WYŚWIETLENIA

28 stycznia 2026

UMIERAMY I CO DALEJ? - czyli co się z nami dzieje po śmierci? - Cz. VIII

SAMOBÓJSTWO 
I CO DALEJ?





Czym jest nasze ciało? Do czego służy i do czego jest nam potrzebne? Jak to do czego - odpowiemy, ciało służy nam do poruszania się, mówienia, pisania, czytania etc. etc. etc. Innymi słowy służy nam do życia. Zresztą ciało to my, jak uważają miliony ludzi na całym świecie. Ja jednak pozwolę sobie odpowiedzieć na to pytanie, posługując się sformułowaniami ludzi, będących w stanie hipnozy. Oczywiście różni ludzie, różnie określają pewne "cielesne" aspekty naszego jestestwa, jednak całość sprowadza się do niepodważalnego stwierdzenia - nasze materialne ciało jest naszym darem, jest skarbem o który powinniśmy się troszczyć. My je zasiedlamy, jesteśmy więc jego właścicielami, choć nie oznacza to że możemy z nim zrobić co nam się rzewnie podoba. My o tym nie pamiętamy, ale "Ktoś" - "Gdzieś" obdarzył nas zaufaniem. Uwierzono w naszą odwagę i umiejętność pokonywania trudności. Tym bardziej że każde kolejne ciało, było przez nas wielokrotnie oglądane (w rożnych aspektach przyszłego życia), wielokrotnie też pytano się nas - czy to jest już nasz ostateczny wybór oraz czy to wybrane przez nas ciało nam odpowiada? Wówczas nie protestowaliśmy, stwierdziliśmy że jest dobre, że czekające nas w nim doświadczenia (głównie te negatywne), damy radę pokonać. Odbierając sobie życie - jednocześnie łamiemy dane (zarówno Przewodnikowi jak i Założycielom) słowo. Nic dziwnego że Oni nie są zadowoleni z naszej postawy.

We wcześniejszych tematach opisałem już jak wygląda rozmowa Przewodnika z duszą, która dopuściła się samobójstwa. Teraz chciałbym opisać jak wygląda rozmowa takiej duszy z... Założycielami. To właśnie Założyciele są najmniej zadowoleni z naszej postawy, gdyż udowodniliśmy naszą niedojrzałość, a Oni przecież wielokrotnie (przed narodzinami duszy w owym ciele) pytali się: "Czy to ciało ci odpowiada, czy je chcesz - czy to jest Twoja ostateczna decyzja?". Na te pytania udzielaliśmy twierdzących odpowiedzi, a potem... daliśmy plamę. Tak więc taka dusza staje przed Radą Założycieli, w miejscu, gdzie wcześniej sama wybierała sobie kolejne ciało. Dusza idąc na takie "spotkanie" już od razu wie, że będzie ono trudne, gdyż będzie musiała wyjaśnić konkretne przyczyny swego postępowania. Ona sama zaś już dobrze wie że popełniła głupstwo. Pewien mężczyzna poddany hipnozie, opisuje właśnie rozmowę z Założycielami, przed którymi stanął po swej ostatniej śmierci w wyniku samobójstwa. Założyciele/Starsi zapytali: "Dlaczego kolejny już raz pojawiasz się tutaj tak wcześnie? Czy nie nauczyłeś się jeszcze, że ten sam test, staje się jeszcze trudniejszy z każdym kolejnym wcieleniem, które zbyt wcześnie kończysz? Zachowałeś się nieodpowiedzialnie i samolubnie, uciekłeś pozostawiając na Ziemi swych bliskich. Ile jeszcze razy uciekniesz, ile razy odrzucisz dobre ciała, które ci dajemy? Prosimy byś nas powiadomił, gdy już zdecydujesz się zaprzestać litować nad samym sobą i wreszcie docenisz swoje własne możliwości".

Co ciekawe, w tym życiu ów pacjent również próbował popełnić samobójstwo, choć jego ciało nie ma żadnych "defektów", jest zdrowy, silny - nie potrafił jednak tego docenić, wciąż czegoś szukał. Po wizycie u hipnoterapeuty i sesji hipnotycznej którą odbył - ponoć na wspomnienie rozmowy z członkami Rady Założycieli/Starszych, od razu przechodzi mu myśl o samobójstwie, która ciągle jeszcze gdzieś kołacze mu się w głowie. Jaki wiec był efekt rozmowy z Założycielami dla duszy owego mężczyzny? Na pewno sama myśl o tym działała na niego odstraszająco, gdyż nie chciał kolejny już raz stawać przed "Starszymi" i tłumaczyć się ze swojej niedojrzałości i nieodpowiedzialności. Jednak czy na samej "trudnej" rozmowie z Założycielami cała sprawa się kończy? Otóż nie! Są dwa rodzaje działania w przypadku dusz-samobójców. Pierwszy dotyczy jedynie tych dusz, którym samobójstwo się po prostu "przydarzyło", choć nie mieli ku niemu najmniejszych powodów (ich ciała były młode i zdrowe). Wówczas (na własną prośbę), owa dusza wybiera sobie kolejne ciało i "dość szybko" (nawet w przeciągu kilku - 2-5 lat od samobójstwa), powraca ponownie na Ziemię, rodząc się w wybranym przez siebie ciele, by jak najszybciej "dokończyć" zadania i przeżyć doświadczenia (głównie te traumatyczne i bolesne), przeznaczone dla poprzedniego ciała. Inaczej sytuacja wygląda dla dusz tzw.: "recydywistów", którzy mają tendencję do częstego "wypisywania się" z życia.

Te dusze są kierowane do miejsca izolacji, które dana dusza sama sobie wybiera. Może to być na przykład jakaś piękna, kwitnąca, niezamieszkała planeta, gdzie dana dusza w izolacji rozmyśla nad swoimi wyborami. Często odwiedza ją tutaj jej Przewodnik, któremu ona zwierza się ze swoich przemyśleń i wniosków do jakich doszła w owej "samotni". Gdy zarówno dusza jak i jej Przewodnik, dojdą do wniosku że czas kontemplacji dobiegł końca - udają się z powrotem do "Świata Dusz" i owa dusza wraca do swojej grupy Przyjaciół. Nie wszystkim duszom jednak udaje się rozwiązać problemy swojej "ziemskiej fizyczności". Niektóre dusze (pochodzące z innych planet), mogą nie potrafić dostroić się do ziemskich wibracji, dlatego też takie dusze już więcej nie powrócą w swych materialnych wcieleniach na Ziemię, a trafią na te planety, na których wcześniej inkarnowały. Innym sposobem radzenia sobie z duszami popełniającymi "błąd samobójstwa" (prócz dobrowolnego odosobnienia na odludnej planecie, lub szybkich ponownych narodzinach na Ziemi), jest także głęboka, ponowna regeneracja energii owej duszy. Owa regeneracja polega na dokładnym przestudiowaniu wcześniejszych aspektów życia, które doprowadziło do tragicznego finału, zakończonego samobójstwem. A gdzie dusza ma możliwość przejrzenia swych wcześniejszych wyborów i alternatywnych scenariuszy swego niedawno zakończonego życia - jak nie w bibliotece? Pewna kobieta poddana hipnozie, opowiedziała hipnoterapeucie że poprzednie jej życie zakończyło się właśnie samobójstwem. Dokonała tego jako młoda, 16-letnia dziewczyna, a powodem była ciąża w którą zaszła oraz niespodziewana śmierć ojca jej nienarodzonego dziecka. Dziewczyna żyła w wiosce w XIX-wiecznej Anglii. Mężczyzna z którym zaszła w ciążę, był w "Zaświatach" członkiem jej grupy docelowej. Nie widząc dla siebie innego wyjścia (bała się by wieś nie uznała jej za "ladacznicę" z bękartem), postanowiła zakończyć swe życie i utopiła się w jeziorze. W drodze do "Świata Dusz", zaraz na powitanie jej Przewodniczki, była bardzo niezadowolona, gdyż uznała że wydarzenia z jej życia potoczyły się zupełnie innym torem, niż ona to wcześniej widziała podczas wyboru nowego życia wśród Rady Założycieli. Na spotkanie i uspokojenie (dusza owej kobiety była dość wzburzona tym, czego musiała dokonać) wyszła również dusza jej chłopaka, który zginął podczas pracy przy remoncie dachu jednego z pobliskich domów. On również miał wybór, ponoć jakaś wewnętrzna siła odradzała mu przyjęcie tej roboty - mimo to zdecydował się na to. To miała być lekcja głównie dla niej, chodziło o sprawdzenie jak silna wewnętrznie jest dusza owej kobiety. Sądzono że poradzi sobie ze stratą ukochanego, gdyż zarówno jej Przewodniczka, jak i dusza owego mężczyzny z jej grupy - sądzili że jest do tego wystarczająco przygotowana (wcześniejsze jej inkarnacje potwierdzały owe przypuszczenia).

Ona jednak nie poradziła sobie z tymi problemami. Bała się nie tylko oskarżeń o cudzołóstwo, określeń - "ladacznica", czy niechęci mieszkańców owej wioski w której mieszkała, lecz także tego, z czego utrzyma siebie samą i swe nienarodzone dziecię. Bała się że nawet jeśli wyjedzie do Londynu, będzie zmuszona się prostytuować by zarobić na chleb. Uznała że to, tak gwałtownie zakończone życie, było nie tylko zmarnowane, lecz także że nie potoczyło się według przestudiowanych wcześniej wariantów, wedle których miała wyjść za mąż za swego chłopaka, urodzić mu dzieci i żyć z nim długo w owej wiosce. Jej Przewodniczka wyjaśniła, że przeglądany przez nią wariant wydarzeń był tylko... jedną z możliwych alternatyw. Wszystko w tym momencie zależało od jej chłopaka, gdyby nie przyjął owej pracy na dachu (jak podpowiadał mu "wewnętrzny głos"), nie zginąłby tam i "być może" (gdyż w przypadku gdyby nawet jej chłopak nie zginął i pobraliby się, czyhały i inne... "doświadczenia", które w taki czy inny sposób mogłyby "zamotać" jej życiem). Chodziło po prostu o to, by sprawdzić jej wewnętrzną odporność i samodyscyplinę na fizyczne i psychiczne "życiowe wstrząsy" i cierpienia. Było to konieczne, gdyż dusza owej kobiety miała wkrótce otrzymać swoją własną grupę młodych dusz-uczniów i stać się ich początkującą Przewodniczką. Jej Przewodniczka wytłumaczyła, że jeśli chce kiedykolwiek pomagać innym (szczególnie tym niedoświadczonym, młodym duszom) w trudnych życiowych sytuacjach, sama najpierw musi pokonać własną słabość i ograniczenia. Kobieta jednak postanowiła dokładniej sprawdzić swe poprzednie życie (i idące za tym alternatywne jego warianty) w Jej osobistej Księdze Życia, mieszczącej się w bibliotece.





BIBLIOTEKA


Następnie owa kobieta przybywa do wielkiej sali, w której mieści się Biblioteka Dusz. Na powitanie wychodzi jej Przewodnik-Bibliotekarz, który zaprasza ją do niewielkiego pomieszczenia, gdzie będą mogli swobodnie porozmawiać nie przeszkadzając innym duszom w "lekturze" ich Ksiąg Życia (wedle opisu kobiety - dusze siedzą obok siebie, przy bardzo długich, potężnych, marmurowych stołach). W pokoju - do którego zaprasza duszę owej kobiety Bibliotekarz, znajduje się jedynie niewielki "stolik" i "krzesło" (indywidualne wyobrażenia duszy). Bibliotekarz niesie w ręku grubą księgę, którą kładzie na stole w sposób pionowy i ją otwiera, a obok kładzie zwój, który miał pod pachą. Zwój ów pokazuje różne grubsze i cieńsze linie, wszystkie wychodzące od jednej najgrubszej linii, niczym gałęzie od korony drzewa. Są to linie życia, jej poprzedniego życia! Grube linie to główne doświadczenia, które należy w życiu przeżyć, cienkie linie to okoliczności, alternatywy i przeciwieństwa prawdopodobieństwa. Innymi słowy, grube linie to główne warianty naszego życia które mieliśmy przeżyć, cienkie to ich alternatywy, których doświadczyliśmy poprzez nasze prywatne wybory (Wolna Wola). Bibliotekarz tłumaczy dziewczynie że popełniła błąd odbierając sobie życie, lecz jego wykład przerywa... głośna pretensja kobiety, która krzyczy do Niego: "Dlaczego sam nie spróbowałeś mojego życia, łatwo jest krytykować, to było naprawdę ciężkie życie, sam tego nie doświadczyłeś, więc mnie nie krytykuj".

