OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ
DO KATARZYNY PARR
KATARZYNA ARAGOŃSKA
(Czyli hiszpańskie noce)
Cz. IX
DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY
Cz. VIII
Narodziny Katarzyny (Aragońskiej) - 16 grudnia 1485 r., piątego i ostatniego żywego dziecka Izabeli i Ferdynanda (łącznie zaś siódmego), oraz czwartej córki, skutkowały tym, że para królewska postanowiła podziękować Bogu za szczęśliwe narodziny zdrowej dziewczynki i wybrała się w podróż do Estramadury, by tam podziękować Matce Bożej z Guadalupe (wybrano się tam już po Nowym Roku 1486 r.). Tam też przygotowywano się do kolejnej fazy działań wojennych z Emiratem Grenady. W tym czasie już ponad sto muzułmańskich twierdz (głównie w zachodniej części Emiratu, aż po góry chroniące Malagę) zostało zdobytych przez Kastylijczyków. Największym sukcesem było zaś zdobycie (22 maja 1485 r.) po ostrzale miasta z dział i katapult - Rondy, która to twierdza była "bramą do Grenady". Emirat walił się więc w gruzy, a do tego - ku rozpaczy alimów i wielu innych muzułmanów - trwała wewnętrzna wojna pomiędzy emirem al-Zagalem/Muhammadem XII a jego bratankiem Boabdilem/Muhammadem XI. Ten drugi, wypuszczony z hiszpańskiej niewoli (do której trafił po bitwie pod Luceną w kwietniu 1483 r. i przebywał tam przez kilka kolejnych miesięcy), złożył oficjalną przysięgę że w zamian za wsparcie monarchów katolickich w uzyskaniu przez niego tronu Emiratu, podporządkuje się Izabeli i Ferdynandowi i będzie spełniał ich polityczną wolę. Teraz jednak Boabdil złamał daną przez siebie przysięgę (choć grał na dwa fronty, jednocześnie twierdząc listownie że nadal wspiera Izabelę, szukał jakiegoś porozumienia ze swoim wujem, a jednocześnie wciąż z nim walczył). Wtedy też, pewnego mroźnego styczniowego popołudnia 1486 r. zjawił się w Estramadurze pewien dziwny gość. Miał ze sobą papiery polecające od księcia Medinacelego, którego bardzo zainteresowała propozycja, jaką ów mężczyzna proponował. Tym mężczyzną był niejaki Cristóbal Colón (Jak nazywano go w Hiszpanii), czyli Krzysztof Kolumb. Królowa Izabela przyjęła go na audiencji w klasztorze, w którym wraz z mężem mieszkali w Estramadurze. Izabela zapewne kojarzyła Kolumba jako człowieka wspieranego przez księcia Medina-Sidonia podczas jej wizyty w Sewilli kilka lat wcześniej (o czym już pisałem), teraz jednak list polecający Medinacelego (Medina-Sidonia bowiem ostatecznie przestał wspierać Kolumba, który zapewne często namawiał go do zorganizowania wyprawy morskiej do Indii płynąc cały czas na Zachód, uznał zapewne to za niedorzeczność i coś niezwykle kosztownego, a jednocześnie nie gwarantującego żadnego sukcesu) w niej ciekawość. Książę opisywał bowiem że istnieje możliwość odnalezienia drogi morskiej do Indii (a tym samym uniknięcia tureckich blokad na Morzu Śródziemnym i Czerwonym) kierując się cały czas na Zachód. Twierdził że już sławny geograf starożytności - Grek Klaudiusz Ptolemeusz twierdził, że Ziemia jest kulą i jeśli będziemy konsekwentnie podążać w jednym kierunku, to wrócimy do punktu wyjścia z drugiej strony (co prawda również Ptolemeusz - ojciec teorii heliocentrycznej - twierdził że Ziemia stanowi centrum Wszechświata i wszystkie planety wraz ze Słońcem krążą wokół niej, dziś już nie tylko wiemy że tak nie jest, ale zdajemy sobie również sprawę - a przynajmniej zaczynamy - że Ziemia leży tak naprawdę na uboczu Wszechświata i jest wiele znacznie lepszych miejsc do życia od naszej planety {oczywiście jest też wiele znacznie gorszych, ale to już zupełnie inny temat}. Dopiero Mikołaj Kopernik w swym dziele wydanym w roku 1543 i zatytułowanym "O obrotach ciał niebieskich" udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że Ziemia jest kulą oraz że to ona i inne planety obracają się wokół Słońca).
