FILARY SPOŁECZNEGO ROZWOJU LUDZKOŚCI I METODY PATOLOGIZACJI NA PRZESTRZENI WIEKÓW
FILARY EUROPY
HAPLOGRUPY
Cz. I
"HISTORIA GATUNKU LUDZKIEGO, ŻYJĄCEGO NA PÓŁWYSPIE, KTÓRY DZIŚ NAZYWAMY EUROPĄ LICZY SOBIE JAKIEŚ SIEDEMSET CZY OSIEMSET TYSIĘCY LAT (...) GDYBY PRZEMIJANIE CZASU W PREHISTORII NA PÓŁWYSPIE LICZYĆ W SKALI 1:100, TO POJAWIENIE SIĘ CZŁOWIEKA EPOKI NOWOŻYTNEJ (...) PRZYPADAŁOBY GDZIEŚ W OKOLICY PUNKTU 94 (...) WCZESNE POCZĄTKI TAK ZWANEJ REWOLUCJI NEOLITYCZNEJ - W OKOLICY PUNKTU 99"
NORMAN DAVIES
(brytyjski historyk)
Ok. 18 000 r. p.n.e. stało się coś nieprawdopodobnego, co odmieniło na zawsze losy dzisiejszego świata i całej Ludzkości. Oto bowiem ze wschodnich terenów największego kontynentu na Ziemi - Eurazji, wyszły grupy migrantów, które kierowały się na zachód. Co było tego powodem? Oficjalnie nie wiadomo, nieoficjalnie zaś było to związane z upadkiem tajemniczego, wielkiego wschodniego królestwa Ariów, które w mitach i legendach otrzymało nazwę "Kolebki". Ten właśnie okres jest niesłychanie ważny, bowiem to wówczas (powoli i etapami) całkowicie zmieniło się genetyczne oblicze terenów leżących za Uralem, które otrzymają potem nazwę - Europy. Kim jednak byli ci migranci (uciekinierzy?) którzy zasiedlili ten kontynent? Na tak postawione pytanie nie można odpowiedzieć inaczej, jak tylko kierując się badaniami genetycznymi, gdyż jedynie genetyka wyklucza jakiekolwiek "może", "prawdopodobnie", "ale", "gdyby" - tam nie ma gdybania, tam 1+1 zawsze równa się 2, a 1-1 zawsze wychodzi 0, bez żadnych niedomówień i przypuszczeń. I oto właśnie owa genetyka przynosi nam niesamowitą odpowiedź, a mianowicie - na kontynent, który następnie otrzyma nazwę Europa, migrowały dwie fale przybyszy ze wschodu, posiadające dominujące haplogrupy krwi - R1a1 i R1b1.
Dominującą i największą okazała się grupa ludności, posiadająca haplogrupę R1a1. Obie grupy, które rozpoczęły swą migrację do Europy w wyżej wspomnianym okresie, należą do wspólnego pnia genetycznego, który zaczął się dzielić już ok. 24 200 lat p.n.e. (jeszcze w Azji), skąd pochodzi tzw.: "Chłopiec z Mal'ta" - (nad Bajkałem) genetyczny praojciec ludności z haplogrupą R1b1 (czyli ludności celtyckiej, a szerzej całej ludności zachodnioeuropejskiej). Wyodrębnienie się ludności celtyckiej następowało jednak etapami i trwało do ok. 20 000 r. p.n.e. Pierwotną bowiem ludnością dominującą w ówczesnej Azji, byli tzw: Ariowie/Praindoeuropejczycy, których geny, są tożsame z genami Słowian. Była to więc ludność praindoeuropejsko-słowiańsko-bałtyjska (istnienie ojcowskiego - czyli posiadającego wspólnego męskiego przodka - rodu aryjsko-słowiańskiego R1a1, jest znane sprzed roku 31 900 p.n.e.). Przybysze z Azji, migrujący do Europy, nie zastali jej jednak zupełnie bezludnej. Zasiedlała ją grupa ludności, posiadająca haplogrupę I1 i I2 oraz J1 i J2. Nie byli oni również jednak pierwotnymi mieszkańcami kontynentu europejskiego, zajęli oni miejsce tzw.: "Człowieka bohunickiego" (zwanego również "Człowiekiem z Cro-Magnon"), który zupełnie wymarł ok. 40 000 r. p.n.e. na skutek (zapewne) oziębienia klimatu i gwałtownych erupcji wulkanicznych. Jego miejsce zajął (ok. 38 000 r. p.n.e.) spokrewniony z nim, tzw.: "Człowiek oryniacki" (lub też "Człowiek z Kostienek"). Była to właśnie migrująca z terenów Bliskiego Wschodu, grupa ludności o łączonej haplogrupie IJ-M429 (obie grupy ludności - Człowiek z Cro-Magnon i Człowiek oryniacki są sobie pokrewne, gdyż pochodzą z jednego pnia genetycznego, który podzielił się na Bliskim Wschodzie ok. 50 000 r. p.n.e. na grupę IJ - Cro-Magnon i grupę IJ-M429 - oryniacką).
Nie byli to Indoeuropejczycy/Ariowie, to była raczej ludność o ciemniejszym (choć nie czarnym) kolorze skóry, migrująca z kierunku bliskowschodniego, w przeciwieństwie do białych Ariów-Indoeuropejczyków-Słowian i Celtów z terenów Azji Wschodniej (miejsce istnienia legendarnej "Kolebki" plemion aryjskich). Ludność oryniacka stworzyła swoją kulturę, której rozkwit nastąpił w okresie 35 000 p.n.e. - 29 000 r. p.n.e. Ok. 28 000 r. p.n.e. ze wspólnej grupy IJ-M429 wyodrębniła się tzw.: "grupa ludności północnej" - I-M170 (choć do podziału doszło na terenach dzisiejszych Bałkanów), która potem, migrując na północ, została zdziesiątkowana panującymi tam ciężkimi warunkami pogodowymi. Natomiast pozostała na Bałkanach ludność IJ, podzieliła się ponownie na "grupę południową" J-M304. Gdy rozpoczęło się ostatnie wielkie zlodowacenie Europy (ok. 20 000 r. p.n.e.) "grupa południowa" w swej większości wyemigrowała na wschód (tereny Kaukazu), a "grupa północna" została zdziesiątkowana i rozbita, tak, iż po tym okresie mamy do czynienia jedynie z niewielkimi grupkami plemion, które dodatkowo jeszcze się podzieliły. I tak z haplogrupy I (M170) wyłoniła się (ok. 22 000 r. p.n.e.) tzw.: "grupa germańska" czyli I1 (M253). Wraz z cofaniem się zlodowacenia, zajmowali oni kolejne ziemie na północy, w tym dzisiejsze Niemcy, Polskę, oraz oczywiście Skandynawię (gdzie stworzyli wielkie przedneolityczne kultury). To właśnie tzw.: "grupa germańska" I1 starła się po raz pierwszy z przybywającymi do Europy plemionami aryjskich Słowian i Celtów. Nim jednak do tego doszło, ok. 21/20 000 r. p.n.e. wyodrębniła się kolejna grupa - I2-L460, która zasiedliła tereny dzisiejszej Hiszpanii i Portugalii, Półwysep Apeniński, południową Francję, Anglię, Irlandię oraz tereny południowych Niemiec. Ta ostatnia grupa zostanie wchłonięta przez Słowian i Celtów i przekształcona w słowiańską grupę I2a2 (M423).
