WYŚWIETLENIA

21 lutego 2026

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. VIII

OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ 
DO KATARZYNY PARR





KATARZYNA ARAGOŃSKA
(Czyli hiszpańskie noce) 
Cz. VI





DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY
Cz. V


 Ferdynand natychmiast popędził do Aragonii, gdzie 20 stycznia 1479 r. w wieku 80 lat zmarł jego ojciec, dotychczasowy król Aragonii - Jan II zwany Wielkim. Od tej chwili Ferdynand nie był już tylko królem-małżonkiem Kastylii, teraz miał swoje własne królestwo, a Izabela adekwatnie stała się królową-małżonką Aragonii. Objęcie władzy nastąpiło gładko i sprawnie, chociaż Ferdynand musiał spędzić w Aragonii kilka miesięcy, w czasie których jego małżonka (będąc już w zaawansowanej ciąży) musiała ostatecznie rozwiązać sprawę wciąż toczącej się wojny z Portugalią i kwestię jej bratanicy - Joanny (która sama uważała się za królową Kastylii). Alfons V Portugalski też miał już dosyć tego konfliktu, który nie przynosił żadnych zysków, a generował tylko koszty i niepewność co do losów tej wojny (chociaż realnie walki jako takie już się nie toczyły, co najwyżej dochodziło do buntów i powstań, jak choćby ten, który wybuchł w 1479 r. w Estramadurze, zasilany portugalskimi pieniędzmi). Królowa Izabela zaproponowała więc Alfonsowi zakończenie tej wojny, na zasadzie uznania jej za królową Kastylii, w zamian zaś księżniczka Isabela (córka Ferdynanda Aragońskiego i Izabeli Kastylijskiej) miałaby wyjść w przyszłości za jednego z synów króla Alfonsa V. Najbardziej jednak Izabeli zależało na usunięciu Joanny, która od tej pory miała stracić poparcie Portugalii i zostać zamknięta w klasztorze. Król Alfons przystał na to i do spotkania obu monarchów miało dojść na zamku Alcantara, dokąd też udała się brzemienna królowa Izabela. Tam jednak szybko okazało się że król jednak nie przybędzie, ciężko zaniemógł i nie był w stanie wstać z łoża. Ale, w swym zastępstwie posłał do Izabeli... Joannę. Obie kobiety (ciotka i bratanica) tam właśnie, na zamku Alcantara, spotkały się po raz pierwszy od wielu lat (ostatnim razem Izabella widziała Joannę gdy ta była jeszcze dzieckiem i opiekowała się nią, spacerując ogrodami Alkazaru). Teraz Joanna była już 17-letnią ładną dziewczyną, która miała swoje własne ambicje i która uważała swoją ciotkę za uzurpatorkę, gdyż to właśnie ona - jak sądziła - po śmierci ojca powinna objąć tron Kastylii. Upór Joanny i jej niezgoda na utratę kastylijskiego tronu był przeogromny, ale to nie do niej należało ostatnie zdanie w tej sprawie. W imieniu króla Portugalii Alfonsa V i jako opiekunka Joanny występowała na zamku Alcantara ciotka Izabeli - Beatrycze, która była niezwykle sprawną dyplomatką. Po miesiącu trudnych rozmów 4 września 1479 r. ostatecznie w miejscowości Alcáçovas podpisany został traktat pokojowy pomiędzy Kastylią a Portugalią, definitywnie kończący stan czteroletniej wojny pomiędzy tymi królestwami. W zamian za uznanie swego panowania w Kastylii, Izabella musiała oddać Portugalii wszystkie tereny na Oceanie Atlantyckim z wyjątkiem wysp Kanaryjskich. Joanna musiała zrzec się praw do tronu Kastylii i od tej pory przestać głosić iż jest legalną córką króla Henryka IV (starszego brata Izabeli). Powszechnie od tej pory była nazywana la Beltraneją (córką Baltana, jako że jej matka królowa Joanna, była znaną w Kastylii "miłośniczką skoków w bok", natomiast król Henryk IV nie należał do mężczyzn o rozbudzonym libido. Natomiast rycerz Beltrán de la Cueva należał do grona faworytów Joanny, a mówiąc otwarcie był po prostu jednym z jej kochanków). Miała też wstąpić do klasztoru, gdzie oczekiwać miała na osiągnięcie pełnoletności przez księcia Jana (urodzonego 30 czerwca 1478 r. najstarszego syna Ferdynanda i Izabeli). Ale Izabela nie zamierzała doprowadzić do tego mariażu i tak też się stało, la Beltraneja do końca swego życia (zmarła w 1530 r.) pozostała w klasztorze.




Po zawarciu tego pokoju królowa przybyła do Toledo, gdzie na dniach oczekiwała rozwiązania. Tam był już obecny również Ferdynand, który jakiś czas wcześniej wrócił z Walencji. 6 listopada 1479 r. w tamtejszym alkazarze królowa Izabela powiła drugą córkę, której nadała imię Joanna (przyjdzie do historii jako Joanna Szalona). Radość z narodzin dziewczynki "o jasnych lokach", nie trwała jednak długo, gdyż już latem 1480 r. na dwór królewski w Toledo dotarły straszne wieści z Włoch. Oto bowiem w sierpniu tego roku potężna flota i armia osmańska zdobyły miasto Otranto w Królestwie Neapolu (należącym do aragońskiej monarchii Ferdynanda). Turcy dopuścili się tam ogromnych zbrodni, mordując mieszkańców miasta dosłownie dom po domu, a także uprowadzając znaczną ich część (szczególnie kobiet, dzieci i młodych mężczyzn) w niewolę. Sułtan Mehmed II Zdobywca w kwietniu 1479 r. zdobył Szkodrę - tym samym kończąc podbój Albanii, w 1475 r. z hołdował Chanat Krymski, a także obległ (1480 r.) wyspę Rodos - należącą do zakonu Joannitów, aczkolwiek tam nie udało mu się osiągnąć sukcesu (wyspę tę zdobędzie dopiero 42 lata później Sulejman Wspaniały). Zagrożony poczuł się sam papież, ale trwoga nie ominęła Hiszpanii. Obawiano się bowiem że Turcy do podobnego ataku na Półwyspie Iberyjskim mogą wykorzystać Emirat Grenady, to miękkie podbrzusze muzułmanów na półwyspie, dzięki któremu Mehmed II będzie mógł doprowadzić do - jak to pisał kronikarz Palencia: "unicestwienia wiary katolickiej". Należało coś wreszcie zrobić z tym dziwnym południowym tworem, tym ostatnim przyczółkiem islamu w Hiszpanii. Wojna musiała więc wybuchnąć i musiała to być wojna ostateczna, wojna która definitywnie zlikwiduje Emirat a ziemię jego przyłączy do Królestwa Kastylii. Tylko że na to potrzebne były pieniądze, a tych - jak zawsze - brakowało. W roku 1480 parę królewską trapiły również i inne problemy, jak choćby ostateczne rozwiązanie kwestii chłopskiej, szczególnie w dwóch palących prowincjach - Andaluzji i Galicji. Co prawda Królestwo Kastylii dawało chłopom pewne prawa (których np. nie posiadali oni w Aragonii, które to Królestwo było hiperfeudalnym miejscem, gdzie szlachta sama stanowiła prawo, opierając się przede wszystkim na prawach regionalnych - fueros, a Kortezy Aragonii, Katalonii czy Walencji, skutecznie umniejszały władzę królewską). W Kastylii przede wszystkim rządził król, dlatego też prawa chłopów były znacznie lepiej przestrzegane, aczkolwiek i tutaj zdarzały się patologiczne sytuacje (jak choćby w wyżej wymienionych prowincjach). Izabela miała na sercu los wszystkich swych poddanych, dlatego też latem 1480 r. wydała ona prawo, na mocy którego chłop miał możliwość wybrać właściciela ziemi, na której pracował. W Aragonii to jeszcze długo nie było możliwe, chociaż Ferdynand starał się ograniczyć fueros i zwiększyć swoją własną władzę w tym Królestwie (u nas zaś, aż do roku 1496 chłopi realnie cieszyli się wolnością, dopiero 1 czerwca tego roku gdy król Jan I Olbracht wydał status piotrkowski - zabraniający mieszczanom zakupu ziemi na wsi, a także ograniczający wychodźstwo chłopów do jednego w roku na danej wsi. Powoli zwiększono też pańszczyznę, tak że w 1620 r. było to już 5 dni pańszczyzny w tygodniu - a należy pamiętać że chłop miał do obrobienia również i własną ziemię. Mimo to pozycja chłopów w Królestwie Polskim jak i później w Rzeczpospolitej i tak była znacznie lepsza niż chociażby we Francji czy Anglii, o carskim zamordyzmie nie wspominając).




Królowa Izabella wymuszała również na miastach po uznanie oraz sfinansowanie Santa Hermandad - czyli królewskich sił policyjnych zapewniających bezpieczeństwo i spokój mieszkańcom miast. Santa Hermandad powołane zostały na Kortezach w Madrigal w 1476 r. i od tego czasu opornie poszczególne miasta wprowadzały tę instytucję, jako że wiązało się to przede wszystkim z kosztami, które dwór królewski przerzucał na budżety miejskie, a jednocześnie siły te wierne były królowi (w tym przypadku królowej). Ponieważ Koronie ciągle brakowało pieniędzy, przeto królowa zezwalała na powiększanie obszarów wypasania owiec, kosztem terenów należących do lokalnych rolników (czyli ziemi uprawnej, co ostatecznie doprowadzi do klęski głodu w Hiszpanii i konieczności sprowadzania zboża z innych krajów, w tym przede wszystkim z Polski, co w XVI a także jeszcze XVII wieku stanie się naturalną praktyką). Związek hodowców owiec Kastylii - Mesta, dysponował znacznymi pieniędzmi które zasilały Koronę, a tych niestety często brakowało lokalnym rolnikom, przez co królowa (w 1480 r.) wydała polecenie zamiany znacznych obszarów ziem uprawnych w pastwiska dla owiec (potem mówiło się że: "Owce zżarły Hiszpanię"). Poważnym jednak problemem była kwestia marranów, czyli Żydów którzy przyjęli chrześcijaństwo, a co do których istniało podejrzenie iż potajemnie dalej wyznają judaizm. Było bardzo wiele skarg na tego typu praktyki, twierdzono bowiem że Żydzi śliną ścierają z czoła swych dzieci święty olej z kościelnych kadzielnic, że negują świętość Dziewicy Maryi, że wkładają swoim zmarłym do ust monetę (starym zwyczajem), że potajemnie plują na hostię, a także pojawiały się doniesienia o torturowaniu, a nawet mordowaniu chrześcijańskich dzieci - głównie chłopców - i piciu ich krwi. Co prawda hiszpańska Święta Inkwizycja została reaktywowana przez papieża Sykstusa UV w roku 1478, ale wciąż jeszcze realnie nie rozpoczęła swojej działalności. Dopiero doniesienia i skargi które spływały z najróżniejszych miast i wsi Kastylii, miały realnie urzeczywistnić powstanie nowej hiszpańskiej inkwizycji. Izabella była jednak co do tego pomysł sceptyczna, aczkolwiek namawiana przez Ferdynanda, ludzi ze swego otoczenia a także dosyć bojowo nastawionych kapłanów (takich jak chociażby Tomas de Torquemada - dominikański duchowny), ostatecznie przystała na reaktywację inkwizycji. Pierwszy kastylijski trybunał Świętego Oficjum powołano w Sewilli na początku roku 1481, a jego przewodniczącym został właśnie Tomas de Torquemada (na pierwszym publicznym auto da fe {wyznanie wiary} w Sewilli spalono na stosie 6 Żydów którzy oficjalnie przyjąć mieli chrześcijaństwo. Oskarżono ich o przygotowywanie zamachu na Święte Oficjum (o czym Torquemada nie omieszkał listownie powiadomić królową, która notabene nieco się go obawiała, a to z tego powodu że fizycznie przypominał kościotrupa, był bowiem bardzo szczupły, wręcz widać było nie tylko jego kości policzkowe, ale można było wyczuć żebra pod jego habitem. Notabene Torquemada z biegiem lat jeszcze bardziej chudł, czym budził przerażenie i nazywano go "żywym trupem").




Gdy tylko zrobiło się cieplej, latem 1481 r. para królewska udała się we wspaniałą podróż do Saragossy, aby tam oficjalnie zarówno możnym jak i ludowi przedstawić następcę tronu Aragonii - księcia Jana. Król Ferdynand jechał konno - pięknie przystrojony w najlepsze szaty, królowa zaś w karocy wraz z synkiem i córkami. Jeszcze przed rozpoczęciem tej wyprawy zdarzył się dosyć nieprzyjemny incydent, a mianowicie schodząc po schodach alkazaru Segowii, królowa Izabela skręciła kostkę (prawdopodobnie było to skręcenie, chociaż wydaje się że jednak mogła chodzić). Taki mały incydent, który nieco popsuł podniosłą atmosferę owego wydarzenia. W Saragossie para królewska zatrzymała się w pałacu Aliaferja, ale miesiące jakie tam spędzili (do listopada 1481 r.) były dosyć intensywne i nieco męczące. W każdym razie Kortezy Aragonii uznały 3-letniego księcia Jana za następcę króla Ferdynanda - i oto głównie chodziło. Powrót do Toledo miał być okresem wytchnienia a nawet swoistych jesiennych wakacji, ale to się nie udało, jako że ciągłe listy pisane przez Torquemadę do królowej - twierdzące że Żydzi uciekają przez granicę do Emiratu Grenady, pisane były w tonie wręcz alarmującym. Przewodniczący Świętego Oficjum z Sewilli twierdził, że zdrada Żydów jest niepodważalna, a skoro pragną oni żyć pod jarzmem muzułmanów z Grenady, to znaczy że ich konwersja na chrześcijaństwo była oszustwem. Postulował też że czym prędzej należy rozwiązać problem islamu na południu kraju. Królowa najwidoczniej potrzebowała zarówno czasu na zebranie pieniędzy (na wojnę z Grenadą) jak i nieco odpoczynku po trudach kolejnych porodów, w każdym razie w grudniu para królewska przyniosła się z Toledo do Segowii, ale tam też nie zaznali spokoju. Podczas jednej z tamtejszych nocy doszło do drobnego incydentu, a mianowicie królowa uznała że jej małżonek ponownie pragnie ją zdradzić z jedną z jej dwórek, aczkolwiek awantura jaka się wówczas wywiązała, szybko została zażegnana i para królewska ponownie wróciła do wspólnego łoża (co wkrótce zaowocuje kolejną ciążą). Tym bardziej że jeden syn wcale nie gwarantował przetrwania dynastii i stabilności obu Królestw. 




