WYŚWIETLENIA

19 września 2026

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. VII

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI





POWSTANIE i WOJNA
Cz. VII


WŁADYSŁAW IV W MŁODOŚCI



 Poselstwo na którego czele stał wojewoda poznański Krzysztof Opaliński i biskup warmiński Wacław Leszczyński, wyruszyło z Warszawy po księżniczkę mantuańską 10 sierpnia 1645 r. a uroczysty wjazd do Paryża miał miejsce 29 października tego roku (ten wjazd przypominał wjazd Jerzego Ossolińskiego do Rzymu z 27 listopada 1633 r. gdy konie celowo gubiły złote podkowy, które następnie zbierali Rzymianie. Tym razem złotych podków nie było, ale Paryżanie podziwiali kontusze, żupany, delie, skrzydła husarskie i broń wysadzaną szlachetnymi kamieniami oraz 260 przepięknych koni z orszaku Opalińskiego). Maria Gonzaga żyła wówczas w okresie ustawicznej euforii, ciesząc się że nie tylko zostanie królową, ale wręcz że podwójną królową, gdyż Wazowie nosili przecież także tytuł królów Szwecji (oczywiście tytuł ten był jedynie symboliczny, gdyż Szwecja miała swoich monarchów, ale jednak taki tytuł był istotny i często stawał się powodem wojen). Nim odbył się ślub per procura, jeszcze wojewoda pomorski Gerard Denhoff chciał wszystko dokładnie uzgodnić, to znaczy ustalić wysokość posagu płaconego przez francuski dwór (w wysokości 600 000 lirów), dodatkowego 1 500 000 lirów tytułem zrzeczenia się praw do posiadłości włoskich, oraz środków uzyskanych ze sprzedaży francuskich majętności Marii Gonzagi. Jednocześnie przeprowadzono też zmianę imienia przyszłej królowej, gdyż imię Maria wówczas nie było używane w Polsce, gdyż prawo do niego miała tylko Matka Boska, dlatego też księżniczka mantuańska zwała się odtąd Ludwiką Marią. Ona sama zaś była bardzo zadowolona i nic nie mogło ugasić w niej tej radości, nawet gdy mówiono jej że 50-letni Władysław IV jest dość gruby (czasy młodości, gdy był przystojnym mężczyzną o nieco hiszpańskiej urodzie dawno minęły), na co ona odpowiadała że to są detale, jeśli jest się panującym. Zaczęła też kompletować swój przyszły dwór, ale tutaj napotkała małe problemy. Odmówił bowiem wyjazdu wraz z nią jej dotychczasowy doradca, opat Marolles (potem jednak utrzymywał intensywną korespondencję listową z Ludwiką Marią). Dobrał jej jednak spowiednika w osobie księdza Franciszka de Fleury (który był jansenistą i z tego powodu miał później nieprzyjemności w Polsce, straszono go nawet że będzie musiał opuścić Rzeczpospolitą, ale do tego nie doszło). Był to też jedyny człowiek spośród wszystkich członków jej dworu, który już wcześniej odwiedził Warszawę. Swym doradcą Ludwika mianowała zaś pana des Noyers (był to człowiek niezwykle wykształcony, osobisty przyjaciel Pascala), pozostawił on dosyć ciekawe pamiętniki z Polski. Skarbnikiem królowej zaś został Kacper de Tende. Poza tym Ludwika Maria wzięła ze sobą kilku medyków i aptekarzy (gdyż często zapadała na zdrowiu), a także szereg młodych i ładnych, choć ubogich szlachcianek francuskich, które liczyły na dobry ożenek w Polsce (nazywano je w Rzeczypospolitej "ładne pyszczki bez posagu").




Ślub per procura odbył się 5 listopada w kaplicy Pałacu Królewskiego w Luwrze (choć początkowo strona polska nalegała aby uroczystość ta odbyła się w Katedrze Notre-Dame, gdyż Ludwika Maria miała korzystać z praw przysługujących królewnom francuskim, ale kardynał Mazarin stwierdził, że jeśli ślubu udzielać ma biskup warmiński, to uroczystość nie może odbyć się w Notre-Dame gdyż tam specjalne przywileje ma tylko biskup Paryża i jeśli do tego dojdzie, cała uroczystość może być nieważna. Przerażona tym faktem Ludwika Maria nalegała więc na zmianę miejsca zaślubin i wybrano właśnie kaplicę w Palais Royal w Luwrze). Do ślubu Ludwika Maria ubrana była w przepiękną czarną suknię (bowiem biel podczas zaślubin zaczęto używać dopiero od XIX wieku, a stało się to po ślubie królowej Wielkiej Brytanii - Wiktorii z księciem Albertem - 10 lutego 1840 r. w czasie którego ona była w pięknej białej sukni, i od tej pory panny młode również przystrajały się w biel). Chciała również włożyć na głowę stworzoną przez siebie koronę z pereł i diamentów, ale królowa Anna Austriaczka stwierdziła, że prawo do korony będzie miała Ludwika Maria dopiero po ślubie, a nie przed jego zawarciem. Na uroczystości zaślubin obecni byli wszyscy książęta krwi, łącznie z bratem króla Ludwika XIII oraz wujem obecnie panującego 7-letniego Ludwika XIV - Gastonem (który niegdyś był zafascynowany Marią ale ją zostawił, teraz zaś stał niżej od niej). Niektórzy sądzili że ten dzień był jej triumfem nad niedawnym kochankiem, który porzucił ją dla korony, której ostatecznie nie uzyskał, a ona tak. Zaraz po tej uroczystości Ludwika Maria (w koronie z pereł i diamentów) odwiedziła chorą już swą protektorkę (dzięki której całe to małżeństwo w ogóle doszło do skutku) madame de Rambouillet. Ta ponoć nie mogła się nadziwić, że piękna dziewczyna w koronie na głowie, jest tą samą, którą jeszcze do niedawna musiała pocieszać, gdy ta zlękniona przyszła do niej w czasie egzekucji Cinq-Mars'a (o czym pisałem w poprzedniej części). Kolejne dni zaś upłynęły jej na hołdach, jakie składali jej książęta krwi w Pałacu Królewskim (łącznie z samym Gastonem). W drogę do Warszawy ruszyli 27 listopada 1645 r. a król Ludwik XIV wraz ze swą matką Anną Austriaczką odprowadził ją do rogatek Paryża, a Wielki Kondeusz (o którym również pisałem w poprzedniej części i z którym ona wychowywała się od młodości) towarzyszył jej orszakowi do Saint-Denis. Ponieważ jednak między Francją a Hiszpanią toczyła się wojna, zawarto wówczas jednodniowy rozejm, aby królewski orszak mógł przejechać, jednak w tym czasie odprawiono również uroczystą ucztę, w której wzięli udział oficerowie i żołnierze obu walczących stron, a Ludwika Maria uczestniczyła w nim w swojej lektyce (to były czasy prawda, tutaj walczymy, ale jak przychodzi co do czego godzimy się i przynajmniej przez jeden dzień wspólnie pijemy i świętujemy. Wyobrażacie to sobie w czasie II Wojny Światowej - niemożliwe i niewykonalne).


WŁADYSŁAW IV POD KONIEC ŻYCIA



Następnie w Brukseli wjeżdżającą Ludwikę Marię witało 300 salw armatnich, w Oldenburgu tamtejszy książę wydał na jej cześć kolejną ucztę. W czasie swej podróży przyszła królowa Polski starała się jak najdokładniej zgłębić charakter i zachowanie swego przyszłego męża. Uczyła się pierwszych słów po polsku (ale to właśnie w języku włoskim obaj małżonkowie mieli się porozumiewać), dowiedziała się że Władysław IV ma przyjaciółkę, pannę von Eckemberg i chciała się z nią zaprzyjaźnić. Początkowo król planował ożenek w Gdańsku i właśnie tam wszystko było przygotowywane do tej uroczystości, ale nagle okazało się że król zaniemógł (katar i gorączka jaka go złożyła z nóg, uniemożliwiła podróż do Gdańska, dlatego też uroczystości zaślubin miały odbyć się teraz w Warszawie). Orszak Ludwiki Marii 8 lutego 1646 r. przekroczył granicę Rzeczypospolitej i nieświadom zmiany planów kierował się do Gdańska. W tym mieście (do którego wjechała 11 lutego) królowa została wspaniale powitana przez rajców miejskich i tam też oczekiwała na przyjazd króla, ten jednak nie nadjeżdżał i ona wybrała się na zwiedzanie okolicy. Dopiero w Sopocie spotkał ją młodszy brat Władysława, królewicz Karol Ferdynand z grupą senatorów i poinformował o zmianie królewskich planów (wiadomo też że z Oliwy Ludwika Maria wysłała list do Mazariniego, w którym nie mogła się nachwalić swego przyszłego królestwa, opisując bogactwo kościoła klasztornego i dodając: "ten kraj jest nad podziw piękny"). Przez 9 dni jakie spędziła królowa w Gdańsku, był to czas nieustannych uczt, koncertów królewskiej kapeli i innych uroczystości artystycznych. Gdy więc 20 lutego orszak ruszył w dalszą drogę do Warszawy, królowa była coraz bardziej poddenerwowana spotkaniem z przyszłym małżonkiem (a także wiadomościami jakie napłynęły z Francji, że jej bratanek przybył z Włoch i nałożył sekwestr na wszystko to, co tam zostawiła). W Falentach powitał ją prymas Maciej Łubieński, a 10 marca 1646 r. nastąpił wjazd królowej do Warszawy. Król (który w tym czasie doszedł już do zdrowia), obserwował wjazd orszaku swej małżonki z wieży zamkowej Pałacu Królewskiego. Gdy ujrzał niebieską kartę Ludwiki Marii, kazał się nieść w lektyce do kolegiaty św. Jana (król miał bowiem duże trudności z chodzeniem, gdyż puchły mu nogi, zapewne była to dna moczanowa) i tam właśnie doszło do pierwszego spotkania młodej pary. Ludwika Maria upadła mężowi do stóp, lecz ten... nie kazał jej wstać. Okazało się że rzeczywistość znacznie rozmijała się z pięknem, jakie ujrzał on w przesłanym wcześniej obrazie, na którym namalowano Ludwikę Marię. Ludwika Maria nie była co prawda gruba, ale miała znacznie więcej ciała niż na owym portrecie i Władysław IV miał odezwać się z przekąsem do francuskiego posła de Brégy - który wcześniej bardzo zachwalał Mantuankę: "To jest ta piękność, o której tyle opowiadaliście mi cudów?" Ślubu udzielił nuncjusz papieski de Torres, a następnie cały orszak udał się na ucztę weselną. Władysław IV miał wówczas 51 lat, Ludwika Maria 35 - obaj siedzieli na uczycie pod baldachimem na 4-stopniowym podwyższeniu (notabene doszło wówczas do gorszącej sceny kłótni pomiędzy Francuzami z orszaku królowej o miejsce przy stole, ale to było wówczas normalne, wspomniana wcześniej wizyta posłów moskiewskich z marca 1650 r. również spotkała się z kłótnią pomiędzy odbierającymi ich dostojnikami polskimi, o to, który pierwszy będzie siedział po której stronie).


