HAREMY (WYBRANYCH) WŁADCÓW
Z DYNASTII OSMANÓW
OD MEHMEDA II ZDOBYWCY
DO ABDUL HAMIDA II
SERAJ
MEHMEDA II ZDOBYWCY
Cz. VIII
IMPERIUM OSMAŃSKIE
PIERWSZE PANOWANIE
(1444 - 1446)
Cz. VII
12 czerwca 1444 r do Adrianopola przybyło uroczyste (złożone z 60 wystrojonych rycerzy) poselstwo węgiersko-serbskie, wysłane przez króla Władysława I (III) Jagiellończyka (na czele tego poselstwa stał Serb Stojko Gizdavić, towarzyszył mu osobisty wysłannik Jana Hunyadiego - Vitislaus, oraz dwóch przedstawicieli despotesa Serbii Jerzego Brankovicia - ojca sułtańskiej małżonki Mary, dzięki której w dużej mierze to porozumienie zostało zawarte). Sułtan Murad II przyjął ich, siedząc pod baldachimem (o czym nie omieszkał umieścić informacji w liście do swego protektora z Chios, włoski podróżnik, historyk, miłośnik antyku {którego mottem było: "wskrzeszać umarłych z grobu" - oczywiście chodziło o umarłych twórców antyku}, a poza tym szpieg i agent zarówno papieża Eugeniusza IV jak i Wenecji - Ciriaco de'Pizzicolli, zwany też Ciriaco z Ankony). Węgierskie poselstwo (na czele którego stał Serb, co też ciekawe), przekazało sułtanowi podpisany 25 kwietnia przez króla Władysława Jagiellończyka 10-letni traktat pokojowy, na którym wówczas również sam sułtan umieścił swój podpis. Następnie Stojko Gizdavić otrzymał od Murada dokument, w którym sułtan przyrzekał na wszystko co święte, że dochowa owego traktatu pokojowego i uważa że podobnie postąpi król Władysław (wysłał też do Budy swego przedstawiciela Sulejmana bega, który od króla Władysława miał odebrać podobną przysięgę, jaką Murad złożył przed jego poselstwem). Już wcześniej Murad oddał władzę nad Serbią Jerzemu Brankoviciowi, uwolnił też dwóch (oślepionych wcześniej ze swego rozkazu - o czym pisałem w poprzednich częściach) jego synów a braci Mary - Grzegorza i Stefana. Szybkie zakończenie wojny z Węgrami było wówczas bardzo potrzebne sułtanowi, gdyż miał on wiele nie pozamykanych spraw w swoim Imperium.
Jednym z nich było samo Bizancjum, a właściwie Konstantynopol, który po raz ostatni był oblężony przez Turków Osmańskich w roku 1422 (na początku rządów Murada II), a potem również Genueńczycy próbowali zdobyć Konstantynopol (1433 r.) również bez powodzenia (uważa się dzisiaj że działali oni z poduszczenia sułtana i mieli przekazać mu miasto w zamian za pewne koncesje lub pieniądze). Teraz sam Konstantynopol był jedynie skrawkiem, pozostałością świetności dawnego wschodniego Imperium grecko-rzymskiego świata, pozostałością która bardzo szybko się wyludniała (nic dziwnego, szczególnie kupcy nie widzieli bowiem możliwości do handlu w mieście, które w każdym momencie mogło ponownie zostać zaatakowane przez Turków, a wówczas byliby tam zamknięci niczym w klatce; ale również mieszkańcy Konstantynopola wyjeżdżali stamtąd w obawie o własne życie i swoje potomstwo). Teraz zaś, po udanej kampanii Władysława Jagiellończyka z roku 1443, w Morei na greckim Peloponezie, w jedynej jeszcze poza samym Konstantynopolem posiadłości Bizancjum, ponownie chwycili za broń przeciwko Osmanom trzej rządzący Moreą bracia cesarza Jana VIII