WYŚWIETLENIA

13 sierpnia 2025

PORADY DLA MĘŻCZYZN I KOBIET - Cz. II

OD ANTYKU PO WSPÓŁCZESNOŚĆ


GRECJA KLASYCZNA
ATENY
(V - IV wiek p.n.e.)
Cz. II





WYCHOWANIE MŁODYCH MĘŻCZYZN



"DOBRZY MĘŻCZYŹNI PRAGNĄ ZŁOTA, DOBRYCH KONI I PIĘKNYCH KOBIET, ALE PRZECIEŻ POTRAFIĄ SIĘ POWSTRZYMAĆ I BEZPRAWNIE JEDNEGO I DRUGIEGO NIE TYKAJĄ"

KSENOFONT
"CYROPEDIA" 



Rodzina grecka nie należała do nazbyt płodnych. Najwłaściwszy kształt rodziny stanowił model 2+2 (rodzice i dwoje dzieci), najlepiej syn i córka (jak uważał Platon, a wcześniej Hezjod). Syn był niezbędny, gdyż to właśnie on dziedziczył majątek rodziny i to on przedłużał ród swego ojca. Dlatego rodziny które posiadały po kilka córek, uważano za nieszczęsne, gdyż jedynie syn był swoistym "gwarantem bezpieczeństwa i przetrwania" rodu (greckie przysłowie mówiło: "Syna wychowuje się zawsze, nawet jeśli jest się biednym, córkę zaś porzuca się, nawet jeśli jest się bogatym"). Do siódmego roku życia rodzeństwo wychowywało się razem w otoczeniu matki i innych kobiet w gyneceum (pomieszczeniu przeznaczonym dla kobiet, które znajdowało się w każdym zamożniejszym greckim domu). Z chwilą jednak ukończenia przez syna 7 roku życia, opuszczał on matczyne pielesze i przechodził pod bezpośrednią (choć sprawowaną pośrednio) władzę swego ojca, który miał za zadanie nauczyć go wszystkiego, co będzie mu niezbędne w przyszłości jako obywatelowi i żołnierzowi, stojącemu na straży ojczystego polis. Ojciec powierzał więc swego syna opiece specjalnie wybranemu pedagogowi (z reguły był to wykształcony niewolnik), którego głównym zadaniem było przede wszystkim nauczyć chłopaka dobrych manier. Najważniejszym obowiązkiem każdego Ateńczyka (i Greka w ogóle), było dbanie o swych rodziców i okazywanie szacunku starszym ludziom, przeto pedagog uczył chłopca by zawsze ustępował drogi napotkanym sędziwym osobom i zawsze (na znak szacunku) trzymał w ich obecności spuszczoną głowę. Nie wolno mu też było się odezwać niepytanemu. Pedagog uczył również chłopca jak zachować się przy stole oraz jak skromnie się ubierać, aby nie prowokować zgorszenia. Odprowadzał również wychowanka do szkoły.

Poza tym w czasie wolnym od zajęć szkolnych, pozwalał mu się bawić. A chłopaki urządzali najróżniejsze podchody, takie jak łapanie chrząszczy i motyli oraz... wrzucanie ich za chitony sióstr, zaprzęganie psów do wózka i ściganie się z innymi chłopakami, jeżdżenie na kiju (niczym na koniu), łapanie na wyścigi jaszczurek za ogon (należało to zrobić szybko i sprawnie, aby nie ugryzła). Chłopcy zabawiali się też grając "w rzutki" (gra polegała na tym, że należało wrzucić odpowiedni kamyk do dołka), w piłkę (odbijano ją rękoma - jak w siatkówce). To były takie początkowe zabawy dla chłopców, inaczej bawiły się dziewczynki i inaczej też bawili się dorośli mężczyźni (do których chłopcy mogli już dołączyć po ukończeniu 16 roku życia). Jak już wspomniałem - matki opiekowały się synami do skończenia przez nich siódmego roku życia, choć oczywiście zdarzają się (bardzo nieliczne) przypadki, że to ojcowie zajmowali się synami w okresie ich wczesnej młodości. Niejaki Strepsjades przypomina swemu synowi ("Chmury" Arystofanesa) iż: "Jam cię wszak wychował, bezwstydniku (...) Mówiłeś "mlimli" - jam ci wnet przynosił kubek mleka, wołałeś "papu" (...) Bułeczkę tatuś daje. A ledwie "esi" stęknął, już na dwór cię wynoszę, wysadzam, trzymam". Takie przypadki były jednak nie tylko bardzo nieliczne, ale wręcz powszechnie wyszydzane (nie na darmo Arystofanes umieszcza je w swej komedii) i były przykładem nieradzenia sobie męża ze swą żoną, której nie potrafił on przymusić, by zajęła się dziećmi (zamiast spędzać długie godziny na upiększaniu swej urody). W każdym razie Grecy byli zbyt zajęci na co dzień, by jeszcze zajmować się dziećmi, dlatego też naturalnym rozwiązaniem było zarówno zatrudnienie pedagoga, oraz posłanie chłopców do szkół (oczywiście nauka była prywatna a nie publiczna, więc jedynie klasa wyższa i średnia mogła sobie pozwolić na kształcenie swych synów w szkołach, chłopcy z najbiedniejszych rodzin byli zaś od maleńkości - 7 rok życia - przysposabiani do zawodu ojca (dzisiaj powszechnie uważa się klasyczną grecką demokrację, jako demokrację peryklesową z V wieku p.n.e. ale prawdziwa demokracja powstała w Atenach dopiero w wieku IV p.n.e. i była to już zupełnie inna demokracja, niż ta wcześniejsza. Demokracja IV wieku bowiem stała się częścią tożsamości Ateńczyka, została wręcz ubóstwiona - składano np. ofiary pod posągiem bogini Demokratii, czego w V wieku nie praktykowano).




Zadaniem pedagoga było więc zarówno odprowadzić chłopca do szkoły, jak i potem go z niej odebrać. Nauka oczywiście nie była obowiązkowa a państwo ateńskie nie kontrolowało wykształcenia swych obywateli, ale bez wątpienia w zamożniejszych rodzinach przygotowywano synów do roli pełnoprawnych obywateli, więc znajomość czytania, pisania, poprawnej wymowy, historii, rachunków, gry na instrumentach i gimnastyki - były do tego niezbędne. Córek nie kształcono (zdarzały się od tego oczywiście pewne wyjątki - jak zawsze zresztą), gdyż - i można to stwierdzić z pełną premedytacją - Ateńczycy nie uznawali kobiet nawet za ludzi (jak bowiem pisał Plutarch w "Alkibiadesie": "Nikt nie miał za złe Peryklesowi, że (...) źle traktował swoją pierwszą żonę, ale wszyscy uważali za rzecz skandaliczną, iż w drugiej uznawał człowieka i żył z nią, zamiast ją odesłać do gyneceum (...) To wszystko było tak szokujące, że nie mogło zostać przyjęte za rzecz naturalną"). Tak więc, wracając do edukacji młodych chłopców, opiekę nad nimi w drodze do szkoły i w domu sprawował pedagog. W szkole zaś (nauczyciele przyjmowali uczniów we własnych domach), u nauczyciela zwanego "gramatikos" - uczono się z reguły czytania i pisania (choć nie zawsze), a szczególnie rachowania i poprawnej wymowy. Każdy uczeń musiał być zaopatrzony w przybory do pisania, czyli tabliczki powleczone woskiem (aby ich nie zgubić, kilka tabliczek związywano ze sobą razem w formie książki), oraz rylec (z kruszcu lub kości słoniowej), służący do pisania (zaostrzony z jednej strony, z drugiej zgięty w formie swoistej "gładyszki" by zetrzeć z woskowej powierzchni już napisane słowa niczym gumką), nie znano bowiem jeszcze pergaminu (wynalezionego dopiero w pierwszej połowie II wieku p.n.e. w Pergamonie - stąd nazwa, a papier - chiński wynalazek, pojawił się dopiero w średniowieczu), zaś papirus egipski był zbyt drogi, by go marnować na naukę pisania, a wygarbowane skóry owiec i kóz też się do tego słabo nadawały. Nauczyciel zwany "kitharistes" udzielał zaś lekcji muzyki oraz (czasem) czytania i pisania, szczególnie jeśli trzeba było poznać i omówić poematy muzyczne.

To były jednak nauki rozwijające umysł, ale aby być pełnoprawnym obywatelem, należało również posiąść sprawność fizyczną, niezbędną w marszu i boju. W tym celu pedagog prowadził chłopca do nauczyciela zwanego - "pajdotribes" (czyli gimnastyk). Pajdotribes przyjmował w prywatnej palestrze, która z reguły nosiła jego imię (w Atenach w V wieku p.n.e. była np. palestra Sibirtiosa, czy też palestra Taureasa). Taka nauka była niezwykle kosztowna i często zdarzało się, że ubodzy Ateńczycy, których nie było stać na posłanie swych synów do szkół - przekazywali sobie dziedziczny analfabetyzm (wielokrotnie podczas głosowań na Pnyksie, ubodzy Ateńczycy musieli prosić tych, którzy umieli pisać o wyrycie na ostrakonach imienia polityka, którego chcieli wygnać z miasta. Nie można więc się dziwić że nie kształcono kobiet, skoro tak wielu mężczyzn też było analfabetami. W drugiej połowie V wieku p.n.e. to się jednak zmieniło - o czym niżej). Oczywiście czasem zdarzało się, że to państwo przejmowało na siebie wykształcenie pewnej grupy obywateli, ale musiała tu zaważyć wyższa okoliczność (taka jak na przykład najazd Persów na Grecję i spalenie Aten w 480 r. p.n.e. gdy mieszkańcy miasta przenieśli się na Salaminę, gdzie Temistokles zgromadził całą flotę w oczekiwaniu na ostateczną bitwę, dzieci swe zaś wysłali do Trojzeny - gdzie zostały przyjęte bardzo życzliwie, a na wniosek Nikagorasa przyznano ateńskim dzieciom utrzymanie na koszt polis, a chłopcom również możliwość dalszej nauki). Państwo jednak nie wnikało w program nauki i jedynie stało na straży moralności (w czasie gdy chłopcy przebywali w szkole, nie wolno było wejść do tego budynku żadnemu dorosłemu mężczyźnie - aby nie prowokować pederastii). Zdarzało się też, że strategowie określonych demów obejmowali pieczę nad wychowaniem młodzieży szkolnej (tak jak uczynił to w latach 70-tych V wieku p.n.e. strateg Derkylos, któremu wdzięczni rodzice potem wystawili pomnik). W czasach Peryklesa (lata 462 - 429 p.n.e.), w okresie największej politycznej świetności Aten, takie działania demów stały się znacznie częstsze, czego efektem jest choćby fakt, iż na początku wojny peloponeskiej (431 r. p.n.e.) liczba analfabetów w Atenach zmalała tak bardzo, że wręcz na palcach można było policzyć tych, którzy nie potrafili czytać i pisać podczas głosowań.