MIASTECZKO OLIWA Z KTÓREJ LUDWIKA MARIA WYSŁAŁA LIST DO KARDYNAŁA MAZARIN'A, 19 LAT WCZEŚNIEJ CZYLI W 1627 r. BYŁO MIEJSCEM ZWYCIĘSKIEJ BITWY MORSKIEJ POLSKIEJ FLOTY KRÓLEWSKIEJ Z FLOTĄ SZWEDZKĄ



BITWA POD OLIWĄ NA OWEJ MAPCE POKAZANA JEST W LEWYM GÓRNYM ROGU



Małżeństwo jednak nie zostało dopełnione pierwszego dnia (król był bowiem za słaby żeby chodzić i był cały czas noszony albo w lektyce albo na krześle). Król Władysław nie odwiedził łoża swej małżonki również w ciągu kolejnych dni. Trzeciego dnia (według zwyczaju) nowej królowej składali wizytę jej poddani (oczywiście magnateria, szlachta dworska i posłowie obcych dworów), przynosząc dary, których wartość wyniosła łącznie 400 000 talarów (natomiast poseł francuski de Brégy, który miał jej ofiarować w imieniu Ludwika XIV brylantowe kolczyki, ostatecznie wycofał podarek, motywując to tym, że król Francji i tak się wystarczająco wykosztował na jej małżeństwo). Żadnego prezentu nie przyniósł też poseł Republiki Wenecji (co spotkało się z powszechną krytyką). W kolejnych dniach król był raczej oschły w stosunku do swej małżonki (chciał nawet odprawić część jej dworu). Doszło do tego, że Krzysztof Opaliński napisał do pana de Brégy aby monarchini zaczęła śmielej pieścić małżonka: "Ponieważ król, nasz pan miłościwy jest cokolwiek lubieżny" (nie były to już jednak czasy renesansu, gdzie powszechnie dyskutowano na temat seksapilu monarchów i ich kolejnych seksualnych podbojów, w tym okresie pozamałżeńskie związki były raczej pomijane albo zawoalowywane, ale Władysław IV rzeczywiście miał dosyć duże libido, tylko że wiek, tusza oraz choroby nieco nadwyrężyły jego możliwości). Sypialnia króla (mieszcząca się w północno-wschodnim narożniku Zamku Królewskiego z widokiem na Wisłę) liczyła sobie siedem komnat (co nie było wcale dużo). Dziś Zamek Królewski wygląda zupełnie inaczej niż w epoce Wazów, gdyż przebudowa w wieku XVIII znacznie go zmieniła, poza tym zniszczenia jakich doświadczył w czasie II Wojny Światowej spowodowały że wszystko trzeba było odbudowywać od nowa (Zamek Królewski został zniszczony przez Niemców po zakończeniu Powstania Warszawskiego w październiku 1944 r. a odbudowywany dopiero od roku 1972), dziś więc trudno jest sobie wyobrazić tamtejsze komnaty. Zapewne jednak na ścianach wisiały arrasy (w których lubował się zarówno Zygmunt II August jak i Władysław IV), a także obrazy znanego wówczas malarza Tomasza Dolabelli. Obok komnat króla znajdowała się łazienka z bieżącą wodą (doprowadzaną rurami), która budziła podziw współczesnych, i w której można było nawet (co w tamtych czasach było prawdziwym novum) wziąć prysznic. Królowa zaś miała swe komnaty na drugim piętrze Zamku Królewskiego po przeciwnej stronie komnat króla.


APARTAMENTY ZAMKU KRÓLEWSKIEGO W WARSZAWE
(Odtworzone po roku 1972)


SALA TRONOWA



SYPIALNIA KRÓLA



ZAMEK KRÓLEWSKI W ROKU 1945 
(Część niemieckiej misji cywilizacyjnej na Wschodzie, jak oni to nazywali)



ZAMEK KRÓLEWSKI DZIŚ
(Z kolumną króla Zygmunta III Wazy - ojca Władysława IV, którą to ufundował i wzniósł właśnie on w listopadzie 1644 r.)



Dopiero 7 kwietnia (czyli prawie miesiąc po ślubie), król po raz pierwszy odwiedził swą małżonkę w sypialni. Ale kolejne odwiedziny były już coraz rzadsze, tym bardziej że król coraz częściej niedomagał na zdrowiu, a królowa - nie chcąc go niepokoić - również nie odwiedzała go w czasie choroby, co było bardzo źle widziane na dworze. Tym bardziej że król przyjmował w swych komnatach nie tylko ochmistrzynię swego syna (zrodzonego z poprzedniego małżeństwa z Cecylią Renatą, królewicza Zygmunta Kazimierza, urodzonego 1 kwietnia 1640 r.) Rozynę von Eckemberg, ale również dworzanie przyprowadzali mu na noc pewną Ormiankę (Ludwika Maria skarżyła się potem że król jest "bardzo nierówny", co miało być nawiązaniem do jego miłostek). Mimo to udało się królowej doprowadzić do oddalenia z dworu faworyty, czyli panny von Eckemberg (która mieszkała piętro wyżej nad komnatami Ludwiki Marii) i wydania jej za mąż za księcia Michała Czartoryskiego (24 czerwca 1646 r.). Aby jednak zbliżyć się do małżonka, królowa zaczęła podzielać jego pasje, np. wspólnie oglądali przedstawienia teatralne, albo też długie godziny grali ze sobą w taroka. Ludwika Maria zaczęła też coraz częściej osobiście dbać o zdrowie małżonka, co doprowadziło nie tylko do zmiany jego stosunku do niej, ale nawet dworzanie zauważyli że w sytuacjach, w których zwykł rozkazywać poprzedniej żonie Cecylii Renacie (np. wzywając ją do siebie) to Ludwikę Marię co najwyżej prosił aby doń przyszła. Poza tym Władysław przestał nosić hiszpański order Złotego Runa (ofiarowany mu przez hiszpańskich Habsburgów), a zaczął nosić francuski order Świętego Ducha. Małżonkowie rozmawiali ze sobą po włosku, gdyż królowa nie nauczyła się mówić po polsku, ale jak pisywała w listach do Mazariniego, król często wyśmiewał jej włoski akcent, mimo że jej ród pochodził z Italii. Ale pozyskanie małżonka nie było jedynym celem królowej, która chciała uzyskać akceptację poddanych i zdobyć jakieś wpływy w swojej nowej ojczyźnie. Musiała też pozyskać przecież senatorów i szlachtę, co starała się usilnie czynić (swoją pobożnością i pacyfistycznymi poglądami, które bardzo podobały się szlachcie, zawsze niechętnej do wszczynania jakichkolwiek wojen napastniczych, to jednak znów nie podobało się królowi, który usilnie dążył do wielkiej wojny z Imperium Osmańskim - o czym pisałem już w temacie ("Władysław IV i plany wielkiej wojny z Imperium Osmańskim"). Król dążył do wojny z Osmanami i w tym celu potrzebował pieniędzy, dużo pieniędzy na które w żadnym razie nie chciała zgodzić się szlachta. Starał się więc o pożyczkę u swej małżonki, a ta jednak wzbraniała się przed tym pomysłem, nie wierząc że król będzie w stanie pożyczkę ową spłacić (pierwsze targi o te pieniądze rozpoczęły się 20 maja 1646 r.). Ostatecznie 16 września spisano umowę, na mocy której Władysław pożyczał od żony na okres 4 lat - 660 000 zł polskich, które miały być asekurowane na jego klejnotach i precjozach (procenty, czyli ponad 46 000 zł rocznie, Władysław gwarantował małżonce na dochodach z portów: gdańskiego i elbląskiego oraz księstw opolskiego i raciborskiego). Notabene nigdy nie spłacił tej pożyczki i w chwili swej śmierci - 20 Maja 1648 r. - jego dług u Ludwiki Marii wynosił 818 521 zł polskich. Sejm który się zebrał w październiku 1646 r. ostatecznie przekreślił wojenne plany króla (co zapewne odbiło się też na jego zdrowiu).