Paleologa, Teodor, Konstantyn i Tomasz (Teodor zamyślał wówczas głównie o koronie cesarskiej, wiedząc że Jan VIII nie ma synów, wolał być w stolicy gdy jego brat zakończy swój żywot, niż na dalekim Peloponezie). Następnie w Albanii Jerzy Kastriota (zwany Skanderbegiem) skutecznie wydzierał Turkom poszczególne obszary tej ziemi. Największe jednak i niecierpiące zwłoki niebezpieczeństwo widział teraz jednak Murad II na wschodzie, w Karamanii, którą władał jego szwagier - Ibrahim beg, który półtora roku wcześniej zbuntował się po raz pierwszy, a teraz ponownie zagrażał Imperium Osmańskiemu od wschodu, działając zapewne w imię tajnego porozumienia zawartego z Węgrami. Murad wiedział że nie może otworzyć nowych frontów w Europie, bez zakończenia konfliktu anatolijskiego, a że nie ufał Władysławowi i podpisanemu traktatowi pokojowemu niech świadczy fakt, że nieustannie trwały wówczas prace fortyfikacyjne wokół murów Adrianopola, tak jakby spodziewano się że wcześniej czy później armia krzyżowców może się tutaj zjawić.
A tymczasem 14 czerwca z portu w Wenecji wypłynęło 10 galer obsadzonych przez papieża Eugeniusza IV, którymi dowodził kardynał Francesco Condulmer (Wenecjanami zaś Alvise Loredano). Celem Cundulmera było teraz czym prędzej dostać się do Dardaneli, aby przeszkodzić sułtanowi Muradowi w przeprawie na azjatycki brzeg, na wojnę z ibrahimem begiem, ale to akurat mu się nie udało, gdyż flota papiesko-wenecka wypłynęła zbyt późno, w każdym razie operowali oni wokół cieśnin, czekając aż sułtan ponownie będzie wracał z armią na europejski brzeg. A sułtan 24 czerwca opuścił Adrianopol, kierując się ku cieśninie dardanelskiej. W mieście zaś, jako namiestnika Rumelii pozostawił swego syna i następcę tronu 12-letniego księcia Mehmeda Celebiego, który miał zarządzać wraz z wielkim wezyrem Chalilem paszą (a także swoim nauczycielem, mułłą Chusrewem). Praktycznie cała Tracja została wówczas ogołocona z żołnierza i młody książę - jeśli przyszłoby mu walczyć z chrześcijańską koalicją - miał do dyspozycji góra 8000 żołnierzy, co było wybitnie niewystarczające do skutecznej obrony. Sułtan zaś (12 lipca) przeprawił się przez Dardanele na azjatycki brzeg i skierował w stronę Konyi - stolicy Ibrahima bega. W tym czasie zaś młody książę, następca tronu, zarządzał miastem i europejskimi terenami podległymi Imperium Osmanów (czyli Rumelią). Zarówno on sam jak i jego matka sułtanka Huma Hatun (zwana też Stellą), nawiązał bardzo przyjacielskie, można wręcz powiedzieć że serdeczne stosunki z sułtańską małżonką Marą. Zarówno ze swą mamą, jak również i samemu osobiście często ją odwiedzał w jej prywatnym pałacu (który otrzymała od swego małżonka Murada II). Tak bardzo lubił spędzać czas W jej obecności, że nawet po latach tytułował ją swych dokumentach "matką" (co oczywiście nie oznaczało że to była jego matką prawdziwą, a jedynie że darzył ją taką miłością, jaką synowie obdarowują swoje mamy). Mara zaprzyjaźniła się również ze Stellą i aż do jej śmierci (w roku 1449) relacje obu pań były bardzo dobre, a obie kobiety wzajemnie się odwiedzały, czy to w haremie, czy w pawilonie Mary.