Oczywiście nie nastąpiło to od razu. Proces ekspansji trwał bowiem bardzo powoli, a grupy "germańskie" długo opierały się aryjskiej inwazji. Przez pierwsze 4 000 lat nie udało się aryjskim Indoeuropejczykom wejść na Bałkany. Dopiero ok. 14 000 r. p.n.e zorganizowali oni ekspansję w kierunku południowym, na Bliski Wschód (gdzie wyodrębniła się słowiańska gałąź bliskowschodnia R1-YP5018, a część weszła do Egiptu i Tunezji (R1-YP1272). Ok. 12 000 r. p.n.e. Słowianie przeprowadzili swoją pierwszą, udaną ekspansję na Europę, która wyszła właśnie z terenów Bliskiego Wschodu. Tej inwazji już przedstawiciele "grupy germańskiej" I1 nie byli w stanie powstrzymać, choć całkowite opanowanie Bałkanów i dojście do Bałtyku, zajęło Ariom/Słowianom kolejne ok. 4 000 lat. Ok. 8 500 r. p.n.e. wyodrębniła się główna i najsilniejsza grupa ludności słowiańskiej - R1-M417. Z tej grupy wyłoni się zaś (ok. 6 400 r. p.n.e.) praojciec wszystkich ludów słowiańskich Europy Środkowej i Wschodniej - tzw.: "Człowiek z Jeleniej Wyspy", zwany również "Karelczykiem" lub... "Pierwszym Polakiem". Pełnił w swym plemieniu funkcję przywódcy plemienia oraz (zapewne) szamana. Uważany jest dziś za ojca wszystkich plemion Polaków i niektórych innych słowiańskich ludów południowo i wschodnioeuropejskich.
Podczas tej ekspansji, trwającej 4 000 lat, ludność zamieszkująca Bałkany (I2) została wchłonięta przez Słowian (prawdopodobnie w wiekszości bez walki), natomiast grupa (I1) była wypierana na północ (w kierunku Skandynawii), zapewne tutaj dochodziło już do walki zbrojnej. Ok. 7 600 r. p.n.e. Słowianie zajęli już ziemie całych północnych Niemiec, Holandii, Belgii, północnej Francji a nawet przeprawili się do południowej Brytanii. Od tej chwili, aż do ok. 4 200 r. p.n.e. Słowianie byli jedynymi panami większej części Europy (poza południową Francją, Półwyspem Iberyjskim, Południową Italią, wyspami śródziemnomorskimi, terenami dzisiejszej Grecji i oczywiście obszarem dzisiejszej Skandynawii). Ich władza rozciągała się nawet na tereny dzisiejszego Iranu i północnych Indii. Dopiero ok. 4 200 r. p.n.e. ma miejsce pierwsza ekspansja ludności celtyckiej na słowiańską Europę. Dochodzi do walk pomiędzy Ariami wywodzącymi się z tego samego pionu genetycznego, czego efektem jest (do ok. 4 000 r. p.n.e.) opanowanie części środkowej Europy przez plemiona celtyckie z kultury halsztackiej (tereny dzisiejszej Austrii, południowych Niemiec i Szwajcarii). Wzajemna rywalizacja plemion słowiańskich i celtyckich po roku 4 000 p.n.e. ustępuje miejsca współpracy i kooperacji (dochodzi nawet do łączenia rodzin - stąd dziś wspólne geny słowiańsko-celtyckie zamieszkujące jedno terytorium), a pokój utrzymuje się przez kolejne 2 000 lat.
Ok. 2 250 r. p.n.e. plemiona celtyckie wkraczają do dzisiejszej Francji i bardzo szybko wypierają stamtąd dotychczasową niearyjską ludność - I2. Pochód Celtów przez Francję (czyli Galię) znamionują płonące wioski plemion o haplogrupie I2, którzy albo uciekają na południe (częściowo tereny Akwitanii, lub przechodzą przez Pireneje do Hiszpanii), albo też asymilują się ze zwycięzcami, tworząc lud celtyckich Galów. Ok. 2 200 r. p.n.e. Celtowie wkraczają do północnej Italii (tamtejsze słowiańskie osady były nieliczne i szybko uległy asymilacji), ok. 2 100 r. p.n.e. opanowują Brytanię (skąd wchodzą do Irlandii), zaś ok. 1 700 r. p.n.e. wchodzą do Skandynawii (przez ziemie dzisiejszej Danii, opanowane przez Słowian ok. 4 000 r. p.n.e.), ale tylko na tereny południowej Szwecji i Norwegii (Dania wciąż pozostaje słowiańska, co oznacza że Słowianie i Celtowie nadal utrzymywali między sobą pokój i wspólnie "dzielili" się Europą, choć na terenie Europy Środkowej mogło dochodzić do lokalnych walk niektórych plemion), wypierając tamtejsze ludy I1 na daleką, mroźną północ. Słowianie również podejmują wyprawy, ok. 1 800 r. p.n.e. wkraczają do Grecji (plemię "Gorów" - od starosłowiańskiego słowa "gore", czyli "ogień", potem fonetycznie przekształconych w "Dorów" - {a nazwa ta nie ma żadnego sensu}, z którego to plemienia narodzą się późniejsi Spartanie). Ok. 1 200/1 100 r. p.n.e. nastąpiła słowiańska inwazja na Italię (zapewne obyło się bez większych walk) plemienia - Etrusków (alfabet etruski jest praktycznie dokładnie tożsamy ze starosłowiańskim, zaś sens słów jest... identyczny).
PIERWOTNA, NEOLITYCZNA LUDNOŚĆ HAPLOGRUPY I2, ZAMIESZKUJĄCA ZIEMIE DZISIEJSZEJ FRANCJI
WEJŚCIE ARYJSKICH CELTÓW DO GALII (DZISIEJSZEJ FRANCJI)
W kolejnej części przedstawię zarówno granice ówczesnej słowiańsko-celtyckiej Europy, jak i najpotężniejsze organizmy plemienne (nie tylko te, które dotyczą Ariów), religię ludów indoeuropejskich (oraz pierwotnych ludów o haplogrupie I1 i I2) no i parę słów na temat rozwoju języka Ariów (słowiańskiego i celtyckiego), który to jest bodajże najbliższy tzw.: prajęzykowi. A następnie przejdę do prezentowania dalszych rozwojów Europy (i wyznaczania jej nowych granic, tak wewnętrznych jak i zewnętrznych).
WZAJEMNE PRZENIKANIE SIĘ KULTUR SŁOWIAŃSKICH I CELTYCKICH
Po morderstwie Saturninusa, Glaucjana i innych popularów obecnych (10 grudnia 100 r. p.n.e.) w świątyni Jowisza na Kapitolu, władza Senatu automatycznie została reaktywowana, a wraz z nią wzrosła pozycja stronnictwa optymatów (w bardzo dużym uproszczeniu - taka konserwatywna, rzymska prawica). Nastąpił teraz okres rozliczeń, który trwał kolejne trzy lata i okres restauracji rządów Senatu, trwający następne lat pięć. Popularzy (stronnictwo odwołujące się do ludu, choć proletariat dominujący na komicjach stanowił zwodnicze poparcie, gdyż często ulegał zmiennym nastrojom, a jego zapał gasł równie szybko, co się gwałtownie rozpalał, co skutkowało porzucaniem swoich przedstawicieli na pastwę losu, gdy tylko przestali być potrzebni), byli teraz totalnie rozbici i podzieleni. Symbolem znacznego wzrostu władzy Senatu był upadek znaczenia i wpływów Gajusza Mariusza, zwycięzcy barbarzyńców z północy, który jeszcze niedawno był porównywany do Romulusa i Kamillusa - jako trzeci założyciel Rzymu. Jego niepewne i niezdecydowane posunięcia przysposobiły mu wielu nowych wrogów, szczególnie (czego się raczej nie spodziewał) wśród plebsu wiejskiego. A plebs wiejski był podstawą jego siły politycznej, gdyż to właśnie z tych ludzi w ogromnej większości sformowana była mariuszowa "armia nowego typu". Teraz dla tych ludzi był zwykłym sprzedawczykiem lub w najlepszym razie człowiekiem chwiejnym (niektórzy wręcz publicznie zarzucali mu tępotę, jako że na poparciu Senatu i wystąpieniu przeciwko swym dotychczasowym sojusznikom nie zyskał kompletnie nic, a wiele stracił i to nie tylko ze swej powagi, ale również realnej władzy politycznej, gdyż Senat po 10 grudnia stopniowo, lecz konsekwentnie ograniczał jego kompetencje). Ostatecznie Mariusz został zmuszony do wycofania się z życia politycznego i opuszczenia miasta (w 98 r. p.n.e. udał się do Grecji i Azji Mniejszej).