LUDWIKA MARIA GONZAGA



Wcześniej, bo 15 czerwca 1646 r. na Wawelu w Krakowie odbyła się uroczysta koronacja królowej Ludwiki Marii. W pięknym orszaku para królewska przybyła z Warszawy (król jechał konno, królowa w karocy). Obrzędu dokonał prymas Maciej Łubieński, będąc w otoczeniu nuncjusza papieskiego i kilku biskupów. Obecni byli również posłowie Francji i Wenecji. Po koronacji zaś odbyła się uroczysta uczta, połączona z pokazem fajerwerków. Ciągły niepokój Ludwiki Marii wiązał się jednak z nawracającymi problemami zdrowotnymi jej męża, co powodowało że w listach do Paryża coraz częściej pisała, iż musi liczyć się z jego rychłą śmiercią. Król co prawda miał dwóch przyrodnich braci: Jana Kazimierza i Karola Ferdynanda, a także sześcioletniego synka - Zygmunta Kazimierza. Chłopiec był niezwykle udanym dzieckiem, bardzo inteligentnym, szybko zdobywającym wiedzę, bardzo szybko nauczył się mówić po polsku i po niemiecku, a w wieku pięciu lat równie sprawnie posługiwał się łaciną. Był bardzo podobny do swego ojca, a Ludwika Maria również starała się nawiązać z nim dobre relacje. Z Karolem Ferdynandem Ludwika Maria miała bardzo rzadkie kontakty, można rzec oficjalne, natomiast Jan Kazimierz (którego ona poznała jeszcze we Francji i zaprosiła go do Pałacu Nevers) przebywał wówczas we Włoszech. Opiekunem syna król wyznaczył swego najmłodszego brata Karola Ferdynanda, ale 23 grudnia 1646 r. tuż przed Bożym Narodzeniem w Warszawie zjawił się Jan Kazimierz (choć brat listownie radził mu aby nie wracał), który wówczas miał już kapelusz kardynalski chociaż nie odbył jeszcze święceń kapłańskich. Wdał się on w gorszące spory z Karolem Ferdynandem o dobra żywieckie które odziedziczyli po matce. Wraz z jego powrotem Ludwika Maria zbliżyła się do Jana Kazimierza, a on (jak pisał sekretarz królewicza) "nie mógł się jej oprzeć". Ewidentnie królowa widziała w Janie Kazimierzu swego przyszłego męża, na wypadek śmierci Władysława. Pozycja Jana Kazimierza (i paradoksalnie samej królowej Ludwiki Marii) znacznie wzrosła po śmierci królewicza Zygmunta Kazimierza który zmarł po krótkiej chorobie 9 stycznia 1647 r. Król (który bardzo przeżył śmierć syna, pisał bowiem w liście do brata gdy ten zachorował: "Jedyny mój syneczek jest słabowity i lękać się należy o jego życie") - teraz właśnie w swym bracie widział następcę tronu, dlatego też polecił mu zrzec się kapelusza kardynalskiego i ożenić z jedną z arcyksiężniczek. W tym momencie Ludwika Maria uznała że to właśnie jej czas i to ona będzie żoną Jana Kazimierza po śmierci Władysława IV i tak też się stało.


ZYGMUNT KAZIMIERZ WAZA



CDN.
 

18 września 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXXVI



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXXVI



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. XIV






FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. XIV



DEWARIM
(753 - 586 r. p.n.e.)
Cz. II



 Król Izraela Menachem, który nastał po śmierci Zachariasza z rodu Jehu i obalił jego mordercę Szalluma, panował ok. jedenastu lat i zmarł w roku 742 p.n.e. Teraz tron objął jego syn Pekachiasz, który jednak nie władał zbyt długo, gdyż już w kilka miesięcy później (741 r. p.n.e.) obalił go i zabił jeden z jego oficerów o imieniu Pekach, który został kolejnym (już przedostatnim) władcą Królestwa Izraela. Bunt do jakiego doszło i obalenie Pekachiasza, było spowodowane niechęcią (szczególnie w armii) przeciw zbyt ugodowej (a wręcz uległej) polityce Izraela wobec wzrastającej w siłę Asyrii. Już Menachem w ostatnich latach swego panowania płacił trybut Asyryjczykom w wysokości 1000 talentów srebra (uzyskując na to środki poprzez opodatkowanie posesjonatów). Tę politykę kontynuował następnie jego syn, a to bardzo nie podobało się wpływowym kręgom nacjonalistycznym, skupionym w armii izraelskiej. Na swego przywódcę wybrali oni właśnie Pekacha, który zamordował i obalił Pekachiasza a następnie sam koronował się na nowego władcę Izraela. Pekach od początku swych rządów starał się stworzyć koalicję anty-asyryjską w której widział zarówno królów Judei jak i Damaszku, Moabu, Ammonu, Edomu oraz kilku największych miast filistyńskich. Udało mu się taką koalicję zbudować, ale bez władcy Judy Ozjasza (a raczej Jotama, który od 750 r. p.n.e. sprawował rządy regencyjne w imieniu swego chorego na trąd ojca). Gdy w 740 r. p.n.e. Ozjasz zmarł po 26 latach swych rządów, na tron wstąpił właśnie jego syn Jotam. Prowadził on politykę zbliżenia z Asyrią, dlatego też nie przyłączył się do koalicji Pekacha, zdając sobie sprawę że siła Asyrii znacznie wzrosła i lepiej żyć z nimi w zgodzie, niż ryzykować najazd i zniszczenia spowodowane przez ich bojowe rydwany. Przez prawie dekadę swoich rządów Jotam wzmocnił mury Jerozolimy (spodziewając się najazdu z północy i tutaj się nie pomylił), zbudował wiele innych warowni w kraju, oraz dokonał wypraw przeciwko Ammonitom (co doprowadziło do ich podporządkowania i narzucenia im daniny, której gros szedł właśnie na wzmocnienie obronności kraju).




W tym mniej więcej czasie (ok. 742 r. p.n.e.) swą misję w Jerozolimie rozpoczął prorok Izajasz (urodzony w tym mieście ok. 765 r. p.n.e.). Był on oczywiście zagorzałym jahwistą i przeciwnikiem wszelkich obcych kultów - kananejskich, syryjskich czy fenickich, które od czasu do czasu wspierali również władcy Południowego Królestwa. Pamięć o żyjących sto lat wcześniej prorokach Eliaszu i Elizeuszu była na tyle silna w społeczności judzkiej, że władcom bardzo ciężko było walczyć z ludźmi, którzy ogłosili się być "głosem samego Boga". Królestwo Północne miało swoich proroków w postaci Amosa i Ozeasza (o których to pisałem w poprzednich częściach), teraz, po wielu dekadach (po śmierci Elizeusza) przyszła więc pora również na Judę. W biblijnej Księdze Izajasza spisane są jego słowa, którymi miał ostrzegać mieszkańców Jerozolimy, że w dniu sądu Jahwe wezwie przed swe oblicze nie tylko pogan, ale również Judę i Jerozolimę, gdyż Żydzi tam mieszkający mocno zgrzeszyli pychą, zepsuciem, niesprawiedliwością społeczną oraz wyrzeczeniem się wiary przodków. Pan Bóg więc ześle na Judę okropne nieszczęścia, które dosięgną wszystkich jej mieszkańców aż do ich wytracenia. Oczywiście była również nadzieja na ocalenie, gdyż Izajasz głosił że młoda kobieta pocznie syna imieniem Immanuel ("z nami jest Bóg"). Będzie to bowiem "Książę Pokoju", idealny władca z linii Dawida i reszta "ludu wybranego" zyska ocalenie dzięki Jego radom i naukom (jeśli przypomnimy sobie że religia żydowska stworzona została przez przedstawicieli planety TJehooba - a samo słowo Jahwe ponoć oznacza właśnie TJahooba lub TJaooba ewentualnie Hoova - w zależności od wymowy {kiedyś czytałem jak pewien rabin założył się bodajże właśnie z Michaelem Desmarquet'em - autorem książki "Misja" opowiadającej o jego podróży na TJehoobę w 1987 r., iż nie potrafi poprawnie rozszyfrować i wymówić imienia Boga, bo słowo to jest nieznane i niedostępne dla gojów. Gdy zaś ten to uczynił, rabin zbladł i więcej już się nie odezwał} natomiast Immanuel o którym głosił Izajasz, to nikt inny jak Jezus Chrystus, który również przybył z TJehooba aby "ocalić lud wybrany" i zrodzony został z "młodej kobiety" - zapewne w znaczeniu dziewicy). 




Dziś bibliści uważają że rozdziały z Księgi Izajasza od 1 do 39 pochodzą bezpośrednio lub pośrednio od samego Izajasza. Bezpośrednio z pewnością rozdziały 1-12, z tym że już w rozdziale 1 jest opisane spustoszenie Jerozolimy dokonane przez króla Assuru - Sannaheryba w 701 r. p.n.e. i związane z nim przestrogi. Kolejne rozdziały uzupełniono w następnych latach, lecz przypisano je proroctwom Izajasza. Izajasz przepowiadał więc że Jahwe posługuje się pogańskimi narodami, aby ukarać Żydów za ich bezbożność i odwrócenie się od przykazań przodków, ale gdy nadejdzie dzień sądu, narody te zostaną zniszczone i przetrwa jedynie lud wybrany, czyli wszyscy sprawiedliwi spośród narodu żydowskiego. Izajasz był z pewnością żarliwym oratorem, człowiekiem przepełnionym energią i mającym przesłanie na wpół religijne a na wpół narodowe. Dzięki odnalezionym zwojom z Qumran wiadomo, że był on autorem pierwszych kilku (być może kilkunastu) rozdziałów z Księgi Izajasza. Według Izajasza Jahwe jest pełen majestatu, sprawiedliwości, a przede wszystkim świętości ("Święty, Święty, Święty jest Bóg zastępów" jak zapisane jest w Księdze Izajasza - pamiętajmy bowiem kim był bóg Izraela). Izajasz twierdzi wręcz otwarcie, że Jahwe mu się objawił ("A oczy moje oglądały Pana Zastępów, króla"). Prorok głosił również że Jahwe jest odkupicielem Judy od wszelkich utrapień i że nadejdą kiedyś czasy w których Juda będzie władała wszystkimi ziemiami w imieniu swego Boga. Innym ważnym aspektem nauk (bo tak je można nazwać) Izajasza, jest również Przebaczenie, które ma niesamowitą siłę ("Choćby wasze grzechy były jak szkarłat, jak śnieg wybielają". Tak na marginesie i prywatnie dodam od siebie, że rzeczywiście siła Przebaczenia jest niesamowita. Jeśli potrafimy zdobyć się na wybaczenie komuś, kto wyrządził nam krzywdę, jeśli potrafimy mu wybaczyć - nie tyle zapomnieć - ale wybaczyć, to jest to jak orzeźwiająca balsamiczna kąpiel dla duszy po całym dniu spędzonym na piekącym słońcu, w błocie i w piachu). Izajasz występuje również przeciwko bogaczom (szczególnie obnoszącym się z drogimi sukniami niewiastom) i wspiera biedaków, choć nie utożsamia się z ich losem (jak czynił to Amos), ale głosi wobec nich istotę Sprawiedliwości Bożej (wszystko na tym świecie ma swój sens choćby nam samym wydawało się to zupełnie bezsensowne, również nasz los - niekiedy przykry lub ciężki - też ma sens, dla nas. Inna sprawa że nasze role zostały napisane tuż przed naszymi narodzinami i choć posiadamy Wolną Wolę, to bez względu na to którą drogą podążymy w życiu, to scenariusz tego życia zawsze jest już napisany. Tym więc można nazwać swoisty paradoks Wolnej Woli. Są też tacy, którzy twierdzą że żyjemy w swoistej symulacji i to wcale nie musi być głupie, a wręcz przeciwnie. Przecież w symulacji komputerowej również są jakieś role do odegrania, jakieś postaci, które mają pewne zadanie do wykonania i jedynie od umiejętności gracza zależy czy im się to uda, czy nie, czy przejdą na wyższy poziom, czy też nie. Oczywiście to jest jedynie przykład, ale ten materialny świat jest bardzo podobny do takiej właśnie symulacji. Dopiero śmierć stanowi zakończenie gry - "Do zobaczenia, komedia skończona" jak mówił Oktawian August).