W każdym razie propozycja owego nawigatora (jak wówczas nazywano Kolumba), przedstawiona królowej przez księcia Medinacelego, zapewne mocno ją zafrapowała. Ów mężczyzna - Cristóbal Colón miał wówczas prawie 35 lat (oficjalnie twierdzi się że Krzysztof Kolumb urodził się w roku 1451, wydaje mi się jednak że ta data jest błędna, a nawet że celowo została przesunięta o kilka lat do tyłu. Prawdopodobnie Kolumb urodził się w roku 1454. Zresztą nieścisłość stanowi nie tylko data jego narodzin, ale również imię i nazwisko które nie było jego i które oficjalnie zaczął używać dopiero od roku 1488 {notabene podobnie jak Lenin, który również tak się nie nazywał, ale gdy jeszcze na długo przed Rewolucją roku 1905 wpadł mu w ręce skradziony paszport osoby o nazwisku Włodzimierz Lenin - taki też postanowił przyjąć pseudonim który odtąd stał się jego imieniem i nazwiskiem}. To bowiem właśnie w roku 1488 w swej korespondencji z królem Portugalii Janem II z dynastii Aviz, Kolumb po raz pierwszy użył tego właśnie nazwiska i tak już pozostało, chociaż być może (nieoficjalnie) używał go również i wcześniej. Tak więc ów mężczyzna, który w te mroźne styczniowe popołudnie stanął przed majestatem królewskim Izabeli Kastylijskiej, miał być synem Henryka Alemco i jego żony seniory Annes, szlachcianki z Algarve. Pierwotnie więc nadano mu imię Sigismundo Henriques Alemco (Zygmunt Henryk Alemco). W wieku ok. 15 lat młody Zygmunt Henryk poślubił portugalską arystokratkę Filipę Montez, której rodzina należała do zakonu rycerskiego Ordem Santiago de Espada. Gdyby Kolumb był (jak chcą zwolennicy oficjalnej narracji) zwykłym plebejuszem pochodzącym z rodziny tkaczy, ojciec Filipy Montez nigdy nie zezwolił by na jego ślub ze swoją córką. Musiał więc Kolumb odznaczać się szlacheckim pochodzeniem). Mamy więc mnóstwo różnych znaków zapytania jeśli idzie o życiorys jednego człowieka, gdyż nie zgadza się nie tylko jego data narodzin, ale również miejsce urodzenia (Kolumb nie miał nic wspólnego z Włochami i Genuą - i to mówię otwarcie, wychowywał się bowiem w Portugalii, gdzie też poślubił portugalską szlachciankę sam też będąc szlachcicem, a nie zwykłym synem tkacza - jak próbuje nas informować oficjalna historiografia), oraz imię i nazwisko.
