóźniej (obawiano się zapewne że Mehmed spróbuję zachować władzę i rozpocznie wojnę domową z własnym ojcem), ale postępowanie Murada im tego nie ułatwiało. Ten bowiem gdzie tylko mógł zatrzymywał się już nie na kilka czy kilkanaście dni, ale wręcz na tygodnie, co było trudne do utrzymania w tajemnicy. W samej Brusie siedział co najmniej dwa miesiące (jego testament który tam wystawił, ogłoszony został 1 sierpnia 1446 r.). W swoim testamencie muradę drugi nakazywał, że po jego śmierci należy pochować jego ciało w bliskiej odległości (0,68 m.) grobu jego ukochanego syna - Alaeddina Alego i że sułtan nie życzy sobie aby ktokolwiek inny z jego rodziny spoczął obok niego. Nakazał również aby jego ciało pochowano do ziemi, a nie wystawiono w trumnie w specjalnej sali (jak to było w osmańskim zwyczaju w przypadku pochówku władców lub wielkich wezyrów), "Niechaj deszcz kropi z łaski Bożej nade mną" - jak dodawał w testamencie sułtan Murad. Nakazywał jednak wokół jego grobu wznieść odpowiednią altanę, gdzie można by było sobie usiąść i w spokoju czytać Koran. Zaznaczał też że gdyby zmarł gdzie indziej poza Brusą, to należy jego ciało przewieźć właśnie tutaj i polecił aby przybyło ono do miasta w czwartek a zostało złożone do grobu w piątek. W tym czasie w Brusie świadkami ogłoszenia owego testamentu byli trzej wezyrowie: wielki wezyr Chalil pasza, Serudża pasza oraz Ishak pasza (co oznacza że wcześniej musieli oni opuścić Adrianopol, a to też oznacza że młody Mehmed II musiał już wiedzieć, że ojciec zbliża się do stolicy).




Mehmed oczywiście nie zamierzał się bronić, ani też podejmować konfrontacji z ojcem. Wiedział bowiem że - po pierwsze ma zbyt nikłe poparcie (praktycznie nie popierał go nikt z administracji sułtańskiej w Adrianopolu, a także janczarzy byli mu niechętni, gdyż widzieli w młodym i nieco ponurym chłopcu nadętego buffona, co jawnie kontrastowało z dosyć pogodnym i przystępnym nastawieniem jego ojca), a po drugie zapewne nie zamierzał toczyć walki o władzę z własnym ojcem. Ale był jeden szczegół, który pozostał w owym chłopcu bardzo silny od tamtych dni, a mianowicie ogromna niechęć do wielkiego wezyra Chalila paszy, którego uważał za głównego spirytus movens swojego upadku. Chalil pasza był otwarcie znienawidzony przez Mehmeda i ostatecznie po jego powrocie do władzy będzie musiał pożegnać się z życiem, był bowiem obwiniany o wszystkie niepowodzenia, jakie młody sułtan miał - w swoim mniemaniu - doświadczyć. Murad II wkroczył do Adrianopola we wrześniu 1446 r., witamy entuzjastycznie zarówno przez janczarów jak i lud stolicy. Jednak pierwotnie nie przybył do Pałacu sułtańskiego, a zatrzymał się w domu z Serudża paszy (czyżby obawiał się jakiejś kontrakcji ze strony swego syna?) i dopiero potem objął władzę sułtańską. W tym czasie wymyślono też bajeczkę, jakoby Chalil pasza wysłał wcześniej młodego Mehmeda na polowanie, a w tym czasie Murad wkroczył do stolicy i objął pełnią władzy. Nie ma na to żadnego potwierdzenia w źródłach, wydaje się więc że jest to zmyślona historia, mająca podkoloryzować powrót Murada do władzy. W każdym razie jego syn nie stawiał żadnego oporu, pokornie oddał władzę i w otoczeniu kilku wiernych sobie ludzi opuścił stolicę i wyjechał do Manisy (gdzie też zamieszkał w nowym pałacu, wzniesionym niedawno przez swego ojca). Tak oto stary-nowy sułtan wrócił ponownie do władzy.




W tym czasie Imperium Osmańskie było bezpieczne zarówno od strony Węgier, jak i Europy (gdzie koncepcje krucjatowe papieża Eugeniusza IV po klęsce pod Warną, rozpłynęły się jak sen złoty Salomei 😉). Tymczasem w Budzie drobna szlachta węgierska i przedstawiciele miast, jacy zjechali na Sejm zwołany wiosną 1446 r., ostatecznie obaliła rządy rady siedmiu i pełnię władzy przekazała w ręce Jana Hunyady'ego jako regenta, występującego w imieniu młodego króla - Władysława V (Pogrobowca) Habsburga (panującego oficjalnie od swych narodzin w lutym 1440 r. a realnie - choć nieoficjalnie - od listopada 1444 r. i śmierci w bitwie pod Warną Władysława I (III) Jagiellończyka). Król Władysław V nie przebywał wówczas na Węgrzech, gdyż w tym czasie pozostawał w Wiedniu (wraz ze swymi dwoma starszymi siostrami Anną i Elżbietą) na dworze swego stryja, króla Niemiec Fryderyka III Habsburga (który sprawował opiekę nad młodym węgierskim władcą). Negocjacje na temat powrotu króla na Węgry i zwrócenia (zabranej przez matkę Władysława V - Elżbietę Luksemburską) korony św. Stefana, szły niezwykle opornie, gdyż Fryderyk III najpierw żądał aby wypłacono mu dług, jaki wcześniej zaciągnęła u niego nieżyjąca już wówczas Elżbieta Luksemburska i do tego czasu nie zamierzał wysyłać Władysława na Węgry. Trójka rodzeństwa zresztą krótko pozostawała razem, Fryderyk III zabrał bowiem Władysława Pogrobowca do Styrii (a potem wraz z nim wyjechał nawet do Neapolu), dziewczynki zaś pozostały pod opieką opozycji anty-cesarskiej w Wiedniu (na której czele stał m.in. Ulryk Eizinger), gdzie cierpiały biedę i niedostatek. Były one wnuczkami Zygmunta Luksemburskiego - dawnego króla Węgier i cesarza rzymsko-niemieckiego, oraz Barbary Cylejskiej (ta kobieta była bez wątpienia nie wyżytą seksualnie nimfomanką, pewnego razu - na zjeździe w Łucku w 1429 r. - zaproponowała Władysławowi II Jagielle, aby po śmierci swego męża mogła wyjść za jego pięcioletniego wówczas syna, czyli przyszłego Władysława III Jagiellończyka, który zginął pod Warną. Poza tym odbywała liczne stosunki ze swymi dworakami i rycerzami). Teraz jednak wygląd dziewczynek był więcej niż mizerny, praktycznie przymierały one w Wiedniu głodem. Mimo to Fryderyk III dbał o ich wykształcenie (zajmowała się tym ich piastunka, która była erudytką wielkiej miary i pozostawiła po sobie ciekawe pamiętniki - Helena Kottenerich), czym zajmował się również znany ówczesny humanista Eneasz Sylwiusz Piccolomini (późniejszy papież Pius II, z którym znajomością potem szczyciła się królowa Polski - Elżbieta, czyli jedna z sióstr Władysława Pogrobowca, matka licznego jagiellońskiego potomstwa, w tym chociażby Zygmunta I, przedostatniego władcy z tej dynastii na tronie Polski i Litwy). Siostra Elżbiety (zgodnie z wolą ich matki) została wydana 20 czerwca 1446 r. za księcia saskiego Wilhelma z Turyngii, natomiast sama Elżbieta zaręczona wówczas została z jego kuzynem Fryderykiem.