Na te słowa Bibliotekarz nagle opuszcza pokój i zostawia duszę kobiety samą. Po chwili jednak wraca, niosąc w rękach inną księgę. Kładzie ją na stole obok tej wcześniejszej i otwiera, po czym wydarzenia przebiegają niczym w puszczonym właśnie filmie. Księga Życia pokazuje mężczyznę ginącego na arenie cyrkowej i rozrywanego na strzępy przez dzikie zwierzęta. Owym mężczyzną, który zginął za wiarę chrześcijańską w czasach Cesarstwa Rzymskiego, był właśnie ów Bibliotekarz, a to było jedno z Jego wcześniejszych wcieleń. Następnie ów Przewodnik odkłada swą księgę i ponownie otwiera Księgę Życia kobiety. Na pierwszej stronie wyświetla się obraz powstania Wszechświata (naszego Wszechświata), na następnej nasz układ słoneczny i Ziemia - docelowe miejsce inkarnacji duszy tej kobiety. Potem Bibliotekarz przerzuca kilka stron dalej i na "ekranie" Księgi Życia pojawia się wioska w Anglii, w której żyła dusza tej kobiety podczas ostatniego wcielenia (należy tutaj wyjaśnić, że sceny z Księgi Życia nie są jedynie odwzorowaniem i zapisem tego co już było - lub będzie - są niezwykle rzeczywiste, wręcz namacalne dla duszy). Archiwista pokazuje jej scenę, podczas której odebrała sobie życie topiąc się w jeziorze, a następnie... tę samą scenę znad jeziora, gdzie pokazana w niej dziewczyna, po długim namyśle, stojąc nogami w wodzie - rezygnuje z samobójstwa i wraca do wioski. Następnie pokazane są wydarzenia które mogłyby się odbyć, gdyby dziewczyna nie odebrała sobie wcześniej życia.

W jednej z nich dziewczyna opowiada swej matce o ciąży z mężczyzną, który niedawno uległ śmiertelnemu wypadkowi. Matka nie jest zadowolona tym faktem, ale obejmuje córkę, pociesza, wspólnie płaczą. Tutaj też są alternatywy, jedną z nich jest wyprowadzka całej rodziny owej dziewczyny (ojca i matki) wraz z nią do innej wioski. Tam dziewczyna rodzi piękną córeczkę, a po jakimś czasie wychodzi za mąż za innego mężczyznę. W jeszcze innej alternatywie - w której też zrezygnowała ona z popełnienia samobójstwa - wraca do domu i informuje ojca o ciąży. Ten krzyczy na nią i karze się wynosić z domu. Daje córce trochę pieniędzy i każe wyjechać do Londynu, by znalazła sobie pracę jako służąca. W tej alternatywie, po przybyciu do Londynu, pieniądze szybko się kończą, a pracy nie ma. Zostaje więc prostytutką i w końcu umiera młodo, pobita na śmierć podczas jednego z "miłosnych spotkań". Dziecko trafia do sierocińca, gdzie... także umiera. W trzeciej alternatywie ojciec również wyrzuca ją z domu, lecz pozwala poczekać na wędrownego handlarza z którym zabierze się (po wcześniejszym opłaceniu podróży przez ojca dziewczyny) do innych wiosek. W jednej z nich znajduje pracę na służbie w pewnym majątku ziemskim, informując swych pracodawców że jej mąż został zabity a ona jest wdową z nienarodzonym dzieckiem. Lata mijają, ona nadal pracuje na farmie, lecz jej córeczka wyrasta na zdrową i piękną dziewczynę.

Alternatyw jest więcej, ale dusza owej kobiety prosi o zakończenie seansu, czuje się przybita i zmęczona emocjonalnie. Wie że popełniła głupstwo odbierając sobie życie, lecz czuje, że nie jest jeszcze gotowa na ponowny wybór kolejnego wcielenia i "szybkie" narodziny na Ziemi. Wybiera odpoczynek i osamotnienie, chce przemyśleć swe wybory i kolejne możliwości wcieleń. Często też odwiedza Bibliotekę, by śledzić swe poprzednie wcielenia i ich alternatywne wybory w Księgach Życia. Księgi Życia tylko z nazwy (i "okładki") przypominają książki. Wewnątrz są bardziej podobne do laptopów i konsoli, na których odtwarzane są sekwencje życia w sposób "filmowy". Dusza nie tylko może je obserwować, ale także (jeśli zechce)... bezpośrednio w nich uczestniczyć, poprzez oddzielenie części swej energii i "wejście" do Księgi Życia. Może tam uczestniczyć w wydarzeniach na dwa sposoby - bierny, jako tzw.: "duch", obserwujący wszystko z boku, lub też jako wybrana fizyczna postać, która może nawet... zmienić autentyczny bieg wydarzeń w tamtym życiu. Przypomina to trochę grę, w którą możemy się zaangażować osobiście i wybrać sobie "postać", którą w tej grze będziemy odgrywać. Oczywiście fakt iż my zmienimy sekwencje naszego życia, wybierając daną postać, nic nie znaczy, służy bardziej rozrywce niż rzeczywistej zmianie, bowiem to, co się już wydarzyło (poprzednie wcielenie), zostało natychmiast w taki sposób "zarejestrowane" i zmienić tego dusza już nie może. Mimo to "dla rozrywki" dusza może dane wydarzenia ze swojej Księgi Życia cofać, przyspieszać, zatrzymywać itd.

Inny przypadek to mężczyzna, który odwiedził Bibliotekę po szczególnie okrutnym życiu, podczas którego zadawał wielu ludziom cierpienie i wielu uśmiercił. Teraz pragnie prześledzić poprzednie wcielenia i obejrzeć swe ewentualne kolejne wybory pod względem celów, jakie sobie stawia w przyszłym życiu. Na spotkanie wychodzi mu Przewodniczka-Bibliotekarka o "jasnych włosach". Uśmiecha się i zaprasza go do stołu. Według przekazu mężczyzny, Biblioteka jest lśniąco biała, pod ścianami stoją rzędy regałów z dużymi, grubymi księgami. Na środku stoją marmurowe stoły, które nie mają końca (przynajmniej dusza nie jest w stanie dostrzec ich końca). Przy nich siedzą dusze przeglądające swe Księgi Życia, lub ewentualne kolejne wybory następnych wcieleń. Pomiędzy poszczególnymi duszami panuje spora przestrzeń, każdy więc w samotności i spokoju może analizować swe wybory i kolejne alternatywy. Każda dusza wie, gdzie szukać swoich Ksiąg Życia, gdyż mienią się one intensywniejszym od innych blaskiem, ale (co ciekawe) dusze same nie zdejmują ich z półek, czynią to za nich Przewodnicy-Bibliotekarze. Łatwo jest odgadnąć którą z okoliczności należałoby prześledzić, gdyż poszczególne rozdziały (które powinniśmy przejrzeć) świecą się impulsywnie poprzez umieszczone na nich symbole (dość pogmatwany opis hipnotyczny, świadczy jednak o tym iż nie zawsze świadomy ludzki umysł jest w stanie przetłumaczyć to, co widzi na "Tamtym Świecie").

Podczas przeglądania Księgi Życia, część energii owego mężczyzny wniknęła w wydarzenia dziejące się autentycznie w jego poprzednim życiu, najpierw w formie realnej (to znaczy takiej, jaka była w rzeczywistości), podczas której on krzywdził innych ludzi - zabijał i gwałcił młode kobiety. Lecz chwilę potem relacje się odwróciły, to on był bity i gwałcony przez innych mężczyzn. Czuł to wszystko osobiście, gdyż część jego energii wniknęła do Księgi Życia. To była zmienna rzeczywistość o której wyżej wspomniałem, czyli taka, która nie wydarzyła się realnie podczas jego życia, ale która mogła się wydarzyć. Doświadczył tego, czym sam obdarowywał innych, choć oczywiście trwało to zaledwie chwilkę i w żadnym razie nie zmieniło to wydarzeń z jego poprzedniego życia zawartych w Księdze. Było jedynie rodzajem lekcji, jaką doświadczył i mogło być przydatne podczas wyboru nowego wcielenia. Co ciekawe "fizyczność" owych krótkotrwałych zmiennych scen, które realnie się nie wydarzyły, pokazuje jedno - że (tak naprawdę) prawo przyczyny i skutku także jest iluzją, jak cały ten materialny świat. Ma ono bowiem za zadanie kontrolować nasze poczynania i trzymać w ryzach rozpasanie naszej energii - nie jest jednak stałe i może być zmienne w zależności od naszych indywidualnych wyborów i celów.


CDN.
 

27 stycznia 2026

DOMINATORKI - Cz. VII

CZYLI RZECZ O ZNANYCH
I NIEZNANYCH KOBIETACH W HISTORII,
KTÓRE POTRAFIŁY 
RÓŻNYMI SPOSOBAMI OWINĄĆ SOBIE
MĘŻCZYZN WOKÓŁ PALCA





DOMINATORKI STAROŻYTNEGO EGIPTU
Cz. VII



"DYNASTIA KRÓLOWYCH"
Cz. VII




V
HATSZEPSUT
"KOBIETA-FARAON"
Cz. IV


Wyprawa do kraju Punt - zorganizowana przez Hatszepsut - była prawdziwą wyprawą do "Nowego Świata", wydarzeniem na skalę "odkrycia Ameryki" przez Kolumba. Doszło do niej ok. 1470 r. p.n.e., czyli w czwartym roku panowania Hatszepsut jako faraona i w dziewiątym roku objęcia przez nią regencji nad małoletnim Totmesem III (należy jednak pamiętać że Hatszepsut nie liczyła własnych lat panowania, a jedynie podporządkowała się chronologii panowania swego bratanka. Nie mogło zresztą być inaczej, już sam fakt że panowało jednocześnie dwóch monarchów - z czego tym dominującym była kobieta, która wcześniej pełniła jedynie funkcję regentki, czyli rzecz zupełnie niespotykana dla Egipcjan - był nienaturalny, a kalendarz egipski skupiał się na latach panowania następujących po sobie monarchów i miało to być zgodne z naturalnym porządkiem rzeczy, ustanowionym przez bogów. Dlatego też nie można było liczyć lat panowania obu monarchów i należało skupić się tylko na tym pierwszym). Był to również dziewiąty rok panowania Mencheperre Totmesa III, który miał wówczas około szesnastu lub siedemnastu lat. Wyprawa do Puntu przypada na czasy największego rozwoju Egiptu za czasów Hatszepsut i jednocześnie stanowi punkt kulminacyjny, bowiem po tej dacie zacznie się co prawda powolny, ale jednak konsekwentny spadek jej znaczenia aż do chwili, gdy Totmes sięgnie osobiście po koronę, obalając swą ciotkę i uznając ją za uzurpatorkę. Wyprawa do Puntu miała być ukoronowaniem jej panowania i jednocześnie miała wynieść ją do szeregu wielkich faraonów z przeszłości, którzy również wysyłali wyprawy handlowe do tej odległej krainy (leżącej najprawdopodobniej na ziemiach dzisiejszej Somalii). Ostatnim faraonem który wysłał wyprawę w tak odległe tereny był Cheperkare Senusret I (jego greckie imię brzmiało: Sesostris i panował w XX wieku p.n.e.) z XII Dynastii, a miało to miejsce prawie 500 lat wcześniej. Nie dziwi więc że owa trasa po tak długim przestoju została przez Egipcjan zapomniana.




