WYŚWIETLENIA

07 maja 2026

WALKA Z KOMUNISTAMI W PRZEDWOJENNEJ POLSCE - Cz. VII

CZYLI GDZIE CHOWAŁY SIĘ "SZCZURY"





KOMUNISTYCZNA PARTIA POLSKI
(CZYLI DZIAŁALNOŚĆ MOSKIEWSKIEJ EKSPOZYTURY W POLSCE)
Cz. VII



"NIEPODLEGŁOŚĆ POLSKI TO DROBNOMIESZCZAŃSKIE, REAKCYJNE ZBOCZENIE"

HASŁO JAKIE PADAŁO NAJPIERW W SDKPIL
A NASTĘPNIE W 
KOMUNISTYCZNEJ PARTII POLSKI



15 marca 1923 r. Konferencja Ambasadorów Rady Ligii Narodów ostatecznie uznała wschodnią granicę Rzeczpospolitej na odcinku z Rosją sowiecką i z Litwą. Było to ostateczne dopełnienie naszych starań o odzyskanie dawnych polskich ziem na Wschodzie. Było to też ostateczne pogrzebanie traktatów rozbiorowych i chociaż tereny które wytyczone zostały w traktacie ryskim z marca 1921 r. nie odpowiadały realnie polskiemu osadnictwu na Wschodzie (sięgało ono bowiem znacznie dalej), to jednak można z całą pewnością stwierdzić, że dopełniła się wówczas dziejowa sprawiedliwość - Rzeczypospolita Polska wracała na swe odwieczne ziemie. Był to również wielki triumf rządu gen. Władysława Sikorskiego, który już 16 marca w Sejmie stwierdził: "Uchwała stanowi uwieńczenie dzieła wskrzeszenia Polski niepodległej (...) stwierdza fakty, dobrze Polakom znane i sercu polskiemu tak drogie, bo polską krwią okupione, stwierdza, że polskie Wilno, dwukrotnie wysiłkiem naszego żołnierza wyrwane barbarzyństwu, także i ze stanowiska międzynarodowego należy odtąd na zawsze do Macierzy - stwierdza, że obroniony piersiami własnych synów prastary polski Lwów wraz z Małopolską Wschodnią, dzielić będzie z państwem polskim na wieki wieków dolę i rozkwit". Wkrótce potem skomponowano piosenkę, której słowa brzmiały: "Nie damy morza ani Pomorza, skoro wróciła je ręka Boża, nie damy Śląska bo to piastowska ziemia ojcowska, nie damy Wilna nie damy Lwowa, bo to też nasza scheda ojcowa. Nie chcem cudzego, nie damy swego!" Amen.




A tymczasem kotłuje się na Zachodzie. 13 lutego zachodnia granica celna Rzeszy, zostaje przesunięta na wschodnią granicę okupowanego przez Francję i Belgię Zagłębia Ruhry. Wcześniej zaś, 24 stycznia za odmowę dostarczenia węgla do Francji, właściciel kopalni Fritz Thyssen zostaje skazany przez francuski sąd wojskowy w Moguncji na wysoką karę finansową. Bierny opór społeczeństwa niemieckiego w Zagłębiu Ruhry i w całej Nadrenii postępuje, Francuzi i Belgowie nie mają więc z owej okupacji (która rozpoczęła się 11 stycznia 1923 r., 15 stycznia Francuzi zajęli Bochum, Witten, Recklinghausen i Dortmund, a 4 lutego Offenburg i Appenweier) zbyt wiele pożytku. Sytuacja zaognia się z każdym kolejnym tygodniem i 20 lutego dowódca francuskich wojsk okupacyjnych w Zagłębiu Ruhry, wydaje zakaz wjazdu i pobytu na teren Zagłębia członków rządu niemieckiego, a 1 marca Francuzi grożą karą śmierci każdemu Niemcowi, który dokona aktów sabotażu, lub będzie kontynuował bierny opór w transporcie kolejowym. Premier Rajmond Poincaré jest głodny sukcesu, a poza tym chce złamać upór Niemców w Zagłębiu i zmusić ich do wypłat zaległych reparacji, których Francja bardzo potrzebuje. Władze niemieckie odpowiadają jednak równie konfrontacyjnym tonem. 3 marca prezydent Rzeszy - Friedrich Ebert podpisuje dekret o szpiegostwie, na mocy którego każda współpraca z francuskimi i belgijskimi siłami okupacyjnymi w Zagłębiu Ruhry będzie karana długoletnim więzieniem. Sytuacja się zaognia jeszcze bardziej, gdy tego samego dnia wojska francuskie okupują warsztaty kolejowe w Darmstadt i obiekty portowe w Karlsruhe.




18 marca w Moskwie zostaje utworzona Międzynarodowa Organizacja Pomocy Rewolucjonistom, zwana również (szczególnie w Polsce) "Czerwoną Pomocą". Pierwszym przewodniczącym MOPR został Julian Marchlewski. Pamiętam te filmowe hasła takich prl-owskich "dzieł" z lat 50-tych, jak "Żołnierz Zwycięstwa" czy "Pod gwiazdą frygijską", gdzie padały hasła: "Towarzysze! nie dawać na kopiec Piłsudskiego, wszyscy dajemy na więźniów politycznych, na Czerwoną Pomoc" itd. itp.

W dniach 21-26 marca 1923 r. odbył się w Moskwie pokazowy proces arcybiskupa sufragana mohylowskiego - Jana Cieplaka i 14 innych księży katolickich (Polaków). Arcybiskup Cieplak i prałat Konstanty Budkiewicz zostali skazani na karę śmierci, a pozostali księża na długoletnie więzienie na Wyspach Sołowieckich. Oczywiście zarzuty były takie same jak zawsze, szpiegostwo na korzyść Polski, podburzanie do kontrrewolucji i tym podobne. W sprawie Cieplaka i Budkiewicza interweniował rząd Rzeczypospolitej. Premier Władysław Sikorski osobiście zajął się tą sprawą i ostatecznie doprowadził do zmiany wyroku na arcybiskupa, którego wyrok został teraz zamieniony na dożywotnie więzienie, jednak prałata Budkiewicza uratować się nie udało i został rozstrzelany przez Sowietów. Stanowisko rządu polskiego utrudniał również fakt, że owi skazani na śmierć kapłani byli obywatelami sowieckimi, a nie polskimi. Natomiast powoływanie się na zapisy traktatu ryskiego odnośnie mniejszości narodowych też były niebezpieczną praktyką, gdyż w drugą stronę pozwalały Sowietom na ingerencje w wewnętrzne sprawy Rzeczypospolitej.

W ogóle antyreligijna paranoja w Związku Sowieckim nabiera wówczas rozpędu. Dla bolszewików bowiem religia była "opium dla mas" (a raczej konkurencją dla ich własnej religii totalnej kontroli, tyranii i mordu). Cerkwia prawosławna na terenach kontrolowanych przez bolszewików została rozwiązana już 20 stycznia 1918 r. a wielu duchownych stało się teraz ludźmi drugiej kategorii (wraz z kapitalistami, obszarnikami, kupcami, funkcjonariuszami dawnej carskiej policji, kryminalistami i "imbecylami" - jak głosiło sowieckie prawodawstwo). Wielu prawosławnych popów i księży katolickich zostało zabitych w czasie Rewolucji i Wojny Domowej, wielu innych trafiło do więzień i wciąż było prześladowanych po zwycięstwie bolszewików. Komuniści jednak zdawali sobie sprawę że nie wystarczy zabić paru księży, nie wystarczy rozwiązać Cerkwi, gdyż lud jest w dalszym ciągu przywiązany do religii. Należy więc "uświadamiać" ciemne masy, jakim niebezpieczeństwem i głupotą jest religijność oraz wiara w Boga. Symbole religijne oczywiście były wyszydzane lub niszczone w czasie Rewolucji, ale po jej zakończeniu sądzono że okres prześladowań dobiegnie już końca - a przynajmniej mocno złagodnieje. Oczywiście ci, którzy tak sądzili byli w błędzie, bowiem komuniści nie mogli pozwolić sobie na utrzymywanie konkurencyjnej ideologii (jak oni to określali) w państwie socjalistycznym. Już 6 stycznia 1923 r. odbyło się pierwsze komsomolskie Boże Narodzenie (Komsomoł to komunistyczny Związek Młodzieży). Wówczas to odbyła się karnawałowa parada studentów i młodzieży (z klasy robotniczej) przebranych za klaunów, którzy śpiewali "Międzynarodówkę" i palili wizerunki świętych oraz postaci biblijnych. Tym sposobem miano przekonać wiernych do porzucenia religii (🤭). Jednak taki pokaz spowodował tylko że ludzie wierzący byli bardzo zniesmaczeni owym cyrkiem, a oburzenie było tak duże, że Komitet Centralny Partii bolszewickiej stwierdził, że kolejne komsomolskie Boże Narodzenie powinno już przebiegać inaczej, a młodzież skupiać się ma na wykładach, filmach i sztukach teatralnych pokazujących szkodliwość religii. Już wkrótce (bo w roku następnym - 1924) zacznie ukazywać się gazeta "Bezbożnik" i powstaną też kółka przyjaciół "Bezbożnika" złożone z czytelników i nowych "nawróconych" na bolszewizm ateistów.


SOWIECKI KOMSOMOŁ w 1940 r.
(Zebranie odbywa się zniszczonym kościele katolickim gdzieś na naszych Kresach wschodnich po 17 września 1939)



Jednak sowiecka prasa oczywiście znacznie wcześniej podjęła się zdecydowanej walki z "ciemnotą". Oto 15 maja 1923 r. "Moskiewska Prawda" zaprezentowała taki tekst: "Komitet Gubernatorski Iwanowo-Woźnieseńska Rosyjskiej Partii Komunistycznej poświęca wystarczającą uwagę propagandzie antyreligijnej. W ostatnim okresie prowadzono zakrojoną na szeroką skalę akcję antyreligijną, Odbywały się dysputy i wykłady, składano sprawozdania i referencje, w czym czynny udział brała Gubernatorska Administracja Edukacji Politycznej. Ale rezultaty nie zawsze były takie same: spory toczone w okręgach przemysłowych i między robotnikami dawały wspaniałe rezultaty, natomiast wśród chłopów i drobnej burżuazji rezultaty nie zawsze były pozytywne, a w niektórych przypadkach nawet negatywne. Duchowni rosyjscy, korzystając z prostoty audiencji, stosowali z bardzo dobrym skutkiem wszelkiego rodzaju zabiegi demagogiczne. Na przykład w Boniachalu podczas sporu, gdzie obecni byli chłopi, starsze kobiety i mężczyźni, duchowny wzruszył zgromadzenie do łez, narzekając na obecne i przeszłe prześladowania Kościoła. Wrażenie i efekt tego wzruszającego dyskursu były ogromne. Jest rzeczą oczywistą, że spory wśród prostych chłopów wzbudzą uczucia na korzyść Kościoła i papieży. Zdarzały się przypadki, gdy mówca nie mógł dokończyć swoich wniosków. Ale takie spory wywarły zupełnie inne wrażenie wśród robotników, a zwłaszcza wśród młodzieży. Publiczność stanęła całkowicie po stronie komunistów, a spory odniosły prawdziwy sukces we wszystkich fabrykach i w mieście. Wykłady cieszyły się większym powodzeniem wśród chłopów, nie mówiąc już o ludności miasta. To prawda, czasem słychać od starego chłopa: "Ale miejmy Boga, nie dotykajmy tego". Ale to wszystko. Stosunek do duchowieństwa staje się zdecydowanie niekorzystny. Środowiska antyreligijne Komitetu Gubernalnego wzięły pod uwagę te doświadczenia i zdecydowały się trzymać następujących metod: Każdy wykładowca musi przede wszystkim wziąć pod uwagę swoją publiczność, a sposób i treść sprawozdania lub wykładu musi być zgodna z odpowiednimi przepisami publiczności. Jest jeden sposób dla Czerwonej Gwardii i dla młodzieży; inne metody należy stosować wobec chłopów i robotników. Nie należy już prowadzić sporów pomiędzy prostymi chłopami i niewykształconymi klasami ludności, lecz poważne raporty i wykłady, nie raniąc uczuć religijnych słuchaczy. Świetne rezultaty dają antyreligijne wieczorne spotkania poświęcone Brunonowi, Galileuszowi i Kopernikowi. Spotkania takie organizował Komitet Związku Młodzieży i uczestniczyły w nich tysiące członków młodzieżowych kół robotniczo-chłopskich i Gwardii Czerwonej. Nie ma już wątpliwości, że młodzież wymknęła się ze sfery mistyfikacji religijnej i klerykalnej".