Tymczasem na sejmie piotrkowskim (który rozpoczął się 30 marca 1446 r.) biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki starał się przepchnąć do tronu polskiego kandydaturę elektora Brandenburgii - Fryderyka II (Żelaznego) Hohenzollerna (jako element nacisku na wielkiego księcia Litwy Kazimierza Jagiellończyka, z którym notabene jeszcze w 1436 r. - zaraz po jej narodzinach - miała zostać zaręczona Elżbieta, siostra Władysława Pogrobowca, ale wówczas nic z tego nie wyszło). Ostatecznie opozycja (na której czele stała królowa-matka Zofia (Sonka) Holszańska - wysunęła wówczas kandydaturę księcia mazowieckiego - Bolesława IV Warszawskiego, co spowodowało że kandydatura wybrańca Oleśnickiego przepadła, zaś Bolesław wybrany został warunkowo, na wypadek gdyby Kazimierz ostatecznie odrzucił polską koronę lub też dalej próbował zwodzić panów polskich co do jej przyjęcia. Bolesław nie stanowił dla Kazimierza żadnego zagrożenia i zapewne jego kandydatura była z nim wcześniej uzgodniona, jednak dalsze zwodzenie Polaków mogło zakończyć się utratą polskiego tronu i objęciem patronatu nad Litwą przez jakiegoś innego władcę, z innej dynastii, być może właśnie Niemca. Należało więc tę sprawę czym prędzej rozwiązać, Polacy co prawda naciskali na szybki przyjazd Kazimierza do Krakowa i jego koronację na króla Polski, zaś Litwini kategorycznie zabraniali mu wyjazdu i przyjmowania polskiej korony, strasząc, iż w takiej sytuacji wybiorą wielkim księciem jakiegoś innego Giedyminowicza. W Koronie zaś za swym synem ostro lobbowała królowa-matka, często odgrywając przed panami teatrzyk, gdy zalewała się łzami, mówiąc, aby po stracie jednego syna nie odpychali od rządów drugiego, czym wzbudzała powszechną litość. W 1446 r. Sonka pojechała nawet do klasztoru sądeckiego, gdzie modliła się w intencji objęcia władzy w Koronie przez Kazimierza i nawet miało tam wówczas dojść do pewnego cudownego uzdrowienia jednego z jej dworzan - co wzbudziło powszechne zaciekawienie. Na zjazdach Wielkopolan w Kole i Małopolan w Korczynie uznano więc, że wybór Kazimierza na króla jest nie tylko najbardziej opcjonalny ale jedyny możliwy, stwierdzono jednak że dalsze uchylanie się od przyjęcia korony nie będzie akceptowane.


KAZIMIERZ JAGIELLOŃCZYK 
(1447 r. miał zaledwie lat 20)



Matka wysłała więc list do syna, do Wilna, w którym pisała (pamiętajmy że Sonka była niepiśmienna, dlatego też mówiąc "pisała", mam na myśli - podyktowała) że jeśli teraz odrzuci koronę lub też będzie szukał wymówek, to utraci ją na zawsze. Radziła więc aby nie tylko ją przyjął ale przyjechał na zjazd, jaki na wrzesień zwołano do Parczewa. Kazimierz odpisał matce (on również był niepiśmienny), że koronę przyjmuje, ale musi mieć jeszcze czas aby rozwiązać sprawy litewskie, bo wraz z uzyskaniem korony Polski nie zamierza tracić litewskiej mitry. O liście Sonki do syna i jego zgodzie na przyjęcie korony wkrótce dowiedziała się cała Polska (najpierw Kraków, potem Poznań), postanowiono więc ponownie wysłać oficjalne poselstwo do Wilna, które tym razem zaproponuje koronę polską Kazimierzowi bez możliwości jej oficjalnego nieprzyjęcia lub też szukania innych wymówek. Litwini jednak, gdy przybyło polskie poselstwo, kategorycznie zabronili Kazimierzowi wyjazdu do Parczewa, obawiając się, że tam już oficjalnie przyjmie on polską koronę (nie chcieli bowiem utraty uzyskanej w 1440 r. przez Litwę suwerenności na rzecz ponownego związku z Koroną). Wielki magnat litewski Jan Gasztoud otwarcie wręcz ośmielił się zwrócić do Kazimierza, że jeśli pojedzie do Parczewa to już nie wróci do Wilna jako wielki książę, gdyż w jego zastępstwie wybiorą Michała Zygmuntowicza. Tak więc gdy zjazd parczewski się rozpoczął (we wrześniu 1446 r.) książę Kazimierz nań... nie przybył. Było to niesłychane, królowa-matka obawiała się że tym sposobem Kazimierz otwarcie utraci polski tron, ale wkrótce dowiedziano się że Kazimierz wyjechał z Wilna i jest w Brześciu Litewskim, ale do Parczewa nie przyjedzie. Kazimierz (poprzez swoich posłów) twierdził, że zaprasza wszystkich uczestników zjazdu parczewskiego do Brześcia, ale polscy panowie obawiali się tam przybyć, ze względu na możliwość litewskiej zasadzki. Tym bardziej że warunki Litwinów opierały się jedynie na obopólnym sojuszu dwóch państw bez podległości Litwy Koronie, oraz na pozostawieniu w granicach Wielkiego Księstwa Wołynia i Podola, tak jak było za Witolda. Polacy odrzucili te warunki jako niedorzeczne i dlatego też obawiano się przyjazdu do Brześcia.




