WYŚWIETLENIA

28 lipca 2025

WINO, KOBIETY I... TRON WE KRWI - CZYLI PONURY CIEŃ BIZANCJUM - Cz. I

NIM JESZCZE 
NAD KONSTANTYNOPOLEM 
ZAŁOPOTAŁ ZIELONY 
SZTANDAR MAHOMETA





VARIA


W cieniu komnaty stała masywna postać mężczyzny, opartego o kolumnadę i wpatrującego się bezmyślnie w dal. Im bliżej podeszło się ku tej postaci, tym widać było znacznie lepiej iż jest to majestatyczna osoba, od której oblicza bije powaga i godność monarsza. Jednak mimo iż z wyglądu człowiek ten przypominał monarchę, to jednak jego zachowanie niczym nie przypominało monarszej pewności siebie i zdecydowania. Postać stała przy oknie, wychodzącym na pałacowy ogród i wpatrywała się w jaśniejące w oddali budowle Paryża. Tak, postać ta była może majestatyczna, ale wzrok jego wydawał się tępy, zupełnie pozbawiony jakiegokolwiek blasku, jakiegokolwiek celu. Ten potężnie wyglądający człowiek, który skończył już pięćdziesiąty drugi rok życia rzeczywiście w niczym nie przypominał monarchy. Był to raczej smutny, zrezygnowany mężczyzna, który już od dawna nie doświadczył żadnej radości - przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Mimo to, doprawdy trudno by było odebrać mu jakąkolwiek dostojność, czy to w jego ruchach, czy też w zachowaniu i nie połączyć jej z godnością królewską. I rzeczywiście, ów wpatrujący się bezmyślnie w dal mężczyzna istotnie był monarchą, ale kto wie czy wówczas nie pragnąłby bardziej stać się zwykłym poddanym, aby tylko zdjąć ze swoich barków to ogromne brzemię, jakie musiał dźwigać już od ponad dziesięciu lat, czyli od czasu, gdy wstąpił na cesarski tron w Konstantynopolu, tej ostatniej teraz pozostałości po dawnym, cesarskim Rzymie. Był to bowiem cesarz Manuel II z dynastii Paleologów, który jednak władał już państewkiem tak słabym, tak małym i tak smutnym, iż doprawdy powodował żałość wszystkich, z którymi się stykał.

Ponad dwa lata wcześniej - 10 grudnia 1399 r. opuścił on potężne mury swej stolicy i wyruszył w podróż po Europie, pragnąc sprowadzić odsiecz dla swojej, zagrożonej atakiem niewiernych Turków Osmańskich, ojczyzny. W towarzystwie francuskiego marszałka Boucicaut, przemierzył on Wenecję (gdzie nawet gotów był przekazać Konstantynopol w ręce tamtejszych dożów, w zamian za realne wsparcie militarne, udzielone jego upadającemu Cesarstwu). Niewiele jednak wskórał, choć przemierzył Italię wzdłuż i wszerz. Następnie pojechał do Francji, gdzie był podejmowany przez króla Karola VI, którego nie na darmo zwano "Szalonym", gdyż rzeczywiście co jakiś czas popadał w obłęd (były okresy nawrotu jego szaleństwa, iż twierdził np. że jest cały ze szkła i jeśli ktoś go dotknie, to może się stłuc 🥴). Tam też niczego nie załatwił, po czym skierował się ku Brytanii i w Londynie został powitany przez króla Henryka IV z niezwykłą wprost gościnnością. Cały Londyn wyległ na ulice aby ujrzeć tego władcę, który na swych barkach nosił godność, powagę i wielkość dawnego Rzymu, a który tu przybywał błagać o pomoc. Jakże zmiennymi kolejami losu podaża fortuna. Doprawdy przykry to był widok - czego wyraz dał jeden z obecnych tego dnia angielskich dziejopisów, osobiście obserwując przyjazd monarchy z dalekiego, dość egzotycznego dla Anglików kraju. Zapisał on bowiem w swym dzienniku takie oto słowa: "Rozważałem w głębi duszy bolesny fakt, że ten wielki władca chrześcijański z dalekiego Wschodu, na skutek niebezpieczeństw czyhających ze strony niewiernych, zmuszony został odwiedzać na Zachodzie odległe wyspy, aby tu prosić o pomoc. Mój Boże! Gdzież jesteś, o chwało dawnego Rzymu? Wspaniałość twojego Cesarstwa leży dzisiaj w gruzach (...) Któż chciałby kiedyś uwierzyć, że popadniesz w tak wielką nędzę, że ty, któraś panowałaś niegdyś nad światem, zasiadając na wysokim tronie, nie będziesz teraz zdolna nieść pomocy chrześcijańskiej wierze".

Ów wielki władca, który sam dźwigał jedynie cień dawnej chwały, wcale nie pragnął jednak wracać do oblężonego przez Osmanów, wielce wyludnionego już Konstantynopola. W drodze powrotnej zatrzymał się ponownie w Paryżu, gdzie miał ponoć chwilę odpocząć. I rzeczywiście, odpoczywał, już od dwóch lat przebywając na francuskim dworze, nie miał ani ochoty, ani odwagi powrócić z niczym do swojej stolicy. Cóż bowiem miał czynić? odbył długą i kosztowną podróż na Zachód, która poszła całkowicie na marne. Owszem, otrzymał kilka mglistych obietnic, złożonych bardziej na odczepnego, ale nie było żadnych konkretów, nie prowadził ze sobą żadnej armii, która mogłaby rozerwać blokadę Konstantynopola. Cóż miał czynić? Wracać? Po co? Do czego, do skazanego na zagładę miasta, którego los już został przypieczętowany, a upadek był kwestią kilku lub kilkunastu miesięcy. Najchętniej pozostałby tu, w Paryżu. Tęsknił też co prawda za żoną i dziećmi, których umieścił w Morei na Peloponezie (w przecudnym mieście Mistrze, która to stała się ośrodkiem odnowionego hellenizmu. Zabawne, ponoć niektórzy tamtejsi mieszkańcy zamyślali nawet eksportować ów nowy hellenizm na inne części dawnej Hellady, w tym na ziemie opanowane przez Osmanów. Ta myśl musiała wprawić cesarza - choć na krótko - w lepszy humor, jednak szybko on ustępował, na myśl iż posiadłości dawnego Cesarstwa ograniczają się obecnie właśnie do samej Morei z Mistrą i oczywiście niewielkiego rejonu wokół samej stolicy - Konstantynopola. Zresztą Mistra i tak była ludniejsza i żywo tętniąca życiem, w porównaniu z na wpół wyludnionym miastem nad Bosforem - skąd uciekli już wszyscy, którzy cokolwiek posiadali, a pozostali w mieście jedynie najubożsi i ci, którzy bronili murów. Cóż jednak czynić, w stolicy władał brat Manuela - Jan VII Paleolog, który wcześniej był też konkurentem Manuela do władzy. 

Może lepiej nie wracać? Może niech to na Jana spadnie hańba kapitulacji sławnego miasta Konstantyna, może tak będzie lepiej. Osiąść tutaj, we Francji, w Paryżu, sprawdzić żonę i dzieci z Morei (gdzie je umieścił w obawie przed ewentualną próbą Jana zamordowania jego synów). Jakże był władcą. Jakże łatwe życie mają niewolnicy, wolni od podejmowania decyzji. Jakże w tych dniach Manuel chciałby zamienić się, choć na trochę, miejscami ze zwykłym służącym. Jaka to byłaby ulga, nie musieć nic czynić z własnej woli, z własnego rozumu, a być jedynie wykonawcą czyichś poleceń - jakże wówczas łatwo było żyć. Tego typu myśli bez wątpienia musiały kłębić się w głowie człowieka, opierającego się teraz o kolumnadę królewskiego pałacu i patrzącego w dal, na Paryż. W oddali jednak dochodziły go odgłosy czyichś kroków. Kroki te z każdą minutą stawały się coraz donioślejsze i coraz lepiej słyszalne. Wreszcie, gdy zaczęły przypominać dudnienie, Manuel ocknął się i niechętnie odwrócił głowę w kierunku drzwi wejściowych, w których niechybnie musiałby wkrótce pojawić się sprawca całego tego zamieszania. Odczekał chwilkę, wpatrując się jednak w kierunku drzwi wejściowych tym samym, bezładnym wzrokiem, jakim wcześniej spoglądał na miasto i gdy wreszcie w drzwiach ukazała się postać posłańca, odetchnął z ulgą. Wreszcie - pomyślał, choć doprawdy niezbyt ciekawiły go informacje, które miał nadzieję usłyszeć, a spodziewał się najgorszego, łącznie z upadkiem samego Konstantynopola. Posłaniec wbiegł do komnaty, po czym bizantyjskim zwyczajem upadł na kolana i trzymając w dłoni zwój papieru, zwrócił się do Manuela tymi oto słowy:

- Wasza Cesarska Mość, przynoszę wieści bezpośrednio z Anatolii. Pędziłem tutaj przez trzy tygodnie, nie dając wytchnienia koniowi, by przynieść ci Panie tę wiadomość.

- Mów zatem, miejmy to już za sobą - odrzekł cesarz.

- Wasza Cesarska Mość, mam ci przekazać wiadomość, iż 28 lipca Roku Pańskiego 1402, sułtan osmański Bajazyd I, niewierny pies, który tyle krwi napsuł Cesarstwu Rzymskiemu, został pokonany w bitwie na wzgórzach wokół Ankary i dostał się do niewoli zwycięskiego, przybyłego ze Wschodu Timur-lena, chana Ordy z Samarkandy, potomka dawnego Czyngis-chana. 

- Co rzekłeś? - Manuel w pierwszej chwili nie dosłyszał, gdyż spodziewał się zupełnie innej wiadomości i przygotowany był raczej na najgorsze.

- Wasza Cesarska Mość, Konstantynopol jest ocalony, sułtan Bajazyd dostał się do mongolskiej niewoli, państwo Osmanów jest w totalnej rozsypce, wojska oblegające miasto w ciągu jednej nocy po prostu rozpłynęły się. Panie, Bóg, rękoma barbarzyńców ze Wschodu ocalił nasze państwo, tę oto wiadomość pragnę ci przekazać, która zapisana jest w tymże dokumencie, ręką Twego cesarskiego brata. 

- To, n...nie...niemożliwe, jak to? Bajazyd w niewoli - Manuel nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał - ten sam Bajazyd, który przed sześciu laty rozgromił pod Nikopolem chrześcijańskie wojska króla węgierskiego - Zygmunta Luksemburskiego? Ten sam Bajazyd, który już widział się władcą Konstantynopola? To niemożliwe?!

- Możliwe Panie, brat twój przesyła ci tę radosną wiadomość, jesteśmy ocaleni.

- Bogu Miłościwemu niech będą dzięki i synowi Jego, Jezusowi Chrystusowi Panu naszemu i Zbawicielowi - rzekł Manuel, upadając na kolana i składając ręce w modlitwie dziękczynnej - Jesteśmy ocaleni, Boże Miłosierny dzięki Ci po tysiąckroć.


MANUEL II




Tak oto zwycięstwo Tamerlana pod Ankarą z lipca 1402 r., przedłużyło życie Cesarstwa Bizantyjskiego o kolejne pół wieku. Ale niestety, ani Manuel II, ani też jego następcy nie potrafili wykorzystać danego im czasu na gruntowną modernizację skostniałego aparatu państwowego i zapewnienia sobie realnych sojuszy militarnych, które mogłyby w przyszłości przynieść Konstantynopolowi realne wsparcie na wypadek kolejnego osmańskiego ataku. Stolicę Bizancjum zdobył w maju 1453 r. młody, zaledwie 21-letni sułtan Mehmed II Zdobywca. Był on prawnukiem wziętego do niewoli przez Tamerlana, sułtana Bajazyda I zwanego Błyskawicą (od szybkości dokonywanych przez niego ataków). Jednocześnie Mehmed Zdobywca był też pradziadem dla kolejnego wielkiego sułtana osmańskiego - Sulejmana Wspaniałego, którego to panowanie określa się jako największy i najwspanialszy okres osmańskiej potęgi.






A tymczasem w kolejnej części przejdę już do dość odległych dziejów wschodniego Cesarstwa, które potem otrzyma nazwę "Bizantyjskie", gdyż cofniemy się o ponad... dwanaście stuleci


CDN. 
 

KOBIETA JEST UKORONOWANIEM STWORZENIA - Cz. I

CZYLI KIEDY I GDZIE W HISTORII
ISTNIAŁ MATRIARCHAT?





