WYŚWIETLENIA

27 lipca 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XIII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. IX






PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. VIII



 Armia chrześcijańska - która miała wyzwolić Bałkany i usunąć Turków Osmańskich z Europy - jesienią 1444 r. liczyła 16 000 żołnierzy i była zgrupowana w dwóch rzutach. Pierwsza koncentracja miała miejsce w Wielkim Waradynie, druga zaś (na południe od tego miasta) w Temeszwarze. Całością sił oczywiście dowodził król Władysław I (III) Jagiellończyk, ale realnym dowódcą był Jan Hunyady (który to - po wyzwoleniu Bułgarii - miał zostać ogłoszony królem tego odrodzonego kraju). Siły chrześcijańskie skierowane przeciwko Osmanom nie były liczne i tylko największy optymista mógłby sądzić że przy takiej ilości wojska uda się oczyścić Bałkany z Turków. Ale zarówno sam król Władysław, Jan Hunyady jak i wielu węgierskich możnych (przekonywanych do tego przez papieskiego legata Juliana Cesariniego), święcie wierzyło w powodzenie tej wyprawy. Znacznie więcej realizmu politycznego było na wielu innych europejskich dworach, gdyż ilość zagranicznych ochotników biorących udział w tej krucjacie był niewielki. Podobnie rzecz miała się w Polsce, gdzie w sierpniu 1444 r. na zjeździe w Piotrkowie szlachta i możni Korony Królestwa Polskiego wystosowali do króla Władysława adres (26 sierpnia), w którym twierdzili że w jedną kampanią nie uda się wypędzić Turków z Europy, nawoływali też króla aby porzucił tę myśl i czym prędzej wracał do kraju, gdzie jest potrzebny. Król otrzymał ów dokument już po przekroczeniu Dunaju (20-21 września) i całkowicie go zbagatelizował. Miał już w głowie tylko jedno - jak najszybsze dotarcie do Adrianopola, zdobycie miasta i wypędzenie Turków Bałkanów. Obie grupy wojsk chrześcijańskich połączyły się nad Dunajem pod miejscowością Orsowa jeszcze przed przekroczeniem rzeki, a następnie skierowały się na Florentyn (który poddał się bez walki) i Widyń (który skapitulował po dwóch dniach obrony). W tym samym czasie sułtan Murad II uporał się już w buntem w Karamani, zmuszając tamtejszego władcę - Ibrahima bega (notabene swego szwagra) do ponownej uległości i zawarcia pokoju, na mocy którego przywracano stosunki lenne przed wojny (Ibrahim miał obiecać również sułtanowi wysłanie posiłków do walki z armią chrześcijańską króla Władysława Jagiellończyka). Teraz sułtan - na czele 40 000 swoich żołnierzy, mógł ponownie ruszyć ku Bałkanom.

