WYŚWIETLENIA

18 czerwca 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. LIV

II IMPERIUM ATLANTYDY 
Cz. VI





OKRES IMPERIALNY
i WIELKIE PODBOJE
25 000 r. p.n.e. - 12 500 r. p.n.e.
Cz. II






PIERWSZA WOJNA ATLANTÓW
Z IMPERIUM UJGHUR
po 25 000 r. p.n.e.



 Zagłada kontynentu Lamar i zniszczenie Cesarstwa MU (ok. 25 000 r. p.n.e.), spowodowało ogólne oburzenie w ówczesnym świecie na postępowanie Atlantów. Szczególnie głośno protestował władca Imperium Ujghur, który oficjalnie uznał Atlantów za agresorów i domagał się by ci publicznie przeprosili za zniszczenie kontynentu Lamar i śmierć tamtejszej ludności. Ujgurzy domagali się również wytłumaczenia powodów, które skłoniły Atlantów do wojny z Imperium MU. Atlanci byli w szoku. Nie tego bowiem się spodziewali, zważywszy że po pokonaniu MU stali się najpotężniejszym imperium na Ziemi. Słysząc głosy jakie dochodziły z Kara-Koty (oraz w mniejszym stopniu z tolteckiego Egiptu, który wspierał twarde stanowisko Ujgurów), sami wystosowali żądania. Zażądali od Ujgurów, by ci... złożyli im hołd i całkowicie podporządkowali się ich władzy, w zamian władcy Atlantydy pozwoliliby im utrzymać dotychczasowy stan posiadania i nie ingerowaliby w sprawy wewnętrzne Ujgurów. Oczywiście owe "ultimatum" nie mogło spotkać się z aprobatą króla rezydującego w Kara-Kocie, dlatego też zostało przez niego odrzucone. Nieprzyjęcie ultimatum Atlantów było casus belli pomiędzy obu imperiami. 

Atlanci wyposażyli i uzbroili wielką flotę inwazyjną, z którą planowano dokonać desantu na europejskie posiadłości Ujgurów. Ich okręty i armie miały na swój użytek potężną broń - Kryształy Mocy, które obróciły w perzynę flotę Lamarian z MU i doprowadziły do zagłady tamtej Wyspy, poprzez ściągniętą za ich pomocą potężną asteroidę (o Plejadianach, którzy dopomogli Atlantom w tej masakrze, nie wspominając). Należy też dodać, że zagłada kontynentu MU odbiła się rykoszetem na innych terenach (w tym również i na Atlantydzie), poprzez wielkie powodzie, tsunami i trzęsienia ziemi (nie były one jednak na tyle groźne by zdołały wyrządzić większą szkodę tym kontynentom). Tak więc flota inwazyjna Atlantów ruszyła w kierunku przed-starożytnej Iberii (jednej z prowincji Imperium Ujgur, która oczywiście wówczas nie nosiła tej nazwy), czyli dzisiejszych: Hiszpanii i Portugalii. W tej wojnie wsparcia Ujgurom udzieliło Królestwo Aranka, czyli przed-starożytny Egipt, wysyłając do Iberii swój kontyngent (przyjdzie im za to później słono zapłacić). Walki w Iberii trwały równo rok czasu i zakończyły się opanowaniem półwyspu przez siły Atlantów. Od razu też założono tam pierwszą "europejską" prowincję Imperium. Wojska Ujgurów wycofały się na północ, za rejon już istniejących wówczas Pirenejów. Rozpoczęła się następnie bitwa o "Europę Zachodnią".




Walki o "Europę Zachodnią" (tereny dzisiejszej Francji i Anglii, z tym że wówczas Wyspy Brytyjskie tworzyły jeden ląd połączony z resztą kontynentu a Kanał La Manche nie istniał) trwały jeszcze 2,5 roku i zakończyły się zdobyciem tych ziem przez Atlantów. Dodatkowo kolejny desant wysadzony w rejonie dzisiejszego Półwyspu Apenińskiego, doprowadził do zdobycia całego "europejskiego" południa, wraz z Italią i Grecją (czyli Helladą, gdzie po 22 000 r. p.n.e. Atlanci umieszczą zbuntowanych przeciwko swej władzy - Ionów). W ciągu 3,5 rocznej wojny, udało się Atlantom zdobyć cały nadmorski pas Europy, począwszy od Hiszpanii i Portugalii, poprzez Francję, Anglię, Szkocję i Irlandię (wówczas wszystkie te państwa był częścią kontynentalnej Europy), następnie Włochy, Grecję, całe Bałkany, Turcję, Niemcy, Danię, Norwegię, Szwecję, południowo-zachodnią część Finlandii, Państwa Bałtyckie (Litwę, Łotwę, Estonię) i Polskę. Wojska Imperium Ujgur musiały się ratować ucieczką na wschód, czyli mniej więcej za teren Morza Kaspijskiego i dzisiejszych ziem Ukrainy i Białorusi. 




Dalsza wojna nie miała żadnego sensu, tym bardziej że Atlanci dysponowali siłą Kryształów Mocy i mogli ściągnąć na Ujgurów podobną kosmiczną katastrofę, jak wcześniej na kontynent Lamar. Król Imperium Ujgur poprosił więc władcę Atlantydy o pokój. Warunkiem pokoju było zrzeczenie się Ujgurów swych "europejskich" posiadłości oraz polityczne uzależnienie od Atlantydy, Ujgurzy stawali się więc lennikami Atlantów. Podobnie (w obawie przed interwencją zbrojną na ich państwo) zachowali się władcy tolteckiego "Egiptu", podporządkowując się całkowicie politycznej woli królów Atlantydy. Zwycięstwo było więc całkowite, teraz Atlanci rozpoczną kolejne podboje i kolonizacje, aż podporządkują swej władzy prawie cały ówczesny świat. 

Nim jednak tak się stanie, mieszkańcy Atlantydy zmierzą się z reformą religijną, powstaniem Ionów, problemami geologicznymi, związanymi z naprawą uszkodzonego firmamentu wodnego (o którym wspomina Biblia: "A potem Bóg rzekł: "Niechaj powstanie sklepienie w środku wód i niechaj ono oddzieli jedne wody od drugich!" Uczyniwszy to sklepienie, Bóg oddzielił wody pod sklepieniem od wód ponad sklepieniem; a gdy tak się stało, Bóg nazwał to sklepienie niebem" - Biblia Tysiąclecia, Ks. Rdz. 1:6-8), czy opanowaniem Egiptu przez Nibiruan z Edenu.





PS: W kolejnej części: 
Uszkodzenie firmamentu (wodnego) niebieskiego, chroniącego ówczesną ludzkość przed zabójczym promieniowaniem ultrafioletowym, co w konsekwencji doprowadzi do znacznego skrócenia życia istot (gdyż nie tylko ludzi) na Ziemi. Nastanie epoki lodowcowej i ostateczne wymarcie prymitywnych Lulusów - w tym Neandertalczyków.


CDN.

17 czerwca 2026

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. II

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI





POWSTANIE i WOJNA
Cz. II


BOHDAN JEREMI CHMIELNICKI



 Po wkroczeniu do Kijowa (31 grudnia 1648 r.) Chmielnicki był wręcz uważany zarówno przez mieszkańców jak i przez metropolitę kijowskiego - Sylwestra Kossowa oraz patriarchę jerozolimskiego Pajsjusza, za półboga. Pajsjusz nadał mu tytuł "najjaśniejszego księcia" ("illustrissimus princeps") i zorganizowano uroczystości na jego cześć. 3 stycznia 1649 r. rozpoczynało się prawosławne Boże Narodzenie, a 5 stycznia patriarcha jerozolimski w uroczystym nabożeństwie w kijowskiej cerkwi św. Andrzeja udzielił Chmielnickiemu ślubu z kobietą, którą wcześniej uprowadził mu Czapliński (zajmując chutor Subotów). Kobiety tej nie było co prawda wówczas w Kijowie, a przebywała w Czehryniu, ale patriarcha Pajsjusz udzielił zarówno Chmielnickiemu jak i jej dyspensy od wszelkich grzechów popełnionych wcześniej, jak i tych, które zostaną popełnione w przyszłości (🤭). Chmielnicki odzyskał nie tylko ukochaną kobietę, ale również stał się prawdziwie niekoronowanym królem całej Ukrainy, zyskał więc znacznie więcej niż wydawało mu się to jeszcze rok temu. Teraz władał z Kijowa ("matki ziem ruskich") i snuł ambitne plany wypędzenia wszystkich "Lachów" nie tylko z Ukrainy, ale również z Podola, Rusi Czerwonej, Wołynia, Polesia a być może również z Litwy. Jednocześnie zamierzał Chmielnicki lawirować pomiędzy Rzeczpospolitą, Moskwą, Imperium Osmańskim a nawet Siedmiogrodem, dążąc ostatecznie do stworzenia księstwa ruskiego (złożonego z co najmniej czterech województw: kijowskiego, bracławskiego, czernichowskiego i podolskiego) i zapewnieniu mu niezależności politycznej. Patrząc jednak na zdrowy rozum, plan ten mógł się udać tylko pod jednym warunkiem, jeśli te trzy wspomniane wyżej państwa prowadziłyby różną od siebie politykę, wówczas Chmielnicki mógł wykorzystywać jednego przeciwko drugiemu. Lecz gdyby choć dwa z owych państw wzajemnie się ze sobą porozumiały przeciwko Chmielnickiemu, to los tego, w dużej mierze marionetkowego tworu, jakim było "księstwo ruskie" byłby przesądzony. Chmielnicki o tym dobrze wiedział, dlatego też starał się kontrolować trasy, którymi podążali posłowie z Warszawy do Moskwy (takich posłów zatrzymywano, a ich korespondencja trafiała do Chmielnickiego). Wiedział też ów samozwańczy "książę ruski" że bez jakiegoś zdecydowanego protektora na dłuższą metę nie uda mu się przetrwać.




A tymczasem 17 stycznia 1649 r. odbyła się w Katedrze Krakowskiej uroczysta koronacja króla Jana II Kazimierza (wybranego 20 listopada 1648 r.). Dwa dni później rozpoczęły się obrady Sejmu koronacyjnego, na którym przede wszystkim debatowano nad przyszłymi sojuszami (czy lepiej trzymać z Moskwą przeciwko Turkom i Tatarom, czy też z sułtanem i Tatarami przeciw Moskwie). Do Chmielnickiego zamierzano wysłać poselstwo, na którego czele stał wojewoda kijowski Adam Kisiel (notabene okrzyknięty zdrajcą przez obie strony tego konfliktu, jako że dążył do pojednania obu zwaśnionych stron). Jednocześnie zdecydowano o utworzeniu nowej 50 000 armii oraz mianowano nowych regimentarzy: Andrzeja Firleja, Stanisława Lanckorońskiego i Mikołaja Ostroroga. Obrady Sejmu trwały do 14 lutego, ale Adam Kisiel wyruszył wcześniej do Perejasławia, gdzie wówczas przebywał Chmielnicki. Ten przyjął go jak dostojny władca Rusi, w otoczeniu kozackiej podnieconej ciżby i przybyłych doń posłów tureckich, mołdawskich i siedmiogrodzkich. Stwierdził butnie że jego celem jest wyzwolenie Rusi z "niewoli lackiej" aż po Lwów, Halicz i Chełm. Podczas zaś prywatnych rozmów z Kisielem domagał się wydania Czaplińskiego, dopuszczenia metropolity kijowskiego do Senatu, zniesienia Unii kościelnej z 1596 r. (tworzącej Kościół greckokatolicki), wydania województwa kijowskiego we władanie prawosławiu (a województwa bracławskiego i czernichowskiego po połowie z katolikami). Ponieważ Kisiel nie miał pełnomocnictw aby przystać na owe żądania, wytargowano jedynie zawieszenie broni na trzy miesiące - do 22 maja 1649 r. Podczas narady (i uroczystego posiłku na cześć przybyłych posłów) 20 lutego 1649 r. jeden z pułkowników kozackich - Filon Dzedzały naskoczył na Kisiela, mówiąc doń: "Korol jako korol, ale wy królewięta, kniaziowie broicze mnoho, i nabroilistie. I ty, Kisielu, kość z kości naszych, odszczepiłeś się a przestajesz z Lachy". Potrząsał też swoją buławą przed nosem Kisiela, aż musiał go hamować sam Chmielnicki, a nie wsparty przez nikogo więcej, Dzedzały zamilkł i odszedł od stołu. Kisiel ofiarował również Chmielnickiemu buławę atamana wojsk zaporoskich.