Królowa zorganizowała całą akcję propagandową, mającą na celu rozgłosić swój zamiar po całym kraju i tym samym zyskać przychylność (zarówno kapłanów - elity administracyjnej i ludu) co do projektowanej wyprawy. Wspierający ją arcykapłan Świątyni Amona-Re w Tebach - Hapuseneb, stwierdził że Amon-Re sprzyja wyprawie i pragnie odnowienia dawnych szlaków handlowych, co spowodowało że królowa rozpoczęła zakrojone na dużą skalę przygotowania. W domach arystokratów oraz wśród ludu nikt nie mówił wówczas o niczym innym, jak właśnie o podróży do Puntu, a uczestnictwo w tej eskapadzie miało być wyrazem królewskiego zaszczytu. Na dowódcę wyprawy wyznaczyła Hatszepsut skarbnika Delty o imieniu - Nehesy (który podobnie jak Senenmut nie wywodził się z arystokracji, a był jednym z tzw.: "nowych ludzi" z otoczenia królowej). Rozpoczęto też przerzucanie okrętów znad Nilu na Morze Czerwone (w tym celu w Koptos rozebrano statki na części i następnie szlakiem Wadi Hammamat przetransportowano je do morza). Podróż trwała co najmniej kilkanaście miesięcy, ale powrót tych okrętów - obładowanych drzewami kadzidłowca, hebanu i innych rodzajów drzew, a także żywicą i mirrą (bardzo popularnym, acz trudno dostępnym w Egipcie towarem), był niezwykle pompatyczny. Przywieziono bowiem także kość słoniową a nawet dzikie zwierzęta (strusie, lamparty, tygrysy). Powrót tych okrętów był wielkim sukcesem Hatszepsut i to z dwóch powodów. Po pierwsze wpisała się ona w chlubną listę tych faraonów, którzy niegdyś takie wyprawy przeprowadzali (można by tu wymieniać od ostatniego do najwcześniejszego, byli to: Cheperkare Senusret I i jego ojciec Sehetepibre Amenemhat I z XII Dynastii, Sanchkare Mentuchotep II z XI Dynastii, Merire Pepi I z VI Dynastii czy Sahure z V Dynastii), a poza tym była jedyną kobietą w tym gronie. Po drugie, sukces wyprawy był jednocześnie potwierdzeniem jej władzy w oczach bogów, gdyż to właśnie oni wyrazili zgodę na tę ekspedycję - tym samym legitymizując władzę królowej Hatszepsut. Siedziała zatem na swym tronie - w otoczeniu wielmożów - i przyglądała się wyładowywanym z okrętów towarom (moment ten kazała potem umieścić na jednej ze ścian swej świątyni grobowej w Deir-el-Bahari).




Czuła zapewne że to jest jej czas, że odniosła niesamowity sukces i że bogowie, a szczególnie Amon-Re - jej boski ojciec (o którego świątynie szczególnie dbała) - są jej wyjątkowo przychylni. Nic dziwnego że potem wzięła udział w ceremonii dziękczynnej w świątyni Ipet-Sut, w której pojawiła się cała obleczona w mirrę i kadzidło (to znaczy była na całym ciele wysmarowana mirrą) na dowód obfitości tych towarów przywiezionych z Puntu. Drzewa kadzidlane zostały zasadzone nie tylko przy Świątyni Amona-Re w Karnaku, ale w wielu innych świątyniach Egiptu (np. w Heliopolis przy świątyni Atuma, w Busiris przy świątyni Ozyrysa czy w Behdet przy świątyni Horusa). To właśnie od rządów Hatszepsut ma miejsce - nieznane wcześniej - rozbudowanie kasty kapłańskiej do ogromnych rozmiarów, a arcykapłani Amona-Re stali się realnie udzielnymi książętami (podległymi jedynie samemu faraonowi) i zaczęli dysponować ogromnymi świątynnymi latyfundiami, bydłem oraz niewolnikami. To właśnie za jej czasów narodził się tradycyjny egipski system religijno-kastowy, a liczba kapłanów stale rosła (należy tutaj nadmienić że kariera kapłańska była jedynym sposobem wyrwania się synów chłopów ze wsi i zdobycia znaczenia przerastającego ich pozycję społeczną. Co prawda syn chłopa nie mógł oczywiście zostać arcykapłanem, ale spokojnie mógł osiągnąć stopień kapłana zwanego "it-neczer" - czyli "ojciec boży", który to był tożsamy z dzisiejszymi księżmi na plebaniach i w zasadzie zarządzał lokalną wsią. Dostępna dla nich była również funkcja "hem-neczer" czyli proroka, a był to trzeci kapłan po arcykapłanie. Rzadziej udawało im się objąć stanowisko drugiego kapłana, ale i to również było możliwe. Najwięcej jednak chłopskich synów pełniło rolę "czystych" - choć nazwa jest zwodnicza, gdyż kapłani ci składali bogu krwawe ofiary ze zwierząt i byli przy tym wciąż pobrudzeni ich krwią, przez co musieli się często myć - nawet kilka razy w ciągu dnia - i nie mogli spożywać posiłków wewnątrz świątyni, tylko poza nią. Poza tym wykonywali większość kapłańskich prac świątynnych, gdyż funkcja "czystych" była najniższym stopniem kapłańskim w hierarchii. Mimo to i tak była lepsza niż praca na roli, gdyż pozwalała przynajmniej zdobyć jakąś wiedzę, a przede wszystkim opanować umiejętność czytania i pisania). 

Rozwój hierarchii kapłańskiej był aż nadto widoczny i gdy jeszcze na początku panowania faraona Nebpehtire Ahmose I (założyciela XVIII Dynastii z której to właśnie pochodziła Hatszepsut) do obsługi Świątyni Amona-Re w Karnaku wystarczało zaledwie 30 kapłanów (prawie wszyscy, prócz arcykapłana i drugiego kapłana to byli kapłani czasowi - pełniący swą funkcję jedynie na wezwanie i w większości bezpłatnie), o tyle już za Usermatre Setepenre Ramzesa II Wielkiego (z XIX Dynastii) do obsługi tejże świątyni potrzeba było... ponad 28 700 kapłanów i pracowników cywilnych (w większości chłopów pracujący na potrzeby świątyni) - którzy już byli zatrudnieni w świątyni na stałe. Różnica zapewne mocno rzuca się w oczy - prawda? A przecież owa zmiana nastąpiła właśnie za rządów owej kobiety-faraona, królowej Hatszepsut. Po raz pierwszy wprowadziła ona także na dużą skalę nowych ludzi do polityki i do świątyń, zmuszając stare tebańskie rody do "posunięcia się" i nakazując im wzajemną współpracę (np. arcykapłan Hapuseneb - wywodzący się z arystokracji, otrzymał jako drugiego kapłana do świątyni Ipet-Sut w Karnaku, pochodzącego z ludu kapłana o imieniu Puyemre, którego wybrała właśnie królowa Hatszepsut. Potem Puyemre wszedł nawet do rodziny Hapuseneba, poślubiając jego córkę - świątynną adoratorkę Amona - Seniseneb). Największe jednak uznanie miał w oczach królowej jej osobisty architekt i nadzorca wydatków Pałacu oraz opiekun królewskiej córki Neferure - Senenmut, który z pewnością był częstym gościem w sypialni Hatszepsut. Jego znaczenie było tak wielkie, że wreszcie otrzymał tytuł: "Sędziego wrót do całego kraju" (innymi słowy, odtąd to on decydował kto miał prawo wejść do sali tronowej i kto był godny dostąpić łaski audiencji u królowej). Jednocześnie, choć Hatszepsut wywyższała Senenmuta, to dbała też aby zbytnio nie urósł w siłę i cześć jego kompetencji powierzyła wezyrowi Górnego Egiptu - Useramenowi (który również miał kontrolować finanse), a ponieważ owe kompetencje często wzajemnie na siebie nachodziły (zresztą trzecim kontrolerem finansów państwowych był jeszcze królewski skarbnik - Achmes Pen-Nechbet), to jeden i drugi wzajemnie się ograniczali i jednocześnie wiedząc że może to zostać przeciwko nim wykorzystane - skrupulatnie prowadzili wszelkie wydatki.




Mimo to majątek Senenmuta znacznie się rozrósł, a z ubogiego mieszczanina z Hermontis, zmienił się on w prawdziwego możnowładcę. Jego majątek był olbrzymi, miał dwa duże domy (jeden z Tebach, drugi w Armant), swoją prywatną barkę, którą podróżował po Nilu niczym król, oraz mnóstwo niewolników (zapewne często zdarzało się, że podróżował swą barką po Nilu, a w tym czasie jego niewolnice zbierały nenufary - obrazy takie były bowiem umieszczone w jego świątyni grobowej - którą królowa Hatszepsut łaskawie pozwoliła mu wybudować). Miał również kilka koni (a zwierzęta te wciąż jeszcze w Egipcie były nowością i kosztowały fortunę). Najważniejszą jednak funkcję, jaką sprawował u boku królowej - to było stanowisko jej osobistego architekta, któremu Hatszepsut powierzyła misję wybudowania jej majestatycznej świątyni grobowej w Dolinie Królów (w Deir el-Bahari). To była jego najważniejsza życiowa misja. Budowę tej świątyni rozpoczęto wkrótce po oficjalnej koronacji królowej (ok. 1474 r. p.n.e.) i trwała ona aż do jej obalenia i śmierci (ok. 1458 r. p.n.e.). Tak też mijały lata a młody faraon - Totmes III zmieniał się z chłopca w mężczyznę i sytuacja Hatszepsut zaczęła stopniowo się pogarszać. Była ona co prawda dominującym faraonem, ale tylko dlatego że młody Totmes był dzieckiem i w takiej relacji jej pozycja dawała jej naturalną przewagę. Problem jednak zaczął pojawiać się wówczas, gdy młody Totmes zmieniał się w dojrzałego mężczyznę, a wtedy już relacja kobieta-dziecko przestała obowiązywać, gdyż w konfrontacji z faraonem mężczyzną ona, jako kobieta była na z góry przegranej pozycji. Akceptacja przez wojsko i egipskie elity władzy kobiety jako faraona była możliwa dopóty, dopóki Totmes był małoletnim chłopcem, ale gdy zaczął zmieniać się w wojownika i władcę (ponoć osobiście powoził rydwanem i strzelał z łuku), dalsze rządy kobiety na tronie Egiptu przestały mieć jakąkolwiek podstawę, a stały się wręcz przeszkodą uniemożliwiającą zdobycie pełni władzy przez Totmesa. Myśli o tym zapewne trapiły Hatszepsut, a jest to o tyle pewne, że zaczęła wówczas... popełniać kuriozalne błędy. 

To że poddani zwracali się do niej jak do króla i jednocześnie kobiety, to jedno, ale fakt iż kazała się portretować na oficjalnych reliefach świątynnych w męskim stroju i z... odkrytą piersią (przy czym owe piersi zostały ukazane jako kobiece), świadczy o tym, że konsekwentnie chciała utrzymać swoją władzę, choć wiedziała że zaczyna ona jej się powoli wymykać z rąk. Ukazanie Hatszepsut jako mężczyzny z odkrytymi, kobiecymi (co prawda małymi, ale widocznie zaokrąglonymi) piersiami, było przejawem swoistej desperacji - gdyż z pewnością powodowało dezorientację a nawet oburzenie (i choć czasy XVIII Dynastii należały do dość liberalnych, gdzie w świątyniach umieszczano nawet publiczne uczty, pocałunki i wzajemne obejmowanie się par, zaś na wazach i ostrakonach prezentowano także najbardziej wymyślne stosunki seksualne - o tyle ukazanie w ten sposób władczyni, było co najmniej nieprzyzwoite). Ale bez wątpienia odkryte piersi Hatszepsut (ukazanej jako mężczyzny), były przejawem jej desperacji - gdyż bardzo chciała wciąż pokazywać się jako król, choć wszyscy oczywiście znali jej płeć, dlatego też nie mogła uciec od swej biologii - stąd wyszło tak, jak wyszło. Pozycja Hatszepsut jako króla w zasadzie już się wyczerpała, a jej władza od około 1465 r. p.n.e. zaczęła nieubłaganie słabnąć. Jednocześnie rosła pozycja Totmesa i było pewne że wkrótce przejmie on pełnię władzy, nie zważając przy tym na swą ciotkę. Tego z pewnością obawiała się królowa, zresztą w tym właśnie czasie następują duże zmiany w jej życiu, które zapewne były konsekwencją upadku jej pozycji.




Hatszepsut miała już prawie lat 40 i władała najpotężniejszym imperium w całym regionie Morza Śródziemnego. Egipt był też krajem bogatym i co roku z kopalń w Nubii przybywało złoto oraz miedź, z kopalń Górnego Egiptu napływały kamienie półszlachetne (takie jak ametyst, jaspis, karneol, granat), zaś z ulokowanych na Pustyni Wschodniej (nieopodal Synaju) kopalni Dolnego Egiptu, wydobywano alabaster, bazalt, dolomit, porfir i serpentyn, a z Synaju sprowadzano turkusy. Kwitł handel z Syro-Palestyną (gdzie zaopatrywano się głównie w drewno - tak potrzebne do budowy okrętów, a także srebro, konie, wino, oleje, rodzynki i oczywiście niewolników), z Cyprem (gdzie pozyskiwano chociażby sok z maku, bardzo potrzebny do produkcji lekarstw), z wyspami greckimi (wino, srebro i wyroby rzemiosła, jak choćby wazy), oraz z wnętrzem Afryki (skąd sprowadzano heban, czarne drewno, kość słoniową, kadzidło, mirrę, dzikie zwierzęta i strusie pióra). Handlowano również z odleglejszymi krajami, jak Babilonia czy Azja Mniejsza (gdzie wówczas dominowały plemiona Luwitów i Nessejczyków, czyli Hetytów). Wiedząc że kraj się rozwija pod jej rządami i umiejętnie podsycając monarchiczną propagandę, która przedstawiała ją na świątynnych wyobrażeniach jako młodego mężczyznę (z nieco bardziej widocznym kobiecym biustem), ostatecznie królowa Hatszepsut ogłosiła wielkie przygotowania do obchodów święta Sed (ok. 1465 r. p.n.e.). Do dziś nie wiadomo dlaczego tak uczyniła, gdyż należy pamiętać że święto Sed (a właściwie Heb-Sed), było również królewskim egzaminem z męskiej siły i witalności, a odbywało się bardzo rzadko, z reguły w trzydziestym roku panowania władcy (kolejne święta Sed odbywały się w dziesięć lat później, potem w pięć lat później, a potem już co roku, z tym że w historii Egiptu niewielu było faraonów którzy żyli na tyle długo, aby uczcić swoje trzydziestolecie, nie mówiąc już o kolejnych dekadach). Było to święto odrodzenia, sięgające jeszcze czasów Starego Państwa i skrupulatnie przestrzeganego co do kolejności obchodów.