Śmieszą mnie zresztą te wszystkie współczesne filmy, które pokazują że pomiędzy dobrze urodzonymi arystokratami czy szlachcicami a chłopami czy nawet mieszczanami nie było w zasadzie żadnej różnicy i prócz pozycji oraz pieniędzy nic ich nie różniło (jak bowiem twierdził Al Bundy: "Od Kennedych różnią nas tylko ich pieniądze" ). Przykładem niech będzie tutaj "Robin Hood" Riddley'a Scott'a z 2010 r. z główną rolą Russela Crowe. Tam jest pokazane, że jakiś wieśniak (Crow) podszywa się pod szlachetnie urodzonego Robina Logstride i zaczyna żyć jego życiem - i wszystko jest ok. wygłasza nawet jakieś republikańskie przemowy, nawołujące ludzi do równości itd. itp. Piękna bajka, zupełnie nie mająca i nie mogąca mieć nic wspólnego z rzeczywistością. Gdyby bowiem realnie jakiś wieśniak podszył się pod szlachetnie urodzonego rycerza, to bardzo szybko... zostałby powieszony, gdyż wpadłby przy pierwszym spotkaniu. Taki rycerz bowiem musiał mieć kontakty, znajomych, przyjaciół i rodzinę którzy go znali - a nawet jeśli ich nie posiadał (co byłoby niemożliwe w średniowieczu), to oszusta szybko zdradziłyby maniery i zachowanie. Różnica pomiędzy szlachcicami a pospólstwem w średniowieczu była ogromna i była widoczna gołym okiem. Poza tym taki ktoś nie miałby pojęcia jak posługiwać się bronią (mieczem, tarczą lub oszczepem) i mógłby co najwyżej pchnąć kogoś nożem, a to i tak tylko wówczas, gdy tamten był nieprzygotowany na atak.
W 1485 r. Kolumb opuścił Portugalię i wyjechał do Kastylii (oficjalnie z powodu niechęci króla Portugalii w kwestii jego planów odnalezienia drogi do Indii płynąc cały czas na zachód. Realnie jednak jego cel był inny. Prawdopodobnie Kolumb zmienił imię i nazwisko po to, aby na kastylijskim dworze sprzedać bajeczkę, jakoby to król Portugalii był niewdzięczny, bo nie chciał sfinansować jego nowatorskich planów odkrycia lepszej i bezpieczniejszej drogi do Indii, niż opływając Afrykę). W Estramadurze królowej Izabeli Kastylijskiej i jej małżonkowi Ferdynandowi II Aragońskiemu przedstawił się jako Christophorus Colon, któremu król Portugalii - Jan II odmówił zorganizowania wprawy odkrywczej na Zachód w drodze do Indii. Już wówczas w Hiszpanii większość dworzan królowej Izabeli pukało się w czoło, mówiąc: "idiota, on chce płynąć na zachód, aby dotrzeć na wschód?". Nawet ci, którzy zakładali iż Ziemia może być kulista, nie wierzyli że płynięcie cały czas na Zachód, pomoże szybciej dotrzeć do Indii, niż opływając Afrykę (tym bardziej nie znano zagrożeń które tam mogą czyhać, a poza tym obawiano się że przez dłuższy czas nie będzie można dobić do żadnego brzegu aby uzupełnić prowiant i wodę, co może skończyć się tragicznie dla takiej wyprawy). Nic dziwnego że przez długie siedem lat Kolumb nie mógł dopiąć swego i przekonać władców Hiszpanii do swoich planów. Notabene, planów zapewne celowo wprowadzających w błąd, jako że sam z pewnością nie wierzył iż mógłby dotrzeć do Indii szybciej, niż opływając Afrykę, ale przecież nie oto chodziło. Spójrzmy zatem, Krzysztof Kolumb (a w zasadzie jeszcze Zygmunt Henryk Alemco) siedzi w Kastylii całe siedem lat, ciągle próbując przekonać do swego planu najwyższe władze (często bowiem pisał listy do królowej Izabeli, próbując namówić ją do sfinansowania jego planów podróży do Indii z kierunku zachodniego). Niepowodzenia wcale go nie zniechęcają i wciąż próbuje dopiąć swego (chociaż odmowa króla Portugalii spowodowała że od razu wyjechał do Kastylii) - ciekawe prawda?
