WYŚWIETLENIA

27 września 2025

SZALONY MONARCHA I JEGO EPOKA - Cz. I

CZYLI CZY KAROL VI 
I JEGO ROZPUSTNA MAŁŻONKA
PRZYWIEDLI FRANCJĘ 
NA SKRAJ UPADKU?





"KOGO BOGOWIE CHCĄ ZNISZCZYĆ, 
NAJPIERW DOPROWADZAJĄ GO DO OBŁĘDU"

EURYPIDES






POD OSŁONĄ NIEWIEŚCICH SUKIEN
Cz. I


Był słoneczny sierpniowy poranek 1392 r., gdy spory orszak króla Francji - Karola VI zmierzał ku Bretanii, z której to władcą - Janem V - miał francuski monarcha konflikt natury prawnej (Jan udzielił schronienia człowiekowi, który planował morderstwo jednego z jego osobistych doradców i przyjaciół - nobliwego Oliviera de Clisson, rycerza z Bretanii). Król był niespokojny tego dnia i zewsząd wypatrywał zdradzieckiego ataku na swoją osobę, a ów niepokój został w nim jeszcze wzmocniony przez odzianego w łachmany mężczyznę, który wyszedłszy z lasu i dopadłszy jego konia, rzekł: "Szlachetny królu! Nie jedź dalej, zostałeś zdradzony!". Ów mężczyzna został co prawda przegoniony przez królewską straż, ale i tak szedł za orszakiem, wołając z oddali aby król miał się na baczności i nikomu nie ufał. Karol wziął sobie do serca ostrzeżenia owego człowieka i począł zastanawiać się czy dobrze uczynił ruszając na tę wyprawę. W pewnym momencie dał się słyszeć głuchy odgłos opadającego żelaza, gdyż jeden z królewskich paziów przysnął i upuścił trzymaną w ręku lancę, która odbiła się od hełmu jadącego za nim rycerza, wydając dźwięk dobywającego się oręża. Król nie czekał długo, wyjął swój miecz i z okrzykiem: "Zdrajcy! Chcecie mnie wydać wrogom!", ruszył w stronę grupy rycerzy i piechurów, po czym kilku z nich zadał śmiertelne rany. Król był jak w amoku, zapewne położyłby trupem znacznie więcej swych żołnierzy, gdyby nie został zrzucony z konia i przyciśnięty do ziemi. Gdy tak się stało, monarcha stracił przytomność, po czym został przewieziony z powrotem do Luwru. Był to pierwszy przypadek szaleństwa, jakie doskwierało królowi Karolowi VI (który przez to właśnie otrzymał przydomek "Szalony") już do końca jego życia, a zmarł w trzydzieści lat później. Choroba potęgowała się na różne sposoby, raz np. monarcha nie poznawał ludzi ze swego otoczenia, nawet własnej małżonki, innym razem uznał że jest cały ze szkła i zabraniał komukolwiek zbliżać się do siebie, gdyż obawiał się że może się potłuc (nosił nawet specjalne stroje, które miały uniemożliwić "rozbicie go"). To jednak niewiele zajmowało jego małżonkę - królową Izabelę Bawarską, która w tym samym czasie gościła w swym łożu mnóstwo kochanków, z których to najsławniejszymi (oraz tymi, którym udało się przeżyć, bowiem zazdrosny Karol kazał wszystkich podejrzanych o przyprawianie mu rogów zaszywać w worki i wrzucać do Sekwany) byli: książę Ludwik Orleański (jeden z najprzystojniejszych możnych ówczesnej Francji) i książę Jan bez Strachu (całkowite przeciwieństwo tego pierwszego - niski, brzydki, ale za to zapewne dobry w łożu, gdyż równie często gościł w sypialni Izabeli). Szaleństwo króla, rozwiązłość jego małżonki (która stawiała wręcz pod znakiem zapytania przyszłość dynastii Walezjuszy i nawet syn królewskiej pary, przyszły król Karol VII - zaczął poważnie obawiać się o swoje pochodzenie, tym bardziej że pewnego razu jego własna matka wprost rzekła, iż Karol "jest bękartem". Pewność siebie i wiarę we własne pochodzenie oraz dziejową misję ocalenia Francji spod angielskiej okupacji przywróciła Karolowi VII dopiero pewna wiejska dziewczyna, która przeszła do historii pod imieniem - Joanny d'Arc), na to nałożyła się jeszcze wciąż trwająca wojna z Anglią (zwana stuletnią), Wielka Schizma Zachodnia (związana z wyborem dwóch konkurencyjnych wobec siebie papieży), oraz kryzys gospodarczy, który dotknął w tym czasie Europę Zachodnią, a w szczególności zaś zniszczoną toczącą się wojną - Francję. A zaczęło się tak:




Karol VI przyszedł na świat w grudniu roku 1368, gdy królem Francji był jego ojciec - Karol V, zwany "Mądrym". Ów monarcha przyniósł Francji nieco wytchnienia od toczących się nieprzerwanie (od 1337 r.) zmagań wojennych z Anglią, choć wątła budowa ciała i słabe zdrowie raczej nie dawały mu możliwości zdobycia wielkiej rycerskiej sławy (lub choćby wykazania się męstwem w boju, tak jak jego ojciec - Jan II, czy dziad - Filip VI). Karol V lubił spokój, samotność, zacisze Luwru lub uroki Vincennes, ale przede wszystkim kochał książki i całe godziny spędzał w swej bibliotece na zamku w paryskim Luwrze. Na tron wstąpił po śmierci swego ojca (który zmarł w Londynie, jako angielski więzień) w kwietniu 1364 r. w wieku 26 lat. Młody król postanowił że będzie panował w myśl filozofii Arystotelesa, jako władca sprawiedliwy. Doskonale zdawał sobie sprawę z ambicji swoich braci, książąt Burgundii, Nawarry czy Andegawenii, których starał się przeciągnąć na swoją stronę, wyposażając hojnie w ziemie, zamki i pensje. Wiedział bowiem dobrze że książęta, czy też panowie feudalni muszą wciąż pławić się w zbytku, który zastępowałby im myśli o samodzielności i działaniu na szkodę Korony (życie bowiem takiego wielkiego pana upływało głównie na beztrosce a jego celem była nieustanna radość, zabawa i oczywiście od czasu do czasu jakaś wyprawa wojenna, dla podkreślenia własnego męstwa i sławy swego rodu. Celem książąt, diuków i baronów były słowa, które w momencie śmierci wypowiedział władca Akwitanii - Wilhelm IX, zmarły w 1127 r., a brzmiały one: "W mym życiu zaznałem tylko radości i uciech", zaś mottem francuskich arystokratów były słowa z powieści "Flamenca": "Niechaj największą udręką będzie udręka w miłości"). Karol V dobrał sobie również odpowiednich doradców, do których należał (m.in.): Bertrand du Guscelin - znany rycerz i zawadiaka, któremu powierzył urząd konetabla (naczelnego wodza) Francji. Sama Francja wówczas to w dużej mierze było pojęcie względne, gdyż tak naprawdę poczucie narodu francuskiego ukształtowało się dopiero w połowie XVIII wieku, a szczególnie podczas Rewolucji Francuskiej, natomiast wcześniej istniało "bardzo wiele Francji", gdyż rozdrobnienie polityczne i językowe ziem francuskich - efekt ustroju feudalnego - był silny również w czasach Ludwika XIV czy Ludwika XV, a przejazd z jednej francuskiej prowincji do drugiej często wyglądał jak podróż do innego kraju (również pod względem językowym). Oczywiście nie znaczy to, że tożsamość narodowa powstała dopiero w końcu XVIII, lub też w wieku XIX, wręcz przeciwnie. Na przykład w Polsce pojęcie narodu było znane od wczesnego średniowiecza i jedynie potem częściowo modyfikowane, podobnie było w Anglii, a poza tym tożsamość narodowa znana była już starożytnym. Przecież Ateńczycy walczyli z Lacedemończykami nie jako Hellenowie, ale właśnie jako obywatele Attyki, Rzymianie zaś toczyli boje z Hannibalem jako potomkowie Romulusa i Remusa znad Tybru itd.




Pierwszym politycznym sukcesem Karola V było zneutralizowanie wpływów Karola Złego z Nawarry w księstwie Normandii (1364-1365) i zakończenie wojny domowej w Bretanii (1364). Kolejnym krokiem było uporanie się z bandami gaskońskich i angielskich rycerzy, którzy z najemników stali się teraz rabusiami, pustoszącymi drogi i napadającymi na poddanych króla Francji. Ideał rycerski był co prawda znany w ówczesnej Europie i promowany jako najwyższy model idealnego wojownika, obrońcy wiary Chrystusowej i pogromcy niewieścich serc. Niestety, ten ideał dotyczył jedynie arystokratów (a i wśród nich było wiele "czarnych owiec" niegodnych nigdy miana rycerza, jak choćby jeden z najsławniejszych rycerzy u boku Joanny d'Arc - Giles de Rais, który prywatnie był pedofilem i mordercą, porywającym do swego zamku, a następnie gwałcącym i torturującym aż do ich zgonu młodych chłopców. Przez to nadano mu potem przydomek "Diabeł", gdyż ponoć wyznawał kult szatana). Turnieje rycerskie był co prawda pięknym podkreśleniem rycerskiego ideału, jednak i one były zdominowane przez ludzi możnych. Zasady rycerskie były co prawda proste (bronić wiary, walczyć z kłamstwem i niesprawiedliwością, pomagać ubogim, bronić pokoju), to jednak bardzo niewielu przestrzegało ich dosłownie, choć bez wątpienia dla rycerzy bardzo ważny był honor i raz dane słowo (np. przysięga), co czasem prowadziło ich do zguby (jak choćby Antoniego z Burgundii, który przybył z wojskiem już po przegranej przez Francuzów bitwie pod Azincourt w 1415 r., lecz aby wypełnić dane królowi Francji słowo i zachować swój honor, uderzył na Anglików, poświęcając swe życie. Potem jego bratanek - Filip Dobry wyrażał żal, że nie mógł mu - ze względu na swój młody wiek - towarzyszyć w tej pięknej chwili rycerskiego obowiązku). Ci rycerze (głównie książęta i arystokraci) najczęściej marzyli o wielkiej sławie wojennej i miłości wybranki serca (często ta miłość była platoniczna, gdyż rycerz miłował swą wybrankę niczym "święty obraz", jednocześnie uważając, by niczym jej nie skalać, w tym również miłością cielesną - przynajmniej do chwili ożenku. Natomiast sam oddawał się przyjemnościom ciała z dziewkami w miastach lub na wsiach). Dlatego też turnieje rycerskie były najlepszą okazją do zademonstrowania swej siły i sprawności bojowej, a jednocześnie obrony honoru wybranki serca (wiele było takich pojedynków, teraz wspomnę jedynie o dwóch. Pierwszy odbył się podczas spotkania cesarza rzymskiego i króla Węgier - Zygmunta Luksemburskiego, oraz króla Polski i wielkiego księcia Litwy: Władysława II Jagiełły - w Budzie w 1412 r. Tam właśnie szczególnie wsławił się rycerz Zawisza Czarny, pokonując wielu wystawionych przeciw niemu przeciwników. Jeszcze raz i to na znacznie większą, europejską skalę, zwyciężył Zawisza turniej z 1415 r. w hiszpańskim mieście Perpignan, gdzie na oczach sproszonego tam rycerstwa z całej praktycznie Europy, pokonał dotychczasowego mistrza - Jana z Aragonii. Starcie tych dwóch sław było krótkie, gdyż Aragończyk padł po pierwszym uderzeniu kopi Zawiszy Czarnego, który od tej pory był uważany za jednego z najsławniejszych rycerzy Europy).