Tuż przed Bożym Narodzeniem 1481 r.(gdy para królewska zajęta była przygotowaniami świątecznymi), gruchnęła wiadomość: Maurowie zdobyli Zaharę - górską fortecę na południu kraju. Emir Grenady Abu al-Hasan Ali dokonał tego ataku nocą, podczas ulewnego deszczu, gdy obrońcy twierdzy nie byli przygotowani na atak i również przygotowywali się do świąt Bożego Narodzenia. Obrońców wymordowano, a żony i dzieci obrońców popędzono do Grenady. Był to jawny policzek wymierzony w Koronę zarówno Aragonii jak i Kastylii, tym bardziej że Zaharę zdobył w 1407 r. (po ciężkim oblężeniu) dziadek Ferdynanda II - Ferdynand I, a teraz miasto ponownie włączone zostało do Emiratu Grenady. To było niczym kubeł zimnej wody, zmroziło nie tylko z samych władców, ale również ich poddanych i przypomniało im że muzułmanie niegdyś władali większością Półwyspu Iberyjskiego, a ich wyparcie z tych ziem, kosztowało wiele chrześcijańskiej krwi. Pod wpływem Torquemady, ale również i samego Ferdynanda (który otwarcie wysunął ten pomysł), Izabella zgodziła się aby ogłosić rekonkwistę, czyli nową świętą wojnę z muzułmanami, ostatnią wojnę na tym półwyspie, która ostatecznie ma doprowadzić do zjednoczenia ziem hiszpańskich pod jednym berłem katolickich monarchów. Tym bardziej że muzułmanie z Emiratu Grenady po zajęciu Zahary poczynali sobie niezwykle prowokacyjnie, atakując Kordobę, Sewillę, Murcję i Jaen. W styczniu 1482 r. królowa napisała list do papieża Sykstusa IV, aby ten wyraził zgodę na konkwistę. Papież odpisał: "W imię Chrystusa, Pana naszego, podnieś krzyż, który znakiem jest męczeństwa, i uczyń to, co musisz dla zbawienia swego, i swych poddanych". Zwołane Kortezy uchwaliły pieniądze na wojnę, a para królewska - po uroczystej mszy świętej w toledańskiej katedrze, udała się na południe kraju, aby osobiście nadzorować wybuch ostatniej już wojny z Emiratem Grenady.




CDN.
 

20 lutego 2026

NIEWOLNICY DO ZADAŃ SPECJALNYCH - Cz. VII

CZYLI JAKIE BYŁY NAJWIĘKSZE
OŚRODKI HANDLU NIEWOLNIKAMI W
STAROŻYTNOŚCI I W ŚREDNIOWIECZU,
ORAZ SKĄD I Z JAKICH 
WARSTW SPOŁECZNYCH NAJCZĘŚCIEJ
POCHODZILI KANDYDACI 
NA NIEWOLNIKÓW





ANTYCZNA GRECJA 
I ŚWIAT HELLENISTYCZNY
(V wiek p.n.e. - II w. p.n.e.)
Cz. VII






DELOS
MAŁA WYSPA - WIELKI RYNEK
(II wiek p.n.e. - I wiek po Chrystusie)



Przez bardzo długi czas greckiej historii, wyspa Delos nic nie znaczyła. Położona w archipelagu Cyklad na Morzu Egejskim i wciśnięta pomiędzy dwie większe wyspy: Reneę i Mykonos, była jakby oderwaną od nich łupiną orzecha. Grecy jednak traktowali tę wyspę z pewną atencją, jako że to właśnie tutaj miał się narodzić Apollon. Na wyspie istniała więc świątynia Apollona i Artemidy (boskiego rodzeństwa) jak również Dionizosa oraz krąg świątynny Zeusa. Staraniem mieszkańców było zamienienie wyspy w jedno z centrów religijnych Hellady, oraz najważniejszego sanktuarium ludów jońskich. Dlatego też zawiązali sojusz z Atenami, rządzonymi wówczas przez tyrana Pizystrata, który w latach 30-tych VI wieku p.n.e. dopomógł Delijczykom przeprowadzić akcję "oczyszczania" świętego okręgu wokół świątyni Apolla z grobów. Wszystkie groby zostały więc rozkopane i wyjęto z nich ciała (lub to co zostało) i przewieziono na dwie okoliczne wyspy. Spowodowało to że od ok. 530 r. p.n.e. Delos stała się miejscem pielgrzymek do świątyni Apollina - czyli jej funkcja skupiała się jedynie na aspekcie religijnym. W 490 r. p.n.e. wyspę (podobnie jak i całe Cyklady z takimi wyspami jak Naksos, Paros czy Andros), zajęli Persowie, zdążający na podbój Hellady pod wodzą Datysa i Artafernesa. Cyklady zrzuciły perską zależność dopiero po morskiej interwencji Aten i Sparty na wiosnę 479 r. p.n.e. Pozycja polityczna Delos znacznie wzrosła na przełomie 478/477 r. p.n.e. gdy w małej, doryjskiej kolonii położonej w cieśninie bosforańskiej - Byzantion (późniejszym Konstantynopolu), pod przewodnictwem Arystydesa Sprawiedliwego z Aten (który miał oświadczyć zebranym że: "Dopóki słońce świeci nad Ziemią, dopóty Ateny będą walczyć z Persją"), powołano do życia Związek Morski. Delos stało się odtąd centrum związkowym i (jako jeden z nielicznych członków) posiadało do końca istnienia Związku (czyli do klęski w wojnie peloponeskiej w 404 r. p.n.e.) status członka autonomicznego.

Na wyspie znajdował się również skarbiec Symmachii i tam też odbywały się zebrania Rady Związku Morskiego. Zmieniło się to w roku 454 /453 p.n.e. gdy pod wpływem niepowodzeń egipskiego buntu Inarosa i klęski ateńskiej "wyprawy egipskiej", obawiano się ataku ze strony Persji i postanowiono przenieść skarbiec Związku Delijskiego do Aten (oczywiście - jak twierdzono - jedynie na czas trwania konfliktu, jednak nigdy już nie wrócił on na Delos) i od tej pory z pełną premedytacją można nazywać to morskie porozumienie helleńskich polis - Ateńskim Związkiem Morskim. Zmieniono również charakter składek, jakie członkowie mieli wpłacać do wspólnego skarbca. Teraz już nie wymagano dostarczenia okrętów wojennych na wojnę Związku z Persami, teraz jedynie wymagano cyklicznych składek pieniężnych, z których to Ateńczycy... sami zbudowali potęgę swojej floty wojennej. Świadomość tego iż dobrowolny Związek morskich polis (pragnących uchronić się przed perską inwazją), stał się teraz całkowicie odgórnie kontrolowaną przez Ateńczyków organizacją wymuszającą haracze, bardzo powoli docierał do przekonania poszczególnych członków. Jednak prawdziwe krwawe masakry dokonywane przez Ateńczyków na Karystos, Naksos, Tazos i na Eginie (za odmowę zapłaty składek do związkowej kasy), uświadomiły członkom Związku że nie są już wolnymi polis, tylko stanowią część morskiego ateńskiego imperium. Tak więc uciekając od Persów, wpadli w sidła Ateńczyków, którzy zmienili ich w swoich poddanych.




Przykładem swoistego upokorzenia członków Związku Morskiego, były uroczystości, jakie odbywały się w Atenach co cztery lata - zwane Wielkimi Panatenajami (ku czci bogini Ateny). Podczas procesji na "Świętej Drodze" wiodącej na Akropol, młodzieńcy ateńscy w białych tunikach nieśli transparenty z nazwami miast, które już wpłaciły pieniądze do kasy Związku, natomiast niewolnicy w czarnych tunikach nieśli nazwy tych miast, które nie wpłaciły owych pieniędzy. Zresztą środki te szły nie tylko na rozbudowę floty, lecz także na wiele innych inwestycji, w tym na rozbudowę i upiększanie samych Aten. Przedstawiciele państw związkowych na Wielkich Panatenajach (Małe Panatenaje organizowano co roku) mogli podziwiać ostatnie prace wykończeniowe Fidiasza i jego pracowników w Partenonie (budowanym w latach 447-432 p.n.e.), z monumentalnym posągiem Ateny Promachos (prace nad posągiem trwały w latach ok. 466-456 p.n.e.), górującym nad Akropolem. Obserwowano również wspaniałe wejście na Akropol - zwane Propylejami autorstwa Mneskilesa i wiele innych budowli (np. świątynię i posąg Nike, świątynię Hefajstosa zwaną Tezejonem po zachodniej stronie Agory, świątynię Posejdona na Sunion, czy teatr Dionizosa), dzięki którym gwałtownie zmniejszyło się bezrobocie wśród ateńskiego ludu (co nie znaczy że do tych prac najmowano tylko obywateli, wręcz przeciwnie - większość i tak stanowili albo niewolnicy, albo przybyli do miasta artyści). Niechęć, granicząca wręcz z nienawiścią do Ateńczyków, brała się również stąd, iż tam, gdzie prace budowlane (ze względu na brak środków spowodowanych ateńskimi wymuszeniami) stanęły, w Atenach budownictwo kwitło w całej swojej pełni (do dziś można podziwiać na ateńskim Akropolu wzniesione wówczas budowle z Partenonem na czele). Po roku 454 p.n.e. stanęła np. budowa nowej świątyni Apollina i Artemidy na Delos, ponieważ skarbiec Związku został przeniesiony do Aten i nie było z czego sfinansować prac.



 


Członkowie Związku skarżyli się że skarbiec należy do wszystkich Greków wchodzących w skład sojuszu, a nie tylko Ateńczyków, oraz że pieniądze przeznaczone na walkę z Persami, wyzyskuje się na ozdabianie Aten "niczym wszetecznicy" (jak pisał Plutarch). Niewiele te głosy sprzeciwu jednak zmieniły, gdyż Ateńczycy twierdzili że to oni zapewniają bezpieczeństwo członkom Związku Morskiego i na nich to spoczywa największy ciężar wysiłku wojennego, natomiast prace budowlane są organizowane dla tych, którzy... nie mogą walczyć. Dosyć pokrętne tłumaczenie, ale przedstawiciele poszczególnych związkowych polis nie mieli innego wyjścia niż je przyjąć i zaakceptować. Inną formą niechęci wobec Aten był fakt, że miasto to zmuszało pozostałych swych "sojuszników" do przyjęcia demokratycznej (kontrolowanej przez Ateny) formy rządów. Tak samo jak Sparta w swoim Związku Peloponeskim wspierała (ale nie narzucała siłą - co bardzo ważne) system oligarchiczny, tak Ateny wszędzie wymagały od polis związkowych bezwzględnego zaakceptowania demokracji - jako obowiązującego ustroju politycznego. Próby buntów kończyły się wysłaniem floty i armii ateńskiej oraz masakrą lokalnej ludności. Dopiero po klęsce Aten w długiej wojnie ze Spartą (zwanej peloponeską, toczonej w latach 431-404 p.n.e.), dokonanej na własne życzenie (Ateńczycy w procesach politycznych skazali na śmierć zwycięskich oficerów bitwy na Wyspach Arginuzach z 406 r. p.n.e. co w kolejnym roku przyniosło klęskę pod Ajgospotamoj i zniszczenie całej floty, co zaś musiało doprowadzić do kapitulacji wygłodzonych Aten i przyjęcia srogich warunków przez zwycięski Lacedemon, w tym zniszczenia murów ateńskich i Długich Murów, narzucenia Atenom ustroju oligarchicznego, zainstalowania spartańskich oddziałów na Akropolu i oczywiście rozwiązania Związku Morskiego. Zresztą Ateńczycy mogli tę wojnę wygrać co najmniej dwukrotnie w trakcie jej trwania, ale zabrakło chęci i determinacji), członkowie Związku odzyskali wówczas wolność.