Po ukończeniu 14 roku życia, chłopiec coraz więcej czasu spędzał na nauce gimnastyki, zapasów i boksu. Bieganie było nieodłącznym elementem tych ćwiczeń (po raz pierwszy wyścigi chłopców włączono do dyscyplin olimpijskich już na 37 Olimpiadzie w 632 r. p.n.e.). Gdy chłopiec skończył 16 rok życia, ćwiczył już cały pentatlon (biegi, skok w dal, rzut dyskiem, rzut włócznią, zapasy i oczywiście jako dodatkowy boks). Wszystko to jednak miało służyć nie tylko przygotowaniu fizycznemu młodzieży do stojących przed nimi wyzwań przyszłości, ale również idealnemu ukształtowaniu muskulatury ciała. W wieku szesnastu lat, chłopiec mógł już też uczestniczyć w zajęciach gimnastycznych w publicznych palestrach (co często czyniono, jako że palestry Pajdotribesa były płatne, a na przykład w miesiącu antesterion - luty - gdy przypadało dużo dni wolnych od pracy, rodzice w ogóle nie posyłali swych synów do szkół aby zaoszczędzić pieniądze i dzieci miały wówczas swoiste ferie zimowe. Większość tego wolnego czasu chłopcy spędzali właśnie w palestrach na podnoszeniu sprawności fizycznej). Udając się do palestry należało zabrać ze sobą skrobaczkę do potu, gąbkę do mycia i jakiś flakonik z oliwą do nacierania ciała, aby umyć się po ćwiczeniach w fontannie, zeskrobać z siebie pot i bród oraz nasmarować się oliwką. Zawody gimnastyczne, zapaśnicze i bokserskie były ważne dla kształtowania wytrzymałości i przygotowania bojowego młodego Greka (Ateńczyka), ale równie ważne było też przygotowanie obywatelskie do pełnienia w przyszłości funkcji publicznych.




W greckim systemie politycznym to zawsze człowiek stał na pierwszym miejscu i to człowiek był dominantem danej narodowości, a nie kraj czy określone terytorium. Wojen nigdy ze sobą nie prowadziły Ateny i Lacedemon (Sparta), tylko zawsze Ateńczycy i Lacedemończycy. Dlatego też Hellenowie (a Ateńczycy w szczególności) mogli o sobie powiedzieć z pełną premedytacją - "polis to my" (parafrazując słowa króla Francji Ludwika XIV - "państwo to ja"). Obywatel Aten jednak, choć mógł bezpośrednio uczestniczyć w obradach i głosowaniu ludowym na Pnyksie (a często byli do tego wręcz przymuszani, policja ateńska bowiem, w czasie ważnych głosowań sprawdzała oberże i szynki, wyłapując stamtąd tych, którzy zamiast udać się na Pnyks, popijali sobie winko wśród znajomych 🍻 Za nie uczestnictwo w głosowaniu były surowe kary finansowe), przede wszystkim sprawował władzę poprzez określone instytucje publiczne (demokracja bezpośrednia - za którą dziś uważamy demokrację ateńską, gdy zjawiało się na głosowanie 10 000 - lub więcej - osób, była w praktyce niemożliwa). Ateny w czasach Peryklesa liczyły ok. 60 000 mężczyzn-obywateli (do tej liczby należy doliczyć kobiety, metojków - czyli ludność napływową, nie posiadającą praw obywatelskich, oraz oczywiście niewolników). Nawet jeśli przyjąć że liczyły tylko ok. 150 000 mieszkańców, to i tak była to jak na greckie warunki liczba ogromna i Ateny bez wątpienia były najludniejszym ośrodkiem miejskim Hellady i to tam narodziła się demokracja. Demokracja zresztą (jako ustrój - czyli politeia - Arystoteles określał ustrój Aten jako: "Wspólnotę obywateli w ramach ustroju"), miała zarówno różne znaczenia, jak i pojawiała się z różnym natężeniem w pewnych okresach, po czym znikała i znów się pojawiała, obejmując w całości okres niecałych 200 lat (od 508 r. p.n.e. do 322 r. p.n.e.). W tym to czasie powstały wszystkie najważniejsze instytucje demokratyczne, oraz cała idea demokracji jako "władzy ludu" ("demos kratos" lub "demos kratein" - "władać ludem"). 

Pojęcie demokracji w tym sensie (jako władzy ludu w miejsce władzy jednostki czy też władzy możnych), pojawiło się zapewne jako slogan polityczny na początku "rewolucji Klejstenesa" (508-507 r. p.n.e.) a potem już tylko ewoluowało - stając się ostatecznie ideologią nie tylko polityczną, ale wręcz religią państwową Aten. Oczywiście nie będę teraz omawiał zawiłości poszczególnych ewolucji systemu demokratycznego (i prób jego powstrzymania), ale warto zaznaczyć, że od czasów reform Klejstenesa system demokratyczny zaczął kiełkować, następnie "wielka rewolucja ustrojowa Peryklesa i Efialtesa" z 462 r. p.n.e. spowodowała iż stał się ustrojem niepodważalnym, który całkowicie zastąpił wszelkie pozostałości "ustroju przodków" (jak Ateńczycy nazywali władzę możnych ("aristoi" - arystokratów). Demokracja jednak V wieku p.n.e. była jedynie ustrojem politycznym, który co prawda stał się determinantem ateńskiej politei, ale nie wywierał tak przemożnego wpływu na każdy przejaw życia obywatelskiego, jak to miało miejsce w wieku IV p.n.e., po odnowieniu demokracji przez Trazybula w 403/402 r. p.n.e. (po klęsce w Wojnie Peloponeskiej w 404 r. p.n.e. i krótkim okresie rządów oligarchicznych "trzydziestu tyranów"). Oczywiście żeby zrozumieć te zawiłości które się wcześniej i potem wytworzyły i uświadomić sobie jak funkcjonował młody mężczyzna jako obywatel ateńskiego polis, należy przynajmniej skrótowo i chronologicznie przedstawić koleje systemu demokratycznego Aten, jednak w kolejnej części przejdę już do wychowania młodych dziewcząt. Podsumowując więc: młody Ateńczyk szkolił się przede wszystkim do tego, aby być dobrym obywatelem, żołnierzem i zapaśnikiem, zaś jego siostra (z którą się wychowywał do siódmego roku życia) tylko i wyłącznie do roli żony i matki (każda kobieta, nawet już zamężna, ale bezdzietna - wciąż pozostawała pod władzą swego ojca, dopiero z chwilą wydania na świat dziecka przechodziła pod bezpośrednią władzę męża, a małżeństwo nie mogło już być przez nią zerwane - a raczej przez jej ojca, bowiem kobieta nie miała prawa głosu ani w chwili małżeństwa, ani przy ewentualnym rozwodzie - to ojciec lub brat wszystko załatwiał. Nawet wypowiadał sławne słowa podczas zaręczyn: "Urodzę ci prawowitego potomka", na co przyszły małżonek odpowiadał ojcu - "Zgadzam się", co musiało wyglądać nieco komicznie, bo córka w tym czasie przebywała zamknięta w gyneceum). Małżonek mógł zaś w każdej chwili odprawić żonę, musiał tylko zwrócić jej posag. Wszyscy greccy autorzy uznawali taki stan za uzasadniony i prawidłowy i jak pisał Arystoteles: "Rodzaj męski jest z natury silniejszy, żeński słabszy, toteż ten panuje, a tamten mu podlega")

 


CDN.

12 sierpnia 2025

O RETY - KABARETY! - Cz. I

SKECZE ŚMIESZNE I MNIEJ ŚMIESZNE STARSZE I NOWSZE



DZIŚ COŚ NA LEKKIE ODREAGOWANIE PO ZAPEWNE MĘCZĄCYM DNIU. KILKA WYBRANYCH PRZEZE MNIE SKECZY KABARETOWYCH, KTÓRE MOGĄ NA ZRELAKSOWAĆ I ZABAWIĆ NA KONIEC DNIA. ZRESZTĄ ŚMIECH JEST RÓWNIEŻ CZĘŚCIĄ NASZEGO ŻYCIA, SZKODA ŻE TAK RZADKO Z NIEGO KORZYSTAMY, A JAK MAWIAŁ PETRONIUSZ:


"ŻYCIE JEST ŚMIECHU WARTE, WIĘC SIĘ ŚMIEJĘ"



KABARET MORALNEGO NIEPOKOJU 


"SKOJARZENIA"


0:37 - "PRZESTAŃ SIĘ GAPIĆ W TEN TELEFON, PRZECIEŻ OCZY CI ZGNIJĄ"
"TO CO MAM ROBIĆ?"
"NIE WIEM! GŁUPI TO I PALCAMI SIĘ POBAWI"

1:45 - "BŁAGAM CIĘ, DOROŚNIJ I OPUŚĆ DOM!"

2:30 - "JAK TO, DZIADEK KOJARZY CI SIĘ Z ALKOHOLEM?"
"ALE TO CHODZI O JEJ OJCA - TAK?"
"O ZMARŁYCH NIE WOLNO MÓWIĆ ŹLE"
"A O HITLERZE?"
"HITLER JAKI BYŁ, TAKI BYŁ, ALE NIE PIŁ" 
"DZIADEK POD KONIEC ŻYCIA TEŻ NIE PIŁ"
"RAPTEM OSTATNIE PÓŁ GODZINY"

5:00 - "MARIUSZ, JESZCZE RAZ TAK SKOJARZYSZ DZIADKA TO WYSIADASZ!"
"ALE CO TY WYPRAWIASZ, NIE BLOKUJ GO. NIECH SIĘ ROZWIJA SWOIM TEMPEM, TAKIE MA SKOJARZENIA. WCIĄGA SIĘ JAK WALEC POD GÓRĘ, ALE SIĘ WCIĄGA. I NIE KRZYCZ NA NIEGO BO BĘDZIE SIĘ JĄKAŁ, TERAZ GADA BREDNIĘ ZA BREDNIĄ ALE PRZYNAJMNIEJ PŁYNNIE - PILNUJMY TEGO"

5:25 - "LIS" - "WILK" - "KAPTUREK" - "PREZERWATYWA"
"CZY MOŻESZ RAZ NA ZAWSZE ODERWAĆ TEN CHORY ŁEB Z OWŁOSIONEJ DZIUPLI?"
"TATO DOJRZEWAM, NIC DZIWNEGO ŻE ZACZYNAJĄ MNIE INTERESOWAĆ "TE SPRAWY"
"CIEBIE ZACZYNAJĄ - OJCA PRZESTAJĄ"
"INTERESUJĄ MNIE NADAL ALE NIE W TYM SKŁADZIE"

8:05 - "TY JESTEŚ ZABLOKOWANA, STOISZ KOLEJKĘ! BO NIE UMIESZ W TO GRAĆ, A SAMA TO ZAPROPONOWAŁAŚ. JAK COŚ PROPONUJESZ TO TO UM!"

9:05 - "OTÓŻ KIEDYŚ POSZEDŁEM Z MARIUSZEM NA PLAC ZABAW. JA SIEDZĘ NA ŁAWCE I CZYTAM KSIĄŻKĘ, ON COŚ TAM DO SIEBIE MÓWI - JUŻ WTEDY BYŁO WIDAĆ ŻE COŚ Z NIM NIE HALO..."

10:42 - "TA GRA GNOJU, NIE JEST PO TO ŻEBY CIĘ UPOKORZYĆ, TA GRA JEST PO TO ŻEBY BYŁO MIŁO. BO JEDZIEMY NA WAKACJE CAŁĄ RODZINĄ I BAWMY SIĘ!"

11:00 - "PRZESTAŃ SIĘ JĄKAĆ! BO CI ŁEB URWĘ I BĘDZIESZ SZYJĄ POWIETRZE ZASYSAŁ! (...) TAK CI SIĘ ZNUDZIŁO ODDYCHANIE NOSEM? CHCESZ ŻUĆ GUMĘ PALCAMI?"

12:20 - "SEKS"
"KATASTROFA!"
"STOISZ TRZY KOLEJKI! JESTEŚ ZABLOKOWANA ZA SKŁADANIE FAŁSZYWYCH SKOJARZEŃ. KATASTROFA? - TO SIĘ RUSZAJ! LEŻY PLACEK NA STOLE - KRÓJ MNIE. NIE WIADOMO CZY SIĘ NA TO POŁOŻYĆ CZY TO POCHOWAĆ - NIE WIADOMO?"