Ostatecznie wysłano więc tam zaledwie reprezentację, która jednak - wobec niezwykle niechętnego stanowiska Litwinów co do polskich zamierzeń wobec Wielkiego Księstwa - jedynie zaproponowała Kazimierzowi polską koronę, którą on przyjął, ale wszystkie inne sporne sprawy pozostały nie uzgodnione i zostawione "na przyszłość". 17 września 1446 r. Kazimierz oświadczył że w swojej osobie łączy "w bratni związek" Koronę Królestwa Polskiego i Wielkie Księstwo Litewskie (rozumiane jako dwa odrębne państwa, od siebie niezależne), że będzie ich bronił przed nieprzyjaciółmi, że 25 czerwca 1447 r. odbędzie w Krakowie koronację królewską i że potwierdza wszystkie dotychczasowe przywileje szlachty, zarówno w Koronie jak i na Litwie. Polscy posłowie złożyli oficjalne oświadczenie, że nie będą nowemu królowi czynili nakazów co do miejsca jego przebywania (czy to w Krakowie czy w Wilnie), oraz utrzymywania na dworze ludzi "jakiegokolwiek języka" (chodziło głównie o doradców litewskich), tym samym pierwotne założenia panów polskich zostały usunięte, a zwyciężyło stanowisko strony litewskiej (o powrocie do dawnych aktów podległości Litwy wobec Korony nie było więc już mowy). Od tej pory oczekiwano na jak najszybszy przyjazd nowego króla do Krakowa i jego oficjalną koronację na Wawelu, tym bardziej że wiele problemów (czy to wewnętrznych czy zewnętrznych) wciąż się nawarstwiało i należało w grodzie Kraka posadzić nowego pana, który wreszcie będzie próbował je rozwiązać. Co prawda rok 1446 upłynął w spokoju, gdyż nie doszło wówczas do ataku Tatarów naddnieprzańskich chana Sit Ahmeta (które to miał miejsce chociażby w roku 1445, 1444, 1442, 1438, 1436, 1435 i 1433 na Podole i Ruś - czyli Wołyń), ale spodziewano się kolejnych najazdów już wiosną następnego roku. Pokój z Zakonem krzyżackim trwał od roku 1434 (w latach 1433-34 doszło do polskiego ataku na ziemie zakonne, gdzie Polacy {przy wsparciu czeskiego rycerstwa czyli husytów} zdobyli 12 miast pomorskich, podchodząc ostatecznie pod Gdańsk {ponoć czeskie rycerstwo wówczas po raz pierwszy wykąpało się w Bałtyku}. Ostatecznie 13 września 1434 r. zawarto rozejm w Łęczycy na 12 lat, po jednym przedłużeniu wygasał w 1447). W 1435 r. wybuchła jeszcze wojna litewsko-krzyżacka (Krzyżacy wspierali bowiem pretensje Świdrygiełły do wielkoksiążącego stolca), zakończona 1 września bitwą pod Wiłkomierzem, która porównywana była do Grunwaldu, a zakończyła się klęską zarówno sił zakonnych jak i wojsk Świdrygiełły (Litwinami oficjalnie dowodził wielki książę Zygmunt Kiejstutowicz, natomiast 4500 kontyngentem polskim Jakub Kobylański, po stronie Świdrygiełły zaś wystąpiło 4500 rycerzy zakonnych z Inflant pod wodzą Franke Kerskorfa). Mimo tego wszystkiego nowy król zasiadające w Krakowie był potrzebny "na wczoraj".




KORONIARZE



LITWINI 



CDN.

16 sierpnia 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XV

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XI





PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. X



 Po klęsce warneńskiej wielu ludzi w Europie do końca nie dowierzało że wyprawa krzyżowa, mająca wyzwolić Bałkany spod tureckiego panowania zakończyła się całkowitą porażką. Na początku roku 1445 papież Eugeniusz IV oskarżył Wenecję, iż to głównie przez nią (a raczej przez to, że weneccy marynarze zostali przekupieni przez Turków) Turcy w ogóle mogli przedostali się z Anatolii do Europy i zwyciężyć w bitwie pod Warną. Dożą Wenecji w tym czasie (już od 22 lat) był niejaki Francesco Foscari, a wspierająca go frakcja wśród weneckiej arystokracji opowiadała się za podjęciem konfrontacji o zdobycie przewodnictwa w samej Italii, kosztem wypraw handlowych i pozyskiwania nowych ziem na Morzu Egejskim czy Śródziemnym. Signora dwukrotnie (najpierw w marcu a następnie na początku kwietnia 1445 r.) wystosowała do papieża odpowiedź, w którym tłumaczyła się że wenecka flota w czasie walk w cieśninach poniosła znaczne straty (wyliczano ilu żołnierzy i marynarzy straciło tam życie), oraz twierdzono że weneckie posiadłości w Grecji (szczególnie na Eubei)  są nieustannie atakowane przez Turków, a poza tym inne państwa włoskie (w tym Genua) zawarły już pokój z sułtanem, dlaczego więc papież tylko do nich ma pretensje. Papież odpowiedział wówczas wstrzymaniem subwencji dla zjednoczonej floty chrześcijańskiej (głównie złożonej z okrętów włoskich), operującej na wodach Morza Jońskiego i Egejskiego, co spowodowało że Senat Wenecji podjął decyzję w sprawie zawarcia pokoju z nowym sułtanem Mehmedem II. Wynikiem głosów 91 przeciwko 2 (i 2 wstrzymującym się) Senat zadecydował o pokoju w Imperium Osmańskim (26 kwietnia). Do czasu rozpoczęcia negocjacji pokojowych (oraz tych o wolnym handlu na obszarze Imperium Osmańskiego, na czym Wenecjanom bardzo zależało), flota wenecka pod wodzą admirała Alvise Loredano miała nadal pozostać w rejonie cieśnin).




Tymczasem na zwołanym (23 kwietnia 1445 r.) do Sieradza zjeździe możnych, zadecydowano (na wniosek biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego) o wyborze na nowego króla brata zaginionego pod Warną Władysława III - Kazimierza Jagiellończyka, który w tym czasie (od roku 1440) zasiadał na wileńskim stolcu, jako wielki książę Litwy. Oleśnicki oczywiście chciał kontynuacji dynastii Jagiellonów w Polsce, ale na własnych zasadach. Innymi słowy, chciał móc kontrolować Kazimierza tak, jak wcześniej kontrolował młodego Władysława III, a jeszcze wcześniej (w ostatnich latach jego życia) ich ojca - Władysława II jagiełłę, dlatego też uzależniał wybór Jagiellończyka na króla, od uzyskania nowych wolności i przywilejów dla możnych i szlachty w Polsce. Na to oczywiście nie godziła się królowa-matka Zofia (Sonka) Holszańska - wokół której zgromadziła się część możnych, dążących do wyboru Kazimierza bez żadnych warunków wstępnych. Co prawda początkowo Sonka nawet podziękowała Oleśnickiemu za wsparcie udzielone jej najmłodszemu synowi, ale bardzo szybko ich drogi ponownie się rozeszły. Królowa-matka dobrze bowiem wiedziała kto stał za oczernieniem jej w oczach męża i poddanych w roku 1427, jeszcze przed narodzinami Kazimierza (była już wówczas w widocznej ciąży). 