Klęska Aten uwolniła podporządkowane polis (na straży tego podporządkowania stały również ateńskie kleruchie - czyli kolonie obywateli ateńskich zakładane w krajach "sprzymierzonych") w tym i Delos. Późniejsza hegemonia spartańska zupełnie nie odcisnęła swego wpływu na wyspach (zresztą była krótkotrwała i nie miała tak tyrańskiego charakteru). W 378 r. p.n.e. Delos nie dołączyła do odtworzonego II Związku Morskiego (istniejącego oficjalnie do 338 r. p.n.e. a realnie nieaktywnego już od 355 r. p.n.e.). W czasie trwania wojny peloponeskiej miało miejsce na wyspie pewne niespotykane wcześniej wydarzenie, a mianowicie ok. 426 r. p.n.e. zabroniono mieszkańcom Delos... umierać i rodzić się na tej wyspie, gdyż poświęcono ją bogu Apollinowi (od tego czasu organizowano tam również tzw.: Igrzyska Delijskie). Teraz mieszkańcy - aby umrzeć - musieli opuścić wyspę, podobnie było w przypadku narodzin (jeśli nie chcieli popełnić świętokradztwa, zresztą miało to i swoje dobre strony, bowiem na wyspie nie można było też nikogo pozbawić życia). W 338 r. p.n.e. po klęsce Ateńczyków i Tebańczyków w bitwie z Macedończykami Filipa II i jego syna Aleksandra pod Cheroneą, Delos weszła w skład zaprojektowanego w Koryncie (337 r. p.n.e.) anty-perskiego Związku (zwanego od miejsca założenia) Korynckim. Ale swoją drugą, realną pozycję polityczną w świecie greckim osiągnęła Delos dopiero po śmierci Aleksandra Wielkiego (323 r. p.n.e.) i na początku wojen o władzę jego wodzów (diadochów), tworząc swój własny "Związek Morski"




Wyspa Delos uzyskała większą podmiotowość polityczną dopiero około roku 315 p.n.e. gdy Antygon Jednooki (satrapa Azji) wypędził z Babilonu Seleukosa Nikatora (założyciela dynastii Seleucydów). Jego przekaz (jakim się wówczas kierował) o "Wolności Hellenów" wymierzony był przede wszystkim w Ptolemeusza (satrapę Egiptu) i Kassandra (syna regenta Antypatra - zmarłego w 319 r. p.n.e.), w ich bowiem rękach znajdowało się wówczas najwięcej ziem greckich. Kassander (od śmierci ojca) sprzymierzył się z Antygonem, a jego ambicją było opanowanie Macedonii i zdobycie kontroli nad Helladą. W tej batalii musiał zmierzyć się z nowym regentem - Poliperchonem, który już w 318 r. p.n.e. wydał deklarację ("W imieniu Królów i Wodzów" - co było w początkowym okresie wojen diadochów oficjalną formułką wszystkich publicznych dokumentów, podobnie jak Rzymianie używali formułki: "W imieniu Senatu i Ludu rzymskiego"), o przyznaniu Grekom wolności politycznej, która brzmiała m.in.: "Przywracamy wam pokój i ustroje , które mieliście za panowania Filipa i Aleksandra (...) Zezwalamy na powrót do ojczyzny tym, którzy zostali przesiedleni lub wypędzeni przez naszych strategów". Przeciwko Poliperchonowi wystąpiła jednak królowa Macedonii - Eurydyka (wnuczka Filipa II, siostrzenica Aleksandra Macedońskiego i żona jego szalonego brata - Filipa III Arridajosa), która w 317 r. p.n.e. (opierając się na poparciu wojska) nakazała Antygonowi i Poliperchonowi rozwiązać armię, a żołnierzy przekazać Kassandrowi. Tego zdzierżyć nie mogła inna kobieta - Olimpias (matka Aleksandra). W bitwie pod Eują (na granicy epirocko-macedońskiej) armia Olimpias i Poliperchona pobiła wojska Eurydyki i Filipa III, co otworzyło drogę do zemsty starej królowej. Wrzuciła oboje małżonków do najgorszych lochów a strażnikom nakazała traktować ich w sposób obelżywy. Wreszcie (w grudniu 317 r. p.n.e.) kazała zamordować Filipa III a Eurydyce popełnić samobójstwo. Dwudziestoletnia dziewczyna najpierw obmyła pokryte ciosami sztyletów ciało męża, ubrała je, po czym powiesiła się. Olimpias nakazała również stracić 100 kolejnych zwolenników Kassandra (dopuściła się też zbezczeszczenia grobu Jollasa - brata Kassandra, oskarżając go o otrucie jej syna).




Teraz żądny zemsty Kassander zaatakował Olimpias (która przebywała w Pydnie) i zmusił ją tam do kapitulacji (poddała się w zamian za gwarancję ocalenia życia). Wkrótce potem urządził nad nią sąd "Wszystkich Macedończyków" (na którym nie tylko nie była ona obecna, ale nikt jej tam nawet nie reprezentował), a który skazał ją na śmierć. Olimpias twierdziła że to bezprawie i domagała się uczciwego procesu. Twierdziła że potraktowanie jej w ten sposób jest obrazą bogów, jako że sama była matką żywego boga (Aleksandra Wielkiego jeszcze za jego życia uważano za posiadającego "boską iskrę", a po jego śmierci zaczęły lawinowo powstawać mity i legendy uznające go za jednego z zesłanych z Olimpu na Ziemię bóstw). Kassander się tym jednak nie przejął i wysłał do niej 200 żołnierzy aby wypełnili wyrok sądu. Ci jednak... bali się do niej zbliżyć, jako że uważali iż nie są godni aby pozbawić życia matkę swego wodza i króla. Nie wykonali więc rozkazu. Wówczas Kassander postanowił że najlepiej rozprawią się z nią krewni jej własnych ofiar. Namówił więc tych wszystkich, którym ona wyrządziła jakąś szkodę, by ją po prostu zabili i tak się też stało w 316 r. p.n.e. (choć Olimpias ponoć do końca zachowała godność). W 315 r. p.n.e. Kassander poślubił Tessalonikę (siostrę Aleksandra Wielkiego), aby umocnić swoją pozycję, ale i tak jego władza była znacznie mniejsza niż Antygona, który w tymże (315 r. p.n.e.) miał dziesięć razy więcej pieniędzy i wojska. Sprzymierzył się też z Poliperchonem, oraz zaczął głosić ową "Wolność Hellenów". Antygon Jednooki założył również tzw.: "Związek Wyspiarzy", którego centrum stała się właśnie wyspa Delos.




Oczywiście zaraz inni wodzowie (w tym Ptolemeusz Soter z Egiptu) prześcigali się w deklaracjach utrzymania "Wolności Hellady", gdyż poparcie Greków było jednym z kluczowych elementów zwycięstwa. Nie będę tutaj jednak zagłębiał się w poszczególne etapy wojen diadochów, warto jednak odnotować że w roku 286 p.n.e. (czyli jakieś trzydzieści lat od założenia) Związek Wyspiarzy przeszedł pod polityczne zwierzchnictwo Egiptu. Jeszcze wówczas Delos nie stała się wielkim rynkiem niewolniczym (wciąż utrzymywała się nad nią opinia "świętej wyspy" Apollina), ale mieszkańcom już żyło się coraz lepiej, jako że Delos stawało się nie tylko miejscem pielgrzymek do świątyni Apollina i Artemidy, ale również stabilnym bankiem, gdzie w niespokojnych czasach można było przechować depozyty. Miejscem, które pełniło rolę banku (i udzielało m.in: pożyczek na procent) oraz skarbca w jednym - była właśnie świątynia Apollina. Połączenie świętości miejsca i gwarancja jaką dawali kapłani, była wystarczającym zabezpieczeniem własnego majątku (żaden król czy wódz nie odważyłby się ograbić świątyni, gdyż to oznaczało świętokradztwo, a co za tym idzie możliwość wypowiedzenia mu posłuszeństwa przez wojsko). Szybko jednak świątynia straciła monopol na bankowe usługi i zaczęły wyrastać na Delos prywatne banki, jednocześnie wzrastało zaludnienie wyspy (prawo zabraniające "rodzenia się i umierania" na Delos zostało cofnięte z końcem IV wieku p.n.e.), a bankierzy (tacy jak na przykład Atenodoros z Delos) udzielali pożyczek na procent nawet innym greckim polis.

Wyspa w III wieku p.n.e. bogaciła się w szybkim tempie, a świątynia, która jeszcze na początku tego wieku stanowiła centrum zainteresowania, w drugiej połowie III wieku p.n.e. była już tylko jedną z wielu budowli użyteczności publicznej, jakimi mogli poszczycić się Delijczycy. Powstał tam bowiem (już z końcem IV wieku p.n.e.) teatr, który wzorowany był na ateńskim teatrze Dionizosa, ulokowanym u stóp Akropolu. Mógł pomieścić ok. 10 000 widzów i posiadał wysuwaną platformę (na kółkach), jako część dodatkową do pracy aktorów (na platformach tych ukazywano sceny dodatkowe, nie pokazane bezpośrednio na scenie, jak choćby bitwy, gwałty, rzezie - oraz trupy poległych wojowników, gdzie aktorzy grali w scenkach dodatkowych). Teatr na Delos stał się tak sławny, że na święta religijne (a w Grecji nie istniały święta niereligijne) zjeżdżali tam aktorzy z całego hellenistycznego świata. Teatr stawał się miejscem publicznym (ważniejszym nawet niż świątynia) i to tam ogłaszano wszelkie publiczne informacje (jak choćby te o wyzwoleniu niewolnika czy uhonorowaniu jakiejś postaci np. poety lub aktora). Do dziś przetrwała lista (z 282 r. p.n.e.) sporządzona na marmurowej kolumnie, wymieniająca uhonorowanych ludzi podczas święta Apollina w teatrze na Delos. Są to: Plejstajnetos syn Telesona, Didymos syn Antygona, Stesileos syn Skymnosa, Apenatos syn Herodikosa - wszyscy za wystawienie chóru, Androlas syn Sattosa, Pyrrajtos syn Nesiotesa, Teorylos syn Diaktoridesa i Aristejdes syn Charilasa za komedie. Zostali również uhonorowani aktorzy komiczni: Fajdros z Aten i Kefisios z Histiai, aktorzy tragiczni: Teudoros z Megary, Temistonaks z Paros i Nikostratos z Kassandrei. A poza tym na owych występach teatralnych została wyzwolona niewolnica Eutymosa o imieniu Artemis. Zaś w 259 r. p.n.e. uhonorowano na Delos (m.in.) Rzymianina o imieniu Serdon (magika, który pokazywał "czary"), mającego do pomocy grecką niewolnicę o imieniu Aristion. Oczywiście wszyscy aktorzy, członkowie chóru i sztukmistrze byli mężczyznami, bowiem kobiety nie mogły grać w teatrze (męscy aktorzy grali więc też role kobiece).




Delos szczyciło się kilkoma sławnymi obywatelami (niektórzy z nich otrzymali obywatelstwo za zasługi dla wyspy). Jednym z najsławniejszych był Sostratos syn Deksifanesa, któremu wdzięczni Deliijczycy wystawili pomnik (ok. 280 r. p.n.e.). Sostratos z Knidos był autorem Latarni Morskiej w Aleksandrii (jednego z Siedmiu Cudów Starożytnego Świata). Strabon (grecki historyk z I wieku p.n.e.) napisał na jego cześć panegiryk, który brzmiał m.in.: "By ocalić Hellenów, strażnicę na Faros wzniósł Sostratos Knidyjczyk, syn Deksifanesa. W Egipcie szczytów nie ma ni gór jak na wyspach (...) Toteż tę strzelającą wysoko ku niebu wieżę łatwo jest dostrzec już z niezmiernej dali (...) w noc zaś żeglarz walczący z falami zobaczy wielki ogień płonący na szczycie". Delijczycy wystawili pomnik Sostratosowi nie tylko ze względu na jego dzieło (dzięki któremu stał się sławny), które notabene już w dwieście lat później (w czasach Strabona) posiadało dość dziwny napis (oto bowiem wiadomość dla potomnych umieszczona na wieży brzmiała: "Sostratos z Knidos, syn Deksifanesa, bogom Zbawcom dla ocalenia żeglujących". W czym tkwił problem? W braku imienia królewskiego, ówczesnego władcy Egiptu - Ptolemeusza II, nie jest bowiem możliwe aby takie cudo powstało i król nie kazałby umieścić na nim swego imienia - to po prostu nie mogło się zdarzyć. Dlaczego jednak nie było tam imienia Ptolemeusza II? Cóż, nie było go już w czasach Strabona, ale to nie oznacza że nie było go również ok. 280 r. p.n.e. gdy latarnia morska została oddana do użytku. Po prostu - to jest jedna z hipotez - przebiegły Sostratos swoje imię umieścił na początku, po czym pokrył je dużą ilością tynku i na nim zapisał imię Ptolemeusza II. Wiedział dobrze że po jakimś czasie - zapewne już po śmierci Ptolemeusza II - tynk zejdzie, niwecząc imię władcy a odsłaniając właśnie jego). 


LATARNIA MORSKA NA FAROS W ALEKSANDRII
(Dzieło Sostratosa z Knidos)



Sostratos został jednak uhonorowany pomnikiem na Delos nie tyle za Latarnię Morską, ile za swoje zasługi dla wyspy, gdyż jako członek dworu królewskiego Ptolemeusza II Filadelfosa i jeden z jego osobistych "przyjaciół" (tytuł "przyjaciela" w Egipcie Ptolemeuszy nie oddawał prawdziwości tego słowa, do grona królewskich przyjaciół zaliczali się np. jego przyboczni dworzanie, doradcy a nawet strażnicy, także członkowie rodziny). Pełnił też rolę dyplomaty, a jego majątek w Aleksandrii był ogromny (za własne pieniądze ufundował swojemu miastu - Knidos piękny portyk z krytymi kolumnadami - który pełnił po prostu rolę... dzisiejszych galerii handlowych). Przebywając na dworze w Aleksandrii, lobbował Sostratos za przyznaniem Delijczykom przywilejów handlowych (w tym również samej świątyni), co spowodowało znaczny wzrost majętności mieszkańców (teraz nie tylko dzięki pielgrzymkom, ale też dzięki ulgom podatkowym czerpanym z handlu i z pożyczek bankowych). Sostratos (mimo że nie pochodził z wyspy) został uznany za obywatela, które to obywatelstwo zostało mu przyznane z wielką czcią. Kolejnym uhonorowanym obywatelem Delos stał się Damoteles syn Ajschylosa z Andros. Damoteles był bowiem poetą i muzykiem działającym w "stolicy świata" - Aleksandrii i w swych pieśniach wychwalał piękno Delos i pobożność jego mieszkańców jako "świętej wyspy, świętych ludzi". Uznany został więc przez mieszkańców za "świętego herolda" i nagrodzony wieńcem laurowym i tytułem "Najszlachetniejszego".

