WYŚWIETLENIA

06 grudnia 2025

WIELKA WOJNA NA WSCHODZIE - Cz. XVI

OSTATNIA WOJNA 
HELLEŃSKIEGO ŚWIATA





EGIPT PTOLEMEUSZY
(RETROSPEKCJA)
Cz. XVI




Teraz na północy Sycylii tworzyć się zaczęło drugie przymierze (zwane północnym lub jońskim), a jego centrum stało się miasto-państwo Rhegion (leżące w Italii, nad Cieśniną Mesyńską). Władał tam (jako tyran) arystokrata meseński (wówczas jeszcze miasto to zwało się Zankle) Anaksilas. W 494 r. p.n.e. pomógł on kolonistom z Samos opanować swoje rodzinne miasto - Zankle (leżące po drugiej stronie Cieśniny Mesyńskiej) licząc na wspólny sojusz, ale ponieważ Samijczycy nie byli chętni wchodzić z Anaksilasem w układy, ostatecznie wyprawił się przeciwko nim zbrojnie, zdobył Zankle, przepędził Samijczyków i założył miasto na nowo, teraz już pod nazwą Messana (ok. 488 r. p.n.e.). Teraz Anaksilas kontrolował już całą Cieśninę, a wkrótce potem zawarł układ z Himerą (miastem leżącym daleko na północny-zachód od Messany), dawnej kolonii Zankle (założonej ok. 650 r. p.n.e.). Anaksilas poślubił też córkę tyrana tego miasta - Terillosa. Tak oto narodziło się przymierze północne, którego celem stało się niedopuszczenie do opanowania całej Sycylii przez Gelona i jego teścia Terona.

A tymczasem w 490 r. p.n.e. miało miejsce pewne wydarzenie, które zmieniło równowagę sił na Sycylii. Otóż, w tym czasie mieszkańcy Syrakuz wypędzili z miasta lokalną arystokrację (zwaną gamoroi) która rządziła tymże polis od założenia miasta w 734 r. p.n.e. przez Archiasa z Koryntu (gamoroi to była nazwa potomków Archiasa i tych rodów osadników, którzy wraz z nim zakładali miasto, reszta mieszkańców zwała się po prostu killichiroi). W Syrakuzach wprowadzono demokrację na kształt ateński, a wypędzeni oligarchowie (wraz z rodzinami) znaleźli schronienie w mieście o nazwie Kasmene (leżące na południowy zachód od Syrakuz). Gelon postanowił to wykorzystać, a ponieważ darzył on pogardą ludzi ubogich (i postępował z nimi okrutnie) przeto wystąpił jako obrońca i mąż opatrznościowy wypędzonych syrakuzańskich arystokratów. Zaproponował im że zdobędzie Syrakuzy i pozwoli im na powrót do miasta, pod warunkiem jednak, że uznają go swoim władcą. Arystokraci zgodzili się na taki układ, ale mniej chętne były władze miasta Kasmene - które co prawda obawiały się zbyt ekspansjonistycznej polityki Syrakuz (które przecież w 550 r. p.n.e. zdobyły i zniszczyły swoją własną kolonię - Kamarinę, która sprzeciwiła się władzy swej metropolii. Kamarina została odbudowana dopiero za rządów tyrana Geli - Hippokratesa w 498 r. p.n.e., po jego zwycięstwie nad armią Syrakuz w bitwie nad rzeką Eloros), jednak strach przed Syrakuzami był mniejszy, od strachu przed rosnącą potęgą Geli i przymierza południowego, które realnie zagrażało teraz suwerenności Kasmene. Dlatego też władze miasta odrzuciły propozycję Gelona. Ten jednak wyjątkowo źle przyjmował wszelkie odmowy i ok. 485 r. p.n.e. pomaszerował zbrojnie na owe polis, zdobył je i włączył do swego południowego imperium sycylijskiego. Teraz zaś przyszła kolej na Syrakuzy. Miasto, otoczone z morza i lądu (armia Gelona składała się z 20 000 hoplitów, 2000 jazdy, 2000 łuczników, tyleż samo procarzy i tyle samo lekkozbrojnej piechoty, wyćwiczonej do walki u boku jeźdźców; a poza tym dysponował 200 okrętami wojennymi - trójrzędowcami) broniło się dzielnie przez kilka miesięcy, ostatecznie jednak pozbawione wsparcia musiało się poddać (co prawda tyran miasta Kyme - Aristodemos obiecywał wsparcie - sam w końcu też przejął władzę w wyniku zamachu stanu w 505 r. p.n.e. i wymordował wszystkich dotąd rządzących miastem oligarchów, ale ostatecznie takiej pomocy nie udzielił. Tym bardziej że sam miał już problem z niejakim Tarkwiniuszem Pysznym, wypędzonym dwadzieścia pięć lat wcześniej ostatnim królem Rzymu, któremu udzielił schronienia i który teraz stanowił dla niego znaczne obciążenie - zarówno polityczne jak i wizerunkowe).