Ostatecznym przejawem zemsty zwycięskiej nobilitas, skierowanej teraz głównie przeciwko rzymskiemu ludowi, była uchwała Senatu o zakazie składania ofiar z ludzi (97 r. p.n.e.). Uchwała ta była wymierzona bezpośrednio w plebs, jako że zmienne nastroje ludu rzymskiego niejednokrotnie powodowały ból głowy i szybsze bicie serc warstw posiadających, które zatopione w luksusach, pragnęły spokoju. Tak było chociażby ze sprawą westalek, oskarżanych o fizyczne obcowanie z mężczyznami (114 r. p.n.e.) - co potem okazało się prawdą, a owe gorszycielki starannie wybierały sobie kandydatów, tworząc coś na wzór tajemnego związku erotycznego, niepomne iż bezczeszczą tym nie tylko święte miejsce Westy, ale wystawiają się tym samym na jej gniew. Większość z tych kobiet nie zdołała nawet doczekać kary śmierci, polegającej na zakopaniu żywcem, gdyż wzburzony tłum dosłownie je rozszarpał na Forum. Teraz zwycięski Senat i nobilowie uznali, że lepiej zabezpieczyć się na przyszłość przed podobnymi humorami wzburzonego tłumu. Po spacyfikowaniu plebsu, przyszła jeszcze kolej na rozprawienie się z żądaniami foederati (czyli sprzymierzeńców). Italikowie, bo o nich to mowa, już od dawna domagali się obywatelstwa rzymskiego, czego jednak ani elity, ani rzymski plebs miejski nie zamierzali spełnić. Kolejne słuszne żądania z ich strony próbowali rozwiązać trybuni ludowi, począwszy od ustawy Flakkusa (125 r. p.n.e.), która szybko przepadła w Senacie i ustawy Gajusza Grakcha (122 r. p.n.e.), która dobiegła kresu wraz z morderstwem jej autora (121 r. p.n.e.), a skończywszy na planach objęcia obywatelstwem rzymskim tych Italików, którzy walczyli w legionach Mariusza w niedawnej wojnie z barbarzyńcami (102-101 r. p.n.e.), autorstwa właśnie owego Saturninusa (100 r. p.n.e.). Ostateczny cios nadziejom sprzymierzeńców zadał Senat ustawą Mucjusza Scewoli (95 r. p.n.e.), ustanawiającej specjalny trybunał karny do ścigania przypadków Italików, podających się za obywateli rzymskich, którzy swoje obywatelstwo otrzymali za zasługi w latach wcześniejszych.
RZYMSKA RODZINA NOBILÓW
Lex Mucia usuwała także "ius migrationis" - czyli prawo swobodnego osiedlania się Italików w Rzymie, a tych, którzy tam już mieszkali, siłą wypędzono z miasta. Tak oto - w opinii nobilitas - ostatecznie zakończono trzydziestoletnią walkę Italików o nadanie im obywatelstwa. Spowodowało to wybuch ogromnego niezadowolenia foederati, a jeśli do tego dołożyć brutalność, z jaką rzymscy politycy traktowali urzędników miast latyńskich, żądając od nich np. wysprzątania łaźni na wizytę rzymskiego konsula, a także zakaz (od 180 r. p.n.e.) zakładania kolejnych osiedli latyńskich na terenie Italii, można sobie wyobrazić owo wzburzenie, przechodzące wręcz w nienawiść nie tylko do nobilitas, ale do całego ludu rzymskiego. Co rozsądniejsi politycy, starali się działać ku zrównaniu praw politycznych Italików i Rzymian, ale opór Senatu (i ludu) wciąż był bardzo silny. Wytworzyła się więc ciekawa układanka społeczno-polityczna. Mianowicie nobilitas optymacka stała na czele utrzymania swej władzy i kluczowej pozycji Senatu w państwie, ekwici (stan rycerski, który można również określić jako "klasa średnia") dążyli do kontrolowania senatorów poprzez sądy, będące w ich rękach, lud chciał więcej praw dla siebie i wzmocnienia roli komicjów oraz trybunatu ludowego. Niechętni ludowi byli zarówno nobilitas jak i ekwici - którzy obawiali się wszelkich radykalnych zmian społecznych, jednocześnie pragnąc zadowolić się kontrolą, jaką sprawowali nad sądami. Jednocześnie zarówno Senat, ekwici jak i lud zdecydowanie przeciwni byli próbom nadania Italikom pełnych praw obywateli rzymskich.
Tak wiec leciały kolejne lata a Senat, który wyszedł zwycięsko z batalii o władzę, nie potrafił zdobyć się na jakiekolwiek reformy, które mogłyby uniemożliwić wybuch późniejszych niepokojów - ale czy można się temu dziwić? Większość z nas żyje z dnia na dzień i nie jest w stanie, lub nie chce przewidzieć konsekwencji, wybiegających dalej niż rok czy dwa lata naprzód. W czasach spokoju wydaje nam się że niebezpieczeństwa nie ma i że stan taki trwał będzie w nieskończoność. A tymczasem poważne zarzewie konfliktu tliło się wbrew wygodnemu, codziennemu życiu rzymskich elit. Wystarczy popatrzeć na dochody, jakie czerpali namiestnicy z zarządzanych przez siebie prowincji. Zdarzało się że ludzie, którzy byli w potwornych długach, a mogli poszczycić się odpowiednim urodzeniem i przynależnością do stanu nobilitas, starali się o uzyskanie prowincji po zakończeniu oficjalnej drogi politycznej, gdyż niejednokrotnie powracali stamtąd jako bogacze, wręcz udzielni książęta. Wyzysk ludności lokalnej był nieprawdopodobny, a tego, czego nie zabrali namiestnicy, zdzierali dalej publikanie, którzy często wywodzili się z ekwitów. Z reguły więc ludność prowincjonalna płaciła rocznie nie jeden a co najmniej dwa duże podatki (nie licząc pomniejszych opłat, jak cła, opłaty za wyzwolenie niewolnika, za uzyskanie obywatelstwa rzymskiego - a te były wręcz astronomiczne), jeden do prywatnej kasy zarządców i całego aparatu administracyjnego prowincji, a dopiero drugi trafiał bezpośrednio do Rzymu. Stan ten był wręcz chroniczny i ani Senat, ani ekwici nie zamierzali nic z tym zrobić (nie chcąc pozbywać się "kury znoszącej złote jaja"), podobnie jak niewiele do czasów Pompejusza Wielkiego (67-65 p.n.e. który zdecydowanie rozwiązał problem korsarstwa na morzach Wschodu), uczyniono w kwestii położenia kresu piractwu morskiemu, o co przecież prosiło chociażby Rodos jak i inne wyspy oraz miasta będące albo pod rzymską zależnością, albo opieką. Ale nobilitas zarabiała na transporcie nowych niewolników do Rzymu, więc ich antypirackie kroki były w dużej mierze pozorowane.