14:35 - "MYŚLISZ ŻE JA NIE WIEM CO TY TAM TRZYMASZ ZA WANNĄ? IDZIE NA SIKU I WRACA SZCZĘŚLIWA - BO SIĘ WYSIKAŁA"

16:15 - "OJCIEC PIŁ, BO NIE MÓGŁ ŚCIERPIEĆ ŻE MNIE WYDAŁ ZA CIEBIE PIERDOŁO JEDNA (...) KTO ZAWIRUSOWAŁ CAŁY KOMPUTER PORNOSAMI? SZUKAM PRZEPISU NA ŻUREK, OTWIERAM KOMPUTER A TAM DZIUPLA NA CAŁY EKRAN (...) KRÓJ MNIE? - PLACEK SIĘ KROI OSTRYM NOŻEM A NIE ŁYŻECZKĄ DO HERBATY"





KABARET 
NEO-NÓWKA


"PORWANIE ŻONY


2:10 - "CZYM ZAJMUJE SIĘ TWOJA MAŁŻONKA?"
"CO ONA TAM ROBI? WSTAJE RANO, BUDZI DZIECI, ROBI IM ŚNIADANIE, ODWOZI JE DO SZKOŁY, JEDZIE DO PRACY, WRACA Z PRACY, ODBIERA DZIECI, ROBI ZAKUPY, ROBI OBIAD, DAJE OBIAD DZIECIOM, ROBI Z NIMI LEKCJE, ROBI KOLACJĘ, MYJE DZIECI, KŁADZIE JE SPAĆ I PÓŹNIEJ MA JUŻ CZAS DLA SIEBIE - JAK POZMYWA"
"TO TY SOBIE RĘCE PO ŁOKCIE URABIASZ, SIEDZISZ W DOMU OD RANA DOGLĄDASZ CO DO DOMU PRZYNIOSŁA, A ONA SOBIE WIECZORAMI WYPOCZYWA? TELEWIZJĘ OGLĄDA?"
"POWIEM WIĘCEJ - NIE MAM PEWNOŚCI, ALE WYDAJE MI SIĘ ŻE W NOCY ŚPI (...) I JAK TU SIĘ DZIWIĆ ŻE FACECI WCZEŚNIEJ UMIERAJĄ - ONI PO PROSTU NIE MOGĄ NA TO PATRZEĆ!"

 6:00 - "NIE MAM ŻADNEGO ŻYCIA TOWARZYSKIEGO, NIC! OSTATNI BYLIŚMY NA URODZINACH U TEŚCIOWEJ - SIĘ WYNUDZIŁEM JAK GEJ NA DZIEŃ KOBIET"

11:45 - "WSZYSTKO MI ŻONA POZABIERAŁA, JA JUŻ MAM OGRANICZONE WSZYSTKO (...) TAKI MAM SZLABAN W DOMU ŻE SZYBCIEJ BYM Z KOREI PÓŁNOCNEJ UCIEKŁ (...) PAMIĄTKA ZE ŚLUBU - TO BYŁO MOJE OSTATNIE DMUCHANIE"

15:40 - "PORYWACZE PORWALI LUCYNĘ!"
"NIC IM SIĘ NIE STAŁO?"
 "TRZEBA COŚ ZROBIĆ, SZYBKO BO JESZCZE ZREZYGNUJĄ"
"NA DOWÓD ŻE ŻYJE - NIECH CI WYŚLĄ JEJ UCHO ALBO RĘKĘ"





"APTEKA"


0:25 - "POTRZEBUJĘ JAKIŚ DOBRY SZAMPON DO WŁOSÓW"

"ALE DO JAKICH WŁOSÓW: NORMALNYCH, SUCHYCH, PRZETŁUSZCZAJĄCYCH SIĘ?"

"MAM TAKĄ SYTUACJĘ, ŻE JAK WYCHODZĘ SPOD PRYSZNICA TO ONE SĄ MOKRE"

"A, TAKA PRZYPADŁOŚĆ?"


7:10 - "IRENA, JAKI JEST KOD NA PREZERWATYWY?"

"A KTÓRE KLIENT WZIĄŁ?"

"TE ODROBINĘ GRUBSZE"

"TO BĘDĄ ZA DUŻE NA NIEGO"


10:25 - "PANI BASIU, A KUPOWAŁ TEN PAN TE PRODUKTY?"

"TAK, KUPOWAŁEM, NIECH PANI POTWIERDZI"

"PIERWSZY RAZ CZŁOWIEKA NA OCZY WIDZĘ"


11:05 - "NIE MA PAN PARAGONA"

"PRZEPRASZAM NAJMOCNIEJ, JA TEGO NIE UKRADŁEM, PRZED CHWILĄ KUPOWAŁEM I PŁACIŁEM KARTĄ ZBLIŻENIOWO, NIECH PAN SOBIE NA ROLCE SPRAWDZI"

"NA ROLCE TO JA SOBIE MOGĘ W KIBLU SPRAWDZIĆ (...) MAREK, CO ROBIMY BO GOŚĆ SIĘ STAWIA?"





A NA KONIEC:

FACET KUPUJE W APTECE DLA DZIEWCZYNY PODPASKI - SCENA Z SERIALU "KREW Z KRWI"


"Podpaski proszę"

"Jakie?"

"No co jakie - normalne"

"Ale dla kogo?"

"Dla mnie - podpaski!"

"Proszę pana, proszę się nie denerwować, ja tylko pytam dla kogo te podpaski"

"Dla mojej siostry, pasuje? Podpaski!!!"

 "Jakiej firmy?"

"O rzesz kurwa mać, srakiej! Niech mi pani da te pierdolone podpaski z tej kurwa głupiej apteki!"
(...)

"Te z góry, i te małe - te takie czopki"

"Tampony?"

"Kurwa tampony, pani to da, no szybciej! Ile? Reszty nie trzeba!"




🤭😂🥴


CDN.

11 sierpnia 2025

PRZYSZŁOŚĆ POLSKI I EUROPY WEDŁUG OBJAWIEŃ I PRZEPOWIEDNI - Cz. I

ZNANI I MNIEJ ZNANI JASNOWIDZE O TYM, CO W PRZYSZŁOŚCI WYDARZY SIĘ W POLSCE, EUROPIE I ŚWIECIE





"POLSKA STANIE SIĘ
NAJPOTĘŻNIEJSZYM IMPERIUM 
W EUROPIE"



W dzisiejszym temacie pragnę zaprezentować przepowiednie autorstwa kilku europejskich mistyków i jasnowidzów, dotyczące przyszłości Polski i innych krajów Europy w XXI wieku. Dysponuję relacjami kilkunastu jasnowidzów i co ciekawe ich relacje są w ogromnej mierze do siebie podobne. Wszystkie mówią na przykład o wielkiej katastrofie, jaka czeka Niemcy w wyniku: "Konfliktu zbrojnego z regionu arabskiego", który doprowadzi do: "Czegoś w rodzaju wojny domowej". Niemcy upadną! A początkiem tego procesu będzie upadek niemieckiej gospodarki, powiązany ze wzrostem pozycji krajów Europy Środkowo-Wschodniej (to relacja pewnego austriackiego mistyka, o którym zamierzam jeszcze sporo napisać), które przetrwają zarówno nadciągający kryzys gospodarczy, inwazję muzułmanów z Afryki i Bliskiego Wschodu oraz (co ciekawe), nadciągającą... III Wojnę Światową, po której to... "Polska odrodzi się jako europejskie mocarstwo" (poza tym owa przepowiednia mówi również o innych krajach naszego regionu, które przetrwają nadciągający kryzys i wojnę). 

Wszystkie (lub prawie wszystkie), przepowiednie mówią natomiast o ogromnym wzroście znaczenia i pozycji islamu w Europie, oraz o przyszłej wojnie domowej (a raczej religijnej) na ulicach europejskich miast. "Wojna wybuchnie na południu (...) Potem rakiety pomkną nad oceanem, skrzyżują się z innymi, spadną do morza, obudzą bestię. Ona się dźwignie z dna. Piersią napędzi ogromne fale (...) Ta góra wodna stanie ku Europie" - oto przepowiednia ojca Stanisława Klimuszko, która mówi o wydarzeniach związanych z III Wojną Światową oraz wojną z muzułmanami (imigrantami). Konsekwencją tych wojen ma być... III Wielki Światowy Potop (dwa pierwsze - w tym jeden wymieniony w Biblii - opiszę w innym temacie: "Historia Życia, Wszechświata, Wszelkiej Cywilizacji" - do którego to oczywiście podchodzę z pewnym dystansem, jako że część materiałów pochodzących z owych channelingów jest dla mnie niezrozumiała, lub - niekiedy - informacje wzajemnie sobie przeczą, ale mimo to jest dość spójna i opowiada o nieznanych wydarzeniach z czasów zarówno nam historycznie odległych i nieznanych, jak również z bliższej nam historycznie starożytności a nawet średniowiecza).

Otóż konsekwencją owego III Potopu ma być zalanie całej Hiszpanii, Portugalii, Włoch, ogromnych terenów Francji, Wlk. Brytanii i Niemiec, natomiast Polska i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, mają ocaleć (według przepowiedni księdza Klimuszko - zalane ma zostać jedynie Wybrzeże i tamtejsze portowe miasta). To jednak spowoduje ogromną inwazję na nasz kraj uciekinierów z Zachodu. Po tej zagładzie i cofnięciu się wód Potopu, według ojca Klimuszko: "Polsce kłaniać się będą narody Europy (...) Polska jaśnieje jak słońce i blask ten pada naokoło (...) Gdybym miał żyć jeszcze pięćdziesiąt lat (ksiądz Stanisław Klimuszko zmarł w 1980 r.) i miał do wyboru stały pobyt w dowolnym kraju na świecie, wybrałbym bez wahania Polskę (...) Nad Polską bowiem (...) widzę (...) promienne blaski przyszłości". 

Ale w dzisiejszym temacie to nie o przepowiedniach księdza Klimuszko pragnę napisać, a o innych, równie ciekawych. Jako pierwsza, będzie to przepowiednia najbardziej znanego szesnastowiecznego jasnowidza, znanego jako Michel de Nostre-Dame (czyli Nostradamus) na temat XXI-wiecznej historii Europy, z uwzględnieniem również i naszego kraju (pamiętajmy jednak że jasnowidze odbierają jedynie pewne klisze z przyszłości, gdyż przyszłość, teraźniejszość i przeszłość istnieją obok siebie i są ludzie, którzy potrafią wyłapać zarówno to, co przynosi nam przyszłość, jak i to co było w przeszłości - o czym pisałem już w innym temacie. Są też różne warianty przyszłości i wszystko zależy od tego, jaką drogę obierzemy aby się one realnie urzeczywistniły). Zacznijmy więc:



NOSTRADAMUS 
o POLSCE i EUROPIE 
w XXI wieku



 "WIELKA WOJNA RELIGIJNA W EUROPIE"

 