Kiedy i czy w ogóle istniał Matriarchat? Dobre pytanie, ale odpowiedź na nie niekoniecznie musi być jednoznaczna, należy bowiem sobie uświadomić, że dotychczasowe teorie o istnieniu pierwotnego matriarchatu w epoce przed-starożytnej są błędne. Nie było matriarchatu przed powstaniem wielkich ludzkich cywilizacji (choć oczywiście były okresy że kobiety stanowiły najcenniejsze dobro w danym plemieniu, ale jedynie pod tym względem, że to one dawały nowe życie - dzięki czemu zapewniały przetrwanie danej zbiorowości). Wcześniejsze epoki można by określić jako okres "Płodnych Heter", ale nie miało to nic wspólnego z klasyczną definicją matriarchatu, jaka została zdefiniowana w XIX wieku i przetrwała po dziś dzień. Niektórzy sądzą że odnajdywane na terenie Anatolii i na Bliskim Wschodzie figurki kobiet o pokaźnych kształtach, są dowodem na istnienie dawnego matriarchatu. Wybaczcie ale gdyby ktoś w przyszłości (posługuję się tutaj określeniami które są nam bliskie jako ludziom żyjącym tu i teraz, ale należy pamiętać że ani przeszłość, ani przyszłość realnie nie istnieją - to co było nigdy nie ginie, a dodatkowo często powraca w zmienionej formie - ale to są rozważania na zupełnie inny temat), odnalazł Playboya (lub inne "gazetki"), gdzie przecież też są głównie kobiety - to musiałby uznać, że w naszych czasach istniał matriarchat? A czy posąg Ateny Promachos i inne figurki greckich bogiń stawiane na ateńskim Akropolu, świadczyły, iż w owym greckim mieście panował matriarchat? No chyba nie, prawda? (tym bardziej że w Atenach kobiety nie miały praktycznie żadnych praw, poza tymi które wypływały z ich obowiązków jako żon i matek). 

Tak samo prehistoryczne figurki "Venus" wcale nie muszą świadczyć o istnieniu matriarchatu, ale (jak to ujęła pewna amerykańska archeolog, której nazwisko niestety wypadło mi z głowy) mogą wręcz być po prostu... erotycznymi totemami, podobnymi do dzisiejszych Playboyów. A jeśli nawet założyć, że spełniały one jakieś funkcje kultowe, to również nie świadczy o istnieniu matriarchatu, gdyż w dziejach najróżniejszych ludów było pełno kobiecych bóstw, co wcale nie oznaczało, że te nacje były rządzone przez kobiety (tak naprawdę nigdy nie istniała rozwinięta cywilizacja, w której dominowałyby tylko kobiety. Wszystkie tego typu plemiona po dziś dzień nie wyszły ze stanu pierwotnego rozwoju, co dobitnie świadczy że matriarchat może się uchować jedynie w niewielkich społecznościach, żyjących w oddaleniu od świata zewnętrznego na niskiej stopie rozwoju cywilizacyjnego. Tak to już jest że wszystkie rozwinięte cywilizacje zbudowali mężczyźni i nie jest to przejaw seksizmu czy szowinizmu, ale fakt wynikający z naturalnych predyspozycji rodzaju męskiego, który poprzez wzajemną konkurencję - a jednocześnie aby zdobyć rękę i serce swej wybranki - robią rzeczy zarówno niebezpieczne jak i głupie, szalone oraz wzniosłe. Ale ogólnie rzecz biorąc mężczyzna jest dość prostą konstrukcją, zupełnie inaczej niż kobieta). Matriarchat nie istniał jako jeden złożony system "przed patriarchatem" (jak chciałyby na przykład feministki), tylko obowiązywał w pewnych niewielkich grupach lub zgromadzeniach na równi z systemem patriarchalnym (który dominował). W tym temacie pragnę opowiedzieć właśnie o owych okresach, miejscach i nacjach w których realnie zaistniał matriarchat, jako... uzupełnienie patriarchatu. Przejdźmy zatem do tematu:



I
STAROŻYTNY EGIPT
BOSKIE MAŁŻONKI AMONA-RE
(ok. 1140 r. p.n.e. - 525 r. p.n.e.)
Cz. I





"PRACUJ DLA BOGA A ON
TEŻ BĘDZIE PRACOWAŁ DLA CIEBIE"

"NAUKI DLA KRÓLA MERINKARE"



Kobiety kapłanki istniały w historii Egiptu od czasów najdawniejszych, choć ich rola w większości sprowadzała się do funkcji drugorzędnych lub symbolicznych. W czasach największej świetności Egiptu, kapłanki pełniły funkcje pośrednie, były w zasadzie jedynie żeńskim uzupełnieniem kapłanów, z tym że nie były im równe. Hierarchia oczywiście istniała też wśród samych kapłanów, ale kobiety-kapłanki były poza tą skalą, jakby... pod nią. W Egipcie bowiem, od czasów najdawniejszych (tynickich) wśród kleru dominował "Ojciec Boży" (czyli "It-Neczer"), z reguły był to teść lub szwagier panującego władcy. Wchodził on w skład grupy tzw.: "Towarzyszy Horusa" ("Szemsu-Hor"), grupującej najbliższe otoczenie faraona. Należy jednak pamiętać że zarówno w Starym jak i Średnim Państwie był to tytuł jedynie symboliczny, nie mający większych związków z kultem religijnym (to faraon bowiem w czasach pierwszych dynastii był bogiem, a następnie "synem boga" i najwyższym kapłanem, wszyscy inni byli tylko jego pomocnikami), zresztą do czasów Nowego Państwa nie istniała w Egipcie zorganizowana kasta kapłańska (kapłanów było bardzo mało, a ci, którzy byli, także pełnili swe funkcje w imieniu władcy). Prawdziwa rewolucja pod tym względem nastąpiła dopiero za rządów XVIII Dynastii, a konkretnie królowej (kobiety-faraona) Hatszepsut, która jako pierwsza (ok. 1479 r. p.n.e.) przyznała swemu ulubieńcowi, kapłanowi Hapusenebowi tytuły: "Najwyższego Kapłana", "Strażnika Królewskiej Pieczęci", "Jedynego Przyjaciela", "Usta władcy Górnego Egiptu" i "Żywe Uszy Króla Dolnego Egiptu". To właśnie od panowania Hatszepsut możemy mówić o zaistnieniu scentralizowanej kasty kapłańskiej z Arcykapłanem Amona-Re rezydującym w królewskich Tebach (pierwszym kapłanem, który pełnił tę odpowiedzialną funkcję i zdominował kastę kapłańską Egiptu czyniąc ją podporządkowaną arcykapłanom z Teb - był właśnie Hapuseneb, choć dzielił on władzę nad państwem z jeszcze dwoma innymi mężczyznami, pozostającymi u boku królowej - Senenmutem (głównym administratorem i zarządcą majątku Hatszepsut), oraz Ahmes Pen-Nechbet'em (jej głównym sekretarzem).

Władza arcykapłana Amona-Re z Teb była ogromna, podlegali mu bowiem nie tylko wszyscy kapłani tego boga w całym kraju (we wszystkich nomach), lecz także pośrednio kapłani innych bogów. Był on określany "Pierwszym Sługą Bożym". To on uczestniczył we wszystkich najważniejszych świętach ku czci Amona-Re, otwierał i prowadził procesje ku czci boga, tylko on mógł "zadać pytanie" bogu i oczekiwać odpowiedzi w formie wyroczni, on też jedynie (oprócz samego faraona) mógł wejść do "Najświętszego Świętych" - miejsca gdzie znajdował się dobrze zamknięty w specjalnym skarbcu posąg boga, który codziennie rano był wyjmowany, dokładnie myty i częstowany przyniesionymi przez arcykapłana ofiarami. Tylko arcykapłan (i król oczywiście) mógł codziennie oglądać posąg swego boga, dla innych kapłanów był on niedostępny (jedynie można go było ujrzeć podczas świąt publicznych, gdy niesiony w lektyce, lub płynący Nilem na barce, był z daleka obserwowany przez tłumy wiernych). W rękach arcykapłana z Teb kumulowała się potężna władza nie tylko finansowa (na początku panowania faraona Ramzesa III - ok. 1187 r. p.n.e. - dla jednej tylko świątyni Amona w Karnaku pracowało 86 486 osób, w większości byli to chłopi pracujący na ziemi oraz ofiarowani świątyni niewolnicy. Należy również pamiętać, że w Luksorze - z tych dwóch dzielnic składały się królewskie Teby - znajdowała się druga wielka świątynia Amona, na którą pracowała zupełnie inna liczba chłopów i niewolników, a przecież obie te świątynie bezpośrednio podlegały arcykapłanowi Amona-Re, przy czym Wielki Papirus Harris - na którym odnotowano te liczby - nie mówi nic o zatrudnionych w świątyni kapłanach, zarówno tych stałych jak i tych czasowych - bo i tacy byli, których też musiała być pokaźna liczba).

Z czasem arcykapłani Amona-Re stali się realnymi władcami Górnego Egiptu, oraz... konkurentami faraonów do władzy nad całym krajem. Jeden z takich potężnych arcykapłanów - Pinedżem I mianował swą córkę - Maatkare I - "Boską Małżonką Amona" (ok. 1070 r. p.n.e.) cedując na nią cześć swej ogromnej władzy. Oczywiście Maatkare nie była pierwszą "Boską Małżonką", gdyż ten tytuł otrzymywały wcześniej księżniczki dynastii panujących, ale realna władza skupiona pod tą funkcją tak naprawdę zaczyna się dopiero od księżniczki Iset IV (córki faraona Ramzesa VI), która otrzymała tę funkcję ok. 1140 r. p.n.e. A jednak władza, jaką otrzymały i dzierżyły owe kobiety, choć bardzo wielka, nie była jeszcze całkowita, dopiero bowiem od VIII wieku p.n.e. władza kobiet "Boskich Małżonek Amona-Re" staje się całkowita (następuje bowiem realna likwidacja funkcji arcykapłana Amona) i dopiero od wyniesienia Szepuseneb I (córki faraona Osorkona III) w 754 r. p.n.e. (czyli w czasie gdy na północnym-zachodzie, na innej ziemi dwaj bracia - Romulus i Remus mieli wytyczyć etrusco ritu i wyznaczyć pierwsze granice wioski, zwanej w przyszłości jako Rzym), możemy mówić o zaistnieniu pierwszej w Egipcie całkowitej formy kapłańskiego matriarchatu (funkcja "Boskiej Małżonki" była oczywiście dziedziczona jedynie w linii żeńskiej, a władza, jaką otrzymały w tym czasie kapłanki, była równa tej, którą przed wiekami dzierżyli arcykapłani Amona-Re. W zasadzie można powiedzieć że od wyniesienia Szepuseneb I władza faraona nad Górnym Egiptem była jedynie symboliczna, a prawdziwymi monarchami tego kraju stawały się Boskie Małżonki Amona), który przetrwa ponad dwieście lat, aż do czasu, gdy król Persji - Kambyzes II najedzie Egipt (525 r. p.n.e.), podbije go i podporządkuje swej władzy, jednocześnie likwidując status "Boskiej Małżonki" i pozostawiając jedynie męskie funkcje kapłańskie - kobiety-kapłanki wróciły więc do roli, jaką pełniły przed wiekami, czyli kapłanek niższego szczebla z tytułem "hem" - "niewolnica świątynna". Aleksander Wielki po podboju Egiptu w 332/331 r. p.n.e. również nie przywróci już tej funkcji.