Jednak większa część rycerstwa to byli najemnicy, którzy solidnie opłacani - wynajmowali się do udziału w wojnach u feudalnych panów, a jeśli zabrakło wojaczki, często zamieniali się w zwykłych rabusiów. I co ciekawe - nie zawsze chodziło im o pieniądze, bowiem równie ważna (czasem nawet ważniejsza) była potrzeba "wyszalenia się" i ponownego powrotu do walki, sprawdzenia się w boju, oraz udowodnienia swej przewagi. Karol V jednak ostro tępił owe "kompanie" rabusiów, które grasowały po drogach, choć zamiast siły często stosował podstęp, starając się ich nie tle zwalczyć, co raczej ponownie wykorzystać do walk w swoim interesie. Tak więc du Guscelin zwerbował ich i... wysłał za Pireneje, do Kastylii, gdzie toczyła się wojna domowa i gdzie owi najemnicy dopomogli w uzyskaniu tamtejszej korony przez Henryka II Trastamara w 1369 r. co zaowocowało współpracą Kastylii i Francji przeciw Anglii (Kastylijczycy pomogli Francuzom budować flotę wojenną, która pozwoliła admirałowi Janowi z Vienne opanować Kanał La Manche), więc Karol V za jednym zamachem "upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu". Odzyskał również (w latach 1369-1375) większość ziem dotąd zajętych przez Anglików, jak: Akwitania, Gaskonia czy hrabstwo Armagnac i to w ogromnej większości bez użycia oręża (do nielicznych walk i napadów jednak dochodziło). Potem mawiano, iż ten król odzyskał więcej ziem siedząc w swych komnatach i czytając książki, niż jego ojciec i dziad z mieczem w dłoni na polu walki. Kraj był jednak zrujnowany wojną i rabunkami, poza tym w latach 1373 i 1380 wybuchały we Francji epidemie dżumy, w czasie których było tyle ofiar, że nie wiedziano jak grzebać zmarłych. Zaludnienie zmniejszyło się dramatycznie a wiele wiosek całkowicie wymarło (np. w 1417 r. trzej ostatni mieszkańcy pewnej parafii w Saintonage (San;tonei) przenieśli się do Bordeaux, zaś wieś Magny-les-Hameaux nieopodal Paryża pozostała bezludna od 1341 r. do... 1455 r. gdy osiedlili się tam "trzej ubodzy ludzie z Normandii". A takich przypadków było mnóstwo). Bieda również stała się powszechna i nie opuściła już Francji aż do... XIX wieku (porównanie francuskiego chłopa z XIII a z XV czy nawet XVII wieku, to było zupełne przeciwieństwo. W pierwszym przypadku panował duży dobrobyt, który zaczął się we Francji z końcem XI wieku i trwał nieprzerwanie aż do drugiej dekady XIV wieku i czasy te są nazywane "dobrobytem francuskiej wsi". Natomiast po epoce "Czarnej Śmierci" z lat 40-stych XIV wieku, wojen z Anglikami i Burgundami oraz walk wewnętrznych pomiędzy panami feudalnymi - francuski chłop cofnął się praktycznie do prymitywizmu. W 1465 r. gdy przez Francję przejeżdżał angielski prawnik - John Forescue, to nie mógł się nadziwić, że chłopi tutaj przypominają prawdziwych barbarzyńców, gdyż odziani są w łachmany, piją jedynie czystą wodę i jedzą chleb jęczmienny oraz owoce, a z mięsa jedynie flaki i łby zabijanych dla szlachty i mieszczan zwierząt). Zmieniały się też miasta, gdyż podgrodzia praktycznie zniknęły, a ludność przeniosła się za mury miast, odseparowując się od wsi (co w wiekach wcześniejszych było nie do pomyślenia, gdyż wieś żyła przy mieście, a bogate podgrodzia dawały okazję do wzajemnego wzbogacania się. Miasta teraz zamykały bramy przed chłopami, bowiem obawiały się rabusiów, lub też nie chciały kolejnych włóczęgów, oraz bały się zarazy, gdyż kto wie co ze sobą przyniósł taki przybysz. Powstały dwa światy - Francja miejska i wiejska, arystokratyczna i ta dla ludu, a dysproporcja ta rosła z biegiem kolejnych dziesięcioleci, aż swoją kulminację osiągnęła podczas Rewolucji Francuskiej). 

Warto też dodać że to, co było katastrofą dla Europy Zachodniej (czyli takich państw jak Francja, Italia, Hiszpania, kraje niemieckie, Szwajcaria), a także dla Europy Eschodniej (w tym obszarów Wielkiego Księstwa Moskiewskiego czy częściowo również Wielkiego Księstwa Litewskiego) czyli epidemii czarnej śmierci, stała się poniekąd błogosławieństwem dla... Polski. Nasz kraj bowiem jako jeden z nielicznych obszarów w Europie lat 40-tych XIV wieku, nie został dotknięty tą tragedią (były oczywiście jakieś nieliczne przypadki, ale nie przełożyło się to na tak dużą liczbę zgonów jak w innych krajach). Należy bowiem pamiętać że Czarna Śmierć to była tragedia dla całej Europy, ona spowodowała więcej strat ludnościowych niż niejedna wojna (nawet Wojna Stuletnia między Francją i Anglią nie poczyniła takich strat ludnościowych, jak te kilka lat owej zarazy 1346-1353). Dotychczas niezwykle dobrze prosperujące miasta czy to francuskie czy niemieckie czy włoskie czy hiszpańskie, nagle wyludniały się (niektóre całkowicie inne mniej). To właśnie wówczas zniknęły podgrodzia, będące tak naprawdę żywicielem dla miast w epoce wielkiej prosperity gospodarczej Zachodu, czyli w XII i XIII wieku. Ubytek ludności w poszczególnych państwach był tak duży, że wahał się pomiędzy 50 a 70%, co pokazuje skalę tej katastrofy. Wiele miast zamieniło się w wioski, które następnie całkowicie zniknęły. Ludzie zaś stracili zaufanie jeden do drugiego i woleli zamykać się we własnych miastach, za murami obronnymi, niż wpuszczać innych przybyszów, którzy na przykład przybyli w celach handlowych (a to znowu doprowadziło do upadku gospodarczego ogromnych obszarów Zachodniej Europy). Zupełnie inaczej było u nas. To bowiem właśnie wtedy w naszym kraju panował Kazimierz III Wielki, który z małego, rozbitego na dzielnice kraju, uczynił potęgę gospodarczą, a następnie militarną - czego efektem był Grunwald 1410. Nie byłoby tego zwycięstwa, gdyby nie Czarna Śmierć na Zachodzie, i ten niesamowity wówczas wzrost gospodarczy Królestwa Polskiego. To bowiem wyrównało szansę między Europą Środkową a Zachodem i stworzyło przed nami możliwość budowy prawdziwego Imperium Rzeczpospolitej Obojga Narodów (do tematu Czarnej Śmierci jeszcze powrócę).






Karol V był też człowiekiem, który bardzo sprawnie posługiwał się orężem propagandy, szczególnie w odniesieniu do papieży z Awinionu. Od 1305 r. wszyscy kolejni papieże rezydowali nie w Rzymie, ale w południowo-francuskim Awinionie, w którym żyło im się wygodnie i dostatnio i który od 1348 r. stał się własnością Państwa Kościelnego. Mimo bezpieczeństwa i dostatku jaki tam otaczał papieży, kardynałów i prałatów, poczęto zamyślać nad powrotem do Rzymu (według Petrarki już za Benedykta XII, pełniącego swój pontyfikat w latach 1334-1342: "Awinion stał się twierdzą udręki, ostoją ofiar gniewu Bożego, gniazdem rozpusty, bagnem moralnym świata, szkołą występku, świątynią herezji (...) kuźnią kłamstwa, potwornym więzieniem, kloaką pełną ekskrementów". Petrarka miał co prawda z Benedyktem swoje własne porachunki - jak choćby fakt, iż papież uczynił swą kochanką jego siostrę, którą, jak pisze Petrarka: "kupił za sporą sumę pieniędzy od jej drugiego brata, Bernarda, by spędzać z nią wolne chwile" - i pewnie nieco przesadzał, jednak z pewnością miał też sporo racji, jako że już za kolejnego papieża, Klemensa VI {1342-1352} - który chełpił się wręcz, iż nikt przed nim jeszcze nie wiedział: "jak być papieżem" - Awinion stał się prawdziwym: "Rynsztokiem, w którym gromadziły się wszelkie męty świata. Tam Boga traktuje się z pogardą, czci się jedynie pieniądze, a prawa Boga i człowieka są powszechnie gwałcone. Wszystko, co się tam znajduje, jest kłamstwem: powietrze, ziemia, domy, a nade wszystko alkowy". Ponoć Klemens już się w ogóle nie przejmował zachowaniem jakichkolwiek pozorów i spędzaniem czasu z jedną wybranką, ale utworzył w Awinionie prawdziwy harem, a jego dwór stał się: "Domem pełnym wina, kobiet, pieśni i kapłanów, którzy zachowywali się tak, jakby głosili chwałę nie Chrystusowi, ale świętowaniu i nieczystości". Papież kupił sobie też: "piękny, nowy szacowny burdel", a w dokumencie sprzedaży było zapisane, iż kupna dokonano: "W imieniu Naszego Pana Jezusa Chrystusa", powierzając jego prowadzenie swej ulubionej kochance - hrabinie Cecylii Turenne. W ślad za papieżem podążało także wielu kardynałów i prałatów, utrzymując swe liczne nałożnice). Plany powrotu do Rzymu ponoć miewał Benedykt XII, choć zostały one szybko zarzucone za czasów jego następcy - najbardziej francuskiego z papieży Awinionu - Klemensa VI. 