Osobiście jednak uważam, że w rzeczywistości cel Kolumba był bardzo prosty - jako poddany króla Portugalii, miał on odwieść Hiszpanów od próby dotarcia do Indii opływając Afrykę, gdyż tego samego pragnie król Portugalii, który przed Hiszpanami chce dotrzeć do Indii, opływając Afrykę. Wysyła więc do Kastylii swojego człowieka - Christophorusa Colona, aby ten namówił królową Izabelę do sfinansowania durnej ekspedycji na Zachód, która nie tylko znacznie wydłuży całą podróż, ale prawdopodobnie będzie musiała zawrócić (gdy się np. okaże że dotarli na... "kres świata" - większość bowiem ludzi w tamtej epoce uważała że Ziemia jest płaska, a poza tym obawiano się potworów morskich, gigantów i innych niebezpieczeństw. Zresztą czy możemy się temu dziwić? Gdybyśmy dzisiaj odnaleźli jakąś inną planetę na której istniałoby życie i my również moglibyśmy tam przetrwać, z pewnością postępowalibyśmy dokładnie tak samo - z ostrożnością co do zasiedlających ją istot, które przecież nie wiadomo czy nie stanowiłyby dla nas niebezpieczeństwa. Był taki serial science fiction zapomniałem jego tytułu, gdzie ekipa astronautów odnalazła wrota prowadzące do innych światów, i każde drzwi prowadziły gdzie indziej. Pierwszy świat jaki ujrzeli był ponury, niebo było krwiście czerwone a świat pogrążony był jakby w bólu i cierpieniu, a wszędzie grasowały olbrzymie czaszki na pajęczych nogach, więc szybko go opuścili, uważając za niebezpieczny i niezdolny do życia. Inne światy były znacznie łagodniejsze i przyjemniejsze, na przykład bajkowa kraina skrzatów; problem tylko polegał na tym, że oprócz całej bajkowości dobre informacje się kończyły, gdyż owe skrzaty były krwiożercze i po prostu mordowały ludzi. Ostatecznie każda planeta którą odwiedzali, a która początkowo wydawała się spokojna, okazywała się niezdatna do życia i ostatecznie wyszło na to, że to ta pierwsza planeta była najlepsza ze wszystkich). Tak więc z pewnością (przynajmniej ja tak uważam) ekspedycja Kolumba do Hiszpanii była zwyczajnym działaniem pod fałszywą flagą i jawną dezinformacją, mającą doprowadzić Hiszpanów właśnie na "kres świata" (a taka podróż była niesłychanie kosztowana i gdyby się okazało że nie odnaleziono drogi do Indii i zawrócono z niczym, to byłaby totalna wtopa o zasięgu międzynarodowym). Tym bardziej że istnieją listy, w których Kolumb koresponduje z Janem II i ten nazywa go: "naszym specjalnym przyjacielem w Sewilli" (czy tak postępuje władca, którego poddany przeszedł na służbę obcego państwa?).
PRZED ODKRYCIEM AMERYKI PORTUGALIA SKUPIŁA SIĘ NA ZDOBYCIU KOLONIALNYCH PRZYCZÓŁKÓW W AFRYCE, A TAKŻE PLANOWAŁA SAMA OPŁYNĄĆ TEN KONTYNENT ABY DOTRZEĆ DO INDII
Siedem lat Kolumb starał się u królowej Izabeli i jej dworu o realizację utopijnego planu "zachodniego szlaku do Indii", siedem lat, aż wreszcie dopiął swego po euforii, jaka nastąpiła w Hiszpanii po kapitulacji i ostatecznym upadku Emiratu Grenady. Emirat przestał istnieć, muzułmanie po 781-latach obecności w Hiszpanii przestali być ludnością panującą (wkrótce zostaną na siłę zmuszeni do przyjęcia chrztu przez kardynała Francisco Jimenez de Cisneros w 1500 r.), emir po kapitulacji ucieknie do Maroka aby umrzeć w muzułmańskiej ziemi (dzisiaj ten proces zostaje odwrócony i następuje ponowna islamizacja nie tylko Hiszpanii, ale całego zachodniego kontynentu europejskiego, za co możemy podziękować Europejskiej lewicy i liberałom - których ja osobiście uważam za największych szkodników współczesnego świata) i na fali tej euforii wreszcie królowa Izabela zgodziła się sfinansować wyprawę Kolumba na Zachód. Jednak twórcy tego planu nie przewidzieli jednej małej, aczkolwiek kluczowej kwestii w całym tym iście szatańskim planie. A mianowicie nie przewidziano tego, że na drodze pomiędzy Europą a Indiami będzie leżał jeszcze jeden kontynent. Zresztą trudno się temu dziwić, skąd miano by to wiedzieć, kontakty pomiędzy ziemiami Ameryki a Europy zostały definitywnie zerwane po katastrofie, do której doszło ok. 12 500 r. p.n.e. a które znamy pod nazwą zatonięcia Atlantydy. Taka katastrofa spowodowała całkowite zerwanie pomiędzy wschodem a zachodem, i nawet ekspedycje Wikingów (które nie były liczne) do Ameryki nie spowodowały odrodzenia tej trasy, gdyż po pierwsze Wikingowie byli uważani za pogan po drugie byli nieliczni, po trzecie Europa miała to w dupie w nosie i wolała wówczas zajmować się swoimi własnymi sprawami.