Jeszcze innym nagrodzonym był bankier Atenodoros syn Pejsagorasa z Rodos. Jego upamiętnienie na Delos poczynione zostało jednak rękoma Histiajczyków, których ten ocalił od głodu, umożliwiając zakup zboża po zaniżonej kwocie i przyznając im bezprocentową pożyczkę na jego wykup (bowiem z końcem IV wieku p.n.e. zaczął się w świecie greckim prawdziwy kryzys gospodarczy, a ceny wielu produktów gwałtownie poszły w górę. Delos i tak radziła sobie dość dobrze - a przynajmniej znacznie lepiej niż inne greckie polis, ale nie oznaczało to że i tutaj - choć była to maleńka wysepka - nie było biedaków. Byli, tylko nie przymierali głodem, choć musieli ograniczyć się do bardzo prostego posiłku: suchy chleb jęczmienny i woda. W tym okresie 1 medimnos pszenicy - czyli ok. 52 litry - kosztował aż 10 drachm, za to najlepszy robotnik dostawał 2 drachmy dziennie a pomocnicy 1/3 drachmy. Żeby więc utrzymać rodzinę na podstawowym poziomie, trzeba było w ciągu roku zarobić przynajmniej 240 drachm, a nie zawsze była praca. Nic więc dziwnego że niektórzy godzili się na mniejsze stawki, za to stałe zatrudnienie - jak w przypadku robotników świątyni - niż większe stawki a prace sezonowe. Dwadzieścia lat później kryzys nieco osłabł i za 1 medimnos pszenicy płacono już 7,5 drachmy, w połowie III wieku p.n.e. cena spadnie do 5 drachm. Wciąż było to jednak zbyt dużo, szczególnie dla osób które nie miały stałego zajęcia. Dlatego też bezprocentowa pożyczka, jaką Histiajczykom przyznał Atenodoros, była dla nich prawdziwym wybawieniem, nic więc dziwnego że uhonorowali go tablicą pamięciową na Delos i przyznali najróżniejsze inne zaszczyty w swoim mieście).




Poza świątynią i teatrem na Delos przyjezdni kupcy i pielgrzymi mogli podziwiać również zamożne (zaopatrzone w kanalizację) domostwa, takie jak: "Dom Delfinów" czy "Dom Masek" (są to oczywiście nazwy współczesne, a wzięły się od mozaiek namalowanych na ścianach owych budynków). Sam fakt że są to domostwa zaopatrzone w kanalizację i łazienkę - pokazuje iż domy bogaczy miały wiele wymyślnych funkcjonalności, które choćby w naszych czasach są oczywistą normą (ciekawym jest również fakt, jak wiele elementów nowoczesności znajdowało się zarówno w greckich jak i rzymskich domach, oczywiście obok funkcjonowały również elementy całkowicie archaiczne - jak choćby... brak szyb w oknach). Przeskoczmy jednak III wiek p.n.e. gdy potęga handlowa Delos dopiero się wykuwała i przejdźmy od razu do wieku II p.n.e. gdy wyspa stała się prawdziwym centrum niewolniczego świata, a mieszkańcy zbijali na handlu i sprzedaży owych (najczęściej porwanych przez piratów, lub uprowadzonych w wyniku działań wojennych) nieszczęśników - ogromny majątek.




CDN.

19 lutego 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXXVI

CESARSTWO - MU
(LAMAR)
Cz. II



Kontynent LAMAR po zniszczeniu przez Gady kontynentu HYPERBORNEI ok. 1 320 000 lat temu.

Widać kształtowanie się dzisiejszych kontynentów, a także tworzenie kontynentu LAMAR (MU), oraz ATLANTYDY. Wówczas jeszcze Atlantyda była jedną wielką wyspą, zaś MU, składało się z kilku większych części. Ten stan trwał do katastrofy z ok. 800 000 lat temu, potem kontynenty tworzące Lamar zbiły się w jedną wyspę, zaś Atlantyda podzieliła się na dwie części RUTĘ i DAJĘ (ok. 200 000 lat temu). Po wielkiej katastrofie, związanej z pojawieniem się w naszym Układzie Słonecznym planety Nibiru (ok. 80 000 lat temu), część kontynentu MU pogrąża się w wodach oceanu, natomiast Daja rozpada się na dwie mniejsze wyspy - ARYAN i OG. Po kolejnej katastrofie z ok. 50 000 lat temu, większa część Ruti tonie, a to co pozostaje, otrzyma nazwę Poseidii - i będzie jedynym kontynentem tworzącym ową "mityczną" wyspę Atlantydę, opisywaną przez Platona, która to pogrąży się w odmętach Atlantyku ok. 12 500 r. p.n.e. Cesarstwo MU zaś zostanie zniszczone przez Atlantów (a sama wyspa zatopiona) ok. 25 000 lat temu.





MU
WIELKA KOLONIZACJA ZIEMI



Katastrofa, która miała miejsce ok. 80 000 lat temu i która zatopiła część kontynentu Lamar, spowodowała jednocześnie odrodzenie potęgi Cesarstwa MU. Okres tych 30 000 lat, jaki upłynął od roku 80 000 p.n.e. do 50 000 p.n.e. (czyli wyzwolenia się aremoniańskich kolonii MU spod dominacji Cesarstwa), to czas największego rozkwitu i tzw.: "Złotego Wieku" Imperium MU. W ciągu tych 30 000 lat rozpoczęto zakrojoną na wielką skalę akcję kolonizacyjną pobliskich (i tych bardziej odległych) kontynentów. Teraz chciałbym opowiedzieć właśnie o kierunkach owej kolonizacji. Mam też nadzieję, że niczego nie pomylę, oraz że nadal będę się trzymał chronologii wydarzeń (co wcale nie jest takie łatwe, zważywszy na zagmatwanie tekstów pochodzących z channelingów). Tak więc można liczyć okres "kolonialny" Cesarstwa MU od ok. 80 000 lat temu, ale nie jest to data zbyt dokładna. Tak naprawdę to pierwsza wielka kolonizacja Aremonian z MU zaczęła się po 74 000 r. p.n.e., czyli po przybyciu ze zniszczonej przez jej mieszkańców planety Malona - pierwszej białej rasy. Tworzące społeczeństwo Lemurian dwie dotychczasowe rasy - Czerwona i Czarna, nie dążyły zbytnio do kolonizacji nowych terenów, dopiero pojawienie się przedstawicieli agresywnej Białej rasy z Malony, zmieniło tę sytuację, choć oczywiście nie stało się to od razu. Początkowo Biali przybysze byli bardzo ulegli i przestraszeni, trzeba było dość długiego czasu, nim te rasy się ze sobą przemieszały, a Biali nabrali większej pewności siebie. Gdy to się stało, społeczeństwo cywilizacji MU rozpoczęło ogromną akcję kolonizacyjną, zasiedlając większość dzisiejszych ziemskich kontynentów.

Mimo iż ogromną, dominującą większość w społeczeństwie MU odgrywała rasa Czerwona, to jednak po roku 74 000 p.n.e., a już szczególnie po 70 000 r. p.n.e. - to rasa Biała zdobyła decydujący wpływ na politykę Cesarstwa. Oczywiście do tego czasu wszystkie trzy rasy zdążyły się już ze sobą wymieszać. Dzięki temu kolejne pokolenia Aremonian z MU stawały się coraz inteligentniejsze, bardziej przedsiębiorcze, oraz bardziej... agresywne i wojownicze. Biała rasa (pochodząca bezpośrednio z Liry) ma to do siebie, że prócz tego iż jest najbardziej inteligentna, to jednocześnie jest też i najbardziej agresywna i dążąca do konfrontacji - ze wszystkich ludzkich ras we Wszechświecie. Biała rasa ludzka, stanowi wielkie zagrożenie dla innych, spokojniejszych ras (i to nie tylko ludzkich). Równać się z nimi mogą tak naprawdę - jedynie Gady (głównie Reptoidy). To Biali pokonali w Trzeciej Wojnie Galaktycznej Reptilian, to Oni stworzyli na Ziemi pierwszą adamiczną rasę prymitywnych robotników - LU-LU i to Oni potem stworzyli ADAMA i LILITH - pierwszą parę ludzką, od której wywodzimy nasz genotyp. To także Oni stworzyli bardzo agresywne społeczeństwo Atlantydy, które następnie pokonało w wojnie i doprowadziło do zatopienia swą dawną Ojczyznę/Matkę - MU. Lecz na razie nie wyprzedzajmy faktów i trzymajmy się chronologii wydarzeń. Co ciekawe, Biali mają też większą skłonność do uwypuklania i preferowania w społeczeństwie głównie cech męskich (takich jak siła, sprawność i inteligencja zrodzona z nauki), zaś eliminowania lub oddalania na dalsze pozycje - cech żeńskich (takich jak łagodność, uczuciowość, dążenie do kompromisu, oraz mądrość wyrosłą z doświadczenia).

Wśród ras Czarnych, Żółtych a szczególnie Czerwonych - te proporcje są o wiele bardziej wyrównane, na korzyść płci i cech żeńskich. Jedynym znanym mi z channelingów wyjątkiem od tej reguły są wśród rasy Białej bodajże tylko - TJehooba, gdzie kobiety pełnią te same co mężczyźni obowiązki i nie ma tam wyraźnego podziału na męskie i żeńskie zajęcia (może prócz strojów, tym bardziej że tamtejsze społeczeństwa często są androgeniczne). Jest to w ogóle wyjątkowo nieagresywna ludzka rasa (która nie wzięła też udziału w wojnach z Gadami, ograniczając się jedynie do niewielkich zadań zwiadowczych na rzecz Federacji Galaktycznej). Nawet Plejadianie, od których w dużej mierze wywodzi się ród Adama (nie mówiąc już o Nibiruanach z Malony), preferują głównie rozwój cech męskich w swym społeczeństwie (dobrym przykładem jest fakt iż tylko mężczyźni mogą mieć po kilka żon jednocześnie, kobiety zaś muszą ograniczyć się tylko do jednego męża - zaś małżeństwa są na Errze zawierane do końca życia jednego z małżonków). Natomiast ciekawie te męsko-damskie relacje wyglądają wśród rasy gadziej, reptiliańskiej. Jeszcze o tym nie pisałem, a jest to dość interesujący temat, zważywszy na zmiany jakie się dokonały w społeczeństwie Gadoidów (tylko z Oriona i Bellatrix), po klęsce w Trzeciej Wielkiej Wojnie Galaktycznej z Ludzkością . Postaram się ten temat także wkrótce opisać.

Od ok. 70 000 roku p.n.e. rozpoczyna się wielka kolonizacja z MU w dwóch podstawowych kierunkach - południowo-zachodnim (południowa Azja, Indie, Chiny), oraz wschodnim (Ameryka Północna, Południowa i Środkowa, Atlantyda, Północna Afryka oraz Zachodnia, Północna i Południowa Europa). Na kierunku wschodnim koloniści z MU dotarli nawet do żyznej doliny Mezopotamii, gdzie były zlokalizowane główne ośrodki miejskie Nibiruan, znane nam pod ogólną nazwą - EDEN. Przedstawię po kolei kierunki kolonizacji Aremonian z MU, zaczynając od południowo-zachodniego, oraz od razu opiszę prowincje tam zakładane, które z biegiem czasu stały się niezależnymi od Savanasy państwami (a niektóre nawet wielkimi imperiami). Oto one:


KOLONIZACJA AZJATYCKA
POWSTANIE PROWINCJI - UJGHUR


Kolonizacja południowo-zachodnia objęła cały rejon Oceanu Spokojnego oraz południowej i środkowej Azji (w tym dzisiejsze Chiny). Powstała tu wielka prowincja, która później zostanie zapamiętana jako Imperium UJGHUR. Kolonizacja południowo-zachodnia rozpoczęła się (podobnie zresztą jak wschodnia) ok. 70 000 lat temu. Koloniści, którzy zasiedlili krainę znaną potem jako Ujghur, pochodzili z białej rasy z MU (jak opisują to channelingi - mieli jasną skórę, mleczno-białą, oraz rozmaity kolor włosów i oczu, gównie jednak byli oni blondynami, o niebieskich oczach). Centrum nowo założonej prowincji wyznaczono na terenach dzisiejszego Tybetu i pustyni Gobi, która wówczas była niezwykle zieloną, pełną pól, lasów, jezior i rzek krainą, wówczas jeszcze całkowicie równinną, góry Tybetu (wraz z najwyższym obecnie szczytem górskim - Mont-Everestem) jeszcze się nie ukształtowały. Założono tutaj szereg ogromnych miast, podobnych do tych, jakie były na ich macierzystej wyspie - Lamar. W miastach tych wznoszono ogromne gmachy publiczne (dla "gubernatorów" i namiestników prowincji). Stolicą prowincji Ujghur było miasto o nazwie Kara-Kota, leżące na południe od istniejącego już wówczas (choć posiadającego inny kształt) jeziora Bajkał, na terenach dzisiejszego Tybetu. Koloniści napotkali tutaj prymitywne (choć nie tak bardzo jak Czarni Bakaratinianie z MU) plemiona dawnych Żółtych Bakaratinian, którym złożyli propozycję zjednoczenia i wspólnego tworzenia nowej krainy. 

Doszło wówczas do podziałów, część Żółtych przyjęła propozycję przybyszów z MU (zwanych odtąd Ujghurami), część zaś postanowiła nadal żyć tak, jak żyli dotąd - czyli jako wędrowne plemiona koczownicze. Ci, którzy zamieszkali w miastach i wymieszali się z Białymi kolonistami z MU, dali początek nowej ludzkiej rasie - dzisiejszym Mongołom. Natomiast związki Żółtych z rasą Mongołów (których jedno z rodziców pochodziło z rasy Białych a drugie z rasy Żółtych), przyniosło powstanie dzisiejszej rasy Chińczyków. Mimo to, ci którzy nie chcieli podporządkować się prawom Imperium MU (i jego kolonii Ujghur) musieli zostać albo zniszczeni, albo zniewoleni. Tak też się stało, bardzo szybko (dysponując większą technologią) udało się pokonać i zniewolić pozostałą rasę Żółtych Bakaratinian. Ich potomstwo z Mongołami wkrótce też zaczęto uważać za niewolników, a z czasem... zniewolono i samych Mongołów. Jedynie rasa Biała - była rasą panów -ARYJCZYKÓW, którzy mogli panować i panowali w Imperium Ujghur nad "podlejszymi" rasami (jak to określano). Prowincja Ujghur od. ok. 50 000 r. p.n.e. zrzuciła zależność od MU i stworzyła swoje własne Imperium (pamiętajmy że jeszcze przed wybuchem II Wojny Światowej niemieccy naziści wysyłali misje badawcze właśnie w rejon Tybetu, aby szukać zaginionego Imperium UJGHUR i miasta Kara-Kota. Zresztą powiedzmy sobie szczerze, główne ludy, które potem rozprzestrzeniają się w Europie, czyli Słowianie i Celtowie wyjdą właśnie stamtąd, z "Kolebki" czyli z Imperium Ujghur - pierwszego imperium aryjskiego. Ale stanie się to już po jego zniszczeniu przez Atlantów).   