Jak to się więc stało, że Hatszepsut, która przecież panowała od niecałych piętnastu lat (pięć lat jako regentka małoletniego Totmesa III i prawie dziesięć lat jako kobieta-faraon), ośmieliła się złamać tę tradycję i urządzić święto w czasie swego panowania? Z pewnością tu również zadziałała ta sama koncepcja, co w przypadku przedstawiania wizerunków królowej jako mężczyzny - czyli chęć podkreślenia że mimo swojej płci, jest tak samo godna sprawowania władzy jak mężczyzna i udowodni to właśnie podczas święta Heb-Sed. Było to konieczne, gdyż młody faraon Mencheperre Totmes (z którym dzieliła tron), jej bratanek, zdążył już osiągnąć wiek męski i był coraz bardziej uważany za jedynego i prawdziwego władcę, zaś samą Hatszepsut zaczęto postrzegać za swoistą  przeszkodę. Owszem, była potrzebna w czasach małoletności władcy, ale teraz, gdy przestał być już dzieckiem, jej rola dobiegła końca i powinna usunąć się w cień. Niestety, ambicja nie pozwalała jej tego uczynić i to właśnie ona pchnęła ją do udowodnienia swego znaczenia podczas święta Sed. Problem był tylko z datą, bowiem jak wytłumaczyć kapłanom tak wcześnie przeprowadzone święto odrodzenia? Królowa wpadła więc na ciekawy pomysł. Otóż zaliczyła do czasu swego panowania również i lata rządów swego męża - Aacheperenre Totmesa II, który panował przez około piętnaście lat (prawdopodobnie w latach: 1493-1479 p.n.e.). Zliczając więc jego lata, lata swej regencji i lata swych rządów jako faraona, uzyskiwała Hatszepsut okres lat (ok.) trzydziestu, co dawało jej podstawę do zorganizowania święta. Było to też pierwsze święto Heb-Sed od bardzo długiego czasu (prawdopodobnie ostatnie takie święto zorganizowano za rządów faraona Nebkaure Amenemhata II, ok. 1900 r. p.n.e. czyli ponad 430 lat wcześniej), nikt też z Egipcjan współczesnych królowej, nie pamiętał jak takie święto obchodzono, zatem kapłani musieli sięgać po bardzo stare zapiski na ten temat i uczyć się archaicznych inkantacji - wyśpiewywanych podczas tej uroczystości.




Oczywiście podczas święta Hatszepsut miał towarzyszyć w tych uroczystościach młody Totmes III. Oboje obchodzili bowiem to święto, gdyż panowali wspólnie i nie godziło się aby kobieta mogła odbyć uroczystość bez wsparcia jej męskiego odpowiednika. Święto Sed było też niezwykle ważne dla trwania samej monarchii, więc informacje o jego przeprowadzeniu rozgłaszano na kilka miesięcy wcześniej, tak, aby wszyscy nomarchowie i wyżsi urzędnicy królestwa mogli tego dnia przybyć do Teb. Jak już wspomniałem, święto Heb-Sed było odrodzeniem władzy królewskiej, tak więc należało do grona świąt rodzinnych, podczas których Wielka Małżonka Królewska w otoczeniu dzieci i haremu, towarzyszyła swemu małżonkowi w jego królewskich zadaniach, które miały zaświadczyć o sile i witalności faraona, oraz uzyskać akceptację bogów co do dalszych rządów na kolejną dekadę. W tym jednak przypadku do wzajemnej konfrontacji mieli stanąć dwaj faraonowie: ciotka i jej bratanek, kobieta i młody mężczyzna. Samo święto wyglądało następująco: król i królowa pojawiali się w świątyni (Ipet-Sut) w Karnaku, przystrojeni w krótkie, białe szaty. Siadali wówczas na tronach, a ich głowy przystrajano koronami Górnego i Dolnego Egiptu (na zmianę), co miało symbolizować ponowne wzięcie we władanie owych Dwóch Krajów. Oddawali też cześć ich boginiom (Wadżet [kobra] uosabiająca Deltę i Nechbet [sęp] będąca patronką Górnego Egiptu). Wówczas odbierali hołdy od nomarchów i innych dostojników królestwa (a także przedstawicieli podbitych ludów). Następnie przypatrywali się rytualnym tańcom wykonywanym przez młode dziewczęta (damy haremowe), najprawdopodobniej pochodzące ze szkoły znajdującej się przy świątyni księżycowego boga Chonsu w Karnaku. Potem przychodził czas na zaprezentowanie rytualnej walki młodych mężczyzn, po której zakończeniu król i królowa udali się do pozostałych świątyń bogów (w świątyni boga płodności Mina dokonywano uroczystości puryfikacji, czyli oczyszczenia - a polegało to na "usunięciu ziemskiej niedoskonałości" i przekształceniu się władcy, przynajmniej na kilka minut, w żywe bóstwo. Rytuał ten polegał na oblaniu faraona wodą - lub tylko skropieniu jego twarzy, jest bowiem mało prawdopodobne że rzeczywiście polewano władców wodą, tak jak to ukazują sceny świątynne w Karnaku - a następnie okadzeniu sanktuarium i przywołaniu Ozyrysa, Horusa i Amona-Re słowami: "Jestem tym, który się wznosi do bogów, ponieważ stałem się czysty").




CEREMONIA PURYFIKACJI KRÓLA PERSJI KAMBYZESA II 
(ok. 525/524 r. p.n.e.)



Po zakończeniu tej ceremonii król i królowa przebierali się w bardziej wygodne stroje i brali udział w rytualnych biegach, trzymając przy tym w ręku różne przedmioty (np. bicz, wiosło, rolkę papirusu, figurkę ibisa, wazę), a następnie przechodzono do głównej atrakcji całego święta, czyli podniesienia słupa Dżed - uosabiającego zmartwychwstałego Ozyrysa. Podniesienie tego kolorowego słupa wbrew pozorom nie było wcale łatwe, gdyż była to najczęściej wymyślnie rzeźbiona, granitowa kolumna i choć oczywiście w ustawieniu go do pionu pomagali swemu władcy dworzanie, to jednak unieść w powietrze musiał go sam faraon (ciągnąc za liny). Oczywiście za każdym razem władca ów słup podnosił (gdyby nie podniósł, byłby to dla ludu znak że bogowie nie są mu już przychylni, a przecież nie po to organizowano owe święto, aby udowodnić wszem i wobec że panujący już od trzydziestu lat władca - który zdążył udowodnić przez tyle lat że jest żywym bogiem - nie nadaje się do dalszego sprawowania władzy), zatem władca otrzymywał wsparcie od dworzan (wystarczyło aby jedynie uniósł go lekko do góry) i ostatecznie słup Dżed stawał do pionu - dając ludowi dowód że ich król jest silny, witalny i ma całkowite wsparcie Niebios. Ostatnim elementem uroczystości było strzelanie z łuku w kierunku czterech stron świata (jako symbol potęgi Egiptu i zmiażdżenia jego wrogów). Uroczystości te z pewnością nie były znacznie trudniejsze dla kobiety, niż np. dla starca (który też musiał wykazać się witalnością i siłą, jeśli chciał udowodnić że wciąż nadaje się na władcę) i Hatszepsut przeszła je tak, jak jej poprzednicy. Był to jednak dla niej ważny moment, bowiem tym samym udowadniała swą bliskość z bogami i oczywiście potwierdzała własne prawo do tronu. Nie ma też pewności czy dopiero po święcie Heb-Sed, czy też już znacznie wcześniej - kazała królowa rozgłaszać opowieść o swych boskich narodzinach, podczas których to sam bóg Amon-Re pod postacią jej ojca zbliżył się do jej matki i "uczynił z nią wszystko, co chciał". Ahmes następnie miała zajść w ciążę i urodzić "boskie dziecię" - przyszłego faraona Maatkare Hatszepsut. Oczywiście święto Sed było także okazją do wielkiego święta radości, które oczywiście było obficie skropione piwem i winem (ufundowanym przez samą królową). Radość poddanych (mimo że to nie oni decydowali o losach poszczególnych przedstawicieli panującej dynastii) zawsze była jak najbardziej pożądana przez egipskich władców.

Pragnieniem Hatszepsut było też, aby jej córka Neferure również objęła władzę królewską po jej śmierci (dlatego też wydała ją za mąż za młodego Totmesa III). Zapewne liczyła na to, że podobnie jak ona sama a wcześniej jej matka Ahmes, będzie Neferure realnie rządzić za plecami słabego faraona, który stanie się jedynie marionetką w jej rękach. Księżniczka piastowała już tytuły Boskiej Małżonki Amona-Re i Wielkiej Małżonki Królewskiej - co też dawało jej najwyższą pozycję wśród kobiet (wyłączając oczywiście samą Hatszepsut). Nie wiadomo jednak jaki stosunek miał Totmes do swej starszej o kilka lat małżonki? Nie wiadomo też czy darzył ją jakimś uczuciem i czy w ogóle odwiedzał ją w alkowie? Byli zresztą rodzeństwem (choć przez inne matki) i co prawda taki związek należał do egipskiej tradycji, to jednak pewnym jest że księżniczka Neferure nie została matką i nie urodziła Totmesowi żadnego potomka. Zresztą on częściej przebywał na północy kraju - w Memfis, w Heliopolis lub w twierdzy Perunefer (gdzie szkolił się na prawdziwego króla i wodza) i gdzie miał także swój harem. Natomiast Neferure przebywała u boku matki w królewskich Tebach, pełniąc odpowiedzialną funkcję Boskiej Małżonki Amona-Re w świątyni Ipet-Sut. Zatem owa królewska para zbyt często zapewne się nie spotykała i to też musiało niepokoić samą Hatszepsut (brak bowiem męskiego dziedzica zrodzonego z królewskiej krwi łączącej obie dynastie: Ahmesydów i Totmesydów - których ciągłość opierała się obecnie na linii żeńskiej - oznaczało zerwanie z tamtą tradycją i powołanie się jedynie na boczną linię władców zrodzonych z haremowych nałożnic). Rzeczywiście, jej obawy okazały się prawdziwe, gdyż po dojściu Totmesa III do pełni władzy (ok. 1458 r. p.n.e.) nakazał on zetrzeć na proch nie tylko stele i kartusze z pomników oraz wizerunków samej Hatszepsut, ale również... jej córki, a swej małżonki Neferure. To zapewne jest również odpowiedzią, jak w rzeczywistości układały się stosunki małżeńskie młodej pary (jednak w tym czasie księżniczka Neferure już nie żyła).