Według Nostradamusa, który pisał w sposób dość niezrozumiały (czterowierszem grupowanym po sto centurii, które dzielił na tzw.: "persage" - numerowane rzymskimi cyframi. Tak na marginesie tylko jeszcze dodam, że cyfry arabskie które się upowszechniły na naszej planecie, a które po raz pierwszy do algebry miał wprowadzić perski uczony na dworze Kalifatu Abbasydów - Muhammad ibn Musa al-Khwarizmi ok. 820 r. realnie nie pochodzą z Ziemi. Cyfry o dosyć prostym zapisie: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9 mają być darem dla nas, z rodzinnego świata naszego Mistrza - Jezusa Chrystusa, czyli z planety TJahooba - a prawdopodobnie również z Plejad - o czym jeszcze opowiem w innym temacie. Oczywiście pisząc o Galaktycznej Ludzkości nieco popełniam błąd, gdyż musimy pamiętać że my, ludzie również nie jesteśmy tak do końca Ziemianami. Ta planeta jest po prostu naszym domem z konieczności, a żeby to sobie uświadomić wystarczy zobaczyć jak wpływa ona chociażby na nasz układ rozrodczy. Zauważmy że praktycznie wszystkie istoty żyjące na Ziemi {inna sprawa że reptilianie ziemscy którzy wyewoluowali z istot zwanych dinozaurami, uważają Ziemię właśnie za swój pierwotny dom, a nas za "uchodźców" którzy go bezprawnie przejęli. Nie należy też łączyć reptilian ziemskich z tymi pozaziemskimi, gdyż to są zupełnie inne gatunki}, mam tutaj oczywiście na myśli zwierzęta, które rodzą swoje młode praktycznie bez bólu, wręcz naturalnie. A zobaczcie jak wygląda to u człowieka - wpływ tej planety działa na nasze DNA {i to pomimo setek wieków jakie tutaj żyjemy}, wciąż negatywnie, a poród następuje w bólu. Zresztą mamy tego nawet jasną deklarację w Biblii, gdy Bóg mówi do Ewy iż po zerwaniu owocu z Drzewa Poznania Dobra i Xła "dzieci rodzić będzie w bólu"), w pierwszych latach XXI wieku, rozpocznie się potężny najazd wojowników islamu na Europę. Najazd ma być jednocześnie przeprowadzony w kilku kierunkach - 1) na Grecję i Bałkany, 2) na Włochy i Francję, oraz, 3) na Hiszpanię i Francję. Francja ma zostać dosłownie "zalana" muzułmanami, sterowanymi przez: "Kalifat Wielkiego Talibanu" (jak określał Nostradamus tereny Bliskiego Wschodu i Afryki, już zamieszkałe przez muzułmanów). 

Religijna wojna domowa, ma się właśnie rozpocząć we Francji, gdyż rząd francuski nie będzie mógł już sobie poradzić z najazdem, a przybysze, na już "zajętych" terenach, będą wymuszali wprowadzenie islamskiego prawa szariatu i wznoszenie meczetów. Zaczną się ataki na chrześcijan, kościoły będą palone a na terenach kontrolowanych przez "Kalifat Wielkiego Talibanu", wprowadzony zostanie specjalny podatek "dla niewiernych" (czyli dżizja). Część Francuzów w takich warunkach chwyci za broń i rozpocznie wojnę domową o "wyzwolenie kraju". Wojna ma ogarnąć cały kraj i doprowadzi do jego realnej likwidacji. Siła islamu ma być wielka, przystąpią oni do ofensywy i uda im się spalić Paryż. Francja rozpadnie się na dwie części (tereny kontrolowane przez muzułmanów i te, które zostaną od nich "wyzwolone").




Podobny los spotka Włochy i Hiszpanię (wróćmy tu na moment do przepowiedni księdza Klimuszko, który tak oto opisał ową inwazję: "Widziałem żołnierzy przeprawiających się przez morze, na takich małych, okrągłych stateczkach, ale po twarzach widać było, że to nie Europejczycy. Widziałem domy walące się i dzieci włoskie, które płakały. To wyglądało jak atak niewiernych na Europę. Wydaje mi się, że jakaś wielka tragedia spotka Włochy").






Na opanowanych przez "hordy Mahdiego" (jak nazywa najeźdźców Nostradamus) terenach, ma zostać wprowadzone prawo islamskie. Powróci niewolnictwo, które w Europie ponownie wprowadzą muzułmanie. To, co się na tych terenach będzie działo z chrześcijanami, Nostradamus kwituje takimi oto słowy: "To niesamowite, porażające... Nigdy przed III wojną i nigdy po nie było i nie będzie takich okropności". Można więc sobie wyobrazić, co czeka niemuzułmanów na terenach zajętych przez "Kalifat Wielkiego Talibanu". Wojna, którą rozpoczną muzułmanie, ma potrwać (według Nostradamusa), 27 lat. W trakcie tej wojny wszystkie (lub większość) muzułmańskich państw w Afryce i na Bliskim Wschodzie, ma się zjednoczyć we wspólnym celu, zniszczenia chrześcijaństwa i podboju Europy. Ręka w rękę staną dotychczasowi przeciwnicy religijni - sunnici i szyici, którzy odtąd będą walczyli wspólnie w imię Allaha. 

W trakcie trwania owej wojny, ma przyjść (według Nostradamusa) kataklizm z kosmosu, który spowoduje zalanie większości lądów na świecie (dokładnie to samo w swej przepowiedni mówił ksiądz Klimuszko, który jednakowoż stwierdził, że Potop wywołają ładunki nuklearne. Nostradamus nie znał tej broni, więc dla niego był to "kataklizm z kosmosu"). Gdy wody potopu ustąpią, rozpocznie się wielka chrześcijańska konkwista, która doprowadzi do wypędzenia muzułmanów z większości krajów Europy (ostatnimi mają zostać wyzwolone Hiszpania i Portugalia). 


PIERWSZA FAZA WOJNY
OPANOWANIE PRZEZ ISLAMISTÓW 
WIĘKSZOŚCI EUROPY



Podobne wydarzenia wojenne (lecz na większą skalę z udziałem ładunków nuklearnych) związane z inwazją muzułmańską, mają mieć miejsce w Niemczech i Austrii. Kraje te mają ostatecznie wyjść zwycięsko z tej wojny, ale spowoduje ona rozpad Niemiec i skażenie dużych obszarów niemieckiej ziemi - promieniowaniem radioaktywnym, który uniemożliwi tam jakiekolwiek osiedlenie.


TERENY KONTROLOWANE PRZEZ  
KALIFAT WIELKIEGO TALIBANU 
ok. 2040 r.
 



POLSKA WEDŁUG NOSTRADAMUSA


Stanie się najludniejszym krajem Europy, gdyż ominie ją strumień muzułmańskiej inwazji, a do tego przetrwa i Wielki Potop (zalane ma zostać Wybrzeże) i ominie nasz kraj III Wojna Światowa. Po nuklearnej zagładzie Niemiec, Turcji, Grecji i (w dużej mierze) Rosji - Polska, jako najludniejszy i najsilniejszy kraj powojennej Europy, ma zjednoczyć pod swą władzą wszystkie narody słowiańskie i stać się prawdziwym europejskim mocarstwem. Francja, której uda się wyzwolić spod muzułmańskiej okupacji, zjednoczy kraj i odbuduje swą pozycję najsilniejszego mocarstwa na Zachodzie, lecz przyszła imperialna Polska (być może chodzi tutaj o imperium rozumiane jako Międzymorze): "Wielka Lechia" (jak nazywa nas Nostradamus), będzie nieporównanie potężniejsza. Granicą obydwu państw będzie rzeka Łaba (Niemcy jako państwo przestaną istnieć). Berlin stanie się polskim miastem, zamieszkałym przez nieliczną ludność niemiecką (po powodzi, wojnie nuklearnej i wojnie z muzułmanami, liczebność Niemców spadnie o ponad połowę). Granicą polskiego imperium na Wschodzie będzie zaś Ural (ojciec Klimuszko opowiadał kiedyś o jednej ze swoich wizji: "Szedłem korytarzem i nagle patrzę, że podłoga przede mną zaczyna się rozpadać, a ściany przestają istnieć, ukazując ogrom terenu. Zrozumiałem że są to ziemie wschodu, i te ziemie należą do Polski, ale gdy starałem się objąć wzrokiem granicę tych ziem, nie byłem w stanie jej dostrzec")  Wszystkie państwa słowiańskie zostaną zjednoczone przez Polaków, a Rosjanie, Litwini, Ukraińcy i Czesi, staną się obywatelami nowego imperium - "Wielkiej Lechii" i jak mówił ksiądz Klimuszko: "Polska stanie się światową potęgą, a w języku polskim będą pisane przyszłe ustawy obowiązujące w świecie", choć nam dziś wydaje się to nieprawdopodobne a wręcz może nawet śmieszne. Ale na Boga, przecież już to było w historii. W języku polskim spisywano dokumenty umów, zawieranych np. przez Anglię w czasach królowej Elżbiety I Moskwę cara Iwana IV Groźnego (żeby być precyzyjnym i nie zostać potem oskarżonym o kłamstwo lub manipulację dodam, że dokument ten spisano w trzech językach: po włosku, po grecku i po polsku), albo tych umów które Rosjanie zawierali z Chińczykami, które również pisane były w języku mandaryńskim i polskim. Inna sprawa, czy gdybyśmy cofnęli się do okresu sprzed wybuchu I Wojny Światowej i powiedzieli ludziom tam żyjącym że w przyszłości wszystkie trzy mocarstwa zaborcze przegrają nadchodzącą wojnę i rozpadną się, a na ich gruzach odrodzi się niepodległa Polska, to puknęliby się w czoło i powiedzieliby że jesteśmy szaleni. A dlaczego? Chociażby dlatego że państwa zaborcze należały do dwóch wrogich sobie obozów: Rosja sprzymierzona z Francją i Wielką Brytanią w ramach ententy, i Niemcy oraz Austro-Węgry w ramach trójprzymierza. Logicznym byłoby więc, że jeśli przegra jedna strona, to wygra druga, albo wojna nie wyłoni żadnego zwycięzcy i sytuacja wróci do status quo sprzed 1914 roku. A tu taki klops, Rosja się rozpadła i wybuchła w niej rewolucja bolszewicka, podobnie rozpadły się Austro-Węgry, a Niemcy wojnę przegrały i były obarczone winą za jej rozpoczęcie. W takich warunkach odrodzenie Polski stało się możliwe - tylko w takich warunkach (notabene Piłsudski już w lutym 1914, jeszcze przed wybuchem tego konfliktu, gdzie nikt nie zakładał że w tym roku wybuchnie wojna - no, prawie nikt - wypowiedział znamienne słowa będąc w Paryżu: "Zwycięstwo w tej wojnie będzie szło z zachodu na wschód. Najpierw Niemcy i Austro-Węgry pokonają Rosję, a następnie Francja i Wielka Brytania, albo Francja, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone pokonają Niemcy i Austro-Węgry". Inny przykład, w 1915 r. Piłsudski w gronie swoich legionowych towarzyszy często powtarzał dziwne i dla nich niezrozumiałe słowa, które brzmiały "Rewolucja w Rosji mi się spóźnia". Nie wydaje się aby Józef Piłsudski był aż takim geniuszem sam w sobie - choć może (🤔). Bardziej prawdopodobne że był jednym z tak zwanych "wtajemniczonych", czyli tych, którzy wiedzieli że wojna wybuchnie i jak ona się zakończy. Mało tego, wiedział też co czeka Polskę w przyszłości i na łożu śmierci w maju roku 1935 r. już praktycznie konając mówił do Becka: "Musisz wciągnąć Brytyjczyków do wojny, to jest nasza jedyna szansa!". Czy można więc teraz żyjąc dniem dzisiejszym twierdzić z całym pewnością i przekonaniem, że wyżej przedstawiono przepowiednia nigdy nie dojdzie do skutku? Ja bym się tego nie podjął.


Persage IX 44, 88: "Po 500 latach kraj Jagiellonów powstanie z kolan. Zastąpi na wschodzie Wielkiego Rusa. Razem z Francją w wielkim Przymierzu. Po III wojnie rządzić będą razem Europą".



TERENY ZAZNACZONE W KOLORZE CZARNYM, 
TO STREFY SKAŻONE W WYNIKU 
PROMIENIOWANIA NUKLEARNEGO



"W Polsce radość, na Rusi niepokój, w Germanii smutek i obawa!" - Nostradamus




CDN.