Ale nim do tego bezpośrednio przejdę, chciałbym na moment zająć się kwestią kapłańskiej hierarchii z czasów Nowego Państwa (głównie dynastie XVIII-XXI). Tak więc prócz arcykapłana Amona-Re ("Pierwszego Proroka"), w świątyni znajdowali się i inni kapłani. Drugim w hierarchii ważności kapłanem, był... drugi kapłan Amona-Re ("Drugi Prorok"), który zajmował się kwestiami administracyjnymi, kontrolą wszystkich ziemskich posiadłości świątyni (nie tylko tych w Tebach, w których urzędował, ale wszystkich w całym kraju), warsztatów oraz spisem darów, jakie do faraona i do arcykapłana przysyłali zależni książęta z Palestyny, Syrii, Nubii i Libii (czyli miał dość dużo pracy), choć oczywiście w tym wszystkim pomagali mu dwaj kolejni "prorocy" (Trzeci i Czwarty). Wiadomo jednak, że ani Drugi, ani Trzeci i Czwarty "Prorok" nie sprawowali swej władzy bezpośrednio, oni też wysługiwali się całą masą mniejszych kapłanów świątyni ("Domu Amona"), noszących tytuł "Sługi Bożego" ("Hem-Neczer" - przy czym słowo "hem" oznaczało również niewolnika). Ale i oni mieli swoich podwykonawców którym zlecali określone zadania, byli to "Ojcowie Boży" ("It-Neczer"), którzy odpowiadaliby naszym lokalnym księżom. Oni też mieli swoich pomocników, którymi to byli tzw.: "Czyści" ("Uab"). Funkcja którą pełnili "Czyści" była przeciwwagą ich nazwy i należała do... bardzo brudnych, a kapłani ci nie mieli z tego powodu nawet prawa wstępu do świątyni (podobnie jak wszyscy wierni). Czym zajmowali się "Czyści"? Byli to po prostu kapłani zarzynający zwierzęta ku czci boga na ofiarę (niektórzy z nich posiadali nawet własne rzeźnie). Musieli się przy tym myć nawet kilka razy dziennie a i tak nie mieli prawa wejścia do sanktuarium, oraz spożywania posiłków bezpośrednio przy świątyni. Z biegiem wieków tytuł ten spowszedniał, a w czasach XXI Dynastii (ok. 1070 r. p.n.e. - 945 r. p.n.e.) każdy obywatel Górnego Egiptu był uważany właśnie za "Czystego" i mógł sprawować tę kapłańską funkcję. 

O ile bowiem tytuł "Uab" stanowi najniższy stopień kapłańskiej hierarchii (niżej stali już tylko pisarze świątynni, świątynna straż, odźwierni i "sprzątacze" którym podlegali niewolnicy), to i tak stali oni wyżej od kobiet-kapłanek (wyłączając jedynie córki królewskie i żony arcykapłana), które w czasach Nowego Państwa pełniły jedynie funkcje pomocnicze (kapłanki-tancerki, kapłanki-muzykantki, kapłanki-położne "piastunki Chonsu" - zatrudnione szczególnie w świątyniach Chonsu {największą z nich zaś była ta w Karnaku, gdzie znajdowała się wielka sala porodowa}, no i oczywiście mieszkanki "haremu świątynnego" - "damy haremowe" z Luksoru {to były po prostu akrobatki, które urozmaicały święta swymi występami}). Kobiety-kapłanki jednak grupowały się (podobnie jak mężczyźni) w swoich zakonach, a nad wszystkimi żeńskimi zakonami (czyli tymi, które wymieniłem wyżej), władzę sprawowała małżonka arcykapłana Amona-Re, która to jako jedyna (nie licząc księżniczek dynastii panującej) piastowała honorowe funkcje i realną władzę przed nastaniem "matriarchatu świątynnego" w Egipcie. Była więc zwierzchniczką haremu Amona-Re (sprawowała kontrole nad akrobatkami), "Matką Bożą Chonsu-dziecka" (kontrola nad położnymi), "Prorokinią Mut", "Prorokinią Mina" (tego boga ze sterczącym fallusem, który miał być patronem męskiej witalności), "Prorokinią Horusa i Izydy", "Prorokinią Ozyrysa" oraz "Prorokinią Pana Lu-Red" (kobiet-kapłanek zajmujących się ziołolecznictwem w świątyni Amona-Re na Wyspie Roślinności w XVI nomie Górnego Egiptu), oraz "Białą z Necheb" (sprawowała kontrolę nad czarnoskórymi kapłankami Nubii). Była więc swoistym wyjątkiem jeśli idzie o kapłaństwo kobiet w czasach Nowego Państwa (czyli największej świetności starożytnego Egiptu). 

Należy też pamiętać że religia starożytnych Egipcjan była religią bardzo tajemniczą i elitarną. Wierni na przykład nie mogli nawet przekroczyć progu świątyni. Poza tym było bardzo wiele tajemnych rytuałów zupełnie nieznanych dla reszty ludzi (wiernych). Należał do nich właśnie "Rytuał Boskiego Kultu" (o którym wspomniałem wyżej iż sprawował go jedynie arcykapłan, który każdego ranka po dokonaniu oczyszczającej ablucji, odwiedzał boga w "Najświętszym Świętych", czyli specjalnym miejscu świątyni, w którym znajdował się posąg boga), rytuał puryfikacji (obmywanie i okadzanie boga lub... faraona), recytacja tajemnych zaklęć i liturgicznych pieśni (np. "Bądź w pokoju, bądź w pokoju żyjąca duszo która pokonuje swych wrogów" lub "Otwierają się bramy nieba, otwierają się bramy ziemi (...) Bramy nieba są otwarte (...) wielka Dziewiątka jest wzniesiona w swej siedzibie"). Dla zwykłych ludzi te słowa i rytuały były nie tylko zupełną abstrakcją, ale wręcz stanowiły nieodparte wrażenie, że oto bogowie przybywają na wypowiadane przez kapłanów słowa (tak więc kapłani - szczególnie "Ojcowie Boży" byli prawdziwymi panami życia i śmierci zwykłych ludzi i realnymi ich władcami - bowiem zarówno arcykapłana, jak i faraona {o samych bogach nie wspominając 🥴} zwykli ludzie nie widzieli często przez całe swoje życie, więc jedynym reprezentantem władzy, który miał z nimi jakiś kontakt był "Ojciec Boży" i "Czysty". Wyższa hierarchia była już niedostępna. Dla zwykłych ludzi dostępne były pieśni i tańce religijne (tutaj swą rolę do spełnienia miały odpowiednie kapłanki), oraz najróżniejsze święta (np. święto Dżed - podniesienia przez faraona słupa, który symbolizował... męską witalność i był personifikacją wzwodu. Władca podnosił go zawsze w trzydziestą rocznicę swego panowania - w celu cudownego odnowienia swej siły i władzy, następnie czynił to ponownie dziesięć lat później, potem pięć lat później, a jak starczyło mu życia, to potem już każdego kolejnego roku. Było to wielkie święto radości - tym bardziej że władca zawsze ów słup podnosił {gdyż pomagali mu przy tym dworzanie} zapewniając kolejne płodne lata dla Egiptu).




Wróćmy jednak do początków matriarchatu egipskiego. Pierwszą kobietą-kapłanką, która miała realną władzę, była (jak już wyżej wspomniałem) Iset IV. Była ona córką faraona Ramzesa VI z XX Dynastii. Założycielem XX Dynastii był niejaki Setnacht, człowiek o niejasnym pochodzeniu (prawdopodobnie był on synem jednego ze... stu synów Ramzesa II Wielkiego, choć nie ma co do tego pewności). Wstąpił na tron (1189 r. p.n.e.) jako uzurpator, wcześniej obalając naturalizowanego Syryjczyka, który przejął władzę po śmierci królowej Tawosret (1192 r. p.n.e.) o imieniu Jahru. Jego syn i następca Ramzes III (wstąpił na tron w roku 1186 p.n.e.), był ostatnim wielkim władcą okresu Nowego Państwa. To właśnie za jego panowania udało się Egipcjanom powstrzymać napór lechicko-aryjskich "Ludów Północy" (zwanych również "Ludami Morza") w 1177 r. p.n.e. w bitwie morskiej w delcie Nilu. Jego potomkowie nie należeli już do wybitnych władców i coraz bardziej uzależniali się od swych arcykapłanów (już w chwili śmierci Ramzesa III majątek świątyni Amona-Re w Tebach był większy niż królewski skarbiec). Rola kleru rosła i począwszy od XII wieku p.n.e. ludność stawała się nie tylko coraz bardziej religijna (w porównaniu np. z czasami XVIII Dynastii, gdzie starano się raczej unikać dogmatów), ale również bardziej dogmatyczna. Kapłani kontrolowali praktycznie całe życie zwykłego człowieka, a faraonowie musieli wspierać świątynie, aby zyskać przychylność kapłanów dla ich panowania w oczach ludu (w czasach panowania Ramzesa IV - 1155-1149 p.n.e. tylko same świątynie w Tebach dysponowały 433 ogrodami, 83 okrętami i kontrolowały 56 innych miast w Egipcie oraz 9 miast w Syrii i Nubii, oczywiście nie licząc złota, srebra, mirry, lapis lazuli, zboża, bydła, ptactwa i niewolników, jakie należały do świątyń w Luksorze i Karnaku oraz w innych miastach Egiptu).  

Ramzes VI (panujący w latach 1142-1134 p.n.e.) również był całkowicie podległy arcykapłanowi. Postanowił więc mianować swą córkę jako "Boską Małżonkę Amona-Re" aby przynajmniej spróbować zrównoważyć kapłańskie wpływy, ale jeszcze wówczas to mu się nie udało (choć Iset IV zyskała realną władzę, lecz wciąż jeszcze dużo mniejszą od potęgi arcykapłana świątyni Amona-Re). Wprowadzony został jednak zwyczaj że każda kolejna "Boska Małżonka" wybiera swoją następczynię (spośród królewskich córek, najczęściej więc były to córki jej panującego brata) i przygotowuje ją do tej roli od najmłodszych lat (sama bowiem, jako "poświęcona Amonowi" nie mogła mieć dzieci, ani wyjść za mąż). "Boskie Małżonki" wciąż jednak były realnie podległe arcykapłanowi, szczególnie gdy funkcję tę zaczęli sprawować wielcy arcykapłani, jak Herchor, Pianchi i Pinedżem (arcykapłan Herchor został sportretowany przez Henryka Sienkiewicza na łamach powieści "Faraon" z 1895 r. oraz w filmie Jerzego Kawalerowicza z 1966 r.), ale o tym w kolejnej części.


CEREMONIA PURYFIKACJI KRÓLA PERSJI - KAMBYZESA II, 
ZDOBYWCY EGIPTU, JAKO NOWEGO FARAONA
(525 r. p.n.e.)



CDN.

27 lipca 2025

PODRÓŻE W CZASIE - MIT CZY ... RZECZYWISTOŚĆ?

CZY MOŻNA PODRÓŻOWAĆ W CZASIE?


"NIEKTÓRE ZMYŚLENIA SĄ O TYLE CENNIEJSZE OD FAKTÓW, ŻE SĄ ... PRAWDZIWE"
 
JOHN BARTH
"CHIMERA"






Tak postawione pytanie można od razu z całą pewnością zakwalifikować jako teorię s-f. (przynajmniej ogromna większość z nas tak uczyni). Czyż bowiem ktokolwiek zbudował kiedyś ów Wehikuł Czasu, zdolny do podróży w przeszłość lub... w przyszłość? Wielu twórców tematyki s-f wielokrotnie podejmowało ten temat, jak choćby Herbert George Wells w swej powieści "Wehikuł Czasu" z 1895 r. Ja jednak nie zamierzam skupiać się tutaj na pozycjach z gatunku fantastyki naukowej, lecz opisać prawdziwy wynalazek, który jest jedynie pierwszą próbą stworzenia maszyny umożliwiającej nam podróże w czasie, a potem zaprezentować kilka ciekawych faktów, które nie mogły mieć miejsca (jak np.: zegarek z naszych czasów, odnaleziony w chińskim grobowcu, który według archeologów, nie był otwierany od prawie 400 lat). Ale po kolei.

Sądzicie że podróże w czasie są niemożliwe? Pierwsza myśl która powstaje w głowie, gdy ktoś mówi o podróżach w czasie, to oczywiście zaprzeczenie. Jak bowiem można (inaczej niż na filmach czy w powieściach) przenieść się fizycznie w inny czas, inną epokę - która już przeminęła? Przecież to niemożliwe, gdyż tamtej epoki już nie ma!

Ale chwila, skąd wiemy, skąd mamy taką pewność że tamtej epoki już nie ma? Skąd właściwie pewność że tamta epoka (do której pragniemy się przenieść), już nie istnieje? Oczywiście odpowiedź brzmi - bo żyjemy w teraźniejszości, w której to ślady dawnych epok przetrwały co najwyżej w postaci ruin zamków/budynków, odkopywanych z ziemi przez archeologów naczyń, monet i innych materialnych oznak dawnej bytności człowieka. Ale tamtego świata już nie ma - dziś żyjemy inaczej, mamy samochody, samoloty, podróżujemy na księżyc, prawie każdy z nas posiada możliwość skontaktowania się z drugą osobą za pomocą telefonu, komputera, smartfona itd. Żyjemy "dziś" - "wczoraj" już przeminęło, jak więc możemy przewinąć taśmę, by wrócić do tego wcześniejszego momentu, do tamtej epoki?