KOLONIZACJA WSCHODNIA
POWSTANIE SPOŁECZEŃSTWA ATLANTÓW


Po zniszczeniu przez Gady Hyperborei, na początku III Wielkiej Wojny Galaktycznej (ok. 1 320 000 lat temu), kontynent ten, w wyniku długiego procesu naturalnego, uległ dużym zmianom, co spowodowało wyłonienie się kontynentu LAMAR. Kontynent Lamar (ok. 800 000 lat temu), podzielił się z kolei na dwie główne części - wschodnią i zachodnią. Częścią zachodniego kontynentu, stała się wyspa Atlantyda. Ok. 200 000 lat temu miał miejsce kataklizm, który spowodował pęknięcie wyspy na dwie części - większą Rutę i mniejszą Datję. Nim jednak do tego doszło, wyspa Atlantyda - jeszcze w swym naturalnym kształcie (sprzed katastrofy z 200 000 r. p.n.e. - "naturalny kształt" wyspy jest przedstawiony w mapce u góry), została zasiedlona po raz pierwszy już ok. 900 000 lat temu wraz z pierwszymi kolonistami, którzy przybyli na Ziemię na polecenie Federacji Galaktycznej po zakończeniu Wojny z Gadami (ok. 1 240 000 r. p.n.e.) Koloniści (z różnych systemów gwiezdnych) podzielili się na kilka plemion, które opanowały wyspę. Najpotężniejszymi z nich okazali się Praturańczycy, którzy założyli największe miasto ówczesnej Atlantydy - CERNE, miasto żeglarzy i największy port morski ówczesnego świata (na długo zanim ukształtowała się wyspiarska potęga miast-państw GOR - o czym pisałem w poprzednich tematach). Cerne było majestatycznym miastem, pełnym wspaniałych budowli i pomników oraz posiadającym ogromny port morski.

Praturańczycy należeli do rasy Czerwonożółtej z planety TURAN. Opanowali oni środkową i wschodnią część wyspy, tworząc tam swoje państwo. Wraz z nimi przybyli ich pobratymcy (o tym samym kolorze skóry) Prasemici, którzy zajęli północny-wschód ówczesnej Atlantydy. Z planety Rmoah przybyli Czerwonoskórzy Rmoahalowie, którzy opanowali południe wyspy. Praturańczycy z biegiem lat podporządkowali swej władzy zarówno Prasemitów jak i Rmoahalów i odtąd niepodzielnie władali wyspą, aż do wielkiej katastrofy z 200 000 roku p.n.e., w wyniku której Atlantyda podzieliła się na dwie części - Rutę i Datję. Stolica ówczesnej Atlantydy - potężne Cerne, zniknęło w morskich odmętach, a trzy wyżej wymienione rasy - w wyniku katastrofalnych trzęsień ziemi, powodzi, tornad i tsunami - cofnęły się w rozwoju i wróciły do budowy szałasów oraz lepianek. Ich cywilizacja podnosiła się bardzo powoli z upadku i gdy nadeszła kolejna katastrofa (ok. 80 000 lat temu), w wyniku której Datja rozpadła się na dwie mniejsze wyspy - Aryan i OG - ponownie ich dobiła. Stali się przez to łatwym łupem kolonistów z MU, którzy przybyli na wyspę (po wcześniejszym opanowaniu i skolonizowaniu dzisiejszego Jukatanu i całej Środkowej Ameryki) ok. 70 000 lat temu. Co ciekawe, Atlantyda została skolonizowana o wiele wcześniej, niż kontynenty Północnej czy Południowej Ameryki (po prostu kolonistom bliżej było z Jukatanu na Atlantydę, niż na stepy dzisiejszych Stanów Zjednoczonych).

Koloniści z MU bardzo szybko podporządkowali sobie dawnych Praturańczyków, Prasemitów i Rmoahalów (zważywszy że tamtych nie było wielu), a ich dawna cywilizacja i technologia została zniszczona i pogrążona w wodach Oceanu Atlantydzkiego, wraz z zatopieniem stolicy ich imperium - Cerne. Potem Czarni koloniści z MU skrzyżowali się z Rmoahalami, tworząc niektóre z dzisiejszych afrykańskich ras. Co ciekawe, o ile w kolonizacji południowo-zachodniej brała udział przede wszystkim Biała rasa z MU (dawni przybysze z maloniańskich kolonii), o tyle kolonizacja wschodnia dotyczyła głównie pierwotnej, czyli Czerwonej rasy z planety Aremo (pierwotni mieszkańcy kontynentu MU), oraz (w mniejszości) Czarnej rasy dawnych Bakaratinian, wchodzących w skład obywateli Cesarstwa MU. Tak więc koloniści Czerwonej rasy z MU, wylądowali na Atlantydzie i bardzo szybko ją sobie opanowali (początkowy opór stawili jedynie Rmoahalowie, szybko jednak zostali pokonani i zmuszeni do kapitulacji). Po opanowaniu wyspy, Czerwoni podzielili się na dwa główne plemiona, które odtąd zaczęły władać  atlantydzką prowincją Imperium MU. Byli to - Tlawatlowie i Toltekowie. Wkrótce Toltekowie zdominowali wyspę i podporządkowali swej władzy również i Tlawatlów. Była to niezwykle piękna rasa. To właśnie oni doprowadzili do powstania I Imperium Atlantydy (które jednak nadal formalnie pozostawało prowincją Imperium MU i nie zerwało kontaktów z dawną wyspą i jej stolicą - Savanasą). Wszelkie relacje z Imperium MU zerwą dopiero Biali koloniści z Malony, którzy przejmą władzę na wyspie ok. 50 000 r. p.n.e. i stworzą niepodległe II Imperium Atlantydzkie (a ok. 25 000 r. p.n.e. pokonają w wojnie Cesarstwo MU i doprowadzą do zatopienia cały ten kontynent). To właśnie pod ich rządami zaistnieją najważniejsze wydarzenia w dziejach Atlantydy, jak choćby powstanie Zakonu Synów Beliala, wojny ze zwierzętami, czy rozwój technokratycznego społeczeństwa, które ostatecznie zostanie zniszczone przez Syrian i Plejadian - jako zagrożenie dla innych ziemskich ras i imperiów.


Ziemskie kontynenty ok. 20 000 r. p.n.e., czyli już po zatopieniu kontynentu MU (25 000 lat temu), powstaniu Poseidii (czyli II Imperium Atlantydy), a przed sławetnym (opisywanym przez Platona) zatopieniem wyspy w morskich odmętach - ok. 12 500 r. p.n.e.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XVII

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XIV



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XIV






PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE:
SŁOWIANIE
(CYWILIZACJA FILISTYŃSKA)
(ok. 1200 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)
Cz. II



FILISTEA
CZASY EKSPANSJI
(ok. 1100 - 925 r. p.n.e.)
Cz. I



Epoka ekspansji i dominacji polityczno-kulturowej Filistynów w Palestynie zaczęła się tak na dobrą sprawę już ok. 1150 r. p.n.e. Nie wiadomo dokładnie kiedy nastąpiła konfrontacja militarna miast-państw Filistei z resztą ludów Kanaanu, a szczególnie z Habiru, czyli z Hebrajczykami; ale najprawdopodobniej miało to miejsce właśnie w połowie wieku XII p.n.e. Należy też dodać, że po inwazji Ludów Morza lokalne plemiona podporządkowywały się Filistynom i zawiązywały z nimi związki podparte małżeństwami (stąd tak trudno nieraz odróżnić Kananejczyków od Filistynów, zaś w wieku XI p.n.e. czy X p.n.e. wszelkie różnice tak się zacierają, że odróżnienie tych ludów od siebie staje się już praktycznie niemożliwe). Do pierwszego zaś konfliktu Habiru i Filistynów doszło za czasów biblijnego sędziego Szamgara, syna Anata. Było to zapewne właśnie ok. 1150 r. p.n.e., ale problem nastręcza imię owego sędziego, o którym wiadomo niewiele więcej. Otóż w Księdze Sędziów jest zapisane, że ów Szamgar sam miał zabić 600 Filistynów, jako broni używając ościenia na woły. To oczywiście jest piękna bajka, jakich wiele w Starym Testamencie (choć Księga Sędziów i tak jest pod tym względem najmniej bajkowa). Problem polega jednak na tym, że ów Szamgar nie zawsze figuruje w spisie sędziów Izraela (np. spis który przedstawiłem w poprzedniej części go nie uwzględnia) i nie wiadomo dokładnie jakiemu plemieniu Izraela przewodził. Po drugie, jego imię jest pozbawione semickiej etymologii, a po trzecie, nawiązanie do Anat ("syn Anat") kananejskiej bogini wojny - całkowicie go deprecjonuje jako sędziego Izraela, tym bardziej że już wówczas religia mojżeszowa stała się wyznacznikiem "rasowości" narodu wybranego i jego odróżnieniem od innych ludów (choć oczywiście nie przeszkadzało to wielu Żydom przyjmować rodzime kulty kananejskie, tym bardziej że większość z nich swe korzenie miała właśnie w Kanaanie, a przynależność do "narodu wybranego" brała się jedynie ze wspólnego doświadczenia niewoli egipskiej, a potem w uznaniu dominacji religii mojżeszowej). Walka, która się w tym czasie rozpoczęła, zakończyła się z całą pewnością podporządkowaniem politycznym plemion hebrajskich dominacji Filistynów, a triumf i zabicie przez Szamgara sześciuset Filistynów pełni rolę legendy, mającej tę dominację jakoś usprawiedliwić i umniejszyć.

Dlaczego uważam że Hebrajczycy zostali wówczas podporządkowani władcom nadmorskiego Pentapolis i ludów z nim sprzymierzonych? A choćby dlatego, że w "Pieśni Debory" mówi się o buncie sześciu plemion hebrajskich przeciw dominacji Filistei, a Debora była (co najmniej) trzecim sędzią Izraela (oczywiście sędziowie ci byli tylko lokalnymi przywódcami plemiennymi, ale wymienieni w Starym Testamencie tzw." "sędziowie więksi" - a do nich m.in. zaliczają się Debora, Gedeon i Samson - zapewne potrafili zjednoczyć pod swoim przywództwem kilka hebrajskich plemion). Nie wiadomo dokładnie kiedy mogło dojść do owego buntu, ale ponieważ Debora była (oficjalnie) trzecim sędzią po śmierci Jozuego (który nie był wliczany do sędziów), zatem można ostrożnie przyjąć, że bunt sześciu plemion Izraela (Naftali, Zebulon, Issachar, Machir i Efraim) mógł nastąpić w kolejnym pokoleniu, czyli ok. 1120 r. p.n.e. (w tym momencie byłoby to jakieś pięćdziesiąt lat od wejścia Hebrajczyków do Kanaanu). Doszło wówczas do starcia owych sześciu plemion prowadzonych przez Deborę i sędziego Baraka, z wojskiem króla Jabina z Hazor (Chasor?) oraz Sysery z Charoszet-Haggoim. Jabin jest w "Pieśni Debory" tytułowany "królem Kanaanu" a Hazor nie ma mocnych związków z Filisteą, jednak jego wódz - Sysera ma już imię całkowicie niesemickie. Zapewne więc mamy tutaj przykład swoistej symbiozy kananejsko-filistyńskiej, gdy "król Kanaanu" Jabin z Hazor, wspomagany jest siłą żelaznych filistyńskich rydwanów dowodzonych przez Siserę. A armia filistyńska była wówczas najpotężniejszą siłą całego regionu, zaopatrzona nie tylko w zwrotne rydwany bojowe, ale przede wszystkim w żelazo, której to produkcji Filistyni strzegli jak oka w głowie, nie pozwalając zapoznać się z nią rzemieślnikom z innych miast Kanaanu, a przede wszystkim Hebrajczykom (w starciu Dawida z Goliatem, Goliat jest określany w Starym Testamencie jako potężny wojownik z żelazną włócznią i tarczą). A żelazo było bronią, którą obawiali się nawet Egipcjanie. Mimo to bitwa nad potokiem Kiszon została wygrana przez Izraelitów, co też wydaje się pewną propagandową opowiastką, zważywszy że w kolejnych latach Filistyni całkowicie dominują (również kulturowo) nad Hebrajczykami, a kolejne walki czy to Samsona, czy Saula czy Dawida pokazują jedynie że Izraelitom było bardzo trudno wyzwolić się spod tej dominacji. Jeśli więc rzeczywiście w tej bitwie plemiona Hebrajczyków wzięły górę nad "lasem ludów" (jak w Księdze Sędziów określa się wojska kananejsko-filistyńskie), to było to starcie jedynie ludów Północy, czyli kresów dominacji filistyńskiej, zaś główne siły z nadmorskiego Pentapolis nie brały udziału w tej bitwie. Być może jednak udało się Izraelitom wówczas odnieść jakiś sukces, o czym świadczy chociażby imię męża Debory - Lappidota (co znaczy "błyskawica"), oraz jej samej (co znaczy "pszczoła"), nie są to jednak (ponownie) imiona semickie.