A tymczasem przepraw przez cieśniny strzegły 22 okręty (10 okrętów papieskich pod dowództwem kardynała Francesco Condulmera i 8 okrętów weneckich pod wodzą Alvise Loredano strzegło przepraw przez Dardanele, natomiast 4 okręty genueńskie obsadziły przeprawy przez Bosfor). Sułtan jednak bardzo szybko rozprawił się z tą flotą, obsadzając azjatyckie wybrzeże Bosforu swoją artylerią i zmuszając okręty genueńskie do odwrotu (jednocześnie przyszła mu wówczas z pomocą pogoda, gdyż zerwał się wówczas taki wiatr i nastąpiła taka nawałnica deszczu i burzy, a co za tym idzie wzburzone wody Morza Marmara uniemożliwiły Genueńczykom podjęcie skutecznej obrony). Istnieje też jeszcze jedno wytłumaczenie, dlaczego flota chrześcijańska tak nieskutecznie blokowała cieśniny, a potem po prostu odpłynęła. Otóż sułtan Murad II miał obiecać Genueńczykom (a zapewne również armatorom weneckim) jedną złotą monetę za każdego przeprawionego przez cieśniny żołnierza tureckiego. Coś zapewne musiało być na rzeczy, gdyż jeszcze w październiku 1444 r. papież Eugeniusz IV, pod wpływem plotek o przyjęciu tureckiego złota przez chrześcijańskich marynarzy, obłożył klątwą wszystkich którzy się tego dopuścili zarówno teraz jak i w przyszłości. Wydaje się więc że owe plotki musiały mieć bardzo silne podstawy, inaczej papież nie posunąłby się do ekskomuniki, która dla chrześcijan była wykluczeniem z grona wiernych, a jednocześnie z grona zbawionych. W każdym razie w dniach 15-20 października armia sułtańska została przerzucona do Europy, a Murad II był zdeterminowany by czym prędzej przepędzić najeźdźców ze swego kraju. W tym samym czasie zaś armia chrześcijańska stała pod potężną twierdzą Nikopol. Została ona zdobyta i spalona po kilku dniach intensywnych walk, a król Władysław wkroczył teraz do Bułgarii. Niedaleko Nikopolu do armii chrześcijańskiej dołączył 4000 oddział wołoski pod osobistym dowództwem hospodara Wołoszczyzny (mianowanego jeszcze w poprzednim roku po zakończeniu pierwszej kampanii bałkańskiej Władysława Jagiellończyka) Wlad II Diabeł (zwany też Draculą). Teraz wspólnie skierowano się na twierdzę Szumem.


WLAD II DIABEŁ (DRAKULA)



Sułtan Murad tymczasem przybył do adrianopola. Zapewne pierwotnie nie planował wizyty w stolicy, ale zmusiły go do tego listy, jakie słał z tamtą wielki wezyr Chalil pasza, który pisał w nich że młody książę Mehmed celebi niezbyt dobrze radzi sobie w wykonaniu obowiązków namiestnika Rumelii, ulega podszeptom "złych języków" (miał tu zapewne na myśli przykład owego Persa z sekty hurufitów, który m.in. przekonywał młodego księcia do pojednania z chrześcijanami - o czym pisałem w poprzedniej części) i nie przykłada się do swoich obowiązków. Sułtan w stolicy spędził tylko kilka dni, ale nie wydaje się aby w jakikolwiek sposób zganić miał syna, na podstawie oskarżeń wielkiego wezyra. W każdym razie wyruszył czym prędzej na północ, ku Warnie, dokąd też zmierzała armia chrześcijańska króla Władysława Jagiellończyka. Tymczasem wojska węgiersko-koalicyjne zdobyły i spaliły Szumen, Prowadiję oraz przeszły przez przełęcz Ajtos, kierując się ku Morzu Czarnemu i ku Warnie. W międzyczasie król Władysław ogłosił proklamację do Bułgarów, w której ukazywał się jako bojownik Unii Kościołów (zawartej we Florencji 6 lipca 1439 r. pomiędzy papieżem Eugeniuszem IV a cesarzem bizantyjskim Janem VIII Paleologiem, na mocy którego w zamian za wsparcie dla Konstantynopola, Grecy mieli uznać zwierzchność papieża rzymskiego), oraz przedstawiał się jako obrońca wyznawców religii greckiej (prawosławnej); jednocześnie nakazywał tureckim twierdzom kapitulację, grożąc w przeciwnym wypadku surowymi konsekwencjami. Żadna z tureckich twierdz jednak nie skapitulowała, natomiast już w drugiej połowie października (a z pewnością na początku listopada) 1444 r. zaczęły się mnożyć problemy wśród armii chrześcijańskiej. Sułtan obsadził bowiem górskie przejścia na Bałkanach (w Bułgarii) co oznaczało że marsz na Adrianopol stał się już niewykonalny (szturmowanie górskich przejść przez znacznie mniej liczne od tureckich oddziały chrześcijańskie byłoby samobójstwem), a poza tym na tyłach wojsk chrześcijańskich grasowały podjazdowe oddziały tureckie, które skutecznie uniemożliwiały bezpieczne wycofanie się całej armii w wąskiej dolinie Prawadii którą się posuwano. Nie było innego wyjścia, trzeba było iść ku Morzu Czarnemu i ku Warnie - największemu z tamtejszych portów, gdzie liczono na dotarcie chrześcijańskiej floty (nie widziano że ona już zawróciła znad cieśnin).