RZYMSKI PLEBS
Zresztą na łupach (choć oczywiście w mniejszym stopniu) zarabiali nie tylko senatorowie i ekwici, sporo bogactw z podbitych krain skapnęła również plebsowi, o czym świadczy powstawanie w drugiej połowie II wieku p.n.e. wielu małych, prywatnych firm budowlanych w Rzymie, czerpiących środki właśnie z publicznych pieniędzy, pochodzących z podatków nałożonych na podbitą ludność prowincji. Żołnierze w prowincjach też często zamieniali się w kupców, brali bowiem dłuższe urlopy z wojska i otwierali swoje kramy, parając się chociażby lichwą (zakazaną w samym Rzymie od IV wieku p.n.e.). Wielu z nich parało się tym fachem również po zakończeniu służby wojskowej, teraz jednak w roli publikanów. Zdzierstwa tych ludzi były niesamowite, potrafili bowiem pobierać nawet i 50 % odsetek pochodzących z pożyczanej sumy. Nic dziwnego że niektórym ludziom się to mocno nie podobało. Jednym z nich był właśnie mój dziad - Publiusz Rutyliusz Rufus, który sprawując urząd legata (97 r. p.n.e.) u namiestnika Kwintusa Mucjusza (autora ustawy z 95 r. p.n.e. o czym wyżej) w prowincji Azji, wydał zdecydowaną walkę zdzierstwom publikanów. Dziad mój był człowiekiem najwyższej uczciwości i nie mógł patrzeć na nieszczęścia ludności Azji, odzieranych z ostatnich środków do życia, przez chciwych ekwitów. Tropił i karał więc wszelkie tego typu ich przewinienia. Nic więc dziwnego że skumulował przeciwko sobie całą ich nienawiść. Wykrył ogromną aferę finansową, w którą powiązani byli zarówno ekwici pełniący funkcje publikanów w prowincjach, jak i część senatorów w Rzymie. Otóż polegało to na tym, iż zarówno namiestnicy jak i publikanie wzajemnie ograbiali lokalną ludność w formie cyklicznych podatków i opłat. A ten spośród namiestników, który nie chciał wejść w ową przestępczą siatkę, był oskarżany o korupcję i usuwany. Tak właśnie stało się z moim dziadem, który po zakończeniu urzędu powrócił do Rzymu, gdzie wytoczono mu proces właśnie o... korupcję (przywłaszczyć miał sobie pewne środki należne państwu). Wyrok w sądzie - kontrolowanym przez ekwitów - zapadł bardzo szybko, było nim wygnanie.
Tak oto za konsulatu Gajusza Klaudiusza Pulchera i Marka Perperny (92 r. p.n.e.), dziad mój został wypędzony z Rzymu, majątek naszej rodziny skonfiskowany i jako ofiary "sądowej sprawiedliwości" udaliśmy się na wschód, na grecką wyspę Lesbos, gdzie w tamtejszym mieście - Mitylenie przyszedłem na świat. Było to dokładnie trzy dni po nonach i na pięć dni przed idami marcowymi (10 marca), w roku konsulatu Sekstusa Juliusza Cezara i Lucjusza Marcjusza Filipusa (91 r. p.n.e.). Dzień, w którym się narodziłem, był w Rzymie dniem świątecznym starożytnego bractwa Saliów, ponoć pamiętającego czasy początków naszego miasta - którzy śpiewając pieśni na cześć boga Marsa i wymachując swymi świętymi, niebiańskimi tarczami (które ponoć spadły z nieba) i od których zależała nie tylko pomyślność ale i samo przetrwanie naszego miasta, rozpoczynali tym samym wiosenny okres świąteczny. W kolejnej części opowiem jak wyglądało moje dzieciństwo, które zbiegło się w czasie z wybuchem wojny z Italikami.
CZYLI JAK WŁADCY MUCHOMORZA DOTARLI DO NOWEGO ŚWIATA
ZA FIORDAMI I ZIEMIAMI JARLÓW
Cz. IV
Zatem zanim Karol Wielki wyprawił się zbrojnie przeciwko emirowi Kordoby - Abd al-Rahmanowi, ów muzułmański władca panował nad ziemiami dzisiejszej Hiszpanii i Portugalii od jakichś dwudziestu dwóch lat, chociaż okoliczności, które zmusiły go do wyprawy do krainy zwanej Al-Andalus (tak bowiem Arabowie zwali Hiszpanię i z tej też nazwy zrodziła się Andaluzja) były doprawdy dramatyczne. Cofnijmy się zatem do roku 743, czyli do czasu, gdy życie swe zakończył kalif Hiszam (dziesiąty kalif z rodu Omajadów). Jego następcą został syn Jazyda II - al-Walid II. W poprzedniej części pisałem już trochę o rosnących niepokojach na tle religijnym, jakie trapiły wówczas kalifat Omajadów. Szczególnie niezadowoleni byli szyici, jako że nie uznawali oni władzy kolejnych kalifów twierdząc, że tylko ród Alego (zabitego w 661 r.) ma prawo władać ummą Sprawiedliwych w imieniu Allaha, gdyż to właśnie Ali uzyskał specjalne błogosławieństwo Mahometa jak i szczególnie natchniony został przez samego Boga. Twierdzili więc że rządy kolejnych kalifów z rodu Omajadów, to rządy uzurpatorów nie mających poparcia Allaha. W 743 r. jawnie zbuntował się też ród Abbasa (stryja Mahometa) którego przedstawiciele twierdzili, iż mają znacznie większe prawo do władania ummą, niż Omajadzi. Do tego dochodziło również niezadowolenie maulów (nawróconych na islam klientów Arabów, głównie Persów - byłych wyznawców zaratusztrianizmu i chrześcijan którzy przeszli na islam), a to z tego powodu już ciągle poddawani byli dyskryminacji i nieustannie dawano im do zrozumienia że Arabowie (i to rdzenni Arabowie) są od nich lepsi pod każdym względem. Wśród samych Arabów też wybuchały konflikty, np Jemenici z południa Półwyspu uważali się za bardziej dyskryminowanych przez kalifat od Kajsytów z północy. Poza tym kalifowie zabraniali arabskim oddziałom wojskowym osiedlania się w miastach Persji i Chorasanu, każąc im przebywać w obozach wojskowych, co również rodziło frustrację. Żołnierze bowiem chcieli się osiedlić na stałe, kupić albo zdobyć ziemię i żyć normalnie w otoczeniu wyznawców jednego Boga, bez względu na ich pochodzenie. Kalifat jednak tego zabraniał. Objęcie władzy przez al-Walida II na początku nieco złagodziło te wzburzone nastroje, a to z tego powodu że kalif był człowiekiem szczególnie dbającym o poddanych (najbardziej o kalekich i bezdomnych). Ale on również pragnął umocnić swoją władzę i zazdrosny był o wszelkich w tym względzie konkurentów. Takim konkurentem był chociażby syn poprzedniego kalifa Hiszama - Sulejman. Al-Walid kazał go więc upokorzyć, skazał go na chłostę i wtrącił do lochu. Sulejman był dobrym wodzem i takie potraktowanie własnego kuzyna spotkało się z ogromną niechęcią dużej części arabskiej ummy do al-Walida.
Zawiązał się też spisek mający usunąć kalifa, a spiskowcy zaproponowali uczestnictwo w zamachu na życie kalifa namiestnikowi Mekki - Kalidowi al-Kasriemu. Ten jednak odmówił i poinformował kalifa o grożącym mu niebezpieczeństwie. Al-Walid wpadł w złość i miast skupić się na zamachowcach, swój gniew skierował przeciwko Kalidowi. Kazał go uwięzić, a następnie sprzedał jak zwykłego niewolnika, tylko po to, aby ten, który go kupił, mógł go uśmiercić (po wcześniejszych okrutnych torturach). Taki czyn uznano za niegodne kalifa i bardzo szybko doszło do buntu na którego czele stanął inny kuzyn al-Walida II, syn al-Walida I - Jazyd. Doprowadził on do oblężenia pałacu kalifa w Damaszku, a następnie wdarł się tam i osobiście (w walce na miecze) zabił swego kuzyna, zostawszy teraz nowym kalifem jako Jazyd III (kwiecień 744 r.). Nowy kalif uwolnił z lochu Sulejmana i posłał go do Chorasanu, aby stłumił bunt wznieciony tam przez ród Abbasa. Jazdowi III nie dane jednak było długo panować, zmarł bowiem na guza mózgu już w październiku 744 r. swoim następcą czyniąc swego brata - Ibrahima. Ten jednak nie był gotowy zmierzyć się z problemami jakie spadły mu teraz na głowę i obawiając się zamachu na własne życie, po dwóch miesiącach swoich rządów, w grudniu 744 r. Ibrahim abdykował i opuścił Damaszek (potem ukrywał się przez kolejne sześć lat, aż do swej śmierci w 750 r.). Kalifem został teraz wnuk Marwana I - Marwan II. Energicznie przystąpił on do działania, pragnąc umocnić swoją władzę i zapewnić Omajadom stabilną przyszłość. Pragnął również stłumić niezadowolenie w Chorasanie (jeszcze wówczas nie był to bowiem jawny bunt, choć wiele osób straciło tam ręce i nogi za twierdzenia, iż Omajadzi nie mają prawa władać ummą przed potomkami Alego i Abbasa). Marwan II pragnąc również zwiększyć wpływy finansowe (skarbiec bowiem znacznie uszczypliły zgody udzielane przez kalifat dla przyjmujących islamu chrześcijan i Persów, co wiązało się z rezygnacją z dżizji - podatku płaconego w kalifacie przez wyznawców innych religii, aby ci mogli swobodnie wyznawać własną wiarę), podniósł stawkę podatku gruntowego (i to w sytuacji, gdy sieć nawadniająca pola była w opłakanym stanie). Na czele zaś rodu Abbasa stał od 744 r. Ibrahim zwany "Imamem". Posłał on do Chorasanu swojego człowieka Abu Muslima, aby przygotować grunt pod bunt i powstanie przeciwko Omajadom. W tamtym czasie w Chorosanie gotowało się jak w ulu. Od 734 r zbuntował się tam dowódca garnizonu rejonu Andchuj (na zachód od Balchu) - Harris bin Surajdż. Poparli go heftalici, a on obiecał że jeśli zwycięży, zaprzestanie ściągania jakichkolwiek podatków od muzułmanów. Tak też trwały podchody pomiędzy nim a lokalną administracją, na której czele stał (do 738 r.) Asad bin Abd Allah, a następnie Naser bin Sajjara. Początkowo zwyciężył Harris, ale w 746 r. zginął on w jednej z potyczek z siłami Nasera i władza Omajadów w Chorasanie wydawała się być przywrócona. Nie na długo jednak.