Wówczas to o mały włos całej sprawy nie przypłaciła nie tylko utratą korony ale być może nawet i życia, gdyż Władysław Jagiełło uwierzył w jej zdradę. Co prawda polecił wszystko dokładnie zbadać, a przesłuchaniem świadków osobiście zajął się jego kuzyn, wielki książę litewski Witold (który w 1422 r. wybrał Jagielle Sonkę za żonę, która też była jego krewniaczką). Dwie dwórki królowej, siostry Katarzyna i Elżbieta Szczukowskie zostały poddane okrutnym torturom w czasie których przypalano je ogniem, co spowodowało że i one oskarżyły królową od dopuszczenie się owej zdrady. Zofia Holszańska była młodą i nieostrożną osobą, ufającą ludziom oraz tęskniącą za mężem (który często wyjeżdżał, albo to na wyprawę wojenną, albo też na polowanie do litewskich puszcz). A na dworze krakowskim było wielu młodych rycerzy, którzy tylko czekali na rozkaz dany przez młodą i ładną królową, aby spełniać jej zachcianki. Jednym z nich miał być niejaki Hińcza (Henryk) z Rogowa, syn podskarbiego królewskiego, z którym królowa często się spotykała (nawet nocą, w ogrodzie) i ponoć wspólnie czytano jakieś sonety i pieśni (to znaczy on czytał, gdyż Sonka była niepiśmienna), a nawet "Poemat o Róży" który był w tamtym czasie prawdziwym erotykiem. Gdy sprawa się wydała Hińcza (i siedmiu innych, z którymi królowa również miała spędzać wolny czas, z tym że trzech z nich zdołało uciec), trafił do lochu w Chęcinach i został przykuty łańcuchami do ściany tak, że nie mógł się poruszać. Król Władysław Jagiełło szalał z rozpaczy, nie wiedział czy może zaufać małżonce czy nie i co powinien z nią uczynić. Ostatecznie kazał ją uwięzić w jej komnatach na Wawelu do wyjaśnienia sprawy, a sam nie wiedział co o tym myśleć. Ona jako jedyna z jego wszystkich żon dała mu synów, teraz zaś nie było wiadomo czy urodzony w 1424 r. Władko (czyli Władysław III) jest jego synem oraz czy to dziecko, z którym obecnie była w ciąży, również jest jego. Witold jednak zapewniał brata że Władko jest synem naturalnym i jedyne obawy mogą być co do obecnego dziecka. Skandal rozlał się nie tylko na cały kraj, ale również na Litwę i kraje ościenne (mówiono o tym w Rzymie, w Paryżu, a nawet w Londynie). Królowa chciała spotkać się z mężem aby wyjaśnić mu iż jest niewinna, ale ten długo nie chciał jej widzieć. Ostatecznie sam zawitał do jej komnaty i stwierdził że jej przebacza, ponieważ jednak sprawa nabrała charakteru politycznego, królowa musiała oficjalnie złożyć przysięgę oczyszczającą, a poza tym musiało to uczynić również siedem powszechnie szanowanych pań oraz jedna panna z jej dworu (która wcześniej zarzuciła jej zdradę - uczyniła to jednak na torturach, aby uniknąć dalszego bólu). Było oczywiste że za całą sprawą stali ludzie biskupa Oleśnickiego, ale on sam był czysty, mało tego, nawet bronił królowej przed zarzutami "oszczerców". Swój cel już osiągnął, chodziło mu bowiem o zdyskredytowanie królowej Sonki, aby ta w przyszłości nie została regentką w imieniu jednego ze swych synów (niekoniecznie najstarszego), gdyż regencję zamierzał osobiście sprawować Oleśnicki. Teraz zaś, gdy królowa była już oczerniona można było jej bronić i doprowadzić do oczyszczenia, gdyż regentką być już nie mogła.


SPOTKANIE PO LATACH MATKI Z SYNEM 
KRÓLOWA-MATKA ZOFIA (SONKA) HOLSZAŃSKA ODWIEDZIŁA SWEGO SYNA KAZIMIERZA JAGIELLOŃCZYKA W GRODNIE 
(Październik 1445)



Teraz zaś, osiemnaście lat po owych wydarzeniach, Sonka z pewnością nie zapomniała Oleśnickiemu jego podłości, dlatego też sprzeciwiała się jego planom uszczuplenia władzy królewskiej w zamian za poparcie Kazimierza do polskiego tronu (notabene, po narodzinach Kazimierza Jagiellończyka - 30 listopada 1427 r. to właśnie Oleśnicki ochrzcił to dziecko w Katedrze krakowskiej - 21 grudnia). Oleśnicki zresztą miał innego asa w rękawie, gdyby bowiem wybór Kazimierza Jagiellończyka nie doszedł do skutku (i gdyby ten król ostatecznie nie zaprzysiągł nowych szlacheckich przywilejów), Oleśnicki na króla proponował Fryderyka Hohenzollerna, przy czym w takiej sytuacji Polska miała zbrojnie upomnieć się o Litwę i włączyć ją w skład Korony, jak to miało mieć miejsce w akcie Unii krewskiej z 1385 r. Na zjeździe sieradzkim oficjalnie nie wybrano Kazimierza królem, a jedynie zaproszono go na kolejny, sierpniowy zjazd do Piotrkowa. Kazimierz oczywiście twierdził że wybór nowego króla jest zbyt wczesny, gdyż jego brat z pewnością żyje i wkrótce powróci do kraju, a poza tym jego wybór na króla wiązałby się z pewnymi problemami na Litwie który chciał uniknąć, gdyż mogły one ponownie doprowadzić do zerwania Unii i wojny polsko-litewskiej, tym bardziej że żądni władzy jego stryj - Świdrygiełło i kuzyn - Michał Zygmuntowicz nie próżnowali. Jednak Świdergiełło (który był prawdziwym alkoholikiem, ciężko go było bowiem spotkać trzeźwego, a poza tym w październiku i listopadzie 1430 r. na Zamku wileńskim na krótko uwięził swego rodzonego brata - Władysława jagiełłę, który pozostał w Wilnie po śmierci Witolda aby pochować jego ciało) twierdził że bardziej mu się opłaca pojednanie z Kazimierzem niż walka z nim i 1 czerwca 1445 r. oficjalnie uznał jego władzę na Litwie (w zamian za pozostawienie mu dzielnicy wołyńskiej). Teraz niebezpieczeństwo stanowił jeszcze tylko Michał Zygmuntowicz (syn owego watażki Zygmunta Kiejstutowicza, rodzonego brata Witolda i kuzyna Jagiełły, zamordowanego w 1440 r.), dlatego też opuszczenie Litwy nie wchodziło na razie w rachubę.