Otóż możemy, a żadna z minionych epok nie przeminęła, one wszystkie... nadal istnieją (choć to wydaje się nieprawdopodobne). Jak to możliwe zapytamy? Ano tak! Lecz by to wytłumaczyć należy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie - kim my właściwie jesteśmy? Wszystko czym jesteśmy - składa się z energii. A czy energię można zniszczyć? Nie ma takiej możliwości. Energii zniszczyć się nie da. Skoro energii zniszczyć się nie da - to jak można przypuszczać że cokolwiek powstałe z energii - już nie istnieje, przeminęło, zginęło? A czym jest energia? Energia składa się z atomów - te zaś z jeszcze mniejszych cząsteczek np. elektronów. Żadna cząstka energii, choćby nie wiadomo jak mała - NIGDY NIE GINIE!.

Skoro tak, można by zapytać dlaczego dziś nie ma już tego, co było kiedyś, skoro tamto nie zginęło, dlaczego dziś - w teraźniejszości - nie istnieje przeszłość lub... przyszłość. Odpowiedź jest bardzo prosta (wręcz banalna) - dzieje się tak dlatego, że energia której nie można zniszczyć i nigdy nie ginie - po prostu... się zmienia, przekształca. Nie oznacza to jednak, że nie istnieje już świat, który istniał kiedyś dawno - np. czasy starożytne.

Udowodnił to człowiek, który skonstruował niesamowity przyrząd - chronowizor. Co to takiego jest można by spytać? Przyrząd ten umożliwia nam, w naszej teraźniejszości... odtwarzanie muzyki z dawnych czasów i jej wizualizowanie. Można by jednak zapytać: a co to w zasadzie za problem odtworzyć muzykę z dawnych lat, wystarczy wziąć do ręki zapis nutowy danego utworu i odegrać go w ten sam sposób. Ok. problem jednak polega na tym, że zapis nutowy utworów muzycznych istnieje dopiero od ok. 1200 r. zaś chronowizor umożliwia odtwarzanie i wizualizowanie muzyki z czasów znacznie odleglejszych, jak choćby I czy II wiek p.n.e.

Twórcą chronowizora był Alfredo Pelle Ernetti - Włoch, benedyktyński zakonnik. Od dziecka pociągały go dwie rzeczy - teologia (szukał odpowiedzi na pytanie kim, lub czym jest Bóg), oraz muzyka. Ojciec Ernetti wykładał w konserwatorium w Wenecji - zajmował się tam prapolifonią, czyli historią muzyki starożytnej (tę katedrę stworzono specjalnie dla niego - prowadził ją aż do swej śmierci w roku 1994). Przez ten czas zdążył wydać 72 publikacje na temat muzyki starożytnej, oraz 45 płyt z nagraną muzyką starożytności. Jak tego dokonał nie mając zapisu nutowego tamtych utworów? Właśnie za pomocą skonstruowanego przez siebie (oraz przy pomocy kilku innych naukowców), chronowizora.

W trakcie swych długoletnich badań nad tym urządzeniem, doszedł do wniosku że dźwięk to energia (fale energii), które nie giną z ustaniem dźwięku, lecz trwają nadal w przestrzeni dookoła nas. Skoro więc istnieją - trzeba tylko je odszukać i zrekonstruować. A skąd w ogóle wiedział że dźwięk ten można odszukać i zrekonstruować od nowa? Pomocną ku temu okazało się badanie ultradźwięków, które przecież też są niesłyszalne dla ludzkiego ucha - a mimo to niektóre zwierzęta je słyszą. Czyż fakt że my ich nie słyszymy, oznacza że nie istnieją? Oczywiście że istnieją, tylko że nasz aparat słuchowy jest pod tym względem bardzo ograniczony, człowiek słyszy tylko te dźwięki, które mamy usłyszeć. Idąc tym tropem ojciec Ernetti skonstruował urządzenie ułatwiające odtwarzanie, rekonstruowanie i wizualizowanie dźwięków z przeszłości (bardzo odległej przeszłości).

W 1986 r. zaprezentował swoje dzieło na oficjalnej konferencji prasowej w Riva del Garda, wprawiając obecnych w osłupienie. Zaczął od wykładu na temat fizyki kwantowej, by potem przejść do wytłumaczenia procesu odszukiwania dzięków z przeszłości. Stwierdził że wszystko, cokolwiek wydarzyło się kiedyś na naszej Ziemi (a także w całym Wszechświecie), pozostawiło swój ślad energetyczny, nie tylko dźwiękowy (jak twierdził), lecz także wizualny (oznacza to że można nie tylko słuchać muzyki z dawnych czasów, ale można naocznie obejrzeć jak te czasy wyglądały). Ojciec Ernetti mówił że energia w całym Wszechświecie jest niezniszczalna, podlega jednak pewnym zmianom, lecz mimo to trwa dalej w naszej przestrzeni. Jeśli tylko można ją odnaleźć, to można również ją odtworzyć (w oryginalnej formie), odsłuchać oraz obejrzeć.

Chronowizor Ernettiego składał się z połączonych ze sobą anten, pochodzących z różnych stopów metali (nie wyjawił jakie są to metale). One to właśnie miały wyłapywać te istniejące obok nas fale energetyczne z dawnych wieków. Następnie "jednostka rekonstruująca" odtwarzała zapisany na danej fali dźwięk, a transformator obrazu i dźwięku (ekran telewizora), odtwarzał muzykę. W 1986 r. na owym spotkaniu w Riva del Garda w obecności dziennikarzy - w ten właśnie sposób ojciec Ernetti "ściągnął" zupełnie wcześniej nieznany kawałek opery, wystawionej w starożytnym Rzymie w roku 169 p.n.e. (chronowizor wyłapywał i odtwarzał dźwięki z dokładnością do kilku... godzin, a nie tylko dni, czy miesięcy).




Rok 169 p.n.e. to czas poważnych zawirowań zarówno zewnętrznych jak i wewnętrznych w rzymskiej polityce. Toczyła się wówczas (trwająca od 171 r. p.n.e.) - III wojna macedońska. Rzym miał poważne problemy zarówno natury politycznej jak i militarnej w wojnie z królem tego państwa - Perseuszem. Grecja uzyskała wolność po zwycięstwie Rzymu nad Macedonią w bitwie pod Kynoskefalaj (197 r. p.n.e.) i zakończeniu II wojny macedońskiej (196 r. p.n.e.). Zwycięski rzymski wódz w tej wojnie - Tytus Kwinkcjusz Flamininus (prawdziwy hellenofil), podczas Igrzysk Istmijskich (ku czci Posejdona) w Koryncie - ogłosił powszechną "Wolność Hellenów i całej Hellady" (Grecja była wówczas od 142 lat okupowana i politycznie zależna od Macedonii, dopiero Rzymianie zwyciężając Macedończyków dali Hellenom wolność, której jednak sami nie brali tak całkiem serio). Trudno opisać szał radości jaki wówczas powstał na stadionie, gdzie miały odbyć się igrzyska sportowe (pisałem już o tym w innej serii). Ludzie jeden przez drugiego przepychali się, dążąc ku Flamininusowi, byle tylko dotknąć poły jego płaszcza, lub ucałować jego dłoń.

Flamininus obiecał również że rzymskie oddziały wycofają się z Grecji (przysiągł to Grekom na swój honor). Nie było to jednak takie proste, zważywszy że teraz do działań zbrojnych przystąpił tyran Sparty - Nabis, który pragnął odbudować dawną spartańską potęgę i jej wpływy w regionie. W wojnie z Macedonią rozważnie poparł Rzymian. Teraz jednak liczył że odwdzięczą mu się za uzyskane poparcie, uznając aneksję zajętego przez niego jeszcze w 196 r. p.n.e. Argos (jednego z kluczowych miast-państw Związku Achajskiego). Flamininus jednak przekonany przez Achajów co do konieczności rozprawy militarnej z Nabisem, wkroczył w 195 r. p.n.e. na Peloponez i pomimo bohaterskiego oporu Spartan, zniszczył ich ziemię, zdobył Spartę i zmusił Nabisa do upokarzającego pokoju (oddanie nie tylko Argos, ale i portu w Gytium - jedynego portu morskiego Sparty). Po zakończeniu walk, w 194 r. p.n.e. (tak jak obiecał Flamininus - który musiał wcześniej stoczyć solenną walkę w rzymskim Senacie, by przekonać senatorów do opuszczenia Grecji), legiony rzymskie wycofały się z Hellady. Opuszczono nawet kluczowe twierdze - Demetrias, Chalkis i Akrokorynt.

Ogromny entuzjazm i podziw Greków dla "rzymskich wyzwolicieli", został bardzo szybko zaprzepaszczony z winy samego Rzymu. Już w trzy lata po opuszczeniu Hellady (191 r. p.n.e.), armia rzymska ponownie tu wylądowała, tym razem pod pretekstem wojny z królem Syrii Antiochem III Wielkim. Antioch został "wezwany" do Grecji przez Związek Etolski - który poparł Rzymian w poprzedniej wojnie i spodziewał się teraz nagrody w postaci włączenia całej Tesalii w skład Związku. Tak się nie stało więc wystosowali apel do Antiocha by "wyzwolił Helladę". Ten przystał na ów apel i w 192 r. p.n.e. wylądował na greckim wybrzeżu (w porcie Demetrias), z 10 000 żołnierzy na czele. Grecy przyjęli go wyjątkowo chłodno, Związek Achajski wypowiedział mu nawet wojnę (za co Senat przyznał Achajom status foedus equum - równoprawnego sojusznika). Z Rzymem związał się również dawny ich przeciwnik król Macedonii (pokonany pod Kynoskefalaj) Filip V (za co Senat również nadał mu status sprzymierzeńca). Rzym miał wówczas inne problemy na głowie i wojna w Grecji była ostatnią rzeczą której pragnął. Lecz wylądowanie Antiocha w Demetrias zmieniło sytuację strategiczną - w Rzymie zaczęto obawiać się, że po zajęciu Grecji Antioch może (podobnie jak 25 lat wcześniej Hannibal), dokonać inwazji na Italię. Dlatego też w 191 r. p.n.e. wysłano do Grecji 20 000 armię pod wodzą Marka Acyliusza Glabriona.

Antioch zaś nie spieszył się do wojaczki. Zajął Tesalię i rozkoszował się przyjemnościami stołu i łoża w Demetrias. Spotkał tam dziewczynę, która od razu przypadła mu do gustu tak bardzo, że natychmiast ją poślubił (w Antiochii miał prawdziwy harem złożony z takich kobiet) i spędzał z nią dnie i noce na wszelakich rozkoszach. Kupował dla niej stroje i obsypywał klejnotami. Gdy wreszcie ruszył do walki - poniósł klęskę w bitwie pod Termopilami (191 r. p.n.e.), gdzie wsławił się Marek Porcjusz Katon, dowodząc oddziałem który oskrzydlił Syryjczyków (co ciekawe - po powrocie do Rzymu Katon oskarżył przed Senatem swego dowódcę z tej bitwy - Glabriona, o przywłaszczenie sobie złotych pucharów Antiocha, które widział w Termopilach, a których potem w Rzymie na triumfie Glabriona już nie było - wybuchła z tego powodu prawdziwa afera polityczno-korupcyjna). Następnie poniósł klęskę w bitwie morskiej pod Eurymedonem i wreszcie definitywnie przegrał pod Magnezją w Azji Mniejszej (190 r. p.n.e.). Teraz Antioch mógł wreszcie ze swą nową żoną wrócić do Antiochii, wcześniej jednak musiał zgodzić się na pokój z Apamei (188 r. p.n.e.), który poważnie skurczył jego posiadłości w Azji Mniejszej.

Po zakończeniu walk Rzymianie ponownie opuścili Grecję (188 r. p.n.e.). Powrócą do niej dopiero po siedemnastu latach w 171 r. p.n.e. Rzymianie nie radzili sobie jednak w nowej wojnie z Perseuszem macedońskim - zostali pokonani już na początku wojny pod Larissą (171 r. p.n.e.), po której to porażce (Perseusz zniszczył tam jedynie przednią straż armii rzymskiej) w legionach zaczęła szerzyć się dezercja i dał się zauważyć upadek dyscypliny wojskowej. Dochodziło do częstych zmian kolejnych wodzów (w przeciągu dwóch lat zmieniło się trzech wodzów - Licyniusza Krassusa zastąpił najpierw Hostyliusz Mancynus potem Kwintus Marcjusz Filippus). Filippusowi udało się w owym 169 r. p.n.e. obejść rejon gór (w rejonie Olimpu) i wkroczyć do Macedonii, ale jego armia była tak wyczerpana długim marszem że musiał się wkrótce potem stamtąd wycofać. Zwycięstwo odniósł dopiero w roku następnym (168 p.n.e.) Lucjusz Emiliusz Paulus w bitwie pod Pydną, gdzie definitywnie została zmiażdżona potęga macedońskiej falangi, a wzrosła niekwestionowana pozycja rzymskiego legionu.