10 sierpnia 2025

RAPORT GEHLENA - Cz. II

CZYLI JAK TO NIEMCY ZAMIERZALI
STWORZYĆ WŁASNY RUCH OPORU,
WZORUJĄC SIĘ NA POLSKICH D
DOŚWIADCZENIACH
KONSPIRACYJNYCH


RAPORT GEHLENA
Cz. II




CZĘŚĆ I. SYTUACJA PRZED POWSTANIEM WARSZAWSKIM



C. 18-DNIOWA KAMPANIA POLSKA




(Tytuł tego podpunktu w raporcie Gehlena to kolejny wytwór niemieckiej propagandy, mający pokazać, że Niemcom poszło w Polsce bardzo łatwo i że w ciągu 18 dni rozbili Wojsko Polskie i zajęli kraj. W rzeczywistości po pierwszych sukcesach, impet niemieckiego naporu słabnął, front zaczął się stabilizować w rejonie Wisły. Zaczynała się wojna pozycyjna, z tym że z polskiej strony były śmiałe plany wielkiego kontruderzenia, mającego wyzwolić większość kraju. Poza tym Niemcy całkowicie pominęli potężną Armię Poznań, stojącą w Wielkopolsce - w ogóle nie atakowanej przez pierwsze dni. Ta Armia, w połączeniu np. z Armią Pomorze, Armią Łódź i Armią Prusy, byłaby w stanie zamknąć w potężnym kotle dwie najpotężniejsze niemieckie armie 8 i 10 i je całkowicie unicestwić. Likwidacja tych armii - stanowiących główny trzon niemieckiego natarcia - przesądziłaby o klęsce Niemiec już na samym początku wojny, choć walki wciąż jeszcze by trwały, niemiecki impet jeszcze bardziej by osłabł. O polskiej klęsce we wrześniu - choć należy pamiętać że ostatnie walki trwały jeszcze w październiku 1939 r. dlatego też twierdzenie o 18-dniowej kampanii jest czystą niemiecką propagandą - przesądziło tylko jedno wydarzenie, sowiecki atak z 17 września, czyli cios w plecy od Stalina. Tylko to spowodowało że Niemcy wygrali ową "18-dniową kampanię w Polsce"). Niemiecki Wehrmacht jak oczyszczająca burza przerwał nieznośną polityczną atmosferę, miażdżąc w osiemnaście dni polskie armie, którym wydawało się że są nie do pokonania. Jak widmo uleciały wszystkie sny o mocarstwowej potędze. Większa część pokonanej armii dostała się do niemieckiej niewoli, mniejsza do sowieckiej, a reszta uciekła za granicę lub ukryła się na terenie kraju, podobnie jak członkowie rządu i administracji państwowej. W tej sytuacji przed Polską stanęło pytanie: jakie kręgi i jaka wewnętrzna siła przejmie zadanie dalszego kształtowania życia narodowego? W ciągu dziejów naród polski dostarczył dowodów, że nawet pozbawiony własnej państwowości oraz własnej ochrony militarnej zdolny jest przez wiele generacji zachować żywotność.



D. SYTUACJA PO ZAKOŃCZENIU KAMPANII




Jak rzadko kiedy w przeszłości, po zakończeniu osiemnastodniowej kampanii nie było tak dobrej okazji do trwałego porozumienia polsko-niemieckiego (problem polegał na tym, że po pierwsze Niemcy takiego porozumienia wówczas nie szukali, a po drugie... nie mieliby z kim podjąć takich rozmów, bowiem wszystkie kręgi polityczne Polski stawiały na dalszą wojnę aż do pełnego zwycięstwa i wyzwolenia kraju). Zmiecenie ze sceny całkowicie nieprzejednanych elementów narodu polskiego oczyściło drogę dla roztropniejszych środowisk. Naród mógł się sam przekonać, że został przez swój dotychczasowy rząd sprowadzony na manowce (błąd! To wszystko było zaplanowane przez polskich analityków - należy bowiem zauważyć że zakładano nawet częściowe lub całościowe zajęcie Polski przez Wehrmacht - błędem było tutaj przeświadczenie że Sowieci pozostaną neutralni w tym konflikcie. Mimo to walka miała być dalej kontynuowana, tym razem przy pomocy Francji i Anglii. Nie przewidziano tylko dwóch rzeczy - sowieckiego ataku od wschodu {to znaczy przewidziano, bo raporty były jednoznaczne, ale łudzono się nadzieją że do tego nie dojdzie} i tego, że... Francja straci chęć do jakiejkolwiek wojaczki, nawet tej w obronie własnej niepodległości - stąd uważam że przywrócenie białej flagi Burbonów - tylko bez złotych kwiatów lilii - byłoby prawdziwym podkreśleniem francuskiej państwowości). Szczególnie wyraźny stał się wpływ żydowskiego rozkładu, obejmujący wszystkie dziedziny życia państwowego i narodowego. Jest czymś głęboko tragicznym, że niesprzyjające okoliczności uniemożliwiły urzeczywistnienie tego porozumienia.



E. WALKA O NARÓD POLSKI




O pozbawiony swojej armii i państwowości naród wielkie mocarstwa rozpoczęły zaciętą i długotrwałą walkę. Poza niemieckim czynnikiem mocarstwowym od samego początku ujawnił się przy tym czynnik anglo-amerykański oraz sowiecko-rosyjski, przy czym Polacy nastawieni narodowo (National-Polen) oparli się na Anglo-Amerykanach, a Polacy nastawieni pro-sowiecko (Sowjet-Polen) na Sowietach.


1. ZE STRONY NIEMIECKIEJ 


Chociaż do chwili wybuchu konfliktu niemiecko-rosyjskiego pod niemiecką kontrolą znajdowała się tylko zachodnia część dawnego polskiego obszaru państwowego (pamiętajmy że Gehlen swój raport pisał na przełomie roku 1944 i 1945, gdy już było nie tylko wiadomo że Niemcy tę wojnę przegrają, ale nawet to, że Polska najprawdopodobniej otrzyma dotychczasowe niemieckie ziemie wschodnie. Mimo to język jego korespondencji jest taki, jakby pisał to gdzieś na początku albo w środku wojny, co też pokazuje, że był to bardzo inteligentny - można wręcz powiedzieć że w kilku aspektach nawet genialny - niemiecki nacjonalista) od samego początku istniała możliwość ogólnego rozwiązania polskiego problemu (? 🤭), ponieważ na obszarze zajętym przez Niemcy mieszkała przeważająca część polskiej ludności. Poprzez kampanię rosyjską również część wschodnia przypadła Niemcom. Nie ma tu miejsca, aby przedstawiać drogę obraną przez stronę niemiecką. Natomiast musimy o niej wspomnieć, ponieważ powstanie polskiego ruchu oporu, a w szczególności rozbudowa jego sił zbrojnych, jest z nią w sposób istotny powiązana. Szczególnie podkreślić należy następujące aspekty niemieckiej polityki narodowościowej w regionie nadwiślańskim:

  • wykreślenie nowej granicy 
  • narodowościowa komasacja gruntów (przesiedlenie)
  • lista narodowościowa 
  • Generalne Gubernatorstwo

Po 1939 r. powtarzała się sytuacja, stwarzająca narodowi polskiemu okazję do zmiany nastawienia wobec Niemiec. Należy tu wymienić następujące kwestie:

  • wybuch wojny niemiecko-rosyjskiej
  • Katyń
  • Komitet Lubelski
  • koniec powstania warszawskiego
  • sowieckie roszczenia terytorialne itp.

Możliwości te zostały rozpoznane przez stronę niemiecką i przedstawione narodowi polskiemu. Jakkolwiek były one oczywiste i wydawały się atrakcyjne dla szerszych warstw, nie zaowocowały ostatecznie żadnymi sukcesami (Niemcy nigdy nie przedstawiły stronie polskiej, czy to rządowi Rzeczypospolitej na Uchodźstwie, czy też Armii Krajowej żadnych propozycji "unormowania" wzajemnych stosunków. Co prawda pewne niemieckie instytucje próbowały nawiązać kontakt i rozpocząć jakąś formę dialogu, ale stało się to albo za późno - w końcowej fazie wojny, gdy było już pewne że Niemcy tę wojnę przegrają, a poza tym po bezmiarze zbrodni, jakie niemieccy żołnierze okupacyjni popełnili w Polsce, jakakolwiek forma dialogu i próba nawiązania współpracy, musiała się zrodzić chyba jedynie w zupełnie niczego nieświadomej i naiwnej głowie. Zbyt wiele mordów zostało popełnionych, zbyt wiele nienawiści, aby można było o tym zapomnieć, wybaczyć i przejść do porządku dziennego, tutaj Gehlen zachowuje się niczym nieświadomy skali niemieckich zbrodni na Polakach ignorant).




Znamienne jest, że warstwa przywódcza narodu polskiego w wysokim stopniu nordycka i w dużej części mająca w żyłach niemiecką krew (na terenie dawnej Rzeczpospolitej żyły różne narodowości, nie tylko Polacy, ale ogromna większość z nich czuła się właśnie Polakami, jeśli nie w sensie etnicznym, to na pewno w sensie politycznym i kulturowym. Moja rodzina też była zlepkiem najróżniejszych narodowości - począwszy od rodziny ze strony mego ojca o korzeniach niemieckich, poprzez rodzinę mojej mamy - ojciec mej babci należał do Komunistycznej Partii Polski i zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym w Gross-Rosen w 1943 r, jak również jakieś boczne linie rodziny mamy, wśród których byli również członkowie... UPA - Ukraińskiej Powstańczej Armii. Zaś mój pradziadek od strony ojca, syn pruskiego oficera, poddanego cesarza Wilhelma II - walczył w Armii Hallera, formowanej z Polaków we Francji i walczącej z Niemcami podczas I Wojny Światowej, a następnie w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. i zawsze uważał się za Polaka. Był Hallerczykiem, a ja jestem Piłsudczykiem, i co? Nie ma to znaczenia, bowiem obracamy się tutaj w ramach jednej patriotycznej formacji, mającej jedynie różne pomysły na Polskę. Swoją drogą ciekawe - ja sam jestem Polakiem z niemieckimi korzeniami, a moja Dama jest Francuzką (ale ma też obywatelstwo polskie) - dzieci zrodzone z takiego związku - mieszanka wybuchowa? 😊. A to, że w ogóle następowały takie rotacje, to jest oczywiste, np. gen. Józef Haller pochodził ze spolonizowanej niemieckiej rodziny von Hallenburgów, zaś np. kat Powstania Warszawskiego - Erich von dem Bach-Zelewski pochodził z etnicznie polskiej rodziny, a jeszcze jego dziadek nie znał nawet jednego słowa w języku niemieckim. Narodowość polska bowiem nie opierała się na szacunku etnicznym czy rasowym, a jedynie kulturowym. Zresztą jeśli mamy być do końca szczerzy, to przecież Niemcy w sporej części powstali ze słowiańskich plemion, niegdyś zamieszkujących ziemie między Łabą a Renem, więc mowa o "niemieckiej krwi" wypada tutaj raczej żałośnie) uparcie odrzucała porozumienia (Gehlen tutaj znów wybiega w sferę marzeń - żadnych porozumień nie było, więc nie było co odrzucać)

W tym kontekście należy również zaznaczyć, że bardzo niewielu spolonizowanych Niemców (w Warszawie polonizacja świeżej daty, w Krakowie dawniejsza) odnalazło drogę powrotu do narodu, z którego pochodzili (tutaj Gehlen znów udaje ignoranta - nie mówi bowiem dlaczego, skoro państwo polskie nie istniało, a niemiecka kultura była tak wspaniała, wielu Niemców ulegało polonizacji? Dlaczego spolonizował się mój pradziadek, skoro mógł równie dobrze pozostać Niemcem? Otóż kultura polska przyciągała ku sobie, bo na Wschodzie była kulturą wyższą, zapewniającą pewien status - stąd wielu Rusinów całkowicie się spolonizowało jak również cała litewska elita rządząca, a na Zachodzie była to kultura wolności. To połączenie powodowało, że polonizacja była atrakcyjna, nawet w sytuacji braku istnienia Polski jako państwa). Z odwrotną sytuacją mieliśmy do czynienia wśród niższych warstw narodu, mających przeważnie słowiańskie korzenie, które wielokrotnie okazywały gotowość do porozumienia z Niemcami (znów błąd - kto "okazywał gotowość do porozumienia z Niemcami" - otóż co najwyżej jakieś męty społeczne i ludzie moralnie zdegenerowani. Degeneraci zaś nie są reprezentatywni dla żadnego narodu). Ale również te środowiska w coraz większym stopniu przestawały traktować niemieckie propozycje, a zwłaszcza działania (przede wszystkim wyznaczenie nowych granic czy polityka narodowościowa) jako akceptowalnej podstawy do takiego porozumienia. Wręcz przeciwnie, narastało przekonanie, że Niemcy chcą brutalnie zniszczyć naród polski, a wszystkie propozycje porozumienia, z którymi wychodziła strona niemiecka, były albo nieszczere, bądź też były wynikiem niemieckich porażek ponoszonych na frontach. 