Oddająca się codziennym obrzędom "rozbudzenia boga" w świątyni Ipet-Sut (o czym pisałem w poprzednich częściach) i oddalona od swego małżonka księżniczka Neferure, musiała słuchać wieści nie tylko o jego wyczynach w powożeniu rydwanem i strzelaniu z łuku, ale również z wyczynów łóżkowych, jako że mniej więcej ok. 1465 r. p.n.e. narodził się pierwszy syn Totmesa III - Amenemhat, zrodzony z nałożnicy (należącej jednak do egipskiej elity) o imieniu Satiah. Wyglądało więc na to, że ród Hatszepsut nie przedłuży swego istnienia, tym bardziej że młody Totmes był coraz bardziej niezależny i królowa nie miała na niego już żadnego wpływu. Można jednak założyć że ostatecznie Totmes dał się przekonać do spędzenia z Neferure trochę czasu, czego wynikiem była jej ciąża. Od tej ciąży zależała przyszłość dynastii, gdyż nawet narodziny córki dawałyby gwarancję przedłużenia rodu (oczywiście gdyby dziecko przeżyło okres niemowlęctwa - co wcale nie było wówczas takie pewne) i można by ją było w przyszłości wydać za mąż za owego Amenemhata, tym samym oczekując kolejnego dziedzica. Niestety ciąża Neferure zakończyła się tragicznie (jest więcej niż pewne, choć nie ma na ten temat żadnych źródeł - ale też faraonowie nie umieszczali informacji o swych dzieciach, jeśli ci nie przeżyli okresu dzieciństwa - że księżniczka Neferure z jakiegoś względu poroniła tę ciążę lub urodziła martwe dziecko, a sama zmarła w jakiś czas potem). Neferure (którą już wówczas zwano: "Panią Obu Krajów" i "Panią Dolnego i Górnego Egiptu") zmarła w połogu (ok. 1465 r. p.n.e.). W chwili śmierci miała zapewne ok. 25 lat. Był to olbrzymi cios dla Hatszepsut, ponieważ wraz z córką odchodziły w niebyt wszelkie jej dotychczasowe plany. Wszystko się rozpadało, gdyż całe jej dotychczasowe poświęcenie i próby udowodnienia swej "męskości" i "boskości" były przecież rozpisane z myślą o przyszłości Neferure. Nie wiadomo też dlaczego królowa Hatszepsut - po śmierci córki - swą złość obróciła przeciw Senenmutowi (swemu dotychczasowemu kochankowi i budowniczemu jej świątyni grobowej - Dżeser Dżeseru w Deir el-Bahri). Być może wiedziała o czymś, o czym my nie mamy pojęcia (np. o romansie pomiędzy nimi - co wcale nie musiało być takie niedorzeczne, jako że Senenmut był przecież opiekunem księżniczki Neferure i również reprezentował jej interesy, a co ważniejsze - widywał ją znacznie częściej niż jej małżonek faraon Totmes III). W każdym razie ów ambitny i utalentowany architekt utracił w tym czasie królewskie względy (co się z nim dalej stało? - nie wiadomo, ale najprawdopodobniej królowa nie skazała go na śmierć, a jedynie na wygnanie).

Hatszepsut panowała jeszcze ponad pięć lat, do czasu gdy faraon Mencheperre Totmes III wyruszył ze swej twierdzy Perunefer na czele armii, aby przejąć pełnię władzy (ok. 1458 r. p.n.e.). Nie wiadomo tylko czy to był rzeczywisty zamach stanu Totmesa, czy też objęcie pełnej władzy już po śmierci jego ciotki. W każdym razie królowa Hatszepsut przeszła do historii nie tylko jako kobieta-faraon, autorka planu podróży do Puntu i ta, która odrodziła kontakty z tym krajem po prawie 500 latach. Hatszepsut znana jest również ze swej imponującej świątyni grobowej (Dżeser Dżeseru) w Deir el-Bahri. Prócz tego wzniosła pierwszy pylon na ceremonialnej alei północ-południe w Tebach, łączącej świątynię Ipet-Sut ze świątynią bogini Mut i z Luksorem (aleja ta otrzymała potem nazwę "Alei Sfinksów"), oraz kilka obelisków w Karnaku i w Luksorze. W Medinet Habu (na zachodnim brzebu Nilu w tzw.: "Mieście Umarłych") kazała wznieść sanktuarium dla ośmiu bóstw (cztery pary bogów). Wzniosła też świątynię bogini Mut "Pani Iszeru" w Karnaku (prace te dokończył już Totmes III). Poza tym stawiała mnóstwo kapliczek dla bogów i bogiń, utworzyła klasyczną egipską kastę kapłańską (przyznając kapłanom wiele przywilejów których wcześniej nie posiadali), a także rozbudowała Teby (czyniąc z tego miasta prawdziwą królewską siedzibę). Wspierała też Heliopolis - miasto, które Egipcjanie uważali za pierwsze jakie powstało po stworzeniu świata - i tamtejszych kapłanów. Można więc powiedzieć że królowa Hatszepsut, potomkini dwóch dynastii (Ahmesydów i Totmesydów), uczyniła więcej, niż jej ojciec i mąż razem wzięci. Była też ostatnią przedstawicielką "Dynastii Królowych", a po jej śmierci nie znalazła się już żadna silna i energiczna kobieta u władzy, aż do czasu panowania królowej Teye - małżonki faraona Nebmaatre Amenhotepa III (prawnuka Totmesa III Wielkiego) - która to będzie bohaterką kolejnej części naszej opowieści.




CDN.

26 stycznia 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XIV

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XI


SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XI





SŁOWIANIE W ANATOLII, NA BLISKIM WSCHODZIE I W EGIPCIE 
(ok. 1200 r. p.n.e. - ok. 1180 r. p.n.e.)
Cz. VI



BLISKI WSCHÓD W OGNIU SŁOWIAŃSKICH ŻAGIEW
(ok. 1200 r. p.n.e. - 1170 r. p.n.e.)
Cz. VII



W tym momencie mówimy o czterech głównych grupach plemion, które weszły do Palestyny z zamiarem osiedlenia się na tej ziemi, a były to plemiona o nazwach: Peleset (egipska nazwa: Prst lub Prwst, czyli Filistyni, ich współczesna nazwa musiała ewoluować ze słowa: Pola-nie, na Peleschet - Pelischti - Filisthi i ostatecznie przyjmując współczesną formę nazwy - Filistynów), Tjeker (egipska nazwa: Tkr, czyli plemię Czeker/Zeker zapewne wywodzące się pierwotnie z terenów podkarpackich, zwani byli w Biblii - już po osiedleniu się ich w Palestynie - Girgaszytami), Šardana (egipska nazwa: Šrdn czyli Szerdana - był to lud który brał udział we wcześniejszej inwazji m.in. na mykeńską Grecję, czyli Ahhijawę i zapewne również na Anatolię oraz kraj Hetytów - u boku ludu Mešweš. Lud ten trzydzieści lat później wziął też udział w inwazji na Palestynę), oraz plemię Dan (egipska nazwa: Dnynw, czyli Danuna - którego to najwybitniejszym przedstawicielem w historii był ów sławny biblijny olbrzym - Goliat). Tak oto wyglądała mozaika "Ludów Morza", które to ok. 1177 r. p.n.e. weszły do zachodniej i południowej Palestyny





FILISTYŃSKIE PENTAPOLIS:


EKRON
(Zdobyty i zasiedlony przez plemię - DANUNA)
(ok. 1177 r. p.n.e.)


Plemię z którego potem wywodzić się miał ów wojownik Goliat, podzieliło się na dwie części. Pierwsza część tego ludu pozostała na północy, na ziemiach pomiędzy rzekami: Litą i Jordanem, oraz jeziorem Merom na południu. Na zachód od siedzisk tego plemienia znajdowały się ziemie Fenicjan, a konkretnie Tyru (z tego miasta prawie czterysta lat później miała według legendy wypłynąć Dydona - córka króla Tyru - Belosa i siostra Pigmaliona, która następnie stała się założycielką Kartaginy {Kart-hadaszt}, miasta na afrykańskim wybrzeżu). Istnieją ciekawe korelacje, pokazujące że Filistyni i Fenicjanie także byli ze sobą spokrewnieni i że oni również mieli... słowiańskie korzenie, aczkolwiek ja sam w to wchodzić (przynajmniej na razie) nie będę. Lud ten - po zniszczeniu państwa Hetytów, osiadł w Kizzuwatnie (Cylicja) w rejonie Adany, gdzie był znany pod nazwą "Danaoi". Potem (gdy rozpoczęła się migracja "Ludów Morza" ku Palestynie) zasiedlili wspomniany wyżej rejon i założyli tam miasto o nazwie Dan (dziś Tell al-Quadi). Potem powędrowali na południe (wersja biblijna jest odwrotna, z południa mieli Danici powędrować ku północy) i to oni zdobyli i spalili miasto Ekron - zasiedlone przez pierwotną ludność kananejską. Izraelska archeolog - Trude Dothan z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, tak oto opisuje zniszczenia dokonane w Ekronie: "Na obszarze I, górnego miasta lub akropolu, odnaleźliśmy ślady całkowitego zniszczenia miasta kananejskiego, które pochłonął ogień. Ślady destrukcji są jednoznaczne - ruiny wielkiego budynku magazynowego wybudowanego z cegieł glinianych, ślady fig i soczewicy w naczyniach oraz wielki i dobrze zachowany silos leżały pogrzebane pod stosami cegieł (...) Nowe miasto filistyńskie powstało bezpośrednio na warstwie zniszczeń osady z późnego brązu w górnej części i otwartych przestrzeniach dolnego miasta ze środkowej epoki brązu". Według Dothan różnica pomiędzy wcześniejszą a późniejszą osadą jest ogromna i dotyczy w zasadzie każdego aspektu życia, począwszy od kształtu budynków, a skończywszy na ceramice, wannach czy wyposażeniu kuchennym.

To, co jeszcze uwidacznia ową różnicę, to praktyczny brak wsi podmiejskich po zajęciu miasta przez Danitów i o ile wcześniej takie wsie istniały, o tyle po zajęciu, spaleniu i ponownym odbudowaniu Ekronu - wsi podmiejskich już nie ma. Jest to o tyle ważne, że takie wsie zaopatrywały miasto w niezbędne produkty żywnościowe, a skoro wsi takich zabrakło, oznaczało to że te towary musiały być dostarczane z dalszych regionów (co też pokazuje że wpływy Filistynów sięgały znacznie dalej niż przekazała nam to tradycja biblijna - bowiem brak wsi nie dotyczył jedynie samego Ekronu, a był naturalnym zjawiskiem dla wszystkich miast filistyńskiego Pentapolis i innych ośrodków filistyńskich tworzonych w Kanaanie). Należy też dodać, że Filistyni (w tym akurat przypadku Danici) integrowali się z pokonaną ludnością i tworzyli wspólne społeczeństwa. Tak to właśnie wyglądało w Ekronie, rodzimym mieście olbrzyma Goliata. Znajdowała się tam również świątynia boga Baal-Zebula, który to w ustach Izraelitów ewoluował następnie na "Belzebuba".





TIMNA
(Zasiedlona przez plemię - Danuna)
(ok. 1177 r. p.n.e.)


Nie wiadomo czy osada Timna istniała przed najazdem Danitów. Wiadomo jedynie że i to miasto oni zasiedlili, choć było znacznie mniejsze od Ekronu i zapewne odeń zależne. 



BET-SZEMESZ
(Zasiedlony przez plemię - Danuna)
(ok. 1177 r. p.n.e.)


W przypadku Bet-Szemesz sprawa wygląda podobnie, jak w przypadku Timny, nie wiadomo czy istniało przed najazdem "Ludów Morza", ale z pewnością zasiedlone zostało przez plemię Danitów i pełniło rolę miasta na granicy z Judą.





DOR
(Zdobyte i zasiedlone przez plemię - TJEKER)
(ok. 1177 r. p.n.e.)


Plemię Tjeker, czyli Czekierowie (zwani również Girgaszytami), zdobyli miasto Dor - leżące nad brzegiem Morza Śródziemnego na równinie Sarońskiej. Miasto to nie należało do Pentapolis, podobnie jak miasto Dan - ośrodek północnych Danitów. Warto jednak o nim wspomnieć, ponieważ pokazuje jedną rzecz - "Ludy Morza" skutecznie odcięły Kananejczyków oraz plemię Apiru (czyli Izraelitów) od morza. Cały pas nadmorski Palestyny, od granic z Fenicją aż do granicy z Egiptem, był całkowicie opanowany przez przybyszy z Północy. Przybyszy, którzy wprowadzili zupełnie inną cywilizację jak ta, która na tych ziemiach istniała wcześniej. Czekierowie (zwani również Teukrami - od nazwy Tjeker, lub po prostu Girgaszytami) trzymali się jednak z boku i nie wchodzili w konflikty Filistynów z ludnością Palestyny, skupiając się na handlu, który to uprawiano przez port morski w Dor. W Księdze Sofoniasza znajduje się też taki fragment, odnoszący się nie tylko do Girgaszytów, ale również do pozostałych Filistynów z Kraju Nadmorskiego: "Narzekajcie, mieszkańcy Dzielnicy Dolnej, bo zniszczony będzie cały lud kramarzy, wytępieni wszyscy, którzy odważają srebro" (So 1,11). Filistyni bowiem (utożsamiani przez Izraelitów z Kananejczykami - czyli autochtonami Palestyny) nazywani byli także "ludem kramarzy" (np. w Księdze Zachariasza jest zapisane: "Każdy garnek w Jeruzalemie i Judzie będzie poświęcony Panu Zastępów, tak że wszyscy, którzy przyjdą składać ofiary, będą je brali i będą w nich gotowali mięso ofiarne. W dniu owym już nie będzie kramarzy w domu Pana Zastępów i nie będzie Kananejczyków wówczas w domu Jahwe". [Za 14,21]. To też pokazuje że wpływy nie tylko handlowe, ale i polityczne Filistynów przez ponad dwieście pięćdziesiąt lat obejmowały praktycznie całą Palestynę, łącznie z Jerozolimą i samym plemieniem Apiru - uważającym się za "naród wybrany" przez boga Jahwe.  
 