Do tych planów powrócił dopiero Urban V (1362-1370), który po objęciu pontyfikatu zmienił styl papieskiego życia, usuwając luksus z papieskich komnat, a sam - jako były profesor z Montpellier - wolał typowo zakonny tryb życia. Chciał wrócić do Rzymu, aby stamtąd nadzorować projektowaną właśnie wyprawą krzyżową przeciwko Turkom Osmańskim (w tej sprawie również zebrali się monarchowie Europy na krakowskiej uczcie u Wierzynka w 1364 r.). Ulegał też nawoływaniom św. Katarzyny ze Sieny, która błagała go, by powrócił do Italii i ponownie zajął miejsce na tronie św. Piotra. W grudniu 1366 r. ta młoda (zaledwie 19-letnia) niepiśmienna dziewczyna, przybyła na osiołku do Awinionu i od razu została dopuszczona przed oblicze papieża, któremu miała opowiedzieć swój sen, podczas którego nawiedził ją sam Jezus Chrystus i włożył obrączkę ślubną na jej palec. Rzekła również, że Chrystus pragnął, by Ojciec Święty wrócił do Rzymu i zajął tam należne mu miejsce jako przywódca chrześcijańskiej wspólnoty. I tak też się stało, z początkiem 1367 r. wyruszyła do Rzymu papieska świta, by w otoczeniu książąt Kościoła ponownie objąć we władanie tron św. Piotra na Lateranie. I tutaj już bezpośrednio zadziałał król Karol V, któremu nie w smak było opuszczenie Francji przez papieża i który postanowił temu przeciwdziałać (co prawda Awinion od 1348 r. należał do Państwa Kościelnego, ale był zaledwie enklawą zamkniętą w morzu francuskich posiadłości i zdaną - podobnie jak i sam papież - na łaskę i niełaskę francuskiego monarchy, który mógł liczyć na kontrolowanie poprzez papieża - całego świata chrześcijańskiego. Nie ulega bowiem wątpliwości, że to papież był zależny od króla, a nie król od papieża, a jednocześnie papież kontrolował pozostałych monarchów europejskich (Klemens VI szczycił się tym, że jeśli zechce, to uczyni biskupem "tyłek króla Anglii", pod warunkiem, jeśli ten wcześniej upadnie do jego stóp i go o to poprosi. Niezadowoleni z takiej chełpliwości papieża kapłani, pewnego razu przyprowadzili do papieskiego pałacu osła, na którego szyi wisiał napis: "Ja również pragnę zostać biskupem Ojcze Święty", co ponoć bardzo rozbawiło Klemensa). Karol V zorganizował więc "pożegnanie" papieża, ustawiając ludzi (opłaconych zapewne przez de la Riviere), którzy zaczęli skandować: "Diabelski papieżu, bezbożny Ojcze, dokąd wiedziesz swe owce", "Szatan cię prowadzi na zatracenie Urbanie", "Potępienie wieczne czeka wszystkich, którzy pójdą za tym szatańskim kapłanem", "Zawróć Urbanie, póki nie jest za późno" itd. Wkrótce okrzyki te podchwycili pozostali mieszkańcy Awinionu i w ten sposób lud miasta żegnał swego papieża. Tak też Karol V starał się przeszkodzić w wyprowadzce papiestwa z Awinionu.




Szybko jednak okazało się, że plan powrotu do Rzymu był mocno nieprzemyślany. Miasto było małe, brudne (liczyło wówczas zaledwie 30 000 mieszkańców). Pałac na Lateranie przypominał bardziej zwierzyniec, niż siedzibę następcy św. Piotra (było tam mnóstwo zwierząt, szczególnie nietoperzy i sów, ale także psów i kotów które uwiły tam sobie ciepłe schronienie, a poza tym pałac był w opłakanym stanie). Podobnie prałaci i kardynałowie mieli trudności ze znalezieniem jakiegoś "odpowiedniego" ich pozycji miejsca i tęsknili do uciech Awinionu. W tych warunkach wytrzymano w Rzymie zaledwie trzy lata i z początkiem 1370 r. papież Urban V zarządził powrót do Awinionu. Mimo apeli św. Katarzyny ze Sieny czy św. Brygidy Szwedzkiej (matki ośmiorga dzieci, która pod koniec życia wstąpiła do zakonu i prowadziła ascetyczny tryb życia), papież nie zdecydował się pozostać w Rzymie. Spotkało się to z wybuchem radości ze strony kardynałów, którzy ochoczo poczęli pakować się i szykować do powrotu na francuską ziemię. Wkrótce jednak, po przybyciu do Awinionu, papież Urban V zmarł w wieku 60 lat. Jego następcą został wybrany kardynał Piotr Roger z Limousin, który przyjął imię Grzegorza XI. 18 czerwca 1376 r. ponownie przybyła do Awinionu św. Katarzyna ze Sieny, która znów przekonywała papieża o powrocie do Rzymu, twierdząc że pobyt w Awinionie "z którego w nozdrza bije odór jak z piekieł" i zależność Ojca Świętego od króla Francji, godzi bezpośrednio w jego autorytet jako następcy św. Piotra. Ta niepiśmienna (w tym czasie ponoć nauczyła się już pisać, ale do końca życia miała ogromne trudności z właściwym składaniem liter i wolała dyktować innym swoje słowa) dziewka, poczynała sobie coraz śmielej. Podczas swego pobytu w Awinionie zasypywała papieża listami, a nawet odważyła się bezpośrednio pouczać Grzegorza XI, mówiąc doń: "Dalej, żywo, rusz się, Ojcze! Nie stój ciągle w miejscu! Rozpal w sobie ogień wielkiego pragnienia, oczekując wspomożenia Bożego i wyroków Opatrzności Bożej", innym znów razem twierdziła: "Mówię ci, że trzeba słuchać rad ludzi dobrych, a nie tych, którzy kochają tylko własne zaszczyty, urzędy i przyjemności (...) W imieniu Chrystusa Ukrzyżowanego proszę Waszą Świątobliwość o pośpiech. (...) wyjedź natychmiast". Ta ciągła jej presja (ponoć zasypywała papieża listami zarówno rano po przebudzeniu, jak i wieczorem, gdy szedł na spoczynek), spowodowała wreszcie podjęcie ponownej decyzji o powrocie do Rzymu. Teraz jednak papież postanowił wtajemniczyć w swój plan tylko kilkunastu kardynałów i najbliższe sobie osoby, po czym 13 września 1376 r. wyjechał z Awinionu statkiem na Rodanie, kierując się ku brzegom Italii.




Papież nie dotarł jednak do Rzymu, a zatrzymał się w Genui. Pomny bowiem doświadczeń Urbana V, wysłał swych ludzi, którzy mieli odpowiednio przygotować jego siedzibę na Lateranie. Kardynałom nie spodobała się ta ponowna przeprowadzka i zamierzali czym prędzej wracać do Awinionu. W październiku 1376 r. do Genui przybyła (jadąc na osiołku) św. Katarzyna ze Sieny, która utwierdziła papieża w jego postanowieniu i przekonała o kontynuowaniu dalszej podróży. 17 stycznia 1377 r. przy dźwięku dzwonów kościelnych, zapalonych pochodni i okrzyków radości mieszkańców Rzymu, Grzegorz XI wjechał w mury Wiecznego Miasta. Dla wielu książąt Kościoła powrót do Rzymu był sporą niedogodnością. Miasto to przypominało bardziej dużą wieś i było po prostu brudne (rzymskie praczki wywieszały swe pranie na ruinach rzymskich świątyń dawnego Forum Romanum aż do XIX wieku) i wielu słusznie uważało, że winną tej nieszczęsnej przeprowadzki jest właśnie św. Katarzyna ze Sieny. Postanowiono odpłacić jej pięknym za nadobne i gdy w roku następnym pojechała do Florencji, aby w imieniu papieża negocjować podporządkowanie miasta Ojcu Świętemu i tym samym zdjęcie papieskiego interdyktu (nałożonego na Florencję 31 marca 1376 r.), omal nie została zabita przez rozwścieczony tłum. Prawdopodobnie był on również podburzany przez niektórych kardynałów, którzy musieli opuścić swoje wygodne pałace w Awinionie i pożegnać swe nałożnice. W każdym razie tłum zaczął szarpać Katarzynę tak, iż prawie zdarł z niej całe odzienie, krzycząc że jest ona wyznawczynią szatana (jedna kobieta wbiła nawet swą szpilkę wyjętą z włosów w stopę Katarzyny, przez co ta długo nie mogła swobodnie chodzić). Wkrótce potem Grzegorz XI zmarł w marcu 1378 r. (w wieku 49 lat), po czym powstał prawdziwy pat z wyborem jego następcy. Otóż w Awinionie (u boku francuskiego monarchy) pozostało większość kardynałów, zaś ci, którzy dotarli do Rzymu (w liczbie 16), w większości też byli Francuzami, którzy chcieli wybrać kolejnego Francuza. Rzymianie jednak nie zamierzali na to się zgadzać i lud miasta otoczył pałac w Watykanie i groził wyłamaniem bram, gdyby kardynałowie nie wybrali Rzymianina. Ostatecznie elektorzy zgodzili się wybrać arcybiskupa Bari - Bartolomeo Prignano, który przyjął imię Urbana VI. Ten wybór nie spodobał się jednak Rzymianom, którzy wywołali zamieszki (8 kwietnia 1378 r.) trwające kilkanaście dni, a wielu kardynałów uciekło wówczas z miasta (również nowy papież), kierując się do Tivoli. Francuzi zaś skierowali się do Anagni, gdzie 20 września wybrano nowego papieża - kardynała Roberta z Genewy, który przyjął imię Klemensa VII.

Tak oto zrodziła się Wielka Schizma Zachodnia, która trwała do 1417 r., ale król Karol V uzyskał to, czego pragnął - czyli ponowny powrót papieży do Francji (w Rzymie zaś wyglądało to następująco: zwolennicy Klemensa opanowali Zamek św. Anioła - dawniejsze Mauzoleum cesarza Hadriana - zaś Urban VI zajął pałac przy kościele Matki Boskiej na Zatybrzu. Gdy w kwietniu 1379 r. Rzymianie zdobyli Zamek św. Anioła - niszcząc go prawie doszczętnie - i wymordowali wszystkich obrońców, Klemens VII opuścił Anagni i powrócił do Awinionu. W taki oto sposób, po zaledwie trzech latach nieobecności, ponownie następcy św. Piotra zjawili się na francuskiej ziemi, co niezwykle uradowało Karola V. Ten zmarł w sierpniu 1380 r. w wieku 42 lat, pozostawiając na tronie Francji swego małoletniego syna - Karola VI - bohatera naszej opowieści - który nie miał wówczas nawet lat 12.


RZYM w ŚREDNIOWIECZU
 


CDN.