W istocie nie znalazła się żadna znana polska osobistość, która pozyskałaby naród polski dla niemieckiej przebudowy Europy ("Za to że szabli twej klinga zdrady rdzą się nie kala, za to żeś nie miał Quislinga, za to żeś nie miał Lavala. Żeś nie zląkł się krwi własnej plusku. Kajdanów, stryczków ni kulek. Nie poddał się po francusku ani po czesku nie uległ. Żeś nie miał Hachy, Petaina, Lorda Haw-Haw ni Darlana - wysoka wdzięczności cena, zaplata nadspodziewana" - Marian Hemar). Polacy byli głęboko usatysfakcjonowani faktem, iż "nie znalazł się wśród nich żaden Quisling" (czyżby Gehlen czytał wiersze Hemara? ,🤔). Ponieważ nie było sposobu, aby pozyskać naród polski do pozytywnej współpracy, musiał on ze strony niemieckiego kierownictwa być traktowany jako coraz bardziej oporny obiekt (Polacy byli tak traktowani przez Niemców od pierwszego dnia wojny, przecież nawet obóz koncentracyjny w Auschwitz został stworzony pierwotnie w 1940 r. właśnie dla Polaków - z myślą masowej eksterminacji narodu polskiego. Żydzi byli w nim umieszczani dopiero z początkiem 1942 r., co oczywiście nie oznacza że nie trafiali tam wcześniej, owszem, jak najbardziej, z tym że trafiali tam jako Polacy, a nie Żydzi) Wskutek tego rosło zagrożenie, że Polska ponownie stanie się narzędziem w rękach naszych wrogów. 


2. ZE STRONY ANGLO-AMERYKAŃSKIEJ


Zainteresowanie Anglo-Amerykanów kwestią polską było i jest zasadniczo odmienne od zainteresowania nią ze strony sowiecko-rosyjskiej oraz niemieckiej, ponieważ nie wiążą oni z nią swoich interesów narodowych czy też państwowych, lecz patrzą na Polskę jak na obszar politycznego wpływu. Patrząc ogólnie, podejście angielskie i amerykańskie jest identyczne. Odnosząc się do szczegółów, można dostrzec pewne niuanse, ale z punktu widzenia tego opracowania nie są one istotne i dlatego nie zostaną uwzględnione. Przed rokiem 1939 stosunek Anglii do Polski charakteryzował się wzajemnym staraniem, zwieńczonym w końcu sukcesem, o zawarcie paktu o współpracy. Polska liczyła na kompleksową pomoc wojskową ze strony Anglii w wypadku wojny z Niemcami. Szczególnie powszechna była nadzieja na bombardowanie niemieckich miast w trakcie lotów wahadłowych z Anglii do Polski. Podczas osiemnastodniowej kampanii (sformułowanie "Kampania osiemnastu dni" - wyszła od Goebbelsa - mistrza propagandy i potem była w Niemczech powielana, lecz zupełnie nie oddawała prawdy wojny Polski z Niemcami i Związkiem Sowieckim. Gdyby bowiem Stalin nie dał Hitlerowi zielonego światła do ataku na Polskę i nie dopomógł mu w Jej zniszczeniu, wojna wcale nie skończyłaby się tak łatwo i szybko, jak jeszcze do dziś wierzą Niemcy - głównie starszego pokolenia. Trzeba bowiem powiedzieć, że straty Niemiec w wojnie z Polską były tak duże, że Wehrmacht nie byłby w stanie od razu przerzucić swych sił na front zachodni i gdyby Francuzi i Anglicy ruszyli tyłki i zaatakowali, Niemcy poniosłyby klęskę. Wojnę z Polską wygrał dla Niemiec Stalin 17 września 1939 r.) meldowano nawet że takie akcje miały miejsce. Pewność co do angielskiej pomocy wynikała między innymi stąd, że jak mówiło się wśród prostej ludności, działa przeciwlotnicze, które miały chronić Londyn przed niemieckimi nalotami, wyprodukowano w Polsce.

Brak jakiejkolwiek angielskiej pomocy połączony z wiedzą, że brytyjskie lotnictwo nie podjęło żadnych działań przeciw Rzeszy, czego po klęsce nie można już było ukryć, wywołał naturalnie silne rozczarowanie w szerokich kręgach narodu. Nie wyciągnięto jednak z tej sytuacji zasadniczych wniosków. Niezobowiązujące wyjaśnienia Anglików sprawiły, że zapomniano o rozczarowaniu. Gdy polscy emigranci na skutek niemieckiego zwycięstwa na Zachodzie zostali wypędzeni z tradycyjnego kraju ich emigracji, czyli z Francji, Anglia udzieliła im azylu. W ten sposób Londyn stał się siedzibą polskiego rządu emigracyjnego. Anglia nie skąpiła początkowo politycznych obietnic i dostarczyła znaczną pomoc finansową (którą, co ciekawe Polacy musieli po wojnie spłacić, tak Anglicy odpłacili się nam za obronę ich nieba, mórz i Wyspy), w zamian za co strona polska, w tym szczególnie wywiad, dostarczać musiał realnych korzyści w postaci informacji. Poprzez przymierze angielsko-sowieckie Polska stała się piłką do gry alianckiej dyplomacji. Jednak londyński rząd emigracyjny nadal uważał, że może działać jako równorzędny sojusznik i z tego powodu walczył o równorzędne traktowanie. Wraz ze wzmocnieniem Rosji Sowieckiej oraz ofensywą Armii Czerwonej na Zachód ujawnił się rzeczywisty stosunek Anglii wobec Polski. Stał się on jednoznaczny, gdy na początku roku 1944 Armia Czerwona przekroczyła byłą granicę państwa polskiego i rozpoczęła okupowanie polskiego obszaru. W tym momencie Anglia powinna wypełnić swoje traktatowe zobowiązanie i pomóc narodowo nastawionym Polakom w budowie ich własnego, traktatowo zagwarantowanego, niezależnego państwa, tym bardziej że Rosjanie nie podejmowali żadnych starań w tym kierunku. Stało się jednak dokładnie odwrotnie. Anglo-Amerykanie zaczęli kawałek po kawałku wyprzedawać polskie interesy Rosjanom (tutaj zgadzam się z Gehlenem w całej rozciągłości).




3. ZE STRONY SOWIECKO-ROSYJSKIEJ   


Rosja, jak już wspomniano, od zawsze traktowała polski problem jako zagadnienie tylko i wyłącznie własnej polityki. Jedynie presja militarna zmuszała ją w pewnych sytuacjach do uznania niepodległości polskiego państwa lub do dzielenia obszaru i narodu polskiego z innymi państwami. Dotyczy to w całej rozciągłości również bolszewickiej Rosji. W Polsce zawsze istniała warstwa rusofilska, która tworzyła naturalną bazę wypadową dla rosyjskich roszczeń. W czasach carskich należało jej szukać w wyższych kręgach społeczeństwa (chodzi tu głównie o członków organizacji narodowych z Narodową Demokracją Romana Dmowskiego na czele). Po zbolszewizowaniu Rosji doszło do odpowiedniego przesunięcia, toteż rusofilów należy szukać obecnie w kręgach robotniczych oraz drobnych chłopów (błąd! sowieccy rusofile to był margines społeczeństwa, głównie grupujący się z przedwojennych członków i sympatyków Komunistycznej Partii Polski). Kręgi te poddawane były przez Rosję propagandowej obróbce na wiele lat przed rokiem 1939. W traktowaniu kwestii polskiej ze strony Sowietów można rozróżnić cztery linie postępowania:

  • polityczną: stereotypowe oświadczenie przy każdej oficjalnej okazji, że Rosja życzy sobie w przyszłości wolnej, niepodległej, silnej i demokratycznej Polski
  • dyplomatyczną: żonglowanie stosownie do międzynarodowych konieczności
  • propagandową: obróbka mas sprzyjających bolszewizmowi ze względów społecznych
  • faktyczną: konsekwentna realizacja rzeczywistego celu, a mianowicie likwidacji kwestii polskiej w obrębie rosyjskiego obszaru wpływów

Bardziej szczegółowo sowiecko-rosyjska walka o naród polski od roku 1939 aż do powstania warszawskiego prezentuje się następująco:

Po zajęciu obszaru wschodniej Polski w 1939 r. Związek Sowiecki stanął na stanowisku, że jest to ziemia niczyja, która zgodnie z prawem wskutek okupacji należy do Związku Sowieckiego. Stanowisko to wraz z wydaniem dekretu z 29.10.1939 nabrało prawnego kształtu: wszystkim mieszkańcom okupowanych terenów przyznano obywatelstwo sowiecko-rosyjskie (błąd - obywatelstwo sowieckie zostało nadane mieszkańcom polskich ziem, zajętych przez Armię Czerwoną - 29 listopada 1939 r. Gehlen pomylił się o miesiąc. Ale prawdą jest że następowało to w formie wymuszonej, kto nie przyjął obywatelstwa sowieckiego, stawał się bezpaństwowcem i jeśli nie był od razu aresztowany, to wkrótce wywieziono go na Syberię lub do Kazachstanu). Aby zachować na zewnątrz pozór dobrowolności, Sowieci również tutaj, podobnie jak i w innych krajach, zainscenizowali tzw.: referendum ludowe, którego wynik wypadł jednogłośnie za Rosją. Aż do wybuchu konfliktu niemiecko-rosyjskiego Sowieci nie mieli żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o traktowanie niedawno pozyskanych obywateli. Okupowany obszar był "opracowywany" za pomocą metod NKWD. Ponad 1 i 1/2 miliona osób narodowości polskiej (według polskich szacunków) zostało zesłanych do obozów przymusowych (głównie na Syberię). Jeńcy wojenni (dodatkowe ok. 180 000 osób) nie byli traktowani zgodnie ze swoim statusem, lecz jak przestępcy (ok. 22 000 oficerów zostało wymordowanych w Katyniu). Opieka ze strony rządu emigracyjnego nad znajdującymi się na obszarze rosyjskim Polakami była wykluczona.






CDN.