Jednak będąc w Perejesławiu Kisiel miał okazję ujrzeć ogrom zniszczeń, jakie wyrządziło kozactwo i chłopstwo. Będący z nim pisarz, chorąży Jakub Michałowski zanotował: "Groby nawet otwarte (...) trumna nieboszczyka Pana Łukasza Żółkiewskiego wojewody bracławskiego, starosty perejesławskiego, wiecznej pamięci godnego kawalera (bratanka hetmana Stanisława Żółkiewskiego poległego w 1620 r. w bitwie z Turkami pod Cecorą) rozbita, insygnia wojenne wzięte i pierścień diamentowy z palca" (szczególnie haniebnie kozactwo mściło się na przodkach Wiśniowieckiego, i tam gdzie tylko zdobywano jego dobra, natychmiast rozbijano trumny z jego przodkami, wieszano ich na drzewach, albo palono na popiół). Kisiel zaprosił Chmielnickiego na drugi dzień na obiad do siebie, ale ataman kozacki przez większość dnia nie przybył. Dopiero pod wieczór 21 lutego przyjechał nietrzeźwy w otoczeniu kilku swoich pułkowników. Zaczął też wyrzucać w gniewie, że to przez Lachów leje się chrześcijańska krew. Napominał też Kisiela aby wyrzekł się Polaków i przystał do kozackiej braci, bo - jak argumentował - "lacka ziemia" wkrótce zginie, a Ruś panować będzie jeszcze w tymże roku, bardzo prędko - jak dodawał - "bo już w cztery niedziele". W pijackim amoku zaczął mówić (przeplatając język ruski z polskim) iż "nauczy ich jak siekać Lachów", a jeśli odmówią, to sprzeda ich sułtanowi tureckiemu w niewolę. Wyłożył też swoją wizję władzy królewskiej, mówiąc: "Król jest po to, aby miał władzę całkowitą, ścinał diuki i kniazie i aby był wolnym sobie", czyli że powinien rządzić według własnej woli, a nie będąc skrępowany demokratycznymi instytucjami szlacheckimi. Na koniec dodał że propozycje pokojowe z jakimi przyjechał Kisiel tą spóźnione: "Kiedy mnie Potoccy szukali za Dnieprem, był czas traktować ze mną". Twierdził że on teraz sam stworzy własne ruskie księstwo i wydrze Lachom tyle ziemi, ile zechce. Na drugi dzień jednak, gdy wytrzeźwiał przyjął buławę ofiarowaną mu przez Kisiela (a tak naprawdę przez króla i Sejm).




Także w lutym w poselstwie do Moskwy udał się patriarcha jerozolimski Pajsjusz (aby uzyskać materialne wsparcie od cara dla administrowanej przez siebie cerkwi). Chmielnicki poprosił Pajsjusza aby przekazał Aleksemu iż Zaporożcy gotowi są przejść pod jego zwierzchnictwo. Jednocześnie wysłał z patriarchą do Moskwy swojego człowieka Sylwana Andrejewicza Mużyłowskiego, który ustnie (ponieważ nie posiadał żadnych pism) miał zapewnić cara o gotowości współdziałania z nim Kozaków. Aleksy był sceptyczny wobec owych propozycji. Po pierwsze dlatego że obowiązywał go w dalszym ciągu zawarty pod Smoleńskiem w 1634 r. pokój, którego na razie nie chciał łamać, gdyż sam miał własne problemy w kraju i wojna na Zachodzie nie była mu potrzebna. Po drugie zaś obawiał się że przykład Chmielnickiego i Kozaków może rozbudzić również jego własnych poddanych i doprowadzić do wybuchu jakiegoś buntu chłopskiego, dlatego też oficjalnie odrzucał możliwość współpracy z Chmielnickim. Jednak nieoficjalnie jego otoczenie - słysząc nieustanne nawoływania czerni kozackiej (tak to bowiem wyglądało, że najbardziej skorzy do współdziałania z Moskwą byli zwykli, prości Kozacy, natomiast za sojuszem z Rzeczpospolitą była starszyzna kozacka, ludzie wykształceni, pisarze i ci, którzy prowadzili całą tę resztę do walki) do sojuszu z Moskwą i zjednoczenia z carem, podpowiadała mu, że czas najwyższy aby znów uderzyć na Rzeczpospolitą i odebrać utracone niegdyś miasta i zamki - dokończyć "zbieranie ziem ruskich". Młody, bo zaledwie 20-letni car musiał jednak przede wszystkim uporać się z problemami wewnętrznymi nim mógłby w ogóle pomyśleć o nowej wojnie z Rzeczpospolitą - a tych nie brakowało. Aleksy był bowiem drugim carem moskiewskim z rodu Romanowów, pierwszym wybrany został w marcu 1613 r. jego ojciec Michał. Panował od lipca 1645 r. (czyli od chwili śmierci swego ojca). Przez pierwsze lata młody car niewiele zajmował się sprawami państwa, ster rządów powierzając ambitnemu bojarzynowi Borysowi Iwanowiczowi Morozowowi, a samemu spędzając czas częściej na łonie natury w Izmajłowie niż w murach Kremla. Ponieważ jednak Aleksy był jedynym pozostałym przy życiu synem Michała, to na nim (jako na carze Wszechrusi) spoczął obowiązek przedłużenia dynastii. Z końcem 1647 r. Morozow zorganizował na Kremlu tradycyjny pokaz panien (czyli córek bojarskich, spośród których przyszły władca miał sobie wybrać małżonkę).




Ostatecznie przed carem stanęło 19 młodych dziewcząt, z czego do drugiego etapu przeszło sześć. Kandydatka na żonę dla władcy musiała być przede wszystkim ładna (car nie chciał bowiem mieć brzydkiej żony) i odznaczać się silnymi udami (co miało gwarantować urodzenie wielu dzieci). Już podczas pierwszego spotkania carowi wpadła w oko piękna dziewczyna o imieniu Eufemia Wsiewołożoska i to właśnie ją wybrał jako żonę dla siebie (ponoć był nią wprost oczarowany). Eufemię następnie zaprowadzono do teremu (takiego miejsca gdzie przebywały same kobiety i małe dzieci - nieco podobnego do tureckiego haremu). Tam służące ubrały ją w uroczysty strój, w którym miała ponownie pokazać się władcy. Ale gdy tylko ponownie stanęła przed carem i ten zbliżył się do niej, ona... zemdlała (prawdopodobnie powodem była ciasno zawiązana suknia, przez co dziewczyna nie mogła oddychać. Zapewne służące tak mocno ją związały na polecenie Morozowa, który zamierzał pozbyć się Eufemii). Szybko stwierdzono że dziewczyna zapewne jest chora na epilepsję, a to całkowicie wykluczało jej ożenek z carem. Aleksy zaprotestował (jeśli istnieje miłość od pierwszego wejrzenia, to w tym przypadku tak zapewne się stało), ale w tej sprawie był bezsilny, władca nie mógł bowiem poślubić kobiety która była chora, bo stwarzało to niebezpieczeństwo dla jego potomstwa. Zgodził się więc ją oddalić i na polecenie Morozowa ona i jej rodzina zostały zesłane na Syberię. Teraz Borys Morozow zaproponował carowi małżeństwo z jedną z córek bojara Ilij Miłosławskiego. Ponieważ były to dwie siostry (starsza i młodsza), car miał wybrać która mu bardziej odpowiada. Morozow zorganizował spotkanie w cerkwi, podczas której obie dziewczyny siedziały obok siebie, a car w pewnej odległości mógł je dobrze obejrzeć. Ostatecznie postanowił poślubić starszą z sióstr o imieniu Maria. Ślub odbył się 26 stycznia 1648 r. (czyli 16 stycznia według kalendarza juliańskiego, obowiązującego wówczas w Rosji). Dziesięć dni później Morozow pojął za żonę młodszą z córek Miłosławskiego - Annę, stając się tym samym powinowatym cara (i jak to często bywa, otwierając jednocześnie bramę do swego upadku. Gdy bowiem zgubi nas pycha, gdy myślimy że już pana Boga za nogi złapaliśmy i nic złego nas spotkać nie może, wówczas dopiero los potrafi z nas zakpić i jak w tym starym dowcipie: "Jeśli chcesz rozśmieszyć Boga, to opowiedz Mu o swoich planach"). Wkrótce potem jednak zaczęły się dziać poważne problemy. Zaczęło się od podniesienia ceny soli, co szczególnie odbiło się na najuboższych. Za tym podatkiem stał oczywiście Morozow, który chciał zapełnić carski skarbiec na wypadek ewentualnej wojny. W Moskwie wybuchło niezadowolenie ludności, które przestraszyło również cara. Morozow, aby uniknąć gniewu władcy i nie zostać poświęconym na ołtarzu bezpieczeństwa dynastii, wycofał ten podatek, a jednocześnie - aby uspokoić ludzi - zmniejszył wydatki na utrzymanie carskiego dworu. To jednak nie uspokoiło wzburzonych emocji. W maju 1648 r. Moskwa była o krok od wybuchu otwartego buntu (nic więc dziwnego że Aleksy z taką nieufnością podchodził do propozycji składanych przez Chmielnickiego i zbuntowanych przeciw Rzeczpospolitej Kozaków).




1 czerwca wzburzony tłum Moskwiczan zatrzymał wracającego z pielgrzymki cara i zażądał od niego zwolnienia i ukarania pewnego przekupnego sędziego. Gdy młody car im to obiecał, przepuszczono go dalej, ale w tym momencie pojawili się przyjaciele owego sędziego i z pejczami w rękach zaczęli okładać ludzi, zmuszając ich do rozejścia się. Zaczęła się regularna bitwa i dopiero oficjalne przyrzeczenie cara że ukaże sędziego uśmierzyło (na krótko) gniew ludności. Gdy więc przyprowadzono owego sędziego przed oblicze władcy, a ten skazał go na śmierć za korupcję i zdzierstwo, tłum wyrwał go z rąk kata i dokonał samosądu. Ale nie dość było krwi, teraz padło hasło że zapłacić głową musi również Morozow. Przytomnie zdołał on zbiec na Kreml, ale przecież nie mógł się tam ukrywać w nieskończoność. Tymczasem tłumy mieszkańców Moskwy zaczęły rozprawiać się z bojarami. Wdzierano się do domów i bito najbardziej znienawidzonych bojarów a ich majątek grabiono (ich żonom zdzierano klejnoty z szyi i wyrywano biżuterię z palców). Niektórych najbardziej opornych prowadzono do kata i kazano mu ich zabijać. To było prawdziwe powstanie ludowe i można sobie tylko wyobrazić jak bardzo odbiło się to na psychice młodego cara, który z taką powściągliwością podchodził do zamierzeń Chmielnickiego (a Mużyłowskiego nawet nie dopuścił przed swe oblicze). Sytuacja zaczęła być na tyle niebezpieczna, że hasła wzywające do ukarania Morozowa zaczęły teraz przeplatać się z hasłami wymierzonymi w samego cara. Gruchnęła bowiem plotka że caryca Maria jest wiedźmą (byli nawet tacy, którzy zarzekali się że widzieli ją, jak nocami wylatywała na miotle ze swej komnaty na Kremlu 🥴). Zaczęto wreszcie domagać się spalenia jej na stosie, jako że zawrzeć miała pakt z diabłem. Przerażona Maria (wraz z Morozowem) pożegnawszy się z mężem, opuściła Kreml podziemnym kanałem (pod bramą Tajnicką) i ukryła się poza murami Moskwy. Car wreszcie wezwał swą straż i nakazał jej uspokojenie tłumu, ale okazało się że strzelcy nie chcieli strzelać do ludu (z którego sami się wywodzili). Widząc że za chwilę może stracić nie tylko władzę, ale i życie i nie mając innego wyjścia, Aleksy postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Wyszedł do ludu - sam bez broni i bez straży. Wyszedł ze łzami w oczach, pytając się czegóż od niego chcą. Z tłumu zeszła dotychczasowa wojowniczość. Ci, którzy do tej pory domagali się głowy Morozowa nagle zamilkli. Car obiecał że usunie Morozowa, ale nie chciał wydawać go na śmierć. Obiecał też że nie podwyższy podatków i... to wystarczyło, ludzie rozeszli się do domów i bunt się zakończył tego samego 1 czerwca 1648 r. Ale świadomość upokorzenia jakie go spotkało, pozostała w głowie Aleksego bardzo długo (praktycznie do śmierci) i tylko zbieg politycznych wypadków zmusił go później do wsparcia powstania Chmielnickiego, lecz już na własnych zasadach.