ZEBULON
(Zasiedlony przez plemię - SZERDANA)
(ok. 1177 r. p.n.e.)


 Z pewnością Zebulon nie istniał przed przybyciem "Ludów Morza" do Palestyny, a i po zasiedleniu przez plemię Szerdana również miejsce to odnosiło się bardziej do całego terytorium, niż do określonego miasta. Šardana - czyli Szerdana osiedli tam nieopodal północnej granicy Pentapolis i na południe od Dor -czyli ziemi Girgaszytów (zwanej też w późniejszych latach ziemią Aszera). Nic więcej na ten temat nie wiadomo, poza faktem że Szerdana również nie weszli w skład Pentapolis. 





GAT
(Zasiedlony przez plemię - PELESET/FILISTYNÓW)
(ok. 1177 r. p.n.e.)


Miasto należące do Pentapolis, choć jedno z mniejszych osad zasiedlonych przez Filistynów (Peleset). Ważny ośrodek handlowy (mimo że miasto to znajdowało się w głębi lądu, z dala od morza), leżący na dogodnych szlakach wiodących z Aszkalonu ku Jerozolimie. Historia Gat z okresu podboju przez "Ludy Morza" jest praktycznie nieznana i dopiero późniejszy okres rozwoju tego miasta jest znacznie obszerniejszy i bardziej interesujący (do czego też jeszcze powrócę).





ASZDOD
(Zdobyty i zasiedlony przez plemię PELESET)
(ok. 1177 r. p.n.e.)


Aszdod to duże miasto, które zostało zaatakowane, zdobyte i zniszczone przez plemię Peleset. Po odbudowaniu, zamieniło się w równie kwitnący ośrodek handlowy i silne centrum polityczne, ułatwiające Filistynom kontrolę nad większością ziem Palestyny. Aszdod znajdował się w odległości mniej więcej pięciu kilometrów od morza i był najsilniejszym ośrodkiem północnej Filistei, którego obszar wpływów politycznych obejmował tereny od Jerozolimy i Gezer na południu do Megiddo na północy. Władcy Aszdod nie tylko władali silnym militarnie ośrodkiem, ale również było to centrum kulturowe Filistynów przyciągające jak magnez okoliczne ludy (temu wpływowi nie zdołali się uchronić również Izraelici, którzy często żenili się z kobietami z Aszdod, a ich dzieci mówiły potem "po aszdodycku". W Księdze Nehemiasza zapisane jest bowiem: "Również w owych dniach stwierdziłem, że niektórzy Judejczycy poślubili kobiety aszdodyckie, ammonickie i moabickie. Z ich dzieci połowa mówiła po aszdodycku, czy innym językiem tych ludów, lecz nie umieli już mówić po żydowsku" [Ne 13-23,24]). Potęga Aszdod była tak duża, że Izraelici traktowali władców tego miasta na równi z egipskimi faraonami, którzy przecież władali krajem znacznie rozleglejszym terytorialnie i ludnościowo liczniejszym.





ASZKELON
(Zdobyty i zasiedlony przez plemię - PELESET)
(ok. 1177 r. p.n.e.)


Leżący nad brzegiem Morza Śródziemnego - Aszkelon, również zdobyty został i spalony przez plemię Peleset idące z północy (stacjonował tam wcześniej najprawdopodobniej egipski garnizon, gdyż archeolodzy znaleźli w tym miejscu liczne skarabeusze z wygrawerowanym imieniem Ramzesa III z pierwszej połowy XII wieku). Szybko jednak odbudowano miasto, które stało się prawdziwym centrum handlu (hebrajska nazwa: "lud kramarzy" odnosi się przede wszystkim do mieszkańców Aszkelonu, choć oczywiście obejmuje też wszystkich najeźdźców spod znaku "Ludów Morza", ogólnie zwanych Filistynami). Miasto posiadało liczne studnie, a tutejsze kobiety uważano za grzeszne i wiodące mężczyzn ku zgubie (głównie Izraelici ostrzegali swych synów, aby unikali spojrzeń cór Aszkelonu, gdyż tamtejsze kobiety sprowadzić mogły mężczyznę na złą ścieżkę i to do tego stopnia, że nawet zaprzestawał odprawiać modły i składać rytualne ofiary Jahwe). Nic też dziwnego, że określenie "kobieta z Aszkelonu" było tym samym, co po prostu prostytutka, a Hebrajczycy pytali siebie samych czy "nie ma w tym mieście porządnych kobiet?" (to właśnie z tych okolic wywodziła się owa Dalila, w której zakochał się żydowski sędzia Samson - siłacz, czerpiący moc ze swoich długich włosów. I ona obcięła mu te włosy, a potem oślepiono go i sprowadzono na pośmiewisko właśnie do Aszkelonu). Tam też znajdowała się wielka świątynia boga Dagona, ojca Baala, którego czcili również Fenicjanie i Kartagińczycy.





GAZA
(Zdobyta i zasiedlona przez plemię - PELESET)
(ok. 1177 r. p.n.e.)


Miasto to także zostało zdobyte i zniszczone przez Fenicjan, chociaż w Księdze Jozuego zniszczenie Gazy przypisuje się właśnie jemu ("Jozue wytracił ich od Kadesz-Barnea, aż do Gazy oraz całą ziemię Goszen aż do Gibeonu". [Joz 10-41]). Jednak plemię Apiru, które wyszło z egipskiej niewoli pod wodzą Mojżesza i potem czterdzieści lat błąkało się po Synaju, nie było zdolne do akcji militarnej, której celem miało być opanowanie dobrze ufortyfikowanego miasta i jeszcze przez długie dekady żyli Hebrajczycy jako jedno z nielicznych plemion w Palestynie pod prawie całkowitą polityczną, ekonomiczną i kulturową dominacją Filistynów, trwającą łącznie jakieś dwa i pół stulecia (ok. 1177 p.n.e. - ok. 925 r. p.n.e.). Gaza zdobyta więc została przez plemię Peleset i zamieniona w potężny ośrodek wojskowy (było to bez wątpienia najlepiej ufortyfikowane i militarnie najsilniejsze miasto całej Filistei, chroniące Palestynę od strony Egiptu). Historia Gazy z tego okresu jest również nieliczna i obfituje w ciekawsze informacje dopiero w późniejszych latach, w których to ekspansja Filistynów objęła także i środkową Palestynę, gdzie też powstawać zaczęły nowe miasta cywilizacji filistejskiej o których to opowiem wówczas, gdy zakończę już temat inwazji "Ludów Morza" na Egipt.


CDN.

25 stycznia 2026

UNIA POLSKO-LITEWSKO-MOSKIEWSKA - Cz. IV

DYMITRIADY
Cz. II





KRÓL i HETMAN




 Urząd hetmana Rzeczypospolitej (zarówno koronnego jak litewskiego) był bezwzględnie urzędem opozycyjnym wobec polityki królewskiej - bez względu na to, kto zasiadał na tronie Królestwa Polskiego. Oczywiście to król powoływał nowego hetmana, ale często zdarzało się tak, że nawet przez kilka lat ten urząd był nieobsadzony i to nie dlatego że nie było kandydatów, ani też dlatego że był spokój na granicach, tylko dlatego, że król nie chciał tworzyć sobie "przywódcy opozycji", chociażby na to stanowisko powołał człowieka niezwykle sobie oddanego. Po prostu hetman wielki (koronny i litewski) choć powoływany był przez króla, to jednak był od niego całkowicie niezależny, nie składał też przysięgi ani na wierność królowi, ani (co paradoksalne) na wierność Rzeczypospolitej. Hetman wielki to tak naprawdę "mniejszy król" i taki tytuł nadawali mu posłowie tureccy, którzy przybywali do naszego kraju. Wiedzieli o tym monarchowie, dlatego też starali się albo obłaskawić hetmanów, albo też wchodzili z nimi w konflikt, co raczej nie służyło interesom Rzeczpospolitej. Hetman wielki (mniejszy król) miał bowiem znacznie większe kompetencje zarówno w dziedzinie militarnej jak i politycznej od króla, i choć co prawda to monarcha był wodzem naczelnym armii (ale tylko wtedy gdy znajdował się bezpośrednio na polu bitwy), to jednak realnie dowodził hetman. On również posiadał możliwość prowadzenia niezależnej od królewskiej polityki zagranicznej, a nie będąc skrępowany ani przywilejami szlacheckimi, ani też Pacta Conventa czy Artykułami "Henrycjańskimi", realnie hetman miał kompetencje znacznie większe od kompetencji królewskich (oczywiście i one były ograniczane, np. hetman dowodził jedynie żołnierzami którzy obsadzali dane twierdze, ale nie miał już kompetencji by decydować o samej twierdzy - które podlegały starostom królewskim i ci np. nie musieli się zgodzić na obsadzenie ich przez żołnierzy przesłanych przez hetmana). Urząd hetmana wielkiego był również dożywotni a precedens ku temu powstał 11 sierpnia 1581 r gdy król Stefan Batory powołał na urząd hetmana wielkiego koronnego swego przyjaciela i poplecznika Jana Zamoyskiego (ofiarowując mu ten urząd w dożywocie). W roku 1588 również i urząd hetmana polnego koronnego stał się dożywotni, gdy już król Zygmunt III ze szwedzkiej dynastii Wazów (ale po kądzieli spokrewniony z Jagiellonami) powołał na ten urząd innego genialnego wodza - Stanisława Żółkiewskiego, protegowanego Zamoyskiego. Śladem Koroniarzy postępowali również Litwini, i tak już w 1589 r. dożywotnim hetmanem wielkim litewskim został Krzysztof Radziwiłł "Piorun" - kolejny wyśmienity wódz (zresztą ten okres to czasy Wielkich Hetmanów, albo raczej czasy Hetmanów Złotego Wieku). Pierwszym zaś dożywotnim hetmanem polnym litewskim został w 1615 r. syn powyższego - Krzysztof Radziwiłł.

Stosunki pomiędzy królem Zygmuntem III a hetmanem wielkim koronnym Janem Zamoyskim, nie układały się dobrze i to praktycznie od samego początku panowania Zygmunta w Rzeczpospolitej. Młody, wówczas zaledwie 21-letni Zygmunt przyszedł na świat 20 czerwca 1566 r. na zamku Gripsholm nieopodal Sztokholmu. Jego ojcem był książę Finlandii Jan brat ówczesnego króla Szwecji Eryka XIV, matką zaś królewna polska Katarzyna Jagiellonka - córka Zygmunta I Jagiellończyka i Bony Sforzy, siostra Zygmunta II Augusta). W czasie gdy mały Zygmunt przyszedł na świat, jego rodzice już od trzech lat przebywali w więzieniu na zamku Gripsholm (jako że Eryk XIV obawiał się że brat zamierza odebrać mu koronę Szwecji). Nie byli oni jednak więźniami w pełnym tego słowa znaczeniu, byli raczej "królewskimi gośćmi" i mogli poruszać się po całym terenie zamku a także wychodzić do ogrodu, ale nie mogli opuścić tego miejsca. Te lata jednak spędzone na zamku Gripsholm wydają się najszczęśliwsze dla owej pary Jana i Katarzyny, przebywali oni bowiem w swoim towarzystwie, a mały Zygmunt był otoczony matczyną i ojcowską miłością. Katarzyna uznała że jej syn będzie nie tylko dobrym kandydatem do tronu szwedzkiego, ale również polskiego i dlatego od najmłodszych lat uczyła "Zysia" języka polskiego. Mimo wewnętrznej swobody, para książęca żyła na zamku Gripsholm w obawie ciągłej utraty życia. Eryk postawił w ich otoczeniu dwóch ludzi, którzy ich szpiegowali i donosili królowi o ich poczynaniach. Aby jeszcze bardziej upokorzyć brata, Eryk rozdał cały majątek Jana, jak również posag Katarzyny swoim siostrom i innym faworytom (a był to król o dosyć rozbudowanym libido, na Zamku królewskim w Sztokholmie miał swój prywatny harem, w którym przebywało pięć jego oficjalnych faworyt, a ich pokoje były tak połączone, żeby można było szybko przedostać się do królewskiej alkowy). Dodatkowo car Iwan IV Groźny domagał się od Eryka wydania mu królewny Katarzyny (jako że w tym właśnie czasie toczył wojnę z Litwą, a tym samym z Rzeczpospolitą). Para książęca żyła więc w ciągłej obawie zarówno utraty życia (czyli przysłania przez Eryka zamachowców), jak również rozdzielenia małżonków.