 


Starcie nad potokiem Kiszon pokazuje jednak jeszcze jedną rzecz, a mianowicie fakt, iż część plemion Izraela nie przyłączyła się do koalicji (a były to główne plemiona m.in.: Judy, Symeona, Lewiego i Manassesa), poza tym Barak i Debora widzieliby w swej koalicji również inne ludy kananejskie, jak na przykład: Danitów (bardzo blisko sprzymierzonych wówczas z Filistynami z Pentapolis, zresztą olbrzym Goliat pochodził właśnie z ludu Danitów. O tym plemieniu w Księdze Sędziów 5,17 jest zapisane, że w tym czasie: "Żeglował na okrętach"), Gileadów (którzy: "Mieszkali sobie za Jordanem" Sdz. 5,17). Debora ma również pretensje do plemienia Ruben (które to: "Siedziało bezczynnie między dwiema owczarniami" Sdz. 5,16), a zamieszkiwało ziemie na wschód od Jordanu i na północ od Morza Martwego. Wygląda więc na to, że owe zwycięstwo Izraela było niewielkie (jeśli w ogóle nastąpiło), a brak wsparcia wymienionych wyżej ludów i żale nad nieudzieleniem pomocy hebrajskiej koalicji są tu niezwykle wymowne (nie wyraża się bowiem krytyki co do braku wsparcia, w przypadku zdecydowanego zwycięstwa, które jest niepodważalne). Być może Sisera zginął w bitwie, a Filistyni się wycofali, zabierając ze sobą wcześniej zdobyte łupy (oczywiście jest to jedynie moje przypuszczenie, ale w "Pieśni Debory" matka Sisery martwi się, że syn nie zjawia się na swym rydwanie, a wówczas: "najroztropniejsze z księżniczek odpowiedziały jej (...) Zapewne natrafili na łup i dzielą go, jedną brankę, dwie branki na głowę wojownika, łup z barwnych tkanin dla Sisery" Sdz. 5,28-30). Sukces Hebrajczyków (jeśli w ogóle nastąpił), odnosił się jedynie do kresów północnej dominacji Filistei i zapewne był krótkotrwały. Pokazuje to również dobitnie, że wiele plemion hebrajskich nie zamierzało dołączać do koalicji Debory i Baraka i pozostało wiernym władcom Pentapolis, a to znów świadczy o tym, że nie ma mowy o żadnej koalicji 12 plemion Izraela i każde z nich żyło własnym losem i ciążyło ku innym prądom i dopiero w czasach Saula oraz Dawida rozpoczęło się powolne scalanie tych plemion w jedną całość.

Bez wątpienia najsilniejszym miastem-państwem Filistei był w XII wieku p.n.e. Aszkelon. Niestety, nie wiadomo czy w wiekach późniejszych było podobnie (Aszkelon całkowicie bowiem znika z tekstów hebrajskich, co jednak nie znaczy że miasto zostało zniszczone, gdyż pojawiają się wzmianki o jego istnieniu, ale nie ma nic konkretnego o jego wielkości). Można jednak przypuszczać, że aż do wieku X p.n.e. Aszkelon utrzymał swą dominującą pozycję w Filistei, a potem zaczął ją tracić na korzyść Jerozolimy (wówczas już miasta dawidowego). Aszkelon w XII wieku p.n.e. zajmował obszar 60 ha., podczas gdy drugi w kolejności - Ekron zaledwie 20 ha., Aszdod - 7 ha., a Gat tylko 4 ha. Mimo to przy nich Jerozolima (wówczas jeszcze Jebus) ze swoimi 2 ha. wypada bardzo blado. W tym czasie aż do 925 r. p.n.e. (czyli do inwazji Egiptu na Palestynę i złamania potęgi Filistei) Filistyni dominowali pod praktycznie każdym względem: militarnym (rydwany bojowe, żelazne miecze, włócznie i tarcze), gospodarczym (rozwój handlu zamorskiego, który z Kraju Nadmorskiego oraz Fenicji uczynił główne ośrodki ekonomicznego rozwoju Kanaanu) i kulturalnym (religia, wróżbiarstwo, odniesienia literackie), a Hebrajczycy (i inne ludy Kanaanu) nie był w stanie wydobyć się spod tej dominacji (a nawet można powiedzieć że Filistyni traktowali ziemie na zachód od Jordanu jako miejsce swej ekonomicznej ekspansji, polegającej na celowym ubożeniu tamtejszych ludów - zakaz przekazywania im techniki wyrobu żelaznej broni, a także ograniczanie wywozu luksusowych towarów sprowadzanych morzem, poza Kraj Nadmorski i kilka przygranicznych miast-państw). Wyglądało to więc tak, jakby bogaci Europejczycy przybyli do Afryki w XIX wieku i zaczęli tutaj zakładać swoje faktorie, jednocześnie pozbawiając miejscową ludność jakiegokolwiek dostępu do zachodniej cywilizacji. I rzeczywiście, najbardziej rozwinięte miasta, to te nadmorskie w rejonie Pentapolis, Równiny Saron i Jezreel (choć w znacznie mniejszym stopniu) oraz ziem Fenicji, zaś cała reszta środkowego i wschodniego Kanaanu to była uboga prowincja, zasiedlona przez sprzymierzone lub podporządkowane Filistynom ludy. Aby uświadomić sobie zakres dominacji Filistynów w samej środkowej tylko Palestynie, wymienię miasta, które albo były przez nich kontrolowane, albo też zależne, a były to (po odliczeniu miast nadmorskiego Pentapolis): Lakisz, Gerar, Ziklag, Libna, Timna, Gezer (całkowicie kontrolowane), Jebus (Jerozolima), Bet-Szemesz, Jarmut, Esztaol, Eglon, Hebron, Debir, Gibeon, Bet-Horon i kilka innych (zależne od Filistei). A mówimy tutaj jedynie o ośrodkach środkowej Palestyny, czyli ziem na których nie doszło do konfliktu omawianego w "Pieśni Debory". O rozwoju kolejnych miast nadmorskich i dalszych losach filistyńskiej ekspansji w czasach Samsona, Samuela, Saula, Dawida i Salomona, aż do inwazji faraona Szeszonka I - opowiem w kolejnej części




Należy jednak dodać, że ekspansja Filistynów nie była jedyną, jaka w tych czasach zaistniała w Kanaanie. Co prawda w samej Palestynie ich dominacja była niepodważalna, ale już na północy musieli się oni (przez pewien czas) mierzyć z wzrastającą siłą Asyrii, która za wojowniczego władcy Tiglat-Pilesara I (panował w latach ok. 1114-1076 r. p.n.e.) wykroiła sobie dostęp do Morza Śródziemnego poprzez opanowanie kraju Amurytów w Syrii. Tiglat-Pilesar I (pra-pra wnuk Ninurty-apir-Ekura wywodzącego się z bocznej linii dynastii Belu-Bani - czyli pierwszego władcy Asyrii, który nie był tylko plemiennym wodzem) przejął kraj stabilny, z silną armią, stworzoną przez jego ojca - Aszur-resz-iszi I (panował w latach ok. 1132-1114 r. p.n.e.) i najpierw wyruszył przeciw plemionom północnym, które szybko podbił i spacyfikował (a byli to: Muszkowie, Nairijczycy i Kadmuchy) docierając do "wielkiego morza" (czyli Morza Czarnego). Po dokonaniu tych podbojów, Tiglat-Pilesar przyjął (ok. 1110 r. p.n.e.) tytuł: "króla czterech stron świata", a w czwartym roku swego panowania wyruszył przeciwko Amurytom i jak się chwalił w swej inskrypcji nagrobnej: "Dwadzieścia osiem razy przeprawiłem się przez Eufrat prześladując Aramu, co roku dwukrotnie. Od Tadmor w kraju Amurri, Anatu w kraju Suchi aż do Rapiku w kraju Karduniasz zadałem im klęskę (...) Mieszkańców tych terenów zniewoliłem, dobytek ich przywiozłem do mego miasta Assur". Zdobył nadmorskie miasto Byblos, co pozwoliło rozwinąć handlowe skrzydła fenickiemu Sydonowi (choć Byblos odbuduje się i w IX wieku p.n.e. i gdzie powstanie dynastia przedsiębiorczych królów, począwszy od Ahirama I, który w podzięce zorganizował dla "króla czterech stron świata" niecodzienne przedstawienie, czyli polowanie na delfina - którego ów władca miał osobiście zabić). W czasach Tiglat-Pilesara I Asyria doszła do Morza Czarnego i Śródziemnego, stając się zagrożeniem dla Kanaanu, ale już za następców owego króla doszło do załamania się asyryjskiej potęgi i walk o władzę w samej rodzinie królewskiej (dwaj bracia toczyli wówczas ze sobą wojnę o tron, a młodszy - Aszur-bel-kala ok. 1073 r. p.n.e. obalił swego brata - Aszared-apil-Ekura i przejął władzę). Liczne bunty w miastach, spowodowane klęskami głodu oraz niestabilność polityczna w Asyrii i Babilonii spowodowała eliminację owego północnego zagrożenia dla filistyńsko-kananejskiej Palestyny.




Znacznie wcześniej Filistyni wyprawili się zbrojnie przeciw Sydonowi i ok. 1150 r. p.n.e. zdobyli na krótko to miasto. Nie wiadomo czym była podyktowana wyprawa na Sydon, ale zapewne dominowały tam względy ekonomiczne a nie polityczne (Sydon, Byblos i Tyr byli konkurentami miast nadmorskiego Pentapolis w odbiorze towarów pochodzących z Grecji, Krety i Egiptu). Upadek Sydonu pozwolił wzmocnić się Tyrowi, ale wzajemna konkurencja tych dwóch miast trwała nieprzerwanie aż do ok. 1000 r. p.n.e. kiedy to Tyr przejął już całkowitą dominację w handlu północnym. Na południu zaś wszelka wymiana handlowa odbywała się przez port w Aszkelonie i Jaffie, skąd potem rozszerzała się na cały Kraj Nadmorski (z pominięciem palestyńskiej ubogiej prowincji). Tak też urosły w siłę miasta, które pod przewodem sędziego Samsona wystąpiły zbrojnie przeciw dominacji Filistei, a jak to się skończyło - o tym już w następnej części.




CDN.

18 lutego 2026

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. VIII

CZYLI JAK TO KRÓL
RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV
PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE
CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO
W KONSTANTYNOPOLU





1645 r.
IMPERIUM OSMAŃSKIE
Cz. IV




Rok 1628 był to też pierwszy rok, w którym 16-letni Murad zademonstrował swoją niezależność od matki. Po pierwsze, ponownie (po ponad czterech latach) zaczął zapełniać harem młodymi kobietami, po drugie stawał się brutalny i nie znosił sprzeciwu (jak na swoje lata był silny fizycznie i często tę siłę demonstrował na swych dworzanach czy kobietach z haremu - pisałem już o jego rozrywce, polegającej na strzelaniu do nagich niewolnic, które zmuszał by nurkowały pod wodą, póki nie pozwoli im wypłynąć). Często przebierał się w strój zwykłego kupca i wraz ze swą strażą udawał się do miasta, aby obserwować ludzi. Jeśli spotkał pijaków, kazał ich bić, albo też bił ich osobiście - poza tym lubił jak się go bano. Dni więc spędzał na sprawach państwowych (jeszcze swoje decyzje konsultując z matką), oraz na eskapadach miejskich, podczas których bił i wrzucał do morza tych, których uznał za nieprzestrzegających zasad islamu. Noce zaś spędzał zupełnie inaczej, a mianowicie otaczał się poetami oraz muzykantami, z którymi rozmawiał o poezji i literaturze. Sam również pisał wiersze (pod pseudonimem Muradi). Podczas tych "wieczorków poetyckich" sułtan pił mnóstwo wina i tutaj już nakazy islamu mu nie przeszkadzały. Coraz częściej też podważał rozkazy sułtanki Kosem, która z każdym miesiącem traciła na niego wpływ. Wreszcie (jeszcze w 1628 r.) nakazał zamknąć w podobnym pomieszczeniu, w jakim siedział jego wuj Mustafa, bez okien i drzwi, swego młodszego brata - Ibrahima. Kosem prosiła go aby cofnął ów rozkaz, gdyż obawiała się że Ibrahim oszaleje w ciasnym pomieszczeniu, do którego nie wpada światło słoneczne, tym bardziej że był jeszcze młody, nie miał nawet 13 lat, ale Murad był bezwzględny. Stwierdził nawet że jeśli Ibrahim nie zostanie zamknięty w Simsirliku, będzie musiał zginąć. Kosem wówczas musiała ustąpić, choć co jakiś czas odwiedzała syna, rozmawiając z nim przez otwór w dachu (otwierany od zewnątrz). 

Kosem uznała że otoczenie jej syna (które notabene sama mu wybrała), czyli jego towarzysze z którymi chadzał po mieście bijąc i napadając na podpitych ludzi, ma na niego zły wpływ. Brak kobiet w haremie (które wydała za mąż), uznała za jeden z powodów tego stanu rzeczy, dlatego też to ona właśnie namówiła syna, aby zaczął sobie sprowadzać niewolnice, pragnąc go oderwać od towarzystwa przyjaciół. Jednocześnie starała się nie odstępować swego kolejnego syna - Kasima, który stanowił dla Murada większe niebezpieczeństwo niż Ibrahim. Po raz pierwszy od uwięzienia Ibrahima obleciał ją strach, strach przed chłopcem, który jeszcze do niedawna przychodził do jej komnaty, bojąc się spać samemu, a teraz? Teraz siał postrach na ulicach stolicy i w każdej chwili mógł skazać na śmierć jej dwóch młodszych synów. Widziała jak zmieniał się jego charakter, jak ten młody człowiek, którego kochała, coraz częściej wpadał w gniew na najmniejszą choćby krytykę swoich postaw czy działań. Kosem zaczęła się go bać - dziwne to musi być uczucie, kochać kogoś i jednocześnie się go obawiać. A tymczasem Abazy Pasza wymordował lokalnych paszów i janczarów, po czym kazał wywiesić ich ciała na murach Erzurumu. Sułtan nie mógł znieść tak jawnie wymierzonego w niego policzka i pierwsze co uczynił, to zdjął z urzędu dotychczasowego wielkiego wezyra Damata Halila Paszę, oskarżając go o nieudolność (kwiecień 1628 r.) i na jego miejsce powołał Gazi Ekhema Paszę. Była to jego pierwsza nominacja, którą nie uzgodnił z matką. Kosem jednak nie zaprotestowała, wolała bowiem bardziej nie rozdrażniać syna. 