Już bowiem w roku następnym Abu Muslim zebrał ogromną armię (w źródłach mowa jest nawet o 100 000 żołnierzy, choć w rzeczywistości było ich zapewne znacznie mniej) łspośród Arabów, Persów, Turków, muzułmanów, zoroastryjczyków, chrześcijan i szamanistów. Pod czarnymi sztandarami, farbując własną odzież na kolor czarny, a swoje osły nazywając imieniem kalifa Marwana, w czerwcu 747 r. zagrozili siłom Nasera. Ci wszyscy ludzie prowadzeni przez Abu Muslima, głęboko wierzyli w nastanie ery sprawiedliwości z chwilą upadku rządów Omajadów i powrotu do rządów potomków Alego (bo to właśnie pod hasłami szyitów Abbasydzi wiedli owe ludy na walkę o własną przyszłość). W grudniu 747 r. Abu Muslim wkroczył do Marwu (głównego miasta Chorasanu), zaś Naser zbiegł do Niszapuru - skąd również zamierzał prowadzić walkę z buntownikami. W Marwie Muslim kazał wszystkim swoim zwolennikom złożyć przysięgę na wierności "wybrańcowi" - czyli Ibrahimowi Imamowi, w ten sposób dając jasno do zrozumienia, że to nie ród Alego będzie sprawował władzę nad ummą, a właśnie ród Abbasa. Swoją drogą Abu Muslim był kiedyś szyitą, ale wtrącony do lochu przez Kalifat w Mekce, uwolniony został stamtąd (ok. 741 r.) właśnie przez członków rodu Abbasa i odtąd związał się z tym klanem. Dowiedziawszy się o upadku Marwu, kalif Marwan nakazał swym ludziom porwać Ibrahima Imama z Al-Kufy, przewieźć go do swej rezydencji w Harranie i tam uśmiercić. Tak też się stało, ale już wiosną 748 r. w Syrii wybuchł bunt charydżytów (śmiertelnych wrogów klanu Omajadów, walczących z nimi znacznie dłużej od Abbasydów i szyitów), a to spowodowało że kalif Marwan nie był w stanie udzielić wsparcia Naserowi walczącemu samotnie w Chorasanie. Tak więc wiosną 748 r. padło miasto Tus, jesienią Niszapur, a w październiku tego roku miasto Rej. Naser wycofał się wówczas do Hamadanu, gdzie zmarł w listopadzie 748 r. w wieku 85 lat, a wraz z jego śmiercią, wojsko rozeszło się na wszystkie strony. Abbasydzi byli więc już bardzo blisko sukcesu. Kalif Marwan zdając sobie z tego sprawę, posłał przeciwko nim armię namiestnika Iraku - Jazyda bin Umara i w marcu 749 r. doszło do bitwy w rejonie Dżabalak, która to zakończyła się całkowitym pogromem armii Omajadów i śmiercią Umara. Abbasydzi zajęli wówczas Isfahan, w czerwcu Nahawand. Marwan zebrał więc kolejną armię, na której czele postawił Osmana bin Sufjana i posłał go z zadaniem całkowitego stłumienia buntu Abbasydów i szyitów w Chorasanie. Do starcia doszło w sierpniu 749 r. pod Szahrizurem w kraju Kurdów. Na czele armii Abbasydów stał Abu Aun, a bitwa ponownie zakończyła się całkowitym zwycięstwem rodu Abbasa. Zwycięstwo to umożliwiło Abbasydom (na początku września) zajęcie Al-Kufy, czyli głównego ośrodka szyitów. Tutaj należało postępować bardzo delikatnie, jako że szyici (potomkowie Alego) mieli jednak większe prawa do przewodzenia ummie niźli Abbasydzi. Przez dwa miesiące trwały wzajemne spory pomiędzy Alidami i Abbasydami (ci drudzy mieli wsparcie wojska) i ostatecznie w grudniu 749 r. zwyciężył te zmagania brat zamordowanego przez kalifa Marwana - Ibrahima Imama oraz syn Muhammada ibn Alego (pierwszego z rodu Abbasydów, który ok. 720 r. rozpoczął przygotowania do wielkiego powstania przeciwko Kalifatowi Omajadów) - Abu al-Abbas Abd Allah bin Muhammad, który potem otrzymał przydomek As-Saffah ("rozlewca krwi"). I to on właśnie został nowym kalifem.