ERYK i JAN




Katarzyna liczyła jeszcze na swego brata Zygmunta II Augusta, który w tym czasie wszedł w sojusz z wrogą Szwecji Danią, ale Zygmunt August nie uczynił nic aby uwolnić swą siostrę z więzienia Gripsholm. Pozostawała więc obawa i oczekiwanie, a także tląca się nadzieja na Bożą Opatrzność i uwolnienie. Zamknięci w Gripsholm nie wiedzieli jednak że w ich imieniu interweniowały siostry Eryka i Jana, które słały listy do swego królewskiego brata, prosząc go aby nie upokarzał Jana i uwolnił go z tego więzienia. W obronie uwięzionych wystąpiła nawet królowa Anglii Elżbieta I, która napisała list do Eryka, prosząc go aby uwolnił brata i jego małżonkę i wydaje się że to właśnie ten list najbardziej przysłużył się sprawie uwolnienia "królewskich gości", gdyż Eryk XIV dążył wówczas do sojuszu z Anglią. Zresztą był mocno już przytłoczony tą całą sytuacją, nie miał żadnych sojuszników, a musiał zmagać się ze wszystkimi problemami jakie spadły zarówno na jego kraj, jak i na jego samego. Od 1563 r. toczył niezwykle krwawą i uciążliwą wojnę z Danią, w której to nie było co prawda wielkich i spektakularnych bitew, za to dochodziło do mniejszych ataków niezwykle brutalnych i krwawych i to zarówno na wyspach duńskich, w Scanii jak i w Norwegii. Oddziały knechtów napadały na gospodarstwa i wsie mordując bez litości starców, kobiety i dzieci, spalono kilka mniejszych miast w Szwecji, a król Eryk był sam, nie miał nawet na kogo scedować obowiązków zajęcia się choć częścią spraw państwa. Musiał więc poświęcać czas na zajmowanie się sprawami aprowizacji i dostarczenia broni oraz prochu walczącym żołnierzom, musiał korespondować i odpisywać na listy królów i książąt Europy, osobiście też musiał mianować i odwoływać a przede wszystkim kontrolować urzędników, czy przypadkiem nie oszukują go oni w swych sprawozdaniach. Nie ufał też członkom Rady Królewskiej, a także obawiał się że ród Sture będzie torpedował jego plany matrymonialne, co miałoby im dopomóc w objęciu tronu Szwecji. I choć król był młodym mężczyzną (w 1563 r. miał lat 30, a panował od końca września 1560 r.), jednak to wszystko razem wzięte powodowało jego zniechęcenie, a także duże zmęczenie (które sobie odbijał nocami w alkowie ze swoimi pięcioma faworytami). 


JAN, KATARZYNA i MAŁY ZYGMUNT
NA ZAMKU GRIPSHOLM 



W obawie przed spiskami, wprowadził Eryk ścisły reżim na swym Zamku w Sztokholmie, szczególnie zaś w odniesieniu do swoich królewskich sióstr. Wydał instrukcje o "Obronie honoru kobiet królewskich", wprowadzających kontrolę jego sióstr, które również były pod ścisłą obserwacją. Wszelkie przejawy niemoralności były surowo karane (nawet uśmiech w stosunku do mężczyzny, który nie należał do ich rodziny, mógł być powodem królewskiego gniewu). Jego trzy siostry: Cecylia, Elżbieta i Zofia miały wieść żywot bogobojny - modlitwa, kobiece robótki ręczne (czyli głównie haftowanie), posiłek, modlitwa i sen. Król oszczędzał również na strojach swych sióstr, odmawiając im kupna nowych, (chyba że sprzyjały temu okoliczności). Światło w komnacie królewien musiało być zgaszone o odpowiedniej porze, ale pewnego razu (w roku 1563) ktoś doniósł królowi że w "damskim apartamencie" nadal pali się światło, a za drzwi dobiegają głośne śmiechy i muzyka. Król natychmiast popędził tam w towarzystwie kilku ludzi, wpadłszy zaś do komnaty swych sióstr, ujrzał trzy tańczące dziewczęta, a na stole były kieliszki i wino. Urządził im wówczas (szczególnie zaś najstarszej Cecylii) karczemną awanturę. Cecylia nie pozostała jednak dłużna i również krzyczała na brata że trzyma je tutaj niczym więźniarki. Nie przyzwyczajony do krytyki ze strony kobiet, Eryk zamilkł, podszedł do stołu, nalał sobie wina i wzniósł toast za zdrowie sióstr, po czym wyszedł. Królewski gniew jednak spadł na szambelana i pokojówki, którzy dostali ostrą burę i nigdy więcej już światło w pokojach królewskich sióstr nie paliło się po wyznaczonej godzinie. Wyzwolenie dla owych kobiet mógł stanowić jedynie ożenek, dlatego też szczególnie najstarsza, (23-letnia w 1563 r.) Cecylia przebierała nogami, aby tylko czym prędzej wyjść za mąż, bez względu za kogo, ważne żeby się uwolnić. W 1562 r. o jej rękę postanowił zawalczyć jej rówieśnik - najmłodszy senator w Rzeczpospolitej Jan Tęczyński. Był to przystojny młody magnat, a para widziała się raz na zamku w Sztokholmie. Cecylia była tak zafascynowana małżeństwem (a zapewne również oblubieńcem), że zawiadomiła brata aby kupił jej czym prędzej nową suknię ślubną, w której stanie na ślubnym kobiercu. Eryk odparł że przyjdzie na to jeszcze czas, po czym ona rozdarła jedną ze swoich sukien, twierdząc że nie ma co na siebie włożyć i potrzebuje nowych, brat jednak stwierdził że nie potrzebuje i musiała zaszyć tę, którą podarła 🤭. Jan tenczyński - mimo młodego wieku - miał już na swym koncie wiele doświadczeń. Był bardzo dobrze wykształcony, studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, na Sorbonie w Paryżu, jak również w Bazylei. Zwiedził Europę głównie Niemcy, Francję, Italię i Hiszpanię (gdzie w Andaluzji na krótko został nawet wrzucony do lochu). Imponował on więc młodej dziewczynie swym obyciem, podróżami a także wdziękiem. Gdy więc wyjechał do kraju (do swego majątku w Kraśniku) aby zdobyć pieniądze na wesele, Cecylia swych modłach prosiła Boga aby Jan o niej nie zapomniał i aby mu się nie odwidziało małżeństwo z nią. Wypatrywała każdego dnia jego powrotu. We wrześniu 1563 r. Jan Tęczyński (w towarzystwie świty 100 osób które zabrał ze sobą), wsiadł na okręt w Gdańsku i wypłynął do Szwecji, ale... Od miesiąca wówczas Szwecja toczyła już wojnę z Danią i okręt Tęczyńskiego miał pecha natknąć się na duńską eskadrę, po czym wszyscy pasażerowie trafili do niewoli. Tęczyńskiemu nigdy już nie było pisane  ponownie ujrzeć Cecylii, bowiem zmarł w duńskim lochu w grudniu 1563 r. na nie leczoną gorączkę. Miał 23 lata. Jego ciało zostało następnie przewiezione do Kraśnika i tam pochowane w bogato zdobionej trumnie (którą notabene zniszczyli Szwedzi w czasie "Potopu").

Początkowo Cecylia była załamana tą śmiercią, gdyż oznaczało to iż kajdany niewoli w jakiej się znajdowała, nie zostaną jej usunięte. Jednak jeszcze w tym samym 1563 r pojawiła się nowa możliwość zamążpójścia, a mianowicie angielski hrabia Arundel, wyraził chęć poślubienia królewskiej siostry, a ona również tego zapragnęła (bez względu na fakt, że hrabia miał 53 lata, ona zaś 23). Chęć wyrwania się ze sztokholmskiego zamku i spod kontroli brata była jednak tak silna, że księżniczka podjęła się przyśpieszonej nauki języka angielskiego od londyńskiego kupca, który często przebywał do Sztokholmu (w jej przypadku słowa "chcę być żoną, twoją żoną", były nad wyraz prawdziwe, bez względu na okoliczności 😉). Elżbieta I również zapraszała ją, aby czym prędzej przybyła do Anglii, ale Eryk nie zamierzał zgadzać się na jej związek z hrabią Arundel. Cecylia miała do wyboru jedynie dwóch kandydatów na przyszłych małżonków, jednym z nich był 50-letni hrabia Henneberg z Turyngii, drugim zaś 27-letni margrabia Krzysztof Badeński. Wybrała tego drugiego, a do ich małżeństwa doszło w czerwcu 1564 r. Wkrótce potem przyszło zaproszenie od Elżbiety I do Anglii, ale Eryk jeszcze nie zgadzał się aby jego siostra opuściła Szwecję. Wreszcie uległ i we wrześniu tego roku para młoda wypłynęła w swą długą (trwającą dokładnie rok) podróż do Anglii. Ze względu na toczącą się wojnę z Danią, nie można było popłynąć najkrótszą drogą, trzeba było płynąć w przeciwnym kierunku do zamierzonego, czyli na wschód.  Przybyto więc najpierw do Tallina w Estonii, potem skierowali się do Prus Książęcych, do Królewca (gdzie Cecylia spotkała się z księciem Albrechtem Hohenzollernem, panującym już "w Prusiech" od 40 lat, czyli od czasu hołdu pruskiego z 1525 r. Wcześniej zaś był on od 1510 r. ostatnim wielkim mistrzem Zakonu Krzyżackiego. Tam, w Królewcu Cecylia poprosiła Albrechta aby w porozumieniu z królem Danii Fryderykiem II, wywarli presję na jej brata by uwolnił z twierdzy Gripsholm Jana oraz jego rodzinę. Albrecht dał słowo że to uczyni, po czym wyruszono w dalszą drogę. Pobyt w Gdańsku też trwał jakiś czas, ale ostatecznie udało się im przedostać do Fryzji Wschodniej, hrabstwa w którym hrabianką-małżonką była siostra Eryka, Jana i Cecylii - Katarzyna. Ona też bardzo zaangażowała się w akcję uwolnienia Jana z więzienia w Gripsholm, zasypując brata listami, w których początkowo starała się przekonywać go w sposób łagodny i pokorny, deklarując w  listach iż jest: "uniżoną służebnicą i biedną siostrą Waszej Królewskiej Mości". Jednak prośby nie działały na Eryka, tym bardziej że król Szwecji poprosił siostrę i jej męża, aby zorganizowali i opłacili dla niego knechtów, potrzebnych mu w czasie wojny z Danią, a gdy nie uzyskał tego od nich, kategorycznie odmówił spełnienia próśb Katarzyny. W jednym z ostatnich listów jakie Katarzyna wysłała do brata, stwierdziła otwarcie, że za to co zrobił we Fryzji czekałby go sąd. 