W kwietniu 1649 r. król Jan II Kazimierz wysłał do Chmielnickiego swego posła - Jakuba Śmiarowskiego. Oficjalnie przybył na dalsze pertraktacje, a realnie miał wybadać nastroje i nakłaniać poszczególnych Kozaków do różnych tajnych propozycji. Król popełnił błąd. Zapewne bowiem nieświadomie wysłał do Kozaków człowieka, którego oni nienawidzili (może mniej niż Wiśniowieckiego, ale jednak), a mieli ku temu powody, bowiem Śmiarowski jako podstarosta czerkaski wszystkim buntownikom (z poprzednich i tego powstania) kazał wyłupywać oczy. Teraz składał propozycje Kozakom, aby za królewskie łaski i majątki (jakie miały im zostać ofiarowane) odstąpili od Chmielnickiego. Zdołał przekonać tylko czterech Kozaków, piąty doniósł o wszystkim Chmielnickiemu. Śmiarowski został przyprowadzony przed oblicze atamana i tam na miejscu zasieczony szablami (choć żył jeszcze jak go żywcem wkładano do grobu). Dalsza wojna była nieunikniona i obie strony przygotowywały się do niej skrupulatnie. Jeszcze w kwietniu Chmielnicki posłał listy na Krym, namawiając Tatarów aby ponownie przybywali na odsiecz (by "rezać Lachów"). Prosił ich też listownie aby w czasie bitew nie rabowali od razu taboru, tylko uporali się najpierw z przeciwnikiem, bowiem - jak twierdził - łupy i tak po bitwie zostaną rozdane i nikogo krzywda nie spotka. 9 maja król rozesłał podwójne wici, nakazując szlachcie aby czym prędzej wsiadała na koń i dołączała do wyprawy na buntowników. Na Ukrainie nastroje też były nabrzmiałe niczym w kotle, czerń kozacka już od dawna gotowała się do kolejnych mordów i gwałtów na Lachach. 22 maja 1649 r. wygasł rozejm - zawarty w lutym przez Adama Kisiela - wojna znów stała się faktem.




CDN.

15 czerwca 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXI

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XXVIII



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XXVIII



PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE
SŁOWIANIE
(POLITYCZNY UPADEK FILISTEI - DOMINACJA IZRAELA I JUDY)
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. VI






FILISTEA
CZASY UPADKU
(ok. 925 r. p.n.e. - 738 r. p.n.e.)
Cz. VI



OMRYDZI
(885 - 841 r p.n.e.)
Cz. II






 Aszurnasirpal II - nowy król Asyrii który objął tron po śmierci swego ojca Tikulti-Ninurty II w 884 r. p.n.e., był wysokim, postawnym mężczyzną o orlim nosie i zimnym spojrzeniu (przynajmniej tak go opisują ówczesne źródła). Był też żądny nowych zdobyczy i podbojów. Na początku skierował się przeciwko plemionom górskim na wschodzie, które szybko sobie podporządkował, następnie podbił Zamuę (leżącą w dzisiejszym okręgu Sulejmanija w północno-wschodnim Iraku, a raczej w Kurdystanie), potem ruszył na ludy mieszkające w górach Kasziari i je ujarzmił, czyniąc tam nową prowincję ze stolicą w Tuszchanie (dzisiejszy Karch). Po tych wszystkich zdobyczach skierował się teraz Aszurnasirpal na zachód i przekroczywszy Eufrat najechał królestwo Bit-Adini, które już od dawna siało niepokoje i podburzało do buntu wiernych dotąd asyryjskich wasali, jak choćby Bit-Chalupe leżące nad Chaburem ze stolicą w Suru, gdzie Bit-Adini osadziło swego marionetkowego władcę, który wypowiedział posłuszeństwo Asyrii. Aszurnasirpal ruszył na buntowników w roku 881 p.n.e. i zdobył Suru (miasto leżące na południe od Karkemisz), po czym surowo ukarał przywódców buntu obdzierając ich ze skóry, a skóry te przywieszając na słupie, który ustawił przed bramą miejską. Część mieszkańców zaangażowanych w obronę swego miasta kazał spalić żywcem, inną część zamurować w pobliżu owego słupa, a jeszcze inną część wbić na pale. Gdy już przeszła mu ochota na tak mordercze widowiska, kazał teraz wziętym do niewoli wojownikom (których jeszcze nie zabił) wyłupić oczy, obciąć ręce, uszy i nosy a niektórych nawet kazał wykastrować. Potem zabrał się za mieszkańców zbuntowanego Suru i kazał ściągnąć przed swe oblicze młodzież - zarówno chłopców jak i dziewczęta, a następnie kazał ich spalić. Łącznie zginęło 6500 wojowników, o liczbie zamordowanych mieszkańców miasta źródła milczą. Tym samym jednak Aszurnasirpal dał jasny sygnał wszystkim władcom od Eufratu po Synaj, że albo się podporządkują jego władzy, albo skończą podobnie jak mieszkańcy Suru.

Z miasta tego wywiózł również bogate łupy: srebro, złoto, drogocenne kamienie, maści, tkaniny wełniane i lniane, cedr (wszystko to zostało skrupulatnie odnotowane w spisie wykonanym na kamiennych tablicach, który przetrwał do naszych czasów). Wydawało się że nauczka jaką udzielił Aszurnasirpal Suru, podziała otrzeźwiająco na Bit-Adini, tym bardziej że dwa lata później (879 p.n.e.) asyryjski władca świętował oficjalne przenosiny do wybudowanego przez siebie od nowa miasta, zwanego Kalchu. Miasto co prawda nie było nowe, bowiem założył je czterysta lat wcześniej Salmanasar I, jednak zostało zupełnie od nowa ukształtowane przez Aszurnasirpala II. Właściwie nie wiadomo dlaczego ten władca postanowił przenieść swą stolicę z pradawnego Aszur do Kalchu? Prawdopodobnie (a jest to zaledwie przypuszczenie) chciał on tym samym obniżyć pozycję kapłanów boga Assura i dlatego z chwilą swego wstąpienia na tron rozpoczął wielkie prace budowlane w miejscu, gdzie Wielki Zab łączy się z Eufratem. Ściągnięto w to miejsce tysiące niewolników, którzy całymi dniami w pocie czoła pracowali nad tym, aby stworzyć miasto jakie pragnął ujrzeć Aszurnasirpal. Jak już wspomniałem Kalchu istniało wcześniej, ale przez poprzednie dekady popadło w ruinę, dlatego też tamte budowle wyburzono, stawiając zupełnie nowe, wcześniej wyrównując teren i tworząc miejsce pod pałac królewski jak również pod główny plac miejski i wytaczając nowe ulice. Miasto otoczone zostało murami o długości 8 km. i wysokości 15 m. Cytadela, pałac królewski i główna świątynia boga Assura umiejscowione zostały w północno-wschodniej części miasta, która przyjęła formę reprezentacyjną. Drzwi wejściowych do pałacu królewskiego strzegły olbrzymie, trzymetrowe, skrzydlate byki z ludzkimi głowami o pięciu nogach, które na wszystkich gościach robiły piorunujące wrażenie (niektórym wręcz wydawało się że byki żyją realnie, gdyż tak było to pomyślane że nogi wydawały się im poruszać. Było to oczywiście złudzenie optyczne, ale mocno oddziaływało na psychikę). Ściany pokryte były kolorowymi płaskorzeźbami, a zewsząd biła potęga oraz przepych - i tego właśnie pragnął Aszurnasirpal.


WEJŚCIE DO PAŁACU KRÓLEWSKIEGO W KALCHU



Aszurnasirpal kazał również stworzyć dla siebie mini zoo w pałacowym ogrodzie, w którym trzymano strusie, lwy, byki, słonie i małpy. Podczas otwarcia owej stolicy wiosną 879 r p.n.e., sprowadzono tam zewsząd 70 000 ludzi, którzy mieli stać się nowymi mieszkańcami Kalchu (a byli to zarówno robotnicy, królewscy urzędnicy jak również ściągani tam mieszkańcy innych asyryjskich miast). Oczywiście asyryjski władca zaprosił na tę uroczystość okolicznych królów i wiadomym było że należało się tam stawić, aby nie narazić się na gniew tego wojowniczego i porywczego monarchy. Wszyscy oczywiście zostali przyjęci po królewsku a sam Aszurnasirpal chwalił się, że uczynił wszystko co w jego mocy, aby gościom było dobrze i wygodnie. Zapewnił im wszelkie udogodnienia - i to nie tylko władcom, ale również i zwykłym ludziom, którzy brali udział w uroczystości inauguracji nowego Kalchu (zapewnił im np. darmowe i publiczne łaźnie, gdzie mogli się wykąpać po trudach dnia). Oczywiście nikomu też nie zabrakło jadła i napojów, a biorąc pod uwagę listę zwierząt jakie zostały zabite aby uhonorować otwarcie, należy dodać że były to ogromne ilości (1000 wołów, 1000 sztuk młodego bydła, 15 000 owiec, 1000 jagniąt, 5000 ptaków myśliwskich, 500 gazel, 1000 wielkich ptaków, 500 gęsi, 500 żurawi, 10 000 gołębi, 10 000 małych ptaków, 10 000 ryb, 10 000 jajek, 10 000 bohnów chleba, 10 000 miar piwa i 10 000 miar wina. Oczywiście wymieniłem tylko podstawowe składniki, pomijając jednak wykwintne potrawy jakie z nich podawano, a jednym z nich była chociażby potrawa, którą dziś nazywamy... kebabem). Wszystko oczywiście było obliczone na ukazanie potęgi państwa asyryjskiego i na wyrobieniu takiego przekonania, że jakikolwiek opór wobec takiej potęgi jest z góry skazany na porażkę i bezcelowy.