26 września 2025

"PIERWSZE" ODKRYCIE AMERYKI - Cz. X

CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA
DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA





HALFDAN CZARNY
Cz. II




Halfdan dorastał w królestwie swego dziadka - Haralda w Agder (najbardziej na południe wysunięty rejon Norwegii) i wyrósł na silnego i krzepkiego mężczyznę. Miał też długie czarne włosy i z ich powodu zwany był Halfdanem Czarnym (Halfdanem Jasnowłosym będzie nazywany dopiero na starość, jak jego głowę pokryje siwizma). Ok. 827 r. gdy Halfdan skończył 18 lat jego dziadek zmarł, a on objął władzę jako kolejny król Agderu. W tym czasie w królestwie Vestfoldu (czyli na ziemiach zarządzanych bezpośrednio przez ród Ynglingów, do których należały tereny obejmujące takie miasta jak Oseberg czy Tonsberg) panował jeden z jego braci (synów króla Gotfryda Łowcy) - Olaf (gdyż Eryk - który pierwotnie objął władzę w Vestfoldzie, ostatecznie objął władzę nad duńskimi posiadłościami rodu Ynglingów). Halfdan udał się więc (po raz pierwszy od czasu, gdy musiał stamtąd uchodzić na ramionach swej matki Aasy, jeszcze jako roczne dziecię) do królestwa swego ojca, by spotkać brata i się z nim sprzymierzyć. Olaf początkowo nieufny wobec Halfdana, ostatecznie wpuścił go do grodu (wraz z jego załogą) gdy ten zapowiedział że przybywa w pokoju aby odwiedzić grób ojca i złożyć ofiarę Odynowi. Bracia uściskali się, gdyż tak naprawdę widzieli się po raz pierwszy w życiu, a następnie Olaf zgodził się podzielić część ojcowizny i oddać ją Halfdanowi (ten bowiem miał prawo również zarządzać przynajmniej połową królestwa swego ojca). Sojusz pomiędzy braćmi został wówczas zawarty i przetrwał przez kolejne lata. Jeszcze tej samej jesieni Halfdan udał się do Vingulmarku (królestwo leżące nieopodal Oslo, czyli współczesnej stolicy Norwegii, choć samo to miasto należało do innego królestwa zwanego Raumarike), którym to władał król Gandalf. Halfdan stwierdził, że jego ojciec Gotfryd niegdyś kontrolował połowę Vingulmarku i zażądał teraz od Gandalfa, aby jemu, jako potomkowi Gotfryda przekazał te ziemie. Gandalf oczywiście się na to nie zgodził, co doprowadziło do wojny pomiędzy Vingulmarkiem a Agderem (wspieranym przez Olafa z Vestfoldu). Dochodziło do wielu starć i bitew, które wygrywała to jedna to druga strona, ale nikt nie potrafił ostatecznie przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Ostatecznie po długich i bezowocnych walkach, Gandalf zgodził się podzielić Vingulmark - do czego też doszło. Tak oto Halfdan Czarny stał się ponownie najpotężniejszym władcą południowej Norwegii i jednym z największych wśród królestw nordyckich.




Natomiast Normanowie że Stavanger (zapewne było to królestwo Ryger) którzy dokonali zniszczenia brytańskiego klasztoru na wyspie Lindisfarne w królestwie Nortumbrii w 793 r., dokonywali też i innych rajdów dalekomorskich. Ci z Ryger w 795 r. dotarli na Szetlandy i Orkady. Powrócili na te wyspy w roku 802 (wówczas ekspansję przeprowadzali także i inni Normanowie, z królestw Horder, Sygner i oczywiście Hålogaland z południowo-zachodniej i środkowej Norwegii, a także z Danii). Wcześniej, bo ok. 796 r. Normanowie spalili klasztor Iona na Hebrydach, a między 810 a 830 rokiem siali terror i dewastację na wybrzeżach Szkocji, Irlandii, Walii i zachodniej Brytanii. W 827 r. (czyli w roku w którym Halfdan objął władzę nad Agderem) wyprawa Normanów/ Wikingów wylądowała w Hiszpanii, w królestwie Asturii (na południe od Santiago de Compostela), siejąc przerażenie wśród tamtejszej ludności. W roku 838 Wikingowie na 120 statkach pod wodzą Torgesa popłynęli do Irlandii i zdobyli miasto Dublin, rozpoczynając swą ekspansję w Irlandii. W tym czasie arcykrólem Zielonej Wyspy był niejaki Niall Caille wywodzący się z rodu Północnych Ui Néill (dynastia Ui Néill założona została w roku 445, a pierwszym królem Irlandii - a właściwie królem Tary - został Niall od Dziewięciu Zakładników, a dynastia ta panowała aż do roku 1186 i podboju Wyspy przez Anglików - ostatni arcykról Irlandii Ruaidri zmarł na wygnaniu w 1198 r.). Po zdobyciu Dublina Torges ogłosił się władcą Irlandii i w kolejnych latach kontynuował podbój Zielonej Wyspy, zdobywając takie grody jak Wexford i Waterford (na zajętych przez siebie terenach wznosił forty z głębokimi fosami). Ostatecznie zakochał się w córce kolejnego arcykróla Tary (następcy Niall Caille) Máech Sechnailla I (z rodu Południowych Ui Néill, który objął władzę w roku 846, a panował do 862) i zażądał aby ojciec przysłał ją do niego w towarzystwie 15 młodych dziewcząt. Torges obiecał spotkać się z nią w towarzystwie 15 szlachetnych Normanów na wyspie Loch Erne. Arcykról Máech Sechnaill zgodził się na to żądanie, ale zamiast 15 dziewcząt wysłał 15 swoich wojowników bez brody, przebranych za kobiety, którzy mieli ukryte sztylety za pasem. Gdy więc doszło do spotkania z Torgesem, zaatakowali oni jego i jego 15 towarzyszy, mordując ich na miejscu (Torges bowiem zgodził się przybyć na wyspę bez broni). Następnie arcykról Tary wdrożył w życie słowa Torgesa, któremu nieco wcześniej skarżył się, mówiąc iż jego kraj opanowały szkodliwe ptaki, które pozakładały gniazda i co ma w związku z tym uczynić. Torges - na własną zgubę (bo owe "ptaki" to w przenośni byli oczywiście Normanowie) odpowiedział: "zniszcz je wszystkie", co teraz, po zamordowaniu Torgesa (ok. 847 r.) Máel Sechnaill zaczął wdrażać w życie, ponownie odzyskując Dublin, jak i inne forty Wikingów w Irlandii. Tak oto pierwsza próba opanowania Irlandii przez Normanów nie powiodła się, ale wkrótce przybędą ponownie i to prowadzeni przez władcę z rodu Ynglingów.




A tymczasem król Agderu (i sporej części Vestfoldu oraz Vingulmarku) Halfdan Czarny - mając już jedną żonę, postanowił ożenić się po raz drugi (Normanowie mogli posiadać po kilka żon i dopiero po schrystianizowaniu królestw skandynawskich stało się to niemożliwe). W królestwie Ringerike (ziemie na których w X wieku powstanie miasto Oslo - dzisiejsza stolica Norwegii), panował król Sigurd Hjort. Miał on dwójkę dzieci - starszą córkę Ragnhildę i będącego jeszcze chłopcem syna, o imieniu Guttorm. Mimo iż król Sigurd był wysokim i postawnym mężczyzną, to jednak podczas polowania został zaatakowany przez człowieka, należącego do ugrupowania Berserkirów. Berserkirowie to byli nordyccy wojownicy, którzy nie tylko nosili hełmy z rogami byków, nie tylko malowali swe twarze na czarno, ale przed bitwą pobudzali się jakimiś napojem, który sprawiał że nie czuli bólu i byli niczym demony w walce (musiała to być jakaś forma narkotyku). Wielu z nich było uważanych wręcz za wilkołaki i sądzono, że bardzo trudno jest pokonać i zabić ich w walce. Tak więc człowiek należący do tego przedziwnego ugrupowania o imieniu Hake, wraz z innymi Berserkirami zaatakował króla Sigurda, gdy ten wybrał się na polowanie. Sigurd - będąc dobrze zbudowanym i silnym wojownikiem, walczył zaciekle, położył trupem dwunastu Berserkirów, a Hake'owi odciął dłoń. Ostatecznie jednak został zrzucony z konia i zabity. Hake następnie porwał dzieci Sigurda i planował poślubić Ragnhildę - uczyniłby to od razu, ale rana z odciętej dłoni nie pozwalała mu na to. Natomiast Halfdan, usłyszawszy o całej tej sytuacji, będąc w Hedemarku (południowo-wschodnia Norwegia), postanowił uwolnić dzieci Sigurda i pomieścić jego śmierć. Wysłał więc do miejsca gdzie przebywał Hake swego człowieka o imieniu Haarek Gand ze stoma uzbrojonymi ludźmi, którzy uwolnili Ragnhildę oraz jej brata Guttorma i spalili miejsce w którym Hake przetrzymywał owe rodzeństwo. Natomiast sam Hake (który zdążył zbiec), widząc teraz że Ragnhilda odrzuciła jego zaloty, popełnił samobójstwo rzucając się na swój miecz. Halfdan następnie zakochał się w Ragnhildzie i ją poślubił, a dzięki temu małżeństwu opanował również królestwo Ringerike.





ZA FIORDAMI I ZIEMIAMI JARLÓW 
Cz. VIII


W 841 r. Wiking o imieniu Hasting wpłynął w nurt Loary i dotarł pod mury Ambois, które zdobył i spalił, a ludność wymordował lub uprowadził w niewolę. Następnie dotarł do Tours które oblegał, ale miasta tego już nie udało mu się zdobyć (ponoć mieszkańcy wyciągnęli na mury relikwie patrona miasta, a gdy Hasting odpłynął, uznali że to dzięki owemu świętemu uniknęli losu mieszkańców Ambois). W tym czasie zjednoczona monarchia Karola Wielkiego rwała się już na części. Pierwszy cesarz Zachodu od upadku Zachodniego Imperium Rzymskiego w 476 r. czyli Karol zwany Wielkim, zmarł w styczniu 814 r. Jego następcą został syn o imieniu Ludwik, dotychczasowy książę Akwitanii. Zrodzonemu w grudniu 800 r. nowemu Cesarstwu Zachodniemu brakowało jednak trzeciego Karola (po Karolu Młocie i Karolu Wielkim). Co prawda syn Karola Wielkiego również nosił to imię i był jakby "wykapanym ojcem", ale nie dożył objęcia władzy i zmarło mu się w 810 r. jeszcze za życia ojca. Jego brat Pepin - równie energiczny i dobrze zapowiadający się książę, zmarł w 809 r. Pozostał więc tylko Ludwik, który bodajże najmniej nadawał się na objęcie tak odpowiedzialnego stanowiska, jakim była cesarka godność, w sytuacji gdy Cesarstwo to potrzebowało silnego człowieka, który mógłby mocą swego autorytetu i czynów jeszcze bardziej je umocnić. Ludwik się do tego nie nadawał. Urodzony w 778 r. (podczas wyprawy ojca do Hiszpanii i klęski tylnej straży Franków w wąwozie Roncesvalles oraz śmierci hrabiego Rolanda), był władcą gnuśnym i mało obrotnym (ponoć nigdy się nie uśmiechał, nawet podczas występów błaznów i kuglarzy). Ojciec wymusił wśród możnych jego akceptację na kolejnego cesarza na kilka miesięcy przed swą śmiercią w 813 r. symbolicznie koronując go swą koroną cesarską. Nie wiadomo czy sam Ludwik pragnął cesarskiej korony, gdyż zapewne dobrze mu było w Akwitanii, gdzie żył jak wielki pan, otoczony zbytkiem, a czas urozmaicał polowaniami oraz modłami. Był wiernym i dobrym mężem - to należy przyznać, w przeciwieństwie do ojca (który ciągle zmieniał żony i miał cały zastęp jawnych i niejawnych nałożnic) Ludwik żył niczym mnich, praktycznie w całkowitym celibacie. Prawdziwie też kochał swą poślubioną w 794 r. żonę Irmingardę, z którą miał trzech synów. Przenosząc się do Akwizgranu, Ludwik kazał już się nazywać: "Ludwikiem z nakazu Bożej Opatrzności, Cesarzem i Augustem". Przeprowadził też prawdziwą czystkę na dworze swego ojca (który do tej pory był barwny i kolorowy, a także pełen nierządnic i wszelkich tego typu uciech życia). Wypędził z Akwizgranu wszystkie prostytutki. Swoje siostry, które nosiły zbyt kolorowe suknie, kazał zamknąć w klasztorze. Od tej pory nie wolno już było śmiać się głośno na cesarskim dworze, nie wolno było paradować w kolorowych i nazbyt bogatych strojach, natomiast należało przede wszystkim skupiać się na codziennej modlitwie i umartwianiu duszy oraz ciała. Sam Ludwik otaczał się mnichami, a także przywrócił papieżowi swobodę działania (w podzięce papież Stefan IV oficjalnie koronował Ludwika w 816 r. w Reims na cesarza Zachodu, a gdy ten upadł mu do stóp, papież rzekł, iż oto ma przed oczami nowego króla Dawida. Notabene koronacja Ludwika w Reims była pierwszą w historii monarchii francuskiej koronacją królewską, którą kolejni władcy Francji kontynuowali w tym mieście).