Czyli jak zwykle: starzy ludzie to ciemnota i zabobon, a młodzi to nowoczesność i przyszłość. Problem tylko polega na tym, że starych już trudniej do czegoś głupiego namówić, a młodych można kształtować od zera, jak czystą kartę i stąd ta propaganda która miała wbić klin między pokolenia (Hitler przecież też mówił, że najbardziej lubi "psy i dzieci" 🤪). Wszystkie reżimy totalitarne zawsze zaczynają od dzieci, bo tylko tak mogą zapewnić sobie fanatycznych zwolenników i oddanych żołnierzy. Jednak biorąc pod uwagę samą kwestię wiary, to muszę powiedzieć że choć oczywiście szanuję ludzi którym wiara jest potrzebna i którzy muszą wierzyć, to jednak ja sam wiary już nie potrzebuję. Może zabrzmi to trochę cynicznie, może trochę pysznie, ale ja skupiam się na wiedzy, nie na wierze. Wiara (szczególnie ta wiara która jest w obecnych religiach na świecie) jest tak prymitywna, że na dłuższą metę trudno pogodzić ją z moją wrażliwością, aczkolwiek uważam że jest ona potrzebna, szczególnie biorąc pod uwagę korzenie na których wyrośliśmy i na których powinniśmy nadal chować nasze dzieci. Nie ma bowiem możliwości porzucić wiary religijnej i nagle stwierdzić że ateizm to jest ta droga, którą ja wybieram (choć oczywiście nie potępiam ateistów, każdy może sobie żyć jak chce, to nie ma żadnego znaczenia w co wierzysz, czy w co nie wierzysz, znaczenie ma tylko wiedza. Wiedza, że przyszliśmy tutaj w jakimś celu i wrócimy wcześniej czy później do Domu i że Świat do którego wrócimy jest tak niesamowicie cudowny, że brakuje nam słów aby choć w drobnej części próbować to opisać). Większość ludzi potrzebuje wiary, potrzebuje jej jak powietrza, bowiem nie jest w stanie pewnych rzeczy sobie uświadomić i przypomnieć (mnie akurat było to dane i nie chodzi już tylko o to, że przypomniałem sobie poprzednie wcielenie - o czym wielokrotnie pisałem. Zapewne było to mi potrzebne do rozwoju tutaj, w tym życiu, inaczej nie zachowałbym tej pamięci). W każdym razie strach przed śmiercią powoduje to, że ludzie potrzebują wiary w Siłę Wyższą, nawet przedstawianą w tak prymitywny sposób, w jaki czynią tą religie na świecie. Nie chciałbym znów się powtarzać, ale warto rozmawiać z ludźmi i przekonywać ich, że pewne utarte schematy które tutaj zostały im wpojone do głów (jak choćby strach przed śmiercią) są głupotą (bez obrazy oczywiście). Śmierć tak naprawdę nie istnieje, jedyne co istnieje to My (My jako Świadomość), a skoro My istniejemy bez początku i bez końca i jesteśmy częścią Bożej Miłości (a raczej częścią tej energii Bożej Miłości) to ta energia nie może cały czas być jednorodna i ona musi co jakiś czas się zmieniać. A wówczas następuje coś takiego jak śmierć, choć to jest tylko zmiana energetyczna - wyzwalamy się z pewnego materialnego obciążenia, które było nam potrzebne tutaj, aby się czegoś nauczyć i czegoś doświadczyć i tyle (a nasze doświadczenia są niezwykle ważne w Świecie, do którego się udajemy po naszej tak zwanej śmierci). Dlatego też nie myślmy sobie że Bóg jest tak bardzo niesprawiedliwy, że odbiera dzieci które niczemu nie zawiniły, w młodym wieku, często w chorobie, w okropnych bólach, a innym (często ludziom o bardzo podejrzanej reputacji) daje długie życie i finansową wolność. To są tylko nasze karmiczne naleciałości, każdy zbiera to, co zasiał. A poza tym musimy się wciąż rozwijać i jeżeli dziecko umiera w wieku 6 lat (choć dla nas jest to okropna tragedia), to on wybrał sobie takie życie, on sam (widocznie takie właśnie życie było mu potrzebne, ani dłuższe, ani krótsze, tylko że nikt przy takiej stracie nie jest w stanie rozumować w ten właśnie sposób. Ale jeżeli uświadomimy sobie że śmierci nie ma, że przychodzimy tu tylko żeby zbierać doświadczenia, że tworzymy światy, cudowne światy w miejscu do którego się udajemy po śmierci i te doświadczenia są nam w tym niezbędne - to wtedy inaczej spojrzymy na wszelkie możliwe katastrofy. Notabene pamiętam że kiedyś ktoś zapytał co się dzieje z ludźmi, którzy giną w zbiorowych katastrofach, na przykład w katastrofie samolotowej, kolejowej lub tym podobnych. Czy tacy ludzie widzą siebie po śmierci i czy mogą się ze sobą porozumieć. Otóż powiem wam otwarcie - w przypadku wielkich katastrof, gdy giną setki a nawet tysiące ludzi, ludzie ci nie doświadczają bezpośrednio śmierci swoich najbliższych i się z nimi nie kontaktują zaraz po śmierci, gdyż w momencie katastrofy... wyskakują, do miejsca, w którym zawsze czuli się najlepiej. To jest właśnie taki duchowy balsam dla duszy, moment katastrofy i bach - jesteśmy w miejscu w którym jest nam najlepiej, lub gdzie lubiliśmy przebywać, gdzie przeżyliśmy cudowne chwile. Co ciekawe, czujemy się wyśmienicie i dopiero po pewnym czasie dochodzimy do wniosku, że... już nie mamy ciała fizycznego, a potem to już z górki - wracamy do naszych światów w "Niebie" aby przygotowywać się do kolejnych narodzin i zbierać kolejne doświadczenia). Póki my uświadomimy sobie że jesteśmy częścią niesamowitego Oceanu Życia, które tutaj pulsuje i które potrzebuje tego świata materialnego po to, aby się kształcić i rozwijać, dopóki będziemy naprawdę potrzebowali ciemnych religijnych zaklęć, które będą nam wmawiać że jak oddamy pokłon temu Bogu to będzie dobrze, a tamtemu to będzie źle, a jak złożymy temu ofiarę (np. krwawą) to wtedy urośniemy w siłę i w ogóle osiągniemy wszelkie możliwe łaski. Jedyne co mamy sobie przypomnieć i do czego powinniśmy dążyć - to jest Miłość i to Miłość Boża, Bezinteresowna - choć rzeczywiście jest to cholernie trudne. Kończąc ten długi wykład nie na temat, zacytuję słowa papieża Jana Pawła II który często powtarzał: "Nie lękajcie się!" Ja bym dodał jeszcze: Nie lękajcie się! Istniejecie! Śmierci nie ma a jedynie po trudach nauki wracacie do Domu który jest niesamowitym miejscem z którego najchętniej nigdy byśmy nie wyszli gdybyśmy nie musieli się kształcić, a które notabene my sami tworzymy. 


BARDZO CIEKAWY OPIS JAK WYGLĄDA ŚWIAT BOGA OCZAMI DUSZY, ZAPREZENTOWANY NA KANALE JASNOWIDZA KRZYSZTOFA JACKOWSKIEGO 

"Kojarzy mi się Wielki Wir, a z niego wyłaniają się prostokątne światła. (...) Są trzy wymiary - wymiar twojej osobistej wolności, trzeci to jest wymiar twojego zniewolenia, a drugiego nie potrafię nazwać. (...) Każdy z tych wymiarów to jest twoja decyzja, (...) odchodzisz, wpadasz w ten wir, w te kolory i potem masz trzy wymiary które musisz przejść, pobyć w nich i przeanalizować. (...) A z boku jest piękne Światło, do niego się zwrócisz. Dzięki temu Światłu możesz stworzyć co chcesz. (...) Gdy idziesz to Światła, nie ma kompletnie znaczenia jak żyłeś tutaj, co zrobiłeś. (...) Tam idziesz do swojego świata, który sam stworzyłeś. (...) Jak tam się odchodzi, to to co z życia ziemskiego jest istotne, to są doznania. (...) Te światy (czyli światy które każdy z nas tam tworzy) są jak takie piękne mgiełki, a przestrzeń wokół nich ma taką ciepłą jasno-piaskową barwę. (...) Tamten Wymiar jest doskonały i nasze doświadczenia muszą ten wymiar pobudzać aby ze względu na swoją doskonałość nie stał się drętwy (innymi słowy: nie można poznać Miłości jeśli nie widzi się Jej przeciwieństwa). (...) Twoja wyobraźnia w twoim Świecie (Mgiełce) jest w stanie ożywić wszystko co tylko sobie zechcesz i czego doświadczyłeś na Ziemi (lub też na innych planetach). Nie tylko krajobrazy, domy, lasy, zamki ale również ludzi. Twoja wyobraźnia ożywi to i to będzie żyło swoim życiem i będzie niepowtarzalne".



W Rosji sowieckiej w latach 20-tych wyraźnie zaznaczyła się przepaść pokoleniowa pomiędzy starszymi (rodzicami a szczególnie dziadkami, wychowanymi w innej rzeczywistości), a młodzieżą przesiąkniętą komunistyczną propagandą. W rodzinach pojawiał się dylemat, bo z jednej strony starano się wdrażać dzieciom stare tradycje i przekonania, z drugiej strony dzieci musiały być kształcone na dobrych komunistów, a do tego również przyczynić miało się wychowanie domowe - nie tylko szkolne i pozaszkolne. Jelena Bonner (wychowywana przez babcię, bo rodzice byli albo w pracy albo na masówkach partyjnych), wspominała po latach w swych pamiętnikach: "Istniał kolosalny spór co do naszego wychowania. Babcia przynosiła do domu książki ze Złotej Biblioteki Dziecięcej, rozmaite głupstwa, i mama z dezaprobatą
sznurowała usta, choć nigdy nie śmiała zwrócić babci uwagi. Mama dawała mi do
czytania inne książki, na przykład o Pawce Korczaginie którą przyniosła mi jeszcze w maszynopisie. Nie wiedziałam, które książki bardziej mi się podobają". Jelena pisała dalej: "Zawsze uważałam przyjaciół mamy i taty za ludzi mojego pokroju, a przyjaciół Batanii (babci) za obcych. W gruncie rzeczy już wtedy należałam do partii". Anatolij Gołowni (późniejszy operator filmowy) wspominał zaś, że jego mama - Lidija uczęszczała przed Rewolucją do szkoły panien z dobrych domów, mieszczącym się w petersburskim Instytucie Smolnym i przez całe życie miała maniery arystokratki, choć ubierała się skromnie. Dbała ona również o to, aby dzieci jej syna były ochrzczone (uczyniła to bez wiedzy i zgody Anatolija), z wnukami chodziła do cerkwi i uczyła je religijnych obrzędów. Tak było w sporej części rosyjskich domów, ale rodzice dzieci najczęściej starali się aby wpływ babć i dziadków był jak najmniejszy na ich pociechy. Jeśli dziecko bowiem przyznałoby się do swojej wiary, mogło to mieć poważne konsekwencje dla kariery rodziców (a w okresie późniejszym również dla ich bezpieczeństwa). Jewginija Jewangułowa (urodzona w 1918 r.) wspominała zaś, że gdy babcia dała jej krzyżyk który nosiła na szyi pod ubraniem, i gdy koledzy w szkole się o tym dowiedzieli, to robili jej przykrości, krzycząc wszem i wobec "Patrzcie ona wierzy w Boga!". Wiele więc rosyjskich rodzin - by dalej praktykować swoją wiarę, w niedziele i święta paliło świece i modliło się do ikon (które następnie chowano do szuflad lub w inne zakamarki, aby tylko nie wydało się że są wierzący).

 


Z takich ciekawostek warto też dodać, że w dniach 27-29 stycznia 1923 r. w Monachium (w Circus Krone) odbyła się pierwsza konferencja Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników - czyli kierowanej przez Adolfa Hitlera NSDAP. Założona 5 stycznia 1919 r. przez Antona Drexlera Niemiecka Partia Robotników, do której jesienią 1919 r. przyłączył się Adolf Hitler - 24 lutego 1920 r. podczas masowej imprezy w monachijskim Hofbraühaus - zmieniła nazwę na NSDAP. Doskonały mówca - Hitler (którego bano się utracić) wygrał walkę o przewodnictwo w partii i na walnym zgromadzeniu 29 lipca 1921 r. uzyskał władzę dyktatorską w partii.


"HITLER PRZEMAWIA"
MONACHIUM - CIRCUS KRONE
(27-29 stycznia 1923 r.)



20 marca 1923 r. bawarskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych odrzuca wniosek Socialdemokratycznej Partii Niemiec (SPD) i Niemieckiej Partii Demokratycznej (DDP) o rozwiązanie Brygad Szturmowych SA. Hitler jak na razie skupia się głównie na Bawarii. Tutaj czuje się dobrze, tutaj jego ludzie zawierają kontakty z przedstawicielami wojska, policji a także częściowo rządu, i tutaj wreszcie czuje się w miarę bezpieczny, planując swój wielki zamach. W tych latach bowiem Hitler brzydził się parlamentaryzmem i planował zdobycie władzy w sposób siłowy. Dopiero później dojdzie do wniosku że równie dobrze władzę może zdobyć w sposób parlamentarny - i tak też się stanie.

Tymczasem w Prusach, minister spraw wewnętrznych tego kraju - Carl Severing (z SPD), obawiając się próby zamachu stanu, której dokonać miała prawicowa Niemiecka Partia Wolności Narodowej (DVFT), 22 marca nakazuje zakaz działalności tej partii.