Oczywiście na uczcie tej i na inauguracji Kalchu nie byli obecni ani królowie Izraela, ani Judy, nie przybył tam także król Aramu. Swą osobą nie uświetnił tej uroczystości również władca Babilonu, król Nabu-appal-iddina, który w roku (880 p.n.e.) rozpoczął działania wojenne przeciwko Asyrii. Wysłał on wsparcie 3000 wojowników na pomoc zbuntowanemu plemieniu Suchu, mającemu swe siedziby nad środkowym Eufratem. Pomaszerowali oni teraz w górę rzeki aby zdobyć twierdzę Suru (tą samą, którą Aszurnasirpal zdobył i spustoszył w poprzednim roku). Ale wojska asyryjskie stacjonujące w prowincji Kummuch podążyły za nimi i w dwudniowej bitwie nad rzeką Chaburu zadały im druzgocącą klęskę. Zwycięstwo to znacznie rozszerzyło wpływy Asyrii w Mezopotamii i nad górnym Eufratem, czym zresztą chwalił się w swej inskrypcji sam Aszurnasirpal: "Ustanowiłem moc i potęgę nad krajem Suchu. Bojaźń przed moją władzą sięgała aż do krainy Karduniasz (północna Babilonia), a mrożący krew w żyłach strach przed moim orężem, powalił na kolana krainę Chaldu" (Chaldea - czyli kraina na południe od Babilonii). W 879 r. p.n.e. wybuchło kolejne powstanie plemienia Suchu (podsycane przez Bit-Adini), ponownie krwawo stłumione przez Aszurnasirpala. Władca ten miał już dosyć dywersyjnych działań Aramejczyków na swym terenie i w roku 878 p.n.e. ruszył zbrojnie na stolicę Bit-Adini Til-Barsip, którą zdobył przy użyciu machin oblężniczych i taranów. Pokonanych w ogromnej większości czekał podobny los do obrońców miasta Suru, z tą wszakże różnicą, że śmierć spotkała jedynie mężczyzn zdolnych do noszenia broni, wszystkie zaś kobiety i dzieci poszły w niewolę, jednak królestwo Bit-Adini nie zostało zlikwidowane, a z Til-Barsip Asyryjczycy się wycofali (powrócą tam na stałe dwadzieścia lat później).




Po tym zwycięstwie - pewny swego - postanowił Aszurnasirpal rozpocząć wielką inwazję na Syrię w celu całkowitej eliminacji niebezpieczeństwa aramejskiego. Przed wyprawą urządził w Kalchu wspaniałe uroczystości, które miały symbolizować przyszłe zwycięstwo, a przedstawienie polegało na wybiciu pewnej ilości jadowitych węży, oraz na ostatecznej walce pomiędzy samym królem (ucharakteryzowanym na boga Assura), a wojownikiem, który nosił na sobie skórę dużego węża, a do hełmu miał przymocowane rogi (co miało znów symbolizować rogatego węża - symbol Aramejczyków). Oczywiście król z łatwością pokonał swego przeciwnika, co miało być dobrą wróżbą przed zbliżającą się kampanią wojenną, do której doszło na wiosnę 877 r. p.n.e. Armia (której trzon stanowiła mobilna jazda), po przekroczeniu Eufratu stanęła pod murami potężnego miasta Karkemisz. Jego władca król Sangara otworzył przed Aszurnasirpalem bramy i ofiarował mu złoto oraz inne daniny, aby tylko nie niszczył jego miasta a ludność pozostawił w spokoju. Tak też się stało, ale Sangara musiał uznać się odtąd za sługę i lennika Asyrii. Następnym miastem do którego dotarli Asyryjczycy była Hattina. I tutaj również król o imieniu Labarna uznał się za "niewolnika" Aszurnasirpala i przekazał mu wysoką daninę w zamian za oszczędzenie miasta i uniemożliwienie jego rabunku. Gdy te dwa duże miasta podały się Asyryjczykom, inne aramejskie ośrodki wręcz masowo otwierały swe bramy przed asyryjskim królem (czym ten potem chełpił się w swej inskrypcji, pisząc że aramejskie węże chyliły czoła przed potęgą Assura). Kampania ta w zasadzie nie była kampanią wojenną, a triumfalnym marszem po haracz, bowiem żadne miasto na drodze przemarszu Asyryjczyków nie ośmieliło się sprzeciwić Aszurnasirpalowi i nie zamknęło przed nim swych bram. 

Tak więc kolejno poddawały się pod asyryjskie jarzmo miasta Hattiny: Kalno, Arpad, Aleppo, Chamat i Karkar. Gdy asyryjski władca - przez nikogo nie powstrzymany - przekroczył rzekę Orontes i doszedł do Arwadu nad Morzem Śródziemnym - miasto to również skapitulowało, podobnie jak Gebal (Byblos), Beryt, Sydon i Tyr. Kampania roku 877 p.n.e. okazała się ogromnym sukcesem, gdyż - praktycznie bez rozlewu krwi - rozciągnęła panowanie asyryjskie na aramejskie miasta północnej Syrii. Asyryjska kampania co prawda nie dotarła do Aramu i jego stolicy Damaszku, ani też do Izraela, jednak w tych właśnie krajach budziła ona ogromną trwogę, gdyż całkowicie zmieniała dotychczasowy układ sił na całym Bliskim Wschodzie. Oto bowiem władca odległej Asyrii dotarł do Morza Śródziemnego i uzależnił od siebie wszystkie aramejskie królestwa z północnej Mezopotamii i Syrii, które odtąd musiały mu corocznie wysyłać daniny. Wydaje się jednak że owa wojowniczość i żądza mordu, jaka cechowała Aszurnasirpala II w czasie pierwszych lat jego panowania, ustąpiła w kolejnych latach, bowiem nie podjął się on już inwazji na Damaszek czy Izrael i zapewne wystarczył mu sam strach tych ludów odczuwany przed jego potęgą. Żył on więc odtąd dostatnio w Kalchu i wziął udział w jeszcze tylko jednej kampanii wojennej w roku 866 p.n.e., ale tylko po to, aby stłumić powstanie jakie wybuchło w górach Kasziari na wschodzie Imperium Asyryjskiego. Mimo to cień jaki rzucał Aszurnasirpal na cały Lewant, powodował paraliżujący strach tamtejszych ludów i niemożność realnego przeciwdziałania asyryjskiej dominacji




A tymczasem po śmierci króla Izraela - Omriego (ok. 873 r. p.n.e.), na tron w Samarii wstąpił jego syn - Achab. Samaria (jak pisałem już w poprzedniej części) była miastem stworzonym w dobrej do obrony okolicy i spełniała wszystkie warunki królewskiego miasta rezydencjonalnego. Problem tylko polegał na tym że była... za mało żydowska (nie było tam żadnej bożnicy ku czci Jahwe - o czym też pisałem w poprzedniej części). Było to bowiem miasto typowo kananejskie, a Achab potrzebował stolicy dla Żydów, aby mógł realnie konkurować o przewodnictwo duchowe i kulturowe z Jerozolimą. Dlatego też - gdy tylko wstąpił na tron Izraela - postanowił założyć nową stolicę (realnie była to więc już czwarta stolica Izraela, po Sychem, Tirsie i Samarii). Wzniósł ją na północ od Samarii i Tirsy, w kraju Issachara (będącym rodzinnym plemieniem rodu Omriego), a miasto wzniesione w tamtejszej dolinie (leżącej u stóp góry Gilboa) nazwał Jizreel. Miasto które wzniósł, było miastem tylko dla Żydów i tutaj panował jako król żydowski, zaś w Samarii jako władca Kanaanu. Kazał tam też wznieść bożnicę ku czci Jahwe, ale jego postępowanie nie spodobało się na południu, czego wyrazy mamy chociażby w I Księdze Królewskiej, w której zapisane jest, iż: "postępował gorzej od wszystkich swych poprzedników". Wzniesienie Jizreel nie mogło spotkać się ze zrozumieniem, ani tym bardziej z sympatią w Jerozolimie, gdyż w ogóle istnienie Północnego Królestwa Izraela godziło nie tylko w podstawy rodu Dawida (który wciąż panował w Judzie), ale przede wszystkim w potęgę kapłanów tamtejszej Świątyni wzniesionej przez Salomona, którzy twierdzili iż są jedynymi pełnomocnikami Jahwe wśród ludu wybranego. 




Notabene, uważam że w ogóle cały Stary Testament i wszystkie księgi z nim związane należałoby odesłać do lamusa. To jest w ogóle niepotrzebne w chrześcijaństwie i mogłoby być tylko przywoływane na zasadzie jakichś odniesień historycznych, tylko i wyłącznie tyle. Już pomijając bowiem całą rzeszę bzdur, jakie tam się często spotyka, to jednak jest to już archaizm taki, jak z czasów Neandertalczyków. Mało tego, uważam że i Nowy Testament też należałoby odrzucić, poza może przywołaniem nauk i życia Jezusa - które i tak jest w dużej mierze pocięte, gdyż z człowieka jakim był Jezus - choć oczywiście miał w sobie ową Boskość która nie należała do naszej planety - zrobiło się jakiegoś bożka, który musiał być zawsze i wszędzie wyjątkowy. A to bzdura. Nie da się bowiem na tym świecie, w tej gęstości w której my żyjemy być wyjątkowym przez cały czas. Jest tu bowiem tyle negatywnych czynników które oddziałują na nasze życie, że nawet anioł nie byłby w stanie powstrzymać się przed grzechami, jakie tutaj na nas czyhają. I Jezus też nie był od nich wolny. Ową "Boskość" zaś dopiero w sobie rozbudzał i choć On ją posiadał od początku, to jednak musiał ją najpierw poznać, musiał się jej ponownie nauczyć, aby tutaj móc spełnić zadanie, jakie wcześniej sam zgodził się podjąć. Była to bowiem wyższa "nie z tego świata" ("Królestwo moje nie jest z tego świata") istota. Ale niestety nawet On nie był wolny od tych wszystkich rzeczy, które nas tutaj otaczają i które powodują albo nasz duchowy upadek albo wzrost - i temu właśnie ma służyć ten świat, to materialne piekło w którym żyjemy (chociaż mimo wszystko ten świat jest taki "fajny" gdy wracamy do Domu, to przynajmniej część z nas ponownie chce tutaj przybyć), bo cel jest jasny i prosty i Jezus o tym mówił. Celem jest bowiem wyrwanie się stąd i dostąpienie Królestwa Bożego. Ale jak mamy się stąd wyrwać, skoro wciąż wracamy do bzdur spisanych przez potomków pasterzy kóz z doliny Kanaanu, którzy stworzyli sobie taki właśnie obraz Boga okrutnego i żądnego krwi, a które to przesłanie nawet w Nowym Testamencie też w pewnym sensie jest powielane, poprzez różne głupoty, którymi do dzisiaj ulega Kościół. Podstawą jest uświadomić sobie jedno - piekło istnieje i my w nim żyjemy, innego nie ma (może inaczej: piekło i niebo tworzymy sami - TUTAJ!) Istnieje reinkarnacja i jest podstawą naszego zniewolenia, a klucz do wolności leży w naszych sercach, tyle i tylko tyle. 