Po kapitulacji Syrakuz (pod koniec 485 r. p.n.e.) Gelon przeniósł swój dwór do tego miasta i tam ogłosił się tyranem, czyniąc z Syrakuz swoją stolicę i główną siedzibę (a ponieważ był dość pamiętliwy, przeto nie zapomniał o obietnicy Aristodema z Kyme udzielenia pomocy najechanym Syrakuzańczykom i uruchomił przeciw niemu opozycję, wysyłając swe złoto na wsparcie arystokratów z Kyme, zbiegłych i poukrywanych w kampańskich miastach i wioskach. Dzięki tym pieniądzom stworzył z nich armię, która wkrótce potem (ok. 485/84 r. p.n.e.) zdobyła Kyme, zabijając Aristodemosa i po dwudziestu latach tyranii, ponownie przywracając w mieście rządy oligarchiczne. Władzę zaś w Geli powierzył Gelon swemu bratu - Hieronowi, a sam przeprowadził do Syrakuz wielu mniej zamożnych Gelijczyków (Herodot pisze o "astoi" a nie o "politai" co znaczy że przesiedleni zostali chłopi i tzw. klasa pracująca, natomiast nie możne rody Geli), wszystkich mieszkańców Kamariny (a ich miasto zburzył - osobiście mordując sprzeciwiającego się temu tyrana Kamariny - Glaukosa, którego wcześniej sam tam zainstalował, a który był też bokserem i zwycięzcą Igrzysk Olimpijskich. Glaukos z Karystos na Eubei swoje pierwsze i jedyne zwycięstwo na Igrzyskach Olimpijskich odniósł w 520 r. p.n.e., jeszcze jako młody mężczyzna, wówczas pokonał wszystkich swoich przeciwników ale i sam na tym ucierpiał, będąc mocno poranionym. Poza tym dwa razy zwyciężył na igrzyskach pytyjskich w Delfach, osiem razy na nemejskich w Nemei i osiem na istmijskich na Istmie Korynckim, był bodaj najsławniejszym bokserem swoich czasów, chociaż nie wiadomo dlaczego tylko raz wystąpił na Igrzyskach Olimpijskich), oraz zamożnych obywateli Kasmene (wraz syrakuzańskimi oligarchami), zaś tych niezamożnych po prostu sprzedał w niewolę (jak wcześniej pisałem - Gelon gardził niezamożnymi ludźmi i uważał ich za równych niewolnikom), a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczył na rozbudowę i utrzymanie swej armii. Dzięki tym przesiedleniom, uczynił Gelon z Syrakuz najludniejsze miasto greckiego świata. Wzniósł też nowe, potężne mury obronne (które przez prawie trzy stulecia uczyniły to miasto nie zdobytym, aż do zajęcia Syrakuz przez Rzymian w 212 r. p.n.e. Syrakuzy wówczas wspomagał swymi wynalazkami jeden z największych konstruktorów starożytności - Archimedes, póki rzymski miecz nie rozłupał mu głowy). Gekon znacznie się też wzbogacił dzięki łupom, sprzedawanym w niewolę najbiedniejszym mieszkańcom podbijanych polis, jak również dzięki nakładanym podatkom. Stał się teraz najpotężniejszym władcą greckiego świata, a Syrakuzy pragnął uczynić stolicą tego świata.