Na początku grudnia 749 r. nowy kalif złożył przysięgę w meczecie w Al-Kufie i przysięgając na Koran stwierdził, że Omajadzi nie mają żadnego prawa do zarządzania ummą, że to właśnie ród Abbasa (jako najbliżsi krewni proroka Mahometa) powinni przewodzić społeczności muzułmanów, oraz że jego partią jest lud Chorasanu, a co za tym idzie przysiągł obniżenie podatków oraz przeniesienie stolicy z Damaszku do Kufy. Miały też nastać nowe sprawiedliwe rządy, chociaż kalif Marwan wciąż jeszcze nie został pobity. Stało się to dopiero 25 stycznia 750 r. w kilkudniowej bitwie nad Wielkim Zabem. Klęska Omajadów była całkowita a kalif Marwan musiał uciekać aż do Egiptu, bo nie było szans na umocnienie się w Syrii. Tymczasem do Damaszku wkroczył zwycięski Abu al-Abbas As-Saffah. Tych członków rodu Omajadów, którzy nie zdążyli uciec wraz z Marwanem do Egiptu, spotkał tragiczny los, byli w okrutny sposób mordowani i to zarówno mężczyźni jak i kobiety. W Damaszku tłum wdarł się do grobowca Muawiji - założyciela tej dynastii, zmarłego siedemdziesiąt lat wcześniej - wywleczono jego ciało i wyrzucono na ulicę, bezczeszcząc je w haniebny sposób. Podobny los spotkał innych przedstawicieli rodu Omajadów. Mimo to Abbasydzi - którzy teraz stali się nową dynastią rządzącą Kalifatem - ogłosili, że pragną porozumieć się z Omajadami i jakoś ocalić jedność ummy w imię Allaha. Do spotkania doszło w Abu Futrus w Palestynie i wszyscy Omajadzi którzy tam przybyli (a było ich 70-ciu) zostali brutalnie zamordowani. W sierpniu 750 r. w Egipcie zamordowany został kalif Marwan II, ostatni władca z rodu Omajadów i to był realnie koniec tego rodu. Prawie... koniec, bo tutaj właśnie dochodzimy do historii Abd al-Rahmana - przyszłego władcy emiratu kordobańskiego w Al-Andalus. Urodzony w 731 r. był on wnukiem kalifa al-Malika (sprawował rządy nad Kalifatem w latach 724-743). Dorastał otoczony splendorem i blaskiem rodu Omajadów, ale rok 750 był prawdziwym armagedonem dla dynastii. Przytomnie Abd al-Rahman nie przyjął zaproszenia Abbasydów na spotkanie do Abu Futrus i to go ocaliło. Wraz z bratem schronił się w górzystej części Mezopotamii, ale i tam wytropili go szpiedzy nowego kalifa As-Saffaha - bracia musieli więc uciekać. Pościg dopadł ich nad Eufratem i nie było innego wyjścia jak tylko przepłynąć rzekę. Tak też uczyniono ale brat Abd al-Rahmana przerażony tym, że może utonąć i zachęcony okrzykami z brzegu, iż jeśli bracia zawrócą ocalą życie, postanowił wrócić - pomimo próśb al-Rahmana że trzeba płynąć dalej przed siebie. Potem już tylko ostatni z Omajadów obserwował, jak na brzegu żołdacy Abbasydów podrzynają gardło jego bratu. Przez kolejne pięć lat al-Rahman wiódł życie tułacza i żebraka, przemierzając Palestynę, Egipt, Cyrenajkę, Ifrikiję, Maghreb. Przez pewien czas przebywał u rodziny swej matki w Maroku (jego matka była berberyjską niewolnicą, która została sprowadzona do Damaszku i tam zakupiona na targu przez jego ojca). Wyczuwszy sprzyjającą ku temu sposobność, przeprawił się na pokładzie statku przez Cieśninę Gibraltarską i dotarł do Al-Andalus (755 r.). Berberowie też już mieli dosyć rządów i panoszenia się Arabów i z rozrzewnieniem wspominali czasy, jak pod przywództwem Kahini (królowej nomadów plemienia Dżerawa - ponoć było to plemię berberyjskich Żydów), toczyli walki z Arabami. Kahini była mężną władczynią która osobiście brała udział w walkach, a jej włosy wirujące na wietrze dodawać miały wszystkim odwagi. Wielokrotnie zwyciężała Arabów (np. w bitwie pod Meskianą w 698 r.). Ostatecznie poniosła klęskę w roku 704 w bitwie pod Tabarką (a jej ściętą głowę Arabowie odesłali do Damaszku). Według legendy tuż przed bitwą poleciła swoim dwóm synom, aby w nocy przedarli się do arabskiego obozu i przyłączyli się do Arabów. Tym samym ocaliła im życie, przewidując własną klęskę i śmierć. Pamięć o Kahini "królowej Berberów" żyła długo wśród nomadycznych plemion Maghrebu.
W Hiszpanii zaś też nie było spokoju. Tutaj również trwał konflikt pomiędzy Arabami z południa (Jemenitami) i z północy Półwyspu Arabskiego (Kajsytami). I ta nienawiść była tak mocna i tak żywa, że członkowie owych dwóch grup (jednego tak naprawdę ludu), mordowali się w sposób znacznie okrutniejszy, niż czynili to wobec swoich rzeczywistych wrogów - Franków czy Bizantyjczyków. Podam przykład, gdy jeden z przywódców Kajsytów został pochwycony przez Jemenitów, ukrzyżowano go pomiędzy świnią a psem, co było totalnym zbezczeszczeniem ciała dla każdego szanującego się muzułmanina (zarówno świnia jak i pies w tradycji islamu jest zwierzęciem nieczystym, a ukrzyżowanie było nawiązaniem do chrześcijaństwa, czyli podkreśleniem że Kajsyci nie są prawdziwymi muzułmanami). Gdy więc w sierpniu 755 r. Abd al-Rahman przepłynął Gibraltar (wówczas południowa skała dawnej Cieśniny Herkulesa - jak zwali ją Rzymianie - nosiła nazwę Dżabal al-Musa, północna zaś Dżabal Tarik - skąd potem zrodziła się nazwa Gibraltar, głównie za sprawą brytyjskiego historyka Edwarda Gibbona, który pierwszy nazwał tak skałę północną), spotkał się z tymi samymi problemami, z którymi niegdyś mierzyli się jeszcze w Syrii i Arabii jego przodkowie. Ponieważ jednak tutaj znalazł wielu omajackich zwolenników, wraz z nimi z początkiem 756 r. zajął Kordobę i tam ogłosił się emirem al-Andalus. Miał zaledwie 25 lat, a w Hiszpanii stworzył nowy kalifat, bezpieczną przystań dla swego rodu i dla wszystkich tych, którzy pałali żądzą zemsty na Abbasydach (dynastia Omajadów w Hiszpanii przetrwała do 1031 r.). Jego władztwo było teraz co prawda znacznie mniejsze niż wcześniej cały Kalifat, ale za to władza była bardziej scentralizowana, natomiast Abbasydzi coraz bardziej tracili wpływy w Maghrebie i Ifrikii. Musieli się też zmagać z wieloma innymi problemami, jak choćby najazdem... Chińczyków. Tak, bowiem w Chinach panowała wówczas (od 618 r.) dynastia Tang, a konkretnie od 712 r. cesarz Suan Tsung. Objął władzę w wieku 27 lat i był to władca zdolny i rozumny a jego państwo rozkwitało. W 754 r. Chiny liczyły już 52,8 mln. mieszkańców, a bogactwo kraju było oczywiste i bezsporne. Według tego, co można przeczytać w historii rodu Tangów, to w owym czasie było tak bezpiecznie, że można było dokonać podróży na odległość 10 tys. km bez potrzeby posiadania broni. Cesarz był wielkim mecenasem sztuki, a na jego dworze w Chang'an (już wówczas miasto to liczyło milion mieszkańców i było najludniejszym miastem ówczesnego świata) działało wielu poetów, malarzy, rzeźbiarzy i innych artystów. Chiny kontrolowały wówczas Korytarz Gansu (ciasny przesmyk pomiędzy Himalajami, wiodący do Turkmenistanu), cały kraj Tien-Szan (ciągnący się od gór Hindukusz i Fergany poprzez pustynię Taklamakan, aż do Karaszahru na wschodzie) stanowił strefę buforową (panował tam zarząd wojskowy) oddzielającą Chiny od cywilizacji arabskiej, a wcześniej perskiej. Na południu swego Imperium Chińczycy kontrolowali Annam, narzucając Czampom (lud zasiedlający dzisiejszy środkowy i południowy Wietnam) swoją wolę, tradycję i obyczaje. Mieli też pewne wpływy w Korei - podzielonej wówczas na dwa królestwa: Północne (Kogurio) ze stolicą w Fenianie i Południowe (Silla) ze stolicą w Kyongju.