I powiedzcie mi teraz, jak to się ma do tych wszystkich opowiadań starotestamentowych czy nawet przypowieści? 😮‍💨 Poza tym uświadomienie sobie tego faktu - że realnie żyjemy w piekle (chociaż to doświadczenia są dla nas bardzo ważne, bo w świecie do którego się udajemy po śmierci, nie jesteśmy w stanie wytworzyć tak negatywnych ilości energii, które są nam niezwykle potrzebne jako doświadczenie poznania Miłości Bożej. Mam nadzieję że wyrażam się jasno? Jeśli jednak nie, to powiem tak: bez zła i cierpienia nie potrafilibyśmy docenić Piękna i Miłości która jest wszechogarniająca) - stanowi odpowiedź na te wszystkie płaczliwe pytania zadawane od dekad, czy też od stuleci, a które sprowadzają się chociażby do słów: "Gdzie był Bóg w Auschwitz?". Matko Bosko Częstochosko - bóg z Auschwitz (czy z jakimikolwiek innymi zbrodniami) nie ma nic wspólnego z prostego powodu, ponieważ obdarzył nas Wolną Wolą, a my stworzyliśmy sobie taki świat, jako substytut prawdziwego Świata (tzw. Królestwa Bożego) i im dalej jesteśmy od Boga, tym więcej mamy miejsc podobnych do Auschwitz, bo prawdziwym celem nie jest życie tutaj tylko... Tam. Ok. Ale się powymądrzałem co? 😚 Odszedłem od tematu, ale rzeczywiście jeżeli się nad tym trochę zastanowić, to wszystko jest jasne i proste i te wszystkie górnolotne pytania oraz mądre wypowiedzi kapłanów jak żyć, stają się bezproduktywne. Jezus mówił otwarcie: "Niech twoja mowa będzie prosta, tak, tak, nie, nie". Wiemy co mamy zrobić żeby się stąd uwolnić, więc nie miejmy pretensji do Boga, że świat w którym żyjemy jest światem bólu i cierpienia. Już wcześniej wielokrotnie mówiłem i pisałem że zawsze posiadamy indywidualną sieć telefoniczną i możemy w każdym momencie swego życia zadzwonić do Boga (najczęściej jednak wydaje się że dzwonimy do naszych Przewodników i Opiekunów, Bóg jest ich emanacją), bo nigdy na tym świecie nie jesteśmy sami, choćbyśmy byli w największym piekle i nie widzieli dla siebie żadnego wyjścia z tej żałosnej i często tragicznej sytuacji. Telefon jest, linia też nie jest zajęta i tylko od nas zależy czy zechcemy z niej skorzystać, a nie potem kompromitować się pytając "Gdzie był Bóg w Auschwitz" 🙄




Tak już mam niekiedy że czasem budzi się we mnie ta moralizatorsko-duchowa część mojej natury. A potem, jak zwykle, wracamy do swego piekiełka 😅. Wracając zaś do tematu, Achab kontynuował dobre stosunki z władcą Judy - Jozafatem, z królem Tyru oraz z władcą Aramu - Ben-Hadadem II (prawdopodobnie syn albo wnuk Ben-Hadada I o którym pisałem w poprzedniej części). Oczywiście pomijając krótką wojenkę, jaką stoczył z królem z Damaszku (wiadomo tylko że odniósł dwa zwycięstwa nad Ben-Hadadem i potem zawarli pokój, nic więcej na temat tego konfliktu nie wiem). Stary Testament (Księga Kronik) mówi również że władca Judy - Jozafat był wojowniczym królem i zmusił miasta Filistei do płacenia sobie daniny. Bzdura! (i znów wracam do tego, co pisałem wyżej na temat bzdur zawartych w Starym Testamencie, ale nie będę się nad tym już rozwodził). Jozafat nie mógł wymusić na Filistynach daniny, ponieważ sam był zbyt słaby aby konkurować z Izraelem jak równy z równym (gdyby zaś podporządkował sobie miasta Filistei i Szeflei mógłby już to uczynić). Inwazja egipska była bowiem prawdziwym armagedonem dla Judy i Filistei i te kraje bardzo długo (przez dekady) podnosiły się z upadku roku 925 p.n.e. Nie ma więc mowy o tym, aby Jozafat wymusił na Filistynach cokolwiek (już sam fakt że politycznie Izrael całkowicie zdominował Judę, jest wystarczającym dowodem na to co piszę). Achab panował ponad dwadzieścia lat (do 853 r. p.n.e.), Jozafat również (ok. 870-847 r. p.n.e.). W większości ich panowanie upływało w pokoju, ale gdy Aszurnasirpal II zakończył swój żywot (po 25 latach panowania), a tron objął jego syn - Salmanasar III (ok. 859 r. p.n.e.), groźba upadku politycznego a nawet podboju całego Lewantu ponownie zaczęła budzić powszechną obawę tamtejszych ludów.


CDN.

14 czerwca 2026

SUŁTANAT KOBIET - Cz. XII

HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW 
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY 
DO ABDUL HAMIDA II





SERAJ 
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. VIII



IMPERIUM OSMAŃSKIE 




PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. VII


 12 czerwca 1444 r do Adrianopola przybyło uroczyste (złożone z 60 wystrojonych rycerzy) poselstwo węgiersko-serbskie, wysłane przez króla Władysława I (III) Jagiellończyka (na czele tego poselstwa stał Serb Stojko Gizdavić, towarzyszył mu osobisty wysłannik Jana Hunyadiego - Vitislaus, oraz dwóch przedstawicieli despotesa Serbii Jerzego Brankovicia - ojca sułtańskiej małżonki Mary, dzięki której w dużej mierze to porozumienie zostało zawarte). Sułtan Murad II przyjął ich, siedząc pod baldachimem (o czym nie omieszkał umieścić informacji w liście do swego protektora z Chios, włoski podróżnik, historyk, miłośnik antyku {którego mottem było: "wskrzeszać umarłych z grobu" - oczywiście chodziło o umarłych twórców antyku}, a poza tym szpieg i agent zarówno papieża Eugeniusza IV jak i Wenecji - Ciriaco de'Pizzicolli, zwany też Ciriaco z Ankony). Węgierskie poselstwo (na czele którego stał Serb, co też ciekawe), przekazało sułtanowi podpisany 25 kwietnia przez króla Władysława Jagiellończyka 10-letni traktat pokojowy, na którym wówczas również sam sułtan umieścił swój podpis. Następnie Stojko Gizdavić otrzymał od Murada dokument, w którym sułtan przyrzekał na wszystko co święte, że dochowa owego traktatu pokojowego i uważa że podobnie postąpi król Władysław (wysłał też do Budy swego przedstawiciela Sulejmana bega, który od króla Władysława miał odebrać podobną przysięgę, jaką Murad złożył przed jego poselstwem). Już wcześniej Murad oddał władzę nad Serbią Jerzemu Brankoviciowi, uwolnił też dwóch (oślepionych wcześniej ze swego rozkazu - o czym pisałem w poprzednich częściach) jego synów a braci Mary - Grzegorza i Stefana. Szybkie zakończenie wojny z Węgrami było wówczas bardzo potrzebne sułtanowi, gdyż miał on wiele nie pozamykanych spraw w swoim Imperium.




Jednym z nich było samo Bizancjum, a właściwie Konstantynopol, który po raz ostatni był oblężony przez Turków Osmańskich w roku 1422 (na początku rządów Murada II), a potem również Genueńczycy próbowali zdobyć Konstantynopol (1433 r.) również bez powodzenia (uważa się dzisiaj że działali oni z poduszczenia sułtana i mieli przekazać mu miasto w zamian za pewne koncesje lub pieniądze). Teraz sam Konstantynopol był jedynie skrawkiem, pozostałością świetności dawnego wschodniego Imperium grecko-rzymskiego świata, pozostałością która bardzo szybko się wyludniała (nic dziwnego, szczególnie kupcy nie widzieli bowiem możliwości do handlu w mieście, które w każdym momencie mogło ponownie zostać zaatakowane przez Turków, a wówczas byliby tam zamknięci niczym w klatce; ale również mieszkańcy Konstantynopola wyjeżdżali stamtąd w obawie o własne życie i swoje potomstwo). Teraz zaś, po udanej kampanii Władysława Jagiellończyka z roku 1443, w Morei na greckim Peloponezie, w jedynej jeszcze poza samym Konstantynopolem posiadłości Bizancjum, ponownie chwycili za broń przeciwko Osmanom trzej rządzący Moreą bracia cesarza Jana VIII Paleologa, Teodor, Konstantyn i Tomasz (Teodor zamyślał wówczas głównie o koronie cesarskiej, wiedząc że Jan VIII nie ma synów, wolał być w stolicy gdy jego brat zakończy swój żywot, niż na dalekim Peloponezie). Następnie w Albanii Jerzy Kastriota (zwany Skanderbegiem) skutecznie wydzierał Turkom poszczególne obszary tej ziemi. Największe jednak i niecierpiące zwłoki niebezpieczeństwo widział teraz jednak Murad II na wschodzie, w Karamanii, którą władał jego szwagier - Ibrahim beg, który półtora roku wcześniej zbuntował się po raz pierwszy, a teraz ponownie zagrażał Imperium Osmańskiemu od wschodu, działając zapewne w imię tajnego porozumienia zawartego z Węgrami. Murad wiedział że nie może otworzyć nowych frontów w Europie, bez zakończenia konfliktu anatolijskiego, a że nie ufał Władysławowi i podpisanemu traktatowi pokojowemu niech świadczy fakt, że nieustannie trwały wówczas prace fortyfikacyjne wokół murów Adrianopola, tak jakby spodziewano się że wcześniej czy później armia krzyżowców może się tutaj zjawić. 

A tymczasem 14 czerwca z portu w Wenecji wypłynęło 10 galer obsadzonych przez papieża Eugeniusza IV, którymi dowodził kardynał Francesco Condulmer (Wenecjanami zaś Alvise Loredano). Celem Cundulmera było teraz czym prędzej dostać się do Dardaneli, aby przeszkodzić sułtanowi Muradowi w przeprawie na azjatycki brzeg, na wojnę z ibrahimem begiem, ale to akurat mu się nie udało, gdyż flota papiesko-wenecka wypłynęła zbyt późno, w każdym razie operowali oni wokół cieśnin, czekając aż sułtan ponownie będzie wracał z armią na europejski brzeg. A sułtan 24 czerwca opuścił Adrianopol, kierując się ku cieśninie dardanelskiej. W mieście zaś, jako namiestnika Rumelii pozostawił swego syna i następcę tronu 12-letniego księcia Mehmeda Celebiego, który miał zarządzać wraz z wielkim wezyrem Chalilem paszą (a także swoim nauczycielem, mułłą Chusrewem). Praktycznie cała Tracja została wówczas ogołocona z żołnierza i młody książę - jeśli przyszłoby mu walczyć z chrześcijańską koalicją - miał do dyspozycji góra 8000 żołnierzy, co było wybitnie niewystarczające do skutecznej obrony. Sułtan zaś (12 lipca) przeprawił się przez Dardanele na azjatycki brzeg i skierował w stronę Konyi - stolicy Ibrahima bega. W tym czasie zaś młody książę, następca tronu, zarządzał miastem i europejskimi terenami podległymi Imperium Osmanów (czyli Rumelią). Zarówno on sam jak i jego matka sułtanka Huma Hatun (zwana też Stellą), nawiązał bardzo przyjacielskie, można wręcz powiedzieć że serdeczne stosunki z sułtańską małżonką Marą. Zarówno ze swą mamą, jak również i samemu osobiście często ją odwiedzał w jej prywatnym pałacu (który otrzymała od swego małżonka Murada II). Tak bardzo lubił spędzać czas W jej obecności, że nawet po latach tytułował ją swych dokumentach "matką" (co oczywiście nie oznaczało że to była jego matką prawdziwą, a jedynie że darzył ją taką miłością, jaką synowie obdarowują swoje mamy). Mara zaprzyjaźniła się również ze Stellą i aż do jej śmierci (w roku 1449) relacje obu pań były bardzo dobre, a obie kobiety wzajemnie się odwiedzały, czy to w haremie, czy w pawilonie Mary.