Ambitny i pełen energii sułtan, zaczął przygotowywać też dwie nowe ofensywy. Jedna, pod wodzą wezyra Gazi Ekhema Paszy, miała zdobyć Erzurum i ukarać zbuntowanego Abazy Paszę, tak, aby pozostawić sobie wolną drogę do zdobycia Bagdadu. Druga ofensywa skierowana była w kierunku Chanatu Krymskiego, gdzie również źle się działo. Sułtan zawezwał do Konstantynopola Kantemira, po czym mianował go paszą Giumułu (posiadał już tytuł emira oraz bejlerbeja Oczakowa) i nakazał przygotować atak na Chanat. Jako wsparcie wysłał mu Husejna Paszę (morzem z ok. 90 galerami) oraz Kienaana Paszę (lądem z sipahami i pozostałymi janczarami, których nie zabrał ze sobą Ghazi Ekhem Pasza). Obie ofensywy okazały się zwycięskie. Zarówno Ghazi Pasza zmusił Abazy Paszę do kapitulacji w Erzurumie (listopad 1628 r.), choć w zamian musiał zagwarantować mu nietykalność i uzyskanie sułtańskiej łaski. W grudniu wielki wezyr przywiózł Abazy Paszę do stolicy, gdzie sułtan, pod wrażeniem jego odwagi, nie tylko darował mu życie, ale uczynił również gubernatorem Bośni. Natomiast osmańska flota i armia wysłana do Bakczysaraju, obaliła tamtejszego chana Mehmeda III i w jego miejsce powołała (na rozkaz sułtana) Dżenibeka Gireja. Mehmed III uciekł do Kaffy, gdzie również został pokonany i musiał się ratować ucieczką do Rzeczpospolitej, starając się przekonać króla do inwazji na Krym, w celu przywrócenia jego władzy. W grudniu 1628 r. sułtan Murad mógł o sobie powiedzieć że jest całkowitym zwycięzcą - poskromił bunt Abazy Paszy i wprowadził na tron Chanatu jeszcze bardziej od siebie zależnego władcę. Teraz jedyną osobą jaką zamierzał poskromić, była... jego matka.




Murad nie zamierzał się bowiem z nią dzielić władzą, nie chciał być popychadłem w ręku kobiet jak poprzedni władcy, dlatego też wkrótce (już w styczniu 1629 r.) uczynił jawny krok, który wymierzony był w Kosem. Niejaki Hasan Pasza należał do najbliższych zwolenników jego matki, dlatego też on właśnie stał się celem sułtana. Murad chciał przede wszystkim pokazać że to on jest prawdziwym panem Imperium i że nikt nie ma prawa decydować za niego, dlatego też jego uderzenie w Hasana Paszę było przemyślane i jednocześnie... haniebne. Murad bowiem nie zamierzał go zabijać, ale upokorzyć tak bardzo, by wszyscy widzieli kto tu rządzi. Dlatego też nakazał zdębiałemu paszy, aby rozwiódł się ze swoją młodą żoną. Sułtan miał prawo żądać od swych poddanych każdej ruchomej czy nieruchomej rzeczy, jaka wpadła mu w oko, ale małżeństwo było uświęcone powagą islamu i sułtan nie mógł pobożnemu muzułmaninowi zabrać żony, nawet jeśli ta mu się spodobała. Murad jednak (jak już wspomniałem) nie znosił sprzeciwu i jednocześnie traktował nakazy islamu bardzo wybiórczo. Dlatego też zażądał aby Hasan Pasza rozwiódł się z żoną. Ten, nie mając wyjścia, wykonał polecenie władcy, po czym Murad włączył dziewczynę do swego haremu, spędzając z nią noc i jednocześnie pokazując, że może wszystko. To był jawny policzek wymierzony w Kosem, tego nie mogła już darować, dlatego też udała się do syna, aby go zrugać za to świętokradztwo, ale nie przewidziała że Murad może nad sobą nie zapanować. Wpadł bowiem w taki gniew, że o mało co nie pobił swej matki, kazał też jej opuścić Pałac Sułtański i przenieść się do Starego Pałacu (jej wygnanie nie trwało długo, bowiem wkrótce cofnął swój rozkaz i pozwolił jej wrócić do haremu). W każdym razie udowodnił że to on jest panem Imperium i nie zamierza słuchać poleceń nikogo innego, a już na pewno żadnej kobiety, nawet gdy jest ona jego matką.




Kosem widziała że traci swój dawny wpływ na syna, dlatego starała się go nie drażnić i już nie krytykować jego posunięć. Urządziła nawet wielkie przyjęcie z okazji swego powrotu do haremu (1629 r.) na którym sułtan był gościem honorowym. Ofiarowała mu wówczas 12 arabskich koni, pragnąc aby niesnaski między nimi na zawsze ustąpiły. Sułtan przystał na tę propozycję, choć po uczcie zaniemógł. Czyżby trucizna? Okazało się że Murad po prostu się przejadł. Po kilku dniach doszedł do siebie, ale prowadził nieregularny tryb życia, pił dużo wina, jadł różności, poza tym bardzo mało sypiał. Rok 1630 nie przyniósł spokoju. W Chanacie znów wrzało (w listopadzie 1628 r. zbiegły z Krymu Mehmed III Girej i jego brat Szahin Girej ubłagali w Rzeczpospolitej pomoc militarną w celu obalenia Dżanibeka Gireja. Na Krym ruszyło 4000 Kozaków pod wodzą Hryćki Czarnego, którzy jednak szybko zawrócili do kraju po zdobyciu pod Perekopem ogromnych, liczących ponoć 5000 sztuk, stad koni. W roku następnym jednak ponownie Kozacy ruszyli na Krym, tym razem w sile 23 000 mołojców, wspartych 1500 Tatarów wiernych Mehmedowi III Girejowi. Pod Perekopem doszło do bitwy z siłami Dżenibeka Gireja i Kantemira, którego nazywano "Krwawym Mieczem". Bitwa ta o mało nie zakończyła się klęską Kozaków, gdy zdradzili ich Tatarzy Mehmed Gireja, którzy przeszli na stronę Dżanibeka. Udało się jednak odeprzeć atak tatarski, choć poległo wielu Kozaków, którzy musieli zawrócić. Ci, żądni pomsty, rzucili się z mieczami na Mehmeda III Gireja i zasiekli go na miejscu za ową zdradę, jego brat Szahin Girej uszedł w stepy, po czym przedostał się do Persji. Jeszcze w tym samym roku ruszyła wyprawa tatarska na Rzeczpospolitą, ale regimentarz Stefan Chmielecki rozbił ich w bitwach pod Kobylnicą i Ujściem).

W 1630 r. do Konstantynopola przybył poseł Rzeczypospolitej - niejaki Korycki, który wynegocjował z sułtanem kolejny układ (30 sierpnia), na mocy którego cofnięto znad granicy Tatarów Nogajskich i Budziackich (co było nie po myśli Kantemira, ale musiał się podporządkować), obaj monarchowie - król i sułtan, przysięgali też że będą powstrzymywali zarówno Kozaków jak i Tatarów od napadów rabunkowych. Jednocześnie potwierdzono usunięcie z hospodarstwa Mołdawii - Mirona Biernawskiego, Polaka, który w 1626 r. zdobył tamtejszy tron. Dla wspólnej zgody i pokoju postanowiono że Mołdawia wróci pod protektorat osmański. Tymczasem w haremie sprawy zaczęły się porządkować. Sułtanka Kosem rada była, iż jej syn więcej uwagi poświęca nowym niewolnicom z haremu, niż dawnym przyjaciołom, z którymi szwendał się po mieście prowokując rozróby. Na przełomie grudnia 1630 i stycznia 1631 r. w haremie doszło jednak do katastrofy. Jedna z niewolnic (prawdopodobnie z Wenecji) próbowała otruć sułtana Murada i choć dziewczyna została zmasakrowana, owa próba zamachu wprawiła go w taką furię i doprowadziła do takiego szaleństwa podejrzliwości, iż oskarżał o spisek praktycznie wszystkich, łącznie z własną matką. Mścił się i mordował, kazał np. wtrącić do lochu weneckich posłów (którzy wykupili się przed śmiercią bogatymi darami i złotem dla sułtana, choć w lochach byli bici i maltretowani, tak, iż po wyjściu na wolność prawie nie przypominali ludzi). Kazał też udusić kilka haremowych niewolnic, gdy spostrzegł że poszły do haremowego ogrodu wbrew jego woli. Matkę też podejrzewał o plany zamachu na swoje życie, ale ta ze łzami w oczach przysięgała mu że nigdy nie podniosłaby ręki na własne dziecko, obiecała że odtąd osobiście będzie kontrolować każdą niewolnicę, która uda się do sułtańskiego łoża.




Rok 1631 zaczął się więc niepomyślnie i niepomyślnie skończył. Nie tylko że doszło wówczas do nieudanej próby zamachu na sułtana Murada IV (styczeń 1631 r. - co spowodowało że ten przez pewien czas przestał odwiedzać harem, a jednocześnie zaczął wydawać nowe prawa i obostrzenia tyczące kobiet. I tak zakazał kobietom w Imperium chodzenia na targ, oraz pływania łodzią po Bosforze - te, które się nie podporządkowały, były topione), ale jednocześnie w grudniu doszło w Anatolii do kolejnego buntu janczarów, niezadowolonych z przedłużającej się wojny z Persją, w której nie było żadnych sukcesów. O ten stan rzeczy oskarżali oni wielkiego wezyra - Hafiza Ahmeda Paszę. W lutym 1632 r. zbuntowani janczarzy pojawili się w Konstantynopolu i domagali od sułtana głowy wielkiego wezyra. Ten, nie mogąc w żaden sposób ich ułagodzić, musiał spełnić owe żądanie (wezyr Hafiz Ahmed Pasza sam postanowił poświęcić się za sułtana i dynastię Osmanów, odprawił modlitwę, dokonał ablucji i wyszedł do janczarów na pewną śmierć. Ci zakłuli go sztyletami). Nowym wielkim wezyrem został mąż siostry Murada IV, sułtanki Gevher - Recep Pasza. Był to człowiek Kosem i Murad zapewne dobrze o tym wiedział, powierzając mu stery państwa. W marcu tego roku janczarzy ponownie podnieśli bunt. Teraz powodem był fakt, że po zamordowaniu Ahmeda Paszy nie otrzymali oni od sułtana pieniędzy, czego teraz konsekwentnie się domagali. Poza tym zażądali aby przy sułtanie obecni byli jego trzej bracia - Sulejman, Kasim i Ibrahim (którego z tej okazji wyciągnięto z Simsirliku). Zmusili też Murada IV do złożenia przysięgi, że nigdy nie uczyni krzywdy swym braciom (to samo musieli przyrzec mufti Konstantynopola i wielki wezyr Recep Pasza), po czym janczarzy otrzymali pieniądze, których żądali. 

Murad IV poczuł się upokorzony. On, władca najpotężniejszego państwa na świecie (jak mniemał), musiał ukorzyć się przed zbuntowanym żołdactwem, którego nie był w stanie poskromić ani powagą swego urzędu, ani też groźbą czy prośbą. Nie zapomni im tego nigdy, a ta nienawiść będzie w nim wzrastać przez następne lata. Murad zacznie nawet podejrzewać, że to jego matka stała za owym buntem janczarów, dzięki któremu chciała zabezpieczyć na przyszłość bezpieczeństwo pozostałych synów. Tego było już za wiele, najpierw zamach na jego życie, a teraz to? Murad nie mógł tego darować płazem, to bowiem godziło w jego ambicję i godność. Postanowił pokazać matce że to on jest tu panem i władcą i że od jego woli zależy przyszłość nie tylko wszystkich poddanych Imperium, ale także całej sułtańskiej rodziny (tym bardziej że czytywał również "Rady dla królów" Muhammada Al-Ghazaliego - jednego z najwybitniejszych teologów islamu, który opisywał różnice pomiędzy kobietami a mężczyznami z punktu widzenia teologiczno-prawnego i stwierdzał że kobiety są przez Boga przeznaczone do poddaństwa i uległości, a za jedne z kar, jakimi Allah miał doświadczyć płeć piękną, wymieniał m.in.: menstruację i poród). Pierwsze więc uderzenie wyprowadził przeciwko wielkiemu wezyrowi - Recepowi Paszy. W maju 1632 r. wezwał go do Pałacu i w trakcie rozmowy kazał go zamordować (został ścięty). Nie była to pierwsza egzekucja, jaką dokonał mściwy sułtan, w kolejnych miesiącach dokonano prawdziwego "przewietrzenia" osmańskiej administracji, a sułtan skazywał na śmierć zarówno paszów, jak i zwykłych urzędników (za najdrobniejsze przewinienia). Tym samym chciał pokazać całemu światu że to on tu rządzi. Każde obrady Dywanu były pretekstem do kolejnych egzekucji (dlatego też wielu dostojników przed udaniem się na obrady, dokonywało przypisanych przez Koran ablucji, aby przygotować się na śmierć). Administracja została zastraszona, janczarzy także siedzieli cicho, a harem został całkowicie podporządkowany władcy.






