WYŚWIETLENIA

06 września 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XVII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. XIII






POWRÓT DO MANISY
Cz. I



 Wracając ponownie na tron osmański (wrzesień 1446 r.) po swoich dwuletnich wakacjach w Manisie, sułtan Murad II wziął się ostro do pracy. Z końcem października 1446 r. wysłał do Wenecji tekst podpisanego przez siebie traktatu polityczno-handlowego (zawartego osiem miesięcy wcześniej jeszcze przez jego syna Mehmeda), co oznaczało że układ ten wszedł wówczas w życie. Ze strony Wenecji i Węgier na razie nie groziło żadne niebezpieczeństwo, w Anatolii też panował spokój. Jedynym miejscem który wówczas spędzał sen z powiek Murada II była Grecja, a szczególnie rządzony przez braci Paleologów (Konstantyna i Tomasza) Peloponez. Konstantyn był człowiekiem niezwykle ambitnym. W 1427 r. w wieku 23 lat przyjechał (na rozkaz swego najstarszego brata, cesarza bizantyjskiego Jana VIII Paleologa) do starszego od siebie brata Teodora na Peloponez, aby pomóc mu w powiększeniu tego władztwa kosztem francuskich posiadłości w Grecji. Teodor (władający wówczas Peloponezem od 1407 roku, czyli od chwili gdy był jeszcze dzieckiem), zamyślał w tamtym czasie o wycofaniu się z polityki i wstąpieniu do klasztoru, ale ostatecznie porzucił te plany i widząc ambicję swego młodszego brata, szybko popadł z nim w konflikt o władzę nad tą despotią. Ten konflikt pomiędzy braćmi trwał ponad 15 lat, gdyż Teodor nie zamierzał dzielić się z bratem władzą nad Moreą (Peloponezem) i choć na ogół Teodor był człowiekiem spokojnym (do tego bardzo dobrym matematykiem i często wolał swoje obliczenia niż realne władanie krajem), to jednak miewał przypływy energii, w czasie których jego ambicja sięgała tronu cesarskiego w Konstantynopolu. Umacniała go w tym przekonaniu jego małżonka (poślubiona w 1421 r.), włoska księżniczka Cleopa Malatesta (z którą miał tylko jedno dziecko, córkę Helenę, urodzoną w 1428 r.). Cleopa zmarła jednak w roku 1433 i od tego czasu Teodor popadał w zniechęcenie, które coraz rzadziej ustępowało pod wpływem ambicji Konstantyna. Ostatecznie, gdy do Mistry (stolicy Morei) zaczęły napływać informacje o chorobie cesarza Jana VIII (podagra) i ewentualnej jego śmierci, stosunki pomiędzy Teodorem a Konstantynem zaczęły się poprawiać. Tym bardziej że Teodor ostatecznie zrezygnował z władztwa nad Moreą i przekazał ją swemu młodszemu bratu, a sam wyjechał do Selymbrii (miasta nieopodal Konstantynopola), gdzie zamierzał oczekiwać informacji o śmierci Jana VIII, aby tym samym mógł zająć jego miejsce (1443 r.).

Teraz Peloponezem władało dwóch braci - Konstantyn i najmłodszy z Paleologów - Tomasz (który był całkowicie oddany i posłuszny swemu starszemu bratu). Jeszcze nim w 1444 r. ruszyła wyprawa króla Władysława I (III) Jagiellończyka (zakończona klęską pod Warną), Konstantyn postanowił uderzyć na sojuszników sułtana w Helladzie, i tak jeszcze w tym samym 1444 wyruszył przeciwko księciu Aten - Nerio II Acciaiuoli (lennikowi sułtana). Zdobył Teby i Liwadię oraz podszedł pod same Ateny, gdzie wymusił na Nerio podpisanie pokoju, na mocy którego to właśnie on, Konstantyn (a nie Murad) stawał się suwerenem księcia Aten, który na żądanie Paleologa miał odtąd dostarczać wojska i płacić narzucony trybut. Co prawda ten akt poddania Aten Sparcie (Konstantyn władał Peloponezem czyli dawnym spartańskim krajem) nie trwał długo, gdyż już po zwycięstwie pod Warną, Nerio II wysłał do Murada list, w którym kajał się za podporządkowanie Konstantynowi i prosił aby sułtan ponownie zechciał przyjąć go do roli swego lennika (oczywiście wysłał Mehmedowi bogate upominki). Konstantyn za karę za to odstępstwo w 1445 r. ponownie najechał Attykę, ale operująca w Tebajdzie armia bega Tesalii - Omera (poddanego sułtana), zmusiła go do odwrotu. W roku 1446 Konstantyn planował dalszą ekspansję w Grecji, ale postanowił być bardziej ostrożny i z chwilą powrotu na osmański tron Murada II wysłał do niego list, w którym proponował utrzymanie wszystkich umocnień heksamilionu (fortyfikacji łączących północną Grecję z Peloponezem na Istmie korynckim), oddanie mu dominacji nad całą Grecją aż po Termopile, oraz oczywiście całkowitą niezależność królestwa Morei od sułtana. Murad II, gdy poseł Konstantyna przekazał mu owe propozycje (a w zasadzie żądania) swego pana, wpadł w taki gniew, że dobył swego miecza i osobiście zamierzał zabić nieszczęsnego dyplomatę. Powstrzymał się z tym jednak i nakazał zakuć go w kajdany oraz wtrącić do lochu, a sam rozpoczął przygotowania do inwazji na Moreę. Sułtan opuścił Adrianopol jeszcze z końcem października 1446 r. czyli zaledwie miesiąc po swoim powrocie do stolicy. Jego gniew na Konstantyna był tak wielki, iż z trudem udawało mu się go ukryć (niestety za ową butę Paleologa zapłacą zwykli ludzie, co jest normalne dla polityków i władców, którzy lekką ręką poświęcają życie swoich poddanych i obywateli, żeby tylko utrzymać władzę, wpływy i pieniądze).




Konstantyn - ufny w umocnienia heksamilionu i wąski past Istmu (gdzie już od starożytności zaledwie garstka obrońców mogła powstrzymać całą armię), zdawał się być w dobrym nastroju i pewny swego. Zapomniał jednak że to już nie są czasy hoplitów i wojen grecko-perskich, teraz świat poszedł do przodu, pojawiły się armaty, broń palna a nawet miny (czyli proch, który można było umieścić w wykopanych dołach aby wysadzić w powietrze nawet najlepsze fortyfikacje). A Murad II wiódł ze sobą wiele armat i już 10 listopada stanął pod murami heksemilionu na Istmie (co pokazuje z jaką szybkością poruszał się na południe). Ostrzał artyleryjski trwał tylko 3 dni i już zaczęły robić się wyłomy, przez które wdzierali się janczarzy, ale obrońcy Morei dokonywali wręcz cudów heroizmu, zmuszając Osmanów do wycofania się i zdając sobie sprawę że jeśli mury heksamilionu padną, to nic ich już nie uratuje. 10 grudnia Murad II rozpoczął szturm generalny który osiągnął cel, obrońcy (wykrwawieni i wyczerpani w ciężkich bojach) nie byli już w stanie zatrzymać kolejnych fal wdzierających się osmańskich wojowników. Wybuchła panika, każdy ratował się teraz na własną rękę, bo tych, którzy wpadli w ręce janczarów, czekał żałosny los. Obóz grecki został zdobyty, ci, spośród obrońców którzy dostali się do niewoli - jeśli mieli szczęście - mogli zostać sprzedani jako niewolnicy (i to tylko jeśli mieli szczęście, z reguły bowiem mordowano ich w sposób niezwykle okrutny). Murad II mścił się na schwytanych obrońcach Morei, ponoć specjalnie wykupił od swych janczarów 600 wziętych przez nich do niewoli greckich żołnierzy, aby następnie skazać ich publicznie na śmierć w krwawej ofierze za duszę swego ojca Mehmeda I. Uciekający obrońcy Morei siali jeszcze większą panikę wśród mieszkańców Peloponezu, starając się znaleźć jakąkolwiek kryjówkę, aby tylko nie zostać wytropionym i zabitym, ale takich miejsc praktycznie nie było. Sułtan ogłosił że każdy kto się podda, ocali życie, ale bardzo szybko okazało się że to jest kłamstwo, bowiem ci, którzy ujawnili się i poddali, szybko zostali okrutnie zamordowani. Nie było litości, Murad mścił się na zwykłych żołnierzach i mieszkańcach Morei za butę Konstantyna, a ten (również przerażony) dotarł do Lakonii, skąd z całym swym majątkiem i rodziną planował uciec z Peloponezu. Murad II wysłał Omera aby mu to uniemożliwić, pochwycić go i dostarczyć żywego lub martwego.




Murad zajmował kolejne miasta Korynt, Sykion i Wostitsę (które były całkowicie wyludnione, gdyż ludność miejska w wielkiej trwodze uciekła stamtąd nim przybyli Osmanie). Drogi Morei pokryły się uchodźcami z miast i wsi, którzy uciekali ku morzu, a w zasadzie ku emporiom weneckim, gdyż tam tylko można było znaleźć schronienie i ocalić życie (Wenecja bowiem miała zawarty z sułtanem traktat pokojowy), tylko czy Wenecjanie będą chcieli się narażać sułtanowi i wpuszczać do swych miast niekontrolowane liczby biednych, wyczerpanych, chorych i głodnych ludzi. Część miast przyjęła tylko niewielką ich liczbę, inne zaś w ogóle nie otworzyły swych bram (często też dochodziło tam do dantejskich scen, gdzie rodzice prosili aby chociaż przyjąć dzieci), szybko też okazało się że jedyna szansa, to dotrzeć do Lepanto, dużego miasta handlowego gdzie można było uzyskać schronienie i strawę, tam jeszcze nie zamknięto bram. Jednak gdy mieszkańcy Patras przybyli pod mury Lepanto, okazało się że miasto już nie przyjmuje nikogo, jest bowiem przepełnione uchodźcami z okolicznych obszarów (przyjęcie takiej ilości ludzi stwarzało olbrzymie zagrożenie, przede wszystkim trzeba było tych ludzi wykarmić, a przecież skąd wziąć na to środki, a poza tym, jeśli by pomarli w murach, mogliby spowodować wybuch jakimś epidemii która pociągnęłaby za sobą olbrzymią śmiertelność wśród mieszkańców miasta, a wszelkich epidemii bano się wówczas szczególnie, nawet bardziej niż wojen i zniszczeń. Warto bowiem pamiętać że od końca wieku XV w Europie Zachodniej w obawie przed wybuchem epidemii zamknięto wszystkie dotychczasowe łaźnie, gdyż lekarze twierdzili że częste mycie powoduje otwarcie porów na skórze, a to ułatwia przeniknięcie zarazy i większą śmiertelność. Tak więc począwszy od wieku XVI a szczególnie w wieku XVII i pierwszej połowie wieku XVIII mamy doczynienia z epoką brudu w Europie Zachodniej, gdyż w obawie przed zarazą ludzie myli się bardzo rzadko - np. królowa Elżbieta I kąpała się raz w miesiącu i uważała że jest wielką czyściochą - ale za to przynajmniej często zmieniano odzież wierzchnią. Trzeba też powiedzieć że u nas w Rzeczpospolitej, w Carstwie Moskiewskim i w Imperium Osmańskim było w tym czasie zupełnie inaczej. Tam łaźnie były czymś naturalnym, w Polsce np. prawie każdy dworek szlachecki miał własną łaźnię, a codzienne mycie się było bardzo popularne, podobnie rzecz się miała w Rosji, na Węgrzech i w Turcji, a także poniekąd w krajach skandynawskich.




 Niestety ta tradycja czystości ustępowała w naszym kraju wraz z utratą państwowości, tak jakby wraz z utratą niepodległej Ojczyzny Polacy coraz bardziej obrastali brudem, podczas gdy w Europie Zachodniej znowu odkryto mydło, wanny i łaźnie. W drugiej połowie wieku XVIII a także w wieku XIX stanowiło to poważny problem, szczególnie na wsiach. Duży był też strach przed wizytą lekarza na wsi, gdyż lekarz zabierał chore dzieci do szpitala, a to z reguły traktowano jako zapowiedź ich śmierci - poza tym lekarz był drogi, co oznaczało że wielu chłopów nie było na niego stać, nawet jeśli przyjeżdżał tam sam, na badania - poza tym lekarze nakazywali częste mycie, co również traktowano jako coś nienormalnego. Zobaczcie jak to wszystko potrafi się zmienić, Polacy od najdawniejszych czasów byli jednymi z najbardziej czystych Narodów Europy, ale wraz z utratą Ojczyzny przyszło jakieś zaciemnienie umysłów i ludziom odechciało się myć. Dopiero z końcem wieku XIX zaczęto ponownie odmieniać tę trend). 




Konstantyn, jego brat, małżonka i najbliżsi współpracownicy liczyli na przysłanie weneckich okrętów, które zabiorą ich z Peloponezu, ale nic takiego nie nastąpiło. Co prawda Omer nie zdołał ich pochwycić, ale nie byli również w stanie opuścić Morei drogą morską (a tylko taka była jeszcze możliwa). Ostatecznie Konstantyn i Tomasz wysłali do Murada swego posła, godząc się na wszystkie sułtańskie warunki, łącznie z opłaceniem pokaźnego trybutu i zostaniem sułtańskim lennikiem, w zamian prosili tylko o możliwość dalszego sprawowania władzy nad Moreą (teraz oczywiście w imieniu samego sułtana). Muradowi dawno przeszła złość, z jaką przybył do Grecji, tym bardziej że obładowany licznymi łupami i wziętymi w jasyr ludźmi (sam Murad zawiózł do Teb 60 000 mieszkańców Morei, nie licząc tych, którzy wpadli w ręce jego żołnierzy, a ponoć było ich tak dużo, głównie kobiet, że janczarzy po drodze sprzedawali kobiety i dziewczęta okolicznym nabywcom za jedyne 300 asprów, czyli w przeliczeniu dosłownie za grosze, co oznaczało że tego jasyru mieli tak dużo, że nie byli w stanie wszystkich upilnować, dlatego też woleli sprzedać owe kobiety znacznie poniżej ceny oficjalnej wartości niewolnika, jak pozwolić im uciec), uznał sułtan że dopiął swego i zgodził się na propozycję obu Paleologów. Konstantyn i Tomasz władali teraz wyludnionym, zniszczonym i rozgrabionym krajem, ze zdemoralizowaną szlachtą, zniszczonymi miastami i utraconą suwerennością. Despotes Konstantyn starał się być dobrym władcą, łagodnym i niezbyt autorytarnym (co było rzadkością w tamtych czasach), kierował się bowiem zasadami swego przyjaciela i mędrca, greckiego filozofa Gemistosa Plethona, ale ostatecznie wszystko to zakończyło się katastrofą w postaci osmańskiej inwazji.