Oczywiście nie zrezygnował też z nowych podbojów i już w 483/482 r. p.n.e. napadł na Megarę Hybleę (miasto założone ok. 720 r. p.n.e. przez doryckich najemników, którzy przybyli na Sycylię w poszukiwaniu nowego zajęcia i lepszego życia). Miasto broniło się kilka miesięcy, ale ponieważ nie miało szans na jakąkolwiek odsiecz, było zdane na klęskę. Ostatecznie (po długich negocjacjach) miasto skapitulowało. Oligarchów - którzy dotąd władali miastem i mobilizowali lud do walki z nim - przesiedlił Gelon do Syrakuz nadając im obywatelstwo, biedotę zaś ponownie sprzedał w niewolę (część została sprzedana poza Sycylię, ale część - zamieniona w niewolników - miała odtąd pracować na roli wokół miasta dla swoich nowych panów z Syrakuz). Następnie (jeszcze w tymże 483 r. p.n.e.) Gelon wyruszył zbrojnie przeciwko miastu Euboa, zdobył je i postąpił dokładnie tak, jak wcześniej z Kasmene i Megarą Hybleą, miasto zaś zburzył doszczętnie tak, iż do dziś trudno jest ustalić dokładnie jego położenie. A tymczasem zięć Gelona - tyran Akragas - Teron również nie próżnował. W tym samym czasie, gdy Gelon podbijał Syrakuzy i inne okoliczne polis, Teron obległ i zdobył Himerę, miasto przymierza północnego, zarządzane przez Terillosa (który stamtąd uciekł do swego zięcia Anaksilasa z Rhegion). Teraz wpływy Terona sięgały Fitnery na północy Sycylii, a Gelona całego pasa południowo-wschodniego osadnictwa dorycko-jońskiego z największym miastem - Syrakuzami na czele. Tak oto przymierze południowe odniosło zwycięstwo, choć wojna nie została jeszcze zakończona i należało spodziewać się wzmożonego oporu, tym bardziej że Terillos pragnął odzyskać Himerę, a Anaksilas również widział się jako przywódca całej greckiej Sycylii (i aby to osiągnąć musiał pokonać Gelona). Jak jednak tego można było dokonać? Odpowiedź nasuwała się sama - zawrzeć sojusz z kartagińskimi emporiami na Zachodzie oraz z samym Kart Hadaszt. W 481 r. p.n.e. Anaksilas i Terillos wyprawili poselstwo do grodu bogini Tanit i tam zostali przyjęci i wysłuchani przez lokalną arystokrację rządzącą Kartaginą (Grecy zwali ich gerontami, Rzymianie senatem, zaś w języku punickim ich instytucja - czyli Rada Starszych - zwała się h'drm, co można tłumaczyć jako hederim - o czym już wspominałem) oraz oczywiście przez samego króla Hamilkara I (trzeciego władcę z rodu Magonidów, panującego od ok. 510 r. p.n.e.). Postanowili oni przyjść Jonom z odsieczą oraz wspomóc ich w walce z Gelonem i Teronem.