10 listopada 1444 r. obie armie królewska i sułtańska stanęły naprzeciwko siebie nieopodal Warny. Turków było ponad 60 000 (niektórzy historycy twierdzą że nawet 100 000 chociaż wydaje się to mrzonką), wojsk węgiersko-chrześcijańskich zaś było 20 000 czyli Turcy mieli co najmniej trzykrotną przewagę. Chrześcijanie byli w impasie, drogę na północ zagradzali im Turcy, na południu zaś były bagna i morze, Warna zaś nie została zdobyta, a flota chrześcijańska (papiesko-wenecko-ganueńska) nie przybywała. W tych warunkach można jeszcze było pokusić się o wycofanie w kierunku Dobrudży, czyli północno-wschodnim, ale było to szalenie niebezpieczne przy takiej ilości Turków, którzy w każdym momencie mogli zaatakować wojska chrześcijańskie. Nie było więc innego wyjścia jak przyjąć bitwę i taką też decyzję podjął Jan Hunyady. Obie armie ustawiły się więc do bitwy, ale żadna ze stron jej nie rozpoczynała i tak stali naprzeciwko siebie przez trzy godziny, do chwili kiedy przy ładnej pogodzie i pogodnym morzu nagle zerwała się wichura, która przetoczyła się przez szeregi chrześcijańskie (łamiąc wszystkie proporce i niszcząc chorągwie z wyjątkiem jednej, tej ze świętym Jerzym). Wielu chrześcijan wzięło to za zły omen przed bitwą, ale jednocześnie twierdzono że chorągiew ze świętym Jerzym który zabija smoka - uosobienie diabła, za którego miano wyznawców Allaha, wróży pomyślnie nadchodzącej bitwie. Rozpoczęła się ona ok. godziny 9:00 rano wstępnym wypadem akindżich i azabów (czyli tureckich formacji konnych i pieszych) na pozycje chrześcijańskie. Te pierwsze ataki szybko zostały odparte i teraz Węgrzy przystąpili do ataku rozbijając formacje akindżich. W tym samym czasie na lewą flankę prawego skrzydła chrześcijan uderzyli spahisi dowodzeni przez namiestnika Anatolii Karadża bega (notabene szwagra sułtana, męża i jego siostry Selczuk hatun). Wyglądało na to że cały środek formacji chrześcijańskiej ulegnie dezintegracji, żołnierze zaczęli stamtąd uciekać, ustępując atakowi tureckiemu, a ci praktycznie byli już królewskim obozie, jednak bardzo szybko okazało się że zarówno Jan Hunyady jak i sam król Władysław Jagiellończyk podjęli się zadania załatania tego wyłomu i natarli na spahisów Karadża bega z takim impetem, że w walce tam zginęło aż 3000 spahisów wraz z ich wodzem. Tak oto sułtan stracił jednego ze swych szwagrów, ale źle dla chrześcijan działo się również na ich lewym skrzydle, gdzie także zaczęto ustępować Turkom pola. Młody, 20-letni król Władysław, będąc podniecony wynikiem kontrataku na spahisów, pragnął dalej kontynuować ten atak, ale Hunyady poprosił go aby wycofał się na wcześniejsze pozycje a sam poszedł z odsieczą lewemu skrzydłu, dzięki czemu utrzymało ono swoje pozycje i nie załamało się. Ta rozgrywka została wygrana przez chrześcijan.