Natomiast operę, którą "ściągnął" i ponownie odtworzył w 1986 r. ojciec Ernetti, wystawił w 169 r. p.n.e. pod gołym niebem na Forum Holitorium w Rzymie (był to targ warzywny w zachodniej części Kapitolu) - Kwintus Ennius Calabera. Wystawienie jej pod gołym niebem było wówczas czymś zwykłym, zważywszy że w rzymskim kalendarzu pojawiało się coraz więcej świąt oficjalnych (państwowo-religijnych), oraz nieoficjalnych, takich jak munera (czyli walki gladiatorów) itd. Co ambitniejsi politycy, by przypodobać się ludowi, organizowali więc za własne pieniądze albo walki gladiatorskie, albo igrzyska poetyckie, opery lub sztuki teatralne. 


REKLAMA ZBLIŻAJĄCYCH SIĘ IGRZYSK 
(TAKIE WIADOMOŚCI PODAWANO NA ŚCIANACH DOMÓW Z DOKŁADNĄ INFORMACJĄ KTÓRY ZE SŁAWNYCH GLADIATORÓW BĘDZIE WALCZYŁ W MUNERA)



Przed rokiem 220 p.n.e. w Rzymie były tylko dwa święta pamiętające czasy początków Rzymu. Pierwsze z nich zwało się Ludi Romani (o drugim powiem poniżej). Było to 15-dniowe święto na cześć ludu rzymskiego, podczas którego organizowano igrzyska, wyścigi kwadryg i widowiska teatralne. Rozpoczynało się zawsze 5 września. 13 września składano Jowiszowi na Kapitolu ofiarę z krowy lub byka. Podczas tego święta istniał zwyczaj układania posążków bogów Jowisza, Junony i Minerwy - trójcy kapitolińskiej na łóżkach w domu - rodzice kładli je na łóżkach swych dzieci, by zapewnić im pomyślność bogów. Święto kończyło się 19 września.

W 220 roku p.n.e. pojawiło się drugie rzymskie święto - Ludi Plebeii, święto plebejuszy, które trwało w dniach 4-17 listopada i również było świętem najwyższego z bogów - Jowisza Kapitolińskiego. A potem to już było z górki - w 212 r. p.n.e. pojawiło się święto boga Apollona - Ludi Apollinares (6-13 lipca), w 204 r. p.n.e. Ludi Megalenses (ku czci bogini Kybele - trwało w dniach 4-10 kwietnia), w 203 r. p.n.e. - Ludi Ceriales (ku czci bogini Cerery - trwało 12-19 kwietnia), a w 173 r. p.n.e. wprowadzono święto zwane Ludi Florales (28 kwietnia - 3 maja), był to czas karnawału, obchodzony ku czci bogini kwiatów i płodności Flory. W ten dzień na stołach układano stosy kwiatów i przystrajano mieszkania barwnymi girlandami. Było jeszcze jedno święto które pamiętało czasy początków Rzymu - to święto ku czci Bony Dei (Dobrej Bogini), czyli tradycyjne (można by rzec) dzisiejsze święto kobiet, które tym różniło się od naszego, że obchodzone było w ciągu jednego dnia w początkach grudnia, a nie w marcu. W tym dniu kobietom pozwalano na znacznie więcej swobody niż miały jej w ciągu całego roku. Spotykały się więc z przyjaciółkami na zamkniętych wieczorkach, gdzie oddawano się tańcom oraz pijaństwie. Mężczyźni mieli kategoryczny zakaz uczestniczenia w tym święcie.

ŚWIĘTO KU CZCI DOBREJ BOGINI 
RZYMSKI "DZIEŃ KOBIET"



Natomiast utwór z 169 r. p.n.e. miał w sobie pewne cechy postępowo-rewolucyjne, gdyż Senat nakazał wpisanie go na listę dzieł zakazanych, a sam Kwintus Ennius Calabera zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach jeszcze w tym samym 169 r. p.n.e. Odtworzenie przez ojca Ernettiego całości nieznanego wcześniej utworu, wprawiło obecnych na pokazie dziennikarzy w prawdziwe osłupienie. Wynalazek Ernettiego kompleksowo przebadał austriacki pisarz Peter Krassa, który stwierdził potem: "To co uczynił ojciec Alfredo Ernetti, to moim zdaniem prawdziwa transmisja telewizyjna z czasów starożytnych". Czy zatem można ojca Ernettiego nazwać prekursorem podróży w czasie? Na pewno jednak takie podróże są możliwe i jestem przekonany że dzisiaj istnieją już urządzenia pozwalające na takie właśnie praktyki.


FORUM HORITORIUM 
(ZNAJDOWAŁO SIĘ OBOK (NIEISTNIEJĄCEGO w 169 r. p.n.e.) TEATRU MARCELLUSA 
I VIS-A-VIS WYSPY TIBERINY)




FORUM HOLITORIUM


 

26 lipca 2025

KANONY LUDZKIEGO PIĘKNA - Cz. II

JAK ZMIENIAŁY SIĘ PRZEZ LATA 
I CO JE DETERMINOWAŁO





I
STAROŻYTNY EGIPT
SYMBOLE URODY I SEKSAPILU:
KOBIETY - DŁUGIE, GĘSTE WŁOSY I PIĘKNE OCZY
MĘŻCZYŹNI - SZEROKIE RAMIONA
Cz. II






"NIECH MI PRZYPROWADZĄ DWADZIEŚCIA NIEWIAST O PIĘKNYCH KSZTAŁTACH, O PIERSIACH WYNIOSŁYCH, O WŁOSACH SPLECIONYCH MISTERNIE, O ŁONACH NIE OTWARTYCH JESZCZE RODZENIEM, A TAKŻE NIECHAJ PRZYNIOSĄ PRZEJRZYSTE I LUŹNE SZATY I NIECHAJ DADZĄ JE TYM NIEWIASTOM, GDY ZDEJMĄ SUKNIE SWOJE"

"OPOWIADANIE O CUDOWNYCH ZDARZENIACH"
(PAPIRUS WESTCAR)
ŻYCZENIE FARAONA SNOFRU



Starożytni Egipcjanie bardzo dbali o higienę własnego ciała. W rodzinach arystokratycznych myto się nawet po kilka razy dziennie i nie ograniczano się przy tym do mycia rąk czy twarzy, ale całego ciała - szczególnie zaś dbano o oczy. Oczy były dla Egipcjan "lustrami duszy" i miały niezwykle ważne znaczenie duchowe oraz estetyczne (podobnie jak nos, uszy i usta), dlatego też ich stała ochrona należała do najważniejszych zadań każdego Egipcjanina który nie tylko chciał się podobać płci przeciwnej za życia, ale również dostąpić nieśmiertelności w Zaświatach. Uszkodzenie oczu, uszu, ust lub nosa, w zasadzie eliminowało taką osobę z kręgu nieśmiertelności, co też tłumaczy dlaczego faraonowie - chcąc się zemścić na swych poprzednikach - niszczyli ich wizerunki z kartuszy i malowideł świątynnych, każąc wykuć lub zamazać szczególnie całą twarz. Ochrona oczu stała się jednak koniecznością ze względu na warunki pogodowe w jakich przyszło żyć Egipcjanom. Palące słońce było zabójcze dla oczu, które niezabezpieczone (a przecież nie znano ani okularów przeciwsłonecznych ani nawet kapeluszy słomkowych - te pojawiły się znacznie później) często prowadziły do ślepoty nawet w młodym wieku. Dlatego też ochrona oczu była nie tylko elementem dekoracyjnym twarzy, mającym upiększyć daną sylwetkę, ale służyła przede wszystkim celom praktycznym - ochronie własnego zdrowia. Dziś, gdy widzimy egipskie malowidła, na których zarówno kobiety jak i mężczyźni mają silnie podmalowane oczy, może nam się wydawać że jest to element swoistej pedanterii graniczącej ze zniewieścieniem - nic podobnego. Egipcjanie malowali sobie powieki właśnie dlatego by chronić oczy przed zabójczym promieniowaniem UV i nie utracić własnego wzroku.

Malowano więc oczy specjalnym tuszem (lub jak kto woli mazidłem), w skład którego wchodziła brązowa ochra, galenit, malachit, antymon, ruda miedzi, tlenek magnezu, tlenek żelaza i bitum. Dzięki temu uzyskiwano znaczne zmniejszenie negatywnego wpływu promieniowania UV na oczy (choć oczywiście go całkowicie nie eliminowano), umożliwiając normalne funkcjonowanie. Jak już wspomniałem - oczy malowały sobie zarówno kobiety jak i mężczyźni, ale o ile kobiety nakładały również czerwoną ochrę na usta i używały różu do policzków, mężczyźni już tego nie czynili. Jednak dbanie o higienę osobistą było wręcz oczywistością w kraju o takim klimacie i co ciekawe, mimo że Egipcjanie kąpali się nawet kilka razy dziennie (przed posiłkiem i po posiłku), nie uchroniło ich to od nieprzyjemnych konsekwencji związanych z pasożytami (w sarkofagach trumiennych nawet faraonowie mieli we włosach lub na ciele jajeczka najróżniejszych wszy lub innego robactwa), nie dziwi więc tak częsta higiena, która również bardziej wynikała z konieczności niż z estetyki. Kobiety (jak już wspomniałem w poprzedniej części) goliły i depilowały sobie całe ciało (zapewne aby ustrzec się wszelkich pasożytów), niektóre ścinały nawet zupełnie włosy do gołej skóry, jako że i tak najczęściej nosiły peruki. Mężczyźni nie depilowali swego ciała (z wyjątkiem kapłanów, którzy pozbywali się wszelkich włosów na ciele ze względów kultowych), aczkolwiek dbali o krótko przyciętą fryzurę i o pozbycie się zarostu na twarzy. Codzienna toaleta w zamożnym domu zabierała sporo czasu i to zarówno mężczyznom jak i kobietom. Służący lub niewolnicy musieli bowiem obciąć swemu panu włosy (najczęściej bardzo krótko), ogolić go, natrzeć wonnymi olejkami (które maskowały przykre zapachy wydostające się z ciała), obciąć mu paznokcie u rąk i nóg, podmalować oczy (oczywiście wszystko to działo się po porannej kąpieli, umyciu twarzy oraz zębów) i dopiero wówczas pomagano mu się ubrać.

Kobietom higiena osobista zajmowała znacznie więcej czasu niż mężczyznom. Niewolnice depilowały swą panią całkowicie, usuwając wszelkie możliwe włoski z ciała (czasami kobiety goliły również głowę a czasami nie, ale peruk używały wszystkie eleganckie i zamożne damy). Oczywiście kompletny manicure, pedicure, układanie włosów w modne loczki i warkoczyki (najczęściej więc damy po prostu przywdziewały gotowe peruki, które wkładały albo na ogoloną głowę, albo na swoje włosy), których zaplatanie było niezwykle czasochłonne i trwało nawet kilka godzin. Potem przychodził czas na malowanie twarzy (oczu, ust, policzków), nacieranie wonnymi olejkami i masaż całego ciała. Egipcjanie korzystali z całego rezerwuaru wszelakich flakoników z pudrami, różami, szminkami do ust - wiele czyniono aby upiększyć swoje ciało i nadać mu odpowiednią gibkość. Następnie przechodzono do ubioru. W Starym Państwie (III - VI Dynastia) stroje nie należały do wyszukanych. Mężczyźni nosili raczej przepaskę na biodra zwaną szendżot, która okrywała genitalia (i wierzono że ma magiczną moc wzmacniającą męską potencję, dlatego też szendżot mogli nosić jedynie mężczyźni po osiągnięciu pełnoletności). Poza tym okrywano się również lnianą spódniczką owiniętą wokół bioder. Kobiety zaś nosiły proste, jasne sukienki na ramiączka (chyba że pracowały fizycznie, to wtedy nosiły również krótkie spódniczki okrywające łono). Po okresie zawirowań wewnętrznych (I Okres Przejściowy - Dynastie VII - X) i nastaniu Średniego Państwa (XI - XII Dynastia), stroje się nieco zmieniły. Suknie nabrały większego kolorytu i barwy, ale największa rewolucja modowa nastąpiła za czasów Nowego Państwa (XVIII - XX Dynastia).