TUTAJ WŁADYSŁAW II JAGIEŁŁO W ROZMOWIE Z BISKUPEM OLEŚNICKIM WYRAŻA SWOJE ZDANIE NA TEMAT ZYGMUNTA KIEJSTUTOWICZA 



Gdy więc 24 sierpnia 1445 r. rozpoczął się zjazd piotrkowski, zabrakło na nim wielkiego księcia Litwy Kazimierza Jagiellończyka, który wysłał nań jedynie swoich posłów. Kazimierz - w liście do zgromadzonych twierdził, że nie czas jeszcze na wybór nowego króla, że święcie wierzy iż Władysław III żyje i powróci zdrowy, a on nie byłby godny imienia brata, gdyby pozbawił tronu wracającego z wyprawy krzyżowej króla-rycerza. Jednak króla w Polsce nie było już piąty rok (po wyjeździe Władysława III w 1440 r. na Węgry, realnie na Wawelu nie było monarchy), to zbyt długo aby pozwalać na takie bezkrólewie, dlatego też możni panowie postanowili że należy  wyprawić poselstwo do Kazimierza, do Wilna, i tam uroczyście zaprosić go na jego własną koronację, jaka ma się odbyć w Krakowie 6 grudnia 1445 r. W tej sytuacji przeważył wpływ zwolenników królowej Sonki a nie Oleśnickiego, który bez wątpienia zaczął tracić swoje wpływy. Już od połowy września trwały więc wielkie przygotowania do podróży na Litwę, w której wzięła również udział sama królowa-matka. Wyprawa wyruszyła z końcem września, a na czele owego poselstwa stanął arcybiskup gnieźnieński - Wincenty Kot, biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki, czterech wojewodów i kanclerz koronny. Do pierwszego spotkania owego poselstwa z wielkim księciem Kazimierzem Jagiellończykiem doszło w Grodnie, dnia 15 października 1445 r. Tam właśnie królowa Sonka - po raz pierwszy od pięciu lat - ponownie ujrzała swego syna. Kazimierz nie przypominał już owego kilkunastoletniego chłopca, który wyruszał w nieznane na Litwę, czyli tak naprawdę do innego kraju. Teraz był już 18-letnim młodzieńcem, przystojnym, inteligentnym młodym mężczyzną, odznaczającym się dość dużą energią w działaniu. Kazimierz nie znał łaciny, mówił tylko w języku polskim (zresztą uważał się za Polaka, gdyż tam się narodził, a dwór krakowski uważał za ojczysty) ruskim i litewskim, natomiast co ciekawe, nie potrafił czytać i pisać (wówczas czytać jeszcze trochę czytał, ale pisać nie potrafił). Poselstwo w Grodnie złożyło wielkiemu księciu zaproszenie na jego koronację do Krakowa, a także stwierdziło że po owej koronacji Litwa co prawda będzie miała prawo do posiadania odrębnego wielkiego księcia, ale to król Polski wyznaczy kto nim będzie (innymi słowy posłowie stwierdzili że Litwa, nawet jeśli nie zostanie bezpośrednio włączona do Korony, to będzie krajem całkowicie zależnym od Polski). Kazimierz podziękował za propozycję koronacji, powtarzając słowa iż wierzy w powrót swego brata, a jednocześnie ostateczną decyzję miał podjąć po wysłuchaniu zdania swej Rady Litewskiej (którą zwołał na 1 grudnia, czyli fizycznie nie był w stanie dotrzeć do Krakowa na swą koronację na 6 grudnia, gdyż odległości były zbyt duże i trzeba było co najmniej podróżować tydzień, a prawdopodobnie około 10 dni między Wilnem a Krakowem).




Na Litwie zawrzało. W czasie obrad Rady Litewskiej możni panowie zdecydowanie odrzucili polskie propozycje, nie zamierzając ponownie tracić uzyskanej w 1440 r. suwerenności. Nie godzili się również na wyjazd księcia Kazimierza do Krakowa na koronację, gdyż unia personalna również ograniczałaby suwerenność Wielkiego Księstwa. Odrzucono więc polskie żądania, a w przypadku gdyby Korona zamierzała zbrojnie dochodzić tych praw, zamierzano nawet zawrzeć sojusz z Zakonem Krzyżackim. Wielki magnat litewski Jan gasztout stwierdził też że gdyby Kazimierz przyjął jednak koronę i wyjechał do Krakowa (korona królewska była bardziej pożądana niż książęca mitra), w takiej sytuacji należy wybrać wielkim księciem innego przedstawiciela rodu Giedymina i wskazał na Jerzego Lingwenowicza (bratanka Jagiełły) lub Michała Zygmuntowicza. Jednak Jerzy Lingwenowicz od razu stwierdził że nie zamierza walczyć o tron wielkoksiążęcy, natomiast co do Michała, to możni litewscy obawiali się tej kandydatury że względu na fakt, iż mógłby on się mścić za śmierć swego ojca (którego to dokonali przecież przedstawiciele litewskiej magnaterii czyli Radziwiłłowie, przy poparciu innych magnatów), tak więc ta kandydatura też odpadała. Wzburzone głosy uciszył sam Kazimierz, który jeszcze w grudniu stwierdził że nie zamierza przyjmować polskiej korony, gdyż po pierwsze wierzy że jego brat żyje, a po drugie pragnie pozostać w Wilnie, u boku swych litewskich poddanych. W styczniu 1446 r. ponownie odbył się zjazd w Piotrkowie, na który książę Kazimierz wysłał swoich posłów, twierdząc iż nie uważa się za namiestnika Korony na Litwie, a za niepodzielnego i suwerennego księcia, jednocześnie dodał iż nie dopuści, aby na polski tron wybrano kogoś innego... niż on. Twierdził więc otwarcie że uważa Litwę za suwerenne Księstwo połączone z Koroną unią personalną, a jednocześnie że nie dopuści do wyboru żadnego innego kandydata na polski tron w Krakowie. Nic dziwnego, gdyż już wówczas do Kazimierza zapewne dochodziły głosy o możliwości wyboru nowym królem Fryderyka Hohenzollerna z Brandenburgii. Tę kandydaturę (jako ewentualną) forsował biskup Oleśnicki, gdyż uważał że Fryderyk byłby w stanie zneutralizować grożący Koronie sojusz litewsko-krzyżacki (Kazimierz bowiem demonstracyjnie, aby pokazać że nie rzuca słów na wiatr, wysłał posłów do Malborka). Wkrótce też pojawiła się inna kandydatura do polskiego tronu w postaci księcia mazowieckiego Bolesława z rodu Piastów. Co ciekawe, przeciwko tej kandydaturze Kazimierz zbyt głośno nie protestował, co sugeruje (przynajmniej tak twierdzili Krzyżacy w swych pismach), że była to kandydatura zaproponowana w porozumieniu z Kazimierzem, mająca na celu utrącić kandydaturę Hohenzollerna, której realnie obawiał się Jagiellończyk. Warto też wspomnieć że Bolesław był szwagrem Michała Zygmuntowicza i jako król Polski mógł wywoływać zamęt na Litwie, a poza tym kandydatura Bolesława była warunkowa, wszystko bowiem zależało od zgody na przyjęcie polskiego tronu przez Kazimierza. 30 marca 1446 r. odbył się więc kolejny zjazd w Piotrkowie, na którym miano już przystąpić do elekcji nowego króla Polski.