31 marca zaś w Zagłębiu Ruhry dochodzi do rozlewu krwi, gdy francuscy żołnierze zabijają 13 niemieckich robotników z zakładów Kruppa w Essen, którzy protestują przeciwko konfiskacie samochodów należących do fabryki. Europa krótko żyje tym wydarzeniem (choć początkowo europejskie gazety - szczególnie brytyjskie - wypowiadają się dosyć ostro na temat francuskiego okrucieństwa). Natomiast 7 kwietnia również w Essen francuska żandarmeria aresztowała byłego żołnierza Freikorpsu - 28-letniego Alberta Leo Schlagetera, oskarżonego o udział w ataku na linię kolejową Dortmund-Duisburg (i tym samym zapobieżenie transportowi węgla do Francji). Schlageter już w 1914 r. na początku I Wojny Światowej zgłosił się na ochotnika do Armii (do 76 Pułku Artylerii Polowej), a w 1918 r. został odznaczony Krzyżem Żelaznym I klasy. W latach 1919-1920 wstąpił do Freikorpsu, a następnie wyjechał do Prus Wschodnich gdzie pracował jako robotnik rolny. W styczniu 1921 r. wyjeżdża na Górny Śląsk, gdzie w maju-lipcu tego roku bierze udział w walkach z polskimi powstańcami na Górnym Śląsku. W 1922 r. zapisuje się do NSDAP i w styczniu 1923 r. bierze udział w pierwszym zjeździe tej partii w Monachium (w Circus Krone). Potem wyjeżdża do Nadrenii gdzie dokonuje kilku aktów sabotażu. 7 kwietnia zostaje aresztowany przez Francuzów, a miesiąc później francuski sąd wojskowy skazuje go na śmierć. Wyrok zostaje wykonany 26 maja 1923 r. w Dusseldorfie. Od tej pory Schlageter staje się jednym z męczenników ruchu narodowosocjalistycznego. Akty sabotażu w Nadrenii jednak nie ustają. Tego samego 7 kwietnia (gdy aresztowano Schlagetera), dokonany został akt sabotażu na kanale Ren-Herne, co znacznie utrudniło wydobycie dużych ilości węgla przez Francuzów.

10 kwietnia w berlińskim Reichstagu (z udziałem prezydenta Rzeszy Friedricha Eberta) odbyło się nabożeństwo żałobne za robotników rozstrzelanych w Essen. Problem jednak pozostał i doskwiera on zarówno Niemcom jak i Francuzom, którzy niewiele osiągnęli po zajęciu Zagłębia Ruhry. Rząd niemiecki zaś ma o tyle problem, że musi rekompensować straty przedsiębiorcom, których namawia do stosowania biernego oporu wobec wojsk francuskich, a co za tym idzie, ponoszą oni straty finansowe z tego tytułu. W takiej sytuacji - aby sprostać wypłatom odszkodowań dla przedsiębiorców z Nadrenii - rząd drukuje coraz więcej pieniędzy, co jeszcze bardziej napędza już i tak szalejącą hiperinflację. Ktoś będzie musiał ustąpić w sprawie tego konfliktu, pytanie tylko kto będzie pierwszy?

Ale żeby nie było nam tak różowo, przenieśmy się teraz do naszego Sejmu i przyjrzyjmy się wypowiedzią jakie padają z trybuny sejmowej. Otóż w kierunku Witosa i Dąbskiego padają takie epitety: "Bandyto! Nie parobkuj! Kulka w łeb! Jak wam zęby wybiją, będziecie inaczej patrzeć! Cicho, fornalu! Taki kretyn był prezydentem ministrów! Był pan lalką, pociąganą za czerwony sznurek z Belwederu! Marionetka belwederska! Oszukujecie cały świat! Fałszujecie Konstytucję, wszystko fałszujecie! Wariat wyrabia sceny!" itp. Konstanty Ildefons Gałczyński dodaje do tego jeszcze taki oto wierszyk: "Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie! Chcieliście Polski, no to ją macie!" I dzięki Bogu, bowiem jaka by Ona nie była - jest święta i jest Nasza.




CDN.

06 maja 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XLIX

II IMPERIUM ATLANTYDY 
Cz. III





TORVALL KRÓL
POWRÓT MONARCHII i DRUGI 
"ZŁOTY WIEK" ATLANTYDY
(OKRES PRZED-IMPERIALNY)
40 000 r. p.n.e. - 25 000 r. p.n.e.





Nim jeszcze urząd Patriarchy zaczął sprawować najwyższy kapłan zakonu "Synów Beliala" o imieniu - Bolandos, religia zakonu znacznie się zdegenerowała przez te 10 000 lat, jakie upłynęły od czasów Alta z Quoaudy, czyli zdobycia władzy nad wyspą, przez białych kolonistów z innych światów (głównie z planety Malona i z Alpha Centauri). Obalano ołtarze słońca, gaszono "Wieczne Ognie", ścinano świątynne ogrody, rozbijano "Białe Kamienie", a w zamian instalowano w dawnych świątyniach "Jednego Prawa" posągi i popiersia ludzi i zwierząt, które miały być alegoriami bogów opiekujących się daną sferą ludzkiej działalności, lub też były odpowiednikami sił natury. Obrzędy religijne stały się coraz bardziej dziwaczne - tańczono "dla bogów" w rytm hałaśliwych dźwięków, które nie przypominały już dawnej kojącej muzyki Atlantów. Tańce też stały się perwersyjne, podczas których uprawiano stosunki seksualne i okaleczano się również dla "chwały bogów". Kadzidła, narkotyki i mocne trunki stały się podstawą każdych misteriów zakonu "Synów Beliala". Zaczęto też składać krwawe ofiary ze zwierząt, a ok. 40 000 r. p.n.e. (czyli już w czasach rządów patriarchy Bolandosa), religia Atlantów doszła do takiego stopnia wewnętrznej degeneracji, że na ołtarzach składano również niemowlęta (przelewając ich krew do specjalnych pojemników, a potem je spożywając), odebrane rodzinom buntowników, lub ludzi uważanych ze element "aspołeczny" (czyli takich, którzy nie godzili się na samowolę patriarchów i rządy zakonu). Stworzono więc religię zgrozy i rozpusty gdzie modlono się do kozłów i hybryd zwierzo-ludzi, lecz co ciekawe, ta degeneracja objęła głównie samą stolicę i największe ośrodki miejskie Poseidii, natomiast na wsiach religia zachowała w miarę łagodny kształt (nie była aż tak bardzo wulgarna i odhumanizowana). Stamtąd też nadeszła rewolucja religijna w postaci ruchu "Odnowy" kapłana Ozyrysa (nastąpi to jednak dopiero ok. 22 000 r. p.n.e.)

  

  PATRIARCHA BOLANDOS




Późniejszy patriarcha Bolandos, miał przyjść na świat w stolicy - Atlantydzie i był synem jednego z wielkich kapłanów zakonu "Synów Beliala", a jednocześnie bogatego i wpływowego Atlanty "czystej krwi" (jak twierdzą channelingi), oraz kobiety, która była niewolnicą lub nałożnicą jego ojca. Historia Bolandosa, jest historią jego miłości do pewnej dziewczyny, którą ten (wbrew prawu zakonnemu) postanowił poślubić. Dziewczyna była niewolnicą, więc mogła co najwyżej awansować do roli nałożnicy, jednak Bolandos postawił na swoim - chciał ją poślubić i uczynić swą małżonką (czyniąc tak po raz pierwszy od ponad 10 000 lat). Ponoć przysięgli sobie miłość w świątyni boga śmierci, a dziewczyna wkrótce powiła też syna. Kolegium zakonne nie zamierzało się jednak godzić na ślub swego przywódcy i dopiero gdy zagroził wprowadzeniem zmian w prawie (co było równoznaczne ze zmianami w łonie samej religii zakonu, gdyż w okresie - 50 722 r. p.n.e. - ok. 40 000 r. p.n.e. - niepodzielnie rządził kler zakonny), kapłani ustąpili. Ślub doszedł do skutku, lecz rządy Bolandosa po tym wydarzeniu nie trwały długo. Patriarcha został uśmiercony sztyletem przez jednego z niewolników nasłanych przez kapłanów.




Nowym patriarchą został Penox, konkurent Bolandosa do władzy w radzie kapłańskiej zakonu "Synów Beliala". Pierwszym jego postanowieniem było obdarzenie owego niewolnika (który dokonał zamachu na Bolandosa) wolnością. Jednak jako formę kary za zabójstwo - skazał go na wygnanie (biorąc pod uwagę że ówczesne prawo Atlantów spod znaku "Synów Beliala" było niezwykle okrutne - a zabójstwo, szczególnie zaś zabójstwo kapłana, nie mówiąc już o patriarsze - karano w sposób pokazowy po kolei obcinając nieszczęśnikowi części ciała, obdzierając ze skóry lub po trochu paląc go żywcem. Niekiedy, nim ostatecznie uśmiercono takiego "delikwenta" upływały miesiące długich tortur). Ukarał natomiast żonę Bolandosa, zmuszając ją by w ramach "oczyszczenia", tygodniami (przez dwanaście godzin) klęczała na kamieniach z rękoma wzniesionymi do góry (w formie modlitwy do bogów o przebaczenie). Jeśli nie potrafiła przez ten czas utrzymać rąk w górze, była bita przez stojącego za jej plecami niewolnika. Nim jednak do tego doszło, zdążyła ukryć swoje dziecko (ze związku z Bolandosem), które umieściła na małej barce i puściła rzeką. Owym dzieckiem był chłopiec, który potem otrzymał imię - Torvall. Doprowadził on do upadku Patriarchatu i odnowił dawną monarchię Atlantydy.



POWSTANIE TORVALLA
ODNOWIENIE MONARCHII
ok. 40 000 r. p.n.e.




Nie wiadomo jak wyglądało i jak przebiegało powstanie Torvalla. Wiadomo jedynie że obalił on władzę patriarchy Penoxa i umieścił go w lochu, zmuszając do noszenia żelaznego łańcucha na szyi. Ogłosił też nowe prawo. Obalił Patriarchat wprowadzając w jego miejsce dziedziczną Monarchię Atlantydy (I Dynastia), ze sobą jako pierwszym królem. Kapłani utracili swą uprzywilejowaną pozycję społeczną, odtąd każde ich przewinienia karano na tych samych zasadach co zwykłych obywateli. Najwyższymi kapłanami zostawali teraz ludzie mianowani przez króla, których preferował do tego wiek i posiadana wiedza, nie zaś majątek i koneksje. Natomiast charakter religii "Synów Beliala" nie uległ znaczącym zmianom. Miały one jedynie personalny i polityczny kształt, lecz nie została wprowadzona duchowa odnowa. Stanie się to dopiero ok. 22 000 r. p.n.e. w efekcie reformy religijnej kapłana Ozyrysa. Nim jednak do tego dojdzie, na Atlantydzie zapanuje okres tzw.: "Drugiego ("Pierwszy" - był w czasach świetności I Imperium Atlantydy od ok. 70 000 - 58 000 r. p.n.e.) Złotego Wieku". Natomiast od ok. 25 000 r. p.n.e. rozpocznie się czas wielkiej ekspansji militarnej Atlantydy, w wyniku którego (do ok. 20 000 r. p.n.e.) Atlanci opanują prawie cały ówczesny świat.



II ZŁOTY WIEK ATLANTYDY
HISTORIA POLITYCZNA
40 000 r. p.n.e. - 25 000 r. p.n.e.


MAPA ZIEMI 
(ok. 40 000 r. p.n.e.)



Torvall - pierwszy król odnowionej monarchii II Imperium Atlantydy, miał żyć tysiąc dwieście lat. Przez ten czas poślubił tysiąc kobiet ze swego haremu. Jednak jedynymi pretendentami do władzy nad Imperium pozostawali tylko dwaj jego synowie - starszy SZADID i młodszy SZEDAD. Po śmierci Torvalla na tron wstąpił starszy z braci, lecz o panowaniu Szadida nic nie wiadomo. Nie wiemy też czy został on obalony przez swego młodszego brata, czy też po prostu zakończył życie w jakiś inny sposób. W każdym razie to właśnie Szedad stał się drugim po ojcu najsławniejszym z władców II Imperium Atlantydy, o którym wspominają channelingi (a także inne źródła). Szedad znany jest chociażby z budowy nowego Pałacu Królewskiego w Atlantydzie, który otoczył kolumnami o wspaniałych ornamentach, oraz ogromnymi ogrodami. Nowy król słynął też z wielkiej siły fizycznej (mógł sam dźwignąć kamienny blok skalny) i wytrzymałości (biegał na długie dystanse wokół całego ogromnego miasta Atlantydy). Odnowił stolicę i upiększył ją nowymi, pięknymi budowlami. Wzniósł Wielką Piramidę w Atlantydzie, która pełniła funkcje sakralno-astrologiczne (Szedad wyznawał wiarę w kult gwiazd i przepowiedni). W jego czasach znacznie wzrosła pozycja i majętność białych mieszkańców Atlantydy.