Chciałbym jeszcze na moment zwrócić uwagę na pewien drobny aspekt, który często umyka nam wszystkim, bo też nie wiadomo czy jest prawdziwy, czy też nie. A chodzi mianowicie o to, czy ów sławny Krzysztof Kolumb mógł być synem (oficjalnie) poległego w bitwie z Turkami Osmańskimi pod Warną w 1444 r. króla Polski i Węgier Władysława III (I) Jagiellończyka? Czy to mogłoby być możliwe? Oczywiście współcześni historycy kwestionują tę możliwość, jednak nie uwzględniają oni bardzo wielu przesłanek które w jasny i otwarty sposób sugerują takie właśnie pokrewieństwo. Co prawda młody król - prowadząc swą szarżę na oddziały tureckie - został przez nich otoczony i... następnie wszelki ślad po nim zaginął. Rycerstwo, widząc że zabrakło króla, zaczęło się cofać a ów odwrót szybko zamienił się w paniczną ucieczkę, która przypieczętowała obraz klęski warneńskiej. Jednak na pobojowisku, wśród stosów poległych rycerzy nie odnaleziono ciała młodego - zaledwie przecież dwudziestoletniego - króla. Ciała nie odnaleźli ani Turcy (którzy skrupulatnie przetrząsnęli po bitwie całe pole walk), ani też dwaj rycerze polscy, wysłani pod Warnę przez królową-matkę Zofię Holszańską (Sonkę), którzy mieli albo przywieźć ciało poległego monarchy, albo też odnaleźć go żywego. Wrócili nie spełniwszy żadnego z tych poleceń. I przez to właśnie w Królestwie Polskim przez prawie trzy lata panowało bezkrólewie, gdyż oczekiwano że ów nieszczęsny król wreszcie się pojawi (a często zdarzało się tak, że zaginieni w bitwach powracali potem do swych domostw po kilku miesiącach, a nawet kilku latach, jak na przykład stało się z jednym z synów sławnego rycerza Zawiszy Czarnego z Garbowa - Jana, który również brał udział w bitwie pod Warną i także tam zaginął. Jego brat zginął w tej bitwie i rodzina sądziła że Jana spotkał ten sam los, jednak powrócił on do domu po dwóch latach tułaczki). Królowa Zofia nie dawała wiary w śmierć syna i wierzyła że w końcu powróci on do kraju. Co jakiś czas zresztą pojawiały się wieści że ktoś widział Władysława w Poznaniu, w Konstantynopolu, w Wenecji, w Albanii, na Wołoszczyźnie, w Siedmiogrodzie itd. Gdy informacje te docierały do kraju, w miastach bito w dzwony i urządzano iluminacje z okazji szczęśliwego powrotu króla. Ukazał się nawet łaciński epigramat mówiący o tym że: "Sprawiedliwy Władysław żyje" i że "króla znalezionego cudownie sprowadzić należy". Ostatecznie jednak pogodzono się w myślą o jego śmierci, czego jednym z przejawów był łaciński poemat, zatytułowany: "Opłakujcie mnie Niebiosa", a efektem tego stał się wybór kolejnego monarchy, którym został, koronowany 25 czerwca 1447 r. młodszy brat zaginionego króla - Kazimierz IV Jagiellończyk.
Może nasuwać się pytanie, dlaczego Władysław - jeśli rzeczywiście przeżył bitwę - nie pragnął powrotu do kraju i zdecydował się na życie na emigracji pod zmienionym nazwiskiem? Dlaczego nie chciał spotkać się ze swą matką, z którą po raz ostatni widział się w Czorsztynie 23 kwietnia 1440 r. gdy wyruszał na Węgry, przyjąć tam - ofiarowaną mu przez węgierską szlachtę - koronę św. Stefana? Pytanie to oczywiście pozostaje bez odpowiedzi, jednak według mnie decydującym powodem takiej decyzji był fakt ogromnego wstrząsu psychicznego, który już wcześniej determinował wiele działań młodego króla. Przejął on bowiem tron węgierski w wieku 16 lat i w tym czasie stał się już władcą trzech dużych, europejskich państw - Polski, Węgier i Litwy. Co prawda na Litwę wysłał w 1440 r. - jako swego namiestnika - młodszego brata Kazimierza (miał on wówczas prawie 13 lat), ale to on był zarówno królem Polski jak i wielkim księciem Litwy, a teraz również i dziedzicem korony Węgier. Jednak prawdziwym powodem - według mnie - emigracji Władysława po klęsce warneńskiej, były jego wyrzuty sumienia za popełnione przez siebie grzechy. Można by jednak zapytać, jakie to grzechy mógł popełnić młody człowiek w wieku zaledwie 20 lat? Otóż wiadomym jest że król Władysław nie przejawiał zainteresowania płcią piękną i bardzo nudził się w otoczeniu kobiet. Natomiast preferował towarzystwo mężczyzn - rycerzy, dworzan czy paziów. Stąd istnieje (graniczące z pewnością) przeświadczenie że król był homoseksualistą. Jednak należy też wiedzieć - o czym się już nie mówi - że on sam bardzo cierpiał z tego powodu i często się spowiadał oraz prosił o rozgrzeszenie za "ciężki grzech sodomii". Owe zainteresowanie Władysława krucjatami antytureckimi (turecki kronikarz Saad el-dim pisał iż: "Król w upojeniu na wojska sułtana pędził"), również było pewnego rodzaju terapią, mającą na celu uzyskanie rozgrzeszenia za swoją orientację seksualną. To, z jakim zapałem rzucał się na wroga (a przecież nim doszło do owej klęski pod Warną, król w roku 1443 r. poprowadził całkiem udaną kampanię antyturecką, zakończoną nawet wyzwoleniem Sofii i planem marszu na Adrianopol - ówczesną główną siedzibę sułtana), świadczy o żywej determinacji w walce z pozbyciem się tego, czego zapewne nie pragnął, a katastrofa, jaką była dla niego klęska warneńska, musiała zostawić poważne ślady w jego psychice. Być może król uznał że klęska była karą boską za jego grzech sodomii i aby zmyć z siebie dawne życie, postanowił nie wracać już do kraju i zdecydował się żyć odtąd jako człowiek prywatny pod zmienionym nazwiskiem i z czystą kartą. Wciąż był przecież młody, mógł sobie ułożyć życie, ale musiał ostatecznie zerwać wszelkie więzy łączące go z dawnym światem, również i z kochającą matką. I tak też zapewne (bowiem stuprocentowej pewności nie ma. Byłaby ona, gdyby porównano badanie DNA Jagiellonów z DNA rodziny Krzysztofa Kolumba, ale jak na razie polscy historycy się do tego nie palą) została zapoczątkowana niesamowita podróż Władysława po Europie (ponoć był nawet na Synaju w tamtejszym klasztorze św. Katarzyny, jako że to właśnie ją przyjął sobie za swoją patronkę), zakończoną ostatecznie małżeństwem z senhoriną Annes - wywodzącą się z zamożnej, portugalskiej rodziny z Algerve. Władysław - pod zmienionym nazwiskiem - osiadł w Portugalii, a następnie otrzymał do swej dyspozycji pałac Zarco na Maderze (ofiarowany mu przez króla Portugalii - Alfonsa V), gdzie zamieszkał wraz z żoną. Król Portugalii corocznie zaopatrywał go tam w żywność (przysyłając obładowane towarami okręty) oraz zapraszał na regularne spotkania na swym dworze w Lizbonie. Takich rzeczy nie robi się dla zwykłego przybysza z "obcych krain", nawet jeśli byłby on szlachcicem.