Mężczyźni (z arystokracji) wciąż nosili szendżot, ale okrywali ją już długą, lnianą szatą (wkładano również cienkie płaszcze). Kobiety zaś nosiły plisowane suknie o kształcie i krojach znacznie bardziej finezyjnych niż w okresach poprzednich. Zresztą czasy Nowego Państwa to również okres swoistej rewolucji obyczajowej. Wcześniej bowiem jakiekolwiek formy biesiad i zabaw, które przedstawiano w sztuce sakralnej, były niezwykle pruderyjne. Mężczyźni i kobiety oddzieleni od siebie rzędami, siedzieli przykucnięci na podłodze wokół gospodarza - często był też pokazany moment składania ofiary bóstwu. Natomiast od XVIII Dynastii następuje zdecydowana zmiana w przedstawianiu bankietów, do czego musiała doprowadzić jakaś rewolucja obyczajowa (najprawdopodobniej powstała z większego otwarcia się Egiptu na inne ludy, z podbojów i napływu ogromnych ilości dotąd luksusowych towarów i wielkich rzesz niewolników). To spowodowało, że dawne obyczaje uległy rozluźnieniu, a przykład szedł z góry, od faraona i możnych. W zasadzie aż do czasów panowania królowej Hatszepsut sceny biesiad elity władzy przedstawiane w świątyniach grobowych były wciąż jednoznacznie pruderyjne. Postać centralną wypełniał zmarły, jako pan domu i najważniejsza osoba, reszta gości siedziała w pozycji przykucniętej rzędami na podłodze. Postacie były sztuczne, pozbawione uczuć i stanowiły jedynie tło dla zmarłego gospodarza. Jednak od rządów Hatszepsut (ok. 1479 r. p.n.e. - ok. 1458 r. p.n.e.) uległo to powolnej zmianie. Ta kobieta-faraon wprowadziła (to znaczy nie ona sama, po prostu za jej rządów zaistniały pewne dodatkowe elementy upiększające świątynie grobowe scenami przyjęć i bankietów odprawianych za życia zmarłej osoby) indywidualność (postacie nie były już tak bardzo do siebie podobne), uczucia (twarze nie są już jednakowe) i pojawia się też więcej kobiet, zarówno wśród gości, jak i wśród gospodarzy przyjęcia. 

Kolejna duża zmiana następuje za rządów jej bratanka - Totmesa III Wielkiego (ok. 1458 r. p.n.e. - ok. 1425 r. p.n.e.). Ukazane zostają wówczas (po raz pierwszy) postaci nagich niewolnic (czego wcześniej nie było), usługujących gościom. Za jego czasów mężczyźni podczas przyjęć mogą już usiąść na niskich krzesłach wraz z gospodarzem (kobiety wciąż przedstawiano w pozycji przykucniętej na podłodze). Dopiero za rządów syna Totmesa III - Amenhotepa II Mocnego (był to bodajże najsilniejszy faraon w dziejach, który dodatkowo lubił popisywać się swoją siłą. Panował w latach ok. 1425 r. p.n.e. - ok. 1397 r. p.n.e.), po raz pierwszy posadzono kobiety na krzesłach obok mężczyzn. Rządy jego zaś syna - Totmesa IV (ok. 1397 r. p.n.e. - ok. 1388 r. p.n.e. To był ten władca, który odkopał Sfinksa - przysypanego piaskami pustyni) i wnuka - Amenhotepa III (ok. 1388 r. p.n.e. - ok. 1351 r. p.n.e.), to już rozkwit pełnego równouprawnienia w sztuce, oraz ukazywania wszelkich, nawet najbardziej intymnych szczegółów (wzajemne obejmowanie się par - przy czym to najczęściej kobieta obejmuje mężczyznę - pocałunki, pieszczoty a nawet ukazane zostały... wymioty, gdyż Egipcjanie uważali wymiociny za symbol naprawdę dobrej zabawy). Taka nieskrępowana swoboda w pokazywaniu piękna ludzkiego ciała i wszelkich z tym związanych naturalnych zjawisk, będzie trwała w sztuce aż do czasów rewolucji amerneńskiej i wstąpienia na tron syna Amenhotepa III - Amenhotepa IV, który zaprowadzi w kraju rewolucję religijną i przyjmie imię Echnatona (na cześć swego solarnego boga Atona. Panował w latach ok. 1351 r. p.n.e. - ok. 1334 r. p.n.e.). Co prawda erotyka przyjęć nie została ograniczona, ale podporządkowana jedynie celom kultowym nowej, monoteistycznej religii "Światła Atona". I choć intymne części ciała Nefretete (małżonki Echnatona) były w sztuce amarneńskiej podkreślone jeszcze bardziej niż wcześniej odnośnie kobiet z arystokracji, to jednak zniknęła zupełnie cała radość, którą teraz zastąpiło religijne dostojeństwo. Zniknął taniec, alkohol, stoły uginające się od jadła, muzyka, nagie niewolnice usługujące gościom, a wszedł religijny purytanizm, który co prawda pozwalał ukazywać piersi i łono królowej, ale tylko podczas składania ofiar i modlitw kierowanych do Atona, a nie podczas publicznych zabaw. 

Kontrrewolucja kapłanów spod znaku Amona-Re obaliła monarchę i całą jego rewolucję religijną, która dla zwykłego Egipcjanina była nie tylko niezrozumiała, ale wręcz podważała wyznaczony, pokoleniami ustalony porządek świata. Kapłani wiedzieli że za nimi stoi istniejący już od prawie dwóch tysięcy lat tradycyjny system religijny. Wiedział o tym i sam Echnaton, który odizolował się od całego świata w swym mieście-twierdzy w Achetaton ("Horyzont Atona" - dzisiejsze Tell el-Amarna), wraz z małżonką i garstką zwolenników. Przyparty do muru, próbował faraon pertraktacji z klerem Amona-Re, ale bezskutecznie. Wreszcie opuściła go nawet sama Nefretete (ponoć miała romans ze swym młodym zięciem Semenchkare lub Tutenchatonem). Gdy Echnaton umarł, kapłani i korpus oficerski mianowali nowym władcą najpierw Semenchkare (który został wyznaczony współwładcą jeszcze przez Echnatona ok. 1336 r. p.n.e.), zmarł on jednak już w 1334 r. p.n.e. w kilka miesięcy po swym teściu. Następnie nowym władcą został młody Tutenchaton, któremu natychmiast zmieniono imię na Tutenchamon ("Żywy obraz Amona"). Żonaty był on z młodszą córką Echnatona - Anchesenaton (której również zmieniono imię na Anchesenamon - "Ona żyje w Amonie"). Natychmiast usunięto imię Atona z wszelkich inskrypcji i nazw i powrócono do dawnej religii (mimo to 10-letni okres rewolucji religijnej, odcisnął swoje świadectwo w historii tego kraju). Na krótko wróciły też stare czasy radości i zabawy prezentowanej w sztuce, ale krótkie rządy Tutenchamona (ok. 1334 r. p.n.e. - ok. 1325 r. p.n.e.) i wezyra Aj (ok. 1325 r. p.n.e. - ok. 1319 r. p.n.e.), niewiele wniosły. Nastały czasy odnowy religijnej założyciela nowej - XIX Dynastii, generała Horemheba (ok. 1319 r. p.n.e. - ok. 1292 r. p.n.e.), za jego rządów rozpoczęło się powolne odchodzenie od swobody w sztuce XVIII Dynastii i powróciły czasy "pruderii".




Za rządów Ramesydów (szczególnie Setiego I - panował od ok. 1290 r. p.n.e. - ok. 1279 r. p.n.e. i jego syna Ramzesa II Wielkiego - panował od ok. 1279 r. p.n.e. - ok. 1213 r. p.n.e.) dochodziło do scen... zamalowywania dekoracji i malowideł świątynnych ze wcześniejszych okresów (mężczyznom domalowywano dłuższe szaty, a kobietom suknie zakrywające piersi i ramiona). Zniknęła też nagość tancerek i niewolników. Zmieniano inskrypcje nawołujące do używania życia i miłości, takie jak np.: "Przyłącz się do święta w domu szczęśliwości", zastępując je formułkami religijnymi. Pruderia dotknęła społeczeństwo egipskie czasów XIX Dynastii w sposób bardzo podobny do tego, jak zmieniło się społeczeństwo brytyjskie od XVIII wieku do panowania królowej Wiktorii w wieku XIX. Swoboda seksualna czasów przedrewolucyjnej Europy była czymś naturalnym, ale rewolucja i późniejsze wojny, a co za tym idzie zmiana postrzegania świata, spowodowała nawrót do konserwatywnej i niezwykle pruderyjnej epoki, zwanej wiktoriańską (oczywiście szczególnie w Wielkiej Brytanii). Notabene pruderia zawsze rodzi rozwiązłość i tak było w czasach królowej Wiktorii (te wszystkie sławne opowiadania erotyczne z "Wenus w futrze" z 1870 r. autorstwa Leopolda von Sacher-Masocha - od którego to nazwiska wzięło się określenie Sado-Maso), tak też było i w Egipcie Ramesydów. To wówczas właśnie, w czasach panującej powszechnie seksualnej pruderii, powstał najbardziej erotyczny, wręcz kipiący i ociekający seksem Papirus Turyński nr. 55001 (którego jednak pozwolę sobie pominąć). Warto tutaj jeszcze wspomnieć o alkoholu. Otóż za Dynastii Totmesydów, w czasach swoistego "równouprawnienia" - kobiety i mężczyźni pijali alkohol wspólnie (przynajmniej tak byli przedstawiani na wizerunkach w świątyniach grobowych). Alkoholem tym było oczywiście wino, gdyż piwo uważano za napój plebejski (nawet wypłacano robotnikom wynagrodzenie w piwie). Natomiast w epoce Ramesydów obie płcie są już widocznie rozdzielone (podobnie jak było to przed XVIII Dynastią). Nie wzięło się to znikąd, po prostu wino było dla Egipcjan silnym afrodyzjakiem i takie wspólne libacje z reguły kończyły się potem prawdziwymi orgiami, dlatego rozdzielenie kobiet od mężczyzn miało temu skutecznie przeciwdziałać (tym bardziej że samo pijaństwo nie było potępiane, a zresztą wino - choć znacznie rozcieńczone - pijali Egipcjanie praktycznie cały czas i dawali je również dzieciom. To również miało na względzie kwestie zdrowotne i higieniczne - o czym wspominałem już wcześniej). 

Prócz wina (i winorośli), rośliną silnie stymulującą i pobudzającą seksualnie była mandragora (sprowadzana z okolic Syrii i Palestyny), zwana też "jabłkiem miłości". Sadzono ją w przydomowych ogrodach wielmożów i w altanach królewskich od początków Nowego Państwa (XVIII Dynastia). Spożywano nie tylko rozłupany korzeń mandragory (który rzeczywiście działa stymulująco i nie potrzeba żadnej wiagry czy tego typu chemicznych specyfików), ale również owoce (które to nie mają żadnych pobudzających męskość właściwości), również suszono ją i wąchano. Często kobiety ofiarowywały zerwaną mandragorę swym oblubieńcom (notabene kobietom nie wolno było zrywać winogron, gdyż wierzono że to przyniesie pecha). Ten afrodyzjak znika też ponownie w czasach XIX Dynastii z wszelkich wyobrażeń w sztuce nagrobnej (jedyny obraz mandragory z czasów Ramesydów, pochodzi z haremu Ramzesa II, gdzie kobiety przynoszą siedzącemu na tronie władcy misę pełną owoców granatu i mandragory). Usuwanie wszelkich skojarzeń z seksem, radością i pewną taka swobodą obyczajową za Ramesydów było tak powszechne, iż nie można już się dziwić temu, że ostatecznie Mojżesz wyprowadził wówczas Żydów z ziemi egipskiej do Palestyny (taki żarcik 😄). To tyle na dziś, w kolejnej części przejdę już bezpośrednio do nagości, jaka była powszechna wśród kobiet niepochodzących z arystokracji, a szczególnie służby i niewolnic, oraz do (często dziwnych) skojarzeń, z jakimi Egipcjanie łączyli płeć męską i płeć żeńską.




CDN.

25 lipca 2025

INTEGRACJA, KOLABORACJA CZY WROGOŚĆ? - Cz. II

CZYLI JAK ŻYLI GRECY
W IMPERIUM RZYMSKIM
I CZY ASYMILOWALI SIĘ 
Z RZYMIANAMI?