MIEJSKIE LEGENDY, OPOWIADANIA I NIEZWYKŁOŚCI - Cz. I

CZYLI MAŁO ZNANE TAJEMNICE 
I AUTENTYCZNE WYDARZENIA, 
KTÓRE OSNUWA AURA BAJKOWOŚCI 
I NIEPRAWDOPODOBIEŃSTWA





Ten temat zamierzam poświęcić opowieściom niezwykłym, nieprawdopodobnym, nieco bajkowym, które muszą zostać uznane za wytwory ludzkiej fikcji, a jednak - wszystkie one są autentyczne. Otoczka bajkowości jest na swój sposób ciekawa, gdyż jeśli uświadomimy sobie że przed nami żyli ludzie, którzy traktowali życie w nieco swobodny, iście bajkowy sposób, jak na przykład z opowieści o królewnie śnieżce i siedmiu krasnoludkach czy złej królowej - która wpatrując się w lustro pytała: "Lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy w świecie?", jeśli uświadomimy sobie że byli ludzie, którzy w bardzo podobny sposób żyli i funkcjonowali w świecie - to choć może wydać się nam to nieco dziwne, to i jednocześnie zapewne interesujące (jako pewna ciekawostka). Postaram się prezentować informacje o największych ekstrawagancjach i dziwotach tego świata, jak na przykład o szlachcicu który chodził nago (był bowiem taki "ananas" na dawnych polskich Kresach Wschodnich), czy o hrabinie, która bała się swego odbicia w lustrze, czy też o księciu który spożywał posiłki, obserwując jednocześnie tortury i kaźnie swych poddanych, lub wielu innych nietypowych przypadkach, jakie autentycznie wydarzyły się w historii. Dlatego nie przedłużając przejdę od razu do rzeczy:



SADYSTYCZNA HRABINA 
KTÓRA BAŁA SIĘ LUSTER 
Cz. I






"JEŻELI KOBIETA JEST PRAWIDŁOWO ROZWINIĘTA UMYSŁOWO I DOBRZE WYCHOWANA, JEJ POŻĄDANIE SEKSUALNE JEST SŁABE. GDYBY TAK NIE BYŁO, CAŁY ŚWIAT STAŁBY SIĘ JEDNYM WIELKIM DOMEM PUBLICZNYM (...) KOBIETA, KTÓRA DĄŻY DO ROZKOSZY SEKSUALNEJ, JEST NIENORMALNA"

dr. RICHARD von KRAFFT-EBING
"PSYCHOPATHIA SEXUALIS"
(1886 r.)



Gdy słońce już powoli zachodziło, błyszcząc jeszcze swą ciemnozłotą barwą w objęciach nocy, Plac Vendóme i okoliczne ulice rozbłyskiwały światłem latarni gazowych. Dopiero wówczas można było spotkać, sunącą się smętnie po ulicy kobiecą postać, przybraną w czarną długą suknię, której rąbek sunął po bruku za swą panią. Kobieta ta nosiła czarny kapelusz spod którego zwisała równie czarna jak nadchodząca noc - woalka, okrywająca całą jej twarz. Ta dziwna postać kroczyła w kierunku Rue de Rivoli, choć starała się za wszelką cenę nie rzucać w oczy i unikać obcych spojrzeń. Jeśli ktokolwiek przystanął przy niej lub próbował nawiązać dialog, natychmiast odchodziła, można wręcz powiedzieć że uciekała do bocznych uliczek i znikała w mroku nocy. Dziwna to była kobieta, choć bez wątpienia mijający ją przechodnie dobrze znali jej tożsamość i historię. Wiedzieli kim jest ta stroniąca od ludzi i świata dama, która swój dom przy Placu Vendóme 26 zamieniła w istny... grobowiec. Żyła tam sama jak odludek, mając do towarzystwa jedynie sędziwą służącą i dwa stare, spasione psy. W domu jej wszystko było pokryte czernią, wszystko: meble, zasłony w oknach, łóżko, nawet pościel była czarna. Miała też zaledwie kilka czarnych sukien zamkniętych w czarnych szafach na klucz, który wkładała do specjalnego sekretarzyka. W domu tym było wiele przedmiotów, brakowało tylko jednej przydatnej (szczególnie dla kobiety) rzeczy - luster. Owa dama kazała bowiem wszystkie je potłuc, gdyż nie mogła patrzeć na swoje lustrzane odbicie. Wyrzuciła też wszystkie srebrne tace i talerze, zamieniając je na drewniane odpowiedniki. Żyła w totalnej paranoi, potęgowanej upływem lat i straconą młodością, bała się starości i nienawidziła swego odbicia w lustrze, przerażała ją bowiem twarz, która tu i ówdzie zaczynała pokrywać się zmarszczkami. 

Był początek lat 90-tych XIX stulecia, a dama która w ten właśnie sposób się katowała, nosiła nazwisko: Virginia de Castiglione i była włoską hrabiną zamieszkałą we Francji. Jakiż to był upadek? Taka kobieta, taka piękność, jedna z największych, najbogatszych i najmożniejszych kobiet połowy XIX stulecia, kończyła jako sfrustrowana, stroniąca od świata i ludzi dewotka, która bała się własnego odbicia w lustrze. Doprawdy przykro było widzieć ową damę, która do niedawna za jedną wizytę w towarzystwie mężczyzny pobierała niebotyczne stawki, które stawały się jeszcze większe, gdy w grę wchodził również seks. Ale to ona o wszystkim decydowała, to ona wybierała mężczyzn którzy mogą jej zapłacić za towarzystwo i to ona wyznaczała stawki, które dochodziły nawet do... miliona franków za jedną noc. I nie była to wcale zwyczajna noc miłości, wręcz przeciwnie. Mężczyżni płacili jej bowiem za... poniżanie, za to by ich biła batem lub trzcinową rózgą, kazała im malować sobie paznokcie u nóg lub wymagała by klęczeli u jej stóp niczym niewolnicy. Tak było, ale to było kiedyś, dawno temu, w innym świecie, w innym czasie, do którego teraz owa hrabina często wracała pamięcią, siedząc w swym ponurym i ciemnym domostwie. Cofnijmy się zatem o te 35 lat i prześledźmy historię kobiety, której obawa upływającej młodości zatruwała wszelką radość życia - a nie ma nic gorszego dla kobiety, która całą swą przyszłość opiera o swój powab i urodę - niż właśnie utrata młodości i kobiecego piękna. Nic dziwnego że taka dama w przypływie żalu i złości jest gotowa rozbić wszystkie lustra jakie tylko napotka na swej drodze, aby nie przypominały jej o upływającym czasie i schyłku pięknego życia.




Był styczeń 1856 r. Powóz zaprzężony w dwa kare i dwa gniade konie mknął wśród zboczy Alp ku Langwedocji i dalej na północ, w stronę Paryża. W powozie tym znajdowały się dwie osoby - starzejący się hrabia Francesco di Castiglione i jego młoda - nie mająca nawet 19 lat - małżonka, hrabina Virginia de Castiglione (z domu Oldoini). Śpieszyli do Paryża z polecenia króla Piemontu i Sardynii - Wiktora Emanuela II (którego kochanką do tej pory była właśnie młodziutka Virginia). Piemoncki władca dobrze wiedział o problemach cesarza Francuzów - Napoleona III (bratanka Napoleona Wielkiego) z panną Harriet Howard, która nie dawała mu spokoju i chciała zaciągnąć go przed ołtarz, a gdy to okazało się niemożliwe (miss Howard - miała drobnomieszczańskie pochodzenie, a swą "szczególną" popularność i majątek zdobyła oddając się możnym i bogatym ludziom z angielskiej elity. Francuzi co prawda tolerowali związek ich cesarza z tą kobietą, ale o ślubie nie mogło być mowy. Panna Howard nie miała też wstępu do eleganckiego francuskiego towarzystwa i jak sama pisała: "Przyzwoite kobiety nie chcą mnie przyjmować, a ich niewinne córki patrzą na mnie jak na ostatnią zdzirę"). Co prawda Harriet Howard pomogła Ludwikowi Napoleonowi w zdobyciu władzy we Francji w 1848 r. (wówczas zwyciężył w wyborach prezydenckich, a właśnie panna Howard zorganizowała dla niego całą kampanię, wyprzedała wszystkie swe dobra i klejnoty, czym opłaciła ulotki i agitację związaną ze znanym nazwiskiem które przemawiało do ludu, gdyż w konfrontacji z mało znanymi kandydatami o nic nikomu nie mówiących nazwiskach, samo słowo Bonaparte przywoływało pamięć o dawnej francuskiej wielkości. Nic więc dziwnego, że w wyborach z 10 grudnia 1848 r. Ludwik Napoleon zdobył 5 500 000 głosów na 7 327 000 uprawnionych do głosowania i Boże Narodzenie spędził już w Pałacu Elizejskim), to jednak bardzo szybko jej osoba zaczęła go drażnić.






Nie był jednak w stanie się z nią rozstać, tym bardziej że ona oddała dla niego cały swój majątek i wszystko co posiadała w Anglii. Kupił jej co prawda kamienicę przy Rue du Cirque (gdzie potajemnie wciąż ją odwiedzał), ale zabronił jej przyjeżdżać do Pałacu Elizejskiego i bywać na oficjalnych balach. 2 grudnia 1851 r. (w 47 rocznicę koronacji cesarskiej Napoleona Wielkiego i 46 rocznicę wielkiej, zwycięskiej bitwy pod Austerlitz), prezydent Ludwik Napoleon dokonał zamachu stanu (podczas oficjalnego balu w Pałacu Elizejskim, wydał swym stronnikom rozkaz z napisem: "Rubikon" i dopuścił się aresztowania 26 642 osób - według starannie sporządzonych list). Wielu republikanów (w tym Wiktor Hugo) nawoływało lud do obrony Republiki przed gwałtem dokonanym przez prezydenta, ale lud tym razem pozostał bierny. Zaczęły pojawiać się głosy (potem stały się one hasłem niechęci francuskiego ludu do republikańskich polityków), które brzmiały: "Nie będziemy umierać za ich 25 franków" (25 franków - to dzienna dieta, jaką uchwalili sobie posłowie II Republiki Francuskiej za udział w obradach Parlamentu). Co prawda doszło do niewielkich protestów (3 i 4 grudnia) które zakończyły się jednak tragicznie - wojsko otworzyło ogień do ok. 1 200 ludzi zgromadzonych przed Pałacem Elizejskim, co doprowadziło do 300 ofiar śmiertelnych. 14 grudnia 1851 r. odbyło się referendum, mające uprawomocnić zamach stanu i tak też się stało (7 430 000 Francuzów opowiedziało się za dziesięcioletnią prezydenturą i specjalnymi pełnomocnictwami do ułożenia nowej konstytucji, przeciwnych temu było zaledwie 640 000 mężczyzn - kobiety we Francji uzyskały prawa wyborcze dopiero w roku 1944, a po raz pierwszy uczestniczyły w wyborach w roku 1946). Nowa konstytucja została ustanowiona już 14 stycznia 1852 r. (zarówno przez Senat, Radę Państwa jak i Zgromadzenie Legislacyjne), a 21 listopada 1852 r. odbyło się kolejne referendum, tym razem z pytaniem o restytucję cesarstwa, pod hasłem: "Cesarstwo to pokój" (7 824 000 mężczyzn opowiedziało się za jego przywróceniem, przeciwnych było jedynie 253 000 głosujących) i 2 grudnia Ludwik Napoleon przyjął tytuł Cesarza Francuzów - jako Napoleon III.