 Izajasz (podobnie jak wcześniej Amos i Ozeasz) był zdecydowanym krytykiem kasty kapłańskiej i o kapłanach mówił: "Ale i ci chwieją się od wina i zataczają od mocnego napoju; kapłan i prorok chwieją się od mocnego napoju, chwieją się podczas prorokowania i zataczają podczas wyrokowania". Głosząc nieuniknioną karę, jaka spadnie na Jerozolimę i Judę ze strony pogańskich państw (ale wymierzoną ręką samego Jahwe, który tymi krajami będzie kierował) Izajasz głosił również (jak już wspomniałem) dobrą nadzieję na przyszłość dla sprawiedliwych Judejczyków. Twierdził bowiem że Panna porodzi Syna, któremu nadadzą imię Immanuel i który będzie "Księciem Pokoju", a nim dziecię to dorośnie, Damaszek i Asyria będą w ruinie (rzeczywiście, w czasach Chrystusa Damaszek nic już nie znaczył, podobnie zresztą jak Asyria, która sama była częścią monarchii partyjskiej, choć stało się to dopiero w siedem wieków po Izajaszu). Głosił więc: "Dlatego Jahwe sam da wam znak "słuchajcie więc, Domu Dawidowy (...) oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Immanuel". Izajasz żył dosyć długo (jego działalność odnotowana jest również przy końcu VIII wieku p.n.e. czyli za czasów Ezechiasza), prawdopodobnie jednak nie dożył rządów Manassesa (wstąpił on na tron w 685 r. p.n.e.) który był przeciwnikiem jahwizmu i zaczął ponownie wprowadzać w Jerozolimie kulty pogańskie. W każdym razie Izajasz z pewnością był świadkiem najazdu na Judę władcy Asyrii - Sannaheryba w 701 r. p.n.e. W każdym razie, na razie zostawmy go w spokoju i wróćmy do projektowanego przez władcę Izraela - Pekacha sojuszu anty-asyryjskiego.




Był on już gotowy ok. 735 r. p.n.e. Nie wszedł do niego władca Judy - Jotam, czemu skierował na swe królestwo gniew pozostałych państw sojuszu, głównie Izraela, Damaszku i... Filistei, ale jeszcze za panowania Jotama nie doszło do inwazji, która zagroziła rządom jego syna Achaza. W tym czasie zaś panujący w Kalchu Tiglat-Pilesar III, po dokonaniu reformy armii asyryjskiej (o której pisałem w poprzedniej części) tworzącej armię stałą w miejsce armii z poboru - rozpoczął pierwsze podboje, które miały ponownie przywrócić mocarstwowość Królestwu boga Assura. Najpierw wyruszył przeciw nieustannie destabilizującym sytuację w Asyrii aramejskim plemionom na południowym pograniczu. Podbił ziemie plemienia Pukudu (biblijne Pekod), leżące na wschód i północ od dzisiejszego Bagdadu, i włączył je do prowincji Arrapcha. Następnie spacyfikował tereny leżące na południowy wschód, pomiędzy Babilonią a Elamem. Z władcą Babilonu (prowadzącym pro-asyryjską politykę) Nabunasirem (panującym od 747 r. p.n.e.) utrzymywał dobre stosunki, a Babilon prowadził niezależną politykę na zachód od Tygrysu. Mając już ustabilizowaną (i spacyfikowaną) sytuację na południu, postanowił Tiglat-Pilesar wyruszyć przeciwko głównemu wrogowi Asyrii, Królestwu Urartu ze stolicą w Tuszpie - leżącej nad jeziorem Van. Najpierw uderzył jednak na stronników Urartu - plemię Namri (którego siedziby znajdowały się na północ od Elamu). Nie napotkano tam wojsk urartyjskich a miejscowych szybko spacyfikowano, zmuszając do uległości lub podbijając ich ziemie. Ci, którzy się poddali, mogli nadal sprawować władzę (ale odtąd już jako wasale Asyrii), natomiast ci, którzy wybrali walkę i zostali pokonani, ginęli, a ich ziemie władca z Kalchu rozdawał Asyryjczykom, Babilończykom i innym wiernym mu plemionom. Jednak atak na Namri zaalarmował Sardura III, który teraz wysłał posłów do Damaszku i Samarii z propozycją dołączenia do koalicji anty-asyryjskiej (lub też sam zamierzał takową stworzyć pod własnym przewodem). Nim jednak to nastąpiło, Sardurowi udało się stworzyć jedynie koalicję plemion dotychczas sobie podległych, a Tiglat-Pilesar wykorzystał tę szansę i w roku następnym (742 r. p.n.e.) ruszył na północny-zachód. Doszło tam do bitwy pod Kummuch, w której Asyryjczycy wpuścili Urartyjczyków w zastawioną przez siebie pułapkę i zmusili ich do kapitulacji (wziąć miano do niewoli rekordową liczbę prawie 73 000 jeńców). Jednak Sardur III zdołał uciec do Tuszpy (pozostawił jednak na placu boju całą swą biżuterię, namioty, a nawet pieczęć królewską). Teraz te plemiona, które nie przyłączyły się do sojuszu z Urartyjczykami, natychmiast złożyły Tiglat-Pilesarowi daniny, jako wyraz dobrej woli i uległości wobec "Pana z Kalchu".


SARDUR III WIELKI
WŁADCA URARTU





Kolejne lata upłynęły Asyryjczykom na porządkowaniu prowincji północnych i zachodnich, oraz na podporządkowaniu sobie Fenicji i narzuceniu jej określonych danin. Potęga Asyrii ponownie więc zbliżyła się do granic Aramu (Damaszku) i Izraela, co dla tych państw stwarzało ogromne niebezpieczeństwo utraty suwerenności. Asyryjczycy jednak jeszcze wówczas nie atakowali tych terenów, zajęci pacyfikacją (i trawieniem - bo tak to leży nazwać) podbitych wcześniej ziem, na których od czasu do czasu wybuchały jeszcze anty-asyryjskie bunty. Tak było chociażby w czasie buntu fenickich miast Sydonu i Tyru, gdy tamtejsi kupcy - niezadowoleni z podatków narzuconych przez króla Assuru na drewno sprowadzane z gór Libanu - wywołali bunt i zabili asyryjskich urzędników i poborców podatkowych. Jednak asyryjski gubernator szybko przywrócił spokój, wprowadzając do miasta siły policyjne, zwane Itu (od nazwy plemienia z którego się wywodziły), słynne z brutalnej pacyfikacji miast i wsi. Wywołało to popłoch wśród mieszkańców i pozwoliło szybko przywrócić asyryjski porządek w owych miastach. A tymczasem w roku 734 p.n.e król Judy Jotam mianował swego syna Achaza współpanującym. Dwa lata później zmarł, a przed Achazem stanął niezwykły sprawdzian. Musiał bowiem stawić czoła wielkiej inwazji na Judę, która nastąpiła teraz zarówno z zachodu, z północy jak i ze wschodu. Co więc w takiej sytuacji uczynił Achaz? O tym w następnej części, w każdym razie to co uczynił, bardzo nie spodobało się prorokowi Izajaszowi.




CDN.

17 września 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. LXII

 EGIPT POD RZĄDAMI NIBIRUAN
"CZASY BOGÓW"
Cz. II





RZĄDY MARDUKA/RA
ok. 11 420 r. p.n.e. - ok. 10 420 r. p.n.e.






REBELIA ATLANTÓW 
i PRZYBYCIE KAPŁANA RA-TA
ok. 11 420 r. p.n.e.


 Enki abdykował, jednak nie uczynił tego z własnej woli, został do tego zmuszony dwoma czynnikami - wybuchem jawnej rebelii Białych Atlantów w kraju Hem-Ta, oraz silnym naciskiem ze strony swego syna - Marduka, który w tym czasie powrócił ze swego wygnania (rejony dzisiejszej Palestyny i Libanu) i zażądał od ojca by zrzekł się tronu na jego korzyść, gdyż tylko on wie jak położyć kres rebelii. Tak właśnie się stało i Marduk koronowany został (jako RA Wszechwiedzący) na kolejnego władcę Górnego Egiptu z dynastii Nibiruan z Edenu. Tymczasem rebelia Białych Atlantów przerodziła się w krwawą wojnę domową pomiędzy zwolennikami kultu Ozyrysa, a wyznawcami religii "Synów Beliala". Podobnie jak niegdyś na Atlantydzie, tak teraz na egipskiej ziemi walczyli ze sobą zwolennicy obu religijnych nurtów (te tradycje przetrwają w pamięci późniejszych starożytnych Egipcjan, a ich efektem będzie chociażby czasowe zdobywanie wpływów przez kapłanów wywodzących się od boga RA, lub też boga Ozyrysa. Odnowienie kultu Ozyrysa w społeczności egipskiej nastąpi po I Okresie Przejściowym - od ok. 2 200 r. p.n.e., gdy kraj ponownie zostanie ogarnięty wojną domową i walkami o władzę).