I
TYTUS KWINKCJUSZ FLAMININUS i
"WOLNOŚĆ WSZYSTKICH HELLENÓW"
(CZYLI OD EUFORII DO UPADKU
"PIERWSZEGO LUDU ŚWIATA")
Cz. II


Państwem spartańskim (czy raczej lacedemońskim, jak właściwie należałoby je określić), władał w tym czasie (lata 90-te II wieku p.n.e.), niejaki Nabis. Był on królem Sparty (choć przez wielu uważany był za tyrana) wywodzącym się z bocznej linii dynastii Eurypontydów. Był on już trzecim wielkim reformatorem spartańskiego ustroju III i II wieku p.n.e. Jego poprzednikami byli zaś: Agis IV i Kleomenes III. Należy bowiem stwierdzić, że choć państwo spartańskie utrzymało wolność polityczną i nie podlegało bezpośredniej kontroli Macedonii (w przeciwieństwie np. do Aten, gdzie w porcie w Pireusie stacjonował macedoński garnizon), to jednak nie było już tym samym państwem, jakie znamy z wieków wcześniejszych. Co prawda państwo to było dość bogate, a królowie posiadali liczny skarbiec, jednak znacznie więcej było biedy wśród obywateli spartańskich, którzy choć posiadali niewielkie przydziały ziemskie, to jednak na przełomie III i II wieku p.n.e. ogromna większość z nich była potwornie zadłużona, a wierzycielami pozostawała garstka najbogatszej elity spartańskiej (która w tym właśnie okresie liczyła nie więcej, niż ok. 100 osób). Zresztą wszystkich obywateli też było niewielu, zaledwie 700 (mówimy oczywiście o męskiej populacji, gdyż kobiet i dzieci w to nie wliczano). Całą resztę stanowiła ludność pozbawiona obywatelstwa i praw z tym związanych, czyli byli to albo periojkowie (grupy osób napływających z innych greckich polis, które osiadły w Sparcie i tutaj zamieszkały), hypomejoni - czyli obywatele Sparty, którzy utracili obywatelstwo (np. za długi), oraz niewolnicy państwowi, czyli heloci. 

Państwo, które mogło wystawić armię złożoną z zaledwie 700 obywateli (a jedynie obywatele Sparty/Lacedemonu mogli służyć w wojsku i nosić broń), nie mogło być wówczas żadną realną siłą w świecie, w którym potęga państw takich jak Macedonia, Egipt czy Syria - była nieporównanie większa (państwa te dysponowały armiami liczącymi od prawie 100 tys. do ponad 150/200 tysięcy żołnierzy). Dlatego też zmieniła się wewnętrzna rola i charakter tego kraju. Sparta przestała się liczyć jako ogólnogrecki podmiot, choć wciąż jej rewanżystowskie działania w stosunku do Mesenii i państw Peloponezu, budziły niepokój (nawet w Macedonii). Krajem wciąż rządzili królowie, ale prawdziwa władza była skupiona w rękach najbogatszych obywateli, członków geruzji i eforów. Władza królewska była praktycznie symboliczna i ograniczała się do zadań kultowych w czasie pokoju, oraz dowódczych w czasie wojny - prawdziwymi kreatorami polityki państwa byli właśnie eforzy (wybierani na rok w liczbie sześciu), którzy przewodzili również obradom Geruzji, czyli rady starszych (złożonej z 30 sprawujących dożywotnio swój urząd gerontów, wywodzących się z najbogatszych rodów Lacedemonu), pełniącej rolę takiego senatu doradczego dla eforów. Realna władza polityczna obywateli sprowadzała się jedynie do wyborów eforów (spośród wskazanych wcześniej kandydatów, przy czym głosów nie liczono, a jedynie nasłuchiwano kto głośniej krzyczy za danym kandydatem - co też stwarzało duże pole do nadużyć, bowiem w Sparcie obywatele na zgromadzeniu ludowym - czyli apelli, głosowali... krzycząc) i od czasu do czasu składu Geruzji (w przypadku śmierci danego geronta). 




Oczywiście "głosować" (swym gardłem) mogli jedynie mężczyźni, ale za to kobiety posiadały w swych rękach praktycznie całą potęgę finansową danego rodu, a co za tym idzie i państwa. Ziemia bowiem, będąca największym wyznacznikiem bogactwa, choć oficjalnie należała do ich mężów, w rzeczywistości to właśnie one głównie nią rozporządzały. One delegowały grupy helotów do pracy, one wreszcie gromadziły środki ze sprzedaży bogactw, jakie owa ziemia zrodziła. Można więc powiedzieć że finanse zarówno spartańskiego domu, jak i poniekąd państwa, były właśnie w rękach Spartanek. Mimo iż Sparta wewnętrznie się bogaciła, to jednak bogactwo było rozłożone nierównomiernie i wielu obywateli traciło swe prawa (wraz z ziemią) właśnie za długi, a to oznaczało, że państwo spartańskie nie było w stanie wyjść z zamkniętego kręgu zmniejszającej się populacji obywateli-żołnierzy, a co za tym idzie, niezdolne było nawet do podjęcia próby odzyskania utraconych terenów wspaniałej Mesenii, krainy pełnej pól uprawnych, które mogłyby zadowolić spartiatów. Po raz pierwszy Sparta rozpoczęła podbój Mesenii w roku 743 p.n.e. Bardzo szybko udało im się ten kraj opanować, gdyż w kilku potyczkach zwyciężyli Meseńczyków i zajęli ich stolicę - Steniklaros. Wydawało im się że wojnę już wygrali, ale król Mesenii - Eufajos polecił swym poddanym przenieść się na niedostępną górę Ithome, gdzie założyli nową stolicę. Spartanie nie zamierzali zdobywać Ithome, im bowiem chodziło o meseńskie równiny, więc zaakceptowali ten stan rzeczy. Niestety, szybko okazało się że Meseńczycy rozpoczęli wojnę partyzancką i odbijają plony, jakie już zebrali spartańscy koloniści. Nie było rady, aby zabezpieczyć swoje panowanie w tym kraju, należało zdobyć Ithome, jednak walki pod górą i jej oblężenie trwało przez prawie 19 lat, do 724 r. p.n.e. 




Przez ten czas zamknięci na górze Meseńczycy zaczęli cierpieć ciasnotę, dodatkowo pojawiły się jakieś epidemie, które dziesiątkowały obrońców. Aby więc zatrzymać nieszczęścia i uprosić odmianę losu u bogów, postanowiono złożyć Zeusowi w ofierze jedną z dziewic. Dziewicą tą miała być córka niejakiego Likiskosa (członka dynastii Ksenofontydów), który został zmuszony przez lud nie tylko do jej poświęcenia, ale także do osobistego jej zamordowania na ołtarzu Zeusa. Likiskos został do tego zmuszony zarówno przez króla Eufajosa, jak i przez lud i przysiągł że spełni ich żądanie, ale gdy nadszedł dzień złożenia ofiary z córki, okazało się że ani ojca ani dziewczyny nigdzie nie było. Pod osłona nocy zbiegli do obozu Spartan. Lud był tak wzburzony jego zdradą, że zamierzał wymordować całą rodzinę królewską jako zdrajców, ale wówczas jeden z krewniaków Eufajosa, imieniem Aristodemos zapowiedział, że złoży własną córkę w ofierze Zeusowi, w zamian za życie dla pozostałych członków swej rodziny. Lud wyraził zgodę, znów jednak okazało się że los nie sprzyjał Ksenofontydom (dynastii panującej w ówczesnej Mesenii). W obronie dziewczyny wystąpił teraz zauroczony jej pięknem młodzian, który zapowiedział publicznie, że córka Aristodemosa nie jest już dziewicą i że nosi w sobie jego dziecko. Złożenie w ofierze kobiety brzemiennej byłoby świętokradztwem i obrazą bogów, ale jednocześnie Aristodemos obawiał się reakcji tłumu na kolejną nieudaną ofiarę i począł przekonywać zebranych, że chłopak kłamie, a gdy zabrakło mu argumentów, po prostu wyciągnął miecz i przebił nim pierś swej córki. Kapłani byli niezadowoleni i zaczęli szeptać: "To żadna ofiara, to zwyczajne morderstwo". Jednak lud owacyjnie przyjął tę "ofiarę". Nic się jednak nie zmieniło w położeniu Meseńczyków zamkniętych na Ithome. Król Eufajos zginął w jednej z bitew pod górą, próbując przerwać spartańskie oblężenie, zaś Aristodemos (jego następca), w kilka lat później popełnił samobójstwo przy grobie własnej córki. Po jego śmierci wygłodzeni Meseńczycy musieli się poddać. Wszyscy zostali zamienieni w niewolników - helotów i odtąd dawni władcy Mesenii musieli ciężko pracować dla nowych panów tych ziem, jednocześnie będąc traktowani w sposób niezwykle brutalny. Tak oto w roku 724 p.n.e. Mesenia padła łupem zwycięskich Spartan.

W czterdzieści lat później, w roku 685 p.n.e. Meseńczycy zbuntowali się po raz pierwszy przeciwko swemu ciężkiemu położeniu, gdyż nowi panowie traktowali ich nawet nie jak niewolników, a jak zwierzynę łowną. Poczęto organizować nawet zawody "sportowe" dla spartańskiej arystokracji, noszące nazwę "krypteia". Ze sportem oczywiście nie miało to nic wspólnego, a polegało na otaczaniu pod osłoną nocy jednej z licznych wiosek helotów, podpalaniu jej i mordowaniu każdego uciekającego Meseńczyka (mężczyzn, starców, kobiet i dzieci - bez znaczenia). Nic więc dziwnego, że wreszcie doszło do buntu. Przywódcą powstania został niejaki Aristomenes, niewolnik z okolic miasta Andania, które to miasto zostało opanowane przez helotów i uczynione główną bazą odrodzonych Meseńczyków. Stamtąd organizowano podjazdową wojnę partyzancką na tereny spartańskich kolonistów. Powstanie trwało przez 16 lat, a w jego trakcie udało się Meseńczykom odzyskać sporą część kraju. Po dwóch latach wyzwolono całą dolinę Pamisosu, odzyskując dawną stolicę kraju - Steniklaros.Wydawało się wówczas, że odrodzenie Mesenii jest już tylko kwestią czasu, tym bardziej że z Aristomenesem zaczęły współpracować inne greckie państwa Peloponezu, a szczególnie Arkadyjczycy króla Aristokratesa. Zjednoczony w sojuszu z Arkadią Aristomenes, postanowił wydać Spartanom decydującą bitwę. Doszło do niej na równinach Denteliatis (ok. 683 r. p.n.e.). W bitwie tej Aristomenes poniósł klęskę, ponieważ król Arkadyjczyków zdradził go, opuszczając z wojskiem pole bitwy. Klęska nie była jednak pełna (choć utracono wszystkie dotychczasowe zdobycze), postanowiono bowiem znów schronić się na górze, tym razem jednak była to góra Ira (na północ od Ithome, na granicy z Arkadią). Tam dalsza wojna partyzancka trwała przez kolejne czternaście lat.

Wreszcie jednak Ira także została zdobyta przez Spartan w 669 r. p.n.e. (podstępem, podczas ulewnej nocy, gdzie siły obrońców patrolujący górę były mniejsze, gdyż nie obawiano się ataku Spartan podczas takiej ulewy). Aristomenes zdołał jednak wyprowadzić stamtąd większość żołnierzy oraz kobiet i dzieci, po czym wszyscy udali się na dwór króla Arkadii - Aristokratesa do Tegei. Aristomenes nawet pobity i zmuszony do ucieczki z kraju, nie przestawał myśleć o dalszych działaniach wojennych, a nawet planował ofensywę na Lakonię, zdobycie Sparty i wymienienie jej na Mesenię. Prosił jedynie króla Arkadii o wsparcie wojskowe do chwili aż się ponownie nie umocni. Jednak Aristokrates nie zamierzał mu pomagać, wysłał swego posła do Sparty, deklarując że gotowy jest im wydać Aristomenesa, jeśli odpowiednio mu zapłacą. Ci się zgodzili, ale tajne plany króla wyszły szybko na jaw i został on ukamienowany (jako krzywoprzysięzca) przez własnych poddanych. Aristomenes i ci Meseńczycy, których wyprowadził z Iry (była to zaledwie garstka populacji kraju), nie wrócili już jednak do Mesenii. Odpłynęli oni z Grecji na Sycylię, gdzie założyli miasto Messanę (dzisiejsza Mesyna). Potem doszło do jeszcze jednego - drugiego dużego powstania helotów w Mesenii w latach 464-455 p.n.e (zwanego III wojną meseńską). Powodem buntu było silne trzęsienie ziemi (ok. 20 000 zabitych) jakie nawiedziło Lakonię (czyli krainę spartiatów, gdzie leżała sama Sparta) w 464 r. p.n.e. Prócz samych helotów, po raz pierwszy do powstania przyłączyli się również periojkowie (dwa zasiedlone przez nich miasta). Powstańcy ponownie zajęli i obsadzili górę Ithome, a Spartanie - nie mogąc sobie z nimi poradzić - poprosili o pomoc Ateńczyków (wówczas w tym mieście przewagę miało stronnictwo Kimona - o którym już wspomniałem w innej serii - bardzo przyjazne Sparcie), ale przybycie ateńskich oddziałów pod wodzą Kimona (462 r. p.n.e.) również nie doprowadziło do zdobycia góry. Wówczas Lacedemończycy postanowili odprawić Ateńczyków, obawiając się aby ci nie przyłączyli się do buntowników, lub aby nie szerzyli wśród żołnierzy wrogiej propagandy (chodziło o idee demokratyczne). Po kilku miesiącach odesłano ich więc z powrotem. Powstańcy ostatecznie skapitulowali dopiero w kilka lat później (455 r. p.n.e.), i to dopiero wówczas, gdy Spartanie obiecali dać im wolność, oraz bezpiecznie opuścić Mesenię (Ateńczycy osadzili ich w Naupaktos w Lokrydzie).