Mało tego, widząc intensywność i siłę ataku armii chrześcijańskiej część żołnierzy tureckich zaczęła się wycofywać, a w niektórych oddziałach wręcz doszło do paniki i ucieczki na południe, w kierunku Adrianopola. Jedyną formacją która wówczas okazała pełną sprawność bojową byli janczarzy, reszta Turków albo się cofała albo uciekała. Hunyady nim ruszył ze wsparciem dla lewej flanki wojsk chrześcijańskich, odebrał od króla przysięgę, że ten nie uczyni niczego bez jego wiedzy (czyli nie ruszy na wroga w zapale bitewnym i z gorącą głową. Hunyady zapewne zdawał sobie sprawę że król jest młody i niedoświadczony, a jednocześnie pragnie wojennej sławy i tym samym może pogrzebać strategiczne koncepcje bitewne, dlatego wymógł na monarsze złożenie przysięgi). Król jednak nie zamierzał dotrzymać owej przysięgi, tym bardziej że widząc iż tylko janczarzy nie cofają się z pola bitwy, postanowił ruszyć na nich i rozbić ich w jednej silnej szarży. Otoczony w większości przez polskich rycerzy (z Małopolski) w liczbie ok. 500, postanowił ruszyć na janczarów i ich rozbić a następnie zdobyć sułtański obóz, a jeśli się uda Murada II osobiście wziąć do niewoli. Byłby wtedy wielkim zwycięzcą i to on przechyliłby szalę bitwy na korzyść armii chrześcijańskiej. Atak okazał się sukcesem, król - wraz ze swymi rycerzami - wbił się w szeregi janczarów jak w masło, tnąc mieczem kogo popadło na drodze swego ataku. Janczarzy zaczęli ustępować, a widząc to sam Murad kazał przywołać swego konia i zamierzał go dosiąść aby opuścić pole bitwy, uznając że jest ona przegrana. Jednak jak twierdzą bizantyjscy kronikarze - Sprantzes i Chalkokondyles - janczarzy mieli wręcz związać linami nogi sułtańskiego konia, aby uniemożliwić władcy opuszczenie pola bitwy. Tymczasem na lewej flance armii chrześcijańskiej Jan Hunyady przygotowywał wojska do przegrupowania i kolejnego uderzenia na cofających się Turków, gdy nagle przyniesiono mu straszną wiadomość - król Władysław poległ w trakcie ataku na pozycje janczarów, ścięto mu głowę a obecnie sułtan nabił ją na żerdzi i wszystkim pokazuje. Rzeczywiście, w trakcie swego ataku im głębiej wbijał się Władysław w pozycje janczarów, tym ich formacje zaczęły się umacniać, a wokół samego króla i jego rycerzy pojawiało się coraz więcej wojowników z którymi musieli oni walczyć. Ostatecznie koń królewski został ugodzony, co spowodowało że zrzucił ze swego grzbietu króla Władysława, a ten, leżąc na ziemi w swej zbroi, nim zdążył się podnieść, został przebity mieczem przez janczara o imieniu Chodża Chyzyr pochodzącego z Morei, który zaraz potem miał ściąć mu głowę i zanieść sułtanowi.