Żadna jednak ze stron nie potrafiła zwyciężyć w tych krwawych wojennych zmaganiach. W tym właśnie "gorącym" okresie wewnętrznych waśni, przybył do Górnego Egiptu pewien mężczyzna. Był to stary kapłan zakonu "Synów Beliala" o imieniu RA-TA. Urodził się on jeszcze na Atlantydzie (przed zagładą wyspy), lecz nie dane mu było się tam wychowywać. Jego ojciec (również kapłan), tuż przed katastrofą udał się z całą rodziną na tereny dzisiejszej Hiszpanii (a raczej na północne tereny wokół Pirenejów), gdzie otrzymał zadanie wzniesienia świątyni zakonu i objęcia tam swego patronatu. Według channelingów, ojciec kapłana Ra-Ta wprowadził na tych ziemiach sprawiedliwe prawa i zasady i dopomógł wielu ludziom, jednocześnie przyciągając ich do wiary zakonu "Synów Beliala". Gdy Atlantyda zatonęła (ok. 12 500 r. p.n.e.), przyjmował kolejnych uciekinierów, zapewniając im wikt i opierunek. Ojciec Ra-Ta był nie tylko kapłanem, lecz także naukowcem (a konkretnie matematykiem), który dzięki swym doświadczeniom uratował wielu rozbitków, próbujących przedostać się (po zagładzie Poseidii) na kontynent europejski. Potem przeniósł się do Egiptu (kraj Magan).




Tam też dorastał i wychowywał się Ra-Ta, który od początku przeznaczony został do stanu kapłańskiego. Po ojcu odziedziczył zamiłowanie do nauki i nowych odkryć (okazał się doskonałym inżynierem i budowniczym maszyn ułatwiających pracę robotnikom). Gdy został już kapłanem, sam projektował i rozbudowywał świątynie zakonu na terenie Dolnego Egiptu. W czasach rządów Enkiego wielokrotnie podróżował do kraju Hem-Ta. Podczas tych wojaży częstokroć odwiedzał świątynie "Jednego Prawa" i przybytki kultu Ozyrysa (uczestniczył również w mszach). Dążył do pojednania obu zwaśnionych religii. Dzięki temu zyskał sobie wielki szacunek Czerwonoskórych Tolteków (a potem również Nagów), oraz Białych Atlantów. Nie wszystkim się jednak podobały jego wezwania do pojednania i moralne napominania. Atlanci coraz bardziej zatracali się w niczym nie skrępowanych dewiacjach seksualnych (kazirodztwo, seks z nieletnimi, ze zwierzętami itd.). Panował wszechobecny kult ciała, a seksualność została podniesiona do formy religijnej konieczności (i wręcz nakazu każdego człowieka, gdyż piękno stało się nie tylko wizytówką, ale wręcz wyznacznikiem osobowości). 

Ra-Ta nawoływał, upominał i błagał o opamiętanie się oraz powrót do duchowych zasad moralności i wewnętrznej samodyscypliny. Nie dzielił nikogo ze względu na wyznanie, kolor skóry czy płeć, apelował do wszystkich i (jeśli uznawał to za konieczne) ostro karcił. Był wrogiem wszelkich odhumanizowanych praktyk seksualnych (szczególnie seksu z nieletnimi i stosunków ze zwierzętami), był też wielkim wrogiem niewolnictwa. Enki bardzo cenił jego rady i wielokrotnie zapraszał go do swego pałacu. Teraz, gdy w Górnym Egipcie wybuchła rebelia, Ra-Ta postanowił powrócić do tego kraju i dopomóc nowemu władcy w rozwiązaniu napięć trapiących mieszkańców obu tamtejszych ras. Jednak srogo się zawiódł - Marduk nie tylko nie życzył sobie jakichkolwiek rad, ale wręcz otwarcie sprzeciwił się wizycie kapłana w jego kraju, a gdy ten mimo wszystko przybył - czynił wszystko by podważyć jego wiarygodność i nauki.


REFORMA RELIGIJNA KAPŁANA RA-TA 
PRZYWRÓCENIE POKOJU I ŁADU MORALNEGO 
W PAŃSTWIE


KAPŁAN RA-TA



 Tak więc kapłan Ra-Ta - przybywając do Górnego Egiptu (wówczas ten kraj nosił nazwę HEM-TA), nie spotkał się ani z życzliwością, ani ze wsparciem króla Marduka/Ra, który nie życzył sobie jakiejkolwiek pomocy w rozwiązaniu konfliktu wewnętrznego w kraju w którym panował. Mimo to ogromny szacunek i poważanie jakim cieszył się w Górnym (i Dolnym) Egipcie kapłan Ra-Ta, spowodował że jego powrót do kraju Hem-ta stał się zaczątkiem poważnych zmian. Kapłan po przybyciu spotkał się z przedstawicielami dwóch walczących stron, starając się namówić ich do zaprzestania bratobójczej walki. Ponieważ początkowo jego zabiegi nie osiągały sukcesu (również ze względu na knowania samego Marduka), Ra-Ta zaczął ponownie wychodzić do ludzi. Na jego kazaniach gromadziły się ogromne tłumy i to zarówno zwolenników kultu Ozyrysa, jak i wyznawców religii "Synów Beliala" (Wyspa, która stworzyła te dwa kulty już wówczas nie istniała, natomiast można było pogodzić zwaśnionych stronników jednej i drugiej strony na nowej ziemi, właśnie w Górnym Egipcie). Odbył szereg bezpośrednich spotkań, przeprowadził mnóstwo przemówień i odprawił wiele kazań i dopiero wówczas jego zabiegi zaczęły przynosić skutek. Obie skonfliktowane ze sobą strony zaprzestały dalszych walk. To był dopiero pierwszy krok, gdyż kapłan Ra-Ta zamierzał odnowić dawne (w dużej mierze zapomniane już) prawa z odległych czasów I Imperium Atlantydy. Nie chodziło tu jednak o prawa polityczne, a moralne, chodziło o odnowę duchową społeczeństwa kraju Hem-Ta.

Ra-Ta zaczął więc wokół siebie gromadzić osoby, które powszechnie uchodziły za duchowe autorytety i prowadziły wybitnie moralne życie (co ciekawe, nie oznaczało to jednak całkowitej absencji seksualnej, tylko nie oddawaniu się wynaturzonym praktykom z udziałem dzieci, zwierząt lub członków własnej rodziny). Ra-Ta nie patrzył ani na wyznanie danego "wybrańca", ani na to, skąd pochodził, ani na jego rasę ani też płeć. Chodziło mu o zebranie ludzi, którzy swym intelektem i moralnym prowadzeniem się odnowią duchowe zasady dawnego społeczeństwa Atlantów. Dzięki takiej, skrupulatnie prowadzonej misji, doprowadził (chyba po raz pierwszy od czasów powstania na Atlantydzie zakonu "Synów Beliala" ok. 58 000 r. p.n.e.) do zjednoczenia obu wyznań. Było to wydarzenie epokowe, które przetrwało (pomimo pewnych różnic, odrębności a nawet niesnasek z lat późniejszych) do czasów historycznych. Starożytni Egipcjanie będą tak samo oddawać cześć bogu Ra (który później połączony z lokalnym bóstwem Teb - Amonem, stanie się wielkim bogiem Amonem-Ra), jak i Ozyrysowi (do którego świątyni w czasach wojen i kryzysów wewnętrznych państwa egipskiego, wyruszały ogromne pielgrzymki). To zjednoczenie trwać będzie aż do pojawienia się pierwszych skupisk chrześcijańskich na terenie Egiptu (czyli po zakończeniu plejadiańsko-tjehoobańskiej misji "Syna Człowieczego" - Jezusa Chrystusa). 


OZYRYS z MITOLOGII EGIPSKIEJ
(KULT OZYRYSA BYŁ BARDZO SILNY W KRAJU HEM-TA i PRAKTYCZNIE JEDNAKI Z KULTEM "JEDNEGO PRAWA")



Gdy więc tylko kapłanowi Ra-Ta udało się zażegnać konflikt wojny domowej i wprowadzić nowe moralne prawa, na których czele stanęli nowi kapłani (i kapłanki) zarówno zakonu "Synów Beliala" jak i "Jednego Prawa" czy kultu Ozyrysa (kult Ozyrysa był w dużej mierze jednaki z zasadami "Jednego Prawa"), przyszedł teraz czas na rozprawienie się z systemem niewolniczym (którego wielkim przeciwnikiem był właśnie Ra-Ta). W celu wymuszenia na władzach zniesienia niewolnictwa, przybyły kapłan ustanowił (i sam zaprojektował) dwie świątynie (które jednocześnie były głównymi centrami nowego ruchu odnowy duchowej i zjednoczenia religijnego). Pierwszą była Świątynia Ofiary (która była głównym centrum pomocy niewolnikom i w której murach mogli się oni schronić przez swymi właścicielami, jak również przed srogim prawem tego kraju), drugą zaś Świątynia Piękna (główne miejsce odnowy religijnej).