Szedad ponoć nie znosił kapłanów zakonu "Synów Beliala", sam miał oddawać się kultowi Słońca w zbudowanej przez siebie piramidzie. Wierzył w nieśmiertelność ludzkiej duszy. Nawiązał również szerokie kontakty dyplomatyczne z innymi krajami (m.in.: z Mardukiem, który wówczas władał już mezopotamskim - EDENEM, gdzie niegdyś Enki stworzył pierwszą parę ludzką Adama, Lilit i Ewę). Szedad miał też poślubić kobietę z Edenu o imieniu - HEVA. Z tego związku narodziło się dwóch synów, starszy - ADON i młodszy - MASZAB. O Adonie znów nic nie wiadomo, natomiast nowym królem Atlantydy po śmierci ojca został właśnie młodszy syn - Maszab. Otrzymał on przydomek: "Ojca Obecnego Świata". Miał też dość liczne potomstwo. Jego panowanie charakteryzuje się kolejnym okresem ogromnego dobrobytu i bogactwa Imperium Atlantydy (co ciekawe, nie prowadzono wówczas wojen zdobywczych). Maszab znany jest z sadzenia i upiększania nowych ogrodów tak w samej Atlantydzie jak i innych miastach Poseidii. Za jego czasów Atlantyda stała się potęgą gospodarczą i polityczną ówczesnego świata. Po śmierci Maszaba w Atlantydzie panowało jeszcze wielu jego potomków (syn - SESTROM, wnuk - ORMANDORT i prawnuk - POLCYTIN), doprowadzając kraj do wielkiej potęgi, która wyrazi się ok. 25 000 r. p.n.e. w postaci wojen zdobywczych i opanowania większości terenów ówczesnego świata.


PAŁACOWE OGRODY SZEDADA





Ok. 33 000 r. p.n.e. na tron Imperium Atlantydy wstąpił syn Polcytina - ATLAS. Poślubił on (jak już pisałem we wcześniejszych częściach) córkę władcy Imperium Ujghur - króla MURASA - KARYATIDE. Atlas nie był najstarszym synem Polcytina, przed nim jeszcze panował przez jakiś czas jego starszy brat - HYPERION. Należy też dodać, że późniejsi buntownicy, którzy zostaną umieszczeni na terenach dzisiejszej Hellady (po 22 000 r. p.n.e.), byli nie tylko wyznawcami "Odnowy" religijnej kapłana Ozyrysa, lecz także liczyli początek owej odnowy (jeszcze przed narodzinami Ozyrysa) na ok. rok 35 000 p.n.e., czyli na czasy panowania króla Polcytina i jego synów. Ci buntownicy, wśród których nie brakowało członków dworu królewskiego, naukowców i elity Atlantów - nazwani zostali "IONAMI" (czyli właśnie "buntownikami"). Natomiast czas stworzenia własnej doktryny religijnej, który wywodzili od początków panowania króla Polcytina, dał się potem zrekonstruować w późniejszej mitologii starożytnej Grecji w postaci mitów i legend. Jednym z takich mitów była legenda o bogu URANOSIE, władającym "Wielkim królestwem na Zachodzie". Uranos to właśnie król Polcytin, miał on mieć trzech synów (zapewne miał więcej potomstwa, lecz ci trzej byli najważniejszymi konkurentami do władzy). Najstarszym z nich był Hyperion, młodszym Atlas, a najmłodszym... KRONOS. Po śmierci Polcytina (Uranosa), na tron wstąpił jego najstarszy syn - Hyperion. Wkrótce jednak miał zostać zamordowany (według greckiego mitu - przez Tytanów). Kim byli Tytani? Ciekawe pytanie. Nie ma niestety na nie jednoznacznej odpowiedzi, wydaje się jednak, że skoro ową mitologię stworzyli wygnani do Hellady buntownicy (Ionowie), to należałoby zapytać przeciwko komu oni się zbuntowali?




Kim byli "Ionowie?" W zasadzie trudno to określić jednym zdaniem, ale właśnie ok. 35 000 r. p.n.e. rozpoczął się wielki ruch odnowy społecznej II Imperium Atlantydy, który swe apogeum osiągnął właśnie po 22 000 r. p.n.e. i reformie religijnej kapłana Ozyrysa. "Ionowie" byli pierwotnie młodym pokoleniem, które nie godziło się na panujące wówczas na Atlantydzie porządki. Byli głosem buntu i wielkiego społecznego sprzeciwu tak wobec kapłanów zakonu "Synów Beliala" (i ich odhumanizowanej religijności), jak i sprzeciwu wobec porządków politycznych w samym Imperium. Ci ludzie, którzy podjęli próbę odnowy polityczno-moralnej społeczeństwa Atlantów, twierdzili że Imperium jest w stanie kryzysu i domagali się powrotu do systemu rządów, takich jakie były ustalone w czasach świetności I Imperium Atlantydy. Tytanami dla owych reformatorów byli więc bez wątpienia zakonnicy i zwolennicy starej doktryny "Synów Beliala". Oni to też mieli zamordować Hyperiona.

Kolejnym władcą Atlantydy został więc Atlas. Natomiast Kronos stanął na czele ruchu odnowy. Święta zaś góra starożytnych Greków - Olimp (siedziba bogów) otrzyma tę nazwę na pamiątkę po Atlantydzie (greckie słowo: "Olumpos" - Olimp, zbliżone jest w swym kształcie do określenia "Otlontis" - Atlantyda, choć z biegiem wieków nabrało ono trochę innych skojarzeń). Można by więc zaryzykować stwierdzenie, że mitologia grecka jest tak naprawdę opisem historycznym, politycznych wydarzeń zaistniałych w odległej starożytności na wyspie Atlantydzie. Mitologia grecka wspomina też o dziesięcioletniej wojnie pomiędzy Tytanami a Bogami Olimpijskimi pod wodzą Kronosa i Zeusa, oraz o ich ostatecznym pokonaniu i strąceniu do Tartaru (piekła). Jeśli przyjąć to założenie, należałoby stwierdzić że ów konflikt trwał co najmniej 10 000 lat i raczej nie zakończył się dobrze dla "bogów", którzy przecież zostali wygnani do Hellady jako "Ionowie". Należy też od razu dodać, że potomkowie Kronosa (owi "Bogowie Olimpijscy" z greckiej mitologii), nie władali już Atlantydą. Władało nią potomstwo Atlasa i Karyatide. Lecz Kronos i jego syn Dzeus (oraz jego potomkowie), stali na czele ruchu odnowy, który swój kulminacyjny moment nabierze około 22 000 r. p.n.e.


PS: W kolejnej części przyjdę do opisu wydarzeń społecznych dziejących się w II Imperium Atlantydy, łącznie z prawami kobiet, językiem i alfabetem


CDN.

05 maja 2026

"PIERWSZE" ODKRYCIE AMERYKI - Cz. XII

CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA
DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA





PS: PONIEWAŻ DRYFUJĄC W KIERUNKU ZIEM KALIFATU BAGDADZKIEGO WYDAJE SIĘ IŻ CAŁKOWICIE ZBACZAM Z TEMATU PODRÓŻE WIKINGÓW DO NOWEGO ŚWIATA, PRZETO POSTANOWIŁEM DAROWAĆ SOBIE DALSZE PREZENTOWANIE WYDARZEŃ DZIEJĄCYCH SIĘ W KALIFACIE BAGDADZKIM W LATACH, GDY WIKINGOWIE ROZPOCZĘLI SWĄ PODRÓŻ KU NOWYM ZIEMIOM NA ZACHODZIE, ODKRYWAJĄC TYM SAMYM DAWNO ZAPOMNIANY (OD CZASÓW ZATONIĘCIA ATLANTYDY) KONTYNENT AMERYKAŃSKI. 

O WYDARZENIACH DZIEJĄCYCH SIĘ W TYM CZASIE W KALIFACIE BAGDADZKIM ZA PANOWANIA HARUNA AR-RASZIDA I JEGO NASTĘPCÓW OPOWIEM W SERII: 



HALFDAN CZARNY
Cz. III




Halfdan Czarny po podziale ojcowizny ze swym starszym bratem Olafem i pokonaniu władcy Vingulmarku - Gandalfa, kontrolował teraz cztery południowo norweskie królestwa: Agder, część Vestfoldu, część Vingulmarku i Ringerike (które zdobył jako małżonek Ragnhildy i następca jej ojca Sigurda Hjorta). Stał się więc bezwzględnie najpotężniejszym "królem Wikingów", ale to mu nie wystarczało i postanowił sięgnąć po kolejne królestwo - Raumarike, należące do króla Sigtryda z Hedemarku. Halfdan najechał Raumarike i je przejął, a gdy Sigtryd się o tym dowiedział, dogonił go, zastąpił mu drogę i wydał bitwę w której poniósł klęskę (data tego wydarzenia nie jest niestety znana i nawet Snorri Sturlasson w swojej "Heimskringli" nie potrafi jej podać). Król Sigtryd zginął (trafiony strzałą) podczas ucieczki, a władze po nim w Hedemarku objął jego młodszy brat Eystein II (obaj byli bowiem synami Eysteina I). Gdy więc tylko Halfdan powrócił do Vestfoldu, Eystein najechał Raumarike i znów je przejął. Halfdan zebrał armię i ponownie ruszył na północ, pokonał w bitwie Eysteina, odzyskał Raumarike i najechał teraz jego królestwo Hedemark, które również zdobył. Eystein poniósłszy tak dotkliwe klęski, uciekł teraz do Dales którym władał Gudbrand. Dales było królestwem które leżało nieco na północ od dzisiejszego Oslo. Tam właśnie król Gudbrand wspomógł Eysteina swoimi wojownikami i na ich czele obalony władca Hedemarku wyruszył odzyskać swoją ojcowiznę. Do nowej bitwy doszło nad jeziorem Mjosen, która była niezwykle zażarta i krwawa, a która ponownie zakończyła się zwycięstwem Halfdana Czarnego (choć stracił w niej wielu swoich wojowników). W bitwie tej poległ również syn króla Gudbranda - Guthorm (który był jednym z najsławniejszych wojowników w swoim czasie). Nie mogąc już więcej liczyć na wsparcie, a jednocześnie pragnąc odzyskać swoje królestwo Eystein wysłał do Halfdana swego krewniaka o imieniu Halvard, z propozycją zakończenia walki na honorowych zasadach. Ostatecznie Halfdan zgodził się oddać Eysteinowi część Hedemarku, zatrzymał jednak najlepsze ziemie tego królestwa z miastem Thoten i okręgiem zwanym Land. Wkrótce potem przejął też królestwo zwane Hadeland i bezwzględnie stał się najpotężniejszym władcą Norwegii z okresu sprzed zjednoczenia kraju (czyli z epoki niezależnych jarlów).




Halfdan miał żonę o imieniu Ragnhilda, ale była to jego druga żona (córka Sigurda Hjorta) dzięki której przejął władzę nad Ringerike. Pierwsza żona również nosiła to samo imię, lecz była córką władcy królestwa Sogn - Haralda Złotobrodego. Z pierwszą żoną miał już syna (który nosił imię po swym dziadku), ale gdy poślubił drugą Ragnhildę, obie kobiety nie mogły się że sobą porozumieć i często dochodziło między nimi do sprzeczek i scysji (niekiedy tak widowiskowych, że poddani króla Halfdana mogli je ujrzeć na własne oczy). Aby załagodzić spór i jednocześnie nie nadwyrężać swego honoru (cóż to bowiem za mężczyzna, któremu żona psuje opinię), odesłał Halfdan syna wraz z jego matką do dziadka, do Sogn, gdzie też młody Harald przygotowywał się do objęcia tronu po ojcu. Wcześniej jednak przypadł mu w udziale tron po zmarłym dziadku - Haraldzie Złotobrodym (ten bowiem nie miał synów). Młody Harald miał zaledwie 9 lat gdy został królem Sogn. W rządach wspierała go matka, która jednak rozchorowała się i zmarła jeszcze tej samej zimy. Wiosną zaś roku następnego zmarł 10-letni wówczas Harald. Halfdan szybko wyruszył do Sogn i bez żadnych oporów przejął i to królestwo pod swoje władztwo (namiestnikiem tutaj wyznaczył swego przyjaciela - Mjove Smukłego, a sam powrócił do Vestfoldu). Wkrótce potem zjednoczył cały Vestfold po śmierci swego brata Olafa. Jesienią tego roku Halfdan udał się do Vingulmarku (nad częścią którego panował, drugą zaś częścią tego kraju władał Gandalf, który jednak też w tym czasie zmarł i schedę po nim objęli jego synowie ). Wyprawił tam wielkie przyjęcie na cześć swego przybranego ojca Olvera Mądrego. Jednak w nocy gdy szedł już na spoczynek, poinformowano go że synowie Gandalfa: Hysing i Helsing zbliżają się ze znacznymi siłami w celu zdobycia całego królestwa ich ojca. Nie było dość czasu żeby zgromadzić wystarczającą liczbę wojska, ale przy blasku pochodni doszło do nocnej bitwy, która zakończyła się porażką Halfdana (musiał on uciec do lasu), a na placu boju poległo wielu jego wojowników, w tym wspomniany wyżej Olver Mądry. Hysing i Helsing przejęli gród Halfdana w Vingulmarku, ale swoją zdobyczą nie cieszyli się zbyt długo. Do "leśnego króla" dołączała bowiem okoliczna ludność i bardzo szybko wystawił nową armię, przy pomocy której odzyskał gród w Vingulmarku, a następnie pomaszerował przeciwko braciom. Dopadł ich w ich własnej krainie nad jeziorem Oieren, gdzie doszło do krwawej bitwy w wyniku której obaj bracia zginęli, a Halfdan odniósł całkowite zwycięstwo (najmłodszy syn Gandalfa - Hake, uciekł wówczas na północ, do Alfheimaru) dzięki czemu zjednoczył cały Vingulmark pod swoim panowaniem. 