Jednocześnie w tym samym czasie (481 r. p.n.e.) do Syrakuz przybyło poselstwo z Grecji właściwej, z prośbą o przysłanie - w imię jedności wszystkich Hellenów - wsparcia polis kontynentalnych, zagrożonych nową inwazją Persów. Ponoć Gelon miał się wówczas żalić, że gdy on dziesięć lat wcześniej prosił miasta Grecji właściwej o pomoc w walce z Kartagińczykami w imię "jedności Greków" i pomszczenia śmierci Dorieusa że Sparty, to wówczas owego wsparcia mu nie udzielono. Zapowiedział też, że przyjdzie z pomocą kontynentalnym polis, jeśli tamci Grecy wybiorą go naczelnym dowódcą anty-perskiej krucjaty, na co ci nie mogli się zgodzić i do sojuszu nie doszło (bez żalu ze strony Gelona, który miał przecież na głowie wojnę z przymierzem północnym i ich sojuszem z Kartagińczykami). Obawiając się jednak zarzutu o "medyzm" (czyli zdradę greckiego świata i sprzyjanie Persom - w mentalności Greków - będących barbarzyńcami), posłał Gelon do Delf swego zaufanego człowieka imieniem Dorieus (noszący to samo imię, co poległy w bitwie z Elymami pod Eryksem w 510 r. p.n.e. brat królów Sparty - Kleomenesa I i Leonidasa) z pokaźną ilością złota dla tamtejszej amfiktionii i cichą prośbą do tamtejszych kapłanów boga Apollina, aby wieszczka tego boga zabroniła Syrakuzańczykom wyprawy na Persów, wróżąc tym niepomyślne znaki. Tak też się stało (złoto najwidoczniej zawsze czyni cuda 😉), a Gelon zyskał czas na przygotowanie się do nieuniknionej konfrontacji ze swymi sycylijskimi wrogami. Kartagińczycy bowiem na wiosnę 480 r. p.n.e. rozpoczęli wyprawę na Sycylię (matką króla Hamilkara I Magonidy była grecka arystokratka z Syrakuz, był on więc po części Hellenem i szybko znalazł wspólny język z Terillosem z Himery, a Anaksilas z Rhegion posłał mu nawet swoje dzieci jako zakładników, aby udowodnić że ma czyste intencje i nie knuje spisku ani nie zawrze z Gelonem i jego teściem separatystycznego pokoju). Niestety, w drodze ku zachodnio-sycylijskim emporiom kartagińską flotę (złożoną z ok. 100 okrętów) dosięgła burza, która mocno nadwyrężyła ich szeregi, zatapiając kilka okrętów i poważnie uszkadzając kolejnych kilkanaście. Gelon dowiedziawszy się o tym, postanowił wykorzystać to propagandowo, rozgłaszając po całej Sycylii że bogowie są niezadowoleni z greckich zdrajców i renegatów spod znaku przymierza północnego i tak jak o mały włos nie unicestwili kartagińskiej armii i floty, tak z pewnością zniszczą ów "nikczemny sojusz" (Gelon celowo głosił takie rzeczy, aby odwrócić uwagę greckiego świata od siebie samego i nieudzielenia wsparcia Hellenom z kontynentu przeciw perskiej inwazji Króla Królów Kserksesa I).




Kartagińczycy, dotarłszy do portu w Panormos, wysadzili na brzeg swoją armię (ok. 30 000 zbrojnych, z czego zapewne jakaś część utonęła w morzu podczas przeprawy). Armia złożona była z rodowitych Kartagińczyków (zapewne ochotników) i jakiejś części libijskich najemników (nie była to więc - jak potem oskarżano króla w Kartaginie - "prywatna wyprawa Hamilkara", ta wojna miała poparcie Rady Starszych i zapewne sporej części kartagińskiego społeczeństwa, choć należała raczej do wypraw awanturniczo-przygodowych i nie była istotna z punktu widzenia żywotnych interesów grodu bogini Tanit). Król Hamilkar do Panormos (punickiego emporium w północno-zachodniej Sycylii) ściągnął posiłki, złożone z Fenicjan, rdzennego plemienia sycylijskich Elymów oraz Greków z miasta Selinunt (leżącego na południu Sycylii, bliżej portów kartagińskich na zachód od Akragas, ale i tak bardziej obawiającego się owego greckiego polis niż kartagińskich emporiów) i na czele tej armii ruszył wzdłuż północnego wybrzeża wyspy ku Himerze (jego plan zakładał zdobycie miasta i zwrócenie go Terillosowi, a następnie połączenie się z armią Anaksilasa pod Messaną i wspólny marsz na Syrakuzy). Gelon najmniejsze poparcie miał wśród marynarzy swej floty (złożonej z Syrakuzańczyków, którzy nie widzieli w Kartagińczykach dla siebie żadnego zagrożenia), dlatego też nie wyprowadzał swej liczniejszej (złożonej z 200 okrętów) floty na morze by zaatakować Kartagińczyków pod Panormos, bo obawiał się zdrady w tych szeregach. Jednak armia była jego oczkiem w głowie (szczególnie wierna mu była konnica, obsadzona przez przedstawicieli wielkich rodów z Syrakuz czy Geli) i całkowicie na niej polegał.