Niewolnicy którzy schronili się w Świątyni Ofiary (aby nie zostać ponownie wydanymi swym właścicielom), musieli przyjąć prawa świątynne, oczyścić swe ciała w specjalnej fontannie oraz przyjąć obowiązki pomocników kapłanów. Stali się więc kapłanami niższego rzędu, lecz każdy z nich mógł awansować w tej hierarchii, jeśli tylko zdołał wykazać się odpowiednim podejściem i zdecydowaniem. Tych niewolników, którzy przyjęli prawa świątyni, nie można już było ruszyć, stawali się bowiem członkami duchowego zgromadzenia i nie podlegali prawu państwowemu (prawu króla Marduka/Ra). W świątyni byli niewolnicy zdobywali też najróżniejsze umiejętności, jak choćby uczyli się matematyki, geologi oraz biogenetyki, (tradycja naukowa - często wypaczona, jak wówczas gdy tworzyli oni symbioty ludzko-zwierzęce jeszcze na Atlantydzie - "Synów Beliala"), a także ziołolecznictwa, medycyny i nauk społecznych (tradycja "Jednego Prawa"). Tak więc niewolnik któremu udało się zbiec od swego pana i dostać do Świątyni Ofiary, był już od tego momentu chroniony, jednak jeśli mu się to nie udało i został złapany - kończył swój żywot po straszliwych mękach. Przy końcu tej reformy religijnej Marduk/Ra zostanie obalony przez lokalną parę Egipcjan, pochodzących (choć już urodzonych w Egipcie) z zatopionej Atlantydy - SZU i jego małżonkę TEFNUT.




Ale nim do tego dojdę, powróćmy znów na Atlantydę i prześledźmy ostatnie lata (tysiąclecia) II Imperium Atlantydy przed całkowitym zniszczeniem Poseidii w wyniku agresywnych działań Atlantów, skierowanych przeciwko Ionom z Hellady.


CDN.

16 września 2026

MEMORIAM - Cz. XXV

VIRGINES VESTALES i 
TRZY CIOSY





UMIŁOWANY POKÓJ
I ZŁUDNE NADZIEJE 
SIEDEMDZIESIĄTYCH LAT
Cz. X



PROKONSUL
PUBLIUSZ SERWILIUSZ VATIA




CO Z TYM WSCHODEM? 
Cz. V



 Piraci byli "od zawsze" prawdziwym utrapieniem wschodnich rubieży Morza Śródziemnego. Ich ataki były niczym średniowieczne ataki Wikingów (choć na nieco mniejszą skalę). Napadali wybrzeża, mniejsze miasta i wsie, plądrowali, mordowali i oczywiście porywali lokalną ludność, zamieniając ją w niewolników i sprzedając z zyskiem na rynkach niewolniczych Morza Egejskiego (głównie na Delos). Działalność piratów wzrastała w chwilach politycznych anarchii i wojen, natomiast malała, gdy musieli się oni mierzyć z potężnymi flotami lokalnych (czy to greckich czy anatolijskich) miast i państw. Głównym ośrodkiem w którym piraci znajdowali schronienie, a nawet tworzyli tam swoje własne mini państwa, była na wschodzie Morza Śródziemnego górzysta kraina zwana Cylicją - leżąca na południowych rubieżach Anatolii. Natomiast głównym ośrodkiem piratów na zachodzie były wyspy Baleary. Istnienie takiego zjawiska jak piractwo, oczywiście do pewnego stopnia odpowiadało interesom Rzymian. Napędzali oni bowiem podaż na niewolniczą siłę roboczą, która wówczas coraz częściej nie nadążała już za popytem (dzisiaj taką podaż napędzają wielkie koncerny międzynarodowe, sprowadzające do krajów europejskich tanich pracowników z Azji i Afryki, generując tym samym czysty zysk, natomiast koszty i problemy z nimi związane pozostawiając na karbach lokalnej ludności). Ale z drugiej strony ataki na miasta sprzymierzeńców Rzymu, a także porwania rzymskich obywateli powodowały, że jednak coś z tym problemem należało uczynić. Piractwo na Zachodzie było znacznie mniej rozprzestrzenione, niż to na Wschodzie, gdyż punicka ludność Balearów była w ogromnej większości pokojowo nastawiona (składała się bowiem przeważnie z rolników i kupców którzy chcieli żyć w pokoju, ale nie dla wszystkich starczało tam ziemi i ci, którzy nie byli w stanie zająć się handlem ani też nie przejęli ziemi po swych rodzicach, podejmowali się rabunków jako piraci). Wyprawę wojenną przeciwko owym gimnesjanom (czyli nudystom jak zwali ich Grecy, jako że ludność Balearów ponoć lubiła chodzić bez odzienia. Zresztą sama nazwa wysp również ma greckie konotacje, odnosi się bowiem do Baleosa - przyjaciela Heraklesa, choć oczywiście punicka ludność zapewne zwała owe wyspy inaczej) przedsięwziął w roku 123 p.n.e. konsul Kwintus Cecyliusz Metellus (było to związane z chęcią przejęcia wysp i osadzenia tam rzymskich kolonistów i to ze względu na fakt, że Baleary cieszyły się niezwykle żyznymi terenami rolniczymi). 




Kronikarze tej wyprawy (Orozjusz i Florus) podkreślali niezwykłe barbarzyństwo mieszkańców wysp (mieli oni ponoć na łódkach podpływać do rzymskich okrętów i celować do nich z proc. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne, a opis Orozjusza i Florusa przypomina zwykły propagandowy zabieg, pokazujący że ludność podbijanych wysp była po prostu barbarzyńska i należało ją czym prędzej ucywilizować. Przekaz ten przypomina mi od razu propagandowe enuncjacje Niemiec hitlerowskich o "18 dniowej kampanii" w Polsce w 1939 r. oraz o tym, że polscy ułani mieli z lancami i szablami nacierać na niemieckie czołgi. Te brednie powielali również Sowieci, a następnie uczono ich w komunistycznych szkołach w Polsce Ludowej. Jest to tak żałosne, że trudno nawet się nad tym dłużej pochylić, ale warto tutaj tylko dodać że polska kawaleria miała swoją taktykę w walce z czołgami i nie była to wcale szarża z lancami na czołgi. Po prostu w takiej konfrontacji żołnierze schodzili z koni, zajmowali pozycje strzeleckie i z dział przeciwpancernych lub broni {np. z niezwykle skutecznych i śmiercionośnych dla niemieckich czołgów karabinów Ur, które przebijały pancerze każdego niemieckiego czołgu, robiąc małą dziurkę z przodu i eksplodowały w środku zabijając całą załogę. Ponieważ jednak ta broń była tak śmiertelnie skuteczna, była jednocześnie tajna i to tak tajna, że tylko nieliczne jednostki miały ją na swoim wyposażeniu. Karabin przeciwpancerny Ur(ugwaj) był bez wątpienia najdoskonalszą tego typu bronią w ówczesnym świecie, choć niewiele różnił się od zwykłego karabinu żołnierza piechoty, był lekki, poręczny i łatwy w obsłudze, różnica polegała głównie na amunicji i spuście} ostrzeliwali te maszyny, niszcząc dziesiątki z nich - jak choćby w bitwie pod Mokrą. Nasi naukowcy i inżynierowie tamtej Polski stworzyli wspaniałą broń zarówno strzelecką jak i przeciwpancerną, mieliśmy znacznie lepsze czołgi od niemieckich {niemieckie były tylko szybsze nasze były lepiej opancerzone, miały obrotowe wieżyczki i były bardziej śmiercionośne} i lepsze samoloty bombowe, niestety problem polegał w ilościach, Niemcy mieli tego sprzętu - choć znacznie gorszego - dziesiątki, a nawet setki tysięcy, natomiast myśmy mieli co najwyżej setki lub tysiące. Oczywiście w dzisiejszych czasach niemieckie kłamstwo związane właśnie z szarżą z lancami na czołgi już przestało działać - przynajmniej w Polsce, ale od czasu do czasu jeszcze pojawia się tego typu brednia. Mieszkańcy Balearów również zostali w ten sposób zniesławieni, a ponieważ przegrali, to kłamstwo nie zostało podważone). Punici z Balearów stosowali taktykę wojny podjazdowej - "uderz i uciekaj", ale na dłuższą metę nie byli w stanie powstrzymać Rzymian, którzy już w roku 122 p.n.e. zdobyli wszystkie trzy wyspy Balearów, a Metellus osadził tam 20 000 swoich weteranów (wcześniej odbierając ziemię jej prawowitym mieszkańcom) w dwóch założonych przez siebie miastach: Palmy i Pollentii. Tak oto Baleary stały się częścią rzymskiej prowincji Hispania Citerior (Hiszpania Bliższa) a prefekta tych wysp mianował rzymski namiestnik tejże prowincji. W roku 121 p.n.e. Kwintus Cecyliusz Metellus odbył wspaniały triumf w Rzymie z powodu zajęcia wysp i otrzymał wówczas przydomek "Baliaricus" ("Balearyjski").