Ale właśnie w tym okresie, o którym teraz piszę, na owym wspaniałym wizerunku cesarskich Chin zarządzanych z pałacu w Chang'an, zaczęły pojawiać się pierwsze rysy. Bardzo wzrosła potęga Tybetu, a apetyty terytorialne Tybetańczyków szły zarówno w kierunku północnym (Korytarz Gansu i Tien-Szan) jak i wschodnim (zagrażało to stabilności państwa chińskiego). Rosła też pewność siebie państwa Nan Czao (tajskie królestwo w dzisiejszej prowincji Juan), a Kitanowie (Mongołowie) z pustyni Gobi, coraz częściej dokonywali najazdów na północne rubieże Imperium, dochodząc aż do Wielkiego Muru. Dynastia Tangów zrezygnowała też z prób opanowania Tajwanu (po raz ostatni próby tej podjęła się Dynastia Sui w 610 r. i zakończyła się ona katastrofą dla Chińczyków). Na domiar złego władca, który cieszył się tak dobrą opinią i który doprowadził kraj do takiego rozkwitu, zaczął ulegać na starość dziwnej metamorfozie, przemieniając się w zgorzkniałego i zdeprawowanego tyrana. W zasadzie nie opuszczał już swego haremu, a państwem realnie rządził (od 736 r.) kanclerz Li Lin-fu. Wielmoża ten zyskał wpływ na cesarza poprzez harem i eunuchów, a przede wszystkim poprzez kobiety, które co jakiś czas mu podsyłał. Jedną z takich kobiet była Jang Kuei-fei dziewczyna o niesamowitej urodzie, która w wieku 14 lat w 733 r została małżonką cesarskiego syna Li Mao, księcia Shou. Li Lin-fu uznał jednak, że lepiej mu się przysłuży jako nałożnica (lub ewentualnie żona) samego władcy i ok. roku 740 cesarz Suan Tsung nakazał synowi rozwieść się z żoną, a ją samą uczynił mniszką taoistyczną, która przebywała non stop w otoczeniu władcy (będąc już wówczas jego kochanką). Dopiero w roku 745 oficjalnie ją poślubił i od tej pory Kuei-fei stała się szlachetną małżonką Jang Juhuan. Bardzo szybko owinęła sobie władcę wokół palca, obstawiając administrację członkami swojej rodziny. Natomiast kanclerz Li Lin-fu który liczył, iż dzięki niej zyska większy wpływ na cesarza, okazał się największym przegranym, gdyż już w 752 r. stracił stanowisko, a w to miejsce cesarz (oczywiście za radą swojej małżonki) mianował jej kuzyna - Jang Czao. Oficjalnym zaś powodem upadku kanclerza Li Lin-fu była klęska, jaką w bitwie nad rzeką Talas doznali Chińczycy w walce z Arabami (751 r.). Ekspansja Chin trwała bowiem nieprzerwanie w kierunku zachodnim, aż władca Taszkientu poprosił Arabów o pomoc w powstrzymaniu chińskiej agresji. Do bitwy doszło zaledwie w rok po tym, jak nowa dynastia Abbasydów zagościła u władzy. Arabowie jednak okazali się bardziej zdeterminowani i rozbili Chińczyków, a ta klęska doprowadziła do tego, że Chiny utraciły swą mocarstwową pozycję w Azji Środkowej.
Najwidoczniej jednak na dworze w Chang'an tego nie dostrzegano, a jeżeli już, to znacznie to bagatelizowano. Kanclerz Li Lin-fu został obalony, a nowym kanclerzem cesarz uczynił kuzyna swej pięknej i jakże wpływowej wówczas małżonki - Jang Czao. W ogóle aby dostać się do cesarza należało najpierw zaskarbić sobie względy ambitnej, młodej szlachetnej małżonki Jang Juhuan. Tak też się stało w przypadku niejakiego An Lu-Szana, który pierwotnie był niewolnikiem pewnego chińskiego oficera. Pewnego razu, gdy tamtędy przejeżdżała Jang Juhuan, wpadł jej w oko ów nieco grubawy, ale odznaczający się ciętym humorem i dowcipem niewolnik. Odkupiła go więc od owego oficera, zabrała ze sobą na dwór, a następnie uwolniła, a on został przy jej boku. Zyskał również względy cesarza i ten mianował go gubernatorem trzech prowincji północno-wschodnich (były to zapewne Guannei, Hedong i Hebei), gdzie odpowiadał za bezpieczeństwo przed atakami Kitanów i kontrolę Wielkiego Muru. Jego siedzibą było miasto Jojun (dzisiejszy Pekin). Nie wiadomo co doprowadziło go do buntu, czy żądza władzy, czy potęgująca się pycha, czy może coś jeszcze innego. W każdym razie w 755 r. po wcześniejszym zgromadzeniu 150 000 armii, wyruszył z Pekinu na południe. W Chang'an wybuchła panika, okazało się bowiem że Cesarstwo nie dysponuje wystarczającą siłą aby odeprzeć atak, zgromadzenie zaś żołnierzy którzy mogliby podjąć walkę z An Lu-szanem wymagało czasu. A tymczasem buntownik opanował wschodnią stolicę Cesarstwa - Lojang, gdzie w 756 r. ogłosił się nowym cesarzem o imieniu Jen. Na wieść o zbliżaniu się do Chang'an wojsk wiernego An Lu-szanowi generała Szy Si-minga, dwór pośpiesznie ewakuowano. Ewakuacja jednak, to było mało powiedziane, gdyż to była po prostu zwykła ucieczka i to ucieczka prowadzona w sposób chaotyczny. Wszyscy kierowali się na południe, do Syczuanu. Widząc teraz w jaki sposób dotychczasowy "Boski Syn Słońca" czyli cesarz, musi niczym zwykły człowiek uciekać z dala od swych pałacowych wygód, eskorta, która ich ochraniała, zbuntowała się, żądając śmierci kanclerza Jang Czao - kuzyna królewskiej małżonki. Cesarz oczywiście nie zgodził się na to, ale żołnierze i tak zamordowali Jang Czao (co tylko pokazuje jak bardzo wówczas upadła pozycja władcy), ale krwi nie było im wcale mało, domagali się teraz śmierci samej Jang Juhuan, twierdząc - zgodnie z prawdą - że to ona przyprowadziła An Lu-szana na cesarski dwór. Cesarz był w trudnym położeniu, gdyby bowiem odmówił spełnienia żądania wojska, ci mogliby się zbuntować i opuścić go, a wtedy byłby zdany na łaskę człowieka, który niegdyś był niewolnikiem i którego on sam wyniósł do władzy. Spotkał się więc z Jang Juhuan, zapewnił ją o swej miłości, a następnie kazał eunuchom ją udusić (lipiec 756 r.). To uspokoiło wojsko. Cesarz udał się teraz do Cz'engtu (miasto w południowo-zachodnich ówczesnych Chinach), a na północ wysłał swego syna, który miał tam organizować partyzantkę. An Lu-szan wkroczył do Chang'an, a syn cesarza ogłosił się nowym władcą Su Tsungiem i zawarł sojusz z Ujgurami. Ostatecznie powstanie An Lu-szana upadło w roku 763, chociaż sam główny buntownik został zamordowany w 757 przez swego własnego syna. W każdym razie Chiny Tangów przestały być już tak bezpiecznym krajem, jakim były na początku panowania cesarza Suan Tsunga.
Ale wróćmy do Hiszpanii i rządów emira Abd al-Rahmana, bo tam właśnie swoje wojsko skierował w roku 778 władca Franków Karol zwany Wielkim, po tym jak uznał że Saksonia jest już krainą spacyfikowaną. Nie wziął jednak pod uwagę determinacji Widukinda i wsparcia, jakiego udzielił mu władca Normanów z rodu Ynglingów - Godfryd Łowca.
CZYLI DAWNA POLSKA UCHWYCONA NA KLISZY APARATU FOTOGRAFICZNEGO
KILKA ZDJĘĆ PREZENTUJĄCYCH OBRAZY ŚWIATA, KTÓREGO JUŻ NIE MA, KTÓRY POCHŁONĘŁA LUDZKA NIENAWIŚĆ, CHORE IDEOLOGIE I MNÓSTWO CIERPIENIA. ŚWIAT TEN PRZETRWAŁ JEDNAK NIE TYLKO W PAMIĘCI OSTATNICH ŻYJĄCYCH JESZCZE ŚWIADKÓW TAMTYCH DNI, ALE RÓWNIEŻ W POSTACI ZDJĘĆ, OBRAZÓW A NIEKIEDY AUDYCJI RADIOWYCH LUB FILMÓW. DZIĘKI TEMU MOŻEMY DZIŚ UJRZEĆ NA WŁASNE OCZY ŻYCIE LUDZI W CZASACH NIE TAK ODLEGŁYCH JESZCZE, ALE ZE WZGLĘDU NA TRAGEDIE WOJENNE XX WIEKU I ZMIANY SPOŁECZNO-MENTALNE POWSTAŁE W ICH WYNIKU, WYDAJE SIĘ JAKOBY POWSTAŁY ONE W INNYM ŚWIECIE. DLATEGO TEŻ TERAZ PRAGNĄŁBYM KILKA Z OWYCH ZDJĘĆ ZAPREZENTOWAĆ JAKO DOWÓD ŻE POMIMO UPŁYWU LAT I WCIĄŻ ZMIENIAJĄCYCH SIĘ RZECZYWISTOŚCI - MY, POLACY
BYLIŚMY - JESTEŚMY - BĘDZIEMY!