W drugiej połowie lipca do Budy dotarł również sułtański wysłannik Sulejman beg, który miał odebrać przysięgę do trzymania warunków zawartego traktatu pokojowego z ust króla Władysława Jagiellończyka. Atmosfera na Węgrzech była już jednak gorąca, nie tylko możni panowie węgierscy, ale również i drobna szlachta nawoływali króla do podjęcia krucjaty przeciwko niewiernym, dlatego też król był w dużej konfuzji. Poza tym ostro namawiał go do podjęcia krucjaty papieski legat Julian Cesarini, który twierdził że papieska flota jest już gotowa i udzieli wsparcia wojskom Władysława od strony morza. Królowi doradzano więc podjęcie jak najszybszej nowej krucjaty, twierdząc że Turcy są teraz słabi jak nigdy, gdyż na wschodzie muszą walczyć z Ibrahimem begiem, na morzu operuje flota papiesko-wenecka oraz posiłki wysłane przez Burgundię (cztery okręty - niczego nie dokonały, a ich obecność pozostała niezauważona w tej kampanii). W Albanii toczą się walki, w Morei również, nie ma na co czekać, należy ruszać, gdyż taka okazja może się już nie powtórzyć. Władysław Jagiellończyk musiał się więc mocno zastanawiać nad tymi apelami, ale ostatecznie 1 sierpnia 1444 r. w Szegedynie król (w obecności sułtańskiego wysłannika Sulejmana bega) oficjalnie zaprzysiągł traktat pokojowy z Turcją. Od tej chwili pokój oficjalnie został zawarty i miał obowiązywać przez kolejne 10 lat, ale jego wrogowie nie spoczęli w swych pracach, by ponownie rzucić Węgry w wir wojennej zawieruchy. Legat Cesarini nie odstępował króla na krok, nawołując do podjęcia wyprawy wbrew zawartemu pokojowi. Argumentował to tym, że pokój zawarty z poganami nie ma mocy prawnej, ani też nie jest akceptowany w oczach Boga, dlatego też jego zerwanie nie jest krzywoprzysięstwem, jeśli tylko może przynieść chwałę chrześcijańskiemu Królestwu. Ostatecznie Cesarini dopiął swego i już... 4 sierpnia król wypowiedział wojnę Turcji. 




Wiadomość o tym obiegła Europę lotem błyskawicy. Szykowała się nowa wojna z niewiernymi i to z zaledwie 3 dni po zawartym traktacie pokojowym (i po kilkumiesięcznych staraniach o jego ostateczne dopracowanie). Takim stanem rzeczy najbardziej przerażony był bodajże despota Serbii Jerzy Brankowić, który jeszcze nie objął władzy nad przyznanymi mu w traktacie pokojowym ziemiami. Teraz wyglądało na to że musiałby je ponownie utracić, a tego nie chciał, tym bardziej że już dopiął swego, odzyskał swoje władztwo, nic innego go nie interesowało, dlatego też postanowił zawrzeć separatystyczny pokój z wysłannikami sułtana Murada i tak też się stało - dnia 15 sierpnia 1444 r. Na mocy tego pokoju Jerzy Branković otrzymywał władzę nad despotatem Serbii z woli Murada, jako jego lennik (w końcu w czasie kampanii roku 1443 oddziały Brankovicia wskazywały armii krzyżowców dogodne przejścia i ułatwiały im drogę, dobrze znając te tereny, teraz zaś despota Serbii był już w obozie Murada II - 22 sierpnia Jerzy Branković wkroczył do Semendrii, ponownie obejmując władzę nad Serbią). Ale niepokój ogarnął nie tylko samego despotę, lecz również co majętniejszych mieszkańców Adrianopola, którzy teraz ładowali cały swój ruchomy dobytek i wraz z żonami oraz dziećmi opuszczali miasto, które w ich mniemaniu było skazane co najmniej na długie oblężenie, jeśli nie na upadek. Woleli uciec stąd jak najdalej, byle do Brusy po azjatyckiej stronie Imperium (dawnej osmańskiej stolicy, nim została ona przeniesiona na europejski brzeg, do Adrianopola). Król - wypowiadając wojnę 4 sierpnia - zobowiązał się wyruszyć z wojskiem ostatecznie do 1 września 1444 r., ale szybko okazało się że ta data jest niemożliwa do spełnienia i armia krzyżowców (w liczbie 16 000 żołnierzy) wyruszyła na wschód dopiero 20 września. W tym czasie sułtan Murad tłumił powstanie Ibrahima bega w Karamanii, a młody książę Mehmed przygotowywał się do obrony Adrianopola.


AQ KOJONLU 
(PLEMIĘ BIAŁEJ OWCY)



A tymczasem w samym Adrianopolu działy się w tych wrześniowych dniach  rzeczy niezwykle dziwne i niepokojące. Z końcem sierpnia lub początkiem września 1444 r. do stolicy Imperium przybył bowiem pewien tajemniczy Pers (prawdopodobnie pochodził on z ziem Aq Kojonlu - czyli terenów Iranu kontrolowanych przez plemię Białej Owcy - turkmeńskiego szczepu kulturowo całkowicie ziranizowanego) który zaczął głosić dziwne objawienia. Twierdził bowiem że w 28 literach arabskiego alfabetu objawia się sam Bóg, a w 32 literach alfabetu perskiego Piękno i Miłość istniejąca na świecie. Twierdził też że w każdym człowieku objawia się oblicze Boga, które jest nieśmiertelne i niezniszczalne, tak więc wszyscy ludzie są emanacją Boga bez względu na... wyznawaną przez nich religię. Bardzo szybko okazało się że pochodzi on z perskiej sekty hurufitów, która miała znaczne wpływy tureckim bractwie bektaszytów. Najbardziej jednak nieakceptowalne były dla pobożnych Turków stwierdzenia o istnieniu Bożej iskry istniejącej w każdym człowieku bez względu na wyznawaną przez niego religię, jak również to, że islam i chrześcijaństwo powinny dążyć do wzajemnej zgody. Teraz, w sytuacji wojennego zagrożenia armii krzyżowców idącej z północy, takie hasła były nie tylko herezją, były wręcz niebezpieczne politycznie, gdyż osłabiały morale i wpływały negatywnie również na wojsko (wielu janczarów uczestniczyło w kazaniach organizowanych w Adrianopolu przez owego Persa, który dość swobodnie poruszał się po stolicy, mając na to zgodę samego księcia Mehmeda Celebiego). Szczególnie zaniepokojony teoriami przybysza ze Wschodu był mufti Adrianopola - Fahrredin, który teraz postanowił uniemożliwić mu dalsze szerzenie jego heretyckich (w mniemaniu pobożnego muzułmanina) poglądów. 

W roku 1444 minęły 24 lata od ostatniej wielkiej rebelii społeczno-religijnej w Tracji pod wodzą szejka Bedreddina (powieszonego w 1420 r. po czteroletnim powstaniu na placu targowym w Seres). Tamten, urodzony w mieszanej chrześcijańsko-muzułmańskiej rodzinie (jego matka była chrześcijanką która ostatecznie przeszła na islam), również głosił teorię pojednania pomiędzy tymi dwoma religiami, twierdząc że liczy się to, co jest w sercu człowieka, a nie to, jaką wyznaje religię. Poza tym szejk Bedreddin odrzucał niesprawiedliwość społeczną i to, że bogaci gnębią biednych, zarabiając na ich trudzie i znoju, wydzierają im ostatnie zasoby potrzebne do przeżycia. Za to wszystko i za bunt przeciwko władzy został ostatecznie powieszony, teraz zaś jego misję podjął ów nieznany z imienia Pers, który również głosił zasadę sprawiedliwości społecznej oraz pojednania religijnego. Mufti miał jednak związane ręce i nie mógł tego człowieka tak otwarcie aresztować, jako że wcześniej dowiedział się o jego obecności i zaprosił na dwór do książę Mehmed Celebi, który dał mu oficjalne prawo głoszenia jego przekonań (to wywołało pierwszy spór pomiędzy 12-letnim chłopcem - który z polecenia swego ojca pełnił urząd namiestnika Rumelii, a wielkim wezyrem Chalilem paszą - otwarcie twierdzącym że ów Pers podważa morale wojska i głosi herezję). Chalil pasza - potomek starego tureckiego rodu, był również przeciwny wszelkim konwertytom, uważając ich za podległych prawowiernym muzułmanom, którzy wyznają islam od pokoleń; nie mógł jednak otwarcie sprzeciwić się woli księcia, następcy tronu i przyszłego sułtana. Postanowił więc zorganizować prowokację, a mianowicie zaprosił owego Persa do siebie do domu, deklarując że pragnie poznać jego poglądy i się z nimi zaznajomić, jednocześnie w tym czasie czekał tam już mufti Fahrredin (ukryty za kotarą), który miał się przysłuchiwać tym rozmowom. Pers nie krył się z poglądami, co ostatecznie doprowadziło Fahrredina do furii i rzucił się z pięściami na owego nieszczęśnika, który jednak zdołał ujść z domu Chalila paszy i schronić się w pałacu sułtana u boku księcia Mehmeda. Młody książę - zaskoczony i przerażony całym tym wydarzeniem - przystał jednak na żądanie muftiego wydania odstępcy i heretyka w jego ręce. Lud Adrianopola (na wezwanie muftiego) wyprowadził nieszczęśnika z pałacu (po drodze kpiąc z niego i bijąc go okrutnie), ostatecznie zaś, nim jeszcze przygotowany został stos (na którym Pers miał spłonąć, a na który sam mufti osobiście znosił drewno) Pers został zabity (prawdopodobnie mimo wszystko chciano mu oszczędzić cierpień spalenia). Następnie jego ciało umieszczono na stosie, a sam mufti z tak bliska przypatrywał się egzekucji, że... opalił sobie część brody.




Natomiast jakieś dwa tygodnie po owej egzekucji, zbuntowali się janczarzy, którzy domagali się podwyższenia żołdu. Książę musiał im odmówić, dlatego też zaczęli wznosić hasła nawołujące do usunięcia Mehmeda Celebiego (czyli do jawnego buntu, jako że był on następcą tronu). Podłożyli też ogień w kilku punktach Adrianopola, które bardzo szybko rozszerzyły się na inne obszary miasta i w drugiej połowie września Adrianopol świecił łuną nieustannych pożarów (choć rozpalanych punktowo). Spłonęły też hale targowe (podczas tego pożaru spłonął żywcem nadzorca hal hodża Kasim i kilku wartowników), a ogień podszedł prawie pod sam pałac sułtański. Ostatecznie zginęło mnóstwo ludzi, a straty w budynkach i towarach były równie astronomiczne. Wzburzone wojsko próbował uspokoić sułtański eunuch Szahabeddin pasza, ale widząc rozgniewane twarze i dłonie w których janczarzy trzymali miecze, czym prędzej uciekł do pałacu, ratując tym samym swoje życie. Ostatecznie, aby załagodzić wzburzone głowy, do wojska musiał wyjść sam książę Mehmed, który zapowiedział że żołd janczarów zostanie podwyższony o pół akcze dziennie, to zakończyło rebelię i żołnierze wrócili do koszar, zadowoleni z otrzymanych pieniędzy. A tymczasem - idąc wzdłuż Dunaju - armia krzyżowców pod wodzą króla Polski i Węgier Władysława I (III) Jagiellończyka posuwała się naprzód ku Morzu Czarnemu z zamiarem następnego zdobycia Adrianopola, a potem dotarcia do Konstantynopola i przeprawienia się na azjatycki brzeg Imperium Osmańskiego, a ich droga znamionowała szereg zdobytych i spalonych tureckich twierdz oraz miast




CDN.