Pod Himerą wojska Terona z Akragas (które okupowały miasto) postanowiły przyjąć bitwę i hoplici wyszli z miasta w pole, ale Kartagińczycy szybko zmusili ich do ucieczki i powrotu do miasta. Dla Hamilkara było jasne, że miasto szybko się nie podda i trzeba je będzie zmusić do kapitulacji oblężeniem, dlatego też kazał założyć obóz pod miastem i wyciągnąć swe okręty na brzeg - otaczając je ochronną palisadą. Gelon tymczasem zdążał już pod Himerę, prowadząc prawie całą swoją armię - 20 000 hoplitów, 2000 jazdy i 6000 lekkozbrojnych piechurów. Greccy (a potem macedońscy) hoplici przez długie wieki od mniej więcej połowy VI wieku p.n.e. uważani byli za najdoskonalszych żołnierzy swoich czasów, a ich uzbrojenie za idealne i godne prawdziwego wojownika. Owi "mężowie spiżowi" zakuci w hartowany metal ze swoją włócznią, tarczą i mieczem (oraz nagolennikami i często nałokietnikami) byli tożsami ze średniowiecznymi rycerzami i przez długi czas (do połowy II wieku p.n.e.) stanowili najdoskonalszą siłę militarną Antyku (potem ich miejsce zajęli rzymscy legioniści - zdobywając przewodzenie mniej więcej od bitwy pod Kynoskefalaj z 197 r. p.n.e., Magnezją z 190 r. p.n.e. a ostatecznie od bitwy pod Pydną z 168 r. p.n.e. gdzie już definitywnie rzymski legion okazał się lepszy od grecko-macedońskiej falangi). Gelon zjawił się pod Himerą i założył własny obóz po wschodniej stronie miasta.


REPUBLIKAŃSKI LEGION OBYWATELSKI Z II WIEKU P.N.E. 
OSTATECZNIE ROZBIJA ZAWODOWĄ MACEDOŃSKĄ FALANGĘ 
W BITWIE POD PYDNĄ 
(168 r. p.n.e.)



Do bitwy doszło w pogodny, letni dzień o wschodzie słońca. Armie wyszły w pole i stanęły naprzeciw siebie, ale o ile Grekami osobiście dowodził Gelon, o tyle król Hamilkar wyznaczył do bitwy swoich oficerów, a sam pozostał w obozie, rozpalając wielki stos i składając w ofierze Melkartowi (punickiemu Herkulesowi) kilkadziesiąt sztuk bydła (potem za ów czyn był Hamilkar przez greckich historyków wyszydzany, gdyż w ich wyobrażeniu wódz powinien zagrzewać swoich żołnierzy do walki, a ofiary składać przed bitwą, a nie w jej trakcie. Ci, którzy tak pisali - np. Eforos czy Diodor z Halikarnasu - zupełnie nie rozumieli punickiej mentalności i religijności, która znacznie różniła się od greckiej. Król dla Kartagińczyków co prawda był wodzem naczelnym, ale przede wszystkim był kapłanem i do jego obowiązku należało zapewnić przychylność bóstw dla wojska i całej kampanii właśnie w trakcie bitwy. W punickiej religijności bardzo ważnym aspektem była obrzędowość i ofiarność - w rozumieniu składania ofiar, a nie łożenia na biednych i potrzebujących. Kohanim - czyli puniccy kapłani, byli służebnikami swych strasznych bogów i nie mogli zapomnieć czy pominąć żadnej ofiary, przewidzianej dla bogini Tanit, boga Baal Hammona, Melkarta, Eszmuna, Reszefa, Szadrapy, Istarty, Jama, Dagona czy wielu pomniejszych bóstw. Czasem, w przypadku wielkiej katastrofy naturalnej czy poważnej klęski militarnej składano też ofiary z ludzi - niekiedy, choć rzadko, również z kapłanów. Niestety, punicka religijność pozbawiona była tego, co u Greków wprowadzone zostało drogą filozofii i literatury a u Rzymian drogą papugowania Greków - czyli elementu bożego miłosierdzia [oczywiście zarówno u Greków jak i u Rzymian było ono bardzo prymitywne, dlatego potem chrześcijaństwo tak łatwo zdobyło poklask wśród ciemiężonych warstw rzymskiego społeczeństwa, gdyż dawało ludziom nadzieję na zbawienie i lepsze życie po śmierci. W "Quo Vadis" Sienkiewicza, Marek Winicjusz zapytuje się chrześcijan: "Grecja dała światu piękno, Rzym siłę, a co wy przynosicie?" i odpowiedział mu św. Piotr: "My przynosimy Miłość"]. Kartagina pozbawiona była nawet tego ułomnego, "filozoficznego" pojęcia bożego miłosierdzia (o kartagińskiej i punickiej religijności oraz wierze w życie pozagrobowe mógłbym nieco więcej napisać, ale nie czas teraz na to w tym temacie. Warto może nadmienić tylko, że tuż po śmierci Dariusza Wielkiego w październiku 486 r. p.n.e. i objęciem władzy przez jego syna - Kserksesa, ale jeszcze przed perską inwazją na Grecję z 480 r. p.n.e. do Kartaginy przybyło poselstwo od Króla Królów. Przywieźli oni skargę i jednocześnie żądanie od swego władcy, aby Kartagińczycy zaprzestali "składać ofiary z ludzi i zjadać psie mięso". Nie wiadomo czy to poselstwo było powodem, ale rzeczywiście od V wieku p.n.e. w Kartaginie coraz rzadziej składano ofiary z ludzi, coraz częściej zaczęto palić zwłoki niż grzebać w ziemi oraz ponoć zaprzestano spożywania psiego mięsa).