KARIN MÅNSDOTTER 



Przez całą swą roczną podróż do królestwa Anglii, Cecylia gdzie tylko mogła brała kredyty od lokalnych bankierów, gdyż jej otoczenie żyło po królewsku i pochłaniało ogromne koszty, zupełnie nie licząc się z konsekwencjami, natomiast opłaty spadały na głowę Cecylii i jej małżonka (chociaż on zarówno w trakcie całej podróży jak i już w Anglii jest zaledwie tłem do niej i praktycznie nie jest nigdzie wymieniany, a jedynie jest sugestia że płynął wraz z nią). W Antwerpii wreszcie udało im się dostać na statek którym mogli popłynąć bezpośrednio do Dover, ale udało im się to dopiero za trzecim razem, gdyż wcześniej dwukrotnie musieli zawracać ze względu na złą pogodę i silne wiatry panujące w Kanale La Manche. Wreszcie się udało i na początku września 1565 r. para młoda dotarła do Anglii, gdzie królowa Elżbieta wysłała im delegację powitalną, która odtransportowała ich do Londynu. Zamieszkała tam w apartamencie Bedford House, a po kilku dniach (przystrojona w piękną czarną suknię i złotą koronę na głowie {jej dwórki zaś wystąpiły w sukniach koloru karmazynowego - ja wiem że to dziś bez znaczenia, ale takie opisy w tamtym czasie były bardzo ważne i czytano je w całej Europie tak, jak dziś czyta się prasę plotkarską}) Cecylia spotkała się z królową Elżbietą I (ponoć na powitanie objęła ją radośnie, a następnie obie panie przez dłuższy czas ze sobą konwersowały). Cecylia bardzo szybko odnalazła się w tym 120 000 mieście (Sztokholm w tym czasie liczył 8 000 mieszkańców), ale jej zadłużenie wciąż rosło i nieustannie potrzebowała nowego zastrzyku gotówki. Na drugi dzień po powitalnej wizycie u królowej Elżbiety, Cecylia urodziła syna (zaszła w ciążę już w trakcie swej podróży). Elżbieta wybrała imiona dla dziecka Edward Fortunat (Edward - gdyż było to imię najbardziej popularne wśród następców angielskiego tronu, Fortunat zaś znaczyło tyle co "szczęściarz" i odnosiło się do szczęśliwego przybycia Cecylii do Anglii oraz narodzin syna). Po narodzinach Cecylia wpadła w krąg londyńskich maskarad i bali, kupując nowe suknie i rozdając pieniądze których miała coraz mniej. Wreszcie jej małżonek - Krzysztof uznał, że sytuacja jest bardzo zła i opuścił Anglię aby zdobyć pieniądze. Wrócił dopiero w marcu 1566 r. ale incognito, w przebraniu (gdyż nie udało mu się zdobyć środków na opłacenie wierzycieli) tak, aby nikt go nie rozpoznał i chciał potajemnie wywieźć żonę i syna z Anglii, zanim dłużnicy połapaliby się w tym planie. Nie udało się, został rozpoznany i wtrącony do lochu za swoje długi. Cecylia poprosiła Elżbietę o pomoc, a ta ofiarowała jej 3500 funtów, lecz była to jedynie niewielka część kwoty jaką musiaeli zapłacić Cecylia i Krzysztof (ich dług wynosił prawie 10 000 funtów). Elżbieta podjęła też (w imieniu Cecylii) rozmowy z niemieckimi bankierami, aby wykupili dług szwedzkiej księżniczki, ale niewielu było chętnych aby kontynuować te rozmowy i ostatecznie nic z tego nie wyszło. Ostatecznie, nim para młoda opuściła Anglię (w kwietniu 1566 r.) cały majątek jaki Cecylia posiadała został zlicytowany, wszystkie jej suknie, biżuteria, wszystko co przywiozła ze Szwecji zostało odebrane i dopiero wtedy pozwolono jej opuścić Anglię. Wraz z mężem przyniosła się do jego hrabstwa w Badenii.

Tymczasem król Eryk w natłoku pracy i obowiązków, popadał w coraz większą depresję. Był przekonany że jego wrogowie chcą się go pozbyć i planują zamach. Jedyne chwile ukojenia spędzał w ramionach swych kochanek, której jednak już w roku 1565 zostały odesłane z Zamku królewskiego, a jedyną kochanką króla została od tej pory młodziutka bo zaledwie 15-letnia Karin Månsdotter. Król spotkał ją jeszcze jesienią poprzedniego roku, gdy pracowała jako kelnerka w gospodzie Gerta Cantora na Starym Mieście w Sztokholmie. Była wysoka jak na swój wiek i dobrze zbudowana, jak bowiem opisuje ją kronikarz: "Miała dobrze wysklepione piersi, szerokie biodra, ciało mocno zbudowane o pełnych kształtach". Król zakochał się w Karin tak bardzo, że nie tylko zabrał ją ze sobą na Zamek, nie tylko dał jej posadę niani dla  jego 5-letniej córeczki Wirginii, ale opłacił jej naukę czytania, pisania, mody oraz prowadzenia rozmowy i odpowiedniego zachowania się na królewskim dworze. Umilała mu noce do tego stopnia, że zrezygnował całkowicie z innych swoich kochanek i tylko ona została jego jedyną oficjalną nałożnicą. Miała dużą wewnętrzną swobodę, mogła na przykład zamawiać co tylko chciała z królewskiej kuchni (zachowały się znaczne rachunki za wino, które zamawiała dla przyjaciół, przyjmując ich w swych apartamentach na Zamku). Otrzymała nawet własnych dworzan, a król fundował jej wciąż nowe suknie i buty - których odmawiał swoim siostrom. W październiku 1566 r. urodziła królowi córkę Sygrydę, a dwa lata później narodził się syn Gustaw. Eryk jednak popadał w coraz większy obłęd podyktowany próbą zamachu na jego życie lub obalenia go. Wolny czas (którego nie spędzał w objęciach Karin) poświęcał na horoskopy, w których starał się uzyskać odpowiedź jaka będzie jego przyszłość. Wszędzie widział wrogów, wszystkich podejrzewał i to do tego stopnia że nie mógł spać w nocy (jego lekarz sporządzał mu specjalne ziołowe napary na uspokojenie). Pewnego jednak razu przeszedł z samego siebie, gdy w listopadzie 1566 r zobaczył w swojej toalecie (pozostawione tam nieopatrznie  przez sługi) - dwa kije złączone na kształt krzyża, dzban, płaszcz i ruszt. Król był przerażony, ktoś próbuje odprawić urok żeby się go pozbyć nawet wówczas, gdy ten siedzi w wychodku. Dwaj służący którzy pozostawili te rzeczy w królewskiej toalecie, nie byli w stanie wytłumaczyć królowi że uczynili to przez zaniedbanie, po prostu ich nie zabrali; król uznał ich za szarlatanów odprawiających czary i skazał na śmierć.


JAN III WAZA



Z początkiem 1567 r. król kazał uwięzić a następnie brutalnie przesłuchać wielu spośród arystokratów, których uważał za szczególnie mu wrogich (powodem oskarżenia i było przyjęcie, jakie zorganizowali oni na statku w pobliżu wyspy Djurgarden, gdzie ponoć miały padać hasła "niemiłe królowi"). Wszyscy oni - po torturach - trafili do lochów z wyrokiem śmierci. Król Eryk popadał w coraz większą paranoję, chodziło też do tego, że obawy przed zamachem na jego życie odbierały mu totalnie rozum. 24 maja 1567 r. król przeżył największe załamanie psychiczne, po którym... zniknął. Nikt nie wiedział gdzie jest, więc rozpoczęto wielkie poszukiwania i odnaleziono go trzy dni później na plebanii w Odensali, odzianego w brudne chłopskie szaty. Król nikogo nie kojarzył, nie było z nim też kontaktu, dopiero Karin udało się go uspokoić i zabrać na Zamek. Tam król odpływał i wracał do zmysłów,  kładąc głowę na kolanach swej faworyty. Wciąż nie mógł pozbyć się uczucia permanentnego zagrożenia, prosił o ochronę, mówił że nie chce umierać. W tym też czasie przybyło poselstwo od Iwana Groźnego, które domagało się wydania Iwanowi Katarzyny Jagiellonki (car miał jej za złe że niegdyś odrzuciła jego propozycję matrymonialną, a poza tym taka zakładniczka byłaby dobrym elementem przetargowym w toczącej się wojnie z Rzeczpospolitą). Posłowie zagrozili wojną, jeśli Katarzyna nie zostanie im wydana, co też doprowadziło do kolejnej odsłony szaleństwa króla Eryka XIV. Wojna z Danią nie została zakończona, a jej efekty były... żadne, poza tym cierpienia jakie ludność Królestwa Szwecji zaznała w jej trakcie była przerażająca, dlatego też myśl przed kolejną taką katastrofą musiała działać jak zimny prysznic. Król jednak nie mógł się zdecydować, twierdził że jest osaczony i otaczają go wrogowie, jakie ma więc znaczenie że jednym z nich jest też Iwan Groźny. W tym okresie Szwecją rządził kuzyn Eryka Per Brahe (wraz ze Stenem Erikssonem), który widząc pogłębiającą się paranoję króla, podjął decyzję (we wrześniu 1567 r.) uwolnienia księcia Jana i jego małżonki z twierdzy Gripsholm (Katarzyna Jagiellonka urodziła tam trójkę dzieci, a Zygmunt III - późniejszy król Rzeczpospolitej - był drugim tam narodzonym). Już 9 września doszło do pierwszego od sześciu lat (obaj małżonkowie byli zamknięci w twierdzy Gripsholm 7 lat, ale Eryk odwiedził ich nieoczekiwanie pewnego razu w roku 1561). Stan króla wciąż był bardzo zły, do tego stopnia że nie kojarzył kto jest kim, a co za tym idzie, padł na kolana przed Janem, twierdząc że to on jest królem (swym pamiętniku Eryk zapisał potem - gdyż co jakiś czas odzyskiwał rozum, a potem znowu go tracił - "I on, i królewna przebaczyli mi z całego serca, poklepywali mnie. Słowem i wszystkim innym gwarantowali mi życie i bezpieczeństwo" - co świadczy że wciąż nie kojarzył czy to on jest królem, czy też Jan). Jeszcze w październiku 1567 r. Eryk pisał w swym pamiętniku że królem jest Jan, a on deklaruje mu swą wierność, w zamian za życie i bezpieczeństwo. Ale w grudniu, tuż przed Bożym Narodzeniem, nastąpiła znaczna poprawa stanu zdrowia Eryka. Przestał mieć omamy, wiedział też kto jest królem, a kto "księciem Finlandii" - gdyż tak odtąd tytułował swego brata Jana. Konsekwentna terapia lekowa i opieka, jaką zastosowała Karin Månsdotter, zrobiła swoje, król Eryk wrócił do życia. 28 grudnia w czasie uroczystej kolacji, Eryk wskazał palcem na będącą w ósmym miesiącu ciąży Karin i powiedział że to jest jego prawnie poślubiona małżonka, a pobrali się 13 lipca tego roku, utrzymując to do tej pory w tajemnicy. To małżeństwo zostało prawnie uznane, a dokładnie miesiąc później urodził się Gustaw - syn Eryka i Karin, posiadający prawo do tronu Szwecji.

4 lipca 1568 r. odbył się ponowny - już publiczny - ożenek Eryka i Karin (a w zasadzie tego dnia miał miejsce podwójny ślub, bo za mąż wychodziła również siostra Eryka - Zofia, która poślubiła księcia saskiego Magnusa II. Dzień później miało miejsce koronacja królowej Karin, ale okazało się że na ów ślub nie przybył żaden z królewskich braci, nie przybyli też arystokraci, w zasadzie ślub odbył się w obecności wujów Karin i chłopów tłumnie przybyłych z Upplandu. Arystokraci mieli za złe królowi że swoją małżonką uczynił zwykłą dziewkę, która jeszcze do niedawna usługiwała w oberży (a wiadomo co często robiono tam z takimi dziewkami). Herb nowej królowej Szwecji narysował osobiście Eryk, a był to półksiężyc. Królewscy bracia, jak również arystokraci nie zamierzali się jednak na to godzić i bardzo szybko podniósł się bunt przeciwko rządom Eryka - na jego czele stanęli obaj bracia króla Jan i Karol. We wrześniu 1568 r. walki toczyły się już o Sztokholm. Ostatecznie opuszczony przez wszystkich Eryk musiał skapitulować, a 30 września do Sztokholmu triumfalnie wkroczył książę Jan, który kazał uwięzić swego brata (i przebywał on w niewoli na zamku Orbyhus przez kolejne osiem lat, gdzie oddzielono go od żony i dzieci, odmawiano mu książek, a nawet aktywności ruchowej, siedział w ciemnej celi praktycznie przez cały czas). Oficjalnie Eryk 14 został zdetronizowany w styczniu 1569 r, a jego brat, nowy król Jan III Waza, koronował się 10 lipca 1569 r. Jak wyglądało życie księcia Zygmunta który stał się teraz następcą szwedzkiego tronu, w pod rządami swego ojca o tym w kolejnej części. W każdym razie gdy Zygmunt III nowo wybrany król Rzeczpospolitej 9 grudnia 1587 r uroczyście wkroczył do Krakowa, zrobił negatywne wrażenie na tych, którzy wynieśli go do polskiego tronu, szczególnie zaś na hetmanie wielkim koronnym i ja nie zamoyskim, który po powitaniu nowego króla miał wyrazić się tymi oto: "a cóżeście za niemą marę przywieźli ze sobą ze Szwecji?" Zygmunt zaprzysiągł Pacta Conventa i koronował się 27 grudnia 1587 r.


"TO JEST WŁAŚNIE RZECZPOSPOLITA JA NIE. NA CAŁYM ŚWIECIE NIE MA TAKIEGO KRAJU W KTÓRYM KTOKOLWIEK ODWAŻYŁBY SIĘ PODEJŚĆ DO OŁTARZA I DOTKNĄĆ KORONY"



CDN.
 

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...