Pewnego też razu zdarzyło się że Ragnhilda (druga żona Halfdana) miała dziwny sen, który następnie opowiedziała swemu mężowi, nie mogąc dociec co mógł oznaczać. A mianowicie śniło jej się że spacerując po swym ogrodzie ziołowym, nagle ujrzała cierń na swej sukni. Wyjąwszy go, ów cierń urósł nagle, zamieniając się w wielkie i potężne drzewo, które mocno wbiło się korzeniami w ziemię, a jednocześnie rozrosło się w górę tak bardzo, że ledwie mogła dojrzeć jego gałęzi. Gałęzie były cudowne, białe jak śnieg, do tego otaczała je bujna, zielona roślinność a ich długość była imponująca, pokrywała wszystkie królestwa Północy i wychodziła za morze. Jednak pień drzewa który wyrastał z korzeni, był czerwony od krwi. Po przebudzeniu się Ragnhilda spytała się męża co też może 0odznaczać ów sen, ten jednak nie potrafił odpowiedzieć na jej pytanie, wezwał więc wieszcza - Thorloifema Mądrego, który po kilku dniach rozmyślań doszedł do wniosku że sen Ragnhildy odnosił się do jej potomstwa, które zdominuje wszystkie królestwa Północy i wypłynie za ocean, na podbój innych krain. Halfdan był od tej pory bardzo zazdrosny że to jego żona, a nie on sam miał taki sen. Poskarżył się też Thorloifemowi że nic mu się nie śni, a pragnąc to zmienić (bo również chciał doświadczyć przepowiedni bogów), zapytał go co uczynić, aby śnić (tutaj na moment moja prywata, a mianowicie chciałem powiedzieć że kilka lat temu eksperymentowałem ze świadomym śnieniem, a było to związane z koszmarami jakie mi się od czasu do czasu śniły. Gdy tylko jednak uświadamiałem sobie w trakcie snu że to jest sen, wszystko się zmieniało i koszmar który wydawał się straszny zamieniał się w kabaret, komedię którą ja mogłem sterować i rzeczywiście było to dosyć ciekawe zjawisko, jednak po jakimś czasie takich moich eksperymentów ze świadomym śnieniem... przestałem w ogóle śnić. Dopiero gdy porzuciłem te praktyki, sny wróciły - tak jakby "Ktoś" chciał mi tym samym powiedzieć żebym nie szedł tą drogą 🥴). Thorloifem rzekł że on również tego doświadczył, ale dodał że gdy tylko potrzebuje śnić, kładzie się na noc spać do chlewu wraz ze świniami i wówczas zawsze ma sny. Król Halfdan stwierdził że uczyni tak samo i tej nocy poszedł spać do chlewu, licząc że przyśni mu się proroczy sen. I rzeczywiście, przyśniło mu się że ma najpiękniejsze włosy ze wszystkich ludzi, tak długie, że część z nich sięgała do ziemi, część do stóp, część do kolan, część do pasa, część do szyi, a część była tak krótka, że ledwie wyrastała z jego głowy. Włosy te błyszczały (wręcz świeciły blaskiem) ale były jednocześnie różnokolorowe, z tym że jeden lok wyróżniał się ze wszystkich zarówno rozmiarem jak i połyskiem. Po przebudzeniu król spytał się więc Thorloifema co ów sen mógł oznaczać, a ten odrzekł że będzie po nim wielkie potomstwo, które będzie rządziło wieloma krainami, ale nie wszyscy otoczeni będą tym samym blaskiem i nie wszyscy będą tak samo wielcy. Jeden z nich zaś będzie szczególnie potężnym władcą, który rozsławi imię Ynglingów na całym świecie (potem, gdy Norwegia przyjęła już chrześcijaństwo, uważano że sen ów tyczył się króla Olafa Świętego). Ragnhilda wkrótce potem urodziła syna, któremu nadano imię Harald (według Snorri Sturlassona przyszedł on na świat w roku 850).

Harald był oczkiem w głowie swej matki, aczkolwiek ojciec traktował go dość oschle, wymagał od niego wielu obowiązków, a jednocześnie bardzo rzadko go chwalił i nagradzał. Mijały lata, Harald stał się już dużym chłopcem, ale wciąż nie potrafił zasłużyć na miłość czy nawet dobre słowo swego ojca. Halfdan (którego oblicze pokryły teraz siwe włosy) na starość stał się gnuśny i zrzędliwy, wszystko mu przeszkadzało, wszędzie szukał dziury w całym, najbardziej zaś strofował swego syna i to za najdrobniejsze przewinienia. A to niewłaściwie trzymał łuk, to zaś nie tak osiodłał konia i temu podobne. Ta krytyka nie ustała, a wręcz się wzmocniła w chwili gdy król Halfdan zamierzał zorganizować wielką ucztę w Yulę w królestwie Hadelandu, ale gdy przybyli zaproszeni goście, okazało się że magazyny pełne jedzenia i piwa są puste - ktoś je rozkradł. Co prawda młody książę nie miał z tym nic wspólnego, ale gdy tylko Halfdan schwytał pewnego Fina i oskarżył go o kradzież żywności - jednocześnie poddając torturom na których ów Fin niczego nie wyjawił - wówczas Harald prosił ojca aby zaprzestał tych tortur i nie męczył już owego mężczyzny. Prośby te oczywiście nic nie dały, ale książę nocą uwolnił Fina i ofiarował mu konia, dzięki któremu mógł uciec, jednak zdając sobie sprawę że ojciec właśnie jego będzie podejrzewał o ułatwienie ucieczki skazanemu na śmierć złoczyńcy, postanowił uciec wraz z tym mężczyzną. Przybyli oni do pewnego królestwa, którego władca przyznał się Haraldowi że to właśnie on opróżnił magazyny jego ojca, ale dodał że Halfdan wkrótce zginie, a młody Harald przejmie po nim władzę nie tylko nad jego królestwami, ale nad całą Północą (jako ciekawostkę dodam, że Arabowie nazywali Półwysep Skandynawski: "Dżazirat as Sagãliba" - "Wyspą Słowian"). I rzeczywiście Halfdan zginął wiosną 860 r. (w drodze powrotnej z Hadelandu) na jeziorze Rand, gdy topniejący lód załamał się pod nim (zginęło wraz z nim wielu wojów). Miał 50 lat z czego władał najpierw królestwem Agderu, a potem innymi odziedziczonymi lub zdobytymi królestwami południowej Norwegii przez prawie 33 lata. Teraz książę Harald został jedynym jego następcą.




W tym czasie żył również niejaki Ragnar Lodbrok. Z braku większych informacji na ten temat, powszechnie uważa się iż pochodził on także z rodu Ynglingów, a jego ojcem był Sigurd Ring (syn Ingwara - który zjednoczyć miał królestwa środkowej Szwecji). Sigurd znany jest przede wszystkim z bitwy pod Bravellir (ok. 770 r.), w której to pokonał swego wuja, króla Zelandii - Haralda Hildetanda (o której to bitwie pisałem już we wcześniejszych częściach). Ja jednak odrzucam tę hipotezę i twierdzę że było... dwóch Ragnarów. Jeden właśnie był synem Sigurda i wnukiem Ingwara (lecz o nim pisać nie zamierzam), drugi zaś, to ów sławny wiking Ragnar Lodbrok - o którym niestety wiadomo jeszcze mniej (😙). Prawdopodobnie pochodził z północnej Danii i tam też uzyskał stanowisko miejscowego jarla. Dokonał wielu śmiałych ataków na Europę Zachodnią, z czego bodajże najsławniejszym był jego atak na Paryż z 845 r. (Jest to jedyna data roczna, którą można z pełną odpowiedzialnością przypisać do czasów Ragnara). Atak Ragnara, innego sławnego wikinga Hastinga (o jego wyprawach również warto wspomnieć i uczynię to w kolejnej części) oraz Björna Żelaznobokiego (syna Ragnara Lodbroka) na Paryż w 845 r. wart jest osobnego omówienia. Podobnie jak atak na Rouen Asgeira z 841 r., podbój Irlandii przez Wikingów, wielka wyprawa szwedzkich Rusów na Wschód i objęcie władzy w Nowogrodzie Wielkim przez Ruryka, a także pierwsze wyprawy do Nowego Świata (wraz z opisem tamtejszych plemion indiańskich), oto czym będziemy zajmować się w kolejnych częściach tej serii (oczywiście w dalszym ciągu kontynuuję losy rodu Ynglingów, potomków Haralda - syna Halfdana Czarnego). Oczywiście opierając się również na tych źródłach które posiadam (dość nielicznych, ale jednak) o których też jeszcze powiem, zaprezentuję dzieje życia owego Ragnara Lodbroka oraz jego wybranki serca - tarczowniczki Lagerty (kobiety Wikingów oczywiście również potrafiły posługiwać się mieczem czy łukiem, ale przypadki iż walczyły one obok swych mężów w bitwach są bardzo nieliczne, z reguły jednak zostawały one w swoich własnych wioskach by bronić dzieci przed ewentualnym najazdem obcego plemienia, gdy ich mężowie wyruszyli w zamorską podróż).






CDN.

04 maja 2026

ZAPRZAŃSTWO JAKICH MAŁO! - Cz. I

CZYLI HISTORYCZNA REFLEKSJA JAKO MEMENTO DLA WSPÓŁCZESNOŚCI




Patrząc i analizując to, co obecnie dzieje się w naszym kraju (choć z pozoru wydaje się jakby nie działo się nic i o to chyba właśnie chodzi, szczególnie mam na myśli to, co wyprawia pół-Niemiec, który na nieszczęście pełni urząd premiera naszego kraju), pojawiła się u mnie pewna analogia współczesności do czasów historycznych, do czasów naszego państwa kiedy było ono realnie ubezwłasnowolnione wewnętrzną niemocą i którego wizerunek w tamtym czasie sięgnął dna, a w kraju wszystkim wydawało się że jest dobrze, że żyjemy w najcudowniejszym państwie, najwspanialszym z krajów świata i w ogóle jest super hiper fajnie. Nim wyjaśnię który dokładnie okres mam na myśli (a chciałem go maksymalnie skrócić, tak aby nie pokazywać ogólności, natomiast skupić się na szczegółach które są bardzo podobne do tego, co się obecnie dzieje), chciałbym zastanowić się przez moment nad jednym ciekawym aspektem naszej historii, który dla mnie jest trochę niezrozumiały, a mam tutaj na myśli początkowy okres szwedzkiego Potopu i to, co się w Rzeczypospolitej wówczas działo. Jaka totalna niemoc, niechęć i (trudno to nawet nazwać) szaleństwo ogarnęło Rzeczpospolitan (Polaków i Litwinów) którzy wręcz masowo oddawali się pod opiekę i przysięgali wierność Karolowi Gustawowi - królowi Szwecji. Aby nie tracić czasu przejdźmy zatem do owych rozważań, bo rzeczywiście wygląda to na jakąś zbiorową paranoję. 




Ale jednocześnie pragnę też dodać, że bardzo szybko Polacy i Litwini otrząsnęli się z tego marazmu (umysłowego zidiocenia) i dokonali czegoś, co na dobrą sprawę jest chyba niespotykane w dziejach świata. A mianowicie wygrali wojnę która już była przegrana! Mało tego przegrana przeciwko nam (naszym przodkom - bądźmy sprawiedliwi) wystąpiły aż cztery kraje: Królestwo Szwecji z silną i zdyscyplinowaną armią; Carstwo Rosji z potężną liczebnie a także zreformowaną na zachodni model armią; Księstwo Siedmiogrodu (Transylwanii), którego władca Jerzy II Rakoczy czuł się już panem rozgrywającym, a nawet w przyszłym królem gdy wkraczał w granicę Rzeczpospolitej, a potem, w krótkim czasie uciekał z naszego kraju jak zbity pies, praktycznie bez armii żeby tylko ocalić życie (Siedmiogrodzienie dostali taki wpier...l, i to dosłownie, że kolejne ich pokolenia bały się samego imienia Polaków; oraz Hetmanat kozacki (przez pewien czas Szwedom pomagali również Brandenburczycy, gdyż Prusacy z Prus Książęcych dążyli ku Polsce, nie ku Brandenburgii - którą uważali za "kraj chłopów". zresztą Berlin aż do początku XVIII wieku był w większości drewnianą wioską i nie mógł się równać Królewcowi). Te wszystkie cztery armie zostały rozbite, wygnane i uciekały z podkulonym ogonem w sytuacji, gdy wcześniej zajęły praktycznie cały kraj. Jest to według mnie coś niespotykanego w dziejach, bo porównać to można do sytuacji w której Niemcy i Sowieci w 1939 r. zajmują całą Polskę i jedynie obszar wokół Kut na skrawku Przedmościa Rumuńskiego jest jeszcze we władzy Naczelnego Wodza i stamtąd Wojsko Polskie przechodzi do ofensywy, rozbijając armie sowieckie i niemieckie i odzyskując cały kraj, coś niespotykanego i niewyobrażalnego, a jednak wówczas się udało. Mało się o tym mówi, ale dla mnie to jest coś niespotykanego i niewyobrażalnego, jak można ze swoistej tępoty umysłowej która zgotowała krajowi ogromną katastrofę, wyjść tak zwycięsko. 
Ale przejdźmy do tematu:



RZECZPOSPOLITA




W roku 1618 Rzeczpospolita liczyła ok. 11 milionów mieszkańców (5 milionów Polaków, 750 tysięcy Litwinów i ok. 5200 milionów Rusinów), a pod względem obszaru 990 000 km² (po ok. 495 000 km² na Koronę i Litwę) i to bez księstw lennych: Prus Książęcych oraz Kurlandii. Tak więc pod względem obszaru była drugim po Moskwie państwem w Europie (a tak naprawdę pierwszym, gdyż Moskwa wówczas nie była uważana za państwo europejskie lecz azjatyckie, a poza tym nie brano pod uwagę Imperium Osmańskiego które było państwem muzułmańskim, liczyły się bowiem tylko państwa chrześcijańskie), natomiast pod względem ludności była trzecim państwem w Europie (wraz z Moskwą), a za Francją (16 milionów mieszkańców) i krajami niemieckimi (14 milionów mieszkańców). Spośród tych 11 milionów mieszkańców, milion stanowiła szlachta - czyli obywatele. Żaden inny kraj w Europie czy na świecie nie mógł się pochwalić tak dużą liczbą możnych, a zjazdy sejmowe - na których uczestniczyli posłowie obcych państw - wprawiały ich w zdumienie liczbą przybyłych na obrady obywateli. Szlachta miała poczucie swojej wyjątkowości nie tylko w stosunku do pozostałych grup stanowych w kraju, ale również poza jego granicami. Powielano idę sarmatyzmu, czyli wyjątkowego plemienia Sarmatów, które miało w starożytności zająć ziemie pomiędzy Odrą a Bugiem (a potem Wilią i Dnieprem), podbić lokalne plemiona i uczynić z nich poddanych (czyli chłopów). Było to częściowe nawiązanie do pozycji spartiatów w starożytnym Lacedemonie, którzy również zniewolili lokalnych Achajów i uczynili z nich niewolników państwowych zwanych helotami. Oczywiście "sarmaci" (czyli polska szlachta) uważali się za wyjątkowych (było w tym więc nieco szowinizmu) i najlepszych spośród zarówno żyjących w kraju mieszczan czy chłopów, ale również spośród przedstawicieli innych państw (oczywiście był to wymysł, ale uczyniono z tego idę polityczno-narodową i mnóstwo szlachty w to uwierzyło). Uważali że żyją w najlepszym i najwspanialszym państwie na świecie i że podstawą ustroju politycznego tego państwa (zwanego Rzeczpospolitą) jest przede wszystkim wolność. Wolność była najważniejsza, ważniejsza niż wszystko inne. 


0:50 - "BATORY MNIEMAŁ ŻE SZLACHTA BĘDZIE MU TO MIAŁA ZA ZŁE. ZAPOMNIELI DAWNO, WYBACZYLI. TO JEST RZECZPOSPOLITA - NIE PRAWA WAŻNE, A WOLNOŚĆ, SWOBODA"



"MIAŁEM SZCZĘŚCIE URODZIĆ SIĘ SZLACHCICEM W POLSCE, NAJPOTĘŻNIEJSZYM PAŃSTWIE NA ŚWIECIE. (...) MY SARMACI JESTEŚMY NARODEM WYBRANYM. Z WYRAŹNEJ WOLI STWÓRCY POSIADAMY NAJWIĘKSZE SERCA, UMYSŁY I FALLUSY" 😉🥴



Oczywiście nie trzeba było być majętnym aby decydować o losach państwa, ale trzeba było być szlachcicem. Zdarzało się więc tak, że wielu obywateli przybywało na zjazdy sejmowe bez butów, bo nie stać ich było na obuwie, ale posiadali pierścień rodowy i mieli prawo głosować (nie były to liczne przypadki, ale się zdarzały). Szlachectwo oczywiście się dziedziczyło, a pierwotnie nadawał je król za zasługi (pasowanie na rycerzy i te sprawy z czasów średniowiecza), lecz od 1601 r. to już tylko Sejm przyznawał szlachectwo (król co prawda również mógł nobilitować poddanego, jeśli przyjął go do swego herbu). Zdarzały się jednak przypadki, że to sami magnaci lub szlachta próbowali nobilitować innych, ale decyzją Sejmu z roku 1633 takie praktyki zostały zakazane (co oczywiście nie znaczy że ukrócone, bo co jakiś czas pojawiały się nowe przypadki dopuszczenia do stanu szlacheckiego osób, którym później udowadniano niewłaściwą nobilitację). Panował też zakaz przyjmowania obcych tytułów (ale magnateria - szczególnie w drugiej połowie XVII czy w XVIII wieku niewiele sobie z tego robiła). Szlachta była zwolniona z podatków (z wyjątkiem dwóch groszy z łanu), zwolniona z obowiązku naprawy zamków i twierdz (z wyjątkiem tych przygranicznych, ale to i tak tylko na okres wojny). Musiała co prawda na wezwanie króla stawiać się w czasie wojny lub kampanii na pospolite ruszenie (czym nieustannie się chwalono: "Gardła nasze za Ojczyznę nadstawiamy"), ale w sytuacji gdy król chciał wyprowadzić szlachtę poza granice Rzeczypospolitej, to musiał jej zapłacić za każdy dzień 5 grzywien od kopii, a poza tym dobrze urodzeni mieli prawo do wykupu z niewoli (król musiał ich wykupić w przypadku gdyby wpadli w ręce Tatarów, Turków lub Moskali - oczywiście tylko pod warunkiem jeśli brali udział w walkach w ramach pospolitego ruszenia, a nie w sytuacji gdy Tatarzy najechali dany dworek i go złupili, a mieszkańców uprowadzili). Od 1430 r. (chociaż prawo to wprowadzone zostało 5 lat wcześniej, a po raz pierwszy użyte w 1427 r. ale oficjalnie obowiązywało dopiero od 1430) nie wolno było szlachcica uwięzić bez wyroku sądowego i po uprzednim "pokonaniu go prawem" - czyli udowodnieniu winy. Nie wolno też było królowi nakładać ceł na towary produkowane w dobrach szlacheckich. Oczywiście szlachcic miał prawo wybierać nie tylko króla, ale również kształtować prawo na sejmach i obsadzać sądy (czyli decydował o wszelkich władzach w Rzeczpospolitej).

20-letni okres przed szwedzkim Potopem, to był bodajże najpomyślniejszy czas w historii Rzeczpospolitej, ale jednocześnie najbardziej zabójczy dla ducha bojowego Rzeczpospolitan. Po zwycięskiej wojnie z Moskwą (1632-1634) gdzie król Władysław IV zmusił do kapitulacji pod Smoleńskiem całą armię Michaiła Szejna; po zmuszeniu Szwedów (w traktacie w Sztumskiej Wsi - 1635) do oddania okupowanych przez nich portów nadbałtyckich i po stłumieniu powstań kozackich (powstanie Żmajły - 1625, powstanie Fedorowicza - 1630, powstanie Sulimy - 1635, powstanie Pawluka i Skidana - 1637 i powstanie Ostranicy - 1638) ostatecznie zakończyło etap buntów kozackich na Ukrainie i Zaporożu. Rejestr kozacki ustalono na 6000 głów, a zgodnie z memoriałem hetmana wielkiego koronnego Stanisława Koniecpolskiego, w końcu kwietnia 1638 r. Sejm uchwalił konstytucję dla Ukrainy, w której nakazywał aby cała starszyzna kozacka składała się ze szlachty, a na jej czele miał stać komisarz królewski, podlegający bezpośrednio hetmanowi wielkiemu. Jedynie setnicy i atamani mogli być powoływani spośród Kozaków, ale: "dobrze nam i Rzeczpospolitej zasłużonych i ludzi rycerskich". Ci zaś spośród Kozaków, którzy nie zostali wpisani do rejestru, mieli zostać obróceni w chłopów. Poza tym zabroniono Kozakom mieszkać w miastach i kontaktować się z mieszczanami (warunki kozackiej kapitulacji z grudnia 1637 r. brzmiały następująco: "Poddajemy się pod miłosierdzie i wolę Jego Królewskiej Mości i wszystkiej Rzeczypospolitej, tudzież Jaśnie Wielmożnych Ich Mościów Panów hetmanów koronnych (...) w zupełnej wierze, cnocie i poddaństwie Rzeczypospolitej trwać na potomne czasy będziemy"). Od tego czasu zaczął się 10-letni pokój na Ukrainie, który zaowocował wzmożoną kolonizacją tej ziemi (a raczej jej polonizacją, bowiem nie tylko Polacy tam przybywali, również Litwini, ale przede wszystkim Rusini, którzy się całkowicie spolonizowali). Panował pokój i niesamowity dobrobyt (chociaż już wówczas pojawiły się pierwsze problemy w kwestii handlu zbożem, gdyż polskie zboże nie było już tak popularne w Europie jak w wieku XVI czy na początku XVII, ale wciąż sprzedawano je z zyskiem). Poszczególne ziemie rozwijały się i bogaciły, król planował stworzenie floty bałtyckiej, oraz wielką wyprawę przeciwko Turkom (o czym piszę w serii: "Władysław IV i plany wielkiej wojny z Imperium Osmańskim"), na co oczywiście za nic nie chciała zgodzić się szlachta, której było dobrze w trakcie pokoju i nie chciała tego stanu zmieniać, a zresztą w tej wojnie upatrywała planów wzmocnienia władzy królewskiej. 




Ostatecznie do tej wojny nie doszło, ale król (poprzez swych przedstawicieli i posłańców) mamił do niej Kozaczyznę, która była gotowa iść na "bisurmanów" przede wszystkim po to, aby zdobyć łupy i wywalczyć sobie rejestr oraz nowe prawa. Śmierć Władysława IV (20 maja 1648 r.) definitywnie pokrzyżowała te plany. Poza tym na Ukrainie objawił się dotychczasowy pisarz wojska zaporoskiego - Bohdan Jeremi Chmielnicki. Wiosną 1647 r. doznał on krzywdy z rąk Daniela Czaplińskiego - chorążego księcia Aleksandra Koniecpolskiego (syna hetmana wielkiego - Stanisława Koniecpolskiego), który najechał i spalił mu chutor Subotów, oraz porwał jego żonę. Chmielnicki początkowo szukał sprawiedliwości u króla Władysława, ale od niego uzyskał szablę i radę: "Jesteś żołnierzem, broń się!". W grudniu 1647 r. Chmielnicki uciekł na Sicz Zaporoską, gdzie podżegał do kolejnego buntu przeciwko Polakom ("królewientom"), a następnie wyjechał na Krym, aby uzyskać wsparcie Tatarów. Co prawda w styczniu 1648 r. bunt na Siczy nieco poplątał mu szyki, ale szybko przywrócił porządek, a w marcu chan - Islam Girej wysłał na Zaporoże Tuhaj-Beja i sojusz kozacko-tatarski doszedł do skutku.


"- WSZYSTKO DLATEGO ŻE CZAPLIŃSKI CHUTOR CI ZABRAŁ, ŻE CI ŻONĘ UWIÓDŁ (...)
- SPÓJRZ CO SIĘ DZIEJE NA UKRAINIE, KTO TUTAJ SZCZĘŚLIWY - KRÓLEWIĘTA I GARSTKA SZLACHTY. DLA NICH ZIEMIA, DLA NICH ZŁOTA WOLNOŚĆ, A RESZTA? BYDŁO! JAKIEJ WDZIĘCZNOŚCI DOZNAŁO WOJSKO ZAPOROSKIE ZA KREW W OBRONIE RZECZYPOSPOLITEJ PRZELANĄ, GDZIE PRZYWILEJE KOZACKIE? WOLNYCH KOZAKÓW W CHŁOPÓW CHCĄ ZMIENIĆ. CHCĘ WOJNY Z NIMI, NIE Z KRÓLEM, KRÓL TO JEST OJCIEC, A RZECZPOSPOLITA MATKA 
- I DLATEGO NA MATKĘ TATARÓW ŚCIĄGASZ? 
- MAMY IŚĆ NA PEWNĄ ŚMIERĆ, MA NAS CZEKAĆ LOS POPRZEDNICH POWSTAŃ? (...) Z RZECZPOSPOLITĄ WOJNY NIE CHCĘ, NIECH NAM PRAWA PRZYWRÓCĄ - TATARÓW ODPRAWIĘ"
 



POWSTANIE i WOJNA


4 maja 1648 r. czerń kozacka wymordowała swoją starszyznę (z poduszczenia Chmielnickiego). Mamiony zapewnieniami chana o pokoju z Rzeczpospolitą i listami od Chmielnickiego (w którym ten jedynie domagał się sprawiedliwości w swojej sprawie), hetman wielki koronny (od 1646 r. po śmierci Koniecpolskiego) Mikołaj Potocki ruszył prawym brzegiem Dniepru na Zaporoże z armią liczącą 6000 żołnierzy (głównie jazdy), w awangardzie wysyłając swego syna Stefana. Ten wpadł w pułapkę Kozaków i Tatarów nad Żółtymi Wodami i poniósł całkowitą klęskę (11-16 maja), wzięty do niewoli i odniósłszy śmiertelną ranę, wkrótce potem zmarł. Teraz pod Korsuniem Chmielnicki i Tuhaj-Bej dopadli jego ojca - hetmana Potockiego i zadali mu jeszcze większą klęskę (26 maja). Zginęło 500 polskich żołnierzy, a wielu dostało się do niewoli - w tym również obaj hetmani wielki i polny. Błędem hetmana Potockiego było przyjęcie bitwy natychmiast, tak jak radził hetman polny Marcin Kalinowski, a poza tym niechęć do połączenia swych sił z kniaziem Jeremim Wiśniowieckim - którego nie lubił. Ten sam hetman Potocki, który dziesięć lat wcześniej (w grudniu 1637 r.) pod Kumejkami rozbił Kozaków Pawluka i Skidana - wykazując się przy tym znaczną wiedzą wojskową - tym razem totalnie się zhańbił. Sądził bowiem że łatwo da sobie radę z Kozakami, traktując ich jako zwykłą czerń którą można przepędzić. To go zgubiło (poza tym - jak twierdzą niektóre źródła - w czasie bitwy "rozchorował się" (to taki eufemizm, tak naprawdę schlał się w sztok i był praktycznie nieprzytomny). Po bitwie przyszła też wieść o śmierci króla Władysława IV (20 maja 1648 r.), szykowała się więc nowa elekcja. A tymczasem po zwycięstwie Chmielnickiego pod Korsuniem chłopstwo ukraińskie chwyciło za broń, rabując dwory i mordując szlachtę. Wielkie powstanie wybuchło na całej Ukrainie, dochodząc swym zasięgiem aż do Prypeci.