13 czerwca 2026

KONCEPCJE MITTELEUROPY - Cz. II

JAK ONE WYGLĄDAŁY W TEORII
I JAK PRÓBOWANO
(I NADAL PRÓBUJE SIĘ)
REALIZOWAĆ JE W PRAKTYCE





MITTELEUROPA
(UJĘCIE TEORETYCZNE)
Cz. I



"ŚWIĘTE POLSKI SĄ GRANICE, DOMÓW NASZYCH ŚWIĘTE PROGI; KTO NAM RZUCI RĘKAWICĘ, ODWET NASZ WYWOŁA SROGI! POZNAŃ Z WILNEM, LWÓW Z KRAKOWEM, JAKO TWIERDZE DLA WARSZAWY, DZIERŻĄ MIECZ RAMIENIEM ZDROWEM, BRONIĄ POLSKI ZIEM I SŁAWY"


TAK BRZMIAŁ FRAGMENT JEDNEJ Z PROPOZYCJI SŁÓW HYMNU POLSKIEGO z 1925 r. ZAMESZCZONY W "ORĘDOWNIKU ŚMIGIELSKIM" WYCHODZĄCYM W LESZNIE - JAKŻE DZIŚ JEST AKTUALNY

(NOTABENE - HYMN POLSKI, CZYLI "MAZUREK DĄBROWSKIEGO" ZOSTAŁ OFICJALNIE PRZYJĘTY DOPIERO - 26 lutego 1927 r. i DO SAMEGO KOŃCA KONKUROWAŁ ON z "ROTĄ" MARII KONOPNICKIEJ, "CHORAŁEM" KORNELA UJEJSKIEGO, ORAZ Z PIEŚNIĄ: "BOŻE, COŚ POLSKĘ" ALOJZEGO FELIŃSKIEGO i ANTONIEGO GORECKIEGO



 Od chwili swego zwycięstwa w wojnie francusko-pruskiej, zjednoczone (18 stycznia 1871 r.) w Wersalu Niemcy, dążyły nie tylko do utrzymania dotychczasowego status quo, ale również do jego znacznego rozszerzenia i to zarówno na Zachodzie jak i na Wschodzie Europy. Wówczas to zaczęły się w niemieckich teoriach politycznych i geopolitycznych kształtować koncepcje "Ekspansji na Wschód" ("Drang nach Osten"), "Wielkiej Przestrzeni" ("Die grossraum Idee"), "Władzy i Przestrzeni" ("Macht und Raum") oraz doktryny "Krwi i Ziemi" ("Blut und Boden"). Zasada czystości rasowej pojawiła się w Niemczech na długo nim na świat przyszedł Adolf Hitler, gdyż niemiecka antropologia (będąca wykładnią dla wszelkich tego typu doktryn i idei) od swych naukowych początków była w mniejszym lub większym stopniu rasistowska (z czasem też coraz bardziej antyżydowska), a to prowadziło już bezpośrednio do pojawienia się kolejnego terminu: "Raumanpassungsart" (czyli "dopasowania przestrzeni" pod możliwie jak najszerszą kolonizację niemiecką). Wszelkie małowartościowe rasy: słowiańska i żydowska, miały zostać usunięte i zastąpione "źródłem krwi narodu", czyli niemieckimi chłopami. Koncepcja "Volksboden und Kulturboden" ("Terytorium Narodowego i Kulturowego") miała ogromne poparcie rządów II Rzeszy Niemieckiej (która - powiedzmy to sobie otwarcie, nie była państwem rasistowskim jako takim, co można było chociażby zauważyć w utworzonej w 1849 r. w Prusach Izbie Panów {Herrenhaus} gdzie siedzieli obok siebie arystokraci niemieccy i polscy i jeśli istniał jakikolwiek szowinizm w tej grupie, to głównym odnośnikiem nie była tu narodowość, a raczej pochodzenie społeczne. Mimo to, akcja germanizacji ludności polskiej lub jej wysiedlania - była prowadzona planowo przez dekady). Plan germanizacji ziemi i usuwania stamtąd ludności polskiej, był konsekwentnie realizowany od 1830 do 1840 r., czyli od momentu gdy naczelnym prezesem Wielkiego Księstwa Poznańskiego został - Edward Flottwell. To on rozpoczął proces wykupywania ziemi z rąk polskiej szlachty i sprzedawania jej szlachcie pruskiej (i miał na tym polu znaczne sukcesy). W 1832 r. wprowadził też język niemiecki, jako język urzędowy w Wielkopolsce (należy jednak od razu dodać, że do 1830 r. Polakom w Prusach żyło się bardzo dobrze, do 1848 r. całkiem dobrze a do 1872 r. znośnie i dopiero w latach 70-tych i 80-tych wprowadzono kompleksową akcję germanizacyjną, połączoną z przejmowaniem polskiej ziemi - oczywiście w formie kupna, a nie przymusowego wysiedlania - i odsprzedawaniem jej Niemcom. Stało się tak, ponieważ Niemcy/Prusacy zorientowali się wreszcie, że Polakom wcale nie chodzi o zachowanie swojego języka i kultury - co też mieli wcześniej zagwarantowane - a o oderwanie tych ziem od Prus i przyłączenie ich do odrodzonego państwa polskiego.

W 1886 r. rząd kanclerza Otto von Bismarcka powołał do życia "Komisję Osadniczą dla Prus Zachodnich i Poznańskiego" ("Ansiedlungskommission für Westpreussen und Posen"), która miała za zadanie kontynuację dzieła Flottwella, czyli skupowanie ziemi z rąk polskiej szlachty i przekazywania jej w dzierżawę niemieckim chłopom. Kierując się jednak założeniami koncepcji "Blut und Boden", Komisja Osadnicza celowo pomijała w tej parcelacji chłopów polskich - czyli najliczniejszej grupy mieszkańców Wielkopolski, a to oznaczało, że cała akcja germanizacyjna się nie powiodła, a poza tym nie było zbyt wielu chętnych Niemców do osiedlania się w środku "polskiego morza". Niemców odstręczał również fakt, że ziemia ta nie była ich własnością, a jedynie ją dzierżawili (Komisja zastrzegała sobie możliwość odkupu danej osady, jeśli gospodarz źle gospodarzył, lub też działał niezgodnie z niemieckim interesem osadniczym - czyli np. poślubił Polkę). Cała akcja Komisji Kolonizacyjnej okazała się kompletnym fiaskiem również dlatego, że Polacy utworzyli spółki parcelacyjne, które same skupowały ziemię od polskiej i niemieckiej szlachty i następnie dzieliły ją pomiędzy polskich chłopów (były to gospodarstwa nie większe niż 3 hektary). Pieniądze na ten cel szły najczęściej z Banku Związku Spółek Zarobkowych SA. (powołanego jeszcze w 1885 r.), którego patronem był chociażby ksiądz Piotr Wawrzyniak (który został księdzem, zrywając wcześniej swój związek z zakochaną w nim dziewczyną i już zaplanowane małżeństwo, gdyż pragnął poświęcić się Bogu i walce o narodową sprawę. Jego postać została ukazana w serialu: "Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy" - opowiadającym właśnie o zmaganiach Polaków z Niemcami w Wielkopolsce pod zaborem prusko-niemieckim w latach 1815-1918. Zagrał go Piotr Machalica).




W listopadzie 1894 r. (pod protekcją byłego już kanclerza Bismarcka) powstał "Związek Popierania Niemczyzny w Marchiach Wschodnich" ("Verein zur Förderung des Deutschtums in den Ostmarken"), który w 1899 r. przekształcił się w "Niemiecki Związek Marchii Wschodniej" ("Deutscher Ostmarkenverein") a i tak od pierwszych liter nazwisk jego założycieli: Ferdynanda von Hansemanna, Hermanna Kennemanna i Henryka von Tiedemanna - Polacy zwali go po prostu "HaKaTą". Cel Hakaty był taki sam, jak Komisji Osadniczej, z tym że nie chodziło już tylko o wykupywanie ziemi z polskich rąk, a o ogólne propagowanie niemczyzny w prasie, szkołach, urzędach i wszelkich dziedzinach gospodarki Wielkopolski, łącznie ze sprowadzaniem na miejsce niemieckich chłopów, którym miano odsprzedawać te ziemie po zaniżonych cenach (na ten cel organizacja otrzymała ogromne państwowe fundusze). W 1902 r. członkowie Hakaty zainicjowali też projekt budowy pomnika Otto von Bismarcka w Poznaniu - który wzniesiony został w październiku roku następnego - jako symbolu niemieckości tych terenów i trwałego związania Wielkopolski z Niemcami (po wybuchu Powstania Wielkopolskiego - 27 grudnia 1918 r. i wyzwolenia całej Wielkopolski - luty 1919 r. -, a następnie zjednoczenia tej ziemi z resztą odradzającej się Polski, pomnik ten został obalony i wywieziony na złom 👍). Cele Hakaty również się nie powiodły, a wręcz przybrały skutek odwrotny, bowiem to nie Polacy odsprzedawali swoje ziemie Związkowi, a głównie Niemcy (mało tego - sami Niemcy odsprzedawali swój majątek polskim organizacjom i wyjeżdżali na zachód swego kraju). Tak więc ogólny bilans istnienia Hakaty (1894-1919) był ujemny, pomimo ogromnych środków finansowych przeznaczonych do "podtrzymywania" niemczyzny i walki ekonomiczno-kulturowej z Polakami.




Widząc klęskę swojej polityki kolonizacyjnej, rząd niemiecki postanowił w maju 1908 r. pójść na całość i wydać ustawę, umożliwiającą przymusowe wywłaszczenie polskich majątków w Poznańskiem (Wielkopolska) i Prusach Zachodnich (Pomorze Gdańskie). Wywołało to spore oburzenie w Europie (w nagłośnienie tego procederu włączył się również Henryk Sienkiewicz, który zorganizował nawet międzynarodową ankietę zatytułowaną: "Prusy i Polska" na którą był bardzo duży odzew ludzi polityki, nauki i kultury). To spowodowało, że cała akcja się nie powiodła (przejęto w ten sposób jedynie... cztery polskie majątki), a nagłośnienie sprawy mocno się temu przysłużyło. W tym też czasie swój bój z pruską administracją toczył polski chłop ze wsi Podgradowice (Kaisertreu) - Michał Drzymała. Rozpoczął on swój bój w 1904 r., gdy władze niemieckie odmówiły mu zgody na postawienie domu na zakupionej przez niego wcześniej ziemi (na mocy ustawy z 10 sierpnia 1904 r.. o konieczności uzyskania pozwolenia władz na postawienie budynku). Ostatecznie więc Drzymała kupił wóz cyrkowy i zamieszkał w nim zraz z całą swoją rodziną, a gdy władze chciały mu ten wóz odebrać - twierdząc że zgodnie z prawem wóz stojący w jednym miejscu przez 24 godziny jest domem - wówczas Drzymała codziennie przesuwał swój wóz o kilka metrów. Władze niemieckie długo miały w ten sposób związane ręce, ale ostatecznie po kilku latach usunęły ten pojazd siłą, a wówczas Drzymała zamieszkał w lepiance - którą też mu zburzono. Wtedy (1909 r.) został już ostatecznie zmuszony do sprzedaży swojej ziemi, ale sława jaką zdobył - opierając się pruskiej administracji - okazała się nieśmiertelna i gdy sam Drzymała zmarł (w kwietniu 1937 r.) wieś Podgradowice przemianowano na Drzymałowo, zaś jego samego - pośmiertnie - odznaczono Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, czyniąc go symbolem walki Polaków z akcją germanizacją w Wielkopolsce. Symbolem walki z germanizacją stały się też dzieci z Wrześni koło Poznania, które w 1901 r. odmówiły udzielania odpowiedzi na lekcjach religii w języku niemieckim (w tymże roku bowiem weszło nowe prawo, które zmuszało nauczycieli i księży do nauczania lekcji religii tylko w języku niemieckim, dotąd bowiem lekcje religii - jako jedyny szkolny przedmiot - były możliwe również w języku polskim). Dzieci odmówiły udzielania odpowiedzi i wymawiania słów modlitwy w języku niemieckim, za co zostały dotkliwie pobite przez nauczycieli (bicie było tak mocne, że wiele dzieci traciło przytomność), co w konsekwencji spowodowało strajk dzieci i ich rodziców we Wrześni, który trwał kilka miesięcy na przełomie lat 1901 i 1902. W strajku wzięło wówczas udział 50 tys. dzieci, których rodzice odmówili posyłania na naukę religii w języku niemieckim. Ostatecznie Niemcy nałożyli wysokie kary pieniężne na rodziców, którzy nie godzili się posłać swych dzieci na religię, co na pewien czas zakończyło strajk, ale już w listopadzie 1906 r. strajk ten wybuchł z jeszcze większą siłą (strajkowało wtedy ponad 75 tys. dzieci) a ich opór został nagłośniony w Europie i ostatecznie władze niemieckie musiały wycofać się z przymuszania polskich dzieci do nauki religii w języku niemieckim (znane było wówczas takie oto motto: "My z Tobą Boże rozmawiać chcemy, lecz "Vater unser" nie rozumiemy, i nikt nie zmusi nas Ciebie tak zwać, bo Ty nie Vater, lecz Ojciec nasz"). 