ATEŃSKI HOPLITA



Dojdzie jeszcze do dwóch, mniejszych już powstań helotów w Mesenii. W roku 425 p.n.e. część mieszkańców tego kraju zbuntowała się, po wielkim zwycięstwie Ateńczyków w bitwie ze Spartanami pod Sfakterią (do ateńskiej niewoli dostało się wówczas 292 jeńców, w tym 120 Spartiatów, co spowodowało że Sparta dążyła do zawarcia pokoju nawet na niekorzystnych dla siebie warunkach, byle tylko odzyskać swoich obywateli - co też poniekąd świadczy o degradacji państwa lacedemońskiego, gdyż kurcząca się populacja obywateli była tak ważna, że strata w bitwie nawet kilkudziesięciu z nich mogła być prawdziwą katastrofą, natomiast taki np. Rzym, gdy w bitwie z Hannibalem pod Kannami stracił ponad 40 000 obywateli, był w stanie w szybkim tempie wystawić kolejne siły do dalszej walki). Do jeszcze jednego, tym razem już skutecznego buntu helotów, doszło w roku 369 p.n.e. i było ono spowodowane tebańską agresją na Spartę, w wyniku czego Mesenia została trwale wyzwolona i do opanowania Grecji przez Rzym, Sparta już nie odzyskała władzy nad tą krainą. Ciekawie wyglądały również próby narzucenia przez Spartę swego władztwa innym państwom greckim na Peloponezie. Zaraz po zakończeniu powstania helotów w Mesenii, Sparta postanowiła opanować Argos (i całą Argolidę), jednak w bitwie pod Hysiaj (669 r. p.n.e.) poniosła klęskę i na razie musiała zrezygnować z tych planów, jednak nie porzucono myśli o podboju całego Peloponezu. W dziesięć lat później Lacedemończycy ruszyli ponownie, tym razem przeciwko arkadyjskiemu miastu Figalii (będącemu bramą do opanowania całej Arkadii). Miastu temu jednak pomocy udzieliło inne arkadyjskie polis - Orestazjon i razem ponownie rozbili siły spartańskie w bitwie pod Figalią (659 r. p.n.e.). Po raz ostatni zbrojną próbę opanowania całego Peloponezu - poprzez zajęcie Arkadii, podjęli Spartanie w 640 r. p.n.e. gdy ruszyli przeciwko największemu miastu tej krainy - Tegei. Ponownie jednak los im nie sprzyjał i zostali pokonani w bitwie pod tym miastem, tracąc wielu zabitych i jeńców. 


SPARTA
NAZNACZONE LINIĄ MURY POWSTAŁY DOPIERO W III WIEKU P.N.E., GDYŻ WCZEŚNIEJ SPARTANIE CHAŁUPILI SIĘ, IŻ SĄ ONE IM NIEPOTRZEBNE, GDYŻ "ŻADNA SPARTANKA NIGDY NIE UJRZAŁA ORĘŻA OBCEGO WOJOWNIKA", A GDY ATEŃCZYCY CHWALILI SIĘ, MÓWIĄC: "WIELOKROTNIE WYPĘDZALIŚMY WAS Z NAD BRZEGÓW KEFIZOSU", SPARTANIE ODPOWIADALI: "A MY WAS ZNAD BRZEGÓW EUROTASU JESZCZE NIGDY"



Spartanie nie zamierzali jednak odpuścić i wciąż ponawiali ataki w celu podboju żyznej Arkadii. Do kolejnego wielkiego ataku na Tegeę doszło w roku 585 p.n.e. i po raz kolejny już bitwa ta zakończyła się klęską Lacedemończyków. Dopiero w kampanii roku 560 p.n.e. udało im się zadać klęskę Tegejczykom, ale samego miasta zdobyć już nie zdołali, tracąc pod nim wielu obywateli - spartiatów. Wówczas postanowili zaprzestali dalszych prób zbrojnego opanowania Peloponezu (według legendy do Lacedemończyków miał przemówić pewien starzec imieniem Glaukus, syn Epikidesa {jednego z autorów nieudanej kampanii z roku 640 p.n.e.}, który zwrócił się do nich tymi słowy: "Poniechajcie wszelkiej myśli o podboju ziem sąsiednich. Jeżeli zaś jesteśmy silniejsi od innych - użyjmy siły naszej ażeby bronić Hellenów od wspólnego wroga i wspierać sprawiedliwość tam, gdzie będzie deptana". Lacedemończycy postanowili wówczas podporządkować sobie inne państwa Peloponezu, tworząc sojusz, dzięki któremu oni (jako najwięksi i najsilniejsi) pełniliby pozycję dominującą (ok. 556 r. p.n.e.) Tak właśnie narodziła się Symmachia Spartańska, która zwana jest również Związkiem Peloponeskim. Okres ten (od porzucenia planów militarnego podboju Peloponezu ok. 560 r. p.n.e.), był czasem bodajże największej świetności państwa spartańskiego w dziejach. To właśnie wówczas swe elegie tworzył sławny Tyrtajos, swe pieśni pisał Alkman, w architekturze nowe trendy wyznaczali Teodoros z Samos i Bakhykles z Magnezji (którzy zamieszkali w Sparcie), zaś prawdziwe triumfy w greckim świecie święciła lakońska ceramika. Powstawały wspaniałe dzieła sztuki, takie jak świątynia Artemidy Orthia (ok. 600 r. p.n.e.), sławny tron Apolla w Amyklaj (ok. 550 r. p.n.e.), czy rzeźby Skiasa (576 r. p.n.e.). Związek Peloponeski narodził się właśnie w tym czasie, a Sparta pełniła w nim rolę hegemona. To, czego nie uzyskała w drodze podboju, zdobyła poprzez unię, dzięki której miała wpływ na politykę innych państw Peloponezu, a swoje kompetencje realizowała z całą konsekwencją.


HOPLITA z LACEDEMONU



Zbrojna interwencja Sparty w roku 582 p.n.e. spowodowała upadek władzy tyrańskiej w Koryncie i zainstalowanie tam rządów arystokratycznych (jednocześnie doprowadzając do uniezależnienia się od Koryntu wyspy Korkiry, co również było związane z pewnym upadkiem gospodarczym tego miasta, na czym z kolei zyskała Sparta), pozwoliło to też usamodzielnić się gospodarczo Argos które było pod coraz większą dominacją Koryntu. Należy bowiem pamiętać że tyrańskie rządy w Koryncie były bardzo ożywcze dla tego miasta. Tyrania zaczęła się od zamachu stanu niejakiego Kypselosa w 657 r. p.n.e. i wypędzeniu przez niego arystokracji korynckiej (z dawnego królewskiego rodu Bakchiadów, z którego też sam po matce pochodził). Nim jednak zdobył władzę, miał udać się do Delf, prosząc boga Apolla o radę co ma czynić i jak potoczą się jego losy. Pytia przepowiedziała mu wówczas co następuje: "Będzie szczęśliwy ten mąż, co do mego przybytku wstępuje, sam on i jego synowie, synowie zaś synów - bynajmniej". I to właśnie się sprawdziło, bowiem zarówno sam Kypselos, jak i potem jego syn Periander cieszyli się wielką sławą i powodzeniem, natomiast synowie Periandra... utracili władzę właśnie po spartańskiej interwencji. Czasy rządów Kypselosa (657-627 r. p.n.e.) i syna jego Periandra (627-585 r. p.n.e.), to okres największej bodajże świetności Koryntu w całych dziejach tego miasta. Ci dwaj tyranii stworzyli prawdziwą ekonomiczną potęgę. Jeszcze za Kypselosa powstały takie korynckie kolonie jak Leukas, Anaktorion i Ambrakia, podporządkował swej władzy Argos i Syrakuzy (na Sycylii), obalając tamtejszy arystokratyczny ród Myletydów. Stworzył finansową potęgę Koryntu, przechodząc na stopę samijską, która dawała więcej korzyści niż dotychczasowa argiwska czy eginecka. Zaczął bić złote i srebrne monety, co spowodowało że waluta koryncka stała się popularna nawet w greckich miastach daleko poza Grecją właściwą. Jego syn zaś - Periander wielce rozbudował miasto, był twórcą igrzysk istmijskich ku czci Posejdona (na których w 196 r. p.n.e. Flamininus ogłosił "Wolność wszystkich Hellenów"), oraz... patronem niewolników (wyzwolił ich bardzo wielu, jednocześnie wprowadzając ustawy zabraniające posiadania zbyt wielu niewolników, oraz ogłaszając kary za ich okrutne traktowanie). Miał dalekosiężne plany, które częściowo zrealizował (budowa drogi przez Istm dla łatwiejszego holowania okrętów morskich, dzięki czemu można było bardzo szybko przenieść całą flotę z Zatoki Korynckiej na Morze Egejskie bez konieczności żmudnego opływania wybrzeży Peloponezu, planował też przekopanie Przesmyku Korynckiego), zdobył Korkyrę i założył kolonię w Potidai i Apollonii.

Poślubił też córkę tyrana miasta Epidauros (w którym to znajdowała się sławna na całą Grecję świątynia boga Asklepiosa - boga medycyny, w którego świątyni leżeli chorzy w nadziei wyzdrowienia) - Proklosa. Melissa, bo tak miała się nazywać żona Periandra, była piękną kobietą, a mąż był w niej zakochany do szaleństwa. Mimo to dopuścił się zbrodni. Pewnego razu - zamroczony winem, chciał wymusić na niej uległość seksualną, a ponieważ ona się wzbraniała, uderzył ją z całej siły w pierś, po czym kobieta padła bez życia. Świadomy zbrodni jakiej się dopuścił, potem starał się przebłagać bogów, ofiarowując wielkie środki dla świątyń w Delfach i Olimpii, oraz wystawiając żonie kapliczkę u podnóża świątyni Artemidy, w której ponoć co noc błagał ją o wybaczenie (miał nawet wywołać jej ducha w jaskini Acheronu, ale według kapłanów - którzy mieli obserwować zjawę, co miała się wówczas ukazać, Melissa nie przebaczyła mężowi zbrodni jakiej się dopuścił, zjawa miała wypowiedzieć bowiem słowa, skierowane do Periandra, które brzmiały: "Zimno mi"). Nie wiedząc co ma czynić aby przebłagać zmarłą żonę, ogłosił, aby wszystkie szlachetnie urodzone Koryntyjki podczas święta bogini Hery, udały się na Akrokorynt (dominujące nad miastem, potężnie umocnione wzgórze, taki koryncki Akropol), przyozdobione w najwspanialsze szaty i kosztowności, jakie posiadają. Gdy kobiety zjawiły się tam, otoczył je strażą, po czym kazał wszystkim... rozebrać się do naga. Gdy to uczyniły puścił je wolno, ale wszystkie stroje i kosztowności spalił w kapliczce swej żony, sądząc że w ten sposób ją uraduje i że teraz nie będzie już cierpiała chłodu. Periander kazał też wygnać swego młodszego syna - Likofrona (którego upatrywał na swego następcę), za to że tamten śmiał mu wyrzucać morderstwo matki. Likofron udał się na Korkyrę, gdzie został zamordowany, co doprowadziło Periandra do jeszcze większego żalu i przygnębienia. Znów wyrzucał sobie że to przez niego doszło do tej tragedii. Pariander miał umrzeć w jakiś czas po śmierci swego syna, pogrążony w żałobie i depresji. Władzę po nim objął starszy syn - Kypselos II, który w trzy lata po śmierci ojca został obalony przez Spartan.


KORYNT



CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...