W 817 r. cesarz Ludwik (zwany Pobożnym) oficjalnie uznał swego najstarszego syna - Lotara za następcę i polecał pozostałym synom, aby zaakceptowali jego wybór. Od tej pory młodsi synowie cesarza: Pepin zarządzał Akwitanią, a Ludwik Bawarią z tytułami królewskimi, natomiast Lotar jako współcesarz, miał być ich władcą senioralnym. Ten krok, który podjął Ludwik Pobożny, miał na celu utrzymanie jedności Cesarstwa Frankijskiego, które wówczas zajmowało znaczne połacie Europy (ziemie dzisiejszej Francji, większej części Niemiec, większej części Włoch i północno-wschodniej części Hiszpanii za Pirenejami. Barcelona zdobyta została jeszcze w 805 r. przez samego Ludwika i włączona do Imperium Karola Wielkiego). W 818 r. po śmierci swej ukochanej Irmingardy, Ludwik popadł w coraz większą dewocję. Na to nałożyła się wzajemna niechęć i rywalizacja jego synów, którzy bardzo niechętnie zaakceptowali przywództwo Lotara, jako najstarszego z braci. Frankoński zwyczaj bowiem nie znał zasady senioratu ani primugenitury, frankoński zwyczaj po prostu dzielił państwo (lub też majątek po ojcu) pomiędzy wszystkich synów. Dlatego też zarówno Pepin jak i Ludwik - synowie Ludwika Pobożnego uznali, że i oni mają pełne prawo do starań o cesarską koronę. Do tego doszedł jeszcze kaprys ich ojca, który po śmierci Irmingardy, nie mogąc znieść samotności jako mężczyzna, postanowił ponownie się ożenić. Jego wybór padł na Judytę - młodą, ładną dziewczynę - córkę hrabiego Welfa, posiadającego znaczne dobra ziemskie w Bawarii. Ślub był bardzo uroczysty (819 r.), a 40-letni cesarz odzyskał młodość w ramionach młodszej od niego co najmniej o połowę małżonki, która bardzo szybko zdobyła na niego znaczny wpływ. W czerwcu 823 r. z tego związku zrodził się kolejny, czwarty syn, który otrzymał imię po dziadku - Karolu Wielkim, a to spowodowało, że konflikt na linii młoda cesarzowa - synowie Ludwika z pierwszego małżeństwa, przybrał tylko na sile. Judyta już podczas swej ciąży wszem i wobec rozgłaszała że narodzi się syn i że będzie to następca tronu, a potem dumnie chodziła z nim po korytarzach Pałacu cesarskiego w Akwizgranie, pokazując wszystkim nowonarodzonego potomka Karola Wielkiego. Lotar, najstarszy syn Ludwika Pobożnego, na Wielkanoc tego samego 823 r. oficjalnie koronował się na cesarza Zachodu (koronacji dokonał papież Paschalis I), Był to z jego strony akt polityczny, potwierdzający wybór ojca z 817 r. który miał być niepodważalny, bez względu na to, ilu jeszcze synów się urodzi. Judyta - aby zawalczyć o przyszłość syna -  musiała zbudować teraz swoje własne stronnictwo na dworze i rzeczywiście, tego zadania się podjęła.




Natomiast Ludwik Pobożny w 826 r. w Ingelheim, zwołał zgromadzenie możnych i biskupów Cesarstwa. Przybył tam również niejaki Heriolt od Danauw - jak pisze kronikarz Thegan. W rzeczywistości ów "Heriolt" to był po prostu władca plemienia Dunów z Jutlandii - Harald. Król Harald miał przepłynąć do Ingelheim ze swego królestwa na stu okrętach z białymi żaglami (i z wizerunkami smoków na dziobach). Cesarz Ludwik zaproponował swemu gościowi, aby ten... przyjął chrześcijaństwo, na co Harald zgodził się, jako bodajże pierwszy Norman w dziejach Skandynawii. Do ceremonii chrztu doszło w klasztorze nieopodal Moguncji, a Ludwik podjął osobiście Haralda z wody (po zanurzeniu go tam przez kapłana). Po owej ceremonii oczywiście nowo ochrzczonym rozdawano białe, długie tuniki, ale nie sądzono że władca Dunów przybędzie z tak liczną świtą i nie dla wszystkich starczyło owych koszul. Gdy więc jednemu z Normanów wręczono koszulę zszytą naprędce z płótna workowego, ten odrzucił ją ze wzgardą, mówiąc: "Taka szmata nadaje się na świniarza, a nie na wojownika; gdybym się nie wstydził iść nago, to cisnąłbym wam pod nogi te szmaty wraz z waszym Chrystusem". To też pokazuje, że realnie chrzest, jaki wzięli Duńczycy, był dla nich co najwyżej swoistą ciekawostką lokalną i zapewne nie zrezygnowaliby oraz nie zamierzali porzucać swoich bogów. Cesarz Ludwik zupełnie poważnie traktował jednak ten akt, i nawet uzgodnił z Haraldem wysłanie mnicha do Danii, który zajmie się głoszeniem nowej wiary wśród Wikingów. Cesarski opat Walo zwrócił uwagę Ludwika na Ansgara - nauczyciela w szkole klasztornej w Corvey. Ansgar w młodym wieku jako kleryk zasłynął głównie z tego, że utrzymywał liczny harem swych kochanek. Ale z biegiem lat wydoroślał, skupił się na pracy misyjnej oraz edukacji (szczególnie edukacji dzieci), co spowodowało, że stał się jednym z najlepszych pedagogów w Saksonii. Stając się misjonarzem Duńczyków, wyruszył teraz z królem Haraldem do jego kraju. Ansgar, zwany też "Opatem Północy", "Włócznią Boga"i "Siłaczem Boga", zabrał ze sobą do Danii mnóstwo książek, sutann, skrzyni pełnych przyborów duchownych oraz namiotów. Przez kolejne lata podróżował po Jutlandii i Zelandii, nawracał i głosił Słowo Boże z bardzo dobrym skutkiem (głównie dlatego, że dla każdego nawróconego miał podarek). Nie zawsze jednak jego podróże były bezpieczne. Pewnego razu napadli go piraci i ograbili doszczętnie tak, że na boso musiał uciekać do Szwecji (a raczej do Skanii). W 831 r. Ansgar został pierwszym arcybiskupem nowo założonego miasta Hamburga (a raczej Hammaburga), wzniesionego na szerokich mokradłach między Alsterą a Bille.
 



Natomiast w 829 r. w Wormacji cesarska para, świętując szóste urodziny księcia Karola, postanawia ofiarować mu Alemanię (kolebkę rodu Welfów), Alzację, Recję i część Burgundii. Dodatkowo cesarz wysłał swego najstarszego syna Lotara do Italii, a wywyższył ulubieńca i stronnika swej małżonki - Bernarda z Tuluzy (który w 826 r. ocalił Barcelonę przed emirem Kordoby Abd al-Rahmanem II). On i jego wywodząca się z wielkiego austrazyjskiego rodu małżonka - Dhouda, wspierają cesarzową Judytę, ale owe wsparcie jest nazbyt rzucające się w oczy. Częsta obecność Bernarda w otoczeniu cesarzowej Judyty, skłania wielu dworzan do podejrzeń, iż jest on kimś więcej, niż tylko jej doradcą i stronnikiem (niektórzy nawet twierdzili że książę Karol jest wyraźnie podobny do Bernarda). Kronikarz Paschazy Radbert w swym anonimowym pamflecie rozsyłanym po dworze, twierdził wręcz otwarcie, iż: "Pałac cesarski zamienił się w dom publiczny", sugerując romans Judyty z Bernardem. Wszystko to oczywiście miało na celu zdyskredytowanie Judyty i jej syna, oraz odebranie mu prawa do dziedziczenia tronu. Cesarz Ludwik - zafascynowany jednak swą młodą małżonką, na jej prośbę nadał Bernardowi tytuł szambelana dworu. Wydawało się że rodzina cesarska - podobnie jak cały kraj - przeżywa okres szczęścia i pomyślności. Walafryd Strabon w swym "Panegiryku" nazywał cesarza Ludwika "Nowym Mojżeszem, twórcą złotego wieku", jego syna Lotara określał jako: "mężnego Jozuego", Ludwika jako "łagodnego Jonatana", Pepina jako "perłę w koronie", Judytę nazwał "nadobną Rachelą, prowadzącą za rękę Benjamina" (czyli najmłodszego księcia Karola). Ale owe peany szczęścia cesarskiej rodziny były tylko pozorami. Pod tą piękną kopułą toczyła się bowiem śmiertelna gra o władzę, gdzie nie było ani skrupułów, ani przebaczenia. 




CDN.