A tymczasem w dalekiej Manisie abdykowany sułtan Murad II zażywał prawdziwych wakacji. O tym co działo się w tym mieście, a przede wszystkim w pałacu sułtańskim, opisał podróżnik - Circiaco Pizocolli (którego obecność odnotowana została w marcu 1446 r. na wyspie Lesbos, u tamtejszego księcia Dorino I Gattilusiego), a następnie wyjechał na Chios, do swego przyjaciela Andrei Giustinianiego (którego to uspokajał że Turcy nie planują żadnego ataku na Wyspę i że książę może spać spokojnie). Z końcem marca udał się do Manisy, do sułtana Murada, gdzie spędził dosłownie kilka dni, a już 7 kwietnia był w Foczy w pobliżu Smyrny. 9 kwietnia powrócił zaś do Manisy w towarzystwie swego przyjaciela, genueńskiego kupca - Francesco Draperio, aby z rąk sułtana Murada odebrać list żelazny (berat), upoważniający go do podróżowania po Imperium Osmańskim. 17 kwietnia sułtan obu mężczyzn przyjął na audiencji w seraju, nie w sali audiencyjnej swego pałacu, tylko w prywatnych komnatach, dzięki czemu Circiaco Pizocolli mógł dokładnie ujrzeć (i następnie spisać) co tam się wówczas działo. Oficjalnym bowiem powodem ustąpienia Murada II z tron u Osmanów, była chęć jego ucieczki od spraw publicznych i zatopienia się w księgach, a przede wszystkim w celu czytania i kontemplowania Koranu. Prawdopodobnie to również miało miejsce, ale Pizocolli twierdził, iż sułtan Murad siedział w otoczeniu swoich na wpół nagich niewolnic, które nieustannie obcałowywał, a które to stały lub leżały u jego stóp. Owe sułtańskie niewolnice-konkubiny jednocześnie przygrywały gościom na instrumentach muzycznych, a w całej sali unosił się aromatyczny zapach różnych pachnideł, który w dużej mierze odbierał powagę całej sytuacji (w końcu Pizocolli i jego kompan przybyli tam aby odebrać list żelazny). Wydaje się więc że Murad II nieźle się bawił na swoich "wakacjach od władzy", gdy tymczasem jego syn w Adrianopolu musiał podejmować decyzje wagi państwowej (notabene w Europie wciąż uważano Murada za prawdziwego sułtana, nazywając go "sułtanem Azji", a Mehmeda "sułtanem Europy"). Teraz zaś (luty 1446 r.) do Adrianopola przybyło weneckie poselstwo na czele którego stał Aldovrandino de'Giusti, z zamiarem uzgodnienia nowego traktatu pokojowego i handlowego z Imperium Osmańskim który miał być korzystny dla Serenissimy ("Najjaśniejszej" - Jak nazywano Wenecję zresztą podobnie jak szlachta polsko-litewska nazywała Rzeczpospolitą).


CDN.
 

09 sierpnia 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XIV

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. X


MEHMED II
(Jako nastolatek) 




PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. IX



 Po powrocie z wyprawy wojennej przeciwko chrześcijanom (zakończonej zwycięstwem pod Warną - 10 listopada 1444 r.) sułtan Murad II zdecydował się ostatecznie ustąpić z tronu i wycofać do Manisy (zagwarantowawszy sobie jako dożywocie terytoria Mentese, Saruhan i Aydin), by tam w spokojnej, idyllicznej atmosferze czytać Koran i odpoczywać. W tym czasie na tronie Imperium Osmanów miał zasiąść jego 12-letni syn Mehmed II, co nie podobało się wielkiemu wezyrowi Halilowi paszy (który uważał że młody książę jest nieroztropny i ulega podszeptom złych języków, a także niezbyt konsekwentnie przestrzega zasad Koranu), jednak decyzja sułtana była ostateczna. Opuścił on więc Adrianopol i kierując się w stronę Manisy - po dotarciu na azjatycki brzeg - przybył do Brusy, dawnej stolicy Imperium Osmanów, gdzie znajdowały się trumny jego przodków oraz dzieci i wnucząt (przede wszystkim znajdowała się tam trumna jego ukochanego pierworodnego syna Alaeddina Alego Celebiego oraz jego dwóch synków - zamordowanych latem roku poprzedniego w Manisie, książę Ali miał wówczas zaledwie 18 lat). Również w Brusie sułtan Murad dopilnował prac nad ufundowanym przez siebie meczetem, oraz wyraził publicznie pragnienie, by po śmierci spocząć tu, u boku swych przodków, a następnie udał się w dalszą drogę do Manisy. Tymczasem w Adrianopolu młody Mehmed II przygotowywał się do najważniejszej roli swego życia, czyli nauczenia się jak być sułtanem. Ojciec, ustępując z tronu, jednocześnie zagwarantował dalsze utrzymanie stanowisk przez wszystkich ludzi, którzy zostali powołani za jego rządów, łącznie z wielkim wezyrem Halilem paszą, wielkim muftim Adrianopola oraz mułłą armii. W styczniu 1445 r. rozesłano do wszystkich władców krajów muzułmańskich sąsiadujących z Imperium Osmanów (w Azji Mniejszej) orędzie nowego sułtana, informujące o chęci utrzymania dobrosąsiedzkich stosunków ze wszystkimi wyznawcami Allaha. Zaczęto bić też nowe monety z imieniem nowego sułtana i 848 rokiem hidżry (kwiecień 1444 - kwiecień 1445). Tak zaczęło się nowe panowanie młodego władcy.