 Kosem realnie w maju 1632 r. utraciła całą polityczną władzę nad państwem. Odtąd sułtan robił co chciał i każdy drżał przed jego gniewem, ponownie też zamknął w Simsirliku, tym razem wszystkich swych braci Sulejmana, Kasima i Ibrahima. Nikt już nie śmiał się sprzeciwić porywczemu władcy. Nowy, 1633 r. zaczął się dość pomyślnie, gdyż jedna z haremowych niewolnic okazała się brzemienna i spodziewano się że wkrótce powije księcia - następcę tronu. W połowie lutego do Konstantynopola przybył poseł z Rzeczypospolitej - Trzebiński, sułtan polecił przyjąć posła nie wielkiemu wezyrowi - Mehmedowi Paszy, tylko gubernatorowi Bośni (oraz byłemu buntownikowi z Anatolii) Abazy Paszy. Polski poseł pragnął przedłużyć pokój z Osmanami na takich samych warunkach, jakie zawarto dokładnie sto lat wcześniej (1533 r.) pomiędzy królem Zygmuntem I Jagiellończykiem a sułtanem Sulejmanem Wspaniałym, ale Abazy Pasza odmówił zawarcia takiego układu. Stwierdził że Polacy po bitwie chocimskiej (1621 r.) zobowiązali się płacić coroczny wysoki haracz, którego nie uiszczano od ponad dekady i dopiero po wypłaceniu owej zaległej kwoty możliwy będzie pokój pomiędzy Rzeczpospolitą a Imperium Osmańskim. Trzebiński był zdumiony, stwierdził bowiem że nie tylko strona polska pod Chocimiem nie przystała na płacenie jakiegokolwiek haraczu, ale że wręcz te kwestie zostały już uregulowane podczas poselstwa Krzysztofa Zbaraskiego w 1623 r. Abazy Pasza jednak nakazał podliczenie rzekomych odsetek, które zebrały się na ogromną sumę i zadeklarował że wszelkie rozmowy pokojowe, mogą być prowadzone dopiero po zapłaceniu owej daniny. Sułtan Murad poparł Abazy Paszę i również zażądał wypłaty tych pieniędzy, co spowodowało że poseł Trzebiński musiał opuścić Konstantynopol bez podpisania traktatu pokojowego z Osmanami.

Notabene, traktat ten był bardzo na rękę Rzeczypospolitej, jako że "Moskwicin łamał przysięgę" rozpoczynając wojnę, zwaną wojną smoleńską (1632-1634). Car Rosji - Michał I Romanow na Soborze Ziemskim - 20 czerwca 1632 r. wypowiedział wojnę Rzeczypospolitej, której głównym teatrem było oblężenie Smoleńska (które rozpoczęło się 18 października). Car wywołał tę wojnę w celu pomszczenia upokorzenia z lat tzw.: "Wielkiej Smuty" i zajęcia Moskwy przez Polaków (1610-1612), a także w celu odzyskania korony carów rosyjskich, przetrzymywanej w skarbcu królewskim na Wawelu w Krakowie. Równie ważnym powodem było zmuszenie polskiego króla, aby przestał tytułować się carem Rosji (Władysław IV został wybrany carem jeszcze w 1610 r. - w wieku 15 lat - po zwycięstwie wojsk Rzeczypospolitej w bitwie pod Kłuszynem i zajęciu Moskwy prze Polaków i od tego czasu wciąż tytułował się carem, oraz królem Szwecji). 1 marca 1633 r. do Krakowa przybył poseł od chana Dżanibeka II Gireja - Ibrahim bej, który w imieniu swego władcy domagał się "upominków" w zamian za nękanie Rosji od południa. Żądał również wypłaty zaległych "upominków" z pięciu ostatnich lat. Tatarski poseł został zatrzymany w Krakowie, zaś do Bakczysaraju wyprawiono poselstwo, na czele którego stał - Sulejman Rabaj, polski Tatar, który na dworze chana miał zapewniać o chęci utrzymania pokoju. Dżanibek II przystał na pokój i dalszy sojusz, oraz obiecał dalej szarpać Rosję (w tymże roku na Moskwę wyprawił się syn chana - Mubarak Girej, który na czele ponad 40 000 Ordy spustoszył południe Rosji).




W sierpniu 1633 r. w pałacu w Kandilli, przyszło na świat dziecko sułtana Murada IV. Nie był to jednak chłopiec - jak oczekiwano, ale dziewczynka, co jednak nie zmieniło stosunku sułtana ani do dziecka ani jego małżonki (a jak już wspomniałem, sułtan słynął z okrucieństwa, np. pewnego razu kazał usunąć jajniki kilku swoim haremowym niewolnicom, bo te długo nie zachodziły w ciążę). Dziewczynka otrzymała imię - Ismihan Kaya, a jej narodziny zostały uczczone pokazem sztucznych ogni, fajerwerkami i wystrzałami armatnimi z okrętów stojących w stambulskim porcie. Matką dziewczynki była Huricehre Haseki, która po urodzeniu otrzymała prawo przeniesienia się na wyższe piętro haremu, tam gdzie przebywała chociażby sułtanka Kosem. Huricehre, która trafiła do haremu jako podarek dla sułtana Murada ok. 1628 r. i pochodziła ze szlachetnej gruzińskiej rodziny - Maczutadze, teraz stała się sułtańską faworytą (w 1633 r. miała 20 lat), oraz matką sułtańskiej córki. Nie była to jeszcze pozycja taka, jaką cieszyły się faworyty które urodziły synów, ale gwarantowała pewne bezpieczeństwo i wygodne życie (co ciekawe, Huricehre miała też siostrę, z którą razem przybyły do haremu - Lalezar, ale ta nie wzbudziła nigdy większych względów sułtana Murada i wreszcie została wydana za mąż za Kenana Paszę, gruzińskiego księcia). Sułtan ponoć przez pierwsze dni po narodzinach nie odstępował swej córki i jej matki, ale wkrótce doszło w stolicy do potwornej tragedii. Radość z narodzin sułtańskiej córki nie trwała długo, wkrótce zmącił ją pożar, który wybuchł w dzielnicy Cibali i bardzo szybko rozprzestrzenił się na prawie całe miasto. To była tragedia, domy waliły się w gruzy, ludzie uciekali w popłochu, ale wszędzie był ogień, wielu mieszkańców udusiło się dymem, nim w ogóle dosięgnął ich ogień. To była potworna tragedia i choć ogień nie doszedł pod mury sułtańskiego pałacu, również sposobiono się do jego ewakuacji.




Gdy pożar został wreszcie ugaszony, oczom ukazały się ogromne zniszczenia, oraz wielu poranionych, głodnych i spragnionych ludzi, którzy utracili dach nad głową. Ludzie spodziewali się pomocy ze strony sułtana, ale ten jedyne co uczynił to zakazał palenia tytoniu w mieście, twierdząc że to właśnie on był powodem zaprószenia ognia. Zamknięte zostały też wszystkie kawiarnie gdzie serwowano kawę. Wydano również nakaz, aby wszyscy ludzie po zmierzchu wychodzili na ulice z latarniami w ręku, a kto zostałby złapany bez latarni, lub palił fajkę lub też pił ukradkiem kawę, miał być na miejscu karany śmiercią. Tymczasem aby odwrócić uwagę od spraw wewnętrznych, sułtan wydał pozwolenie Tatarom do wojny z Rzeczpospolitą i jako głównodowodzącego mianował Abazy Paszę. Ten powierzył atak bejlerbejowi uzyjskiemu (Dijarbekir) - Murtezie Paszy. Już w kwietniu 1633 r. wyjechał sułtan do wojska, które stacjonowało w Adrianopolu. Murtezę wysłał sułtan nad granicę, zaś Abazy Paszę wezwał do Adrianopola, gdzie podejmował niezwykle wykwintnie przez prawie dwa miesiące, po czym nakazał wrócić nad granicę. W tym właśnie miesiącu do Adrianopola przybył zwiadowca - Szahin-Aga, który zameldował iż "Lahowie zajęci są wojną z Moskalami i gotowi poddać się z pokorą woli padyszacha". W takiej sytuacji sułtan polecił wpierw Tatarom naruszyć granicę i jako pierwszy, w nocy z 29 na 30 czerwca granicę na Dniestrze w pobliżu Chocimia przekroczył Kantemir, wódz Ordy Nogajskiej. Uderzył on na Podole, gdzie: "wielki plon ludzi, stad, bydeł zagarnąwszy" (jak pisał 5 lipca niejaki Golański, miejscowy poborca podatkowy), sposobił się do powrotu przez granicę. 

Hetman Stanisław Koniecpolski przebywał wówczas w twierdzy w Barze i miał do dyspozycji 2500 jazdy (gdyż 25 000 żołnierzy walczyło na froncie moskiewskim pod Smoleńskiem). Dowiedziawszy się o tatarskim zagonie Kantemira, ruszył przeciw niemu i dopadł go już w Mołdawii, pod Sasowym Rogiem nad Prutem, gdzie doszło do bitwy (4 lipca 1633 r.). Tatarzy zostali doszczętnie rozbici (uwolniono cały jasyr) a sam Kantemir musiał ratować się ucieczką przez Prut i mało co nie utonął. Ale to była tylko straż przednia, główne siły osmańsko-tatarskie już szykowały się do kolejnego ataku. Hetman Koniecpolski cofnął się do Kamieńca Podolskiego, gdzie oczekiwał posiłków od panów polskich z Ukrainy i Podola. Zbierali się oni niemrawo, ale wreszcie ogółem dostarczyli 8000 wojska. Teraz dysponując prawie 11 000 żołnierzy, gotował się hetman na starcie z nadciągającym nieprzyjacielem, który 22 października ukazał się naprzeciw Kamieńca w sile 30 000 Turków, 15 000 Tatarów i 10 000 Wołochów (zarówno z Mołdawii jak i Wołoszczyzny). Tego samego dnia jeszcze rozpoczęto szturm na obwarowania Kamieńca, ale po utracie ok. 1000 ludzi, Abazy Pasza wysłał do Koniecpolskiego żądanie natychmiastowej kapitulacji, ale po otrzymaniu odmowy, nie ryzykował większych strat i jeszcze tego samego dnia wieczorem zarządził odwrót. Nie udało mu się też zdobyć mniejszych twierdz, jedynie (po 3-dniowym oblężeniu) poddał się zameczek Studzienna (swoją drogą 50 000 armia osmańska jedyne co zdobyła podczas tej wojny to... jeden zamek).




Abazy Pasza był przerażony, zdając sobie sprawę że sułtan za to niepowodzenie skaże go niechybnie na śmierć. Dlatego też postanowił nieco przechytrzyć los. Wyszukał wśród okolicznych chłopów ładną dziewczynę, kazał ją umalować i przebrać w piękne suknie, po czym wysłał ją do Adrianopola, do sułtana, twierdząc że jest to... córka hetmana Koniecpolskiego. Sułtan uwierzył i darował Abazy Paszy życie, dziewczynę zaś zabrał ze sobą do haremu. Z początkiem grudnia 1633 r. Murad IV powrócił do Konstantynopola, ale wkrótce udał się do Bursy (wcześniej w Izmicie mordując tamtejszego kadiego, gdyż doszły go słuchy iż gnębi on lud), wkrótce też (styczeń 1634 r.) kazał zamordować wielkiego muftiego Konstantynopola, gdyż ten głosił iż władca nie może w tak okrutny sposób sprawować swej władzy. Jego ciało zostało wrzucone na wóz do przewożenia siana i pochowane w piasku nad brzegiem morza, bez żadnych oznak religijnych. Sułtan robił co chciał, mordował kogo chciał i wynosił kogo chciał - nikt (nawet jego matka) nie śmiał mu się sprzeciwiać. W kwietniu 1634 r. sułtan powiedział polskiemu posłowi - Aleksandrowi Trzebińskiemu że "ogniem i mieczem przywiedzie ją (Rzeczpospolitą) do ostatniej zagłady", jeżeli haraczu i wytępienia Kozaków nie otrzyma. Na co poseł miał odpowiedzieć: "tylko podnieść bułat jest w twej mocy, zwycięstwo w mocy Boskiej", odmówił również podpisania jakichkolwiek warunków zapłaty wszelkiego haraczu. Murad IV wiedział już również o polskim zwycięstwie nad Moskwą pod Smoleńskiem, gdzie 1 marca poddał się z całą swą armią (ponad 34 000 żołnierzy) rosyjski wódz - Michaił Szein, który upadł przed królem Władysławem IV na kolana i oddał mu wszystkie sztandary i działa (132, z czego 21 ciężkich armat). Po powrocie do kraju, Michaił Szein został skazany przez cara Michała na śmierć za ową klęskę. 15 czerwca podpisano układ pokojowy polsko-rosyjski, na mocy którego król Władysław godził się zaprzestać używać tytulatury rosyjskiej, za co car wypłacił 200 000 rubli, zrzekł się na korzyść Rzeczypospolitej "po wieczne czasy" ziem Białorusi i Ukrainy a także Inflant, Estonii i Kurlandii.




Mimo to sułtan był zdecydowany na wojnę z Polską i 8 kwietnia 1634 r. opuścił Konstantynopol, udając się do Adrianopola, a 9 kwietnia oficjalnie wypowiedział Rzeczpospolitej wojnę. Miał jednak pecha, bowiem pod wrażeniem zwycięstwa nad Rosją, szlachta na sejmie (19 lipca-1 sierpnia) uchwaliła podatki na wojsko, które już kierowano ku Kamieńcowi Podolskiemu, potężnej twierdzy granicznej. W tym czasie najpierw do Wilna (gdzie król Władysław świętował zwycięstwo nad Rosją), a potem do Krakowa, wyprawiony został poseł turecki - Szahin-Aga, który widząc polskie przygotowania do wojny i urządzane mu przed oczami parady wojskowe, zakomunikował swemu władcy że wojna z Rzeczpospolitą, będącą "opitą zwycięstwem" nie jest najlepszym pomysłem i że należałoby się zastanowić nad poszukaniem pokojowego rozwiązania tej sytuacji. Wkrótce też okazało się że Abazy Pasza oszukał sułtana, przysyłając mu brankę, którą przedstawił jako córkę hetmana Koniecpolskiego, tym bardziej okazało się że... dziewczyna jest w ciąży a ojcem z pewnością nie był sułtan Murad. Tego było za wiele, Murad był wściekły a cały jego gniew skumulował się właśnie na owym Abazy Paszy. W sierpniu 1634 r. został on z rozkazu sułtana ścięty. Do wojny z Rzecząpospolitą nie doszło (ku rozpaczy króla Władysława) i we wrześniu sułtan podpisał pokój, który był zaakceptowaniem wszystkich polskich warunków. W hospodarstwach Mołdawii i Wołoszczyzny mieli panować Grecy (którzy jednocześnie będąc lennikami tureckimi, musieli być zatwierdzeni przez polski Sejm), obie strony przyrzekły trzymać krótko Tatarów jak i Kozaków i uniemożliwiać im ataki na ziemie drugiego, granica stabilizowała się na Dniestrze, a sułtan oficjalnie rezygnował z jakichkolwiek danin z polskiej strony.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...