"DO KRWI OSTATNIEJ KROPLI Z ŻYŁ, BRONIĆ BĘDZIEMY DUCHA,
AŻ SIĘ ROZPADNIE W PROCH I PYŁ - KRZYŻACKA ZAWIERUCHA"



Niemcy nie tylko jednak wdrażali plany germanizacyjne, mające doprowadzić do zniemczenia lokalnej ludności polskiej na ziemiach, które w wyniku trzech rozbiorów (1772, 1793 i 1795) znalazły się granicach państwa pruskiego. Również powstawały plany tyczące się ziem, które nie wchodziły bezpośrednio w granice Rzeszy, ale które Niemcy widzieli w ramach projektowanej przez siebie powojennej Europy przyszłości. Były to tereny Europy Środkowej i Środkowo-Wschodniej, które miały stać się rezerwuarem taniej siły roboczej dla Niemiec i zostać ekonomicznie wydrenowane, za to całkowicie politycznie i gospodarczo byłyby uzależnione od Wielkich Niemiec. Po raz pierwszy koncepcję Mitteleuropy zdefiniował prekursor niemieckiej geopolityki - Friedrich List już w 1841 r. gdy opowiedział się za przyszłą unią germańsko-madziarską, w której zjednoczone Niemcy wraz z Węgrami stanowiłyby centrum i trzon Europy, dzięki czemu udałoby się opanować Bałkany i wypędzić stamtąd Turków. Jeszcze dalej poszedł profesor na Uniwersytecie w Getyndze - Paul de Lagarde (właściwe nazwisko - Paul A. Botticher), który wystąpił z planem utworzenia imperialnych Niemiec, poprzez podbój przez nie całej Środkowej Europy (twierdził że pokój zapanuje dopiero wtedy, gdy: "Niemcy będą sięgać od Ems do ujścia Dunaju, od Dźwiny do Triestu, od Metz do Bugu, gdy zjednoczone siły pokonają Francję i Rosję. Ponieważ cały świat chce pokoju, musi zaakceptować Niemcy w takich granicach"). Nieco inny pogląd na tę sprawę miał niemiecki historyk - Constantin Frantz, który twierdził że co prawda Europa Środkowa powinna pozostać pod dominacją Niemiec, ale widział ją jako konfederację wolnych państw, posiadających pełną kulturową tożsamość i całkowitą autonomię polityczną (był też zwolennikiem odrodzenia Polski, gdyż twierdził że taka Polska byłaby sojusznikiem Niemiec w walce z Rosją). Profesor Uniwersytetu w Lipsku - Friedrich Ratzel łączył geografię z polityką, co spowodowało że stał się klasykiem geopolityki. Twierdził on, że Niemcy powinny zmierzać do potęgi poprzez aneksję sąsiednich ziem, a wpływy niemieckie widział sięgające od Alp na Południu, aż po Morze Czarne na Wschodzie. Inny jego znajomy - profesor Alfred Kirchhoff z Uniwersytetu w Halle, skupiał się bardziej na historycznych założeniach pomiędzy narodem, państwem a danym regionem.

Pierwszą jednak realną i sprecyzowaną koncepcję Mitteleuropy opracował dopiero w 1883 r. Hermann Wagner. Na przygotowanej przez niego mapie, w obręb Mitteleuropy weszłyby takie kraje, jak: Rzesza Niemiecka (wraz z niemieckojęzyczną częścią Austrii), Czechy z Morawami, Belgia wraz z Holandią i Luksemburgiem, oraz północno-wschodnia częścią Francji. Dalej jeszcze Królestwo Polskie (czyli ziemie Kongresówki) z północną częścią Mazowsza i z Prusami Wschodnimi, ale już bez ziem leżących na wschód od Wisły. Łącznie cała Mitteleuropa Wagnera sięgała od Wiednia i Bratysławy na Południu, po Morze Północne i Kanał La Manche na Północy, a także od Boulogne i Arras na Zachodzie, po Kłajpedę, Warszawę i linię Wisły na Wschodzie. Idąc tokiem rozumowania Wagnera, niejaki Joseph Partsch z Uniwersytetu Wrocławskiego dwadzieścia lat później znacznie rozszerzył w swojej książce - wydanej w 1904 r. właśnie pod takim tytułem - zakres niemieckiej Mitteleuropy. Była to pierwsza kompleksowa i metodyczna praca, ujmująca temat w sposób całościowy (pod względem geograficznym, historycznym i społeczno-kulturowym), licząca 463 strony. Partsch omówił tam Cesarstwo Niemieckie, Monarchię Austro-Węgierską (łącznie z Bośnią i Hercegowiną), Serbię, Rumunię, Bułgarię (wraz z Rumelią Wschodnią) oraz Czarnogórę. Zachodnimi granicami Mitteleuropy wyznaczył zaś Belgię, Holandię, Luksemburg i Szwajcarię, za to całkowicie pominął ziemie polskie zaboru rosyjskiego. Na całym tym obszarze miał dominować naród niemiecki, który miał być naturalnie predystynowany do tej roli, natomiast cały ten region miał się integrować pod niemiecką hegemonią, aż do ostatecznego utworzenia środkowoeuropejskiego mocarstwa. To właśnie od dzieła Partscha, a nie późniejszej pracy Friedricha Naumanna - powszechnie przyjęła się nazwa Mitteleuropa. W trzy lata po ukazaniu się książki Josepha Partscha, inny niemiecki geograf - Alfred Hettner zmienił terytorialny zasięg Mitteleuropy, dołączając do niej ziemie polskie wraz z północną częścią Galicji (z Krakowem i Lwowem), ale już bez Węgier i krajów bałkańskich, a także z miastami Francji: Boulogne, Arras, Reims, Toul i Nancy podchodząc granicą prawie pod Paryż.




W 1911 r. w czasie gorącego konfliktu marokańskiego (dla przypomnienia - 1 lipca do Agadiru wpłynęła niemiecka kanonierka "Pantera", a wkrótce potem na marokańskie wody wpłynął lekki krążownik "Berlin", co spowodowało niezadowolenie Francji, która od 1906 r. posiadała znaczne koncesje w Maroku i uznawała niemiecką interwencję za próbę podważenia jej stanu posiadania. Ostatecznie do wojny światowej wówczas nie doszło, gdyż konflikt został rozwiązany układem francusko-niemieckim z 4 listopada 1911 r. w wyniku którego Maroko miało stać się francuskim protektoratem, w zamian za co Niemcy otrzymywały od Francji część terytoriów Francuskiej Afryki Równikowej. Potem Francuzi śmiali się, że w zamian za bogate Maroko, oddali Niemcom trochę afrykańskiej sawanny), wówczas to niejaki Rudolf Tannenberg (właściwe jego nazwisko - Rudolf Martin) w swej książce "Gross Deutschland" opracował plan Mitteleuropy po całkowitym zwycięstwie Niemiec w przyszłej wojnie światowej, czyli po pokonaniu Rosji, zdobyciu Paryża i odepchnięciu Francji od Renu. Według Tannenberga, Niemcy miały zdobyć Belgię, Holandię, Luksemburg, północno-wschodnią Francję od Sommy po Dijon i Szwajcarię (zapewne włączoną jako kraj niemiecki), następnie północno-zachodnie tereny Królestwa Polskiego (Kongresówki) z Kaliszem i Łodzią. Potem całą Litwę, Łotwę i Estonię z Rewlem oraz wyspami Dago i Ozylia, całą Białoruś z Mińskiem aż po Dniepr, a także Witebsk, Smoleńsk i Wielkie Łuki, cały Wołyń z Łuckiem aż do Homla i granicą wschodnią tego niemieckiego imperium byłaby odtąd rzeka Desna. To, czego nie przyłączyliby Niemcy, przypadłoby w udziale ich sojusznikom - Austro-Węgrom, które zajęłyby całą pozostałą Kongresówkę z Warszawą i Modlinem, całą Ukrainę z Kijowem, Odessą, Krymem i Sewastopolem. Austro-Węgrom przypadłaby także polityczna dominacja na Bałkanach nad Serbią, Czarnogórą (te kraje pewnie zostałyby włączone do Monarchii), Rumunią, Bułgarią, Albanią i dużą częścią północnej Grecji. Tak miała wyglądać Wielka Rzesza Niemiecka i Cesarsko-Królewskie Austro-Węgry (notabene już wówczas podlegające siłom odśrodkowym, co powodowało że przyszłość tego państwa układała się w bardzo niejasnych barwach - ale nawet w sytuacji rozpadu Austro-Węgier to Niemcy mogłyby przejąć pełnię kontroli nad wspomnianym terytorium - przynajmniej w rozumieniu Tannenberga). Należy jeszcze dodać, że według Tannenberga do Wielkich Niemiec powinny również należeć takie kraje jak: Argentyna, Chile, Paragwaj i Urugwaj w Ameryce Południowej, prawie cała Środkowa Afryka z Madagaskarem, następnie Indonezja i południowo-wschodnie Chiny (jeszcze mógł do tego dodać Księżyc - bo po co się ograniczać - prawda 😅).




A TUTAJ JUŻ W CAŁEJ PEŁNI UKAZANE ZOSTAŁY NIEMIECKIE IMPERIALNE MIAZMATY PO ZWYCIĘSTWIE III RZESZY W II WOJNIE ŚWIATOWEJ



Tak oto wyglądały koncepcje ułożenia "niemieckiego Wschodu" przed wybuchem I Wojny Światowej. W następnej części przejdę już do klasycznej teorii pracy Friedricha Neumanna z 1915 r. pt.: "Mitteleuropa" i jej praktycznej realizacji podczas trwania wojny światowej, oraz tego, jak na to reagowały inne państwa, ze szczególnym uwzględnieniem Rosji (np. jak wyglądała reakcja rosyjska na uchwalenie przez Niemcy i Austro-Węgry - Aktu 5 Listopada 1916 r., powołującego do życia państwo polskie w nieokreślonych jeszcze granicach, ale z jasną deklaracją polityczną. Opowiem wówczas jak na to zareagował car, jego dwór, monarchiści, republikanie, liberałowie i w ogóle cała rosyjska prasa). Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że gdy kanclerz Rzeszy i premier Prus - Theobald von Bethmann-Hollweg złożył w 1912 r. wizytę w Rosji i powrócił potem do Berlina, miał rzec: "Rosja rośnie w siłę i spędza nam sen z powiek niczym nocny koszmar", zaś w swej pod-berlińskiej rezydencji zrezygnował nawet z sadzenia na wiosnę nowych drzewek w ogrodzie, mówiąc ogrodnikowi: "Nie warto, skoro i tak wkrótce będą tutaj Rosjanie". Ciekawe prawda, tym bardziej że Rosja w I Wojnie Światowej nie pokazała nic szczególnego i częściej się cofała niż atakowała.  


CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...