"TUHAJ-BEJ ROZSIERDZIŁ SIĘ"



Po śmierci monarchy ustawały wszystkie urzędy, państwo praktycznie przestawało funkcjonować (jako interreks władzę w tym momencie obejmował prymas i można było pewne instytucje uruchomić na zasadach wyjątkowych poruczeń), dlatego też należało czym prędzej wybrać nowego króla, a nie było to łatwe w sytuacji szalejącego buntu ukraińskiego chłopstwa i jawnego już powstania Kozaczyzny wspieranej przez Tatarów. Do tego przecież mogła się włączyć Moskwa, a i Szwecja, a i sułtan i Bóg wie kto jeszcze. Rzeczpospolita stanęła na krawędzi upadku. Stronnictwo ugodowe wobec Kozaków reprezentował kanclerz wielki koronny - Jerzy Ossoliński, który wraz z wojewodą kijowskim Adamem Kisielem opracował program zakończenia powstania na zasadzie spełnienia żądań Chmielnickiego (domagał się on podniesienia rejestru do 12 000, wydzielenia autonomicznego państwa kozackiego z części województwa kijowskiego, aż do Białej Cerkwi, zapewnienia wpływów kleru prawosławnego na Litwie i Rusi, oraz zwrotu kilku cerkwi w niektórych miastach - w tym w Lublinie). Przeciwnikami pojednania byli książę Jeremi Wiśniowiecki (olbrzymi magnat kresowy, Rusin z pochodzenia z serca Polak), oraz Aleksander Koniecpolski. W czerwcu i lipcu 1648 r. Wiśniowiecki (wraz ze swymi własnymi pocztami zbrojnymi) rozpoczął kampanię przeciwko "hultajstwu" broniąc siedzib szlacheckich i okrutnie każąc wszelkie wybryki chłopstwa (chłopi byli wieszani lub też nabijani na pal). W tym czasie - 1 czerwca - chan Islam Girey był już pod Białą Cerkwią (na czele kilkudziesięciu tysięcy ordyńców), gdzie połączył się z Chmielnickim i Tuhaj-Bejem. Orda rozlała się po Wołyniu, Podolu i południowej Litwie, biorąc w jasyr, grabiąc i mordując. Przykłady okrucieństw popełnianych na szlachcie, księżach i Żydach przez Kozaków i Tatarów są niezwykle dojmujące i niewiele różnią się od tych, do których doszło w czasie rzezi Wołyńskiej w latach 1943-1944. Darujmy więc sobie przykłady tych okrucieństw (przy czym te okrucieństwa głównie dotyczyły Kozaków, Tatarzy bowiem co najwyżej gwałcili i brali w jasyr, nie dopuszczali się zaś aż takiego zbydlęcenia, jak na przykład gotowanie noworodków na rożnie i zmuszanie matek do zjadania ich ciał, albo wieszanie noworodków na piersiach matek).




W sytuacji tak niebezpiecznej dla kraju, zaczęło się sejmikowanie aby wybrać posłów na Sejm konwokacyjny do Warszawy. Większości sejmików w ogóle się nie śpieszyło, wręcz byli przeciwni jakiemukolwiek przyśpieszeniu terminu wyboru króla, twierdząc że jest to celowe działanie dworu z królową Ludwiką Marią na czele, dążące do przeforsowania własnego kandydata. Jedynie województwa najbliżej położone rebelii kozackiej (lubelskie, bełskie, ruskie, wołyńskie, brzesko-litewskie i... smoleńskie - chociaż było najbardziej oddalone od toczących się walk) były zgodne, że wybór bezwzględnie należy przyśpieszyć. Szlachta województwa lubelskiego i ziemi chełmińskiej twierdziła nawet że Sejm powinien obradować znacznie bliżej niż w Warszawie. Uważano że najlepszym miejscem byłyby Gliniany pod Lwowem, a argumentowano to tym iż: "Wygodzimy w tym i ruskim obywatelom braci naszej, którzy od tych niebezpieczeństw z domów swoich oddalić się nie mogą". Ostatecznie Sejm rozpoczął obrady w Warszawie (od 16 lipca 1648 r.). Kwestia kozacka była tam jedną z trzech nad którymi radzono (dwie inne to wybór króla i sprawy różnowierców). Ostatecznie zwyciężyło stronnictwo dążące do ugody, na którego czele stał kanclerz wielki koronny - Jerzy Ossoliński i wojewoda kijowski Adam Kisiel. Czynili oni wszystko aby dowództwa nad wojskiem - mającym uporać się ze zbuntowanymi Kozakami Chmielnickiego - w żadnym razie nie powierzyć kniaziowi Jeremiemu Wiśniowieckiemu, dlatego też dano przywództwo trzem ludziom: Dominikowi Zasławskiemu, Mikołajowi Ostrorogowi i Aleksandrowi Koniecpolskiemu (dając im do pomocy jeszcze 32 komisarzy wojennych). Wiśniowiecki ten wybór skomentował słowami podsumowującymi ową trójkę wodzów: "pierzyna, łacina i dziecina" (Zasławski - stary sybaryta który praktycznie nie opuszczał swych dóbr na Wołyniu otaczając się tam luksusem i praktycznie nie dobywając szabli, nie miał żadnego pojęcia o wojaczce; Ostroróg był zaś dobrym mówcą sejmowym, ale nic poza to, również żadnego doświadczenia wojskowego nie miał; natomiast Koniecpolski był najmłodszy z nich wszystkich i dlatego Wiśniowiecki nazwał go "dzieciną", choć posiadał największe spośród całej trójki doświadczenie wojskowe, to i tak było mu daleko do bojowej sławy jego ojca, hetmana wielkiego koronnego - Stanisława Koniecpolskiego). 




Wiśniowiecki tak naprawdę nie miał wyjścia i musiał dążyć do ostatecznej rozprawy z "hultajstwem" i kozactwem, gdyż po pierwsze utracił cały swój wielki majątek w województwie kijowskim (na Łubnach, leżących w połowie drogi pomiędzy Kijowem a Połtawą), a po drugie był znienawidzony przez Kozaków (w filmie "Ogniem i Mieczem" jest ukazana taka scena jak Kozacy piszą list do Wiśniowieckiego i namyślają się jakich użyć zwrotów, ostatecznie pada stwierdzenie "ty psi synu Jaremo". Chmielnicki stwierdza: "Dobre, ale my napiszemy tak: "Jaśnie oświecony książę wojewodo"). Inni zaś magnaci starali się porozumieć z Chmielnickim i ocalić swoje dobra (np. Potoccy, którzy co prawda utracili swój majątek w Tulczy w województwie bracławskim, gdzie rozpanoszyło się hultajstwo, ale nadal posiadali znaczne ziemie w województwie ruskim, w Podhajcach i w Buczaczu i chcieli je chronić. To samo Radziwiłłowie w Ołyce w województwie wołyńskim, czy w Nieświeży na Nowogródczyźnie). Wiśniowiecki zrozpaczony postanowieniami Sejmu, pisał do Adama Kisiela: "Jeżeli za zniesieniem wojska kwarcianego i pobraniem hetmanów do więzienia kontentacją (zaspokojeniem żądań) otrzyma Chmielnicki i przy dawnych wolnościach zostawać będzie z tym hultajstwem, ja w tej ojczyźnie wolę nie żyć; i nam lepsza rzecz umierać, aniżeliby pogaństwo i hultajstwo miało nam panować". Jego wojska atakowały mniejsze oddziały kozackie i rozbijały je (tak jak pod Niemirowem w czerwcu 1648). 


MARSZ WOJSK KSIĘCIA
JEREMIEGO WIŚNIOWIECKIEGO 
w 1648



Buntowników, Kozaków i wszystkich którzy się do nich przyłączyli karał Wiśniowiecki okrutnie wbijaniem na pal. Nie darował również szlachcie która przyłączała się do buntowników, albo znalazła się wśród nich nie jako jeńcy. Wiśniowiecki za cel główny postawił sobie zgniecenie rebelii, ale jego bytność na Ukrainie polegała głównie na atakowaniu mniejszych oddziałów kozackich oraz ochronie szlachty, księży i Żydów przed gwałtami i zbrodniami popełnianymi przez Kozaków (Kozacy np. zabierali żydowskie dzieci, kładli je na ziemi jeden na drugim i przejeżdżali po nich konno jak po moście - nazywali to właśnie "mostem"). 4 sierpnia Kozacy zdobyli twierdzę Bar na Podolu (założony jeszcze przez królową Bonę Sforzę ponad sto lat wcześniej), mordując w twierdzy wszystkich Żydów i niemiecką załogę najemną która broniła miasta. To uświadomiło szlachcie że niebezpieczeństwo jest coraz bliżej i nie są już bezpieczni nawet ci, którzy mieszkają na Wołyniu, na Podolu czy na Rusi Czerwonej. Natomiast 34-tysięczna armia dowodzona przez trzech niedoświadczonych wodzów, była już na Wołyniu i zbliżała się do granic Podola.




Trwał dalej potworny rabunek i mordy. Wszędzie gdzie Kozacy napotkali szlachtę, księży lub Żydów - wszystkich natychmiast zabijano (wraz z żonami i dziećmi). Żydzi, aby się ratować, przyjmowali wiarę chrześcijańską (ale gdy znaleźli się w bezpiecznym miejscu lub zostali przewiezieni na ziemie polskie, natychmiast wracali do starej wiary). Niektóre szlachcianki (po wymordowaniu ich mężów przez kozacką swołocz) aby same się ratować, zostawały żonami Kozaków (np. po zdobyciu Tulczyna, bronionego przez księcia Janusza Czetwertyńskiego, gdy dostał się on do kozackiej niewoli, musiał najpierw patrzeć na pohańbienie swojej żony i córek, a potem zabił go jego własny parobek z młyna. Żona zaś następnie wyszła za mąż za jednego z Kozaków, a co się tyczy córek nie wiadomo jaki był ich dalszy los). Maj, czerwiec, lipiec, sierpień, wrzesień - każdy kolejny miesiąc potęgował tylko liczbę ofiar i zbrodni, jaka zaczęła pochłaniać Ukrainę. W dniach 20-23 września doszło do bitwy pod Piławcami. Wcześniej, jeszcze w starciu pod Konstantynowem (14 września) do sił trzech dowódców dołączył Jeremi Wiśniowiecki. Tamta bitwa była jednak nierozstrzygnięta, natomiast pod Piławcami szlachta zebrała się jak na piknik. Wieziono ze sobą najrozmaitsze trunki, oraz oczywiście kobiety lekkich obyczajów (tylko dla niepoznaki ubrane w męskie stroje, natomiast nocami odbywały się prawdziwe orgie). Wszyscy liczyli że łatwo pokonają Chmielnickiego. Pierwsze starcia jednak nie przyniosły rozwiązania. 21 września dowództwo przejął Jeremi Wiśniowiecki, ale szlachta czyniła wszystko aby sabotować jego polecenia. Ostatecznie gdy 23 września gruchnęła wiadomość że zbliżają się Tatarzy, wśród szlachty wybuchła panika, kto żyw rzucił się do ucieczki. Wiśniowiecki próbował opanować panikę i skupić część oddziałów pod swoim dowództwem, ale nikt już go nie słuchał. W ręce Kozaków i Tatarów wpadł cały obóz, armaty, sztandary, srebra, wyborne trunki i wiele, wiele innych dóbr. Tak ci, którzy swe gardła za Ojczyznę mieli nadstawiać, dali przykład nieprawdopodobnego wręcz tchórzostwa.