Podczas tej uroczystości obecna była również panna Howard, którą zaraz potem zaprosił nowy cesarz do swych komnat w Pałacu Elizejskim. Po miłosnej nocy, Napoleon poprosił Harriet o pewną przysługę, która była dla niego niezwykle ważna (tak przynajmniej jej to przedstawił). Otóż miss Howard została poproszona o udanie się do Wielkiej Brytanii, celem odnalezienia pewnego szantażysty, który przesyłał cesarzowi listy i deklarował że ujawni romans Napoleona z Harriet jeszcze z czasów, gdy ten mieszkał w domu Harriet. Miała ona udać się do Anglii w towarzystwie osobistego współpracownika Napoleona - Moauarda i dokonać aresztowania szantażysty. Plan był nieco śmieszny, wręcz komiczny, ale zakochana kobieta podjęła się go wykonać, byle tylko cesarz był z niej zadowolony. Nie wiedziała tylko, że to jest dla niej bilet w jedną stronę, a Moauard miał zadbać by Harriet Howard już nigdy więcej nie wróciła do Francji. Gdy więc Harriet opuściła Paryż, całując na pożegnanie swego kochanka (o którym wciąż marzyła że stanie się jej mężem), w tym samym czasie Napoleon rozpoczął przygotowania do swego małżeństwa. Wybranką cesarza (a raczej jego otoczenia) została hiszpańska hrabina - Eugenia de Montijo, młodsza od cesarza o prawie dwadzieścia lat. 30 stycznia 1853 r. odbył się ich ślub. Problem polegał jednak na tym że... Harriet Howard wcale jeszcze nie opuściła Francji. Powodem tego był fakt, iż na Kanale La Manche trwał wówczas zimowy sztorm który uniemożliwiał przeprawę, więc kobieta oczekiwała nadejścia wiadomości o poprawie pogody. Wcześniej jednak dotarła do niej informacja o cesarskim małżeństwie. Pod wpływem emocji - straciła przytomność.

Gdy tylko odzyskała świadomość, natychmiast ruszyła w drogę powrotną do Paryża, gdzie czekała ją niemiła niespodzianka. Otóż jej dom przy Rue du Cirque został przeszukany. Nic wartościowego co prawda nie zginęło, ale zniknęły listy, jakie niegdyś pisywali do siebie ona i Napoleon. Wzburzona taką zdradą kobieta (w końcu poświęciła dla niego wszystko co miała) wysłała wiadomość do Pałacu Elizejskiego, która w formie nieznoszącej sprzeciwu nakazywała cesarzowi spotkać się z nią w kamienicy przy Rue du Cirque. Napoleon III był lowelasem ("Ludwik Napoleon nie może żyć bez kobiet" - jak pisał Guy Breton) i jednocześnie tchórzem. Bał się kobiet, a raczej tego, że mógłby je jakoś skrzywdzić (co jednak zupełnie nie przeszkadzało mu, iż krzywdził je wręcz hurtowo). Przybył więc na owe spotkanie i obiecał Harriet wszystko, czego żądała (prócz oczywiście małżeństwa), po czym ponownie spędził z nią noc. Choć oczywiście nie było żadnych świadków ich spotkania, to można przypuszczać, że cesarz obiecał kobiecie, iż będzie ją odwiedzał i że "zawsze powróci na jej czerwoną sofę". Deklarował, że jego małżeństwo z Eugenią jest czysto politycznym aktem, ma ona jedynie urodzić mu legalnego potomka, który przejmie władzę we Francji i stanie się głową rodu Bonaparte po jego śmierci. Harriet zapewne w to uwierzyła, bowiem jej stosunek do Napoleona znów uległ zmianie i od tej pory wyczekiwała tylko ich kolejnego miłosnego tete a tete. Na zgodę cesarz ofiarował jej zamek Beauregard - który jednak wymagał gruntownej przebudowy. Na czas remontu Napoleon III pozwolił Harriet zamieszkać w Wersalu, deklarując jej, że będzie to jej (tymczasowy) pałac. Zadowolona kobieta (której cesarz przyznał również odpowiednią pensję), wyjechała do Wersalu i zaczęła go urządzać według własnego gustu. Wprowadziła też odpowiednie stroje dla służby - dla kobiet długie, jasnoróżowe suknie, dla mężczyzn zielone uniformy. Czuła się jak prawdziwa władczyni, jak żona cesarza i tak właśnie zaczęła się zachowywać.


HARRIET HOWARD 


 
Pozwalała sobie nie tylko na ekstrawagancje modowe, lecz również obyczajowe. Pewnego razu, gdy cesarz odbierał paradę wojskową na Placu Inwalidów, wjechała swym powozem na środek placu, podjechała do stojącego Napoleona i... wciągnęła cesarza do środka, po czym kazała woźnicy odjechać. Gdy cesarzowa Eugenia się o tym dowiedziała, urządziła Napoleonowi potworną kłótnię, domagając się odesłania z Francji owej "zdziry". Napoleon oczywiście obiecał małżonce że to uczyni, ale... nie uczynił. Co prawda drzwi cesarskiego pałacu zostały dla Harriet bezpowrotnie zamknięte, nie przeszkadzało to jednak Napoleonowi wciąż odwiedzać ją w Wersalu, musiał jedynie zadbać o względy bezpieczeństwa (przebierał się w strój mieszczanina bądź chłopa). Cesarz musiał uciekać w romanse, gdyż w towarzystwie cesarzowej nie mógł sobie pozwolić na żadne głębsze uczucie (gdy tylko się do niej zbliżał, Eugenia twierdziła że boli ją głowa i musi udać się na spoczynek, a potem skarżyła się do swych dam dworu że cesarz: "Ciągle chce ode mnie tylko jednego"). Tak więc liczne kochanki (bez których nie mógł żyć) były zarówno odskocznią przed purytańską żoną, co bała się zbliżenia (a gdy do niego dochodziło, nie pozwalała się obnażyć i kazała gasić światła). Gdy więc Harriet opuściła Wersal i przeniosła się na zamek Beauregard, Napoleon postanowił wydać ją za mąż. Oczywiście małżeństwo miało być jedynie przykrywką, łagodzącą humory cesarzowej i umożliwiającą ich dalsze schadzki, ale powstał problem - bowiem nikt nie chciał się dobrowolnie ożenić z panną Howard, znając jej wcześniejszą reputację. Ostatecznie cesarz znalazł kandydata - był nim młody angielski kapitan Clarence Trelawny, który w zamian za dożywotnią rentę, podjął się ożenku z miss Harriet Howard. Do małżeństwa doszło 15 maja 1854 r. a kapitan Trelawny, widząc iż jego żonka jest wciąż ładną kobietą, zaproponował jej wspólną noc poślubną, którą ta odrzuciła, deklarując iż jest jego żoną tylko na papierze. Tę noc spędziła z cesarzem. Gdy przyszywany małżonek zrozumiał że nie zdoła przekonać Harriet do wspólnego życia, w roku następnym (1855) wyjechał do Anglii, zostawiając ją samą na zamku Beauregard. 

W tym właśnie czasie również Napoleon coraz rzadziej odwiedzał pannę Howard, aż wreszcie całkowicie zaprzestał tych wizyt. I wówczas właśnie król Piemontu Wiktor Amadeusz II postanowił przysłać mu nową (dupę) damę do towarzystwa i dlatego też małżeństwo de Castiglione zdążało do Paryża. A tymczasem w Paryżu na balach triumfy święciła cesarzowa Eugenia de Montijo, która zaczęła wprowadzać we Francji nowy rodzaj mody. Zniknęły białe peruki i złoty puder, teraz kanonem kobiecego piękna stała się blada cera i jasne włosy, czyli ogólnie rzecz biorąc - naturalność. Cesarzowa (choć niezwykle dewotyczna), była bardzo wytworną kobietą. Upowszechniła też modę na krynoliny (czyli szerokie, sztywne suknie, rozpięte na metalowych obręczach, pod którymi jak mawiano: "Kobiety mogą być nawet nago". W czasach II Cesarstwa niejeden młodzian - aby nie zostać nakrytym - chował się pod takimi właśnie sukniami, często swych własnych kochanek -o czym też napiszę). Moda lat 40-tych (krynoliny oczywiście znane były wcześniej, ale dopiero w latach 50-tych XIX wieku zostały ostatecznie spopularyzowane) z ciężkimi i kłopotliwymi w noszeniu sukniami, ustępowała miejsca coraz bardziej swobodniejszym sukienkom. Opięte w podtrzymującymi odpowiednią szerokość halkami kobiety, na które nakładano również spięte fiszbinami suknie - musiały czuć się wybitnie niekomfortowo (nie mówiąc już o tym, że ledwie mogły wykonywać w tych strojach dłuższe kroki). W 1856 r. wprowadzono właśnie tzw.: "krynoliny klatkowe", które pozwoliły kobietom na o wiele swobodniejsze ruchy. Pozwalało im to zarówno schylać się bez przeszkód jak i chodzić (należało tylko uważać by owa "klatka" zbytnio się nie rozkołysała). Dochodziło wówczas też i do takich kuriozów, że ruch sukni powodował iż kobietom odsłaniały się stopy (w Wielkiej Brytanii z tego powodu powstał nawet ruch, który protestował przeciwko upowszechnianiu się krynolin klatkowych, gdyż "demoralizują one kobiety i sprowadzają je na złą drogę"), ale mimo to, bardzo szybko, w przeciągu kilku lat moda na tego typu suknie stała się powszechna wśród kobiet (jak pisał ok. 1860 r. William Hardman do swego przyjaciela Holroyda: "Dziewczęta naszych czasów lubią pokazywać nogi, nie widzę więc powodu by im w tym przeszkadzać. Im się to podoba, a nam nie czyni żadnej szkody"). 




Od roku 1858 zarówno cesarzowa Francji - Eugenia de Montijo, jak i cesarzowa Austrii - Elżbieta Amalia von Wittelsbach (znana bardziej jako "Sissi"), jak również królowa Wielkiej Brytanii - Wiktoria Hanowerska, jak królowa Hiszpanii - Izabela II de Burbon, jak żona cara Rosji - Aleksandra Fiodorowna i jej synowa - Maria Aleksandrowna, jak Paulina Metternich (żona ambasadora austriackiego we Francji, która nosiła nieoficjalny przydomek, nadany jej przez francuskie damy: "Królowej Zarazy") i wiele innych kobiet zarówno z elity, ludu a nawet prostytutek, wybierało właśnie krynoliny nowego stylu. Stało się tak szczególnie po otwarciu w 1858 r. w Paryżu pierwszej firmy (domu mody) sukien damskich, prowadzonej przez mężczyznę (bowiem dotąd jedynie kobiety były krawcowymi, szyły i projektowały suknie) - Anglika - Charlesa Wortha. Jego dom mody "Worth i Bobergh", napotykał początkowo na wiele trudności. Przede wszystkim pukano się w głowę na samą myśl o "damskim krawcu" (gdy wcześniej Worth zaproponował panu Gagelin otwarcie podobnego salonu mody, ten stuknął się w czoło mówiąc że: "szycie sukien to babska robota"). Wielu nie potrafiło zrozumieć jak taki krawiec będzie się zachowywał w stosunku do kobiet-modelek? jak będzie je dotykał? będą się przy nim rozbierały? Ale jakoś udało się to pogodzić i nie była to jedyna nowość czasów restauracji dynastii Bonaparte we Francji. Francuskie (ale również i brytyjskie) elity zabawiały się na przykład w spożywanie posiłków z leżących na półmiskach, przystrojonych w warzywa i owoce - zupełnie nagich kobiet (tak właśnie zostały wniesione w Paryżu, Londynie czy Petersburgu sławne kurtyzany jak "Dama Kameliowa" - Marie Duplessis czy Cora Pearl), oraz oglądając nowy, skoczny taniec o nazwie - kankan i podziwiając smukłe nogi tańczących kobiet. Do takiego właśnie Paryża zdążała z północnej Italii młodziutka Virginia de Castiglione.




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...