WYŚWIETLENIA

25 marca 2026

HISTORIA ŻYCIA - WSZECHŚWIATA - WSZELKIEJ CYWILIZACJI - Cz. XLIII

I IMPERIUM ATLANTYDY

Cz. II





I - "SFERA"


 I SFERA ATLANTYDY
(Wizja artysty)



Stolicą wyspy Poseidii, było potężne miasto zwane - ATLANTYDĄ. To właśnie nazwa tego miasta stała się potem (błędnąⁿ) nazwą całej wyspy. Miasto zostało założone tuż nad brzegiem morza na wschodnim wybrzeżu Poseidii. Rozłożone było na wzgórzu, około sześciu kilometrów od Oceanu Atlantyckiego, łagodnie schodząc w jego stronę. Atlantyda nie stanowiła jednego "zbitego" w całość miasta - była raczej ciągiem trzech połączonych ze sobą okręgów, o specjalnie wyprofilowanym podłożu. Od zachodniej strony nad miastem królował trójząb majestatycznych gór, które osłaniały je przed każdym zagrożeniem, jakie mogłoby nadejść z tamtej strony. Okręgi (które tworzyły miejskie dzielnice) były ogromne i dokładnie wyprofilowane - centrum miasta (pierwszy okrąg) miało szerokość 14 kilometrów, drugi 46, trzeci 78. Każdy okrąg stanowił oddzielną dzielnicę miejską, zwaną - "Sferą". W Pierwszej Sferze znajdowało się główne centrum polityczno-kulturalne Imperium. Mieścił się tam oczywiście również i Pałac Królewski, który był otoczony przez olbrzymie ogrody publiczne, jeziora, strumienie i majestatyczne fontanny (pamiątka z czasów MU - Pałac Cesarski w Savanasie był bowiem również otoczony cesarskimi jeziorami, sztucznymi basenami oraz ogrodami i parkami pełnymi wspaniałych drzew i kwiatów). W centralnej części pałacowego ogrodu znajdowała się olbrzymia fontanna (zwana "Drzewem Życia"), której wody strzelały w niebo na niesamowitą odległość i łagodnie opadały do jej wnętrza. 


FONTANNA "DRZEWO ŻYCIA"
(Wizja artysty)



W każdym z ogrodów mieściło się pole wyścigowe, na którym mieszkańcy urządzali najróżniejsze zawody sportowe i uroczystości publiczne. Wokół pola, znajdowały się miejsca siedzące, które były osłonięte przed promieniami słonecznymi, dzięki urodzajowi palm i wszelakich drzew owocowych. Na owych polach swe obrzędy odprawiali również kapłani, a ich misteriom zawsze towarzyszyła przepiękna muzyka męskich i żeńskich chórów. Życie w ogrodach toczyło się tak w dzień jak i w nocy, a oświetlenie stanowiły papierowe latarnie w kształcie kul, umieszczone w pewnej odległości nad ziemią. Każda taka latarnia stanowiła (dzięki technologii Atlantów) samoładujące się (w trakcie dnia) źródło światła i ciepła (jedna taka latarnia - umieszczona odpowiednio wysoko, mogła oświetlić nawet i dużą salę biesiadną. Pierwsza Sfera była miejscem zamieszkania nie tylko króla i jego dworu, lecz i całej arystokracji Atlantów (wznosiły się tam majestatyczne pałace arystokracji i królewskich nobili), a także najwyższych kapłanów i kapłanek. Pierwsza Sfera była też pełna najróżniejszej wielkości (choć gównie monumentalnych) posągów, obelisków i sfinksów. Znajdowała się tam także Wielka Piramida (również pamiątka z MU), która pełniła funkcje religijne (gromadzili się tam tylko najwyżsi kapłani), grobowe (królewskie mauzoleum), oraz służyła jako miejsce kontaktu z innymi planetami i galaktykami (była bowiem czymś w rodzaju "centrum telefonicznego" z innymi światami - w tym z Aremo, rodzinną planetą tak mieszkańców MU, jak i obywateli I Imperium Atlantydy). 


PIERWSZA "SFERA"
PAŁAC KRÓLEWSKI 
W oddali widoczna
WIELKA ŚWIĄTYNIA
(Wizja artysty)



Pierwsza Sfera była więc centrum królewsko-arystokratycznym, choć... jednocześnie każdy obywatel Imperium mógł tam przebywać i uczestniczyć w organizowanych zabawach, grach i wyścigach. Większość mieszkańców miasta przybywała tam by odpocząć wśród przepięknych budowli, pomników, ogrodów, parków, skwerów, jezior, basenów i najróżniejszej palety kwiatów oraz drzew owocowych. Nikt im nie zabraniał przebywania w Pierwszej Sferze (bez względu na to, czy tam mieszkali czy też nie). Zresztą do "centrum" przybywali nie tylko ludzie wolni (czyli obywatele Imperium), lecz również niewolnicy, którzy (za pozwoleniem swych właścicieli) także mogli uczestniczyć w uroczystościach Pierwszej Sfery. Mieścił się tam również Pałac Cudzoziemców, gdzie goszczono i podejmowano (na koszt państwa) ambasadorów i zwykłych turystów z innych krajów, odwiedzających Atlantydę. Pałac był równie imponujący co sąsiadujący z nim Pałac Królewski i mógł pomieścić setki tysięcy ludzi. Pobyt w nim był dla gości nieograniczony czasowo i zupełnie darmowy. Pałac cały był przetykany złotem, srebrem, kością słoniową oraz białym, lśniącym arichalkiem (minerał którego używali dawni Atlanci, pochodzący jeszcze z Aremo). W Pierwszej Sferze były również zlokalizowane największe i najpiękniejsze miejskie świątynie. Największa Świątynia była połączona specjalnym (podziemnym) kanałem z Pałacem Królewskim, a teren pomiędzy tymi dwoma majestatycznymi budynkami, oddzielały cztery strumienie (każdy z wodą o innej temperaturze - od gorącej do bardzo zimnej - utrzymywane dzięki specjalnej sieci kanałów podgrzewających), poprzedzielane alejami pełnymi drzew i tonącymi w kwiatach. W Pierwszej Sferze znajdował się również olbrzymi akwedukt miejski, sztuczne jezioro, oraz setki mniejszych fontann. Mieściła się tam też królewska Cytadela.


SALA TRONOWA
 PAŁACU KRÓLEWSKIEGO
(Wizja artysty) 



KORYTARZ - wiodący z 
PAŁACU KRÓLEWSKIEGO
do WIELKIEJ ŚWIĄTYNI
(Wizja artysty)




II - "SFERA"


Druga Sfera (zwana Sonchią) mieściła głownie prywatne domy mieszkalne, budynki użyteczności publicznej oraz świątynie. Znajdowała się tam (druga po Wielkiej Świątyni - przylegającej do Pałacu Królewskiego z Pierwszej Sfery) Błękitna Świątynia, z której to kapłanki organizowały święto zwane "Błękitną Procesją". Odbywała się ona w następujący sposób: kapłanki (i kapłani) ubrane w białe szaty, objeżdżały dzielnicę (Drugą Sferę) na słoniach lub konno. Sama procesja służyła oczyszczeniu ludzkiego ducha i zjednoczeniu z naturą, oraz jej zwierzęcymi mieszkańcami (stąd też bardzo często prowadzono najróżniejsze gatunki zwierząt - od lwów i tygrysów, po gęsi, kaczki i kurczęta). Chodziło o uzyskanie wewnętrznej harmonii duszy i ciała (tylko nie wiadomo dokładnie po co prowadzono tak różne gatunki zwierząt, gdyż ich potem nie zabijano i nie spożywano?). Świątynia ta została kompletnie zniszczona (i co ciekawe nie odbudowana ponownie, w przeciwieństwie do innych budynków, w tym do Wielkiej Świątyni z Pierwszej Sfery) po najeździe białych przybyszy z planety Malona, którzy zniszczyli dawną cywilizację I Imperium i zbudowali nowe społeczeństwo - znane jako II Imperium Atlantydy. Sama zaś procesja została zakazana i już więcej jej nie obchodzono. Prócz Błękitnej Świątyni, znajdowały się w Drugiej Sferze inne mniejsze świątynie i przybytki religijne. 


BŁĘKITNA ŚWIĄTYNIA
(Wizja artysty)



W ogóle Druga Sfera była najbardziej "świątynną" ze wszystkich dzielnic Atlantydy (a co ciekawe, każda dzielnica miała swoje odrębne władze, które wydawały prawa i rozporządzenia dotyczące tylko mieszkańców tej danej strefy zamieszkania). Świątyń tutaj było tak wiele, że kapłani w jednej i drugiej wieży świątynnej, pozdrawiali się wzajemnie wyciągniętą dłonią (tak wiele ich było i tak blisko siebie znajdowały się te przybytki). Co ciekawe, kapłani i kapłanki pozdrawiali siebie nawzajem i wiernych, czyniąc w powietrzu... znak krzyża, który to znak dla Atlantów był symbolem nieśmiertelności ludzkiej duszy i jej ciągłego odradzania się (na Atlantydę przywędrował ten symbol z MU, a tam z planety Aremo, potem zaś odnajdzie się w... Egipcie i znany będzie jako "ankh"). W Drugiej Sferze znajdowały się mniej okazałe budynki, gdyż mieszkali tam zwykli obywatele, a nie imperialna arystokracja, mimo to każda rodzina miała swój własny dom (nie było ludzi bezdomnych, gdyż władze dzielnicy dbały o zapewnienie obywatelom stałego miejsca zamieszkania - jeśli było to konieczne - fundowały mu go w innej sferze - głównie w trzeciej - lub w innym mieście Imperium). Domy były niezwykle przestronne, pełne drzew i kwiatów. Przeszklone (nie używano tradycyjnego szkła, lecz substancję szklanopodobną, której produkcję wyniesiono z planety Aremo). Każdy budynek posiadał swój własny ukwiecony ogród, oraz prywatną wieżę (kaplicę), na którą wchodzono po spiralnych schodach, by na tarasie wieży - wziąć udział w nabożeństwach świątynnych (kapłani często odprawiali modły i śpiewy ze świątynnych wież, które - wzmocnione akustycznie - były doskonale słyszalne). W Drugiej Sferze mieściła się także Poczta Państwowa i Zarząd Dróg Imperium. 


"BŁĘKITNA PROCESJA"
Z II SFERY
(Wizja artysty)



 
III - "SFERA"


Trzecia Sfera niewiele różniła się pod względem budynków prywatnych od Drugiej Sfery. Obie dzielnice zamieszkiwali bowiem obywatele Imperium nie należący do elity i dworu królewskiego. Jedyną różnicą był znaczny ubytek świątyń w Trzeciej Sferze (choć też było ich kilka, lecz już nie tak wiele jak we wspomnianej wyżej). Trzecia też była najludniejszą i... najbardziej plebejską. Prócz domów mieszkalnych i nielicznych świątyń oraz budynków użyteczności publicznej (władz dzielnicy), mieściły się tutaj również koszary wojskowe, oraz liczne gospody. Tu również miała swą siedzibę Mennica Państwowa, oraz liczne fora, na których kupcy z innych państw zachwalali swe towary. Mieściła się tutaj również (jedyna w całym Imperium) szkoła niewolników i ogromny targ, gdzie ich sprzedawano. Szkoła Trzeciej Sfery słynęła z doskonale "wyrobionych" i biegłych w najróżniejszych zawodach niewolników, dlatego też zjeżdżano tutaj z miast całego Imperium, by nabyć odpowiednio wyszkolonego, obytego i posłusznego niewolnika. Szkoła ta wejdzie w swój najlepszy okres za czasów II Imperium Atlantydy i wojen prowadzonych przez Białych zdobywców z Malony. Wówczas to niewolników będzie tak wielu, że ich liczba znacznie przewyższy liczbę nowych obywateli Imperium. Prawo przestanie też ich chronić a właściciele będą mogli do woli szafować zdrowiem i życiem swej własności. Sama stolica - Atlantyda w czasach I Imperium liczyła sobie ok. 10 milionów mieszkańców. Nie było to dużo, biorąc pod uwagę rozpiętość i wielkość samego miasta (wciąż wiele było terenów dziewiczych, zupełnie niezasiedlonych, porosłych gęstym lasem, a niektóre wręcz... pełne dzikich zwierząt). Każda ze sfer miejskich była prawdziwym "miastem w mieście" i sama dzieliła się na kilka mniejszych dzielnic (też zarządzanych przez lokalne władze dzielnicowe lub "osiedlowe"). Poza tym mieszkańcy Atlantydy osiedlali się również poza sferami (w rejonach przybrzeżnych za trzecim okręgiem). Tam jednak osiedlali się głownie najubożsi, którzy żyli z połowów ryb i handlu nimi w Trzeciej Sferze. Stolica była tak olbrzymią aglomeracją, że niewielu mieszkańców miasta w ciągu swego życia (a dożywano ok. 1000 lat) poznawało wszystkie jej zakamarki.  


 TRZY "SFERY" ATLANTYDY
(Wizja artysty)





PS: 

Jeszcze drobna informacja odnosząca się do prowincji Imperium Atlantydy. W czasach panowania Tolteków, były trzy główne prowincje wyspy, które posiadały swoje lokalne stolice. Pierwsza prowincja była ze stolicą w PEOS, Druga ze stolicą w SUS, a Trzecia w ALCIE. Po inwazji Malonian dojdzie jeszcze czwarta prowincja ze stolicą w EDENIE (a to dlatego że Biali przybysze nawiążą ścisłe kontakty dyplomatyczne ze swymi pobratymcami z Malony - Enlilem, Enkim, Ninurtą i Mardukiem z baz w Edenie, Abzu i Iggi).


CDN.

24 marca 2026

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXII

FILARY SPOŁECZNEGO 
ROZWOJU LUDZKOŚCI 
I METODY PATOLOGIZACJI 
NA PRZESTRZENI WIEKÓW





TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI:
Cz. XIX



SŁOWIANIE I CELTOWIE
Cz. XIX






PIERWSZE EUROPEJSKIE CYWILIZACJE:
SŁOWIANIE
(CYWILIZACJA FILISTYŃSKA)
(ok. 1200 r. p.n.e. - 925 r. p.n.e.)
Cz. VII



FILISTEA
CZASY EKSPANSJI
(ok. 1100 - 925 r. p.n.e.)
Cz. VI






MIASTA JUDEI





GIBEON

 
 Miasto Gibeon (Gibea) położone w środkowej Palestynie (na północny-zachód od Jerozolimy), było pierwszą stolicą "zjednoczonego" Izraela (nazwę tę objąłem w cudzysłów, ponieważ w czasach Saula owe zjednoczenie obejmowało realnie tylko dwa plemiona: Beniamina i Efraima, choć potem sprzyjały mu też niektóre osady izraelskie na południu, jak również te, należące do plemienia Manassesa na północy i w Gilead za Jordanem). Miasto to zostało wybrane na siedzibę przez pierwszego króla Izraela - Saula (archeolodzy odkopali w tym mieście niewielką czworoboczną cytadelę - która pierwotnie była budowlą filistyńską, ale została odrestaurowana na kształt hebrajski i jest uznawana za królewską rezydencję Saula), choć (co ważne) nie było to miasto judzkie, ani też w większości zasiedlone przez Hebrajczyków, a wręcz przeciwnie. Gibeon to była bardzo silna (posiadająca imponujące fortyfikacje i wyrafinowany system pozyskiwania wody, a także - jak twierdzi Księga Samuela: 1 Sm. 10,5 i 1 Sm. 13,3 - stacjonował tam silny filistyński oddział wojskowy) filistyńska twierdza w środkowej Palestynie; ale, ponieważ obrana została na stolicę Izraela przez Saula (który bez wątpienia był tam "gościem" lokalnego filistyńskiego władcy czy namiestnika miasta), przeto nie wymieniłem Gibeonu jako miasta filistyńskiego w poprzedniej części. Gibeonici jednak bez wątpienia nie byli w żaden sposób spokrewnieni rasowo z Hebrajczykami ("Gibeonici nie pochodzą z synów izraelskich, ale z pozostałości po Amorejczykach" jak zapisano w Księdze Samuela: 2 Sm. 21,2), choć istniała w mieście pewna hebrajska społeczność, zlokalizowana wokół "rezydencji" Saula. Nie wiadomo dokładnie od kogo (z miast-państw Pentapolis) zależny był Gibeon? Być może od żadnego z miast Filistei, a przemawia za tym fakt, że Gibeonici panowali dodatkowo nad mniejszymi miastami: Kefirą, Beerot i Kiriat-Jearim (wszystkie leżące na zachód od miasta, na drodze do Ekronu i Gat). Wydaje się jednak że z czasem miasto i jego mieszkańcy ulegli stopniowej hebraizacji (warto też dodać, że Gibeon mocno związany był z tradycją religijną i polityczną Izraela. To tam przecież znajdowała się Arka Przymierza nim ostatecznie przeniesiono ją do Jerozolimy, tam król Dawid wzniósł sanktuarium Jahwe, tam właśnie Bóg ukazać się miał we śnie Salomonowi, gdy ten poprosił go o mądrość, tam też doszło do buntu Szeby, do walk Abnera i Beniamitów z wiernym Dawidowi Joabem z Judy, tam wbici zostali na pal potomkowie Saula, tam też narodzić miał się prorok Hananiasz, syn Azura - bez wątpienia więc po 925 r. p.n.e. - a być może nawet wcześniej - cały obszar zasiedlony przez Gibeonitów stał się częścią terytorium rodu Beniamina).



KIRIAT-JEARIM


 Miasto podległe Gibeonitom, ale... wydaje się że to właśnie tutaj nastąpiło najwcześniejsze zasiedlenie przez ludność hebrajską (to tylko moja hipoteza, gdyż stwierdzenie proroka Jeremiasza, iż jest to rodzinne miasto proroka Uriasza niewiele realnie wnosi, tym bardziej że Uriasz działał w czasach panowania króla Jojakima, czyli w ostatnich dekadach VII wieku p.n.e. a więc w czasach, gdy tereny te były już w większości shebraizowane) i to jeszcze najprawdopodobniej w okresie panowania króla Saula, a już z pewnością w epoce rządów Dawida i Salomona.





HEBRON
(KIRIAT ARBA) 


 Kolejne wielkie hebrajskie miasto Judy, które... nie było zasiedlone przez Hebrajczyków. Jest to swoisty paradoks, ale tak właśnie należy to traktować, gdyż miasto pierwotnie zasiedlone było przez lud Kelabitów i Anakitów (Filistynów) - którzy zostali potem włączeni w obręb plemienia Judy (choć wielokrotnie sami Hebrajczycy podkreślali ich odrębność). Żyjący tu Anakici znani byli ze swego dużego wzrostu (stąd Hebrajczycy nazywali ich Nefilim - czyli olbrzymi. "Widzieliśmy też tam olbrzymów, synów Anaka, z rodu olbrzymów, i wydaliśmy się sobie w porównaniu z nimi jak szarańcza, i takimi też byliśmy w ich oczach" Lb 13,33). Prawdopodobnie jednak Hebron został zdobyty przez Izraelitów jeszcze w czasach króla Saula lub Dawida, gdyż w Księdze Barucha zapisane jest: "Tam urodzili się olbrzymi, sławni od początku, wielcy, biegli w walce. Ale nie tych wybrał Bóg, ani im nie dał drogi do mądrości. Zginęli dlatego, że mądrości nie mieli, zginęli z powodu swej nierozwagi" (Ba 3,26-28), a w przypowieści Ezechiela pojawia się takie stwierdzenie: "Tam jest Assur i cały jego lud dokoła jego grobu, wszyscy pobici, sami tacy, co padli od miecza. Ich groby urządzono w najgłębszym dole otchłani (...) którzy dawniej szerzyli postrach w krainie żyjących" (Ez 32, 22-24). Problem polega tylko na tym, że nie wiadomo dokładnie czy do takiego podboju nie doszło znacznie później, np. już po inwazji faraona Szeszonka z 925 r. p.n.e. Co prawda Hebron był "miastem dawidowym" i również zasiedlony był przez ludność hebrajską (która prawdopodobnie była w mniejszości), ale - podobnie jak Saul w Gibeonie, tak Dawid w Hebronie ogłoszony został królem Izraela. Tu też znajdowało się wzniesione przez niego sanktuarium Jahwe. Czy więc miasto to zdobyto w czasach króla Dawida? I tu znów pojawia się problem, gdyż kolejna stolica zjednoczonego Izraela wydaje się że nie została opanowana militarnie ("Potem pytał Dawid Pana: Czy mam ruszyć do któregoś z miast judzkich? A Pan mu odpowiedział: Ruszaj! I pytał jeszcze Dawid: Dokąd mam ruszyć? A On odrzekł: Do Hebronu. I ruszył Dawid wraz z obiema swymi żonami (...) również ludzi, którzy byli przy nim, sprowadził Dawid, i to wszystkich z rodzinami. I osiedlili się w osadach wokół Hebronu. Wtedy przyszli mężowie z Judy i namaścili tam Dawida na króla nad plemieniem Judy" - 2 Sm. 2,1-4). Istnieje pewne wyjaśnienie tego problemu (choć to również jedynie hipoteza), a mianowicie takie, że Dawid (jak wcześniej Saul w Gibea) był po prostu klientem jednego z filistyńskich władców, którzy umożliwili mu osiedlenie się z jego ludźmi w okolicach Hebronu (prawdopodobnie był to władca miasta Gat, lub król Ziklag z Szafeli, ale ten drugi był znów klientem władców Gat, więc być może działało to na zasadzie pewnej hierarchicznej kontroli, jak w średniowieczu rycerz przysięgał wierność księciu lub królowi, ale sam miał pod sobą giermka i stał wyżej od mieszczan i chłopów). W każdym razie Hebron był drugą stolicą zjednoczonego Izraela i siedzibą króla Dawida (tam też urodził się jego syn - Absalom). 
  


FRAGMENT JEROZOLIMY Z CZASÓW KRÓLA DAWIDA I SALOMONA
(Ten cienki pasek wokół murów idących ku Świątyni) 



JEROZOLIMA
(JEBUS) 

 
Miasto to pierwotnie zasiedlone miało być przez plemię Jebuzytów (stwierdzam że "miało być" ponieważ nigdzie indziej, poza Starym Testamentem nazwa ta nie występuje; wydaje się więc że albo była to jakaś autochtoniczna ludność kananejska, albo też... lud ten po prostu został wymyślony na potrzeby opowieści o królu Dawidzie i zdobyciu miasta, które wcześniej z Izraelitami nie miało nic wspólnego). Jeśli rzeczywiście lud ten istniał, to z pewnością był on obcy dla "narodu wybranego" ("Twoje pochodzenie i twój ród wywodzi się z ziemi kananejskiej. Twoim ojcem był Amorejczyk, a twoją matką Chetytka" - Księga Ezechiela 16,3. W Księdze Sędziów zaś zapisane jest, że Jerozolima czyli Jebus, jest miastem obcym "gdzie nie ma synów izraelskich" - Sdz. 19,12). Można jednak przyjąć, że miasto to rzeczywiście nie było związane z Hebrajczykami (swoją drogą Stary Testament próbuje nam jednocześnie wmówić, że zbieranina okolicznych ludów kananejskich i tych, które wcześniej powędrowały do Egiptu i tam popadły w niewolę - to ludność obca, napływowa, to ludność, której Jahwe dał w posiadanie nową ziemię - "Ziemię Obiecaną" czyli właśnie Palestynę. Natomiast lud Filistynów Biblia przedstawia jako... autochtonów, czyli mieszkających na tej ziemi już od wieków, podczas gdy - jeśli oprzemy się na przekazach historycznych - jest zupełnie na odwrót. Ludnością zdecydowanie obcą i o innej kulturze [choć, co bardzo ważne - bardzo szybko się asymilowali z pierwotną ludnością kananejską, tak, iż drugie, trzecie pokolenie po podboju było praktycznie całkowicie zasymilowane, a jednocześnie wytworzyła się swoista filistyńsko-kananejska nowa kultura] są Filistyni, przybyli tu w czasie migracji i podboju tzw.: "Ludów Morza", podczas gdy Hebrajczycy [Habiru] to lud autochtoniczny - choć złożony z mieszkańców różnych obszarów Palestyny, którzy w pewnym momencie powędrowali do Egiptu - bo tam wydawało im się, były warunki do lepszego życia. Jedyne, czym można to usprawiedliwiać to fakt, iż kolejne pokolenia, które już narodziły się w Egipcie - i tam zostały zniewolone - nie pamiętały Palestyny, ziemi swych ojców). 

Za kananejskim pochodzeniem Jerozolimy przemawia choćby fakt nie-hebrajskich imion władców tego miasta, jak choćby króla Abdi-Hepa noszącego huryckie imię. Nazwa miasta Jebus wzięła się od nazwy plemienia Jebuzytów, którzy mieli tam panować, ale... nie była to wcale pierwotna nazwa Jerozolimy. Pierwotną nazwą (zapisaną w egipskiej księdze "Tekstów Złorzeczeń" z czasów Średniego Państwa) byłby więc Uru Szalim. Jeden z władców tego miasta - Abdi-Hepa napisał list do faraona Amenhotepa III (połowa XIV wieku p.n.e. czyli okres amarneński) i stąd właśnie wiadomo jaką pierwotną nazwę nosiła Jerozolima. W czasach panowania króla Adoni-Sedeka (w tradycji hebrajskiej zwany jest Malchizedekiem), Jerozolima zawarła sojusz z Hebronem, Jarmut, Lakisz i Eglonem - czyli miastami Filistei i Szefeli. Była więc w tym okresie (XI-X wiek p.n.e.) dość dużym, liczącym się ośrodkiem, skoro stworzyła wokół siebie taką sieć połączeń (a jak wiadomo, za ówczesnymi sojuszami szły w parze ożenki dzieci władcy), niewielu bowiem byłoby chętnych do zawierania sojuszu z miastem słabym i nieustannie potrzebującym ochrony (w myśl zasady: jeśli chcesz sojuszu i pomocy od innych krajów, sam musisz być dla nich potencjalnym wsparciem).

Jebus (czy też, jak kto woli - Uru Szalim) zdobyte miało zostać przez Izraelitów pod wodzą Dawida ok. 1000 r. p.n.e. Ale tutaj znów pojawia się pewien problem, a mianowicie okazuje się, że Dawid już wcześniej był w Jerozolimie, a nawet zaniósł tam odciętą na równinie Azeka głowę pokonanego Goliata i złożył ją w tamtejszej... świątyni Jahwe. Czyżby więc w przed-hebrajskiej Jerozolimie było miejsce kultowe Izraelitów, gdzie mogli oddawać cześć swemu bogu? Na to wygląda (być może tak było i w innych dużych miastach kananejskich, które bezpośrednio graniczyły z plemionami Izraela). W każdym razie Dawid ostatecznie zjawił się zbrojnie (po śmierci króla Saula) pod murami Jerozolimy, która to zatrzasnęła przed nim swe bramy (ale wcześniej mógł wejść w jej mury, więc albo zapragnął zdominować mieszkańców miasta - choć, co bardzo ważne: nie wybić ich; albo też mieszkańcy odmówili Hebrajczykom wstępu do tamtejszej świątyni Jahwe - o czym nie ma śladu w źródłach biblijnych). Jebuzyci zwrócić się mieli do Dawida takimi oto słowy: "Nie wejdziesz tutaj, lecz ślepi i kulawi cię przepędzą" (2 Sm. 5,6), co było jawną pogardą obrońców, wyrażoną w stosunku do Dawida i jego ludzi, którzy pragnęli opanować dobrze ufortyfikowane miasto jakim był Jebus (stąd stwierdzenie że nawet ślepi i kulawi go przepędzą). "W tym dniu Dawid powiedział: Kto pokona Jebuzejczyków i przedrze się przez kanał, i pobije ślepych i kulawych, których nienawidzi dusza Dawida; dlatego mówi się: Ślepy i kulawy nie wejdzie do świątyni" (2 Sm. 5,8). Doszło więc do walki, a Izraelici wykazali się przy tym szczególnym męstwem (np. niejaki Abiszaj, brat Joaba, syn Serui, który położyć miał aż trzystu wojowników Jebuzytów - co bez wątpienia jest propagandową bajeczką, mającą pokazać determinację i zapał "narodu wybranego" w zdobywaniu ich późniejszej stolicy), choć z drugiej strony, sam przekaz mówiący o wielu ofiarach (po stronie wroga oczywiście) i odwadze Izraelitów, nie do końca musi się zgadzać z rzeczywistością, jako że Dawid w zdobycznej Jerozolimie nie tylko nikogo nie ukarał ale... nie wypędził stąd Jebuzytów ("Lecz Jebuzytów, mieszkających w Jerozolimie, nie mogli synowie Judy wypędzić i Jebuzyjczycy mieszkają z synami Judy w Jerozolimie do dnia dzisiejszego" - Joz 15,63). Dlaczego nie mogli ich wypędzić, skoro (według spisanej w formie militarnej propagandy Księgi Jozuego) Hebrajczycy postępowali okrutnie nawet z tymi mieszkańcami miast, którzy się przed nimi chowali i którzy uciekali, dlaczego więc teraz oszczędzili tych, którzy się przeciwko nim bronili? Odpowiedź wydaje się oczywista - nie doszło do żadnej krwawej walki (zapewne Dawid nie miał tylu wojowników, aby próbować zdobyć dobrze ufortyfikowane miasto) i ostatecznie doszło do kompromisu, na mocy którego Dawid i jego ludzie mogli powrócić do Jerozolimy, ale miasto nadal było w rękach Jebuzytów.

Walce o Jerozolimę przeczy również fakt, że Dawid zakupił w tym mieście działkę od niejakiego Arawny (na tym miejscu potem stanęła Pierwsza Świątynia Jerozolimska), choć wydaje się że zakup miał miejsce już po osiedleniu się Izraelitów w Jerozolimie (świadczy o tym fakt, iż Arawna chciał Dawidowi tę ziemię przekazać w darze, ale ten się uparł że za nią zapłaci. Gdyby to było przed zbrojnym wejściem Dawida do Jerozolimy i uznaniu tam go za króla zarówno przez Izraelitów jak i Jebuzytów, to Arawna nie byłby taki skory do przekazania mu ziemi za friko). Zajęcie Jerozolimy było jednak krokiem, który natchnął twórców Starego Testamentu do takich oto stwierdzeń: "Widząc to Aszkelon ulęknie się, Gaza okropnie zadrży, również Ekron, gdyż zawiódł się w swej nadziei. Zniknie król z Gazy, Aszkelon nie ostoi się, w Aszdodzie osiądą mieszańcy, wytępię pychę Filistynów. Gdy potem krwawe mięso ich ofiar wyrwę z ich ust, a ohydne ich bałwochwalcze potrawy spomiędzy ich zębów, wtedy i on zachowany zostanie dla naszego Boga, będzie uchodził za plemię w Judei, a Ekron stanie się takim, jak niegdyś Jebuzejczycy" (Za 9,5-7). Należy tutaj dodać, że już w czasach króla Salomona (czyli syna Dawida) Jebuzyci stali się ludnością drugiej kategorii (zapewne było to związane z dość dużym przyrostem ludności żydowskiej w mieście), a Salomon zaciągnął ich nawet do robót przy budowie Świątyni Jerozolimskiej, co świadczy o szybko postępującej hebraizacji miasta (opanowano je więc nie tyle zbrojnie, co demograficznie, już w drugim i trzecim pokoleniu).



NOB      


 Miasto to (znajdujące się w bezpośredniej bliskości Jerozolimy) przynależne było (tak jak i Jerozolima) do plemienia Beniamina (choć Jerozolima była przedmiotem sporu między rodami Beniamina i Judy, ale ostatecznie zwyciężyła tradycja, lokująca narodziny Beniamina - syna Jakuba i brata Józefa - na południe od Jerozolimy, w Ramat Rachel). Mieściło się tam sanktuarium jahwistyczne, a według Biblii król Saul zgładzić tam miał kapłana Abimeleka (który udzielił pomocy zbiegłemu od Saula Dawidowi) wraz z całą jego rodziną (rzezi uniknął tylko jeden, jedyny syn Abimeleka - Ebiatar). Nie wiadomo jednak czy postać Abimeleka jest prawdziwa (Abimeleków w czasach Saula i Dawida wymienionych w Starym Testamencie było kilku i niekoniecznie wszyscy z nich byli Hebrajczykami (jak choćby wojownik Dawida - Abimelek Hetyta). Jednak miasto Nob bardzo szybko (po zajęciu przez Izraelitów Jerozolimy) przyćmione zostało przez blask swej większej siostrzycy.


CDN.

23 marca 2026

TAJNE SPISKI I WIELKIE AFERY - Cz. I

JAK POLSKA i STANY ZJEDNOCZONE
DOPROWADZIŁY DO ABDYKACJI 
KRÓLA WLK. BRYTANII - EDWARDA VIII
w 1936 r.? 
Cz. I


KSIĄŻĘ EDWARD I WALLIS SIMPSON 
Z WIZYTĄ U HITLERA




"MUSISZ WCIĄGNĄĆ BRYTYJCZYKÓW DO WOJNY - SŁYSZYSZ! 
TO JEST NASZA JEDYNA SZANSA"

SŁOWA JAKIE WYPOWIEDZIAŁ W OSTATNIEJ SWEJ ROZMOWIE Z MINISTREM SPRAW ZAGRANICZNYCH POLSKI - JÓZEFEM BECKIEM - UMIERAJĄCY MARSZAŁEK JÓZEF PIŁSUDSKI - (MAJ 1935)



Wielka Brytania w latach 20-tych i 30-tych XX wieku, była jednym z najbardziej proniemieckich krajów w Europie i paradoksalnie tego stanu rzeczy (w pewnych brytyjskich kręgach, jak choćby w łonie samej monarchii) nie zmienił nawet wybuch II Wojny Światowej i próby opanowania Wysp Brytyjskich najpierw przez Luftwaffe, a w kolejnym planie przez Kriegsmarine, która miała przewieźć desantowe jednostki Wehrmachtu przez Kanał La Manche. Królowa Matka - Elżbieta Bowes-Lyon (matka przyszłej władczyni - Elżbiety II), jeszcze w 1940 r. mówiła: "Niemiecka okupacja Wielkiej Brytanii byłaby do zaakceptowania pod warunkiem, że Niemcy pozostawiliby w spokoju monarchię". Zresztą nie tylko monarchia była tutaj szczególnym wyjątkiem (pod względem niezwykłej estymy, jaką poszczególni jej członkowie darzyli narodowy socjalizm i samą osobę Adolfa Hitlera, czego przykładem niech będzie film, wykonany w 1933 r. na którym książę Edward i Elżbieta Bowes-Lyon, uczą siedmioletnią księżniczkę Elżbietę, jak... prawidłowo heilować).




Również elity brytyjskie był nastawione bardzo proniemiecko (wiceminister spraw zagranicznych Anthony Eden - twórca polityki appeasmentu, czyli "uspokajania" Niemiec, premier Ramsey MacDonald, Stanley Baldwin, Lloyd George, a nawet... Winston Churchill). Eden pragnął (jeszcze na długo przed wybuchem wojny) zawrzeć z Niemcami Hitlera swoisty geopolityczny deal, na zasadzie - wy kontrolujecie Europę, a my morza, oceany i kolonie pozaeuropejskie, natomiast Ramsey planował w 1933 r. wielkie zmniejszenie liczebności trzech największych ówcześnie europejskich armii - francuskiej, włoskiej i polskiej do 200 tys. żołnierzy, przy jednoczesnym zwiększeniu liczebności armii niemieckiej do tej samej liczby - 200 tys. (Niemcy podlegały jeszcze wówczas ograniczeniom nałożonym przez traktat wersalski i mogły posiadać jedynie 100 tys. żołnierzy). Dodatkowo ci tak bardzo proniemieccy i prohitlerowscy politycy (Eden twierdził np, że: "Jeśli Hitler zostanie zaspokojony, jego niepokój ustąpi, a obawy przed otoczeniem militarnym Niemiec zanikną. Naziści, wolni od niepokoju i niepewności, staną się rozsądnymi, stabilnymi sąsiadami w Europie"), od 1918 r. konsekwentnie demilitaryzowali Wielką Brytanię (tnąc koszta utrzymania armii, lotnictwa a nawet floty wojennej), która w latach 1933-1938 stała się praktycznie bezbronną Wyspą.

Gdy w 1936 r. polscy piloci uczestniczyli w obchodach 18-rocznicy powstania RAF-u, byli przerażeni stanem technicznym brytyjskich maszyn. Wojska lądowe na Wyspach Brytyjskich nie istniały w ogóle, a jedyna realna siła zbrojna - Royal Navy, była w tak kiepskim stanie technicznym, że wymagała natychmiastowych remontów i modernizacji dużej części swych okrętów. Wielka Brytania była bezbronna, praktycznie zupełnie, dlatego też w brytyjskich gabinetach politycznych roztaczano wizję wspólnego niemiecko-brytyjskiego sojuszu, który pozwoliłby Brytyjczykom utrzymać Imperium, a Niemcom gwarantowałby panowanie w Europie - i Niemcy skrzętnie chcieli z tego planu skorzystać. Był tylko jeden mały problem, który zastopował ten wspólny układ i śmiały podział stref wpływów w Europie i na Świecie, ten problem nosił nazwę... Polska. 






Nasz wywiad (poprzez agenturę ulokowaną w Komunistycznej Partii Polski {która została dogłębnie "przefilcowana" przez Dwójkę - Oddział II Sztabu Głównego Wojska Polskiego, czyli wywiad i kontrwywiad - i rzeczywiście, Stalin miał rację rozwiązując KPP w 1938 twierdząc że partię przejęli agenci i współpracownicy "burżuazyjnej Polski"}, a także wśród niektórych polskich komunistów w Moskwie), doskonale zdawał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakim było coraz bardziej przewidywalne zbliżenie niemiecko-sowieckie. Pierwszym wielkim planem "zresetowania" realnego niebezpieczeństwa współpracy Berlina i Moskwy, był plan Wojny Prewencyjnej Marszałka Piłsudskiego z 1933 r. przeciwko hitlerowskim Niemcom. To się nie udało ze względu na sprzeciw Francji. Należało więc uciec do przodu i "kupić kilka lat spokoju", które przeznaczonoby na modernizację i wzmocnienie Wojska Polskiego. Dlatego też 26 stycznia 1934 r. zawarto polsko-niemiecką deklarację o niestosowaniu przemocy i po tym czasie stosunki polsko-niemieckie znacznie się ożywiły. Wiadomo jednak było że ten układ jest tylko tymczasowy i należy zrobić wszystko, aby całkowicie "zneutralizować" Niemcy, nim... zaatakują nas Sowiety. Dlatego też już w marcu 1936 r. gdy Niemcy zajmowały zdemilitaryzowaną Nadrenię, minister Józef Beck odbył turnee po Paryżu i Brukseli, wszędzie zapewniając że jeśli Francja i Belgia podejmą się kroków militarnych w celu powstrzymania Hitlera to: "Polska natychmiast uderzy na Niemcy od wschodu". Niestety, Francuzi i Belgowie nie zmierzali wszczynać żadnej wojny prewencyjnej i powstrzymywać Hitlera. 




Cóż, skoro Francuzi byli tak oporni, to należało pobudzić do działania Brytyjczyków, ale jak przekonać do walki proniemiecki establishment w prawie bezbronnym kraju? Bardzo prosto, wizją całkowitego rozpadu Imperium Brytyjskiego i redukcją Wielkiej Brytanii do małego, europejskiego kraiku. Tylko że do tego Warszawa potrzebowała pomocy jeszcze kogoś. Tym "kimś" były Stany Zjednoczone Ameryki i tutaj do akcji wszedł niesamowity polski wywiad.




Przejdźmy jednak na razie do samej osoby głównego bohatera, czyli nowego króla Wielkiej Brytanii - Edwarda VIII. Wstępuje on na brytyjski tron dnia 20 stycznia 1936 r. po śmierci swego ojca - Jerzego V (który notabene pragnął by tron odziedziczył po nim jego młodszy syn - Albert Fryderyk, który do historii przeszedł pod nazwą Jerzego VI. Jerzy V miał też wyrazić nadzieję, że niegdyś jego ukochana wnuczka - Elżbietka, córka Alberta Fryderyka, zostanie kolejną monarchinią). Edward VIII był dość rozrywkowym mężczyzną, nie stroniącym od licznych romansów (to właśnie one i hulaszczy tryb życia tak denerwowały jego ojca). 10 stycznia 1931 r. na jednym z przyjęć wydawanym w Borrough Court, książę Edward poznał 34-letnią Amerykankę Wallis Simpson, która trzy lata wcześniej rozwiodła się ze swym pierwszym mężem, oficerem marynarki USA - Winfieldem Spencerem. Została mu ona przedstawiona przez lady Thelmę Furness, również Amerykankę, która wyszła za mąż za brytyjskiego arystokratę, Marmaduke'a Furnessa. Edward i Wallis zostali kochankami jednak dopiero w trzy lata później (prawdopodobnie styczeń 1934 r.), a książę zakochał się po uszy w owej Amerykance do tego stopnia, że zapragnął ją poślubić. 

Problem polegał jednak na tym, że Wallis miała już męża - Ernesta Aldricha Simpsona, którego poślubiła w 1928 r. Nie był to zresztą jedyny problem - na małżeństwo bowiem nie wyrażał zgody ani król Jerzy V ani królowa Maria Teck. Mimo to Edward ostentacyjnie zabierał ze sobą Wallis na oficjalne przyjęcia organizowane w Pałacu Buckingham, ku zażenowaniu gości i złości ojca. Gdy król Jerzy zakończył żywot, a Edward został nowym królem Wielkiej Brytanii, wydawało się że już nic nie stanie na przeszkodzie ich wspólnemu szczęściu. Nie tylko jednak kwestia Wallis Simpson, lecz przede wszystkim również polityka którą zamierzał prowadzić Edward VIII, nie wszystkim w rządzie (a także w służbach specjalnych MI5) się podobała. Polegała ona bowiem na bardzo bliskich stosunkach Wlk. Brytanii z hitlerowskimi Niemcami, które to właśnie popierał nowy król. Oczywiście w rządzie Stanleya Baldwina (i w angielskim establishmencie politycznym) było bardzo wielu zwolenników zbliżenia z Niemcami, jednak polityka Edwarda była nazbyt ostentacyjna, co mogło doprowadzić do bardzo niepewnych sytuacji w przyszłości.


EDWARD VIII i WALLIS SIMPSON NA WAKACJACH 
1936 r.



Wielka Brytania, nawet jeśli nie przyłączyłaby się do sojuszu z Niemcami (do czego skrupulatnie dążył Edward, np. gdy w marcu 1936 r. Niemcy wkraczały do Nadrenii, zagroził swą abdykacją jeśli rząd Baldwina zaprotestuje przeciwko temu ostentacyjnemu złamaniu przez Niemcy postanowień Traktatu Wersalskiego. Rząd brytyjski ugiął się przed królem i nie zaprotestował), to jednak nie miała nic przeciwko temu, aby podzielić strefę wpływów pomiędzy Wlk. Brytanię a Niemcy. Tylko że Edward publicznie, podczas najróżniejszych uroczystości wyrażał podziw dla Adolfa Hitlera, oraz prowadził zażyłą korespondencję z niemieckim ambasadorem w Wielkiej Brytanii - Joachimem von Ribbentropem. Te wszystkie działania musiały budzić jednak (nawet w tak bardzo proniemiecko nastawionych elitach, do jakich należały elity brytyjskie) co najmniej zniesmaczenie. 

Oczywiście takie działania nie mogły ujść uwadze Dwójki, która - pomimo zawarcia przez Polskę z Niemcami deklaracji o niestosowaniu przemocy (26 stycznia 1934 r.) pozostawała głęboko nieufna (jak i większość polskich elit) wobec Niemiec. Tym bardziej że od końca 1935 r. prowadzono w Gdańsku-Oliwie tajne rozmowy niemiecko-sowieckie, które budziły podejrzenie. Kolejnym podejrzanym działaniem, przekonującym iż rozmowy tam prowadzone (Polacy wiedzieli o nich dzięki agenturze ulokowanej w Komunistycznej Partii Polski) są na dobrej drodze, był nakaz Stalina, by Komunistyczna Partia Niemiec wygasiła wszelką działalność skierowaną przeciwko nazistom (1935 r.). Powiem więcej, Stalin był uradowany gdy dowiedział się o przejęciu władzy w Niemczech przez Hitlera (30 stycznia 1933 r.), stwierdził nawet że było to: "Zwycięstwem klasy robotniczej". Oczywiście oficjalnie wszystko było jak należy, naziści i komuniści wciąż się obrzucali błotem, tak jak miało to wyglądać dla opinii publicznej. Realnie jednak Stalin i Kreml wysyłali Hitlerowi pojednawcze sygnały, że pragną się porozumieć. Dlatego też Stalin nakazał niemieckim komunistom zaprzestanie jakichkolwiek akcji wymierzonych w reżim narodowosocjalistyczny, a tych spośród towarzyszy, którzy mieli ku temu jakiekolwiek obiekcje, kazał likwidować (oczywiście w odpowiednio preparowanych, publicznych procesach, w których oskarżonemu zarzucano szpiegostwo na rzecz Niemiec, Polski, Japonii... Trynidadu i Tobago - oczywiście najczęściej oskarżony sam się do wszystkiego przyznawał, po odpowiednio długim "śledztwie", gdy zdążono połamać mu już wszystkie palce u rąk, wybić żebra czy pozbawić prawie całego uzębienia - aby uniknąć dalszego bólu, podpisywał wszystko co mu podsunięto. Byli też tacy którzy pytali oficerów przesłuchujących żeby im przypomnieli co takiego zrobili, bo już nie pamiętają, a chętnie chcieliby sobie przypomnieć - wszystko po to, żeby uniknąć bólu). 


 KAROL RADEK



Zaczęło się w sierpniu 1935 r. gdy bolszewicki działacz partyjny (konsultant partii bolszewickiej ds. międzynarodowych), spolonizowany Żyd z Tarnowa - Karol Radek (Sobelson), na polecenie Stalina odnowił dawne kontakty z przedstawicielami niemieckiego wywiadu, armii i przemysłu (zawarte jeszcze gdy w 1919 r. siedział w komfortowych warunkach w berlińskim więzieniu, przyjmując do siebie na "audiencji" przedstawicieli niemieckich służb wywiadowczych i armii). Pierwszy swój kontakt odnowił z pułkownikiem SS Walterem Nicolaiem (doradcą Rudolfa Hessa, który notabene dążył do sojuszu z Wlk. Brytanią, czego efektem była jego misja na Wyspy z 10 maja 1941 r. wykonana z całą pewnością na polecenie Hitlera - chociaż ten się od niej odżegnywał). Nicolai był nietuzinkową postacią. Szef niemieckiego wywiadu wojskowego w latach 1913-1919, który m.in. wysłał Lenina w zaplombowanym pociągu przez Niemcy do Rosji, by ten tam zaczął swoją "misję" i doprowadził ten kraj do całkowitej ruiny. W 1935 r. Nicolai otrzymał od Reinharda Haydricha rozkaz ponownego nawiązania kontaktów z Sowietami (poprzez kierowane przez siebie Biuro ds. Żydowskich przy niemieckim MSZ). 


 PUŁKOWNIK WALTER NICOLAI



Rozmowy toczyły się w Gdańsku-Oliwie (co ciekawe, w przygotowaniu tego spotkania po stronie sowieckiej uczestniczył pułkownik NKWD, niejaki... Bolesław Bierut, który mieszkał wtedy w majątku Wernera Modrowa z NSDAP {po wojnie i sowieckim "wyzwoleniu" Polski, ten komunistyczny agent został mianowany przez Stalina na "prezydenta Polski", a w 1952 r. z okazji 60-tej rocznicy urodzin "prezydenta" Bieruta, majątek Modrowa w miejscowości Modrowo-Nygucie, został przemianowany na... Bolesławowo). 


BOLESŁAW BIERUT



Nie były to jedyne spotkania i pertraktacje niemiecko-sowieckie o których doskonale zdawał sobie sprawę polski wywiad. Ponieważ zaś niebezpieczeństwo niemiecko-sowieckiego sojuszu i możliwego zgniecenia nim Polski było nazbyt realne, tym bardziej nie można było dopuścić, by do tego sojuszu dołączyła Wielka Brytania przez swego nowego, proniemieckiego (i prohitlerowskiego) monarchę. Należało nacisnąć kilka guziczków, by doprowadzić do zmiany tej sytuacji i... naciśnięto. Naciśnięto na amerykański guzik, który wysadził owe niebezpieczeństwo w tamtym okresie (a było to tym łatwiejsze, że Amerykanie mieli dług wdzięczności wobec Polaków, jeszcze z czasów podróży do Polski gen. Douglasa MacArthura z września 1932 r. i ofiarowania Amerykanom supertajnych kodów sowieckiej armii, rozpracowanych przez polski wywiad i używanych w Armii Czerwonej aż do 1954 r. "Rewolucji" i "Fiałki", a także pierwszych kodów odczytanej niemieckiej Enigmy).

 
JÓZEF PIŁSUDSKI i DOUGLAS MACARTHUR 
W OTOCZENIU OFICERÓW



CDN.

22 marca 2026

WALKIRIA - CZYLI DLACZEGO HITLER ZDOBYŁ WŁADZĘ W NIEMCZECH? - Cz. VI

CZYLI CO SPOWODOWAŁO
ŻE REPUBLIKA WEIMARSKA
ZMIENIŁA SIĘ W III RZESZĘ?





PLANY I MARZENIA
Cz. V





ENTENTE CORDIALE
CZYLI CAŁY W TYM AMBARAS, 
ABY DWOJE CHCIAŁO NARAZ 
Cz. II



"JEŚLI NIE ZDĄŻYMY WYPOWIEDZIEĆ NIEMCOM WOJNY, ZANIM ZBUDUJĄ ONI JESZCZE WIĘCEJ POŁĄCZEŃ TRANSPORTOWYCH, ODBIERAJĄC NAM HANDEL, OZNACZAĆ TO BĘDZIE, ŻE JESTEŚMY NAIWNI I POPEŁNILIŚMY GŁUPI BŁĄD"
 
PREMIER WIELKIEJ BRYTANII - ARTHUR BALFOUR
(1907 r.)



PS: Temat ten wydaje mi się na czasie, jako że teraz niedawno amerykańskie Archiwum Narodowe odtajniło i udostępniło zasoby  kartotek członków niemieckiej NSDAP - czyli partii nazistowskiej. Znajduje się tam ponad 16 milionów zdigitalizowanych dokumentów, a to pokazuje skalę współpracy (a w zasadzie trudno tu mówić o współpracy, Niemcy bowiem utożsamiali się z Hitlerem - jako swym wodzem i dopiero w końcowej fazie wojny, gdzieś tak od roku 1942 a szczególnie 1943 zaczęli postrzegać te wydarzenia jako idące w złym kierunku) Niemców z reżimem nazistowskim - o czym zresztą wielokrotnie pisałem. Współczesne Niemcy realnie budowane były przez byłych nazistów i ludzi którzy jawnie (a często euforycznie) wysługiwali się temu reżimowi. W samym Ministerstwie Spraw Zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec pracowało więcej nazistów niż w czasach III Rzeszy - a to tylko jedna instytucja publiczna nowych "demokratycznych" Niemiec. 

Te dokumenty otwierają też ponownie kwestię niemieckiej winy za II Wojnę Światową (i popełnianych w trakcie wojny zbrodni) z której Niemcy nie rozliczyli się do dziś dnia - szczególnie wobec nas, Polaków. Uważam że temat reparacji musi wrócić i wróci wcześniej czy później do publicznej debaty, gdyż nie można budować wzajemnego zaufania na kłamstwie, podłości i zatajonych zbrodni, z których nie ma się zamiaru rozliczyć.



Stosunki między Francją a Wielką Brytanią były tradycyjnie od dekad jak najgorsze, a konflikt w Faszodzie (1898 r.) i wojna Brytyjczyków z Burami (1899-1902) jeszcze bardziej rozpaliły wzajemną niechęć Paryża i Londynu. Jednak konflikt zbrojny pomiędzy tymi oboma państwami realnie nie leżał w interesie żadnego z nich, jako że na politycznym firmamencie pojawił się kolejny, znacznie groźniejszy przeciwnik - zjednoczone Niemcy. Francja została przezeń upokorzona utratą Alzacji i Lotaryngii (1871 r.), oraz nakazem spłaty ogromnej kontrybucji wojennej, natomiast Wielka Brytania była w ciągłym zatargu z Niemcami od chwili uruchomienia przez nich ambitnego programu rozbudowy floty wojennej, wspieranego przez admirała Alfreda von Tirpitza (który twierdził że niemiecka flota powinna być tak potężna, aby jej zniszczenie spowodowało ogromne straty w siłach nieprzyjaciela i przez to stało się nieopłacalne), który to ostrzegał przed planami wstrzymania zbrojeń, strasząc "skopenhagowaniem" okrętów niemieckich (chodziło tutaj o brytyjski atak na duńską flotę wojenną w Kopenhadze w 1807 r. i jej zniszczenie - Dania była wówczas sojusznikiem napoleońskiej Francji). Plany rozbudowy niemieckiej potęgi morskiej zostały przyjęte przez Reichstag w 1898 r. i potem nowelizowane w kolejnych latach (1900, 1906, 1908, 1912), całkowicie zmieniając charakter niemieckiej floty z przybrzeżnej na oceaniczną - a to już bezpośrednio godziło w bezpieczeństwo Wielkiej Brytanii, która to od lat stała na stanowisku, że dla utrzymania brytyjskiego panowania nad morzami, flota brytyjska musi być większa niż dwie kolejne największe floty globu razem wzięte. Zresztą od czasów Trafalgaru (1805 r.) żadne państwo nie ośmieliło się rzucić Wielkiej Brytanii wyzwania i zagrozić jej bezpieczeństwu, przez co Anglicy czuli się bezpieczni na swej Wyspie (o której mawiano że nie jest częścią Europy, a jedynie z nią sąsiaduje), ochraniani przez siłę Royal Navy. Jednak na początku XX wieku cała ta dotychczasowa koncepcja bezpieczeństwa uległa rozkładowi, a ponieważ armia niemiecka była uważana za najlepszą w Europie (gdy niechęć w stosunku do Brytyjczyków wciąż wzrastała w Europie po ich inwazji na małe afrykanerskie państewka: Transwal i Oranię - sekretarz stanu do spraw kolonii Joseph Chamberlain, wygłosił w Edynburgu 25 października 1901 r. mowę piętnującą obłudę takich państw jak Francja, Niemcy czy Rosja, mówiąc że: "Ci, którzy piętnują politykę angielską wobec Burów, powinni sami pamiętać, co wyrabiali w Polsce, na Kaukazie, w Tonkinie, w Algierze czy w czasie wojny niemiecko-francuskiej". Na te słowa odpowiedział mu kanclerz Niemiec Bernhard von Bülow, który stwierdził w Reichstagu że: "Kiedy pewien minister musi koniecznie bronić swej polityki, zrobiłby lepiej, aby pozostawił w spokoju armię niemiecką. W odpowiedzi możemy się tylko powołać na słowa Fryderyka II, który powiedział, że ten, kto usiłuje obniżyć reputację armii pruskiej, ten gryzie granit"). A teraz Niemcy zamierzali również rzucić wyzwanie Brytyjczykom na morzach, a na to Londyn w żaden sposób nie mógł sobie pozwolić, jeśli chciał utrzymać nie tylko swoje kolonie, ale i bezpieczeństwo własnej Wyspy.
 

 "BIĆ SIĘ NIE CHCEMY, ALE (...) 
GDY BĘDZIE TRZEBA, 
MAMY OKRĘTY, MAMY LUDZI 
I STARCZY NAM TEŻ CHLEBA"

JOHN HUNT


Nic więc dziwnego, że działające od 1895 r. Towarzystwo Entente Cordiale (na rzecz zbliżenia brytyjsko-francuskiego), któremu przewodził książę Walii, a od 22 stycznia 1901 r. król Wielkiej Brytanii - Edward VII, pracowało nieprzerwanie, pomimo czasowych konfliktów na linii Paryż-Londyn. Edward VII bardzo lubił Francję (miał z tego kraju przyjemne wspomnienia, również te erotyczne) i choć w polityce takich drobnych sympatii nie należałoby za bardzo przeceniać, to jednak nie pozostają one bez całkowitego wpływu na podejmowane potem decyzje. Sympatie i antypatie są bowiem bardzo silnym bodźcem, często decydującym o ścieżce życiowej danego człowieka. Okres "Splendid Isloation", czyli polityki zapoczątkowanej przez George Canninga w 1827 r. i trwającej nieprzerwanie do czasów Roberta Gascoyne-Cecila, markiza Salisbury, dobiegł ostatecznie końca w 1902 r. Teraz Wielka Brytania musiała już się opowiedzieć po której stronie powinna stanąć - czy bloku "germańskiego" (Niemcy, Austro-Węgry i Włochy) czy też francusko-rosyjskiego. Z Niemcami był pewien problem, ponieważ jakiekolwiek próby nawiązania rozmów na temat ewentualnego sojuszu były od razu torpedowane (słynne "Wielkie Nie" Holstaina), ponieważ Niemcy obawiali się, że gdyby do takiego sojuszu doszło, to zostaliby zmuszeni do ograniczenia rozbudowy własnej floty wojennej, a poza tym uważali że animozje i wzajemne sprzeczności pomiędzy Londynem i Paryżem są tak wielkie, że te państwa nigdy nie będą w stanie się porozumieć, ani tym bardziej zawiązać jakiegokolwiek antyniemieckiego sojuszu. Pomylili się jednak, gdyż w obliczu rodzącego się wspólnego zagrożenia (a takim zagrożeniem dla obu tych państw były zjednoczone i potężne Niemcy), nawet najwięksi wrogowie są w stanie skutecznie się pojednać. Polityka zmierzająca do wzajemnego zbliżenia, prowadzona przez takich ludzi jak właśnie Edward VII, czy francuski minister spraw zagranicznych - Theophile Delcasse, wybitnie przyczyniła się do zakończenia wzajemnych brytyjsko-francuskich niesnasek i zmiany polityki obu tych państw.


WIZYTA KRÓLA EDWARDA VII W PARYŻU
(1903)



Pierwszym poważnym krokiem podjętym ku wzajemnemu pojednaniu, była wizyta króla Edwarda VII we Francji (1 maja 1903 r. przybył on do Paryża). Król od samego początku chciał nadać tej wizycie najbardziej oficjalny charakter, licząc na to, że szerokie nagłośnienie tej wizyty może jedynie przysłużyć się wzajemnemu pojednaniu i dać nauczkę Niemcom że nie wszystko, co na pierwszy rzut oka wydaje się niemożliwe, jest tym w rzeczywistości. Niestety, początkowo doszło do kilku nieprzyjemnych incydentów, gdy na trasie królewskiego powozu zgromadzony tłum Francuzów zaczął skandować: "Niech żyją Burowie!", "Niech żyje Rosja!" (Wielka Brytania w 1902 r. zawarła sojusz z Japonią wymierzony w ekspansywną politykę rosyjską na Dalekim Wschodzie). Król jednak udawał że nie słyszy tych głosów i cały czas się uśmiechał oraz kłaniał na prawo i lewo. Wieczorem, gdy monarcha - w towarzystwie prezydenta Republiki Emila Loubeta - udał się do teatru, tam również podniosły się nieprzyjazne, antybrytyjskie głosy i gdy Loubet zaczął przepraszać króla za ten nietakt, ten odrzekł: "Nic nie szkodzi, ja nic nie słyszę". Zaś po zakończeniu widowiska wyszedł ze swej loży na spacer po kuluarach teatru, podszedł do aktorki - Joanny Granier, ucałował jej dłoń i rzekł: "Mademoiselle, była pani niezwykła, tak jak wtedy, gdy podziwiałem panią w Londynie". W ciągu kilku kolejnych dni król pokazywał się publicznie na wyścigach konnych i w operze, wszędzie wyrażając się pochlebnie o Francji i Francuzach oraz udając że nie słyszy haseł wymierzonych w jego kraj. Podczas oficjalnego obiadu - wydanego przez prezydenta Loubeta - Edward VII wzniósł toast, mówiąc: "Znam Paryż od dzieciństwa. Wielbię piękno tego miasta, jedynego na świecie. Wielbię umysłowość jego mieszkańców". Takimi właśnie gestami szybko spowodował zmianę nastawienia francuskiej opinii publicznej i gdy wyjeżdżał z Paryża, wołano już doń "Niech żyje król!". Było to pierwsze, choć niezwykle solidne skruszenie lodu, dzielącego dotąd oba te narody. W lipcu 1903 r. zaś z rewizytą przybył do Londynu prezydent Emil Loubet.
 
 
 JOHN BULL I MARIANNA IDĄ RAZEM, 
WBREW KAJZEROWI WILHELMOWI



8 kwietnia 1904 r. zostało zawarte pomiędzy Wielką Brytanią a Francją "Serdeczne Porozumienie", które jednak w rzeczywistości nie miało ani charakteru politycznego, ani wojskowego. Tworzyły go bowiem trzy konwencje. W pierwszej Francja zrzekała się niektórych przywilejów związanych z połowem ryb w Nowej Fundlandii, otrzymując w zamian nowe nabytki terytorialne w Senegalu i Nigerii. W drugiej ustanowiono wspólny francusko-brytyjski zarząd nad Nowymi Hybrydami, oraz rozdzielono strefy wpływów obu państw w Syjamie. W trzeciej zaś (i najważniejszej) konwencji, Francja ostatecznie uznawała brytyjskie wpływy w Egipcie, zaś Wielka Brytania francuskie wpływy w Maroku. Do tego układu dołączone były również tajne klauzule (ujawnione w 1911 r.), które przewidywały zmianę statusu politycznego (aż do utworzenia protektoratów) zarówno Egiptu jak i Maroka. Układ ten nie był więc bezpośrednio skierowany przeciwko jakiemukolwiek innemu państwu, ale jednocześnie tworzył formalny sojusz brytyjsko-francuski, który mógł zmienić się w sojusz polityczny i militarny w wypadku np. niemieckiej agresji na którekolwiek z tych dwóch państw. Szybko jednak ta obopólna umowa została wystawiona na szwank, gdy 6 lutego 1904 r. Japonia (wspierana przez Wielką Brytanię) zerwała stosunki dyplomatyczne z Rosją (sojuszniczką Francji), a 8 lutego flota wojenna Cesarstwa Japonii zaatakowała w Porcie Artur w Mandżurii tamtejszą rosyjską Flotę Pacyfiku. 27 marca Port Artur został skutecznie zablokowany, zaś 25 lutego, 9 marca, 27 marca i 5 maja Japończycy dokonali desantów pod Liaotang i w Korei, bardzo szybko zmuszając Rosjan do odwrotu z Mandżurii. Wychowani w oparciu o samurajski kodeks busido, nacierali żołnierze japońscy na wroga z prawdziwą pogardą dla śmierci (w tym samym 1904 r. baron Suyematsu w liście do lorda Newtona, tak opisywał japońską armię: "Ta część wychowania wojskowego, którą nazywamy kształceniem ducha, do której przywiązujemy największą wagę i która w swojej istocie jest nauczaniem o wysokiej wartości etycznej, wpaja mężczyznom wzniosłe uczucia moralne, zwłaszcza w tym, co dotyczy patriotyzmu i prawości"). Jakież było więc zdziwienie, gdy ta pogardzana Japonia (uważana w Europie wręcz za "trzeci świat"), rozgromiła armię rosyjską w Mandżurii i zniszczyła rosyjską Flotę Pacyfiku oraz wysłaną jako wsparcie Flotę Bałtycką (27-28 maja 1905 r. w bitwie pod Cuszimą. Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że w październiku 1904 r. gdy rosyjska Flota Bałtycka płynęła przez Morze Północne, przez przypadek ostrzelała brytyjskie trawlery, co omalże nie doprowadziło do wybuchu wojny brytyjsko-rosyjskiej). Tam właśnie "Złote Chryzantemy" udowodniły ostatecznie że Rosja jest jedynie kolosem na glinianych nogach (nie pomogły też modły, odprawiane przez admirała Zinowija Rożestwienskiego na jego okręcie flagowym w czasie bitwy pod Cuszimą).




Należy też dodać, że jeszcze w 1904 r. do Tokio udał się z propozycją sojuszu (polegającego na wywołaniu antyrosyjskiego powstania w Kongresówce) - Józef Piłsudski w towarzystwie Tytusa Filipowicza (inna sprawa czy takie powstanie miałoby wówczas w ogóle szanse powodzenia). Niewiele tam jednak zyskali i w zasadzie na deklaracjach bez pokrycia się skończyło (aby storpedować owe porozumienie, intensywnie wówczas działał, obecny również w Japonii - Roman Dmowski), jednak otworzyło to drogę do porozumienia na przyszłość, gdy kontakty polsko-japońskie od lat 20-tych XX wieku były bardzo intensywne, zaś japońscy oficerowie szkolili się z techniki dekryptażu i technik wywiadowczych właśnie w Polsce (Japonia była też jedynym państwem Bloku Osi, przeciwko któremu polscy żołnierze odmówili walki - co prawda z Włochami również oficjalnie nie walczyliśmy, ale np. podczas obrony Tobruku w Libii, trudno było rozróżnić czy atakują Niemcy czy Włosi - gdy więc w 1941 r. Amerykanie i Brytyjczycy chcieli skierować - w ramach sojuszniczego wsparcia - kilka polskich okrętów na Pacyfik. Padło wówczas z ust polskich marynarzy jasne i zdecydowane: "Z Japończykami nie walczymy!" Zrezygnowano więc z planu posłania tam polskich okrętów). W czasie II Wojny Światowej Japończycy zaopiekowali się też polskimi dziećmi, które przeszły przez piekło sowieckich sierocińców i ostatecznie trafiły do Japonii. Po wojnie zaś dochodziło nawet i do mieszanych małżeństw polsko-japońskich, a jeden z chłopców urodzony z takiego związku, wypowiedział takie oto słowa: "Nie lubię Ruskich, bo zabrali nam Lwów i Kuryle". Na temat współpracy Polaków z Japończykami mógłbym się rozpisywać dość długo, ale jednak nie tego dotyczy temat, tak więc wracam do głównego wątku.




 
CO PRAWDA PAN Z TEGO KANAŁU NIE JEST JAPOŃCZYKIEM (I ZAPEWNE OBRAZIŁBY SIĘ GDYBYM GO TAK NAZWAŁ, A SZCZEGÓLNIE GDYBYM NAZWAŁ GO CHIŃCZYKIEM) TYLKO KOREAŃCZYKIEM (CHOCIAŻ WYDAJE SIĘ ŻE JUŻ DAWNO JEST POLAKIEM), ALE PROWADZI BARDZO FAJNY KANAŁ NA YOUTUBE KTÓRY CZASEM INSPIRUJE MNIE DO KULINARNYCH "ARCYDZIEŁ"
(Chociaż osobiście gotuję bardzo rzadko, raczej od święta)



"O TY CZŁENIU" 😉



Wojna z Japonią odsłoniła nieudolność dowództwa i administracji rosyjskiej, a klęska poniesiona w tej wojnie była jeszcze większa niż ta, z czasów wojny krymskiej (1853-1856). Autorytet samodzierżawia legł w gruzach, a potęgujące się administracyjne nonsensy (jak na przykład walka rządu z ambulansami szpitalnymi, tylko dlatego że wyekwipowały je i wysłały na front lokalne ziemstwa) były szczególnie uciążliwe, zaś minister spraw wewnętrznych - Wiaczesław Plehve w samym tylko 1904 r. pod byle pretekstem kazał aresztować ponad 60 000 "przestępców politycznych", kierując ich albo do więzień, albo też na Syberię. Plehve zginął w lipcu 1904 r. w zamachu bombowym w Petersburgu, a jego następca - książę Piotr Światopełk-Mirski (notabene o polskich korzeniach, który zapewne był jednym z członków tzw.: "prometejskiej konspiracji", do której to należało tak wielu różniących się ideowo ludzi - których jedynym celem stało się rozbicie Rosji i wyzwolenie uciemiężonych przez nią narodów) wcale nie był lepszy. Dochodziło do wielu tak bzdurnych zarządzeń administracyjnych, które jawnie wręcz nawoływały do wybuchu społecznego niezadowolenia, a nawet do jakiejś powszechnej rewolucji społeczno-politycznej. Światopełk-Mirski wcale jednak nie dążył do ich rozładowania, a wręcz przeciwnie - działał tak, jakby z premedytacją chciał by owa rewolucja wybuchła i by pokryła Rosję w politycznej anarchii i bezładzie. Ciekawe co też ten arystokrata (który zezwolił by litewskie i białoruskie teksty ponownie pisano alfabetem polskim, a nie cyrylicą czy grażdanką) miał na celu? W każdym razie aby opisać powstanie Trójporozumienia (Francja - Rosja - Wielka Brytania), należy na moment przyjrzeć się wydarzeniom, które miały miejsce w Rosji w latach 1905-1907. Doszło bowiem wówczas do rewolucji, która za cel postawiła sobie ostateczne osłabienie caratu, a nawet doprowadzenie do jego upadku, co skutkowałoby rozbiciem Imperium Rosyjskiego i wyzwoleniem wielu ujarzmionych w tym "więzieniu ludów" narodów. Jakie jednak były jej konsekwencje i kto skorzystał na owej Rewolucji 1905 r. - o tym opowiem już w kolejnej części Walkirii... 
 
  
PIOTR ŚWIATOPEŁK-MIRSKI




CDN.

NULLA POTESTAS NISI A DEO - Cz. XXXIX

FILARY SPOŁECZNEGO  ROZWOJU LUDZKOŚCI  I METODY PATOLOGIZACJI  NA PRZESTRZENI WIEKÓW TWÓRCY EUROPEJSKICH CYWILIZACJI: Cz. XXXVI SŁOWIANIE I ...