Teraz powstanie kozackie rozlało się na Wołyń, Podole i Polesie. Wkrótce po bitwie pod Piławcami skapitulowała twierdza Kudak na Zaporożu (wzniesiona w 1635 r. z polecenia hetmana Koniecpolskiego). Pierwotnie obrońcy Kudaka spodziewali się że wkrótce nadejdzie odsiecz, która im dopomoże, ale klęska pod Piławcami uświadomiła im że to nie nastąpi i nie było sensu dłużej przelewać krwi. 1 października uzgodniono że Polska załoga opuści Kudak z bronią u pasa i przy rozwiniętych sztandarach. Poza tym twierdzę opuścić mogli wszyscy, którym udało się uciec z niewoli tatarskiej (do tego grona należał m.in. Stefan Czarniecki), jak również księża i Żydzi. Tak też się stało, ale w ciągu kilku kolejnych dni załoga Kudaku (która podzieliła się na trzy części) została po drodze napadnięta i albo zginęła albo dostała się do kozackiej niewoli. Teraz blady strach padł na takie twierdze jak Kamieniec Podolski czy Lwów. Miasto Lwów liczyło zaledwie 200 osobową załogę. Potem dołączyły jeszcze siły przybyłe spod Piławiec (ok. 3250 żołnierzy). Żołnierze ci jednak nie prezentowali wysokiego morale (błąkali się po ulicach i wyrzucali swoim dowódcom ucieczkę i tchórzostwo pod Piławcami, choć sami też nie wykazali się odwagą). Lwowianie, aby zmobilizować żołnierzy do walki, sami się opodatkowali, przeznaczając na żołd znaczne sumy (kościoły ofiarowywały swoje srebra, kupcy i rzemieślnicy rzucali złotówki i talary). 28 września dowódcą obrony Lwowa mianowano kniazia Jeremiego Wiśniowieckiego, ale ostatecznie okazało się że nic z tego nie wyszło. Pod wpływem plotek o liczbie zbliżających się do Lwowa Kozaków i Tatarów, dowódcy (z Wiśniowieckim na czele) 5 października opuścili Lwów wraz z wojskiem (zabierając przy tym wszystkie zebrane przez mieszkańców pieniądze), tym samym pozostawiając miasto całkowicie bezbronne, a obiecując jedynie mieszkańcom że wkrótce powrócą z odsieczą. Przerażenie ogarnęło mieszkańców. Nie było wiadomo co robić - poddać się i zdać na łaskę Chmielnickiego i Tuhaj-Beja, czy bronić się byle jak i byle czym? 6 października pod Lwów podeszły pierwsze czambuły kałgi Krym Gireja, a dwa dni później dotarły siły kozackie pod osobistym dowództwem Chmielnickiego. Łącznie siły te liczyły ok. 100 000 ludzi, czyli była to ogromna armia, a po drugiej stronie stało bezbronne miasto. Obroną miasta kierował teraz Krzysztof Arciszewski (wcześniej walczył on w wielu armiach, m.in. w szeregach wojska kardynała Richelieu podczas oblężenia hugenockiej twierdzy La Rochelle w 1629 r. Potem zaciągnął się na służbą holenderską i wyjechał do Brazylii, gdzie zaczął robić szybką karierę. Zasłynął tam zdobyciem dwóch twierdz: Itamarika i Arrayal podczas której został wzięty do niewoli, z tym tylko że portugalski dowódca twierdzy zapomniał odebrać mu buławę. Arciszewski ogłuszył tą buławą Portugalczyka i wrócił do swego obozu. Zaczął też reformować jazdę holenderską na wzór polski - coś na kształt husarii - na jej czele rozbił w pył oddział piechoty hiszpańskiej, uważany do tej pory za niepokonany {wydarzenie to zostało upamiętnione pomnikiem w Pernambuco. Notabene niewielu też wie że Kazimierz Pułaski - który brał udział w amerykańskiej Wojnie o Niepodległość, był twórcą amerykańskiej kawalerii, skonstruował ją właśnie na kształt polski} i stał się holenderskim bohaterem, na jego cześć wybito srebrny medal i w nagrodę otrzymał złoty łańcuch. Arciszewski interesował się też medycyną, w Amsterdamie wydał książkę o leczeniu podagry, a także był wynalazcą. Skonstruował bodajże pierwszy na świecie kostium płetwonurka, w którym to zszedł na dno Oceanu Atlantyckiego. W 1646 r. Arciszewski powrócił do Polski i wstąpił do armii).


KRZYSZTOF ARCISZEWSKI



Już 6 października Tatarzy przeprowadzili pierwszy szturm na miasto, zakończony porażką (w czasie tej walki zginął wówczas kuzyn Tuhaj-Beja). Kozacy, którzy przybyli dwa dni później, nie kwapili się zbytnio do atakowania Lwowa. Główny szturm podjęto 11 października, ale dzięki nieprawdopodobnej odwadze obrońców (którzy narażając własne życie zrzucali podstawione pod mury drabiny), szturm się nie powiódł. Chmielnicki przystał więc na negocjacje. Najpierw wysłał do obrońców list napisany po rusku, w którym żądał wydania Wiśniowieckiego i innych polskich wodzów, poddania się miasta, a żeby nie narazić ludności prawosławnej na grabież i gwałty, mieli oni schronić się w cerkwiach. Lwowianie na czele z burmistrzem miasta Marcinem Groswajerem (spolonizowanym Niemcem), odpisali że wyżej wymienionych wodzów nie ma w mieście i że nie poddadzą się, gdyż pragną dochować wierności Rzeczypospolitej (w czasach II Rzeczpospolitej dewiza Lwowa wpisana w jego herb brzmiała: "Semper fidelis" - "Zawsze wierny" Rzeczpospolitej). W drugim liście napisanym już po polsku, Chmielnicki pomstował na własne krzywdy, twierdził że wojsko zaporoskie zabezpieczało handel ze Wschodem z czego miasto żyło, oraz domagał się wydania Żydów, uznając ich za winnych wszystkich dotychczasowych nieszczęść. Mieszkańcy odmówili, twierdząc że Żydzi są takimi samymi mieszkańcami Rzeczypospolitej jak i oni i na równi ponoszą koszty obecnej obrony miasta. W trzecim liście Chmielnicki otwarcie już domagał się od miasta okupu w wysokości 200 000 czerwonych złotych, jako podarunku dla Tatarów, grożąc że w przeciwnym razie miasto zostanie zniszczone (w tym czasie Maksym Krywonos - mianowany przez Chmielnickiego pułkownikiem wojsk zaporoskich, zajął Wysoki Zamek, skąd obrońcy się wycofali). Mieszkańcy zgodzili się na negocjacje w czasie których Kozacy przechwalali się swym zwycięstwem pod Piławcami, pokazując obrońcom zdobytą buławę księcia Zasławskiego, wysadzaną turkusami i jaspisami. Twierdzili też że jeśli zechcą, to dojdą do Wisły, pobudują tam czajki i popłyną nimi do Gdańska, żeby tam dopaść Wiśniowieckiego i utopić go w morzu. Ostatecznie mieszkańcy zgodzili się zapłacić 570 000 zł okupu (w przeliczeniu na czerwone złote, które były warte 6 zł w srebrze, wynosiło to ok. 80 115 czerwonych złotych). Było to wybitnie mało, w porównaniu z tym czego żądali Kozacy i Tatarzy na początku, ale zadowolono się tą kwotą i 24 października najpierw Tuhaj-Bej odstąpił od miasta (na jego pożegnanie Chmielnicki wystrzelił z armat skierowanych w stronę Lwowa dwadzieścia razy), a następnie odszedł sam Chmielnicki (26 października). Tym sposobem Lwów został ocalony. Tatarzy natomiast pod Kamieńcem przekroczyli granicę Rzeczypospolitej z Mołdawią i dalej przez Oczaków wrócili na Krym (jak pisał kronikarz tatarski: "Uwieńczone zwycięstwem wojska muzułmańskie, zdrowe i bogate w łupy, zadowolone i wesołe, mając w swej władzy cały kraj giaurów, jedząc i pijąc odpoczywało i maszerowało od stacji do stacji i od postoju do postoju").


CHMIELNICKI POD LWOWEM 
OBRAZ JANA MATEJKI 
(NA DRUGIM PLANIE W BIAŁEJ SUKMANIE - TUHAJ-BEJ)



Powodów do zadowolenia nie mieli jednak posłowie, którzy przybyli 6 października na Sejm elekcyjny do Warszawy. Wszystko bowiem się sypało - tłuszcza kozacka i chłopstwo ukraińskie nie zostało powstrzymane, gwałty i mordy popełniane na szlachcie nadal nie pomszczone (i nie ukrócone), a jeszcze trzeba było szybko wybrać nowego króla (pomimo panującej niezgody wśród stronnictw sejmowych). Było dwóch najważniejszych kandydatów do korony, obaj byli młodszymi braćmi zmarłego niedawno króla Władysława IV, czyli: królewicz Jan Kazimierz (eks-jezuita) i królewicz Karol Ferdynand (biskup wrocławski i płocki). Ale szlachta nie była już przekonana co do Wazów, chociaż istniała niepisana tradycja że należy wybierać spośród członków panującej dynastii, istniała tym razem obawa, że szlachta tego zwyczaju już nie uszanuje. Tym bardziej że pojawił się też inny kandydat do korony, książę Siedmiogrodu - Jerzy II Rakoczy (który dosłownie kilka dni po rozpoczęciu obrad Sejmu objął władzę w Księstwie po śmierci swego ojca Jerzego I Rakoczego). Tę kandydaturę zgłosił hetman polny litewski - Janusz Radziwiłł (ponieważ Rakoczy był kalwinem - zarówno ojciec jak i syn - przeto spodziewano się poparcia innowierców, a poza tym Szwecji, Turcji, elektora pruskiego, księcia kurlandzkiego i oczywiście Chmielnickiego). Były też propozycje kandydatury cara Moskwy Aleksego I Romanowa (popierała go część szlachty litewskiej), księcia Leopolda Habsburga (późniejszego cesarza rzymskiego), oraz księcia neuburskiego (zapomniałem jego nazwiska, ale mniejsza o niego). Jednak te trzy ostatnie kandydatury nie zostały oficjalnie zgłoszone, tak więc nie startowały w rywalizacji o koronę. Po trwającej ponad miesiąc rywalizacji, odrzuceniu ostatecznie kandydatury Rakoczego i wycofaniu się Karola Ferdynanda (według relacji jemu współczesnych, ten biskup wrocławski był dosyć krewkim dżentelmenem. Częstokroć zdarzało mu się bowiem popadać w złość w wyniku której potrafił pobić nawet najbardziej wiernego i oddanego sługę) 14 listopada, ostatecznie 20 listopada prymas Polski - Maciej Łubieński ogłosił Jana Kazimierza nowym królem Polski i wielkim księciem Litwy, który miał od tej pory panować jako Jan II Kazimierz Waza. Tak więc Dynastia zapoczątkowana przez jego ojca - Zygmunta III Wazę w 1587 r. przetrwała (przynajmniej na razie).

Nowy król postawił sobie teraz za priorytet dwie sprawy. Po pierwsze zawarcie jak najprędzej ugody z Chmielnickim i zakończenie powstania na Ukrainie, a po drugie uzyskanie papieskiej dyspensy (do tej pory piastował bowiem stanowisko kardynała) i poślubienie wdowy po swym bracie, królowej Ludwiki Marii (z pochodzenia Francuzki). Chmielnicki natomiast, zadowolony z dotychczasowego przebiegu powstania (lawirował jak tylko mógł, sam nie wiedząc z którą stronę ma podążyć. Mamił sułtana, oferując mu Kamieniec Podolski w zamian za pomoc, słał listy do cara Aleksego ofiarowując mu Smoleńsk, a jednocześnie do nowego króla i do Senatu, deklarując wierność Rzeczypospolitej pod warunkiem przyznania Kozakom utraconych praw, powiększenia rejestru oraz stworzenia autonomicznego księstwa ruskiego na Ukrainie). Pod wieczór 31 grudnia 1648 r. Chmielnicki w uroczystym pochodzie wkroczył do Kijowa (witany tam przez metropolitę kijowskiego Sylwestra Kossowa niczym Mojżesz). Zaczął też tytułować się hetmanem "Wszystkich Rusi". Wcześniej, bo w listopadzie, Chmielnicki próbował zdobyć Zamość, którego obroną dowodził kasztelan elbląski - Ludwik Weyher. Jednak ponawiane ataki nie przynosiły rezultatów. Chmielnicki słał listy, grożąc i namawiając Wejhera do przejścia na jego stronę (co jak twierdził "przysłuży się Rzeczpospolitej" bo zakończy rozlew krwi). Ostatecznie miasto wykupiło się kwotą 20 000 zł (czyli znacznie taniej niż Lwów), a walki ustały po 17 dniach oblężenia 15 listopada. Tymczasem Chmielnicki, będąc już w Kijowie w styczniu 1649 r. wysłał poselstwo do Moskwy, w którym starał się wybadać ewentualne wsparcie cara dla powstania, deklarując że gdyby chciał, to mógłby zająć wszystkie twierdze Rzeczpospolitej aż do Smoleńska i oddać je carowi, a nie uczynił dotąd tego tylko dlatego, że nie uzyskał na to carskiej zgody. W każdym razie rok 1648 był rokiem potwornych klęsk Rzeczpospolitej. Nowy rok budził zaś nadzieję na zmianę tego położenia i na ostateczne stłumienie powstania Chmielnickiego.


CHMIELNICKI WKRACZA DO KIJOWA



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...