Otrzymawszy taką wiadomość Jan Hunyady całkowicie stracił jakąkolwiek chęć kontynuowania tej bitwy, tym bardziej że informacja o śmierci króla załamała morale wojsk chrześcijańskich, które teraz zaczęły się cofać, a wraz z zapadnięciem zmroku uciekano wręcz masowo z pola bitwy. Turcy nie kontynuowali pościgu, też byli nieco zdezorientowani wynikiem i wycofali się do swojego obozu. Dopiero w ciągu następnych dni podjęto pościg za uciekającymi rycerzami rozbitej armii chrześcijańskiej, którzy na własną rękę próbowali dotrzeć do Dunaju, aby stamtąd przekroczyć granicę z Wołochami lub też bezpośrednio dotrzeć na Węgry z kierunku zachodniego. Te zamierzenia udały się doprawdy nielicznym, większość została wyłapana i zabita. W trakcie pościgu zginął również papieski legat (i główny sprawca tej kampanii) kardynał Julian Cesarini (informacje na temat jego śmierci są sprzeczne i niejasne, w każdym razie znika już z kart historii). Hunyady cofał się też w kierunku Wołoszczyzny i udało mu się nawet przekroczyć Dunaj, ale tam w Bukareszcie został uwięziony przez hospodara Wlada Diabła (Drakulę), który tym samym zapewne chciał przypodobać się sułtanowi (chociaż osobiście uczestniczył w bitwie po stronie wojsk Władysława), by ten pozostawił go u władzy na wołoskim stolcu. Poza tym Drakula żywił urazę do Hunyady'ego o pewne wydarzenie z przeszłości, dlatego też uwięził go i wtrącił do lochu, gdzie też trzymał go przez pewien czas (ostatecznie uwolnił, a aby ten nie żywił doń urazy, ofiarował mu podarki w formie przeprosin za uwięzienie). Tak czy inaczej bitwa pod Warną została przez armię chrześcijańską przegrana z kretesem, a cała kampania zakończyła się totalną katastrofą. Jednak straty Turków też były duże, poległo nawet 30 000 tureckich wojowników, czyli połowa armii jaką wystawił Murad II. Gdy trzeciego dnia po bitwie (przez ten czas bowiem Turcy do końca nie wiedzieli jaki jest wynik i nie znali zamierzeń wojsk chrześcijańskich, sądząc że przegrupowują się oni i uderzą znienacka) sułtan Murad II w towarzystwie swego powiernika Azab bega przeczesywał pole bitwy, zauważyć miał iż: "Czyż to nie dziwne że leżą tu sami młodzi ludzie i że wśród tylu poległych nie widać ani jednej siwej brody", na co Azab beg miał odpowiedzieć: "Gdyby znalazła się wśród nich siwa broda, nie rzuciliby się z taką odwagą do walki".


SZARŻA WŁADYSŁAWA III 
W BITWIE POD WARNĄ 




Sułtan Murad II zaraz też przystąpił do karania tych spośród wodzów i żołnierzy, którzy w trakcie bitwy uciekali pod naporem sił chrześcijańskich. Najbardziej winnych ukarał śmiercią, a tych mniej winnych miał przebrać w szaty niewieście i oprowadzać po polu bitwy na pośmiewisko, jednak z powodu sprzeciwu wezyrów wobec tak hańbiącego czynu, nie doszło do jego wykonania. Sułtan rozesłał też wieści do wszystkich władców muzułmańskich, informując ich o wielkim zwycięstwie przez siebie odniesionym. Do sułtana Egiptu Dżakmaka z dynastii Mameluków (z którymi już wówczas Osmanowie konkurowali) wysłał Murad 25 zakutych w zbroję rycerzy, aby pokazać mu jakich to wojowników zdołał pokonać i że nic nie jest w stanie go zatrzymać. Po bitwie sułtan powrócił do Adrianopola (druga połowa listopada), gdzie w uroczystym pogrzebie złożył do grobu swego szwagra Karadży bega i mianował na jego stanowisko namiestnika Anatolii Albańczyka Üzgura. Chodżę Chyzyra - który zadał królowi Władysławowi śmiertelny cios i odciął  mu głowę, wynagrodził sułtan licznymi nadaniami ziemskimi w Rumelii. Samą głowę króla - zamkniętą w słoju wypełnionym miodem - wysłał Murad do Brusy w Anatolii (dawnej stolicy Osmanów), gdzie wbito ją na lancę i obnoszono triumfalnie ulicami miasta. A tymczasem sułtan uczynił coś, czego nikt się po nim nie spodziewał a już najmniej ci, którzy byli wówczas w otoczeniu młodego następcy tronu księcia Mehmeda Celebiego, czyli wielki wezyr Chalil pasza i mufti Adrianopola - Fahreddin, a mianowicie Murad II postanowił... abdykować. Do dziś nie są do końca znane powody jego abdykacji, przypuszcza się że sułtan był zmęczony władzą, i pragnął spokoju oraz odosobnienia. Istnieje też przypuszczenie że Murad celowo wycofał się "do Sulejówka" (aby to tak kolokwialnie streścić), gdyż w tamtym czasie wzrastała bardzo silna opozycja pomiędzy starymi muzułmańskimi rodami, które uważały się za historycznie, prawnie i religijnie powołane do przewodnictwa, a renegatami na wiarę muzułmańską, którzy z nimi konkurowali. Zapewne Murad uznał że młody Mehmed - jego syn - nie podoła tym wszystkim konfliktom i wcześniej czy później będzie on mógł wrócić do władzy w nowej roli, jako gwarant powszechnej zgody. Tak można przypuszczać i mniemać co do postanowienia sułtana. 