Była już wczesna wiosna roku 1447, gdy sułtan Murad powrócił do Adrianopola. Wiódł ze sobą liczne łupy, ale tak naprawdę największą zdobyczą zawsze byli ludzie, których następnie zamieniano w niewolników, szczególnie zaś kobiety - które natychmiast trafiały do sułtańskiego haremu. Sułtan wolał piękne, młode kobiety nawet od kilogramów złota, szczególnie gustował w młodych 15-letnich pannach. Oczywiście natychmiast następowała selekcja i zaliczanie owych dziewcząt do jednej z grup. Pierwszą grupę stanowiły młode, zdrowe dziewczyny, które nie musiały być ładne, gdyż przeznaczano je do prac w haremie (musiały jednak spełniać pewne warunki, np. mieć pełne uzębienie, żadnych krost na twarzy i rękach itd.). W drugiej grupie mieściły się młode dziewczynki 5/15-letnie), które najpierw miały być uczone języka, alfabetu i oczywiście musiały przyjąć islam, a następnie bogate Turczynki (które zarabiały pokaźne pieniądze na handlu takimi dziewczynami), uczyły je jak zadowolić mężczyznę, a dopiero potem (często po latach) trafiały do sułtańskiego haremu. Najdroższe były dziewczyny i kobiety trafiające do grupy trzeciej, gdzie należało spełniać określone warunki (uroda, kobiecość, seksapil, brak widocznych skaz, oczywiście pełne uzębienie i brak wszelkich chorób, bowiem nawet chrapanie w nocy eliminowało taką dziewczynę z grona potencjalnych sułtańskich faworyt i wówczas trafiała do służby, albo była sprzedawana na targu w Konstantynopolu). Do trzeciej grupy praktycznie nigdy nie trafiały kobiety o ciemnej karnacji, murzynki zaś prawie zawsze były przeznaczone do roli służby haremowej, a często traktowano je wręcz jak żywe przedmioty (służyły na przykład do bicia dla dzieci sułtana, gdy te chciały się na kimś wyżyć). Najwyżej cenione były dziewczęta o jaśniebiałej cerze, szczególnie mieszkanki krajów Północy, a wśród nich najbardziej popularne były... Polki i Francuzki (jak bowiem pisał osmański poeta Enderumi Fazuli: "Wszystkie kobiety nic nie znaczą wobec Polek. Spojrzenie ich roznieca nawet w sercu pustelnika płomień żądzy, a sploty włosów stają się dla niego przepaską, zamiast pustelniczego pasa. Niewiasty Lechistanu to istoty całkiem wyjątkowe: lica ich piękne jak róża, kibić wyniosła jak cyprys; kiedy idą, postawa ich pełna wdzięku, kiedy mówią - usta ich pełne słodyczy. Każda z nich w sztuce kochania jest mistrzynią. Duszę swą oddaje przyjacielowi, którego pozyskała dla siebie").




Po przeprowadzeniu tej kampanii sułtan Murad ponownie przez kolejny rok oddał się cielesnym rozkoszom (brak jakichkolwiek wzmianek o jego jakiejkolwiek politycznej czy militarnej aktywności, tym bardziej że nasprowadzał sobie tyle młodych dziewczyn, że miał w kim wybierać i zapewne nie chciało mu się już nic więcej, gdy nocami toczył swoje łóżkowe boje 🥴). Ale przenieśmy się do Manisy, w której to na ponowne życzenie ojca przebywał młody 15-letni Mehmed Celebi. On również miał swój własny harem i wypatrzył tam jedną z dziewcząt o imieniu Gulbahar. Była to niewolnica rodem prawdopodobnie z Albanii (chociaż twierdzono również że była uprowadzoną do niewoli córką króla Francji Karola VII). Młody Mehmed zakochał się w niej po uszy i uczynił ją swoją faworytą. Bardzo często spędzał czas w jej towarzystwie, pozwolił jej również posiadać własne pieniądze i kupować za nie suknie oraz biżuterię. Sama decydowała w co się ubierze, a także otrzymała kilka dziewcząt z haremu jako swoje służące. W czasie gdy Mehmed przebywał w Manisie, zapatrzony był w Gulbahar niczym w lustro i żadna inna kobieta nie była w stanie zyskać jego uwagi. Już w maju 1447 r. ta młoda dziewczyna poinformowała swego pana (jakim bez wątpienia był dla niej Mehmed) że jest w błogosławionym stanie i spodziewa się narodzin syna. To jeszcze bardziej przybliżyło Mehmeda do Gulbahar i wydawało się jakoby szczęściu tej dwójki nic nie zagrozi. Los jednak lubi płatać nam figle i nasze pierwotne wybory często potem muszą ustąpić różnym zaistniałym dziwnym sytuacjom (aczkolwiek pamiętajmy że nigdy nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, czasem jeśli nam się wydaje że coś idzie nam nie tak jak zaplanowaliśmy, że piętrzą się kłopoty i tak dalej, to może właśnie to jest dobre, bo wybór jaki podjęliśmy być może nie był dla nas korzystny na dłuższą metę. Ja przynajmniej miałem kilka takich sytuacji w życiu, gdzie wydawało mi się że los rzuca mi kłody pod nogi i przeszkadza w moim wyborze, który sam wybrałem. A potem się okazywało, że ten wybór wcale nie był dla mnie taki dobry, że zejście z tej drogi okazało się ostatecznie dla mnie bardzo korzystne), ale na razie nie wyprzedzajmy faktów. 


CDN.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...