Istnieje więc dosyć mocne przypuszczenie że to właśnie Władysław Jagiellończyk był ojcem Krzysztofa Kolumba, tym bardziej że w 1584 r. przedstawiciele rodów Fraguedo i Baretto przekazali królowi Hiszpanii i Portugalii - Filipowi II Habsburgowi specjalny dokument, określający historię początku szlachectwa ich rodów. W dokumencie tym było zapisane, że członkowie owych rodów wywodzą się bezpośrednio od człowieka o imieniu Henrique Alemco (Henryk Niemiec). Tam było również wyjaśnione kim właściwie był ów człowiek, który kazał nazywać się Henrykiem Niemcem. Miał to bowiem być król Polski, Węgier, Chorwacji - Władysław III z dynastii Jagiellonów. Dokument ten był bardzo ważnym dowodem szlachectwa wyżej wspomnianych rodów i ich królewskiego pochodzenia, które król Filip II uznał. Jak to jednak możliwe by władca państwa leżącego w Europie Środkowo-Wschodniej, stał się ojcem rodów pochodzących z... Portugalii, czyli kraju nie mającego praktycznie nic wspólnego z państwami którymi władał ich założyciel? Mało tego, w dokumencie z 1584 r. przedstawiciele rodów Fraguedo i Baretto twierdzą iż są także spokrewnieni z odkrywcą kontynentu amerykańskiego - Krzysztofem Kolumbem. Nie byli jednak bezpośrednimi potomkami Kolumba, a potomkami jego siostry - seniory Barbary Henriques Alemco. Tak więc istnieją przesłanki które mogą sugerować że to co oficjalnie wiemy na temat historii życia Krzysztofa Kolumba, jest fikcją, a prawda zapewne jest inna. Pamiętajmy też, jak mawiał John Barth: "Niektóre zmyślenia są o tyle cenniejsze od faktów, że są prawdziwe". Ale nie wyprzedzajmy owych faktów, gdyż plany Kolumba musiały zostać odłożone na później (jeśli w ogóle były wówczas brane pod uwagę), bowiem wciąż trwała wojna z Grenadą, a Ferdynand, w otoczeniu swych wodzów (kanclerza Luisa de Santángela i kardynała de Mendozy), przygotowywał nową, kampanię która ruszyła w maju 1486 r.
PS: WCZORAJ MINĘŁA 82 ROCZNICA WYBUCHU POWSTANIA WARSZAWSKIEGO - POWSTANIA UTOPIONEGO WE KRWI PRZEZ NIEMCÓW I SOWIETÓW, KTÓRZY STOJĄC PO DRUGIEJ STRONIE WISŁY, CZEKALI AŻ MIASTO (POZBAWIONE PRAKTYCZNIE BRONI I AMUNICJI) PADNIE
CZEŚĆ I CHWAŁA BOHATEROM
WIECZNA HAŃBA ZBRODNIARZOM WOJENNYM I KUNKTATOROM SPOD ZNAKU SWASTYKI ORAZ SIERPA I MŁOTA
CDN.