PUNICCY MIESZKAŃCY BALEARÓW



Natomiast na Wschodzie sytuacja wyglądała nieco inaczej. Cylicyjskie wybrzeże i pobliskie góry (gdzie można było szybko schować się w przypadku jakiegokolwiek ataku, czy to z lądu czy z morza) powodowały że walka z tamtejszymi grupami piratów była zawsze bardzo trudna. Stała się jeszcze trudniejsza, gdy w roku 143 p.n.e. lokalny watażka (były oficer w armii Seleucydów) Diodotos Tryfon założył tam nadmorskie miasto Koraksejon, które następnie zamienił w twierdzę. Stała się ona mekką piratów i wszelkich zbiegłych przestępców, niewolników którzy uciekli od swoich panów i wszystkich, którzy cierpieli z powodu wszelakich zniewag. Teraz jako morscy rabusie stali się "kimś", nie byli już pogardzanymi wyrzutkami i zniewolonymi sługami, teraz mogli sami decydować o życiu i śmierci innych. Tryfon w latach 142-139 p.n.e. podjął się kilkunastu wielkich i kilkudziesięciu mniejszych wypraw przeciwko miastom i wybrzeżom Hellady, Azji Mniejszej i Syrii (szczególnie wielkim echem w ówczesnym greckim świecie odbił się atak na miasto Berytos {dzisiejszy Bejrut} w 142 r. p.n.e. i uprowadzenie jego mieszkańców, których następnie sprzedano z zyskiem na Delos). Te ataki oraz bierność Seleucydów i Attalidów (co prawda Cylicja oficjalnie podlegała syryjskiemu władzwu Seleucydów, ale król Demetriusz II Nikator po niedawnym swym zwycięstwie w bitwie nad rzeką Oenoparos w 145 r. p.n.e. nad konkurentem do władzy Aleksandrem Balasem, nie był zainteresowany wplątaniem się w kolejny konflikt, tym bardziej że na wschodzie swego rozpadającego się Imperium, napierali na niego Partowie, odbierając mu ziemie i miasta. Natomiast władca Pergamonu - Attalos II zajęty był konfliktami na północy swego anatolijskiego Królestwa, głównie z Bitynią) spowodowały, że greckie miasta Morza Egejskiego zwróciły się o pomoc i ochronę do Rzymu. Senat w roku 140 p.n.e. wysłał poselstwo pod przewodnictwem Publiusza Korneliusza Scypiona Afrykańskiego Młodszego (zdobywcy Kartaginy z roku 146 p.n.e.), aby ten wybadał sytuację. Scypion zrobił sobie tournee po Egipcie, Syrii, Rodos i Pergamonie, a następnie powrócił do Rzymu twierdząc że rzeczywiście problem piractwa na tych wodach występuje - i tyle (🧐). Rzymianie wówczas również nie podjęli żadnej zdecydowanej akcji przeciwko cylicyjskim piratom Diodotosa Tryfona.




Wreszcie w roku 138 p.n.e. następca Demetriusza Nikatora - Antioch VII Sidates wyprawił się do Cylicji i zdobył twierdzę Koraksejon (w jej obronie zapewne - bo co do tego nie ma pewności - zginął Diodotos Tryfon), jednak wcale nie poprawiło to położenia helleńskich polis na wybrzeżach Morza Egejskiego i Śródziemnego. Wręcz przeciwnie, wydawało się jakoby ataki piratów nawet się zwielokrotniły, gdyż teraz potworzyli oni szereg mini państewek, zarządzanych przez lokalnych watażków. Rzymianie zaś (po stłumieniu buntu Aristonika w Pergamonie w roku 130 p.n.e. który wybuchł gdy ostatni król Pergamonu - Attalos III w roku 133 p.n.e. zapisał swój kraj w testamencie Ludowi Rzymskiemu, wówczas to Aristonik - który podawał się za jego syna - zorganizował powstanie i stworzył na terenie zachodniej Anatolii swoje państwo, w którym wyzwalani masowo niewolnicy stanowili istotną część jego żołnierzy i poddanych) tak naprawdę przestali interesować się wschodnimi rubieżami Morza Śródziemnego, czego dowodem był fakt, że kompletnie zaniedbali rozbudowę i modernizację okrętów. Można wręcz powiedzieć że przez długi czas po roku 130 p.n.e. Rzymianie uznali, że flota wojenna przestała im już być potrzebna, nie było bowiem wielkich potęg które mogłyby rzucić wezwanie Rzymowi na morzu, a piraci byli niczym komary, kąsali, ale nie wyrządzali wielkich szkód, a poza tym dostarczali stałą liczbę nowych niewolników - która zasilała latyfundia nobilitas w Italii. Dopiero w ostatniej dekadzie II wieku p.n.e. zaczęto ponownie umacniać flotę, a było to właśnie związane z potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa we wschodnich rubieżach Morza Śródziemnego. Gdy w 105 r. p.n.e. piraci zaatakowali miasteczko Figalię w południowej Joni, niszcząc nawet (co zdarzało im się dosyć często, jako że największe skarby chowano w świątyniach) tamtejszą świątynię Artemidy Munichii i uprowadzili ze sobą zarówno ludzi wolnych jak i niewolników. Następnie ci sami piraci skierowali się przeciwko bogatemu miastu Efez, a wówczas z pomocą Efezejczykom przyszli mieszkańcy wyspy Astypalaia, którzy połączyli swoją flotę z flotą Efezu i rozbili piratów w bitwie morskiej. Schwytanych piratów uprowadzono na Astypalaję, gdzie okrutnie ich uśmiercano, natomiast ludność którą oni wcześniej wzięli w niewolę, uwolniono i opiekowano się nimi, przyjmując do swych domów i "zapewniając wszystko, co jest potrzebne do codziennego życia". W tym samym 105 r. p.n.e. Astypalaya (malutka wysepka na Morzu Egejskim) zawarła sojusz obronny z Rzymem, co również spowodowało że Rzymianie musieli wyłożyć pieniądze na odbudowę swej floty wojennej.




Na Wschodzie ataki piratów były tak częste, że w roku 103 p.n.e. rzymski namiestnik Macedonii - Gajusz Memmiusz zarządził specjalny podatek właśnie w celu ostatecznego rozprawienia się z piractwem. Ludzie chętnie się zrzucali i to nie tylko dlatego że był to obowiązkowy podatek, ale również dlatego, że cel był szczytny - bezpieczeństwo na wodach i uwolnienie się od ciągłego strachu atakiem morskich rozbójników. Tyle że... szybko okazało się że owe pieniądze gdzieś przepadły. Nie był to pierwszy taki przypadek jeśli chodzi o rzymskich namiestników, którzy pod różnymi pozorami starali się zapełnić swoją prywatną kabzę. Również w roku 106 p.n.e. konsul Kwintus Serwiliusz Cepion zdobył skarby pokonanego celtyckiego plemienia Tektosagów, które jednak dziwnym trafem zaginęły podczas transportu drugą lądową do Massalii (Marsylii). Senat zajął się tą sprawą (jak również sprawą Memmiusza) dopiero w roku 103 p.n.e. (Memmiusz oskarżał o nieprawidłowości przede wszystkim swego sekretarza Aristoklesa z Mesenii, choć Senat do końca nie dał temu wiary i w roku 102 p.n.e. został on odwołany z funkcji namiestnika Macedonii. Natomiast śledztwo w sprawie Cepiona nie jest do końca znane jeśli chodzi o werdykt, wiadomo tylko że żołnierze eskortujący złoto z Tolosy (Tuluzy) do Massalii zostali potajemnie zabici i wówczas Cepion miał przywłaszczyć sobie ten majątek - taki był akt oskarżenia). Tak więc wyprawa przeciwko piratom w roku 103 p.n.e. nie doszła do skutku. Część zrabowanych pieniędzy z podatku Memmiusza jednak odnaleziono i posłużyły one jako środki do sfinansowania kolejnej kampanii przeciwko piratom w roku 102 p.n.e. na której czele stanął Marek Antoniusz Retor (dziadek późniejszego triumwira). Ów propretor wylosował w zarząd prowincję Cylicję (a raczej tę jej część, która była wówczas pod zarządem Rzymu - Cylicję Pedias) i pośpieszył z Rzymu z nową flotą płynąc przez Grecję (Istm Koryncki). Nie śpieszyło mu się jednak zbytnio, gdyż w Atenach znalazł czas na dysputy filozoficzne z tamtejszymi wykładowcami Akademii i dopiero po ich zakończeniu ruszył dalej w drogę (w Atenach stał bowiem wcześniej inny rzymski wódz - Hirrus z częścią floty, a Antoniusz Retor tam się z nim połączył). Jeszcze w Atenach przybyły posiłki z Rodos, a w Side (głównym porcie rzymskiej Cylicji) dotarły okręty z Bizantion. Następnie rozpoczęto rajd po wybrzeżach Cylicji i Pamfili niszcząc lokalne bazy piratów, doszło nawet do jakiejś bitwy morskiej zakończonej zwycięstwem Rzymian i wspierających ich Greków (Cyceron twierdził, że w tej bitwie zginął brat jego babki, przyjaciel Antoniusza Retora - prefekt Marek Gratidius). Kampania ta zakończyła się sukcesem, pozbawiono piratów ich dotychczasowych siedzib i doprowadzono do chwilowego wytchnienia mieszkańców wysp i wybrzeży Anatolii, Hellady oraz Syrii. Problem tylko polegał na tym, że były to działania lokalne, które nie służyły systemowej likwidacji piractwa. Tak więc (co było naturalne) wkrótce po odpłynięciu Rzymian piractwo na tych wodach ponownie się odrodziło.




Marek Antoniusz Retor (który po powrocie do Rzymu w roku 101 p.n.e. odbył wspaniały triumf za zwycięstwo nad piratami), pełnił w Cylicji władzę propretorską (w niektórych źródłach można przeczytać prokonsularną, chociaż był pretorem w roku 103 p.n.e. a nie konsulem), choć kraina oficjalnie nie była rzymską prowincją (mam tutaj oczywiście na myśli wschodnią Cylicję). Jednak z powodu braku jakiegokolwiek sprzeciwu lokalnej ludności (a być może nawet za jej przyzwoleniem) automatycznie po tym roku stała się rzymską prowincją (chociaż oficjalny dokument w tej kwestii wydano dopiero za konsulatu Gajusza Mariusza w roku 100 p.n.e.). Za konsulatu Gajusza Mariusza i Lucjusza Waleriusza Flakusa Senat sporządził dokument "Lex de provinciis pretoriis" ("Prawo o prowincjach pretorskich") w którym jasno zadeklarowano że Cylicja jest prowincją pretorską, podległą rzymskiemu namiestnikowi Macedonii. W ustawie tej zadeklarowano również że konsulowie mają obowiązek wywierać presję na okolicznych władcach: "królu władającym wyspą Cypr, królu (...) Aleksandrii i Egipcie (...) panującego w Kyrene i do królów władających w Syrii (...) przyjaźń i przymierze (...), aby stwierdzić, że i oni powinni baczyć, by (...) pirat (...) ich królestwa (...) i że zadbają o to (...) że lud rzymski..." (większość tekstu mocno uszkodzona). Innymi słowy rzymscy konsulowie mieli mobilizować okolicznych królów do działań przeciwko piratom cylicyjskim i ochrony wybrzeży morskich wschodnich rubieży Morza Śródziemnego. Rzymianie jednak wkrótce potem zajęli się innymi sprawami, a okoliczni królowie dbali o bezpieczeństwo lokalnej ludności tylko wówczas, gdy było to zgodne z ich własnym interesem, tak więc piractwo na wodach cylicyjskich, na Morzu Egejskim i sporych obszarach Morza Śródziemnego szybko ponownie rozkwitło (tym bardziej że wkrótce potem sami Rzymianie zaczęli wspierać, a nawet dołączać do piratów, szczególnie gdy wybuchła wojna domowa i trwały walki pomiędzy optymatami i popularami, pokonana strona często musiała uciekać i również znajdowała schronienie w krainach rządzonych przez piratów). Co prawda Lucjusz Licyniusz Murena w roku 84 p.n.e. (pretor roku 88, wyznaczony rzymskim dowódcą w Azji właśnie w 84 r. p.n.e.) planował kolejną ekspedycję przeciwko piratom, złożoną z flot prowincjonalnych greckich miast Azji i wyznaczył nawet legata Aulusa Terencjusza Warrona na dowódcę tej eskadry, ale ostatecznie do jej utworzenia nie doszło (chociaż oczywiście pieniądze w podatkach na ten cel zostały przez Rzymian wymuszone, a co się potem z nimi stało? bogowie raczą wiedzieć 🥴).