Tymczasem na Węgrzech, po śmierci w bitwie pod Warną Władysława I (III) Jagiellończyka, nowym królem automatycznie został (koronowany już wcześniej bo wkrótce po swych narodzinach w 1440 r.) zaledwie pięcioletni Władysław V Habsburg (zwany Pogrobowcem), syn panującego krótko (1437-1439) króla Węgier Albrechta II Habsburga i jego małżonki "przyrodzonej pani Węgier (jak ją zwano w dekrecie koronacyjnym Albrechta II) Elżbiety Luksemburskiej. Oczywiście małoletni monarcha nie mógł osobiście sprawować władzy (jako że był jeszcze dzieckiem, a poza tym przebywał w Wiedniu u swego opiekuna, króla rzymskiego i księcia Styrii, Karyntii i Karnioli - Fryderyka III Habsburga), dlatego też powołano specjalną radę królewską, złożoną z siedmiu magnatów w skład której wszedł również Jan Hunyady. Teraz rozpoczęły się pertraktacje z Fryderykiem III nie tylko nad datą wysłania na Węgry jego podopiecznego (czyli Władysława Pogrobowca), ale również nad zwrotem węgierskiej korony św. Stefana (wywiezionej jeszcze w 1440 r. przez Elżbietę Luksemburską do Wiednia). Już wiosną 1445 r. na zjeździe ogólnokrajowym węgierscy magnaci i szlachta uznali swym królem Władysława V Pogrobowca, ale jego przyjazd do kraju wciąż był niepewny, jako że negocjacje z Fryderykiem III przedłużały się. Natomiast wokół Jana Hunyady'ego zaczęła gromadzić się szczególnie średnia i drobna szlachta węgierska a także przedstawiciele miast węgierskich, których celem była konsolidacja władzy centralnej i przygotowanie kraju do nadchodzących wyzwań międzynarodowych (w tym oczywiście rozbudowa wojska). Oczywiście najważniejszym celem było nie tylko odzyskanie korony św. Stefana i przyjazd nowego króla na Węgry, ale przede wszystkim zrzeczenie się opieki nad nim przez Fryderyka III, na co ten w żaden sposób nie chciał się zgodzić i stąd pertraktacje trwały tak długo, a przecież obawa najazdu tureckiego nie minęła, a po Warnie jeszcze bardziej się zaostrzyła, dlatego trzeba było czym prędzej uporządkować wewnętrzne sprawy w kraju, sprowadzić króla i stworzyć silną armię.




A tymczasem nieco na północ od krajów Korony św. Stefana, bowiem w Krakowie wciąż oczekiwano powrotu króla Władysława Jagiellończyka, licząc na to, że skoro nie odnaleziono jego ciała na polu bitwy, to jednak przeżył tę katastrofę i wkrótce powróci do swego Królestwa. Problemów bowiem nie brakowało. Od 1440 r trwał spór mazowiecko-litewski o Podlasie, gdy w tymże roku zajął je książę Bolesław IV Warszawski. Natychmiast też zaprowadzono tam prawo polskie i sądownictwo ziemskie (księgi ziemskie drohickie rozpoczynają się wraz z rokiem 1441). Aby nie dopuścić do otwartej wojny mazowiecko-litewskiej (która niechybnie musiałaby przerodzić się w wojnę polsko-litewską) we wrześniu 1441 r. na zjazd do Parczowa (który rozpoczął się w listopadzie tego roku) udało się kilku panów polskich, starając się pogodzić zwaśnione strony. Bezskutecznie jednak, niczego bowiem nie osiągnięto a otwarta wojna litewsko-mazowiecka - a co za tym idzie zerwanie Unii polsko-litewskiej - było jak najbardziej realne. Teraz zarówno Mazowsze jak i Litwa zaczęli szukać sojuszników, kierując swój wzrok głównie na północ, ku ziemiom Zakonu Krzyżackiego, do którego obie strony zwracały się z prośbą o wsparcie militarne. Strona polska starała się gasić wzburzone emocje obu stron, ale niewiele w tym temacie osiągnięto, tym bardziej że do wojny z Mazowszem dążyli wielcy panowie litewscy, szczególnie zaś wielki magnat Jan Gasztoud, który posiadał ogromne dobra tykocińskie na Podlasiu i zależało mu na ponownym włączeniu tej ziemi do Litwy. Walki rozpoczęły się już w 1443 r. (chociaż były to głównie bardzo ograniczone podjazdy, przypominające bardziej napady rabunkowe niż realne działania zbrojne). Ponieważ apele Polaków o zaprzestanie działań wojennych trafiały w próżnię i obie strony były na nie głuche, ostatecznie w sierpniu 1444 r. na zjeździe w Piotrkowie (wcześniej uzyskując na to zgodę, a wręcz rozkaz króla Władysława III Jagiellończyka) miano wypowiedzieć otwarcie wojnę Wielkiemu Księstwu Litewskiemu w obronie Mazowsza. Panowie polscy nie zgodzili się jednak wówczas na wypowiedzenie wojny Litwie (i to pomimo faktu że zagony litewskie - przy wsparciu oddziałów tatarskich - najechały Podole i Ruś, które to ziemie należały do Korony Królestwa Polskiego). Wyjaśniono to faktem iż Litwa jest: "włączona do ciała Królestwa Polskiego", a oni sprzeciwiali się rozlewowi krwi: "przeciw wnetrznościom naszym". Jednocześnie biskup krakowski Zbigniew Oleśnicki pisał w liście do wielkiego księcia Kazimierza Jagiellończyka (brata króla Władysława III) aby nie dzielił Unii, aby nie rozrywał ciała "które w jedno się ze sobą zrosło", radził też aby wstrzymać działania zbrojne do czasu powrotu króla z Węgier. Na to jednak Litwini nie chcieli się zgodzić, a ponieważ Mazowszanie nie uzyskali wsparcia ani ze strony Polski ani ze strony Zakonu Krzyżackiego, przeto musieli zgodzić się ostatecznie na oddanie Podlasia Litwie (październik 1444 r.) w zamian za 6000 kop groszy praskich odszkodowania. Utrata Podlasia przez Mazowsze spowodowała spory exodus wcześniej zasiedlającą tę ziemię drobnej szlachty polskiej i to pomimo faktu że książę Kazimierz utrzymał prawo polskie na Podlasiu (co oznaczało że Podlasie w strukturach Wielkiego Księstwa Litewskiego było jedynym obszarem, które miało specjalne prawa i przywileje).