25 września 2025

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. V

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. II



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. II






SŁOWIANIE W GRECJI
(ok. 1800 r. p.n.e. - ok. 1180 r. p.n.e.)
Cz. II


WERSJA HISTORYCZNO-CHANNELINGOWA


Plemię Dorów, które ok. 1800 r. p.n.e. wkroczyło na ziemie późniejszej Hellady, nie było pierwszym plemieniem przybyłym tam z Północy. Około 2000 r. p.n.e. nastąpiło bowiem pierwsze zasiedlenie Półwyspu Bałkańskiego przez plemiona północne. Bez wątpienia były to plemiona indoeuropejskie, z pewnością tracko-celtycko-iliryjskie o dominującej haplogrupie R1a, E-V13 i R1b. Ludy które wówczas weszły do Grecji to byli (ogólnie mówiąc) Jonowie i Achajowie, którzy potem połączyli się z lokalną, neolityczną ludnością pierwotnej Hellady o dominujących haplogrupach G2a, I2, I2a oraz J2. Ludy te, choć przybyły z zupełnie innych regionów (Jonowie, zwani też Pelazgami, przywędrowali z terenów dzisiejszej Rumunii, zachodniej Ukrainy i Słowacji, natomiast Achajowie nadeszli z ziem dzisiejszej Austrii, Szwajcarii i przeszli przez Ilirię, czyli Jugosławię). Bez wątpienia siłą dominującą byli pierwotnie Jonowie/Pelazgowie, którzy bardzo szybko zasiedlili prawie całą późniejszą Grecję, łącznie z Peloponezem. Niewiele jednak o nich wiemy, gdyż z czasem zaczęli ich wypierać Achajowie, przybyli z terenów alpejskich (o haplogrupie celtyckiej R1b). O pierwotnej, neolitycznej ludności Hellady nie przetrwało zbyt dużo informacji, poza kilkoma odkopanymi stanowiskami, jak ten w Nea Nikomedea na północ od rzeki Aliakmon w Macedonii, skąd wiadomo że tamtejsi mieszkańcy żyli w domach o ścianach z cegieł, z drewna i z mułu, posiadających jedną, lub dwie izby (nieliczne - zapewne należące do wodzów chaty - posiadały ich więcej) i zgrupowanych wokół lokalnej świątyni, w której znaleziono gliniane żeńskie figurki (zapewne przedstawiające Boginię Matkę), gliniane naczynia oraz topory z serpentynu i gliny. Ludność ta (posługująca się w ograniczonym zakresie bronią z miedzi), rozbita na szereg drobnych plemion lub rodów, uległa naporowi najeźdźców z Północy, którzy dość szybko podporządkowali sobie cały kraj. Przybysze wyznawali już jednak inny system wartości, oparty na kulcie boga solarnego lub też boga niebios (greckie słowo Helios wywodzi się z hinduskiego Surja, oznaczającego dokładnie tego samego boga, a słowo to jest pochodne starosłowiańskiemu "solnce" - czyli Słońce. Podobnie rzecz ma się do wiatru, który po persku i hindusku znaczył "vaju", po bałtyjsku "vejo", a po słowiańsku "vatu").
 
Jonowie/Pelazgowie opanowali całą Helladę (co oznacza, że Achajowie musieli wówczas stanowić sporą mniejszość). Nim przejdę do Dorów (Gorów) warto i im poświęcić parę słów, gdyż zdominowali Półwysep Bałkański na ponad pięć stuleci (ok. 2000 r. p.n.e. - ok. 1450 r. p.n.e.). Byli oni budowniczymi wielu miast, a kilka krain jeszcze w czasach Grecji klasycznej i hellenistycznej nosiło ich dawne nazwy, nie pozostawiające wątpliwości kto niegdyś je zasiedlał (np. o Tesalii mawiano "Argos Pelazgijskie", zaś Peloponez nazywano "Argos Achajskim"). Według mitów miały to być czasy, w których żyli sławni greccy herosi (m.in. Herakles. W pelazgijskiej Tesalii żył wówczas również Achilles, o którym Homer mówi: "Teraz ci jeszcze, co Argos Pelazgów zamieszkiwali, którzy Alopę i Alos, a także Trachinę dzierżyli (...) Myrmidonowie (...) Mieli pięćdziesiąt okrętów, a wodzem ich był Achilles", choć jednocześnie dodaje, iż: "zwą ich - Helleni albo Achaje"). Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że Tesalia była pierwotną krainą w której osiedlili się pelazgijscy przybysze i stąd właśnie dalej rozszerzali swe rządy. Ich miasta w Tesalii, to wymienione wyżej - Alopa, Alos, Trachina, Larisa i Ftyja (o której Homer mawiał iż jest: "pięknością kobiet wsławiona"). W Epirze - krainie górzystej i dzikiej, również dominowali Pelazgowie, choć zasiedlali tam jedynie region wokół Dodony - sławnej świątyni Zeusa, słynącej potem ze swoich "roztaczających woń" kapłanów (którzy kąpali się tylko raz do roku). Następnie zasiedlili Beocję (choć Strabon pisze że pierwotnie tę krainę zasiedlali "barbarzyńcy" - Aonowie i Temmicy, jednak dodaje też, iż przywędrowali oni z Sunion w Attyce, a Attyka była wówczas pelazgijska, więc i oni musieli także być Pelazgami. Bez wątpienia owi Pelazgowie byli przodkami późniejszych Beotów). Według greckich mitów również Ateny i Attyka były pierwotnie rządzone przez królów, a królowie ci, byli właśnie Pelazgami (Jonami). Zresztą Jonowie (Ateńczycy) uważali się zawsze za autochtonów i często wytykali innym greckim ludom ich "wędrowny" charakter (np. Lacedemończykom - wywodzącym się właśnie od Dorów). Pisze o tym również Herodot ("Ateńczycy (...) będąc najstarszym ludem, który jako jedyny z Hellenów nie zmieniał swych siedzib" i zaraz też dodaje: "Ateńczycy w owym czasie, gdy Pelazgowie zajmowali dzisiejszą Helladę, byli Pelazgami i zwali się Kranaowie"). Pelazgijska miała być także Arkadia na Peloponezie, która (według mitu) przyjęła swą nazwę po władcy tej krainy - Arkasie, co miał być członkiem dynastii założonej przez jego pradziada - Pelazgosa. Arkadyjczycy również uważali się za autochtonów (ich kraina - pomimo pięknej nazwy - była górzysta i mało urodzajna, stąd nie budziła zainteresowania potencjalnych agresorów). Pelazgowie żyli bowiem w Arkadii na Peloponezie zarówno podczas rządów Achajów, jak i potem Dorów, a królestwo Arkadii pelazgijskiej rozciągało się również i na całą Argolidę (przynajmniej do ok. 1400 r. p.n.e., potem zaś Argolida została opanowana przez Achajów). Herodot twierdzi że również cywilizację minojską na Krecie, Therze i Cykladach stworzyli Pelazgowie, zwani następnie Minojczykami.




 Od ok. 1450 r. p.n.e. Achajowie zaczęli odzyskiwać Peloponez i ostatecznie w ciągu kolejnych dwustu lat całkowicie go zdominowali (opanowali Argolidę, spychając Pelazgów do Arkadii i na północ. Potem zajęli też całe wybrzeże od Zatoki Korynckiej - która to kraina otrzymała nazwę "Achaja" i zamknęli Pelazgów w górzystej Arkadii, w środkowej części Peloponezu). Od ok. 1250 r. p.n.e. zaczęto wznosić owe imponujące pałace, bramy i mury w Mykenach, Tirynsie i Pylos (będące jedną z form kulturowej dominacji Achajów). Rozmach tych prac był rzeczywiście imponujący, a wielkie bloki skalne (np. słynna "Lwia Brama" w Mykenach) świadczyły o niezwykłej inteligencji i zaradności ówczesnych budowniczych, wciągających ogromne bloki skalne na szczyt wzgórza (poza tym wykuwano podziemne kamienne galerie i sekretne tunele, a Grecy w epoce klasycznej łapali się za głowy i dziwili jak też udało się dawnym Achajom wznieść takie cuda i twierdzili że musieli oni uzyskać przy tych pracach pomoc Cyklopów). Zarówno Pelazgowie jak i Achajowie utrzymywali szerokie kontakty handlowe z wieloma ludami - często tak odległymi, jak np. Asyryjczycy czy Babilończycy (faraon Amenhotep III, panujący w latach 1388-1351 p.n.e., nieopodal imponujących Kolosów - wzniesionych w Tebach blisko świątyni Totmesa III w Medinet Habu - zwanych potem na cześć bohatera wojny trojańskiej Memnona - który poległ z ręki Achillesa - Kolosami Memnona, kazał Amenhotep wznieść inną świątynię, która do dziś już się nie zachowała. Ale zachowała się sławna tablica, wykuta u wejścia do tego przybytku, wyjaśniająca z kim Egipcjanie utrzymują kontakty i jak daleko, według nich, sięga świat. Są tam bowiem ukazani Hetyci, Nubijczycy, Asyryjczycy, Babilończycy, ale także... Mykeny, Naupilion, Knossos, Kythera i Kydonia - co też świadczy że z tymi miastami prowadzono wówczas ożywioną wymianę handlową. W innym przypadku jest informacja, że władca Hetytów ofiarował królowi Babilonu buty wykonane przez Achajów, ale potem okazało się że ów podarek się nie spodobał i został zwrócony. Może nie ten rozmiar? 😉). Mimo to Achajowie (i Pelazgowie) brali również udział w paru większych "światowych" konfliktach zbrojnych, do których bez wątpienia należy zaliczyć... obie wojny trojańskie. 
 
 

PIERWSZA WOJNA TROJAŃSKA
(CZYLI BUNT ASSUWY)




Czy ktoś słyszał o Wojnie Trojańskiej? Oczywiście, temat ten został przecież mocno spopularyzowany, zarówno przez twórczość Homera (lub tych, którzy za niego to spisywali), jak również przez późniejszą kulturę, a nawet popkulturę. Praktycznie jednak niewiele osób wie, że były (co najmniej) dwie wojny trojańskie, które zapisały się w dziejach. Pierwsza wybuchła ok. 1430 r. p.n.e., gdy Egiptem (będącym wówczas prawdziwym supermocarstwem) władał jeszcze faraon Totmes III Wielki, bratanek królowej Hatszepsut. Jednak w Anatolii władali Hetyci, którzy swe wpływy rozciągnęli również na region dzisiejszej północno-zachodniej Turcji, zwanej w klasycznej starożytności Troadą, a jeszcze wcześniej... koalicją miast Assuwy. Już wówczas Troja (Ilion) jest tam wymieniana jako jedno z kluczowych miast regionu (bowiem powiedzmy sobie szczerze, prawdziwym powodem wojen trojańskich, a szczególnie tej najsławniejszej, drugiej wojny o Helenę - tak naprawdę były kwestie handlowe i chęć zdobycia czarnomorskich rynków zboża, koni, skór i niewolników, które kontrolowali władcy Troi i nawet gdyby Helena wróciła wówczas do męża, Achajowie już by nie zawrócili). Przeciw dominacji Hetytów zbuntowały się wówczas aż 22 państwa-miasta (na sporządzonym w Hattusas raporcie wojennym króla Tuadhalij II, nazwy większości tych miast-państw nic nam nie powiedzą - ja sam szukałem jakiegokolwiek przyporządkowania ich do miast regionu z czasów późniejszych, ale nic mi tam nie pasuje - poza zaledwie jedną: Taruisą, którą można przetłumaczyć właśnie jako Troję). Król Tuadhalija II szybko zebrał armię i wyruszył na buntowników, których pokonał w bitwie i zmusił do uległości (10 000 wojowników z Assuwy, 600 par koni, rydwany, a także woły, owce i ludność cywilna zostały przewiezione do Hattusas). Wygląda więc na to, że miasta Troady zostały wówczas spustoszone, a ludność wzięta w niewolę. Jednak po paru latach, Tuadhalija przywrócił władzę synowi króla przewodzącego koalicją miast-państw Assuwy - Kukkuli, który pod dominacją hetycką próbował odnowić dawne ośrodki (zapewne był to władca owej Taruisy), ale gdy poczuł się zbyt pewnie, znów się zbuntował i tym razem Tuadhalija skazał go na śmierć, a cały region ponownie został spustoszony przez Hetytów.
 
Ciekawym jest jednak kwestia pomocy, jakiej z pewnością udzielili koalicji Assuwy Achajowie z Grecji. Skąd jednak ta pewność że rzeczywiście udzielili? Z dwóch powodów - po pierwsze o Assuwie i Ahhijawie (kraju Achajów) mówi tekst listu do króla Tuadhalij (jest to informacja o buncie i jego sojusznikach, ale niestety, tekst jest poważnie uszkodzony i niekompletny, więc nie wiadomo dokładnie co też się tam znajdowało i kto był jego autorem), co by sugerowało jakąś formę sojuszu pomiędzy tymi ludami, a po drugie kwestia przypadku. Oto bowiem w 1991 r. operator buldożera, pracujący na poboczu starożytnej drogi, wiodącej do dawnej stolicy Hyksosów - Hattusas, znalazł miecz, który po zbadaniu i oczyszczeniu okazał się być nie mieczem hetyckim, ale właśnie... achajskim. Na ostrzu zaś, znajdowała się inskrypcja, która po przetłumaczeniu brzmiała: "Kiedy Duthalija (Tuadhalija), Wielki Król, obrócił w niwecz kraj Assuwa, ofiarował owe miecze bogowi burzy, swojemu panu". Miecz z pewnością jest produkcji mykeńskiej, natomiast dlaczego można w ogóle sądzić, że należał on do wojownika z Grecji Achajskiej, a nie był jedynie kupiony i przewieziony przez koalicjantów do walki z Hetytami. Otóż w tamtych czasach nie kupowano broni która niewiele różniła się od tej, którą można było w dużych ilościach wprodukować na miejscu, a sam miecz by tutaj nic nie pomógł, jedynie wojownik (wojownicy) który go dzierżył i który mógł wesprzeć Assuwę w ich buncie. Poza tym mity greckie opowiadają o walkach o Troję na długo przed sławną wyprawą "po Helenę". Według jednego z takich mitów, Herakles miał zdobyć i spustoszyć Troję na czele tylko sześciu okrętów, w czasach rządów ojca Priama - króla Laomedona. Mit stał się więc opisem historycznych wydarzeń, a Troja została zdobyta co najmniej raz, nim ostatecznie upadła w ponad dwieście lat później pod ciosami przebiegłych Achajów, którzy bezwzględnie podłożyli Trojanom konia w zastępstwie świni. 😄




Co zaś się tyczy wydarzeń dziejących się w kilkanaście (kilkadziesiąt) lat po buncie Assuwy, to upadek politycznego znaczenia Hetytów, którzy zaczęli przeżywać poważny kryzys wewnętrzny, wspomagany jeszcze najazdem ludu Kasków, z którymi ci nie byli w stanie sobie poradzić. Syn i następca Tuadhalij - Arnuwanda I, wraz ze swą małżonką Asmunikal, wznosili modły przed obliczem bogini matki z Arinny (Wielkiej Bogini), by ta ocaliła ich przed najeźdźcami. Żalili się więc: "Świątynie, które wy bogowie, posiadaliście w tym kraju, spustoszyli ludzie Kaska, a wasze bogów posągi rozbili. Zagrabili złoto, srebro, rytony, puchary ze srebra, złota, miedzi i wasze przedmioty z brązu, wasze szaty i podzielili między siebie. Podzielili między siebie świętych kapłanów "matki bogów", pomazańców, muzykantów, śpiewaków, kucharzy, piekarzy, rolników, ogrodników i uczynili ich swymi niewolnikami. Podzielili także wasze bydło, wasze owoce i podzielili między siebie wasze pola, łany i (...) winnice. (...) Ludzie Kaska objęli ich w posiadanie". Ów lament niewiele jednak Hetytom pomógł i musieli poczekać jeszcze kilkanaście lat, nim prawnuk Tuadhalij II - Supiluliuma I obejmie tron i odnowi hetyckie Imperium. Do tego jednak czasu Troja i inne miasta-państwa Assuwy odrodziły się i z biegiem lat zdominowały cały handel zbożem i niewolnikami znad Morza Czarnego do Achai. A to w końcu stało się powodem wojny, która zapoczątkowała cywilizację europejską.





DRUGA WOJNA TROJAŃSKA
(ok. 1193 - 1183 p.n.e.)
Cz. I




Gdy ok. 1430 r. p.n.e. stłumiony został bunt miast-państw Assuwy i gdy (zapewne po roku 1425 p.n.e.) hetycki król - Tuadhalija II raz jeszcze ujarzmił zbuntowanego władcę tych ziem, noszącego imię - Kukkuli, ziemie Troady zostały wyludnione, a samo miasto spalone. Jednak po śmierci Tuadhalij i objęciu władzy przez jego syna - Arnuwandę I, państwo Hetytów popadło w poważny kryzys wewnętrzny, spotęgowany jeszcze najazdem ludu Kasków, mających swe siedziby w środkowej części Azji Mniejszej, tuż nad Morzem Czarnym. Hetyci obawiali się tego ludu, ponieważ sami nie potrafili go ujarzmić, a ponieważ lud ten nie był zjednoczony, tylko podzielony na szereg szczepów, przeto nie sposób było zawrzeć z nimi żadnego układu, gwarantującego Hetytom bezpieczeństwo od północy i można było zawierać jedynie lokalne układy z poszczególnymi kacykami, które nie były ani trwałe, ani nie obejmowały innych, równie agresywnych szczepów ludu Kasków (władca Hetytów - Suppiluliuma I wspominał w swej relacji z walk na północy, o dwunastu takich szczepach). Natomiast najazdy Hetytów na północne rubieże Azji Mniejszej też niewiele dawały, gdyż okoliczna ludność Kasków w takiej sytuacji porzucała swe liche domostwa i zbiegała w góry, skąd już nie było sposobu ich wypłoszyć (rydwany Hetytów nie były w stanie ścigać Kasków w wysokich partiach gór). Oczywiście Hetyci uważali Kasków za barbarzyńców i często zwali ich świniopasami, jednak realnie zawsze się ich obawiali. Czasem pojawiali się wybitniejsi wodzowie ludu Kasków, których imiona Hetyci zapamiętali (np. Pittaggatallis czy Pihhunijas), ale realnie był to lud, który nie miał nad sobą żadnej władzy królewskiej, stąd właśnie stał się tak uciążliwy dla Hetytów. Atak Kasków na państwo Hetytów miał miejsce ok. 1400 r. p.n.e. To właśnie wówczas ludy miast-państw Assuwy, jak również sąsiadującej z nią od wschodu Arzawy (dotąd ziem podległych Hetytom) odzyskały niepodległość.




Odrodziła się wtedy również i Troja (stanowisko archeologiczne - Troja VI). Miasto ponownie zaczęło budzić się do życia - wznoszono wówczas nowe domy i przede wszystkim odbudowano mury miejskie. Nastał czas odrodzenia, podczas którego Hetyci wciąż byli zajęci a to obroną przed Kaskami, a to konfliktami i układami z władcami Kizzuwatny (bogatej krainy w południowej Azji Mniejszej, poprzedniczki Cylicji), a to wreszcie wojną z Mitanni czy próbą opanowania Syrii i tym samym konfliktem z Egiptem. Kolejni władcy Hetytów, począwszy od odnowiciela tego państwa - Suppiluliumy I (panującego mniej więcej w latach 1380-1340 p.n.e.) nie przejawiali większego zainteresowania ziemiami w zachodniej Anatolii i ciągle musieli zmagać się (jeśli nie z najazdami, to przynajmniej) z powstaniami lokalnych władców, którzy podnosili bunt przy każdej zmianie panującego (np. Mursilis II, syn Suppiluliumy - który objął tron w młodym wieku - kazał potem wykuć takie oto słowa: "Zanim zasiadłem na tronie mego ojca, wszystkie sąsiednie wrogie kraje wszczęły ze mną wojnę. Skoro więc ojciec mój został bogiem (czyli umarł), Arnuwandas (II), mój brat, zasiadł na tronie swego ojca, jednakże i on zachorował. Skoro do wrogów doszło, że mój brat Arnuwandas zachorował, wrogie kraje wszczęły prawdziwą wojnę. Gdy zaś mój brat (...) został bogiem, wówczas także te wrogie kraje, które dotąd nie przystępowały do wojny, rozpoczęły otwarte działania wojenne. I sąsiednie wrogie kraje mówiły tak: (...) A ten, który teraz zasiadł na tronie ojca, jest młody. Ani kraju Hatti, ani granic kraju Hatti nie uratuje"). Suppiluliuma I (a potem jego syn i wnuk) okazał się zaś dobrym obrońcą swego ludu i potrafił pokonać Kasków, zmusić ich do ucieczki na północ, zbudować mur na granicy z nimi, podporządkować sobie kraj Azzi-Hajasa (zapewne dzisiejsza Armenia), którego rada starszych sama błagała go, by pozwolił uznać się za ich władcę, najechał też kraj Arzawa i zmusił go do uległości (w tej kampanii miał dotrzeć do Morza Egejskiego, ale nic nie wiadomo, by toczył walki z koalicją miast-państw Assuwy). Potem skupił się już na Mitanni, Syrii i konflikcie z Egiptem. A to pozwoliło Trojanom zyskać czas na rozbudowanie swego miasta i umocnienie jego politycznego, a przede wszystkim gospodarczego znaczenia w regionie.