Z OKAZJI 105 ROCZNICY ZWYCIĘSTWA W BITWIE WARSZAWSKIEJ (NIE PRZEPADAM BOWIEM ZA OKREŚLENIEM "CUD NAD WISŁĄ") I ŚWIĘTEM WOJSKA POLSKIEGO (15 SIERPNIA) DZIŚ NIECO WIĘCEJ BĘDZIE NA TEMAT WOJNY Z BOLSZEWIKAMI ROKU 1920, W KTÓREJ TO POLSKIE WOJSKO I POLSKI NARÓD OCALIŁY EUROPĘ OD KOMUNISTYCZNEGO ZNIEWOLENIA:
"NA TWARZACH KURZ PRZEBYTYCH WIELU DRÓG,
SPOD ZABŁOCONYCH KOPYT BŁYSKA PIACH,
PRZED NAMI GDZIEŚ MOSKAL CZAI SIĘ,
ZA NAMI ZOSTAŁ BÓL I STRACH.
NIKT NIE WIE DZIŚ, CO NIESIE NOWY DZIEŃ,
POWYWRACANE KRZYŻE ZNACZĄ SZLAK,
W KOLORZE KRWI OBJAWIŁ DIABEŁ SIĘ,
CZERWONA GWIAZDA - JEGO ZNAK!"
PLAKAT "ROK 1920"
HENRYK GROMBECKI - 1920 r.
WYMARSZ NA FRONT
WARSZAWSKIEJ MŁODZIEŻY GIMNAZJALNEJ
(1920)
ŻOŁNIERZE 1 PUŁKU SZWOLEŻERÓW
(1920)
"WARSZAWO NAPRZÓD!"
ALEGORIA ZWYCIĘSTWA 1920 ROKU
(ZDZISŁAW JASIŃSKI - 1920)
OCHOTNICY WYRUSZAJĄCY NA FRONT
(1920)
"NAM TWIERDZĄ BĘDZIE KAŻDY PRÓG!"
(KAMIL MACKIEWICZ - 1920)
CZARNOSKÓRY OCHOTNIK W WOJNIE Z BOLSZEWIĄ
(1920)
"BIJ BOLSZEWIKA!"
(1920)
ŻURAWIEJKI
"KTO PRZYKŁADEM W BOJU ŚWIECI, SZWOLEŻERÓW PUŁK TO TRZECI!"
"JEDZIE UŁAN, DUPA W CHMURACH, TO JEST PUŁK W TARNOWSKICH GÓRACH"
"WENERYCZNY I PIJAŃSKI TO JEST CZWARTY PUŁK UŁAŃSKI"
"KTO ZEGARKI W POLU ZBIERA, TO JEST PIĄTY PUŁK HALLERA"
"DUMNA MINA A ŁEB PUSTY, TO JEST PUŁK UŁANÓW SZÓSTY"
"SAME GRAFY I BARONY, ÓSMY ZDOBI NAM SALONY"
"PSY WYJĄ NA WIDOK JEGO, TO JEST UŁAN Z DZIESIĄTEGO"
"KSIĘŻYC W CZOLE, W DUPIE GWIAZDA - TO TATARSKA NASZA JAZDA"
"HEJ DZIEWCZĘTA W GÓRĘ KIECKI, JEDZIE UŁAN JAZŁOWIECKI"
"BOLSZEWICKĄ KRWIĄ ZBROCZONY, TO PIĘTNASTY PUŁK CZERWONY"
"WCIĄŻ GOTOWI DO KOCHANIA, TO UŁANI SĄ Z POZNANIA"
"A PRZEZ MORZE NA POMORZE OSIEMNASTY TYLKO MOŻE"
"KTO OBRONIŁ CHŁOPÓW, PANÓW - DZIEWIĘTNASTY PUŁK UŁANÓW"
ŻOŁNIERZE 28 PUŁKU STRZELCÓW KANIOWSKICH
W OKOPACH NAD AUTĄ
(1920)
PLAKAT: "BITWA WARSZAWSKA 1920"
(ANDRZEJ PĄGOWSKI - 2011)
WYMARSZ BATALIONU LINIOWEGO
OCHOTNICZEJ LEGII KOBIET
(1920)
STANOWISKO OGNIOWE POD RADZYMINEM
(1920)
PLACÓWKA 2 PUŁKU UŁANÓW GROCHOWIECKICH
(1920)
PRZYSIĘGA ŻOŁNIERZY PRZED PAŁACEM SASKIM
WARSZAWA
(1920)
POLSKA KAWALERIA W MARSZU PRZEZ UKRAINĘ
(1920)
OCHOTNICZA LEGIA KOBIET (OLK-a)
(1920)
BITWA WARSZAWSKA, JAK I CAŁA WOJNA POLSKO-BOLSZEWICKA WYGRANA ZOSTAŁA SIŁĄ I ODWAGĄ WOJSKA POLSKIEGO, NIESAMOWITĄ WRĘCZ MOBILIZACJĄ I POŚWIĘCENIEM POLSKIEGO SPOŁECZEŃSTWA I NARODU, GENIUSZEM "DZIADKA" PIŁSUDSKIEGO...
... ORAZ DZIĘKI DOSKONAŁEJ PRACY WYWIADU, KTÓRY ŁAMAŁ I CZYTAŁ SOWIECKIE SZYFRY, DZIĘKI TEMU STRONA POLSKA DOKŁADNIE WIEDZIAŁA Z JAKIMI SIŁAMI PRZYJDZIE JEJ SIĘ ZMIERZYĆ W KAŻDEJ BITWIE
WKROCZENIE WOJSKA POLSKIEGO DO KIJOWA
(7 MAJA 1920)
II SZWADRON ŚMIERCI
(1920)
PIECHOTA POLSKA W TYRALIERZE
(1920)
POLSCY ŻOŁNIERZE PREZENTUJĄ
ZDOBYCZNE BOLSZEWICKIE FLAGI BOJOWE
PO BITWIE WARSZAWSKIEJ
(SIERPIEŃ 1920)
"BIJ BOLSZEWIKA W KAŻDEJ GO POSTACI,
BO TO JEST TWÓJ NAJWIĘKSZY DZISIAJ WRÓG"
NIEZREALIZOWANY PROJEKT POMNIKA POLITWARUSA.
POMNIK TEN MIAŁ BYĆ HOŁDEM ZŁOŻONYM UNII POLSKO-LITEWSKIEJ PO ZWYCIĘSKIEJ WOJNIE Z BOLSZEWIKAMI I MIAŁ STANOWIĆ WZÓR NOWEJ UNII POLSKI, UKRAINY, BIAŁORUSI I LITWY
(STANISŁAW SZUKALSKI - 1923)
JEŃCY BOLSZEWICCY
(1920)
JEDNA ZE WSPÓŁCZESNYCH PROPOZYCJI
ŁUKU TRIUMFALNEGO BITWY WARSZAWSKIEJ i WOJNY POLSKO-BOLSZEWICKIEJ
WEDŁUG MNIE ŁUK TAKI POWINIEN BYĆ CO NAJMNIEJ WYSOKOŚCI NAPOLEOŃSKIEGO ŁUKU TRIUMFALNEGO W PARYŻU, PO BOKACH KOLUMN WINNY BYĆ WYPISANE WSZYSTKIE BITWY WOJNY POLSKO-BOLSZEWICKIEJ 1919-1920, NA SZCZYCIE ZAŚ ZNALEŹĆ SIĘ POWINIEN ORZEŁ ROZRYWAJĄCY DZIOBEM BOLSZEWICKĄ CZERWONĄ GWIAZDĘ. PRZED OWYM ŁUKIEM TRIUMFALNYM STANĄŁBY ZAŚ KONNY POMNIK WODZA NACZELNEGO, MARSZAŁKA JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO