WYŚWIETLENIA

18 lutego 2026

WŁADYSŁAW IV I PLANY WIELKIEJ WOJNY Z IMPERIUM OSMAŃSKIM - Cz. VIII

CZYLI JAK TO KRÓL
RZECZYPOSPOLITEJ WŁADYSŁAW IV
PLANOWAŁ ODBUDOWAĆ DAWNE
CHRZEŚCIJAŃSKIE PAŃSTWO
W KONSTANTYNOPOLU





1645 r.
IMPERIUM OSMAŃSKIE
Cz. IV




Rok 1628 był to też pierwszy rok, w którym 16-letni Murad zademonstrował swoją niezależność od matki. Po pierwsze, ponownie (po ponad czterech latach) zaczął zapełniać harem młodymi kobietami, po drugie stawał się brutalny i nie znosił sprzeciwu (jak na swoje lata był silny fizycznie i często tę siłę demonstrował na swych dworzanach czy kobietach z haremu - pisałem już o jego rozrywce, polegającej na strzelaniu do nagich niewolnic, które zmuszał by nurkowały pod wodą, póki nie pozwoli im wypłynąć). Często przebierał się w strój zwykłego kupca i wraz ze swą strażą udawał się do miasta, aby obserwować ludzi. Jeśli spotkał pijaków, kazał ich bić, albo też bił ich osobiście - poza tym lubił jak się go bano. Dni więc spędzał na sprawach państwowych (jeszcze swoje decyzje konsultując z matką), oraz na eskapadach miejskich, podczas których bił i wrzucał do morza tych, których uznał za nieprzestrzegających zasad islamu. Noce zaś spędzał zupełnie inaczej, a mianowicie otaczał się poetami oraz muzykantami, z którymi rozmawiał o poezji i literaturze. Sam również pisał wiersze (pod pseudonimem Muradi). Podczas tych "wieczorków poetyckich" sułtan pił mnóstwo wina i tutaj już nakazy islamu mu nie przeszkadzały. Coraz częściej też podważał rozkazy sułtanki Kosem, która z każdym miesiącem traciła na niego wpływ. Wreszcie (jeszcze w 1628 r.) nakazał zamknąć w podobnym pomieszczeniu, w jakim siedział jego wuj Mustafa, bez okien i drzwi, swego młodszego brata - Ibrahima. Kosem prosiła go aby cofnął ów rozkaz, gdyż obawiała się że Ibrahim oszaleje w ciasnym pomieszczeniu, do którego nie wpada światło słoneczne, tym bardziej że był jeszcze młody, nie miał nawet 13 lat, ale Murad był bezwzględny. Stwierdził nawet że jeśli Ibrahim nie zostanie zamknięty w Simsirliku, będzie musiał zginąć. Kosem wówczas musiała ustąpić, choć co jakiś czas odwiedzała syna, rozmawiając z nim przez otwór w dachu (otwierany od zewnątrz). 

Kosem uznała że otoczenie jej syna (które notabene sama mu wybrała), czyli jego towarzysze z którymi chadzał po mieście bijąc i napadając na podpitych ludzi, ma na niego zły wpływ. Brak kobiet w haremie (które wydała za mąż), uznała za jeden z powodów tego stanu rzeczy, dlatego też to ona właśnie namówiła syna, aby zaczął sobie sprowadzać niewolnice, pragnąc go oderwać od towarzystwa przyjaciół. Jednocześnie starała się nie odstępować swego kolejnego syna - Kasima, który stanowił dla Murada większe niebezpieczeństwo niż Ibrahim. Po raz pierwszy od uwięzienia Ibrahima obleciał ją strach, strach przed chłopcem, który jeszcze do niedawna przychodził do jej komnaty, bojąc się spać samemu, a teraz? Teraz siał postrach na ulicach stolicy i w każdej chwili mógł skazać na śmierć jej dwóch młodszych synów. Widziała jak zmieniał się jego charakter, jak ten młody człowiek, którego kochała, coraz częściej wpadał w gniew na najmniejszą choćby krytykę swoich postaw czy działań. Kosem zaczęła się go bać - dziwne to musi być uczucie, kochać kogoś i jednocześnie się go obawiać. A tymczasem Abazy Pasza wymordował lokalnych paszów i janczarów, po czym kazał wywiesić ich ciała na murach Erzurumu. Sułtan nie mógł znieść tak jawnie wymierzonego w niego policzka i pierwsze co uczynił, to zdjął z urzędu dotychczasowego wielkiego wezyra Damata Halila Paszę, oskarżając go o nieudolność (kwiecień 1628 r.) i na jego miejsce powołał Gazi Ekhema Paszę. Była to jego pierwsza nominacja, którą nie uzgodnił z matką. Kosem jednak nie zaprotestowała, wolała bowiem bardziej nie rozdrażniać syna. 

Ambitny i pełen energii sułtan, zaczął przygotowywać też dwie nowe ofensywy. Jedna, pod wodzą wezyra Gazi Ekhema Paszy, miała zdobyć Erzurum i ukarać zbuntowanego Abazy Paszę, tak, aby pozostawić sobie wolną drogę do zdobycia Bagdadu. Druga ofensywa skierowana była w kierunku Chanatu Krymskiego, gdzie również źle się działo. Sułtan zawezwał do Konstantynopola Kantemira, po czym mianował go paszą Giumułu (posiadał już tytuł emira oraz bejlerbeja Oczakowa) i nakazał przygotować atak na Chanat. Jako wsparcie wysłał mu Husejna Paszę (morzem z ok. 90 galerami) oraz Kienaana Paszę (lądem z sipahami i pozostałymi janczarami, których nie zabrał ze sobą Ghazi Ekhem Pasza). Obie ofensywy okazały się zwycięskie. Zarówno Ghazi Pasza zmusił Abazy Paszę do kapitulacji w Erzurumie (listopad 1628 r.), choć w zamian musiał zagwarantować mu nietykalność i uzyskanie sułtańskiej łaski. W grudniu wielki wezyr przywiózł Abazy Paszę do stolicy, gdzie sułtan, pod wrażeniem jego odwagi, nie tylko darował mu życie, ale uczynił również gubernatorem Bośni. Natomiast osmańska flota i armia wysłana do Bakczysaraju, obaliła tamtejszego chana Mehmeda III i w jego miejsce powołała (na rozkaz sułtana) Dżenibeka Gireja. Mehmed III uciekł do Kaffy, gdzie również został pokonany i musiał się ratować ucieczką do Rzeczpospolitej, starając się przekonać króla do inwazji na Krym, w celu przywrócenia jego władzy. W grudniu 1628 r. sułtan Murad mógł o sobie powiedzieć że jest całkowitym zwycięzcą - poskromił bunt Abazy Paszy i wprowadził na tron Chanatu jeszcze bardziej od siebie zależnego władcę. Teraz jedyną osobą jaką zamierzał poskromić, była... jego matka.




Murad nie zamierzał się bowiem z nią dzielić władzą, nie chciał być popychadłem w ręku kobiet jak poprzedni władcy, dlatego też wkrótce (już w styczniu 1629 r.) uczynił jawny krok, który wymierzony był w Kosem. Niejaki Hasan Pasza należał do najbliższych zwolenników jego matki, dlatego też on właśnie stał się celem sułtana. Murad chciał przede wszystkim pokazać że to on jest prawdziwym panem Imperium i że nikt nie ma prawa decydować za niego, dlatego też jego uderzenie w Hasana Paszę było przemyślane i jednocześnie... haniebne. Murad bowiem nie zamierzał go zabijać, ale upokorzyć tak bardzo, by wszyscy widzieli kto tu rządzi. Dlatego też nakazał zdębiałemu paszy, aby rozwiódł się ze swoją młodą żoną. Sułtan miał prawo żądać od swych poddanych każdej ruchomej czy nieruchomej rzeczy, jaka wpadła mu w oko, ale małżeństwo było uświęcone powagą islamu i sułtan nie mógł pobożnemu muzułmaninowi zabrać żony, nawet jeśli ta mu się spodobała. Murad jednak (jak już wspomniałem) nie znosił sprzeciwu i jednocześnie traktował nakazy islamu bardzo wybiórczo. Dlatego też zażądał aby Hasan Pasza rozwiódł się z żoną. Ten, nie mając wyjścia, wykonał polecenie władcy, po czym Murad włączył dziewczynę do swego haremu, spędzając z nią noc i jednocześnie pokazując, że może wszystko. To był jawny policzek wymierzony w Kosem, tego nie mogła już darować, dlatego też udała się do syna, aby go zrugać za to świętokradztwo, ale nie przewidziała że Murad może nad sobą nie zapanować. Wpadł bowiem w taki gniew, że o mało co nie pobił swej matki, kazał też jej opuścić Pałac Sułtański i przenieść się do Starego Pałacu (jej wygnanie nie trwało długo, bowiem wkrótce cofnął swój rozkaz i pozwolił jej wrócić do haremu). W każdym razie udowodnił że to on jest panem Imperium i nie zamierza słuchać poleceń nikogo innego, a już na pewno żadnej kobiety, nawet gdy jest ona jego matką.




Kosem widziała że traci swój dawny wpływ na syna, dlatego starała się go nie drażnić i już nie krytykować jego posunięć. Urządziła nawet wielkie przyjęcie z okazji swego powrotu do haremu (1629 r.) na którym sułtan był gościem honorowym. Ofiarowała mu wówczas 12 arabskich koni, pragnąc aby niesnaski między nimi na zawsze ustąpiły. Sułtan przystał na tę propozycję, choć po uczcie zaniemógł. Czyżby trucizna? Okazało się że Murad po prostu się przejadł. Po kilku dniach doszedł do siebie, ale prowadził nieregularny tryb życia, pił dużo wina, jadł różności, poza tym bardzo mało sypiał. Rok 1630 nie przyniósł spokoju. W Chanacie znów wrzało (w listopadzie 1628 r. zbiegły z Krymu Mehmed III Girej i jego brat Szahin Girej ubłagali w Rzeczpospolitej pomoc militarną w celu obalenia Dżanibeka Gireja. Na Krym ruszyło 4000 Kozaków pod wodzą Hryćki Czarnego, którzy jednak szybko zawrócili do kraju po zdobyciu pod Perekopem ogromnych, liczących ponoć 5000 sztuk, stad koni. W roku następnym jednak ponownie Kozacy ruszyli na Krym, tym razem w sile 23 000 mołojców, wspartych 1500 Tatarów wiernych Mehmedowi III Girejowi. Pod Perekopem doszło do bitwy z siłami Dżenibeka Gireja i Kantemira, którego nazywano "Krwawym Mieczem". Bitwa ta o mało nie zakończyła się klęską Kozaków, gdy zdradzili ich Tatarzy Mehmed Gireja, którzy przeszli na stronę Dżanibeka. Udało się jednak odeprzeć atak tatarski, choć poległo wielu Kozaków, którzy musieli zawrócić. Ci, żądni pomsty, rzucili się z mieczami na Mehmeda III Gireja i zasiekli go na miejscu za ową zdradę, jego brat Szahin Girej uszedł w stepy, po czym przedostał się do Persji. Jeszcze w tym samym roku ruszyła wyprawa tatarska na Rzeczpospolitą, ale regimentarz Stefan Chmielecki rozbił ich w bitwach pod Kobylnicą i Ujściem).

W 1630 r. do Konstantynopola przybył poseł Rzeczypospolitej - niejaki Korycki, który wynegocjował z sułtanem kolejny układ (30 sierpnia), na mocy którego cofnięto znad granicy Tatarów Nogajskich i Budziackich (co było nie po myśli Kantemira, ale musiał się podporządkować), obaj monarchowie - król i sułtan, przysięgali też że będą powstrzymywali zarówno Kozaków jak i Tatarów od napadów rabunkowych. Jednocześnie potwierdzono usunięcie z hospodarstwa Mołdawii - Mirona Biernawskiego, Polaka, który w 1626 r. zdobył tamtejszy tron. Dla wspólnej zgody i pokoju postanowiono że Mołdawia wróci pod protektorat osmański. Tymczasem w haremie sprawy zaczęły się porządkować. Sułtanka Kosem rada była, iż jej syn więcej uwagi poświęca nowym niewolnicom z haremu, niż dawnym przyjaciołom, z którymi szwendał się po mieście prowokując rozróby. Na przełomie grudnia 1630 i stycznia 1631 r. w haremie doszło jednak do katastrofy. Jedna z niewolnic (prawdopodobnie z Wenecji) próbowała otruć sułtana Murada i choć dziewczyna została zmasakrowana, owa próba zamachu wprawiła go w taką furię i doprowadziła do takiego szaleństwa podejrzliwości, iż oskarżał o spisek praktycznie wszystkich, łącznie z własną matką. Mścił się i mordował, kazał np. wtrącić do lochu weneckich posłów (którzy wykupili się przed śmiercią bogatymi darami i złotem dla sułtana, choć w lochach byli bici i maltretowani, tak, iż po wyjściu na wolność prawie nie przypominali ludzi). Kazał też udusić kilka haremowych niewolnic, gdy spostrzegł że poszły do haremowego ogrodu wbrew jego woli. Matkę też podejrzewał o plany zamachu na swoje życie, ale ta ze łzami w oczach przysięgała mu że nigdy nie podniosłaby ręki na własne dziecko, obiecała że odtąd osobiście będzie kontrolować każdą niewolnicę, która uda się do sułtańskiego łoża.




Rok 1631 zaczął się więc niepomyślnie i niepomyślnie skończył. Nie tylko że doszło wówczas do nieudanej próby zamachu na sułtana Murada IV (styczeń 1631 r. - co spowodowało że ten przez pewien czas przestał odwiedzać harem, a jednocześnie zaczął wydawać nowe prawa i obostrzenia tyczące kobiet. I tak zakazał kobietom w Imperium chodzenia na targ, oraz pływania łodzią po Bosforze - te, które się nie podporządkowały, były topione), ale jednocześnie w grudniu doszło w Anatolii do kolejnego buntu janczarów, niezadowolonych z przedłużającej się wojny z Persją, w której nie było żadnych sukcesów. O ten stan rzeczy oskarżali oni wielkiego wezyra - Hafiza Ahmeda Paszę. W lutym 1632 r. zbuntowani janczarzy pojawili się w Konstantynopolu i domagali od sułtana głowy wielkiego wezyra. Ten, nie mogąc w żaden sposób ich ułagodzić, musiał spełnić owe żądanie (wezyr Hafiz Ahmed Pasza sam postanowił poświęcić się za sułtana i dynastię Osmanów, odprawił modlitwę, dokonał ablucji i wyszedł do janczarów na pewną śmierć. Ci zakłuli go sztyletami). Nowym wielkim wezyrem został mąż siostry Murada IV, sułtanki Gevher - Recep Pasza. Był to człowiek Kosem i Murad zapewne dobrze o tym wiedział, powierzając mu stery państwa. W marcu tego roku janczarzy ponownie podnieśli bunt. Teraz powodem był fakt, że po zamordowaniu Ahmeda Paszy nie otrzymali oni od sułtana pieniędzy, czego teraz konsekwentnie się domagali. Poza tym zażądali aby przy sułtanie obecni byli jego trzej bracia - Sulejman, Kasim i Ibrahim (którego z tej okazji wyciągnięto z Simsirliku). Zmusili też Murada IV do złożenia przysięgi, że nigdy nie uczyni krzywdy swym braciom (to samo musieli przyrzec mufti Konstantynopola i wielki wezyr Recep Pasza), po czym janczarzy otrzymali pieniądze, których żądali. 

Murad IV poczuł się upokorzony. On, władca najpotężniejszego państwa na świecie (jak mniemał), musiał ukorzyć się przed zbuntowanym żołdactwem, którego nie był w stanie poskromić ani powagą swego urzędu, ani też groźbą czy prośbą. Nie zapomni im tego nigdy, a ta nienawiść będzie w nim wzrastać przez następne lata. Murad zacznie nawet podejrzewać, że to jego matka stała za owym buntem janczarów, dzięki któremu chciała zabezpieczyć na przyszłość bezpieczeństwo pozostałych synów. Tego było już za wiele, najpierw zamach na jego życie, a teraz to? Murad nie mógł tego darować płazem, to bowiem godziło w jego ambicję i godność. Postanowił pokazać matce że to on jest tu panem i władcą i że od jego woli zależy przyszłość nie tylko wszystkich poddanych Imperium, ale także całej sułtańskiej rodziny (tym bardziej że czytywał również "Rady dla królów" Muhammada Al-Ghazaliego - jednego z najwybitniejszych teologów islamu, który opisywał różnice pomiędzy kobietami a mężczyznami z punktu widzenia teologiczno-prawnego i stwierdzał że kobiety są przez Boga przeznaczone do poddaństwa i uległości, a za jedne z kar, jakimi Allah miał doświadczyć płeć piękną, wymieniał m.in.: menstruację i poród). Pierwsze więc uderzenie wyprowadził przeciwko wielkiemu wezyrowi - Recepowi Paszy. W maju 1632 r. wezwał go do Pałacu i w trakcie rozmowy kazał go zamordować (został ścięty). Nie była to pierwsza egzekucja, jaką dokonał mściwy sułtan, w kolejnych miesiącach dokonano prawdziwego "przewietrzenia" osmańskiej administracji, a sułtan skazywał na śmierć zarówno paszów, jak i zwykłych urzędników (za najdrobniejsze przewinienia). Tym samym chciał pokazać całemu światu że to on tu rządzi. Każde obrady Dywanu były pretekstem do kolejnych egzekucji (dlatego też wielu dostojników przed udaniem się na obrady, dokonywało przypisanych przez Koran ablucji, aby przygotować się na śmierć). Administracja została zastraszona, janczarzy także siedzieli cicho, a harem został całkowicie podporządkowany władcy.






 Kosem realnie w maju 1632 r. utraciła całą polityczną władzę nad państwem. Odtąd sułtan robił co chciał i każdy drżał przed jego gniewem, ponownie też zamknął w Simsirliku, tym razem wszystkich swych braci Sulejmana, Kasima i Ibrahima. Nikt już nie śmiał się sprzeciwić porywczemu władcy. Nowy, 1633 r. zaczął się dość pomyślnie, gdyż jedna z haremowych niewolnic okazała się brzemienna i spodziewano się że wkrótce powije księcia - następcę tronu. W połowie lutego do Konstantynopola przybył poseł z Rzeczypospolitej - Trzebiński, sułtan polecił przyjąć posła nie wielkiemu wezyrowi - Mehmedowi Paszy, tylko gubernatorowi Bośni (oraz byłemu buntownikowi z Anatolii) Abazy Paszy. Polski poseł pragnął przedłużyć pokój z Osmanami na takich samych warunkach, jakie zawarto dokładnie sto lat wcześniej (1533 r.) pomiędzy królem Zygmuntem I Jagiellończykiem a sułtanem Sulejmanem Wspaniałym, ale Abazy Pasza odmówił zawarcia takiego układu. Stwierdził że Polacy po bitwie chocimskiej (1621 r.) zobowiązali się płacić coroczny wysoki haracz, którego nie uiszczano od ponad dekady i dopiero po wypłaceniu owej zaległej kwoty możliwy będzie pokój pomiędzy Rzeczpospolitą a Imperium Osmańskim. Trzebiński był zdumiony, stwierdził bowiem że nie tylko strona polska pod Chocimiem nie przystała na płacenie jakiegokolwiek haraczu, ale że wręcz te kwestie zostały już uregulowane podczas poselstwa Krzysztofa Zbaraskiego w 1623 r. Abazy Pasza jednak nakazał podliczenie rzekomych odsetek, które zebrały się na ogromną sumę i zadeklarował że wszelkie rozmowy pokojowe, mogą być prowadzone dopiero po zapłaceniu owej daniny. Sułtan Murad poparł Abazy Paszę i również zażądał wypłaty tych pieniędzy, co spowodowało że poseł Trzebiński musiał opuścić Konstantynopol bez podpisania traktatu pokojowego z Osmanami.

Notabene, traktat ten był bardzo na rękę Rzeczypospolitej, jako że "Moskwicin łamał przysięgę" rozpoczynając wojnę, zwaną wojną smoleńską (1632-1634). Car Rosji - Michał I Romanow na Soborze Ziemskim - 20 czerwca 1632 r. wypowiedział wojnę Rzeczypospolitej, której głównym teatrem było oblężenie Smoleńska (które rozpoczęło się 18 października). Car wywołał tę wojnę w celu pomszczenia upokorzenia z lat tzw.: "Wielkiej Smuty" i zajęcia Moskwy przez Polaków (1610-1612), a także w celu odzyskania korony carów rosyjskich, przetrzymywanej w skarbcu królewskim na Wawelu w Krakowie. Równie ważnym powodem było zmuszenie polskiego króla, aby przestał tytułować się carem Rosji (Władysław IV został wybrany carem jeszcze w 1610 r. - w wieku 15 lat - po zwycięstwie wojsk Rzeczypospolitej w bitwie pod Kłuszynem i zajęciu Moskwy prze Polaków i od tego czasu wciąż tytułował się carem, oraz królem Szwecji). 1 marca 1633 r. do Krakowa przybył poseł od chana Dżanibeka II Gireja - Ibrahim bej, który w imieniu swego władcy domagał się "upominków" w zamian za nękanie Rosji od południa. Żądał również wypłaty zaległych "upominków" z pięciu ostatnich lat. Tatarski poseł został zatrzymany w Krakowie, zaś do Bakczysaraju wyprawiono poselstwo, na czele którego stał - Sulejman Rabaj, polski Tatar, który na dworze chana miał zapewniać o chęci utrzymania pokoju. Dżanibek II przystał na pokój i dalszy sojusz, oraz obiecał dalej szarpać Rosję (w tymże roku na Moskwę wyprawił się syn chana - Mubarak Girej, który na czele ponad 40 000 Ordy spustoszył południe Rosji).




W sierpniu 1633 r. w pałacu w Kandilli, przyszło na świat dziecko sułtana Murada IV. Nie był to jednak chłopiec - jak oczekiwano, ale dziewczynka, co jednak nie zmieniło stosunku sułtana ani do dziecka ani jego małżonki (a jak już wspomniałem, sułtan słynął z okrucieństwa, np. pewnego razu kazał usunąć jajniki kilku swoim haremowym niewolnicom, bo te długo nie zachodziły w ciążę). Dziewczynka otrzymała imię - Ismihan Kaya, a jej narodziny zostały uczczone pokazem sztucznych ogni, fajerwerkami i wystrzałami armatnimi z okrętów stojących w stambulskim porcie. Matką dziewczynki była Huricehre Haseki, która po urodzeniu otrzymała prawo przeniesienia się na wyższe piętro haremu, tam gdzie przebywała chociażby sułtanka Kosem. Huricehre, która trafiła do haremu jako podarek dla sułtana Murada ok. 1628 r. i pochodziła ze szlachetnej gruzińskiej rodziny - Maczutadze, teraz stała się sułtańską faworytą (w 1633 r. miała 20 lat), oraz matką sułtańskiej córki. Nie była to jeszcze pozycja taka, jaką cieszyły się faworyty które urodziły synów, ale gwarantowała pewne bezpieczeństwo i wygodne życie (co ciekawe, Huricehre miała też siostrę, z którą razem przybyły do haremu - Lalezar, ale ta nie wzbudziła nigdy większych względów sułtana Murada i wreszcie została wydana za mąż za Kenana Paszę, gruzińskiego księcia). Sułtan ponoć przez pierwsze dni po narodzinach nie odstępował swej córki i jej matki, ale wkrótce doszło w stolicy do potwornej tragedii. Radość z narodzin sułtańskiej córki nie trwała długo, wkrótce zmącił ją pożar, który wybuchł w dzielnicy Cibali i bardzo szybko rozprzestrzenił się na prawie całe miasto. To była tragedia, domy waliły się w gruzy, ludzie uciekali w popłochu, ale wszędzie był ogień, wielu mieszkańców udusiło się dymem, nim w ogóle dosięgnął ich ogień. To była potworna tragedia i choć ogień nie doszedł pod mury sułtańskiego pałacu, również sposobiono się do jego ewakuacji.




Gdy pożar został wreszcie ugaszony, oczom ukazały się ogromne zniszczenia, oraz wielu poranionych, głodnych i spragnionych ludzi, którzy utracili dach nad głową. Ludzie spodziewali się pomocy ze strony sułtana, ale ten jedyne co uczynił to zakazał palenia tytoniu w mieście, twierdząc że to właśnie on był powodem zaprószenia ognia. Zamknięte zostały też wszystkie kawiarnie gdzie serwowano kawę. Wydano również nakaz, aby wszyscy ludzie po zmierzchu wychodzili na ulice z latarniami w ręku, a kto zostałby złapany bez latarni, lub palił fajkę lub też pił ukradkiem kawę, miał być na miejscu karany śmiercią. Tymczasem aby odwrócić uwagę od spraw wewnętrznych, sułtan wydał pozwolenie Tatarom do wojny z Rzeczpospolitą i jako głównodowodzącego mianował Abazy Paszę. Ten powierzył atak bejlerbejowi uzyjskiemu (Dijarbekir) - Murtezie Paszy. Już w kwietniu 1633 r. wyjechał sułtan do wojska, które stacjonowało w Adrianopolu. Murtezę wysłał sułtan nad granicę, zaś Abazy Paszę wezwał do Adrianopola, gdzie podejmował niezwykle wykwintnie przez prawie dwa miesiące, po czym nakazał wrócić nad granicę. W tym właśnie miesiącu do Adrianopola przybył zwiadowca - Szahin-Aga, który zameldował iż "Lahowie zajęci są wojną z Moskalami i gotowi poddać się z pokorą woli padyszacha". W takiej sytuacji sułtan polecił wpierw Tatarom naruszyć granicę i jako pierwszy, w nocy z 29 na 30 czerwca granicę na Dniestrze w pobliżu Chocimia przekroczył Kantemir, wódz Ordy Nogajskiej. Uderzył on na Podole, gdzie: "wielki plon ludzi, stad, bydeł zagarnąwszy" (jak pisał 5 lipca niejaki Golański, miejscowy poborca podatkowy), sposobił się do powrotu przez granicę. 

Hetman Stanisław Koniecpolski przebywał wówczas w twierdzy w Barze i miał do dyspozycji 2500 jazdy (gdyż 25 000 żołnierzy walczyło na froncie moskiewskim pod Smoleńskiem). Dowiedziawszy się o tatarskim zagonie Kantemira, ruszył przeciw niemu i dopadł go już w Mołdawii, pod Sasowym Rogiem nad Prutem, gdzie doszło do bitwy (4 lipca 1633 r.). Tatarzy zostali doszczętnie rozbici (uwolniono cały jasyr) a sam Kantemir musiał ratować się ucieczką przez Prut i mało co nie utonął. Ale to była tylko straż przednia, główne siły osmańsko-tatarskie już szykowały się do kolejnego ataku. Hetman Koniecpolski cofnął się do Kamieńca Podolskiego, gdzie oczekiwał posiłków od panów polskich z Ukrainy i Podola. Zbierali się oni niemrawo, ale wreszcie ogółem dostarczyli 8000 wojska. Teraz dysponując prawie 11 000 żołnierzy, gotował się hetman na starcie z nadciągającym nieprzyjacielem, który 22 października ukazał się naprzeciw Kamieńca w sile 30 000 Turków, 15 000 Tatarów i 10 000 Wołochów (zarówno z Mołdawii jak i Wołoszczyzny). Tego samego dnia jeszcze rozpoczęto szturm na obwarowania Kamieńca, ale po utracie ok. 1000 ludzi, Abazy Pasza wysłał do Koniecpolskiego żądanie natychmiastowej kapitulacji, ale po otrzymaniu odmowy, nie ryzykował większych strat i jeszcze tego samego dnia wieczorem zarządził odwrót. Nie udało mu się też zdobyć mniejszych twierdz, jedynie (po 3-dniowym oblężeniu) poddał się zameczek Studzienna (swoją drogą 50 000 armia osmańska jedyne co zdobyła podczas tej wojny to... jeden zamek).




Abazy Pasza był przerażony, zdając sobie sprawę że sułtan za to niepowodzenie skaże go niechybnie na śmierć. Dlatego też postanowił nieco przechytrzyć los. Wyszukał wśród okolicznych chłopów ładną dziewczynę, kazał ją umalować i przebrać w piękne suknie, po czym wysłał ją do Adrianopola, do sułtana, twierdząc że jest to... córka hetmana Koniecpolskiego. Sułtan uwierzył i darował Abazy Paszy życie, dziewczynę zaś zabrał ze sobą do haremu. Z początkiem grudnia 1633 r. Murad IV powrócił do Konstantynopola, ale wkrótce udał się do Bursy (wcześniej w Izmicie mordując tamtejszego kadiego, gdyż doszły go słuchy iż gnębi on lud), wkrótce też (styczeń 1634 r.) kazał zamordować wielkiego muftiego Konstantynopola, gdyż ten głosił iż władca nie może w tak okrutny sposób sprawować swej władzy. Jego ciało zostało wrzucone na wóz do przewożenia siana i pochowane w piasku nad brzegiem morza, bez żadnych oznak religijnych. Sułtan robił co chciał, mordował kogo chciał i wynosił kogo chciał - nikt (nawet jego matka) nie śmiał mu się sprzeciwiać. W kwietniu 1634 r. sułtan powiedział polskiemu posłowi - Aleksandrowi Trzebińskiemu że "ogniem i mieczem przywiedzie ją (Rzeczpospolitą) do ostatniej zagłady", jeżeli haraczu i wytępienia Kozaków nie otrzyma. Na co poseł miał odpowiedzieć: "tylko podnieść bułat jest w twej mocy, zwycięstwo w mocy Boskiej", odmówił również podpisania jakichkolwiek warunków zapłaty wszelkiego haraczu. Murad IV wiedział już również o polskim zwycięstwie nad Moskwą pod Smoleńskiem, gdzie 1 marca poddał się z całą swą armią (ponad 34 000 żołnierzy) rosyjski wódz - Michaił Szein, który upadł przed królem Władysławem IV na kolana i oddał mu wszystkie sztandary i działa (132, z czego 21 ciężkich armat). Po powrocie do kraju, Michaił Szein został skazany przez cara Michała na śmierć za ową klęskę. 15 czerwca podpisano układ pokojowy polsko-rosyjski, na mocy którego król Władysław godził się zaprzestać używać tytulatury rosyjskiej, za co car wypłacił 200 000 rubli, zrzekł się na korzyść Rzeczypospolitej "po wieczne czasy" ziem Białorusi i Ukrainy a także Inflant, Estonii i Kurlandii.




Mimo to sułtan był zdecydowany na wojnę z Polską i 8 kwietnia 1634 r. opuścił Konstantynopol, udając się do Adrianopola, a 9 kwietnia oficjalnie wypowiedział Rzeczpospolitej wojnę. Miał jednak pecha, bowiem pod wrażeniem zwycięstwa nad Rosją, szlachta na sejmie (19 lipca-1 sierpnia) uchwaliła podatki na wojsko, które już kierowano ku Kamieńcowi Podolskiemu, potężnej twierdzy granicznej. W tym czasie najpierw do Wilna (gdzie król Władysław świętował zwycięstwo nad Rosją), a potem do Krakowa, wyprawiony został poseł turecki - Szahin-Aga, który widząc polskie przygotowania do wojny i urządzane mu przed oczami parady wojskowe, zakomunikował swemu władcy że wojna z Rzeczpospolitą, będącą "opitą zwycięstwem" nie jest najlepszym pomysłem i że należałoby się zastanowić nad poszukaniem pokojowego rozwiązania tej sytuacji. Wkrótce też okazało się że Abazy Pasza oszukał sułtana, przysyłając mu brankę, którą przedstawił jako córkę hetmana Koniecpolskiego, tym bardziej okazało się że... dziewczyna jest w ciąży a ojcem z pewnością nie był sułtan Murad. Tego było za wiele, Murad był wściekły a cały jego gniew skumulował się właśnie na owym Abazy Paszy. W sierpniu 1634 r. został on z rozkazu sułtana ścięty. Do wojny z Rzecząpospolitą nie doszło (ku rozpaczy króla Władysława) i we wrześniu sułtan podpisał pokój, który był zaakceptowaniem wszystkich polskich warunków. W hospodarstwach Mołdawii i Wołoszczyzny mieli panować Grecy (którzy jednocześnie będąc lennikami tureckimi, musieli być zatwierdzeni przez polski Sejm), obie strony przyrzekły trzymać krótko Tatarów jak i Kozaków i uniemożliwiać im ataki na ziemie drugiego, granica stabilizowała się na Dniestrze, a sułtan oficjalnie rezygnował z jakichkolwiek danin z polskiej strony.




CDN.

17 lutego 2026

WINO, KOBIETY I... TRON WE KRWI - CZYLI PONURY CIEŃ BIZANCJUM - Cz. VI

NIM JESZCZE 
NAD KONSTANTYNOPOLEM
ZAŁOPOTAŁ ZIELONY
SZTANDAR MAHOMETA





I
JAK AZJATKA Z AFRYKANEREM
(CZYLI PIERWSZA "BIZANTYJKA"
NA RZYMSKIM PALATYNIE)
Cz. V





"I CO JA ZROBIŁEM TAK STRASZNEGO?"



Rządy Marka Dydiusza Juliana od samego początku były bardzo niepopularne wśród ludu, a rzymska ulica widziała jedyne wybawienie dla Miasta i Imperium w namiestniku Syrii - Gajuszu Pescenniuszu Nigrze. Problem polegał jednak na tym, że oprócz niego swoich wodzów okrzyknęły imperatorami również legiony naddunajskie i legiony w Brytanii - Niger nie był więc jedynym konkurentem do cesarskiej purpury. Najbliżej do Rzymu miał z Panonii właśnie Septymiusz Sewer i to on pierwszy w połowie kwietnia (podobnie jak przed stu-dwudziestu-czterema laty Antoniusz Primus) wyruszył w drogę do Italii (w tym samym czasie jego konkurenci - Pescenniusz Niger i Klodiusz Albin dopiero co otrzymali wiadomość o zamordowaniu cesarza Pertynaksa i ledwie co rozpoczynali mobilizację). Sewer minął Alpy (Dydiusz Julian nie zdążył nawet obsadzić górskich przełęczy) i wszedł do doliny Padu, gdzie również nie napotkał żadnego oporu (tamtejsze miasta masowo otwierały przed nim swe bramy - zresztą było im zupełnie obojętne który z kandydatów do cesarskiej purpury będzie nimi władał), podobnie dalsza droga w głąb Italii przypominała spacerek. Julian nie miał wystarczająco dużo wojsk i w zasadzie w samym Rzymie musiał polegać głównie na pretorianach, mimo to - aby zachować godność i powagę - słał gniewne listy do Sewera nakazując mu zawrócić, strasząc, iż w razie odmowy, zostanie uznany za wroga ludu. Oczywiście Sewer nie zawrócił i Julian zmusił Senat by go ogłosił wrogiem ludu (innymi słowy - wyjętym spod prawa bandytą), jednocześnie wyznaczając jego żołnierzom termin złożenia broni, po upływie którego również i oni zostaliby uznani za wyjętych spod prawa. To jednak nie skutkowało a Julian pragnął się zabezpieczyć w każdy możliwy sposób. Na początku zmusił Senat by ten przyznał jego małżonce - Manli Skantilli i córce - Dydi Klarze tytuły august. Jednocześnie usamodzielnił swą córkę i przekazał jej część swego majątku (w razie gdyby przegrał, wówczas majątek córki nie podlegałby konfiskacie) a jej męża - Korneliusza Repentyna uczynił prefektem miasta. 




Starał się też Dydiusz Julian pobić Septymiusza Sewera w inny sposób. Nie rezygnował nawet z... zaklęć magicznych, które miały uderzyć w jego konkurenta. Gdy to nie pomogło, wysłał do obozu Sewera zabójcę, z rozkazem zgładzenia wodza naddunajskich legionów. Oczywiście takie próby nie mogły się powieść, a to z tego względu że każda "nowa gęba" w obozie od razu rzucała się w oczy i bardzo szybko tacy ludzie byli demaskowani. Julian zdawał sobie doskonale sprawę, że prócz legionów Sewera, ma też przeciwko sobie lud rzymski, a to oznacza że lojalność pretorian stoi pod wielkim znakiem zapytania. Imał się więc najróżniejszych sposobów aby utrzymać ich przy sobie. Uwięził i skazał na śmierć Kwintusa Letusa - prefekta pretorium i jednego ze sprawców mordu na (uwielbianym przez pretorian) Kommodusie. Podobnie uczynił z Marcją (która poślubiła wówczas byłego niewolnika Kommodusa, niejakiego Elektusa i miała z nim dziecko), uznając winną zdrady cesarza, którego niegdyś była niewolnicą. Gdy i to okazywało się niewystarczające, postanowił porozumieć się z Sewerem, ofiarowując mu współrządy (pytanie tylko po co tamten miałby się na to godzić, skoro już i tak był zwycięzcą, zaś pozycja Juliana z dnia na dzień stawała się coraz słabsza). Ostatecznie zarządził więc obronę Rzymu i zamienienie miasta w twierdzę. W tym celu ściągał okoliczne oddziały skąd tylko mógł, nawet z floty w Misenum (w czasach Cesarstwa utrzymywanie floty wojennej, a szczególnie w Italii, nie miało większego sensu, choćby dlatego że już do zamierzchłej przeszłości odeszły czasy, gdy na przybrzeżnych wodach grasowali piraci, dlatego też zarówno gwardia pretoriańska jak i korpus floty w Misenum - nie przypominały formacji wojskowych, a tamtejsi żołnierze głównie opływali w dostatki i organizowali parady, natomiast całkowicie odwykli od trudów jakiejkolwiek wojaczki). Problem polegał na tym, że ci żołnierze byli kompletnie nie przygotowani do walki, ponoć nie potrafili nawet ćwiczyć. Podobnie wyglądały próby umacniania Rzymu, które wśród mieszkańców budziły ogromne politowanie i mnóstwo śmiechu (ściągnięto co prawda nawet i słonie bojowe do wzmacniania stanowisk, a i tak wszystko to na darmo, gdyż brakowało zarówno dobrego planu operacyjnego, jak i wykonania a przede wszystkim żołnierskich umiejętności).




Żołnierzy z gwardii pretoriańskiej do działania mobilizowała tylko jedna rzecz, niepewność jak w stosunku do nich zachowa się nowy władca Imperium. Gdyby tylko dał im jakiś znak że pozwoli zachować dotychczasowe przywileje, natychmiast (albo jeszcze szybciej) porzuciliby Dydiusza Juliana i przeszli pod rozkazy Sewera. Septymiusz Sewer doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, że nawet najgorsze, najbardziej rozleniwione wojsko, będzie walczyć odważnie i dzielnie, jeśli od tego zależeć będzie życie tych żołnierzy. Po co więc ma tracić siły na niepotrzebne przelewanie krwi, lepiej ogłosić że pretorian nie spotka żadna kara, jeśli tylko obalą Dydiusza Juliana i jego uznają za cesarza. Wysłał więc do Rzymu swego oficera, który miał pretorianom złożyć taką właśnie propozycję - zachowacie życie, jeśli obalicie Juliana. Tych nie trzeba było długo namawiać, sami oczekiwali właśnie takiego gestu, gdyż nie zamierzali walczyć (człowiek który opływa w dostatki, nie ma wcale ochoty, ani nie widzi też sensu by walczyć i ginąć. Jedynym wyjątkiem jest bezpośrednie zagrożenie życia, ale w każdym innym przypadku taki człowiek jest gotów pójść na wszelakie ustępstwa). Natychmiast ruszyli na Palatyn, wyciągnęli Dydiusza Juliana z pałacu cesarskiego i uśmiercili go (ponoć w ostatnich słowach Julian miał zadać im pytanie: "I co ja zrobiłem tak strasznego?"), był 1 czerwca 193 r. (upłynęło więc dokładnie pół roku od zamordowania Kommodusa). Natychmiast też w Ateneum zebrał się Senat, który wydał uchwałę skazującą Juliana na śmierć (ten panował tylko 65 dni), odebrał jego małżonce i córce tytuły augusty oraz zaliczył Pertynaksa (w którego imieniu występował Septymiusz Sewer) w poczet bogów. Przyznał też wszelkie tytuły i zaszczyty Sewerowi, który rozłożył się obozem pod miastem.

Dlaczego cesarz nie wkracza do Rzymu? Co jest powodem tej zwłoki? - zapewne wielu mieszkańców, senatorów i pretorian zadawało sobie wówczas to pytanie. A Septymiusz Sewer zwlekał. Wreszcie wydał rozkaz: wszyscy pretorianie mają się stawić pod miastem w celu złożenia przysięgi wierności nowemu panu Imperium i na znak czci przybyć w strojach paradnych, ale bez broni. Budziło to pewne podejrzenia, ale przecież nie można było postąpić wbrew cesarskiemu rozkazowi, dlatego też żołnierze karnie stawili się w wyznaczonym miejscu, pięknie przyodziani z gałązkami wawrzynu w dłoniach zamiast mieczy. Ustawili się na środku placu w zwartych szeregach, oczekując pojawienia się cesarza i złożenia mu przysięgi wierności (którą wiarołomnie składali i łamali już wielokrotnie). Po ich bokach zaś rozlokowali się żołnierze z legii naddunajskich, którzy coraz bardziej zacieśniali krąg wokół zgromadzonych. Gdy wreszcie otoczyli ich zupełnie, wysunęli przeciwko nim ostrza włóczni. Przerażenie ogarnęło pretorian, nie mieli przecież przy sobie broni (jedynie paradne mieczyki, nie nadające się do walki). I wtedy właśnie ukazał im się nowy cesarz - Septymiusz Sewer, który ozwał się do zgromadzonych szeregów niedawnej jeszcze wojskowej elity, tymi oto słowy: "Zamordowaliście Pertynaksa, dostojnego starca i znakomitego władcę, choć waszym świętym obowiązkiem było strzec i osłaniać go przed wszelkim niebezpieczeństwem. Sprzedawaliście potem za pieniądze godność cesarza rzymskiego, którą dotąd zawsze okrywał majestat. Zdradziliście jednak nawet swego wybrańca. Zasługujecie więc na śmierć po tysiąckroć. Ja wszakże oszczędzę was, aby nie stać się naśladowcą waszych zbrodni. (...) Nie jesteście już żołnierzami. Złożycie tu i teraz cały strój i odejdziecie jak najdalej od Rzymu, a którykolwiek z was ośmieliłby się w przyszłości pojawić bliżej niż sto mil od miasta, zostanie ukarany śmiercią". Tak więc dotychczasowa wojskowa "elita" stała się pośmiewiskiem, upokorzona i zmuszona do porzucenia intratnej służby. Pretorianom odebrano wszystko co posiadali - miecze, pancerze, włócznie, nawet nagromadzone kosztowności. Musieli też porzucić swe konie (niektóre nie chciały odejść od swych panów) i od tej pory żyć jak zwykli, ubodzy wieśniacy.




Dopiero po rozprawieniu się z pretorianami mógł Septymiusz Sewer swobodnie wjechać w mury Rzymu, gdzie od kilku dni oczekiwał go Senat i Lud. Był 9 czerwca 193 r. gdy w uroczystym orszaku wkraczał nowy pan Imperium w mury Wiecznego Miasta (początkowo jechał konno, jak wódz w zbroi, ale tuż przed samymi murami wdział togę i szedł już pieszo, tym samym zamierzając pokazać iż szanuje tradycję i rzymskie - dawno już zapomniane - republikańskie obyczaje). Kasjusz Dion pozostawił relację z tego wydarzenia: "Było to najwspanialsze widowisko jakie kiedykolwiek oglądałem. Wieńce z kwiatów, wawrzyny, różnobarwne kobierce zdobiły całe miasto. Wszędzie pełno było świateł i płonęły kadzidła. Mieszkańcy jasno odziani i promieniejący weselem wznosili radosne okrzyki. Żołnierze prezentowali się znakomicie, gdy maszerowali w swych zbrojach jak podczas uroczystego pochodu świątecznego. Także my, senatorzy, kroczyliśmy w porządku, tłum natomiast kłębił się i cisnął, wszyscy bowiem pragnęli ujrzeć cesarza i usłyszeć jego słowa". Uroczysty pochód oczywiście udawał się na Kapitol, gdzie po złożeniu ofiar Jowiszowi Najlepszemu Największemu, cesarz Septymiusz Sewer oddał cześć innym bogom. Dopiero wieczorem (lub zgoła w nocy) udał się do swych cesarskich komnat w pałacu na Palatynie - był to pierwszy dzień jego rządów. Dnia następnego (10 czerwca) wygłosił w Senacie uroczystą mowę, jednocześnie podkreślając że jego panowanie będzie okresem sprawiedliwości i szczęścia dla obywateli (który władca i która władza nie uważa własnych rządów za najlepsze i najsprawiedliwsze dla poddanych?). Oczywiście obiecał wolność słowa i zakazał wszelkich donosów (każdy "cesarz" - nawet ci nam współcześni, którzy uważają się za demokratów - tak właśnie zaczynają. A jak kończą? Oto jest pytanie? "Nie jest ważne jak mężczyzna zaczyna, ale jak kończy" - rzekł niegdyś pewien klasyk).
 



WKROCZENIE DO RZYMU NADDUNAJSKICH LEGIONÓW SEWERA, PRZYPOMINAŁO TRIUMF RZYMSKIEGO WODZA



Mimo tych szumnie zapowiadanych deklaracji, cesarz zrobił kilka wyjątków. Po pierwsze, córce Dydiusza Juliana - Dydi Klarze odebrano majątek ojca, który ten wcześniej jej przekazał. Po drugie, swemu zaufanemu oficerowi - Plaucjanowi, nakazał odnaleźć i uwięzić dzieci Pescenniusza Nigra - który obecnie stanowił poważne zagrożenie, jako potencjalny kandydat do cesarskiej purpury. Septymiusz Sewer przeprowadził też reformę gwardii pretoriańskiej, przyznając służbę w tej elitarnej jednostce, nie jak dotąd zblazowanym mieszkańcom Rzymu i Italii, którzy nie zamierzali służyć długich lat w niebezpiecznych regionach, tylko od razu załatwiali sobie "ciepłą posadkę" w formacji doskonale opłacanej a przy tym nie mającej praktycznie żadnych obowiązków. Odtąd do pretorian można było wysłać jedynie wyróżniających się żołnierzy z formacji nadgranicznych (notabene, który dowódca chciałby się też pozbywać dobrego żołnierza?). To rozwiązanie budziło pewien sprzeciw w Senacie, ale niezbyt głośny, gdyż w mieście wciąż jeszcze przebywali legioniści znad Dunaju, którzy dla Rzymian niewiele różnili się od barbarzyńskich ludów spoza granicznego limesu. Byli nieokrzesani, wulgarni, a poza tym mieli miecze i jak chcieli coś mieć, to... po prostu sobie to brali - któż mógłby im bowiem zabronić? To oni zwyciężyli, to oni teraz stanowili prawo w Rzymie. A tymczasem cesarz Sewer postanowił urządzić dwie wielkie uroczystości, które miały znamionować chwałę nowych rządów. Pierwszą był majestatyczny, ponowny pochówek cesarza Pertynaksa. Rzymianie od bardzo dawna nie oglądali takiego święta przy takiej obstawie i splendorze. Na Forum Romanum stanął budynek otoczony czterema kolumnami ze złota i kości słoniowej. W jego środku ustawiono trumnę ze zwłokami cesarza Pertynaksa, złożoną na przetykanych złotem i srebrem kobiercach. Ciało Pertynaksa co prawda nie nosiło jeszcze oznak rozkładu, ale bez wątpienia nie pachniało zbyt dobrze, przez co przyciągało szereg drobnych insektów, szczególnie much. Potrzebny więc był ktoś, kto stojąc przy zwłokach będzie odganiał owe muchy. Wybrano do tej roli przystojnego młodzieńca, przebranego w śnieżnobiałą tunikę (choć oczywiście Pertynaks twarz miał przykrytą woskową podobizną). 

Nim rozpoczęła się cała uroczystość, najpierw przebrany w czarny, żałobny strój, do trumny zbliżył się cesarz Septymiusz Sewer wraz z małżonką - Julią Domną, by oddać cześć swemu przybranemu ojcu (Sewer zaliczył się bowiem do rodu Pertynaksa i panował odtąd jako: Imperator Cezar Lucjusz Septymiusz Sewer Pertynaks Augustus). Następnie kroczyli wszyscy senatorowie (wraz z małżonkami), potem ekwici (z małżonkami) i wreszcie lud cały, który z oddali (aby nie uszkodzić ciała ani wzniesionego naprędce budynku) przyglądał się zamordowanemu z końcem marca tego roku, władcy. Następnie ubrane w czerń kobiety weszły do przybytku, mężczyźni zaś stanęli na zewnątrz i rozpoczęła się uroczystość pogrzebowa (która była raczej demonstracją potęgi nowego władcy). Pertynaks - jako triumfator, miał "doglądać" przechodzącej przed jego trumną parady wielkich rzymskich zdobywców, wodzów i polityków z dawnych wieków, których niesiono teraz posągi. Następnie pojawił się chór, złożony z mężczyzn i chłopców - śpiewających żałobne pieśni ku czci zmarłego. Potem prezentowano wszystkie podbite przez Rzymian ludy, których postaci (przybrane w rodzime stroje) uwidocznione zostały na kolejnych posągach. Następnie przemaszerowały kolegia zawodowe (w tym również członkowie tak popularnych w Rzymie frakcji cyrkowych, specjalizujących się w wyścigach rydwanów. Były cztery takie frakcje - Czerwoni, Zieloni, Biali i Błękitni, przez pewien czas istniała też frakcja Złotych - a kibice każdego z nich potrafili nawet wzajemnie się mordować podczas swoistych "kibolskich ustawek"). Za nimi pojawiły się wizerunki sławnych Rzymian, którzy przeszli do historii jako wielcy poeci, twórcy i wynalazcy. Pochód zamykali żołnierze w pełnych zbrojach, następnie dary pogrzebowe jakie miano złożyć na ołtarzu ku czci Pertynaksa, oraz niesiony złoty ołtarz, przetykany drogimi kamieniami i kością słoniową, sprowadzaną aż z Indii. Gdy dopełniono tych wszystkich uroczystości i złożono dary na stosie pogrzebowym (na którym spoczęło też ciało cesarza Pertynaksa), konsulowie wzięli pochodnie w dłonie i cisnęli je na mary które stanęły w płomieniach (w tym momencie z klatki umieszczonej pod ołtarzem wypuszczono orła, który miał symbolizować ulatującego ku niebiosom cesarza). Bez wątpienia musiało to być niezwykłe widowisko.




Drugim, równie wielkim przedstawieniem, były wspaniałe munera, urządzone podczas czerwcowego święta (obchodzonego zwykle 24 czerwca) ku czci bogini Fortuny. Rzymianie, po dopełnieniu obowiązków związanych z pielgrzymowaniem tego dnia do dwóch pod-rzymskich świątyń bogini (najczęściej płynięto tam łodzią po Tybrze, była to też okazja dla zakochanych by ci spędzili ze sobą trochę czasu), mogli następnie uczestniczyć w trwających kilka dni cesarskich munera, odbywających się zarówno w Cyrku Wielkim (wyścigi rydwanów) jak i w Koloseum (walki gladiatorów, walki z dzikimi zwierzętami). W tym ostatnim miejscu cesarz urządził swemu ludowi prawdziwy crème de la crème - czyli naumachię, pokaz walk morskich (w tym celu część Koloseum zostało wypełnione wodą i wciągnięto tam okręty, których składy złożone były oczywiście z gladiatorów). Okres niekończących się zabaw i radości na koszt państwa trwał do początku lipca 193 r. Wciąż było bowiem trzech władców Imperium a pozycja Sewera - mimo zdobycia Rzymu - wcale nie była taka pewna, tym bardziej że Pescenniusz Niger wciąż był bardzo popularny, a wdzięczność ludu (za owe igrzyska i uroczystości) szybko poszłaby w zapomnienie, gdyby tylko tamten przedostał się z wojskiem do Italii. Należało więc działać błyskawicznie, gdyż teraz każda zwłoka mogła już kosztować życie. Aby nie prowadzić wojny na dwóch frontach, Sewer musiał najpierw rozwiązać kłopotliwy problem słabszego (posiadającego mniejsze wojska) Klodiusza Albina, który, jak na razie, nie przeprawił się jeszcze z Brytanii na kontynent i można go było próbować przekupić. Głównym zagrożeniem zaś był Niger, bowiem on też nie próżnował i zgromadził sporą armię, szykując się do wyprzedzającego ataku na Italię.




CDN.

16 lutego 2026

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. IV

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII
ISTNIAŁ MATRIARCHAT?


NIM PRZYJDĘ DO TEMATU, CHCIAŁBYM TEN UTWÓR DEDYKOWAĆ PREMIEROWI DONALDOWI TUSKOWI ZA JEGO WYBITNIE PRO-POLSKĄ POLITYKĘ





I
STAROŻYTNY EGIPT
BOSKIE MAŁŻONKI AMONA-RE
(ok. 1140 r. p.n.e. - 525 r. p.n.e.)
Cz. IV





"ROZDZIELIŁ NAS GOŚCINIEC PŁYNNEGO SZAFIRU,
TY W TEBACH, JA DOPIERO WYPŁYWAM Z KAIRU.
SPODZIEWAŁEM SIĘ NIEGDYŚ, ŻE MIŁO NAM BĘDZIE
ZŁĄCZYĆ NA NILU SKRZYDŁA OKRĘTÓW ŁABĘDZIE,
RAZEM ODWIEDZAĆ MUMIÓW BALSAMICZNE SKŁADY,
RAZEM OCZY W NILOWE RZUCAĆ WODOSPADY (...)
BO GDYM O TYM ROZMAWIAŁ Z NADNILOWYM ŻEŃCEM,
RZEKŁ MI: "NIMFA, LOTOSÓW USTROJONA WIEŃCEM,
SIEDZĄC SMUTNA NAD SKAŁĄ CZARNYCH ETYJOPÓW,
OSTROŻNIE SĄCZY DZBANEM OJCA NASZYCH SNOPÓW (...)
AŻ SIĘ NA POLACH NASZYCH STRUMIENIEM ROZTOCZY.
POWIEDZ MI, CZY WIDZIAŁEŚ TĘ NIMFĘ NA OCZY?"

JULIUSZ SŁOWACKI
("NA ŁÓDCE NILOWEJ")
1836 r.



W 586 r. p.n.e. umiera dotychczasowa Boska Małżonka Amona-Re - Nitokris I. Powoduje to, że oddana jej na wychowanie (wybrana przez nią na następczynię) córka faraona Psametyka II i siostra faraona Apriesa, prawie dziesięcioletnia Anchnesneferibre obejmuje wówczas pełnię władzy kapłańskiej. Na młodą dziewczynę spadają wówczas obowiązki, które często przerastają jej możliwości, gdyż musi ona odtąd zadbać o organizację i oprawę wszelkich świąt które odbywają się w Tebach, jak również spadają na nią obowiązki kontroli administracyjnej południa kraju (choć realnie wówczas już Górny Egipt był ponownie podporządkowany faraonom z Sais, to jednak pozycja Boskiej Małżonki jako osoby praktycznie równej władcy na południu, wciąż się utrzymywała w społecznej świadomości Egipcjan tego regionu). Musiała bowiem uczestniczyć w największych świętach związanych z kultem boga Amona-Re (jak również odnoszących się do tradycji południa kraju), należały do nich święto Opet i święto "Wyjścia Sotisa", będące jednocześnie świętem Nowego Roku w Egipcie (zwane również świętem "Początku Czasu"). Rok egipski zaczynał się bowiem pierwszego dnia pierwszego miesiąca Dżehutimesa (pierwszy miesiąc wylewów Nilu), czyli boga Totha (występującego pod nazwą Dżehutimesa - jako sprawcy i opiekuna życiodajnych wylewów Nilu). Zresztą każdy aspekt życia człowieka był całkowicie związany z bóstwem i wszystko było poświęcone oraz czynione na chwałę bóstw. Pojęcia życia świeckiego (w takim znaczeniu, w jakim to funkcjonuje obecnie) zupełnie nie istniało. Od swych narodzin do śmierci każdy człowiek był związany z bogami - związany nierozerwalnie i żaden przejaw ludzkiego życia nie mógłby zostać z niego wyłączony.

Gdy więc się czyta niezwykle piękne modlitwy, jakimi ludzie (byli to głównie albo sami kapłani, albo też ludzie wywodzący się z dworu królewskiego lub arystokracji) zwracają się do bogów, pokazują jedynie jak silny był związek człowieka ze sferą nadprzyrodzoną. Oto przykład, znaleziony na ścianie świątyni grobowej z lat 30-tych XIV wieku p.n.e. napisany odręcznie: "O radości mego serca, o Amonie, który walczysz o ubogiego, który jesteś ojcem sieroty i mężem wdowy! Jak dobrze jest wymieniać twe imię! Ono jest jak smak życia, jak smak chleba dla dziecka, jak szata dla nagiego, jak woń kwiatów latem. O łaskawy! Zwróć się ku nam ponownie, Panie Wieczności. Byłeś tu wszak, gdy jeszcze niczego nie było, i będziesz tu, gdy wszystko się skończy (...) O jak dobrze jest iść za tobą, Amonie (...) Rozpędź strach, daj radość ludzkim sercom!". Oczywiście nie wszyscy ludzie modlili się w tak wyszukany sposób, większość bowiem tych, którzy uczęszczali do świątyń, na pielgrzymki do świętych miejsc oraz brali udział w ludycznych procesjach religijnych, nie potrafiła się wyrażać w ten sposób. Ba, większość nie potrafiła ani czytać ani pisać, więc wchodząc do świątyni (użyłem tutaj pewnego uproszczenia, bowiem "wejść do świątyni" prosty lud mógł jedynie w dni świąteczne, ale tylko na świątynny dziedziniec. W dni powszednie modlono się przed pylonem świątyni - za bramą) otrzymywali tabliczki z napisanym na niej słowem, które (głównie) brzmiało: "ir nefer, ir nefer" powtarzane cyklicznie, co znaczyło "zrób dobrze". I na tym w większości kończyła się główna modlitwa ludu. Potem odbywało się składanie ofiar i prywatne prośby złożone do kapłanów o wstawiennictwo bóstwa. Oczywiście nie oznacza to też, że nie istniały bardziej złożone modlitwy, które ludzie otrzymywali przed świątyniami - owszem, tylko że większość z nich nie potrafiła ich odczytać, więc i tak im się nie przydawały.




Ale wracając do święta Dżehutimesa ("Początku Czasu"), jaki musiała każdego roku odbywać młoda Boska Małżonka Amona - Anchnesneferibre. Otóż Egipcjanie dzielili rok na 365 dni (10 dni tygodnia - z czego dwa ostatnie dni były wolne od pracy, 30 dni w miesiącu, oraz 3 pory roku liczące po 4 miesiące - pora wylewów, pora wzrostu i pora żniw, co łącznie dawało 360 dni w roku, do których dodawano 5 "dni świętych". Tak więc kalendarz egipski liczył sobie 365 dni w roku, więc co jakiś czas musiano korygować ten kalendarz, aby data Nowego Roku była zbieżna z kalendarzem gwiezdnym, liczącym 365 dni i jedną czwartą dnia (co cztery lata 365-dniowy kalendarz liczy więc o jeden dzień więcej, ostatecznie usystematyzował to dopiero grecki faraon Ptolemeusz III Euergetes w wydanym w 238 r. p.n.e. tzw.: "Dekrecie z Kanopus", wprowadzającym co cztery lata stały szósty dzień epagomenalny. To właśnie na tym kalendarzu wzorował się potem Gajusz Juliusz Cezar, który przybył do Egiptu w latach 48-47 p.n.e. i wprowadził go następnie w Imperium Rzymskim w 45 r. p.n.e. Ten kalendarz obowiązywał aż do 1582 r. i reformy przeprowadzonej przez papieża Grzegorza XIII, tworzącej obecnie istniejący kalendarz gregoriański. Ostatnimi krajami które go przyjęły była w 1917 r. Rosja Sowiecka i komunistyczne Chiny w 1949 r.).




Co ciekawe, w Egipcie na 365 dni w roku, było łącznie aż 126 dni świątecznych, wolnych od pracy. Nowy Rok bowiem nie zaczynał się 1 stycznia, tak jak obecnie, ale w połowie lipca (19 dzień tego miesiąca), gdy Nil występował ze swego koryta i zalewał pola (było to połączone z nadejściem gwiazdy Sotisa - czyli Syriusza). Był to okres w dużej mierze wolny od pracy w polu (w tym czasie część rolników przenoszono jednak do innych zajęć, np. przy budowie świątyń, pałaców lub do kamieniołomów) i większość czasu, który trwał do listopada, rolnicy spędzali albo na wypoczynku, albo też zajmowali się innymi zajęciami. W listopadzie następowała "pora wzrostu", czyli wody Nilu zaczęły się cofać, więc przystępowano do obsiewania pól. Żniwa rozpoczynały się w połowie marca i trwały do kwietnia. Następnie znów zaczynał się okres wyczekiwania (od kwietnia do lipca) i znów przenoszono rolników do innych zajęć. "Wyjście Sotisa" - czyli święto Nowego Roku, obchodzono uroczyście, a poprzedzało je zapalenie lamp w świątyniach w ostatnim dniu starego roku, następnie odpalano od nich pochodnie i udawano się na cmentarze (które tego dnia również były oświetlone), aby zmarli uczestniczyli wraz z żywymi w wielkim święcie nadejścia Nowego Roku. Całą noc świątynie i cmentarze były w ten sposób oświetlone, zaś nad ranem, nim jeszcze wzeszło słońce, kapłani wnosili na dach świątyni posąg bogini Hathor, tak, aby wstające słońce oświetliło ją pierwszą i w ten sposób miała się połączyć z Amonem-Re. Potem była procesja, modlitwy dziękczynne (składane przez ludzi za doczekanie Nowego Roku), tańce, muzyka (połączone z popisami akrobatycznymi tancerek świątynnych), a następnie dzień kończył się zabawą wśród ludu połączoną z piciem wina i ogólną "rekreacją" ciała. 

To było tylko jedno z wielu bardzo podobnych świąt, z których organizacją musiała sobie poradzić młoda dziewczyna, nowa Boska Małżonka Amona-Re. Przez większość lat panowania jej brata - faraona Apriesa, kraj się rozwijał i panował w nim pokój (pomimo wojennego zaangażowania się Egipcjan w politykę anty-babilońską w Palestynie i wspieraniu Jerozolimy, a po jej upadku w 587/586 r. p.n.e. we wspieraniu 13-letniego oporu Tyru - 586 r. p.n.e. - 573 r. p.n.e.). Jednak w 571 r. p.n.e. doszło do wydarzenia, które mogło zostać szybko rozwiązane, a zakończyło się detronizacją króla. Otóż w Cyrenajce - greckiej kolonii położonej na zachodzie Egiptu - w Libii, od dawna źle się działo. Grecy (podobnie jak Żydzi) osiedlali się na egipskiej ziemi we własnych ośrodkach miejskich, które sami zakładali. Nie mogło się to jednak podobać miejscowym, zarówno Egipcjanom jak i Libijczykom, dlatego też dość często dochodziło do wzajemnych kłótni, niesnasek a nawet walk. Jedno z nich wybuchło właśnie w Cyrenajce, gdzie wzburzony libijski tłum zaatakował greckich kolonistów, którzy schronili się w greckim mieście Cyrene (Kyrene), skąd wyszła odsiecz dla Greków, która zmasakrowała Libijczyków. Odgłosy tych wydarzeń dotarły na dwór królewski w Sais. Libijczycy poprosili faraona Apriesa o pomoc w wyparciu Greków z ich ziemi, ten jednak miał duży dylemat jak postąpić. Najlepszymi żołnierzami jego armii byli właśnie najemni Grecy. Nie mógł on jednak wysłać ich na wyprawę przeciwko ich współziomkom, gdyż obawiał się że zamiast walczyć, jedni i drudzy po prostu się połączą. Dlatego też skierował do Cyrenajki wojsko, złożone z rodowitych Egipcjan, na których czele postawił sławnego wodza - rdzennego Egipcjanina - Amazisa, który, jako młody dowódca wsławił się podczas kampanii nubijskiej z 593 r. p.n.e. (tej, o której pisałem w poprzedniej części).




Wyprawa ta jednak nie miała większych szans w starciu ze zdyscyplinowanymi i posługującymi się zupełnie inną taktyką wojskową, greckimi hoplitami, dlatego też, gdy już doszło do starcia, armia Amazisa została rozbita. Był to poważny cios dla narodowej dumy Egipcjan, którzy przecież deklarowali że są lepsi od greckich barbarzyńców (i dla których dyshonorem było użycie jakiejkolwiek rzeczy, którą wcześniej posiadał Grek czy Żyd, o podaniu im ręki nie wspominając). Dlatego też należało z tego wyjść z twarzą i oto pokonany Amazis o niepowodzenie kampanii i klęskę, oskarżył samego faraona, zarzucając mu iż potajemnie wspierał Greków - których też nie brakowało na jego dworze i którzy donosili swym współbraciom z Cyrenajki usłyszane w pałacu wieści. Winnym więc jest nie on, Amazis, wódz który wyruszył na wojnę z Grekami, próbującymi narzucać innym swą kulturę, ale władca, który ich tu sprowadził i osiedlił (notabene, Grecy osiedlali się w Egipcie jeszcze za czasów pradziada Apriesa - faraona Psametyka I). Zbuntował się więc przeciwko monarsze i szybko zyskał spore grono zwolenników, zaś Apries z każdym dniem był coraz słabszy. Gdy opuściło go wojsko i gdy z pałacu zaczęli uciekać jego słudzy, on sam postanowił zbiec, i aby ratować życie, uciekł wówczas do Babilonu (571 r. p.n.e.). Nowym władcą został Amazis II (Ahmose). Był to człowiek który miał wiele słabości, np. uwielbiał wino i często się upijał, oraz utrzymywał (jeszcze nim został władcą) prawdziwy harem nałożnic, ale jednocześnie był sprawnym dowódcą i dobrym administratorem, a kraj pod jego ponad czterdziestoletnimi rządami rozwijał się wyśmienicie.




Jednak przez pierwsze lata swego panowania, musiał się liczyć z próbą odzyskania tronu przez Apriesa, który znalazł wsparcie samego Nabuchodonozora II - władcy Babilonu. Sprawą palącą było podporządkowanie południa, czyli zmuszenie do uległości zarządzającej tym regionem Anchnesneferibre. Boska Małżonka nie miała wyjścia, musiała uznać władzę Amazisa i zadeklarować mu swoją wierność, a jednocześnie mogła liczyć że jej bratu uda się odzyskać tron. W 568 r. p.n.e. ruszyła babilońska ofensywa na Egipt, w skład której wchodził również Apries. Amazis, który deklarował chęć przywrócenia godności Egipcjanom i ich pozycji, wystawił armię złożoną z samych Egipcjan, aby udowodnić wszystkim że rodowici mieszkańcy też potrafią obronić swój kraj. Niestety, bitwa do której doszło w Delcie Nilu, zakończyła się porażką Egipcjan. Od zupełnej klęski i utraty tronu przez Amazisa, uratowała go jedynie śmierć Apriesa, który zginął podczas walk. Nie mający więc powodu aby dalej kontynuować walkę, Babilończycy, po uzyskaniu daniny i zawarciu pokoju, wycofali się do siebie. Tak oto Amazis II pozostał na tronie, ale musiał teraz ponownie posklejać rozdarty kraj. Na początek zabrał ciało Apriesa do Sais i pochował je zgodnie z zasadami przodków, jako wielkiego faraona. Rodzinie jego okazywał względy, a nawet poślubił jedną z jego córek - Tanetchetę, co miało sugerować iż jego panowanie jest przedłużeniem poprzedniej dynastii. Teraz przyszła pora na rozwiązanie innych, znacznie poważniejszych kwestii. 


PODBOJE CYRUSA WIELKIEGO



Trzeba było jakoś pogodzić ze sobą Egipcjan i Greków, gdyż nie można było skutecznie i bezpiecznie władać rozdartym wewnętrznie krajem. Zawarł więc Amazis sojusz z władcą greckiej Cyreny - Battusem II i na znak przyjaźni poślubił jego córkę - Ladike (wielożeństwo było czymś wówczas zupełnie naturalnym). Tak oto zaczęło się nowe panowanie, które jednocześnie będzie już (przed)ostatnim przed perską inwazją roku 525 p.n.e. Po 550 r. p.n.e. Amazis II wchodził w najróżniejsze układy polityczne, mające uchronić Egipt od najazdu coraz potężniejszego perskiego mocarstwa, dlatego też zawarł wiele korzystnych sojuszy, dzięki którym mógł czuć się bezpiecznie. Najpierw sprzymierzył się z królem Krezusem z Lidii. Jednak w 547 r. p.n.e. kraj ten został podbity przez Persów, na których czele stał śmiały wojownik - Cyrus II, już za życia zwany Wielkim. Następnie zawarł sojusz z Nabonidem I z Babilonu, który to został podbity przez Persów w 539 r. p.n.e. Próbował jeszcze szczęścia w sojuszu z Samos i Spartą, ale te greckie polis nie były w stanie udzielić mu skutecznej pomocy w walce z nadciągającą perską nawałnicą. Gdy w 529 r. p.n.e. gruchnęła wieść że Cyrus Wielki został zamordowany w Azji, nad Nilem odetchnięto z ulgą, ale wkrótce okazało się że radość była przedwczesna. Syn Cyrusa - Kambyzes II, który wstąpił na tron, okazał się równie wojowniczo usposobiony i żądny nowych podbojów, co jego ojciec.




A tymczasem Anchnesneferibre żyła sobie w swoich Tebach, otoczona luksusami, jakie przynależały do Boskich Małżonek Amona-Re. Wybrała sobie na swoją następczynię, córkę Apriesa - Nitokris II, którą przygotowywała do roli kolejnej już, siódmej Boskiej Małżonki Amona (od czasu Szapuseneb I - 754 r. p.n.e.). W 526 r. p.n.e. po 45 latach panowania, zmarł Amazis II. Jego następcą został syn (zrodzony z królowej Tenechtety) - Psametyk III. Wkrótce potem zmarła również sędziwa Anchnesneferibre, a jej miejsce zajęła Nitokris II. W kilka tygodni po tej ostatniej zmianie, ruszyła z całą siłą perska inwazja na Egipt. Siły inwazyjne zgrupował Kambyzes II pod Akką w Palestynie. A tymczasem zagrożony Psametyk III chwytał się wszystkich możliwych wyjść, aby uniknąć lub przynajmniej powstrzymać inwazję. Poprosił o pomoc Greków, obiecując im ulgi podatkowe w handlu (których nie posiadali Egipcjanie) i przyznając nowe miejsca do lokacji greckich kolonii w Egipcie. Dowódcą jego armii (która w ogromnej większości składała się z greckich najemników) był Grek - Fanes z Halikarnasu, który radził królowi aby wycofał się wgłąb kraju i tam przygotował obronę, wciągając Persów w pułapkę. Psametyk III nie chciał jednak o tym słyszeć, bowiem nie zamierzał oddawać wrogom połowy kraju praktycznie bez walki i zmuszał Fanesa aby ten zorganizował obronę samych granic.


BITWA POD PELUSIUM 
525 r. p.n.e.

(Ponoć aby sparaliżować Egipcjan, Kambyzes II nakazał na pierwszej linii swych oddziałów ustawić mnóstwo kotów - jako symbol bogini Bastet. I choć głównym trzonem zarówno egipskiej jak i perskiej armii były najemne oddziały greckie - które nie czciły bóstw o głowach zwierząt - to jednak Egipcjan udało się tym sposobem skutecznie sparaliżować)




Niesnaski pomiędzy królem a dowódcą trwały w najlepsze, gdy armia perska zbliżała się już do Egiptu. Wówczas, nie przygotowany do walki i obrażony na władcę Fanes, zbiegł do obozu perskiego, przekazując Kambyzesowi plany egipskiej obrony. Po ucieczce dowódcy, z armii zdezerterowało wielu innych greckich najemników, tak więc gdy doszło do samej bitwy pod Peluzjon, zakończyła się ona klęską sił egipskich (swoją drogą po obu stronach walczyli wówczas greccy najemnicy). Król Psametyk III zamknął się w twierdzy w Memfis. Nie był jednak w stanie kontynuować obrony i poddał twierdzę Persom, jednocześnie popełniając samobójstwo. Zwycięski Kambyzes zajął cały Egipt i choć sam przyjął większość tytulatury egipskich władców, oraz pozostawił kastę kapłańską jako tę, która miała utrzymywać lud w posłuszeństwie - jednocześnie zamienił Egipt w perską satrapię, a także rozwiązał funkcję Boskiej Małżonki Amona-Re (nie wiadomo co się wówczas stało z Nitokris II i jakie były jej dalsze losy, w każdym razie była ona ostatnią Boską Małżonką w egipskich dziejach). W taki oto sposób przestał istnieć matriarchalny urząd religijny, przekazywany tak z pokolenia na pokolenie w linii żeńskiej.




CDN.

15 lutego 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XXXV

CESARSTWO - MU
(LAMAR)




Po zniszczeniu antarktycznej cywilizacji miast-państw GOR (ok. 450 000 lat temu), co było wynikiem dokowania księżyca na orbicie okołoziemskiej przez Nibiruan pod przywództwem Anu, oraz jego synów Enlila i Enkiego, przez długi okres czasu największą cywilizacją ziemską, pozostawała cywilizacja nibiruańska w EDENIE, ABZU i w dorzeczu rzeki Indus. Ten stan rzeczy trwał przez ok. 200 000 lat. Nie oznacza to jednak że Nibiruanie byli jedynymi wówczas mieszkańcami Ziemi. Przetrwali również (poważnie napromieniowani - co odbiło się na kolorze ich skóry) dawni Bakaratinianie z rasy Czarnych. Były to już jednak niewielkie skupiska ludzi żyjących w stanie na wpół dzikim. Czas jaki minął od zniszczenia cywilizacji hyperboreańskiej, oraz występujące w międzyczasie kataklizmy, spowodowały zmianę koloru skóry (mutację), spowodowaną radiacyjnym promieniowaniem. Dawna rasa Czarnych stała się teraz zupełnie inną, odmienioną rasą - dzisiejsi australijscy Aborygeni są ich bezpośrednimi przodkami. Byli to już jednak ludzie żyjący na bardzo prymitywnej stopie cywilizacyjnej (mieszkali w jaskiniach, uciekali przed błyskawicami i ogniem, żyli w stanie na wpół dzikim). Zamieszkiwali oni (w ogromnej większości) kontynent LAMAR (zwany również MU). Przetrwali też nieliczni Żółci w rejonie dzisiejszej rzeki Huang-Ho w Chinach (lecz i oni ulegli zmianom fizycznym na skutek promieniowania radioaktywnego i działalności sił natury). Lecz owi Żółci także nie rozwinęli żadnej większej cywilizacji i żyli w niewielkich, dzikich plemionach koczowników i łowców. Tak więc jedyną cywilizacją wówczas na Ziemi pozostawali Nibiruanie z baz Edenu.

Ale ok. 250 000 lat temu, sytuacja ta uległa zmianom, gdyż to właśnie wówczas przywódcy planety AREMO z galaktyki Syriusza (o tragicznym losie tej planety pisałem we wcześniejszych tematach), postanowili wysłać wyprawę badawczą w rejon naszego Systemu Słonecznego, celem wybrania nowych miejsc pod przyszłą kolonizację (planecie groziło bowiem przeludnienie). Po przybyciu do naszej galaktyki, pierwszą planetą na jakiej założyli oni swą bazę, był Mars. Tam jednak już od dłuższego czasu funkcjonowała placówka plejadiańska (rodowici Marsjanie zeszli do podziemnych tuneli by tam żyć i mieszkać, a powodem tego było zniszczenie atmosfery na planecie, spowodowane zagładą Malony). Dla nich więc nie starczało już tam miejsca, tym bardziej że planeta nie nadawała się na przyszłą kolonizację. Dotarli więc na Ziemię, lądując swymi gwiazdolotami w okolicach dzisiejszych Chin. Gdy dawni Bakaratinianie z Żółtej rasy (teraz żyjący jako na wpół dzikie plemiona) ujrzeli statki gwiezdne Aremonian, wpadli w panikę, lecz zamiast uciekać, postanowili zaatakować przybyszów. Jednak ich prymitywna broń nie mogła się równać broni będącej w posiadaniu Aremonian. Ci zostali zmuszeni do jej użycia, co spowodowało masakrę wśród atakujących (ci, którym udało się przeżyć, uciekli stamtąd w popłochu). Aremonianie nie przybyli tu jednak w celach militarnych (załogi ich okrętów gwiezdnych stanowili głównie naukowcy, których zadaniem było określenie możliwości ewentualnej kolonizacji), dlatego też cała ta sytuacja i masakra do jakiej zostali zmuszeni, zniechęciła ich do prób kolonizacji w tym miejscu (był to prawdopodobnie rejon dzisiejszej rzeki Huang-ho).

Odlecieli więc stamtąd, szukając innego (przyjaźniejszego lub bezludnego) miejsca pod przyszłe osiedlenie. Tak przybyli na kontynent Lamar, gdzie tamtejsze grupki plemienne dawnych Czarnych Bakaratinian, ze strachu - uciekały na ich widok. Pozwoliło im to nie niepokojonym, założyć stanowisko badawcze na kontynencie Lamar, a po przeprowadzeniu pierwszych badań, doszli oni do wniosku że ziemia ta jest wprost wymarzonym miejscem na przewiezienie ok. miliona swych rodaków z planety Aremo. Najpierw jednak, by móc bezpiecznie przewieźć swych pobratymców, należało założyć bazę na najbliższej Ziemi satelicie, która byłaby takim łącznikiem i zapewniała ochronę całego przedsięwzięcia. Druga wyprawa wysłana z Aremo na Ziemię, miała już za zadanie zbudować na Księżycu bazę gwiezdną, ułatwiającą deportację Aremonian na kontynent Lamar. Rozpoczęli więc wdrażanie swego planu w życie, ale... na księżycu była już jedna gwiezdna baza. Nibiruańska baza IGGI, założona przez Anu, która służyła za punkt przerzutowy wydobywanego na Ziemi złota na planetę-okręt Nibiru. Obie grupy jednak nie wchodziły sobie w drogę, a budowa i zakładanie stacji gwiezdnej, zajęło Aremonianom 50 ziemskich lat. Założenie księżycowej bazy miało miejsce wówczas, gdy na Ziemi, w Edenie doszło do buntu Nibiruan i zwołania Wielkiej Rady, która powierzyła Enkiemu misję stworzenia prymitywnego robotnika (LU-LU). Po założeniu owej bazy, zaczęto zasiedlać cały kontynent Lamar (zwany od teraz MU), który bardzo szybko został opanowany w całości przez Aremonian (pierwotne plemiona Czarnych Bakaratinian z czasem również weszły w skład społeczeństwa utworzonego Cesarstwa MU).

Tymczasem rozpoczęto budowę wielkich miast (podobnych do tych, które były na Aremo), wytyczanie kanałów i budowę sieci nowoczesnych dróg. Drogi budowano posługując się ogromnymi płytami kamiennymi, które były tak gładkie i tak ze sobą zespolone, że nie sposób było dostrzec choćby szparki, będącej granicą jednej i drugiej płyty (po tych drogach poruszały się pojazdy, które nie dotykały jej powierzchni, unosząc się kilkanaście centymetrów w powietrzu). Aremonianie zaczęli też sprowadzać na Ziemię nie tylko naukowców, inżynierów, lekarzy, budowlańców i kolonistów, lecz także różne gatunki zwierząt, wcześniej nie występujących na naszej planecie. Któż bowiem wie, że zwierzę które dziś powszechnie występuje w naszych domach lub zabudowaniach i które przez wielu z nas jest uważane za najlepszego przyjaciela człowieka - pochodzi z planety Aremo? Tak - psy pochodzą z Aremo. Ale nie tylko one, również świnie, dziki (zdziczałe świnie), wilki i pancerniki, także pochodzą z tamtej planety. Gdy pobudowano pierwsze miasta, zaczęto przesiedlać kolonistów z Aremo na większą skalę (dziś potomkami dawnych Aremonian są przede wszystkim: Indianie amerykańscy i Polinezyjczycy). Powstało w sumie 19 wielkich ośrodków miejskich. Z tych 19 miast - siedem z nich było wielkimi stolicami, które przewodziły siedmioma dzielnicami, wchodzącymi w skład późniejszego Cesarstwa MU.


RZĄD i USTRÓJ




Na czele Imperium MU stał Cesarz (Imperator), który pełnił również funkcję Najwyższego Kapłana. Rezydował w ogromnym megamieście, stolicy Imperium - SAVANASIE, lecz jego władza nie była dyktatorska. Imperator był wybierany w dość demokratyczny sposób. Mianowicie zaczynało się już podczas głosowania w referendum wiejskim i dzielnicowym (w miastach głosowano dzielnicami). Każda wioska i każda dzielnica wybierały własnego - "Męża Prawości" (kandydat musiał spełniać podstawowe wymagania - ukończyć 35 rok życia, cieszyć się w swoim środowisku niezmąconą opinią i szlachetnością oraz udzielać się aktywnie w sprawach społecznych). Następnie owych "wybrańców" kierowano na kolejne wybory do stolicy danej dzielnicy, gdzie obywatele spośród wszystkich kandydatów wybierali 60 (w całym kraju). Potem tych 60 zwożono do stolicy, gdzie dzielili się na dziesięć sześcioosobowych grup. Spośród nich, mieszkańcy stolicy głosowali na jednego z dziesięciu grup. Potem z owych dziesięciu wybierano jeszcze siedmiu. Następnie z pozostałej siódemki wyznaczano tego jednego - jedynego, któremu nadawano tytuł Imperatora, Najwyższego Kapłana i Najwyższego Przywódcy. Władza cesarska była jednak dziedziczna (w wyżej wymieniony sposób wybierano Imperatora tylko wówczas, gdy poprzedni władca zmarł nie pozostawiwszy następcy lub następczyni). Cesarz jednak nie rządził, on jedynie panował - rządził rząd, a obywatele mieli prawo zdetronizować z tronu władcę (również w referendum), jeśliby tylko powstało podejrzenie iż zamierza on wprowadzić rządy absolutne.

Na czele rządu stało siedmiu mężów o nieskazitelnej uczciwości (wybieranych w sposób zbliżony do wyborów monarchy). Nie reprezentowali oni żadnych partii politycznych, ani też nie pobierali za swą pracę na rzecz obywateli - żadnych gratyfikacji materialnych. Sześciu z nich było (można to tak określić ) ministrami, siódmy zaś był najważniejszym z nich (kimś w rodzaju premiera) i zwany był: "Najwyższym Sędzią". Najwyższy Sędzia obdarowywał każdego kolejnego Imperatora oficjalną akceptacją Rady Siedmiu (bez której monarcha nie mógłby panować) i brał udział w niezwykle uroczystej koronacji w Savanasie (władza Imperatora - ograniczała się jedynie do funkcji reprezentacyjnych i religijnych). Sama koronacja była niezwykle uroczystym wydarzeniem w całym kraju. Zjeżdżali się wówczas do stolicy mieszkańcy z najodleglejszych części Cesarstwa, by ujrzeć monarchę i podziwiać piękno i przepych jego koronacji. Cesarz podczas koronacji otrzymywał wspaniałą koronę, która z wyglądu mogła przypominać dawną papieską tiarę, oraz tytuł religijny - "Ziemskiego Reprezentanta Wielkiego Ducha". Jednak po koronacji Cesarz zamykał się w imponującym pałacu i pojawiał ponownie jedynie w czasie świąt, jako gwarant stabilności i jedności państwa (oraz łącznik pomiędzy światem ludzkim a duchowym). Władzę nad krajem sprawował rząd, który dbał o powszechną edukację obywateli (szkoła "podstawowa" była obowiązkowa do 21 roku życia, potem jeszcze siedmioletnie studia w "Szkole Obywatelskiej", jako przygotowanie do życia w społeczeństwie). Po ukończeniu 28 roku życia "student" otrzymywał tytuł: "Obywatela Imperium" i odtąd zyskiwał wszelkie prawa polityczne.

  
AREMONIANIE
OBYWATELE IMPERIUM MU
(szkic)



RELIGIA IMPERIUM


Co się tyczy kasty kapłańskiej, jaka wytworzyła się w Imperium MU, to należy stwierdzić iż była ona po prostu przeniesieniem starych zwyczajów religijnych Aremonian na kontynent Lamar (MU). Kapłani cieszyli się w społeczeństwie Lamarian z MU dość dużą pozycją, nazywano ich "Opiekunami". Co prawda - Najwyższym Kapłanem w Imperium pozostawał Cesarz (była to jednak funkcja jedynie symboliczna), lecz prawdziwe obowiązki kapłańskie wykonywali właśnie "Opiekunowie". Jedynym Bogiem i Stwórcą Wszechrzeczy w Cesarstwie MU - był THAORA - zwany również "Wielkim Bogiem Duchem" (pamięć o tym bogu i o tej wierze przetrwała później w tradycjach religijnych chociażby indiańskich plemion, wierzących w "Wielkiego Ducha" lub "Wielkiego Manitu"). Był On uosobieniem życiodajnej siły Słońca, oraz Stwórcą wszystkich rzeczy fizycznych i niefizycznych. Kapłani nie gromadzili bogactw i nie rozbudowywali świątyń. Przebywali na stałe w Wielkiej Piramidzie, wzniesionej w centrum stolicy Imperium - Savanasy (i w podobnych piramidach, wzniesionych w innych miastach Imperium), zajmując się nie tylko sprawami duchowymi i nauką o reinkarnacji dusz, lecz także leczeniem chorych i cierpiących, oraz sprawowaniem pieczy nad spisanym prawem państwowym. Ich medycyna stała na bardzo wysokim poziomie, choć w leczeniu dolegliwości wykorzystywali głownie naturalne środki, jakie oferowała przyroda, niż jakiekolwiek leki czy medykamenty.

Kapłani nosili długie, luźne tuniki w kolorze żółto-złotym lub pomarańczowo-złotym. Głowę przyozdabiali czepkami w kolorze szafranu - nie nosili obuwia. Kapłani dokonywali również zaślubin i pochówków, lecz w czasie pogrzebu panowała radosna atmosfera, cieszono się i śmiano (nie jak u nas, płakano i rozpaczano), gdyż wiedza o "Etapach Ludzkiego Życia" była dzięki naukom "Opiekunów" powszechna w społeczeństwie i wiedziano iż śmierć rozpoczyna jedynie kolejny etap drogi wiodącej ku Stwórcy. Kapłani mogli żenić się i posiadać potomstwo. Często odwiedzali dwór królewski i udzielali Cesarzowi napomnień lub pochwał w odniesieniu do polityki jaką prowadził wobec swych poddanych. Chodzili wszędzie, gdzie chcieli i nawet do pałacu cesarskiego byli wpuszczani bez pytania. Funkcję kapłańską pełnili zarówno mężczyźni jak i kobiety, a z ich zdaniem musiał się liczyć i Cesarz i rząd, gdyż mogli doprowadzić do zwołania referendum, które pozbawiłoby władzy każdego, kto nie reprezentowałby woli społeczeństwa. Jak już wspomniałem - nie gromadzili bogactw i żyli bardzo skromnie (państwo finansowało ich utrzymanie). Kapłani byli najbardziej pacyfistyczną z instytucji tworzących Imperium MU i sprzeciwiali się jakimkolwiek wojnom czy podbojom (a ponieważ ich zdanie często przesądzało o polityce państwa, stąd Imperium MU należało do najspokojniejszych i najbardziej pacyfistycznych państw w historii ziemskich cywilizacji i było zupełnym przeciwieństwem społeczeństwa... Atlantydy. Notabene, to również doprowadziło ich do katastrofy). 


SAVANASA
STOLICA IMPERIUM

 


Savasana została wzniesiona ok. 200 000 lat temu (czyli jakieś 50 000 lat po przybyciu Aremonian na Ziemię), od razu z myślą, iż stanie się nową, majestatyczną stolicą Cesarstwa. W samym centrum stolicy wzniesiono ogromną piramidę (nieporównywalnie większą od Piramidy Cheopsa w Gizie, która ma ok. 147 m wysokości). Wielka Piramida w Savanasie liczyła aż 440 m wysokości. Kamienie, które posłużyły do budowy owej piramidy, wydobywano z kamieniołomów Holatan, znajdujących się tam... gdzie dziś istnieje Wyspa Wielkanocna. Kamienie były wycinane i obrobione z dokładnością do jednej piątej milimetra, a ich powierzchnia była tak gładka, że nie sposób było odnaleźć na niej choćby maleńkie wgłębienie, choćby niewielką górkę czy wypaczenie - bloki skalne wycinano bowiem za pomocą drgań ultradźwiękowych. W całym Imperium były tylko dwa takie kamieniołomy, jeden - Holatan na południowym-wschodzie wyspy, a drugi Notora - na północnym-zachodzie (z tym, że tamtejszy rodzaj kamienia był o wiele gorszej jakości). Olbrzymie bloki skalne nie były ciągnięte po ziemi, siłą ludzkich mięśni, lecz transportowano je za pomocą sił antygrawitacyjnych (uruchamiano bloki antygrawitacyjne, umiejscowione na drogach, o których pisałem wyżej, co powodowało że owe wielkie bloki kamienne "leciały" na wysokości ok. 20 centymetrów, nie dotykając ziemi, jeden za drugim - aż do celu). Imperium MU posiadało najlepszą i najdoskonalszą sieć dróg ze wszystkich ówcześnie istniejących cywilizacji ziemskich.

Równie majestatyczny co Wielka Piramida - był Pałac Cesarski, który miał dachy pokryte szczerym złotem. Był ogromny (w zasadzie był miastem w mieście), posiadał niezliczoną liczbę wież, portali, tuneli, ogrodów i fontann. Pałac był co prawda własnością Cesarza, ale nie znaczyło to że Imperator całkowicie izolował się w nim od społeczeństwa - wręcz przeciwnie. Pałacowe ogrody były ogrodami publicznymi, dostępnymi dla wszystkich obywateli Imperium. Wielka Piramida i Pałac Cesarski stanowiły centrum Savanasy i były połączone ze sobą "Drogą Tharoa" (zwaną również w skrócie "Drogą RA"), najważniejszą w całym Imperium. Wokół tej drogi wzniesiono ogromne posągi o głowach byłych i obecnych władców Imperium - (owe posągi, były bardzo podobne do tych "dziwnych głów", budowanych później na Wyspie Wielkanocnej, jedyna różnica była taka, że tamte posągi były ogromne - o wiele większe od tych z Wyspy Wielkanocnej). Po "miejskich drogach" w Savanasie (w tym również po Drodze RA) ludzie podróżowali na kilka sposobów - pieszo, w pojazdach przypominających coś na kształt samochodów przyszłości (z tym tylko że maszyny te nie posiadały kół i nie dotykały podłoża a utrzymywały się w powietrzu i poruszały za pomocą siły antygrawitacyjnej). Trzecim sposobem było podróżowanie konno, lub... na nieistniejących dziś stworzeniach, zwanych Akitepayos (czworonóg z głową podobną do pyska delfina i ogonem jak u pawia. Tylne nogi zwierzęcia były krótsze niż przednie, a cały był on pokryty sierścią. Jego galop przypominał galop wielbłąda. Także był zwierzęciem sprowadzonym z planety Aremo).

Domy mieszkańców stolicy (podobnie jak i innych miast Imperium), były różnej wielkości i koloru. Każdy miał jednak taras widokowy lub przynajmniej balkon i zatopiony był w uwielbianej przez Aremonian zieleni (prawie wszędzie gdzie mogli sadzili oni drzewa lub ozdabiali domy, balkony, pokoje - kwiatami). Prócz drzew i kwiatów, trzymano w domach różnego rodzaju zwierzęta (najczęściej ptaki). Społeczeństwo tworzące cywilizację MU, składało się w ogromnej większości z rasy czerwonej (tzw.: indiańskiej), pochodzącej z planety Aremo. Nie oznacza to jednak że inne rasy nie mogły wchodzić w skład Obywateli Imperium. Mogły - szczególnie zastana na kontynencie Lamar prymitywna rasa czarna, pochodząca od dawnych kolonistów z Bakaratini, z czasem została ucywilizowana i weszła na równoprawnych zasadach w skład społeczeństwa MU. Rasy te zaczęły się ze sobą krzyżować, choć "Czarnych" było niewielu i stanowili wybitną mniejszość. Ok. 74 000 lat temu na kontynent Lamar przybyła jeszcze jedna rasa - biała rasa pochodząca od niedobitków z kolonii zniszczonej planety Malona. Te trzy rasy Czerwona - Czarna i Biała wymieszały się ze sobą i ukształtowały wygląd dzisiejszych mieszkańców Polinezji czy Indian obu amerykańskich kontynentów.




Kontynent MU był pokryty głównie równinami. Savanasa leżała jednak na (jednym z trzech na kontynencie) wzniesień, zwanym Hamakulia (często w channelingach - ta nazwa jest tożsama z nazwą samej stolicy, lub używa się dwóch nazw wymiennie). Hamakulia ulokowana była w rejonie północnego-wschodu wyspy (trochę bliżej środka). Obok niej istniały jeszcze dwa wzniesienia - jeden na południowym-zachodzie a drugi na południowym-wschodzie wyspy. Savanasa początkowo została wzniesiona z dala od morza, ale ok. 80 000 lat temu wyspę nawiedziła potworna katastrofa, która spowodowała zatopienie części kontynentu i pochłonęła miliony ludzkich istnień (był to przedsmak tego, co potem spotka Atlantydę, ale w ich przypadku nie był to kataklizm naturalny, ale celowe działanie, spowodowane głównie przez Syrian i Plejadian, a powodem owej zagłady najsławniejsze wyspy świata, było niezwykle agresywne i całkowicie już niehumanitarne społeczeństwo Atlantów II Cesarstwa. O tych potopach - bo były dwa wielkie - i o historii Noego również opowiem w kolejnych częściach). To spowodowało że stolica stała się miastem portowym, a zatokę, która powstała po potopie, nazwano Suvatu. Port morski Savanasy był wielki i majestatyczny (jak sama stolica), a codziennie wpływało do niego wiele najróżniejszych okrętów z najodleglejszych stron wyspy i innych krain. Wszystkie drogi w całym Imperium krzyżowały się właśnie w stolicy. Wielka Piramida pełniła rolę nie tylko "Domu Opiekunów", lecz służyła także jako centrum komunikacji międzygalaktycznej z innymi światami - w tym z rodzinną planetą przybyszów - Aremo (planeta ta, została zniszczona w wyniku wojny nuklearnej, a ludzie którzy tam przeżyli, cofnęli się w rozwoju technologicznym do czasów pierwotnych. Sami też stali się zwierzyną łowną dla wielkiej ilości agresywnych i ogromnych - w wyniku napromieniowania radioaktywnego - karaluchów i potwornych mrówek żyjących na Aremo. Kolonie tych owadów zostały zniszczone - podobnie jak wcześniej na Bakaratini - dzięki interwencji TJehooba, którzy zostali uznani tam za bogów - pisałem już o tym w poprzednich tematach). Zagłada planety Aremo, miała miejsce jednak dużo później, już po upadku na Ziemi Imperium MU.


CESARSTWO MU
Przed i po I katastrofie - mającej miejsce ok. 80 000 lat temu
(tereny oznaczone ciemniejszym kolorem, zatopione przez ocean)





PS: Gwoli wyjaśnienia chciałem dodać, że po prawie tygodniu męczącego wirusa jaki nie dopadł i który totalnie ściął mnie z nóg - już jest znacznie lepiej. Oczywiście zdaję sobie sprawę że moje problemy zdrowotne (takie to już jest życie, jednego dnia funkcjonujesz normalnie, a drugiego dnia nie możesz się ruszyć 😉) nikogo nie interesują, i bardzo dobrze, ale mimo wszystko uznałem że warto się również tym podzielić z Czytelnikami mojego bloga.


CDN.



NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...