Jednak wszystko co piękne, kiedyś się kończy i około 1300 r. p.n.e. Troadę nawiedziło potworne trzęsienie ziemi, które ponownie obróciło Troję (VI) w stertę gruzów, pod którymi to zginęły tysiące mieszkańców tego odrodzonego wiek wcześniej grodu. Nim jednak do tego doszło, władca Hetytów - Muwatallis II (wnuk Suppiluliumy I, który potem starł się z faraonem Ramzesem II w sławnej bitwie pod Kadesz w 1274 r. p.n.e.) zawarł sojusz z władcą kraju o nazwie Wilusa (czyli ziemi Assuwy/Troady) Aleksandusem, który zobowiązywał tamtego do udzielenia Hetytom pomocy wojskowej w przypadku najazdu ludu Kasków (Muwatallis już wówczas kierował większość swych sił do Syrii). Skoro potężny król Hetytów zawarł układ z władcą krainy dość niewielkiej terytorialnie i uznał się w nim "bratem" (czyli równym) Aleksandusa, to znaczy że pozycja Troi już wówczas musiała być znacząca. Musieli Trojanie kontrolować znaczną cześć handlu zbożem i niewolnikami z Krymu i okolic do Azji Mniejszej i Grecji (zwanej wówczas, ze względu na władających nią Achajów - Ahhijawą). Nie wiadomo jednak, czy owa pomoc została Hetytom udzielona, ale wiadomo że północną linią obrony przed atakami Kasków dowodził młody brat Muwatallisa II - Hattusilis, kapłan bogini Isztar z Samuhy i wicekról w Hakmis. A dowodził skutecznie, odebrał im nawet ważne ze względów religijnych miasto Nerik (walczył też u boku swego brata w bitwie pod Kadesz, gdzie ocalił część wojsk po egipskim kontrataku, ale to miało miejsce jakieś 20 lat później). Wydaje się jednak, że pomoc ze strony Assuwy (Wilusy) ostatecznie do Hetytów nie nadeszła, gdyż Troja właśnie wówczas została zniszczona przez trzęsienie ziemi. Nie ma na ten temat żadnych większych informacji zarówno w channelingach, jak i w innych źródłach, jedynie krótka wzmianka że do takiego trzęsienia ziemi (nie pierwszego zresztą na tych terenach) wówczas doszło. W ruinach Troi (VI), współcześni archeologowie odnaleźli bogate przedmioty, świadczące o tym, że już wówczas miasto to musiało stanowić centrum całego regionu i nim przewodzić (były tam przedmioty nie tylko z Grecji, ale również z Egiptu, Cypru czy odległej Mezopotamii i świadczyć mogły o tym, że Trojanie musieli dysponować towarem, na którym tamtym mogło zależeć, np. właśnie zbożem lub niewolnikami sprowadzanymi na okrętach z Krymu i innych rejonów Morza Czarnego).

Jasno należy sobie jednak powiedzieć, że pomimo tego wszystkiego, Troada wciąż była postrzegana jako peryferia oraz kraj buforowy, zarówno przez Hetytów, jak i Achajów z Grecji. Jedni i drudzy chcieli kontrolować ten bufor, gdyż dawał on możliwości ekspansji zarówno militarnej jak i handlowej na inne ziemie. I takie najazdy zapewne były prowadzone, gdyż w Grecji achajskiej, w niektórych miastach (np. w Pylos, Knossos czy Tirynsie) odnaleziono gliniane tabliczki z imionami niewolników pochodzących z Azji Mniejszej. Ci niewolnicy, to w ogromnej większości kobiety, które zapewne zostały stamtąd uprowadzone (oczywiście nie wiadomo tylko kiedy, czy przed upadkiem Troi VI, czy po owym trzęsieniu ziemi, czy też po zdobyciu klasycznej, homerowej Troi VIIa) i tam stały się niewolnicami. Kiedy i jak szybko Troja została ponownie odbudowana - na to pytanie nie ma właściwej odpowiedzi, wiadomo tylko że do odbudowy doszło, a mieszkańcy powrócili na te tereny i zaczęli odtwarzać zniszczone przez trzęsienie ziemi miasto. Władcy Hetytów skupili się już wówczas prawie całkowicie na ekspansji w kierunku Syrii i Palestyny (już Muwatallis II przeniósł swą królewską siedzibę z Hattusas w Anatolii, do Dattasy nieopodal Syrii, aby być bliżej prowadzonych tam działań wojennych) i nie zwracali większej uwagi na wydarzenia na zachodnich rubieżach Azji Mniejszej. Gdy więc Ramzes II i Muwatallis II toczyli ze sobą krwawą bitwę pod Kadesz (koniec maja 1274 r. p.n.e.), Troja (VIIa) była już odbudowana i ponownie zajęła miejsce swej poprzedniczki. Zastanawia jedynie brak większego przeciwdziałania temu ze strony Achajów, ale najprawdopodobniej ówczesna Troja była już silnie związana z Achajami (może nawet jakimś sojuszem politycznym, choć żadna informacja na ten temat nie przetrwała). Zapewne Achajowie skupili się wówczas na zupełnie innych kwestiach (np. na zdobywaniu terenów zasiedlonych przez Pelazgów, szczególnie na Peloponezie) i nieco "przespali" odrodzenie się potęgi miast-państw Assuwy, już pod całkowitą dominacją Troi. W każdym razie pewnym jest, że Trojanie ponownie wówczas opanowali szlaki handlowe, wiodące zarówno na Morze Czarne, jak na Cypr, (a może również i do Egiptu). A przecież dla okolicznych mocarstw Trojanie (wraz z miastami Assuwy, Arzawy i Karii) wciąż pozostawali jedynie buforem, odgradzającym Hetytów od Achajów, a Achajów od Hetytów. Tym bardziej że te ludy prowadziły ze sobą dość przyjacielskie relacje (posłowie achajskich królów jeździli nawet w rydwanie samego króla Hetytów, o czym mówi choćby tzw.: "List Tawagalawy" wysłany przez króla Hetytów - Hattusilisa III, do jego "Wielkiego Brata", władcy Ahhijawy - nie wymienionego z imienia). Troja zaś była wygodnym miejscem równowagi wpływów, co - paradoksalnie - pozwoliło jej się rozwijać i rosnąć w siłę (notabene, nauczeni poprzednią katastrofą, teraz Trojanie zaczęli budować domy o kilku mniejszych pomieszczeniach [Troja VIIa], a nie jak poprzednio [Troja VI] o dwóch lub trzech dużych izbach. Zapewne liczyli na to, że pomoże im to przetrwać ewentualne kolejne trzęsienie ziemi. Przeliczyli się, bowiem tym razem mieszkańcy miasta zginęli od mieczy, łuków i włóczni wrogiej armii).




Natomiast w jakiś czas po bitwie pod Kadesz (bitwie nierozstrzygniętej, choć Egipcjanie utrzymali pole i przegnali stąd Hetytów, którzy próbowali złapać ich w pułapkę - więc to im przypisuje się zwycięstwo, ale obie strony poniosły dotkliwe straty. W armii egipskiej dwie z czterech dywizji uczestniczących w bitwie - Amona i Re - prawie kompletnie zostały zniesione, zaś Hetyci stracili wszystkie rydwany - jedynie nieliczne uciekły z pola bitwy - oraz większość dowódców. Zginęło dwóch braci Muwatallisa II, dwóch jego nosicieli tarczy, jego sekretarz, dowódca straży przybocznej i wielu innych wodzów), zmarł Muwatallis II (ok. 1270 r. p.n.e.). Powstał teraz w królestwie Hetytów problem dziedziczenia tronu, gdyż nie miał on synów. W takiej sytuacji naturalnym kandydatem do tronu pozostawał jego młodszy brat, wicekról Hakmis - Hattusilis. Jednak swe pretensje do korony zgłosił także - zrodzony z haremowej niewolnicy Muwatallisa - jego nieślubny syn Urhiteszub. Hattusilis ustąpił więc bratankowi i oddał mu tron, a ten koronwał się pod imieniem - Mursilisa III. Młodemu i ambitnemu władcy szybko jednak zaczęła przeszkadzać obecność sławnego wuja (jak to mówił Zagłoba w "Potopie": "A czy ty wiesz, co to wuj?", "Wuj, to wuj!", "A przecie jak mówi Pismo, gdzie ojca nie ma, tam wuja słuchał będziesz!" 😀). Z powrotem też przeniósł stolicę państwa do Hattusas, aby tylko być bliżej Hattusilisa i patrzeć mu na ręce. Odbierał też wujowi poszczególne ziemie i tytuły, aż pozostała mu jedynie funkcja kapłana bogini Isztar i siedziba w Hakmis. Około roku 1263 p.n.e. ("po siedmiu latach cierpliwego tolerowania niesprawiedliwości" - jak pisze Hattusilis w swym tekście z okazji wstąpienia na tron), przeciągnął na swoją stronę kapłanów, większość możnych i zadbał o wsparcie kilku szczepów ludu Kasków. W ten sposób opanował Hattusas, skąd Mursilis III zbiegł - wraz ze swoimi zwolennikami - do świątynnego miasta Samuha. Tam wuj otoczył go (jak dodaje Hattusilis: "został zamknięty przez boginię Isztar, jak świnia w chlewie") i zmuszony był się poddać. Wuj pozostawił go przy życiu, lecz skazał na wygnanie do syryjskiego miasta Nuhaszsze, gdzie miał pozostawać pod strażą. Mursilis jednak nie przebywał tam długo i wkrótce potem zbiegł do Egiptu. W tym zaś czasie, jego wuj wstąpił na tron pod imieniem Hattusilisa III (co ciekawe, Hetyci uważali to za jawny zamach stanu i nawet syn Hattusilisa, który objął po nim rządy - Tuadhalija IV, twierdził otwarcie że... ojciec jego dopuścił się jawnego przestępstwa wobec bogów). Dlaczego o tym piszę? Ponieważ ma to znaczenie z punktu widzenia Troi i pozostałych miast-państw Assuwy - ale o tym w swoim czasie.


FARAON RAMZES II NACIERA NA HETYTÓW W BITWIE POD KADESZ
NA CZELE SWEGO LWA BOJOWEGO 
(Którego notabene znalazł na pustyni jako lwiątko gdy był jeszcze księciem, oswoił i wychował)
1274 r. p.n.e.



Na tron wstąpił teraz kapłan, ożeniony z kapłanką (Putuhepą - córką kapłana z Kizzuwatny). Władzę objęli więc kapłani i choć Hattusilis musiał otoczyć się splendorem i haremem przynależnym władcy, to jednak żona była bardzo ważną osobą w jego życiu, o czym świadczy fakt, iż uczynił ją swym doradcą i konsultował z nią wszystkie swe polityczne posunięcia (zapewne też bardzo ją kochał, o czym pisze w swej relacji: "Bogini darzyła nas miłością małżonka i małżonki i spłodziliśmy synów i córki"). Wkrótce po objęciu władzy Hattusilis doprowadził do wydarzenia, które będzie kamieniem węgielnym cywilizacji europejskiej i doprowadzi do wybuchu wojny trojańskiej. Co to takiego było? Cóż, ile osób zna mit o Parysie i konkursie na najpiękniejszą z bogiń (której Parys ofiarował jabłko), a następnie uprowadzenie przez niego Heleny ze Sparty, co stało się powodem wybuchu wojny trojańskiej. Otóż Hattusilis (zapewne za namową swej małżonki) uczynił coś bardzo podobnego (stąd zapewne wziął się ów homerowy mit), ale na konkrety poczekajcie proszę do kolejnej części.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...