W drugiej połowie lipca do Budy dotarł również sułtański wysłannik Sulejman beg, który miał odebrać przysięgę do trzymania warunków zawartego traktatu pokojowego z ust króla Władysława Jagiellończyka. Atmosfera na Węgrzech była już jednak gorąca, nie tylko możni panowie węgierscy, ale również i drobna szlachta nawoływali króla do podjęcia krucjaty przeciwko niewiernym, dlatego też król był w dużej konfuzji. Poza tym ostro namawiał go do podjęcia krucjaty papieski legat Julian Cesarini, który twierdził że papieska flota jest już gotowa i udzieli wsparcia wojskom Władysława od strony morza. Królowi doradzano więc podjęcie jak najszybszej nowej krucjaty, twierdząc że Turcy są teraz słabi jak nigdy, gdyż na wschodzie muszą walczyć z Ibrahimem begiem, na morzu operuje flota papiesko-wenecka oraz posiłki wysłane przez Burgundię (cztery okręty - niczego nie dokonały, a ich obecność pozostała niezauważona w tej kampanii). W Albanii toczą się walki, w Morei również, nie ma na co czekać, należy ruszać, gdyż taka okazja może się już nie powtórzyć. Władysław Jagiellończyk musiał się więc mocno zastanawiać nad tymi apelami, ale ostatecznie 1 sierpnia 1444 r. w Szegedynie król (w obecności sułtańskiego wysłannika Sulejmana bega) oficjalnie zaprzysiągł traktat pokojowy z Turcją. Od tej chwili pokój oficjalnie został zawarty i miał obowiązywać przez kolejne 10 lat, ale jego wrogowie nie spoczęli w swych pracach, by ponownie rzucić Węgry w wir wojennej zawieruchy. Legat Cesarini nie odstępował króla na krok, nawołując do podjęcia wyprawy wbrew zawartemu pokojowi. Argumentował to tym, że pokój zawarty z poganami nie ma mocy prawnej, ani też nie jest akceptowany w oczach Boga, dlatego też jego zerwanie nie jest krzywoprzysięstwem, jeśli tylko może przynieść chwałę chrześcijańskiemu Królestwu. Ostatecznie Cesarini dopiął swego i już... 4 sierpnia król wypowiedział wojnę Turcji.
Wiadomość o tym obiegła Europę lotem błyskawicy. Szykowała się nowa wojna z niewiernymi i to z zaledwie 3 dni po zawartym traktacie pokojowym (i po kilkumiesięcznych staraniach o jego ostateczne dopracowanie). Takim stanem rzeczy najbardziej przerażony był bodajże despota Serbii Jerzy Brankowić, który jeszcze nie objął władzy nad przyznanymi mu w traktacie pokojowym ziemiami. Teraz wyglądało na to że musiałby je ponownie utracić, a tego nie chciał, tym bardziej że już dopiął swego, odzyskał swoje władztwo, nic innego go nie interesowało, dlatego też postanowił zawrzeć separatystyczny pokój z wysłannikami sułtana Murada i tak też się stało - dnia 15 sierpnia 1444 r. Na mocy tego pokoju Jerzy Branković otrzymywał władzę nad despotatem Serbii z woli Murada, jako jego lennik (w końcu w czasie kampanii roku 1443 oddziały Brankovicia wskazywały armii krzyżowców dogodne przejścia i ułatwiały im drogę, dobrze znając te tereny, teraz zaś despota Serbii był już w obozie Murada II - 22 sierpnia Jerzy Branković wkroczył do Semendrii, ponownie obejmując władzę nad Serbią). Ale niepokój ogarnął nie tylko samego despotę, lecz również co majętniejszych mieszkańców Adrianopola, którzy teraz ładowali cały swój ruchomy dobytek i wraz z żonami oraz dziećmi opuszczali miasto, które w ich mniemaniu było skazane co najmniej na długie oblężenie, jeśli nie na upadek. Woleli uciec stąd jak najdalej, byle do Brusy po azjatyckiej stronie Imperium (dawnej osmańskiej stolicy, nim została ona przeniesiona na europejski brzeg, do Adrianopola). Król - wypowiadając wojnę 4 sierpnia - zobowiązał się wyruszyć z wojskiem ostatecznie do 1 września 1444 r., ale szybko okazało się że ta data jest niemożliwa do spełnienia i armia krzyżowców (w liczbie 16 000 żołnierzy) wyruszyła na wschód dopiero 20 września. W tym czasie sułtan Murad tłumił powstanie Ibrahima bega w Karamanii, a młody książę Mehmed przygotowywał się do obrony Adrianopola.
AQ KOJONLU
(PLEMIĘ BIAŁEJ OWCY)
A tymczasem w samym Adrianopolu działy się w tych wrześniowych dniach rzeczy niezwykle dziwne i niepokojące. Z końcem sierpnia lub początkiem września 1444 r. do stolicy Imperium przybył bowiem pewien tajemniczy Pers (prawdopodobnie pochodził on z ziem Aq Kojonlu - czyli terenów Iranu kontrolowanych przez plemię Białej Owcy - turkmeńskiego szczepu kulturowo całkowicie ziranizowanego) który zaczął głosić dziwne objawienia. Twierdził bowiem że w 28 literach arabskiego alfabetu objawia się sam Bóg, a w 32 literach alfabetu perskiego Piękno i Miłość istniejąca na świecie. Twierdził też że w każdym człowieku objawia się oblicze Boga, które jest nieśmiertelne i niezniszczalne, tak więc wszyscy ludzie są emanacją Boga bez względu na... wyznawaną przez nich religię. Bardzo szybko okazało się że pochodzi on z perskiej sekty hurufitów, która miała znaczne wpływy tureckim bractwie bektaszytów. Najbardziej jednak nieakceptowalne były dla pobożnych Turków stwierdzenia o istnieniu Bożej iskry istniejącej w każdym człowieku bez względu na wyznawaną przez niego religię, jak również to, że islam i chrześcijaństwo powinny dążyć do wzajemnej zgody. Teraz, w sytuacji wojennego zagrożenia armii krzyżowców idącej z północy, takie hasła były nie tylko herezją, były wręcz niebezpieczne politycznie, gdyż osłabiały morale i wpływały negatywnie również na wojsko (wielu janczarów uczestniczyło w kazaniach organizowanych w Adrianopolu przez owego Persa, który dość swobodnie poruszał się po stolicy, mając na to zgodę samego księcia Mehmeda Celebiego). Szczególnie zaniepokojony teoriami przybysza ze Wschodu był mufti Adrianopola - Fahrredin, który teraz postanowił uniemożliwić mu dalsze szerzenie jego heretyckich (w mniemaniu pobożnego muzułmanina) poglądów.
W roku 1444 minęły 24 lata od ostatniej wielkiej rebelii społeczno-religijnej w Tracji pod wodzą szejka Bedreddina (powieszonego w 1420 r. po czteroletnim powstaniu na placu targowym w Seres). Tamten, urodzony w mieszanej chrześcijańsko-muzułmańskiej rodzinie (jego matka była chrześcijanką która ostatecznie przeszła na islam), również głosił teorię pojednania pomiędzy tymi dwoma religiami, twierdząc że liczy się to, co jest w sercu człowieka, a nie to, jaką wyznaje religię. Poza tym szejk Bedreddin odrzucał niesprawiedliwość społeczną i to, że bogaci gnębią biednych, zarabiając na ich trudzie i znoju, wydzierają im ostatnie zasoby potrzebne do przeżycia. Za to wszystko i za bunt przeciwko władzy został ostatecznie powieszony, teraz zaś jego misję podjął ów nieznany z imienia Pers, który również głosił zasadę sprawiedliwości społecznej oraz pojednania religijnego. Mufti miał jednak związane ręce i nie mógł tego człowieka tak otwarcie aresztować, jako że wcześniej dowiedział się o jego obecności i zaprosił na dwór do książę Mehmed Celebi, który dał mu oficjalne prawo głoszenia jego przekonań (to wywołało pierwszy spór pomiędzy 12-letnim chłopcem - który z polecenia swego ojca pełnił urząd namiestnika Rumelii, a wielkim wezyrem Chalilem paszą - otwarcie twierdzącym że ów Pers podważa morale wojska i głosi herezję). Chalil pasza - potomek starego tureckiego rodu, był również przeciwny wszelkim konwertytom, uważając ich za podległych prawowiernym muzułmanom, którzy wyznają islam od pokoleń; nie mógł jednak otwarcie sprzeciwić się woli księcia, następcy tronu i przyszłego sułtana. Postanowił więc zorganizować prowokację, a mianowicie zaprosił owego Persa do siebie do domu, deklarując że pragnie poznać jego poglądy i się z nimi zaznajomić, jednocześnie w tym czasie czekał tam już mufti Fahrredin (ukryty za kotarą), który miał się przysłuchiwać tym rozmowom. Pers nie krył się z poglądami, co ostatecznie doprowadziło Fahrredina do furii i rzucił się z pięściami na owego nieszczęśnika, który jednak zdołał ujść z domu Chalila paszy i schronić się w pałacu sułtana u boku księcia Mehmeda. Młody książę - zaskoczony i przerażony całym tym wydarzeniem - przystał jednak na żądanie muftiego wydania odstępcy i heretyka w jego ręce. Lud Adrianopola (na wezwanie muftiego) wyprowadził nieszczęśnika z pałacu (po drodze kpiąc z niego i bijąc go okrutnie), ostatecznie zaś, nim jeszcze przygotowany został stos (na którym Pers miał spłonąć, a na który sam mufti osobiście znosił drewno) Pers został zabity (prawdopodobnie mimo wszystko chciano mu oszczędzić cierpień spalenia). Następnie jego ciało umieszczono na stosie, a sam mufti z tak bliska przypatrywał się egzekucji, że... opalił sobie część brody.
Natomiast jakieś dwa tygodnie po owej egzekucji, zbuntowali się janczarzy, którzy domagali się podwyższenia żołdu. Książę musiał im odmówić, dlatego też zaczęli wznosić hasła nawołujące do usunięcia Mehmeda Celebiego (czyli do jawnego buntu, jako że był on następcą tronu). Podłożyli też ogień w kilku punktach Adrianopola, które bardzo szybko rozszerzyły się na inne obszary miasta i w drugiej połowie września Adrianopol świecił łuną nieustannych pożarów (choć rozpalanych punktowo). Spłonęły też hale targowe (podczas tego pożaru spłonął żywcem nadzorca hal hodża Kasim i kilku wartowników), a ogień podszedł prawie pod sam pałac sułtański. Ostatecznie zginęło mnóstwo ludzi, a straty w budynkach i towarach były równie astronomiczne. Wzburzone wojsko próbował uspokoić sułtański eunuch Szahabeddin pasza, ale widząc rozgniewane twarze i dłonie w których janczarzy trzymali miecze, czym prędzej uciekł do pałacu, ratując tym samym swoje życie. Ostatecznie, aby załagodzić wzburzone głowy, do wojska musiał wyjść sam książę Mehmed, który zapowiedział że żołd janczarów zostanie podwyższony o pół akcze dziennie, to zakończyło rebelię i żołnierze wrócili do koszar, zadowoleni z otrzymanych pieniędzy. A tymczasem - idąc wzdłuż Dunaju - armia krzyżowców pod wodzą króla Polski i Węgier Władysława I (III) Jagiellończyka posuwała się naprzód ku Morzu Czarnemu z zamiarem następnego zdobycia Adrianopola, a potem dotarcia do Konstantynopola i przeprawienia się na azjatycki brzeg Imperium Osmańskiego, a ich droga znamionowała szereg zdobytych i spalonych tureckich twierdz oraz miast
CDN.

