A tymczasem po bitwie pod Warną przerażenie ogarnęło wiele krajów Europy chrześcijańskiej, szczególnie tych, bezpośrednio graniczących z Imperium Osmańskim. Jak wyżej wspomniałem, hospodar Wołoszczyzny Wlad II Diabeł starał się przypodobać sułtanowi uwięzieniem Jana Hunyady'ego. Cesarz bizantyjski Jan VIII Paleolog wysłał sułtanowi bogate dary i prosił aby odnowić traktat pokojowy. W Mołdawii co prawda panował polski lennik Stefan II, ale jego zależność była tylko symboliczna (1443 r. Stefan oślepił i wygnał z kraju swego brata i współpanującego Eliasza I, który był mężem Marii Holszańskiej - siostry królowej Polski Zofii (Sonki) Holszańskiej, matki Władysława i Kazimierza Jagiellończyków). Wiadomość o klęsce warneńskiej dotarła do Krakowa w grudniu 1444 r., jednak początkowo nikt nie dawał wiary wieściom o śmierci króla. Ponieważ nikt nie był świadkiem jego śmierci, wierzono iż wkrótce powróci on cały ich zdrów (szczególnie matka liczyła że wcześniej czy później ujrzy swego syna żywego). Co jakiś czas pojawiały się wieści że ktoś widział króla a to w Konstantynopolu, a to Wenecji, w Siedmiogrodzie, w Albanii na Wołochach czy też w Italii. Wkrótce też pojawiła się informacja która przeszła do legendy, że król ostatecznie osiadł w Portugalii, gdzie wiódł spokojne życie (wcześniej zaś miał być prawdziwym ojcem Krzysztofa Kolumba, późniejszego odkrywcy Ameryki). Jego brat, który wówczas władał Wielkim Księstwem Litewskim - Kazimierz Jagiellończyk, też liczył że Władysław odnajdzie się cały i zdrów, ale mijały kolejne dni i miesiące, a król nie wracał. Jednak z chwilą gdy tylko ponownie odnajdywał się jakiś uczestnik bitwy (jak choćby jeden z synów Zawiszy Czarnego, gdyż wcześniej gruchnęła wieść że obaj jego synowie polegli pod Warną, ale potem jeden z synów powrócił do Krakowa), wówczas odżywała nadzieja na powrót króla i ta nadzieja tak naprawdę nie umarła praktycznie do końca panowania Kazimierza IV Jagiellończyka, czyli do roku 1492, a potem zamieniła się w legendę dynastii Jagiellonów o królu bohaterze, którego wciąż oczekiwano w Krakowie i w całym jego Królestwie.


WŁADYSŁAW III JAGIELLOŃCZYK 



A tymczasem w Adrianopolu wielki wezyr Chalil pasza próbował wpłynąć na decyzję sułtana, aby wyperswadować mu myśl o abdykacji i powołaniu na tron Mehmeda Celebiego (z którym Halil pasza był skonfliktowany). Sułtan był jednak zdecydowany wycofać się do Manisy (której namiestnikiem jeszcze do niedawna był Mehmed Celebi), by tam, w idyllicznej okolicy w spokoju czytać Koran, pisać i zagłębiać się pięknie literatury. Jego decyzja była jednak nieodwołalna i tak oto młody książę rozpoczynał pierwszy etap swego panowania.


CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...