Bitwa pod Himerą trwała cały dzień. Kartagińczycy starali się przełamać linie greckiej falangi, ale wszędzie napotykali pancerną ścianę z wyciągniętych ku nim włóczni i tarcz. Król Hamilkar przez cały dzień - aż do zapadnięcia zmroku - wrzucał w ogień kolejne zarżnięte ofiary z cieląt, kóz i owiec aby Melkart (mający również cechy solarne) dopomógł jego wojom w zwycięstwie. Niestety, bóg pozostał głuchy na owe prośby i krwawe ofiary. Gdy więc słońce poczęło zachodzić a mrok nadchodzącej nocy zaczął otaczać pole bitwy, Hamilkar już wiedział że bitwa jest przegrana (choć kartagińskie szeregi jeszcze nie zostały rozbite). Kartagińczycy bowiem toczyli bitwy zawsze w dzień, przy słonecznym blasku, bowiem zapadająca noc przynosiła triumf nadchodzącego chaosu (a wówczas żadne ofiary nie miały już znaczenia). Puniccy wojownicy również tak myśleli i gdy tylko słońce zaszło za horyzont, oni... rzucili się do ucieczki. Wówczas dopiero doszło do rzezi, gdyż najwięcej Punitów padło właśnie podczas ich panicznej ucieczki z pola bitwy (co jest naturalnym zjawiskiem, zawsze najwięcej poległych jest w trakcie ucieczki a nie w trakcie samej bitwy). Widząc że jego armia się rozpadła, król Hamilkar nad ofiarnym stosem popełnił rytualne samobójstwo, rzucając się w płonący stos. Na placu boju polegli prawie wszyscy kartagińscy wojownicy (tylko garstce udało się uciec i schronić w zachodnich punickich emporiach), Grecy spalili też całą kartagińską flotę. Była to jedna z największych klęsk militarnych grodu bogini Tanit w historii, Grecy zaś odnieśli pełne zwycięstwo a przymierze południowe ostatecznie zatriumfowało na Sycylii. Rada Starszych (Hederim) całą winę za klęskę zrzuciła na zmarłego władcę, zarzucając mu przy tym, że bez jej zgody podjął się tej wyprawy (wypędzono też z miasta jego syna - Giskona, który osiadł w greckim Selinuncie). Władza królewska została też znacznie osłabiona (prawdopodobnie w ogóle zaprzestano używania słowa król czyli "milk", a władców z rodu Magonidów zaczęto nazywać sędzią ["szofet" l.m. "szofetim" czyli sufet). W 396 r. p.n.e. ponownie dokonano reformy i podzielono urząd króla i sufeta - ten drugi przejął wszystkie urzędowe i religijne uprawnienia władcy, królowi pozostało "tylko" dowodzenie wojskiem na polu bitwy i funkcje ceremonialne, zaś po 308 r. p.n.e. w ogóle zniesiono monarchię, pozostawiając w to miejsce dwóch (zaś po klęsce Kartaginy w wojnie z Rzymem w 201 r. p.n.e. wprowadzono aż czterech) wybieranych co roku sufetów. Tak oto monarchia w Kart Hadaszt przestała istnieć.




Ale nim to nastąpiło, królowie wciąż jeszcze byli wybierani (zawsze z rodu Magonidów). Wina, jaką Hederim chcieli obarczyć Hamilkara, nie mogła jednak przekroczyć pewnych granic, bowiem król ten postąpił honorowo - popełniając rytualne samobójstwo i rzucając się w ogień (podobnie jak przed wiekami uczyniła to założycielka Kartaginy - Dodona). Poza tym lud uważał go za bohatera (a niektórzy wręcz za boga) i zaczęto stawiać mu pomniki w wielu kartagińskich emporiach na Sycylii, a nawet na Sardynii i w samej Kartaginie. Bitwa pod Himerą była jednak dla Kartagińczyków poważnym ciosem nie tylko militarnym i gospodarczym (o czym zaraz powiem), ale również mentalnym i metafizycznym. Oto bowiem okazało się, że pomimo tylu złożonych ofiar, Melkart nie usłuchał modlitw Hamilkara i nie dopomógł Kartagińczykom odnieść zwycięstwa. To było dla nich dojmujące i niewytłumaczalne przeżycie, które nieco zmieniło ich zapatrywania religijne. Oto bowiem dotychczasowi potężni bogowie: Baal Hammon i Melkart ustąpili miejsca bogini Tanit (która już wcześniej była czczona, ale zawsze znajdowała się na boku owych dwóch głównych bogów). To pomogło nieco złagodzić psychiczną traumę odwrócenia się bogów od mieszkańców Kart Hadaszt, a Kartaginę odtąd zwano "grodem bogini Tanit". Była to więc - jak się zdaje - wielka, zbiorowa terapia psychologiczna mieszkańców tego miasta, terapia uzdrawiająca bo nic tak nie dołuje człowieka, jak świadomość że bogowie (lub Bóg) się od niego odwrócili. Po klęsce pod Himerą nastąpiła też dość poważna (ale krótkotrwała) stagnacja gospodarcza, o czym świadczą uboższe nagrobki wystawiane w Kartaginie po 480 r. p.n.e. I choć zasada ta utrzymała się dość długo (praktycznie do końca istnienia tego miasta), to twierdzenie iż panował tam odtąd permanentny kryzys nie wytrzymuje krytyki, tym bardziej, że dość majętne nagrobki wciąż były wystawiane w kartagińskich emporiach na Sycylii, Sardynii, Korsyce, Balearach czy nawet w Małej Syrcie. Jedynie stan taki utrzymał się w Kartaginie, więc jeśli nawet pojawił się kryzys gospodarczy, to był on krótkotrwały, ale jednocześnie doprowadził do stałego ograniczenia zbytku cmentarnego Kartagińczyków (być może wydane zostało prawo, które obowiązywało w samym mieście i jego okolicy, że należy ograniczyć wystawność pogrzebów oraz wkładanie do grobu cennych przedmiotów. To tylko moja hipoteza, ale wydaje mi się ona jak najbardziej logiczna).


KART HADASZT
(MIASTO BOGINI TANIT)



Co się zaś tyczy Gelona, to odniósł on pod Himerą swoje najwspanialsze zwycięstwo, jednak nie zamierzał (wbrew radom swego teścia) kontynuować tej wojny i gdy tylko przybyli doń posłowie z Kartaginy z zamiarem podpisania pokoju, szybko na to przystał (dalsza wojna wzmacniałaby raczej Terona, a szczególnie opanowanie kartagińskich emporiów na zachodzie). Kartagina zapłaciła kontrybucję w wysokości 2000 talentów (czyli ponad 50 ton srebra) i ofiarowali złoty wieniec dla Damarete (małżonki Gelona) która oficjalnie występowała w imieniu Kartaginy jako łagodząca konflikt. Jednak posiadłości Kartaginy na Sycylii nie zostały uszczuplone (tym bardziej że tamte fenickie emporia wciąż jeszcze były mocno niezależne od Kartaginy). Anaksilaos z Rhegion pogodził się z Gelonem, zaś Terillos z Himery zginął w dziwnych i do końca niewyjaśnionych okolicznościach. W Selinuncie zawarto sojusz z Akragas i Syrakuzami. Gelon stał się odtąd bardzo sławny w greckim świecie, wystawił też na własny koszt trzy nowe świątynie (w Himerze, Akragas i Syrakuzach), ale wciąż było mu mało, tym bardziej po zwycięstwie Greków kontynentalnych w bitwach z Persami pod Salaminą (480 r. p.n.e.) i Platejami (479 r. p.n.e.). Wciąż mu się wydawało, że w Grecji nazywają go "medystą" (sojusznikiem Persów) co go bardzo irytowało. Zaczął więc rozgłaszać (a ponieważ jego skarbiec był pełen złota i srebra, znalazł do tego wielu chętnych poetów, pisarzy i mówców) po całej Helladzie, że nie mógł przyjść z odsieczą, ponieważ walczył na Sycylii z takim samym zagrożeniem, z jakim zmagali się Grecy z kontynentu. Mało tego, to właśnie od niego wyszła plotka (potem powtarzana przez kilku greckich pisarzy, jak choćby wspomniani wcześniej: Eforos i Diodor z Halikarnasu, choć już Herodot o tym nie wspomina) że Kartagina była w ścisłym sojuszu z Persami i wspólnie pragnęli oni zgnieść Hellenów od Wschodu i Zachodu. Ta plotka miała zamknąć usta tym wszystkim, którzy oskarżali Gelona o "medyzm", ale realnie była bzdurą. Kartagińczykom wcale nie zależało na zwycięstwie Persów nad Grecją, bo wtedy powstałaby tam perska satrapia, a kolejnym etapem perskiej zachłanności stałaby się zapewne Sycylia - a tam przecież były fenickie emporia sprzymierzone z Kartaginą. Jaki sukces odniosłaby więc Kartagina w takiej sytuacji, musząc zmierzyć się z wielonarodową potęgą Króla Królów (który już stawiał Kartagińczykom warunki we wspomnianym wyżej poselstwie). Co prawda być może Persowie chcieliby zawrzeć taki anty-grecki sojusz, ale Kartagińczycy nie wyrazili na niego zgody i nawet jeden okręt z Kart Hadaszt nie popłynął na Wschód na pomoc Persom w bitwie z Grekami (głównie Ateńczykami) pod Salaminą. Miasto bogini Tanit nie życzyło sobie perskiej obecności w pobliżu własnych portów i perskich interesów, które kolidowałyby z ich własnymi. Dlatego też pogląd że doszło do zawarcia persko-kartagińskiego sojuszu jest zwykłą propagandową... lipą.


POD TERMOPILAMI
(480 r. p.n.e.)



Ale Gelon miał ten kompleks, czego przejawem było ufundowanie przez niego w Świątyni Apolla w Delfach złotego trójnoga i posągu bogini Nike z napisem: "Poświęcił Apollonowi Gelon, syn Dejnomedesa, Syrakuzanin, wykonał zaś trójnóg i posąg Nike Bion, syn Diodora, Milezyjczyk". Podobny trójnóg i posąg wystawili w tej świątyni po bitwie pod Platejami Ateńczycy i Spartanie. Gelon zmarł wkrótce potem (jeszcze w 478 r. p.n.e.) u szczytu swej sławy, pozostawiając władzę nad stworzonym przez siebie sycylijskim imperium, swemu bratu - Hieronowi, który kontynuował ekspansywną politykę brata. 


WYROCZNIA APOLLINA W DELFACH



 CDN.

HENRYK VIII I JEGO ŻONY - Cz. X

  OD KATARZYNY ARAGOŃSKIEJ  DO KATARZYNY PARR KATARZYNA ARAGOŃSKA (Czyli hiszpańskie noce)  Cz. VIII DZIECIŃSTWO KRÓLOWEJ KATARZYNY Cz. VII ...