Teraz zaś, po klęsce warneńskiej i śmierci króla Władysława (przynajmniej tej oficjalnej, bo ciała monarchy nie znaleziono) pomimo faktu iż wierzono w szczęśliwy powrót ocalałego króla do kraju, tak naprawdę musiano szybko pomyśleć nad jego następstwem (kraj nie mógł bowiem pozostać bez monarchy, a realnie w Polsce panowało bezkrólewie od roku 1440, czyli od chwili gdy Władysław III udał się na Węgry). Zresztą Władysław III tak naprawdę w kraju rządził bardzo krótko, wstąpił bowiem na tron w roku 1434 po śmierci swego ojca Władysława II Jagiełły, mając wówczas zaledwie lat 10. Do roku 1438 realnie panował pod kuratelą szlachty, a szczególnie biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego, wkrótce po uzyskaniu pełnoletności wyjechał zaś na Węgry i tak zakończyły się jego rządy w Królestwie Polskim. Po jego wyjeździe z kraju realne rządy nad dzielnicami objęli dwaj ludzie, jako mianowani gubernatorzy. Byli to kasztelan i starosta krakowski Jan z Czyżowa - który objął zarząd nad Małopolską i Rusią, oraz wojewoda łęczycki Wojciech Malski - sprawujący władzę nad Wielkopolską. Pełnili oni funkcje sędziowskie, kontrolowali zasoby skarbca królewskiego i pobierali podatki. Z chwilą zaś śmierci króla (i tracenia nadziei na jego powrót do kraju), należało czym prędzej wybrać nowego monarchę i w tym właśnie w celu zjechali się możni panowie do Sieradza - 23 kwietnia 1445 r. Początkowo doszło do niepewności czy warto wybierać króla, czy też dalej czekać na powrót Władysława, ostatecznie jednak zaważyła opinia biskupa Oleśnickiego, że nowym królem należy obrać wielkiego księcia Litwy - Kazimierza Jagiellończyka (młodszego od Władysława o trzy lata). Oleśnicki twierdził że nawet jeśli teraz wybiorą Kazimierza, a potem cały i zdrowy zjawi się Władysław, to i tak prawa Kazimierza nie zostaną w niczym uszczuplone, natomiast Królestwo odzyska starszy brat. Sprawa następstwa tronu nie była jednak taka prosta, dlatego też postanowiono oficjalnie nie komunikować Kazimierzowi obrania go na króla, a jedynie zaprosić go na kolejny zjazd, który miał się odbyć w sierpniu tego roku i uzyskać na nim jego opinię co do potencjalnej zgody następstwa tronu po jego bracie. Kazimierz jednak nie wyraził swej zgody od razu, przeciągał ją przez kolejne dwa lata, a było to spowodowane różnymi problemami, jakimi wówczas żyło Wielkie Księstwo Litewskie, których nie mógł od tak porzucić.




Od 1442 r trwała bowiem wojna Litwy z Moskwą, w wyniku której Moskwa zdobyła Kozielsk, Wereję, Kaługę i Możajsk, ale głównodowodzący siłami Wielkiego Księstwa - Stanisław Kiszka złupił pogranicze moskiewskie (rejon Werei), po czym zawarto rozejm. W Wielkim Księstwie Moskiewskim też nie działo się dobrze, trwała bowiem wojna domowa pomiędzy wielkim księciem Wasylem II a Szemiaką, mimo to pod koniec 1444 r. Moskwa zerwała rozejm i najechała Wiaźmę. W odpowiedzi zimą 1444 na 1445 r. ruszyła wyprawa Stanisława Kiszki na Moskwę, w wyniku której odzyskano wszystkie twierdze utracone w roku 1442 (a jeńców moskiewskich zdobytych w czasie tych walk, wysłano do Smoleńska, gdzie wówczas przebywał Kazimierz Jagiellończyk). Wcześniej Moskwa starała się doprowadzić do rozbicia Wielkiego Księstwa Litewskiego, namawiając Michała Zygmuntowicza (kuzyna zarówno Władysława jak i Kazimierza Jagiellończyków) do oderwania się od władztwa wileńskiego i stworzenia własnego niezależnego Wielkiego księstwa z ziem sobie podległych (w 1442 r. Kazimierz nadał Zygmuntowi we władanie Starodub w Siewierzu, Suraż, Briańsk i Bielsk na Podlasiu, Kleck na Rusi oraz Kiejdany na Żmudzi). W roku 1443 Zygmunt dodatkowo zdobył opanował Nowogród, Putywl, Radochoszcz i Kijów, ale wojska litewskie przystąpiły do kontrofensywy i odebrały mu wszystkie ziemie do końca roku 1444. W roku 1445 doszło jeszcze do kilku niewielkich starć na pograniczu litewsko-moskiewskim i walki w zasadzie w tym roku się zakończyły, pokój zawarto zaś w 1449 r. i gwarantował on status quo posiadanych dotąd ziem oraz nienaruszalność terytorialną obu państw. Mimo jednak zakończenia walk zbrojnych Kazimierz nie mógł otwarcie przyjąć polskiej korony, gdyż uniemożliwiały mu to wewnętrzne układy w Wielkim Księstwie, a jako argument przeciwko swemu wyborowi na króla Polski podał, iż za wcześniej jeszcze na wybór monarchy, gdyż jego brat na pewno żyje i wkrótce powróci do kraju, (on bowiem święcie wierzy że dobry Bóg pozwoli jego bratu powrócić, więc jego wybór byłby tylko niegodnym krokiem przeciwko braterskiej miłości).




A tymczasem po zrzeczeniu się tronu sułtańskiego przez Murada II, jego chrześcijańska małżonka Mara Branković poprosiła Muradem II o możliwość opuszczenia Adrianopola i powrotu do swojej rodzinnej Serbii, którą ponownie (od niedawna) władał jej ojciec despotes Jerzy Branković. Sułtan jednak odmówił, twierdząc że Mara jest i pozostanie jego żoną i jego wyjazd do manicy nie ma z tym nic wspólnego. W każdym razie Mara prowadziła intensywną korespondencję ze swym ojcem, choć stosunki panujące w rodzinie Brankovićów były podobne do... kłębowiska żmij i jedynie centralna postać Jerzego stabilizowała wewnętrzne emocje różnych przedstawicieli tego rodu. Najstarszym synem i następcą swego ojca był Grzegorzem (niegdyś uwięzionym przez sułtana Murada i oślepionym wraz z innym bratem - Stefanem). Grzegorz co prawda dążył do pokoju i utrzymania dobrych stosunków z Osmanami (czego też pragnęła Mara), ale nie mógł się pogodzić ze swoim nieszczęściem, które dyskwalifikowało go w objęciu władzy w Despotacie Serbii (niewidomy władca nie mógł bowiem panować nad krajem, gdyż jego ułomność była zbyt duża I widoczna, aby można było się na to zgodzić). Natomiast następcą Jerzego Brankovicia na stolcu despoty miał teraz zostać jego najmłodszy syn - Lazar Branković (jedyny który nie został oślepiony), który dążył do konfrontacji z Imperium Osmańskim. Dodatkowo Jerzy Branković postanowił ożenić Lazara z Heleną Paleolog, córką Tomasza Paleologa (jednego z trzech braci despotów Morei, rodzonych braci cesarza bizantyjskiego Jana VIII), którzy znani byli z wielkiej nienawiści do Turków. Do tego ślubu dojdzie w październiku 1446 r. ona (czyli Helena) miała wówczas lat 15, on (Lazar) 25. Ponieważ jednak Murad nie zgodził się nam wyjazd Mary z Adrianopola, musiała ona tam przebywać jeszcze przez kolejne sześć lat, aż do śmierci swego małżonka (1451 r.). A tymczasem Mehmed II rozpoczął swoje rządy jako sułtan i musiał zmierzyć się z wieloma nowymi problemami politycznymi, które nagle spadły na owego 13-latka.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...