ZANICETUS
("Zeus z Olimpu")



Wedle przekazu Plutarcha w tym czasie wodzowie piratów na swoich wyspach i zatokach (głównie w Cylicji) żyli niczym orientalni królowie. Ich skarbce były pełne złota i kosztowności, tworzyli swoje własne pirackie dwory, a także zakładali własne haremy z porwanych przez siebie kobiet. Jeśli uznamy że złoty wiek piractwa przypada na drugą połowę XVII i początek wieku XVIII, to jest to według mnie błąd, gdyż nie bierzemy pod uwagę właśnie tego okresu historii piratów - II i I wieku p.n.e. gdzie żyli oni niczym wschodni królowie. Doszło do tego, że bezkarnie nałożyli oni kontrybucję na 400 helleńskich miast Anatolii, Hellady i Syrii, bezkarnie łupili oni świątynie (co było jawnym świętokradztwem), a także porywali rzymskich obywateli (pojmano nawet dla okupu dwóch pretorów z liktorami na morskich szlakach Italii na Morzu Tyrreńskim). Wydaje się że właśnie ten ostatni atak skłonił wreszcie Rzymian do ponownego działania w kwestii likwidacji piractwa. Porwanie dwóch pretorów było tym języczkiem u wagi, która przeciążyła szalę i w roku 78 p.n.e. prokonsul Publiusz Serwiliusz Vatia został wyznaczony przez Senat na dowódcę floty, która miała zakończyć wszechwładzę piratów we wschodnich obszarach Morza Śródziemnego. Na tę wyprawę przeznaczono ogromne środki, wystawiono nową flotę, gdyż porwanie pretorów było jawnym policzkiem wymierzonym Rzymskiej Republice. Rzym nie mógł tego zbagatelizować, gdyż straciłby poważanie, dlatego też podjęto owe działania. Najpotężniejszym piratem w owym czasie był niejaki Zanicetus, który posiadał własną górską twierdzę piracką w pobliżu pasma gór Taurus, skąd widać było ponoć całą Licję, Pamfilię i Pizydię. Urządził się tam jak król, otoczony złotem, kobietami i licznymi piratami, którzy w nim właśnie widzieli swego wodza i okazję do szybkiego wzbogacenia się. Twierdzę swą nazwał Olimp (jako że była wykuta w skale, wysoko w nadmorskich górach), a sam siebie nazywał Zeusem. To właśnie tam najpierw skierował się Serwiliusz Vatia (tym bardziej że to właśnie ludzie Zanicetusa porwali owych pretorów). Doszło do bitwy morskiej, która zakończyła się zniszczeniem pirackiej floty, a następnie atakiem na twierdzę Olimp, która została zdobyta a Zanicetus spłonął wraz ze swymi ludźmi w zamkniętej komnacie (77 r. p.n.e.). Wojna z piratami jednak trwała dalej i tak w roku 76 p.n.e. Serwiliusz Vatia zdobył miasta Attalis i Korykos będące również siedzibami piractwa (nieopodal miasta Korykos leżącego na przylądku korykijskim w Cylicji Trachejskiej {zachodniej} znajduje się jaskinia w której ponoć rósł najlepszy krokus. Strabon pisał: "Jest to wielka okrągła jama, ze skalistym grzbietem położonym dookoła (...) Schodząc w dół, dociera się do podłogi, która jest nierówna i w większości skalista, ale pełna drzew krzewiastych, zarówno wiecznie zielonych, jak i tych, które są uprawiane. A wśród tych drzew rozsiane są również działki ziemi, które rodzą krokusy". W owej jaskini płynęła również rzeka o niezwykle czystej i jasnej toni, którą zwano Picrum Hydor {"Gorzka Woda"}. Nieopodal Korykos znajduje się wyspa Elaeussa, którą Rzymianie ofiarowali jednemu z wodzów Mitrydatesa VI Eupatora - Archelaosowi, który przeszedł na ich stronę po I wojnie z Pontem (89-85 p.n.e.). On również udzielił Serwiliuszowi Vatii wsparcia w walce z piratami z Korykos.




Cała Cylicja Trachea była naturalnie przystosowana do działalności pirackiej, a do ze względu na liczne zatoki (i tajne zakątki, gdzie można było się schować) oraz wysokie góry, za którymi swoje siedziby miały liczne plemiona posiadające spore pola uprawne. Były tam również liczne lasy, z których pochodziło drewno na budowę pirackich okrętów. Graniczną rzeką pomiędzy Cylicją Trachea a Cylicją Pedias była Larus. Głównym portem Cylicji Pedias (czyli tej oficjalnie rzymskiej, choć realnie Rzymianie przejmą tę prowincję dopiero w roku 64 p.n.e. wcześniej polegając na lokalnych watażkach, mających swoje własne oddziały wojskowe, które mogły zapewnić bezpieczeństwo w regionie, natomiast rzymscy prokuratorzy często byli wysłani bez wystarczającej liczby wojska, dlatego też utrzymanie tej prowincji we władzy lokalnych "książąt" było na rękę Rzymowi). Głównym portem tej krainy było miasto Soli (które notabene było jednak słabo zaludnione). Na północny-wschód od Soli znajdowało się piękne miasteczko Achialos (Anchialé) gdzie ponoć znajdował się grób Sardanapala (jest to literacka, grecka nazwa asyryjskiego władcy Aszurbanipala, który ponoć miał spłonąć w swym pałacu w chwili zdobycia go przez Chaldeczyków i Medów. Przynajmniej tak to zostało przedstawione w literaturze i sztuce, ale tak naprawdę Aszurbanipal nie zginął w ten sposób, a dopiero jego następca Szin-szariszkun - ostatni władca Asyrii władający z Niniwy, który spłonął w swym pałacu wraz z dworem i haremem po zdobyciu miasta przed Chaldejczyków pod wodzą księcia Nabuchodonozora - tartana armii babilońskiej i syna króla Nabopolasara w 612 r. p.n.e.). W owym miasteczku znajdować się miała również inskrypcja króla Sardanapala, która brzmiała: "Dobrze wiedząc, że jesteś z natury śmiertelny, wyolbrzymiaj pragnienia swego serca, rozkoszując się uciechami; nie ma dla ciebie żadnej przyjemności po śmierci. Bo ja również jestem prochem, chociaż panowałem nad wielkim Ninusem. Moje jest całe jedzenie, które zjadłem, i moje swobodne odpusty, i rozkosze miłości, którymi się cieszyłem; ale te liczne błogosławieństwa zostały w tyle. Dla śmiertelnych ludzi jest to mądra rada, jak żyć". Po rozprawieniu się z piratami miast Cylicji Trachea, w roku 75 p.n.e. Serwiliusz Vatia ruszył na wschód, przekroczył góry Taurus i rozpoczął kampanię przeciwko plemieniu Izaurów wspierającemu piratów, a po ich pokonaniu uznał kampanię za zakończoną i wrócił do Rzymu, gdzie jeszcze w tym samym roku odbył triumf. Nie był to jednak koniec piratów w tym regionie Morza Śródziemnego, a nawet doszło do tego, że na ich czele stanęła kobieta, córka byłego pirackiego wodza pokonanego przez Vatię, Ksenofanesa - Aba, która dodatkowo weszła do rodziny kapłanów Zeusa z Olbii zwanych Teukrami (kapłaństwo to było dziedziczne i wywodziło się ponoć od Ajasa, syna Teukra który założył tę świątynię), dzięki temu zdobyła prawne zabezpieczenie swojej pozycji, a dzięki działalności pirackiej zyskała wielki majątek. Nieoficjalnie była królową mórz, oficjalnie małżonką kapłana z Olbii, a gdy w 43 r. p.n.e. Marek Antoniusz został jednym z triumwirów i otrzymał w zarząd wschodnie prowincje Imperium Rzymskiego, Aba podporządkowała się jemu i Kleopatrze egipskiej.




 ANTONIUSZ I KLEOPATRA NAD NILEM 



Ponieważ jednak nie zaprzestała swego procederu, została usunięta (ok. 35 r. p.n.e.) ale władza nad Olbią i ziemiami które kontrolowała jako "królowa piratów" - pozostała w ręku jej potomków. Przejdźmy teraz jednak do działań kierowanych przeciwko piratom przez ojca owego triumwira Marka Antoniusza, Marka Antoniusza starszego (zwanego też potem "Kreteńskim").


ABA z OLBII
(Niekoronowana królowa piratów)


 
CDN.

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. XII

OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ  DO KATARZYNY PARR KATARZYNA ARAGOŃSKA (Czyli hiszpańskie noce)  Cz. X DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY Cz. IX  Gdy 1...